Po drugiej stronie Styksu/Rubikonu

Możesz wybrać jedną z wersji tytułu, to jeden z niewielu dostępnych wyborów.

Dziś wszystko jest polityką, bo polityka to decydowanie o tym co wspólne. W czasie pandemii znikają jednostki. Przestają być istotne, zaczyna rządzić prawo wielki liczb. Jeśli nawet nie spełnią się najczarniejsze prognozy, to nic już nie będzie takie samo.

Ale może właśnie nie powinno być takie samo.

Rządy wydają się myśleć dziś w kategoriach tygodni, góra kwartału. Nie, że by wcześniej myśleli inaczej lecz mogło się zdarzać, że sprawiali takie wrażenie.

To czego jesteśmy świadkami i uczestnikami, można nazwać katastrofą społeczną, przełomem, impulsem ewolucyjnym. Na pewno staniemy w obliczu zmian i wyzwań, które nie każdego dotyczą w tym samym stopniu.
Rząd przedstawia projekt czegoś co nazywa tarczą antykryzysową, a co w najlepszym razie, jest kroplówką dla przedsiębiorstw i części pracujących. Kroplówka się szybko skończy, większość problemów pozostanie a część podmiotów umrze lub zniknie.

Znaczna część problemów ekonomicznych naszego państwa ma charakter strukturalny.

Jest ono fatalnie zarządzane, nadmiernie obciąża grupy o najmniejszych dochodach, nie potrafi zapewnić usług publicznych na niezbędnym poziomie.

Co można zrobić, wykorzystując katastrofę? A przynajmniej:
co powinna postulować realna opozycja ?

Zmianę systemu podatkowego, na progresywny. Najniższa stawka nie powinna być wyższa niż 5 proc., a progów podatkowych powinno być co najmniej 6. Należy też podnieść kwotę zryczałtowanych kosztów pozyskania dochodu odliczaną od podstawy opodatkowania.

Podatnicy prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą powinni się rozliczać na zasadach ogólnych, czyli wg skali progresywnej.

Należy wreszcie zwolnić spółdzielnie pracy z podatku CIT. A podatek od dochodów osób prawnych też powinien przewidywać progresję i posiadać co najmniej dwa progi podatkowe.

Należy wprowadzić podatek od nieruchomości, który powinien być naliczany nie od powierzchni, ale od wartości nieruchomości, aktualizowanej np. raz na pięć lat. Należy również przywrócić realny wymiar podatkowi od spadków i darowizn. Z jednej strony podwyższyć próg zwolnienia podatkowego lecz z drugiej, bezwzględnie egzekwować podatki od kwot z drugiego i trzeciego przedziału. Ze środków nadzwyczajnych wprowadzić jednorazową daninę od majątków przekraczających np. 10 mln.

Co ze zgromadzonymi w ten sposób środkami publicznymi?

Trzy podstawowe dziedziny wymagają natychmiastowego dofinansowania – ochrona zdrowia, edukacja i transport publiczny. W następnej kolejności nauka oraz energetyka w szczególności jądrowa. O centralnym porcie lotniczym należy natychmiast zapomnieć, podobnie jak o mrzonkach o żegludze śródlądowej, przekopach itp. Zamiast tego sadzić drzewa i krzewy.
A konkordat należy wypowiedzieć.

Uciekanie przed złodziejem

Proste recepty i rozwiązania lubię. Uważam, że to nie tyle świat jest skomplikowany, co ludzie go niepotrzebnie komplikują. Robią to zazwyczaj dlatego, że tylko nieliczna grupa posiądzie umiejętność objaśniania skomplikowanego świata maluczkim, dzięki czemu będzie mogła robić co jej się żywnie podoba-w imieniu prawa. Jak w przypadku systemu podatkowego; im bardziej skomplikowany, tym państwo bardziej skorumpowane i niewydolne.

Adrian Zandberg, mówiąc o przedsiębiorcach którzy uciekali do rajów podatkowych a teraz chcą pomocy polskiego państwa w obliczu zarazy ma rację i jej nie ma jednocześnie. Bo sprawa z pozoru jedynie wydaje się prosta w obsłudze. Powiedział niedawno lider Razem, że ten kto płacił podatki poza Polską, a dziś chce, żeby polski rząd zwolnił go z danin na rzecz ZUS-u itp. powinien raczej zwrócić się o pomoc do rządu kraju, w którym odprowadzał podatek dochodowy. I to jest rzeczywiście, proste i jasne postawienie sprawy, które ja szanuję i doceniam. Żadne tam, wicie-rozumicie, ogrodziwszy, w innych okolicznościach, to i może. Nic z tych rzeczy. Jasny, prosty i brutalny przekaz. Nie wspierałeś Państwa podatkami, teraz ono nie będzie wspierać Ciebie. Giń. Jest jednak jedno ale.
Ludzie mają w naturze asekuranctwo. Boją się niepotrzebnego ryzyka i starają się unikać niepewnych sytuacji. Zwłaszcza, jeśli idzie o własne pieniądze. Są oczywiście oszuści i nałogowi hazardziści, uzależnieni od giełdy i przekrętu, ale w większości, ludzie nie lubią ryzykować utraty tego, na co ciężko pracowali. Przedsiębiorca zakłada firmę. Pracuje na jej dobrostan pół życia. Kiedy zaczyna wychodzić na prostą, bo miał to szczęście, że nie zbankrutował w początkach jej działalności, do gry wkracza państwo z maszynką fiskalną, żeby ogolić człowieka, tak jak baca goli owce na hali. Przedsiębiorca może zacisnąć zęby i dać się strzyc pod włos, licząc, że może tym razem nie będzie za bardzo bolało. Ale boli zawsze. Co miesiąc. Na początku bolało bardzo, a teraz już tylko boli. Państwo strzyże równo z trawą. Gdyby był mikroprzedsiębiorcą albo wielkim molochem, miałby to gdzieś. Ale że jest średniej wielkości graczem z ambicjami, to musi coś zrobić. Inaczej go zjedzą. Postanawia, że nie będzie się dawał więcej golić. Rejestruje działalność na Antylach Holenderskich. Płaci tam śmieszny podatek w stosunku do tego, co musiałby zapłacić u nas. Zarabia, bo, do ciężkiego wała, od tego jest. Daje ludziom robotę. A że nie daje do aparatu administracyjno-urzędniczego tyle, ile aparat chciałby przeżreć, choć i tak nigdy nie będzie nasycony-to, w moim odczuciu, czyn ze wszech miar patriotyczny. Im szybciej bowiem ta hydra fiskusowa padnie, tym ludziom więcej pieniędzy zostanie w kieszeni.

Nie jest więc do końca tak, w moim odczuciu, że przedsiębiorca ucieka z podatkami dlatego, że chce stawiać dla siebie kolejne pałace, a ludziom płacić miską ryżu. Oczywiście, nie ma się co czarować, są u nas i tacy. Dzieje się tak dlatego, że to Państwo wypycha człowieka z rynku swoimi półmafijnymi działaniami. Każe żyłować się i płacić wysokie daniny-z roku na rok wyższe. Nie dziwota, że ludzie płacić nie chcą. Przekonywanie ich argumentem, że z tego co zapłacą, sfinansuje się żłobki, przedszkola i nowe drogi to pustosłowie. Ludzie, jeśli mają oczy, widzą, na co idą ich podatki. Na kolejne urzędy, urzędników, na pensje dla nich i roczne nagrody. Nic więc w tym dziwnego, że nie chcą płacić na darmozjadów. Sam, rok w rok, dokładam do interesu. Co roku więcej. Nie kombinuję z odliczeniami, ale zaczynam się nad tym zwolna zastanawiać, bo żeby nakapać do skarbca tyle, ile poborca wyliczy, muszę w roku zagrać kilka-kilkanaście koncertów za darmo. A jakbym miał taki malutki interes na Barbadosie…

Sama procedura wyrejestrowania i jej czasochłonność mnie przeraża. Państwo mam akurat w głębokim poważaniu. Jeśli jednak moje dochody byłyby o jedno zero większe, poważnie bym się zastanowił nad zmianą kraju w którym płacę podatek.

Trudno mieć pretensję do człowieka, że nie chce się dawać okradać złodziejowi. Trzeba raczej robić tak, żeby złodzieja zresocjalizować i uczynić z niego sumiennego buchaltera, co to zabiera tyle, żeby starczyło na szkoły, drogi i posiłki dla biednych, ale nie więcej. To już robota dla polityków. A granie na państwowym, patriotycznym bębenku nie jest akuratnie dobrą melodią do tej zmiany.

Niech biznes wesprze państwo

Mocne słowa padły podczas spotkania posła Adriana Zandberga z wyborcami w Kielcach.

Jeden z najbardziej rozpoznawalnych socjaldemokratycznych posłów kontynuuje spotkania z wyborcami w całym kraju. Pod koniec lutego był w Białymstoku, w minionym tygodniu – w Kielcach.

Na spotkanie przybyło kilkadziesiąt osób. Adrian Zandberg poruszał w rozmowie z nimi zarówno sprawy ogólne, jak i bieżące. Tłumaczył, dlaczego jego formacja jest prawdziwym trzecim wyborem dla tych, którzy nie aprobują ani programu PiS, ani nie wspominają dobrze rządów PO. Opowiadał o najnowszych pomysłach swojego klubu sejmowego oraz podjętych przezeń inicjatywach.

Skąd pieniądze?

Najmocniejsze słowa padły, gdy Zandberg opowiadał o podatku, jaki Lewica chce nałożyć na najpotężniejsze platformy cyfrowe (projekt ten omawialiśmy szczegółowo na łamach „Dziennika Trybuna”). – Uważamy, że ciężar utrzymania państwa należy przenieść na korporacje, wielki biznes i najbogatszych, a ulżyć uboższym – powiedział polityk.

Zandberg przypomniał, że w projekcie jego partii podatek płacony przez największe cyfrowe spółki wyniósłby 7 proc. przychodu uzyskanego w Polsce. Podkreślił, że podobne rozwiązanie już zaaprobował rząd czeski, pracuje nad nim również parlament w Wiedniu.

Projekty socjalne

Zandberg mówił również o projektach emerytury minimalnej w wysokości 1600 zł netto, z którego to postulatu Lewica się nie wycofuje, chociaż już wie, że i PiS, i PO są przeciwko.

– Możemy mieć państwo, które nie zagląda pod kołdrę, które szanuje kobiety, które dba o usługi publiczne, które nie wpycha ludzi do kościoła, które nie niszczy sądownictwa. Korekta w postaci podniesienia płacy minimalnej i 500 plus była potrzebna, ale nie było potrzeby skłócenia społeczeństwa. Polska może być socjalna i demokratyczna. My wiemy, jakiej Polski chcemy, a tego nie da się powiedzieć o liberałach i zużytym Prawie i Sprawiedliwości – podsumował Zandberg.

Siłę dają związki, nie niskie podatki

W zasadzie rozumiem hejt na górników, którzy protestowali kilka dni i wywalczyli może nie wszystko, co chcieli, ale przynajmniej połowę. Pozostała część świata pracy ma prawo być wściekła. Ale nie na górników. Na siebie.

To oni, nie górnicy, dali się swojego czasu wykołować. Odzwiązkowić. Dali sobie wmówić, że są „kowalami swojego losu” i jeśli chcą więcej zarabiać to „zawsze możesz zmienić pracę”. Dali się uśmieciowić umowami. Dali się zaprzęgnąć w walkę o niskie podatki dla firm i wolny rynek… A w rezultacie zarabiają mało, na umowach, a do tego stan służby zdrowia skazuje ich na powolną śmierć w razie ciężkiej choroby.

Co pozostaje? Wściekłość. Ale złoszczą się na tych, na których im wolno. Pokochali wolny rynek bez ograniczeń, więc wypierają więc ze świadomości fakt, że gdyby wszyscy potrafili walczyć o swoje, jak robią to górnicy… To w tydzień, no, może kilka tygodni strajku generalnego byłyby w Polsce wyższe płace, renty i emerytury dające żyć, a nawet 7,2 proc. PKB na zdrowie. Ale nikt nie odważy się zatrzymać jednego tramwaju za życie tysięcy ludzi… No więc zostaje wkurwiać się na górników, że coś robią i im wychodzi.

Nie wyszło za to młodym z zerowym PIT-em. Okazuje się, że pracodawcy wykorzystali ten „prezent” jako pretekst do obniżania wynagrodzeń. Dodatkowa kasa idzie prosto do właścicieli firm i kapitału.
Kto był na tyle naiwny, że wierzył, że niższe podatki przełożą się automatycznie na wzrost pensji, to mu współczujemy. Podatki to nie jest żadna kradzież od pensji (jak wmówili wszystkim korwiniści) tylko gwarancja, że część zysku pójdzie na cele społeczne. W kapitalizmie niskie podatki to większy wyzysk, większy zysk właścicieli i jeszcze mniejsza sfera publiczna, i coraz mniej dobra wspólnego. Pensje podnoszą się właśnie wtedy, kiedy podatki są wysokie – bo takie podatki wymuszają innowacyjność, a biedabiznesy i wyzysk taniej siły roboczej przestają być opłacalne.

Opodatkować milionerów!

Przeciętny obywatel Polski płaci wysokie podatki, milionerzy i korporację – bardzo niskie, albo nie płacą ich wcale. Taką rzeczywistość tworzy system fiskalny – stworzony przez liberałów, zmodyfikowany na korzyść bogatych przez Prawo i Sprawiedliwość w 2007 roku. Lewica Razem chce to zmienić.

Dlaczego w Polsce zamyka się szpitale powiatowe? Dlaczego pracownicy socjalni zarabiają tak mało, że muszą korzystać z pomocy socjalnej? Dlaczego życie opiekuna osoby niepełnosprawnej jest naznaczone wyzyskiem i niedostatkiem? Dlaczego polski rząd robi wszystko, by nie uczestniczyć w walce z kryzysem klimatycznym, podpierając się stwierdzeniem, że nie stać nas na to, na tym etapie rozwoju? Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest właśnie niesprawiedliwy system podatkowy.

Lewica Razem zaprezentowała 20 stycznia pomysł na racjonalizację podziału bogactwa społecznego, powołując się na dane Instytutu Badań Strukturalnych, które ukazują, że dochód z pracy obarczony jest o 50 proc. większym obciążeniem podatkowo-składkowym niż dochód z posiadanego kapitału. „Niesprawiedliwością jest to, że Ty podatki płacisz i one zjadają znaczną część Twojej pensji przy tym, że najbogatsze elity i międzynarodowe korporacje nie zapłaciły ani złotówki” – czytamy w stanowisku.

Razem proponuje nowy podatek majątkowy, przeznaczony wyłącznie dla największych krezusów. Osoby posiadające majątek do 10 milionów złotych nie będą nim objęte w ogóle. 75 proc. wpływów pochodziłoby od multimilionerów. „Dzięki tym dodatkowym funduszom będzie można zrealizować niezbędne inwestycje publiczne, by zadbać o lepsze jutro dla wszystkich dzieci i wnuków, a nie tylko dla dziedziców wielkich fortun” – czytamy w stanowisku.

Progi podatkowe wyglądałyby następująco:
0 proc. od majątku poniżej 10 mln zł; 1 proc. od majątku między 10 mln zł a 25 mln zł; 2 proc. od majątku między 25 mln zł a 100 mln zł; 3 proc. od majątku między 100 mln zł a 250 mln zł; 4 proc. od majątku między 250 mln zł a 500 mln zł; 5 proc. od majątku między 500 mln zł a 1 mld zł; 6 proc. od majątku między 1 mld zł a 2 mld zł; 7 proc. od majątku między 2 mld zł a 5 mld zł; 8 proc. od majątku powyżej 5 mld zł.

W celu zapewnienia odpowiedniej ściągalności podatków partia proponuje zastosowanie instrumentów zapobiegawczych takich jak: rejestr majątków milionerów, obowiązkowe coroczne audyty majątków wszystkich polskich miliarderów oraz 30 proc. losowo wybranych płatników, a także podatek na wypadek próby ucieczki kapitału. Środki pozyskane dzięki podatkowi majątkowemu byłyby przeznaczone m.in. na transformację energetyczną, ochronę zdrowia i podwyżkę emerytury minimalnej.

Jak nie ratować seniorów

Bardzo podobało mi się wystąpienie Włodzimierza Czarzastego w debacie budżetowej. Nie zgadzam się tylko z jednym punktem. Dlaczego lider SLD poparł, zresztą wcale nie jako pierwszy na lewicy, PSL-owski pomysł, by zwolnić emerytów z podatku?

To jest szczególnie podstępny korwinizm. Stąd apel, by przestać go wspierać. Już teraz całkowicie niesłusznie zwalniane są z podatku osoby młode, a że mamy królestwo prywaty i kapitalizmu to podatki traktowane są przez wszystkich coraz bardziej jako kara… Dlaczego? Bo panuje bieda. I w tej biedzie wydaje się, że podatki są biedzie winne. Właśnie podatki od osób fizycznych, a nie ociekający pieniędzmi kapitał, czy bardzo skromne opodatkowanie wszystkich firm, czy też brak realnej progresji. Lewicowe postulaty to podniesienie rent i emerytur oraz podwyżka płac, a nie zwalnianie z podatków kogokolwiek. Podatki to nie kara, to wspólnota i współpraca na rzecz dobra wspólnego. Każdy powinien je płacić i uznawać to za zupełnie normalny porządek rzeczy.
Gdyby renty i emerytury były wyższe i pozwalały na godne życie, nikomu nie przyszedłby do głowy taki pomysł „ratowania” seniorów. Jest to część dokładnie tego samego cwaniactwa, które uprawia Morawiecki udając, że budżet jest zrównoważony, kiedy ludzie umierają w kolejkach do lekarza, bo za żadne skarby nie podniesiemy podatków bogatym i przedsiębiorcom.

Noblista też obywatel

Ministerstwo Finansów przedstawiło projekt rozporządzenia, które zakłada zaniechanie poboru podatku dochodowego od laureatów Nagrody Nobla.

„Zaniechanie poboru podatku od laureatów Nagrody Nobla i Nagrody Banku Szwecji im. Alfreda Nobla jest uzasadnione interesem publicznym. Zwolnienie podatkowe stanowi wyraz podziękowania za wysiłek twórczy, zaangażowanie docenione w skali globalnej i rozsławienie Polski na arenie międzynarodowej” – czytamy w rozporządzeniu, które ukazało się na stronie Rządowego Centrum Legislacji.

Nagroda dla Tokarczuk wyniosła 9 mln koron szwedzkich, czyli ponad 3,58 mln zł, a w ocenie skutków regulacji napisano, że szacowany podatek dochodowy oraz danina solidarnościowa od laureatów Nagrody wyniósłby ok. 1,25 mln zł. Ministerstwo postanowiło zwolnić pisarkę od podatku, chociaż samo przyznaje w rozporządzeniu, że Nagroda Nobla podlega opodatkowaniu na ogólnych zasadach według skali podatkowej i ustawa PIT nie przewiduje zwolnienia od podatku tego rodzaju nagród.

Podatki są dla wszystkich

Przyznanie Nobla Oldze Tokarczuk jest niewątpliwie jej wielkim osiągnięciem, a przy okazji sukcesem wizerunkowym dla Polski. Być może dzięki nagrodzie polskiej pisarki wzrośnie w naszym kraju czytelnictwo. Przy okazji bawi irytacja prawicowych komentatorów, którzy nie lubią i nie rozumieją Tokarczuk, ale czują, że nie wypada teraz nadmiernie jej atakować (chociaż w zasadzie wyczerpali już limit takich ataków na łamach „niepokornych tygodników”).

Wszystko to jednak nie zmienia faktu, że trudno uzasadnić pański gest ministra zwalniający z podatku wybraną osobę. Nawet gdyby Tokarczuk zapłaciła 1,25 mln zł podatku, zostanie jej w kieszeni ponad 2,3 mln zł. To gigantyczne pieniądze, niedostępne dla 99,99 proc. Polaków i Polek. Kwota 3,58 mln zł to równowartość prawie 1600 płac minimalnych (120 lat pracy!).

Pielęgniarki też zwolnimy?

Ale nawet nie to jest najistotniejsze. Niezależnie od wysokości i rangi Nagrody Nobla w demokratycznym państwie prawa płacenie podatków dotyczy wszystkich obywateli, niezależnie od ich zasług. Jeżeli bowiem mielibyśmy ustalać wartość obciążeń fiskalnych w zależności od interesu publicznego danej pracy, to pielęgniarki czy nauczyciele również powinni być zwolnieni od podatku albo płacić niższe podatki niż przedstawiciele innych, mniej ważnych społecznie zawodów.

Olga Tokarczuk zyskała wielki sukces, sławę, a przy okazji olbrzymie pieniądze. Waga jej osiągnięcia nie będzie jednak mniejsza, jeżeli część środków z jej nagrody zostanie wydana na niedofinansowaną służbę zdrowia, szkolnictwo, w którym część kadry otrzymuje wynagrodzenie na poziomie płacy minimalnej, czy niemal nieobecną w Polsce opiekę senioralną.

Chytry plan

Obecny rząd obniżył dla obywateli podatek PIT i CIT dla przedsiębiorstw. Obywatelom i firmom zrobił dobrze, ale beneficjentami tych podatków są przede wszystkim samorządy. Oznacza to, że do kas gminnych wpłynie mniej pieniędzy.

I dalej. Rząd dał podwyżki nauczycielom i bardzo dobrze, ale nie przekazał gminom pieniędzy na te podwyżki co jest jego (rządu)ustawowym obowiązkiem. Rządy od dawna skąpią obligatoryjnych pieniędzy na oświatę. Te luki uzupełniają samorządy z własnych pieniędzy oszczędzając na innych wydatkach. Rząd jednak nie obniżył, a obiecywał, np. podatku VAT. Bo ten zasila budżet państwa i wtedy na rządowe programy socjalne zabrakło by pieniędzy.
Będzie więc tak. Samorządy, którym zabrano wpływy ze wspomnianych podatków, a podwyższono np. ceny energii elektrycznej, a inne koszty też, np. inwestycji, szybują do góry, będą zmuszone do cięć w budżetach i uchwalania nowych podwyżek. To oczywiście wywoła niezadowolenie obywateli. Rząd wtedy powie. Obywatele widzicie jak jest. My wam zmniejszamy podatki, a samorządy, przecież nie przez nas głównie zarządzane, podwyższają wam ceny na wszystko co tylko możliwe. Kto tam będzie dochodził prawdy dlaczego tak się dzieje. Rząd jest dobry, bo obniża podatki, a samorządy są złe. bo podwyższają ceny gdzie się tylko da. Więc kto jest lepszy? Centralna władza PiS-owska, czy samorządowa niePiS-owska?
I taką narrację pewnie już szykuje na nowy rok rządowa propaganda. Dla wielu będzie to bardzo przekonywujący argument.

Amazon kiwa całe państwa?

Miniony weekend nie był miły dla Amazona, światowego giganta internetowej dystrybucji we Francji. Ukazały się dwa dokumenty, analizy konsekwencji społecznych rozrastania się koncernu miliardera Jeffa Bezosa. Nie dość, że nie płaci podatków, to przyczynia się do wzrostu bezrobocia i mocno zatruwa powietrze. To nie może być dobry bilans.

Najsilniejsze wrażenie na mediach zrobił 60-stonicowy raport lewicowych organizacji pozarządowych, w tym Attacu, na temat organizacji fiskalnej przedsiębiorstwa. Sztuczki „optymalizacji podatkowej” pozwalają mu zachować prawie cały zysk (11,2 miliardów dolarów w zeszłym roku). Francję Amazon kiwa „na Luksemburg” – europejski raj podatkowy, urządzony przez szefa Komisji Europejskiej Jean-Claude’a Junckera. Francuski Amazon przenosi tam większość swego obrotu, bo podatek od zysku jest symboliczny.
W 2017 r. Amazon miał we Francji prawie cztery miliardy euro obrotu, ale zadeklarował tylko 1,6 miliarda, tj. 57 proc. mniej. Zysk od tego, co zostaje, wypłaca się dyrektorom w formie akcji, co zwalnia od podatków. Oprócz niepłacenia podatków, koncern bierze zasiłek (liczony w milionach) od państwa, w ramach publicznej pomocy przedsiębiorstwom uruchomionej przez Emmanuela Macrona.
Amazon zatrudnia na świecie ok. 650 tys. pracowników, 7, 5 tys. we Francji, gdzie szykuje się do otwierania nowych ośrodków dystrybucji. Ale według badań ekipy b. ministra cyfryzacji Mounira Mahjoubiego, Amazon tworząc jedno miejsce pracy, niszczy średnio 2,2 inne, głównie w okolicznym handlu. Zniknęło w ten sposób ponad 20 tys. etatów.
Tym zjawiskom towarzyszy emisja dwutlenku węgla koncernu: prawie 19 milionów ton w tym roku, tyle co np. cała Boliwia. To głównie z powodu rosnącej flotylli samolotów towarowych Amazona – jest już 50, wkrótce będzie 70. Autorzy raportów nie wzywają do bojkotu firmy, nie chcą budzić poczucia winy u zwykłych ludzi, ale uważają, że państwo powinno interweniować.

Nie majstrujmy przy składkach

Od sprawiedliwości w normalnym państwie są podatki. Jeśli PiS chce dodatkowych miliardów złotych dla budżetu,
to niech podniesie PIT i CIT, i wprowadzi w Polsce realną progresję. Choćby taką, jaka jest
w Wielkiej Brytanii, gdzie progi podatkowe dochodzą do 45 proc.

PiS chce jednak obejść patologie własnego systemu podatkowego i załatwić sobie płynność finansową, narażając przy tym finansowanie opieki zdrowotnej i grając na systemie emerytalnym. Tak – emerytury decydują też o wysokości składek na NFZ i obecne zmiany przynoszą ryzyko, że ucierpi na nich finansowanie opieki zdrowia. Jednocześnie rząd chce też dać wybrańcom niebotyczne emerytury z ZUS-u. Tymczasem utrzymujące ludzi przy życiu „trzynastki” mają być wspierane środkami przeznaczonymi dla osób niepełnosprawnych…
Ten projekt jest zły i niesprawiedliwy. Tak jak cała „polityka społeczna” PiS-u. Popieranie rządu w zamian za wycinkę emerytur sztywnym limitem to też zły pomysł. Mówimy tu o zmianach w systemie, który działa od dekad. Zmiana reguł przyznawania emerytur dla osób, które przez trzydzieści lat odkładały w starym systemie nikomu nie powinna przychodzić łatwo. A rządowy projekt nie miał nawet żadnych konsultacji. Nie można nagle obcinać emerytur odgórnym limitem i uważać to za lewicową sprawiedliwość w kraju, gdzie tej sprawiedliwości w ogóle nie ma. W taki sposób można natomiast bardzo łatwo pogłębić niechęć do państwa i do ZUS-u.
Źródłem patologii i dziur w budżecie są skandalicznie niskie podatki – nie emerytury.
Obecne rozwiązanie należy podtrzymać. Poparcie Lewicy dla PiS-u miałoby natomiast sens polityczny, gdyby w zamian za nie rząd uległ i zgodził się na cały pakiet postulatów. Podpowiadam: 1) skrócenie czasu pracy, 2) wprowadzenie progresji podatkowej, 3) zniesienie totalnie nieopłacalnej, ogólnopolskiej strefy ekonomicznej, czy 4) wprowadzenie podatku cyfrowego – wbrew woli amerykańskich kolonizatorów.
Miliardy złotych są w zasięgu ręki!
Tak – większe składki na ubezpieczenia społeczne są konieczne. Ale to trzeba załatwić, reformując system podatkowy i dopiero później – całościowo i z przygotowaniem – system emerytalny. Bycie użytecznym pomocnikiem PiS-u w pierwszym tygodniu nowej kadencji Sejmu i wspieranie dziurawego projektu wprowadzanego bez żadnych konsultacji to ślepa uliczka. To droga do bycia przystawką i zebrania całej krytyki za wszystkie ewentualne negatywne konsekwencje po wprowadzeniu cudzej i dziurawej reformy. Może i uda się przy okazji podważyć popularne przekonanie, że lewica zawsze razem z liberałami, ale w zamian wzmocni się inne: że socjaldemokraci nie mają własnej polityki społecznej, a PiS to partia socjalistyczna i nie ma żadnej różnicy w polityce realizowanej przez te dwa ugrupowania.
A budżet PiS-owskiego rządu tonie bardzo słusznie. Rząd ten prowadzi bowiem politykę łupieżczą. Firmy dostają kolejne obniżki CIT, ludzie młodzi nie płacą podatków (starzy do piachu!) i zbliżamy się już pułapem opodatkowania biznesu do poziomu Cypru. Zagraniczne koncerny medialne otrzymały zwolnienie z podatku na sygnał dany przez amerykańskiego wiceprezydenta. Korporacje działające na miejscu cieszą się, bo Polska to jedna wielka wolna strefa ekonomiczna. Raj podatkowy od Morawieckiego – dla obcego kapitału. Obywatele płacą podatki de facto regresywne. Nic dziwnego, że ten budżet się nie spina i że PiS w sposób histeryczny próbuje znaleźć dodatkowe środki narzucając niespójne i nieprzemyślane reformy.
Taka jest cena konserwatywnej-neoliberalnej polityki społecznej, która żyje iluzją, że podatki zawsze mogą być niskie, a wszystkie ewentualne dziury w budżecie można załatwić pseudoreformami lub odbierając środki np. osobom niepełnosprawnym. Bo to właśnie z tej ideologii biorą się też pomysły wypłacania „trzynastek” – zamiast uczciwych podwyżek pozwalającym wszystkim godnie żyć za dwanaście rent i emerytur. Stąd też pomysł by „trzynastkę” finansować z Solidarnościowego Funduszu Wsparcia Osób Niepełnosprawnych. Osób, które w Polsce często żyją za renty w wysokości 1000 złotych.
Polityka społeczna lewicy to zupełnie inna droga. Czas na własny głos.