Do zjednoczenia jeden krok

Mianem nowej lewicy określano ruch antywojenny, antyrasistowski, afirmujący wolność jednostki i rzucający wyzwanie tradycyjnym marksistom i socjaldemokratom, kojarzony z Herbertem Marcuse’em, buntem 1968 r. i protestami przeciwko wojnie wietnamskiej. W Polsce i już w XXI w., mieliśmy Nową Lewicę Piotra Ikonowicza, partię socjalistyczną, ideowo odważną, ale nieodnoszącą większych sukcesów. Czym będzie najnowsza Nowa Lewica?

Na razie to po prostu Sojusz Lewicy Demokratycznej po rebrandingu. Sąd zezwolił na zmianę nazwy i statutu, a partia, zgodnie z zapowiedzią, zmianę przeprowadziła. Pozostało więc stare kierownictwo z Włodzimierzem Czarzastym na czele, socjaldemokratyczna orientacja ideowa również pozostaje bez zmian. Nie całkiem nowe są również plany zjednoczenia z Wiosną Roberta Biedronia, bo pierwszy raz mówiono o nich krótko po udanych wyborach parlamentarnych w 2019 r. Przeszkodziły właśnie problemy ze statutem, a potem koronawirus, za sprawą którego udało się przeprowadzić tylko kilka z planowanych szesnastu regionalnych kongresów lewicy.

Teraz Nowa Lewica jest ostrożna i zapowiada tylko jeden – zjednoczeniowy, latem tego roku, może po lecie, gdyby Covid-19 nie odpuszczał. Po kongresie również wyborcy dowiedzą się, jak po zjednoczeniu będzie prezentował się partyjny program.

Dwie frakcje

Od czasu, gdy pierwszy raz wspomniano o możliwości jednoczenia Wiosny i SLD, sporo się na scenie politycznej zmieniło. Nad partią Roberta Biedronia przestał unosić się urok nowości, sam Biedroń przepadł z kretesem w wyborach prezydenckich, a Wiosna i SLD odnotowywane są w sondażach wyłącznie razem, nomen omen, wspólnie z trzecim sejmowym sojusznikiem – Lewicą Razem właśnie. Jeśli jednak do zjednoczenia socjaldemokratów z „partią progresywną”, która do lewicowości zaczęła przyznawać się później, ostatecznie dojdzie, Nowa Lewica i Wiosna dostaną po 50 proc. miejsc w zarządzie struktury, będą mieć po jednym przewodniczącym, a partia z zasady będzie dzieliła się na te dwie frakcje. Podobno dyskusja wewnętrzna i różnorodność pomaga wykuwać świetne propozycje programowe i nie omijać oczekiwań żadnego segmentu wyborców. Oby w tym wypadku to się sprawdziło, a nie skończyło na walkach pod dywanem o wpływy i kształt organizacji.

Odnaleźć wyborców

Walki wewnętrzne odebrałyby bowiem główny sens całej operacji – stworzenie jednej, dobrze zorganizowanej i zdeterminowanej siły, gotowej odpowiadać na coraz bardziej palące zapotrzebowanie na uczciwą lewicę. Robert Biedroń nieustannie powtarza, że lewica wygrywa zjednoczona, a podzielona przegrywa. A wiele w tym racji, chociaż o ewentualnym sukcesie polskich socjaldemokratów zdecyduje nie tylko utworzenie wspólnej struktury. Trzeba będzie również przekonać do siebie wyborców, przełamując fałszywe pojęcie o lewicowości. Mówić do tych, którym wszelki „socjal” kojarzy się tylko z PiS-em i splótł się z konserwatywną polityką społeczną i tych, którzy deklarując lewicowość chwalą równocześnie obniżki podatków czy cięcie wszelkich wydatków publicznych. I znaleźć formy ekspresji, które pozwolą sprawić, by lewicowy skręt młodzieży nie był fenomenem na chwilę i by nie sprowadził się do buntu obyczajowego, intensywnego wyrażania swojej nieoczywistej tożsamości. To ważne i to bardzo w duchu nowej lewicy, tej od Marcuse’a, ale wyłącznie na tych kwestiach lewica nie stanie się w Polsce partią masową, jaką kiedyś już była.