Marian Stępień o Czesławie Miłoszu Recenzja

Jedną z najbardziej interesujących publikacji jakie ukazały się w roku 2018 jest książka prof. Mariana Stępnia Czesława Miłosza odkrywanie Ameryki (wyd. Studio Emka).

 

Zawiera ona istotne uzupełnienie biografii noblisty dotyczące jego pracy w służbie Polski Ludowej w latach 1945-1950. Autor poddał wnikliwej analizie opublikowane w roku 2013 Raporty dyplomatyczne Miłosza. Wbrew temu, co czasami twierdził sam Miłosz, jego wejście do służby dyplomatycznej nie było dziełem przypadku.

 

Rozterki lewicowego poety

W latach 1930-tych Czesław Miłosz był poetą lewicowym, wrażliwym na niesprawiedliwość społeczną i niepokojące przenikanie elementów faszyzmu do polskiej rzeczywistości. Wrażliwość ta znajdowała wyraz w jego poezji i publicystyce. Jednakże, w odróżnieniu od innych poetów, takich jak Lucjan Szenwald, nie był skłonny do całkowitego podporządkowania swej twórczości wymogom walki klasowej. Ważne było dlań poszanowanie indywidualnych, twórczych aspiracji oraz realizacji wynikającego z talentu potencjału twórczego.

Obawy poety budziła sytuacja Polski zagrożonej przez agresywną III Rzeszę. Po rocznym pobycie w Paryżu Miłosz nie miał złudzeń co do pomocy ze strony Francji. Przebieg wydarzeń we wrześniu 1939 roku, a zwłaszcza ucieczka z walczącego kraju jego przywódców do Rumunii, przekonała Miłosza o słuszności jego krytycznej oceny Polski międzywojennej. Okres wojny i okupacji poeta przetrwał w Warszawie. Do Armii Krajowej odnosił się z rezerwą, gdyż jej przywódcy nie zastanawiali się nad zmianami ustrojowymi w powojennej Polsce. Ich celem był powrót do prawicowo-chadeckiego modelu politycznego. W prasie podziemnej raziła go niechęć do rzetelnej dyskusji uzasadniana potrzebą walki zbrojnej z okupantem. Walka ta – zdaniem Miłosza – powodowała osłabienie i wyniszczenie społeczeństwa polskiego.

Ocalenie zbliżało się ze Wschodu. Czesław Miłosz wiedział o stalinowskich represjach, masowych deportacjach i o Katyniu. Wynik wojny skłaniał go jednak do wniosku, że Polska może istnieć „w kształcie nadanym jej i gwarantowanym przez Związek Sowiecki, albo przestać istnieć. […] Żaden rząd pochodzący z wolnych wyborów nie dostałby Ziem Zachodnich w podarunku od Wielkiego Brata”.

 

Pisarze-dyplomaci

Po zakończeniu wojny wielu pisarzy związanych w okresie międzywojennym z lewicą podjęło pracę w służbie zagranicznej Polski Ludowej. Jerzy Putrament został posłem w Szwajcarii. Później stanowisko to objął Julian Przyboś a Putrament został ambasadorem w Paryżu. Antoni Słonimski był dyrektorem Instytutu Kultury Polskiej w Londynie. Z kolei Mirosław Żuławski był dyplomatą w Pradze, a później w Paryżu. Był też stałym delegatem Polski do UNESCO, a później ambasadorem w Republice Mali. Stanisław Jerzy Lec pracował jako attaché prasowy Misji Polskiej w Wiedniu. Jerzy Zagórski przez krótki czas pełnił obowiązki attaché kulturalnego w Paryżu Andrzej Kuśniewicz przed wojną pracował na placówkach w Czechosłowacji i we Francji. Po wojnie był konsulem w Lille i radcą Ambasady w Paryżu. Inny przedwojenny dyplomata, Tadeusz Breza, powrócił do służby zagranicznej w roku 1955 i był radcą ds. kultury w Rzymie i w Paryżu.

Czesław Miłosz dzięki doskonałej znajomości angielskiego i francuskiego był znakomitym kandydatem do pracy w USA i Francji. W latach 1946-1949 był attaché kulturalnym w Konsulacie Generalnym w Nowym Jorku, a następnie II sekretarzem Ambasady w Waszyngtonie. W roku 1950 został przeniesiony do Ambasady w Paryżu.

 

W obronie polskiej racji stanu

Sytuacja Czesława Miłosza w Nowym Jorku była trudna. Konsulat Generalny był bojkotowany przez wrogo usposobione do przemian w Polsce organizacje polonijne. W Bibliotece Publicznej nie było w ogóle publikacji polskich ukazujących się w kraju. Tragedia kielecka wywołała nastroje antypolskie. Częściej mówiono o antysemitach-Polakach, niż o zbrodniach popełnionych na narodzie żydowskim przez III Rzeszę. W postawie wobec pokonanych Niemców były liczne przejawy współczucia. Ważnym, szkodliwym dla sprawy polskiej wydarzeniem było przemówienie sekretarza stanu Jamesa F. Byrnesa wygłoszone w Stuttgarcie 6 września 1946 roku. Polityk amerykański kwestionował trwały i ostateczny charakter polskiej granicy zachodniej To podejście musiało budzić niepokój polskich władz oraz mieszkańców Wrocławia i Szczecina. Dla Stalina było ono korzystne gdyż potwierdzało jego pozycję jako jedynego gwaranta tej granicy.

Czesław Miłosz wykorzystywał swe osobiste znajomości z pisarzami polskimi mieszkającymi w Nowym Jorku, osłabiając tym samym izolację Konsulatu Generalnego. Niektórzy spośród pisarzy – często nastawionych krytycznie wobec nowego kierownictwa państwa polskiego – pozytywnie oceniali przemiany społeczne w Kraju, a zwłaszcza rewolucję kulturalną – walkę z analfabetyzmem, wzrost czytelnictwa, wysokie nakłady książek oraz rozwój sieci szkół i bibliotek. Rozmowy z Miłoszem sprzyjały podejmowaniu decyzji o powrocie lub odwiedzeniu Kraju czy też rozpoczęciu współpracy z czasopismami krajowymi.

Czesław Miłosz przywiązywał wagę do kontaktów z amerykańską społecznością żydowską.

Jak pisze prof. Stępień „w kwietniu 1946 roku, w trzecią rocznicę powstania w getcie warszawskim, na zaproszenie Jewish Congress, Miłosz Miał odczyt w Bostonie, mimo sprzeciwu działaczy Bundu, którzy nie chcieli dopuścić do wystąpienia „komunisty”. A było ono bardzo udane, szeroko reklamowane, zebrało się 1500 osób”.

Na terenie Konsulatu od kwietnia do czerwca odbywały się spotkania poświęcone trzeciej rocznicy walk w Getcie Warszawskim urządzane przez American Jewish Congress. Do tego rodzaju spotkań przywiązywał Miłosz wielką wagę, gdyż widział, i informował o tym polskie władze, że sprawa antysemityzmu w Polsce jest nadal jedną z największych przeszkód na terenie międzynarodowym, a przełamywanie wrogości społeczeństwa żydowskiego jest jednym z najważniejszych zadań w Ameryce, „podstawowym zagadnieniem dla naszych stosunków z USA, w pierwszym rzędzie, jeżeli chodzi o pomoc ekonomiczną i naukową”.

Czesław Miłosz podejmował starania na rzecz osiągalności polskich książek w USA i amerykańskich w Polsce.

„Niewątpliwie dużym sukcesem Miłosza – podkreśla prof. Stępień – było doprowadzenie do urządzenia w New York Public Library wystawy polskiej książki powojennej. Otwarta 3 maja (!) 1947 roku w głównym budynku biblioteki przy Piątej Alei, pod nazwą „Post-war Poland, 1945-47, an Exhibition of Polish Books and Photographs”, czynna była do końca czerwca. Odwiedziło ją około 20 000 osób”.

Biuro Wymiany przy Bibliotece Narodowej w Warszawie otrzymało 374 skrzynie książek od American Book Center, co było rezultatem dobrych stosunków Miłosza z dyrektorem Center. Później niepokoił go fakt, że skrzynie przez długi czas leżały nierozpakowane.

Sukcesem Czesława Miłosza było również nawiązanie kontaktu z założycielem i ówczesnym dyrektorem Fundacji Kościuszkowskiej Stefanem Mierzwą, który następnie był piętnowany przez prasę polonijną za „współpracę z komunistami”. Mimo tej presji – jak podkreśla prof. Stępień – Fundacja rozpoczęła akcję pomocy dla Kraju, zaopatrywania polskich uniwersytetów w książki naukowe, zapraszania polskich studentów na studia w Ameryce, polskich profesorów z odczytami, co Polonia przyjmowała „ze zdumieniem i z wyraźnym niesmakiem”.

Zdumiewające było zacietrzewienie Polonii wobec projektu utworzenia na Uniwersytecie Columbia-pierwszej w USA – katedry literatury polskiej. Projekt ten został zrealizowany, mimo iż kosztował rocznie 10 000 dolarów. Kwotę tą udało się uzyskać dzięki staraniom Miłosza i poparciu ówczesnego ministra spraw zagranicznych Zygmunta Modzelewskiego Wbrew protestom Kongresu Polonii Amerykańskiej, prezydent Uniwersytetu – a później prezydent USA – Dwight Eisenhower projekt ten zaakceptował. Powstała Katedra im. Adama Mickiewicza posiadająca prawo nadawania doktoratów. Zdaniem działaczy i dziennikarzy polonijnych, Katedra była „przybudówką komunistycznego rządu polskiego”. Kierownik Katedry, wybitny uczony, prof. Manfred Kridl był nazywany „bolszewikiem nr 1”.

 

Norwid w Minneapolis

Wiele lat temu student Politechniki Poznańskiej, dzięki wymianie stypendystów pomiędzy Zrzeszeniem Studentów Polskich (ZSP) a United States National Student Association (USNSA) znalazł się w University of Minnesota w Minneapolis. W trybie indywidualnym, pod kierunkiem tutora Roberta Albrechta doskonalił swą umiejętność pisania tekstów angielskich. Albrecht był zainteresowany historią i literaturą polską. Student wspomniał mu o Cyprianie Kamilu Norwidzie, który napisał dwa wiersze upamiętniające Johna Browna. Na następne spotkanie Albrecht przyniósł „Wybór poezji” Norwida wydany w Warszawie w 1947 roku. Student dokonał przekładu filologicznego obu wierszy. Zastanawiał się, w jaki sposób ta książka znalazła się w głębi Ameryki, w bibliotece uniwersytetu stanowego. Sądził, że ktoś musiał o to zadbać.

 

Decyzja człowieka „całkowicie ideologicznie obcego”

Czesław Miłosz był dyplomatą o wysokich kwalifikacjach, wykazywał zaangażowanie w pracę i – w trudnych warunkach – osiągał znakomite wyniki. Wysoko cenił go ambasador w Waszyngtonie Józef Winiewicz. Jednakże po roku 1948 wszystko to stawało się mało ważne. Nadszedł czas ślepego posłuszeństwa i wiernopoddańczych frazesów. I cynizmu.
Jak każdy pracownik służby zagranicznej Czesław Miłosz składał sprawozdania ze swej pracy.
Raporty dyplomatyczne Miłosza cechowała otwartość i szczerość. Są w nich krytyczne opinie o niektórych decyzjach polskich władz oraz o sytuacji międzynarodowej w której ważną rolę odgrywał Związek Radziecki. Po roku 1948 w Polsce tego rodzaju opinie były traktowane jako przejawy wrogości. Komisja ustalająca listę pracowników odwoływanych z placówek uznała, że Czesław Miłosz to „człowiek całkowicie ideologicznie obcy”, który „ujawnił w swoich wypowiedziach wrogi i szkalujący stosunek do wszelkich przejawów życia w kraju. Żona-zaciekły wróg Związku Radzieckiego”.
Kiedy w grudniu 1950 roku Miłosz przyjechał do Warszawy zabrano mu paszport. Wskutek interwencji ministra Modzelewskiego poeta paszport odzyskał i wyjechał do Paryża.
1 lutego 1951 roku wystąpił o azyl we Francji.

 

Marian Stępień – „Czesława Miłosza odkrywanie Ameryki”, Wydawnictwo Studio Emka, 2018, str. 291, ISBN: 978-83-65068-96-5

Dyplomatyczna buta

Amerykańscy ambasadorowie strzelają gafę za gafą. Tłumaczyć je można jako przypadkowe wpadki, ale w swojej istocie pokazują one, jak amerykańska dyplomacja widzi relacje między Stanami Zjednoczonymi a ich sojusznikami. A może raczej – wasalami.

 

Jest takie powiedzenie, że dyplomata najpierw dwa razy pomyśli zanim nic nie powie. Do amerykańskich ambasadorów najwyraźniej się ono nie stosuje.

 

Jerozolima

Najpierw szef nowo otwartej placówki w Jerozolimie – jakby mało zła stało się na skutek decyzji prezydenta Donalda Trumpa o finalizacji przeniesienia jej siedziby z Tel Awiwu – David M. Friedman pozwolił sobie wręczyć wielkoformatowe zdjęcie, na którym wyretuszowano panoramę miasta w taki sposób, jak chcieliby je widzieć izraelscy nacjonaliści: usunięto z niego meczet Al-Aksa i zastąpiono go symulacją Trzeciej Świątyni żydowskiej. Zdjęcie ambasadora Friedmana przyjmującego to dzieło z rąk przedstawicieli żydowskiej organizacji charytatywnej Achija w Bnei Brak pojawiło się na ultraortodoksyjnym portalu Kikar Haszbat. Zostało to odebrane jako wyraz amerykańskiego poparcia dla przejęcia przez Izrael całości Jerozolimy. W kontekście niedawnego przeniesienia ambasady jest to zresztą zupełnie zrozumiała interpretacja. W konsekwencji palcówka musiała się potem tłumaczyć, że USA podtrzymują stanowisko w sprawie utrzymania status quo na Wzgórzu Świątynnym, że ambasador nie wiedział, co jest na symulacji wyobrażone i jakie implikacje wynikają z zastąpienia meczetu odbudowaną Świątynią Jerozolimską Heroda Wielkiego, której zburzenie przez Rzymian w 70 r. n.e. nota bene wyznacza koniec istnienia państwa żydowskiego w Palestynie i początek Diaspory. Tłumaczenie skądinąd mało przekonujące, bo ambasador Friedman jest znany jako przeciwnik rozwiązania opartego na dwu państwach – izraelskim i palestyńskim – i aktwny działacz organizacji American Friends of Bet El Institutions wspierającej żydowskie osadnictwo na Terytoriach Okupowanych (Zachodnim Brzegu), finansowanej m.in. przez zięcia prezydenta Jareda Kushnera. Przyjmowanie, że ktoś taki nie wie, co oznacza odbudowa Świątyni Jerozolimskiej dowodzi albo wielkiej naiwności albo braku lepszych argumentów.

 

Berlin

Następna poważna wpadka była dziełem amerykańskiego ambasadora w Niemczech, Richarda Grenella. Rozpoczął on swoją misję w Berlinie nieledwie miesiąc temu i od tego czasu już zdążył udzielić wywiadu ultraprawicowemu portalowi Breitbart w którym zapowiedział, że będzie aktywnie wspierać „twardą prawicę”. Zainicjował także niespotykaną w dyplomatycznym świecie praktykę przyjmowania w ambasadzie szefów rządów odwiedzających niemiecką stolicę (m.in. premiera Izraela Benjamina Netanjahu i kanclerza Austrii Sebastiana Kurza) – jakby nie był w niej akredytowany w charakterze ambasadora lecz miał funkcję amerykańskiego namiestnika.

Niemiecka lewica zareagowała bardzo ostro. Martin Schulz z SPD określił Grenella jako „kolonialnego urzędnika skrajnej prawicy” a deputowana partii Die Linke Sahra Wagenknecht stwierdziłą: „Jeśli rząd poważnie traktuje suwerenność demokratyczną naszego państwa, nie powinien zapraszać Grenella na rozmowy przy kawie, tylko natychmiast wyrzucić z kraju”. Zresztą, nawet dla CDU/CSU zachowanie posła jest co najmniej kłopotliwe. W konsekwencji Auswärtiges Amt znalazł się w kłopotliwej sytuacji i musiał zwrócić się do ambasadora o wyjaśnienie powodów dla których „nie zachowuje neutralności przedstawiciela dyplomatycznego”.

 

Warszawa, a raczej jeszcze Waszyngton

Przygotowująca się do objęcia placówki w Polsce nominatka Donalda Trumpa Georgette Mosbacher podczas przesłuchania w Senacie przypisała wzrost antysemityzmu w Europie ustawie o IPN i zapowiedziała, że „będzie wyrażać zaniepokojenie zagrożeniem instytucji demokratycznych w Polsce”. Polskim mediom zapowiedziała też, że będzie starać się o to, aby Polacy kupowali więcej amerykańskich towarów, co w atmosferze rozpoczynającej się wojny celnej pomiędzy USA a UE jest niedwuznacznym akcentem. Nie rzecz tu w sprawach merytorycznych – czy w Polsce praworządność jest zagrożona, czy też nie i czy Polska powinna wyłamywać się z unijnej solidarności, czy nie – ale, podobnie jak w przypadku ambasadora Grenella, o zachowanie neutralności. Polski MSZ znalazł się więc w sytuacji równie kłopotliwej jak niemiecki. Wprawdzie nie pojawiły się głosy postulujące wycofanie agrément dla pani Mossbacher, bo polskiej opozycji krytyka rządu i jego polityki do nowej ambasador raczej nie zniechęci, ale wiceminister spraw zagranicznych Bartosz Cichocki podczas swojej wizyty w Departamencie Stanu musiał kluczyć, jak tu zaprotestować (bo to musiał zrobić), a równocześnie nie obrazić Wielkiego Sojusznika, robiąc dobrą minę do złej gry udawać, że to tylko deszcz pada a Wielki Sojusznik nadal uważa Polskę za ważny kraj z którym łączą go „szczególne więzy”.

 

Dyplomatyczna buta

Truizmem i banałem jest stwierdzenie, że status dyplomaty wymaga taktu i wyczucia. Daje on bardzo konkretne przywileje, włącznie z immunitetem, ale i narzuca bardzo konkretne ograniczenia. Rzecz jasna – dyplomaci reprezentujący swoje kraje mają wykonywać zadania związane z realizacją ich polityki, a co za tym idzie, nierzadko również wiążące się z ingerowaniem w sprawy wewnętrzne państw przyjmujących i ich życie polityczne. Jeśli to jednak czynią, powinni robić to dyskretnie, bez rozgłosu, a nie publicznie się z tym obnosząc, bo tym stawiają państwo przyjmujące, choćby i sojusznicze, w kłopotliwej sytuacji a swojemu krajowi przynoszą szkodę wizerunkową. Niedawne gafy amerykańskich ambasadorów w Izraelu, Niemczech i Polsce (in spe) pokazują, że powyższe uwagi dla amerykańskich dyplomatów nie mają znaczenia. Częściowo można to tłumaczyć amerykańską praktyką powoływania na stanowiska ambasadorskie nie zawodowych dyplomatów ale osobistości zasłużone dla kampanii wyborczej prezydenta, którym arkana tego zawodu mogą być obce, ale nie wyczerpuje to istoty problemu. Bo ta leży gdzie indziej i polega na tym, jak Waszyngton patrzy na resztę świata. Nieporadni ambasadorowie tylko tę prawdę swoimi gafami ujawniają.