Jak PiS podpala Polskę

PiS nie ma większości konstytucyjnej, ale i tak próbuje dokonać nieformalnej zmiany konstytucji według własnych oczekiwań. Na naszych oczach dokonuje reinterpretacji norm konstytucyjnych, wywodzonych z ogólnych przepisów ustawy zasadniczej.

Historia ostro ruszyła z miejsca. Po październikowych wyborach parlamentarnych Polska stała się krajem permanentnego ostrego konfliktu wewnętrznego: między większością pisowską , a opozycją parlamentarną trwa zimna wojna domowa, polegająca na dążeniu PiS per fas et nefas do zmiany ustroju państwa metodą nieformalnych zmian natury konstytucyjnej. PiS nie dysponuje w Sejmie większością konstytucyjną (co najmniej 2/3 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów),mimo wielkiego zaangażowania sił i środków w minionych kampaniach wyborczych.

Zamach na konstytucję

PiS dysponuje w Sejmie samodzielną większością 235 mandatów. Niestety, przewagę tę wykorzystuje do podejmowania działań, których celem w istocie rzeczy jest zmiana ustroju Rzeczypospolitej. Polega to m.in. na zmianie linii propagandowej, dotyczącej samej Konstytucji. Pamiętamy przecież ataki prawicy i kościoła hierarchicznego na jej wartości i przepisy („nie ma w niej Boga”). Pamiętamy również , jak politycy prawicy przy każdej nadarzającej się okazji zapowiadali zmianę konstytucji. Towarzyszyła temu ostra krytyka konstytucyjnych wartości ustrojowych. Do tego typu akcji należy zaliczyć decyzję kuratorki małopolskiej, która spektakularnie zakazała czytania w szkołach (nawet po lekcjach) tekstu Konstytucji, a w szczególności jej uroczystej preambuły. W strukturze małopolskiego systemu edukacji publicznej Konstytucja została uznana za akt wrogi, nie zasługującym na jej upowszechnianie!

Powiało anarchią i grozą (kłania się art. 127 par.1 Kodeksu karnego p.t. Zamach stanu : Kto, mając na celu/…/zmianę przemocą konstytucyjnego ustroju Rzeczypospolitej Polskiej, podejmuje w porozumieniu z innymi osobami działalność zmierzającą do urzeczywistnienia tego celu, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 10, /../”. Powstaje pytanie, czy zakaz czytania Konstytucji w szkołach to już przymus, przemoc, wyciągnięcie „zbrojnego ramienia” prawicy przeciwko obowiązującemu porządkowi konstytucyjnemu III RP, czy tylko taka opinia zabłąkanej kuratorki? Ciekawe, co by orzekł niezawisły sąd?
Jednakże wobec masowej obrony ustawy zasadniczej PiS zmienił swą taktykę: przestał propagandowo atakować samą Konstytucję, natomiast każdą uchwaloną przez siebie ustawę z góry ogłaszał jako „zgodną z Konstytucją”, wspomagając się niedopuszczalną reinterpretacją pojęć konstytucyjnych. Zaczęło się od niepublikowania wyroków Trybunału Konstytucyjnego przez Szydło i Kempę, następnie pod nóż poszła Krajowa Rada Sądownictwa, aby ułatwić PiS zaatakowanie po raz kolejny ustroju Sądu Najwyższego i orzekających tam sędziów.

A tak na marginesie: w ostatnich wywiadach, udzielanych prasie zagranicznej, premier Morawiecki wskazuje na ideowe związki obecnych sędziów z ich „komunistycznymi” mentorami. Swego czasu zastanawiałam się, ilu byłych członków i sympatyków Ligi Republikańskiej, których ideowym przewodnikiem jest znany antykomunista Mariusz Kamiński (mający „piękną kartę opozycyjną”, długo popierany przez PO-PiS). Pod koniec lat 90.w Warszawie krążyły słuchy, że entuzjaści Ligi Republikańskiej wydorośleli i po studiach zasilili organy wymiaru sprawiedliwości. Ale może to nieprawda?

Dla mnie nie ulega wątpliwości, że dziś w Polsce mamy do czynienia z dokonywaniem nieformalnej zmiany Konstytucji, polegającej przede wszystkim na reinterpretacji norm konstytucyjnych, wywodzonych z ogólnych przepisów ustawy zasadniczej. Podam popularny przykład: niedawno Antoni Macierewicz komentował przepis art. 38 Konstytucji, który brzmi: „Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu prawną ochronę życia”. I tyle. Macierewicz, reinterpretując ten przepis dodał: „od poczęcia do naturalnej śmierci, tak jak mówi nasza Konstytucja”. Otóż Konstytucja tak nie mówi, mało tego – jako członek Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego pamiętam, że w intencji ustrojodawcy nie leżała taka interpretacja przepisu art. 38 Konstytucji. Dziś PiS chce zaostrzenia przepisów antyaborcyjnych i przygotowuje do tego ideologiczny grunt. Warto w kontekście tym przypomnieć, że kiedy lewica w II kadencji Sejmu złagodziła przepisy ustawy o dopuszczalności przerywania ciąży, Trybunał Konstytucyjny w składzie z 1997r potrafił „wyinterpretować” nawet z Konstytucji z 1952r. zasady, których w niej nie było i stworzyć prawno-ideologiczną podstawę dla osławionego „kompromisu aborcyjnego”. Nauka nie idzie w las.

Wojna z sądami

15 stycznia 2020 r. toczyła się w Senacie debata dotycząca ustawy kagańcowej. Włączył się w nią na koniec minister pisowskiej sprawiedliwości – Zbigniew Ziobro, który tym razem nie ukrywał, że projekt ustawy jest w istocie rzeczy projektem rządowym, a nie jak według zgłoszenia – poselskim. Prawica omija w ten sposób art. 123 Konstytucji, która – w przypadku projektów ustaw dotyczących ustroju i właściwość władz publicznych – nie dopuszcza możliwości zastosowania trybu pilnego. W takim przypadku prace nad nowymi przepisami muszą się toczyć z uwzględnieniem procedur konsultacyjnych, wyjaśniających, eksperckich. A jak wiadomo – ustawa ta przeszła przez Sejm błyskawicznie. Ziobro, dość cynicznie uzasadniał powód przygotowania „ustawy kagańcowej” (wola zapobieżenia z jednej strony „anarchizacji” sądownictwa, a z drugiej „sędziokracji”). W fazie zadawania pytań bohatersko „opuścił” zaciekawioną izbę i przekazał pałeczkę znanym nam wiceministrom sprawiedliwości, których postawa od dawna poraża gotowością do wtłaczania w system prawny RP największych szalbierstw w historii polskiej myśli prawniczej – z wyłączeniem, co rzecz oczywista, okresu stalinowskiego.

Przy okazji znów się okazało, że Ziobro w styczniu 2020 r. nadal walczy w Polsce z „komunizmem”. W ministerialnym wystąpieniu Ziobry hasło to pojawiało się wyjątkowo często. Posłużyło dwojakim celom: z jednej strony tradycyjnie – za obelgę, której celem są degradacja i poniżenie przeciwnika politycznego, a z drugiej – za słowo-wytrych, które zaświadcza, że hasła „komunizm” i „postkomunizm” obejmują dziś wszystko, co nie leży w obecnym politycznym interesie „zjednoczonej prawicy”. Dzięki prawicowej propagandzie część społeczeństwa polskiego żyje w politycznej fatamorganie, która z jednej strony nasyca przestrzeń publiczną językiem zemsty i nienawiści, a z drugiej – w przemówieniach prawicowych polityków znajduje odległą od rzeczywistości uspakajającą ułudę. Kilka dni temu w Starachowicach, prezes PiS – zagubiony we własnych kompleksach i uprzedzeniach – bredził coś o kolejnym ataku na polską suwerenność i niepodległość. Oczywiście ze strony Unii Europejskiej. Należy się dziwić, że nie ogłosił powszechnej mobilizacji.

Drugim wydarzeniem godnym zapamiętania z 15 stycznia była dyskusja w Parlamencie Europejskim nad projektem rezolucji w sprawie praworządności w Polsce i na Węgrzech. W czasie tej debaty deputowani PiS zademonstrowali swą niezwykłą bojowość, znaną nam z minionych potyczek sejmowych. Na szczęście obyło się bez „zdradzieckich mord” i bez okrzyku o „tych pieniądzach, które nam się po prostu należą”, choć Kempie, Szydło, Brudzińskiemu i dr Jakiemu złości nie brakowało. Na tle innych ich wystąpienia raziły stylem i poziomem, a także budziły żal, że Polska – kraj pełen mądrych, pięknych duchowo ludzi, w PE ma i taką reprezentację. Patrzyłam na „te krzyczące”, słuchałam i chwilami było mi zwyczajnie wstyd: oto w 2020 r. objawił się Europie polski zaścianek – ciemny, ciasny, krzykliwy, pełen zacietrzewienia.

Klimat wystąpień polityków PiS skojarzył mi się tego dnia ze sceną, opisaną w VII księdze Mickiewiczowskiego „Pana Tadeusza”, w której szlachta zaściankowa naradzała się w sprawie zajazdu (napaści) na Soplicowo. Wśród radzących był Maciek „ochrzczony Kropicielem”, od wielkiej maczugi, którą z sobą nosił (zwanej przewrotnie Rózeczką ).
„Zabrał głos, wymawiając z wolna każde słowo
Z przestankiem i przyciskiem: „A głupi! A głupi!
A głupi wy! /../To póki o wskrzeszeniu Polski była rada,
O dobru pospolitym, głupi, u was zwada?
Nie można było, głupi, ani się rozmówić,
Głupi, ani porządku, ani postanowić /../ Precz stąd, bo jakem Maciek …”i.t.d
Przydał by się nam dziś taki Kropiciel, który wobec wszystkich tak obradujących, jak niegdyś litewski zaścianek , umiał zawołać „A głupi wy!” Dla porządku przypomnę, że „Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie” pisany był przez wieszcza w latach 1832-1834.

Po przyjęciu przez Parlament Europejski rezolucji w sprawie praworządności w Polsce i na Węgrzech (446 głosów za, 178 przeciw, 41 wstrzymujących się), w czasie kampanijnych wystąpień rozgrzewał się własnymi słowami Andrzej Duda. Stroił przy tym – jak zwykle – groźne miny oburzonego wojownika, co robiło dość groteskowe wrażenie.

Zauważyłam jednak ze zgrozą, że w czasie podróży wyborczej Dudy część z tych teatralnych, szczujących wystąpień wygłaszana jest w obecności uczniów z miejscowych szkół: czyżby śpiewające Koła Gospodyń Wiejskich już nie wystarczały?

Polską prawicę charakteryzuje nie tylko brak kompetencji europejskich, ale również brak zdolności do życia we wspólnocie narodowej, z natury rzeczy zróżnicowanej, składającej się z grup społecznych, mających różne doświadczenia, różne potrzeby, talenty i perspektywy rozwojowe, różne poglądy polityczne i światopogląd.

Zabójczy antykomunizm

W kontekście tej refleksji zastanawiam się nad momentem, w którym ta nasza III RP zaczęła się wyraźnie sypać? Okupiona na początku licznymi wyrzeczeniami ludzi pracy najemnej, którzy w okresie przemian ustrojowych płacili bezrobociem, utratą pozycji społecznej i pewności jutra. Na naszych oczach padały bezgłośnie twierdze wielkoprzemysłowej klasy robotniczej, górę brał doktryner, ksiądz, złodziej i cwaniak. W sferze polityczno-historycznej delegalizowano wysiłek kilku dziesiątek lat ludzi najemnej, inteligencji, twórców . Z woli nowych zwycięzców nie mieli racji i tak też ich traktowano. Paradoksem historii było, że chłoporobotnik Lech Wałęsa w dniu swego prezydenckiego zaprzysiężenia w 1990 r. to z rąk Ryszarda Kaczorowskiego przejął insygnia władzy prezydenckiej II RP! Nie chciał mieć nic wspólnego z państwem robotników i chłopów, czyli z PRL. Kilka lat później, w 1997 r., namawiał do odrzucenia w referendum nowej Konstytucji, bo bardziej podobał mu się system prezydencki. Dziś nie zdejmuje koszulki z napisem KONSTYTUCJA. Chichot historii.

Komentował to już dawno prof. Andrzej Walicki w wywiadzie dla lewicowego „Przeglądu” w 2013 r.: ”Nowa państwowość określiła się jako bezpośrednia kontynuatorka Polski sanacyjnej, Polska symbolicznie wróciła do 1939 r., redukując PRL do czarnej dziury w dziejach narodu /…/ III RP od początku budowano na fundamencie antykomunizmu, nadając jej charakter prawicowo-konserwatywny. Odrzucano ideę pojednania narodowego bliską liberalnej demokracji”.

I choć Aleksander Kwaśniewski w 1995r próbował to zmienić swymi hasłami wyborczymi „Wybierzmy przyszłość” i „Wspólna Polska”, to nowe elity takiej Polski nie chciały. One w dalszym ciągu żywiły się antykomunizmem i na tym gruncie pogłębiały podziały społeczne. Nic dziwnego, że ludzie przestali ufać politykom, przestali ufać sobie, a solidarnościowe elity wyciszały niezadowolenie ludzi ogłupiającym wzmożeniem religijnym i kultem Jana Pawła II. W kontekst ten wpisuje się pamiętne stwierdzenie Ewy Milewicz na łamach „Gazety Wyborczej”, że SLD wolno mniej. Jako polityk tej partii zadawałam sobie wówczas pytanie, w takim razie komu wolno więcej? Dlaczego „Gazeta Wyborcza” ludziom takim, jak ja, wyznacza miejsce w szeregu? Dlaczego ja w Polsce nie mogę mieć racji?

Później mieliśmy „aferę Rywina”, która wstrząsnęła systemem politycznym III RP, zadając mu ciosy nie do odrobienia. Dziś okazuje się także, że chroniony przez wolne media wizerunek papieża , który w czasie swych pielgrzymek po Polsce zbierał nieprzebrane tłumy, okazuje się rdzewieć. Papież Polak nie zmienił oblicza „tej ziemi” tak, aby uchronić ją od przestępstw seksualnych księży, nie dostrzegał głębokiej demoralizacji kleru, począwszy od Marciala Maciela Delgolado, na księdzu Jankowskim skończywszy. Nie przestrzegał swoich gorących wyznawców przed sięganiem po kłamstwo, które jest dziś wszechobecne w polityce polskiej.
Dziś elity III RP mogą odetchnąć: mamy w końcu rządy tych, którym zawsze wolno było więcej. Przyglądam się temu, co wyczynia z polskim wymiarem sprawiedliwości Z.Ziobro i trójka jego wiceministrów („zespół mały, ale zgrany”). Znów wieje grozą. Obawiam się, że nawet perspektywa wywołania w kraju rozruchów nie przyhamowałaby jego ustrojowego awanturnictwa. Pamiętam przecież, jak paskudnie zareagował z trybuny sejmowej na śmierć Barbary Blidy, w kilka godzin po jej tragicznej śmierci, wywołanej próbą spektakularnego zatrzymania jej przez policję i prokuraturę w rodzinnym domu w Świętochłowicach. Pamiętam również, że wśród przedstawicieli nowych elit znajdują się i tacy, zdaniem których zmiana ustroju państwa nie przypieczętowana krwią przegranych, nie świadczy o wybraniu drogi właściwej.

Zakłamana historia

Dlaczego tak właśnie sądzę? Bo zwracam uwagę na tradycje, które na oczach wszystkich kultywuje rządząca pisowska oligarchia: kult „żołnierzy wyklętych” (czyli Łupaszki, Ognia i im podobnych), czyli kult nawiązujący do czasów, w których Polak strzelał do Polaka. Przypomnę tylko, że po zakończeniu II wojny światowej do 1948 r w wojnie bratobójczej zginęło jeszcze 100 tys. ludzi! Premier składa też wieniec na grobie członków Brygady Świętokrzyskiej, którzy z Polski uciekali razem z hitlerowcami. Mówi, że w 1968 r. Polski nie było, a jednocześnie nawiązuje do czasów, w których na polskich uniwersytetach działali antysemiccy pałkarze, a władze państwowe wprowadzały na uczelniach numerus clausus.

Nie podobają mi się kłamstwa Morawieckiego, podobnie, jak nie podobają mi się kłamstwa Putina, który dopiero co święcił tryumfy w Jerozolimie (swoją drogą – jak te autorytaryzmy są do siebie podobne). Obserwowałam przebieg uroczystości w Jerozolimie, w czasie których przemawiali ważni na świecie politycy. Na podium, uroczystościom towarzyszyła również orkiestra, podkreślając muzyką nastrój doniosłego wydarzenia. A mnie przypominał się wówczas musical„Skrzypek na dachu” i zapisana w nim historia pogromów, organizowanych jeszcze w carskiej Rosji przez lokalnych policmajstrów. W każdym razie Anatewkę przymusowo opuszczali Żydzi, pełni rozpaczy i żalu…. Szkoda, że Mosze Kantor nie zatroszczył się o przypomnienie w czasie tej uroczystości motywów muzycznych musicalu, znanego na całym świecie.

Putin na temat Polski kłamie, aby zamazać wydźwięk i skutki układu Mołotow-Ribbentrop oraz uwznioślić wojenną ofiarę własnego narodu. Morawiecki kłamie, aby część narodu polskiego pozbawić historii, honoru i szacunku. Trzeba było dopiero niesprawiedliwej dla nas wymowy przemówienia Putina na uroczystości w Jerozolimie, abypPrezydent Duda powiedział, że w czasie II wojny światowej żołnierze polscy bili się o naszą niepodległość na różnych frontach, a na Berlin szli i ginęli razem z żołnierzami Armii Czerwonej. Szkoda, że Prezydent RP nie zareagował, jak polityczna hołota niszczyła warszawski pomnik generała Zygmunta Berlinga.

W nowy rok – 2020 – rządy prawicy przeniosły wszystkie nie rozwiązane polskie problemy.

Poczta zamyka usta pracownikom

Poczta Polska postanowiła wprowadzić cenzurę i zakazać swoim pracownikom jakiejkolwiek aktywności medialnej.

Kilka miesięcy temu Poczta zwolniła dyscyplinarnie przewodniczącego Wolnego Związku Zawodowego Pracowników Poczty, Piotra Moniuszki za wpis na Facebooku. Lider związku napisał, że firmie grozi upadłość. Kilka tygodni później rządowe Centrum Analiz Strategicznych przyznało, że spółce grozi utrata płynności, jednak Moniuszki nie przywrócono do pracy.
Zarząd Poczty najwyraźniej jednak przestraszył się krytycznych wypowiedzi działaczy związkowych i postanowił wprowadzić całkowity zakaz wystąpień medialnych dla wszystkich pracowników firmy.
Tylko rzecznik porozmawia
Kilka dni temu Poczta rozesłała do swoich pracowników komunikat, w którym stanowczo sprzeciwia się ich wystąpieniom medialnym bez zgody spółki. „Przypominam, że wszelkie aktywności medialne pracowników Poczty Polskiej mogą odbywać się jedynie po otrzymaniu zgody rzecznika prasowego Pani Justyny Siwek lub Pana Grzegorza Warchoła. Dotyczy to udzielania wywiadów, organizacji spotkań z mediami, udziału w konferencjach prasowych organizowanych przez inne organizacje oraz wszelkich wystąpień, które mogą mieć wydźwięk medialny (np. konferencje branżowe)”.
Jednocześnie przedstawicielka władz firmy zasugerowała, że o ważnych dla pracowników sprawach będzie wypowiadał się zarząd firmy, który sam oceni, które problemy nagłośnić, a które zataić. Firma też dała do zrozumienia pracownikom, że musi znać wszystkie plany działań załogi. „Proszę o przekazywanie wszelkich informacji i planów działań, które moglibyśmy wykorzystać w komunikacji wewnętrznej i zewnętrznej. Istotne są sprawy strategiczne, nowe przedsięwzięcia, ale także wydarzenia regionalne i lokalne” – czytamy w piśmie, które otrzymali pracownicy Poczty na Podlasiu.
Sprzeczne z konstytucją
Pismo rozpowszechniane przez Pocztę Polską nie tylko stanowi próbę zastraszenia pracowników firmy i zamknięcia im ust, ale jest też sprzeczne z Konstytucją RP. Zgodnie z art. 54 ustawy zasadniczej . „Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji”. Władze Poczty nie mają więc prawa zakazywać działalności medialnej swoim pracownikom. Nie ma też takich zapisów w ich umowach o pracę. To zwykła cenzura, której celem jest prewencyjne zabezpieczenie się pracodawcy przed ewentualną krytyką.
Pod tym względem pismo Poczty stoi również w sprzeczności z art. 12 Konstytucji, w którym czytamy, że „Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność tworzenia i działania związków zawodowych”. Trudno sobie wyobrazić działalność organizacji związkowej, która każdy swój komunikat konsultuje z zarządem firmy i która pyta go o zgodę na nagłośnienie wiedzy na temat patologii mających miejsce w przedsiębiorstwie.

W Chile protesty nie ustają

Szósty tydzień społecznych protestów przeciwko neoliberalizmowi w Chile rozpoczął się 70-tysięczną manifestacją w Santiago.

Pomimo paktu zawartego pomiędzy parlamentarną opozycją i obozem rządzącym, którego wynikiem jest ogłoszenie na wiosnę 2020 roku plebiscytu w sprawie zmiany konstytucji, “ulica” nie odpuszcza i odrzuca układy zawarte pomiędzy elitą polityczną, za plecami ludu.

Samo porozumienie wywołało spory na samej opozycji politycznej. Ponad 70 członków partii Convergencia Social, wchodzącej w skład lewicowej koalicji Frente Amplio, odeszło z partyjnych szeregów w ramach protestu przeciwko paktowi z rządowym, który podpisało FA. Jedna z liderek koalicji, Beatriz Sánchez została natomiast osaczona przez manifestujących i okrzyknięta zdrajczynią, omal nie doszło do rękoczynów. Wygwizdana polityczka musiała salwować się ucieczką otoczona swoimi współpracownikami.
Główne zarzuty przeciwko paktowi to odłożenie referendum w czasie o niemal pół roku oraz niekorzystne warunki konieczne do zatwierdzenia przyszłej konstytucji. Sam fakt paktowania z rządem, oskarżonym o rażące łamanie praw człowieka, jest uznawany za zdradę. Co prawda od samego początku protesty wymierzone były w całą klasę polityczną i nie pokładano nadziei w partiach opozycyjnych, jednak Frente Amplio, świeża lewicowa koalicja zasiadająca w parlamencie było przez komentatorów oceniania jako to ugrupowanie, które może najwięcej zyskać w przyszłych wyborach. Dziś, po strzale we własne kolano jakiego dokonało FA, nie jest to już takie pewne.
Z drugiej strony, w pierwszych dniach po ogłoszeniu paktu badania wskazywały, że aż 68 proc.respondentów ocenia pozytywnie porozumienie parlamentarne, zaś 28 proc. ocenia je źle. Nowej konstytucji żąda aż 82 proc. obywateli i obywatelek. Co ciekawe, jeśli elektorat lewicowy woła o nową konstytucję praktycznie jednomyślnie (98 proc. wskazań „za”), to chce jej również nieco ponad połowa prawicowych wyborców (dokładnie 55 proc.). Jeśli chodzi o ciało, które miałby podjąć się napisania nowej konstytucji, to 60 proc. uważa, że powinno ono się składać wyłącznie z delegatów społecznych. 35 proc. respondentów jest zdania, że lepszym rozwiązaniem będzie, gdy do takiego organu wejdzie po połowie z przedstawicieli społecznych i parlamentarzystów. Sytuacja jest jednak dynamiczna i niewątpliwie może wpływać na wynik sondaży społecznych.
Kilka dni temu, 20 listopada, odbył się kolejny strajk generalny paraliżujący cały kraj. W tym buncie nie chodzi bowiem jedynie o samą konstytucję, lecz o zmianę całego neoliberalnego systemu społeczno-politycznego i reformę szeregu usług publicznych, które obecnie spoczywają w prywatnych rękach. Pomimo więc w pierwszym odruchu całkiem sporej akceptacji dla parlamentarnego paktu, traktowanej raczej jako sukces protestów społecznych, społeczeństwo nie ma zamiaru się rozchodzić do domów.
Kilka dni temu w jej własnym mieszkaniu odnaleziono ciało Albertiny Martínez, niezależnej fotografki, która aktywnie brała udział w manifestacjach i dokumentowała przemoc policyjną wymierzoną w dziennikarki. Jest niemal pewne, że została zamordowana. Uczczono jej pamięć zapalając świeczki pod jej domem i żądając pilnego śledztwa.

Konstytucja

Żyjemy w kraju, gdzie organ Rzecznika Praw Obywatelskich traktowany jest jako zło konieczne.

Na wstępie pozwolę sobie wspomnieć o jednej z bardziej trafionych wypowiedzi posła PiS, który to po zapoznaniu się z ostatnim raportem RPO słusznie stwierdził, że on i Adam Bodnar żyją w dwóch równoległych światach. Jak najbardziej się z nim zgadzam. Co więcej, odległość między światem zgodnym z Konstytucją, a tym, gdzie Konstytucja i tym samym prawa obywatelskie są ignorowane, powiększa się w zastraszającym tempie.
Należy zaznaczyć jednak jedną rzecz, która wciąż umyka, obserwując zdarzenia, które miały miejsce chociażby na ostatnim posiedzeniu sejmu. Rzecznik Praw Obywatelskich to organ. Niezawisły i niezależny od innych organów państwowych. Zgodnie z zapisami w Konstytucji stoi na straży wolności, praw człowieka i obywatela. Reprezentuje więc obywateli. To nie Adam Bodnar wydaje się więc niewygodnym przeciwnikiem prawicy, ale obywatele i ich prawa.
Co raz bardziej rażące próby ustanowienia nowych zasad rozumienia wolności i sprawiedliwości powinny więc zaangażować do działania każdego z obywateli. Również tego, który deklaruje absolutną separację od polityki. Prawa człowieka i to, kto stanie w jego obronie to już bowiem nie tylko polityka. To odpowiedzialność każdego człowieka za przyszłość pokoleń i za świat w którym będą żyły.
Dlatego tym bardziej niepokojące są jawne i już w żaden sposób nieskrywane zamiary prawicy o zmianie Konstytucji RP. Modyfikacji jej zapisów mieliby podjąć się ludzie, którzy pod pretekstem ochrony narodu polskiego niszczą jego pojedyncze, niewygodne dla swojej wizji państwa jednostki – obywateli. Ten najważniejszy akt prawny Rzeczypospolitej Polskiej przyjęty w ogólnopolskim referendum może zostać więc zmieniony przez ludzi, którym wyjątkowo ciężko zrozumieć założenia wolności i praworządności.
Założenie, że Konstytucja RP jest matką wszystkich ustaw i że one wszystkie powinny być z nią zgodne właściwie przestało mieć miejsce. W jednym ze światów funkcjonuje Konstytucja, w drugim, ludzie którzy tworzą ustawy. To właśnie nic innego jak konsekwentne odsuwanie się od tego najważniejszego dla RP aktu prawnego przyczynia się do coraz większych zaniechań w przestrzeganiu praw do wolności sumienia i wyznania czy po prostu do poczucia bezpieczeństwa prawnego.
Mając na uwadze, że Konstytucja została zbudowana w sposób absolutnie sensowny i logiczny, powinna być rozpatrywana jako całość, tak jak została uchwalona. Nie tylko Preambuła, ale wszystkie jej rozdziały zawierają kluczowe zasady dla zgodnego i po prostu szczęśliwego funkcjonowania każdego z obywateli zarówno w wymiarze osobistym jak też zawodowym. Właśnie dlatego, każdy z nich powinien się z nią zapoznać. Należy pamiętać, że treść zamieszczona w Konstytucji tworzona była nie w pośpiechu czy pod jakąkolwiek presją, ale w czasie sześciu bardzo pracowitych lat. Wszelkie zapisy w niej zawarte, w drodze konsensusu uzgadniała specjalnie utworzona w tym celu Komisja Konstytucyjna, której jednym z przedstawicieli był ówczesny poseł Aleksander Kwaśniewski.
Konstytucja to wszystko co mamy, aby czuć się bezpiecznie jak również czuć pewność, że jako państwo posiadamy dokument, który zda egzamin w najbardziej trudnym momencie historii, jak zadziało się to chociażby podczas katastrofy smoleńskiej.
Konstytucja RP została przyjęta przez ludzi szanujących wolność każdego z obywateli. Nie można więc dopuszczać, aby ta ustawa zasadnicza była w jakikolwiek sposób naruszana, a jej zapisy mogłyby podlegać dyskusjom czy być omijane podczas tworzenia nowych zasad kierowania państwem.
Tylko wolny od doktryn człowiek może rozwinąć skrzydła i bez nacisku z góry wybrać najlepszą dla siebie drogę. Przez takich właśnie ludzi została przyjęta Konstytucja RP. Tym bardziej znaczące jest dla mnie poparcie mojej osoby przez Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, który podpisał ten najważniejszy dla Rzeczypospolitej akt prawny.
Zapraszam teraz do obejrzenia mojego najnowszego video. Jest to możliwe poprzez zeskanowanie poniższego kodu QR:

Konstytucja

Żyjemy w kraju, gdzie organ Rzecznika Praw Obywatelskich
traktowany jest jako zło konieczne.

Na wstępie pozwolę sobie wspomnieć o jednej z bardziej trafionych wypowiedzi posła PiS, który to po zapoznaniu się z ostatnim raportem RPO słusznie stwierdził, że on i Adam Bodnar żyją w dwóch równoległych światach. Jak najbardziej się z nim zgadzam. Co więcej, odległość między światem zgodnym z Konstytucją, a tym, gdzie Konstytucja i tym samym prawa obywatelskie są ignorowane, powiększa się w zastraszającym tempie.
Należy zaznaczyć jednak jedną rzecz, która wciąż umyka, obserwując zdarzenia, które miały miejsce chociażby na ostatnim posiedzeniu sejmu. Rzecznik Praw Obywatelskich to organ. Niezawisły i niezależny od innych organów państwowych. Zgodnie z zapisami w Konstytucji stoi na straży wolności, praw człowieka i obywatela. Reprezentuje więc obywateli. To nie Adam Bodnar wydaje się więc niewygodnym przeciwnikiem prawicy, ale obywatele i ich prawa.
Co raz bardziej rażące próby ustanowienia nowych zasad rozumienia wolności i sprawiedliwości powinny więc zaangażować do działania każdego z obywateli. Również tego, który deklaruje absolutną separację od polityki. Prawa człowieka i to, kto stanie w jego obronie to już bowiem nie tylko polityka. To odpowiedzialność każdego człowieka za przyszłość pokoleń i za świat w którym będą żyły.
Dlatego tym bardziej niepokojące są jawne i już w żaden sposób nieskrywane zamiary prawicy o zmianie Konstytucji RP. Modyfikacji jej zapisów mieliby podjąć się ludzie, którzy pod pretekstem ochrony narodu polskiego niszczą jego pojedyncze, niewygodne dla swojej wizji państwa jednostki – obywateli. Ten najważniejszy akt prawny Rzeczypospolitej Polskiej przyjęty w ogólnopolskim referendum może zostać więc zmieniony przez ludzi, którym wyjątkowo ciężko zrozumieć założenia wolności i praworządności.
Założenie, że Konstytucja RP jest matką wszystkich ustaw i że one wszystkie powinny być z nią zgodne właściwie przestało mieć miejsce. W jednym ze światów funkcjonuje Konstytucja, w drugim, ludzie którzy tworzą ustawy. To właśnie nic innego jak konsekwentne odsuwanie się od tego najważniejszego dla RP aktu prawnego przyczynia się do coraz większych zaniechań w przestrzeganiu praw do wolności sumienia i wyznania czy po prostu do poczucia bezpieczeństwa prawnego.
Mając na uwadze, że Konstytucja została zbudowana w sposób absolutnie sensowny i logiczny, powinna być rozpatrywana jako całość, tak jak została uchwalona. Nie tylko Preambuła, ale wszystkie jej rozdziały zawierają kluczowe zasady dla zgodnego i po prostu szczęśliwego funkcjonowania każdego z obywateli zarówno w wymiarze osobistym jak też zawodowym. Właśnie dlatego, każdy z nich powinien się z nią zapoznać. Należy pamiętać, że treść zamieszczona w Konstytucji tworzona była nie w pośpiechu czy pod jakąkolwiek presją, ale w czasie sześciu bardzo pracowitych lat. Wszelkie zapisy w niej zawarte, w drodze konsensusu uzgadniała specjalnie utworzona w tym celu Komisja Konstytucyjna, której jednym z przedstawicieli był ówczesny poseł Aleksander Kwaśniewski.
Konstytucja to wszystko co mamy, aby czuć się bezpiecznie jak również czuć pewność, że jako państwo posiadamy dokument, który zda egzamin w najbardziej trudnym momencie historii, jak zadziało się to chociażby podczas katastrofy smoleńskiej.
Konstytucja RP została przyjęta przez ludzi szanujących wolność każdego z obywateli. Nie można więc dopuszczać, aby ta ustawa zasadnicza była w jakikolwiek sposób naruszana, a jej zapisy mogłyby podlegać dyskusjom czy być omijane podczas tworzenia nowych zasad kierowania państwem.
Tylko wolny od doktryn człowiek może rozwinąć skrzydła i bez nacisku z góry wybrać najlepszą dla siebie drogę. Przez takich właśnie ludzi została przyjęta Konstytucja RP. Tym bardziej znaczące jest dla mnie poparcie mojej osoby przez Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, który podpisał ten najważniejszy dla Rzeczypospolitej akt prawny.
Zapraszam teraz do obejrzenia mojego najnowszego video. Jest to możliwe poprzez zeskanowanie poniższego kodu QR:

Rewolucja konstytucyjna

Zamiarem i celem rewolucji konstytucyjnej jest stworzenie w ramach mechanizmu społecznego i politycznego możliwości wyegzekwowanie przez społeczeństwo zapisów Konstytucji RP z 1997 roku, która obowiązuje aktualnie, a została przyjęta w referendum i podpisana przez prezydenta przy poparciu wszystkich głównych sił politycznych w Polsce.

Społeczeństwo jako suweren ma do tego prawo, a w sytuacji nadzwyczajnej obowiązek, aby Konstytucji strzec i walczyć o jej wykonywanie w życiu kraju i narodu.
Nie jest celem rewolucji konstytucyjnej pogrzebanie czy zmiana starej Konstytucji, jak niektórzy twierdzą nieaktualnej i sprzecznej z interesem narodowym. Jeżeli jest rzeczywiście taka potrzeba i do takiego wniosku dojdą w przeważającej większości siły polityczne w Polsce, to po to, aby przyjąć i uchwalić nową Konstytucję należy rozliczyć się przed narodem z wykonania dotychczasowej i jej nieprzystawalności do nowych założeń i wyzwań, jakie stoją przed Polską. Tymczasem mamy do czynienia z sytuacją, że wszystkie, szczególnie ostatnio zgłoszone projekty i propozycje zmian zmierzają do przykrycia zaniechań i świadomych działań antykonstytucyjnych w okresach wcześniejszych i aktualnie. Działania takie stanowią złamanie prawa i przede wszystkim winny być ścigane w określonym trybie.
Warto przypomnieć, że w okresie 22 lat obowiązywania aktualnej Konstytucji czołowe funkcje państwowe sprawowali praktycznie przedstawiciele wszystkich głównych nurtów politycznych obecnych w Polsce. Prezydentami Polski byli w tym czasie: Aleksander Kwaśniewski (1995-2005), Lech Kaczyński (2005-2010), Bronisław Komorowski (2010-2015) i aktualnie Andrzej Duda (od 2015 roku). Przedstawicielami koalicji rządzących z funkcją premiera byli: Jerzy Buzek (1997-2001), Leszek Miller (2001-2004), Marek Belka (2004-2005), Kazimierz Marcinkiewicz (2005-2006), Jarosław Kaczyński (2006-2007), Donald Tusk (2007-2014), Ewa Kopacz (2014-2015), Beata Szydło (2015-2017) i Mateusz Morawiecki (2017- ). Wszystkie wymienione osoby uczestniczyły w realizacji zapisów Konstytucji i ponoszą mniejszą lub większą konstytucyjną odpowiedzialność za aktualny stan państwa.
Trzeba zwrócić uwagę, że Państwo Polskie staje się w ostatnich latach coraz mniej wydolne, ma poważne trudności w rozwiązywaniu problemów wewnętrznych (politycznych, społecznych i gospodarczych) oraz zewnętrznych, jak samodzielne zapewnienie bezpieczeństwa narodowi, szczególnie przy komplikującej się sytuacji globalnej. Jeżeli Konstytucja z 1997 roku w momencie przyjęcia zadawalała i uzyskała poparcie większości sił politycznych i narodu, to można domniemywać, że trudności, na jakie aktualnie napotykają kolejne ekipy władzy, wynikają w znacznej części z nierespektowania podstawowych jej zapisów lub też ich świadomego omijania. Skutkuje to coraz brutalniejszą walką polityczną wewnątrz kraju i trwałym spadkiem poparcia społecznego dla wszelkich form polityki.
Ostatnie wybory parlamentarne w 2015 roku potwierdziły zjawisko narastającej absencji wyborczej, co można rozumieć jako zaprzepaszczenie w polskiej demokracji szansy zbudowania społeczeństwa obywatelskiego. Obywatele stają się wyłącznie konsumentami i coraz słabiej identyfikują się z Państwem Polskim. Na trwałe już w ostatniej kadencji debata publiczna przeniosła się z Sejmu i Senatu na ulice, co świadczy o wątpliwej skali reprezentacji przez polski system parlamentarny coraz bardziej zróżnicowanych interesów społecznych i politycznych zatomizowanego społeczeństwa. Dyktuje to rozważenie zmiany ordynacji wyborczej.
Zbliżają się wybory parlamentarne. W wyniku nadzwyczajnego splotu zdarzeń i tendencji politycznych przeformułowuje się scena polityczna. Powstała m.in. koalicja Lewica, która obejmuje dość szerokie kręgi związane z partiami i ugrupowaniami polskiej lewicy. Sytuacja ta po części wymuszona splotem wydarzeń, po części marzeniami wielu kręgów lewicy na przykład socjalistów, aby powrócić do Sejmu i Senatu, i rozpocząć w Polsce reformy na miarę odrodzenia narodowego. W ostatnich latach nastąpiło bowiem niekorzystne dla rozwoju zapętlenie głównych sił rządzących po prawej stronie sceny politycznej. Wewnętrzny kryzys, który objął elity postsolidarnościowe będące zwycięzcą politycznych zmagań wiele lat temu, dziś nie rokuje żadnych nadziei dla możliwości wyartykułowania ogólnonarodowego programu rozwoju, będącego przedmiotem wspólnej troski i nadzieją dla większości Polaków.
Społeczeństwo jest podzielone, przy czym wydaje się, że oś podziału przebiega według wyznaczników cywilizacyjnych, nie zaś ideowych, czy światopoglądowych, choć odgrywają one też pewną rolę. Podział ten nastąpił w związku z brakiem równowagi w układzie sceny politycznej, powszechnego populizmu i wystąpienia nieuprawnionych działań szeregu instytucji państwowych, które realizują wyłącznie politykę koalicji rządzącej, nie biorąc pod uwagę zasad konstytucyjnych, czy obyczaju demokratycznego uznającego prawa mniejszości, a także szkód społecznych, jakie niesie za sobą nierozważne używanie do walki politycznej z opozycją mediów publicznych i takich instytucji jak np. IPN.
Jest na tle rozwijającego się w Polsce konfliktu bardzo poważny problem rozumienia przez rządzące grupy polityczne, trudno je bowiem nazywać elitami, takich kategorii jak interes narodowy i racja stanu. Rażącym przykładem niekompetencji i braku rozumienia naszego usytuowania w świecie jest sprawa stosunku do Polski Ludowej.
Mamy do czynienia z konsekwentną eliminacją tego okresu historycznego z pamięci narodowej, międzynarodowego systemu prawnego i dorobku sojuszy, szczególnie w gronie tzw. państw niezaangażowanych. Niesie to ogromne szkody dla autorytetu naszego państwa na arenie międzynarodowej i gospodarki. Trzeba dla porządku przypomnieć, że Republika Federalna Niemiec wzięła na siebie ciężar odpowiedzialności za zbrodnie i zobowiązania III Rzeszy Niemieckiej. Podobnie Federacja Rosyjska uznaje ciągłość państwa rosyjskiego i zobowiązania jakie pozostały po ZSRR.
Trudno się dziwić więc, że na Polskę spadają nieprzyjazne odniesienia ze strony wielu państw w sprawie np. odszkodowań i reparacji wojennych. Trudno się też dziwić w związku z tym, że 80. rocznicę wybuchu II wojny światowej obchodzić będziemy głównie w gronie byłych sojuszników Hitlera, a w małym stopniu w gronie przedstawicieli koalicji antyhitlerowskiej. Trudno się dziwić… ale społeczeństwo tego nie zrozumie.
Polska ma wspaniałą historię, szczególnie walki o odzyskanie niepodległości w 1918 roku. Zarówno po prawej, jak i lewej stronie sceny politycznej Polski stali wybitni politycy, mężowie stanu, znani i uznani jako wielcy patrioci, ale również ludzie o nieskazitelnych życiorysach i cechach charakteru. Nie można nie przypomnieć tutaj Piłsudskiego, Daszyńskiego, Dmowskiego, Korfantego czy Witosa. Porównajmy dziś współczesną Polskę – rządzą nami, wybrani przez nas, ludzie o cechach handlarzy i drobnych biznesmenów, dla których liczy się wyłącznie własny interes a nie Polska i jej obywatele.
Polska lewica powinna dziś w ramach kampanii wyborczej, a później w ramach pracy parlamentarnej, podjąć te wszystkie problemy z odpowiedzialnością wypływającą z jej tradycji walki o państwo i jego siłę. Także z tradycji walki o sprawiedliwość i demokrację, jako ustroju pozwalającego rozwiązywać wszystkie problemy w duchu zrozumienia i racji większości, ale dla dobra wszystkich. Polska Partia Socjalistyczna ze swym dorobkiem i tradycją może być tutaj znaczącym wzorem.

***
Przedstawiona tutaj koncepcja polityczna wdrożenia zasad rewolucji konstytucyjnej zawiera w sobie dwa elementy podstawowe:
– zmiany systemu zarządzania państwem w oparciu o obowiązujące zapisy Konstytucji, a więc odnowy państwa w imię dobra człowieka i sprawiedliwości społecznej
– zmiany systemu gospodarowania poprzez odrzucenie niezgodnych z zapisami Konstytucji zasad gospodarki neoliberalnej i dominacji własności prywatnej oraz zbudowanie od nowa systemu społecznej gospodarki rynkowej

Sprawiedliwość społeczna, którą opisuje art. 2 Konstytucji RP obejmuje szereg zagadnień teoretycznych i praktycznych, które pojawiają się w praktyce rządzenia w Polsce:
– podstawowym obowiązkiem państwa jest eliminowanie z życia społecznego dyskryminacji, nierówności, biedy, bezdomności i bezrobocia
– państwo zobowiązane jest określić i realizować wobec wszystkich obywateli zasadę zapewnienia minimum socjalnego (minimalny dochód gwarantowany)
– państwo powinno określić w dłuższym horyzoncie czasowym jak rozumie ideę „państwa dobrobytu” obejmującego wszystkich Polaków
– niedopuszczalne jest zaliczanie ludzi (obywateli) do kategorii kapitału ludzkiego, człowiek nie jest przedmiotem w grze interesów politycznych i ekonomicznych, człowiek jest podmiotem społecznym i politycznym,
– wszystkie instytucje państwowe wykonują swe obowiązki na rzecz obywateli i państwa, nie sprzedają usług obywatelom, a działają na ich rzecz. Praca w administracji państwowej i samorządowej to służba a nie etat i gratyfikacja. Niedopuszczalne jest upolitycznienie i stronniczość administracji,
– państwo zobowiązane jest zapewnić obywatelom wolność i równość, szczególnie wobec prawa; praktyka pokazuje, że wartości te są przywilejem
– państwo powinno dać w swej praktyce działania równy dostęp młodzieży do edukacji na poziomie średnim, eliminując jakiekolwiek ograniczenia społeczne i ekonomiczne
– obowiązkiem państwa jest przywrócenie jego świeckiego charakteru
Społeczna gospodarka rynkowa zdefiniowana w art. 20 Konstytucji RP dotyczy teorii i praktyki systemu gospodarczego, który został zdominowany przez doktrynę neoliberalną nie dającą możliwości wydobycia z gospodarki jej społecznych elementów:
– działający w Polsce system gospodarki neoliberalnej jest sprzeczny z Konstytucją i powinien w szybkim tempie zostać zmieniony na społeczną gospodarkę rynkową, co wiąże się ze zmianą wielu regulacji prawnych
– państwo nie może być przedsiębiorstwem komercyjnym, w swej istocie działania kieruje się interesem społecznym a nie kryterium zysku,
– państwo nie świadczy obywatelom usług, a wyłącznie wypełnia wobec obywateli swoje obowiązki wynikające z Konstytucji i innych zapisów prawa,
– życie i zdrowie ludzkie nie może być towarem; system ochrony zdrowia i życia nie może być podmiotem komercyjnym, realizuje zobowiązania państwa wobec obywateli
– istnienie i działalność rynków musi podlegać regulacji, rynki mają służyć społeczeństwu i państwu a nie wyłącznie realizować interesy kapitału; widać w ustawodawstwie i praktyce działania państwa wyraźną nierównowagę na korzyść kapitału prywatnego, banków i korporacji, a na niekorzyść państwa i obywateli
– system podatkowy musi odzwierciedlać zasady sprawiedliwości społecznej, nie może być od niego odstępstw i wyjątków
– podstawowe zmiany ustawodawcze: – ograniczenie dominacji własności prywatnej, – przywrócenie równoprawności wszystkich sektorów gospodarowania, – zwiększenie uprawnień związków zawodowych i samorządu pracowniczego, – sprawiedliwy system podatkowy, – ograniczenie kosztów pracy.
Przedstawione powyżej zasady powinny stanowić minimum programowe lewicy na zbliżające się wybory parlamentarne. Ważne jest, aby w działaniach programowych i propaństwowych lewicy priorytetem było zachowanie równowagi społecznej i politycznej oraz wytyczenie drogi do odnowy opartej o ideę budowy państwa dobrobytu dla wszystkich Polaków.

SMS prezesa

Przez ostatni czas bardzo wiele działo się po stronie opozycji. Tak się bowiem szczęśliwie jeszcze dzieje, że politykom oddalonym nieco od prawej strony przysługuje w Polsce demokratyczne prawo do swojego zdania. Można debatować czy wstąpienie w szeregi innej partii tuż przed ogłoszeniem komitetów wyborczych jest uczciwe czy wynika z dostrzeganych interesów, jednak tak długo jak możemy zmieniać swoje zdanie, tak długo będziemy mieć pewność, że żyjemy w demokratycznym państwie.
Prawa strona niestety nie posiada komfortu prawa do zmiany. W ich przypadku pozostawanie w PIS równe jest staniu w obronie życia i kościoła. Zmiana w decyzji uczyniłaby z nich w świetle skrupulatnie tworzonej ideologii Judaszy, którzy zdradzają państwo polskie. Oni nie mają wyboru i nie mogą myśleć inaczej niż nakazuje im wysłany sms od prezesa, który jasno i przejrzyście mówi im co mają mówić i jakich argumentów używać kiedy przyjdzie im tłumaczyć kolejne afery. Nie może być więc inaczej, że jak jeden maż wszyscy posłowie PiS loty Jędraszewskiego przyrównują do lotów Tuska. Co w obliczu skali tych dwóch jest zawracaniem kijem Wisły. Co więcej, jakby ten ich nieodparty argument nie przeszedł, w odpowiedzi na wykryte warte miliony nadużycia marszałka, w mediach publicznych „wypłynęła” kolejna afera z oświadczeniami majątkowymi jednego z doświadczonych polityków PO. Skala porównania tych dwóch spraw do siebie jest niewspółmierna, jednak tylko taka może trafić do zależnych od państwa wyborców, dla których „luksusowe” świąteczne zakupy posła przyprawiają o zawrót głowy, a nad niezrozumianymi kosztami lotów, ich skomplikowaną procedurą nie warto już się pochylać. Z resztą jeżeli sam marszałek ich nie znał to dlaczego ma je zrozumieć wierny wyborca?
Afery jakie obecnie mamy na tapecie w swym końcowym efekcie, przy przyjętym wciąż skutecznym systemie ich obrony wydają się nie przeszkadzać prawicy. W oczach swoich wyborców są na zmianę raz męczennikami i ofiarami cenzury w internecie a raz rycerzami wyruszającymi na kolejną krucjatę po jak to określił Kaczyński „prawdziwą demokrację, „prawdziwą samorządność”, „prawdziwą równość” i… nową konstytucję.
Tak długo jak rząd będzie miał własne media publiczne, w których przedstawia swoje wersje zdarzeń, tak długo będzie mógł bez większego wysiłku zapewniać swoich wyborców o tym, że dzieje się dobrze. Celem jest uczynienie państwa dla większości, nie państwa dla każdego. To właśnie większość pozbawiona jest bowiem swoich własnych celów i ambicji. Daje się prowadzić niczym owieczki na pastwisko. Choć statystycznie jest ich coraz mniej w polskim kościele to są wśród nich jednak i tacy którzy nigdy w kościele nie byli, a którzy to w wyniku nienawiści do świata i siebie będą trwać po stronie, która do niej zachęca. Skrajność przekazów i emocjonalny charakter jest bowiem tam tak mocny, że przyciąga jak magnes tych, którzy nie potrafią zdobyć się na swoje własne zdanie o sobie i świecie. To właśnie tacy ludzie potrzebni są do rządzenia.
Polak który głosuje na PIS rzeczywiście będzie wiedział w jakim państwie będzie żył po wyborach i jaki będzie wyglądał stan jego kieszeni. To jest zdaniem prawicy ich karta przetargowa. Jeżeli jednak któryś z nich kiedyś przejrzy na oczy, nie będzie już miał prawa do jakiegokolwiek głosu.

Flaczki tygodnia

Patronat nad byłymi agentami gestapo, zdeklarowanymi antysemitami, antykomunistami i kolaborantami niemieckich nazistów uroczyście objął pan prezydent Andrzej Duda. Za dni parę będzie czcił i modlił się w inwencji Brygady Świętokrzyskiej Narodowych Sił Zbrojnych.

Przeciwko gloryfikowani polskich, pronazistowskich kolaborantów zaprotestowały dzieci polskich oficerów Armii Krajowej. Przypomniały, że w czasie niemieckiej okupacji bandyci z Narodowych Sił Zbrojnych mordowali nie tylko lewicowych partyzantów, co dzisiaj elity PiS uznają za powód do chwały, ale też oficerów podziemnej Armii Krajowej.
Biedne dzieci nie zauważyły, że wynoszenie na patriotyczne ołtarze narodowo – katolickich faszystów jest konsekwentną i świadomą polityką historyczną elit PiS.
Dla ideologii PiS rząd londyński i Armia Krajowa to zbyt demokratyczne, antysanacyjne instytucje. Zarażone liberalną ideologią, a nawet lewactwem.
Wielu oficerom Armii Krajowej ideolodzy PiS zarzucają kolaborację z „komunistyczną” władzą w czasie powojennej odbudowie Polski. Zarzucają im, że nie dotrzymali złożonym przysięgom i zaprzestali walki o niepodległą Rzeczpospolitą ze Związkiem Radzieckim. Dlatego prawdziwymi bohaterami pisanej teraz historii Polski będą jedynie tak zwani „żołnierze wyklęci” i kolaborująca z nazistami, ale radykalnie antykomunistyczna Brygada Świętokrzyska.

Pan prezes Jarosław Kaczyński zapomniał o nakazanej mu czujności w czasie kampanii wyborczej. Odruchowo zdradził, że po wyborach zamierza zmienić polską Konstytucję. W nowej zamiast trójpodziału władz będzie Trójca rządząca. Pan Prezes, Partia pana Prezesa i kościół katolicki. Uznający pana Prezesa za swego Prymasa, a nawet Papieża.

Caritas Polska, kościelna organizacja „charytatywna”, otrzymała ponad 20 milionów złotych dotacji od ministerstw rządu PiS. Tak wynika z jej raportów finansowych, do których dotarła Wirtualna Polska. To rekordowe wsparcie. Do tej pory żaden rząd nie był tak hojnym sponsorem tej kościelnej fundacji. W 2014 roku, czyli w czasach poprzedniego rządu PO-PSL, podobne dotacje wyniosły tylko 3 miliony złotych.

Oczywiście rząd PiS nie dał tych pieniędzy z własnej kieszeni, tylko z pieniędzy polskich podatników. Czyli nas wszystkich. W tym samym czasie Caritas Polska jako organizacja pożytku publicznego odnotowała duży spadek wpływów przekazywanych od obywateli naszego kraju w ramach odpisu 1 procenta podatku PIT. Z niecałych 3 milionów w 2014 roku do 1,5 miliona w roku ubiegłym. I pewnie dlatego rząd PiS postanowił te straty swemu faworyzowanemu Caritasowi uzupełnić.

Warto przypomnieć, że wpłatą 10 tysięcy zł właśnie na Caritas Polska postanowił odkupić swoje grzechy marszałek Sejmu Marek Kuchciński. Bohater afery dotyczącej prywatnych lotów rządowych samolotem. Zadeklarował, ale jeszcze nie wpłacił.
W ubiegłym roku głośno było o Caritas Polska za sprawą wielomilionowych nagród przyznanych sobie przez rząd pani Beaty Szydło. Kiedy wybuchł skandal, pan prezes Kaczyński nakazał swym ministrom oddać te nagrody na rzecz Caritas. Pula nagród w rządzie wynosiła wtedy 6 milionów złotych.
Ale w sprawozdaniu Caritas Polska nie ma śladu takich darowizn. Dziennikarze kontaktowali się z biurem prasowym Caritas Polska, jednak nikt nie potrafił im tego braku wyjaśnić.

Na razie pan marszałek Kuchciński przestał się pokazywać publicznie. W przyszły piątek powinna odbyć się w Sejmie debata o pozbawieniu go funkcji Marszałka Sejmu RP. Może jednak nie dojść do niej, bo w elitach PiS mówi się o wcześniejszym, przykładnym zdymisjonowaniu go przez pana prezesa Kaczyńskiego.

Okradanie polskich podatników przez pana marszałka to jedna sprawa. Przy okazji afery lotniczej okazało się też, że pracownicy Kancelarii Sejmu RP regularnie okłamywali dziennikarzy i opozycyjnych parlamentarzystów. Zatajali ilość lotów, pasażerów zabieranych na pokład przez pana marszałka Kuchcińskiego. Twierdzili, że pan marszałek latał w „misji oficjalnej”, choć naprawdę latał do swego domku wypoczynkowego.
Pan marszałek docenił ich pracę swej Kancelarii i właśnie teraz przyznał im coroczne, wysokie, dodatkowe nagrody pieniężne.

Pan prezes Jarosław Kaczyński oświadczył w lipcu tego roku, że kanclerz Niemiec Angela Merkel uroczyście, telefonicznie przeprosiła pana premiera Morawieckiego za powtórne niewybranie pani euro deputowanej Beaty Szydło na szefową komisji w Parlamencie Europejskim.
Sceptyczni dziennikarze chcieli poznać szczegóły tych przeprosin. Nie mogą, bo poinformowano ich, że z rozmowy dwóch głów państw nie sporządzono w kancelarii pana premiera żadnej notatki. Choć zawsze się taką się robi. To oznacza, że taka notatka może jest, ale nie ma w niej ani słowa o przeprosinach. Bo zgodnie z ideologią PiS nie ważne jest jak było, ważne aby „ciemny lud” kupił wersję, że harda Niemka musiała przepraszać dumnego Polaka. Że głosowanie było przegrane, ale „moralne zwycięstwo” było dla PiS.

Sędzia Maciej Nawacki z nowej Krajowej Rady Sądowniczej wystąpił do prezesa Urzędu Ochrony Dokumentów Osobowych o wstrzymanie nakazanego prawem ujawnienia list poparcia kandydatów do Rady. Dziś wiadomo, że na utrzymanych w tajemnicy listach jest podpis sędziego Nawackiego, który sam poparł swoją kandydaturę do KRS.

„Czerwona zaraza już po naszej ziemi nie chodzi. Co wcale nie znaczy że nie ma nowej, która chce opanować nasze dusze, serca i umysły (…). Nie czerwona, ale tęczowa”. To przesłanie „miłości bliźniego” autorstwa abp Marka Jędraszewskiego. Dlaczego porządni ludzie w Polsce chodzą jeszcze do tak niemoralnego, zakłamanego kościoła?, dziwią się „Flaczki”.

Wszystkich inteligentnych lewicowców informujemy, że były poseł SLD, redaktor naczelny „Trybuny” Piotr Gadzinowski zamierza kandydować do Sejmu RP w okręgu warszawskim z listy lewicowej. Jest KPD. Kompetentny, Pracowity, Dowcipny. Nie jest też rozwodnikiem politycznym.

Białystok a Konstytucja RP

Polska prawica marzy od dawna o uchwaleniu nowej konstytucji.

Sobotnie wydarzenia w stolicy Podlasia,gdy pokojowy Marsz Równości (dla skrajnej prawicy,a nawet części prawicy umiarkowanej,nie mówiąc o kibolach, był to swoisty marsz dewiantów dążących do podważenia podstaw naszej cywilizacji oraz narodowej religii) spotkał się z brutalnymi aktami przemocy ze strony chuliganów i awanturników. Oliwy do ognia dodało niefortunne oświadczenie metropolity białostockiego oraz słabo kamuflowane poparcie dla takich poczynań ze strony lokalnych i regionalnych polityków PiS.
A nowy minister edukacji swymi pokrętnymi wypowiedziami o całej sprawie szybciej zasłużył na wniosek o odwołanie niż jego niesławna poprzedniczka.
Czy to wszystko może być jakimś katharsis dla sporej części społeczeństwa na niecałe 3 miesiące przed wyborami parlamentarnymi? Trudno powiedzieć,bowiem takie procesy na ogół nie zachodzą szybko. Z pewnością natomiast znów dużo straciliśmy w opinii międzynarodowej,gdyż obraz kraju nad Wisłą dodatkowo się pogorszył.Nie istnieje-wbrew silnie propagowanym tezom- żadna ideologia LGBT. Chodzi tylko o
poszanowanie praw mniejszości,co jest sensem demokracji, zwłaszcza w ujęciu Rady Europy. Większość decyduje,ale powyższy warunek to conditio sine qua non uznania danego państwa za demokratyczne. Nota bene mało kto zauważył,iż to na terenie ambasady Kanady,znajdującej się obok Sejmu, zawisła najpierw tęczowa flaga,a dopiero później dołączyli do tego Amerykanie. Zresztą rozmaite rozwiązania kanadyjskie są niezwykle ciekawe i mało znane. Np. ilu naszych polityków wie, że tak wyśmiewana przez rodzimą prawicę (szczególnie w kontekście przyjmowania bądż nie uchodźców i migrantów) WIELOKULTUROWOŚĆ wpisana jest do konstytucji kraju Klonowego Liścia? Raczej nie należy do tego grona PiS-owski wiceprezydent Gdyni wypowiadający głupie i rasistowskie uwagi nt. ludności Afryki.
To co wydarzyło się w Białymstoku to oczywista dyskryminacja mniejszości seksualnych. Ta i inne rodzaje dyskryminacji (np. ze względu na płeć,kolor skóry czy wiek) to rodzaj wykluczenia społecznego,które należy zwalczać. W prawie unijnym i szerzej w prawie międzynarodowym, znajdują się uniwersalne oraz regionalne systemy ochrony praw człowieka gwarantujące instrumenty przeciwdziałania wszelkiego rodzaju dyskrymi-nacji. Zakaz dyskryminacji oraz zasada równego traktowania obywateli to dwa fundamenty funkcjonowania współczesnych systemów politycznych.
Jako członek Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodo-wego (1993-1997),która przygotowała projekt ustawy zasadniczej, przyjętej następnie w referendum ogólno-krajowym, pozwolę sobie przypomnieć odnośne zapisy z rozdziału II „Wolności,prawa i obowiązki człowieka i obywatela”.W omawianym kontekście kluczowy jest art. 32 Konstytucji:”1.Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne.2.Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny”. Tymczasem Tomasz Nałęcz przedstawił w TVN ciekawą i daleko idącą,kontrowersyjną tezę,że obecnie społeczność LGBT w Polsce jest traktowana przez rządzących w stopniu zbliżonym do tego, jak podchodzono przez długie lata (np. przed II wojną światową) do mniejszości żydowskiej.
Ponieważ polska prawica marzy od dawna o uchwaleniu nowej konstytucji (jej projekt-kiedyś na stronie PiS-został skutecznie „schowany”) lub co najmniej dokonaniu w obecnej szeregu zmian, to warto zaakcentować,iż zmiany zapisów w rozdziale II Konstytucji (a także I i XII) wymagają specjalnej procedury. Otóż 1/5 ustawowej liczby posłów,Senat lub Prezydent RP mogą zażądać przeprowadzenia referendum zatwierdzającego. W sumie więc-na szczęście-nie jest łatwo dotychczasowe, dobre zapisy usunąć.

Konstytucja – zasada sprawiedliwości społecznej My, socjaliści

Wyrażony w art. 2 aktualnie obowiązującej Konstytucji RP zapis, zgodnie z którym Rzeczpospolita jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej, zawiera istotną normę prawną państwa sprawiedliwości społecznej.

Ma ona charakter nadrzędny w stosunku do innych zasad systemu prawnego. Wynika to z wagi zawartej w niej treści oraz doniosłości dla całego systemu prawnego.
Na zasadę tę powołują się praktycznie wszystkie siły polityczne w Polsce od roku 1990, kiedy narzucono nam kapitalizm, jako rzekomo najlepsze rozwiązanie ustrojowe. Szczególnie przed wyborami ładnie to brzmi, kiedy w ustach polityków prawicy pojawiają się słowa o wolności, równości i sprawiedliwości. Niektóre ugrupowania umieszczają w swoich nazwach takie określenia jak: prawo, wolność, sprawiedliwość czy równość, by udowodnić, że ich celem jest realizacja wyłącznie tych szlachetnych zasad.
Praktyka życia społeczno-politycznego wygląda, jak wiemy, inaczej i często występuje wyraźna sprzeczność pomiędzy ideałami głoszonymi publicznie a ich praktycznym wymiarem w polityce społecznej. Populizm, który ogarnia coraz bardziej nasze życie publiczne rządzi się swoimi prawami i obietnice bez pokrycia, uśmiechy i uściski dłoni przykrywają ponure często realia.
Szczególnie fałszywie brzmią zapewnienia o przywiązaniu do wartości sprawiedliwości społecznej w ustach polityków prawicy czy rządzących lub byłych neoliberałów. Ich zasadą działania i normą życia jest niesprawiedliwość, brak szacunku do człowieka pracy, cynizm. Wielokrotnie to w czasie ostatnich 30 lat udowodnili, szczególnie podczas prywatyzacji zakładów pracy, czy likwidacji PGR-ów.
Historia lewicy, szczególnie historia Polskiej Partii Socjalistycznej pokazuje, że jedyną siłą polityczną w skali świata, ale również w Polsce są socjaliści, którzy poważnie traktują zapisy w swoich programach dotyczące sprawiedliwości społecznej. Już w pierwszym Programie Paryskim PPS przyjętym w roku 1892 sprawiedliwość społeczna i niepodległość były zasadniczymi hasłami politycznymi. Nic w tym względzie do dziś się nie zmieniło.
Trzeba podkreślić, że po 30 latach praktyki politycznej uprawianej w RP i wypełniania w wymiarze rzeczywistym zapisów Konstytucji, ideologiczne fundamenty naszego ustroju nie są realizowane, w efekcie tego są one zaniedbane i wypaczone. Kształtuje się w Polsce system będący zaprzeczeniem zapisów konstytucyjnych. Ma on coraz bardziej odległy od zapisów i oczekiwań charakter. Wolność i równość stają się w nim nie prawem, lecz przywilejem, w wyniku czego rośnie społeczna niesprawiedliwość i poczucie powszechnej krzywdy. Nie maleje, a rośnie rozwarstwienie społeczne. Pojawia się dość zasadnicze pytanie – co robią w tym względzie strażnicy Konstytucji – kolejni prezydenci. Żaden z nich, jak pamiętam, nie pochylił się przez ostatnie dwa dziesięciolecia, nad rzucanym przez siły lewicy socjalistycznej pytaniem: jak wygląda praktyczna realizacja konstytucyjnych zasad sprawiedliwości społecznej i społecznej gospodarki rynkowej?
Warto zauważyć, że jeśli problem Konstytucji rozgrzewa opinię publiczną, to wyłącznie w kwestii spraw drugorzędnych, jak personalia czy struktury. Tyle tylko, że Konstytucja nie opiera się na drobiazgach, lecz na pojęciach ogólnych (wolności, równości i sprawiedliwości itd.), a te kategorie wymagają myślenia abstrakcyjnego, nie zaś praktycznego, które media z uporem serwują zdezorientowanej publiczności. Ubolewam na tym przykładzie, że polskie elity intelektualne utraciły wiarę w swą rolę wypływającą z wartości patriotycznych i coraz mniej interesują się losem państwa i obywateli, generalnie przyszłością.
W świetle rozważań nad praktyczną realizacją zapisów naszej Konstytucji polska lewica ma ogromne zadanie, które powinno być swoistym programem wyborczym w najbliższych miesiącach. Dotyczyć on powinien dwóch zasadniczych problemów:
– omawianego wcześniej problemu kolizji z zapisem Konstytucji dotyczącym społecznej gospodarki rynkowej realnego, neoliberalnego modelu gospodarki
– problemu kolizji znaczącej części polskiego prawa i praktyki rządzenia z konstytucyjnym zapisem dotyczącym realizacji modelu demokratycznego państwa prawnego, urzeczywistniającego zasady sprawiedliwości społecznej.
Uważam, że socjaliści/lewica muszą na nowo opisać znajdującą się w Konstytucji zasadę sprawiedliwości społecznej, zinterpretować ją na użytek współczesnych potrzeb polskiego społeczeństwa.
Trzeba mieć wielką odwagę, aby podjąć te wyzwania. To swoista rewolucja konstytucyjna. Kto może je dziś w Polsce podjąć, jak nie zdeterminowana lewica.