Niewdzięczność

Poskarżył się we Wrocławiu prezes Kaczyński, że polskojęzyczne media są chętniej słuchane niż te prawdziwe, polskie, nadzorowane przez PiS. …Tych niedobrych i siejących nieprawdę jest więcej, choć jest z naszymi (rządowymi) coraz lepiej…. Jednak prezes często, tak i w tym przypadku, oszczędnie gospodaruje prawdą. Dawna telewizja publiczna dysponuje kilkoma, szeroko dostępnymi kanałami. Publiczne radio emituje kilka programów ogólnopolskich i do tego 17 programów regionalnych. Media te zasilane są miliardami z publicznej kasy, bo obywatele nie chcą płacić abonamentu. Przypomnę, że z abonamentu nie korzystają stacje prywatne.
Przed kamerami i mikrofonami zasiadają wyselekcjonowani dziennikarze i funkcjonariusze PiS-owskiej propagandy. Na zapleczu czujni cenzorzy decydują o czym ma być mowa. Mimo tych zabiegów słuchalność i oglądalność mediów publicznych bardzo spada, szczególnie stacji radiowych. TVP nadrabia te spadki transmisjami sportowymi i sylwestrami w Zakopanem.
Prawicowe gazety zasilane są setkami milionów złotych ze spółek skarbu państwa. Bez tego błyskawiczne zakończyłyby swój żywot. Zamieszczane tam reklamy to dla spółek wyrzucanie pieniędzy w błoto, ale z tego żyją redakcje. Owe gazety są mocno eksponowane w kioskach i sklepach lub stacjach benzynowych. Tymczasem odnotowują one gwałtowny spadek sprzedaży. Zatem media prezesa Kaczyńskiego mają zdecydowaną liczebną przewagę w eterze. Piszę oczywiście o programach produkowanych i emitowanych w kraju. Jednak niewdzięczni obywatele biorą swoje 500+, a oglądać i słuchać rządowych mediów nie chcą. Wolą te polskojęzyczne. I to bardzo boli prezesa.

Wystarczy nie kraść

Byłem na nagraniu w lokalnej TVP. Oczekując na panią, która przypudruje mi łysinę, by nie „blikowała” na wizji, wziąłem do ręki zestaw gazet obowiązujący w ośrodku. A tam: tygodniki „Do Rzeczy” i „Wprost”. Wprost dołuje wśród tygodników (ok. 14 tys. sprzedanych tygodniowo egzemplarzy). Kilka dni temu wydawca tych dwóch, prawicowych tygodników, Michał Lisiecki, został aresztowany z podejrzeniem popełnienia poważnych przestępstw skarbowych na kwotę 29 mln. złotych. Musiało być „grubo”, bo za zwolnienie z aresztu zażądano 500 tys. złotych kaucji. W zestawie była też „Rzeczpospolita”. Dziennik z górnej półki. Dla zrównoważenia był tam też dziennik z dolnej półki. „Gazeta Polska Codziennie” (13 tys. sprzedawanych egzemplarzy”. Jest ona liderem w spadkach sprzedaży. – 22 proc. porównując rok do roku. Tak oto polityczny nadzór w ośrodku funduje dziennikarzom jednostronny przekaz dnia. Biedni dziennikarze, zarobki mizerne i sami pewnie gazet nie mają za co kupić. „Gazeta Polska Codziennie” godna jest oglądnięcia, bo czytać tam nie ma specjalnie czego. Sam fakt, że drukowana jest dużą czcionką, a odstępy między wierszami są jeszcze większe wskazuje na brak tematów i marność dziennikarzy, których jest tam aż nadto. Godna uwagi jest natomiast ilość reklam tam zamieszczonych. Brylują w płatnych ogłoszeniach spółki skarbu państwa i różne instytucje związane z centralną władzą. Tak więc pisanie marne, kupować gazety nie chcą, a reklamy wylewają się ze szpalt. Oto fenomen gazety.
Wydawcą tego dziennika jest Grzegorz Tomaszewski, krewniak prezesa Kaczyńskiego. To on na nagraniach Birgfellnera skarżył się, że mu się budżet w gazecie nie spina i trzeba będzie interes zamknąć. Pewnie poszły polityczne wytyczne, by reklam było jeszcze więcej, to może będzie mniej źle. Grupa marnych dziennikarzy płodzi gnioty, których nikt nie czyta, ale kieszenie ma pojemne. I dlatego budżet się nie spina. By ratować sytuację trzeba więc za spółek transferować pieniądze do prawicowych gazet i z budżetu państwa miliardy do tzw. publicznej telewizji. Tak oto w praktyce wygląda PiS-owskie hasło „Wystarczy nie kraść”. Dla porządku dodam, że szefem rady nadzorczej wydawnictwa jest europoseł Czarnecki. Ostatnio kluby „Gazety Polskiej”, specjalnym pociągiem i z wielką pompą zorganizowały sobie wyjazd do Budapesztu. To nie są małe pieniądze, jak powiada Ferdek Kiepski, a których marna gazeta sama nie jest w stanie wypracować. Trzeba więc reklam jeszcze więcej. Firmy pod politycznym przymusem finansują gazetę, która jest politycznym orężem PiS, ale czytelnicy jakoś się nie garną. Swego czasu, na podwrocławskiej wsi, poszukując „Trybuny”, zobaczyłem jak starsza pani kupuje dwa egzemplarze „Gazety Polskiej”. Ciekawa gazeta? Zagadnąłem.. „Ja tego panie nie czytam. Proboszcz prosił, aby kupować ile kto może….”.
A ja od lat namawiam, by ludzie lewicy kupowali „Trybunę”. Ale jakoś moje namawianie za bardzo nie skutkuje. Z czego wniosek, że my Polacy, od prawa do lewa, czytać nie lubimy i czytamy coraz mniej. I takie to były moje refleksje po nagraniu w telewizji.

Bigos tygodniowy

Przeżarty pedofilią katolicki kler polski nie skorzystał z okazji by pokornie zamknąć gębę na kłódkę i przyłączył się do szczucia na LGBT. Biskupi oświadczyli na konferencji Episkopatu, że „masturbacja to zachowanie samotniczo-ipsacyjne”. Nie sposób wątpić, że biskupi znają tę ipsację z autopsji. Episkopat utożsamił swoją religię z orientacją heteroseksualną. Można by użyć parafrazy, że Kościół kat. jest heteroseksualny w formie i pedofilny w treści.

W zeszłym tygodniu biskupi ogłosili jakieś niewiele mówiące statystyki, liczby, cyferki pokazujące praw dobnie zaledwie czubek góry lodowej. Do tego abepy Gądecki i Jędraszewski jak zwykle popisali się na konferencji klerykalną mową-trawą odwracającą kota ogonem. Nawet bez słowa „przepraszam”. Widać, że ciągle nie mogą pogodzić się z nadzieją, że uda się im wyjść z pedofilnej afery psim swędem. Lecz to próżny trud. Już nie da się tego ukryć pod korcem. Po tych występach szefa i wiceszefa Episkopatu, publicysta katolicki Szymon Hołownia napisał: „Nie trzeba gejów, wilczych oczu Tuska z Junckerem i Sorosem, kartkówek z masturbacji i islamistycznych kaznodziejów, laicyzację zrobimy sami”. Krążyło kiedyś takie powiedzenie: „Nam nie trzeba Bundeswehry, nam wystarczy minus cztery”.

Jednak ten kiks szefów Episkopatu został przysłonięty przez burzę anty-LGBT, którą wywołał Najwyższy Prezes swoim buńczucznym okrzykiem: „Wara od naszych dzieci!”. Dał tym okrzykiem hasło do boju całej katolickiej kołtunerii polskiej. Jej rozjuszony tłumek zebrał się nawet pod warszawskim Ratuszem.

„Do niedawna rozważania o Polsce, w której nie będzie już rządzić PiS, mogły uchodzić za mrzonki lub śmiałe, lecz naiwne marzenia. Ale już nie dzisiaj. Najnowsze sondaże wskazują, że, że Polacy zobaczyli, dokąd ich prowadzi polityka rządzących. A to oznacza – tak jak w komunizmie – utratę legitymizacji dla sprawowania władzy. To początek końca. Można zacząć realistycznie myśleć o odgruzowywaniu Polski z toksycznej spuścizny po rządach PiS i jego usłużnych akolitów”. (prof. Roman Kuźniar)

A dla kontrastu inna opinia. Robert Tekieli w Gapolu lewituje jak fakir: „Mamy prawo oczekiwać, że obóz rządzący jest w stanie obronić polską rodzinę, polski naród i Kościół przed falą lewicowej przemocy. Do tego potrzebna jest wygrana w wyborach parlamentarnych, pozwalająca na napisanie nowej konstytucji i powołanie Trzeciej Niepodległej. Jeśli Jarosław Kaczyński zabezpieczy nas takimi zapisami w ustawie zasadniczej, które uniemożliwią na przyszłość wprowadzenie lewicowej ideologii, pustoszącej Zachód, zapewni sobie spoczynek na Wawelu obok swego brata. I będzie wspominany przez następne stulecia, tak jak dziś wspominamy Marszałka”. Wieczne odpoczywanie swoją drogą, ale czy jest na sali lekarz?

Pisowscy politycy i pisowscy propagandyści uparcie twierdzą, że pisowska narracja TVP i Polskiego Radia to uprawniony element równowagi w sferze medialnej, zdominowanej przez media liberalno-lewicowe. Problem w tym, że media liberalno-lewicowe są prywatne. Otóż, podobnie prywatny jest znaczący sektor mediów prawicowo-nacjonalistyczno-klerykalnych i do nich nie mam pretensji. Natomiast TVP i PR są mediami
p u b l i c z n y m i czyli powinny odzwierciedlać pełne spektrum poglądów całego społeczeństwa, a nie służyć jednej, rządzącej dziś partii. Warto przy tym przypomnieć, że swoje „Warto rozmawiać” Pospieszalski zaczął za rządów SLD, w kwietniu 2004 i przetrwał cała pierwszą kadencję rządów PO-PSL, Czy można sobie wyobrazić jakąś audycje publicystyczną prowadzoną dziś w TVP przez jakiegoś lewicowego czy liberalnego publicystę. Nie. To science fiction.

À propos, w TVP nastąpiły roszady kadrowe. Wygląda na to, że Adrian upchnął w zarządzie TVP swoich protegowanych, „wściekłą” pisówkę Marzenę Paczuską i Piotra Pałkę. Nowym szefem TVP Info, głównej pisowskiej szczujni propagandowej został Krystian Kuczkowski. Podobno to ofensywa Adriana z Młodym Morawieckim przeciw Kurskiemu. Podobno chcą w TVP więcej pluralizmu, a mniej propagandy. Akurat. Zwyczajnie czują się tam niedopieszczeni, więc wepchali swoich ludzi, by to odwojować. Będzie to więc raczej nowa pałka na opozycję niż dobra zmiana bez cudzysłowu. Jednoczesnie Adrian klepnął 1,2 miliarda złotych na pisowskie szczujnie medialne, z TVPiS na czele.

Na łamach francuskiego dziennika „Le Monde” ukazał się tekst zatytułowany „Żądamy dekanonizacji Jana Pawła II”. Jego autorkami są dwie działaczki katolickie: pisarka i redaktorka „Témoignage chrétien” Christine Pedotti oraz publicystka i biblistka Anna Soupa. Mało dbam o jego świętość, ale że był to kabotyn pierwszej wody, to nie ulega wątpliwości.

Związek Nauczycielstwa Polskiego szykuje się do strajku i to jest poważane działanie. Tymczasem oświatowa „Solidarność” odstawia komiczny teatrzyk w postaci „okupacji” Małopolskiego Kuratorium. Sprzyja mu nawet tamtejsza kuratorka Barbara Nowak, jak powiedział Paweł Rabiej: „homofobka i dewotka”, która ich serdecznie ugościła. I tak sobie pisiorska kuratorka z pisiorską przybudówką współegzystują ku chwale pisowskiej ojczyzny.

Pojawiły się dwa wyniki sondażowe. W jednym Koalicja Europejska ma niewielką przewagę nad PiS, a w drugim odwrotnie. W sukurs PiS-owi w te pędy ruszył CBOS i ogłosił dziwaczny, nonsensowny wynik nie uwzględniający istnienia Koalicji Europejskiej i badający poparcie dla wyodrębnionych partii. PiS ma w tym sondażu 44 procent, PO – 20 procent, a Kukiz – 7 procent. Pozostałe partie łącznie z SLD i Wiosną są pod kreską. A przecież to sondaże przedwyborcze, w których nie ma pojedynczych partii, ale koalicja, która dostała premię za jedność ponad podziałami. Jasne, że do żadnego sondażu nie należy przywiązywać zbyt dużej wagi, ale CBOS mocno przegina ze swoimi manipulacjami. Cóż za bełtanie w głowach i partyjne manipulacje uprawia CBOS za pieniądze podatników!

Sąd wydał korzystny dla Jerzego Urbana wyrok w sprawie publikacji „karykaturalnego wizerunku nawiązującego do wizerunku Jezusa, z mało inteligentnym wyrazem twarzy”. Tymczasem pisowscy cenzorzy kultury przebudzili się w Lublinie. Po czterech latach od premiery, Katolickie Stowarzyszenie Emerytów i Rencistów w tym mieście (jak się bierze emeryturę po katolicku?) dopatrzyło się antypolskich i antykatolickich treści w inscenizacji mickiewiczowskiego „Pana Tadeusza” w lubelskim teatrze im. Osterwy. Z kolei radny PiS Ryba dopatrzył się w przedstawieniu opartym na baśniach braci Grimm „skandalicznej ironii z Matki Bożej i Pana Jezusa”. To naprawdę są obsesjonaci.

Czar TVP

Sprawa protestu pod TVP Info jest wyłącznie kwestią estetyki. Odsuwając już na bok całą dyskusję spod znaku „prowokacja czy nie” – zaczajenie się o zmroku na wychodzącą z pracy kobietę, aby na nią pohukiwać, straszyć i biec za samochodem, a potem radośnie przybijać piątki, jest niesmaczne i jałowe.
Opieranie siły całego happeningu na hasłach, które raczej zwracać uwagę na konkretny problem (co protestujący robili podczas poprzednich protestów z większym powodzeniem), bazują na epitetach („spieprzaj kłamliwa babo obrzydliwa”), służy wyłącznie ulaniu się frustracji, ale niestety wkłada drugiej stronie do ręki długo wyczekiwaną broń. Niemniej zgadzam się z Ewą Siedlecką, że w trakcie protestu pod TVP nie zostały przekroczone granice debaty publicznej. Nikt nie ucierpiał, a nadmierny dramatyzm połączony z brakiem dobrego smaku nie jest jeszcze na szczęście wpisany do kodeksu karnego.
Jednak później rozpętano nieprawdopodobną nagonkę na dziesięcioro ludzi, którzy w zimowy wieczór przynieśli tabliczki z napisem „kłamczucha”. Nie „kurwa”, nie „szmata”. I nie jajka, pomidory, petardy czy noże, ale tabliczki.
Teraz ci ludzie po kolei tracą źródła utrzymania. Zostały upublicznione ich personalia, na szklanym ekranie zachęcano do „odwiedzania” ich w pracy. Elżbietę Podleśną już raz eskortowała do domu policja. „Spalimy ci dom” – grożono Piotrowi Łopaciukowi. Inni też dostają na messengerze życzenia śmierci. W momencie pisania tego tekstu trzy spośród dziesięciu osób już nie pracują. Hejt leje się też na ich byłych szefów, no, może za wyjątkiem Poczty Polskiej. Zatrudniona w niej od 25 lat Monika Twarogal została zwolniona jeszcze dwa dni przed emisją feralnych „Wiadomości”. Dobra zmiana najwyraźniej wzmaga czujność państwowych instytucji. Natomiast firmą, z której zwolniono Iwonę Wyszogrodzką, zainteresował się Urząd Skarbowy. To represje kosmicznie nieadekwatne do przewinienia. Lincz za kiepską estetykę protestu. Strzał z bazuki za prztyczka w nos.
Czy jeśli wysunę tezę, że pomiędzy materiałem Marcina Tulickiego z „Wiadomości” a wzmożeniem hejtu może istnieć korelacja, i że nie było to sypanie kwiatków, a stawianie pod pręgierzem, to skończę jak Adam Bodnar, pozwana za naruszenie dóbr osobistych? Zobaczymy. Nie przypominam sobie jednak, aby telewizja – nawet wtedy, kiedy u steru były w Polsce SLD, a potem PO – kiedykolwiek potępiła antykomunistycznych fanatyków, rok w rok wykrzykujących 13 grudnia pod oknami Wojciecha Jaruzelskiego, a później Jerzego Urbana słowa o wiele mniej cenzuralne niż „kłamczucha” i „obrzydliwa baba”. Kiedyś relacjonowałam jeden z takich protestów. Zwykle w sądzie na poparcie takich tez, jakie tam śmigały w powietrzu co minutę, trzeba mieć dowody, i to nie byle jakie. Nie słyszałam też, aby „medium z misją” popełniło obszerny reportaż śledczy i przedstawiło sylwetki tych, którzy gwizdali na Powązkach w rocznicę Powstania Warszawskiego. Pamiętacie książkę, w której jest mowa o równych i równiejszych zwierzętach? Znajduje się tam również inna cenna refleksja, która zagubionym może wytłumaczyć wiele polityczno-medialnych paradoksów: „ilekroć świnia spotyka na drodze inne zwierzę, to ostatnie musi ustąpić na bok”.
Jak tam pani Magdo, wystarczająco pomszczona?

Nieetyczna TVP

Telewizja Polska przyczyniła do powstania atmosfery nienawiści i nietolerancji poprzez manipulacje faktami, krzywdzące sugestie i manipulacje – oceniła Rada Etyki Mediów w zaprezentowanym raporcie. Jest to poważny zarzut dla stacji kierowanej przez Jacka Kurskiego. Czy dymisja prezesa jest realnym scenariuszem? Wątpliwe. Pięć z siedmiu zasad zapisanych w Karcie Etycznej Mediów złamała Telewizja Polska w publikacjach na temat prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Autorzy raportu wymieniają m.in. o zasadę stanowiącą m.in., iż przedstawiciele mediów dokładają wszelkich starań, aby przekazywane informacje były zgodne z prawdą, sumiennie i bez zniekształceń relacjonują fakty w ich właściwym kontekście, ale również zasadę obiektywizmu, zasadę oddzielania informacji od komentarza oraz zasadę pierwszeństwa dobra odbiorcy stanowiącą, że podstawowe prawa czytelników, widzów, słuchaczy są nadrzędne wobec interesów redakcji, dziennikarzy, wydawców, producentów i nadawców. Ponadto, raport mówi, że publikacji manipulowali faktami, sugestiami i domniemaniami w taki sposób, aby z przekazu wyłonił się obraz Pawła Adamowicza jako osoby niegodnej zaufania. – W żadnej z analizowanych przez REM publikacji nie dano Pawłowi Adamowiczowi szansy odparcia zarzutów, przedstawienia argumentów zaprzeczających oskarżeniom formułowanym wprost, między wierszami, lub w tytułach zniekształcających rzeczywisty przebieg opisywanych wydarzeń lub naginających fakty tak, by przemawiały przeciwko prezydentowi Gdańska. Był obiektem oszczerstw, ale nie miał prawa do obrony – napisano w opracowaniu.
Raport powstał dzięki apelowi, jaki pod koniec stycznie skierowani do REM prezydenci Warszawy, Poznania, Sopotu, Gliwic i Gdańska. Prosili w nim o wyjaśnienie wszystkich okoliczności mogących mieć związek ze śmiercią prezydenta Pawła Adamowicza, w tym zbadanie, czy działania podejmowane wobec Adamowicza przez spółkę Telewizja Polska SA oraz inne jednostki publicznej radiofonii i telewizji, jak również zatrudnionych w nim dziennikarzy, od dnia 1 stycznia 2016 roku do dnia zamachu na jego życie, mieściły się w granicach uczciwości, rzetelności oraz staranności, wymaganych i określonych w zasadach etyki zawodowej dziennikarza.

Głos lewicy

Partia obłudników

Jak ktoś wejdzie w szczegóły tej sprawy to niewiele osób je zrozumie, a jak się spojrzy na nią z oddali i z dystansem, to wszystko wszyscy widzieli. Co to za nowość, że Srebrna jest spółką nomenklaturową, na której PiS się uwłaszczył? Nowością jest to, że się o tym nie mówi i to, że PiS zrobił wielką karierę, wskazując tych, którzy się uwłaszczali na majątku postkomunistycznym. To żadna nowość.
Druga sprawa, instrumentalne traktowanie banków. Czy to jest nowość? Jeżeli spółka związana emocjonalnie i z poglądami z PiS-em chce kupić np. Radio Zet, idzie do banku, wyraża swoje pragnienie i słyszy: nie ma problemu. Czy ktoś z ulicy wchodząc do banku i mówiąc to samo, dostałby taki kredyt?
Trzecia sprawa, prawdopodobnie spółka Srebrna finansuje PiS, zatrudniając osoby, które pracują dla tej partii. Pewnego rodzaju unia personalna. Takie działania są zakazane prawem, ale czy ktoś to udowodnił przez ostatnie 20 lat?
Sprawa czwarta, pan Kaczyński z pozycji członka rady Fundacji rozmawia o biznesie. Prezes PiS, który budował swój wizerunek osoby nie mającej nic wspólnego z biznesem, okazuje się być Don Jarosławem.
W „taśmach Kaczyńskiego” nie widzę nic nowego, to wciąż jest obłudna, cyniczna partia, która mówi: nie zdobywa się władzy dla pieniędzy. Ano właśnie nie, właśnie robią to dla pieniędzy, ponieważ jak nie zdobędą władzy w Warszawie to nie wydadzą sobie zezwoleń.
Rolą opozycji jest nagłaśnianie takich spraw, jak ta opisana dziś w „Gazecie Wyborczej i pokazywanie PiS całościowo jako partii obłudnej. – powiedział „Onet Rano” lider Sojuszu Lewicy Demokratycznej Włodzimierz Czarzasty.

Dziwy po prawej stronie

W roku wyborczym takie dziwne rzeczy się dzieją, np. partie chowają niektóre osoby bądź sprawy. PiS chowa swoich liderów, pan Macierewicz już został schowany, pani Pawłowicz jest już chowana, za chwilę schowany zostanie prezes Kaczyński. Co chowa Platforma? Swoje konserwatywne korzenie. Jeszcze niedawno przewodniczący Schetyna mówił: „dość lewicowych eksperymentów”. Na konwencji PO powiedziano wiele słusznych rzeczy, ale Platforma nie jest, nie będzie i nie zastąpi lewicy.
SLD myśli o wspólnej proeuropejskiej koalicji razem z Nowoczesną, z PSL-em , z PO, ale niech każdy zostanie tam gdzie jest. Niech Platforma Obywatelska pozostanie liberalną partią z konserwatywną kotwicą, lewicę zostawcie SLD – powiedział w programie „Woronicza 17” Wincenty Elsner.

Udają zatroskanych

– Pan prezes Jarosław Kaczyński, jego najbliżsi współpracownicy udają takich zatroskanych o ludzi, udają takich, którzy że gdy rozmowa o pieniądzach, to oni 7 zł od 14,70 nie potrafią odróżnić, a tu w tych rozmowach padają kwoty oszałamiające – powiedział Jerzy Wenderlich w Poranku Radia TOK FM, komentując sprawę „taśm Kaczyńskiego”.
Wiceprzewodniczący SLD dodał, że „rzecz w tym, że kiedy udają zatroskanych o ludzi, zajmują się olbrzymimi biznesami”, tłumacząc, że planowane budynki miały być wyższe niż Pałac Kultury i Nauki w Warszawie. – Ci, którzy udają, że nie stać ich na pastę do butów, zajmują się ogromnymi biznesami, a o rządzeniu, to się potem pomyśli – podkreślił Wenderlich.
– Tu jest rzecz przerażająca, że wygranie wyborów w Warszawie czy innym mieście służyłoby rozstrzygnięciom pozytywnym dla PiS-u tych biznesów, które są tu (na taśmach – red.) opisywane. Nie rozstrzyganiem spraw ludzi, mieszkańców – mówił.

Bigos tygodniowy

Do niedawna kolejna afera PiS pojawiała się co tydzień, ale od poniedziałku rytm uległ przyspieszeniu na codzienny. W poniedziałek CBA zatrzymało pod zarzutami korupcyjnymi młodego ekspomocnika z apteki „Aronia”, którego nazwisko dało początek głośnemu epitetowi „Misiewicze-Pisiewicze”. Sam wybór momentu zatrzymania wygląda jednak na próbę przykrycia niedobrej ewolucji obrazu władzy PiS po zamordowaniu Pawła Adamowicza. Wczoraj natomiast ujawnione zostały przez „GW” „taśmy Kaczyńskiego”, stawiające prezesa PiS w zupełnie nowym świetle. Czy „taśmy Kaczyńskiego” rozpętają aferę o skutkach podobnych do „Sowy i przyjaciół” i czy politycznie pogrążą PiS, to się dopiero okaże.

Kaczor zaskrzeczał po raz pierwszy publicznie od zamordowania Pawła Adamowicza. Określił mord z 13 stycznia jako „nadzwyczajne wydarzenie, które nie powinno mieć miejsca”, choć w polszczyźnie słowo „nadzwyczajne” odnosi się zwyczajowo do spraw pozytywnych. Użył też frazy, że to było „zdarzenie nadzwyczajne, które nie powinno mieć miejsca”. Tak to można by określić sytuację, gdyby Kaczor publicznie narobił w gacie, a nie krwawą zbrodnię.

„Platforma Obywatelska mnie torturowała. Dlatego zginął Adamowicz”. Wcześniej deklarował wyniesienie się z Gdańska do województwa, w którym rządzi PiS i Kaczora – dyktatorem. To pisiorom za mało na motywacja polityczną?

„Człowiek wolności 2018” braci Karnowskich i – pożal się Boże – minister kultury Gliński nie pierwszy już raz odsłonił lichy stan swoich nerwów i wyszedł ze studia RMF FM, bo dziennikarz ośmielił się zadać mu niewygodne pytanie. „Nie da się obronić zachowania Glińskiego. Kolejny już raz reaguje niemal furiacko na niewygodne pytania czy krytykę Ponosi go regularnie. Nie panuje nad emocjami, nie toleruje krytyki, nie ma do siebie najmniejszego dystansu” – napisał nawet dziennikarz prorządowego „Do Rzeczy” Wojciech Wybranowski. Pan – pożal się Boże minister kultury – Gliński nie od wczoraj znany jest z nadmiernej pobudliwości, także przed kamerami i mikrofonami. Powinien zażyć – co najmniej – nervosolu.

PiS strasznie histeryzuje wobec perspektywy nabycia – ujmując rzecz w skrócie – Radia Zet przez George’a Sorosa. Reakcje po stronie władzy są sprzeczne, od buńczucznych pogróżek w stylu, że „nie będzie Soros pluł nam w twarz”, po bezradne rozkładanie rąk, że nic się tu nie da zrobić. Orbánowi udało się wygnać Sorosa z Węgier. Czy Kaczyńskiemu uda się zabronić mu wstępu do ważnego segmentu polskiej radiofonii?

Dominikanin o. Ludwik Wiśniewski został kolejnym szczególnie znienawidzonym wrogiem PiS i ich szczujni. Pobożni Karnowscy aż się gotują ze złości. Ich ksiądz-redaktor Henryk Zieliński powiedział, że przeraził się wyrazu oczu o. Ludwika.

Zabójca Pawła Adamowicza, Stefan W. miał przed wyjściem z ZK w Gdańsku-Przeróbce powiedzieć wychowawcy, że chciałby, aby Kaczyński został dyktatorem. Wariat czy pisowiec? To rzeczywiście – nomen omen – przeróbka.

Resort kultury cały w nerwach. Nerwusowi Glińskiemu sekunduje jego zastępca Sellin, który zaatakował prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka za obwinienie PiS o nagonkę na Pawła Adamowicza. Również zalecam nervosol. Co najmniej.

Niektórzy delegaci opozycji dali się zaprosić Morawieckiemu na spotkanie. Dymisji szefa TVPiS jednak nie uzyskali, więc tylko stracili czas.

Abepe Gądecki powiedział w jednym z mediów, że takich zabójstw jak to w Gdańsku, będzie więcej. Kler wie co mówi. W końcu robi na froncie mowy nienawiści.

Tarczyński doniósł na Nergala do prokuratury za „Jezusa na penisie”. No jasne, Tarczyński jak zwykle z łapą na własnym kroczu, próbuje coś tam wymacać.

Na biurze PiS w Skierniewicach zawieszono kartkę z napisem „Mordercy” i organa ścigania już intensywnie działają, a jakże. Ale już w sprawie wizerunków eurodeputowanych na szubienicach, aktów zgonu prezydentów miast czy kobiet pobitych przez bydlaków z Marszu Niepodległości organa okazały się totalnie nierychliwe.

Ekipa TVPiS wdarła się po chamsku do gdańskiego Ratusza. Czyżby znów awanturny, niechlujny i nietrzeźwy szczuj Sitek?

Elżbieta „Coś tam, coś tam” Kruk z Rady Mediów Narodowych powiedziała, że TVP jest okej. I jeszcze coś tam, coś tam.

A poza wszystkim. Czym jest PiS? Z formalno-prawnego punktu widzenia, to zarejestrowania partia polityczna. Z punktu widzenia społecznego, kulturowego, mentalnego, PiS to zgrupowanie ćwierćinteligencji, katolickiego kołtuna polskiego, tego samego o którym pisali poeci Gałczyński i Tuwim. Naftalina.

Magdalena Adamowicz powiedziała w wywiadzie prasowym, że poprosiła organizatorów poglądów, aby zdjęli jej z oczu nie wiadomo po co przybyłych na pogrzeb jej męża – Dudę, Morawieckiego i Glińskiego. To przecież ich media zaszczuły jej męża, więc nie sposób się jej dziwić.

Jak prezes Kaczyński TVP zrujnował

Bojkot TVP to bojkot noża. Kara należy się nożownikowi.

W przyszłą środę rozpocznie się w Sejmie RP debata nad projektem ustawy, który pozwoli wspomóc TVP i Publiczne Radio ogromną sumą z budżetu państwa – 1,2 mld złotych. W uzasadnieniu ustawy czytamy, że ma być to wyrównanie strat jakie ponoszą media publiczne za zwolnienia licznych obywateli IV RP z opłat abonamentowych.
Nie jest to pierwsze wsparcie narodowo- katolickich mediów ze strony rządzącego PiS. Przed rokiem prorządowe media publiczne dostały podobne wsparcie od rządu, prawie 980 mln zł, też z deficytowego budżetu państwa polskiego.
Jest to też druga próba uchwalenia tej ustawy. W zeszłym tygodniu kierownictwo PiS nakazało marszałkowi Kuchcińskiemu zdjęcie tego punktu z porządku obrad. W ostatniej chwili, po masowej krytyce TVP info za wyjątkowo chamskie komentarze związane z zabójstwem prezydenta Pawła Adamowicza.
Korzystając z powszechnego, społecznego oburzenia na TVP info, politycy PO ogłosili bojkot tego kanału informacyjnego. I wezwali pozostałą opozycję do podobnej reakcji.
Bojkot telewizyjnych programów informacyjnych nie jest czymś nowym. W lipcu 2008 roku do bojkotu programów TVN przystąpili politycy PiS. Wytrwali w nim przez pół roku. Wykorzystali go do scementowania swego elektoratu nienawiścią do „wrogiego, antypolskiego TVN”. A także do organizowania i popularyzowania własnych mediów. Dla PiS tamten bojkot był korzystny.
Podobny cel polityczny ma obecny bojkot polityków PO programów TVP info. Mobilizacja swych wyborców oraz wparcie konkurencyjnych wobec TVP mediów komercyjnych, które regularnie wspierają polityków PO.
Lewica polska nie ma politycznego interesu w bojkotowaniu TVP. Nie ma własnych mediów elektronicznych, które ewentualny bojkot mógłby wesprzeć. Do wszystkich polskich mediów, i tych komercyjnych – liberalnych i tych narodowo- katolickich zapraszana jest wedle bieżącego interesu wydawców i ich dysponentów politycznych. Bojkot TVP info oznaczałby jedynie samo wykluczenie się z tych mediów. Ograniczenie swego potencjału informacyjnego.
Lewica polska nie może też podważać sensu istnienia mediów publicznych. To prawda, że rządzący obecnie PiS, przy pomocy Pawła Kukiza, ukradł społeczeństwu TVP SA i Polskie Radio SA. Zamienił je na media narodowo- katolickie. A ich programy informacyjne i publicystyczne na swoje tuby propagandowe.
Ale to nie oznacza, że lewica polska powinna przyłączać się do wsparcia rujnowania mediów publicznych jako instytucji.
Media publiczne nadal są w Polsce największą, choć tylko potencjalną, instytucją upowszechniania kultury. Żadne prywatne media komercyjne tego ustawowego obowiązku nie mają i mieć nie będą.
Liderzy Platformy Obywatelskiej wielokrotnie kwestionowali potrzebę istnienia mediów publicznych. Postulowali ich prywatyzację. Przejęcie ich misji kulturalno- edukacyjnej przez prywatne media komercyjne.
Dlatego parlamentarzyści PO zawsze bojkotowali próby tworzenia nowoczesnego systemu finansowania mediów publicznych podejmowane przez parlamentarzystów SLD.
Przed 2015 rokiem politycy PiS obiecywali stworzenie takiego stabilnego systemu finansowania mediów publicznych. Pan poseł Krzysztof Czabański, pani posłanka Joanna Lichocka i kilku innych wielokrotnie, publicznie obiecywali uchwalenia takiej ustawy.
Te obietnice skończyły się totalną kompromitacją. Przedstawiane przez parlamentarzystów PiS projekty zastąpienia abonamentu radiowo- telewizyjnego porażały brakami podstawowej wiedzy z zakresu organizacji mediów i zwyczajną nędzą intelektualną.
Skierowani na funkcje prezesów Polskiego Radia i TVP komisarze polityczni doprowadzili te publiczne media do ruiny programowej, intelektualnej i nawet finansowej.
Pan prezesowi Jackowi Kurskiemu nie pomogła nachalna komercjalizacja programu TVP. Nie pomogło disco- polo Wacława Martyniuka ani liczne transmisje zawodów sportowych. Deficyt programowy TVP SA ściga się z narastającym deficytem finansowym tej instytucji.
Dlatego pan prezes Jacek Kurski przejdzie do historii polskich mediów jako ten, który zostawił telewizję publiczną zrujnowaną. Za pełna akceptacją pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który akceptował rujnowanie największej instytucji polskiej kultury, pomimo licznych apelów o zaprzestanie tego procederu.
Ponieważ mamy rok wyborczy, to zdominowany przez PiS polski Sejm dorzuci z deficytowego budżetu państwa postulowany miliard złotych. Na wsparcie mediów narodowo- katolickich, które będą wspierać PiS w najbliższych kampaniach wyborczych.
Pan prezes Jacek Kurski nie ma charyzmy Jurka Owsiaka. Nie może odwołać się do hojności społeczeństwa. Musi żebrać o jałmużnę, o łaskę swego pana prezesa.
PiS rządzić Polską wiecznie nie będzie. Lewica zainicjowała odbudowę Warszawy zrujnowanej przez hitlerowców, to pewnie i zainicjuje odbudowę mediów publicznych zrujnowanych wolą pana prezesa Kaczyńskiego.
Zatem krytykujmy dysponentów mediów publicznych, brońmy potrzeby istnienia takich mediów.

Bigos tygodniowy

Lansowaną przez władzę PiS, jej media oraz kościelnego sojusznika tezę, że zachowały się one taktownie i delikatnie w stosunku do rodziny zamordowanego Pawła Adamowicza można włożyć między bajki. Najpierw gdański abepe Głódź, największa Oliwa w polskim Episkopacie, wbrew rodzinie wziął i uparł się, by wygłosić homilię podczas nabożeństwa pogrzebowego w katedrze. I dopiął swego mimo, że rodzina prosiła o innego homilianta. I zrób coś takiemu ćwokowi, który uprze się, że nie odda płaszcza. I co mu zrobisz? Z kolei „Uchodzący za Prezydenta RP” chciał nie tylko zasiąść w na nabożeństwie żałobnym w pierwszym rzędzie, ale nawet zalecał się – za pośrednictwem Przybocznego Szczerskiego – z możliwością wygłoszenia przemówienia sprzed ołtarza, by robić tam politykę. W tej sprawie wiadoma Kancelaria nawet wydzwaniała do wdowy, ale ta nie chciała z nimi rozmawiać. Rodzina zamordowanego z oferty więc nie skorzystała, a organizatorzy pogrzebu czyli Miasto Gdańsk zdecydowanie zażądali, aby „Uchodzący za Prezydenta RP” z młodym Morawieckim i ministrem – pożal się boże – „kultury” Glińskim zasiedli z tyłu, na wyznaczonych im miejscach. A że postanowili w tej sytuacji nie przeginać, więc położyli uszy po sobie. Po nabożeństwie widać było, że „Uchodzący za Prezydenta RP” szybko uszedł z kościoła jak niepyszny, mimo że lubi po kościołach chodzić. Władza PiS jest tym co się stało, wstrząśnięta, ale nie zmieszana i wylewa krokodyle łzy. Wygląda na to że liczyli na zrewanżowanie się przez rodzinę zamordowanego prezydenta z wdzięczności za ten samolot wysłany po Jego małżonkę do Londynu. Czasem też komuś inteligentnemu inaczej, jak funk z TVPiS Klarenbach, wyrwie się fraza typu „jakie życie, taka śmierć”, odnosząca się do Pawła Adamowicza. Klarenbach później za to na wizji przepraszał, ale tak mętnie i pokrętnie, że żałość i zażenowanie dupę ściskały. Przepraszam za odrobinę „rynsztokowego” języka, ale to „rynsztokiem” sprawa.

Podczas tegoż nabożeństwa żałobnego, dominikanin o. Ludwik Wiśniewski (istny Demostenes) wygłosił ostre słowo, które pisowcy wzięli do siebie, choć żadne ze zdań jego sugestywnej filipiki nie było skierowane przeciw nim expressis verbis. Czyli PiS samo siebie zadenuncjowało, niczym podpalacz, który wraca na miejsce spowodowanego przez siebie pożaru, Pojawił się też kolejny, poza Wiśniewskim i Wojciechem Lemańskim, kandydat na dysydenta w sutannie, ksiądz Stanisław Walczak, którzy ochrzanił Beatę Mazurek za mowę nienawiści. Zaraza w Grenadzie się rozprzestrzenia.

Tydzień otworzyło posiedzenie Sejmu RP. Pierwszym punktem miało być oddanie hołdu tragicznie zmarłemu prezydentowi Gdańska. Niestety, nie wszyscy zdążyli… Prezes nie dał rady: wiek, uraz kolanka etc., ale dlaczego nie dotarła na czas para w pełni zdrowia, Mazurkowa i Terlecki, tego nie wie nikt. No tak, holowali chorego.

Wspomniany wyżej Gliński został laureatem plebiscytu „Człowiek Wolności 2018” tygodnika „Sieci”. Laureatami za 2016 i 2017 zostali Prezes i jego Przyłębska. Można by rzec: wolność złapana w sieci. Można też rzec: jaka wolność, tacy laureaci. Na oficjalnym spędzie z tej okazji, z udziałem m.in. Kaczyńskiego, młodego Morawieckiego i innych ważnych pisowskich oficjeli, Bronisław Wildstein wygłosił coś w rodzaju wstępniaka na tę okazję i przy tej okazji, choć pogrzeb był ledwo kilka dni temu, wylał porcję czarnych ekskrementów na zamordowanego Pawła Adamowicza.

Ponad miliard złotych ma uchwalić PiS na utrzymywanie czołowej pisowskiej szczujni (TVP). Trudno o bardziej bezczelną prowokację i pokazanie oponentom gestu Kozakiewicza, zwłaszcza po gdańskim mordzie.

Ekstowarzyszka Jakubowska Aleksandra nie jest już tylko „pożyteczną…” z doskoku, ale jawnie już współuczestniczy jako komentatorka w telewizyjce-plujce bliźniaków Karnowskich. Szczególnie boli ją walka o prawa kobiet. Konwersja z „Dziennika Telewizyjnego” w PRL do kruchty i nacjonalistycznej reakcji. Już był taki podobny jegomość po 1989 roku. Nazywał się – nomen omen – Klechta. Tylko patrzeć jak Jakubowska przyklepie ślub z Karnowskimi felietonem w wydaniu papierowym.

Jurek Owsiak wycofał się ze swojej pierwszej decyzji i nadal będzie dowodził Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy. Przy okazji złożył do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji skargę na nienawistne „Plastusie” niejakiej Pieli, które TVPiS pokazywała. Jurku! Nie licz na obiektywizm pisowskiej KRRiT kierowanej przez pisowca Kołodziejskiego. Lepiej zrób jak Hanna Gronkiewicz-Waltz i złóż pozew do sądu.

Prezes TVPiS działając zgodnie z zasadą „łapaj złodzieja” i „uderz w stół, a nożyce się odezwą” zapowiada pozwy przeciwko Adamowi Bodnarowi, Wojciechowi Czuchnowskiemu, Krzysztofowi Skibie i Wojciechowi Sadurskiemu, którzy krytykują jego firmę nakręcanie atmosfery nienawiści i szczucie na przeciwników.

A poza tym Polskę spowijał smog, gorszy niż mowa nienawiści…

Słowo zbrodnią się stało

Słuchanie przekazu TVP info i innych rządowych mediów nie należy do przyjemnych.

Czuję się jak idiota, albo że ci propagandziści chcą idiotę ze mnie zrobić. Komentarze odredakcyjne na temat zabójstwa prezydenta Adamowicza sprowadzone jest tylko do relacji: zabójca psychopata – nieudolna ochrona – dzielna policja – prokuratura która zrobi wszystko, by sprawę wyjaśnić. …”Psychopata mógł zabić nawet prezydenta Polski, bo był pod pałacem prezydenckim, choć tego sam pałac nie potwierdza”…. Zabójstwo prezydenta miasta jest więc, być może, mniejszą tragedią. Sam minister Ziorbo o takiej ewentualności w TVP Info zdaje relację co kilkanaście minut.
Nie ma w tych mediach żadnego odniesienia do znamiennych słów ojca Wiśniewskiego, który w trakcie uroczystości pogrzebowej powiedział, „Człowiek budujący swoją karierę na kłamstwie nie może pełnić wysokich funkcji”. Nie wymienił nikogo z nazwiska, ale na prawicy jest takich wielu, szczególnie wyróżnia się jeden. Dla ułatwienia o kogo chodzi dodam, że nie było go na pogrzebie. Nie wspomina się słowem o wyrokach śmierci na polityków, wydawanych przez straż przyboczną PiS-u, o wieszaniu portretów polityków PO na szubienicach.
Europoseł Legutko uważa, że w Polsce starcia polityczne odbywały się w kategorii werbalnej. Tymczasem słowo zbrodnią się stało. Całe wcześniejsze szczucie, wyzywanie, oskarżanie nie miało nic wspólnego z tragicznym wydarzeniem. Nikt tam nie ma prawa powiedzieć, ani pomyśleć, że ta zbrodnia jest kumulacją tych wcześniejszych werbalnych – jak to określił europoseł – walk politycznych.
Refleksja owszem jest. Trzeba bardziej chronić vipów i lepiej organizować masowe imprezy. I to wszystko.
Przypomnę na koniec, że to postsolidarnościowa prawica sprawiała w ostatnich dziesięcioleciach, że część społeczeństwa ma wykrzywione ze złości twarze i życzy współobywatelom, inaczej myślącym, wszystkiego najgorszego z szubienicami włącznie.
Refleksji u wyborców kto sprawił, że jest u nas tylu obywateli kipiących nienawiścią nie widzę. Prawica jest na topie. I wolę, na razie, tego wątku nie rozwijać bo wnioski byłyby nieprzyjemne.