Skomplikowane, niejasne, ciągle zmieniane

Pod rządami PIS polskie podatki stają się coraz bardziej nieprzychylne dla firm i obywateli.
Fundacja Podatkowa (Tax Foundation) działająca w USA od 1937 r. opublikowała kilka dni temu Międzynarodowy Indeks Konkurencyjności Podatkowej 2020 (International Tax Competitiveness Index – ITCI) w którym Polska gospodarka zajęła dopiero 34. miejsce. Dalekie – ale jednak lepsze o jedno miejsce niż w ubiegłym roku, gdy znaleźliśmy się na przedostatniej pozycji, a na końcu rankingu była Francja, która w tym roku awansowała o 5 miejsc,
Tegoroczny indeks został opracowany i opublikowany przez Tax Foundation tym razem już dla wszystkich krajów członkowskich Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), w tym oczywiście dla Polski która jest jej członkiem. Opracował go zespół specjalistów pod kierownictwem Daniela Bunna i Elke Asena w ramach Centrum Globalnej Polityki Podatkowej, którego szefem w Fundacji jest Scott A. Hodge.
W ciągu ostatnich kilku dekad w większości krajów OECD stawki podatków bezpośrednich CIT (od dochodów osób prawnych) i PIT (od dochodów osób fizycznych) na ogół spadały. Nie wszystkie jednak zmiany, zwłaszcza ostatnie wprowadzone w niektórych, krajach poprawiły strukturę systemów podatkowych. Ponadto, podczas gdy wiele krajów zniosło podatek od majątku netto w ostatnich dziesięcioleciach, Belgia przyjęła nowy podatek, właśnie od tego majątku. Jednak Belgia i Francja obniżyły w ostatnim roku stawki podatkowe w CIT. Także w Słowenii i Norwegii dokonano korzystnych zmian podatkowych.
Analizując systemy podatkowe w krajach OECD widać dość wyraźnie różnorodność podejść do polityki podatkowej. Oznacza to, że daleko jeszcze do ewentualnej „wspólnej polityki podatkowej”. Kilka lat temu państwa członkowskie nie mogły nawet dojść do porozumienia w ustaleniu tak podstawowej kategorii w podatkach jaką jest „koszt uzyskania przychodów”.
Polska też głosowała przeciwko wspólnemu ustaleniu jednolitej definicji tej kategorii w ramach Unii Europejskiej, dopatrując się oczywiście jakiegoś podstępu i próby wejścia na drogę wspólnej polityki podatkowej. Dziś więc różne kraje mogą różne pozycje zaliczyć bądź nie zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów, w ten sposób zaniżając bądź zawyżając podstawę opodatkowania.
Między innymi w celu wyeliminowania tych różnic opracowywany jest omawiany Indeks. Konkurencyjność międzynarodową w Indeksie autorzy starają się zmierzyć, badając w jakim stopniu system podatkowy danego kraju przylega do dwóch ważnych aspektów polityki podatkowej: konkurencyjności i neutralności.
Według autorów raportu, konkurencyjny system podatkowy to taki, który utrzymuje krańcowe stawki podatkowe na niskim poziomie. W dzisiejszym zglobalizowanym świecie kapitał jest wysoce mobilny. Firmy mogą bowiem inwestować w dowolnej liczbie krajów na całym świecie, aby znaleźć i zmaksymalizować stopę zwrotu po opodatkowaniu. Ponadto zbyt wysokie krańcowe stawki podatkowe mogą prowadzić do unikania podatków.
Dla wzrostu gospodarczego najbardziej dotkliwe są podatki od dochodów przedsiębiorstw (CIT), natomiast podatki od dochodów osób fizycznych (PIT) i od nieruchomości mają znacznie mniejszy wpływ na rozwój gospodarczy.
Z kolei neutralny system podatkowy to po prostu taki, który ma na celu zwiększenie przychodów podatkowych przy jak najmniejszych zakłóceniach gospodarczych. Konkurencyjny i neutralny system podatkowy promuje trwały wzrost gospodarczy oraz inwestycje, a jednocześnie zapewnia wystarczające dochody na rozmaite priorytety rządowe.
Indeks Konkurencyjności Podatkowej ma charakter złożony (agregatowy) na który składają się 43 wskaźniki, zgrupowane w pięciu kategoriach oceniających różne aspekty systemów i struktury podatków. Sam indeks jest średnią arytmetyczną ważoną wszystkich tych wskaźników, a wagi, które są im przypisane zostały opracowane przez ekspertów z danych dziedzin podatków.
Indeks końcowy to jedna syntetyczna liczba i przy jego pomocy można budować rankingi krajów. Dla analityków ważne są właśnie te szczegółowe wskaźniki. Międzynarodowy Indeks Konkurencyjności Podatkowej 2020 oraz pełny raport można znaleźć na stronie www.taxfoundation.org
W 2014 r., za rządów Platformy Obywatelskiej zajmowaliśmy 26. miejsce a w 2020 roku niestety spadliśmy na 34. Po nas są tylko Chile i Włochy…
Czołówka rankingu to jak pokazano w tabeli: Estonia (już po raz siódmy), Łotwa, Nowa Zelandia, Szwajcaria i Luksemburg. Warto tu zauważyć, że dwa nowe kraje członkowskie w UE zajmują najwyższe lokaty. Łotwa niedawno bowiem w znacznej mierze adoptowała właśnie system estoński. Wartość Indeksu na poziomie 100 proc., nie oznacza zdaniem autorów raportu, że dany system jest idealny, lecz jest najlepszy spośród badanych.
Pozycja Estonii w rankingu konkurencyjności podatkowej wynika z czterech pozytywnych cech polityki podatkowej tego kraju. Ma on 20-procentową stawkę podatkową od przedsiębiorstwa lecz tylko od zysków podzielonych, posiada także 20-procentowy podatek od dochodów osobistych lecz z wyłączeniem dywidend. Podatek od nieruchomości dotyczy wyłącznie wartości gruntu a nie całej nieruchomości. Wreszcie, Estonia posiada system podatków terytorialnych, który zwalnia 100 proc. zysków zagranicznych uzyskanych przez krajowe korporacje z krajowego opodatkowania (z kilkoma ograniczeniami).
Wartość Indeksu Konkurencyjności Podatkowej dla lidera, Estonii wynosi właśnie 100 proc., a dla Polski 46,6 proc. I taki jest obecnie nasz dystans do najlepszego.
Spośród nowych krajów UE przed nami są wszystkie z nich, a niektóre na wysokich pozycjach.
Warto odnotować, że w zakresie stawek podatkowych CIT (dziewiąte miejsce) i PIT (jedenaste miejsce) Polska zajmuje znacznie lepsze lokaty, niż w ogólnym Indeksie. Najgorsze miejsce zajmujemy pod względem VAT i podatku od nieruchomości.
Niemcy zajmują 15 miejsce, a wychwalane często Stany Zjednoczone dopiero 21.
Z punktu widzenia przedsiębiorstw najgorzej oceniany jest właśnie VAT. Z badań ankietowych Ernst&Young wynika, że 91 proc. firm skarżyło się, że za zmianami w VAT zwyczajnie nie nadąża, a 60 proc. twierdziło, że nie wyrabia się nawet z czytaniem interpretacji wyroków i objaśnień. Od 2008 r. w Polsce wydano ponad 140 tysięcy interpretacji indywidualnych w zakresie VAT i ponad 30 objaśnień, ostrzeżeń i broszur dotyczących tego podatku.

Międzynarodowy Indeks Konkurencyjności Podatkowej 2020 (w proc.)

  1. Estonia 100
  2. Łotwa 84,4
  3. Nowa Zelandia 82,4
  4. Szwajcaria 77,1
  5. Luksemburg 76,0 32. Francja 50,7 33. Portugalia 46,9 34. Polska 44,6 35. Chile 46,3 36. Włochy 44,3

Bat na bata, czyli ostatnia szansa prezesa

Znacie? To posłuchajcie. Stary macher polityczny chciał uczynić z młodszego machera bat na opozycję. By chłostał w jego imieniu niepokorne sądy, zastraszał opozycyjnych liderów i krzewił wśród „ciemnego ludu wyborczego” mit o rządach surowych, lecz sprawiedliwych.

Z biegiem lat okazało się, że młodszy macher nie chce dalej być nieustającym młodym kandydatem na lidera. Chce, jak Moryc Welt, założyć „własną fabrykę”, „pójść na swoje”. I nie cofnie się nawet przed oszukaniem i oskubaniem starego prezesa.
Zwłaszcza, że stary prezes znalazł sobie innego następcę, młodego, cynicznego banksera. Jego miał uroczyście na wiceprezesa macherskiej Rodziny mianować. Na uroczystym Kongresie macherów. A młodego bata i jego drużyny nawet do rodziny przyjąć nie chciał.
I wtedy młody bat bryknął. Przypomniał wszystkim macherom, że jest już wykwalifikowanym batem. Ostrzegł też, że teraz może wychłostać wszystkich. Pana premiera też.
Nawet pana prezesa.
I tak rozpoczął się medialny serial polityczny. Obfitujący w mroczne, wyraziste postacie. I liczne zwroty akcji.
Od tygodnia codziennie słyszymy o kolejnym, tajemniczym spotkaniu „Ostatniej szansy”. Codziennie media dostają kolejną porcję sterowanych „przecieków” sugerujących rozwiązanie konfliktu pana prezesa, uosabiającego Rodzinę, czyli Partię, z dotychczasowym batem pana prezesa.
„Nie będzie ogon merdał psem”, miał zauważyć pan prezes. Największy krajowy przyjaciel zwierząt. Niestety stary prezes zbyt późno dostrzegł, że koalicyjny ogon przemienił się w sprawny bat.
Dlatego ujawniony, rozgrzany konflikt nie zakończy się szybko. Już na przedkongresowych, partyjnych rozgrywkach. Czeka nas długi polityczny serial ujawniający wiele brudów obecnie nam panujących elit politycznych PiS. Serial społecznie szkodliwy, bo zajmujący media i opinię publiczna jedynie praniem politycznych brudów. Odwracający naszą uwagę od licznych, istotnych problemów społecznych.
Nie dyskutujemy dziś o tym, że rząd PiS zwiększy budżetowy dług o 480 miliardów złotych, co stanowi 64 procent PKB.
Nie pytamy co PiS chce z tym długiem zrobić: spłacać go czy zostawić w spadku następcom?
Na razie ratuje się przed większym deficytem wprowadzaniem licznych opłat i dodatkowych podatków.
Zadłużenie Polski bije rekordy ze względu na konieczność walki z gospodarczymi skutkami pandemii. I dlatego eksperci lauru jeszcze nie grają.
Ale rząd PiS nie ma jasnego programu walki z pandemią. Z narastającym bezrobociem, zwłaszcza wśród młodych ludzi.
Dziś dla młodych pracy w IV Rzeczpospolitej nie ma. Nie ma też mieszkań. Aby kupić pięćdziesięciometrowe mieszkanie trzeba pracować dwadzieścia lat za pensję równą średniej krajowej. I nie wydawać w tym czasie ani złotówki. Zatem młodzi muszą czekać ponad 20 lat na własne mieszkanie, albo wejść w pętlę kredytu. I mieszkać trzydzieści lat w mieszkaniu nieswoim, bo należącym do kredytującego banku.
Nie dyskutujemy o innych, fundamentalnych problemach. O planowanych zwolnieniach pracowników w sektorze administracji państwowej.
O deficytach budżetowych licznych polskich miast i związanych z tym cięć inwestycyjnych.
O polityce energetycznej, o przyszłości sektora górniczego.
O roli Polski w Unii Europejskiej. Czy nadal mamy być jej „merdającym ogonem”?
O bezpieczeństwie narodowym. Czy jego gwarancją ma być tylko kontyngent wojsk USA?
Nie pytam co się zmieni w naszych relacjach z USA, Chinami jeśli prezydent Trump przegra listopadowe wybory prezydenckie?
Polityka polska sprowadza się w polskich mediach głównego nurtu do serialu o tym jak pan prezesa złapał Ziobrorzyna, a Ziobrorzyn za łeb trzyma. Zgadza się, że dziś bez koalicji z PiS gowinowcy i ziobrowcy nie dostaną się do parlamentu. Ale przyśpieszone wybory parlamentarne dziś oznaczają utratę władzy dla PiS.
Dlatego szykujmy się na kolejne odcinki serialu o sado maso miłości politycznej pan prezesa Kaczyńskiego z panem ministrem Ziobro i panem Gowinem. Ten miłosny trójkącik wchłonie liczne problemy i wykreuje kolejne.
Być może wykreuje nowe Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego z bermanopodobnym panem super ministrem prezesem Kaczyńskim.
A być może to tylko kolejny blef w negocjacjach politycznych szulerów.
Na pewno konflikt pana prezesa z panami Ziobro i Gowinem z odcinka na odcinek będzie narastał, pomimo zwodniczych zwrotów akcji sugerujących zawarcie pokoju lub rozejmu.
To oznacza, że zapowiedziana, lecz nie uruchomiona jeszcze polityczna bomba atomowa, czyli przedterminowe wybory parlamentarne musi kiedyś odpalić.
Musi. To wiedzą już wszyscy bohaterowie tasiemca.
Nie wiedzą jedynie, poza jednym panem prezesem, kiedy ten wybuch nastąpi.

Gospodarka 48 godzin

Wakacyjna poprawa

Jak podaje państwowa firma PKP Polskie Linie Kolejowe, mająca dbać o stan infrastruktury kolejowej, na przejazdach w te wakacje zdarzyło się mniej wypadków. Różnica jest bardzo dobra w porównaniu z ubiegłym rokiem: o ponad 20 proc. mniej wypadków ale aż ośmiokrotnie mniej ofiar śmiertelnych. Tegoroczne wakacje na przejazdach kolejowych były więc znacznie bezpieczniejsze od zeszłorocznych. W lipcu i sierpniu były 23 wypadki na przejazdach, w tym 21 z udziałem pojazdów, pozostałe z ludźmi. W 2019 r. w tym samym okresie było 30 zdarzeń, w tym 26 z pojazdami. Osiem razy mniej osób zginęło podczas tegorocznych wakacji w porównaniu z zeszłorocznymi. W 2019 r. było 16 ofiar w bieżącym roku dwie. – Minione wakacje na przejazdach kolejowo drogowych były najbezpieczniejsze od co najmniej 10 lat. By zwiększyć bezpieczeństwo budujemy bezkolizyjne skrzyżowania, montujemy dodatkowe urządzenia i szkolimy pracowników – powiedział Marek Olkiewicz, wiceprezes PKP Polskich Linii Kolejowych S.A. Na tę bardzo dobrą, wakacyjną poprawę wpłynęły też zapewne kontrole, ulotki, materiały edukacyjne i pouczenia – w tym wakacyjne „Bezpieczne Piątki” czyli ponad pół tysiąca dodatkowych działań na przejazdach kolejowo-drogowych w lipcu i sierpniu. Przekazano ulotki i materiały edukacyjne o bezpieczeństwie na skrzyżowaniach torów kilkudziesięciu tysiącom kierowców, rowerzystów i pieszych. PKP PLK informują, że również porównanie ośmiu miesięcy 2020 r. z 2019 r. pokazuje spadek zdarzeń na przejazdach. Liczba wypadków zmniejszyła się o około 13 proc. Od stycznia do sierpnia było 108 zdarzeń, a w analogicznym okresie ubiegłego roku 125. PKP PLK nie podały jednak, ile osób straciło życie na przejazdach w ciągu ośmiu miesięcy bieżącego roku, co może wskazywać, że jeśli chodzi o liczbę ofiar śmiertelnych, to w tym okresie nie było zauważalnej poprawy.

Efekt podatkowy

Jak wynika z raportu Szkoły Głównej Handlowej pod tytułem “Tendencje w polityce podatkowej w krajach Europy Środkowo-Wschodniej i ich wpływ na obowiązki podatkowe przedsiębiorców”, po 2015 roku Polska zanotowała dużą poprawę ściągalności podatku dochodowego CIT oraz VAT-u i akcyzy w relacji do naszego produktu krajowego brutto. Może nie osiągnięto jakichś rewelacyjnych wyników, bo wzrost ściągalności tych trzech podatków w relacji do PKB sięgnął po 2015 r. zaledwie poziomów spotykanych w Czechach czy na Węgrzech (naszych sąsiadów w Grupie Wyszehradzkiej, której politykę podatkową zbadał wspomniany raport), lecz zdaniem autorów badania, jak najbardziej można mówić o spektakularnych efektach polskiej polityki podatkowej na tle regionu oraz o “imponującym wzroście” wpływów z tych podatków. Za ten sukces poniekąd płacą przedsiębiorcy, gdyż równocześnie znacząco wzrosły obciążenia dla firm, związane z wdrażaniem nowych, przygotowanych przez PiS-owską ekipę, regulacji podatkowych. Dotyczy to zwłaszcza wzrostu obowiązków administracyjnych i informacyjnych oraz potencjalnego wzrostu ryzyka prawnego. Autorzy raportu postulują zatem, by po uszczelnieniu systemu podatkowego, teraz podjęto pracę nad tym, żeby przepisy stały się dla firm łagodniejsze i łatwiejsze do stosowania.

Polska tragedia podatkowa

Rządy PiS doprowadziły do tego, że polski system podatkowy należy do najgorszych w Europie. W Międzynarodowym Indeksie Konkurencyjności Podatkowej 2019 nasz kraj spadł na 35 miejsce, a jeszcze w 2014 r. był na 26.
Orgnizacja Tax Foundation (działająca w USA od 1937 roku) opublikowała Międzynarodowy Indeks Konkurencyjności Podatkowej 2019 (International Tax Competitiveness Index – ITCI), w którym Polska gospodarka zajęła dopiero 35. (przedostatnie) miejsce.
Indeks ten obejmuje wszystkie kraje członkowskie Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Został opracowany przez zespół specjalistów pod kierownictwem Daniela Bunna i Elke Asena w ramach Centrum Globalnej Polityki Podatkowej. Jego szefem w Fundacji jest Scott A. Hodge.
W ciągu ostatnich kilku dekad w większości krajów OECD stawki podatków dochodowych CIT (od osób prawnych) i PIT (od osób fizycznych) na ogół spadały. Nie wszystkie jednak ostatnie zmiany (na przykład we Francji) poprawiły strukturę systemów podatkowych. Ponadto, podczas gdy wiele krajów zniosło podatek od majątku netto w ostatnich dziesięcioleciach, Belgia przyjęła nowy podatek, właśnie od tego majątku.
Analizując systemy podatkowe w krajach OECD widać dość wyraźnie różnorodność podejścia do polityki podatkowej. Między innymi w celu jej zbadania opracowywany jest omawiany Indeks. Konkurencyjność międzynarodową w Indeksie autorzy starają się zmierzyć, sprawdzając, w jakim stopniu system podatkowy danego kraju przylega do dwóch ważnych aspektów polityki podatkowej: właśnie konkurencyjności oraz neutralności. Według autorów raportu, konkurencyjny system podatkowy to po prostu taki, który utrzymuje krańcowe stawki podatkowe na niskim poziomie.
W dzisiejszym zglobalizowanym świecie kapitał jest wysoce mobilny. Firmy mogą inwestować w dowolnej liczbie krajów na wszystkich kontynentach, aby znaleźć i zmaksymalizować stopę zwrotu po opodatkowaniu. Ponadto, zbyt wysokie krańcowe stawki podatkowe mogą prowadzić do unikania podatków. Dla wzrostu gospodarczego najbardziej dotkliwe są podatki od dochodów przedsiębiorstw (CIT). Podatki od dochodów osób fizycznych (PIT) i od nieruchomości mają znacznie mniejszy wpływ na wzrost gospodarczy.
Z kolei tzw. neutralny system podatkowy to taki, który ma na celu zwiększenie przychodów podatkowych przy jak najmniejszych zakłóceniach gospodarczych. Konkurencyjny i neutralny system podatkowy ma promować trwały wzrost gospodarczy i inwestycje, a jednocześnie zapewniać wystarczające dochody na różne priorytety rządowe.
Międzynarodowy Indeks Konkurencyjności Podatkowej ma charakter złożony (agregatowy) na który składają się 43 wskaźniki, zgrupowane w pięciu kategoriach oceniających różne aspekty systemów i struktury podatków. Sam indeks jest średnią arytmetyczną ważoną wszystkich tych wskaźników, a wagi, które są im przypisane zostały opracowane przez ekspertów z danych dziedzin podatków.
Indeks końcowy to jedna syntetyczna liczba i to stanowi jego urok. Przy jego pomocy można budować rankingi krajów. Dla analityków są zaś ważne właśnie te szczegółowe wskaźniki. Międzynarodowy Indeks Konkurencyjności Podatkowej 2019 oraz pełny raport można znaleźć na stronie www.taxfoundation.org
W 2014 r. w tym rankingu zajmowaliśmy 26. miejsce, a w roku 2019 niestety spadliśmy na 35. Po nas jest tylko Francja.
Czołówka rankingu to jak pokazano w tabeli: Estonia (już po raz szósty), Nowa Zelandia, Łotwa, Litwa i Szwajcaria. Warto tu zauważyć, że trzy „nowe” kraje członkowskie Unii Europejskiej zajmują bardzo wysokie lokaty. Wartość Indeksu na poziomie 100 nie oznacza zdaniem autorów raportu, że dany system jest idealny, lecz jest najlepszy spośród badanych.
Pozycja Estonii w rankingu konkurencyjności podatkowej wynika z czterech pozytywnych cech polityki podatkowej tego kraju. Posiada on 20 – procentową stawkę podatkową od przedsiębiorstw, lecz tylko od zysków podzielonych (część zysku po opodatkowaniu, która zostaje przeznaczona na dywidendy dla akcjonariuszy), ma także 20 – procentowy podatek od dochodów osobistych mieszkańców ale z wyłączeniem dywidend. Podatek od nieruchomości dotyczy wyłącznie wartości gruntu a nie wartości stojących na nim nieruchomości lub zainwestowanego kapitału. Wreszcie, Estonia ma system podatków terytorialnych, który zwalnia z krajowego opodatkowania 100 proc. zysków za granicą uzyskanych przez krajowe korporacje (z kilkoma ograniczeniami).
Wartość Indeksu dla Estonii wynosi 100 proc., a dla Polski: 43,5 proc. Taki jest obecnie nasz dystans do lidera. Spośród nowych krajów UE przed nami są wszystkie z nich.
Warto odnotować, że w zakresie stawek podatkowych CIT (trzynaste miejsce) oraz PIT (dziewiąte miejsce) Polska wypada znacznie lepiej, niż w ogólnym Indeksie. Najgorsze miejsca zajmujemy jeśli chodzi o VAT i podatek od nieruchomości.
Z punktu widzenia przedsiębiorstw w Polsce najgorzej oceniany jest właśnie VAT. Z badań ankietowych firmy Ernst&Young wynika, że 91 proc. firm skarżyło się, że za zmianami w VAT zwyczajnie nie nadąża, a 60 proc. twierdziło, że nie wyrabia się nawet z czytaniem interpretacji wyroków i objaśnień.
Od 2008 r, wydano w Polsce ponad 140 tysięcy interpretacji indywidualnych w zakresie VAT oraz ponad 30 objaśnień, ostrzeżeń i broszur dotyczących tego podatku.

Ranking Konkurencyjności Podatkowej 2019

  1. Estonia 100,0
  2. Nowa Zelandia 86,3
  3. Łotwa 86,0
  4. Litwa 81,5
  5. Szwajcaria 79,3 32. Chile 49,1 33. Portugalia 46,6 34. Włochy 44,0 35. Polska 43,5 36. Francja 42,7

Władza i kasa

Dzięki partii aktualnie i od lat rządzącej przywykamy powoli do przekonania, że politycy z górnej półki, ci z PiS-u, i nie tylko oni, nie są nędzarzami. Upubliczniono niedawno Polakom stan posiadania (dochody) wybrańców narodu. Robią wrażenie.

Coraz bardziej umacniają w przeświadczeniu, przynajmniej tych nieco myślących, że do polityki idzie się zasadniczo (ew. również) dla wpływów i pieniędzy. Że, dla czynienia dobra publicznego to taka ściema przy okazji, aby naród głosował i wybrał. Nawet ci najbardziej ideowi przestają z czasem stronić od konfitur. Jasne, że nie wszyscy politycy grzeszą pazernością, jednako polityka, zwłaszcza ta długotrwała i niepodzielna zasadniczo jak aktualnie w Polsce, korumpuje, niestety. Zapewne to nie polski wynalazek, jednako w europejskiej demokracji, do której rzekomo należymy, aspekt ten winien podlegać skutecznej kontroli, hamującej finansowe apetyty i zapędy parlamentarnych wybrańców i rządowych nominantów. Ale kto będzie kontrolował Kaczyńskiego i jego polityczną sitwę ?!
Mając przewagę w sejmie, poukładali wszystko w taki sposób, aby zapewnić sobie nietykalność prawną i polityczną. Np. zapisali w prawie, że w czasie pandemii koronawirusa urzędnicy państwa zwolnieni są: .. od odpowiedzialność za podjęte decyzje. To jakieś kuriozum, za którym można skryć każdy przekręt władzy. Przykłady cudownie znikającej grubej kasy już się pojawiają, i nikt za to nie odpowiada – maseczki i respiratory. Rodzą zasadne podejrzenia pod adresem władzy. Do beznadziejnie smutnych wniosków dochodzę obserwując rozpanoszoną prywatę i bezwstydny ciąg na kasę polityków Prawa i Sprawiedliwości, przyssanych od pięciu lat do cycka z publicznym groszem. Nie zamierzają puścić. Póki co, nie ma siły, aby ktoś im tego skutecznie zabronił. Łamią prawo ?? Skądże !! Wszystko jest legal artis. Ci, co pomstują na kasową niesprawiedliwość, grymaszą i zrzędzą, mogą im naskoczyć. Co najwyżej są w stanie się wkurzać buszując po Internecie na stronach z ujawnionymi dochodami polityków. Są tam prawdziwi rekordziści.
Jakkolwiek nie wyłącznie od Kaczyńskiego, ci od prezesa robią wrażenie szczególne, bo aktualnie i od paru lat przy korycie, jak zwykł to nazywać naród. Warto poczytać. Taki np. Zbigniew Ziobro, minister i prokurator w jednym – nie tylko on – tłucze kasę i nadyma majętność własną z godnym podziwu i pozazdroszczenia rozmachem. I niech kto spróbuje powiedzieć, że mu się nie należy. Ziobro jest żywą personifikacją zła nagrodzonego, nie tylko kasą, również rozległością przypisanych jego urzędowi uprawnień, które zaprzągł skutecznie dla prywaty m. innymi. . Zresztą, są lepsi od niego w mnożeniu kasy własnej. Przy politykach obławiają się kumple i familianci na licznych posadach zależnych od Państwa i samorządów. Pierwszy z brzegu przykład: media ostatnio donoszą, że lokalny działacz partii Kaczyńskiego, chyba z Ostrołęki lub okolic, rozwalił skutecznie w kolizji drogowej służbowy samochód należący do żony. Miał zakaz prowadzenia pojazdów. Właścicielka służbowego auta, żona sprawcy, pani Katarzyna, jest – trzeba trafu, gdyż to zapewne zdolna kobieta – wiceprezesem zarządu Energa Elektrownie Ostrołęka SA. Nie czepiam się: każdy może być wpływowym działaczem partii rządzącej, rozwalić prowadzony bez uprawnień samochód, przy tym mieć małżonkę na wypasionym stanowisku w spółce skarbu państwa. Dotąd takie wypasy przynależały wyłącznie, jak nieustannie obwieszcza propagandowa młócka, do (tfu!) komunistów. Ten przykład, jeden z mnogich w sieci wzajemnych powiązań i partyjnych zależności w Prawie i Sprawiedliwości, ukazuje patologię władzy, w której z elegancją hipopotama tapla się PiS. Tak oto rodzi się, rozrasta i krzepnie rządowy, kumpelski i familijny układ żywotnie i dożywotnio zainteresowanych rządami nominatów Prawa i Sprawiedliwości. Wszak, należy im się !! Dopisuje się do tego krąg kolejny, równie krzepki i rozległy, zadawalający się tym, co łaskawie spadnie z pańskiego stołu, pod postacią 500 plus i innych socjałów. To ostanie da się po ludzku zrozumieć, gdyż dla wielu beneficjentów są to kwoty spore, nie bez znaczenia dla domowych budżetów. Nie zmienia to faktu, że głosujący na partię Kaczyńskiego pogrążają się w myślowym letargu. Kochają Dudę i Morawieckiego, nie mówiąc o prezesie. Wcale zapewne niemała grupa miłośników Prawa i Sprawiedliwości nie ma zamiaru splamić się pracą, Po co, skoro Państwo daje. Tak trzymać. Jesteśmy na finansowej prostej typu „greckiego”. Jeśli do tego dodać wiszącą nad Polską prezydencką recydywę z Dudy, to już jakieś szaleństwo. Pozostaje tylko sprawą czasu, kiedy pogrążymy się w gospodarczej zapaści i UE będzie musiała wyciągać nas z tego bagna. Media zwane publicznymi, z TVP i jej odnogami na czele, mącą we łbach skutecznie. Doprawdy, coraz trudniej zrozumieć, jak coś takiego jest możliwe w demokratycznym, i chcącym uchodzić za wzorzec kultury rozmaitej i nieskończonej, państwie. Poczucie osobistej bezsilności wobec tego co dzieje się w polskiej polityce – wobec Dudowego zagrożenia zwłaszcza – próbuje rekompensować sobie, między innymi, zapisem jak wyżej. Uspokoić się jednak jakoś nie mogę. Niech to szlag trafi.

USA wygrażają światu za próbę opodatkowania amerykańskich gigantów cyfrowych

Administracja prezydenta Donalda Trumpa zaciekle broni Facebooka, Amazona, Google’a, Netflixa i innych koncernów, bojkotując prace nad wypracowaniem międzynarodowego porozumienia, zgodnie z którym firmy te płaciłyby podatki tam, gdzie osiągają swoje zyski.

Na celowniku znalazły się państwa, które wprowadziły bądź planują wprowadzić podatek cyfrowy – Wielką Brytania, Brazylia, Austria, Czechy, Włochy, Hiszpania, Turcja, Indie, Indonezja oraz oddzielnie Unia Europejska. Stany Zjednoczone grożą im sankcjami.
Administracja Trumpa w środę 17 czerwca nagle wycofała się z międzynarodowych negocjacji na temat uregulowania zasad opodatkowania korporacji międzynarodowych, a w szczególności gigantów technologicznych.
Financial Times dotarł do listu sekretarza skarbu USA Steve’a Mnuchina wysłanego do ministrów finansów Francji, Wielkiej Brytanii, Włoch i Hiszpanii, w którym zagroził tym państwom odwetem, jeśli zdecydują się opodatkować amerykańskie giganty. Mowa o sankcjach gospodarczych.
Europejscy sojusznicy USA są zniesmaczeni taką reakcją.
„Byliśmy o krok od porozumienia w sprawie wprowadzenia podatku cyfrowego wobec gigantów, którzy ogromnie skorzystali na kryzysie wywołanym koronawirusem” – stwierdził Bruno Le Maire, francuski minister finansów.
New York Times w międzyczasie informował, że „kilka krajów europejskich, z Francją na czele, wprowadziło podatki od usług cyfrowych, którymi zostaną dotknięte amerykańskie firmy internetowe”. Z kolei inne państwa, takie jak Włochy, Hiszpania, Austria i Wielka Brytania, planują wprowadzić taki podatek, niezależnie od tego, czy firma, której będzie on dotyczył, jest fizycznie obecne na terenie danego kraju (tj. czy ma w nim swoje przedstawicielstwo).
Francja zawiesiła na czas rozmów obowiązek płacenia podatku cyfrowego, ale już w odwecie zapowiada, że go odwiesi. Obecna stawka podatkowa na usługi cyfrowe wynosi we Francji 3 proc. Francuski minister finansów nazwał stanowisko USA „prowokacją wobec tych wszystkich, którzy negocjowali w dobrej wierze”, a w szczególności „prowokacją wobec sojuszników USA”.
Maria Jesus Montero, rzeczniczka rządu hiszpańskiego, powiedziała w czwartek 18 czerwca, że „ani Hiszpania, ani Francja, ani Włochy, ani Wielka Brytania (…) nie zaakceptują gróźb ze strony innego kraju”.
„Nie ustanawiamy przepisów mających na celu zaszkodzenie interesom innych krajów. (…) Ustanawiamy przepisy, które sprawią, że nasz system podatkowy będzie uporządkowany, sprawiedliwy i dostosowany do bieżących okoliczności” – dodała.
Do opodatkowania cyfrowych gigantów namawia sam Joseph Stiglitz, laureat nagrody Nobla, ekonomista i profesor na Uniwersytecie Columbia. Jego zdaniem pandemia COVID-19 jeszcze bardziej uwypukliła niesprawiedliwość w międzynarodowym systemie podatkowym, pozwalając cyfrowym gigantom stać się głównymi beneficjentami pandemii, a jednocześnie unikać im płacenia podatków.
Stiglitz opowiada się za wypracowaniem globalnego systemu podatkowego, który pozwoliłby na sprawiedliwe opodatkowanie takich gigantów. Rozwiązaniem przejściowym byłoby płacenie podatków proporcjonalnie do zysków, jakie osiągnął gigant dzięki mieszkańcom danego kraju.
Gdy państwa europejskie negocjują wprowadzenie podatku cyfrowego i ich przywódcy deklarują, że nie ugną się przed amerykańskim szantażem, Polska reprezentowana przez rząd PiS siedzi cichutko jak mysz pod miotłą. IV RP rezygnuje z jakichkolwiek planów opodatkowania gigantów po jednym telefonie z amerykańskiej ambasady i przepłaca za wadliwe samoloty F-35.
Za takie „wstawanie z kolan” zapłaci polskie społeczeństwo. W zamian za to Donald Trump już za kilka dni poklepie Dudę po plecach i zaprosi go do swojego gabinetu owalnego.

Po drugiej stronie Styksu/Rubikonu

Możesz wybrać jedną z wersji tytułu, to jeden z niewielu dostępnych wyborów.

Dziś wszystko jest polityką, bo polityka to decydowanie o tym co wspólne. W czasie pandemii znikają jednostki. Przestają być istotne, zaczyna rządzić prawo wielki liczb. Jeśli nawet nie spełnią się najczarniejsze prognozy, to nic już nie będzie takie samo.

Ale może właśnie nie powinno być takie samo.

Rządy wydają się myśleć dziś w kategoriach tygodni, góra kwartału. Nie, że by wcześniej myśleli inaczej lecz mogło się zdarzać, że sprawiali takie wrażenie.

To czego jesteśmy świadkami i uczestnikami, można nazwać katastrofą społeczną, przełomem, impulsem ewolucyjnym. Na pewno staniemy w obliczu zmian i wyzwań, które nie każdego dotyczą w tym samym stopniu.
Rząd przedstawia projekt czegoś co nazywa tarczą antykryzysową, a co w najlepszym razie, jest kroplówką dla przedsiębiorstw i części pracujących. Kroplówka się szybko skończy, większość problemów pozostanie a część podmiotów umrze lub zniknie.

Znaczna część problemów ekonomicznych naszego państwa ma charakter strukturalny.

Jest ono fatalnie zarządzane, nadmiernie obciąża grupy o najmniejszych dochodach, nie potrafi zapewnić usług publicznych na niezbędnym poziomie.

Co można zrobić, wykorzystując katastrofę? A przynajmniej:
co powinna postulować realna opozycja ?

Zmianę systemu podatkowego, na progresywny. Najniższa stawka nie powinna być wyższa niż 5 proc., a progów podatkowych powinno być co najmniej 6. Należy też podnieść kwotę zryczałtowanych kosztów pozyskania dochodu odliczaną od podstawy opodatkowania.

Podatnicy prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą powinni się rozliczać na zasadach ogólnych, czyli wg skali progresywnej.

Należy wreszcie zwolnić spółdzielnie pracy z podatku CIT. A podatek od dochodów osób prawnych też powinien przewidywać progresję i posiadać co najmniej dwa progi podatkowe.

Należy wprowadzić podatek od nieruchomości, który powinien być naliczany nie od powierzchni, ale od wartości nieruchomości, aktualizowanej np. raz na pięć lat. Należy również przywrócić realny wymiar podatkowi od spadków i darowizn. Z jednej strony podwyższyć próg zwolnienia podatkowego lecz z drugiej, bezwzględnie egzekwować podatki od kwot z drugiego i trzeciego przedziału. Ze środków nadzwyczajnych wprowadzić jednorazową daninę od majątków przekraczających np. 10 mln.

Co ze zgromadzonymi w ten sposób środkami publicznymi?

Trzy podstawowe dziedziny wymagają natychmiastowego dofinansowania – ochrona zdrowia, edukacja i transport publiczny. W następnej kolejności nauka oraz energetyka w szczególności jądrowa. O centralnym porcie lotniczym należy natychmiast zapomnieć, podobnie jak o mrzonkach o żegludze śródlądowej, przekopach itp. Zamiast tego sadzić drzewa i krzewy.
A konkordat należy wypowiedzieć.

Uciekanie przed złodziejem

Proste recepty i rozwiązania lubię. Uważam, że to nie tyle świat jest skomplikowany, co ludzie go niepotrzebnie komplikują. Robią to zazwyczaj dlatego, że tylko nieliczna grupa posiądzie umiejętność objaśniania skomplikowanego świata maluczkim, dzięki czemu będzie mogła robić co jej się żywnie podoba-w imieniu prawa. Jak w przypadku systemu podatkowego; im bardziej skomplikowany, tym państwo bardziej skorumpowane i niewydolne.

Adrian Zandberg, mówiąc o przedsiębiorcach którzy uciekali do rajów podatkowych a teraz chcą pomocy polskiego państwa w obliczu zarazy ma rację i jej nie ma jednocześnie. Bo sprawa z pozoru jedynie wydaje się prosta w obsłudze. Powiedział niedawno lider Razem, że ten kto płacił podatki poza Polską, a dziś chce, żeby polski rząd zwolnił go z danin na rzecz ZUS-u itp. powinien raczej zwrócić się o pomoc do rządu kraju, w którym odprowadzał podatek dochodowy. I to jest rzeczywiście, proste i jasne postawienie sprawy, które ja szanuję i doceniam. Żadne tam, wicie-rozumicie, ogrodziwszy, w innych okolicznościach, to i może. Nic z tych rzeczy. Jasny, prosty i brutalny przekaz. Nie wspierałeś Państwa podatkami, teraz ono nie będzie wspierać Ciebie. Giń. Jest jednak jedno ale.
Ludzie mają w naturze asekuranctwo. Boją się niepotrzebnego ryzyka i starają się unikać niepewnych sytuacji. Zwłaszcza, jeśli idzie o własne pieniądze. Są oczywiście oszuści i nałogowi hazardziści, uzależnieni od giełdy i przekrętu, ale w większości, ludzie nie lubią ryzykować utraty tego, na co ciężko pracowali. Przedsiębiorca zakłada firmę. Pracuje na jej dobrostan pół życia. Kiedy zaczyna wychodzić na prostą, bo miał to szczęście, że nie zbankrutował w początkach jej działalności, do gry wkracza państwo z maszynką fiskalną, żeby ogolić człowieka, tak jak baca goli owce na hali. Przedsiębiorca może zacisnąć zęby i dać się strzyc pod włos, licząc, że może tym razem nie będzie za bardzo bolało. Ale boli zawsze. Co miesiąc. Na początku bolało bardzo, a teraz już tylko boli. Państwo strzyże równo z trawą. Gdyby był mikroprzedsiębiorcą albo wielkim molochem, miałby to gdzieś. Ale że jest średniej wielkości graczem z ambicjami, to musi coś zrobić. Inaczej go zjedzą. Postanawia, że nie będzie się dawał więcej golić. Rejestruje działalność na Antylach Holenderskich. Płaci tam śmieszny podatek w stosunku do tego, co musiałby zapłacić u nas. Zarabia, bo, do ciężkiego wała, od tego jest. Daje ludziom robotę. A że nie daje do aparatu administracyjno-urzędniczego tyle, ile aparat chciałby przeżreć, choć i tak nigdy nie będzie nasycony-to, w moim odczuciu, czyn ze wszech miar patriotyczny. Im szybciej bowiem ta hydra fiskusowa padnie, tym ludziom więcej pieniędzy zostanie w kieszeni.

Nie jest więc do końca tak, w moim odczuciu, że przedsiębiorca ucieka z podatkami dlatego, że chce stawiać dla siebie kolejne pałace, a ludziom płacić miską ryżu. Oczywiście, nie ma się co czarować, są u nas i tacy. Dzieje się tak dlatego, że to Państwo wypycha człowieka z rynku swoimi półmafijnymi działaniami. Każe żyłować się i płacić wysokie daniny-z roku na rok wyższe. Nie dziwota, że ludzie płacić nie chcą. Przekonywanie ich argumentem, że z tego co zapłacą, sfinansuje się żłobki, przedszkola i nowe drogi to pustosłowie. Ludzie, jeśli mają oczy, widzą, na co idą ich podatki. Na kolejne urzędy, urzędników, na pensje dla nich i roczne nagrody. Nic więc w tym dziwnego, że nie chcą płacić na darmozjadów. Sam, rok w rok, dokładam do interesu. Co roku więcej. Nie kombinuję z odliczeniami, ale zaczynam się nad tym zwolna zastanawiać, bo żeby nakapać do skarbca tyle, ile poborca wyliczy, muszę w roku zagrać kilka-kilkanaście koncertów za darmo. A jakbym miał taki malutki interes na Barbadosie…

Sama procedura wyrejestrowania i jej czasochłonność mnie przeraża. Państwo mam akurat w głębokim poważaniu. Jeśli jednak moje dochody byłyby o jedno zero większe, poważnie bym się zastanowił nad zmianą kraju w którym płacę podatek.

Trudno mieć pretensję do człowieka, że nie chce się dawać okradać złodziejowi. Trzeba raczej robić tak, żeby złodzieja zresocjalizować i uczynić z niego sumiennego buchaltera, co to zabiera tyle, żeby starczyło na szkoły, drogi i posiłki dla biednych, ale nie więcej. To już robota dla polityków. A granie na państwowym, patriotycznym bębenku nie jest akuratnie dobrą melodią do tej zmiany.

Niech biznes wesprze państwo

Mocne słowa padły podczas spotkania posła Adriana Zandberga z wyborcami w Kielcach.

Jeden z najbardziej rozpoznawalnych socjaldemokratycznych posłów kontynuuje spotkania z wyborcami w całym kraju. Pod koniec lutego był w Białymstoku, w minionym tygodniu – w Kielcach.

Na spotkanie przybyło kilkadziesiąt osób. Adrian Zandberg poruszał w rozmowie z nimi zarówno sprawy ogólne, jak i bieżące. Tłumaczył, dlaczego jego formacja jest prawdziwym trzecim wyborem dla tych, którzy nie aprobują ani programu PiS, ani nie wspominają dobrze rządów PO. Opowiadał o najnowszych pomysłach swojego klubu sejmowego oraz podjętych przezeń inicjatywach.

Skąd pieniądze?

Najmocniejsze słowa padły, gdy Zandberg opowiadał o podatku, jaki Lewica chce nałożyć na najpotężniejsze platformy cyfrowe (projekt ten omawialiśmy szczegółowo na łamach „Dziennika Trybuna”). – Uważamy, że ciężar utrzymania państwa należy przenieść na korporacje, wielki biznes i najbogatszych, a ulżyć uboższym – powiedział polityk.

Zandberg przypomniał, że w projekcie jego partii podatek płacony przez największe cyfrowe spółki wyniósłby 7 proc. przychodu uzyskanego w Polsce. Podkreślił, że podobne rozwiązanie już zaaprobował rząd czeski, pracuje nad nim również parlament w Wiedniu.

Projekty socjalne

Zandberg mówił również o projektach emerytury minimalnej w wysokości 1600 zł netto, z którego to postulatu Lewica się nie wycofuje, chociaż już wie, że i PiS, i PO są przeciwko.

– Możemy mieć państwo, które nie zagląda pod kołdrę, które szanuje kobiety, które dba o usługi publiczne, które nie wpycha ludzi do kościoła, które nie niszczy sądownictwa. Korekta w postaci podniesienia płacy minimalnej i 500 plus była potrzebna, ale nie było potrzeby skłócenia społeczeństwa. Polska może być socjalna i demokratyczna. My wiemy, jakiej Polski chcemy, a tego nie da się powiedzieć o liberałach i zużytym Prawie i Sprawiedliwości – podsumował Zandberg.

Siłę dają związki, nie niskie podatki

W zasadzie rozumiem hejt na górników, którzy protestowali kilka dni i wywalczyli może nie wszystko, co chcieli, ale przynajmniej połowę. Pozostała część świata pracy ma prawo być wściekła. Ale nie na górników. Na siebie.

To oni, nie górnicy, dali się swojego czasu wykołować. Odzwiązkowić. Dali sobie wmówić, że są „kowalami swojego losu” i jeśli chcą więcej zarabiać to „zawsze możesz zmienić pracę”. Dali się uśmieciowić umowami. Dali się zaprzęgnąć w walkę o niskie podatki dla firm i wolny rynek… A w rezultacie zarabiają mało, na umowach, a do tego stan służby zdrowia skazuje ich na powolną śmierć w razie ciężkiej choroby.

Co pozostaje? Wściekłość. Ale złoszczą się na tych, na których im wolno. Pokochali wolny rynek bez ograniczeń, więc wypierają więc ze świadomości fakt, że gdyby wszyscy potrafili walczyć o swoje, jak robią to górnicy… To w tydzień, no, może kilka tygodni strajku generalnego byłyby w Polsce wyższe płace, renty i emerytury dające żyć, a nawet 7,2 proc. PKB na zdrowie. Ale nikt nie odważy się zatrzymać jednego tramwaju za życie tysięcy ludzi… No więc zostaje wkurwiać się na górników, że coś robią i im wychodzi.

Nie wyszło za to młodym z zerowym PIT-em. Okazuje się, że pracodawcy wykorzystali ten „prezent” jako pretekst do obniżania wynagrodzeń. Dodatkowa kasa idzie prosto do właścicieli firm i kapitału.
Kto był na tyle naiwny, że wierzył, że niższe podatki przełożą się automatycznie na wzrost pensji, to mu współczujemy. Podatki to nie jest żadna kradzież od pensji (jak wmówili wszystkim korwiniści) tylko gwarancja, że część zysku pójdzie na cele społeczne. W kapitalizmie niskie podatki to większy wyzysk, większy zysk właścicieli i jeszcze mniejsza sfera publiczna, i coraz mniej dobra wspólnego. Pensje podnoszą się właśnie wtedy, kiedy podatki są wysokie – bo takie podatki wymuszają innowacyjność, a biedabiznesy i wyzysk taniej siły roboczej przestają być opłacalne.