Co zrobi milion?

Milion wyborców głosowało w wyborach samorządowych na kandydatów SLD – Lewica Razem. Można rzec, że już tylko milion, albo, że jeszcze aż milion.

Ten milion głosów to podstawowy kapitał polityczny jakim Sojusz Lewicy Demokratycznej jeszcze dysponuje. Niezwykle ważny w przyszłym roku. W czasie wyborów do Parlamentu Europejskiego oraz Sejmu i Senatu.

Parlamentarzyści SLD i Unii Pracy to jedyny głos polskiej lewicy w Parlamencie Europejskim. Innych lewicowych parlamentarzystów tam nie było. I zapewne tylko lewicowy blok wyborczy stworzony z udziałem SLD zapewni tam przyszła, polską lewicową reprezentację.

Nie dajcie się zwieść podsuwanymi wam przez prawicowe i liberalne media prognozami. Przewidującymi, że nowa partia Roberta Biedronia będzie reprezentacją lewicy w Parlamencie Europejskim. Programowe zapowiedzi jej lidera oraz jego współpracowników świadczą o odchodzeniu ich od programu europejskich socjalistów. Biedroń i jego współpracownicy jawią się zwolennikami liberalizmu w sferze obyczajowej i w gospodarce. Sojusznikami politycznymi polskich socjalistów.

Ale jeśli uda im się wejść do Parlamentu Europejskiego, to zapewne zasilą oni obecną tam frakcję liberałów. Nie będą u chrześcijańskich demokratów, bo tam znajdą się kandydaci PO i PSL. Ani we frakcji socjalistów i demokratów, którą zasilą kandydaci bloku lewicowego współtworzonego przez SLD.

Ordynacja wyborcza do Parlamentu Europejskiego nie jest tak radykalnie większościowa, jak te obowiązujące w wyborach samorządowych i do Sejmu i Senatu. Nawet gdyby przyszłoroczne wyborcy zamieniłyby się w plebiscyt pro i antyeuropejski, to milion wyborców daje szanse polskiej lewicy na jej reprezentację w Brukseli.

Zatem najrozsądniejszym wyborem w wyborach do Parlamentu Europejskiego byłaby wspólna lista partii lewicowych. Tworzona z SLD – Lewica Razem, Zielonych, Partii Razem.
Udział w wspólnym bloku z PO-PSL, na który naciskają związane z PO media, któremu patronuje Włodzimierz Cimoszewicz, grozi rozmydleniem programowym. Sam „antyPiSizm”, sama „proeuropejskość” jako jego spoiwo może nie wystarczyć.

Poza tym, taka, zdominowana przez Grzegorza Schetynę koalicja grozi, że to ten polityk będzie miał największy wpływ na pozycjonowanie kandydatów lewicowych na wspólnych listach wyborczych. Czyli to prawicowy polityk będzie decydował o przyszłym składzie lewicowej frakcji w PE.

Grzegorz Schetyna już zasygnalizował, że chętnie udostępni „miejsca biorące” na wspólnej liście byłym premierom Markowi Belce i Włodzimierzowi Cimoszewiczowi. Bardzo cenię ich kompetencje, ale reprezentacja obecnej polskiej lewicy w Parlamencie Europejskim nie może być zdominowana przez byłych polityków. W tym Marka Belki, który socjalistą nie był i nie jest.

Milion Wyborców to spory kapitał. Gdyby wszyscy, którzy zagłosowali w tym roku na kandydatów SLD – Lewica Razem do samorządów, poparli w 2019 roku kandydatów lewicy w wyborach do Sejmu RP i Senatu RP, to w polskim parlamencie znów zabrzmi lewicowy głos.

Pozostaje pytanie jak liczna i skuteczna może być taka przyszła reprezentacja wyłaniana w większościowej ordynacji. A ta premiuje wspólne listy wyborcze.

Ale taka wspólna lista wyborcza z całą anyPiSowską opozycją wymaga od lewicy bardzo silnie zaznaczonej podmiotowości programowej. I bardzo wyrazistych kandydatów. Gwarantujących swym dotychczasowym politycznym dorobkiem, że po zdobyciu mandatu parlamentarnego nie powędrują do konkurencyjnych ugrupowań. Taka wspólna lista wyborcza do Sejmu i Senatu wymaga też wielkiej aktywności wyborców i zrozumienia tak wyjątkowej sytuacji. Jeśli liderzy lewicy nie wyjaśnią, nie wytłumaczą wyborcom swych taktycznych wyborów, to mogą ten milionowy kapitał polityczny roztrwonić.

Czeka nas pracowity, przełomowy polityczny rok.

 

Wesołych Świat
Od całej Redakcji „Trybuny”