25 maja 2024

loader

Scenariusz pozytywny dla Odry?

fot. koalicja ratujmy rzeki

Dzisiaj więcej nie wiemy niż wiemy o przyczynach katastrofy nad Odrą. Ale to, czego możemy już być pewni, powinno nas skłonić – jako państwo – do określonych działań. Jeśli oczywiście chcemy, by w Odrze można było pomoczyć nogi. I w ogóle by było w czym te nogi pomoczyć. Bo Odra wysycha, jak wysycha Lubuskie – najbardziej razem z Łódzkiem – dotknięte suszą klimatyczną w Polsce, i jak wysycha i Polska, i Europa. Denialiści klimatyczni powinni zobaczyć zamknięte przeprawy promowe w Brodach, Milsku, Pomorsku i Połęcku i posłuchać kierowców, zmuszonych jeździć objazdami i nadrabiać nawet 60 km.

Ale w świadomości Polaków Odra to autostrada, którą płyną barki ze Śląska do Bałtyku. Owszem, czasem płyną i czasem trzeba zrobić dodatkowy zrzut wody ze zbiornika retencyjnego, żeby taka barka mogła popłynąć z falą. Ekolodzy od kilku lat zwracają uwagę, że regulowanie rzeki, pogłębianie i zwężanie koryta Odry w nadziei, że zwiększy się jej żeglowność, to pielęgnowanie złudzeń i marzeń o potędze. Podnoszenie mostów kosztujące setki milionów, by mogły Odrą przepłynąć lodołamacze, to marnotrawienie środków publicznych. W obecnej sytuacji klimatycznej i hydrologicznej mostom zagrożonym ewentualną krą wystarczy kilku saperów. A tymczasem Polska reguluje Odrę i Wisłę za 1,3 mld dolarów, czyli grubo ponad 6 mld złotych! Inwestycja w regulację obu rzek, ale przede wszystkim w regulację Odry, jest realizowana przez Bank Światowy, który podaje docelową wartość projektu na 1,3 mld euro (czyli około 6,1 mld złotych). Część prac będzie wykonywanych w dorzeczu Wisły, ale większość dotyczy Odry. Do tego pożyczka pół miliarda dolarów z Banku Światowego, która co pół roku kosztuje nas milion dolarów odsetek i opłat.

Budimex wstrzymał prace inwestycyjne na korycie Odry z powodu katastrofy, ale te prace i tak się ślimaczyły ze względu na niski poziom wód. Wody Polskie w lipcu zdecydowały o dodatkowym zrzucie wody, bo zaklinowała się barka.

Za te gigantyczne pieniądze będziemy budować 139 km wałów przeciwpowodziowych, udrożnimy 37 km kanałów, postawimy 22 km zapór, 9 mostów, 3 śluzy, 1 estakadę drogową, 3 przepompownie, 4 jazy, 5 przepławek dla ryb i posadzimy 1,5 ha lasu. Już zbudowano zbiornik przeciwpowodziowy w Raciborzu na powierzchni 26 km kw. A wszystko po to, by uchronić mieszkańców przed kolejną powodzią tysiąclecia, ale też, by zwiększyć żeglowność rzeki.

Lokalne samorządy, nawet, jeśli wysłuchały głosów ekologów i części naukowców przeciwnych części inwestycji, to jednak darowanemu koniowi w zęby nie zaglądają, bo nie będą blokować kontraktu.  Jest inwestycja, jest materiał na foldery wyborcze. Celowość wydawania pieniędzy jest mniej ważna niż samo wydawanie, a spłacać będą nasze dzieci i wnuki, nie my. A, że mamy bolesne wspomnienia z 1997 roku, to niektórzy politycznie będą ten temat lokalnie rozgrywać.

Czy grozi nam kolejna powódź tysiąclecia? Mamy najniższe zasoby wody pitnej na kontynencie i tym się powinniśmy martwić. Regulacja Odry uczynić może z Odry drugi Ren. A to jest akurat przepis na katastrofę, a nie na rzeczną autostradę.  Należałoby dziś zweryfikować sensowność realizowanych budów i przebudów, by na przyszłość rzeki popatrzeć inaczej. Katastrofa ekologiczna jest tutaj bardzo dobrym powodem zmiany podejścia do tematu wód w Polsce.

Regulacja rzeki ma jeszcze dodatkową wadę – im bardziej rzeka uregulowana, tym mniejsza jej zdolność do samooczyszczenia. I tu pojawia się kolejny postulat – weryfikacja pozwoleń wodno-prawnych, bo istniejące są niedostosowane do warunków hydrologicznych i generują zanieczyszczenie rzeki. KGHM wylewał do Odry aż do 10 sierpnia solankę – albo zawierającą już złote algi, albo umożliwiające owym algom czynienie spustoszenia w rzece poprzez danie im idealnych warunków bytowania. Wylewał, bo mógł. Bo miał takie zezwolenie wolno-prawne. Bo nikt z Wód Polskich nie pomyślał, że dramatycznie duża przewodność i zasolenie wody będą miały śmiertelne konsekwencje i powinno się zatem owe zrzuty solanki zatrzymać. Wody Polskie nie zdały najważniejszego egzaminu z zarządzania rzeką, ale chyba nikt nie oczekiwał funkcjonalności, decyzyjności i kompetencji od zasobu prezesowsko-dyrektorskich posad dla działaczy partyjnych i sympatyków obozu rządzącego.

Czas powstrzymać nielegalne wlewanie do Odry ścieków oraz sprawdzić istniejące pozwolenia wydawane w innej rzeczywistości hydrologicznej i klimatycznej. Czy to z legalnymi, czy z nielegalnymi ściekami Odra sobie nie radziła i nie poradzi sobie żadna inna polska rzeka. Czystych rzek mamy bowiem 0,5%, a zły stan wód rzecznych wg GIOŚ (dane za 2018 r.) to aż 85%. Postulaty natychmiastowego zaprzestania zalegalizowanych i nielegalnych zrzutów ścieków do rzek oznacza koniec rentowności dla wielu biznesów. I tu wracamy do tematu pobłażliwości władz lokalnych i państwowych dla trucicieli środowiska naturalnego. Przyroda, czyste powietrze, woda i gleba są mniej ważne, niż miejsca pracy zapewniane przez firmy-trucicieli. Zapowiadany system monitoringu stanu czystości rzek to zapewne pieśń dalekiej przyszłości, której ten rząd nie zaśpiewa. Gdyby bowiem dziś we wszystkich krytycznych miejscach zamontować biomonitoring w postaci bioindykatorów (klatki z małżami, skorupiakami i rybami), to skazalibyśmy się na nieustanne wymienianie zawartości klatek. A jeśli zdecydowalibyśmy się na system monitoringu w postaci boi sprawdzających na bieżąco wskaźnik PH, temperaturę i zasolenie wody i podawanie wyników do publicznej wiadomości na bieżąco, to pokazalibyśmy opinii publicznej, że wszelkie normy są nieustannie i znacznie przekraczane.

Jeżeli jednak chcemy, by w Odrze było inne życie niż rozkład i złote algi, to nie mamy wyjścia – najwyższy czas dostosowywać się do warunków kryzysu klimatycznego. I zacząć wreszcie naprawdę chronić przyrodę.

Anita Kucharska-Dziedzic

Poprzedni

Prezes wybiera przeszłość

Następny

Czas apokalipsy