Rok mi nął

Szast-prast mija rok 2018. Jak z pejcza trzasnął. Z bicza znaczy się. Ale trzasnął na pewno. Niejednego.

***

Obchodziliśmy Stulecie Odzyskania Niepodległości. Uroczyście. Na bogato. Po pańsku, nierzadko przewalając pieniądze niepotrzebnie. Tak po szlachecku, utracjuszowsko. Ale w polskiej mitologii niepodległość jest bezcenna i każdą sumę roztrwonić na jej celebrę można.

***

Przy okazji licznych celebracji okazywało się, że przez wiele lat od roku Odzyskania Niepodległości, umownego zresztą, prawdziwie niepodlegli Obywatele naszego państwa nie byli. Bo w międzyczasie mieliśmy tu okupację niemiecką i radziecką. Bo państwo polskie w ciągu ostatnich stu lat radykalnie zmieniło swoje granice. Radykalnie zmieniło swój skład narodowościowy. Bo Polska Ludowa jest plugawiona równo. Przez obecnie rządzące elity PiS i „demokratyczną” opozycję z PO. Jedynie SLD zauważa dobre strony PRL. Zatem obchodziliśmy Setkę, której faktycznie nie było.

***

Był to rok oczekiwań na Mesjaszów. Politycznych. Nowy pan premier Mateusz Morawiecki miał być narodowo-katolickim Macronem. Okazało się, że już po miesiącu z macronowego embriona wykluł się premier Pinokio. Nie pierwszy narodowo-katolicki kłamczuch polityczny i pewnie nie ostatni.

***

Mesjaszem i Macronem obozu konstytucjonalistów ma być Donald Tusk. Wielu już widziało we snach, jak wraca z Brukseli na „białym koniu”. Czyli Pawle Grasiu. Wielu śni nadal, że Donald Zbawiciel demokratyczny krajowy Macron już siodła tego Grasia. Już słyszy stuk złotych kopytek.

***

„Biedronieczko leć do nieba, przynieś mi kawałek chleba” – to nowa świecka modlitwa lewicujących liberałów. Oczekujących liberalnego Mesjasza. I Macrona też. Zawierzających w nowe bożyszcze polityczne, nowo narodzonego, niepokalanego Roberta Biedronia. Tego który zejdzie na polską ziemię, da siłę uciśnionemu przez PiS liberalnemu ludowi i odmieni oblicze tej ziemi. Chwalmy pana Roberta na harfie, chwalmy pana na cytrze.

***

I tylko lewitujący lewicowcy z SLD przestali już na swego Mesjasza czekać. Bo i jego im ten „niecharyzmatyczny” Czarzasty zablokował.

***

W Polsce wszyscy republikanie, zwłaszcza demokraci i nawet lewicowcy, stale marzą o silnym, polskim społeczeństwie obywatelskim. I jednocześnie wzdychają do świętego obrazu kolejnej Charyzmatycznej Jednostki. Wodza politycznego, który przyjdzie i naprawi im ten świat. Wodza, któremu się zaufa bezgranicznie. Za którym pobiegnie się bezkrytycznie. Jak kiedyś za Wałęsą, Krzaklewskim, Kwaśniewskim. Millerem, Lepperem, Kaczyńskim, Tuskiem, Palikotem, Petru, Kukizem.
Czemu ci deklarujący swe demokratyczne poglądy Polacy zachowują się jak polityczne barany już na sam dźwięk fujarki kolejnego namaszczanego Wodza?

***

Hakatumba to synteza trzeciego roku rządów kaczystowskiej prawicy. Zastopowanej rewolucji narodowo-katolickiej. Poronionej rewolucji „Dobrej zmiany”. Zaczęło się w 2015 od wstawania z kolan, doszło się do czasu napełniania kieszeni w 2018.

***

„Wyrwij murom zęby krat”. Te złote zęby, rzecz jasna. Rwij jak najszybciej, bo kolega partyjny też już sobie na nie ząbki ostrzy.

***

Byliśmy już prawie „Drugą Japonią”, „Zieloną irlandzką wyspą”, „Budapesztem w Warszawie”. Teraz mamy być „Fort Trumpem”. Najwierniejszą i najsilniejszą proamerykańską placówką na europejskim wschodzie. Przedmurzem cywilizacji amerykańskiej i katolickiej wiary.
Tak widzą Polskę elity PiS. Jak widzi taką Polskę administracja USA, napisała w swym liście nowa pani amerykańska ambasador. Widzi nas jako kolejną, bananowa republikę. No może nie taką bananową. Kartoflaną jedynie.

***

Był to rok klęski wizerunkowej polskiego kościoła katolickiego. Fabularyzowany dokument „Kler” dobitnie pokazał, jak naprawdę jest ten kościół postrzegany. Przy okazji ów film pobił polski rekord frekwencyjny wszech czasów. Przeskoczył najczęściej oglądany do tej pory w Polsce film, czyli „Krzyżaków”. Też o okupantach z zagranicy, też o okrutnikach spod znaku krzyża.

***

Ale największym skandalem było i jest milczenie hierarchii polskiego kościoła kat. przyzwalające na pedofilskie zbrodnie księży. Nic dziwnego, że liczni wierni zaczęli odmawiać przyjmowania księży „po kolędzie”. A to odczuła hierarchia kościelne szczególnie boleśnie. Bo po kieszeni.

***

Odbyły się wybory samorządowe. Czyli wielka bitwa wojny plemiennej PiS-PO. Oba walczące plemiona ogłosiły zwycięstwo, co oznacza, że faktycznie był remis.

***

Przy okazji zmiany barw politycznych przez śląskiego radnego Kałużę, okazało się jak wielki jest obszar politycznego bagna w naszym kraju. Jak łatwo wyborcy akceptują polityczne transfery, choć jednocześnie deklarują przywiązanie do podstawowych, moralnych zasad w polityce.
Zabawne jest też, jak wyborcy, zwłaszcza ci formalnie dobrze wykształceni, dają się złapać na lep przeróżnych „bezpartyjnych” komitetów wyborczych. Łudząc się, że są one bardziej uczciwe niż istniejące partie polityczne. A potem okazuje się, że ich bycie „bezpartyjnymi” to ich ukryte zadanie partyjne.

***

Był to rok aktywności największego kanibala politycznego IV RP, czyli pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego i największego wampira politycznego przewodniczącego Grzegorza Schetyny. Rok, w którym wszyscy usłyszeli o zagłuszających wszystko „szumidłach”.

***

Był to rok stuletniej rocznicy Powstania Wielkopolskiego. Jedynego w pełni udanego powstania polskiego.
Dlatego apelują do radnych Rady Warszawy. Zmieńcie nazwę mostu imienia generała Bora-Komorowskiego, wyjątkowego nieudacznika i szkodnika, na most imienia Powstania Wielkopolskiego.

 

Szczęśliwego Nowego Roku!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *