Dezubekizacja na wyborach

Zapowiedziane na 28 czerwca wybory prezydenckie to dzisiaj tak gorący temat, że nawet koronawirus poszedł w odstawkę.

Co prawda liczby nowych przypadków zachorowań dorównują, a nawet przewyższają te z marca i kwietnia, ale to nie powód, aby PiS nie ogłosiło swego wielkiego sukcesu na tym polu. Władza tak ofiarnie walczy z zarazą, że nie liczy się z żadnymi kosztami i od ręki dokonuje milionowych zakupów maseczek, przyłbic i respiratorów w firmach przyjaciół oraz rodziny królika. Oczywiście i tak się okazało, że czas jest najlepszym lekarzem, ale gdyby społeczeństwo zaczęło zgłaszać jakieś wątpliwości, to rząd może je ponownie zamknąć w areszcie domowym i wypuści kiedy zechce.

Teraz jednak nie skala epidemii jest ważna, lecz wyłącznie słupki poparcia poszczególnych kandydatów. O ile wzrost popularności reprezentantów opozycji wzbudza umiarkowane nadzieje ich środowisk, o tyle każdy procent mniej dla Dudy, wywołuje niezwykłą panikę w obozie PiS-u. Jest w nim kilku inteligentnych, chociaż do głębi obłudnych polityków, którzy dobrze rozumieją, jak wielu nieprawości, podłości i zwykłych szalbierstw się dopuścili. Teraz są przerażeni, bo groźba utraty władzy staje się całkiem realna; druga tura jest już pewna, a wówczas o ostatecznym wyniku zdecydują ułamki procenta – podobnie jak przy ostatnich wyborach do Senatu RP.

W tej sytuacji każdy głos jest na wagę złota, więc rządzący z niebywałym tupetem i cynizmem próbują wyciągać swe macki nawet do tych, których niedawno okrutnie skrzywdzili ustawą represyjną, kłamliwie zwaną też „dezubekizacyjną”. Nie jest tu miejsce na wyjaśnianie jak dalece podły i haniebny jest to akt legislacyjny, ale trzeba przypomnieć, że w jego wyniku, nie licząc się z jakimikolwiek regułami prawa, ani ze sprawiedliwością, sprowadzono na skraj wegetacji ponad 40 tysięcy całkowicie niewinnych obywateli RP. Ta grupa wraz z rodzinami to około 150 tysięcy zdeterminowanych wyborców, co stanowi, realnie biorąc, w przybliżeniu 1% całości elektoratu. I tych właśnie ludzi PiS kolejny raz próbuje omamić, a może tylko zdemobilizować, różnymi niejasnymi sugestiami i zwodniczymi sygnałami.

Były wiceminister MSWiA Jarosław Zieliński, jeden z głównych animatorów „dezubekizacji” w ostatnim czasie raczył przyznać publicznie, że akt ten nie jest doskonały i wymaga zmian. Co prawda natychmiast dodał, że na razie jest prawem, więc obowiązuje, ale i tak wywołał zdziwienie wszystkich dobrze pamiętających jego zaangażowanie i bezwzględność w organizowaniu represji.

Również prezes Trybunału Konstytucyjnego, pani mgr. Przyłębska, zdobyła się na zaskakującą uwagę, że wkrótce pokaże całemu światu swą niezależność od rządzącego ugrupowania. Ponieważ zbliża się termin procedowania Trybunału nad ustawą represyjną, więc niektóre osoby odebrały to jako zapowiedź, że przygotowywany wyrok może być krytyczny wobec niektórych jej rozwiązań.

Powyższe wypowiedzi pojawiły się w sferze publicznej, ale ponadto znaleźli się posłowie PiS, którzy w prywatnych rozmowach sugerują, że wkrótce, może za parę miesięcy, niektóre szykany zostaną złagodzone, albo i całkiem zniesione.

Trzeba przyznać, że środowisko represjonowanych, które od prawie czterech lat nie może uzyskać jakichkolwiek uczciwych i prawomocnych wyroków sądowych, każdy pozytywny sygnał odbiera z wielką uwagą. Wielu z nas z racji wieku ma coraz mniejsze szanse doczekania sprawiedliwości i dlatego chwyta się każdej nadziei. Niestety, nadzieje w powyższym wydaniu są całkowicie złudne i w żadnym wypadku nie możemy im ulec.

Przypomnijmy sobie, że Jarosław Zieliński na kongresie PiS w Krakowie w 2009 roku mówił: „Chcę to bardzo wyraźnie podkreślić raz jeszcze. Policjanci, strażacy, funkcjonariusze Straży Granicznej, Biura Ochrony Rządu, Służby Więziennej, zawodowi żołnierze Wojska Polskiego muszą mieć gwarancje, że państwo, któremu służą, dotrzymuje zawartych z nimi umów, wypełnia gwarancje i obietnice deklarowane przy wstępowaniu do służby oraz zapewnia stabilne warunki tej trudnej pracy i należne świadczenia emerytalne po jej wypełnieniu.”. Były to słowa wypowiedziane po uchwaleniu przez Platformę Obywatelską Donalda Tuska pierwszej, odrobinę łagodniejszej ustawy represyjnej. Wielu dotkniętych nią oddało później swój głos na PiS, za co 6 lat później pan minister przygotował znacznie bardziej bezwzględną, okrutną i podłą ustawę „dezubekizacyjną”. Czy ktoś dzisiaj chce jeszcze raz uwierzyć w jego sugestie, że teraz trzeba w niej coś zmienić? Chyba, że jeszcze bardziej zaostrzyć szykany i zabrać nawet te żałosne zasiłki socjalne jakie pozostawiono.

Pani mgr. Przyłębska zapowiada swą niezależność, ale jednocześnie już piąty(!) raz w tym roku zmieniła termin procesu nad Ustawą, cały czas pilnując, aby wydać orzeczenie dopiero po rozstrzygnięciu wyborów prezydenckich. Chyba więc nikt nie powinien mieć wątpliwości, jaki wyrok zapadnie – PiS w żadnym momencie nie popełnia pomyłek i nigdy nie łamie Konstytucji – to najwyżej Konstytucja jest źle napisana, bo przecież najwyższym i niepodważalnym prawem jest wola suwerena, którą zna i ogłasza wyłącznie I Prezes Partii.

Z przykrością trzeba więc powiedzieć, że jakiekolwiek pozytywne sygnały, a zaczynają się one pojawiać na różnych forach internetowych, są wyłącznie dymną zasłoną dla kolejnych podłości szykowanych nam przez PiS. Jedyną naszą szansą jest odsunięcie od władzy tej partii, która nawet gdy mówi nam „Dzień dobry”, to też kłamie.

Wszyscy więc represjonowani, każdy kto ma siły, aby dojść do lokalu wyborczego, musi tam się stawić i oddać swój głos. Jedyną bezwzględnie przyzwoitą i uczciwą formacją polityczną, którą od początku stała po naszej stronie, jest Lewica i wyłącznie głosując na jej kandydata, Roberta Biedronia, możemy mieć pewność, że się nie zawiedziemy. Logika wyborcza jest bezwzględna, więc w drugiej turze także będziemy musieli stawić się przy urnach i poprzeć tego, który będzie rywalizował z A. Dudą – każdy z jego kontrkandydatów wygląda na bardziej uczciwego niż pełen obłudy, frazesów i śmieszności dzisiejszy prezydent RP.

Sondaże wskazują, że przy pełnej mobilizacji opozycji kandydat PiS przegra, co będzie początkiem końca tej formacji politycznej, która cofa naszą Ojczyznę o dziesiątki lat i coraz bardziej oddala od cywilizowanego świata Zachodu. My represjonowani możemy mieć natomiast nadzieję, że pan prezydent Duda przegra nie więcej niż o 1 % – byłoby niezaprzeczalnym dowodem, że na świecie istnieje jeszcze sprawiedliwość, gdyby to właśnie nasze głosy przeważyły szalę wyborów.