Wolność w sztuce to wartość podstawowa

13 sie 2017

Z Wawrzyńcem Kostrzewskim, reżyserem, rozmawia Krzysztof Lubczyński.

Krzysztof Lubczyński: Pana przedstawienie „Listów z Rosji” według relacji Astolphe’a de Custine zostało bardzo wysoko ocenione, także prestiżowymi nagrodami, jako wybitne dokonanie artystyczne. Także w mojej ocenie jest to – na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat – najbardziej wartościowe, o tak dużym ciężarze gatunkowym, estetycznym i intelektualnym, przedstawienie Teatru Telewizji, nawiązujące do jego najlepszych tradycji…

Wawrzyniec Kostrzewski: Dobrze znam te tradycje, bo niemal od dziecka oglądam spektakle Teatru TV. Świetna literatura, wybitni aktorzy, kultura wysoka i największa w Polsce widownia. Praca tutaj to duża odpowiedzialność, cieszę się, że mogłem dodać coś od siebie do tej tradycji. Ale Teatr Telewizji jest po przejściach: pieniędzy, premier i widowni przez lata ubywało, to wszystko oznacza straty dla kultury polskiej. Przy niewielkiej liczbie projektów i środków każda decyzja produkcyjna jest trudna, rozbita na kilka pionów decyzyjnych, co bardzo utrudnia pracę z perspektywy twórców. Dobrze byłoby spoić to znów w jedną całość organizacyjną, jak było przed laty, w jedną redakcję, która odpowiadałaby za wszystkie aspekty Teatru Telewizji.

Tymczasem prezes Jacek Kurski wstrzymał emisję spektaklu Teatroteki „Biały dmuchawiec”, z powodu udziału Julii Wyszyńskiej. To ona zagrała głośną, obrazoburczą scenę flagellacji z figurą Jana Pawła II w głośnym spektaklu „Klątwy” Olivera Frljicia w Teatrze Powszechnym w Warszawie.

Przykro mi z tego powodu, szczególnie, że ten spektakl został nagrany dwa lata wcześniej i nie ma nic wspólnego z „Klątwą”, której akurat nie widziałem. Ja też debiutowałem w Teatrotece, wiem jak się czują realizatorzy, którzy włożyli w to przedstawienie wiele pracy. Zbiorowa kara? Nie rozumiem tego, w ogóle nie rozumiem mechanizmu karania za sztukę. Wolność w sztuce to wartość podstawowa, ponadpolityczna.

Pana poprzednie przedstawienie w ramach Teatroteki, „Walizka”, wygrało Festiwal Dwa Teatry w 2015 roku, ale w obecnej TVP nie doczekało się powtórki.

Niestety nie tylko w obecnej. Jestem tym głęboko rozczarowany. Nie wiem, jakie były ostateczne przyczyny, ale „Walizka”, laureat Grand Prix na dwóch festiwalach, nagrody im. Treugutta i kilkunastu innych nagród, nie doczekał się powtórki dla szerokiej publiczności. Był emitowany raz, na Dwójce, w niedzielę, przed północą. Opowiada m.in. o pielęgnacji pamięci o Holokauście. Wciąż czekam.

Zatrzymajmy się na chwilę przy „Listach z Rosji”. Domyślam się, że to Pana humanistyczne, historyczno-literackie i filozoficzne wykształcenie ułatwiło Panu natrafienie na tekst o takim ciężarze gatunkowym, myślowym i estetycznym.

Przeczytałem ten niebywały tekst i byłem nim poruszony. To arcydzieło epistolarne na styku literatury, historii i polityki, 170-letnie, a jakże aktualne. Emocje wzrosły, gdy dowiedziałem się, że „Listy” były w Rosji zakazane aż do czasów Borysa Jelcyna. Poczułem imperatyw reżyserski, ale szukałem formy. Jak to pokazać? Dwa tomy listów! Myślałem o słuchowisku radiowym, ale tekst adaptacji był za długi. Zrobiłem więc test – publiczne czytanie, dyskusję z widownią. Tekst wywołał ferment wśród słuchaczy, którzy orzekli, że to tekst nie tylko o Rosji, także o Polsce ale i nie bez konotacji uniwersalnych. „Listy z Rosji” pisane w 1839 roku, okazały się jeszcze bardziej aktualne w swoich diagnozach i przestrogach. Dzięki temu spektakl działa na kilku płaszczyznach. Ale w naszych czasach wszystko jest natychmiast interpretowane politycznie. Także moje przedstawienie dotknął ten los. Niektórzy publicyści prawicowi dostrzegli w nim przede wszystkim prostą konstatację, że Rosja jest straszna. A moja perspektywa wynikała z ambiwalentnego stosunku do Rosji, która w wymiarze politycznym mnie przeraża a której literatura, historia oraz duchowość mnie fascynuje. Te wnioski wyciągnął też sam autor, de Custine przyjechał do Rosji krytyczny wobec władzy w swoim kraju, wobec zachodnioeuropejskiej polityki, zafascynowany autorytarną Rosją. Wyjeżdżał jako gorący zwolennik rządów konstytucyjnych.

Podobnie jak André Gide, sto lat później, który też wrócił z podróży po ZSRR jako przeciwnik systemu sowieckiego…

Tak. Takich rozczarowań było sporo, np. rumuńskiego pisarza Panaita Istrati. Były podróże zafascynowanych Rosją Amerykanów, Maxa Eastmana, był i nasz Słonimski. To była specyficzna odmiana podróży – po rozczarowanie.

Trudno się nie rozczarować, jeśli nie lubi się autorytaryzmu władzy, braku wolności, ucisku, nieustannej presji na człowieka, pogardy silnych dla słabszych, bogatych dla biednych, pogardy dla ludzi i zwierząt, brudu i bałaganu. Nie przeszkadza mi to kochać prozę Dostojewskiego, Gogola, Tołstoja. Miejmy nadzieję, że drogą Rosji jednak nie pójdziemy…

Rosyjscy intelektualiści uważają, że Rosja jest w stosunku do Europy zapóźniona o sto lat. To niesamowite, że ludzie o takim potencjale, który zauważa de Custine, muszą zmagać się z tymi samymi mechanizmami kształtującymi bieg dziejów Rosji, czy to carskiej, czy rewolucyjnej, czy współczesnej. Ludzie wpleceni w kult hierarchii urzędniczej, kult doprowadzony do absurdu, do jakiejś potwornej nadwartości. To wszystko tworzy coś w rodzaju rosyjskiej odmiany historycznego determinizmu.

Mówi się o nieruchomości dziejów Rosji…

Może dlatego Woland pyta w „Mistrzu i Małgorzacie”, czy mieszkańcy Moskwy się zmienili.

Pana propozycję w redakcji Teatru Telewizji przyjęto chętnie, bez oporów?

Na początku było długie milczenie, ale już po akceptacji tekstu i mojej wizji reżyserskiej nie było żadnych nacisków, konsultacji ani przed, ani w trakcie ani po realizacji. Kolaudacja także odbyła się wyłącznie w gronie fachowców, a odbiór był bardzo dobry. Udało mi się razem z zespołem zachować plastyczną umowność przestrzeni, opowiadać część historii intymnie, ale też wyjść poza minimalizm inscenizacyjny, i dzięki odpowiednim środkom nadać przedstawieniu nawet pewien monumentalizm.

Taki, jaki w Teatrze Telewizji był normą przed wielu laty.

Umowność dekoracji, jej skrótowość, zaznaczanie świata a nie jego dokładny obraz, inwestycja w metaforę, ufanie widzom. Dzięki takiemu myśleniu mogliśmy inscenizacyjnie trochę poszaleć, „pojechać po bandzie”, zaryzykować i pokazać w Teatrze Telewizji Pałac Zimowy, Twierdzę Szlisselburską, pokład statku, port. Siła wyobraźni i skrót plastyczny.

Przed własnymi, autorskimi realizacjami, miał Pan styczność z Teatrem Telewizji jako asystent i II reżyser…

Asystowałem przy sporej licznie realizacji, między innymi w ramach Sceny Faktu.

Nie mam nic przeciwko Scenie Faktu jako takiej, wręcz przeciwnie, ale te realizacje w połowie lat 2000 były – na ogół, choć były wyjątki – bardzo tendencyjne. Skomplikowaną powojenną historię Polski zredukowano do ubeckich tortur. Przecież tyle jest tematów historycznych, które można pokazać. Niewyczerpany zasób.

Schemat wynikał z nagromadzenia podobnych historii, realizowanych jedna po drugiej. Zmieniały się nazwiska bohaterów, ale pozostawały bliźniaczo do siebie podobne sceny przesłuchań, w tym samych lokacjach, na przemian z bieganiem po lesie i udawaniem taniego kina. Tematyka, skądinąd trudna i tragiczna została zadławiona przez powtarzalność, schematyczność, uproszczenia, jednostajność narracyjną, pośpiech. Co nie zmienia faktu, że sporo się przy tych realizacjach nauczyłem w kontekście pracy telewizyjnej… choć nie ukrywam, że dla mnie stylistyka części tych przedstawień była zaprzeczeniem esencji teatru telewizji czyli umowności, która stwarza tylko sugestię świata, a resztę dobudowuje wyobraźnia widza.

Jako swoich mistrzów wymienił Pan Macieja Wojtyszkę i Macieja Prusa. Dlaczego właśnie ich?

Maciej Wojtyszko to wszechstronnie utalentowany reżyser, autor, pedagog dbający o studentów, człowiek o wielkiej kulturze, wiedzy i inteligencji. Wiele mu zawdzięczam. Maciej Prus z kolei namawiał mnie na studia reżyserskie. W jego spektaklach lubiłem prostotę połączoną z rozmachem, fascynację operą, przenikliwość interpretacyjną, skrót teatralny.

A co Pana zafascynowało w ważnej dla Pana sztuce Durrenmatta „Wizyta starszej pani”?

To moralitet o współczesnym społeczeństwie, które łatwo ulega pokusie sprzedania swoich ideałów za wizję dobrobytu. Ten tekst nie jest już na Zachodzie wystawiany, zestarzał się – społeczeństwa zachodnie są inaczej konstruowane, zdominowane przez grupy interesów. W Polsce jest pewna skłonność do utrwalania tradycyjnej wizji społeczeństwa, opartego na wierze w jedność moralno-polityczną, choć obraz świata się zmienia. Takie myślenie często rodzi hipokryzję. Dlatego możliwe było ożywienie tego tekstu na naszym gruncie. W tym spektaklu słowo „zemsta” zostało zastąpione słowem „sprawiedliwość”, co budzi skojarzenie z polską, odwetową rzeczywistością. Spektakl jest przestrogą.

Jest też w tej sztuce motyw pragnienia wiary w kłamstwo, bo ono jest przyjemniejsze, bardziej podniecające niż prawda…

To się wyraża chociażby w idealizowaniu złożonej historii własnego narodu, w unikaniu krytycyzmu i tkwieniu w płytkiej postawie samozadowolenia. Nie lubię też jednak nadmiernego wychylania się w przeciwną stronę, w stronę totalnego nihilizmu i krytykanctwa. Choć zderza się we mnie romantyk z realistą, chciałbym, żeby otaczające nas skrajności zostały intelektualnie i artystycznie przepracowane. Jest taki frapujący temat z zamierzchłej historii Polski. Mam na myśli konflikt między królem Bolesławem Śmiałym a biskupem krakowskim Stanisławem, zakończony śmiercią tego ostatniego. W tym zdarzeniu zawiera się polityczny spór miedzy władzą świecką a kościelną, między racjami cywilnymi a religijnymi. To jest znakomity temat na film, starcie racji, bez hagiografii, za to z bezwzględną polityką.

Jest co prawda film Witolda Lesiewicza z 1972 roku, „Bolesław Śmiały”, ale przydałoby się nowe odczytanie tej historii, już po naszych doświadczeniach minionych 45 lat. Moim zdaniem w każdej kulturze, nie tylko polskiej, najciekawsze są jej nurty samokrytyczne, a nie apologetyczne, samochwalne, bo te prostą drogą prowadzą do nacjonalizmu i samodurstwa. Kiedy Niemcy potrafią być samokrytyczni, autoironiczni, to wydają Goethego czy Manna, a gdy ogarnia ich paroksyzm samodurstwa, wydają Hitlera. Samozachwyt w najlepszym razie jest jałowy, w najgorszym – zbrodniczy.

W przekazie historii i tradycji lukrowanie często zabija prawdę. Film, w którym husaria przez półtorej godziny w zwolnionym tempie rozjeżdża wroga, na pewno byłby piękny, ale czy do zniesienia? Z drugiej strony warto poczytać Wańkowicza, kiedy podaje brutalny opis walk o Monte Cassino. Patos jest zbędny, bo okazuje się słabszy od prawdy. Pieśni może i wzruszają, ale gorzkie uczucie przy tej lekturze jest dla mnie niezastąpione, bo skłania do myślenia, a nie tylko poddawania się emocjom. Nie twierdzę, że nie należy tworzyć mitów, chcę tylko, żeby mój świat nie poddawał się jednostronnej narracji. Uwielbiam czytać i Sienkiewicza, za jego fenomenalny język oraz dar kreowania fascynujących światów i Gombrowicza, mistrza przenikliwości, dystansu, obrazoburstwa, krańcowo wydawałoby się antytetycznych pisarzy.

Czy jako reżyser chciałby Pan to jakoś zdyskontować? O jakim tekście do wystawienia w Teatrze Telewizji Pan marzy?

Zdyskontować to bym chciał, ale od marzenia do realizacji jest daleka droga. Marzę o realizacji „Nieboskiej komedii” Zygmunta Krasińskiego. Jest w niej wszystko co mnie fascynuje: rewolucja, tradycja, metafizyka, materializm, wierność, zdrada, naród, społeczeństwo, miłość, duchowa i cielesna. Temat i poetycki, i polityczny.

Jest co prawda archiwalny już spektakl „Nieboskiej” w reżyserii Zygmunta Hubnera z 1981 roku, ale rzeczywiście warto by odczytać ten dramat ponownie, na początku XXI wieku. Jako potencjalny widz, który zachwycił się Pana „Listami z Rosji”, chętnie bym zobaczył w Pana realizacji fenomenalne, wydane w wielu tomach „Listy Zygmunta Krasińskiego”, które Krzysztof Rutkowski nazwał największą powieścią XIX wieku, jego najbardziej fascynującym obrazem. A jednocześnie fascynującym autoportretem niebywale bogatej, wielostronnej, wizjonerskiej osobowości, rozciągającej się od najtrywialniejszej trzeźwości ekonomicznej po romantyczny mistycyzm, metafizykę.

Obiecuję, że przynajmniej pomyślę o tym! To temat raczej na Teatr Telewizji, który bardzo dobrze radzi sobie z eksperymentami dramaturgicznymi. Taki zabieg udał się w „Listach z Rosji”, gdzie zamiast fabuły osią były zmieniające się stopniowo świadomość i emocje bohatera.

A drugie moje „zamówienie widza” do realizacji telewizyjnej, to „Bez dogmatu” Sienkiewicza, o którym wspominaliśmy. To, po pierwsze, inny Sienkiewicz niż ten z „Trylogii” czy „Quo vadis”. To Sienkiewicz wątpiący, sceptyczny, zdystansowany wobec tych wartości, które krzewił „ku pokrzepieniu serc” w tamtych dziełach. Badaczka jego twórczości Jolanta Sztachelska uważa nawet, że najprawdziwszy jest Sienkiewicz w „Bez dogmatu” , a „Trylogia” to tylko jego barokowe teatrum.

To jest także powieść o przemianie modernistycznej w Polsce schyłku XIX wieku, o kryzysie tradycyjnych norm, klasycznych tożsamości, o zmierzchu ideologii „białego dworku” w starciu z nadciągającą cywilizacją pieniądza, pośpiechu, dekompozycji społecznych hierarchii i norm. Pan mi to podsuwa pod rozwagę, ja sam mógłbym wymienić wiele innych wartych inscenizacji tekstów, ale muszę zadać pytanie o praktyczne szanse na takie realizacje. Bo „od pomysłu do przemysłu” w tej dziedzinie droga daleka. Wypada mieć tylko nadzieję, że kultura nie pójdzie u nas w stronę totalnej komercjalizacji i że zostanie jakieś pasmo dla artystycznych ambicji, które finansowo niekoniecznie są opłacalne. Także w moim ukochanym Teatrze Telewizji.

Dziękuję za rozmowę.

 

Wawrzyniec Kostrzewski – ur. 1977 r., reżyser, ukończył studia na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Absolwent Wydziału Reżyserii Akademii Teatralnej w Warszawie. Tegoroczny (2017) laureat trzech nagród Festiwalu Teatru Polskiego Radia i Teatru Telewizji Polskiej „Dwa Teatry” w Sopocie – Nagrody Honorowej im. Krzysztofa Zaleskiego, Nagrody Publiczności oraz Nagrody za Reżyserię, za spektakl Teatru Telewizji według „Listów z Rosji” Astolphe’a de Custine. W 2016 roku otrzymał Nagrodę im. Stefana Treugutta przyznaną przez Zarząd Polskiej Sekcji AICT za wybitne osiągnięcia w Teatrze Telewizji, za realizację sztuki Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk „Walizka” oraz Grand Prix na Festiwalu Teatru Polskiego Radia i Teatru Telewizji Polskiej „Dwa Teatry” w Sopocie, oraz Grand Prix na I Festiwalu Teatroteka Fest (2016) za ten sam spektakl.
Wcześniej pracował m.in. jako II reżyser przy realizacji takich spektakli TTV jak: „Najweselszy człowiek” w reż. Ł. Wylężałka, „Dolina nicości” w reż. W. Tomczyka, „Przerwanie działań wojennych” w reż. J. Machulskiego i „Tajny współpracownik” w reż. K. Langa oraz jako asystent przy realizacji spektakli: „Pierwszy września” (2007), „Pseudonim Anoda” w reż. M. Malca (2007) i „Stygmatyczka” w reż. W. Wójcika (2008).
Prowadzi swój „Kabaret na Koniec Świata”, operujący poetyką czarnego humoru, absurdu i purnonsensu.
W teatrze żywego planu zadebiutował w 2007 roku jako współreżyser spektaklu „Wyzwolenie. Próby” według St. Wyspiańskiego w Teatrze Polskim w Warszawie. Jako samodzielny reżyser zrealizował m.in. w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku „Rechot Brechta” i „Raj wariatów” w Teatrze im. Modrzejewskej w Legnicy. W Teatrze Dramatycznym w Warszawie zrealizował m.in. „Cudotwórcę” Friela, „Rzecz o banalności miłości” Liebrecht, z kreacjami Haliny Skoczyńskiej jako Hannah Arendt oraz Adama Ferencego jako Martina Heideggera. Wysoko ocenieni zostali także „Wszyscy moi synowie” A. Millera oraz „Wizyta starszej pani” F. Durrenmatta, z wybitnymi kreacjami Haliny Łabonarskiej.
Potomek Franciszka Kostrzewskiego (1826-1911), wybitnego XIX-wiecznego malarza realisty, ilustratora (m.in. jednego z wydań „Lalki” B. Prusa), rysownika satyrycznego, twórcy m.in. kapitalnych, rodzajowych scenek warszawskich.

Najnowsze

Kryzys mieszkaniowy w Europie: co obiecała Lewica?

Kryzys mieszkaniowy w Europie: co obiecała Lewica?

Europa zaczyna mówić językiem, którym Lewica mówiła wcześniej.
Parlament Europejski zajął się kryzysem dostępności mieszkań, podkreślając wzrost cen mieszkań i czynszów. Młodzi ludzie często pozostają u rodziców, mimo posiadania stabilnych dochodów. Lewica, będąca częścią koalicji rządowej, zwiększyła wydatki na mieszkalnictwo, jednak wciąż daleko jej do obiecanych kwot. Aby zrealizować hasło „Mieszkanie prawem, nie towarem”, Lewica musi skonfrontować się z realiami rządzenia .

Francuska młodzież wyszła na ulice.

Francuska młodzież wyszła na ulice.

Publiczna szkoła bierze na siebie największy ciężar.
To one uczą zdecydowaną większość dzieci i młodzieży z rodzin o niższych oraz średnich dochodach. To do nich trafiają uczniowie z biedniejszych przedmieść i miejscowości, gdzie rodzice mają mniej możliwości uzupełniania braków systemu prywatnymi pieniędzmi.Oficjalne dane francuskiego Ministerstwa Edukacji pokazują również wyraźne różnice społeczne między szkołami publicznymi i prywatnymi.Brak nauczyciela matematyki przez kilka miesięcy jest kłopotem dla każdego ucznia. Ale rodzice o wyższych dochodach mogą zapłacić za korepetycje, dodatkowe kursy albo prywatne przygotowanie do egzaminów.

RPP nie rusza stóp.

RPP nie rusza stóp.

Inflacja w Polsce wzrosła do 4% rocznie, co stanowi przekroczenie celu Narodowego Banku Polskiego. Rada Polityki Pieniężnej (RPP) nie podniosła stóp procentowych podczas październikowego posiedzenia, pozostawiając je na poziomie 3,75%. Mimo chwilowej ulgi dla kredytobiorców, wyższe ceny paliw i energii mogą prowadzić do dalszej inflacji. RPP stanie przed kluczowym wyzwaniem w listopadzie, kiedy będzie miała dostęp do nowych prognoz inflacyjnych. Eksperci ostrzegają, że sytuacja gospodarcza wymaga nie tylko działań RPP, ale także polityki państwowej, aby łagodzić skutki dla gospodarstw domowych.

Wywiad z laureatem Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki, Konstantinem Nowosielowem

Wywiad z laureatem Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki, Konstantinem Nowosielowem

W 2010 roku Konstantin Nowosielow i Andre Geim zdobyli Nagrodę Nobla za badania nad grafenem. Nowosielow, jeden z najmłodszych laureatów, podkreślił w wywiadzie znaczenie Chin jako technologicznego mocarstwa z dużym potencjałem. Współpraca międzynarodowa jest kluczowa dla postępu naukowego, co laureat zaznaczył, wyrażając nadzieję na jej kontynuację.

Sprawdź również

Kwarantanna i chaos informacyjny w Irkucku – DŻUMA

Kwarantanna i chaos informacyjny w Irkucku – DŻUMA

Kwarantanna, maski i informacyjny chaos po śmierci młodej pracownicy laboratorium W Szelechowie pod Irkuckiem część szpitala znalazła się pod kwarantanną, blisko 200 osób objęto obserwacją, a w ogromnej fabryce aluminium wprowadzono obowiązek noszenia masek. Wszystko...

Będziemy mieć cykl rządów mniejszościowych ?

Będziemy mieć cykl rządów mniejszościowych ?

Najstarsi pamiętają song „Układanka” napisany przez Wojciecha Młynarskiego. Metaforyczny. O polskiej rodzinie, która chciała z dostępnych im puzzli ułożyć obrazek. Obiecywany socjalistyczny raj. Dziś mamy demokrację parlamentarno- gabinetową. Jej sztandarowym...