26 czerwca 2022

loader

Dlaczego PO chce zjednoczenia opozycji?

Donald Tusk zaapelował o zjednoczenie opozycyjnych formacji politycznych i wspólny start w następnych wyborach. Dlaczego jest to zły pomysł i dlaczego Tusk – pomimo prawdopodobnej świadomości tego faktu – wychodzi z takim apelem?

Donald Tusk miał być wybawicielem dla PO. Tak się jednak nie stało. Tusk nie potrafi wyjść poza to, co robili jego poprzednicy. Nie chce, a może nawet nie jest zdolny, to przedstawienia Polakom jakiejkolwiek wiarygodnej oferty politycznej. Wszystko na czym się opiera, to krytyka PiS i przekonywanie, że PO musi za wszelką cenę wygrać wybory „aby odsunąć PiS od władzy”. W interesie przeciętnego Polaka nie leży jednak walka o stanowiska dla PO. Żerowanie na kompleksach i desperacji ludzi nienawidzących PiS to za mało – więc nie dziwne, że parta Tuska jest w coraz gorszej sytuacji. Naiwny apel by opozycja się zjednoczyła – tylko to potwierdza. A dlaczego postulaty Tuska są naiwne?
Tusk zakłada stworzenie koalicji, która zrzeszałaby ugrupowania o skrajnie odmiennym charakterze – bo nie da się na przykład pogodzić postulatów Lewicy z poglądami Porozumienia Gowina – z którym Tusk też chce iść do wyborów. Według Tuska ugrupowania opozycyjne powinny więc porzucić własne cele oraz potrzeby swoich wyborców – i postawić wszystko na PO, by ta, jako lider opozycji, mogła przejąć znowu władzę. Walka o władzę dla Tuska i jego kolegów, nie jest jednak ani w interesie innych opozycyjnych ugrupowań, ani ich wyborców. Na argumenty, że dla wszystkich powinno się liczyć tylko odsunięcie PiS od władzy i nic innego – wyborcy Lewicy, czy Hołowni się nie nabiorą. W taką narrację wierzą tylko zagorzali zwolennicy PO – głównie emeryci, dla których wybory to nie konfrontacja ofert politycznych, ale plebiscyt celebrytów. Co więcej – postulowana przez Tuska koalicja to nie tylko brak korzyści dla innych ugrupowań i ich wyborców, ale i wyraźne straty.
Zarówno politycy z PiS, jak i z PO pokazali jak wygląda ich polityka w praktyce. Ludzie widzą co dzieje się w Polsce obecnie, ale i pamiętają dlaczego PO poniosła srogą porażkę w 2015 roku. Tym samym spora część polskiego społeczeństwa nie lubi tak samo PiS, jak i PO. Osoby takie głosują więc na Lewicę, na Polskę 2050, czy coś jeszcze innego – bo chcą alternatywy, a nie wiecznej szarpaniny między coraz bardziej podobnymi do siebie ugrupowaniami Tuska i Kaczyńskiego. Wejście w sojusz z PO sprawi, że każda taka formacja straci atut alternatywy – tracąc tym samym dużą część wyborców. Tusk więc oczekuje od innych ugrupowań politycznego samobójstwa, którego celem jest wyłącznie dobro PO.
PO z jednej strony próbuje promować się na krytyce PiS, z drugiej – stara się coraz bardziej do PiS upodobnić. Na szczeblu samorządowym nawet z PiS się po cichu dogaduje (czego przykładem może być Szczecinek – skąd te słowa piszę). Byłoby to sporym problemem w ewentualnej koalicji, bo jak utrzymać jej spójność, gdy od innych ugrupowań wymaga się bycia „totalną opozycją”, ale samemu forsuje politykę spójną z praktykami PiS?
PO surowo potępia choćby „rozdawnictwo” praktykowane przez PiS – i potępienia takiego oczekuje od innych partii. Gdy jednak zbliżają się wybory, PO nagle kopiuje tego rodzaju pomysły właśnie od PiS lub innych krytykowanych formacji (obecnie Tusk np. obiecuje znaczące podwyżki w sferze budżetowej). Dobrym przykładem tego rodzaju obłudy w PO była także sprawa Funduszu Odbudowy w 2021 roku. Początkowo to PO najgłośniej krzyczało o konieczności solidarnego poparcia tej inicjatywy, mówiąc nawet o „zdradzie” gdyby któreś z opozycyjnych ugrupowań się zbuntowało. Niedługo po tym, widząc że na tym temacie najbardziej zyskuje w mediach Lewica – to sama PO się zbuntowała, robiąc przy tym z Lewicy „sojusznika PiS”, tylko dlatego, że Lewica trzymała się wcześniejszych deklaracji. Jaki więc sens jest wchodzić w koalicję z partią, która międzypartyjne ustalenia ma w zwyczaju wykorzystywać do ograniczania wpływu reszty opozycji – by przed wyborami samemu je łamać, w celu zebrania poparcia? Jaki jest sens wchodzić w koalicję z partią, która najpierw apeluje do innych formacji o jakieś działanie, a potem te formacje atakuje – za to, że działały spójnie z tym apelem?
Sądzę, że Tusk jest świadomy tego, że koalicja pod wodzą PO nie jest ani w interesie innych partii, ani w interesie wyborców. Czemu więc mogą więc służyć apele o wspólny start w wyborach? Po pierwsze – sprawiają pozory, że PO chce coś robić i że jest jakimś „liderem opozycji” – co umacnia ją w oczach jej elektoratu. Po drugie – gdyby inne opozycyjne ugrupowania jakimś przypadkiem się zgodziły, koalicja taka będzie dla PO służyć, do grzecznie wyglądającego w mediach niszczenia tych formacji – jako, że są one dla PO konkurencyjne na opozycji, a więc nawet bardziej problematyczne niż PiS (w zasadzie to dzięki PiS i możliwości straszenia nim, PO w ogóle się jeszcze utrzymuje). Jak by się to odbywało – uwidocznia wspomniana sprawa Funduszu Odbudowy.
Po trzecie – apele o wspólny start w wyborach, to kreowanie wygodnego usprawiedliwienia dla kolejnej porażki politycznej. Jeżeli bowiem opozycyjne ugrupowania nie przystaną na apel, to po wyborach Tusk będzie mógł powiedzieć, że PO co prawda znowu przegrała, ale przecież „apelowała o zjednoczenie opozycji” – więc to nie PO jest winna, tylko Lewica, Polska 2050 i inne formacje, które tego zjednoczenia nie chciały. Tusk tym samym, pomimo kolejnej porażki, w oczach swoich zagorzałych fanów wyjdzie na „moralnego zwycięzcę”. Reszta opozycji będzie zaś przez PO kreowana na „zdrajców”, „wrogów demokracji”, „sojuszników PiS” – przynajmniej do kolejnych wyborów, kiedy Tusk znowu będzie błagał o koalicję.

Krzysztof Serafiński

Poprzedni

Niedojrzały członek Unii Europejskiej

Następny

Sadurski na weekend