
Czego można życzyć światu i Polsce w nowym roku? Przede wszystkim pokoju i spokoju.
Prezydent Trump, reprezentujący Amerykę, kraj, który jego zdaniem nie może już pełnić roli światowego żandarma, dwoi się i troi, aby zakończyć, bóg wie którą już wojnę – jednocześnie bombarduje terrorystów w Syrii i w Nigerii oraz handlarzy narkotyków w Wenezueli, grożąc Maduro interwencją wojskową na większą skalę.
Pekin, po raz kolejny, podgrzewa sytuację wokół Tajwanu, symulując podczas manewrów blokadę wyspy.
Wojna, która ma dla nas największe znaczenie – wojna Putina na Ukrainie – trwa w najlepsze, a nawet nabiera na sile. Rosja, powoli, ale prze naprzód i niszczy infrastrukturę energetyczną i przemysłową w całym kraju, nie omijając budynków mieszkalnych i użyteczności publicznej. Ukraina dzielnie się odgryza, ale Zachód, a faktycznie Ameryka nadal limituje zasięgi dostarczanej broni i cele, zmuszając ją do walki jedną ręką, głównie w obronie.
Coraz bardziej brakuje też ludzi na froncie, a władze nie chcą czy nie mogą powołać pod broń kolejnych roczników.
Trzeba zawrzeć pokój, a przynajmniej rozejm, ale tego pokoju, ani nawet rozejmu nie chce putinowska Rosja, która nie zrezygnowała z prób zhołdowania całej Ukrainy. Tylko Trump i jego ludzie wierzą, że Putin chce pokoju, bo on tak im powiedział i w dodatku chce z administracją Trumpa robić interesy.
Putin sam zakończy wojnę tylko wtedy, kiedy w Kijowie zainstaluje promoskiewskie władze, które zaakceptują jego zabory. Wtedy będą możliwe nawet tanie dostawy energii i surowców, którymi mami Trumpa.
Aby zawrzeć prawdziwy pokój, korzystny dla samej Ukrainy i dla Europy, trzeba przede wszystkim zatrzymać działania zbrojne i zagwarantować Ukrainie niepodległość oraz bezpieczeństwo przy pomocy wojsk rozjemczych nad Dnieprem i integrację gospodarczą z Unią Europejską.
Przekonać do tego moskiewski reżim można tylko prawdziwymi sankcjami (łącznie z sankcjami wtórnymi) i zasięgami broni dostarczanej walczącej Ukrainie.
Innej drogi nie ma. Chcesz pokoju – szykuj wojnę. Ta starożytna maksyma nigdy nie straciła niestety na aktualności.
W Polsce natomiast rozgorzała wojna między pałacami, w której cierpią praworządność, autorytet państwa w kraju i na arenie międzynarodowej, ale też zwykli obywatele.
Absurdalna wojna daje korzyści polityczne jedynie głównym adwersarzom i to krótkotrwałe; w atmosferze wojny Tusk pożywia się „przystawkami”, a Nawrocki umacnia swoją rolę patrona politycznego prawicy godzącego PiS z rosnącymi w siłę konfederacjami.
W polityce zagranicznej każda strona ma swoich sojuszników za granicą, ale coraz mniejszy wpływ na sytuację w Europie i na świecie, łącznie i na czele z negocjacjami wokół wojny o Ukrainę.
Polska dyplomacja działa w większości bez wsparcia prezydenta i w oparciu o kierowników placówek, a przedstawiciele obu walczących obozów usiłują się ośmieszyć na arenie międzynarodowej.
W wymiarze sprawiedliwości rosną bałagan i obstrukcja.
W legislacji wszelkie wrażliwe politycznie i społecznie kwestie są blokowane skutecznie wetem prezydenta.
Najwyższa pora się ogarnąć i wrócić do podstawowej idei Konstytucji – współdziałania władz.
Wybrać Krajową Radę Sądownictwa spośród wszystkich sędziów, w zgodzie z Konstytucją i ustawą.
Uzupełnić w końcu wakaty w Trybunale Konstytucyjnym i odbudować jego pozycję ustrojową.
Porozumieć się w sprawie obsady placówek dyplomatycznych i w sprawie nominacji w służbach specjalnych.
Wystarczy zapytać wicepremiera Kosiniaka-Kamysza jak uzgodnił współpracę z ośrodkiem prezydenckim w sprawie wojska i nominacji generalskich.
Jeśli w najbliższym czasie nie dojdzie do przewartościowania polskiej polityki to można się spodziewać leśniczego, który nas z tego lasu polityki międzynarodowej i krajowej wykopie!
Szczęśliwego i mądrego Nowego 2026 Roku!









