Bigos tygodniowy

„Mnie jest tak nieprzyjemnie, tak bardzo nieprzyjemnie” – że znów posłużę się frazą Grynszpana z „Ziemi Obiecanej” – ale muszę zacytować Jewgienija Szestakowa z „Rossijskoj Gaziety” o zapowiedzianej nieobecności Dudy Andrzeja na styczniowej konferencji w Jerozolimie, którą Izrael przyjął z ulgą: „Przywódca kraju, którego w państwie żydowskim nieoficjalnie uważa się za współuczestnika Holocaustu, nie miał moralnego prawa znajdować się wśród przywódców państw wyzwalających więźniów obozów koncentracyjnych. W jakiejkolwiek paralelnej rzeczywistości istniałby pan Duda, jak bardzo by kipieli oburzeniem polscy politycy niezadowoleni z tego, że kolejny raz pokazano im prawdę, trudno spierać się z tym, co mówią dokumenty. A one potwierdzają, że znaczna część społeczeństwa polskiego bezpośrednio uczestniczyła w zagładzie Żydów.”(…) Byli Polacy, który ratowali Żydów, ale to kropla w morzu, a na każdego biorącego w zagładzie ludności żydowskiej niemieckiego oprawcę przypadało 10-15 dobrowolnych pomocników spośród miejscowych mieszkańców”.
Szestakow dodał też, że „Polacy obojętnie patrzyli, jak w warszawskim getcie ludzie umierali z głodu, dobrze się bawili, kiedy Niemcy tłumili żydowskie powstanie…”. Nie mam żadnej satysfakcji z cytowania w tej sprawie „Rossijskoj Gaziety”, ale ona ma rację pisząc, że „trudno spierać się z tym, co mówią dokumenty” . „Sprawiedliwi wśród Narodów Świata”, to była garstka.
Znacznie większa rzesza Polaków cieszyła się, że „Żydki się smażą” („Wielki Tydzień” Andrzeja Wajdy według powieści Jerzego Andrzejewskiego), a największa masa Polaków była kompletnie obojętna, tą obojętnością, którą określa się jako wrogą. I dlatego Duda byłby w Jerozolimie haniebnym dysonansem. I nic tu do rzeczy nie mają winy Rosji i ZSRR w stosunku do Polski. To zupełnie inny temat.
Teraz mówimy o polskim, masowym antysemityzmie. „Sprawiedliwych” były setki, „Lipskich” były tysiące. Przyznajmy się do tego wreszcież, porzućmy to klasyczne, tradycyjne, samodurne, megalomańskie polskie samozakłamanie, w którym tkwimy od dziesięcioleci, a tym największym polskim kłamstwie XX wieku.
Już wiele lat temu doszedłem do wniosku, że Polacy (oczywiście nie wszyscy) są być może najbardziej samozakłamanym narodem w Europie, a na pewno jednym z najbardziej samo zakłamanych. Za jedną z przyczyn tego uważam wpływ mentalny religii rzymsko-katolicką, w tym szczególnie dawny jezuityzm.

Pisowska nagonka na marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego rozkręca się na całego. Reporterroryzm osiąga stan paroksyzmu. Ziobro grozi mu Trybunałem Stanu.
Już od dawna uważam, że ta władza ma cechy przypominające działania zorganizowanej grupy przestępczej.

Z okazji kolejnej Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy dedykuję ćwierćinteligentowi ze stopniem profesora uniwersytetu i w randze wicepremiera-ministra kultury, słowa Jurka Owsiaka: „Ogromny szacunek dla twórczości Olgi widoczny jest w księgarniach (…) Ale minister kultury, człowiek utrzymujący się z naszych pieniędzy, do dziś nie złożył jej żadnych prawdziwych gratulacji.
Bo wszystkie te pierdoły o tym, że zaprasza pan do siebie panią Tokarczuk w dogodnym dla niej terminie – te słowa sprawiają, że dla mnie jest pan, panie ministrze, smarkaczem. Zwykłym podwórkowym smarkaczem”.

Marsz Tysiąca Tóg przekształcił się w liczący około trzydziestu tysięcy marsz społeczny. Na decyzje PiS to nie wpłynie, ale było potrzebne dla efektu demonstracji. Tymczasem Komisja Europejska zaapelowała o wstrzymanie się z pracami nad projektem zmian m.in. w Prawie o ustroju sądów powszechnych i ustawie o Sądzie Najwyższym do czasu przeprowadzenia niezbędnych konsultacji.
Poza tym ma wezwać do wstrzymania działalności przez pisowską Izbę Dyscyplinarną Sądu Najwyższego. Tymczasem goszcząca w Warszawie Komisja Wenecka zamiast zaproszenia przez któregoś z liderów obozu władzy dostała zaproszenie do Muzeum Wyklętych, tego przy ulicy Rakowieckiej.
To był taki złośliwy żarcik niejakiego Warchoła. Wiceministra sprawiedliwości. Naprawdę! Choć prawdę mówiąc, czy z NIMI warto rozmawiać. Toż to całkowicie bezpłodne?

Syndrom Sitka, czyli terroreporterka TVPiS kwitnie w najlepsze. Ostatnio ofiarą ekipy rządowej propagandowej telewizji szturmowej stał się Karol Radziszewski z Centrum Sztuki „Zamek Ujazdowski”, autor wystawy „Potęga sekretów”. Chodzą za nim nawet pod toaletę i zaglądają do talerza w restauracji. Szczęśliwie uniknął oberwania w łeb kamerą Kłeczka. Przyzwala na to nowy dyrektor CSW, pisowski mianowaniec, ideolog prawolski, niejaki Bernatowicz. Wystawa Radziszewskiego do tego stopnia boli władzę i terroreporterów z TVPiS, że była nawet tematem ostatniego „Warto rozmawiać” Pospieszalskiego, więc wszystko wskazuje na to, że byli to jego terroreporterzy.
To nie wszystko terroreporter TVPiS Kłeczek znalazł się w pobliżu dyrektorki gabinetu marszałka Senatu. Działający wraz z nim anonimowy terroroperator uderzył ją kamerą w głowę. Doznała wstrząsu mózgu i znalazła się w szpitalu. Marszałek Grodzki wezwał do powstrzymania tych szaleńców z TVPInfo. Generał Jaruzelski powiedział 13 grudnia 1981: „Szaleńcom trzeba skrępować ręce, zanim wtrącą ojczyznę w otchłań bratobójczej walki”. Nic dodać, nic ująć.
A w dniu WOŚP, TVPiS przechodziła samą siebie, a sitko-kłeczki uprawiały hejt przeciw zamordowanemu prezydentowi Gdański i przeciwko Orkiestrze. Z kolei żulnalista Ziemkiewicz odpowiedzialnością za mord obarczył organizatorów WOŚP.

A tymczasem pojawiły się nowe fakty w sprawie zabójcy Pawła Adamowicza, Stefana W. Pośpiesznie zrobiono z niego niepoczytalnego.
Tymczasem okazuje się, że starannie i z premedytacją przygotowywał się do zabójstwa. Tak pisał do kolegi z mamra: „Kupiłem sobie noże, fajne, taktyczne, myśliwskie i gazy pieprzowe. I se chodzę uzbrojony po zęby. (…) Zrobili ze mnie więźnia politycznego, torturowali, truli, teraz będzie rozpierdol. Jebać wszystkich złodziei, niech żyje Prawo i Sprawiedliwość”.

A Duduś Adrianek, Dewocik, Pierwszy Ministrant RP, Narcyzek znów jeździ po kraju i jak zwykle onanizuje się swoją funkcją.
Co rusz powtarza z komicznym namaszczeniem: „ja jako prezydent Rzeczypospolitej”, „ja jako głowa państwa”. Toż to istna beczka śmiechu.

Z historii prasy. W ukazującej się od 1631 roku „Gazette de France”, założonej przez kardynała Richelieu (tego z „Trzech muszkieterów” Dumasa), w numerze który powstał po 14 lipca 1798, nie było nawet wzmianki o szturmie i zdobyciu Bastylii. Pisowskie media w swojej wybiórczości żywo przypominają tamtą „Gazette de France”.