Na posag Kurskiego?

Dlaczego ludzie lewicy mają płacić za publiczne obrażanie ich w TVP i Polskim Radiu?
Będzie drożej. Nowy rok wita nas serią nowych podatków i podwyżką starych. Wśród nich abonamentu radiowo- telewizyjnego. Podatek ten ma umożliwić realizację „misji publicznej” telewizji TVP SA i Polskiego Radia.
Nie publiczne
Za czasów rządów PO-PSL związani z nimi prezesi TVP i Polskiego Radia starali się jeszcze zachować pozory „publiczności” TVP i Polskiego Radia zachowując niektóre „misyjne” programy, lub prezentować je w nieatrakcyjnych dla reklamodawców godzinach. Tak było z publicystyką kulturalną, polityczną, teatrem radiowym i telewizyjnym, audycjami dokumentalnymi.
Po przejęciu TVP przez elity PiS programy „misyjne” zostały skanalizowane w niszowych TVP Kultura i TVP Historia. A potem radykalnie ograniczone. Dwa najbardziej popularne publiczne kanały TVP 1 i TVP 2, mają teraz ofertę programową wypraną z audycji „misyjnych”. W istocie nie są już mediami „publicznymi” w sensie ustawy o radiofonii i telewizji, tylko telewizjami i radiami o komercyjnych ofertach programowych posiadanymi przez państwo polskie.
Pora zadać pytanie:
Dlaczego obywatele naszego państwa mają płacić podatek na media publiczne skoro te media już publicznymi nie są?
Dlaczego podatnicy polscy mają płacić na Teatr Telewizji, którego roczne premiery można policzyć na palcach jednej ręki?
A kiedy już taką premierę mamy szczęście w TVP Kultura zobaczyć, to przed i po audycji, otrzymujemy obowiązkowy blok reklam, z którego dowiadujemy się, że „sponsorem teatru” były znana spółka skarbu państwa i firmy farmaceutyczne.
Zatem za co opłacający abonament radiowo- telewizyjny obywatele płacą?
Za koszty niszowej, zanikającej „misji kulturalno – oświatowej” czy kolejnego małżeństwa pana prezesa Kurskiego?
Propagandowe rządowe
Zarządzający TVP i Polskim Radiem nie kryją już, że tworzą prorządowe tuby propagandowe PiS. Media prawicowe. Narodowo- katolickie.
Uzasadniają taką swą działalność koniecznością zapewnienia „pluralizmu mediów” w naszym państwie. Twierdzą, że skoro największe media komercyjne, jak telewizja TVN, radia Zet i TOK FM, portale Onet i WP mówią głosem opozycji politycznej, to dla konieczności istnienia równowagi na rynku medialnym przez TVP i Polskie Radio musi przemawiać rząd, elity PiS i prezydent RP.
Niestety nie jest to prawdziwy pluralizm mediów. I równowaga na rynku medialnym. Przecież komercyjne „opozycyjne” media utrzymują się tylko z prezentowanych reklam, zaś „rządowe” TVP i Polskie Radio z powszechnego abonamentu, reklam, i ostatnio jeszcze dodatkowych miliardowych dotacji.
Łatwo zauważyć, że media rządowe są przez obowiązkowy abonament i dotacje faworyzowane.
Nie też mowy o równym statusie na rynku reklam. Tu też media rządowe mają uprzywilejowaną pozycję, bo pozyskują reklamy spółek skarbu państwa.
Najbardziej na tak konstruowanym „pluralizmie” cierpią ludzie o lewicowych poglądach w naszym kraju. „Opozycyjne” media komercyjne sprzyjają liberalnej Platformie Obywatelskiej. Czasem pokażą parlamentarzystów lewicy. Ale lewicowych publicystów, ekspertów już nie. Nie prezentują też te „opozycyjne” media lewicowych programów i punktów widzenia. Lewicowej historii, kultury, wydarzeń artystycznych.
Rządowe, prawicowe, narodowo- katolickie TVP i Polskie Radio pokazują, na zasadzie listków figowych, lewicowych parlamentarzystów. Poza nimi w swych audycjach zwalczają wszystko co lewicowe i z lewica im się kojarzy. Kłamią stale i obrażają ludzi lewicy.
Pora zadać pytanie:
Czy za taki „pluralizm” mediów, za taką ofertą programową TVP i Polskiego Radia, ludzie o lewicowych poglądach mają podatek płacić?
Czy mają utrzymywać tych, którzy ich regularnie obrażają i plugawią wartości lewicowe ?
Rządowe TVP i Polskie Radio są tak obecnie źle zarządzane, że nie potrafią już utrzymać się tylko z abonamentu i pozyskiwanych reklam. Potrzebują dodatkowego, corocznego wsparcia w wysokości 2 miliardów złotych.
Pieniądze te pochodzą z budżetu państwa polskiego, czyli naszych podatków.
To oznacza, wszyscy obywatele naszego państwa muszą płacić dwa przymusowe podatki na media służące tylko jednej partii politycznej.
Warto przypomnieć, że w kampanii wyborczej w 2015 roku opozycyjny wtedy PiS obiecywał rozwiązać problem niepopularnego i nieefektywnego już abonamentu radiowo- telewizyjnego.
PS. Wedle „Wiadomości” TVP najbardziej doniosłym wydarzeniem na świecie był sylwester TVP w Ostródzie.
A ostatni atak na waszyngtoński Kapitol skomentowano w TVP Info : „Zamieszki na Kapitolu. Część demonstrantów zaczęła zachowywać się na sali obrad jak polska opozycja”.

Bożena Ostródzka Pierwsza

Nigdy nie grałem koncertu w Sylwestra, choć zawsze chciałem. Nie dlatego, że tak bardzo kocham życie na scenie w „ten wyjątkowy dzień”. Chciałem, bo to okazja, żeby z nielubianej, uświadomionej konieczności, uczynić źródło zarobkowania. A nie grałem, bo mój pryncypał z zespołu nie pozwala grać w Sylwestra, pomny przykrych doświadczeń z przeszłości, kiedy to na jednym z bankietów „Jaś” nie doczekał dwunastej.

Było to dawno i już dziś prawie nieprawda, bo rzecz działa się w zatęchłych i odległych latach dziewięćdziesiątych, kiedy nikt nawet nie śnił o Sylwestrze z Dwójką, Trójką czy Polsatem. Grupa na K. otrzymała płatny angaż do grania do kotleta na jednym sylwestrowych balów w lokalu stołecznym. A że chłopacy mieli mocne trzewia i mniej lat, jeden z kolegów przeszarżował, błędnie oceniając swoje możliwości, w związku z czym spał pijany za wzmacniaczem, od czasu do czasu podnosząc głowę i blekocąc: „Ale chłopaki, ja chcę grać”, po czym dalej zasypiał. Od tamtego momentu grupa na K. nie zagrała żadnego koncertu sylwestrowego, mimo że można by za ten jeden taki wieczór, lub raptem, kilka piosenek, nie robić nic przez cały miesiąc. Ja, na ten przykład, Sylwestra nie lubię i nie kultywuję. Marnotrawię więc ten czas, choć mógłbym wówczas zarabiać, a nie tępo gapić się w telewizję, z jednej strony zazdroszcząc zarobków innym kolegom, z drugiej jednak dziękując losowi, że kolejny rok, uchronił mnie przed byciem częścią większej całości, która pachnie straszną naftaliną. Bo ja, jak śpiewał ongiś zespół Green Day, chcę być w mniejszości, a nie w waszej moralnej większości. Za taką większość zawsze dziękuję, choć, nie przeczę, z niejakim bólem dupy, kiedy patrzę na stan konta, ale niezależność zawsze ma swoją cenę. Zazwyczaj wyrażoną w gotówce.

Nie znam więc uczucia, jak to jest zagrać w Sylwestra dla milionów Polaków przed telewizorami. Znam uczucie, jak to jest zagrać dla miliona ludzi pod sceną, i jeśli jest to choć w marnym procencie taki sam high jak ten z graniem dla telewizji, to gratuluję wykonawcom. Znam również, pobieżnie, ale znam, stan bazy noclegowej w powiatowym mieście Ostróda. Tak się składa, że tegoroczny Sylwester odbywał się właśnie tam. Ongiś, razem z grupą na V. grałem na festiwalu ska i reggae w Ostródzie. Nie tym dużym, w lato, tylko takim pomniejszym, na początku roku, w styczniu albo lutym. Z racji tego, że imprezy nie obsługiwało TVP ani nawet lokalna odnoga z Olsztyna, tylko kilkoro zapaleńców i miłośników muzyki jamajskiej, kapele które przyjechały, rozłożono po ostródzkich hostelach i pensjonatach, żeby było taniej. Pamiętam, że gdy dotarliśmy na miejsce do jednego z takich przybytków, przywitał nas w sztok pijany recepcjonista. Dwoiło mu się w oczach, nie mógł doliczyć się miejsc, które dla kogo, kto z kim, więc po ok. 10 minutach walki z materią obrócił się przy kontuarze za siebie i donośnie zawołał: „Bożena…Bożena! Chodź tu, ja się na tym nie rozeznaję, trzeba coś tu szybko pozmieniać, bo się nam grajki nie pomieszczą!”. Ostatecznie, rzeczywiście, część z nas została przeniesiona do innego pensjonatu, parę domów dalej, ale strach by pomyśleć, co by było, gdyby zabrakło wtedy Bożeny.

Na przełomie lat 2020/21, w noc sylwestrową, podobna opowiastka mogłaby się stać udziałem samego Thomasa Andresa, Heleny Vondrackowej czy Marcina Millera. Na szczęście na straży był Jacek Kurski, który, gdy tylko dowiedział się o grożącym artystom niebezpieczeństwie, zadziałał, niczym Deus ex machina, i prawo dopasował szybciej, niż prezydent narty. Szło bowiem o to, że z powodu braku możliwości prowadzenia działalności hotelarskiej, część artystów może wylądować na mrozie. Przynajmniej oficjalnie. Wraże media tylko czekają, żeby wytknąć TVP i rządowi taką niedoróbkę. W pierwotnej noweli o „narodowej kwarantannie” zapisano bowiem wyjątek od zakazu przebywania w hotelach dla osób współpracujących z rozgłośniami radiowymi i stacjami telewizyjnymi posiadającymi koncesję na nadawanie. I niby wszystko wydawało się spoko, gdyby nie to, że złośliwi zaczęli poszczekiwać, że TVP jest nadawcą publicznym i nie ma na nadawanie żadnej koncesji. Niejeden w takim wypadku pił by do rana, rwał włosy z głowy, ale nie Jacek Kurski. On, najzwyczajniej w świecie zadzwonił do premiera, a ten w trybie ultra-ekspresowym wprowadził nowelę noweli i zmienił zapis. Od dziś obowiązuje więc prawo w którym stoi że, poprawka oprócz „nadawców posiadających koncesję” uwzględnia też „jednostki publicznej radiofonii i telewizji”, o których nie było mowy we wcześniejszej wersji. Przyznacie Państwo, genialne w swojej prostocie. Prawnicy mają jednak wątpliwości, czy to, co zapisano na chybcika w ustawie, jest już wytrychem prawnym, pogwałceniem obyczaju, zwykłą kazuistyką, czy może przykładem na to, jak w Polsce tworzy się dziś najbardziej nieudolne prawo pod konkretnego człowieka. Milczy rzecznik rządu. Milczy prezes. Milczy Jacek Kurski. Nie zamilkną za to sylwestrowi artyści. Duch i ciało potrzebują strawy. A ja sam doskonale wiem, jak ciężko w Ostródzie o pokój. Hotelowy, ma się rozumieć.

Telewizyjna mowa nienawiści

Najnowszy raport Reporterów bez Granic pokazuje, jak absolutnie jednostronna jest TVP w tegorocznej kampanii prezydenckiej w Polsce.
Zdaniem organizacji Reporterzy bez Granic, telewizja publiczna szerzy mowę nienawiści podczas kampanii prezydenckiej. TVP nie pełni też misji publicznej, bo działa otwarcie w roli rzecznika rządu i prezydenta Andrzeja Dudy, który ubiega się o reelekcję.
Według Reporterów bez Granic (Reporters Without Borders, RWB) Telewizja Polska przedstawia prezydenta Andrzeja Dudę w samych superlatywach, a z kolei Rafał Trzaskowski „znajduje się na liście największych wrogów konserwatywnej i patriotycznej Polski”. TVP ma też przedstawiać żądania społeczności LGBT jako „największe zagrożenie”. Organizacja reporterów zwraca również uwagę na nierówny dostęp kandydatów do mediów publicznych i brak pluralistycznej kampanii wyborczej.Debata prezydencka, którą TVP transmitowała 17 czerwca, dała wyraźne wrażenie bezpośredniej interwencji politycznej w decyzje redakcyjne – stwierdzono w stanowisku RSF. – Większość pytań została przygotowana specjalnie dla ultrakonserwatywnego i nacjonalistycznego kandydata rządu, koncentrując się na takich tematach, jak małżeństwa homoseksualne, edukacja religijna i relokacja uchodźców – wskazano.
Przypomniano także, że usunięto internetową sondę TVP Info, przeprowadzoną na Twitterze, w której zdecydowanym zwycięzcą był Rafał Trzaskowski. Jako powód podano rzekomy atak „strumienia 600 botów”.
Pięć skarg zostało wniesionych do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Zarzucono w nich o między innymi, że prezydent Duda znał pytania moderatora. „Rząd nie ma się jednak czego obawiać, ponieważ Rada słynie z niemożności obrony niezależności publicznych nadawców” – ocenili Reporterzy bez Granic.
Jako dowód braku pełnienia misji publicznej przez TVP wymieniono również pozew sądowy, który dotyczył materiału w „Wiadomościach” (stwierdzono w nim m.in., że Rafał Trzaskowski „reprezentuje interesy potężnego zagranicznego lobby”, ponieważ rzekomo „wspierał ściąganie do Polski nielegalnych imigrantów” oraz „nie chciał bronić Polaków przed kłamliwymi oskarżeniami o współudział w Holokauście”).
RWB zarzuciła także TVP mowę nienawiści, tę samą, która „pojawia się w wypowiedziach przedstawicieli obecnych polskich władz”. Jako przykład podano emisję dokumentu „Inwazja” o społeczności LGBT w Polsce.

– Zamiast służyć interesowi publicznemu, TVP służy rządowi i zamiast zwalczać dezinformację, nadaje ją – komentuje dyrektor ds. regionu Unii Europejskiej i Bałkanów w RSF Pavol Szalai.
Jak ocenia organizacja Reporterzy Bez Granic, systematyczne nadużywanie w Polsce telewizji publicznej przez rządzących pokazuje, że kwestia wolności mediów w Polsce powinna jak najszybciej zostać włączona w procedurę art. 7 unijnego traktatu i powinna doprowadzić do nałożenia na Polskę sankcji za łamanie unijnej praworządności. Wezwano też polski rząd do przywrócenia władzy i niezależności KRRiT w zgodzie z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego z 2016 roku.
W tegorocznym rankingu wolności prasy według Reporterów bez Granic, Polska znalazła się na 62. pozycji (na 180), o kolejne trzy miejsca niżej niż przed rokiem. W komentarzu RWB zwrócono uwagę, że „podejmowane przez obecny rząd próby kontroli systemu wymiaru sprawiedliwości zaczynają mieć wpływ na wolność wypowiedzi w niezależnych mediach”.
PiS-owska telewizja „publiczna” oczywiście nie odniosła się merytorycznie do zarzutów Reporterów Bez Granic. To zrozumiałe, bo trudno przecież odeprzeć zarzut, iż TVP jest tubą propagandową PiS i otwarcie prowadzi kampanię na rzecz reelekcji Andrzeja Dudy.
W swoim krótkim oświadczeniu kierownictwo TVP stwierdziło więc tylko, że stanowisko organizacji Reporterzy Bez Granic ma charakter polityczny, wpisuje się w kampanię kandydata Platformy Obywatelskiej, Rafała Trzaskowskiego i jest niczym innym jak zewnętrzną ingerencją w demokratyczny proces wyborczy.
Warto zauważyć, że tym razem szefowie TVP już nie powtórzyli swoich żartobliwych uwag, o „niezależności dziennikarzy TVP”.
Spośród organizacji dziennikarskich, Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, które wcześniej często krytykowało raporty RWB na temat wolności mediów w Polsce, tym razem nie odniosło się do stanowiska Reporterów Bez Granic, uważając zapewne, że w obliczu tak oczywistych faktów najlepiej zachować milczenie. Natomiast Stowarzyszenie Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej podkreśliło, że ocena RWB jest rzeczowa i konkretna. SDRP w większości ją popiera – i także stwierdza, że TVP, a szczególnie TVP Info propagują mowę nienawiści.

Szczurze gniazdo

Nie oglądałem wczorajszej debaty wyborczej, bo miałem akurat próbę z kapelą. Gdybym był w domu, to i tak bym jej nie oglądał. Nie mam złudzeń co do posiadanej przez klasę polityczną klasy. Z niewielkimi wyjątkami. Ale co do misji TVP, wątpliwości nie mam jeszcze większych. Ich misja to emisja.

Jakby komuś było mało, Rada Etyki Mediów, o ile media mogą mieć w tym kraju jeszcze jakąś etykę, wydała ostrzeżenie, że debata prezydencka w TVP może nie być bezstronna. Choćby z tego powodu, że istnieje poważne domniemanie, że jeden z kandydatów może znać wcześniej pytania, którymi pozostali będą zaskakiwani. Jak się doda do tego ostatnie dane telemetryczne za maj, podług których w telewizyjnej jedynce, dwójce, lokalnej trójce i TVP Info, politycy PiS wypełniali antenę przez 86 godzin, a prezydent Andrzej przez 20 godzin bez 40 sekund, w czasie gdy Platforma dostała godzin 25 a jej ówczesna kandydatka MK-B, godzinę i pół, obrazek zaczyna być dość klarowny. TVP to już nie telewizja narodowa. Nawet nie rządowa. To już klasyczna telewizja partyjna.

86 godzin samego PiS-u plus 20 godzin Andrzeja Dudy daje łącznie w maju ponad 106 godzin jadu i żółci na ekranie. 106 godzin to prawie 4 i pół dnia z nocą. Przez 4 dni w miesiącu, telewizje państwowe pokazywały tylko PiS i prezydenta Andrzeja. Platformę przez jeden dzień. Gdyby się przyjrzeć wydźwiękowi i komentarzom byłoby jeszcze ciekawiej. O innych partiach i kandydatach przez szacunek nie warto w ogóle wspominać. Może więc rację ma Rafał Trzaskowski mówiąc, że trzeba rozwiązać tę całą instytucję w cholerę. Budynki sprzedać na komercyjne biura, majątek zlicytować i rozdać biednym. Pierwsza myśl, która przychodzi do głowy, gdy się ma w pamięci liczby czasu pracy pisowskiej telewizji na pisowskim pasku, każe się z Trzaskowskim zgodzić. Ta instytucja jest do cna przeniknięta przez geniusz Jarosława. W większości jednak ludzie tam pracujący, ci, których znamy z ekranu, to oportuniści, którzy, w razie wygranej Trzaskowskiego i porażki PiS-u, zaczną zmieniać front, lub przesiądą się z państwowej do prywatnej szalupy. Ostatnie personalne połowy Polsatu dość jasno pokazują, w która stronę masztu wieje wiatr od Ostrobramskiej. Zygmunt Solorz wyraźnie daje do zrozumienia, że z władzą chce żyć w zgodzie, zwłaszcza jak się ma kulę u nogi w postaci elektrowni na węgiel brunatny w Koninie, z którego to węgla świat rozumny rezygnuje. Tak czy inaczej, kto odpowie, co z tym szczurzym gniazdem zrobić, jak już będzie można się doń dobrać, a że będzie można, sondaże najnowsze nie pozostawiają wątpliwości.

Rozpieprzyć w drybizgi można zawsze. Istnieje jednak obawa, że jak będzie się lać do urynału cały zepsuty zacier, trochę dobrego z samego dna się zmarnuje i będzie szkoda. Jeśli więc nie likwidować, to zachować. Tylko na jakich zasadach i po co? Ongiś pracowałem w pewnej studenckiej stacji radiowej notowanej w ogólnopolskich listach i pomiarach słuchalności. Pracowałem to złe słowo, bo za pracę otrzymuje się wynagrodzenie. Na etacie zatrudniony był redaktor naczelny, żona redaktora naczelnego i pracownik techniczny. Być może ktoś z sekretariatu dostawał jeszcze jakieś pieniądze, ale tego nie wiem. Wiem natomiast, że nikt z autorów programów i prowadzących pieniędzy nie otrzymywał, bo taka była zasada. Że w studenckim radiu pracują studenci, którzy chcą nauczyć się zawodu. Ja studentem nie byłem już ani jeszcze. Kiedy program mi hulał, zapraszałem doń gwiazdy szołbiznesu i nauki, poszedłem do naczelnego i powiedziałem, że dobrze by było, gdybym dostawał za swój czas jakieś wynagrodzenie, choćby minimalne, na zwroty za benzynę. Ten uśmiechnął się wówczas ciepło i wskazał na drzwi. Można by więc, przy zachowaniu odpowiedniej proporcji, potraktować część majątku ruchomego i nieruchomego TVP, jako szkołę dla robienia telewizji i dziennikarstwa dla tych wszystkich, którzy chcą się tego podjąć. Próby na dobrym sprzęcie, za państwowe, dużo mniejsze niż dziś, pieniądze. Całą resztę, która do czegokolwiek się jeszcze nada, należałoby odkurzyć ze złogów kaczyzmu i zacząć nań robić prawdziwą telewizję państwową dla obywatela; z ambitnym kinem, ambitną muzyką, teatrem, koncertami, poważnymi debatami, wysublimowaną rozrywką; słowem-tym wszystkim, czego nie ma dziś w żadnej telewizji, ni komercyjnej ni państwowej. Bo oprócz nazw i nomenklatur, zarówno telewizja prywatna jak i państwowa są u nas jak najbardziej komercyjne. TVP ściga się z resztą na przychód reklamowy etc. choć nie daje widzowi niczego więcej, niż konkurenci, dla których sensem działania, z natury rzeczy, jest maksymalizacja zysków. Klasyczna, podręcznikowa zasada konwergencji, gdy gospodarki krajów socjalistycznych upodabniały się do gospodarek kapitalistycznych. Po co więc pozwalać na te sztuczne różnice, skoro czy coś jest państwowej czy prywatne, działa dokładnie tak samo. Kiedy się więc podzieli TVP na pion szkoleniowo-warsztatowy i pion merytoryczno-programowy, resztę majątku winno się wyprzedać i przeznaczyć na działalność bieżącą. A jak się kasa z tegoż skończy, zawsze można wrócić do tego co było. Albo zlikwidować, tak jak chce Trzaskowski.

Polska liga eksportowa

Takiego efektu pandemii koronawirusa chyba nikt się nie spodziewał. Tuż przed restartem rozgrywek spółka zarządzająca rozgrywkami PKO Ekstraklasy sprzedała prawa do transmisji meczów nadawcom w Wielkiej Brytanii, Irlandii, Danii, Szwecji, Norwegii i Izraelu.

W normalnych czasach nasza piłkarska ekstraklasa na takim zainteresowaniem się nie cieszy, co zważywszy na jej niską pozycję w rankingu ligowym UEFA i brak w ostatnich latach polskich drużyn w fazie grupowej europejskich pucharów, nie powinno nawet dziwić. Ale w sytuacji gdy od blisko trzech miesięcy piłkarskie rozgrywki niemal wszędzie wstrzymano, nadawcy telewizyjni potrzebują pilnie świeżego piłkarskiego towaru, bo widzom już przejadły się powtórki i programy publicystyczne. Dlatego gotowi byli transmitować spotkania ligi białoruskiej, która nie zważając na pandemię rozpoczęła w marcu sezon (gra systemem wiosna-jesień), a nawet kompletnie już niszowej ekstraklasy Wysp Owczych. Dlatego z taką nadzieją spoglądano na niemiecka Bundesligę, bo to pierwsza z pięciu najsilniejszych lig europejskich, która odważyła się na restart rozgrywek. Ich śladem podążyło kilka innych krajów, w tym Polska, gdzie mimo władze zdecydowały się na „odmrożenie sportu” i wydały zgodę na wznowienie rozgrywek ligowych.
Wszystkie kluby PKO Ekstraklasy i I ligi spełniły wymogi i po mniej więcej trzech tygodniach treningów grupowych w najbliższy weekend przystąpią do rywalizacji. Jak będą wyglądały te mecze, trudno przewidzieć. To znaczy – w sensie przekazu telewizyjnego nie będą w niczym odbiegać pewnie od tego, co widzimy oglądając spotkania w Bundeslidze, ale czy będą stały na choćby minimalnie przyzwoitym poziomie sportowym, to dopiero się przekonamy. Miejmy nadzieję, że piłkarze zatrudniani przez nasze ligowe kluby nie będą grać jak podczas sparingów. Tym razem ich boiskowych popisów nie będą oglądać jedynie nazbyt dla nich wyrozumiali polscy kibice, lecz także widzowie w kilkunastu europejskich krajach.
W Wielkiej Brytanii i Irlandii po dwa mecze z każdej kolejki w bieżącym sezonie PKO BP Ekstraklasy będą pokazywane w bezpłatnej stacji Free Sports, należącej do spółki Premier Media Sarl, które jest także właścicielem płatnego kanału Premier Sports oraz sieci pubów w Wielkiej Brytanii, Irlandii i Kanadzie. Mecze polskiej ekstraklasy piłkarskiej będą w tych krajach dostępne z angielskim komentarzem.
Z kolei w Danii prawa do pokazywania 50 meczów PKO BP Ekstraklasy w bieżącym sezonie, z możliwością transmisji nawet wszystkich 88 pozostałych do rozegrania, wykupiła agencja Spring Media, mająca możliwość transmitowania spotkań polskiej ligi także w Szwecji i Norwegii. Na norweskim rynku skorzysta z pośrednictwa największego serwisu streamingowego Direktesport. W Izraelu natomiast po dwa mecze polskiej ekstraklasy z każdej kolejki w tym i kolejnym sezonie będą transmitowane na kanałach stacji Sport 1, Sport 1 HD i Sport 2.
Ekstraklasa SA dokonała też korekty w umowie licencyjnej ze spółką Sportdigital, obowiązującą w sezonach 2019/2020 oraz 2020/2021, zwiększając do 40 liczbę transmitowanych meczów w każdym z tych sezonów na terenie Niemiec, Austrii i Szwajcarii. Będzie też mieć prawo do pokazania wybranych meczów na kanałach Eurosport z kilkudniowym opóźnieniem.
Ten niesłychany wzrost zainteresowanie polską ligą jest głównie zasługą zapowiadanego juz w najbliższy weekend restary. PKO Ekstraklasa wznowi rozgrywki przerwane przez wybuch epidemii koronawirusa jako jedna z pierwszych w Europie. Licząc wszystkie zawarte dotąd umowy mecze naszej najwyższej ligi rozgrywkowej w tym sezonie będą pokazywane w co najmniej 16 krajach.
Nie wszystkie to skutek pandemii. W połowie ubiegłego roku Ekstraklasa SA sprzedała prawa do transmisji prowadzonych przez siebie rozgrywek do siedmiu krajów bałkańskich, ale to nie jedyny kierunek ekspansji – spółka rozwija też własną platformę streamingową Ekstraklasa.tv, w której można na całym świecie, oczywiście z wyjątkiem Polski i wspomnianych siedmiu krajów bałkańskich objętych wyłącznymi umowami licencyjnymi, oglądać wszystkie mecze PKO BP Ekstraklasy w abonamentach miesięcznych i na cały sezon. Spółka udostępniła też aplikację mobilną Ekstraklasa.TV na Androidzie, co dodatkowo poszerzyło dostępność jej oferty streamingowej. Na świecie użytkowników urządzeń działających w oparciu o ten system wciąż przybywa, więc spółka spodziewa się znaczącego wzrostu pobrań aplikacji Ekstraklasa.TV, odtworzeń bezpłatnych skrótów oraz subskrypcji wśród osób zainteresowanych oglądaniem rozgrywek na żywo. Ekstraklasa SA szykuje też aplikacje pozwalające na korzystanie z platformy streamingowej w ramach Apple TV oraz Smart.TV.
Na terenie Polski prawo do pokazywania wszystkich meczów PKO Ekstraklasy ma Canal+ oraz Telewizja Polska, która wykupiła prawo do transmitowania jednego wybranego spotkania w każdej ligowej kolejce.
Restart rozgrywek zaplanowano w najbliższy weekend. Do rozegrania pozostały cztery kolejki rundy zasadniczej oraz siedem kolejek w fazie play off. Przerwany przez pandemię sezon ma się zakończyć do 19 lipca.
Prezes PZPN Zbigniew Boniek usiłuje przekonać premiera Mateusza Morawieckiego i ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego, żeby zgodzili się na wpuszczenie na mecze limitowanej liczby widzów – do 999 w każdym spotkaniu, bo tyle osób na otwartych obiektach to nie jest jeszcze w myśl obowiązujących przepisów impreza masowa. „Skoro mogę iść do parku, kościoła i marketu, to czemu nie mógłbym pójść na stadion, skoro grają? PZPN przygotował specjalny program i zasady, według których postępowałyby kluby. To nasza idea, jeśli rząd zaakceptuje pomysł, dokończymy rozgrywki z kibicami – przekonuje w rozmowie z „PS” Boniek. i Konkretyzuje: „Skoro odmrażamy galerie handlowe, zakłady kosmetyczne, fryzjerskie, restauracje, ogrody i parki, to wydaje mi się, że można zacząć powoli myśleć także o meczach i stadionach. Ale oczywiście jako o imprezach niemasowych, z maksymalną liczbą 999 widzów. Przy mądrym zarządzaniu i przestrzeganiu wszystkich wymogów, które w czwartek przedstawiłem panu premierowi Morawieckiemu, dałoby się to zrobić. Stadiony mogłyby być zapełnione maksymalnie w 20 procentach, ale liczba widzów nie mogłaby przekroczyć 999 osób. Byłoby miejsce i dla sponsorów, i fanów, z zachowaniem wszelkiej ostrożności, odległości i dbałości o bezpieczeństwo. Bylibyśmy chyba pierwszym krajem na świecie, który coś takiego by zrobił”.
Na razie pomysł krąży po ministerialnych biurkach i czeka na lepszy moment. W tej chwili raczej nie zostanie rozpatrzony pozytywnie, ale za kilka tygodni prośba może zostać wysłuchana.

Flaczki tygodnia

I znów udowodniono niezależność polityczną pana prezydenta Andrzeja Dudy. Oznaczającą, że w Polsce nic już ważnego od niego nie zależny.
Tą historyczną niezależność udowodnił właśnie przeprowadzony na ciele pana prezydenta test. Na obecność Jacka Kurskiego we władzach TVPiS.

W Polsce pamięć polityczna jest bardzo krótka. Dbają o to staranie politycy i aktywnie celebrytowaci, dyżurni medialni komentatorzy polityczni.
Dlatego nie wszyscy już pamiętają, że trzy miesiące temu pan prezes Jacek Kurski był bohaterem sporu na najwyższym szczeblu partyjno – państwowym.
W marcu 2020 roku został on odwołany ze stanowiska prezesa TVP SA. Powodem tej decyzji Rady Mediów Narodowych, podjętej na polecenie jaśniepana prezesa Kaczyńskiego, było ultimatum pana prezydenta Duda skierowane do kierownictwa PiS.

Pan prezydent postanowił wtedy wykorzystać posiadaną władzę. Zagroził, że tym razem nie podpisze kolejnej z podsuwanych mu do automatycznego, bezrefleksyjnego podpisu ustaw.
Zwłaszcza, że trafiła mu się szczególna ustawa. Dotyczyła przyznania TVP SA i Polskiemu Radio prawie 10 miliardów złotych z budżetu państwa na ich kolejną pięciolatkę.
Jednocześnie przeciwko tej ustawie zaprotestowała opozycja parlamentarna apelując aby przeznaczone na ten rok dwa miliardy złotych przeznaczyć na leczenie osób chorych na raka. Media, zwłaszcza te konkurencyjne wobec „publicznych” telewizji i radia, upowszechniały i podsycały protest. Tworząc alternatywę: chcesz walki z rakiem czy dotowania politycznego raka, czyli pana prezesa Kurskiego i jego propagandzistów z TVPiS.

Trzeba przypomnieć, że wówczas osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo naszego państwa nie wspominały jeszcze o grożącej nam, a już wiadomej im, zarazie. Że wtedy pan prezydent Duda uważał, iż jest totalnie lekceważony przez pana prezesa Kurskiego.
A taki stan mógł utrudnić panu prezydentowi Dudzie prowadzenie kampanii wyborczej i reelekcję na drugą, prezydencką kampanię.

Dlatego pan prezydent postawił postawić się jaśniepanu prezesowi Kaczyńskiemu. Obiecać, że podpiszę ustawę po spełnieniu dwóch warunków. Telewizja i radio publiczne wreszcie zaczną silnie i poważnie wspierać jego kampanię wyborczą. Zwłaszcza w regionalnych ośrodkach telewizyjnych i radiowych. One też powinny być silnie dofinansowane z zaplanowanych w ustawie dotacji.
Aby to dokonało się bez przeszkód, to pan prezes Jacek Kurski zostanie odwołany z funkcji prezesa TVP SA. Bo wielokrotnie lekceważył pana prezydenta i nie dotrzymywał składanych obietnic.

Swój podpis pod wspomnianą wyżej ustawą pan prezydent złożył nocą, na chwilę przed upływającym terminem. Kiedy otrzymał potwierdzone informacje o przebiegu głosowania gwarantującego odwołanie pana Kurskiego z posady prezesa. Kiedy upewnił się, że jaśnie pan prezes Kaczyński danego mu słowa dotrzymał.

Dwa dni potem minęły i okazało się, że pan prezydent został, jak pijane dziecko we mgle, ograny przez jaśniepana prezesa Jarosława.
To prawda, że pan Jacek Kurski przestał być prezesem, ale pozostał w TVPiS przy władzy. Bo jego następca, pan Maciej Łopiński, powierzył mu stanowisko doradcy Zarządu TVPiS. Dlatego pan Kurski dalej kierował telewizją. Tym razem jedynie z tylnego siedzenia.
Ponieważ jako doradca Zarządu pan Jacek Kurski zarabiał tylko około 21 000 złotych brutto, a zasiadając w Zarządzie może zażądać przynajmniej 33 000 złotych, to przyjaciele z PiS postanowili ulżyć jego cierpieniom.
Wiedząc, że tym razem pan prezydent Duda nie zaprotestuje. Jego zwycięstwo w kampanii wyborczej zależy bowiem od łask TVPiS, od wsparcia pana Jacka Kurskiego. Musi tańczyć jak mu Kaczyński z Kurskim zagrają.

Zgłoszony na kandydata w wyborach prezydenckich przez Koalicję Obywatelską prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski ogłosił potrzebę ostatecznego rozwiązania problemu TVP SA przez likwidację tej instytucji. Najlepiej prywatyzację jej. Poparła ten barbarzyński pomysł ultraprawicowa Konfederacja usteczkami Krzysia Bosaka.
Kandydat Trzaskowski zgłosił ów postulat z dwóch powodów. Sam wywołał swą wojnę medialną z PiSowską telewizją i radiom. Ich ataki na siebie. Dzięki nim stał się najpopularniejszym kontrkandydatem urzędującego prezydenta Dudy. Znienawidzonym przez żelazny elektorat PiS, ale nowym ulubieńcem antyPiSowców.
Poza tym zyskał wsparcie komercyjnych konkurentów publicznych mediów liczących na udział w prywatyzowaniu TVP i Polskiego Radia.

Zapraszamy do komentowania naszych artykułów na www.facebook.com/trybuna.net/
KPP, czyli Kącik Poezji Patriotycznej
APEL DO AGATY

Mimo, że dla PISu lojalność rzecz święta
lecą „z pieca na łeb” akcje prezydenta.
Codziennie dwa procent „z konta mu ubywa”
i coraz wyraźniej zaczyna przegrywać.
Już nawet sam prezes też go „puścił kantem”
kiedy się cmentarnym ozwał dominantem,
a jeszcze z „Niedźwiedzia” zrobili zakałę
gdy promował piosnkę na prezesa chwałę.
Wszystko się okropnie szybko jęło zmieniać,
zapewne za sprawą „ostrego mgły cienia”
co jął się podnosić, ukazując wkoło
naszą rzeczywistość, całkiem niewesołą.
Ministrowie kradną, policja pałuje,
a w górze prezydent temu patronuje.
Nie dziwi więc wcale, że protest się budzi
i że go popiera codziennie mniej ludzi.
I jeszcze ta Jolka co wrzuca do sieci
zdjęcia prezydenta przy robieniu dzieci…
Przerażone głosy słychać więc z oddali:
AGATO REAGUJ
BO MĄŻ CI SIĘ WALI !!!

Z wyrazami szacunku

Ryszard Grosset

Pedofile z TVPiS

Aby odwrócić uwagę od afer korupcyjnych ministra Szumowskiego oraz problemu bezkarności księży- pedofilii w TVPiS pokazali reportaż filmowy „Nic się nie stało”.
O zmuszaniu do prostytucji małoletnich dziewczyn przez bezkarnych gangsterów związanych z sopockim klubem „Zatoka sztuki”. Sprawie znanej od 2015 roku, szczegółowo opisanej przez dziennikarzy „Gazety Wyborczej”. O czym Sylwester Latkowski, reżyser filmu nie zechciał wspomnieć.
Nie wspomniał, bo taka informacja nie pasowałaby do akcji propagandowej zaplanowanej przez TVPiS. Nagłaśniania starej afery pedofilskiej, potrzebnej im do nowych czasów.
Propagandziści PiS potrzebują swojej „afery pedofilskiej”, bo:

  • Chcą odwrócić uwagę opinii publicznej od afer korupcyjnych ministra Szumowskiego.
  • Rozmyć propagandowo problem bezkarności księży- pedofilów w polskim kościele katolickim.
  • Uczynić ze środowiska artystów i celebrytów „bezkarną kastę pedofilii”. Zemścić się na krytycznym wobec PiS środowisku. Zasugerować swoim wyborcom, że protestujący przeciwko cenzurze w radiowej „Trójce” to tylko moralni degeneraci.
  • Chcą przy okazji po raz kolejny uderzyć w telewizję TVN pokazując gwiazdy TVN jako ludzi umoczonych w pedofilskie afery.
    Dlatego środowa projekcja „Nic się nie stało” miała w TVPiS od razu ciąg dalszy. Poinformowano tam widzów TVPiS, zwanych przez pana prezesa Jacka Kurskiego „ciemnym ludem”, że rządząca koalicja PO-PSL latami kryła obrzydliwych pedofilii ze środowisk artystycznych. Jako przykład takiego chronionego podano wybitnego reżysera filmowego i katolickiego intelektualistę Krzysztofa Zanussiego.
    Poinformowano też, że to pedofilskie środowiska kreowały społeczne akcje w obronie brutalnie zarzynanych karpi wigilijnych oraz wycinki Puszczy Białowieskiej. Aby odwrócić tym uwagę opinii publicznej od powszechnej w Trójmieście pedofilii celebrytów i artystów.
    Nic dziwnego, że Trójmiasto, rządzone przez samorządowców sympatyzujących z PO, porównano z opanowaną przez mafię Sycylią. Strach teraz tam jechać.
    Aby raz na zawsze i ostatecznie rozwiązać problem pedofilii artystycznych kast ogłoszono w TVPiS następujące działania:
  • Pan wice minister sprawiedliwości Michał Wójcik zadeklarował powołanie specjalnego zespołu ds. walki z pedofilami z „Zatoki kultury” oraz specjalnej Komisji do walki z pedofilią pod przewodem ministra sprawiedliwości- prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry.
  • Pan rzecznik praw dziecka Mikołaj Pawlak zaproponował aby ogłosić publicznie wszystkie pedofilskie przestępstwa, nawet te przedawnione, a ich sprawców publicznie napiętnować.
    To nie ważne, że prawo nie działa wstecz. W narodowo- katolickiej IV RP nie ma przebaczenia dla jej wrogów.
  • Zaproponowano też bojkot telefonii komórkowych reklamowanych przez celebrytów pedofilów. I tych podejrzanych o pedofilię też.
    I przy okazji bojkot wspierającej pedofilów telewizji TVN.
  • Zaproponowano również bojkot „Autorytetów” medialnych oskarżonych o pedofilię lub ukrywających zbrodnie pedofilskie. Jako pierwszego przeznaczonego do bojkotu wskazano reżysera Zanussiego.
  • Obiecano „ciemnemu ludowi” oraz reżyserowi Latkowskiemu, że władza PiS skrupulatnie ujawni i surowo osądzi „wszystkie pedofilskie afery” w naszym kraju.
    Na wieść o tym reżyser Latkowski ucieszył się jak dziecko na widok cukierka. Podsuwanego mu tym razem przez politycznego pedofila.
    Bowiem elity PiS i ich propagandziści z TVPiS zachowują się jak polityczni pedofile. Traktują swych widzów jak dzieci.
    Dzieci, które nie dostrzegają, że choć PiS rządził już w latach 2005- 2007 i teraz rządzi nieprzerwanie od 2015, to nadal żadnej ”afery pedofilskiej” nie wykrył i nie osadził.
    Przeciwnie domniemaną podkarpacką aferę związaną z małoletnimi, ukraińskimi prostytutkami skutecznie wyciszył.
    Te polityczne dzieci nie pamiętają też, że PiS wiele razy obiecywał wyjaśnić i ukarać sprawców:
  • Mafii VAT-owskich.
  • Zamachu na prezydencki samolot w Smoleńsku.
  • Afer finansowych „Amber Gold” i „Getback”
    Nie pali się obecnie do wyjaśnienia:
  • Afery korupcyjnej „Srebrna Tower”, czyli wieżowców Kaczyńskiego.
  • Afer maskowych ministra Szumowskiego.
    Nie pamiętają, że przeznaczony do bojkotu reżyser jest autorem najlepszego filmu polskiego o papieżu Janie Pawle II. Jest przyjacielem tego świętego polskiego katolickiego kościoła. Czy zapowiadany bojkot dotyczyć będzie tylko osoby reżysera czy też jeszcze jego filmów i przyjaciół?
    Propagandowi pedofile z TVPiS po pierwszej projekcji pierwszego filmu braci Sekielskich upowszechniali tezę, że w Polsce najwięcej pedofilii statystycznie jest wśród murarzy.
    Teraz gwałcą oni dziecięce umysły swych widzów tezą, że najaktywniejszymi polskimi pedofilami są reżyserzy filmowi.
    Ale kiedy pada ze strony Lewicy propozycja powszechnej edukacji seksualnej w szkołach, to elity PiS i TVPiS stają w pierwszym szeregu protestujących.
    Czy dlatego, że wiedza, edukacja seksualna to jeden z najskuteczniejszych środków obrony przed wszelkimi pedofilami?

PS. W Trójmieście popularna jest plotka, że mafiosi z „Zatoki kultury” nagrywali swych prominentnych gości, tych partyjnych i kościelnych, baraszkujących w dyskotekach i kameralnym VIP burdeliku w Pucku. Te nagrania mają zapewniać pedofilskiej mafii nietykalność.

Flaczki tygodnia

Jeszcze niedawno mawiano, że polityką polską rządzą dwie trumny. Dmowskiego i Piłsudskiego. To miało oznaczać, że polska myśl polityczna była kształtowana przez wczorajsze spory. I dlatego była archaiczna i nieskuteczna.
Teraz możemy powiedzieć, że aktualną polityką polska rządzi sarkofag prezydenta Lecha Kaczyńskiego. A ściślej poczucie krzywdy i chęć zemsty jaśnie pana prezesa. Twórcy politycznego systemu psycho dyktatury w naszym kraju.

Faraonowie ciemiężyli lud, ale jest jednak sprawiedliwość na tym świecie. Minęło tylko dwa tysiące lat i podły faraoński system upadł, pisał w czasach rosyjskiego caratu znakomity satyryk Arkadiusz Awierczenko.

Tylko dwa lata prezydentury, a potem już zacznie się upadek psycho dyktatury. Takim syrenim śpiewem wabi pan poseł Gowin liderów opozycji. Zwłaszcza ludowców, przed którymi roztacza ponętne widoki politycznej przyszłości.

A miałaby to wyglądać tak.
Stary psycho polityczny pan prezes dostanie raz jeszcze ukochane atrybuty władzy. Swego prezydenta Dudę i sejmową większość Zjednoczonej Prawicy.
Ale większość będzie miał już stale niepewną, bez zdolności do zmian Konstytucji. No i swojego prezydenta, który tym razem zawsze może zbuntować się przeciwko rządom gerontokracji „zakonu PC”. Odmówić podpisania podsuniętej mu ustawy. Bo przecież o trzecią kadencję pan Duda nie będzie się już ubiegał.
W ciągu dwóch lat przyszłej, uzgodnionej stabilizacji politycznej mogłoby dojść do powstania nowego bloku centro -prawicowego.
Z czterema, tym razem, tenorami. Dudą, Gowinem, Morawieckim i liderem ludowców Kosiniakiem -Kamyszem.
A po wyborach w 2023 rządziłaby Polską umiarkowana narodowo- katolicka prawica. Taka bez szaleństw jaśniepana prezesa Kaczyńskiego i bez mściwości pana ministra – prokuratora Ziobry.

No i mamy kolejny skandal w TVP SA. Pan dyrektor białostockiego ośrodka TVP SA Eugeniusz Szpakowski, który szefuje białostockiemu ośrodkowi telewizji publicznej od lutego 2016 roku z nadania PiS, zdjął z anteny popularny, ukazujący się od 23 lat program w języku białoruskim. Podobny los spotkać ma audycje innych mniejszości narodowych; litewskiej, ukraińskiej i rosyjskiej.
Pan dyrektor Szpakowski uzasadniał to względami oszczędnościowymi wymuszonymi przez epidemię koronowirusa, co kłóci się z niedawnymi decyzjami Sejmu RP. Parlament przyznał bowiem TVP SA dotację dziesięciu miliardów złotych przeznaczoną przede wszystkim na finansowanie ośrodków regionalnych TVP. A w Białymstoku udają, że tych pieniędzy nie ma.
Aby dodatkowo poniżyć polskich Białorusinów dyrekcja białostockiej TVP zdjęła program z anteny w niedzielę 19 kwietnia, czyli w dniu, w którym polscy prawosławni, także Białorusini, obchodzą Wielkanoc.

Przeciwko tej skandalicznej, aroganckiej decyzji zaprotestował podlaski Sojusz Lewicy Demokratycznej. Szef SLD Piotr Kusznieruk zapowiedział interpretację posłów Klubu Lewicy do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji oraz ministra kultury dziedzictwa narodowego. Interwencję parlamentarzystów w Parlamencie Europejskim oraz w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy.
Więcej o tym skandalicznym wydarzeniu „Trybuna” napisze w następnym wydaniu.

Niesłychanie spokojny człowiek, tak „Flaczki” zapamiętały go po pierwszym spotkaniu, w 2001 roku. Był wtedy posłem SLD ze Śląska. Wcześniej był znanym dziennikarzem prasowym. W latach siedemdziesiątych redaktorem naczelnym popularnego katowickiego „Wieczoru”, a w latach osiemdziesiątych odważnego tygodnika „Tak i Nie”. W międzyczasie pracował w zespole redakcyjnym „Trybuny Robotniczej”, a potem szefował TVP na Śląsku.
Potem jego partia, czyli PZPR, wyciepała go z roboty, bo pokazał, że ma charakter i byle ciulem nie jest. Po wprowadzeniu stanu wojennego nie chciał podpisać podsuniętej mu listy 111 dziennikarzy przeznaczonych do zwolnienia.
Oprócz spokoju i charakteru, miał też Kaziu solidne wykształcenie ekonomiczne i humanistyczne, szerokie zainteresowania i przede wszystkim twórczą postawę. Był kreatywnym, jak to się dziś mówi. Potrafił rozmawiać ze wszystkimi i dogadać się z ludźmi o przeciwstawnych poglądach. Zwłaszcza kiedy chodziło o dobro Śląska, którego interesów zawsze w Sejmie bronił. Swą twórczą postawą dowodził, że warto wybierać dziennikarzy do Sejmu RP. Oczywiście tych, którzy są twórczy i charakterni. Potrafią coś więcej niż wymachiwać środkowym palcem do kamer.
Był też Kazimierz Zarzycki
świadkiem historii. W 1969 roku został sekretarzem prasowym ówczesnego sekretarza wojewódzkiego PZPR Edwarda Gierka. Rok późnej jego pryncypał został „pierwszym” w Polsce. I kreatorem ważnego dziesięciolecia w naszej najnowszej historii. Ale w ślad za swym pryncypałem Kaziu do Warszawy robić tam karierę nie ruszył. Wiedział, gdzie go bardziej potrzebują.Przeczytacie o tym w spisanej przez Kazimierza Zarzyckiego i Jana Dziadula, wydanej na początku tego roku, książce „Moja melodia PRL-u”. Pięknie i uczciwie opisującej Polskę Ludową. Wartą polecenia wszystkim. Pięknym jego kamieniu nagrobnym.

KPP, czyli Kącik Poezji Patriotycznej

KAMIKAZE Z NAD WISŁY

Codziennie pcha swój rower,
na nim torbę na listy,
złego słowa nie powie
Ci listonosz z nad Wisły.
Chociaż pensja głodowa
a na dworze dziś plucha
chociaż boli go głowa
nikt nie chciał go wysłuchać.
Aż PIS się rozpanoszył
z obłąkanym pomysłem,
by polskich listonoszy
w śmiertelną wysłać misję.
Lecz słuchać nie musicie
despoty co wymusza
byście złożyli życie
na ołtarzu wirusa.

Ryszard Grosset

PS. Zapraszamy do komentowania naszych artykułów na https://www.facebook.com/trybuna.net/

Głupi Polak po szkodzie

Kiedy ujrzałem 10 kwietnia jaśnie pana prezesa Kaczyńskiego w otoczeniu świty…

czyli pani Marszałek Sejmu RP Elżbiety Witek, pana premiera Mateusza Morawieckiego, panów wicepremierów Glińskiego i Sasina, kuzyna jaśniepana prezesa pana Tomaszewskiego, panów ministrów obrony Błaszczaka i Macierewicza, pana prezesa TVP Macieja Łopińskiego i licznych innych reprezentantów elit PiS, czyli Polaków najlepszego sorta jawnie i ostentacyjnie łamiących prawa i nakazy obowiązujące w Polsce w czasie zarazy, to zobaczyłem, że przez ostatnie dziesięć lat Oni niczego się nie nauczyli.

Nadal uważają, że można stanowić prawo, tworzyć procedury bezpieczeństwa po to aby je potem z dumnie podniesionym czołem bezwstydnie łamać. Bo prawo i procedury są dla plebsu, dla tych gorszego sorta.

Jaśniepaństwo jest ponad takimi ograniczeniami.

Dziesięć lat temu elity PiS łamiąc obowiązujące procedury bezpieczeństwa i zdrowy rozsądek zaprosiły na pokład jednego samolotu reprezentację najwyższych władz państwowych. Potem lekceważąc wszelkie procedury bezpieczeństwa doprowadziły do wielkiej katastrofy lotniczej.Bo pożądany wtedy sukces wyborczy był ponad prawem i bezpieczeństwem obywateli.

Teraz aby uczcić ofiary złamanych wtedy procedur bezpieczeństwa jaśniepan prezes i jego świta ponownie złamali prawo, ponownie lekceważyli procedury bezpieczeństwa.

Raz jeszcze dowiedli, że pod rządami elit PiS prawem staje się to, co się akurat jaśniepaństwu spodoba.

Piotr Gadzinowski

PS. Trzynastego kwietnia dziennikarze „Wiadomości” TVP po kolejny raz złamali prawo i etykę zawodową. Kolejny raz okłamali swych widzów, tym razem donosząc, że dziennikarze TVN krytykowali jaśniepana prezesa Kaczyńskiego za składanie hołdu na grobie jego matki. W rzeczywistości w TVN skrytykowano jaśniepana prezesa za wspomniane wyżej łamanie prawa.

Krytyczną postawę telewizji TVN wobec elit PiS redaktorzy „Wiadomości” objaśniali „ciemnemu ludowi”, czyli widzom TVP, powiązaniami rodziców dziennikarzy TVN z władzami Polski Ludowej oraz przynależnością obecnego dyrektora programowego TVN Edwarda Miszczaka do dawnej PZPR.

O tym, że aktualny prezes TVP SA Maciej Łopiński, człowiek ze świty jaśniepana prezesa, był w latach 1971- 1981 prominentnym członkiem PZPR, redaktorzy TVP już nie wspomnieli.

Marnotrawstwo TVP

Trudno zrozumieć, o co chodziło w piątkowej konferencji prezydenta Andrzeja Dudy i premiera Mateusza Morawieckiego.
Dwóch polityków zajmujących najwyższe funkcje w państwie wygłosiło pean na cześć Telewizji Polskiej, a następnie dowiedzieliśmy się, że jej prezes, Jacek Kurski zostanie w trybie natychmiastowym odwołany. Skoro jest tak dobrze, to czemu Kurski traci stanowisko?
Nędzne show
Cały spektakl wyglądał tak, jakby PiS porozumiał się z prezydentem co do potrzeby rytualnego poparcia przekazu mediów publicznych, ale zarazem warunkiem wspólnego występu premiera i prezydenta była dymisja Kurskiego. Logiki w tym żadnej nie było. Co najwyżej partykularne interesy i gierki personalne.
Komentatorzy słusznie oburzają się na podpis Dudy pod ustawą przyznającą dodatkowe 2 mld zł rocznie dla TVP w sytuacji, gdy brakuje środków na wiele podstawowych obszarów funkcjonowania państwa, w tym służbę zdrowia czy szkolnictwo.
Kasa na propagandę
Ale oburzenie budzi przede wszystkim nie tyle przekazanie środków na media publiczne, co finansowanie przez państwo tępej, agresywnej propagandy rządowej. To dlatego tak oburzające były zachwyty premiera i prezydenta nad „misją TVP”.
Można by jeszcze zrozumieć decyzję Andrzeja Dudy, gdybyśmy usłyszeli przeprosiny za ohydną, pełną kłamstw i manipulacji propagandę telewizji za rządów Jacka Kurskiego i obietnicę zmian. Niestety nic takiego nie pojawiło się. Właściwie od początku długiej wypowiedzi prezydenta było wiadomo, że podpisze ustawę, ponieważ o TVP wypowiadał się w samych superlatywach. W świetle jego wystąpienia to nie brak veta zaskakuje, a dymisja Kurskiego, na rzecz której ani prezydent, ani premier nie przedstawili żadnych argumentów.
Tymczasem największym skandalem nie jest przekazanie mediom publicznym dodatkowych środków, bo profesjonalne media wymagają oczywiście pieniędzy. Skandalem jest przekaz TVP, będący wulgarną, prymitywną propagandą rządową, sprzeczną z jakkolwiek pojmowaną misją i z ustawą o Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji.
Gdzie ta misja?
Przypomnijmy, że w jej myśl „publiczna radiofonia i telewizja realizuje misję publiczną, oferując, na zasadach określonych w ustawie, całemu społeczeństwu i poszczególnym jego częściom, zróżnicowane programy i inne usługi w zakresie informacji, publicystyki, kultury, rozrywki, edukacji i sportu, cechujące się pluralizmem, bezstronnością, wyważeniem i niezależnością oraz innowacyjnością, wysoką jakością i integralnością przekazu”. Przekaz TVP brutalnie przeczy „pluralizmowi, bezstronności, wyważeniu i niezależności” i jeżeli TVP miałaby działać w oparciu o ustawę, wszyscy dyrektorzy i czołowi dziennikarze powinni być usunięci ze stanowisk w trybie natychmiastowym. Nie tylko jednak tak się nie dzieje, ale najbardziej rozpoznawalni propagandziści Telewizji Polskiej zarabiają kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie, a sam prezes Jacek Kurski przez cztery lata kompromitowania mediów publicznych zarobił blisko 1,5 mln zł!
Podobne środki TVP wyrzuciła na takie tuzy intelektu jak Magdalena Ogórek, Danuta Holecka czy Michał Rachoń. Wydawanie środków państwowych na osoby tego pokroju to skandaliczne marnotrawienie pieniędzy, za które osoby odpowiedzialne powinny ponieść konsekwencje. Dodatkowe środki na telewizję publiczną dałoby się przeboleć, gdyby realizowała ona swoją ustawową misję. W obecnym kształcie państwo nie powinno do niej dopłacać ani złotówki. Partyjną propagandę PiS powinien finansować z własnych środków.