Wyborów 10 maja nie będzie

Ryzykuję to stwierdzenie 30 marca narażając się na opinię osoby wciąż naiwnej, bo wierzącej, że rządzącym jednak choć trochę zależy na naszym życiu i zdrowiu. Powiedzmy, że w to wierzę, choć znacznie bardziej istotny jest dla tej kwestii „bunt samorządowców”. Coraz więcej prezydentów miast, wójtów i pełnomocników wyborczych stwierdza, że nawet gdyby oni sami wykazaliby się determinacją w podporządkowaniu się woli Kaczyńskiego, to przygotować się do wyborów nie zdążą, bo ani komisji wyborczych nie zbiorą, ani lokali nie przygotują, ani podległych sobie urzędników do dobrowolnego narażenia się na zachorowanie nie zmuszą. Nawet jeśli sejmowa tabletowa większość utrzyma wprowadzoną bezprawnie możliwość głosowania korespondencyjnego (pisząc ten tekst jeszcze tego nie wiem), to przecież ktoś spisy osób uprawnionych do takiego głosowania będzie musiał przygotować, koperty wysłać i głosy zliczyć, a wszystko to jeszcze grubo przed 10 maja.

Jak zmusić urzędników, którzy teraz pracują zdalnie, by w szczycie epidemii zgłosili się do roboty? Ilu z nich do tego czasu znajdzie się w kwarantannie , w szpitalu albo izolatorium? Żaden prezydent miasta albo wójt, którzy teraz mają ważniejsze zadania do wypełnienia nie będzie się dla satysfakcji prezesa narażał na gniew ludzi i na śmieszność. Funkcjonowanie wodociągów, straży pożarnej i elektrociepłowni oraz handlu artykułami pierwszej potrzeby muszą zapewniać. Zwłaszcza, że tym razem chodzi naprawdę o życie i zdrowie tysięcy ludzi. Czy wyobrażacie sobie państwo, co by się teraz stało, gdyby do tego co już jest doszła np. duża awaria ciepłownicza, albo strajk ludzi odpowiedzialnych za wywóz śmieci? Więc samorządowcy coraz głośniej i dobitniej „meldują” nam wszystkim, że oni żadnych wyborów na 10 maja nie zamierzają przygotowywać. I to powinno nas, obywatelki i obywateli bardzo cieszyć, bo to świadectwo ich odpowiedzialności i jednocześnie potwierdzenie, że nie pomyliliśmy się oddając na nich nasze głosy.

Bo co do posłów i posłanek już tej pewności niestety mieć nie możemy. Prąca do reelekcji za każdą cenę Andrzeja Dudy pisowska większość. Łamiąca Konstytucję i Regulamin Sejmu marszałkini Witek. Bezczelny wicemarszałek Terlecki grożący zbuntowanym samorządowcom wprowadzeniem komisarzy.

Z drugiej strony kompletnie pogubiona i niepotrafiąca podjąć jakiejkolwiek wspólnej inicjatywy opozycja. Z większa wprawą i zaangażowaniem okładająca się inwektywami w mediach społecznościowych, niż skutecznie przeciwstawiająca się aberracji rządzących.

Ci, co głosowali na opozycję zniesmaczeni wzruszają ramionami słuchając biadolenia „nas nikt nie chce słuchać” i z niesmakiem obserwują wzajemne złośliwości. Ci, co głosowali na rządząca większość teraz włosy z głowy rwać powinni. Chyba, że jak niektórzy biskupi wierzą, że koronawirus to dopust boży oraz kara za ten gender rozpasany i tęczowe lewactwo w Polsce rozpanoszone. Wirus nie wybiera, za to epidemia zaczyna niestety wydobywać z nas nie tylko solidarne działania, ale także cechy niedobre. Dotąd skrywany egoizm i skłonność do jego tłumaczenia strategią wyboru „mniejszego zła”. Jeszcze do niedawna w Internecie wiele było wpisów wykpiwających „histerię rządów i panikę głupców”. Przypomnę, że marszałek Senatu, lekarz, wybrał się na urlop do Włoch, a następnie powróciwszy i oświadczył – nic się nie stało, jestem zdrów jak ryba. Stało się, niestety marszałek Grodzki jako jeden z pierwszych poderwał nasze zaufanie do polityków i co gorsza, lekarzy. A zaufanie, to w takim momencie rzecz bezcenna. Niestety podrywała je także znana ekspertka od grypy. Prof. Brydak zbyt długo i nazbyt autorytatywnie twierdziła, że cóż, wirus jak wirus, a na wirusa grypy tak nie reagujemy i nawet się nie szczepimy, a on też przecież zabija. Niefrasobliwe słowa pozostały w ludzkiej pamięci i czynią już wiele złego – przecież grypę przechorowałem i nic mi, a że pogoda coraz lepsza, roboty nie ma, no to na rower, na słońce, na piwko z kumplami.
Jeszcze gorsze wydaje mi się stałe powtarzanie, że to ludzie starsi są najbardziej narażeni, więc niechże w domach siedzą. Absolutnie banalna prawda, ludzie starsi i chorzy na przewlekłe choroby są bardziej podatni na każdą infekcję, a przebieg choroby jest u nich z reguły cięższy. Ale takie powtarzanie już skutkuje tym, że jedna czwarta wśród osób zdiagnozowanych w Polsce ma mniej niż 30 lat. A testy nadal wykonywane są wyłącznie tym, którzy mają widoczne objawy chorobowe lub byli w udowodnionym kontakcie z osobą chorą. Młodzi usłyszeli, że w gruncie rzeczy im nic nie grozi, więc tłumnie zaludniają jeszcze niepozamykane parki i laski.
Swoją drogą zamykać miejsca, gdzie ludzie mogli w przyzwoitej od siebie odległości złapać trochę świeżego powietrza i jednocześnie opowiadać, że nie ma żadnego stanu nadzwyczajnego, a wybory mają być w terminie, potrafi tylko PiS.

Mięso wyborcze

Niektórym wydawało się, że PiS robi im dobrze. Tak im się wydawało i dalej wydaje. W rzeczywistości PiS traktuje obywateli jak mięso wyborcze.

W tych wyborach PiS oczekuje od swoich sympatyków zapłaty za otrzymane bonusy. PiS doskonale wie, że skończył się czas gospodarczego boomu. Idą czasy trudne. Trzeba wiec zrobić wszystko, by jeszcze raz zmusić, przekonać swoich wyznawców, by poszli do wyborów. Potem się zobaczy, co dalej.

Wiadomo jednak, że wyborca, któremu obojętna jest demokracja, ma przede wszystkim na uwadze swój byt codzienny i godzi się, aby pełny żołądek zagłuszył głos sumienia czy zwykłą przyzwoitość. Jak rządowych fruktów zabraknie wyborca może zacząć gryźć rękę niedawnego darczyńcy. I tego PiS bardzo się boi. Dlatego łamie kodeks wyborczy, łamie Konstytucję, oszukuje, bo wie że czasy w polityce idą niebezpieczne. Dla PiS-u nawet bardzo niebezpieczne. Nadzieja w samorządach i obywatelach, że odmówią organizacji wyborów i udziału w nich. Na bandytyzm PiS-u demokracja i przyzwoitość nic nie poradzą.

Tymczasem prowadzący kampanię wyborczą pan Prezydent udał się na Jasną Górę i tam modlił się, by Pan Bóg uchronił nasz kraj od pandemii. Pan Prezydent mógłby modlić się w pałacu prezydenckim. Najwyższy też by go wysłuchał, albo i nie. Pan Prezydent chciał się pokazać w telewizji i w świętym dla katolików miejscu. Kontakt z Bogiem miał zapewne znaczenie drugorzędne. Niestety modły Prezydenta nie zostały wysłuchane i pandemia rozwija się nadal według jej tylko znanych reguł. Tak zresztą było przez wieki, co pozwala wnioskować, że Opatrzność nie zajmuje się zarazami niszczącymi ludzkość.

Sam kościół po kilku nieodpowiedzialnych wypowiedziach, że koronawirus to kara za LGBT zamilkł. Dostrzegł śmieszność swoich wypowiedzi. Ja równie głupio mogę powiedzieć, że koronawirus to kara dla kościoła i wielu wiernych za głosowanie na PiS. Takiego myślenia nie zalecam, bo jednej głupoty nie zwalczy się głupotą inną.

Flaczki tygodnia

Jaśnie pan prezes Kaczyński nie wierzy w skuteczność zaproponowanej przez siebie „Tarczy antykryzysowej”. I przyjętej przez jego większość sejmową.
Dlatego nakazał aby dorzucić do pakietu „antykryzysowych” propozycji dodatkową poprawkę zmieniającą Kodeks Wyborczy.
I tak pod przykrywką „Tarczy antykryzysowej” uchwalono dodatkowo osłaniającą go „tarczę polityczną”.
Bramę dla przyszłych szalbierstw i manipulacji wyborczych dokonywanych przez elity PiS.

Jaśnie pan prezes jest wyjątkowo zdolnym uczniem genseka Stalina. Wie, że w autorytarnej demokracji nieważnym jest kto na kogo głosuje, ważne jest kto i jak liczy oddane głosy.
Przegłosowana przez większość sejmową PiS poprawka daje duże pole do fałszerstw wyborczych stronie rządzącej. Kontrolującej administrację państwową, państwową pocztę, prokuraturę, policję, wojsko. Zwłaszcza wojsko „obrony terytorialnej”, traktowane jak psy pociągowe w zaprzęgach jaśniepaństwa PiS.

Gdyby jaśnie pan Jarosław Kaczyński wierzył w skuteczność promowanej przez jego premiera „Tarczy antykryzysowej”, to nie musiałby się uciekać do podsuwania Sejmowi RP kolejnych ustaw niezgodnych z Konstytucją RP i innym prawem niższego rzędu.
Nie manipulował by tak prawem, aby maksymalnie oddalić dzień oddania swojej władzy. Widmo grożącej mu odpowiedzialności za wielokrotne łamanie prawa i sprawiedliwości społecznej.
Bo przecież skuteczność lansowanej przez elity PiS „Tarczy antykryzysowej” byłaby najlepszą gwarancją dla utrzymania wysokiego społecznego poparcia dla nich. Skuteczność rządowej polityki antykryzysowej najlepiej zagwarantowałaby wysoką wygraną i reelekcje pana prezydenta Dudy jesienią 2020 roku lub wiosną 2021.
Zagwarantowałaby też trzecią kadencję rządów PiS. Bez szalbierstw w rodzaju „korespondencyjnego głosowania dla sześćdziesięciolatków +”.

Skoro jaśnie pan prezes nie wierzy w skuteczność „Terczy antykryzysowej”, czyli też w uczciwą wygraną i reelekcję pana prezydenta Dudy, to musi uciekać się do wyborczych szalbierstw.
Do wprowadzenia „wyborców korespondencyjnych”. Wygrywanych przez służby pocztowe jaśnie pana prezesa na jego korzyść”.

Co się stało z polską demokracją, z polskim poczuciem wolności i godności obywatelskiej ?
Oto jeden zgorzkniały, zdezelowany psychicznie polityk, formalnie szeregowy poseł, nakazuje społeczeństwu polskiemu iść do wyborów, czyli na śmierć, i nikt z elit PiS nie odważy się zaprotestować?
To tak wysokie posłuszeństwo czy skurwienie ?

Oficjalnie rząd pana premiera Morawieckiego odwołał wyjazd delegacji Federacji Rodzin Katyńskich na obchody Dziesiątej rocznicy katastrofy smoleńskiej i Osiemdziesiątej rocznicy zbrodni katyńskiej. Z powodu zarazy konornawirusem.
Początkowo, jak już informowaliśmy, do Smoleńska lecieć miał pan premier, a do Charkowa i Bykowni pan prezydent. Początkowo jaśniepan prezes nie wyrażał zainteresowania lotem. Ale potem zmienił zdanie. Dlatego kancelaria pana premiera ma przygotowany wariant lotu do Smoleńska. W wąskim gronie. Jaśniepan prezes, pan premier, któryś z marszałków. Nie więcej niż 30 – 50 osób.
Już się lizusy z PiS na listę pokładową pchają.

Walcząc z rozpowszechniająca się zarazą pan prezydent Duda udał się z pielgrzymką na Jasną Górę. Tam lansował się podczas Apelu Jasnogórskiego korzystając z wielkiej popularności wśród polskich katolików czarnej Żydówki, zwanej też „Matką Boską Częstochowską”. Czynił to łamiąc obowiązujący polskich obywateli limit „pięciu osób w obrzędach liturgicznych”. Ale pan prezydent Duda jest w Polsce ponad prawem. I sprawiedliwością też.

Pamiętacie zbliżające się święta wielkanocne w czasach Polski Ludowej i zapowiedzi w dziennikach telewizyjnych o zbliżających się statkach z cytrusami od bratnich chińskich komunistów?
Teraz walcząc z rozpowszechniającą się zarazą pan prezydent Duda przez trzy dni zapowiadał samolot, który przyleci z Chin ze środkami ochrony dla służby zdrowia, też od bratnich komunistów chińskich.
Potem było jak w Radio Erewań. Nie jeden, ale trzy, nie dary, lecz towary, czyli płatne.
Ale warto było patrzeć jak zawodowi, PiS – owscy antykomuniści dostają orgazmu na widok komunistycznych maseczek na twarze.
Tak to komunizm na kolana rzucił PiS.

KPP, czyli Kącik Poezji Patriotycznej

MASZ WYBÓR

Sejm obradował głuchą nocą
by znowu prawo zepsuć z mocą
i osobliwym rozwiązaniem
„urozmaicić głosowanie”.
Jeśli 60 lat skończyłeś
mam dziś dla Ciebie wieści miłe.
Chociaż to niezbyt wiele zmienia,
masz wybór miejsca zakażenia.
Możesz wirusa, tak jak wszyscy
z wyborczej przynieść w dom komisji
lub go na poczcie w płuca przyjmiesz
głosując korespondencyjnie.
Niestety dalej – daję słowo
wszystko już pójdzie standardowo,
zaś konsekwencją będzie tłumny
ogólnopolski „marsz do trumny”
Niech zatem zabrzmią gromkie brawa
dla tej wspaniałej zmiany prawa.

Ryszard Grosset

PS. Zapraszamy do komentowania naszych artykułów na https://www.facebook.com/trybuna.net/

Biedroń: przełożyć wybory!

Skoro rząd zamyka szkoły i uznaje spowolnienie gospodarcze, w tym utratę miejsc pracy, za nieuchronne, dlaczego upiera się przy utrzymaniu terminu wyborów prezydenckich? – pyta kandydat Lewicy.

Robert Biedroń nie ma wątpliwości: skoro rząd podjął wysiłek walki z epidemią, wprowadził nadzwyczajne ograniczenia w poruszaniu się i zgromadzeniach, powinien również przełożyć termin I tury wyborów prezydenckich. W ocenie kandydata Lewicy nie ma żadnego powodu, by Polacy mieli iść do urn akurat 10 maja, skoro są obawy, że zagrożenie do tego czasu nie minie.

Jedyny kandydat

– Kampania prezydencka jest prowadzona de facto przez jedną osobę – prezydenta Andrzeja Dudę. Tak być nie może. Polki i Polacy nie mogą stać się ofiarami determinacji prezesa, aby za wszelką cenę wnieść do życia publicznego nie urny wyborcze, ale całkiem inne urny, aby prezes Jarosław Kaczyński mógł przeprowadzić wybory 10 maja, a które się nie powinny odbyć. W tej sprawie – w sposób ostry – będziemy się domagali jak najszybszych decyzji, aby Polki i Polacy czuli się po prostu bezpiecznie i nie byli narażeni na zarażenie koronawirusem – obiecał Biedroń w wystąpieniu pokazywanym na Facebooku.

Z kandydatem Lewicy w sprawie terminu głosowania zgadza się 73 proc. Polaków – to wynik sondażu w sprawie terminu wyborów, jaki w ubiegłym tygodniu zamówiła i opublikowała „Gazeta Wyborcza”.

Elektorat PiS pójdzie do urn

To samo badanie opinii publicznej pokazało, że jest jednak grupa wyborców, której epidemia niestraszna. Przynajmniej poważna część elektoratu prawicowego zamierza udać się do lokali wyborczych. Sondaż pokazał, że 10 maja Duda wygrałby, zgarniając ok. 2/3 głosów. 10 proc. wyborców poparłoby Małgorzatę Kidawę-Błońską. Inni kandydaci dostaliby jeszcze mniej, ok. 4-6 proc. wskazań.

Praktycznie nierealny stał się scenariusz rozważany niedawno na łamach mediów liberalnych: rezygnacja wszystkich opozycyjnych kandydatów, by elekcja stała się niekonstytucyjna. Do wyścigu prezydenckiego „dołączyli” ostatnio prawicowi politycy z trzeciego szeregu, m.in. Marek Jakubiak. Twierdzą, że udało im się zebrać wymagane 100 tys. podpisów. Nie po to się pojawili, by teraz zrezygnować.

Polityka w czasach epidemii

Obecna, największa za życia obecnych pokoleń, pandemia pociągnie za sobą długotrwałe konsekwencje ekonomiczne, społeczne i polityczne. Niezależnie od tego, jak długo trwać będzie bezpośrednie zagrożenie zdrowia i życia ludności w większości państw świata, pewne wydaje się to, że po jego ustaniu nic już nie wróci do stanu dotychczasowego – stanu, do którego zdołaliśmy się tak bardzo przyzwyczaić, że trudno nam wyobrazić sobie, co mogłoby go zastąpić.

Ekonomiści – w Polsce zwłaszcza znany z dalekowzrocznych prognoz Grzegorz Kołodko – wskazują na to, że dotychczasowy model stałego wzrostu gospodarczego, oparty na rosnącej konsumpcji a zarazem wyczerpywania naturalnych zasobów, staje pod znakiem zapytania w warunkach trwałych następstw światowej recesji. Co więcej, recesja najprawdopodobniej uderzy w poszczególne regiony z niejednakową siłą. Nie można na przykład wykluczyć tego, że jedną z konsekwencji obecnego kryzysu może być relatywny wzrost pozycji ekonomicznej Chin, które dość szybko wydobyły się z epidemii i mogą stać się skutecznym rywalem dla osłabionych przez konsekwencje epidemii gospodarek Europy i Ameryki.
Koordynacja i współpraca
Prognozy tego typu wykraczają poza problematykę czysto ekonomiczną i kierują naszą uwagę ku długofalowym skutkom politycznym. Dotyczy to tak polityki międzynarodowej, jak i polityki wewnętrznej poszczególnych państw.
W stosunkach międzynarodowych obecny kryzys zdrowotny pokazuje z całą mocą ograniczenia możliwości i skuteczności działania państw narodowych. Wprawdzie to właśnie rządy państw narodowych podejmują decyzje mające na celu ograniczenie zasięgu i w dalszej perspektywie zwalczenie epidemii, ale już teraz widać, że bez głębszej współpracy i koordynacji międzynarodowej nie będą w stanie poradzić sobie z jej konsekwencjami. Unia Europejska, która jeszcze tak niedawno postponowali politycy „eurosceptycznej” prawicy, okazuje się niezbędna dla wyprowadzenia państw członkowskich z grożącej im zapaści gospodarczej. W tym kontekście Brytyjczycy będą zapewne żałowali swej decyzji o „brexicie” – tyleż egoistycznej, co nierozsądnej. Zmagające się z konsekwencjami kryzysu Stany Zjednoczone – z Trumpem lub bez niego – będą musiały na nowo przemyśleć swoje stosunki z resztą świata i zrewidować koncepcję amerykańskiej hegemonii, której podporządkowana była polityka tego mocarstwa po zakończeniu zimnej wojny. Ulegnie zapewne zmianie stosunek do Rosji. Gdy rosyjska pomoc medyczna dociera do najdotkliwiej dotkniętych Włoch, nasuwa się pytanie, jak długo jeszcze utrzymywać się będzie skierowana przeciw Rosji polityka sankcji i izolacji. Może więc z obecnego kryzysu wyłonią się stosunki międzynarodowe, w których świadomość wspólnoty losów całej ludzkości weźmie górę nad egoizmem narodowym czy ideologicznym zacietrzewieniem. Nie wiem, czy tak się stanie, ale chciałbym, by się stało.
W polityce polskiej sprawami centralnymi są jakość rządzenia oraz charakter polityki. W obu tych sprawach przeżywany obecnie kryzys skłania do wejścia na drogę radykalnej zmiany.
Powrót do dnia wczorajszego
Państwo okazało się tak bardzo niesprawne, że zwykły powrót do dnia wczorajszego wydaje się nierealny. Wieloletnie zaniedbania w służbie zdrowia, chronicznie niedofinansowanej i z roku na rok borykającej się z odpływem kadry lekarzy i pielęgniarek, dają o sobie znać szczególnie w warunkach nadzwyczajnych. Chciałbym być dobrze zrozumiany: nie obciążam obecnego rządu wyłączną odpowiedzialnością za ten stan rzeczy, gdyż zawiniły także rządy poprzednie – zwłaszcza te, które były u władzy już po wyjściu Polski z głębokiej recesji pierwszych lat po zmianie ustroju. Jednak odpowiedzialność rządów PiS jest o tyle większa, że ostatnie lata były okresem świetnej koniunktury gospodarczej w świecie, co przekładało się na wyraźne polepszenie sytuacji finansowej państwa. Co z tego miała służba zdrowia? Podobnie jak inna zaniedbywana dziedzina – oświata – była nadal pomijana w hojnym rozdzielaniu publicznego grosza. Ważniejsze były gospodarcze dziwolągi w rodzaju przekopywania Mierzei Wiślanej czy pomysł budowania wielkiego lotniska między Warszawą i Łodzią, a także czysto polityczne „inwestycje” w Wojska Obrony Terytorialnej, których skuteczność militarna podawana jest w wątpliwość przez najwybitniejszych specjalistów wojskowych.
Państwo jest źle i niekompetentnie zarządzane, gdyż o doborze kadr kierowniczych decydują obecnie przede wszystkim kryteria polityczne a nie fachowe. Tak nie zawsze było. W czasie, gdy byłem członkiem rządu kierowanego przez premiera Cimoszewicza żelazną zasadą było to, że o obsadzie stanowisk kierowniczych decyduje fachowość na nie legitymacja partyjna. Jednym z moich zastępców został wybitny działacz podziemnej „Solidarności”, nieżyjący już Mirosław Sawicki. Podobnie było i w innych ministerstwach. Potem pod tym względem było już tylko coraz gorzej.
Najnowszym przykładem niekompetencji aparatu państwowego jest to, co dzieje się na warszawskim lotnisku, gdzie tysiące pasażerów operacji „Lot do domu” kłębią się godzinami w kolejkach, gdyż – jak z rozbrajającą szczerością wyjaśniają odpowiedzialni za ten stan rzeczy urzędnicy – „brakuje ludzi” dla uruchomienia liczniejszych okienek kontroli paszportowej i dla przeprowadzenia niezbędnego pomiaru temperatury.
Poprawa stanu państwa nie jest zadaniem partyjnym, lecz narodowym. Musi zostać podjęta bardzo poważna praca nad tym, by nasze państwo było sprawne i skuteczne. Oznacza to przede wszystkim: rewizję priorytetów budżetowych, przywrócenie fachowej służby cywilnej i prowadzenie polityki porozumiewania się głównych sił politycznych w miejsce dyktatu aktualnej większości sejmowej.
Termin wyborów
To ostatnie wyzwanie wiąże się bardzo ściśle z obecnym sporem o termin wyborów prezydenckich. Politycy całej opozycji – od Lewicy po Konfederację – słusznie domagają się odłożenia wyborów, w czym wspierają ich najpoważniejsze autorytety prawnicze. Mają rację, ale nie mają siły sprawczej. Ta znajduje się w ręku Jarosława Kaczyńskiego, gdyż nikt zapewne nie sądzi, by decyzję w tej sprawie samodzielnie podejmować mieliby prezydent Duda, marszałek Witek czy premier Morawiecki. Przyczyna, dla której prezes PiS upiera się przy majowym terminie wyborów, jest całkowicie oczywista. Liczy na to, że w ten sposób uda się wybory wygrać. Dzięki czemu przez kolejne pięć lat głową państwa pozostanie człowiek całkowicie od prezesa zależny, pokornie znoszący upokarzanie go, jak ostatnio, gdy został cynicznie ograny w sprawie rzekomej „dymisji” Jacka Kurskiego.
Jarosław Kaczyński rozumuje logicznie, co nie znaczy, że bezbłędnie. Opozycja powinna z całą siłą uderzać w cynizm tej polityki i uczynić z tego podstawowy wątek walki wyborczej. Może okazać się, że ta gra obróci się przeciw obecnej partii władzy. Pod warunkiem, że opozycja nie złoży broni i że ponad podziałami istniejącymi w jej łonie, zdecyduje się na wspólny front – zwłaszcza w drugiej turze. Nie wykluczam zresztą tego, że prezes Kaczyński może nagle zmienić zdanie, jeśli sondaże wskażą na słabnięcie szans na wygraną Andrzeja Dudy.
Duchowy guru
Od wyborów prezydenckich ważniejsze jednak wydaje mi się to, jak ma wyglądać polityka polska w następnych latach. Czy ma nadal być zażartą walką dwóch nienawistnych plemion politycznych? Czy jej duchowym guru ma pozostawać bliski hitleryzmowi niemiecki teoretyk polityki Carl Schmitt (1888-1985), dla którego istotą polityki była relacja „wróg-przyjaciel” a celem politycznym jest zniszczenie wroga? Trzy lata temu ( w wywiadzie dla „Frankfurter Allgemeine Zeitung”) Jarosław Kaczyński wyraził swe szczere uznanie dla „realizmu” niemieckiego teoretyka. To mnie nie dziwi, gdyż prezes PiS okazał się pojętnym uczniem Carla Schmitta.
Polityka nie musi jednak być wyłącznie i zawsze walką z „wrogiem”. Może być także dążeniem do realizacji dobra wspólnego. Taka polityka nie wyklucza sporu, gdyż w rozumieniu owego dobra wspólnego będziemy niejednokrotnie się różnili. Jest to jednak spór merytoryczny, a nie walka na zniszczenie „wroga”. Taka polityka nazywana jest często „demokracja deliberatywną”, której cechy i walory przedstawił niedawno wybitny psycholog polityki profesor Janusz Reykowski ( w książce „Rozczarowanie demokracją: perspektywa psychologiczna”, 2019).
Polskę czekają bardzo trudne lata. Gdy skończy się epidemia, pozostaną i będą bardzo ostro odczuwane jej konsekwencje. Uderzają one szczególnie w warstwy ekonomicznie słabsze, w tym w ludzi młodych o nieustabilizowanej sytuacji zawodowej. Trzeba się liczyć z siłą gniewu zrodzonego z poczucia przekreślonych szans na szybką poprawę sytuacji materialnej tej liczącej się warstwy społecznej.
Jaki rząd?
Z nowymi wyzwaniami będzie musiał radzić sobie rząd – jaki rząd? Czy miałby to być rząd „współodpowiedzialności za państwo” złożony z przedstawicieli wszystkich ugrupowań sejmowych, co postulują profesor Maciej Kisilowski i dr Anna Wojciuk na łamach „Gazety Wyborczej” (23 marca br.)? Pomysł jest ciekawy, ale – moim zdaniem – całkowicie nierealny. W obecnym stanie rzeczy ani PiS, ani partie opozycyjne nie są w stanie zgodzić się na utworzenie takiego rządu i na zapewnienie mu niezbędnej siły politycznej. Już nieco bardziej realne wydaje mi się utworzenie ponadpartyjnego rządu fachowców, ale i do tego potrzeba takiej odpowiedzialności za państwo, jakiej obecnej partii władzy dość wyraźnie brakuje.
Czekają nas więc trudne czasy. Niezależnie od tego, co przyniosą wybory prezydenckie ( i kiedy się one odbędą) rząd Zjednoczonej Prawicy będzie musiał zmagać się z konsekwencjami kryzysu, a jego dotychczasowe „osiągnięcia” nie wskazują na to, by mu to szło dobrze. Opozycja będzie musiała szybko przygotować odważny a zarazem realny długofalowy program polityki ekonomicznej i społecznej nowego rządu, który zastąpi obecny po – bardzo możliwe że wcześniejszych – wyborach parlamentarnych. Powinna także jasno i wyraźnie deklarować odstąpienie od logiki „wojny polsko-polskiej”, gotowość do autentycznej a nie udawanej współpracy z dzisiejszymi przeciwnikami. Dla dobra państwa – czyli nas wszystkich.

Wiarygodność i poszkodowanie

Andrzej Duda jeździ po kraju mimo panującej epidemii, a nawet pandemii. Silne osobowości są odporne na każdy rodzaj wirusa, więc A.D. podróżuje, zakładając coraz to inne stroje.

Wraz z nim wędrują po Polsce ekipy Służby Ochrony Państwa, wyżsi i niżsi urzędnicy kancelarii prezydenta, dziennikarze… Oczywiście każda taka wizyta uruchamia różnego rodzaju i różnych wielkości ekipy po stronie gospodarzy… Można się spodziewać, iż wprowadzony 20 marca stan epidemii w całym kraju podróże te zintensyfikuje, bo przecież ktoś taki jak on potrzebny jest w każdym zakątku kraju, bo jeśli nawet sam bezpośrednio nie pomoże, to mądrze doradzi, wskazówek udzieli… albo zadzwoni do prezydenta Chin, którego jak podkreśla zna osobiście (a można znać kogoś nieosobiście?) i poprosi o pomoc. Na razie 7 milionów maseczek i 200 tysięcy testów z Chin wylądowało w Pradze. Ach ci Chińczycy, Pragi im się pomyliły?

W ramach podróży po kraju Andrzej Duda odwiedził zakład Orlen Oil produkujący płyn do spryskiwaczy. Polskę obiegły zdjęcia A.D. w białym kasku i żółtej kamizelce. Relacji towarzyszyła informacja, iż zakład (wskutek wizyty oczywiście) przestawił się na produkcję płynu do dezynfekcji rąk, który dostępny będzie na stacjach Orlen. Wizytator palcem wskazującym udzielał porad jak lać płyn do pojemników. Rządowa telewizja nie mogła wyjść z podziwu. Podziwu dla dobrego gospodarza, tego w kraju i tego w Orlenie.

Cztery dni później, w sobotę, jechałem z Warszawy na sądecką wieś by tu spędzić czas przymusowej izolacji. 400 kilometrów. Zatrzymywałem się na mijanych stacjach Orlenu, chcąc kupić obiecany mi i całemu narodowi płyn i wszędzie zamiast płynu wisiały karteczki, iż będzie on dostępny w późniejszym terminie. Gdy to piszę konstatuję, iż nie złości mnie tak jak powinien brak wiarygodności oficjalnych komunikatów o dostępności płynów dezynfekcyjnych. Przyzwyczaiłem się? Do braku wiarygodności władzy? Tej władzy? Niedobrze.

Podczas tej niespiesznej podróży widziałem, że jedyne otwarte punkty sprzedaży to w zasadzie stacje benzynowe i niewielkie sklepy spożywcze. Zamknięte gospody, restauracje, kawiarnie … niewiele było też aut na zwykle mocno zatłoczonej trasie. A poza tym nie funkcjonują przecież kina, teatry, filharmonie, odwoływane są festiwale, targi książki, nawet wesela, czyli wszystkie imprezy podczas których może dojść do większych zgromadzeń. Jednak poseł Jarosław nie widzi potrzeby rozważania przesunięcia terminu majowych wyborów. Powołuje się przy tym na konstytucję, tak tę którą tyle razy krytykował i łamał lub łamania nie dostrzegał lub łamiących usprawiedliwiał. Jednocześnie ubolewał, iż najbardziej poszkodowanym kandydatem jest …. Andrzej Duda. Nikt, powiada równocześnie poseł prezes, nie ma tak doskonałego kontaktu z ludźmi, nikt nie jest tak świetnym mówca jak obecny prezydent. Sądzę, że nagrania ze spotkania ze studentami w Rzeszowie („ja się cały czas czegoś uczę”) czy z konferencji w Davos („this is, eee this is, yyy and, and, very, very, eee”) są tego niezbitym dowodem.

Przypomniałem sobie, że w mojej młodości na lekcjach wf-u była zasada dawania forów słabszym uczniom. Mogli na przykład zaczynać bieg kilka sekund wcześniej, albo ileś metrów bliżej mety. Ale czy słabszy to określenie jednoznaczne z poszkodowany? Jeśli tak to może powinniśmy przyznać już teraz temu świetnemu mówcy ileś procent głosów „tak”, z góry, zanim rozpoczną się wybory? Skoro taki poszkodowany to trzeba mu to wynagrodzić… Bo na pewno nie można babci denerwować. Kto pamięta tę piosenkę Młynarskiego? Kto pamięta kim w zamyśle autora była babcia?
Prezes Jarosław, jednego dnia powołując się na prawo nie widzi podstaw do przesunięcia terminu wyborów, a dzień, dwa później nie zważając na prawo proponuje docierać do chorych wyborców z urną. Ja bym tę propozycję uściślił: z urną tylko do wyborców PiS. To pomoże poszkodowanemu kandydatowi.

Mój starszy syn wpadł jednak na lepszy pomysł. Otóż profetycznie, żartując oczywiście, napisał do mnie iż „Z uwagi na sytuację w kraju i dobro obywateli prezes podjął decyzję by wybory prezydenckie odbyły się … bez udziału wyborców.”

Póki co widzimy wszyscy, że „najbardziej poszkodowany kandydat” wykorzystuje każdą okazję by pokazać siebie i swoją ofiarność w walce z wirusem, by co kilka dni wygłaszać kolejne orędzia i komunikaty, które powinien przekazywać nam minister zdrowia, główny inspektor sanitarny lub rzecznik prasowy.

A co na to wszystko suweren, na którego tak chętnie powołują się ludzie z Nowogrodzkiej? Siedemdziesiąt procent pytanych opowiada się za przesunięciem wyborów z majowego terminu. Czyżby tym razem suweren nie miał racji?

Na koniec uwaga jednego ze znajomych, który zestawił dane dotyczące wirusa w Polsce i w Republice Czeskiej. Ilość wykonanych testów w przybliżeniu jest taka sama (ponad 17 tys.) ale pamiętać trzeba o znaczącej różnicy w liczbie ludności (Polska 38 mln., Czechy 10,6 mln.). Ilość osób zainfekowanych w Czechach jest dwukrotnie większa niż w Polsce (blisko 1200), ilość zgonów w Czechach – 1 (słownie jeden).

Bigos tygodniowy

Czy ktoś może mi to wytłumaczyć? Do sklepu czy na pocztę nie może wejść na raz więcej niż jedna osoba, a w kościele może przebywać jednocześnie 50 osób, które śpiewają i wygłaszają dziwne zdania, czyli rozprzestrzeniają wokół siebie ślinę w aerozolu. Czy ktoś może mi to wytłumaczyć?

Jak się ma radykalny alert podtrzymywany przez rząd w związku z epidemią, jak się mają wszelkie wezwania ministra zdrowia i innych urzędników państwowych do zachowywania maksymalnych środków ostrożności, jak się ma zamknięcie szkół, wyższych uczelni, sądów, instytucji kultury, lokali gastronomicznych, supermarketów, zakładów usługowych, jak się ma wymóg wchodzenia pojedynczo do urzędów pocztowych i to do ściśle oznaczonej linii, do studiów telewizyjnych i radiowych, gdy odwołano mistrzostwa Europy w piłce nożnej, festiwal filmowy w Cannes i być może odwołana zostanie olimpiada w Japonii, etcetera, etcetera, etcetera, jak się ma praktyka licznych kwarantann, jak się ma wezwanie do nieprzychodzenia bez szczególnie uzasadnionej potrzeby do placówek służby zdrowia, jak się mają nieprzeliczone praktyki mające na celu ograniczenie rozprzestrzeniania się epidemii, w tym między innymi zalecanie maksymalnie możliwego unikania bezpośrednich kontaktów, łącznie z unikaniem wspólnych spacerów – do trwania PiS przy przeprowadzeniu wyborów 10 maja? Jak się ten upór ma do definicji ewentualnego zagrożenia epidemiologicznego wypowiedzianej przed kamerą Polsat News przez dyrektora Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie, która sprowadza się do sytuacji, w której co najmniej dwie osoby pracują w jednym pomieszczeniu przez co najmniej 15 minut? Jak się w końcu ma do tego osobisty apel Adriana do seniorów, by szczególnie chronili się przed zakażeniem – jak się to, do jasnej cholery, ma do uporczywego trwania władzy przy zachowaniu majowego terminu wyborów prezydenckich? Jojo Brudziński oficjalnie ogłosił zebranie 2 milionów podpisów pod kandydaturą Adriana. A przecież przeprowadzenie wyborów oznacza: konieczność zorganizowania tysięcy komisji wyborczych, czyli przebywania w jednym pomieszczeniu kilkorga osób przez wiele godzin, wzmożony, lawinowy ruch osobowy, w znaczącym stopniu osób starszych, zmierzający (pieszo lub środkami miejskiej komunikacji) do lokali wyborczych (dodatkowo dochodzi czynnik tempa przebiegu wyborów – jeśli głosujący będą wchodzili pojedynczo do lokali, to jak czas wyborów może zamknąć się w obrębie niedzieli?). Czy to nie będzie delikt kryminalny ze strony władzy, która w ten sposób narazi miliony ludzi na wzmożone ryzyko zakażenia, a więc zagrożenia zdrowia i życia? Czy to nie będzie delikt poważniejszy i bardziej karygodny niż łamanie Konstytucji, w którym to przypadku przynajmniej nie miało miejsca bezpośrednie narażenie ludzi na utratę zdrowia lub śmierć? Nawiasem: kilkuset lekarzy francuskich złożył pozew sądowy przeciw premierowi i minister zdrowia za przyzwolenie na wybory, co naraziło ludzi na śmierć. O tym, że de facto nikt, poza Adrianem, nie ma możliwości prowadzenia kampanii wyborczej już nawet nie wspomnę.

„W maju będziemy żyli w warunkach pandemii. Tylko wariat albo zbrodniarz mógłby proponować ludziom pójście do lokali wyborczych” – powiedział Donald Tusk. Z tej definicji wynika, że Kaczor, który kilka dni temu twardo opowiedział się za przeprowadzeniem wyborów 10 maja jest „wariatem lub zbrodniarzem”. Nie sprzeciwiam się tej opinii. Wystarczy poczytać relacje ze scen na lotniskach polskich, głównie Okęcia, w trakcie akcji „powrót do domu” obywateli polskich zza granicy. To co się działo na tych lotniskach i granicach zresztą też, nie było walką z wirusem, ale wspomaganiem go w intensywnych rozprzestrzenieniu się. I to przy zastosowaniu tzw. „procedur”. N.p. setki ludzi tłoczyły się w hali lotnisk, a inne setki przybywających na przejście w Zgorzelcu podpisywało oświadczenie o poddaniu się kwarantannie jednym podsuwanym im „służbowym” długopisem. Koronawirus mógł wesoło i żwawo przebiegać po tym długopisie z dłoni na dłoń. Nawiasem mówiąc, czyżby Prezesa, który poinformował, że „był w kościele” dotknął wirus Dzięgi. Oby w nie najcięższej postaci popychającej do korzystania z życiodajnej wody święconej ile dusza zapragnie. Życiodajnej w sensie życia wiecznego rzecz jasna.

Jedna z moich ulubionych posłanek, Klaudia Jachira (jaka szkoda, ze nie jest w Lewicy, tylko w KO, która do niej pasuje jak pięść do nosa) zwróciła uwagę na to, że epidemia uśpiła, a może po części sparaliżowała opozycję. Istotnie. Opozycja jakby zapomniała o niedawnym skandalu, jakim było przyznanie dwóch miliardów szczujni TVPiS, dwóch miliardów, które bardzo by się przydały na walkę z epidemią, zwłaszcza przy kolosalnych brakach przypomnianych przez samą pisówkę, Krynicką Bernadettę z Łomży. Opozycja powinna o tym nie mówić, a wyrykiwać donośnym głosem. Tymczasem nawet o szykowaniu się reżymu do wyborów prezydenckich mówi tak niemrawo, jakby chodziło o sprawę drugorzędną. Tymczasem powinna przez megafony ryczeć, że sam pomysł przeprowadzenia w terminie wyborów prezydenckich to skandal i głupstwo. Pojawił się mem z Adrianem stojącym obok urny cmentarnej i „zapraszającym do urn”

Mecenas Michał Wawrykiewicz mówi bez ogródek: już teraz, nie po ewentualnych wyborach można składać pozwy sądowe o zagrożenie zdrowia i o zaniechanie wyborów w nadzwyczajnych warunkach epidemii. Organizowanie wyborów tych warunkach jest działaniem prowadzącym do zagrożenia życia wielu osób. Artykuł 165 kodeksu karnego przewiduje za takie działania „sprowadzające niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia wielu osób, powodując zagrożenie epidemiologiczne lub szerzenie się choroby zakaźnej” karę do ośmiu lat więzienia, a w przypadku zaistnienia kwalifikowanej postaci tego przestępstwa: gdy następstwem tego czynu jest śmierć lub ciężki uszczerbek na zdrowiu – kara do dwunastu lat więzienia. Ten artykuł powinien być zaadresowany do prezydenta, premiera, marszałka Sejmu. „Sprawstwo nastąpi, jeśli wybory fatycznie zostaną zorganizowane w maju” – stwierdza Wawrykiewicz. Co do Kaczyńskiego, to prawnik jest zdania, że ten „szeregowy poseł” może zostać pociągnięty do odpowiedzialności za „podżeganie czy pomocnictwo”. „Dlatego w mojej ocenie – kontynuuje adwokat – w razie przeforsowania tej szalonej, zapewne tragicznej w skutki, decyzji można będzie mówić o odpowiedzialności karnej zarówno jego, jak i wielu innych osób, które uczestniczą w planowaniu wyborów, ryzykując życie milionów obywateli” – konkluduje. Ale to w odległej zapewne przyszłości. Na dziś, osobiście odmawiam, już teraz, uczestnictwa delikcie kryminalnym ludzi władzy, czyli pójścia na wybory na warunkach Kaczora. Czy ten człowiek jest obłąkany?

PS. Kącik poetycki
Ryszard Grosset

POMYSŁ GENIUSZA

Jest pomysł, co się zdaje durny
by emerytów gnać do urny
i ani trochę się nie zrażać
tym,że panuje w krąg zaraza.
Lecz ,gdy się trochę zastanowić,
wtedy w rozumie człowiekowi
myśl świta – prezes jest geniuszem
co problem chce rozwiązać z ZUSem.
Emeryt pójdzie – krzyżyk „walnie”,
złapie wirusa – skończy marnie.
Tą drogą siostry i braciszki
ZUS się uwolni od zadyszki.
Ruszaj do urny emerycie
Aby za państwo oddać życie.

Okrutna lekcja PiS dla opozycji

Być oszukanym w polityce nie jest usprawiedliwieniem, niekiedy jest takim samym przestępstwem jak oszukiwać samemu (Leszek Kołakowski)

PiS dał opozycji kolejną, okrutną lekcję. Pierwsza była wtedy, gdy bez oporu „bo taka była parlamentarna praktyka” opozycja zaakceptowała prezydium Sejmu. Nawet nie próbując domagać się, żeby „nowa”, a przecież już „sprawdzona” Marszałek Elżbieta Witek choćby symbolicznie anulowała „zakazy wstępu” do sejmu. Kilkadziesiąt osób, głównie z tzw. opozycji ulicznej, czyli najbardziej dokuczliwych dla PiSu przez marszałka co lubił sobie polatać, Kuchcińskiego zostało wbrew Konstytucji pozbawionych prawa wejścia na teren parlamentu. I można było przynajmniej próbować za cenę poparcia załatwić tę symbolicznie ważna kwestię. Można było, ale…Tylko Koalicja Obywatelska wstrzymała się w głosowaniu od głosu. Reszta radośnie przyklepała funkcjonariuszkę prezesa na Marszałka Sejmu. Nie wiem na co liczyła wtedy Lewica albo Koalicja Polska. Wiem za to, że sposób prowadzenia obrad i traktowanie opozycji przez Witek jest taki sam jak przez Kuchcińskiego. To była lekcja pierwsza.

PiS upewnił się, że opozycja nadal będzie zwalczać siebie nawzajem, a nie walczyć z rządem i kiedy przyszła pora dał opozycji lekcje drugą. Opozycja bez specjalnego proszenia, za cenę pokazania się w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego w towarzystwie Prezydenta i Premiera, czyli zwołania Rady Bezpieczeństwa, zagłosowała za „specustawą” dotyczącą ochrony przed epidemią. Ustawa od razu niekonstytucyjna o czym alarmowała prof. Ewa Łętowska, prof. Monika Płatek (także na łamach „Dziennika Trybuna”) i parę innych osób zawierała wszystkie narzędzia dające rządzącym wszelkie uprawnienia, ale bez wprowadzenia stanu nadzwyczajnego. Na wszelki wypadek głosy te opozycja miała w nosie. Sejm i Senat. Co oznacza, że to opozycja dała wszystkie uprawnienia rządzącym (jak w stanie nadzwyczajnym) i pozbawiła się szansy równego udziału w wyborach prezydenckich.

A teraz, przepraszam, ale trudno to nazwać inaczej, składa suplikacje i uprasza PiS o „przełożenie wyborów” oraz niesie „w darze rządowi” swoje pomysły na „walkę z kryzysem”. Rządzący pomysły przyjmują i robią co chcą, a wyborów nie przesuwają, bo przecież ich interesem jest wyłącznie wygrana obecnego prezydenta. A teraz, w ramach tej lekcji rządzący sami sobie wybiorą odpowiedni wariant postępowania.

Albo przeprowadzą pierwszą turę wyborów 10 maja i jak wygra Andrzej Duda, to wybory będą ważne, a jeśli konieczna będzie druga tura, to 12 maja premier ogłosi stan klęski żywiołowej i drugiej tury nie będzie. To znaczy będzie, ale za pół roku. A w tym czasie prezydent będzie dalej „ratował świat, Polskę i wiarę naszą katolicką” do woli, a ta/ten co do drugiej tury przejdzie, będzie musiał podporządkować się „rygorom” stanu klęski żywiołowej – epidemii. Może np. Marszałek Witek zwoła sejm, a następnie podda go w całości luksusowej kwarantannie? To może się stać już za chwilę i to może być lekcja trzecia. Teraz rządzącym zależy – no trochę – na uchwaleniu przez Sejm tzw. „Tarczy antywirusowej”. Obawiam się więc, że Marszałek już wie, że na sygnał z Nowogrodzkiej ma Sejm zwołać. Sejm co trzeba, czyli wsparcie dla polskich banksterów (o ile się nie mylę o to w tej tarczy chodzi), uchwali i Sejm do kwarantanny można już będzie wysłać. Niech z kwarantanny posłanki i posłowie opowiadają swoje „wszystkie ręce na pokład”. To takie zabawne, a hotele pięciogwiazdkowe tylko czekają na taką szansę. Jeśli to będzie hotel w Kołobrzegu zarządzany przez przewodniczącego też Dudę, ale Andrzeja, to wszystko zostanie w pisowskiej rodzinie.

Opozycjo ogarnij się! Albo zaczniesz najpierw myśleć a potem robić, albo pozostaniesz wyłącznie żałośnie śmieszną. Opowieści o tym, że jeśli PiS „wyborów nie przesunie”, to kandydaci opozycyjni się wycofają i zgodnie z Konstytucją wybory będą nieważne są naiwne jak bajeczki dla dzieci przestraszonych epidemią. Konstytucja nigdy PiSowi nie przeszkadzała w czymkolwiek. Po drugie – ważność wyborów obecnie stwierdza pisowska Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. Ona stwierdzi co będzie trzeba. A po trzecie – nie pamiętam, żeby sztab wyborczy Lewicy zrobił coś wspólnie ze sztabem wyborczym KO, sztab KP jeszcze nigdy nie zgodził się z kimkolwiek, o sztabie Konfederacji nie wspomnę, bo mnie brzydzi z natury.
Obyśmy wszyscy zdrowi byli!

Flaczki tygodnia

Jaśnie pan prezes Jarosław Kaczyński jest ponad prawem. Dlatego nie zmieni terminu wyborów prezydenckich. Nawet gdyby pan prezydent Duda miał wygrać je po trupach.

Oczywiście trupach tego gorszego sorta, bo dla siebie i elit PiS, jaśniepan prezes niebezpieczeństwa nie widzi. Ma prawo czuć się bezpieczny. Jeśli zajdzie potrzeba to 10 maja dobrze wysterylizowana urna wyborcza przyjedzie do jaśniepana prezesa. Słudzy jaśnie pana zadbają o bezpieczeństwo.

Dlatego jaśnie pana prezesa nie obchodzą prawne aspekty i procedury opisane w Kodeksie Wyborczym.
Nie interesuje go co będzie jeśli nie uda się na czas sformować składów Komisji Wyborczych? Jeśli nie będzie chętnych do zasiadania w nich, a są to setki tysięcy ludzi? Czy wtedy przymusowo wyśle do nich aktywistów PiS, czy Wojska Obrony Terytorialnej?
Nie interesuje go jak i czy zagłosują osoby przebywające wtedy w kwarantannie? Warto przypomnieć, że Kodeks Wyborczy daje prawo glosowania korespondencyjnego jedyne osobom niepełnosprawnym.
W jaki sposób będą mogli głosować obywatele polscy przebywający za granicą?
Ani ile osób nie będzie mogło oddać w maju swój głos. Ilu uzna to za powód do kwestionowania legalności wyborów?
No i ilu, nawet tych, którym udał się oddać swój głos, uzna, że wybrany w taki sposób pan prezydent Duda nie ma mandatu do prawowania swego urzędu?

Jaśnie pan prezes Kaczyński dodatkowo kpi sobie z „ciemnego ludu” głosząc w mediach, że to pan prezydent Duda najbardziej traci na ograniczeniach w prowadzeniu kampanii wyborczej.
Ale wedle ekspertów w lutym 2020 roku wszystkie stacje TVP SA poświęciły 73,5 minuty na prezentowanie kampanii wyborczej pana prezydenta Dudy.
Na kampanię kandydata lewicy Roberta Biedronia zużyto 44 sekundy. Pokazano ją jedynie w TVP3. Może któryś z redaktorów pomylił się i wyemitował informację o Biedroniu?

Nieco lepiej byli prezentowani inni opozycyjni kandydaci. W lutym w TVP info kampanii Małgorzaty Kidawy – Błońskiej poświęcono 18 minut 5 sekund, a Władysława Kosiniaka – Kamysza – 9 minut 23 sekundy.W obu przypadkach prezentowano ich bardzo krytycznie.
Dobrze za to w tym czasie w TVP info pokazywano kampanię wyborczą pana prezydenta Dudy. Przez 47 minut i40 sekund.
Tak wyliczyli eksperci Wirtualnemedia.pl.

Już nie musi Rosja zwracać wraku prezydenckiego Tupolewa. Nie musi też przyznawać do zaaranżowania wybuchu w rządowym samolocie lecącym do Smoleńska. Teraz przedstawiciele narodowo – katolickiej Polski, która pięć lat temu ponoć ”wstała z kolan”, pokornie proszą władze rosyjskie o pozwolenie na wjazd do Smoleńska. Bo jaśnie pan prezes zechciał pojechać tam 10 kwietnia.
Raz jeszcze okazuje się, ze polska racja stanu, polska polityka zagraniczna uwarunkowana jest fobiami, humorami i zachciankami jaśnie pana.

Jeszcze kilka miesięcy temu prominenci PiS byli przekonani, że jaśnie pan prezes nie chce pojechać do Smoleńska. Bo wraży Rosjanie nie oddali wraku samolotu. Nie przyznali się do zbrodni smoleńskiej. Byli przekonani, że dziesiątego kwietnia 2020 roku jaśniepan prezes pojedzie na Wawel aby w krypcie katedralnej modlić się przy grobie brata.
Jednak ktoś albo coś sprawiło, że jaśnie pan prezes zmienił zdanie. No i pan premier ma kłopot. Co ma zrobić, żeby Rosjanie otworzyli granicę zamkniętą na czas zarazy? Jak ograniczyć skład polskiej delegacji by sprostać przyjętymi na czas zarazy ograniczeniom? Bo chętnych jest wielu, coraz więcej. Lizusostwo w PiS jest ponad strachem przed zarazą.

Rząd jaśnie pana prezesa Kaczyńskiego walczy z zarazą w prowizorycznych warunkach. Bo latem 2017 roku wyeksmitował swoje Centrum Bezpieczeństwa z budynku kancelarii premiera. Bo jego miejsce upatrzyło sobie biuro koordynatora spec służb pana ministra Mariusza Kamińskiego. Chcieli mieć pana premiera na oku, to stracili Centrum Bespieczeństwa.

„Drogi polski rządzie! Estonia zawsze uważała Polskę za wielkiego przyjaciela. Maria, żona Johana Laidonera, szefa przedwojennej armii estońskiej, była Polką. W 1939 r. pozwoliliśmy uciec z Tallina polskiemu okrętowi podwodnemu „Orzeł”. Teraz prosimy o umożliwienie obywatelom estońskim powrotu do domu przez Polskę bez ograniczeń. Chcielibyśmy móc na was liczyć – teraz i w przyszłości”. Tak napisała największa estońska gazeta „Postimees”, bo zamykając granice Polski rząd polski uniemożliwił powrót do domu tysiącom Estończyków, Litwinów i Łotyszy. Uwięził ich na granicy polskiej.
Elity PiS nieraz obiecywały nam, ze stworzą wielki blok państw Trójmorza pod polskim przewodem. Teraz widzimy jak w praktyce wygląda polskie przewodnictwo. Estoński minister spraw zagranicznych poinformował władze NATO i USA, że polski bałagan uderza w sprawność i wiarygodność NATO.

Byli świadomi zagrożenia, ale nic nie zrobili, tak uważa grupa francuskich lekarzy. Oskarżają oni premiera Eduorda Philippe’a i byłą minister zdrowia Agnes. Chcą, aby za przeprowadzenie samorządowych wyborów podczas epidemii koronawirusa politycy ci stanęli przed Trybunałem Stanu.

PS. Kącik poezji.
Ryszard Grosset

„DETERMINACJA

Człowiek niejedno w życiu zapewne podźwignie,
lecz dzisiaj się poczułem jak pijak w malignie
kiedy prezes – synonim powszechnej destrukcji,
rzekł w radiu, że dziś musi bronić Konstytucji.
Zmartwiałem ….. lecz natychmiast wszystko się wydało
Jaki „stan nadzwyczajny” ??? toż nic się nie stało.
Prezes prze do wyborów, wcale go nie zraża
dziesiątkująca grono wyborców zaraza.
Polak, bez względu na to czy zdrowy czy chory
nawet z respiratorem ma iść na wybory
i choć mu do wieczora dożyć się nie uda
stygnącą dłonią wstawić krzyżyk w kratce „DUDA”.”

Zapraszamy do komentowania Flaczków i Kącika na:
https://www.facebook.com/trybuna.net/

Jak wykorzystuje się epidemię

Dla prominentów z Prawa i Sprawiedliwości celem numer jeden jest sukces w wyborach prezydenckich. Wszystko inne mniej się liczy.

Niedawno napisaliśmy w „Trybunie” o tym, w jaki sposób prominenci Prawa i Sprawiedliwości wykorzystują epidemię koronawirusa do swoich niskich celów pseudopolitycznych, i jak grają życiem i zdrowiem Polaków.

Dygnitarzami, którzy osiągnęli wtedy szczyt cynizmu okazali się wicemarszałek Senatu Stanisław Karczewski oraz jego koledzy, senatorzy z Prawa i Sprawiedliwości. Korzystając z epidemii, wystąpili oni do senatorów z PSL, aby ci zerwali współpracę z PO, przeszli na ich stronę – i w ten sposób „odbili” Senat dla Prawa i Sprawiedliwości.

Pretekstem do tego wezwania stał się zimowy wyjazd narciarski marszałka Tomasza Grodzkiego do Włoch. Od razu po przyjeździe wrócił on do pracy – co wywołało udawane „oburzenie” wicemarszałka Karczewskiego oraz senatorów PiS, którzy uznali to za nieodpowiedzialność i narażanie na szwank życia i zdrowia Polaków. Zażądali więc, by odwołać go ze stanowiska marszałka Senatu.

Wicemarszałkowi Karczewskiemu oraz senatorom PiS oczywiście nie przeszkadzało, że dokładnie tak samo postąpił minister zdrowia Łukasz Szumowski, który również był na nartach we Włoszech. Nie przeszkadzało to również propagandystom z rządowej telewizji „publicznej”, szczującym na marszałka Grodzkiego.

W „Trybunie” zapytaliśmy wtedy (retorycznie) wicemarszałka Karczewskiego oraz senatorów z Prawa i Sprawiedliwości: Jak mogliście upaść aż tak nisko?.

Na szczytach cynizmu

Teraz okazało się, że na szczyt cynizmu, zdobyty przez wicemarszałka Karczewskiego oraz senatorów z PiS, ochoczo weszli inni dygnitarze Prawa i Sprawiedliwości. Tym razem wykorzystują oni epidemię koronawirusa do tego, by maksymalnie ułatwić reelekcję prezydentowi Andrzejowi Dudzie.

Ze względu na epidemię, jego konkurenci musieli zawiesić kampanię wyborczą – natomiast prezydent jeździ, spotyka się, odbywa „gospodarskie wizyty” na wzór Edwarda Gierka. W przypadku prezydenta i jego świty nie ma znaczenia, że te spotkania mogą ułatwiać rozprzestrzenianie się koronawirusa. Im wolno.

Wszyscy zdroworozsądkowo myślący ludzie uważają, że w związku z epidemią, wybory prezydenckie powinny zostać przesunięte. Oczywiste jest przecież, że sytuacja, w której publicznie pojawia się tylko jeden kandydat, ogranicza szanse pozostałych. Oczywiste też, że same wybory: głosowanie czy praca w komisjach wyborczych, będą sprzyjać rozwojowi epidemii.

Dla działaczy PiS to wszystko nie ma jednak znaczenia. Liczy się wykorzystanie epidemii koronawirusa dla ułatwienia reelekcji Andrzeja Dudy. Dlatego nie chcą oni wprowadzenia stanu wyjątkowego, który spowodowałby przesunięcie wyborów prezydenckich.

Stan wyjątkowy można wprowadzić na mocy art 230 Konstytucji RP, który stanowi, że: „W razie zagrożenia konstytucyjnego ustroju państwa, bezpieczeństwa obywateli lub porządku publicznego, Prezydent Rzeczypospolitej na wniosek Rady Ministrów może wprowadzić, na czas oznaczony, nie dłuższy niż 90 dni, stan wyjątkowy na części albo na całym terytorium państwa. Przedłużenie stanu wyjątkowego może nastąpić tylko raz, za zgodą Sejmu i na czas nie dłuższy niż 60 dni”.

Czyli, wybory prezydenckie mogłyby zostać przesunięte o maksymalnie 240 dni. Zgodnie bowiem z art. 228 Konstytucji o stanach nadzwyczajnych (do których Konstytucja zalicza stan wyjątkowy), „W czasie stanu nadzwyczajnego oraz w ciągu 90 dni po jego zakończeniu nie może być skrócona kadencja Sejmu, przeprowadzane referendum ogólnokrajowe, nie mogą być przeprowadzane wybory do Sejmu, Senatu, organów samorządu terytorialnego oraz wybory Prezydenta Rzeczypospolitej, a kadencje tych organów ulegają odpowiedniemu przedłużeniu”.

Nic nadzwyczajnego

Dla każdego oczywiste jest, że w Polsce mamy obecnie stan zagrożenia bezpieczeństwa obywateli, dokładnie taki jak opisuje art. 230 Konstytucji. Ale dla prominentów PiS rozwój epidemii jest nieważny. Ważne, żeby dzięki niej Andrzej Duda mógł wygrać w wyborach.

Zdaniem działaczy PiS nie ma więc powodu, by wprowadzać stan wyjątkowy i odkładać wybory prezydenckie. Jak widać, według nich wszystko w Polsce przebiega normalnie, nie dzieje się nic nadzwyczajnego, nie istnieje żadne zagrożenie dla ludzkiego bezpieczeństwa.

Poseł Adam Bielan jako pierwszy pośpieszył z usłużnym zapewnieniem, iż: „Nie ma możliwości przesunięcia wyborów, chyba, że w Polsce zostanie wprowadzony któryś ze stanów nadzwyczajnych”. Dodał też, że po 1989 roku to się jeszcze nie zdarzyło – i nie wyobraża on sobie takiej sytuacji.

W cyniźmie znacznie przebił go jednak rzecznik prezydenta Błażej Spychalski, który expressis verbis ogłosił, że nie są spełnione przesłanki konstytucyjne dla wprowadzenia stanu nadzwyczajnego. Poradził też opozycji, że skoro tak chętnie powołuje się na Konstytucję, to warto, aby się z nią zapoznała.

Czy Błażej Spychalski naprawdę wierzy w to, że nikt nie zajrzy do art. 230 Konstytucji, gdzie stoi napisane jak wół, że w razie zagrożenia bezpieczeństwa obywateli można wprowadzić stan wyjątkowy?

Błażejowi Spychalskiemu trzeba jednak współczuć. W ludziach warto przede wszystkim dostrzegać dobro (nawet gdy jest to trudne). Dlatego należy przyjąć, że dobrowolnie nie mijałby się on z prawdą aż tak bardzo i aż tak cynicznie. Najprawdopodobniej kazano mu tak mówić, co pozwala go zrozumieć, ale oczywiście nie usprawiedliwić. Czyżby nakaz popłynął od samego Jarosława Kaczyńskiego, który na czas zarazy zniknął z życia publicznego – zapewne po to, by nie kojarzono go z trudnościami i niepowodzeniami, ale wyłącznie z sukcesami?

Wirus przeszkadza, ale jesienią

Błażejowi Spychalskiemu ochoczo sekunduje premier Mateusz Morawiecki, który w rządowej telewizji „publicznej” oświadczył, iż: „Wybory prezydenckie powinny się odbyć w zaplanowanym terminie”. Premier wyjaśnił, że przeprowadzenie wyborów w terminie majowym jest dlatego ważne, gdyż jesienią mogą nastąpić rozmaite nieprzewidziane okoliczności, takie jak na przykład nawrót koronawirusa.

Czyli, według premiera jesienią nie możnaby przeprowadzić wyborów ze względu na możliwy nawrót epidemii. Natomiast 10 maja jak najbardziej można je przeprowadzić – bo na początku maja epidemia nie przeszkadza.

Odezwała się też marszałek Sejmu Elżbieta Witek. Ogłosiła ona, iż państwo dołoży wszelkich starań, aby wybory prezydenckie odbyły się w zaplanowanym terminie.

Cóż, nikt w to nie wątpi. Szkoda tylko, że państwo nie dokłada wszelkich starań, aby zwalczyć epidemię koronawirusa.