Głos lewicy

Gdzie czerwony sztandar?

Nie tylko Wincenty Elsner ma dość „czekania w przedpokoju Schetyny”. Ma go dosyć również Łukasz Moll:

Lewica pozwoliła, żeby gość, który zakłamuje tradycję ruchu ludowego i robi z PSL konserwatywną, kościółkową partię „wiejskiego mieszczaństwa”, gotową odgrywać rolę partnera kompradorskich neoliberałów (współczesny odpowiednik szlachty), a przez mainsteam jest lubiany, bo dobrze wygląda w garniturze, a zamiast onuców nosi nawet markowe buty, decydował o tym, gdzie jest miejsce lewicy na scenie politycznej, z kim powinna startować i w jakim celu. Ma ona zająć miejsce, które Panu Kosiniakowi-Kamyszowi pokazały badania, bo tak łatwiej będzie zrealizować cel nadrzędny, a właściwie jedyny dla niego i Schetyny: odsunąć PiS od władzy, bez żadnej wizji czy programu. „Do konta, lewaki, i róbcie Waszą koalicję, a my zrobimy swoją” – nakazuje Kosiniak-Kamysz. A w kolejnym zdaniu stanowczo oświadcza, że takie ekstremizmy jak prawa LGBT i krytyka kościoła to nie z nim. Z PO i Nowoczesną nie przejdą zaś takie komunistyczne rozwiązania jak socjal dla tych, którym pracować się nie chce i wstrzymywanie zawsze niedokończonej prywatyzacji. Rząd opozycyjny ma być demokratyczny i praworządny, tak jak demokratyczne i praworządne były wszystkie rządy nie-pisowskie po 1989 roku: ma być to demokracja bez zapewnienia społeczeństwu warunków realnego udziału w życiu publicznym i w dochodzie narodowym i praworządność bez równych praw i gwarancji wolności obywatelskich. O żadnej korekcie mowy nie ma. Niżej już upaść lewica naprawdę nie może. Taką bezpodmiotową, uległą „strategią” zabieracie jakiekolwiek widoki na prowadzenie lewicowej polityki w tym kraju na lata. Lewica jeszcze bardziej będzie postrzegana, zwłaszcza przez ludzi młodych jako smród pałętający się po liberalnych gaciach, jako przystawka establishmentu. Tym bardziej szkodliwe, że wcześniej była ta gadka o autentyczności, „Czerwony sztandar”, kaszkiety i gazetki z Daszyńskim. Teraz tradycja ta – zupełnie tak samo jak ruch ludowy przez Kosiniaka-Kamysza – wpisana zostaje gładko jako lewe skrzydło Frontu Ocalenia Narodowego robionego przez Schetynę.

Piesi kontra kierowcy

Remigiusz Okraska o sytuacji na polskich drogach:
Gdyby w Polsce szanowało się przepisy i prawo, a przede wszystkim ludzkie życie i zdrowie, takie coś wywołałoby polityczne, ustawodawcze i wszelkie inne trzęsienie ziemi: „Tylko jeden na dziesięciu kierowców nie przekracza dozwolonej prędkości w rejonie przejść dla pieszych. Mitem są piesi zapatrzeni w smartfony i piszący SMS-y. Ministerstwo Infrastruktury ujawniło wreszcie ukrywany od kilku miesięcy przed opinią publiczną zatrważający raport. […] Pomiary terenowe prędkości pojazdów wykazały, że w obszarach o dopuszczalnej prędkości 50 km/h, czyli w obszarach zlokalizowanych w miastach i małych miejscowościach, ok. 85 proc. zbadanych kierowców przekracza dozwoloną prędkość, a poza obszarami zabudowanymi o dopuszczalnej prędkości 70 km/h, aż 90 proc. zbadanych kierowców przekracza dozwolony limit prędkości – czytamy w dokumencie. […] Ciekawe natomiast są wnioski dotyczące zachowań pieszych. Przeczą one powtarzanym od lat stereotypom o „zapatrzonych w smartfony i piszących wiadomości”. Okazało się, że z telefonami w rękach chodzi jedynie 5 procent pieszych. A tylko jeden procent cokolwiek w tym czasie pisze. – Nie stwierdzono znacznych problemów związanych z nieprawidłowymi zachowaniami pieszych. Co prawda 7 proc. zbadanych pieszych przekraczało jezdnię na czerwonym świetle, ale takie zachowanie w większości przypadków wystąpiło przy bardzo niesprzyjających warunkach dla pieszych, np. przy długim czasie oczekiwania na zielone światło przy jednoczesnym braku pojazdów. Nieznaczna grupa pieszych rozmawiała przez telefony komórkowe (5 proc.), pisała wiadomości tekstowe (1 proc.) czy słuchała muzyki (1 proc.). Przechodzenie w miejscach niedozwolonych (8 proc.) występowało przede wszystkim na ulicach osiedlowych o małych natężeniach ruchu pojazdów – głosi raport”. Teraz, gdy mamy fachowe badania w ręku, lobby piratów drogowych i potencjalnych morderców nie ma nic na swoje usprawiedliwienie. Wciąż pozostaje jednak pytanie, ile jeszcze osób musi zginąć, ile odnieść ciężkie i trwałe obrażenia, ile dzieci trzeba osierocić, ilu członków rodzin stracić, i tak dalej, żeby to zorganizowane antyludzkie szaleństwo zacząć na serio i bez szukania wymówek ograniczać i zmniejszyć do możliwego minimum tak, jak zrobiły to inne kraje. Te szanujące życie na serio. Te nie wahające się go bronić nie moralizowaniem, lecz zakazem, mandatem, radiowozem, progiem zwalniającym, surowym egzekwowaniem przepisów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *