Beznadzieja, a nie kaznodzieja

Po kościelnej przemowie Jarosława Kaczyńskiego w starachowickim kościele można by się zastanowić czy znowu coś walnął ni z gruchy ni z pietruchy czy też jego wystąpienie było jego wnikliwych przemyśleń.

Szewc Fabisiak skłania się ku tej drugiej wersji jako że sejmowe wystąpienia dotyczące zdradzieckich mord czy tego kto będzie siedzieć, kiedy Polska będzie już państwem praworządnym były wyrazem emocjonalnego wzburzenia wywołanego potrzebą chwili. Tym razem pan Jarosław miał dużo czasu aby obmyślić sobie w jaki sposób zaistnieć medialnie. Ponieważ Pan Prezes znany jest z tego, że zawsze musi sobie znaleźć wroga w stosunku do którego może skierować swoją agresję, to tym razem zaatakował krytyków Kościoła. „Zło atakuje nasz kraj, naszą ojczyznę, nasz naród” a także Kościół katolicki – perorował w swoim stylu prezes partii trzymającej władzę. Jak widać, w jego ocenie atakującym złem nie jest bynajmniej wirusowa pandemia, lecz krytyka Kościoła. Zatem powinien on podlegać szczególnej ochronie. Jak z tego wynika dla Kaczyńskiego dobre samopoczucie Kościoła jest ważniejsze od zdrowia ludzi atakowanych przez koronawirusa – wnioskuje szewc Fabisiak. Mimo tego, że wirus codziennie kogoś uśmierca a księży jakoś nikt nie ma zamiaru zabijać. Poza tym jak tu wytrząsać się nad anonimowym wirusem, którego nikt ani nie widział ani nie słyszał a który w dodatku nie należy do totalnej opozycji.

Całe to starachowickie wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego utrzymane było w tonie katolickiego totalitaryzmu. Jak się wyraził, Kościół katolicki „ jest w centrum naszej tożsamości”. Wynikałoby zatem, że szewc Fabisiak jako osoba niewierząca tkwi co prawda w tej tożsamości ale już nie w jej centrum. Jednakże utożsamianie Kościoła z państwem i narodem automatycznie eliminuje ze wspólnoty bądź spycha na jej margines wszystkich innowierców, agnostyków i ateistów, którzy tym samym stają się wrogami narodu, wyrzutkami społecznymi tylko dlatego, że nie uczestniczą w katolickich ceremoniałach.

Dla każdego posiadającego choćby odrobinę umiejętności poznawczych jest oczywiste, że analizowanie jakiegoś zjawiska należy zacząć od znalezienia przyczyn, które powodują określone skutki. Szewc Fabisiak domniemywa, iż Pan Prezes takie umiejętności posiada, jednak je starannie ukrywa mówiąc tylko o skutkach pomijając przyczyny. Tymczasem powszechnie wiadomo, że krytyka katolickiego Kościoła nie wzięła się sama z siebie, lecz jest wynikiem jego niekonstytucyjnej dominacji w życiu publicznym, narzucania swoich dogmatów jak choćby kwestia aborcji, nachalnej indoktrynacji młodzieży szkolnej jak też coraz częściej ujawnianych przypadków pedofilii. Z tego powodu ta struktura religijna traci coraz więcej zwolenników nie tylko w Polsce. W tym momencie warto się zastanowić nad tym dlaczego tak wielu pedofilów jest akurat wśród funkcjonariuszy tego Kościoła. Szewc Fabisiak uważa, że główna przyczyna rozprzestrzeniania się księżowskiej pedofilii tkwi w poczuciu bezkarności. Przez lata się to udawało, jednak do czasu, gdy do publicznej wiadomości dotarły pierwsze sygnały o molestowaniu nieletnich. Przez lata ofiary księżej przemocy milczały przede wszystkim ze strachu przed jej ujawnieniem, z obawy, że ich relacje zostaną uznane za niewiarygodne wymysły wybujałej wyobraźni. Bowiem przez wiele lat Kościół jako instytucja wraz z jego specyficznie umundurowanymi funkcjonariuszami uznawany był przez osoby wierzące za niekwestionowany autorytet, niemal za przedłużenie ręki boskiej na ziemskim padole. Wystarczyła jednak afera z księdzem w Dominikanie aby cały świat dowiadywał się o coraz częstszych ukrywanych do tej pory pedofilskich praktykach.
Faktów tych nie chcą jednak dostrzec pełni bezkrytycznego bałwochwalstwa kościelni hierarchowie i ich poplecznicy. Należy do nich również prezes Kaczyński dając temu po raz kolejny wyraz przemawiając z kościelnej ambony. Posługiwał się przy tym charakterystyczną dla niego samego i jego politycznej formacji retoryką uznającą krytykę za atak. Zaś na atak odpowiada się nie za pomocą argumentów, zwłaszcza gdy ich brakuje, lecz kontratakiem. I na tym polega polityczna filozofia walki będąca w sprzeczności z filozofią dialogu. Szewc Fabisiak przypuszcza, że prezes PiS w obliczu postępującej rozsypki układu władzy musi poszukiwać silnego wsparcia ze strony wprawdzie słabnącej, lecz wciąż silnej i wpływowej struktury kościelnej. Jednakże swoim wystąpieniem ponownie uruchomił temat nieprawidłowości w samym Kościele jak też arogancji jego hierarchów, który zaczął jak gdyby nieco cichnąć w obliczu pandemii, szczepionek itd. Występując w kościele Jarosław Kaczyński chciał zaprezentować się w roli kaznodziei. A wyszła z tego beznadzieja – konkluduje szewc Fabisiak.

Polityczne szczepionki i mandarynki

Wydawać by się mogło, że wprowadzenie do obiegu szczepionki przeciwko wirusowi Covid-19 ma wymiar wyłącznie zdrowotny a nie polityczny. Tym nie mniej można by się tu dopatrzeć pewnych politycznych kontekstów – uważa szewc Fabisiak na podstawie obserwacji procesów wdrażania jej w różnych krajach.

Polski rząd podobno podpisał umowy na zakup szczepionki z firmami Pfizer/BioNtech, AstraZeneca oraz Johnson&Johnson nie czekając na decyzję Europejskiej Agencji Leków o dopuszczeniu określonych szczepionek na obszar UE. Ostatecznie Agencja łaskawie zezwoliła na przywóz amerykańskiej szczepionki Pfizer, mimo tego, że eksperci z zakresu epidemiologii ostrzegają przed trudnościami związanymi z przewozem tego mocno zamrożonego preparatu. Eksperci mają rację czego dowodem jest to, że w kilku miastach w niemieckiej Bawarii opóźniono akcję szczepień z powodu wątpliwości co do zachowania właściwej temperatury w pojemnikach, w których był transportowany. W Polsce po umieszczeniu szczepionki w centralnym magazynie Agencji Rezerw Materiałowych ma ona zostać odmrożona do temperatury temperatury nieco poniżej zera a następnie rozdysponowana na kraj. Szewc Fabisiak chciałby się dowiedzieć od specjalistów czy tak odmrożony preparat będzie skutecznym środkiem zapobiegawczym czy też będzie miał takie samo działanie jak wyjęty z zamrażalnika kotlet schabowy.

Należy w tym momencie zwrócić uwagę na to, że Pfizer nie jest bynajmniej jedyną wymyśloną na świecie antywirusową odtrutką. Jest jeszcze kilka innych szczepionek, które już krążą po świecie omijając starannie Unię Europejską. W Chinach już w styczniu było gotowych 30 lekarstw antywirusowych z których wybrano uznane za najbardziej skuteczne Heberon Alfa R. Produkcję tego leku rozpoczęto w pierwszych nich lutego w chińsko-kubańskiej wytwórni farmaceutycznej. Fakt, że właśnie tam ma tu istotne znacznie albowiem to właśnie w Chinach wylągł się wirus a z kolei kubańska medycyna należy do przodujących na świecie. Przed użyciem innej chińskiej szczepionki przygotowanej przez firmę Sinovac Biotech Ltd’s nie ma oporu rządzona przez mocno proamerykańskiego prezydenta Brazylia mając zamiar dopuszczenia jej do użycia w lutym. Szczepionka ta jest też testowana w Indonezji i Turcji. Ponadto gotowa jest szczepionka rosyjska, które podobnie jak Pfizer wykazuje ponad 90 procent skuteczności i nie wymaga uciążliwego i niepewnego transportu w tak niskiej temperaturze. Zakupiła ją nie tylko wspierana politycznie przez Rosję Wenezuela, lecz także Argentyna. Można się domyślać, że kraje te nie zdecydowałyby się na sprowadzanie nie do końca sprawdzonego preparatu. Natomiast nic nie wiadomo czy Europejska Agencji Leków testuje rosyjską szczepionkę. Nie byłoby nic dziwnego w tym, gdyby nie testowała. Wszak Unia jest od tego aby nakładać na Rosję sankcje a nie by sprowadzać stamtąd produkty farmaceutyczne. W ten sposób walka z wirusową pandemią przybiera niejako wymiar polityczny.

Szewc Fabisiak przypomina, że w trakcie wizyty Andrzeja Dudy w Waszyngtonie obydwaj prezydenci złożyli ustne oświadczenie, że Polska będzie jednym z pierwszych krajów, który otrzyma amerykańską szczepionkę, co w naszym kraju odtrąbiono jako wielki sukces. Zapewne obaj prezydenci nie mieli pojęcia o tym, że funkcjonuje coś pod nazwą Europejska Agencji Leków, która decyduje o tym jakie medykamenty mogą być dopuszczone na wspólnotowy rynek. Oczywiście prezydenci mają prawo tego nie wiedzieć jednak powinni mieć do dyspozycji zorientowanych w tej materii doradców. Gdyby jednak swoją wiedzę wyłuszczyli panu Dudzie i panu Trumpowi, to tym samym zepsuliby wizerunek wspaniałej polsko-amerykańskiej współpracy. W kontekście monopolu Europejskiej Agencji Leków szewc Fabisiak uważa, że jest ona wyrazistym przykładem nie mającego racjonalnego uzasadnienia rozrostu unijnej biurokracji zapewniającej lukratywne posady dla osób, które ze względu na swoją wiedzę mogłyby sobie znaleźć bardziej pożyteczne zajęcie choć może za mniejsze apanaże. Zdaniem szewca Fabisiaka o tym jaki lek można stosować na terenie danego państwa członkowskiego UE mogłyby przecież swobodnie decydować właściwe krajowe organy nie czekając na odgórne dyrektywy unijnej agencji. Jednak w scentralizowanym na przekór gospodarce wolnorynkowej systemie funkcjonowania Unii obwiązują unijne certyfikaty na sprowadzane z zewnątrz towary. I dlatego jesteśmy zobligowani do spożywania zatwierdzonych odgórnie portugalskich mandarynek a nie tych pochodzących z Abchazji, choć są one nie gorszej jakości i przypuszczalnie znacznie tańsze. Jednak Abchazja znajduje się na unijnym indeksie ponieważ śmiała się odłączyć od aspirującej do NATO i UE Gruzji a co gorsza jest popierana przez Rosję. I tak polityka rządzi nie tylko europejskim rynkiem leków, lecz także tak strategicznym towarem jak mandarynki – podsumowuje swoje obserwacje szewc Fabisiak.

Pandemia chaosu

W odróżnieniu od wielu zabierających głos publicznie osób szewc Fabisiak nie ma zwyczaju wypowiadania się w sprawach na których się nie zna. Dlatego też nie odnosi się do celowości nowo wprowadzonych jak też dotychczas obowiązujących obostrzeń, choć co do niektórych ma jednak wątpliwości z czysto logicznego punktu widzenia. I również dlatego, że są one wprowadzane w sposób chaotyczny i chyba nie do końca przemyślany.

Taką wątpliwość budzi choćby zakaz poruszania się w Sylwestra akurat od godz. 19 a nie jakiejś innej. Jak zauważa szewc Fabisiak, obliguje to ludzi chcących spędzić wspólnie noworoczną noc do tego, żeby zacząć drinkować już na 5 godzin przed wybiciem godz. 24. Trzeba doprawdy mieć mocny łeb aby nie uwalić się przed nastaniem Nowego Roku. W niektórych krajach wprowadzono już godzinę policyjną i to nie tylko w sylwestrową noc. Polskie władze cierpią jednak na kompleks stanu wojennego i dlatego też źle kojarzącą się policyjną godzinę zastąpiły łagodniej brzmiącym sformułowaniem zakaz przemieszczania się choć i tak na jedno to wychodzi. Fakt ten po swojemu skomentował Donald Tusk wskazując na bardziej liberalne podejście władz PRL wobec swobód obywatelskich przypominając, że w stanie wojennym 31 grudnia odpuszczono godzinę wówczas milicyjną za to PiS ją wprowadza. Szewc Fabisiak uważa, że można a nawet należy mieć krytyczny stosunek do obozu rządzącego, jednakże krytyka na poziomie intelektualnym adwersarza ośmiesza samego krytykującego. Inne bowiem były przesłanki zakazu poruszania się w stanie wojennym, gdy nie było epidemii, zaś inne obecnie, co powinien wiedzieć również czołowy chadecki europejski polityk.

Wątpliwości wywołuje też niespójny logicznie dotychczasowy zakaz przebywania w hotelach osób prywatnych przy dopuszczeniu do hotelowej gościny podróżujących służbowo. Zamiast zniesienia zakazu władze postanowiły go rozszerzyć na wszystkich gości pognębiając tym samym jeszcze bardziej branżę hotelarską. Wygląda na to, że decydenci zdecydowali się na ten krok po obejrzeniu pewnego programu w TVN24. Pokazano tam jak w praktyce wygląda przestrzeganie tych fikcyjnych ograniczeń. Pani z córką mówiła do kamery, że przyjechała do miejscowości wczasowej służbowo. Sprawdzić się tego nie da, ponieważ – jak z kolei powiedziała właścicielka jednego z hoteli – wyjazd służbowy nie musi być udokumentowany, wystarczy jedynie oświadczenie. Swoją drogą jakiż to mózgowiec doszedł do wniosku, że osoby podróżujące prywatnie mogą roznosić wirusa a ci, co jeżdżą służbowo nie – zastanawia się szewc Fabisiak.

Wśród nowo wprowadzonych obostrzeń znalazło się m. in. zamknięcie stoków wykorzystywanych do zjeżdżania na nartach. Jak w tej sytuacji czuje się prezydent Andrzej Duda? Czy zastanawia się nad tym po kiego grzyba dzwonił do wicepremiera Gowina by w ostrych słowach domagać się otwarcia stoków i wyciągów? Czy ten tak istotny dla prezydenta fakt wywoła u niego umiejętność refleksji nad swoją faktyczną pozycją w państwie? Teoretycznie Duda mógłby obejść zakaz i pojawić się na stoku tak jak swego czasu Kaczyński na cmentarzu. Co jednak wolno było posłowi mogącemu zabierać głos w Sejmie w żadnym trybie, to chyba jednak nie nikomu innemu z głową państwa włącznie. Pozbawiony możliwości uprawiania sportów narciarskich Andrzej Duda został sprowadzony do pozycji uczniaka, który ferie ma spędzać w domu. I w taki oto sposób objawia się w RP równość obywateli wobec prawa – dochodzi do wniosku szewc Fabisiak. Kolejne nowe obostrzenie to wymóg kwarantanny dla osób przyjeżdżających do Polski transportem zorganizowanym. Wynikałoby z tego, że kwarantanna nie będzie dotyczyć tych osób, które przekroczą granicę transportem, który zorganizowany nie jest. Czyli jakim? Prywatnym samochodem, furmanką, dorożką, karetą gdyby do Polski chciałaby się wybrać jakaś europejska królowa czy też na piechotę wysiadając tuż przed granicą z transportu zorganizowanego? – zastanawia się szewc Fabisiak.

Rząd chwali się wprowadzeniem kolejnych finansowych ułatwień dla branż, które tracą dochody z powodu koronawirusa. Nie wnikając w detale komu, ile i za co szewc Fabisiak zauważa, że wsparcie finansowe, wprawdzie z innej puli ale jednak, otrzymuje też telewizja zwana publiczną (podobieństwo do domu też opatrzonego takim przymiotnikiem czysto przypadkowe). Jako żywo, TVP jeśli dołuje finansowo to bynajmniej nie z powodu epidemii. Dołowała już przedtem zanim pojawiły się pierwsze oznaki wirusa. Ponadto, skoro emituje reklamy, to de facto działa jak telewizja komercyjna i tak też powinna być traktowana. Jednak rzeczona telewizja stanowi wraz z IPN narzędzie prania mózgów i dlatego też, podobnie jak instytutowi, to dofinansowanie z państwowej kasy po prostu się należy – szewc Fabisiak parafrazuje słowa pewnej pani wypowiedziane wówczas, gdy była jeszcze premierem. Należy się w odróżnieniu od politycznie niesłusznych samorządów, którym nie należy się ani złotówka.

Antykomunistyczna antylogika

Jeżeli ktoś w Polsce chce komuś dokopać to porównuje go do tzw. komuny, PRL a co po niektórzy niuchają gdzie popadnie marksistowskiej ideologii.

Dlatego duet Jędraszewski-Czarnek usiłuje w LGBT czy antyaborcyjnych protestach doszukiwać się neomarksistowskiej inspiracji. Dlatego na wiecach wykrzykuje się: komuniści i złodzieje przy czym pierwszy element tego hasła ma być oczywiście obraźliwym epitetem a nie wyrazem uznania dla pragnących przestrzegania praworządności komunistów. Z kolei opozycja i osoby jej sprzyjające często szafują porównaniami działań i wypowiedzi przedstawicieli sfery (żeby nie rzec sfory) rządzącej do Polskiej Rzeczpospolitej, która w pewnym momencie przestała nie tylko nominalnie być Ludową.

Jednym z najnowszych przykładów może być wypowiedź jaka przemknęła się w jednej ze stacji telewizyjnych. Otóż pewien jegomość dostrzegł w działaniach nieumundurowanych pałkarzy podobieństwo do metod stosowanych przez „komunistyczną” milicję. Szewc Fabisiak widzi tu brak elementarnej logiki. Bowiem w PRL funkcję pałowania wykonywali umundurowani milicjanci a nie przyodziani w cywilne ubrania antyterroryści majora Dziewulskiego. Szewc Fabisiak zauważa też, że nie tylko w PRL, lecz także w innych krajach do reagowania na niewygodne dla władzy demonstracje na ogół nie wykorzystuje się tajniaków każąc im do wchodzić w tłum i wybiórczo pałować kogo popadnie. A tym bardziej nie wysyła się jednostek antyterrorystycznych mających zgoła inne zadania. Ktoś jednak wydał im taki rozkaz i ktoś taki powinien być z tego rozliczony – uważa szewc Fabisiak.

Można te dostrzec i inne przykłady antykomunistycznej antylogiki i to w wydaniu pań o potencjale intelektualnym przewyższającym standardy PiS. Przykładowo, posłanka Nowacka ni z gruchy ni z pietruchy twierdzi, iż Kaczyński mówi głosem Gomułki i Jaruzelskiego nie podpierając tej hipotezy żadnymi cytatami. Bardziej trafne – zdaniem szewca Fabisiaka – byłoby porównanie sejmowych oracji Kaczyńskiego do wystąpień naczelnika Piłsudskiego, który z podobnym poważaniem odnosił się do parlamentarzystów. Jednakże takie porównywanie nie mieści się w regułach poprawności politycznej Koalicji Obywatelskiej. Za z gruntu nielogiczne jest samo porównywanie Jarosława Kaczyńskiego do Wojciecha Jaruzelskiego, podobnie jak krążące w internecie wizerunki Kaczyńskiego w mundurze wojskowym szykującego się do ogłoszenia stanu wojennego. Tymczasem między obu tymi postaciami istnieją zasadnicze różnice. O ile Kaczyński prowokuje i podjudza konflikty, to Jaruzelski starał się dopóki to było możliwe je łagodzić. Szewc Fabisiak pamięta słowa generała z 1981 r.: jak długo ręka wyciągnięta do zgody będzie się spotykać z zaciśniętą pięścią.

Natomiast gdyby, bądź co bądź zaprawieni w antykomunistycznej retoryce koalicjanci obywatelscy byli bardziej czujni, to w niektórych poczynaniach nacjonalistycznej prawicy niechybnie odkryliby całkiem współczesną komunistyczną inspirację. Chodzi tu o samochodowy rajd z okazji święta 11 listopada. Pierwsi bowiem na pomysł zastąpienia pochodów pierwszomajowych przejazdami samochodami przez ulice miast wpadli rosyjscy komuniści i zamiast paradować poruszali się swoimi autami. Szewc Fabisiak ma jednak wątpliwości, iżby – mając na uwadze ich mikroskopijną orientację na temat tego co się dzieje w świecie – nasi narodowcy zechcieli kopiować obce im ideowo komusze wzorce. Bardziej prawdopodobne jest to, że pomysł ten zrodził się w ich głowach samoczynnie i jak gdyby równolegle do pomysłów rosyjskich. Jednakże rosyjscy komuniści nie wzniecali awantur ulicznych ani nie podpalali mieszkań. I tym się różnią od polskich nacjonalistów – wnioskuje szewc Fabisiak.

Trybunał Antykonstytucyjny

Gdyby ktoś zagranicą zechciał się zainteresować polskimi realiami, to powinien niektóre przynajmniej nazwy odczytywać odwrotnie do ich oficjalnej nazwy. Dotyczy to nie tylko Prawa i Sprawiedliwości, lecz także Trybunału Konstytucyjnego.

Szewc Fabisiak widzi dwa aspekty niekonstytucyjności wspominanego wyżej trybunału. Pierwszy polega na tym, że sam ów trybunał został po części powołany niezgodnie z ustawą zasadniczą. Wskazują na to liczne analizy i opinie wyrażane przez prawników, którzy znają się na rzeczy. Zasiadają tam co najmniej dwie osoby nie spełniające ustawowych wymagań zarówno ze względu na wiek jak pani Pawłowicz czy też wiek i brak kwalifikacji jak w przypadku pana Potrowicza, który sędzią nigdy nie był i nie posiada żadnego dorobku naukowego. Skoro jednak te dwie wielce zasłużone na odcinku dobrej zmiany osoby nie załapały się do Sejmu – Pawłowicz z własnej woli a Piotrowicz z powodu przerżnięcia wyborów – to należało im zapewnić odpowiednią fuchę wzmacniając jednocześnie pozycję siły rządzącej w trybunale. I czyż można się dziwić, że Trybunał Antykonstytucyjny podejmuje antykonstytucyjne decyzje? – zadaje retoryczne pytanie szewc Fabisiak.

Przykładem takich niezgodnych z konstytucją decyzji jest ostatnie orzeczenie w sprawie ustawy antyaborcyjnej. Ów niby trybunał powołał się tu na Artykuł 38 Konstytucji mówiący o zapewnieniu każdemu człowiekowi prawnej ochronę życia. Wszystko się zgadza tyle tylko, że chodzi tu o człowieka czyli istotę już narodzoną a nie o płód, który dopiero będzie człowiekiem. Tak też logicznie rozumując uważają uczestniczki i uczestnicy antytrybunalskich, antypisowskich, antykaczyńskich i antykościelnych protesrów. Natomiast trybunał przyjął tu wąsko rozumianą katolicką interpretację człowieka, którym ponoć staje się każdy w momencie zapłodnienia, choć w Polsce – jak zauważa szewc Fabisiak – póki co obowiązuje prawo świeckie a nie kościelne.

Szewc Fabisiak zwraca ponadto uwagę na to, że Konstytucja zawiera również i inne zapisy, które mogłyby być przydatne w przypadku analizowania ustawy. I chodzi tu nie tylko o często podnoszony Artykuł 40 zgodnie z którym „nikt nie może być poddany torturom ani okrutnemu, nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu i karaniu”. W grę wchodzą tu też Artykuły 31. ust.2 czy też 32. ust.2. Ten pierwszy zakazuje zmuszania do czynienia tego, czego prawo mu nie nakazuje W tym przypadku zmuszania do urodzenia wysoce upośledzonego dziecka. Z kolei ten drugi obligatoryjnie stwierdza, iż „nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek
przyczyny” a taką ewidentną przyczyną dyskryminacji jest odebranie kobiecie prawa do świadomego macierzyństwa – wnioskuje szewc Fabisiak.

Gdyby tzw. trybunał stosował się konsekwentnie do definicji dziecka poczętego jako pełnoprawnego człowieka, to powinien uznać za niekonstytucyjną całą ustawę a nie tylko jej fragmenty. Oznaczałoby to, jak twierdzą prawnicy, że w praktyce nie obowiązywałby żaden akt prawny zakazujący czy też ograniczający prawo do przerywania ciąży. Skoro tak, to – zgodnie z zasadą, iż dozwolone jest to, co nie jest prawnie zakazane – legalna byłaby każda aborcja bez jakichkolwiek ograniczeń. Na taki układ – jak zauważa szewc Fabisiak – nie mogą sobie pozwolić ani katoliccy fundamentaliści ani pragnący nade wszystko spokoju społecznego zwolennicy tzw. kompromisu aborcyjnego, który może być kompromisowym wariantem dla niektórych polityków ale już nie dla kobiet, które mają już dość tego aby ktoś podejmował za nie decyzje w najważniejszych dla nich sprawach.

Kompromitacja kompromisu

Obóz rządzący z Jarosławem Kaczyńskim na czele umie skutecznie prowokować konflikty, lecz nie potrafi sobie z nimi radzić. Zwłaszcza, gdy dany konflikt swymi rozmiarami przerasta przedkonfliktowe prognozy.

Wówczas obóz władzy ogarnia panika. Społeczne protesty nie słabną za to sondaże rządzących spadają jak lawinowe śniegi. A to zaczyna być groźne. Nerwowa sytuacja powoduje zwykle nerwowe reakcje co z kolei sprzyja podejmowaniu niespójnych, mocno spóźnionych i często wzajemnie ze sobą sprzecznych działań – wnioskuje szewc Fabisiak na podstawie obserwacji tego, co aktualnie dzieje się w kraju.

Kiedy coś nazywane przez niektórych Trybunałem Konstytucyjnym uznało, że należy jeszcze mocniej dokręcić i tak już uciążliwa antyaborcyjną śrubę, pisowscy politycy łącznie z nominalną głową państwa wyrażali swoją nieukrywaną satysfakcję. Kiedy jednak tysiące ludzi, głównie kobiet w wieku wyborczym, zaczęło demonstrować nie tylko w stolicy, lecz nawet w małych miejscowościach w tych częściach kraju, gdzie PiS do tej pory w cuglach wygrywało wybory, to w końcu ktoś tam na górze usiłował zacząć myśleć. Najpierw próbowano zastraszyć protestujących i obarczyć winą opozycję nazywając ją przestępcami. Nawoływano też do tworzenia bojówek mających chronić kościoły tak jak gdyby tysiące zwolenników PiS tudzież niezrzeszonych narodowców miało przez całą dobę sterczeć przed ponad 10 tysiącami budynków kościelnych aby bronić ich przed niepożądanymi gośćmi czy też mazaniami sprayem na kościelnych murach. Zbyt nudne to zajęcie dla pełnych pryncypialnego zapału młodziaków dlatego też postanowili dać upust swej energii atakując fizycznie manifestujące kobiety oraz chronionych immunitetem parlamentarzystów. Zostali jednak wpuszczeni w maliny. Zamiast pochwał czy nawet zwykłego zrozumienia zostali potraktowani przez policję tak jak prawo nakazuje. Czy nadal będą głosować na firmę Kaczyński &company? – zastanawia się szewc Fabisiak. Oczywiście polecenie takiego działania umundurowanych służb porządkowych nie wynikało bynajmniej ze szczególnego umiłowania do przestrzegania prawa, lecz było raczej konsekwencją zmiany taktyki z konfrontacyjnej na jak gdyby ugodową. Dlatego prezydent przestał się już cieszyć z trybunalskiego orzeczenia i zaproponował pewne korekty co do przyszłej ustawy aborcyjnej. Zmierzają one do przywrócenia w nieco okrojonej wersji tzw. kompromisu aborcyjnego, co z kolei będzie sprzeczne z wyżej wspomnianym orzeczeniem. Zdaniem szewca Fabisiaka, jest to kolejne potwierdzenie nieudolności i indolencji ekipy rządzącej. Jest to te kompromitowanie i już skompromitowanego w oczach protestujących kobiet kompromisu.

Z kolei premier Morawiecki zaprasza protestujących oraz polityków opozycji do wspólnych rozmów. Jednakże taki dialog o ile w ogóle miałby sens, to jedynie przed posiedzeniem pseudotrybunału. Teraz jest już mocno za późno a różnice pomiędzy obiema stronami konfliktu są tak fundamentalne, że praktycznie wykluczają wszelkie porozumienie – uważa szewc Fabisiak. Jedna z liderek Ogólnopolskiego Strajku Kobiet Marta Lempart, choć nie wyklucza ewentualności rozmów, to jednak oświadczyła, że celem protestów jest obalenie rządu. Jak mówiła, rząd pożałuje tego, jeśli się nie poda do dymisji. Trudno jest obecnie zwłaszcza biorąc po uwagę dynamikę i nieprzewidywalność rozwoju sytuacji, prorokować czy takie radykalne podejście zdominuje ruch protestów, choć hasło WYPIERDALAĆ! na to może wskazywać. Nie należy bowiem zapominać o tym, że sprawa zaostrzenia przepisów antyaborcyjnych nie jest jedyną bulwersującą społeczeństwo w tym wyborców PiS. Znalazło to wyraz w przygotowanym przez sztab Strajku Kobiet zestawie 13 postulatów z których tylko jeden dotyczy prawa do aborcji. Natomiast obóz rządzący swoimi aroganckimi i po partacku nieprzemyślanymi działaniami podejmowanymi zgodnie z zasadą: najpierw zrób a później pomyśl (ewentualnie) doprowadził do rozmnożenia sobie przeciwników nie tylko wśród kobiet, lecz także w środowisku wiejskim czy też wśród sprzedających kwiaty i znicze o powszechnym wkurzeniu na niewydolność służby zdrowia w obliczu narastającej pandemii nie wspominając. Jedyne co rządzący potrafią to proponowanie po niewczasie pewnych półśrodków, jak odwleczenie rozpatrywania przez Sejm zwierzęcej ustawy czy też zapowiedź finansowej rekompensaty za kwiaty przygotowane na dni pamięci zmarłych. Do tego dochodzi jednostronnie kłamliwa i przez to niewiarygodna propaganda, co dodatkowo wkurza ludzi myślących. Czy zatem znowu aktualne stanie się hasło sprzed lat: koniec wasz bliski, pakujcie walizki? – zapytuje Fabisiak.

Prezydenci obu krajów łączą się

Prezydent RP ostatnio nie wykazuje aktywności nawet słownej w sprawach krajowych nawet tak ważnych jak wirusowa pandemia. Za to ochoczo wypowiada się na temat, co by nie było teoretycznego, projektu Trójmorza oraz zbiera zagraniczne pochwały pod swoim adresem. Brylując w ostatnich dniach w Tallinie a przedtem w Kijowie prezydent Duda najwyraźniej pewniej się czuje na mocnym i przyjaznym niż na grząskim krajowym gruncie – wnioskuje szewc Fabisiak.

W ubiegłym tygodniu Andrzej Duda przebywał na Ukrainie, gdzie od tamtejszego prezydenta Wołodymyra Zełenskiego mógł wysłuchać wiele krzepiących słów rewanżując mu się tym samym. Podczas wspólnej konferencji po zakończeniu dwustronnych rozmów obydwaj prezydenci wychwalali się nawzajem ciesząc się z tego, że mają identyczne antyrosyjskie stanowisko wobec Krymu, wojny w Donbasie czy też gazociągu Nord Stream 2. Zbieżność stanowisk choćby w kwestii Krymu nie jest tu niczym zaskakującym. Jednak powtarzana w kółko argumentacja też nie po raz pierwszy cechuje się logicznymi sprzecznościami – twierdzi szewc Fabisiak. Duda i Zełenskyj we wspólnym oświadczeniu podkreślili poszanowanie przez oba państwa prawa międzynarodowego. Skoro tak, to obydwa państwa powinny uszanować przyłączenie Krymu do Rosji. Było ono co prawda niezgodne z prawem ukraińskim, ale za to zgodne z mającym wyższość nad krajowym prawem międzynarodowym. Jeśli ktoś ma w tej materii jakieś wątpliwości, to niech się przyjrzy przypadkowi Kosowa – radzi szewc Fabisiak. Niepodległość Kosowa została bowiem prawnie usankcjonowana decyzją haskiego Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości. Serbia co prawda oficjalnie nie uznaje państwowości Kosowa jednak utrzymuje stosunki z władzami w Prisztinie a nawet podpisuje z nimi porozumienia jak to miało niedawno miejsce w Waszyngtonie. Natomiast Ukraina idzie w zaparte mając świadomość słownego wsparcia ze strony antyrosyjsko nastawionej Europy i Polski przede wszystkim. Porównanie stosunku Serbii do Kosowa i Ukrainy wobec Krymu wskazuje na to, że nie wszyscy zrozumieli prosty fakt, iż w polityce często ważniejsze są realia niż pryncypia – wnioskuje szewc Fabisiak. Prezydenci mówili też o prawie obywateli do decydowania o swej przyszłości w wyniku demokratycznych wyborów. A przecież takiego właśnie wyboru dokonali mieszkańcy Krymu w wyniku referendum. W kontekście Krymu zastanawiająca jest wypowiedź Andrzeja Dudy cytowana przez agencję prasową Interfax – Ukraina. Otóż, jak się wyraził, niedopuszczalne są jakiekolwiek zmiany granic po II Wojnie Światowej bez względu na narody i ich prawo do samostanowienia. Tym samym za niedopuszczalną uznał niepodległość Ukrainy uzyskaną w wyniku niedopuszczalnych zmian granic o innych równie niedopuszczalnych faktach na terenie Europy nie wspominając.

Z kolei podczas odbywającego się w Odessie polsko-ukraińskiego forum dotyczącego perspektywy współpracy w dziedzinie transportu i energetyki pojawiły się, ponieważ inaczej być nie mogło, wątki rosyjskiego gazu, którego nie chce ani Polska ani Ukrainą ale brać go muszą. W ogniu krytyki znalazł się oczywiście podbałtycki Gazociąg Północny. Prezydent Zełenskyj podziękował prezydentowi Dudzie za jego konsekwentne stanowisko w odniesieniu do budowy owego gazociągu oraz monopolu rosyjskiego Gazpromu na europejskim rynku. Słowa te mają raczej symboliczne znaczenie wzmacniając jedynie poczucie samozadowolenia obydwu panów. Polska bowiem nie ma realnego wpływu na to kto i po co będzie ciągnął tę rurę pod Bałtykiem. Tu decyduje układ między Rosją i Niemcami a Polska i Ukraina mogą jedynie wyrażać swoje „zdecydowane” stanowisko. Z kolei jeśli ukraiński prezydent mówi o rosyjskim monopolu w dostawie gazu do Europy, to wynikałoby, że nikt z jego otoczenia nie poinformował go, że Polska sprowadza coraz mniej rosyjskiego gazu, funduje sobie gazoport do przyjmowania gazu skroplonego z USA a na dodatek wchodzi tu w układy z będącą na indeksie Białorusią, która też poszukuje alternatywnych źródeł energii – zauważa szewc Fabisiak.

Ostatnie kontakty obu prezydentów nie wniosły żadnej nowej jakości w stosunkach polsko-ukraińskich. Potwierdziły jedynie to, że ku własnej satysfakcji panowie prezydenci po raz kolejny wyrazili swoje werbalne poparcie co do kwestii ważnych z punktu widzenia władz ich krajów. I tak Duda wyraził zainteresowanie współpracą z Ukrainą w ramach międzynarodowej platformy deokupacji Krymu nie precyzując jakąż to platformę miał na myśli. Z kolei Zełenskyj odwzajemnił mu się deklaracją współpracy na odcinku projektów Via Carpatia i Via Baltica w ramach Inicjatywy Trójmorza. Konkretne efekty może natomiast przynieść wspomniane dwustronne forum w Odessie o czym szerzej pisze Dariusz Szymczycha w poniedziałkowym wydaniu Trybuny. Jednak, zdaniem szewc Fabisiaka, do tego nie byłaby potrzebna ceremonialna obecność prezydentów.

Mistrz megalomanii

Premier Mateusz Morawiecki osiągnął mistrzostwo Europy w konkurencji megalomańskich przechwałek. Jego wiekopomne osiągnięcia mają jednak miejsce nie tylko na odcinku krajowym, lecz także w skali międzynarodowej a przynajmniej, póki co, europejskiej.

Tak bowiem, jak zauważa szewc Fabisiak, wynikałoby z jego oficjalnych enuncjacji odnoszących się do ubiegłotygodniowego szczytu Unii Europejskiej. Otóż pan premier oświadczył, iż w efekcie tegoż szczytu polska polityka w stosunku do Białorusi stała się polityką Unii. Dlaczego? Ano dlatego, że to Polska, oczywiście ustami swojego premiera, naciskała na wprowadzenie sankcji wobec naszego wschodniego sąsiada. Zatem, jak wnioskuje szewc Fabisiak, gdyby nie Morawiecki, to cała Unia nadal trwałaby w bezradnym impasie zupełnie nie wiedząc jak się w tej kwestii zachować.

Wprowadzone w końcu na unijnym szczycie antybiałoruskie sankcje mają wyłącznie symboliczne znaczenie. Dotyczą one bowiem ok. 40 osób z białoruskiej administracji, którym zakazano wjazdu na teren UE oraz zablokowano zagraniczne konta bankowe. Tak jak gdyby owi funkcjonariusze pałali nieodpartą chęcią podróżowania sobie po Europie i trzymali swoje oszczędności w europejskich bankach. Sankcje te nie objęły samego Aliaksandra Łukaszenki, co jest logicznie zrozumiałe. Skoro Unia nie uznaje go za prezydenta, co wyraźnie powiedział czołowy unijny dyplomata Josep Borrell, jak również potwierdził Parlament Europejski, to tym samym jest on osobą prywatną jak choćby szewc z Homla, kolega Fabisiaka po fachu. Jednakże decyzja o zastosowaniu owych niby sankcji nie była bynajmniej, jak twierdzi Morawiecki, efektem polskich starań nie wnikając w to czy były ona właściwie ukierunkowane, lecz przełamaniem oporu ze strony Cypru uzależniającego sankcjonowanie Białorusi od przyjęcia analogicznych decyzji wobec Turcji z którą ma na pieńku z powodu tureckich poszukiwawczych wierceń na obszarze morskim, który Cypr uważa za swój a Turcja wręcz przeciwnie. W końcu przyjęto kompromisowy wariant zawierający jedynie ostrzeżenie o możliwości zastosowania wobec Turcji sankcji, gdyby nadal plądrowała sobie sporne akweny. Unia obchodzi się z Turcją trochę jak z jajem. Pod presją Cypru formułuje ostrożne ostrzeżenia w kwestiach nadających się do mediacji, natomiast nie grozi sankcjami mimo tego, że skala politycznych represji jest w Turcji niebotycznie większa niż na Białorusi. Być może dlatego, że Turcja wciąż czeka w kolejce do członkostwa UE zaś Białoruś może zostać wciągniętą w unijny krwiobieg dopiero po zmianie władzy – snuje domysły szewc Fabisiak.

Oprócz megalomanii premier Morawiecki umie od czasu do czasu błysnąć niewiedzą. Jego zdaniem, USA i Kanada czekały na sygnał aż Unia Europejska zacznie mówić w sprawie sankcji jednym głosem – czyli jak wynikałoby z poprzednich enuncjacji głosem Mateusza Morawieckiego – aby je nareszcie wprowadzić. Otóż nie, panie premierze. Kanada wespół z już pozaunijną Wielką Brytanią wprowadziły podobne restrykcje wobec białoruskich oficjeli na dwa dni przed szczytem UE nie czekając na brukselski sukces polskiego premiera. Owo faktograficzne potknięcie nie zostało zauważone przez światowe agencje informacyjne. Podobnie jak szumie prezentowany w kraju plan Morawieckiego dotyczący pomocy ekonomicznej dla Białorusi zakładający wsparcie dla małych i średnich firm, otwarcie jednolitego rynku UE dla białoruskich przedsiębiorców, wprowadzenie ruchu bezwizowego oraz funduszu stabilizacyjnego. Według jego słów program ten spotkał się z uznaniem ze strony szefującej Komisją Europejską Ursuli von der Leyen. Premier Morawiecki snuje też plany o wciągnięciu doń instytucji międzynarodowych takich jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy Bank Światowy i Europejski Bank Inwestycyjny nie dostrzegając tego, że tego typu projekty uzgadnia się z władzami danego kraju czyli w tym przypadku z rządem podporządkowanym nieuznawanemu prezydentowi. Mimo to wydawałoby się, że na temat takiego planu będą głośno trąbić światowe media. Jednak nic z tych rzeczy. Wręcz przeciwnie, w oficjalnym komunikacie Rady Europejskiej mówi się jedynie o tym, że Rada sugeruje Komisji Europejskiej przygotowanie planu ekonomicznego wsparcia dla demokratycznej Białorusi – czyli po obaleniu Łukaszenki. Więc jak to w końcu jest, Unia przyjęła plan Morawieckiego czy dopiero będzie pracować nad jakimś innym? – dopytuje szewc Fabisiak.

PiS pies

Niedopuszczalne jest, aby ogon machał psem – tak w zoologiczny sposób Jarosław Kaczyński skomentował wewnątrzkoalicyjne przepychanki. Szewc Fabisiak gratuluje prezesowi PiS tak trafnego porównania swojej partii do psa.

Idąc śladem tych kynologicznych alegorii szewc Fabisiak zauważa, że gdyby Jarosław Kaczyński znalazł się w rządzie na stanowisku wicepremiera, to sam byłby tym ogonem machającym psem będącym na stanowisku premiera, co w tym przypadku byłoby już dopuszczalne. Kaczyński, choć formalnie podległy Morawieckiemu, byłby bowiem jego szefem po linii partyjnej a to w polskiej polityce bardziej się liczy. Jako wicepremier powtórzyłby wariant Waltera Ulbrichta, który w latach 50. w NRD również łączył funkcje wicepremiera i sekretarza generalnego SED. A jeżeli już koniecznie chciałby szefować Komitetowi Bezpieczeństwa Narodowego, to mógłby wzorować się na byłym prezydencie Kazachstanu Nursułtanie Nazarbajewie, który po ustąpieniu ze stanowiska stoi na czele posiadającej szerokie kompetencje Rady Bezpieczeństwa i to w dodatku dożywotnio. W tym wariancie Kaczyńskiemu nie mógłby podskoczyć żaden premier. Jednak, jak zauważa szewc Fabisiak, jest istotna różnica między kazachską radą a polskim ewentualnym komitetem. W Kazachstanie Rada Bezpieczeństwa działa zgodnie ze swoją nazwą, natomiast w Polsce byłby to raczej komitet bezpiecznego przetrwania koalicji. I dlatego Kaczyński prze do rządu aby od wewnątrz trzymać za twarz koalicjantów do czego nie jest zdolny Mateusz Morawiecki.

Jednakże dopóki nie są znane ustalenia podpisanej w sobotę umowy koalicyjnej, to spekulacje co do rządowej pozycji Jarosława Kaczyńskiego pozostają w sferze nieoficjalnych deklaracji. Koalicyjni partnerzy podpisali w świetle kamer stosowne porozumienie, ale o jego treści nie raczyli publicznie poinformować. To ewenement w skali światowej, który według prezesa Kaczyńskiego dobrze zapisze się w naszej historii. Ale chyba tylko w tej tworzonej przez PiS, w historii światowej praktyki politycznej nie za bardzo – twierdzi szewc Fabisiak. Z przecieków medialnych wynika, że Ziobro i Gowin mają w ramach koalicji uzgadniać zgłaszane przez ich ugrupowania projekty ustaw. Jest to jakby pozornie niespójne z tym, co jeszcze nie tak dawno deklarował zastępca rzecznika PiS Radosław Fogiel mówiąc, iż koalicje nie działają w ten sposób, że partnerzy chcą prawa do negocjacji na nowo każdego projektu ustawy. Niespójność ta jest dlatego pozorna, gdyż zdaniem szewca Fabisiaka, nie dotyczy ona PiS, która to partia ma zawsze rację i nie musi swoich pomysłów konsultować, a jedynie koalicjantów, którzy mogą sobie proponować wszystko, byle zgodnie z linią partii w koalicji dominującej.

Podczas ceremonii podpisania rzeczonego porozumienia Jarosław Gowin błyskotliwie zauważył, że na informację o tym doniosłym wydarzeniu czekały miliony Polaków. Szewc Fabisiak też należy do tych milionów, które jednak wieści o zawarciu jakiegoś nowego układu oczekiwały z czystej ciekawości a nie, jak zdaje się sugerować pan Gowin, z ulgą, iż w końcu dogadano się co do trwałości koalicji. Gowin mówił też o tym, że zgoda między koalicjantami jest niezbędna, ponieważ Polska wkracza w trudny czas wyzwań w postaci pandemii tudzież kryzysu gospodarczego. Zatem, gdyby nie wirus i kryzys, mogliby nadal żreć się między sobą – wnioskuje szewc Fabisiak. Jarosław Kaczyński przekazał radosną wiadomość, a premier Morawiecki wtórował mu powtarzając dwukrotnie, że bardzo się cieszy. Poczucie zadowolenia tych trzech panów jest całkowicie zrozumiałe. Kaczyńskiemu udało się ustawić współrządzących na właściwych miejscach, Gowin najprawdopodobniej wróci do rządu, a Morawiecki już nie musi się martwić perspektywą rozpadu koalicji i ewentualnością przyspieszonych wyborów. Szewc Fabisiak zauważa, że głos Ziobry znacznie różnił się od radosnych uniesień współpartnerów. Jest to o tyle zrozumiałe, że Zbigniew Ziobro wyszedł na zero, potwierdzając znaną diagnozę Leszka Millera. Pewnie zachowa miejsce w rządzie, nadal kultywując tę swoją sprawiedliwość, jednak jego możliwości samodzielnego politycznego działania zostały mocno nadwątlone. Podczas wspólnego koalicyjnego występu ograniczył się do wypowiedzenia zdawkowej formułki, iż pięć lat rządów Zjednoczonej Prawicy to był dobry okres dla Polski powtarzając w zasadzie to, co powiedział przed kilkoma dniami: że dzięki tym rządom udało się wprowadzić w kraju wiele istotnych zmian w związku z czym warto, by ta koalicja dalej trwała. I ma trwać, gdyż takie są osobiste interesy liderów oraz dobrze ustawionych popleczników tworzących rząd formacji – konkluduje szewc Fabisiak.

Bezprawność i bezprawie

Szewc Fabisiak rozróżnia te dwa pojęcia uważając, że bezprawność polega na podejmowaniu działań niezgodnych z prawem natomiast bezprawie oznacza wprowadzanie w życie takich aktów prawnych, które są niezgodne z obowiązującym prawem.

Przykładów działań bezprawnych namnożyło się w ostatnich latach aż tyle, że na wymienienie wszystkich z nich mogłoby nie starczyć łamów Trybuny. Szewc Fabisiak przypomina, że początek tej dobrej zmianie dały dwie decyzje prezydenta a mianowicie ułaskawienie Mariusza Kamińskiego przed wydaniem przez sąd prawomocnego wytoku oraz zaprzysiężenie wybranych z naruszeniem prawa sędziów Trybunału Konstytucyjnego. I później potoczyła się lawina, która wartko toczy się dalej.

Ostatnio dzięki orzeczeniu warszawskiego Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego na forum publiczne powróciła sprawa prezydenckich wyborów korespondencyjnych. Sąd uznał, że decyzja premiera zobowiązująca Pocztę Polską do przygotowania wyborów prezydenckich w trybie korespondencyjnym w rażący sposób naruszyła prawo. Jak można było przewidywać, orzeczenie sądu nie znalazło zrozumienia w czołowej partii rządzącej w odróżnieniu od jej koalicyjnych partnerów. Doszli oni bowiem do wniosku, że prawo ma być równe dla wszystkich wyłamując się tym samym z koalicyjnych kanonów. Jest to racjonalne z ich punktu widzenia, gdyż, jak zauważa szewc Fabisiak, głupotą byłoby branie na siebie współodpowiedzialności za nieswoje decyzje i działania. Zwłaszcza, że to w końcu Jarosław Gowin uratował obóz rządzący przed wyborczą kompromitacją. Swoje wygrał też Zbigniew Ziobro bynajmniej nie dlatego, iżby miałby być konsekwentnym zwolennikiem równości wobec prawa, lecz z tego powodu, że wyczuł tu okazję aby zyskać dodatkowy mocny punkt w rywalizacji z premierem Morawieckim.

Pisowscy idą jednak w zaparte powtarzając po raz kolejny, że rząd działał w warunkach wyższej konieczności spowodowanej wirusową epidemią. Szewc Fabisiak uważa jednak, że taka argumentacja nie trzyma się przysłowiowej kupy. Mogłaby ona mieć jakiś tam ślad uzasadnienia, gdyby wprowadzono w kraju stan nadzwyczajny dający władzy uprawnienie do podejmowania różnych niekiedy dziwnych decyzji. Jednak przed wprowadzeniem takiego stanu partia PiS broniła się wszystkimi kończynami zdając sobie sprawę z tego, że majowe wybory stwarzają największą szansę na ponowny wybór Andrzeja Dudy być może nawet w pierwszej turze. Orzeczenie sądu jak również opór koalicjantów zmusiły PiS do wycofania się z bezprawnej ustawy o bezkarności. Bezprawnej, gdyż w Polsce póki co obowiązuje zasada, iż prawo nie działa wstecz w związku z tym każdy, kto podejmuje niezgodne z prawem decyzje i działania musi liczyć się z konsekwencjami a nie oczekiwać tego, że po fakcie zostanie uniewinniony.

Inną normą, która powinna być przestrzegana w państwie szanującym swoje własne prawo jest ochrona praw nabytych. Normę tę złamano w przypadku tzw. ustawy dezubekizacyjnej. Była ona powszechnie krytykowana za to, że kieruje się zasadą odpowiedzialności zbiorowej. Zwrócił na to uwagę również Sąd Najwyższy uznając, że każdy przypadek umniejszania świadczeń emerytalnych należy rozpatrywać indywidualnie. Jednakże zdaniem szewca Fabisiaka nie tu tkwi istota problemu. Jak twierdzi, to kto pełnił jaką funkcję i jakich dopuszczał się czynów nie powinno w żaden sposób wiązać się z wysokością emerytury czy renty. Są to bowiem dwa odrębne byty prawne. Jeśli ktoś w przeszłości popełnił jakiś czyn niezgodny z prawem, to powinien za to odpowiadać przed niezawisłym i bezstronnym sądem a emerytura nie ma nic do tego. Jednak osoby ogarnięte antykomunizacyjnym amokiem widzą w tej niedoszłej ustawie przejaw sprawiedliwości dziejowej. Typowym przykładem takiej argumentacji może być wypowiedź jaką w emitowanym w TVP info Studiu Polska udzielił jego stały uczestnik pan Adam Borowski. Stwierdził on mianowicie, iż działające w PRL służby specjalne pracowały na rzecz obcego mocarstwa. Idąc śladem tej absurdalnej logiki należałoby poobcinać emerytury i renty również kadrze zawodowej wojska a idąc dalej także pracownikom państwowej, bo przecież podległej ZSRR administracji. Chyba, że wojsko oraz administracja było wyjęte spod sowieckiej okupacyjnej kontroli co z kolei nijak nie przystaje do teorii o całkowitej podległości Moskwie. Oba omawiane powyżej gnioty prawne są dowodem na bezprawność i bezprawie, które na szczęście udało się zahamować dzięki interwencji sądów – podsumowuje swoje spostrzeżenia szewc Fabisiak.