Granica bez reporterów

Bolesław K. Jaszczuk
Granica bez reporterów

wikimedia.org

W 1985 roku francuscy dziennikarze założyli międzynarodową organizację Reporterzy Bez Granic (Reporters sans frontières) zajmującą się kwestią wolności mediów na świecie. W 36 lat później polskie władze poszły w odwrotnym kierunku tworząc granicę bez reporterów.

Ledwo Senat przyjął mającą na celu umożliwienie dziennikarzom dostępu do strefy przygranicznej poprawkę do nowelizacji ustawy o ochronie granicy państwowej natychmiast pojawiły się nieprzychylne głosy ze strony obozu rządzącego. Argumenty jakimi szermowano były na poziomie ich rozwoju umysłowego – zauważa szewc Fabisiak. Szczególną błyskotliwością wykazał się wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński. Dla niego bowiem niejasne jest kto jest dziennikarzem a kto nie. Otóż, szanowny panie ministrze, o tym kto jest dziennikarzem można się dowiedzieć próbując choćby wejść na teren Sejmu. Aby być wpuszczonym do Biura Prasowego Sejmu nie wystarczy oświadczyć: jestem dziennikarzem. Należy bowiem to udowodnić okazując legitymację prasową. Dokonując dogłębnej analizy tego kogo można uznać za dziennikarza minister Jabłoński posłużył się tu przykładem Bartosza Kramka, który jeszcze przed wprowadzeniem stanu wyjątkowego brał udział w akcji protestacyjnej na granicy z Białorusią. Zdaniem Jabłońskiego, Kramek co prawda pisze teksty ale ponadto „jeździ na granicę i przecina drut kolczasty”. Podążając za tokiem jego rozumowania należałoby dojść do wniosku, że dziennikarz ma się zajmować wyłącznie pisaniem a nie brać udział w jakichkolwiek przedsięwzięciach i akcjach publicznych. Szewcowi Fabisiakowi przypomina to hasła z 1968 r.: studenci do nauki, literaci do pióra, do których co poniektórzy dodawali: pasta do zębów.

W podobnie inteligentny sposób zakaz wstępu dla dziennikarzy tłumaczył rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn twierdząc, że obecność mediów napędza różnego rodzaju eskalacyjne happeningi tudzież akcje polityczne. I teraz już wiemy kto organizuje uliczne protesty czy też inne „happeningi ”. Otóż dziennikarze, żeby mieli co relacjonować. Pan Żaryn napomknął ponadto, iż przygotowywane są nowe zasady obecności mediów w strefie przygranicznej. A czyż nie prościej i po prostu uczciwiej byłby znieść ograniczenia i pozwolić mediom na swobodny dostęp do zakazanych dla nich rejonów? – pyta szewc Fabisiak.

Jednak cała ta retoryka blednie w porównaniu z tym co miał do powiedzenia cytowany przez amerykański portal dziennikarski Columbia Journalism Review jeden z wiceministrów spraw zagranicznych. Jego zdaniem, zakaz wstępu dla mediów ma chronić dziennikarzy przed imigrantami. Jak zatem wynika z tej wypowiedzi, imigranci przybywają do Polski po to by naparzać dziennikarzy i aby uniknąć pomyłek i nieporozumień każą im uprzednio pokazać legitymację prasową – wnioskuje szewc Fabisiak. Tenże wiceminister jednocześnie wypowiedział kilka słów prawdy. Stwierdził mianowicie, iż jeśli dziennikarze chcą rzeczywiście informować o tym co dzieje się na granicy, to przecież mogą bez przeszkód udać się na stronę białoruską i stamtąd relacjonować. I w ten sposób, jak zauważa szewc Fabisiak, przyznał, że na rządzonej przez po dyktatorsku Białorusi panuje znacznie większa wolność słowa niż w demokratycznej Polsce.
I tak jest faktycznie. Columbia Journalism Review podaje przykłady obecności dziennikarzy zachodnich na granicy od strony białoruskiej. Nie dość na tym. Steve Rosenberg z BBC przeprowadził wywiad z Łukaszenką wykorzystując tę okazję do – jak to określa Columbia Journalism Review – grillowania go w temacie praw człowieka. Szewc Fabisiak zauważa, że przedstawiciele światowych mediów jakoś nie kwapią się do wywiadów z prezydentem Andrzejem Dudą. Po to by po raz kolejny usłyszeć banały o wojnie hybrydowej tudzież o bohaterskiej obronie przez polskie umundurowane służby granicy z nagle hołubioną Unią Europejską nie potrzeba wybierać się do Warszawy i starać się o audiencję. Wystarczy poczytać sobie jednobrzmiące wypowiedzi polskich oficjeli. Co innego Łukaszenka. Mimo tego, że w przeszłości kierował sowchozem i nie pisał naukowych dysertacji jest człowiekiem godnym uwagi z medialnego punktu widzenia. Nawet gdy powie coś co może zostać uznane za kontrowersyjne lub nie spodoba się rozmówcy, to jego wypowiedzi są cytowane przez zagraniczne środki przekazu. A jakież to cytaty można by wypleść z przemówień Dudy, chyba nie pseudo dowcipy o afrykańskich ludożercach, którzy nie chcą zjadać polskich naukowców.
Szewc Fabisiak dostrzega jeszcze jedną istotną różnicę między obydwoma prezydentami. Otóż Łukaszenka odwiedził znajdujący się w pobliżu przejścia granicznego z Polską ośrodek dla uchodźców i długo rozmawiał z przebywającymi tam osobami. Natomiast Duda ma odmienne preferencje. Co prawda te był w strefie przygranicznej lecz nie po to by porozmawiać z imigrantami, lecz z z funkcjonariuszami Straży Granicznej, Policji oraz wojakami życząc im – jak o tym donosi prezydencka kancelaria – bezpiecznej służby. Szewc Fabisiak ma w związku z tym pytanie do prawników: Czy prezydent przebywając na terenie objętej zakazem poruszania się aby nie złamał prawa?

Poprzedni

Dwa tuziny chętnych na posadę w PZPS

Następny

Uchodźcy kontra Kapitał