Powojenne szanse dla Polski

Potomność powinna sądzić ludzi i rządy, tylko w świetle czasów i okoliczności, w jakich przyszło im działać.
Napoleon Bonaparte
Polakom można postawić piątkę za brawurę. Natomiast wielu polskich polityków – jak wykazały nasze dzieje-zasłużyło na dwójkę z historii i z geografii. Płaciliśmy za to nieraz najwyższą cenę.
gen. Wojciech Jaruzelski

Przeżywamy dni 75 rocznicy zakończenia II wojny światowej w Europie. Media na swój sposób dywagują nad datami, 8 maja i 9 maja. Dlaczego w PRL wtedy tak „świętowano” , a teraz inaczej wg polityki historycznej, proszę się nie mylić. Fakt pozostaje faktem – gdy przedstawiciel hitlerowskiej Rzeszy podpisywał akt bezwarunkowej kapitulacji o godz. 23.30, w Europie był jeszcze 8 maja. Biorąc 2-godzinne przesunięcie czasowe – w Moskwie był już 9 maja. Obowiązująca wiele lat w III RP polityka historyczna, obchody Dnia Zwycięstwa 8 maja, obrzydza jako„dowód” braku suwerenności. Ważne jest, że władze pamiętały o Dniu Chwały dla Oręża Polskiego, dla Polski i złożono wieńce na Grobie Nieznanego Żołnierza. Grób, to Miejsce uosabia wieczną pamięć o żołnierzach, powstańcach, partyzantach walczących na wszystkich frontach. Przegląd, nr19 z br. pisze o „Największym froncie w dziejach świata” – chwała i uznanie! Zachęcam Państwa do przeczytania.
Jaka Polska
Pytanie to pojawiło się już jesienią 1939 r., po utracie przez Polskę niepodległości, na skutek tragicznego Września. Nie dziwcie się Państwo. Było aktualne podczas okupacji hitlerowskiej, dla rządu londyńskiego i wielu polityków. Jego istota, sens sprowadzała się do wyobrażenia sobie powojennego obszaru kształtu terytorialnego i ustroju politycznego. Tu szczegół – często można spotkać ocenę, że Wielka Brytania (Churchill) i rząd londyński byli zdania, iż Polska powinna „sięgać” po Odrę. Otóż, sprawę tego „sięgania” podniósł nie kto inny tylko Stalin w rozmowie z gen. Sikorskim – grudzień 1941. Po powrocie do Londynu – co oczywiste – zdał relacje członkom rządu i Churchillowi. Później była jego argumentem wobec kwestii Kresów Wschodnich (są archiwalia, oparta na nich książka „Stalinizm”…prof. E. Duraczyńskiego). Sprawa tej granicy jest zapisana w deklaracji programowej PPR, 1943 r. Podobnie było z ustrojem politycznym. Ale „decydent był inny”. Polska była terytorialnie i politycznie kształtowana – podkreślam – nie przez Polaków, ale przez Wielką Trójkę w Teheranie (1943), w Jałcie i Poczdamie 1945! To zdanie może zbulwersować niektórych spośród Państwa, zapewne część historyków. Czy rząd londyński miał wpływ, był słuchany, mógł być inny ustrój a przynajmniej bardziej demokratyczny – szansa była! Nie dziwcie się Państwo Czytelnicy. Skrótowo powiedzieć można tak – rząd londyński, czy to kierowany przez gen. Władysława Sikorskiego, Stanisława Mikołajczyka czy Tomasza Arciszewskiego był przeciwny, wrogi ZSRR, choć utrzymywał stosunki dyplomatyczne, zerwane po ujawnieniu Katynia w 1943 r. (Churchill gen. Sikorskiemu mówił – „Wiemy, że bolszewicy są zdolni do okrucieństwa. Ale martwcie się o żyjących, a nie o martwych”). Jego stosunek do ZSRR był pierwszą przeszkodą, niekiedy wręcz barierą.
O czym była mowa w Moskwie.
Generał Władysław Sikorski, po pomyślnym dla nas-Polaków, podpisaniu w Londynie z Iwanem Majskim (ambasador ZSRR w W. Brytanii) umowy, wybrał się do Moskwy. Owe porozumienie m.in. obejmowało unieważnienie przez ZSRR„paktu Ribbentrop – Mołotow” z 23.08.1939 i układu z Niemcami z 28.09.1939; zwolnienie Polaków z obozów, więzień, miejsc zesłania; przywrócenie polsko – radzieckich stosunków dyplomatycznych. Ponadto, podpisano wojskową konwencję o organizacji w ZSRR armii polskiej („Armia Andersa”) oraz deklarację sojuszu ZSRR z Polską w walce z Niemcami.
Od czasu podpisania tej umowy, 30 lipca 1941 r. w stosunkach polsko-radzieckich zmieniło się wiele na korzyść Polaków. Generał Sikorski chciał to zobaczyć i osobiście omówić ze Stalinem kilka ważnych spraw, m.in. sygnalizowanych przez ambasadora Kota. Podczas rozmów na Kremlu, Stalin przekonywał Gościa, że gdy Wojsko Polskie przystąpi do walki, „stworzy klimat zaufania po obydwu stronach”. Na propozycję Generała by Armię Andersa przenieść do Iranu-jak pisze prof. E. Duraczyński, poirytowanym tonem oświadczył – „Jestem człowiekiem doświadczonym i starym. Wiem, że jak do Persji wyjedziecie, to już tutaj nie wrócicie. Widzę, że Anglia ma dużo roboty i potrzebuje polskich żołnierzy”. Podczas tej rozmowy i bankietu wyraził pogląd, że „powinniśmy ustalić nasze granice sami”, i „przed konferencją pokojową”. Generał replikował, że granica ustalona traktatem ryskim z 1921 r. „nie może być kwestionowana, że chciałby jeszcze wrócić do tej kwestii”. Stalin zgodził się i „wysunął pomysł oparcia zachodniej granicy RP na linii Odry”, tego nie omawiano. Na bankiecie, po podpisaniu deklaracji polsko-radzieckiej (Sikorski nie zgodził się na układ), Stalin wrócił do kwestii granic, „chodzi o >czut-czut<”, niewielkie zmiany, jak pisze Olgierd Terlecki (Generał Sikorski, Kraków 1981) Powiedział do Premiera – „bądźcie spokojni, nie skrzywdzimy was”. Komentarz Eugeniusza Guza do tej rozmowy sugeruje możliwość zachowania Lwowa oraz innego niż linia Curzona przebiegu granicy wschodniej i powrotu rządu do Warszawy, czym skłania do poważnej refleksji. Czytelnikom mającym skromną wiedzę, warto powiedzieć otwarcie, że historycy wypowiadają się oszczędnie. Bo przecież, gdyby Armia Andersa walczyła na Wschodzie, polityczne zwierzchnictwo sprawowałby rząd londyński oraz Wódz Naczelny gen. Sikorski, a wojenne, czyli strategiczno-operacyjne, ZSRR. Nie powstałaby Armia Berlinga, to oczywiste. Inaczej też ułożyłyby się stosunki z polską lewicą w ZSRR i okupowanym kraju. Czy można było zaufać Stalinowi – nikt z historyków nie podjął ryzyka pozytywnej odpowiedzi! Gdyby gen. Sikorski zaryzykował – historia może opisywałaby go jako opatrznościowego męża, nawet stawiając wyżej od Piłsudskiego! Dlaczego? Kluczowa odpowiedź mieści się w terytorialnym kształcie i powojennym ustroju Polski. Może granica wschodnia przebiegałaby wg traktatu ryskiego? A co z zachodnią, czy byłaby z 1939, czy 1945 r.? Czego my byśmy oczekiwali – wiadomo! To wymagało w 1941-1942 r.od rządu wyobraźni i zabiegów o prawne gwarancji Anglii i USA, nawet ich odrębny traktat ze Stalinem w sprawie Polski. Czy był możliwy – szanse były. Pamiętajmy, że w grudniu 1941 r. niemieckie dywizje były 40 km od Moskwy, zbliżały się do Leningradu, Stalingradu i Kaukazu, liczył się każdy żołnierz. Nie jest ciekawostką a faktem, że Stalin osobiście rozdzielał ciężkie karabiny maszynowe na najważniejsze fronty. Oba państwa – Anglia i USA – autentycznie nie chciały upadku ZSRR pod ciosami wojsk Hitlera. Ale wtedy Anglia miała inne kalkulacje wobec Armii Andersa, szło jej o ochronę brytyjskich kolonii, na wypadek upadku ZSRR. Czy polskie pokłady nienawiści, wrogości do Rosjan były do pokonania, czy gen. Sikorski na Zachodzie byłby zrozumiany? On sam chyba nie był skłonny do takiego ryzyka, choć słusznie uważany jest za realistę wśród londyńczyków. Wiemy jak potoczyły się losy wojny i Polski dalej.
Kresy Wschodnie
Faktycznie symbolizuje je„linia Curzona”. Była linią demarkacyjną między wojskami polskimi a Armią Czerwoną z lipca 1920 r., jaką uznali uczestnicy konferencji w Spa. Tu zwracam Państwu uwagę – kto pamięta, żeby mówiono o niej gdy obchodziliśmy 100. lecie odzyskania niepodległości 2 lata temu? Przecież ją Zachód ustalił, Churchill i Stalin uznawali za obowiązującą! Ciekawe, kto w tym roku, za 2,5 miesiąca będzie pamiętał, gdy będziemy świętować 100. lecie Bitwy Warszawskiej! Wskazana w nocie dyplomatycznej Szefa MSZ W. Brytanii, lorda Georga Curzona, do Szefa MSZ ZSRR (RFSRR), Gieorgija Cziczerina. „Linia” ta, była wcześniej, tj. 8 grudnia 1919 r. wskazana przez mocarstwa sprzymierzone w ich „deklaracji” w sprawie tymczasowej granicy wschodniej Polski. Właśnie ten szczegół – deklarację państw zachodnich które już w 1919 r. ją wskazały. Z czym Polska nie chciała się pogodzić. Lord Curzon nie był jej autorem, a pracownicy ministerstwa, wśród nich Polak Ludwik Namierowski, któremu przypisuje się to autorstwo. Linia przebiegała od Grodna, przez Jałówkę, Niemirów, Brześć, Dorohusk, Hrubieszów, Kryłów, do Rawy Ruskiej, Przemyśla i dalej do Karpat. Była kilka razy modyfikowana przez polityków. Warto spojrzeć na poniższą mapę choćby jeszcze z jednego powodu-jaki kształt terytorialny miałaby dzisiejsza Polska bez Ziem Zachodnich – pomyślcie Państwo!
„Londyńczycy”
Proszę sięgnąć po książkę Eugeniusza Guza „Londyński rodowód PRL”. Autor był wielokrotnie postponowany za sam tytuł – londyński rodowód! To ciężka obraza prawicy, by przypisywać jej jakąkolwiek odpowiedzialność za powojenne rządy w Polsce. Ta książka od Czytelnika wymaga wyobraźni, zachęcam. Jej przesłanie-gdyby rząd londyński, jego krajowi przedstawiciele, różne polityczne partie chciały się „dogadać” ze sobą! – podkreślam-skład „rządu lubelskiego” pozwalał uniknąć a przynajmniej osłabić skalę stalinizacji w Polsce, lata 1947-1953, nawet do 1956. Bierut i Gomułka-tak! czynili takie starania, oczywiście z myślą o przewadze w rządzie swoich zwolenników, obawiali się partyzantki, bratobójczej walki, a stąd i „pomocy” NKWD. Stalin i Churchill, podejmowali mediację, nie uzyskali wzniesienia się naszych polityków z różnych orientacji ponad często słuszne urazy i waśnie, które wtedy należało odłożyć na inny czas. Potrzebny był rozum i wyobraźnia o przyszłości Polski, nie karabin. Czy „londyńczycy” mieli? – oto przykłady:
– 14 października 1944 r., (czyli po upadku Powstania Warszawskiego, za którego wybuch ten rząd odpowiada, co od lat się przemilcza w sierpniu każdego roku), Winston Churchill (wkurzony) podczas rozmowy z premierem Stanisławem Mikołajczykiem m.in. mówi – „Nie jesteście żadnym rządem, jeżeli nie możecie podjąć żadnej decyzji. Jesteście warchołami, którzy chcą zburzyć Europę. Odwołam się teraz do innych Polaków, zwłaszcza, że rząd lubelski może funkcjonować doskonale. On będzie rządem. Pana argumenty to tylko zbrodniczy pomysł wywołania rozłamu między sojusznikami za pomocą waszego liberum veto. Jeżeli chcecie pobić Rosję, zostawiamy to wam. Mam wrażenie, że jestem w domu obłąkanych. Nie wiem, czy rząd brytyjski będzie was nadal uznawał”. Wybaczcie Państwo wprost banalne pytania – czy premier nie wiedział, że terytorialnie Polska leży między Rosją i Niemcami i którędy Armia Radziecka będzie szła na Berlin?; czy jeszcze wtedy liczył że Wielka Brytania i USA zapewnią temu rządowi „władanie” w Polsce; czy nie mógł pojąć, że trzeba się dogadać z „rządem lubelskim”. Tu taka ciekawostka. W sierpniu 1944 Stanisław Mikołajczyk był w Moskwie, rozmawiał ze Stalinem, który namawiał go na funkcję premiera w rządzie lubelskim – tak! Oczywiście, trzeba mieć świadomość, że jego zgoda wywołałaby wściekłość – jak dziś mówimy – „betonu” wśród swoich w Londynie i trudno przewidzieć ich reakcje. Ale wtedy jeszcze Churchill i Roosvelt popierali Mikołajczyka – była więc nić szansy, nadziei na „inny skład” rządu lubelskiego, wciąż pamiętając o miejscu i roli osób bliskich ideowo Moskwie. Po Jałcie, Stanisław Grabski opublikował apel-„dogadajmy się z Moskwą … bo to daje nam jedyną szansę po pierwsze, na Ziemie Zachodnie, po drugie – na przetrwanie państwa”. Oświadczył – „jadę do Warszawy, gdyż tylko tam jeszcze dla Polski da się coś zrobić”. Nawiasem wspomnę, iż był on i Mikołajczyk – członkami delegacji rządu na Konferencję w Poczdamie. Z USA do Polski przyjechał prof. Oskar Lange, ks. Orleański, inni
– 21 lutego 1945 (czyli 2 tygodnie po Jałcie) Winston Churchill podczas rozmowy z gen. Władysławem Andersem m.in. kilkakrotnie podkreśla, że Wielka Brytania nigdy nie gwarantowała wschodnich granic Polski (szło o Kresy Wschodnie, które USA i Anglia oddały ZSRR-moje GZ). Oświadcza, że sprawę granic ostatecznie załatwi konferencja pokojowa. Wraca do rozmowy z 26 sierpnia 1944 r. i mówi o odszkodowaniach dla Polski w ziemiach na zachodzie po Odrę i Nysę. Zaś Anders występuje przeciwko tworzeniu nowego rządu w Polsce, opartym na komitecie lubelskim – jak mówi – „składającym się wyłącznie z obywateli sowieckich i kilku zdrajców, idących na pasku Moskwy, z dołączeniem dla pozoru paru działaczy polskich przebywających za granicą”. Na zakończenie rozmowy Churchill mówi, że Wielka Brytania uzna tylko rząd składający się z przedstawicieli wszystkich kierunków politycznych. Zachęcam do przeczytania pamiętnika Andersa-„Bez ostatniego rozdziału”, pozwoli na zrozumienie ówczesnej rzeczywistości, skali wyobraźni i odpowiedzialności za Polskę po wojnie;
– Tomasz Arciszewski, premier rządu, m.in. oświadczył: „Nie chcemy rozszerzać granicy na zachód tak, aby wchłaniać 8 do 10 milionów Niemców. Nie chcemy Wrocławia ani Szczecina.” (opublikowane równolegle w „Sunday Times” oraz londyńskim „Dzienniku Polskim i Dzienniku Żołnierza” 1945). Wstyd konkludować – jaki kształt terytorialny miałaby Polska bez Ziem Odzyskanych? Tego w 1945 r. też nie potrafili sobie wyobrazić i zrozumieć? Tu należałoby obszernie przedstawić „Memoriał” Iwana Majskiego ze stycznia 1944 r., który złożył Mokotowowi, gdzie m.in. sugeruje, by „powojenną Polskę ostrożnie kształtować, jako kraj możliwie niewielkich rozmiarów” – proszę, pomyślcie Państwo Czytelnicy;
Profesor Andrzej Werblan („Polska Ludowa, Wyd. Iskry 2017) przypomina rozmowę Władysława Gomułki z Kazimierzem Bagińskim z SL-u (Stronnictwo Ludowe, moje, GZ) – „Armia Czerwona lada dzień tu przyjdzie, trzeba będzie tu jakoś władzę zorganizować. Porozummy się. My jesteśmy dla nich wiarygodni. Razem z nami wy staniecie się też wiarygodni. Nie – odpowiedział Bagiński, my powitamy Armię Czerwoną z rozwiniętymi zielonymi sztandarami i sami się z nimi dogadamy, bez waszej pomocy”. Gomułka zanotował – „pozostało mi tylko życzyć powodzenia” – serdecznie zachęcam Państwa do przeczytania tej książki. Jej Autorzy – profesorowie: Werblan i Modzelewski są Świadkami Historii! Proszę, pomyślcie – gdyby powstał rząd złożony z przedstawicieli PSL, SL, PPS i oczywiście PPR z pozycją wpływową! z „koncesjonowaną demokracją”, przyjazny ZSRR, moglibyśmy uniknąć pierwszych trudnych wewnętrznie lat lub dużo łagodniej je przeżyć. Czy nie wynikają z tego na dziś, w 2020 r. sensowne wnioski, nauki?…
Refleksja…
W tym miejscu proszę Państwa o wybaczenie – pisząc ten tekst nie mogę powstrzymać się od pytań i ocen, po wysłuchaniu kolejnej „samopromocji prezydenckiej” Pana Kosiniaka – Kamysza. Mówi, że Polski nie wolno dziś oddać walkowerem, że obserwujemy arogancję władzy, która wydaje różne nakazy i sama je łamie. Że jako prezydent podniesie wydatki na ochronę zdrowia, bo Polacy powinni być leczeni na wysokim poziomie, że służba zdrowia powinna godnie zarabiać i podobne banały. Nie mogę tego strawić-dziwicie się Państwo? Czy wydatki na służbę zdrowia, poziom zarobków lekarzy zależą od prezydenta, czy od rządu i parlamentu? Tyle już chyba kandydat na prezydenta powinien wiedzieć! Co z tego, że napisze „swoją ustawę”, którą odrzuci Sejm? Gdzie Pan Kosiniak był przed 2016 r., kto, jaka opcja polityczna razem z PO przez 8 lat sprawowała władzę, co robiło PSL? Nie wiadomo było wtedy jaki jest stan kształcenia przyszłych kadr medycznych, jakie są potrzeby, ile lat trwa kształcenie specjalisty – lekarza? Kto ma leczyć na „wysokim poziomie”, specjaliści szkoleni na wiejskich festynach PSL? Czy Pan Kosiniak nie widział jak postępuje władza od 2016 r., przed wyborami w październiku 2019-dlaczego razem ze Schetyną rozbił opozycję, nie chcąc iść do wyborów w jednym bloku z Lewicą? Miliony Polaków, ja też – nie muszę wiedzieć na czym polega liczenie głosów metodą d’Hondta, ale Pan Kosiniak powinien – pisałem w tekście „Przyszły prezydent”, DT, 22-24 listopada 2019. Jeden duży blok opozycji wobec władzy zmieniłby układ głosów w Sejmie. Przepraszam wszystkich przyjaciół, profesorów! (nie wymieniam nazwisk), ale powstrzymać żalu nie potrafię, za traktowanie jak durnia, Polaków – jak „ciemny lud”, potrzebny Panu Kosiniakowi do wybrania na najwyższy urząd. Czy nie potrafi liczyć, myśleć i przewidywać nawet na kilka miesięcy? Z ogromnym uproszczeniem, pominięciem wielu szczegółów i uwarunkowań pytam – obecne „zabiegi” PSL i PO nie są podobne do „mądrości” niektórych wyżej cytowanych polityków? Dostrzegł to SMS – owy badacz: „błędy lekarzy leżą w grobie, błędy nauczycieli – siedzą w Sejmie”.
Odpowiedzialność „londyńczyków”
Ktoś może się zdziwić – dlaczego oczekuję zrozumienia sytuacji od „londyńczyków”, a nie oceniam surowo zwolenników ZSRR, czyli głównie PPR i PPS. To proste, „rząd lubelski” był u siebie, w kraju, Wielka Trójka przesądziła, że Polska będzie w strefie ZSRR. Kwestia ta sprowadzała się do pytania – jaka ta Polska będzie ustrojowo, ile demokracji, na co „Londyn” mógł mieć wpływ przez kilku doświadczonych polityków, porozumienie i współpracę. Ale przez stawianie różnych warunków, kuglarskie machinacje stracili wpływ. O co poszło? Trzy główne sprawy – Kresy, pisałem wyżej, przyjęcie Konstytucji z 1921 r. jako podstawy prawa ( upierali się przy sanacyjnej, z 1935) oraz reforma rolna – ziemia dla chłopów. Tu ciekawostka – kardynał August Hlond w 1933 r. powołał Radę Społeczną, która w założeniu przyjęła potrzebę reformy rolnej, parcelacji wielkich majątków. Ziemiaństwo wywołało histerię – „czerwony biskup chce odebrać ziemię”! Endecja nazwała go robociarzem, z pochodzenia był Ślązakiem. Tłumaczył – że tych problemów społecznych nie da się rozwiązać, dając jałmużnę. Radził – „Kościół niech odda swoje ziemie i skupi się na pracy duszpasterskiej. Nie chcecie? przyjdzie chwila, że będziecie musieli” – prorocze myśli. Warto zainteresować się tą postacią, rozpoczął się proces jego beatyfikacji.
Wracam do głównego wątku. „Londyńczycy” nie mogli pojąć dwóch rzeczy: że USA i Anglia nie wezmą Polski pod „swoją opiekę”. 6 marca 1946 r. Churchill przemawiając w Fulton ogłosił „żelazną kurtynę”, oddzielił Polskę i inne kraje od Zachodu – podkreślam. Zrobił to świadomie we własnym, Anglii i Zachodu interesie, nie Stalin! Zachód nas nie chciał – wreszcie to trzeba pojąć. Że podziemie dla nich nie wywalczy władzy i „wolności”. Dlaczego mamili nadzieją na III wojnę?… Brak im było wyobraźni, czy piramidalna głupota. Doszła do tego „praca” propagandy z Moskwy i Zachodu – mówiono: Polacy wracający do kraju to szpiedzy, zdrajcy. Efekt – powojenna stalinizacja, morderstwa „zbrodniczych band podziemia” (o tym napiszę wkrótce).
Ku pamięci…
Nie należy zapominać, że Polska podczas ostatniej wojny była zniszczona w 38 proc. . Straty, jakie ponieśliśmy, były proporcjonalnie 47 razy większe, niż w Wielkiej Brytanii i 25 razy przekraczały zniszczenia wojenne Francji. Kraj został zniszczony i wykrwawiony, a na dodatek wyjałowiony w dużej mierze z warstwy inteligenckiej. W Polsce zostało zaledwie kilkanaście tysięcy osób z wyższym wykształceniem. W 1939 r. na 10 tys. mieszkańców mieliśmy prawie trzy razy mniej studentów, niż Anglia. Mieliśmy 25-30 proc. analfabetów, Anglia wówczas nie znała tego zjawiska. Żaden inny kraj nie znalazł się w podobnej sytuacji.
Polska leczyła wojenne rany. Odbudowę kraju rozpoczęliśmy w sytuacji nie tylko zdziesiątkowanych kadr fachowych, lecz również z ludźmi, którzy jakże często nie umieli czytać ani pisać. Kilof i kielnia, a często i gołe ręce – to była wówczas główna technologia. Zadania były istotnie wielkie i wzniosłe. Odbudować kraj. Podnieść z ruin najważniejszy symbol – Warszawę, która padła ofiarą straszliwych zniszczeń, zagospodarować Ziemie Odzyskane na zachodzie kraju, przyjąć miliony Polaków repatriowanych z dawnych kresów wschodnich… W tamtych czasach, o czym niektórzy teraz nie pamiętają, każdy dom, każdy most, każdy pomnik, każdy kilometr torów kolejowych stanowił – po odbudowaniu – źródło autentycznej dumy.
Zastanówcie się Państwo-jesteśmy przed wyborami prezydenckimi. Kto „zasłużył na dwójkę z historii i z geografii” – jak mówił Generał Nie dajmy się wprowadzić w błąd! Dziś i jutro-najważniejsza będzie gospodarka, finanse. Tylko taki praktyk-prezydent, znany w Polsce i Europie jest nam bardzo potrzebny.