Emerytka przymusowa?

Weronika Książek
Emerytka przymusowa?

Posłanka Krystyna Pawłowicz ogłosiła, że odchodzi z polityki. Spekulacjom nie ma końca. Najbardziej wiarygodna teoria głosi, że na polityczną emeryturę pani poseł poszła jednak nie z wyboru, a z konieczności. Miał ją „wygasić” sam prezes Kaczyński. To nowa taktyka PiS?

 

Posłowie opozycji zapewniają, że nie będą za nią tęsknić. A mi jednak trochę żal. Już nie będzie jedzenia sałatek i kanapek podczas posiedzeń Sejmu i głosowania ustaw?
„Proszę powiedzieć koleżance, żeby zamknęła mordę!”, „flaga Unii Europejskiej to szmata!”, „lewackie kundle” – pani Krystyna zaskakiwała przez całą kadencję – tę i poprzednią: maniery przekupki, a dyplom profesora prawa. Opozycja na pewno nie będzie za nią tęsknić. A Prezes? Wygląda na to, że również niekoniecznie… ale o tym za chwilę.
„Mój czas w polityce w te Święta dobiegł końca – teraz młodzi” – ten tweet rozpoczął serię deklaracji o przejściu parlamentarzystki na zasłużony odpoczynek. Wszyscy odebrali deklarację Krystyny Pawłowicz jako dramatyczny gest. Znajomi dzwonili do mnie z zagadką: „Czy orientujesz się może, kto przejmie mandat po posłance Krystynie?”. Niestety nie potrafiłam udzielić satysfakcjonującej odpowiedzi na to pytanie.

 

Kręgosłup fizyczny czy moralny

„Czas już pomyśleć o życiu poza polityką, zobaczyć jeszcze miejsca rodzinne, podkurować zdrowie, posprzątać po sobie”… owszem, ale jak się okazało – dopiero za niecały rok. Do czasu najbliższych wyborów parlamentarnych Krystyna Pawłowicz będzie pełnić swoje poselskie obowiązki. Czyli de facto ogłosiła, że w następnych wyborach nie będzie już startować. Jako główny powód podała problemy z kręgosłupem, który wymaga rehabilitacji i który „trzeba pilnie podratować”.
A co z mediami społecznościowymi, których była niekoronowaną królową? „Profilu nie likwiduję – można będzie robić wpisy, a na jesieni, po załatwieniu swoich spraw, może wrócę. Można też kontaktować się przez pocztę na moim profilu TT”. Wyobraźcie sobie, Krystyna Pawłowicz zawiesza aktywność w internecie – to tak, jakby pewnego dnia Brigitte Bardot oświadczyła, że już nie będzie zajmować się bezdomnymi zwierzętami, a Angelina Jolie że już nigdy nie adoptuje żadnego dziecka. Słusznie więc komentatorzy nabrali podejrzeń – czy aby na pewno to „wygaszenie” pani Krysia przeprowadziła dobrowolnie?
I wkrótce powoli zaczęły potwierdzać się podejrzenia: – Nie miała wyjścia, musiała odejść – zdradził jeden z posłów partii rządzącej dziennikarzom „Wirtualnej Polski. Na emeryturę miał wysłać posłankę Pawłowicz sam Jarosław Kaczyński, który na ostatnim wyjazdowym posiedzeniu klubu oświadczył twardo, że „należy skończyć z knajackim językiem” – i zapowiedział, że będzie monitorował wypowiedzi posłów w mediach społecznościowych.

 

A może partyjny?

Z kolei politycy opozycji w odejście Pawłowicz wcale nie wierzą. Zdaniem Marcina Kierwińskiego z Platformy, PiS stosuje jedynie znany „zabieg chowania do szafy”, tak jak w przypadku Antoniego Macierewicza, byłego już szefa MON. Schowano go naprawdę skutecznie – nikt nie wie, czym formalnie były minister obrony się zajmuje.
Podobną teorię forsuje przyjaciel Elżbiety Pawłowicz, Przemysław Wiszniewski związany ze środowiskiem KOD:
„Mogę, zupełnie prywatnie i sam od siebie jedynie spekulować, że posłanka należy do fundamentalistycznej frakcji PiS, czyli takiej, która prezentuje tzw. twardy kurs adresowany do równie twardogłowego elektoratu. W związku z przyszłorocznymi wiosennymi wyborami do Europarlamentu – owo oblicze rządzącej partii wymaga taktycznego ukrycia. Pani Krystyna Pawłowicz jest od wielu lat eurosceptyczna, czyli zdystansowana do Unii Europejskiej. PiS w ostatnich tygodniach ów kurs zmienił w przeciwną stronę, jawiąc się jako partia entuzjastyczna wobec Unii, czego dowodem liczne wypowiedzi luminarzy partyjnych, czołowych polityków. PiS bowiem jest partią obrotową, kłamliwą, która dla celów propagandowych i autopromocyjnych jest w stanie sprzeniewierzyć się samej sobie” – miał napisać na Facebooku.
Dla mnie jednak bardziej wiarygodna jest wersja numer jeden: oświadczenie pani Krystyny wydaje się pełne żalu. Ale cóż: prezes każe, poseł musi. Nie oszukujmy się: taka osoba jak ona mogła odejść z polityki, ale z internetu – nigdy! No chyba że… na końcu tej trudnej drogi czeka na nią nagroda.

 

Nagroda czeka w Niebie

– Jeśli nie daj Bóg, PiS wygrałby przyszłoroczne wybory parlamentarne to pani Krystyna Pawłowicz będzie kandydatką do Trybunału Konstytucyjnego albo znajdzie się w Narodowym Banku Polskim. Na pewno prezes nagrodzi milczenie i lojalność pani Krystyny – wyrokuje Borys Budka, jej kolega z sejmowej komisji sprawiedliwości.

 

O co chodzi?

Co ciekawe, siostrę Krystynę doskonale rozumieją siostry feministki. Przykładem Manuela Gretkowska: – Szef PiS tak właśnie traktuje kobiety. Wystawił ją do obrażania ludzi, korzystając z jej ułomności psychicznych i jej temperamentu.
Pisarka dodała, że odchodzącą Pawłowicz można porównać do Beaty Szydło żegnającej się ze stanowiskiem premiera: – Sądziła, że jest w swojej roli, a była zwykłą marionetką – podkreśliła Gretkowska. – Zużyła się, zostanie schowana, będzie następna.

Poprzedni

Duda szczerze o swojej nienawiści

Następny

Chiny a reforma WTO

Zostaw komentarz