Łagodzenie konfliktów przy pomocy czołgów

Jak powszechnie wiadomo czołg jest bronią ofensywną służącą do atakowania wroga. Jednak pisowscy mózgowcy wymyślili dla niego wręcz przeciwstawne zastosowanie czyniąc zeń narzędzi do łagodzenia kwestii spornych.

W taki sposób szewc Fabisiak odczytuje nagłe zainteresowanie zakupem przez Polskę amerykańskich czołgów typu Abrams. Złożenie oferty kupna tych pojazdów opancerzonych nastąpiło bowiem w momencie, gdy w Waszyngtonie zaczęto fukać nad majstrowaniem nowelizacji ustawy medialnej umożliwiającej przejęcie amerykańskiej stacji telewizyjnej TVN. Jak gdyby dano Amerykanom do zrozumienia, że jeśli przełkniecie odebranie wam telewizji to my kupimy u was tanki bez negocjacji cenowych, offsetu tudzież innych zbędnych formalności.

Jest rzeczą oczywistą, że dążenie do przechwycenia TVN ma na celu przejęcia niemal całej telewizyjnej oglądalności co z kolei ma Pisowcom zapewnić zwycięstwo w wyborach parlamentarnych. Jednak owa wiara może okazać się omylna. Szewc Fabisiak przypomina, że w 1989 r. mimo wyraźnej telewizyjnej przewagi PZPR poniosła klęskę w wolnych od okrągłostołowych układów wyborach do Senatu. W przypadku najbliższych wyborów sejmowych porażka PiS może nie być aż tak druzgocąca, jednak może się okazać na tyle dotkliwa, że uniemożliwi tej formacji sklecenie rządu większościowego. Ponadto szewc Fabisiak domniemywa. że prezes Kaczyński myśli w tym przypadku perspektywicznie uważając, że po ewentualnych przegranych będzie miał do dyspozycji stację też opozycyjną tyle że w drugą stronę.

O tym, że rządowe zakusy na TVN spotkają się z taką a nie inną reakcją ze strony USA było tak samo oczywiste jak to, że po wtorku następuje środa.
Tym nie mniej próbując na siłę przejąć opozycyjną stację rządzący sami wpuścili się w antyamerykańską pułapkę. Tak się bowiem nieszczęśliwie dla rządzących złożyło, że owa stacja należy do koncernu amerykańskiego a nie na przykład norweskiego. Norwegowie bowiem mogliby co najwyżej pomachać ostrzegawczo palcem, natomiast Amerykanie mogą wygrażać pięścią co też i czynią we własnym patriotycznie pojmowanym a przede wszystkim biznesowym interesie. I pod przykrywką owych interesów wypowiada są pryncypialne slogany o wolności mediów jako jednej z podstaw demokracji.

PiS ma więc do wyboru – albo opanować TVN albo popsuć sobie stosunki ze Stanami Zjednoczonymi i to nie na krótką metę. Wybrano wyjście niby pośrednie a w istocie infantylne wyrażając chęć nabycia amerykańskich czołgów. Pociągnięcie to jest absurdalne również z czysto fachowego punktu widzenia. Czołg mógł się sprawdzić podczas II Wojny Światowej ale nie w XXI wieku. Jednak zdaniem ministra od wojskowości Mariusza Błaszczaka jest to skok technologiczny. Czyli skok w tył o ok. 70 lat. Ponadto – jak zauważa szewc Fabisiak – czołg to broń typowo ofensywna a NATO to ponoć pakt obronny. Zamiar zakupu czołgów został skrytykowany przez wojskowych fachowców co z kolei nie spodobało się panu Błaszczakowi. Argumentacja jaką się posłużył nie była intelektualnie zbyt skomplikowana i mieściła się w standardach myślowych jego politycznej formacji. Ponieważ w tym przypadku nie mógł przyczepić się ani do Platformy Obywatelskiej ani do Donalda Tuska, to wytknął krytykującym go emerytowanym oficerom, że są komunistycznymi generałami, co jednak – zdaniem szewc Fabisiaka – świadczyć może o ich wysokiej wiedzy fachowej na pewno nie mniejszej niż ta którą posiada usłużna rządowi obecna kara oficerska. Co ciekawsze swoją krytyczną ocenę ewentualnego zakupu wyraził też na antenie TVN również Janusz Korwin-Mikke, któremu też zdarza się czasami powiedzieć coś rozsądnego. On też mianowicie uwagę na to, że czołg jest urządzeniem archaicznym nie przystającym do dzisiejszych realiów. Tym samym Korwin-Mikke znalazł się w jednym szeregu z komunistycznymi generałami. Jednak – jak zauważa szewc Fabisiak – Trzeba by doprawdy niezwykłych zdolności imaginacyjnych aby wyobrazić go sobie w mundurze generalskim machającego legitymacją PZPR.

Suweren kontra sutener

PiS z lubością powołuje się na to, że sprawuje rządy z woli suwerena, który zadecydował o tym, że to pan Kaczyński wraz z jego ekipą wygrał wybory. Jednakże – jak zauważa szewc Fabisiak –jest to suweren mocno kulawy, jako że tylko jego mniejsza cześć uprawniona do głosowania poparła tych co teraz rządzą.

Przedstawiciele władzy niejednokrotnie podkreślali, że ów głosujący na nich suweren dał spółce Kaczyński&company niejako pośrednio przyzwolenie na poczynania obozu rządzącego. A obóz ten, będący emanacją swarliwej mentalności jego przywódcy, uwielbia konflikty, które sam częstokroć wywołuje bądź prowokuje. Ostatnio taki konflikt ma miejsce pomiędzy ośrodkiem władzy a prezesem NIK, który z tegoż ośrodka został wyprowadzony.

Szewc Fabisiak widzi tu nie tylko, jak to postrzegają niektórzy komentatorzy, walkę gangów, lecz także konfrontację suwerena z jakby nie było sutenerem. Szewc Fabisiak nie twierdzi bynajmniej, że nazwanie kogoś sutenerem ma wydźwięk obraźliwy czy nawet krytyczny a jeżeli kogoś to ubodło, to może go profilaktycznie przeprosić. Sutenerstwo bowiem to profesja jak każdy inny zawód wykonywany w sferze usług. Sutener jest takim samym pośrednikiem jak choćby firma kurierska będąca pośrednikiem pomiędzy nadawcą przesyłki a jej odbiorcą. I pobiera za to stosowne opłaty. Jeszcze bardziej do sutenerstwa zbliżona jest branża hotelowa, która podobnie jak Banaś użycza swoich pomieszczeń również dla uprawiania rozrywek w celach raczej nieprorekreacyjnych, a ewentualna prokreacja może być tu jedynie efektem ubocznym. Różnica jest taka, że hotel wynajmuje pokoje na dobę a Banaś tylko na godziny i przez to jest tańszy. I nie musi, wzorem tanich linii lotniczych, oferować posiłków.

Należy też nadmienić, iż cała działalność burdelowa jest w Polsce w zasadzie legalna tyle, że pod pruderyjnym płaszczykiem ukryta jest nazwa agencji towarzyskiej zamiast nazwania tego po imieniu: po prostu zwykły burdel. Warto też zauważyć, że cały ten proceder odbywa się na zasadzie dobrowolności. Faceci sami chcą się bzykać z kobietami a te na ogół nie są do tego przymuszane. Bo i po co, skoro można na tym zarobić. A że przy okazji komuś wpadnie kasa za pośrednictwo to jest to normalna procedura akceptowana przez obydwie strony. Jest też w tym pewien aspekt humanitarny. Zamiast gzić się w krzakach ryzykując ulewę czy gromy z ciemnego nieba czy też na klatce schodowej narażając się na nieoczekiwane spotkanie z plotkarską sąsiadką lub nie daj boże z żoną czy mężem lepiej i bezpieczniej jest uprawiać seks w kulturalnych warunkach o czym powinno się wykładać w szkołach w ramach edukacji seksualnej.

Szewc Fabisiak oczywiście dostrzega, że pewne panie decydują się na uprawianie prostytucji z chęci wyrwania się ze stanu ubóstwa a niektóre nawet w tym celu wojażują zagranicę. Jednak mimo wszystko jest to ich świadomy wybór. Wyjątek stanowi stosowanie przez gangi przymusu wobec kobiet a także zmuszanie do prostytucji nieletnich. Są to jednak przestępstwa kryminalne stanowiące pewien procent całości, podobnie jak tylko niewielki odsetek sędziów kradnie drukarki.

Biorąc powyższe po uwagę, szewc Fabisiak jest zdania, że pan Banaś zamiast opowiadać mało wiarygodne dyrdymały o wynajmowaniu pokojów dla utrudzonych podróżnych pragnących sobie odsapnąć przed wsiąściem do pociągu powinien był otwarcie powiedzieć o swoim sutenerstwie, które w końcu nie jest żadną przywarą tylko zwyczajną komercją będącą nieodłączną cechą gospodarki rynkowej. Oświadczając to Banaś wprawdzie nie zyskałby sobie przez to aplauzu zarówno wśród świętoszkowatej rządzącej prawicy, o kościelnej hierarchii nie wspominając, ani pruderyjnej opozycji, co praktycznie i tak nie miałoby żadnego znaczenia, bowiem i tu i tam ma już przechlapane.

Skoro już jesteśmy przy temacie sutenerstwa, to warto zwrócić uwagę na to jak ta sprawa wygląda za wschodnią granicą. Kiedy w czasach ZSRR nocowało się w hotelach, to na każdym piętrze urzędowała czujna etażnaja, której zadaniem było niewpuszczanie prostytutek do hotelowych pokoi. Oczywiście do momentu, kiedy nie dostała w łapę. Co poniektórym udawało się brać podwójnie – i od klientów i od panienek. Kiedy szewc Fabisiak znalazł się w hotelu już w niepodległej a jakże Ukrainie, to zauważył zjawisko odwrotne. Teraz to etażnyje dostawały kasę od prostytutek nie tyle za możliwość wejścia do hotelu co za obcowanie z klientem, którego im etażnaja naraiła. Tym samym etażnyje z przekupnych strażniczek moralności stały się normalnymi sutenerkami biorąc kasę już nie za moralność, lecz za komercję. Czy w jednak tym celu trzeba było rozwalać Związek Radziecki? – pyta szewc Fabisiak.

Mury miały runąć, a ciągle rosną

Słynna pieśń Jacka Kaczmarskiego ze słowami „A mury runą runą” staje się coraz bardziej nieaktualna. Litwa co prawda nie postawiła muru, ale zaczęła instalowanie zasieków z drutu kolczastego na granicy z Białorusią po to, by zapobiec przybywaniu stamtąd imigrantów.

Tym samym – jak zauważa szewc Fabisiak – sojusznicze wobec USA państwo postępuje wręcz odwrotnie niż Stany Zjednoczone, gdzie prezydent Joe Biden nakazał wstrzymanie budowy muru na granicy z Meksykiem ponieważ, jak oświadczył prezydencki rzecznik, nowa administracja odziedziczyła po swoich poprzednikach „niehumanitarny system imigracyjny”. Tak więc Stany Zjednoczone znoszą bariery graniczne mimo tego, że na ich teren przedostało się tylko w maju bieżącego roku ponad 180 tys. emigrantów. Tymczasem na Litwę z terenu Białorusi w ciągu ostatnich dwóch miesięcy przeszło około 1 500 osób, czyli w skali miesięcznej ponad 200 razy mniej. Jednak w Wilnie już biją na alarm, wygłaszając pompatyczne mowy, jakoby ów napływ imigrantów, ilościowo nieporównywalny z liczbą uchodźców przybywających choćby do Grecji o goszczących miliony uchodźców Turcji i Libanie nie wspominając, miałby oznaczać atak na całą Unię Europejską.

Koszt budowy zasieków ma wynieść 41 mln euro, przy czym przegrody mają zostać umieszczone na odcinku 550 km, co stanowi większą część liczącej 680 km granicy z Białorusią. Jak można łatwo wyliczyć jeden kilometr zasieków będzie kosztować ok. 74,5 tys. euro Nawet odliczając koszty towarzyszące, które prawdopodobnie obejmą także wycinkę drzew na gęsto zalesionych terenach przygranicznych, to i tak wychodzi na to że, cena pęczka drutu jest na Litwie niebotycznie wysoka. – dochodzi do wniosku Szewc Fabisiak. Widocznie jednak państwo litewskie jest na tyle bogate, że stać je na odrutowanie granicy.

Władze w Wilnie tłumaczą, iż działania Mińska polegające na sprowadzaniu – głównie z Iraku, lecz także z kilku innych krajów arabskich i Afganistanu – emigrantów a następnie umożliwianie im przechodzenie na stronę litewską są odwetem na unijne sankcje skierowane przeciwko Białorusi. Są to prawidłowe wnioski. Jednakże – jak zauważa szewc Fabisiak – w polityce podobnie jak w fizyce prawidłowością jest to, że akcja wywołuje reakcję. Oczywiście na reakcję można się zżymać, tym niemniej należy ją brać pod uwagę podejmując jakąś akcję.

Białoruś bynajmniej nie wypiera się tego, że organizuje przerzut emigrantów na Litwę. Łukaszenka tłumaczy to swoisty sposób. Stwierdził mianowicie, że emigranci nie chcą przybywać do Białorusi, lecz do „ oświeconej, ciepłej i przytulnej Europy” i tym samym – jak wnioskuje szewc Fabisiak – należy im w tym pomóc. Abstrahując od intencji, jakimi kierował się Łukaszenka, to z jego argumentacją trudno jest się nie zgodzić. Wszak to do Europy, a nie w odwrotnym kierunku zmierzają tysiące emigrantów i uchodźców, którzy chcą poprawy swojego losu, jak również chronią się przed działaniami zbrojnymi i represjami.

W tym kontekście blokada litewsko-białoruskiej granicy nabiera nieco innego wymiaru. Stawiając graniczne zasieki Litwa nie tylko znacznie utrudnia, lecz wręcz uniemożliwia jej przekraczanie nie tylko emigrantom z Bliskiego Wschodu, lecz także obywatelom Białorusi pragnącym opuścić swój kraj w obawie przed represjami ze strony tamtejszej władzy. Zwraca na to uwagę bynajmniej nie probiałoruskie, lecz jak najbardziej państwowe Litewskie Narodowe Radio i Telewizja. Przypomina, że w sytuacji, gdy Białoruś zamknęła granice z Polską i Ukrainą. to właśnie granica z Litwą stwarzała do tej pory jedyną możliwość wydostania się z Białorusi. Oczywiście pozostaje jeszcze otwarta granica z Rosja, jednak – jak zauważa szewc Fabisiak – nie jest to kierunek preferowany przez niechętnych władzy Białorusinów.

Wspomniane wyżej litewskie źródło cytuje wypowiedzi dwóch osób, które z powodów politycznych wyemigrowały z Białorusi przedzierając się przez granicę z Litwą. Jedna z nich – Olga Pawłowa pełniła rolę jednej z koordynatorek kampanii wyborczej Swietłany Cichanouskiej. Druga osoba to Andriej Szarenda, który był trzymany w areszcie a po jego opuszczeniu jest ścigany listem gończym za niestawienie się na rozprawie sądowej. Obydwie te osoby podkreślają, że blokując granicę z Białorusią litewskie władze praktycznie uniemożliwiły politycznym opozycjonistom wydostanie się na zewnątrz. Takie są jednak skutki, gdy uprawia się politykę na zasadzie: najpierw zrób a później pomyśl – podsumowuje szewc Fabisiak.

Ratunku!

Tego typu nastroje zdają się dominować w szeregach dwóch największych partii politycznych i są ku temu powody- twierdzi szewc Fabisiak.

Wiadomo bowiem, że dwie czołowe siły polityczne tj. PiS i PO przeżywają ostre kryzysy wewnętrzne w związku z czym starają się podejmować kroki zaradcze, które w sytuacji paniki we własnych szeregach a zwłaszcza w gremiach kierowniczych są mało skuteczne również po względem propagandowym. Taka jest reguła działań podejmowanych na chybcika w sytuacji poczucia narastającego zagrożenia – zauważa szewc Fabisiak. Dla PiS problemem jest coraz bardziej niepewna lojalność ze strony partnerów z tzw. Zjednoczonej Prawicy a także przypadki odchodzenia niektórych posłów co jest o tyle groźne, gdyż może skutkować utratą sejmowej większości. Jak na to reaguje Jarosław Kaczyński? Ano po swojemu starając się pokazać swoją siłę wobec takich wrażych podmiotów, jak TVN czy Strajk Kobiet. Szewc Fabisiak zwraca uwagę na to, że działania zastraszające podjęto po tym jak szumnie zapowiedziana przezeń walka z nepotyzmem we własnych szeregach przestała kogokolwiek pasjonować. Większość ludzi w gruncie rzeczy mało obchodzi to, kto zasiada w radach nadzorczych spółek skarbu państwa i z kim są skolgaceni. Istnieje taki perskie przysłowie: kabutar be kabutar booz be booz (gołąb z gołębiem, jastrząb z jastrzębiem), które ma swój polski odpowiednik w postaci porzekadła: ciągnie swój do swego. I dopóki ów kolejny swój nie będzie szkodzić zwykłemu obywatelowi, to tenże obywatel będzie go miał w odnośnym poważaniu. A gdy zacznie szkodzić, to wówczas nie będzie ważne czy szkodzi swój czy nie swój. Ponadto zapowiedziana natynepotyzmowa krucjata ma odwrócić uwagę od innego, mającego znacznie większe rozmiary zjawiska jakim jest nagminne wsadzanie partyjnych nominatów wszędzie tam, gdzie jest to możliwe. Szewc Fabisiak zdaje sobie sprawę z tego, że podobne praktyki miały też miejsce w przeszłości. W końcu po to utworzono spółki skarbu państwa by można tam było lokować partyjnych kolesiów. Jednak problem PiS polega na tym, że formacja ta cierpi na ostry niedobór fachowych kadr w związku z czym zmuszona jest do wyłuskiwania osób niekompetentnych czy wręcz indolentnych.
Ratunku! – woła też Platforma. Przez swoje mało przemyślane działania a przede wszystkim bezzębność programową od dłuższego czasu traci poparcie ze strony swoich dotychczasowych wyborców. Przy tym – jak zauważa szewc Fabisiak – PO zachowuje się trochę jak niedouczony bokser, którego szkolono tylko w kontrowaniu przeciwnika a który sam nie umie przejść do ataku. Podobnie jak PiS również Platforma ma problemy związane z kadrowym ubytkiem. Co rusz to jakiś poseł czy inny polityk zsuwa się z Platformy bądź jest z niej zsuwany. W sytuacji, gdy szefostwo PO nie może sobie poradzić z własnym problemami ściąga na pomoc Tuska Szewc Fabisiak przyznaje, że zrobiono to w odpowiednim momencie. W dniu kiedy odbywała się konwencja PiS. Dzięki temu światowe agencje szeroko informowały o powrocie Donalda Tuska, który dzięki pełnionej eurofunkcji zdążył już sobie wyrobić medialną renomę, natomiast kogo zagranicą interesuje to w jaki sposób Jarosław Kaczyński zamierza traktować pociotków swoich partyjnych współplemieńców? – pyta retorycznie szewc Fabisiak. Powracający Tusk natchnął co prawda Platformę i pewną część jej sympatyków duchem optymizmu graniczącym niekiedy z euforią, lecz nie posunął jej ani na krok w jakimś pomyśle na przyszłość. Być może nad takim pomysłem pracuje a może nie. Tymczasem sam powrót Tuska nawet w kraju, gdzie działa magia nazwiska, sam w sobie nie jest wystarczającym atutem na wygranie wyborów skoro nie posiada się propozycji twórczych i trafiających do ludzkiej świadomości rozwiązań. Jak trafnie zauważyła w jednej z telewizyjnych dyskusji socjolożka Elżbieta Korolczuk, „nie da się robić tych samych rzeczy i oczekiwać innych rezultatów”.

Zatem Tusk ma do wykonania dwa zadania – jedno partyjne i jedno osobiste. Pierwsze to wyprowadzenie PO z kryzysu i usiłowanie wygrania wyborów. Drugie polega na wyeliminowaniu potencjalnych konkurentów we własnym obozie i przyległościach. W tym pierwszym przypadku będzie musiał toczyć bój o wyborcze głosy z Szymonem Hołownią i jego Polską 2050, która to nazwa – jak uważa szewc Fabisiak – może sugerować datę objęcia władzy przez to ugrupowanie. Nadzieją dla Tuska jest to, że Hołownia będzie słabnąć, tracić i tak już mało dynamiczny impet oraz zwyczajnie zacznie mu brakować kasy o czym on sam już mówi publicznie.
Za to w tym drugim przypadku Tusk ma większe możliwości wsparte wieloletnim doświadczeniem w tego rodzaju działaniach. Szewc Fabisiak przypomina, że Donald Tusk umiejętnie pozbył się dwóch tenorów z którymi zakładał Platformę Obywatelską, którą ostatecznie przejął w swoje wyłączne władanie. Następnie zmarginalizował Grzegorza Schetynę a Ewę Kopacz wpuścił w premierostwo niemal w przededniu przegranych wyborów parlamentarnych. Borysa Budki nie musiał uziemiać, gdyż sam się uziemił. Teraz na celowniku jest Rafał Trzaskowski, która też ma ambicje przywódcze. Wprawdzie Tusk nie może wynieść go z fotela prezydenta stolicy, lecz może za to utrudniać mu samodzielne i niezależne działania jak choćby zapowiadany młodzieżowy campus w Olsztynie. Jak donoszą niektóre media, Tusk już rozpoczął namawianie platformowych prezydentów miast by nie angażowali się w ruch samorządowy, który podobno ma tworzyć Trzaskowski. Tym samym jednak nie tylko osłabia Trzaskowskiego ale i samą Platformę oraz potencjalnych sojuszników, których największa wadą jest to, że nie chcą się podporządkować jego dominacji. Ciekawe czy dostrzegają to zauroczeni starym-nowym przywódcą działacze oraz wyborcy PO? – zastanawia się Szewc Fabisiak.

Antykonstytucyjna ustawa i antykonstytucyjny trybunał

Trybunał Przyłębski po raz kolejny popisał się nie tylko dyspozycyjnością wobec ośrodków władzy ale też ignorancją prawną. Takie wnioski szewc Fabisiak wyciąga z wyroku wyżej wymienionej struktury zgodnie z którym ustawa pozwalająca na obniżenie policyjnej renty inwalidzkiej jest zgodna z Konstytucją.

Pytanie co do zgodności ustawy z Konstytucją zadał Trybunałowi Sąd Okręgowy w Krakowie. Dlatego też organ udający coś co ma taką samą jak on nazwę badał zgodność zapisów tej ustawy z konkretnymi artykułami Konstytucji wymienionymi przez krakowski sąd. Chodziło tu o Art. 2 i Art. 67 ust 1. Gdyby normalny a nie uzurpatorski trybunał wczytał się w treść tychże artykułów to bez szczegółowej analizy natychmiast uwaliłby rzeczoną ustawę.

Zacznijmy od drugiego z tych konstytucyjnych zapisów. Otóż Art. 67 ust 1 stwierdza wyraźnie, iż „obywatel ma prawo do zabezpieczenia społecznego w razie niezdolności do pracy ze względu na chorobę lub inwalidztwo oraz po osiągnięciu wieku emerytalnego”. A skoro się jest obywatelem to takiemu obywatelowi należą się takie same prawa jak innym obywatelom I tylko taka może być jedyna słuszna zarówno z prawnego, jak i czysto ludzkiego punktu widzenia interpretacja – zwraca uwagę szewc Fabisiak.

Aby się o tym przekonać warto przeczytać Art. 2 Konstytucji RP zgodnie z którym „Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej.” To, że segregacja inwalidów na politycznie słusznych i niesłusznych jest rażąco sprzeczna z wyżej wymienionym artykułem jest oczywista dla każdego człowieka umiejącego wyciągać wnioski z tego, co sam przeczytał. Szewc Fabisiak domniemywa, że sędziowie Trybunału Przyłębskiego nie są na tyle durni, żeby nie potrafili zrozumieć tego, co czytają. Jednakże rżną niedouczonych głupków tylko po to by zachować się zgodnie z politycznymi oczekiwaniami władzy bynajmniej nie sądowniczej. Jedynie dwóch sędziów Leon Kieres i Piotr Pszczółkowski złożyło sprzeciw zgłaszając zdanie odrębne. Jednakże – zauważa szewc Fabisiak – dwóch sprawiedliwych i poważnie traktujących swoje sędziowskie obowiązki to za mało aby uniemożliwić temu pozostałemu towarzystwu wydawanie niekonstytucyjnych wyroków. To, że wydawane są takie niekonstytucyjne wyroki jest konsekwencją tego, że sam wydający je organ jest niekonstytucyjny. Jest w tym jakaś logika, która jednak nie tylko prowadzi do absurdu, lecz także podważa podstawy praw obywatelskich – uważa szewc Fabisiak.

Przy okazji warto też zajrzeć do Art. 31 ust. 3 Konstytucji w którym czytamy, iż „ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób”. Z treści tego zapisu wynikałoby, że zarówno autorzy ustawy, jak i trybunalscy sędziowie uważają, że niektórzy inwalidzi przygotowują jakiś zamach stanu, organizują burdy uliczne, wycinają drzewostan, paradują nago po ulicach bądź zamykają jakieś osoby w swoich piwnicach. Szewc Fabisiak jakoś nie przypomina sobie aby o tego rodzaju inwalidzkich poczynaniach informowała prasa czy telewizja. A niechybnie by z wielkim hukiem to nagłośniła, gdyby zdarzył się choćby jeden tego typu odosobniony przypadek.

Już sama ta antyinwalidzka ustawa zawiera w swej treści umieszczony tam prawdopodobnie świadomie błąd merytoryczny. Otóż mówi się tam o osobach „pełniących służbę na rzecz totalitarnego państwa”. Szewc Fabisiak zwraca uwagę na to, że zanim koś posłuży się jakimś terminem, to powinien najpierw poznać jego znaczenie. Określenie państwo totalitarne odnosi się bowiem do takiego państwa w którym wszystkie organizacje i struktury podporządkowane są władzy. Każdy mający nawet mglistą wiedzę historyczną łatwo dojdzie do wniosku, że totalitarny charakter miał stalinowski Związek Radziecki, gdzie Cerkiew Prawosławna była podporządkowana władzy, która mogła swobodnie decydować jakie obiekty religijne wyburzać czy też przeznaczać na magazyny zbożowe oraz Albania w czasach panowania Envera Hoxhy, gdzie religia została całkowicie wyrugowana z życia publicznego. Gdyby takim samym państwem była Polska Ludowa, to wszelkie struktury kościelne byłyby podległe władzy państwowej bez jakiejkolwiek samodzielności. Szewc Fabisiak, podobnie jak wielu innych starszych oraz młodszych od niego osób, doskonale pamięta, że w kościołach regularnie odbywały się msze, praktykujący katolicy chodzili bez przeszkód na pielgrzymki do Częstochowy a święta Bożego Narodzenia w radio i telewizji puszczano kolędy. Przez pewien czas wprowadzono naukę religii w szkołach a w okresie dyktatury stanu wojennego nadawane były przez radio msze. Przez lata w Sejmie działało, co prawda nieliczne ale jednak, koło poselskie Znak, które niejednokrotnie zachowywało się jak opozycja. Jak choćby poseł Stanisław Stomma składając interpelację po wydarzeniach z marca 1968 r. czy też głosując przeciwko wpisaniu do Konstytucji zapisu o przyjaźni ze Związkiem Radzieckim. Jeżeli ktoś tak rozumie totalitaryzm, to tylko wypada pogratulować mu daru spostrzegawczości – sarkastycznie zauważa szewc Fabisiak. Natomiast bardziej zbliżone do systemu totalitarnego są ustawy o których była mowa jak też służalcze wyroki pewnego trybunału.

Co może mieć piernik do wiatraka?

Dwa tygodnie temu szewc Fabisiak cytował oświadczenie ministra Kurtyki jakoby pomiędzy Polską a Czechami uzgodniono powołanie grup roboczych w celu monitorowanie rozwoju sytuacji wokół kopalni Turów. Wypowiedź ta jest niespójna z tym co przed paroma dniami mówił wicepremier Sasin. Mianowicie to, że polski rząd do powołania takiego zespołu dopiero się przygotowuje.

Wygląda na to, że minister od klimatu i środowiska wzorem premiera Morawieckiego puścił uspokajającego fake newsa. I dopiero prawdomówny tym razem wicepremier wyłuszczył jak w istocie sprawy stoją a właściwie leżą. Po raz kolejny okazało się, że Czechów nie uda się wziąć na przeczekanie. Wnerwieni lekceważącą opieszałością ze strony polskiej zażyczyli sobie aby płaciła im karę w wysokości 5 mln euro dziennie. I dopiero ta perspektywa prawdopodobnie unaoczniła polskiemu rządowi, że jednak należy południowych sąsiadów traktować poważnie i dała impuls do próby podjęcia jakichkolwiek działań. Zanim jednak ów zapowiadany zespół się ukonstytuuje i przystąpi do rozmów ze stroną czeską będzie stukał licznik aż do momentu gdy Polska wreszcie zapłaci zubożając skarb państwa o miliony złotych. Tym jednak – uważa szewc Fabisiak – decydenci chyba niezbyt się przejmują. Skoro można było bezkarnie zmarnować mamonę na niedoszłe wybory, to czemuż by nie utopić kolejnych milionów. I żaden Banaś nam tu nie podskoczy – zauważa szewc Fabisiak. 

Kłopot z kopalnią Turów, choć jest to temat aktualnie nośny i budzący zrozumiałe emocje, nie jest jedynym problemem związanym z górnictwem węglowym a tym samym z przyszłością polskiej energetyki. Szewc Fabisiak nie należy do tych, którzy mają ekologicznego fisia na punkcie szkodliwości węgla. Uważa zatem, że należy go wykopywać póki jeszcze jest. Aż do momentu, gdy jego wydobycie okaże się na tyle kosztowne, że dużo tańsze będzie kupowanie go zagranicą co zresztą już powoli następuje. Natomiast pozostawianie pod ziemią energotwórczego surowca to zwykłe marnotrawstwo. W związku z tym należy odstawić na bocznicę dysputy na temat ewentualnych dat tzw. wygaszania kopalni. Tego typu myślenie jest – zdaniem szewca Fabisiaka – karykaturą gospodarki planowej.

Najczęstszym argumentem wysuwanym przeciwko węglowi jest to. że jego spalanie zanieczyszcza powietrze. Jest to fakt, jednak przy okazji warto zwrócić uwagę na to, że zadymiają nas również efekty spalania benzyny. I to chyba w większym stopniu, jako że kłęby dymu ze spalonego węgla wędrują sobie w grę i rozpływają się gdzieś w okołoziemskiej atmosferze, natomiast spaliny wdychamy bezpośrednio poruszając się po ulicach. Mimo to żaden z odłamów ruchu ekologicznego nie postuluje zaprzestania wydobycia ropy naftowej, której produkty emitują jeszcze bardziej szkodliwe niż węglowe wydzieliny. Czy dlatego, że lobby naftowe, zarówno prywatne jak i państwowe, jest na tyle silne i wpływowe, że podskakiwanie im nie odniosłoby żadnego efektu? Czy może tylko dlatego, że ekologistom brakuje wyobraźni i koncentrują się na szkodliwości węgla pomijając problemy związane z ropą naftową czy też zanieczyszczaniem akwenów wodnych? – zastanawia się szewc Fabisiak. 

Zamiast węgla  lansuje się odnawialne źródła energii. Są one co prawda ekologicznie czystsze, to jednak dużo mniej wydajne. Przede wszystkim są uzależnione od klimatycznych uwarunkowań na które nie mamy wpływu. Zostawmy węgiel, niech sobie gnije pod ziemią i zacznijmy używać wiatraków. I w tym momencie – jak zauważa szewc Fabisiak –  traci na aktualności znane porzekadło: co ma piernik do wiatraka. Otóż zasilane wiatraczną energią elektrownie będą wytwarzać prąd, który następnie zostanie wykorzystany przez zakłady cukiernicze do produkowania pierników. Z kolei kiedy wiatry będą wiały, to co prawda na zewnątrz będzie zimno ale za to w domu ciut cieplej zanim wiatr nie przestanie wiać. Dobra jest też energia słoneczna. Zwłaszcza zimą, kiedy słońce świeci krótko a kiedy jest zachmurzenie to już kicha. Można też budować elektrownie atomowe, które będą działać tak długo aż nie wybuchną.      Pozostaje jeszcze gaz z którym jednak możemy mieć kłopot. Obrażona na rosyjski gazociąg Nord Stream 2 i nie lubiąca Rosji jako takiej dumna Polska ma zamiar zrezygnować z dostaw rosyjskiego gazu. W zamian umyśliła sobie gazoport mający podobno przywozić nam gaz z Kataru. Podobno, gdyż o tych katarskich transportach jakoś ostatnio cicho – zwraca uwagę szewc Fabisiak. Ubytek gazu rosyjskiego ma rekompensować przypływający do tegoż gazoportu amerykański gaz skroplony. Będzie on prawdopodobnie droższy od tego z Rosji a jego dostarczane nam ilości raczej nie pokryją naszego zapotrzebowania. A właściwie nie raczej a na pewno – wprowadza korektę szewc Fabisiak – skoro przymierzamy się do budowy przewodów do przesyłania gazu z Morza Północnego za pośrednictwem tzw. Baltic Pipe. Tu jednak pojawia się problem, gdyż część tego gazociągu miałaby przebiegać na terytorium Danii. A ta nie wyraża na to zgody wyżej sobie ceniąc egzystencję zamieszkałych na tych terenach myszy i nietoperzy. W efekcie może dojść do tego, że będziemy zmuszeni kupować od Niemców gaz dostarczany tam politycznie groźną rurą Nord Stream 2 i zarobi na tym jakiś pośrednik. Polskie władze to jednak mają łeb do interesów – dochodzi do wniosku szewc Fabisiak również na podstawie afery związanej z kopalnią Turów.

Wykopywanie kopalni

Jak twierdzą przedstawiciele rządu, Polska dochodzi do porozumienia z Czechami co do wspólnych działań w temacie kopalni Turów. Jednak dlaczego dopiero teraz, kiedy Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał niekorzystne dla Polski postanowienie – dopytuje szewc Fabisiak.

Wymogi stawiane przez stronę czeską co do podjęcia przez Polskę działań mających na celu powstrzymanie odwodnienia czeskich terenów przygranicznych znane były bowiem od dawna. Jednak brak porozumienia, jak też przewlekanie sprawy z strony polskiej zgodnie ze znaną z ”Przedwiośnia” Stefana Żeromskiego zasadą: „jakoś to będzie”, spowodował, że Republika Czeska mała już dosyć tego wyczekiwania i kluczenia i w końcu złożyła do TSUE wniosek o wstrzymanie wydobycia w kopalni Turów. Trybunał przychylił się do tego wniosku, ponieważ nie miał innego wyjścia, co mocno zdziwiło wyraźnie oderwanego od rzeczywistości wicepremiera Sasina. Nie miał też wyjścia wydając takie a nie inne postanowienie. gdyż Polska całkowicie zlekceważyła argumenty strony czeskiej a także unijną dyrektywę. Osobom zainteresowanym historycznym przebiegiem tej całej przepychanki szewc Fabisiak poleca publikację na ten temat w ostatnim numerze tygodnika PRZEGLĄD. Na podstawie podanych tam faktów wyraźnie widać, że Polska jak to się mówi dała ciała na własne życzenie. Być może dała tu o sobie znać arogancja władzy przeniesiona z poziomu krajowego na poziom międzypaństwowy pospołu z nazywaną przez cytowanych przez tokfm.pl czeskich dziennikarzy, ilustracją polskiej wydumanej mocarstwowości.

To, że polski rząd ma w zwyczaju spartaczyć niemal wszystko czego się dotknie znalazło potwierdzenie nie tylko w tym, że przegrano walkowerem kopalniany spór, lecz także w zaniedbaniu polskich interesów – zauważa szewc Fabisiak. Wydająca postanowienie sędzia TSUE zwróciła uwagę, że Polska nie przedstawiła żadnych dowodów na to jakie negatywne skutki może spowodować natychmiastowe zatrzymanie działalności pracującej na turoszowskim węglu elektrowni. Tymczasem można było oszacować koszty wynikające ze wstrzymania wydobycia oraz zakupu energii z innych źródeł. Taki wyliczenie można było przedstawić Czechom i targować się o to, kto bardziej na tym interesie straci. Jak w kupieckich negocjacjach: my zrekompensujemy wam straty za obniżenie poziomu wód ale wy za to zapłacicie nam za postojowe dla górników i zakup węgla dla elektrowni. Jednak póki co Polska musi być przygotowana na ewentualność płacenia kar pieniężnych jeśli tak postanowi Komisja Europejska. A chyba postanowi – domniemywa szewc Fabisiak.

Po tym, gdy premier Morawiecki obwieścił, że Czechy zgodziły się na wycofanie wniosku do medialnego boju przystąpili członkowie jego rządu.. Minister Kurtyka mówił o podpisaniu pomiędzy obu stronami sporu protokołu uzgodnień przewidującego m. in. powołanie grup roboczych oraz monitorowanie rozwoju sytuacji. Jest to, jego zdaniem, krok w kierunku umowy, która w konsekwencji ma doprowadzić do wycofania przez Czechy wniosku do TSUE i osiągnięcie porozumienia, które – jak twierdzi – jest już bliskie. Szewc Fabisiak ma jednak w tej materii pewne wątpliwości. Co prawda Polska przyjęła środek zaradczy polegający na budowie ekranu przeciwfiltracyjnego mającego w szczególności zapobiec negatywnym skutkom środowiskowym , jednak ukończenie budowy tego urządzenia planowano dopiero na rok 2023. Wprawdzie pod presją czasu Morawiecki obiecał Czechom przyspieszenie tego procesu do jesieni br., jednak już nie tylko w Polsce ale i w Czechach nie traktuje się poważnie słów szefa polskiego rządu zwłaszcza po jego wypowiedzi na temat wycofania czeskiej skargi z TSUE. Tym samym – jak zauważa szewc Fabisiak – prawdomówność Mateusza Morawieckiego wzniosła się już na poziom międzynarodowy.
Wydając stosowne postanowienie TSUE zapewne zdawał sobie sprawę z tego, że jest ono niewykonalne. Można było co prawda natychmiast wstrzymać wycinkę drzew w Puszczy Białowieskiej ale nie da się z dnia dzień wygasić pracę kopalni. Postanowienie to zostało wydane w trybie pilnym na wniosek Republiki Czeskiej co Trybunał uzasadnił wyższością – cytując – „względów związanych ze środowiskiem naturalnym i zdrowiem ludzkim” nad „niemożnością realizacji ważnych projektów i inwestycji w dziedzinie energetycznej ”. Szewc Fabisiak widzi w tej sprawie również i drugie dno. Uważa mianowicie, że na fali ekologicznego nacisku na zaprzestanie wydobywania węgla unijne instytucje wykorzystają każdą okazję aby wykopać z europejskiego rejestru jakąś kopalnię. A polskie władze przez swoją własną indolencję, ignorancję i arogancję im w tym pomagają.

Nauka w służbie indoktrynacji historycznej

Spośród enuncjacji zaprezentowanych ostatnio przez ministra Czarnka większe zainteresowanie wzbudził jedynie fragment dotyczący praworządności Unii Europejskiej. Tymczasem, jak zauważa szewc Fabisiak, znacznie ważniejsze od opinii na temat pana Czarnka, który na unijną samorządność ma wpływ zerowy, jest to na co ma wpływ realny a mianowicie programy nauczania.

Zmiany w tych programach zapowiedział osobiście Jarosław Kaczyński chyba tylko po to by nikt nie miał wątpliwości do do tego, kto w tym kraju naprawdę rządzi. Można by to też odczytać w ten sposób, że o tym czego mają się uczyć małolaty decyduje wicepremier od bezpieczeństwa a minister od edukacji ma te dyrektywy ochoczo realizować co przyjdzie mu o tyle łatwo, że są one spójne z jego tokiem, jeśli można użyć takiego wyrażenia, myślenia. Być może minister Czarnek musiał się podeprzeć opinią Samego Prezesa aby tym samym zdobyć lepsze miejsce w rankingu zaufanych pisowskich polityków.

Jednakże, zdaniem szewca Fabisiaka, o wiele bardziej istotne od analizowania niejasnego podziału kompetencji w łonie rządu, ma sama istota proponowanych zmian programowych. Otóż dotyczą one ponadnormatywnego zwiększenia liczby godzin poświęconych na nauczanie historii, która ponadto ma być wpajana, jak to określono, dwutorowo – osobno historia Polski i osobno powszechna. Sama pomysł może w sumie nie jest głupi wszak pod warunkiem, że równolegle będą omawiane te same okresy historyczne – np.formowanie się faszyzmu w Niemczech i powstanie obozu w Berezie Kartuskiej a nie pomieszanie Władysława Łokietka z Napoleonem.

Szewc Fabisiak uważa, że historia może być nauką ciekawą ale niewiele przydatną w codziennym życiu i innym niż historyczny odcinku studiów czy pracy zawodowej. Po co komu przydatna jest znajomość daty bitwy pod Cedynią a o okrągłych rocznicach innych wydarzeń, czy tego będzie chciał czy nie, przypomną mu programy telewizyjne. Jego zdaniem, całą naukę historii – i Polski i powszechnej – można by ograniczyć do podania do wiadomości uczniów kilkudziesięciu podstawowych faktów co dałoby się zmieścić w jednej godzinie lekcyjnej tygodniowo. Natomiast gdyby nauczanie historii powinno służyć nie bezmyślnemu wykuwaniu dat, to należałoby skoncentrować się na analizie prawidłowości rozwoju historycznego oraz wynikających stąd konsekwencji. Jednak patrząc na to z drugiej strony szewc Fabisiak uważa, że tego rodzaju wysiłkowi intelektualnemu być może mogliby podołać nauczyciele historii ale chyba już nie mózgowcy opracowujący programy nauczania.

Taki sposób podejścia do nauczania historii byłby możliwy w przypadku modelu szkoły myślącej i refleksyjnej czego nieodłącznym elementem jest swobodna dyskusja z udziałem nauczycieli i uczniów. Z tego typu praktyką szewc Fabisiak zetknął się w IX klasie szkoły średniej. Wówczas nauczycielka geografii przeznaczyła dwie lekcje na nieskrępowaną dyskusję na temat porównania socjalizmu i kapitalizmu. Wbrew temu czego mogliby oczekiwać dzisiejsi znawcy PRL nie spotkały ją za to żadne szykany. Wręcz przeciwnie. Po dwóch latach awansowała na wicedyrektorkę szkoły.

Czy podobna sytuacja mogłaby mieć miejsce w obecnej wyzwolonej z okowów komunizmu Polsce? Pytanie to należy do rzędu retorycznych na co szewc Fabisiak ma kolejny przykład. Jeden z jego znajomych, który był na tyle młody, że uczęszczał do szkoły już w RP, został usunięty z lekcji religii ponieważ zadawał katechecie niewygodne pytanie. Można się nie tylko domyślać ale być niemal pewnym, że podobnie zostałby potraktowany każdy nastolatek, który ośmieliłby się mieć odmienne zdanie choćby na temat żołnierzy wyklętych czy też historii walki o niepodległość okresie PRL, które to tematy szczgólnie lansuje resort edukacji. Gdyby ośmielił się mówić o zbrodniach popełnianych przez wyklętych czy też kwestionować niepodległość PRL. Realizowana przez pana Czarnka wizja nauczania historii w postaci indoktrynacji jest istotnym elementem tzw. polityki historycznej z lubością kultywowanej nie tylko przez PiS ale całą polską prawicę. Skoro jednak nie umie się prowadzić normalnej i skutecznej polityki, to wówczas uprawia się politykę historyczną – wnioskuje szewc Fabisiak.

Polityczna akupunktura

Metoda akupunktury polega na tym, że wbija się igłę w chory element ciała. Przykładowo, jeśli kogoś boli noga, to wbija mu się igłę w łokieć. W efekcie zaczyna boleć łokieć i zapomina się o bólu nogi. Podobną metodę stosuje się także w polityce. Kiedy chce się odwrócić uwagę od niewygodnych problemów, to wynajduje się nowe tematy, które medialnie mają przyćmić wizerunkowe dolegliwości

Metoda ta jest znana od lat i szeroko stosowana w świecie zwłaszcza przez tych, którzy aktualnie sprawują władzę. Nie dziwota zatem, że tej metody ima się również Zjednoczona Prawica. Kiedy NIK ogłosił wielce niewygodny dla rządu raport dotyczący tzw. wyborów kopertowych, to musiano jakoś zareagować. Przede wszystkim musiał zareagować szef rządu, którego ów pokontrolny dokument bezpośrednio dotyczył. Pierwszą publiczną reakcją premiera było wystąpienie w którym zapowiedział promowanie rodziny w Unii Europejskiej cokolwiek by to nie znaczyło. Było to jednak zbyt miałkie wydarzenie aby odwrócić uwagę od raportu NIK. Kogo w końcu obchodzi wspieranie przez Polskę życia rodzinnego na Malcie, w Luksemburgu czy na Litwie o sąsiednich Niemczech nie wspominając – zauważa szewc Fabisiak. Dlatego też czym prędzej ogłoszono nie zwyczajowo narodowy, lecz tym razem Polski Ład. Temat Banaś kontra Morawiecki wyparował z programów rządowej telewizji, która bardziej przeżywa wewnętrzne rozgrywki w Platformie Obywatelskiej niż w końcu poważne zarzuty wobec rządu i premiera. Tak jednak działa polityczna akupunktura.

Dokument pod nazwą Polski Ład jest zbyt obszerny aby można było go poddać analizie w krótkim felietonowym tekście. Dlatego szewc Fabisiak postanowił skoncentrować się na jednym, ale jego zdaniem najważniejszym, aspekcie. Mianowicie na służbie zdrowia. Rzeczony dokument zapowiada przeznaczenie na ten cel 7 proc. PKB. Przy tej okazji Włodzimierz Czarzasty w niedzielnej Kawie na ławę przypomniał, iż lewica proponujący to samo projekt ustawy złożyła w Sejmie już w ubiegłym roku. Nie został on jednak przez sejmowe grono przyjęty z prostego powodu. Nie po to bowiem się rządzi aby przyjmować propozycje zgłoszone przez opozycję. Lepiej odczekać i zaprezentować jako swoje własne. Zdaniem szewca Fabisiaka takie działanie można by określić jako kradzież własności intelektualnej gdyby w Sejmie obowiązywała zasada copyright a nie niekontrolowana wolnoamerykanka. Jednak skoro można sobie podkupywać parlamentarzystów to czemuż by nie pomysły – stawia retoryczne pytanie szewc Fabisiak.

Jak zauważa szewc Fabisiak, wprowadzenie tych siedmiu procent do pisowskiego ładu nastąpiło dopiero po sześciu latach rządzenia. Tylko pogratulować refleksu, szybkości podejmowania działania oraz troski o zdrowie, które też jest polskie i narodowe. Być może zadecydowały o tym zawiłe kombinacje finansowe co do priorytetów wydatków budżetowych. Wiadomo bowiem, że ważniejsze było dofinansowane prorządowej propagandowej telewizji niż leczenie onkologiczne. Być może czekano na okazję aby w pompatycznym propagandowym stylu zaprezentować publiczności jakiś większy programowy dokument w którym można by umieścić ową siódemkę. A być może zadziałały inne czynniki, których natura pozostanie niezgłębioną tajemnicą. Ponadto ów procent ma zostać osiągnięty dopiero za sześć lat. A dlaczego już nie teraz w sytuacji pandemii, która dodatkowo powoduje utrudnienia w leczeniu innych chorób i w prowadzeniu profilaktyki? – dopytuje szewc Fabisiak nie oczekując, rzecz jasna, żadnej sensownej odpowiedzi.

Choć samo zwiększenie nakładów na służbę jest krokiem w dobrym kierunku, to jednak trudno nie zauważyć, że tych środków mogłoby być jeszcze więcej. Byłoby to możliwe do osiągnięcia, gdyby pieniądze budżetowe nie były przeznaczane na finansowanie różnych zbędnych czy wręcz społecznie szkodliwych instytucji jak choćby IPN, nieprzemyślanych inwestycji czy też na nieproporcjonalnie wysokie wydatki na wojsko. Zwracał na to uwagę m. in. prof. Grzegorz Kołodko, który pod względem wiedzy, kompetencji oraz umiejętności wnioskowania przerasta co najmniej o głowę całą rządzącą i opozycyjną ekonomiczną menażerię. Władza przy aprobacie lub braku sprzeciwu ze strony innych liczących się sił politycznych trzyma się jednak zębami ustaleń NATO, a konkretnie USA, co do przeznaczania co najmniej 5 proc. PKB na cele militarne. Szewc Fabisiak zwraca w tym momencie uwagę na to, że większość państw członkowskich paktu tego wymogu nie spełnia woląc wydawać pieniądze na bardziej sensowne cele niż dozbrajanie się w amerykański sprzęt bojowy. Polska jest jednym z nielicznych w tym gronie krajem gorliwie wykonującym pięcioprocentowe zalecenia. Ku uciesze Stanów Zjednoczonych, ponieważ amerykańska administracja nie musi sobie przynajmniej w tej materii zaprzątać sobie głowy Polską. Ma bowiem w naszym kraju jednego z najbardziej uległych i wazeliniarskich sojuszników. Ale już nie partnerów jako że partnerstwo w swoim założeniu oznacza równość wzajemnego traktowania.

Partactwem Obezwładnieni

W taki sposób szewc Fabisiak odczytuje skrót nazwy PO jakim posługuje się partia, która sama zamknęła się w kręgu politycznej a także medialnej partaniny.

Jak trafnie zauważył Marek Dyduch, Platforma uprawia polityczne dziadostwo. W jaskrawy sposób objawiło się to podczas sejmowego głosowania nad ratyfikacją unijnego Funduszu Odbudowy. PO sama wpędziła się w kanał oponując przeciwko „zdradzieckim” negocjacjom Lewicy z rządem – które to negocjacje tak jak to ma miejsce na całym świecie toczyły się w zaciszu gabinetowym zamiast w świetle kamer – oraz założeniom będącego konsekwencją przyjęcia tego funduszu Krajowego Planu Odbudowy. Jednocześnie PO zarzekała się, że jest obiema górnymi kończynami za tym aby unijne środki wpłynęły do Polski. Popadając w tego rodzaju schizofrenię nie miała zatem innego wyjścia jak wstrzymać się od głosu. W ten sposób zachowała się jak chwiejna moralnie panienka, która i chciałaby i boi się.

Mówiąc o ratyfikacji unijnego programu trzeba postawić sprawę jasno. Otóż Polska nie miała innego wyjścia niż ratyfikowanie funduszu, gdyż jego zawetowanie oznaczałoby jego udupienie z konsekwencją dla wszystkich państw członkowskich UE. W Unii bowiem obowiązuje zasada jednomyślności. Czyli innymi słowy liberum veto, co zdaniem szewca Fabisiaka, stanowi najdonioślejszy wkład Polski w funkcjonowanie europejskiej wspólnoty. Skoro tak, to sejmowa większość nie mogła sobie pozwolić na odrzucenie ratyfikacji albo otwarcie głosując za albo jak Koalicja Obywatelska na sposób strusia chowającego głowę w piasek. Spośród posłów Koalicji Obywatelskiej za ratyfikacją głosował jedynie Franciszek Sterczewski. Zapytany o motywy odpowiedział, że tego życzyli sobie jego wyborcy. Wniosek z tego można by wysnuć następujący. Albo szefostwo Koalicji ma zupełnie innych wyborców niż poseł Sterczewski albo się z wyborcami nie konsultowało. Szewc Fabisiak skłania się raczej ku tej drugiej wersji.

O dziadostwie Platformy świadczy też jej reakcja na ustalenia jakie Lewica dokonała w wyniku rozmów z rządem. Ponoć Lewica nic nie uzyskała, co plastycznie argumentował Borys Budka pokazując pustą kartkę tak jak gdyby ktoś pierwej wymazał z miej ujęte w KPO postulaty Lewicy. Być może budowa 75 tys. mieszkań to jest nic dla kogoś, kto przynajmniej jedną taką nieruchomość posiada ale już nie dla tych, którzy tych mieszkań oczekują. Szewc Fabisiak nie chce w tym momencie cytować wszystkich nerwowych komentarzy platformianych i powiązanych z nią polityków. Pragnie jedynie zwrócić uwagę na dwa najbardziej kretyńskie. Autorem pierwszego jest Roman Giertych hop! hop! hop!, który widzi tu inspirację rosyjskich służb specjalnych, tym samym wpisując się w nurt tych myślicieli, dla których wszystkiemu co im się nie podoba winna jest rosyjska agentura wykazując się wyobraźnią na poziomie pewnego żołnierza, któremu wszystko kojarzyło się z pewną częścią damskiego ciała. Drugim mózgowcem okazał się Radosław Sikorski, który z kolei najwyraźniej ma pierdolca na punkcie paktu Ribbentrop-Mołotow porównując doń przed laty budowę gazociągu północnego a obecnie lewicowo-rządowe negocjacje. Jeżeli już bawić się w polityczne paralele, to trafniejsze byłoby porównanie tychże negocjacji do rozmów pomiędzy Rooseveltem i Churchillem z jednej a Stalinem z drugiej strony. Szewc Fabisiak zwraca uwagę na to, że choć byli to polityczni adwersarzy to potrafili w obliczu wspólnego celu zachować się jak mężowie stanu a nie jak rozkapryszone przedszkolaki.

Do krytyki Lewicy ochoczo przyłączyli się też nadgorliwi propagandziści ze sprzyjających Platformie mediów z Tomaszem Lisem, Gazetą Wyborczą i TVN na pierwszej linii frontu. Przykładowo, niezwykle dociekliwy redaktor tej stacji telewizyjnej Andrzej Morozowski dopytywał czy podczas rozmów z Morawickim w punkcie dotyczącym budowy mieszkań przedstawiciele uzyskali rządowe gwarancje tego, że w mieszkaniach tych będą mogły zamieszkać osoby LGBT. Zgodnie z tą logiką profesor egzaminujący studenta z układu planetarnego nagle powinien zacząć go go wypytywać o wojny peloponeskie. W komentarzach, a także wypowiedziach przynajmniej jednej z prominentnych postaci coraz mniej aktywnego Strajku Kobiet częstokroć pod adresem Lewicy pojawiają się oskarżenia o zdradę, tak jakby Lewica nagle zgodziła się na niemal całkowity zakaz aborcji czy też odpuściła swoje stanowisko wobec wielu innych kwestii. Tymczasem rozmowy dotyczyły zupełnie innych spraw niż te co do których Lewica ma odmienne zdanie niż PiS. Wszystkie te nie trzymające się przysłowiowej kupy insynuacje Włodzimierz Czarzasty podsumował jednym krótkim, lecz zrozumiałym dla ludzi myślących i nie do końca ogłupionych prymitywną propagandą zdaniem mówiąc: rozmawiałem z premierem w sprawie pieniędzy.

Szewc Fabisiak uważa, że Czarzasty rozegrał sprawę w sposób profesjonalny stawiając pod ścianą zarówno PiS, jak i PO – wbrew temu co twierdzi Platforma, iż było zgoła na odwrót najwyraźniej myląc własne pragnienia z obiektywną rzeczywistością. Najpierw wyraźnie zadeklarował poparcie dla Funduszu Odbudowy sytuując się na pozycji poważnego partnera do rozmów w odróżnieniu od zadufanej w sobie Platformy uważającej, że każdemu może dyktować swoje warunki. Następnie w skuteczny sposób ustawił sobie premiera zmuszając go do wpisania postulatów Lewicy do Krajowego Planu Odbudowy pod presją odmowy głosowania za jego przyjęciem. I na tym polega profesjonalna a nie partacka polityka – konkluduje Szewc Fabisiak.