Włodku, musisz!

Po przeciętnym wyniku w wyborach samorządowych dla SLD, zaczęło się coś, co w polityce jest naturalne – wzajemne animozje, pretensje i gorzkie żale. Oczekiwania z pewnością były większe, choć wynik SLD nie jest taki słaby, jaki lansuje wielu publicystów.

 

Wielu samorządowców winą na wynik wyborczy obarcza lidera Sojuszu. Takie opinie docierają z Warszawy i Poznania. Obie struktury uważają, że Włodzimierz Czarzasty powinien podać się do dymisji. Jakby zapominając z jakiego dołka wyciągał tę partię Czarzasty jeszcze dwa lata temu, kiedy to podzielony i wewnętrznie rozbity Sojusz miał 2-3% w sondażach i gdzie wielu lansowało tezę o zwinięciu sztandaru. Tak się jednak nie stało. SLD przetrwał najgorszy dla siebie czas. Lewicy nadal jednak będzie pod górkę z co najmniej trzech powodów.
Po pierwsze. Włodzimierz Czarzasty postawił na podmiotowość SLD za co został wściekle zaatakowany przez liberalny mainstream, który rolę lewicy widzi w Koalicji Obywatelskiej, która jest konglomeratem i zlepkiem wielu idei, których nie łączy tak naprawdę nic, poza dokopaniem władzy. Jak to zrobić, to już mniej ważne. A tak się z PiS nie wygra, bowiem Jarosław Kaczyński dość skutecznie przeorał świadomość społeczną w Polsce poprzez wprowadzenie programu 500 plus. Liberalna opozycja twierdziła, że nie ma na to pieniędzy, że jego wprowadzenie zniszczy budżet. Poprzez emocje zawsze budowało się w Polsce skutecznie politykę społeczną polegającą na ograniczaniu na nią wydatków i sprowadzając rolę państwa do nic nieznaczącego czynnika. To się skończyło. I to wydaje się zrozumiał Włodzimierz Czarzasty, który konsekwentnie odmawia koalicji w ramach Koalicji Obywatelskiej. Szansa na sojusz z partią Razem i szukanie wsparcia na lewicy, to jedyny słuszny kierunek, jaki dziś Sojusz może obrać. W ramach Koalicji Obywatelskiej Włodzimierz Czarzasty zawsze będzie za Grzegorzem Schetyną a lewicowe postulaty rozmyją się w liberalnym programie PO. Czy obecność takich postaci jak Rosati, Hübner, Arłukowicz, zmieniło oblicze PO? Nie, a przykładem tego niech będzie cytat Barbary Nowackiej, która grzmiała po głosowaniu w Sejmie w sprawie aborcji. Okazało się wówczas, że zabrakło zaledwie 9 głosów, by obywatelski projekt „Ratujmy kobiety” skierować do dalszych prac. Zabrakło, gdyż wielu przedstawicieli opozycji w ogóle nie wzięło udziału w głosowaniu. Nowacka pisała: Na demonstracjach prodemokratycznych, sorry, nie macie czego szukać(…) Być mniej progresywnym od Macierewicza i Pawłowicz? Mega słabe. Tym bardziej dziwi jej energiczne wsparcie projektu Koalicji Obywatelskiej.
Po drugie. W przyszłym roku pierwszym testem dla lewicy będą wybory do Parlamentu Europejskiego. Sojusz ma swojego wiceprzewodniczącego PE prof. Bogusława Liberadzkiego. To ewenement, aby partia, która znajduje się poza Sejmem, miała swojego wiceszefa PE. Obecnie tylko SLD potrafi wysunąć w miarę liczącą się reprezentację w tych wyborach. Będą one nieco inne niż wybory samorządowe, gdzie dużą rolę odrywały lokalne komitety wyborcze. W tych wyborach w dużej mierze wybór będzie albo za europejskimi wartościami albo za ich zanegowaniem. W PiS już widać, że flaga Unii Europejskiej będzie eksponowana, choć jeszcze niedawno wycofana była z KPRM a przez jej posłankę nazwana była „szmatą”. Działania PiS na arenie międzynarodowej skutecznie osłabiają pozycję Polski. Nie mamy praktycznie żadnych przyjaciół. Pragmatyczni Węgrzy, Czesi czy Słowacy prowadząc ostre negocjacje z UE nie zamykają sobie furtki z Rosją, skutecznie lawirując w polityce międzynarodowej. Rząd PiS skutecznie skłócił Polskę z UE a w walce z Rosją stał się europejskim jastrzębiem, co nie przynosi zrozumienia w Europie. Wspólna lista lewicy, w tym Zielonych i Razem to szansa na poszerzenie socjalistycznej frakcji w PE, drugiej po chadeckiej. PO i PSL zasiadają w tej samej frakcji co partia premiera Victora Orbana. W takiej być może zasiądzie również Barbara Nowacka.
I wreszcie po trzecie. Polskie społeczeństwo jest egalitarne a trwająca od ponad dekady jałowy spór PO-PiS niszczy debatę publiczną w Polsce. Wychowuje się nowe społeczeństwo, które żyje w tym konflikcie, podsycane nienawiścią i wojną. Doszliśmy w debacie publicznej do jakiegoś absurdu. Nie potrafimy już rozmawiać na argumenty, brak elementarnej kultury wypowiedzi, a chamskie wypowiedzi posłów i dziennikarzy stają się nieodłączne w dyskusji. Nigdy chyba po 1989 roku nie byliśmy tak podzieleni, jak dziś. Dlatego tak bardzo potrzebna jest trzecia siła. Może być nią tylko lewica, konsekwentnie opowiadająca się za prawami pracowniczymi, prawami człowieka i europejskimi wartościami. Rozmowy SLD z Razem to milowy krok ku wspólnej liście w przyszłorocznych wyborach do Sejmu. Być może dołączy do tego Robert Biedroń, który widzi w swojej tworzącej się partii alternatywę dla rządów PO-PiS. Jest on, podobnie jak Czarzasty, atakowany przez liberalne media za niedołączenie do projektu Koalicji Obywatelskiej. Lider SLD, jako przewodniczy największej dziś lewicowej partii, musi zrobić wszystko, żeby nie dopuścić do jeszcze większej polaryzacji na scenie politycznej. Wspólny blok SLD, Razem, partii Roberta Biedronia to może być autentyczna alternatywa wobec dwóch wielkich bloków politycznych. Rok 2019 będzie zatem decydująca dla przyszłości nie tylko SLD, ale całej lewicy. W 2015 rok SLD i Razem otrzymały ponad półtora miliona głosów. Lewicowi wyborcy pozostali osieroceni poprzez głupotę i ambicje liderów. Nie można do tego dopuścić w przyszłym roku. Wszystkie ręce na pokład!

Zdobyliśmy milion głosów

Deklarujemy uroczyście: SLD nie będzie wchodzić w koalicję z PiS na poziomie sejmików.

 

– W pierwszych słowach pragnę podziękować za każdy głos oddany na koalicję SLD Lewica Razem. Serdecznie dziękuję – powiedział Włodzimierz Czarzasty rozpoczynając konferencję prasową podsumowującą wybory do samorządu, aby następnie wygłosić następujące oświadczenie.
„Teza pierwsza. Nie da się pokonać PiS-u bez głosów oddanych na SLD i PSL, Koalicja Obywatelska nie uzyskała bezwzględnej większości, PiS wygrał w wielu miejscach, szczególnie jeżeli patrzy się na Polskę powiatową i sejmikową.
Teza druga. Uporczywe budowanie podziałów w Polsce na partie skupione wyłącznie wokół PiS-u oraz na partie skupione wokół PO, nie dadzą również efektu w wyborach do parlamentu. Bez PSL-u oraz bez SLD i jego koalicjantów w przyszłym parlamencie również nie da się pokonać PiS-u.
W wyborach samorządowych wzięliśmy 6,7 proc., w ostatnich wyborach parlamentarnych 7,6 proc. i co ważne wzięliśmy w obu elekcjach tyle samo głosów. Zwiększyła się frekwencja i stąd zmiana procentowa o 0,9, natomiast elektorat jest elektoratem stałym.
6,7 proc. to jest realny wynik wyborczy, a nie sondażowni CBOS, która na 2 miesiące przed wyborami dawała nam 3 lub 4 proc. To nie jest KANTAR, który dawał nam 5 proc. I to nie jest to co podał IPSOS – 5,7 proc. o godzinie 21.00 w dniu wyborów. Dlaczego to jest ważne? Ponieważ ustawiło narracje w stosunku do całej lewicy i nie tylko do Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Przez ostatnie dni narracja jest taka, iż SLD Lewica Razem ma szóste miejsce i 5 proc. poparcia. SLD Lewica Razem nie ma szóstego a czwarte miejsce, i nie wzięła 5 proc. a 6,7 proc. i to są realne liczby. W tym miejscu trzeba podkreślić, iż przy takich wynikach w wyborach do Sejmu zdobylibyśmy 25 posłów.
Należy podkreślić, iż wynik ten zrobiono pracą ludzi a nie siłą pieniędzy. SLD z własnych środków, a nie gromadzonych przez członków partii, kwotę około 200 tysięcy złotych i były to środki na kampanię w całej Polsce. Reszta to są środki osób, które startowały w wyborach na naszych listach.
W pierwszej turze odtworzyliśmy następujących prezydentów jeżeli chodzi o SLD: Tadeusz Ferenc w Rzeszowie; Krzysztof Matyjaszczyk w Częstochowie; Beata Moskal-Słaniewska w Świdnicy; Rafael Rokaszewicz w Głogowie; Łukasz Komoniewski w Będzinie, Beata Klimek w Ostrowie Wielkopolskim. Poza Koninem odtworzyliśmy wszystkie nasze pozycje prezydenckie. Należy też przypomnieć, ponieważ się o tym zapomina, iż Jacek Sutryk we Wrocławiu był kandydatem pana Rafała Dutkiewicza, Koalicji Obywatelskiej i Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Tak więc zwycięzca pierwszej tury wyborów na prezydenta Wrocławia, jest również prezydentem SLD. Pani Hanna Zdanowska nie utworzyła komitetu Koalicji Obywatelskiej, utworzyła własny komitet a PO, PSL, SLD oraz Nowoczesna nie wystawiła tam list, a pani Hanna Zdanowska została w pierwszej turze prezydentką Łodzi. Sojusz ma obecnie w Łodzi dziewięcioro radnych. Pan Krzysztof Żuk startował z własnego komitetu, który był tworzony przez SLD, PSL, Nowoczesną oraz PO. Pan Krzysztof Żuk w pierwszej turze został prezydentem Lublina. Prezydentem został również dotychczasowy włodarz Katowic, który miał poparcie również Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Zatem do dotychczasowych prezydentów z SLD, którzy już wygrali w pierwszej turze dołączamy następujące miasta wojewódzkie: Wrocław, Łódź, Lublin i Katowice. Nie twierdzę, iż są to prezydenci SLD, ale są to prezydenci, którzy startowali z komitetów, które popieraliśmy. Zawłaszczanie ich przez jakąkolwiek siłę polityczną nie ma sensu. W drugiej turze wyborów prezydenckich będą walczyć również członkowie Sojuszu, czekamy na wieści z Chełma, gdzie Agata Fisz wygrała pierwszą turę oraz z Dąbrowy Górniczej, gdzie Marcin Bazylak również będzie walczył w dogrywce. W dogrywce będzie również walczyć popierany przez SLD Lewica Razem wieloletni prezydent Krakowa Jacek Majchrowski, czy też Łukasz Kulik w Ostrołęce. Nikt nie może ogłosić, że jeżeli chodzi o liczbę prezydentów lub wiceprezydentów, to będzie to gorszy wynik niż 4 lata temu. A przypomnę, iż mieliśmy drugie miejsce w Polsce po PO jeżeli chodzi o prezydentów miast. A tych kilku prezydentów, których mamy wspólnie gwarantuje, iż mamy tam wpływ na rządzenie.
PiS w tej chwili bez żadnego koalicjanta będzie sprawować władzę w 6 sejmikach, a być może i 7 ponieważ może dojść województwo Dolnośląskie. Zostaje 9 sejmików i w 1/3 w nich nie ma możliwości stworzenia koalicji bez SLD Lewica Razem: Śląsk, Lubuskie oraz Zachodniopomorskie. W następujących sejmikach zdobyliśmy 9 proc. poparcia jako SLD Lewica Razem: Lubuskie 9,9 proc. Wielkopolskie 9,31 proc., Kujawsko-Pomorskie, Śląskie, Warmińsko-Mazurskie, Zachodniopomorskie 9 proc.. Najgorszy wynik, który zmusza nas do wyciągnięcia wniosków, osiągnęliśmy w Małopolsce 2,87 proc. . Posiadanie 9 proc. w sześciu województwach pokazuje o potencjale lewicy, którą reprezentuje SLD Lewica Razem.
Zmiażdżył nas D’Hondt, podział na scenę dwupartyjną, gdyż poszczególne osoby uzyskiwały rewelacyjne wyniki: Katarzyna Piekarska zdobyła 27 910 głosów, Małgorzata Sekuła-Szmajdzińska uzyskała poparcie 11 075 Polek i Polaków, Danuta Waniek zdobyła 15 515 głosów, moja skromna osoba uzyskała poparcie 11 792 wyborczyń i wyborców, a Krzysztofa Gawkowskiego poparło 12 609 głosujących. Panu Wenderlichowi przy tym wale, który przeszedł zabrakło 70 głosów do zdobycia mandatu. To są koszty demokracji, które należy płacić. Te zasady, stworzone zresztą przez SLD, dały po prostu takie efekty. Nikt z tego powodu nie będzie płakał, będziemy się jednak domagali obiektywnej oceny.
Te wybory wygrał PiS i nie ma co opowiadać, że jest inaczej, jeżeli się rządziło w 15 sejmikach, a będzie się rządziło w ich połowie – to nie jest sukces. Jeżeli PiS przejął władzę w 105 powiatach to nie ma co zaklinać rzeczywistości. Trzeba te rzeczy nazywać po imieniu.
SLD Lewica Razem nie będzie wchodziło w koalicję z PiS-em. Uważam za żenujące wypowiedzi, które od dwóch miesięcy się pojawiały, iż Sojusz Lewicy Demokratycznej może na poziomie sejmików współpracować z PiS-em. Uważam, że te wypowiedzi pojawiały się po to, abyśmy dostali gorszy wynik, niż potencjalnie moglibyśmy dostać. Gra nie toczy się oto, kto będzie liderem opozycji, gra toczy się oto, czy PiS będzie rządził czy też nie. My z PiS-em nie idziemy dlatego, że takie mamy zasady i współpraca z partią Jarosława Kaczyńskiego byłaby niezgodna z naszym myśleniem o konstytucji, którą dał Sojusz Lewicy Demokratycznej; o praworządności, która z tej konstytucji wynika; o stosunku do Unii Europejskiej; o kobietach; o społeczeństwie obywatelskim oraz o naszym kraju. W związku z tym proszę tych, którzy opowiadali takie bzdury, aby przemyśleli swoje intencje. SLD nie idzie z PiS-em, ponieważ taki jest nasz program.
Zbliżają się wybory europejskie, będziemy apelowali do wszystkich struktur po lewej stronie o stworzenie jednego bloku. To jest dla nas podstawowy kierunek. Nie wiem czy to się uda, ale wiem, że przeszliśmy wybory samorządowe, każdy dostał wynik jaki dostał i ten wynik skłania do niearoganckiej i zdystansowanej refleksji. My w takim bloku chcielibyśmy być jednym z podmiotów, ale nie podmiotem dominującym, każdy potencjalny uczestnik tego bloku będzie podmiotem. Nie będziemy zawłaszczać, nie będziemy zapraszać pod wpływem siły, ale pod wpływem argumentów i wspólnych interesów, a tym jest posiadanie reprezentantów w Parlamencie Europejskim.
Jeżeli nie udałoby się nam takiego bloku stworzyć, bierzemy również pod uwagę szeroki i proeuropejski, broniący miejsca Polski w Unii Europejskiej nurt. Ten nurt został już stworzony i zadziałał w Lublinie, działa w Krakowie i zadziałał w Łodzi, partie na zasadzie równości a nie jednego lidera, wystawiły kandydatki i kandydatów na prezydentów miast i odniosły sukces. Oczywiście jesteśmy również przygotowani, aby iść do tych wyborów samodzielnie.
Pragnę podchodzić do wyniku SLD Lewica Razem w sposób obiektywy, nie oceniać żadnym przymiotnikiem: dobry, zły – realny. Trudno, aby partia, która ma stabilne notowania na poziomie 6-9 proc. zdobyła nagle 15 proc. . Osobiście spodziewałem się lepszego wyniku, myślałem o 8 proc. . W każdym z województw musimy przemyśleć przyczyny sukcesu lub porażki, tam gdzie było w okolicach 9 proc. jedne wnioski, w Małopolsce gdzie było 2,87 drugie wnioski. SLD w porównaniu do innych partii stracił o wiele mniej, niż mogliśmy oglądać w telewizji czy słuchać w radiu lub czytać w gazetach”.
Anna-Maria Żukowska, rzeczniczka prasowa SLD Lewica Razem podsumowała również wyniki wszystkich lewicowych komitetów, które startowały w tegorocznych wyborach samorządowych. – Pragnę dodać, iż zdobyliśmy w skali kraju 1 100 000 głosów, gratuluje ćwierć miliona wyborców Partii Razem oraz 170 000 Partii Zieloni. Łącznie elektorat lewicy to jest 1 500 000 wyborczyń i wyborców i ta liczba powinna dać wszystkim do myślenia. Nie da się powiedzieć, iż w naszym kraju elektoratu lewicowego nie ma.

 

***

Dziękujemy za każdy z miliona stu tysięcy głosów oddanych na listy koalicji SLD Lewica Razem!

Poznaliśmy wyniki wyborów samorządowych, które różnią od tego o czym mówiły media od niedzieli wieczór. Jest to ostatecznie wynik 6,7 proc. dający 4 miejsce, po PiS, KO i PSL-u. Udało nam się wprowadzić 11 radnych sejmikowych, a jeżeli chodzi o prezydentów miast, to poza Koninem większość prezydentów z legitymacją SLD odnowiła mandat w pierwszej turze: Tadeusz Ferenc w Rzeszowie, Krzysztof Matyjaszczyk w Częstochowie, Beata Moskal-Słaniewska w Świdnicy, Rafael Rokaszewicz w Głogowie, Łukasz Komoniewski w Będzinie. W pierwszej turze wygrali również prezydenci popierani przez SLD, startujący z własnych komitetów: Jacek Sutryk we Wrocławiu, Hanna Zdanowska w Łodzi, Beata Klimek w Ostrowie Wielkopolskim czy też Krzysztof Żuk w Lublinie. W tych miastach będziemy współrządzić, a takich miejsc będzie na polskiej mapie samorządowej więcej. W drugiej turze wyborów prezydenckich będą walczyć również członkowie Sojuszu, czekamy na wieści z Chełma, gdzie Agata Fisz wygrała pierwszą turę oraz z Dąbrowy Górniczej, gdzie Marcin Bazylak również będzie walczył w dogrywce. W dogrywce będzie również walczyć popierany przez SLD Lewica Razem wieloletni prezydent Krakowa Jacek Majchrowski, czy też Łukasz Kulik w Ostrołęce.
Jeszcze większa polaryzacja sceny politycznej oraz wysoka frekwencja spowodowała, iż liczba radnych SLD Lewica Razem spadła. W 2014 r. nasz komitet wyborczy uzyskał ponad 1,2 mln głosów, w 2018 r. zdobyliśmy poparcie 1 miliona 100 tysięcy Polek i Polaków. Walczymy o powrót do parlamentu, ten ponad milion głosów na nasz komitet w wyborach parlamentarnych oznaczałby wprowadzenie do Sejmu około 30 posłów i możliwość utworzenia klubu parlamentarnego. Jeszcze raz dziękujemy za oddane na nas głosy. Dokładną i krytyczną analizę wyborczą przedstawimy Państwu w wydaniu „Trybuny” za tydzień.

Włodzimierz Czarzasty – przewodniczący SLD
Marcin Kulasek – szef sztabu wyborczego KKW SLD Lewica Razem
Andrzej Szejna – pełnomocnik wyborczy KKW SLD Lewica Razem

Wyjść z cienia

Tygodnik „Białogardzianin” (Białogard, Karlino, Tychowo)… Cóż my tu mamy? – „Święto latawca”, „Usługi dźwigowo-podnośnikowe”, „Modernizacja ścieżki poetów”…

 

To pierwsza strona. W środku: „Białogardzki budżet obywatelski. Realizacja”, spotkanie w Klubie Dyskusyjnym czytelni im. Aleksandra Kwaśniewskiego, zapowiedź retransmisji koncertu Andre Rieu… „Oferty pracy” – bite dwie kolumny… Ach – i jeszcze, na pierwszej stronie, krótki anons: „Konwencja inauguracyjno-wyborcza KKW SLD Lewica Razem. Centrum Kultury i Spotkań Europejskich. Gościem będzie prof. Bogusław Liberadzki. Zapraszamy mieszkańców”… Gdy kilka dni wcześniej do Białogardu zjeżdżał szef rządu, pan Mateusz Morawiecki, prawie do ostatniej chwili nikt o tym nie wiedział. Nawet w Urzędzie Miasta, choć przecież wydawałoby się, że grzeczność każe zawiadomić gospodarzy o takiej wizycie. Tymczasem burmistrz i wiceburmistrz byli zaskoczeni, jak wszyscy. Dowiedzieli się owszem, ale w ostatniej chwili i z fejsbuka jednego z pisowskich działaczy.
Premiera zawieziono na budowę komisariatu, a potem boczkiem, boczkiem, omijając całe miasto, do Centrum Kultury i Spotkań Europejskich, zwanego potocznie Domem Kultury. Białogardu właściwie więc nie widział. Ale, jak to on – nie miał żadnych oporów, żeby klepać, co mu ślina na język przyniesie: że właściwie dopiero teraz, od budowy nowego komisariatu, który PiS darowuje miastu ze szczerego serca, zacznie ono szczęśliwe życie. Do tej pory, nic tu nie było – brud, smród i ubóstwo.
– Potraktował nas, jakby na pustynię przyjechał…
Ale to niesprawiedliwa ocena pana premiera. Moim zdaniem nadto emocjonalna. Wyrywna. Panu premierowi tylko się trochę pomyliło, nie specjalnie przecież. Mówiło się kiedyś: czym się różniły zabory? Ano tym, że w rosyjskim rozbudowę miasta rozpoczynano od budowy więzienia, w pruskim od sądu, a w austriackim od urzędu. No i w panu premierze na chwileczkę górę wzięła rosyjska mentalność… Nie ma się czemu dziwić – pan premier sam wzrastał przecież w cieniu Legnicy, na owe czasy „Fortu Breżniewa” bez mała… Ludzie jednak, jak to ludzie – oburzeni są, że aż ich trzęsie.
– Co innego, gdy się go ogląda i słucha w telewizorze, gdy mówi o kimś innym. A co innego, gdy nam kłamie prosto w twarz. On myśli, że tu same prymitywy jakieś mieszkają.
– No, ale w telewizji mówili, że spotkał się z mieszkańcami, wtrącam nieśmiało… – To mogli mieszkańcy mu powiedzieć, jak tu jest…
– Z jakimi mieszkańcami?! Może połowa pierwszego rzędu, to byli ludzie stąd, kandydaci PiS w wyborach samorządowych, a i tak stłamszeni, bo przecież na półtorej godziny przed wejściem premiera ich zgonili. Ustawiali na scenie, jak dekorację. Oglądali ich, przestawiali, w końcu kazali zejść wszystkim starszym twarzom. Młode tylko zostawili. Starsze – gdzieniegdzie, dla proporcji. A na widowni, poza ta połową pierwszego rzędu, sami dworzanie. Urzędnicy partyjni, prezesi spółek skarbu państwa, no i kandydaci zwiezieni z okolic. To, kto mu miał co powiedzieć?…
Faktycznie, trauma po wizycie premiera snuła się po Białogardzie przez kilka dni. Miastem rządzi burmistrz bezpartyjny, który swoją przygodę z prawicą już przeżył. Wiceburmistrz jest kobietą. Z SLD. Rządzą dwie kadencje, startują do kolejnej. W tym czasie bezrobocie spadło z 42-43 proc. do 7. Jakie ono jest jednak naprawdę – tak do końca nie wiadomo. W tygodniku „Białogardzianin” ogłoszenia o pracy nie mieszczą się na jednej kolumnie.
Bogactwo miasta mierzone budżetem wzrosło w tym czasie z 60 do 100 mln. zł. Wartość majątku miejskiego wzrosła o 70 mln. Nie ma problemów z miejscem w przedszkolu dla dziecka, z miejscem w żłobku, młode mamy dostają miejskie „becikowe”, młodzi ludzie z 80 proc. upustem mogą kupić działkę pod warunkiem, że w ciągu 4 lat się wybudują i zamieszkają na własnym. Powstaje dzięki temu kilkadziesiąt domków jednorodzinnych.
Inwestycje infrastrukturalne pochłonęły dziesiątki milionów złotych. To nie tylko odnowione ulice, nowe latarnie, parki, „orliki” (z samych tylko źródeł unijnych wydano na to 29 mln. złotych), ale także na przykład miejskie autobusy wymienione na ekologiczne, czy prawie 300 nowych komputerów dla szkół. Prywatna spółka energetyczna, z którą miasto współpracuje, stworzyła klaster energetyczny. Miasto czerpie więc ciepło z gazu ziemnego, fotowoltaiki, z prądu i pomp ciepła. Bez dymu, bez smrodu… Ponadto dziesiątki inicjatyw i pomysłów dla młodzieży, klub dyskusyjny w bibliotece im. Aleksandra Kwaśniewskiego, Centrum Kultury i Spotkań Europejskich… Gdzie nie spojrzeć zainwestowane miliony złotych i miliony euro, gdyż miasto szeroko czerpie z funduszy europejskich.
– Musimy odbudować polską własność, polski kapitał, polską gospodarkę, a to może zrobić tylko najlepszy gospodarz, PiS – przekonywał premier na spotkaniu z mieszkańcami Białogardu. W tym samym czasie jedna z zagranicznych, unijnych firm przetwórstwa rybnego, w swoim nowym zakładzie uruchamia nowe miejsca pracy. Jest ich już 200, a docelowo będzie 400. Ciekawe, czy on o tym wie? Pewnie jednak mu nie powiedzieli, bo chyba nie wygłupiałby się aż tak… Ciekawe również, jak się czuł w tym Centrum Kultury i Spotkań Europejskich zbudowanym z unijne dziesiątki milionów złotych? Czy to rzeczywiście „incydentalne” – jak mówi jego kolega prezydent – pieniądze i „incydentalny związek”, który daje nam wątpliwe korzyści?…
W ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwo Zachodniopomorskie, otrzymało od Unii Europejskiej 1,6 mld euro, z przeznaczeniem na rozwój regionu w latach 2014 – 2020, w trzech podstawowych obszarach: gospodarka, infrastruktura i społeczeństwo. Celem tego wsparcia jest wzrost zatrudnienia, rozwój przedsiębiorczości, rozbudowa infrastruktury, wzrost innowacyjności i konkurencyjności gospodarczej, ale też poprawa stanu środowiska naturalnego.
To wszystko dzieje się w także w Białogardzie. To całkowicie odmienione miasto, w niczym nie przypomina już garnizonowego miasta po-radzieckiego – dzięki niegłupiej władzy, dzięki miejscowej zaradności i dzięki unijnym milionom. Każdy to tu widzi, każdy w jakiejś formie z tych pieniędzy korzysta. To dlatego kac po wizycie premiera krążył po ulicach tak długo…
– Community, to wspólnota, mówił do kandydatów SLD w wyborach samorządowych prof. Bogusław Liberadzki, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego. Spotkał się z nimi w Białogardzie, w Kołobrzegu, w Koszalinie.
– Unia Europejska jest wspólnotą. Wy jesteście częścią tej wspólnoty. Jesteśmy wielką europejską rodziną. A przez to wypełniamy testament kilku pokoleń Polaków, spełniamy ich marzenie – o Polsce bogatej, bezpiecznej i mądrej. Nie pozwólmy sobie tego odebrać. Wy też macie nie pozwalać. Za wami stoją fakty – setki kilometrów dróg, wodociągów, kanalizacji, ulic, chodników ośrodków kultury, setki nowych pracowni w szkołach, nowe miejsca pracy, nowe mieszkania – to każdy widzi, każdy może tego dotknąć. To jest nasza community, nasza wspólnota.
– Kandydaci w wyborach samorządowych reprezentujący SLD, to ekipa zdecydowanie i jednoznacznie pro-europejska. Nasz rząd – SLD-PSL-UP – wprowadzał Polskę do Unii Europejskiej i na nas spoczywa szczególny obwiązek strzec wartości unijnych, „wspólnotowych”. Nie dajcie sobie odebrać sukcesu, nie oddawajcie swojego dorobku.
– To ważne, mówił prof. Liberadzki, bo Unia jest na rozdrożu. Coraz częściej słyszę w Brukseli, czy w Strasburgu, od przedstawicieli tzw. starych państw Unii: po co przyjmowaliśmy tych z Europy środkowo-wschodniej? Po co nam to było? Następuje pewne znużenie Polską, postawą polskiego rządu wobec najistotniejszych ze względu na spójność Unii pryncypiów – państwa prawa, poszanowania demokracji, trójpodziału władzy. Nieznośne staje się to ciągle powtarzane – kasa nam się należy, a od tego jak się rządzimy, proszę się odczepić…
Ale to nie jest tylko specyfika rządu PiS. Takie postawy są częstsze, jest w Europie wiele nacjonalizmów. Trzeba się im zdecydowanie przeciwstawić. Trzeba bronić community! To jest także wasza rola, tu w lokalnych samorządach. Idźcie do ludzi – do rodziny, do znajomych, w sklepie, na bazarze, w przychodni – i rozmawiajcie. Tłumaczcie, pokazujcie, przypominajcie, jak było i jak jest. Jako lewica mamy w ręku potężne argumenty – te drogi, to wszystko, co powstało wokół nas, nie byłoby możliwe, gdybyśmy nie sfinalizowali naszego wejścia do Unii, gdybyśmy nie otworzyli innym siłom politycznym unijnych możliwości rozwoju. Nasz rząd nie mógł jeszcze z unijnych funduszy korzystać, ale następne korzystały i korzystają do dziś pełną garścią. Cieszymy się z tego, bo Polska, Polacy są bogatsi, żyją wreszcie jak ludzie. Powtarzajcie: my, lewica, dotrzymujemy słowa.
I ja, jako poseł do europarlamentu z tego regionu, też dotrzymuję słowa. Przecież pan premier Morawiecki nie mógłby asystować przy podpisywaniu umowy na budowę tunelu pod Świną, łączącego Świnoujście z resztą Polski, gdybym na unijnym forum nie doprowadził do uznania trasy S3 za fragment transeuropejskiego korytarza transportowego, co zapewniło tej inwestycji finansowanie. Podobnie z S6 wpisaną do innego programu unijnego. Obie drogi są w budowie, wystarczy wyjść i popatrzeć. S3 dużymi fragmentami jest już zresztą użytkowana.
– Unia, mówił profesor, to nie tylko bezcenne poczucie wspólnoty, ale również bezpieczeństwo i pokój, po prostu. I o tym musimy pamiętać. Tego także strzec. Również na poziomie lokalnym, gdzie nie zbuduje się niczego bez działania wspólnie, solidarnie i w pokojowym duchu. SLD takie jest. Sojusz jest partią nastawioną na kompromis, na działanie dla ludzi. Możemy to robić sami, możemy wspólnie. Mamy dobrych, przygotowanych merytorycznie, a jednocześnie wrażliwych społecznie kandydatów. Takim przykładem wspólnego działania jest wyborcza koalicja w Kołobrzegu. Sojusz popiera tam kandydatkę PO na prezydenta miasta, Annę Mieczkowską…
Towarzysząc prof. Liberadzkiemu rozmawiałem z wieloma SLD-owskimi kandydatami do sejmików, rad miast, powiatów, gmin, kandydatami na prezydentów, burmistrzów, sołtysów. Partyjnymi i bezpartyjnymi. Zjechali na te ziemie z różnych stron i w różnym czasie. Wielu już tu się urodziło. Sandra Kielnik-Kałużna, Danuta Pietrzak, Dariusz Wieczorek, Jacek Kuś, Jerzy Hamulski, Jacek Borkowski, Barbara Natken, Małgorzata Stachowiak, Stanisław Wziątek, Jerzy Kotlęga, Eugeniusz Jakubaszek, Włodzimierz Niemiec, Krzysztof Bagiński… Dziesiątki takich jak oni z Pomorza Zachodniego: nauczycieli, lekarzy, samorządowców, rolników, działaczy gospodarczych, społeczników… Mówią: naszym celem jest wynik wyborczy, który pozwoli koalicji SLD Lewica Razem stać się siłą polityczną, bez której nie da się rozwiązywać żywotnych dla lokalnych społeczności spraw. Po 21 października chcemy być realnym koalicjantem w gminach, miastach i w sejmiku województwa. Dziś jesteśmy w opozycji. Chcemy dzięki wyborcom odzyskać wpływy polityczne, a poprzez nie realne możliwości współdecydowania o rozwoju regionu…
No, ale, żeby im się udało, my – wyborcy – musimy się ruszyć z domu. Podnieść się sprzed telewizora i wybrać. Bo inni innych wybiorą za nas, ale dla nas, niestety.

Co o samorządzie kandydat wiedzieć powinien

Samorządy mają określone kompetencje i należy mieć tergo świadomość. I nie obiecywać tego, co nie jest w ich zakresie.

 

1. Uczeni spierają się o historię samorządu, wiążąc ją jednak z rozwojem demokracji i tworzeniem lokalnej społeczności obywatelskiej. Na ziemiach polskich przejmowano wzory niemieckie, w których szefem samorządu był reprezentant króla – wójt, a z głosem doradczym występowali rajcy miejscy, wybierani przez obywateli danego miasta. To tzw. naturalistyczne podejście do samorządu – jego istotą była samoorganizacja społeczności lokalnej po to, aby jak najlepiej wypełniać nałożone przez władzę centralną obowiązki. Przy tej okazji tworzyły się więzi lokalne: umiejętność współdziałania, patriotyzm lokalny i poczucie identyfikacji z danym terenem.

2. Potencjał samorządu dostrzeżono dopiero w XIX wieku. To kanclerz Bismarck uznał – w obliczu pustej kiesy królewskiej – że warto samorządowi powierzyć kawałek władzy w zamian za realizację pewnych obowiązków państwa i finansowanie wykonywania tychże obowiązków. Tak więc samorząd otrzymał pewien zakres władzy państwowej (raz większy, niekiedy mniejszy) pod warunkiem, ze zorganizował sobie jego finansowanie. To państwowe podejście do samorządu, kiedy to samorząd staje się częścią aparatu państwowego, instytucją zarządzania państwem.

3. W XX wieku w zarządzaniu państwem i w podziale zadań pomiędzy władzą centralną a lokalną, pojawia się pojęcie pomocniczości (zwane z łacińska subsydiarnością). Zakłada ono, że ludzkie potrzeby i interesy powinny być realizowane przez jego najbliższe otoczenie. To, czego człowiek nie jest w stanie sam zaspokoić, ani przy pomocy rodziny, to bierze na siebie władza państwowa, przy czym w pierwszej kolejności instytucje najbliższe człowiekowi. Mówiąc inaczej, to czego nie załatwi gmina (bo nie ma kadr, pieniędzy i sprzętu), powinien załatwić powiat, a jeśli nie on – to województwo. Władza centralna ma obowiązek tak podzielić dochody budżetowe, aby każdy z tych podmiotów miał środki na realizację tych zadań. Zasada pomocniczości jest wprost zapisana w preambule do Konstytucji RP.

4. Aby zrealizować taki model organizacji państwa w Polsce powołano trzy podmioty samorządowe: gminy, powiaty i województwa, każdemu przypisując określone terytorium i mieszkańców. Ci ostatni, z mocy prawa, stanowią wspólnotę samorządową (lokalną w odniesieniu do gminy i powiatu, regionalną w odniesieniu do województwa). Filozofia podziału zadań, w uproszczeniu, wygląda następująco:
– gmina – odpowiada za zaspokojenie codziennych i powszechnych potrzeb człowieka: edukacja, kultura, bezpieczeństwo, zdrowie, pomoc socjalna, gospodarka komunalna, komunikacja lokalna itd.;
– powiat – odpowiada za te same dziedziny życia publicznego co gmina, ale realizuje te spośród nich, których ze względu na brak znamion powszechności lub ze względu na koszty staja się nieopłacane dla gminy: np. szkolnictwo na poziomie ponadpodstawowym, szpitale, domy starości, polityka zatrudnienia, itd.;
– województwo – podobnie jak powiat realizuje rzadsze i kosztowniejsze potrzeby ludzi jak np. szpitale kliniczne, komunikacja regionalna, ale też politykę zrównoważonego rozwoju, ochrony środowiska, politykę gospodarczą itd. Bardziej gospodaruje zasobami przestrzennymi, dużymi inwestycjami infrastrukturalnymi, niż ludzkimi potrzebami. W warunkach Unii Europejskiej województwo jest podmiotem realizacji polityki regionalnej i gospodarzem środków europejskich przeznaczonych na wyrównywaniem poziomu i jakości życia w Europie.

5. W Polsce samorząd jest zbudowany horyzontalnie, a więc każda jednostka samorządu terytorialnego jest niezależna od innych jednostek i jest samodzielna w realizacji swoich zadań. Nie ma podległości pionowej. Nadzór nad samorządem sprawuje Prezes Rady Ministrów poprzez wojewodów tylko pod względem legalności, czyli zgodności z prawem. Regionalne Izby Obrachunkowe sprawują nadzór pod kątem zgodności z prawem budżetowym i zasadami rachunkowości. Co do celowości inicjatyw i wydatków samorządu głos rozstrzygający należy do wyborców.

6. Zadania samorządu dzielimy na własne, zlecone i powierzone. Własne to te, które realizowane są na odpowiedzialność i za pieniądze samorządu. Zadania zlecone to te, które należą do państwa, ale zleciło je ono samorządowi w drodze ustawy dając określoną dotację na ich wykonanie (np. oświata). Ta dotacja nie może być przeznaczona na nic innego i w razie niewykorzystania wraca do budżetu centralnego. Zadania powierzone to te, na których realizację zawarto umowy cywilno-prawne, czyli np. samorząd prowadzi teatr lub inne instytucje kultury. Zadania powierzone są skierowane także w drugą stronę. Np. niektóre gminy powierzają powiatowi (lub największej spośród nich) prowadzenie rejestracji samochodów.

7. Na dochody samorządu składają się dochody własne, dotacje i subwencje. Dochody własne to podatki i opłaty lokalne (np. od nieruchomości, opłaty targowe, za posiadanie psa, leśny, gruntowy), a także udział w podatkach ogólnokrajowych PIT, CIT. Dotacje służą realizacji zadania zleconego. Subwencje to znormalizowana dotacja na określoną działalność (np. realizację zadań powierzonych), a ewentualne oszczędności przy jej realizacji zostają w samorządzie. Odmianą subwencji jest subwencja wyrównawcza, która przysługuje gminom najbiedniejszym baz określenia wydatków, na które może być skierowana. Na subwencję wyrównawczą składa się budżet państwa oraz wpłaty od jednostek samorządu terytorialnego o najwyższych dochodach własnych („janosikowe”). W polityce przyjmuje się, że poziom „usamorządowienia” państwa ocenia się wg udziału budżetów samorządów w całym budżecie publicznym. W Polsce wynosi on niecałe 40 proc., gdy w niektórych krajach Europy znacznie przekracza 50 proc.. Polski samorząd mógłby wziąć na siebie jeszcze dodatkowe zadania, pod warunkiem zwiększenia jego udziału w budżecie publicznym. Słabością polityki prawie wszystkich rządów RP było obarczanie samorządu nowymi zadaniami, bez zwiększania ich dochodów. To w najbliższej perspektywie może znacznie ograniczyć wykorzystanie funduszy europejskich – braknie nam pieniędzy na udział własny (w niektórych zadaniach, np. infrastrukturalnych już sięga 50 proc. kosztów).

8. Władze samorządowe dzielą się na wykonawcze i stanowiące. W gminie (mieście) władzą wykonawczą jest pochodzący z wyborów bezpośrednich wójt, burmistrz, prezydent. Władzą stanowiąca jest rada gminy/miasta. W powiecie odpowiednio starosta i rada powiatu, w województwie zarząd województwa na czele z marszałkiem i sejmik województwa. Starosta (zarząd powiatu) oraz marszałek (zarząd województwa) jest wybierany przez organ stanowiący, stąd waga układu sił politycznych w tym organie i zdolności do zawierania koalicji.
Zob. Ustawa z dnia 8 marca 1990 o samorządzie gminnym, Dz.U. 2018, poz.994; Ustawa z dnia 5 czerwca 1998 o samorządzie powiatowym; Dz.U. 2018, poz. 995; Ustawa z dnia 5 czerwca 1998 o samorządzie województwa; Dz. U. 2018; poz. 913.

 

Samorząd województwa

1. Samorząd wojewódzki realizuje tylko te zadania, które zostały mu przypisane ustawą. Nie jest organem nadzoru i kontroli nad samorządem powiatowym i gminnym i nie jest organem wyższego stopnia w postępowaniu administracyjnym.

2. Do zadań województwa ustawa zalicza:
– pielęgnowanie polskości oraz rozwijanie świadomości narodowej i obywatelskiej mieszkańców, kształtowanie tożsamości lokalnej;
– pobudzanie aktywności gospodarczej;
– podnoszenie poziomu konkurencyjności i innowacyjności gospodarki województwa;
– zachowanie wartości środowiska kulturowego i przyrodniczego przy uwzględnieniu potrzeb przyszłych pokoleń;
– kształtowanie i utrzymanie ładu przestrzennego.

3. Powyższe zadania, sposób ich realizacji, konkretne cele do osiągniecia, są zdefiniowane w Strategii Rozwoju Województwa, która jest podstawowym dokumentem uchwalanym przez sejmik i podstawą działania samorządu województwa. Podkreślić trzeba, że liczne ustawy nakładają na samorząd województwa dodatkowe zadania bądź precyzują te opisane wyżej. Dotyczy to zwłaszcza polityki infrastrukturalnej, komunikacji publicznej, ochrony środowiska, kultury.

4. Dla realizacji tych zadań samorząd województwa może powołać jednostki organizacyjne obsługiwane przez urząd marszałkowski. Niektóre z nich działają na rynku komercyjnym (np. koleje regionalne), inne obsługują fundusze europejskie, jeszcze inne prowadzą obsługę wojewódzkich instytucji (np. teatry, szpitale kliniczne itp.).
5. Dochodami województwa jest udział w podatkach państwowych (CIT) oraz dochody z majątku województwa.

 

Uwaga:

1. Problemem jest podział zadań i kompetencji pomiędzy samorządem województwa a wojewódzką administracją rządową. Głosami SLD w 2005 roku przyjęto ustawę wzmacniającą rolę samorządu kosztem wojewodów. Po przejęciu władzy przez PiS była to pierwsza ustawa, którą uchylono. Obecny stan rzeczy powoduje liczne konflikty merytoryczne i pewne działania o charakterze konkurencyjnym np. w zakresie polityki gospodarczej, rolnej, komunikacyjne itd. Dotyczy to także niektórych instytucji kultury, które są współprowadzone przez rząd i samorząd. Takie hybrydowe rozwiązania nie są potrzebne.

2. Poważnym problemem wielu regionów jest ich zapóźnienie cywilizacyjne, a przede wszystkim nierównomierny rozwój wewnętrzny. Stolice województw rozwijają się szybciej niż reszta interioru, często także partycypują w większym stopniu w funduszach europejskich niż pozostałe powiaty. Tak np. problemem Mazowsza jest „janosikowe”, czyli środki, z których budowana jest subwencja wyrównawcza dla biedniejszych regionów. Nikt nie bierze pod uwagę, że Warszawa zawyża dochody województwa, w którym są subregiony z poziomem życia niższym niż w innych regionach kraju (np. północne Mazowsze). Polityka regionalna musi to zróżnicowanie uwzględniać.

 

Postulaty SLD:

1. Rozwój szkolnictwa zawodowego i branżowego w oparciu o regionalne programy operacyjne. Budowa nowych szkół i nowoczesne wyposażenia dla już istniejących.

2. Finansowanie zabiegów in vitro z funduszy wojewódzkich, przyjęcie programów rozwoju sieci publicznych zakładów opieki zdrowotnej, edukacja zdrowotne w szkołach na terenie województwa.

3. Przyjęcie i konsekwentna realizacja programów antysmogowych w województwie, zbudowanie sieci czujników monitorujących stan powietrza.

4. Inwestycje w powiaty zaniedbane i odstające poziomem życia jako sposób na równomierny rozwój i zapobieganie patologiom społecznym.

5. Wspieranie seniorów poprzez darmowy dostęp do komunikacji publicznej (koleje regionalne) i wsparcie funduszami z programów regionalnych dla budowy domów dziennego pobytu dla seniorów.

6. Powołanie Mazowieckiej Rady Organizacji Pozarządowych, jako forum wymiany doświadczeń i wsparcia dla inicjatyw wzbogających społeczeństwo obywatelskie.

7. Prowadzenie w szkołach edukacji obywatelskiej pokazujących historię i pożądaną przyszłość Mazowsza.

8. Poszerzenie możliwości wpływania obywateli na budżet obywatelski i przyjęcie zasady, że co najmniej 2 proc. wydatków będzie przeznaczone na realizację projektów obywatelskich.

Mamy program dla każdego WYWIAD

Z Andrzejem Szejną, wiceprzewodniczącym Sojuszu Lewicy Demokratycznej, byłym eurodeputowanym, wiceministrem gospodarki, pracy i polityki społecznej, Weronika Książek rozmawia o małych i wielkich strategiach dla SLD.

 

Powiedzmy to sobie szczerze… Patryka Jakiego z 19. dzielnicą to nie przebijecie…

Kampania w Warszawie powoli zmienia się w komedię. Najpierw były licytacje, kto da więcej linii metra, teraz wyskoczyła 19. dzielnica. Za chwilę być może Rafał Trzaskowski uzna, że dzielnic powinno być 20. Warszawiacy zaczynają już czuć ten brak powagi dwóch głównych kandydatów.
W Warszawie rzeczywiście należy przygotować tereny pod nowe inwestycje, ale przede wszystkim rozwiązać problemy komunikacyjne, zadbać o uczelnie wyższe. Polepszyć warunki płacy, pracy i życia mieszkańców. To taki standardowy program lewicy dla miast – dziś aktualny i w Warszawie i w Kielcach i w Krakowie. To są realne potrzeby, które trzeba zaspokoić, zamiast przedstawiać gigantyczne, ambicjonalne i całkowicie przy tym nierealistyczne projekty.

 

Ale Jaki (póki oczywiście nie przesadzi, jak ostatnio) jest głosem tych, którzy mają już dosyć słuchania o kolejnych ścieżkach rowerowych i wiecznego przepraszania za to, że się ma samochód, kiedy dojeżdża się z Odolan, Wołomina czy innego Otwocka. Ci ludzie raczej nie wstają rano z myślą o tym, żeby złośliwie zastawiać warszawskie ulice. Dla nich parkingi byłyby wybawieniem, linia metra nawet w połowie drogi byłaby wybawieniem. A wy co? Gadacie im o seniorach…

Wcale tego nie neguję – problemy komunikacyjne w stolicy istnieją i należy je rozwiązywać, ale w sposób realistyczny. Proszę zauważyć, jaki refren w kółko śpiewa PiS: zbudujemy wam metro W DWIE KADENCJE. Później, kiedy czas mija i nadal nic nie jest zrobione, okazuje się, że potrzeba jeszcze jednej… i jeszcze jednej… Z tego, co realnie PiS zrobił dla Polaków, mamy program 500 plus. I tyle. A miało być „wszystko plus”. PiS jest świetny w obiecywaniu wyborcom gruszek na wierzbie. To działa, bo Platforma nie tylko się zużyła i znudziła, Platforma przestała być dla Polaków wiarygodna. Teraz przed lewicą stoi zadanie odzyskania głosów tych wyborców, czy to socjalnych, czy to progresywnych, którzy chętnie postawiliby na formację stabilną ideowo, ale skuteczną. Bo SLD podczas swoich rządów BYŁO skuteczne. Nasz wizerunek zniszczyły afery, ale nikt nie może nam zarzucić braku skuteczności ani szafowania obietnicami bez pokrycia.

 

To który elektorat obstawiacie? Socjalny czy progresywny? Bo jak na razie to macie łatkę „partii emerytów”. Co w ogóle macie dla młodych?

Nie będziemy przed młodymi robić żadnego tańca brzucha. Damy im warunki, żeby mogli się uczyć, pracować, mieszkać i zakładać rodziny. Ale pani pyta o szeroki program, a przed nami na razie wybory samorządowe – czyli te „najbliżej człowieka”, skupmy się na nich. Niezależnie od tego, czy się jest robotnikiem, przedsiębiorcą, nauczycielem czy urzędnikiem i niezależnie od tego czy mieszka w Końskich czy w Warszawie, tu liczy się jak najbardziej polityka senioralna, komunikacja, sprawne załatwianie spraw w urzędzie, załatanie dziur w drodze, in vitro w każdym samorządzie, tanie mieszkalnictwo, szczepienie dzieci za darmo, stołówki, gabinety dentystyczne w szkołach…

 

Błagam. Te gabinety dentystyczne to jakaś mitologia. Wszystkie partie się tego uczepiły. Już widzę, jak dentystka w szkole ma na wyposażeniu taki sam sprzęt jak w prywatnym gabinecie.

Owszem, to kwestia przesunięcia pewnych środków. To właśnie zadanie dla sprawnego samorządu. I to zawiera się w naszym haśle wyborczym: „silny samorząd, demokratyczne Polska”.
A wracając do starszego pokolenia: zarówno PiS jak i PO latami były tak zajęte wojną polityczną, ze wyrzuciły je na margines. Ktoś musiał stanąć w ich obronie. Emeryci, renciści, czy byli pracownicy wojska, policji, którzy urodzili się w PRL i ciężko wtedy pracowali, nagle zaczęli być już nie tylko wykluczani, ale wręcz potępiani. Potępiani za to, że się urodzili i żyli. To nas wkurzyło. Dziś obniża się emerytury wojskowym, a za chwilę będą to np. nauczyciele. Proszę zauważyć, co się dzieje z sędziami w SN – już teraz słyszymy, że ci, co mieli czelność orzekać w PRL, są źli.

 

Z wyjątkiem tych, którzy zapisali się do PiS.

Tak. Ci są świetni. Szkoda tylko, że nic nie umieją. Proszę popatrzeć na nowy skład Sądu Najwyższego. To w większości ludzie bez dorobku. Aby zostać sędzią SN, należy mieć szacunek środowiska i albo dorobek praktyczny, na przykład niepodważalną skuteczność w orzekaniu, albo dorobek teoretyczny. Przesłuchania kandydatów odbywały się przy drzwiach zamkniętych, bez udziału opinii publicznej, bo tak zdecydował pan Ziobro. A ja jako prawnik i po prostu jako obywatel bardzo bym sobie życzył, żeby móc ocenić, jaką kandydat ma wiedzę, co sobą reprezentuje. Ale PiS musiał przepchnąć swoich miernych i wiernych. I tym samym podważył zaufanie do kolejnej instytucji.
Byłem wiceprzewodniczącym Komisji Prawa Parlamentu Europejskiego. Nie spotkałem się w żadnym kraju poza Polską z tak bezczelnym zawłaszczaniem prawa i państwa. Za chwilę całe sądownictwo powszechne będzie w rękach PiS. A więc – drogi obywatelu – jeśli nagle zauważysz, że te wszystkie zmiany nie sprawiły jednak, że sąd jest dla ciebie bardziej dostępny – to zażalenia składaj u pana Ziobry, pani Przyłębskiej i pana Kaczyńskiego.

 

Co po nich? Załóżmy, że macie władzę. Jak ich wypchniecie z tych trybunałów i sądów?

Za pomocą ich własnych ustaw. Nie wszystkie instrumenty, które wprowadził PiS, są niekonstytucyjne. Są na granicy. Trzeba będzie część ustaw zastosować do ich własnych ludzi, część cofnąć, a sędziom dublerom podziękować. Zauważmy, że pani Przyłębska została wybrana niezgodnie nawet z pisowskim prawem. Następnie trzeba będzie się zabrać za naprawianie stosunków dyplomatycznych z prawie całym światem, szczególnie z UE, ale również ze Stanami, bo paradoksalnie, chociaż prezydent USA bardziej pasuje do PiS niż do czegokolwiek, to i tak nie potrafią się dogadać. Ale przede wszystkim trzeba będzie naprawić stosunki z Rosją.

 

Proszę uważać. Za takie stwierdzenie został zawieszony kilka dni temu senator Platformy.

To tylko pokazuje, że między PO i PiS-em nie ma wielkiej różnicy jeśli chodzi o pewne prawicowe dogmaty. Dla PO najwyraźniej dbałość o dobre stosunki z Rosją nadal jest „fe”, choć ewidentnie tracimy na tym gospodarczo. I to się zaczęło za ich rządów, nie za PiS. PiS ma smoleńską obsesję, psuje nasze stosunki na poziomie dyplomatycznym, ale to PO jest winna tego, że nie możemy eksportować, nie przyciągamy inwestorów rosyjskich, a społeczeństwa są poróżnione. Zresztą nie tylko Rosja nie chce w Polsce inwestować. Inne państwa też się boją. Bo u nas nie ma stabilności prawa. Przedsiębiorca nie ma gwarancji, że jak wejdzie w spór np. ze spółką Tauron, to sąd wyda w jego sprawie sprawiedliwy wyrok.

 

Wróćmy z wielkiego świata na Kielecczyznę, do Pana regionu. Kiedyś Świętokrzyskie było bastionem SLD. Co się stało?

Stało się wiele rzeczy, dochodziło do afer, potem do rozłamów. Paru polityków SLD uciekło do Palikota. Wszyscy wyobrażali sobie SLD jako skałę, która będzie trwać żeby nie wiem co. Okazało się, że to myślenie bardzo życzeniowe. Trzeba było wziąć się za bary z rzeczywistością. Teraz wiele rzeczy się zmieniło, działamy jak jedna polityczna pięść, zarówno w świętokrzyskim, jak w centrali. Wystawiamy kandydatów na burmistrzów, prezydentów, do sejmików. Ja sam startuję do sejmiku z okręgu Końskie-Starachowice-Skarżysko. Zgodnie z decyzją Rady Krajowej pierwsze miejsca na listach mają byli posłowie jak np. Jerzy Jaskiernia, ale też młodzi jak np. dr Łukasz Kozera. Nasz region przede wszystkim musi zawalczyć o to, żeby ludzie nie chcieli z niego wyjeżdżać. Przez lata nie korzystał tyle z UE, ile powinien. Należałoby zadbać też o uczelnie wyższe. Z nich też wielu wykładowców przeniosło się m.in. do Warszawy. Wciąż w niektórych powiatach mamy kilkunastoprocentowe bezrobocie. Świętokrzyskie jest słabo skomunikowane zresztą Polski, w zasadzie tylko z Warszawą jest przyzwoite połączenie. Z Łodzią czy Krakowem to nadal dramat. A to ważne dla inwestorów, którzy chcieliby dostarczać swoje towary do regionu. Prezydent Kielc, który urzęduje już chyba piątą kadencję, przed każdymi kolejnymi wyborami obiecuje lotnisko. Tylko że to już musztarda po obiedzie, skoro zbudowano lotnisko w Radomiu. Ale bajki na resorach nadal są opowiadane. Należy pielęgnować przemysł zbrojeniowy. To nasz największy atut.

 

Na koniec pozwolę sobie zapytać o wschodzące gwiazdy: Biedronia i Nowacką. On zdradził was z Palikotem, ona z PO. Mówiąc przy tym, że jesteście partią resentymentu do PRL, a dla niej „budowanie na tym polityki jest absolutnie nie do przyjęcia”…

To ciekawe, bo Barbara Nowacka była przecież jedną z twarzy naszej koalicji w 2015. Tworzyli ją ci sami ludzie, którzy dziś też startują z list SLD. Jej dołączenie do Koalicji Obywatelskiej jest dla mnie niezrozumiałe. Tak, bronimy ludzi, którzy wyrośli w PRL i należy nas za to chwalić, a nie czynić zarzuty, że naszym celem jest społeczeństwo inkluzywne.

 

A Biedroń? Nie boicie się, ze podbierze wam ludzi?

Najpierw może niech on się zdecyduje, w jakiej formule chce się objawić. Bo jak słucham, że chce współpracować z partią Macrona, to to nie ma nic wspólnego z lewicą. Pierwsze poważne wybory, w jakich wystartuje ze swoim ugrupowaniem, to będą wybory do Parlamentu Europejskiego. Jeżeli faktycznie zamierza inspirować się Macronem to rozumiem, że zasiądzie w ławach przeznaczonych dla europejskich liberałów, a nie socjalistów, tak jak my. Mimo wszystko nie zamykamy się na współpracę z Robertem Biedroniem, trzymamy za niego kciuki. Być może nasze drogi kiedyś się skrzyżują. Cenimy jego działalność publiczną, zwłaszcza w kwestii walki z homofobią. Nasze środowiska zawsze były sobie bliskie w sprawach światopoglądowych: dostępu do aborcji, świeckiego państwa, praw mniejszości.

 

Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać: zostawicie 500 plus?

Zostawimy. Ale zmodyfikujemy. Bo jest zrobiony po pisowsku, czyli prostacko. Nie zachęca do większej dzietności, tak jak miał zachęcać w założeniu. Teraz działa głównie jako program socjalny, tylko bardzo dziurawy. Chcielibyśmy rozwiązać problem m.in. wsparcia dla samotnych matek. I tu wolałbym postawić kropkę. O szczegółach pogadamy za rok.

 

Dziękuję za rozmowę.

Niczego nie będę przebijał WYWIAD

„Nasze radne i radni zostaną zobowiązani do stosowania zasady: więcej inwestycji w człowieka, mniej inwestycji w infrastrukturę”. Z Włodzimierzem Czarzastym podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy rozmawia Aleksandra Gieracka z Interii.pl (rozmowa we fragmentach).

 

Aleksandra Gieracka, Interia: Na niedzielnej konwencji PiS przedstawił „piątkę” propozycji na wybory samorządowe, Grzegorz Schetyna zapowiedział, że Koalicja Obywatelska zaproponuje w sobotę „sześciopak”. A SLD?

Włodzimierz Czarzasty, przewodniczący SLD: – Nie ścigam się z nimi, nie ma takiej potrzeby. Nie przedstawię siedmiopaku. Z najnowszych sondaży, przeprowadzonych przez IBRiS wynika, że bez SLD nie będzie możliwości utworzenia koalicji w ośmiu województwach. Cieszę się z tych wyników. Ściganie się o to, kto więcej obieca bez żadnego pokrycia finansowego, kto więcej naopowiada bzdur, nie jest dobrym mechanizmem. Niczego nie będę przebijał.

 

Wokół jakich haseł będzie koncentrowała się kampania SLD?

– Uważamy, że nie ma Polski demokratycznej bez silnego samorządu. PiS może różne rzeczy opowiadać, ale jak można powiedzieć, że tylko samorządy, w których będą rządzili, dostaną wsparcie od rządu, a te, w których nie będą rządzili, nie dostaną? Jakie to jest wyobrażenie o samorządności? PiS ma wizję państwa scentralizowanego, wszystkie sprawy związane ze społeczeństwem obywatelskim mają głęboko w nosie. Nasze radne i radni, którzy zdobędą mandaty, zostaną zobowiązani do stosowania zasady „więcej inwestycji w człowieka, niż w infrastrukturę”.

 

Co konkretnie SLD ma do zaoferowania wyborcom?

– Mamy konwencję 8 września, w sobotę. Wtedy ogłosimy program, jedynki do sejmików i kandydatów na prezydentów.

 

SLD zapowiedziało, że w programie nie będzie wzmianek o krajowej polityce.

– Nie będziemy się odnosili do polityki krajowej, bo to są wybory samorządowe. Jeżeli ktoś wystawia listy w 340 powiatach i w 85 okręgach sejmikowych, to przedstawia też programy w poszczególnych powiatach i województwach. Nie mam jednego programu samorządowego. To, co będzie w poszczególnych powiatach proponowane, to nie jest sprawa partyjnej centrali. Ja nawet nie mam ochoty tego obejmować, bo robią to samorządowcy.

 

Według tygodnika „Wprost”, SLD ma problem ze znalezieniem kandydatów na listy. Działacze w Koszalinie mieli ponoć szukać chętnych do startu na Facebooku.

– „Wprost” ma mniej czytelników niż SLD członków. Głupoty ludzkiej nie ma co komentować.

 

W jakiej formie SLD zamierza w tej kampanii docierać do wyborców?

– Stawiamy na to samo, na co stawiamy od powstania SLD, od 20 lat. Tu się nic nie zmieni.

 

Robert Biedroń „odnowi oblicze polskiej polityki”?

– Niech się rozwija, tworzy struktury. Im więcej Biedronia w polskiej polityce, tym lepiej. Na pewno Biedroń jest lepszy od chadeka Schetyny odświeżonego nowoczesną przyprawą. Trzymamy za niego kciuki. Nie ma wroga na lewicy, jeżeli oczywiście jego program będzie lewicowy.

 

Z Platformą próbowaliście się dogadać przed wyborami i nie wyszło. Nie weszliście do Koalicji Obywatelskiej, nie wystawiliście wspólnego kandydata na prezydenta Warszawy.

– Tam gdzie Platforma była mądra, to wyszło. Mamy wspólną kandydatkę na prezydentkę Łodzi Hannę Zdanowską, która jest z Platformy, mamy kandydata w Lublinie Krzysztofa Żuka, który jest członkiem Platformy, a Platforma dołączyła do naszego kandydata Tadeusza Ferenca w Rzeszowie czy Jacka Sutryka we Wrocławiu. Dogadaliśmy się tam, gdzie Koalicja Obywatelska nie jest pazerna i potrafiła się cofnąć. Paradoksalnie, tam gdzie to nastąpiło, jest szersze porozumienie opozycji. Mogę być partnerem, podmiotem w rozmowach, ale nie będę przedmiotem.

 

Jaki wynik wyborów samorządowych będzie miarą sukcesu SLD?

– Koleżanki i koledzy muszą pracować dzień i noc. Im więcej będą pracowali, tym będzie lepszy. Na rozliczenia przyjdzie czas po wyborach.

 

Całość tekstu na interia.pl

Głos lewicy

Warszawa wolna od nacjonalizmu, faszyzmu i chuliganerii

– Spotkaliśmy się w tym miejscu, ponieważ pracuje tu znakomity urzędnik miasta, a ten urzędnik to pani dyrektor Ewa Gawor. Pragnę zadeklarować, iż zawsze będę bronił rzetelnie wykonujących swoje obowiązki urzędników miasta – powiedział Andrzej Rozenek podczas konferencji prasowej przed urzędem miasta stołecznego Warszawy, podczas której wystąpił w obronie urzędniczki stołecznego ratusza, która rozwiązała marsz środowisk narodowych. – Nie boję się faszystów, nie boję chuliganów, nie boję się narodowców i innych ekstremistów. Uważam, że Warszawa powinna być wolna od faszyzmu, a także od innych sił, które przynoszą nam wstyd na arenie międzynarodowej. I to jest moja pierwsza obietnica wyborcza: Warszawa wolna od sił skrajnie nacjonalistycznych, faszyzmu i chuliganerii – oświadczył kandydat SLD Lewica Razem na prezydenta Warszawy 13 sierpnia 2018 r.
– Pragnę podkreślić, iż to co robi pani Ewa Gawor jest doceniane od wielu, wielu lat i jest to znakomita ekspertka i dzięki niej, my warszawiacy cieszymy się bezpieczeństwem na różnego rodzaju demonstracjach, pikietach i marszach – podkreślił Rozenek.
Polityk SLD ocenił, iż „nie może być tak, że PiS-owski urzędnik z IPN-u zaczyna lustrację tylko dlatego, że dyrektor Gawor dobrze wykonała swoją pracę”. – Dość tego grania teczkami, dość wyciągania z IPN-u haków. Od dawna o tym mówimy – IPN jest instytucja do likwidacji – stwierdził.
– PiS od dawna stosuje odpowiedzialność zbiorową, czepiając się ludzi, że w PRL-u coś robili. Ludzie, którzy pracowali i służyli w PRL-u, tak jak pani Gawor, zasłużyli na szacunek, ponieważ nie robili niczego złego a wręcz przeciwnie służyli Polsce – podsumował Rozenek.
– Pani Ewa Gawor została zlustrowana przez IPN za to, że była, jak ją określano, funkcjonariuszem służb bezpieczeństwa Polski w okresie Polski Ludowej. Pracowała w departamencie PESEL, w ten departament również funkcjonuje w III Rzeczpospolitej i taki departament jest niezbędny w każdym systemie państwowym – poinformował podczas konferencji prasowej Zdzisław Czarnecki, prezydent Federacji Stowarzyszeń Służb Mundurowych. – W departamencie PESEL kiedyś wykonywano te same czynności, które wykonuje się dzisiaj – dodał.
– To co bulwersuje nas, jako środowisko mundurowe to działalność IPN-u swoistej policji politycznej. Nie zrobisz coś po naszej myśli to natychmiast zostaniesz przez nas zaatakowany – tak działa ta instytucja – ocenił Czarnecki. – Pani Ewa Gawor, którą osobiście znam, podjęła decyzję w stosunku do rozwiązania marszu narodowców w oparciu o dokumenty znane wszystkim – stwierdził.
– Mam prawo o tym mówić, ponieważ przez kilka lat byłem delegatem Polskiego Związku Piłki Nożnej, wiem, że dzisiejsi policjanci byli doskonale szkoleni na temat symboli i znaków, które są niedopuszczalne w przestrzeni publicznej. Takim przykładem jest liczba 88, przeciętnemu odbiorcy nic to nie mówi, ale dla osób rozumiejących ten przekaz to jest to HH. Dla mnie osobiście zwrot „heil Hitler” jest rzeczą niedopuszczalną – podsumował. – A takie symbole są funkcjonują na marszach narodowców – dodał.
Prezydent Federacji Stowarzyszeń Służb Mundurowych oznajmił, iż jest mu przykro, iż jego młodsi koledzy policjanci, którzy zabezpieczają tego typu imprezy zapominają o wiedzy na temat tego typu symboliki. – Gwarantuje państwu, że wiedzą co jest zabronione – dodał.
– My jako Federacja Stowarzyszeń Służb Mundurowych również będziemy się stać murem za wszystkimi ludźmi, za wszystkim byłymi funkcjonariuszami, którzy dobrze wykonywali swoje obowiązki bez względu na ustrój panujący w Polsce. Jest rzeczą haniebną, że przedstawiciel władzy posuwa się do rzeczy tak niskich, jak atak na człowieka tylko dlatego, że rzetelnie wykonuje swoje obowiązki. Jest to niedopuszczalne – oświadczył Zdzisław Czarnecki.

Źródło: sld.org.pl

Ekskomunika SLD

Zbliżają się wybory. Którą z partii poprze Kościół? Wszak politycy zawsze walczyli o względy biskupów.

 

W Polsce jest ponad 11 tysięcy parafii. Co niedziela na nabożeństwach spotyka się w kościołach 13 milionów wiernych. W diecezji tarnowskiej – ponad 70 proc. wszystkich mieszkańców. W diecezji łódzkiej – 24,8 proc. Żadna partia nie jest w stanie sprostać sile politycznego oddziaływania Kościoła. Agitacji 30 tysięcy księży – stających co niedziela na ambonach. Jeśli ci księża – oprócz religijnego – poczują również polityczne powołanie.

 

Grzeszny SLD

Ta zadziwiająca historia wydarzyła się parę dni temu. I natychmiast stała się hitem mediów społecznościowych. Jej bohaterem jest Błażej Makarewicz. Członek Sojuszu Lewicy Demokratycznej. I przewodniczący Federacji Młodych Socjaldemokratów – młodzieżówki SLD.
Błażej zdecydował się zostać ojcem chrzestnym. Zgodnie z regułami biurokracji watykańskiej, udał się do proboszcza rodzinnej parafii. By uzyskać zaświadczenie o bierzmowaniu. I takowe dostał. Jednak proboszcz parafii rzymskokatolickiej pod wezwaniem Miłosierdzia Bożego w Pułtusku-Popławach czuł się w obowiązku donieść o swoich wątpliwościach co do chrzestnego ojcowania Makarewicza.
„Należy do SLD i często wypowiadał się przeciwko Kościołowi i księżom” – napisał w zaświadczeniu proboszcz z Pułtuska. Nie wiem, co złego mówił Makarewicz o Kościele i księżach? I nie moja to sprawa. Ale jako wiceprzewodniczący Sojuszu Lewicy Demokratycznej muszę zapytać. Czy w świetle nauki Kościoła rzymskokatolickiego przynależność do SLD jest grzechem?
Cała sprawa byłaby śmieszna i nadawałaby się jedynie na newsa sezonu ogórkowego. Gdyby nie fakt, że zbliża się seria wyborów. Będąc obywatelami i obywatelkami świeckiego państwa nie możemy pozwolić, by w 11 tysiącach polskich parafii księża prowadzili kampanie wyborcze. Instruując 13 milionów wyborców. Którym partiom Bóg błogosławi. A z przynależności do których trzeba się spowiadać.

 

Jezus socjalista

Osobiście jestem zwolennikiem zostawiania sacrum religijności zdala od polityki. Religia to prywatna sprawa każdego z nas. Skoro jednak Krzysztof Gawkowski, wiceprzewodniczący SLD, już kilka lat temu zrobił religijny comming-out – zacytuję go. „Jestem Polakiem, katolikiem i socjaldemokratą. I jestem z tego dumny” – powiedział w wywiadzie dla Rzeczpospolitej w 2013 roku.
Gawkowski twierdzi, że nie ma sprzeczności pomiędzy zapisami biblijnymi i tym, o co walczą socjaliści. „Mam w głębi duszy przekonanie, że Chrystus był pierwszym socjalistą” – stawia dość odważną tezę. I dodaje: „Ewangelię zawsze odczytywałem jako wezwanie do likwidowania nierówności, dążenie do pokoju i braterstwa”. Z tym ostatnim zdaniem trudno się nie zgodzić. „Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego” (Mt. 19,24) – mówił dwa tysiące lat temu „pierwszy socjalista”. Doradzając bogaczowi podzielenie się swoim majątkiem z ubogimi.
Ale zostawmy na boku biblijne dysputy. Bo problemem katolickiej Polski nie są słowa Jezusa. Ani papieża Franciszka. Problemem jest arogancja funkcjonariuszy Kościoła. Żądza władzy. I pieniędzy.

 

Najwyższa kasta

Źle się stało, że politycy III RP zgodzili się na podpisanie konkordatu z Watykanem. Sam konkordat to zaledwie 29 artykułów – niewiele w zestawieniu z 243 artykułami polskiej Konstytucji. Zresztą zdecydowana większość zapisów konkordatu jest oczywista i niekontrowersyjna. Nudna – powiedziałbym.
Groźniejszy jest sam fakt istnienia umowy, która jakiś zakres kompetencji państwa polskiego oddaje państwu watykańskiemu. I stawia Kościół rzymskokatolicki ponad polskim prawem i Konstytucją. Pierwszy przykład z brzegu. Jeśli którejś władzy udałoby się zebrać większość konstytucyjną w Sejmie, może przewrócić zapisany w Konstytucji porządek prawny do góry nogami. Ale żeby dzień 15 sierpnia, święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, na powrót stał się w Polsce dniem roboczym – na to musi wyrazić zgodę Watykan.
Szkoda, że budując zręby III RP nie wykorzystano modelu francuskiego. Tam kościoły i związki wyznaniowe funkcjonują w oparciu o zapisy ustaw o stowarzyszeniach i fundacjach. Mając równe prawa i obowiązki z innymi organizacjami pozarządowymi. Wówczas taka sama transparentność działań i finansów dotyczyłaby zarówno Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy Jurka Owsiaka jak i Archidiecezji Warszawskiej kardynała Nycza.

 

Nycz Tower

Kościół nie płaci podatku od nieruchomości. Ba, żaden z polskich urzędów nie ma pojęcia, ile ziemi jest w rękach Kościoła. Będąc w Sejmie, pytałem o to w jednej z interpelacji. Szacuje się, że zmieściłoby się u nas 2000 Watykanów.
Kościół nie prowadzi ewidencji zbiórek publicznych. Nie zapisuje w księgach rachunkowych tego, co trafia co niedziela na tace w 11 tysiącach parafii. Bo ksiąg rachunkowych prowadzić nie musi. A rocznie to kwota sięgająca 8 miliardów złotych. Tymczasem księżowski podatek dochodowy stanowi ułamek tego, co musi płacić fiskusowi Kowalski bez sutanny.
Zawieszeni między Warszawą i Watykanem, biskupi na serio zabierają się za biznes. W samym centrum Warszawy Archidiecezja Warszawska zamierza zbudować 180-metrowy… Nie, nie kolejny kościół. Nowoczesny wieżowiec. Z biurami do wynajęcia. Ma się nazywać Roma Tower, ale warszawiacy już ochrzcili go mianem Nycz Tower. Jeśli po zbudowaniu okaże się, że czynsz z wynajmu wieżowca przeznaczony zostanie na potrzeby Kościoła, fiskus nie zobaczy ani złotówki. Istne kościelne eldorado.
Jeśli już mowa o kościelnych „drapaczach chmur”, wolę Chrystusa ze Świebodzina. Jadąc nad morze parę dni temu, podziwiałem to 36-metrowe „arcydzieło sztuki sakralnej”. Miejscowi twierdzą, że po jego wybudowaniu, wzrosły obroty pobliskiego Tesco. Chrystus stojący naprzeciwko, gestem rozłożonych rąk, zaprasza do robienia zakupów w supermarkecie.

 

Ślub Tuska

Dysponując licznymi przywilejami, biskupi muszą dbać o ich zachowanie. A w czasach rządów takich jak dziś – o poszerzanie wpływu Kościoła. Podobno na ostatniej prostej są przygotowania pisowskiego Trybunału Konstytucyjnego do wydania werdyktu w sprawie aborcji. Trudno mieć złudzenia, że okaże się korzystny dla kobiet. A potem Jarosław Kaczyński bezradnie rozłoży ręce. To nie on zadecydował, by nakazać kobietom rodzenie niepełnosprawnych dzieci. Częstokroć skazanych na cierpienia i rychłą śmierć. To Trybunał. Ale pisowski Sejm jak najszybciej wykona wyrok Trybunału Konstytucyjnego i przegłosuje zakaz aborcji. By zdążyć przed wyborami.
Bo politycy, nie tylko ci z Prawa i Sprawiedliwości, przed wyborami stają się jakby bardziej religijni. Tak jest od lat. Donald Tusk po 27 latach małżeństwa, w 2005 roku doszedł do wniosku, że brak mu ślubu kościelnego. I klęknął przed ołtarzem. Dziwnym trafem, tuż przed wyborami parlamentarnymi i prezydenckimi. Choć niejednokrotnie zapewniał wyborców, że przez biskupami klęczeć nie zamierza.

 

Świeckie państwo

Dzisiejszy Sojusz Lewicy Demokratycznej musi konsekwentnie bronić świeckiego państwa. Naprawiając również błędy poprzedników. Bo nie zawsze stali oni naprzeciwko biskupów w pozycji wyprostowanej. Przecież to za czasów rządów lewicy zaczęto wypłacać pensje katechetom z kieszeni podatników.
Wypowiedzenie lub renegocjacja konkordatu. Religia w salkach przykościelnych. Decyzja o aborcji w rękach kobiet, a nie księży. In-vitro dla młodych rodziców. Związki partnerskie – dla partnerów i partnerek. I koniec z rozdawnictwem publicznych pieniędzy. Miliardów dla katechetów. Milionów na wody termalne Rydzyka. I świątynie. Niech politycy lewicy głośno zapewniają o tych atrybutach świeckiej Polski. Również przed wyborami.
To za to oberwał Makarewicz od prowincjonalnego księżunia. Za świeckie państwo, o które zabiega jego partia. Mówi się: trudno. Nawet jak ojcem chrzestnym nie zostanie.

 

Zbliżają się wybory

Zbliżają się wybory. Którą z partii poprze Kościół? Dla obywatela świeckiego państwa odpowiedź może być tylko jedna. Żadną! Ale nie w Polsce.
Wszyscy widzieliśmy w telewizji Jarosława Kaczyńskiego. Beatę Szydło. Mateusza Morawieckiego. Przemawiających sprzed ołtarza na Jasnej Górze w Częstochowie. Pamiętamy posłanki i posłów Platformy Obywatelskiej. Gremialnie uczestniczących w corocznych rekolekcjach. W Łagiewnikach. W klasztorze w Tyńcu. I na Świętej Górze w Gostyniu. Wraz z innymi modlił się Grzegorz Schetyna – donosiły o tym media. „Zostaliśmy duchowo nakarmieni” – mówił po jednym z takich spotkań Rafał Grupiński, do niedawna szef klubu parlamentarnego PO.
To się kiedyś nazywało unią tronu i ołtarza. Gdy pojęcie świeckiego państwa nie istniało. A dzisiaj? To nic innego jak korupcja polityczna. Świeckich polityków. I tych w sutannach. My o was dobre słowo z ambony. I delikatna sugestia, przy którym nazwisku postawić wyborczy krzyżyk. A wy nam odkroicie plasterek ze świeckiego państwa. Zrezygnujecie z in vitro. Nie zlikwidujecie funduszu kościelnego. Wprowadzicie zakaz aborcji. A poza tym: dacie więcej pieniędzy na wody termalne. I zgodę na wieżowiec w centrum Warszawy. Istne pomieszanie sacrum i profanum!
„A Jezus wszedł do świątyni i wyrzucił wszystkich sprzedających i kupujących w świątyni. (…) I rzekł do nich: «Napisane jest: Mój dom ma być domem modlitwy, a wy czynicie z niego jaskinię zbójców»” (Mt 21:11-13).

 

***

W poprzedniej kadencji Sejmu, Sojusz Lewicy Demokratycznej złożył projekt ustawy zakazującej prowadzenia agitacji wyborczej w kościołach. Oczywiście, głosami POPiS-u i PSL-u projekt przepadł. Ale za rok, po powrocie posłanek i posłów SLD do parlamentu, do tego tematu z pewnością wrócimy.

Koalicja zawiązana!

W symbolicznym miejscu – przy tablicy pamiątkowej upamiętniającej śmierć działaczy PPS, którzy w 1904 r. starli się z carskim zaborcą w walce o niepodległość i sprawiedliwość społeczną – ogłoszono powstanie koalicji wyborczej SLD – Lewica Razem.

 

18 czerwca 2018 r. przedstawiciele: Centrum Daszyńskiego, Federacji Młodych Socjaldemokratów, Fundacji im. Kazimierza Kelles-Krauza, Inicjatywy Feministycznej, Krajowej Partii Emerytów i Rencistów, Polskiej Lewicy, Polskiej Partii Socjalistycznej, Ruchu Ludzi Pracy, Ruchu Społecznego „Praca – Pokój – Sprawiedliwość”, Socjaldemokracji Polskiej – SDPL, Sojuszu Lewicy Demokratycznej, Stowarzyszenia „Dom Wszystkich Polska”, Stowarzyszenia „Ordynacka”, Stowarzyszenia „Pokolenia”, Stowarzyszenia I.Daszyńskiego, Towarzystwa Kultury Świeckiej im .Tadeusza Kotarbińskiego, Unii Pracy, Wolność i Równość oraz ZZRiOW „Regiony” złożyli w imieniu swych organizacji podpisy pod deklaracją programową porozumienia. Koalicja ma charakter otwarty i wszystkie podmioty, które podzielają lewicowe, czy też progresywne wartości mogą do niej przystąpić.
Początku porozumienia należy upatrywać w II Kongresie Lewicy, podczas obrad którego zawiązała się Rada Dialogu i Porozumienia Lewicy. – Znakomita większość organizacji, które dziś tu stoją, brała dwa lata temu udział w obradach Kongresu – przypomniał Robert Kwiatkowski, przewodniczący Rady. – Współpraca, która się wówczas rozpoczęła zaowocowała deklaracją i decyzją o założeniu wspólnej koalicji – SLD Lewica Razem – oświadczył Kwiatkowski.
– Fundamentem oraz jej kluczowymi wartościami, którą tę koalicję organizacji oraz partii lewicowych spajają jest przekonanie, iż potrzebujemy państwa sprawiedliwości społecznej, państwa socjalnego. Po drugie, przywiązanie do polskiej konstytucji, tej którą uchwalono w 1997 r., a naród przyjął w referendum. Po trzecie, szacunek i konsekwentna proeuropejska postawa. Jesteśmy członkiem Unii Europejskiej i marzy nam się, aby wartości europejskie były obecne w Polsce w znacznie większym stopniu niż to ma miejsca obecnie. Po czwarte, duma z naszej lewicowej, ponad 125 letniej tradycji. Począwszy od ruchu robotniczego i Polskiej Partii Socjalistycznej, przez Polskę Ludową, aż do czasów obecnych. Po piąte, zasada, która nam przyświeca – otwartość i dążenie do porozumienia z tymi podmiotami na lewicy, które uznają wymienione wcześniej zasady oraz ideę państwa świeckiego – punktował przewodniczący Rada Dialogu i Porozumienia Lewicy.
– Jednym z filarów naszego porozumienia jest to, iż wszyscy bronimy i będziemy bronić praw człowieka w stosunku do każdego z nas – powiedziała Katarzyna Kądziela, przewodnicząca Inicjatywy Feministycznej zaraz po podpisaniu deklaracji o zawiązaniu koalicji. – Zdecydowałyśmy się podpisać to porozumienie, ponieważ wierzymy, iż tylko działając wspólnie a nie dzieląc się, możemy realnie obronić prawa człowieka, działać na rzecz równości oraz skutecznie zwalczać dyskryminację – poinformowała Kądziela. – W tym dyskryminację z powodu płci, ale także z każdego innego powodu: wieku, pochodzenia etnicznego, czy też narodowościowego – kontynuowała. – Prawica do naszego życia wprowadziła ogromnie wiele nienawiści i musimy się temu sprzeciwiać – oceniła.
– Nadchodzące wybory określą na wiele sytuację i pozycję polskiej lewicy – stwierdził Bogusław Gorski, przewodniczący Polskiej Partii Socjalistycznej. – PPS zawsze stał po stronie prawdy, prawa, obywateli oraz solidarności i z tego powodu podpisaliśmy to porozumienie – oświadczył Gorski. – Wszyscy powinniśmy być razem – dodał.
– Mamy 2018 r. , rządzący PiS łamie konstytucję i niszczy demokrację. Polska lewica musi podjąć skuteczne działania w obronie podstaw demokracji, rządów prawa, przywrócenia w Polsce kontroli konstytucyjnej – powiedział Ryszard Kalisz, przewodniczący Stowarzyszenia „Dom Wszystkich Polska”. – Konstytucja z 2 kwietnia 1997 r. została uchwalona przy bardzo aktywnym udziale ludzi lewicy – przypomniał Kalisz. – W latach, w których lewica była silna Polska osiągała sukcesy: gospodarka, konstytucja, wejście naszego kraju do NATO, wejście Polski do Unii Europejskiej – to są sukcesy tego okresu – ocenił. – Od roku 2005 nie ma żadnego sukcesu, są wydawane pieniądze, które zostały przyznane naszemu krajowi w wyniku członkostwa w UE – kontynuował.
Ryszard Kalisz podkreślił, iż w deklaracji powstania koalicji zawarto to co dziś jest w Polsce najważniejsze. – Obrona demokracji, obrona praw kobiet, wolności zgromadzeń i państwa świeckiego – wyliczał.
– Pragnę podziękować łącznie dwudziestu podmiotom, które podpisały tę deklarację – powiedział Włodzimierz Czarzasty, przewodniczący SLD. – Porozumienie jest otwarte i zapraszamy wszystkie siły lewicowe bez żadnych warunków wstępnych do współpracy. Każdy z podmiotów , który podpisze porozumienie będzie miał te same prawa i obowiązki – oświadczył Czarzasty. – Trzecia droga w Polsce jest możliwa, Polki i Polacy nie są skazani na głosowanie albo na PiS, albo na PO – podkreślił lider Sojuszu.
Włodzimierz Czarzasty stwierdził, iż lewica w Polsce nigdy się nie zgodzi na ciągłe przypisywanie współpracy z PiS w sytuacji krytyki Platformy lub też kooperacji z PO w sytuacji krytyki działań Prawa i Sprawiedliwości. – Idziemy własną drogą, będziemy zabiegali o głosy wszystkich obywatelek i obywateli w Polsce – podsumował.

 

 

DEKLARACJA

Prawica niszczy dorobek III RP. Polska demokracja i praworządność są zagrożone. Rządzący łamią Konstytucję, odbierają głos Parlamentowi, niszczą międzynarodową pozycję i dobre imię Polski, naruszają niezależność władzy sądowniczej, odbierają obywatelkom i obywatelom wolność zgromadzeń a kłamstwo i zniesławienie czynią fundamentem polityki. Sprzeciwiamy się temu. Chcemy lepszej Polski i dlatego zostanie powołany Koalicyjny Komitet Wyborczy „SLD – Lewica Razem”.Łączy nas wspólny system wartości, którego istotą jest sprawiedliwość społeczna, wolność ograniczona jedynie prawem i swobodami współobywateli, bezpieczeństwo państwa i jego mieszkańców, dbałość o godne warunki pracy i wysoki poziom życia polskich rodzin.
Szanujemy Konstytucję, którą przyjął i popiera Naród.
Jesteśmy przekonani o niezbędności realizowania praw człowieka w stosunku do każdej i każdego, wyrażamy uznanie dla dążeń emancypacyjnych grup społecznych dotąd dyskryminowanych i zasady „każdy inny – wszyscy równi”.
Twardo opowiadamy się za pełną realizacją równouprawnienia kobiet i mężczyzn. Walczącym o poszanowanie swych praw i wolności kobietom polskim gwarantujemy wsparcie i pomoc w odzyskaniu prawa do decydowania o sobie.
Będziemy walczyć o świecki charakter naszego państwa.
Podkreślamy naszą wolę umacniania pozycji Polski w Unii Europejskiej, do której wprowadził nas rząd SLD-UP i Prezydent Aleksander Kwaśniewski a społeczeństwo zatwierdziło w ogólnonarodowym referendum.
Będziemy budowali dobre stosunki z naszymi sąsiadami.
Łączy nas także przywiązanie do wspólnej historii i tradycji polskie lewicy.
Czcimy wysiłek i ofiarność Polskiej Partii Socjalistycznej włożone w odzyskanie niepodległości w 1918 roku. Nie pozwolimy zapomnieć o pracy pokoleń, które odzyskaną Niepodległą budowały w dwudziestoleciu międzywojennym, walczyły o nią na wszystkich frontach II Wojny Światowej a potem w trudzie odbudowały i budowały zarówno podczas 45 lat PRL, jak i po 1989 roku. Z szacunkiem odnosimy się do pracy tych, dzięki którym w Polsce Ludowej dokonał się skok cywilizacyjny w nowych bezpiecznych granicach naszego państwa.
Konstytucja, akces do Unii Europejskiej, ponad stuletnia historia polskiej lewicy, wielki wysiłek odbudowy kraju z ruin i budowa Polski Ludowej, awans społeczny milionów ludzi, powszechny dostęp do edukacji i służby zdrowia, prawo do pracy w godnych warunkach i za godziwą zapłatę, prawo do wypoczynku po pracy – to nasza duma i nasz wspólny dorobek, którego nie pozwolimy zniszczyć. To one stanowią o naszej wiarygodności, o naszej sile.
Nasze porozumienie jest otwarte dla wszystkich, którym bliskie są wartości przez nas wyznawane. Są one zawarte w dokumentach II Kongresu Lewicy, do którego dorobku nawiązujemy.
Stwierdzamy, że po dokonaniu oceny obydwu kampanii wyborczych do samorządów i Parlamentu Europejskiego wspólnie podejmiemy dalsze decyzje co do form i zakresu współpracy w wyborach parlamentarnych i prezydenckich.
Zasady podziału miejsc na listach wyborczych do organów samorządowych oraz do Parlamentu Europejskiego ustalimy w formie aneksów do niniejszej deklaracji.

Kielecki transport – idzie nowe

Tak zwana siatka połączeń komunikacji miejskiej w Kielcach ma już 8 lat. W między czasie powstały w mieście nowe osiedla mieszkaniowe, zmienił się tryb życia mieszkańców, tj. częściej spędzają wolny czas poza domem.
Na wniosek Kieleckiej Platformy Komunikacyjnej radny Sojuszu Lewicy Demokratycznej Marcin Chłodnicki skierował do Prezydenta Kielc interpelację o przeprowadzenie analizy siatki połączeń w Kielcach, remarszrutyzacji pod kątem optymalizacji i maksymalizacji transportu zbiorowego. Tak, aby linie przestały pokrywać się na długich odcinkach, a częstotliwość kursów została dostosowana do potrzeb pasażerów.
– System komunikacji w naszym mieście nie jest wydolny. Siatka połączeń pozostaje praktycznie bez większych zmian od 20 lat, a uruchomienie w 2010 roku 13 nowych linii autobusowych (102-114) spowodowało tylko to, ze w przypadku niektórych linii większość tras jest taka sama. – powiedział Marcin Chłodnicki.
(…)
Mieszkańcy ul. Klonowej w Kielcach doczekali się progów zwalniających wraz z oznakowaniem pionowym.
Wokół kieleckiego zalewu powstało w ostatnich latach całkiem spore osiedle mieszkaniowe, które cały czas się rozrasta. Wraz z mieszkańcami pojawiły się nowe „problemy”. Klonowa jest dość ruchliwą kielecką ulicą. Jako, że dotychczas życie okolicznych mieszkańców skupiało się w zasadzie tylko po jej jednej stronie, piractwo drogowe i zwykły brak kultury kierowców nie za bardzo zaprzątało głowy okolicznym mieszkańcom.
Wszystko się zmieniło wraz z pojawieniem się nowych bloków po drugiej stronie ulicy. Dzieci idąc chociażby do pobliskiej szkoły były narażone na niebezpieczeństwo ze strony rajdujących kierowców lub tych, którzy zrzadka zatrzymywali się, aby przepuścić je na pasach.
Po wielu interpelacjach zgłoszonych m.in. do Miejskiego Zarządu Dróg przez radnego z ramienia Sojuszu Lewicy Demokratycznej Marcina Chłodnickiego oraz kilku godzinach bezpośrednich rozmów z MZD powstały progi zwalniające.
– To było niebezpieczne miejsce, dwa przejścia dla pieszych, sklepy, żłobek, przedszkole, szkoła, restauracje, dojście z Uroczyska nad zalew. Przejście na drugą stronę ulicy często graniczyło z cudem, przez co nie brakowało tu niebezpiecznych sytuacji. – mówi Chłodnicki.
Progi są łagodne, ale wymuszą przejazd z bezpieczną prędkością. Szkoda, że takie elementy są potrzebne na drogach, a nie wystarczy zwykła świadomość i rozwaga.