
Ledwo pan Karol Nawrocki zadebiutował w świecie polskiej wielkiej polityki, a już okazało się, że obiecywać umie jak jej weteran.
Podczas gospodarskiej wizyty w Kaliszu obiecał Polakom dwa tysiące nowych linii kolejowych dla pociągów pędzących 250 kilometrów na godzinę.
Zapewnić mają obsługę wszystkim polskim miastom posiadającym powyżej 50 tysięcy mieszkańców, które znajdą się na przebiegu linii. Zauważamy, że prezydent mówiąc o „wykluczeniu komunikacyjnym” przyjął język lewicy. Czegoż nie robi się dla skołowania wyborców.
Perłą w koronie tej sieci szybkich pociągów ma być budowa wielkiego Centralnego Portu Komunikacyjnego. Oferujący całemu światu przesiadkowe loty do całego świata.
To gigantyczne lotnisko musi tu powstać, bo nim otwieramy oczy różnym niedowiarkom. Patrzcie, to jest nasze, przez nas wykonane, i to nie jest nasze ostatnie słowo! – taki przekaz ma iść do wszystkich Polek i Polaków.
Zgodnie z prezydenckim projektem zapłacą za to podatnicy, bo rząd ma wyemitować „skarbowe papiery wartościowe” na sumę 66,180 mld złotych. Ale równoważenie polskiego budżetu nie zajmuje tego polskiego prezydenta. On skupia się na obietnicach.
Pomysł budowy nowego, przesiadkowego lotniska wraz z siecią szybkich dojazdowych pociągów ma już ponad dziesięć lat. W tym czasie powstało już kilka koncepcji. Niezrealizowanych. Za wszystkie zapłacili polscy podatnicy. Czyli pan, pani i ja też.
Najbardziej sensowną koncepcję lansował geostrateg, medialny celebryta, plagiator prac naukowych, magister Jacek Bartosiak. W latach 2017–2018 członek Zespołu Doradczego Pełnomocnika Rządu ds. Centralnego Portu Komunikacyjnego. A w sierpniu 2018 roku powołany na prezesa spółki celowej do spraw budowy tego CPK.
Plan Bartosiaka był cwany, ale niepozbawiony realiów. Przewidywał budowę dużego, przesiadkowego lotniska za chińskie pieniądze – jako część ich gigantycznego projektu komunikacyjnego zwanego Nowym Jedwabnym Szlakiem. A także budowę sieci szybkich pociągów, którą miała Polsce sfinansować Unia Europejska jako projekt związany z polityką „zielonego ładu”. Była to koncepcja niegłupia i w roku 2018 jeszcze całkiem realna.
Ale świat się zmienia, czego nie chcą dostrzec zapiekli fani wielkiej budowy i żyjący z propagowania jej cwaniacy. W przeciwieństwie do Jacka Bartosiaka, który 19 lutego 2019 roku zrezygnował z posady prezesa. Choć dalej mógł żyć z produkcji kolejnych koncepcji CPK na koszt podatników, jak choćby potem pan poseł PiS Marcin Horała.
„Pierwotna koncepcja” CPK straciła grunt ekonomiczny. Bo zaostrzyła się rywalizacja gospodarcza Chiny–USA. I z Waszyngtonu popłynęło ostrzeżenie, że „chińskie” lotnisko na terenie polskiego sojusznika nie jest tam mile widziane.
Dodatkowo ówczesne rządy PiS rozpoczęły ideologiczne wojny z Unią Europejską. Takie starcia nie sprzyjały pozyskiwaniu funduszów z Brukseli. Polskich budżetowych pieniędzy wystarczało na opłacanie promocji projektu CPK i akcji wykupywania gruntów w okolicach Baranowa, gdzie ma powstać to lotnisko.
Pandemia najpierw ograniczyła transport lotniczy. Potem wymusiła na liniach lotniczych trudno odwracalne zmiany. Redukowano loty przesiadkowe na rzecz połączeń dłuższych wykonywanych przez nowe typy samolotów. Redukowano komfort przelotów, upychając pasażerów w klasie ekonomicznej, aby utrzymać relatywnie niskie ceny biletów.
Dziś nie planuje się w Europie budowy nowych, gigantycznych lotnisk. Bo nie gwarantują opłacalności.
Pieniądze obficie wydane na promocję mglistych, ale powabnych koncepcji CPK, sprawiły, że polscy wyborcy pokochali ideę Wielkiego Lotniska. A zwłaszcza obietnice Pendolino w każdym powiecie.
Polscy politycy rychło zauważyli to i jęli obiecywać likwidację „wykluczenia komunikacyjnego” w swych okręgach wyborczych dzięki budowie tam kolei szybkich prędkości.
Bo cóż szkodzi obiecać – można zacytować ze skarbnicy polskiej myśli politycznej. Wyborcy to kupią, bo chcą takiego, współczesnego opium dla wyborczego ludu. Nieważne, że nie ma na świecie kolei szybkich i zatrzymujących się w każdym miasteczku. Szybkość polega też na ograniczaniu przystanków.
Zaś modna dziś likwidacja „wykluczenia komunikacyjnego” polega na tworzeniu licznych połączeń realizowanych przez autobusy szynowe i gminne busy. Dostosowanych do lokalnych potrzeb. Tańszych w budowie i obsłudze niż koleje szybkich prędkości.
Warto przypomnieć, że polscy parlamentarzyści nie płacą za bilety kolejowe i lotnicze w naszym kraju. Nawet za pierwszą klasę w Pendolino. Nie muszą wiedzieć, że wielu ich wyborców, nawet uprawnionych do zniżek, nie stać na przejazdy szybkimi i luksusowymi.
Zachęcam do podróży na trasie Warszawa – Kraków i podobnych. Gdzie pasażerowie wybierają tańsze, choć dłuższe czasowo rejsy. A jednocześnie ankietowani głosują za kolejami szybkimi. Bo tak nakazuje duma Polaka.
Prezydent Nawrocki obiecuje budowę wielkiego, przesiadkowego lotniczego hubu. Dowodu na wielkość Polaków. Kolejnego powodu do ich dumy. Niestety, poza „dumą”, nie ma społecznych i ekonomicznych uzasadnień do budowy lotniskowego giganta.
Są za to obawy, że nowe lotnisko zaszkodzi już istniejącym. Obecny port na warszawskim Okęciu ma być zamknięty w 2032 roku. Tereny po nim staną się łupem deweloperki.
Duma PiS, lotnisko w Radomiu, też pójdzie do likwidacji. Płaczu po nim nie będzie, bo ruch zawsze był tam mały, a spłacany przez podatników deficyt coraz większy.
Podobny los czeka lotnisko w Łodzi. Do likwidacji pójdzie też lotnisko w Modlinie. Nowy port lotniczy CPK zaszkodzi również świetnie radzącym sobie lotniskom w Gdańsku, Krakowie, Wrocławiu, śląskich Pyrzowicach – zabierając im chętnych do zagranicznych lotów.
Dodatkowo zrealizowana sieć szybkich kolei między metropoliami odbierze im klientów lotów krajowych. Tak to obiecywana przez polskich polityków walka z „wykluczeniem komunikacyjnym” doprowadzi do krajowych wojen komunikacyjnych, kanibalizacji lotnisk lokalnych przez ustawowego giganta CPK.
Polska prawica prowadzi właśnie gromką, antycudzoziemską, ksenofobiczną propagandę. Też, aby złowić skołowanych wyborców.
Efektem jej będą antypolskie, konsumenckie nastroje. Nie tylko w państwach islamskich, także wśród bliższych i dalszych sąsiadów. Wizja kontroli na granicach naszego państwa też nie zachęci do lotów przesiadkowych.
Na pewno zagraniczna konkurencja lotnicza będzie te negatywne nastroje wzmacniała. Wyolbrzymiała je jak aktywiści PiS i Konfederacji zagrożenie obcymi migrantami.
W polskich dyskusjach o lotniczym CPK jest jeden ważny temat tabu. Żaden z polityków i większość ekspertów nie chce wspominać, że rosyjska przestrzeń lotnicza jest nadal zamknięta dla wszystkich samolotów startujących z Polski. Oprócz chińskich.
To czyni dla klientów pragnących lotów do Azji z polską przesiadką przelot dłuższy i droższy. Po co mają latać do Warszawy, aby potem przesiadać się w Stambule, Dubaju, Katarze, by potem dolecieć do Azji. Skoro można od razu do Stambułu, Dubaju, Kataru.
Nikt nie wie, kiedy rosyjska przestrzeń zostanie otwarta dla samolotów z Unii Europejskiej. Można spekulować, że Polska dostąpi tej łaski jako ostatnia z UE. Po Francji, Hiszpanii, Włoszech, Niemczech.
Aby tak się nie stało, prezydent Nawrocki musi zacząć rozmawiać z prezydentem Putinem. Zwłaszcza że jego idol Trump gada z Putinem jak Polak z Polakiem.
Ale nie wymagajmy od prezydenta Nawrockiego skuteczności w budowie CPK. Jego plan polityczny jest prosty: obiecać wszystko, także CPK, aby maksymalnie skołować mózgi wyborców.
By potem dzięki ich głosom zaorać Donalda Tuska i jego ekipę.
PS. Więcej w „Tygodnik NIE”









