Bat na bata, czyli ostatnia szansa prezesa

Znacie? To posłuchajcie. Stary macher polityczny chciał uczynić z młodszego machera bat na opozycję. By chłostał w jego imieniu niepokorne sądy, zastraszał opozycyjnych liderów i krzewił wśród „ciemnego ludu wyborczego” mit o rządach surowych, lecz sprawiedliwych.

Z biegiem lat okazało się, że młodszy macher nie chce dalej być nieustającym młodym kandydatem na lidera. Chce, jak Moryc Welt, założyć „własną fabrykę”, „pójść na swoje”. I nie cofnie się nawet przed oszukaniem i oskubaniem starego prezesa.
Zwłaszcza, że stary prezes znalazł sobie innego następcę, młodego, cynicznego banksera. Jego miał uroczyście na wiceprezesa macherskiej Rodziny mianować. Na uroczystym Kongresie macherów. A młodego bata i jego drużyny nawet do rodziny przyjąć nie chciał.
I wtedy młody bat bryknął. Przypomniał wszystkim macherom, że jest już wykwalifikowanym batem. Ostrzegł też, że teraz może wychłostać wszystkich. Pana premiera też.
Nawet pana prezesa.
I tak rozpoczął się medialny serial polityczny. Obfitujący w mroczne, wyraziste postacie. I liczne zwroty akcji.
Od tygodnia codziennie słyszymy o kolejnym, tajemniczym spotkaniu „Ostatniej szansy”. Codziennie media dostają kolejną porcję sterowanych „przecieków” sugerujących rozwiązanie konfliktu pana prezesa, uosabiającego Rodzinę, czyli Partię, z dotychczasowym batem pana prezesa.
„Nie będzie ogon merdał psem”, miał zauważyć pan prezes. Największy krajowy przyjaciel zwierząt. Niestety stary prezes zbyt późno dostrzegł, że koalicyjny ogon przemienił się w sprawny bat.
Dlatego ujawniony, rozgrzany konflikt nie zakończy się szybko. Już na przedkongresowych, partyjnych rozgrywkach. Czeka nas długi polityczny serial ujawniający wiele brudów obecnie nam panujących elit politycznych PiS. Serial społecznie szkodliwy, bo zajmujący media i opinię publiczna jedynie praniem politycznych brudów. Odwracający naszą uwagę od licznych, istotnych problemów społecznych.
Nie dyskutujemy dziś o tym, że rząd PiS zwiększy budżetowy dług o 480 miliardów złotych, co stanowi 64 procent PKB.
Nie pytamy co PiS chce z tym długiem zrobić: spłacać go czy zostawić w spadku następcom?
Na razie ratuje się przed większym deficytem wprowadzaniem licznych opłat i dodatkowych podatków.
Zadłużenie Polski bije rekordy ze względu na konieczność walki z gospodarczymi skutkami pandemii. I dlatego eksperci lauru jeszcze nie grają.
Ale rząd PiS nie ma jasnego programu walki z pandemią. Z narastającym bezrobociem, zwłaszcza wśród młodych ludzi.
Dziś dla młodych pracy w IV Rzeczpospolitej nie ma. Nie ma też mieszkań. Aby kupić pięćdziesięciometrowe mieszkanie trzeba pracować dwadzieścia lat za pensję równą średniej krajowej. I nie wydawać w tym czasie ani złotówki. Zatem młodzi muszą czekać ponad 20 lat na własne mieszkanie, albo wejść w pętlę kredytu. I mieszkać trzydzieści lat w mieszkaniu nieswoim, bo należącym do kredytującego banku.
Nie dyskutujemy o innych, fundamentalnych problemach. O planowanych zwolnieniach pracowników w sektorze administracji państwowej.
O deficytach budżetowych licznych polskich miast i związanych z tym cięć inwestycyjnych.
O polityce energetycznej, o przyszłości sektora górniczego.
O roli Polski w Unii Europejskiej. Czy nadal mamy być jej „merdającym ogonem”?
O bezpieczeństwie narodowym. Czy jego gwarancją ma być tylko kontyngent wojsk USA?
Nie pytam co się zmieni w naszych relacjach z USA, Chinami jeśli prezydent Trump przegra listopadowe wybory prezydenckie?
Polityka polska sprowadza się w polskich mediach głównego nurtu do serialu o tym jak pan prezesa złapał Ziobrorzyna, a Ziobrorzyn za łeb trzyma. Zgadza się, że dziś bez koalicji z PiS gowinowcy i ziobrowcy nie dostaną się do parlamentu. Ale przyśpieszone wybory parlamentarne dziś oznaczają utratę władzy dla PiS.
Dlatego szykujmy się na kolejne odcinki serialu o sado maso miłości politycznej pan prezesa Kaczyńskiego z panem ministrem Ziobro i panem Gowinem. Ten miłosny trójkącik wchłonie liczne problemy i wykreuje kolejne.
Być może wykreuje nowe Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego z bermanopodobnym panem super ministrem prezesem Kaczyńskim.
A być może to tylko kolejny blef w negocjacjach politycznych szulerów.
Na pewno konflikt pana prezesa z panami Ziobro i Gowinem z odcinka na odcinek będzie narastał, pomimo zwodniczych zwrotów akcji sugerujących zawarcie pokoju lub rozejmu.
To oznacza, że zapowiedziana, lecz nie uruchomiona jeszcze polityczna bomba atomowa, czyli przedterminowe wybory parlamentarne musi kiedyś odpalić.
Musi. To wiedzą już wszyscy bohaterowie tasiemca.
Nie wiedzą jedynie, poza jednym panem prezesem, kiedy ten wybuch nastąpi.