Bezprawność i bezprawie

Szewc Fabisiak rozróżnia te dwa pojęcia uważając, że bezprawność polega na podejmowaniu działań niezgodnych z prawem natomiast bezprawie oznacza wprowadzanie w życie takich aktów prawnych, które są niezgodne z obowiązującym prawem.

Przykładów działań bezprawnych namnożyło się w ostatnich latach aż tyle, że na wymienienie wszystkich z nich mogłoby nie starczyć łamów Trybuny. Szewc Fabisiak przypomina, że początek tej dobrej zmianie dały dwie decyzje prezydenta a mianowicie ułaskawienie Mariusza Kamińskiego przed wydaniem przez sąd prawomocnego wytoku oraz zaprzysiężenie wybranych z naruszeniem prawa sędziów Trybunału Konstytucyjnego. I później potoczyła się lawina, która wartko toczy się dalej.

Ostatnio dzięki orzeczeniu warszawskiego Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego na forum publiczne powróciła sprawa prezydenckich wyborów korespondencyjnych. Sąd uznał, że decyzja premiera zobowiązująca Pocztę Polską do przygotowania wyborów prezydenckich w trybie korespondencyjnym w rażący sposób naruszyła prawo. Jak można było przewidywać, orzeczenie sądu nie znalazło zrozumienia w czołowej partii rządzącej w odróżnieniu od jej koalicyjnych partnerów. Doszli oni bowiem do wniosku, że prawo ma być równe dla wszystkich wyłamując się tym samym z koalicyjnych kanonów. Jest to racjonalne z ich punktu widzenia, gdyż, jak zauważa szewc Fabisiak, głupotą byłoby branie na siebie współodpowiedzialności za nieswoje decyzje i działania. Zwłaszcza, że to w końcu Jarosław Gowin uratował obóz rządzący przed wyborczą kompromitacją. Swoje wygrał też Zbigniew Ziobro bynajmniej nie dlatego, iżby miałby być konsekwentnym zwolennikiem równości wobec prawa, lecz z tego powodu, że wyczuł tu okazję aby zyskać dodatkowy mocny punkt w rywalizacji z premierem Morawieckim.

Pisowscy idą jednak w zaparte powtarzając po raz kolejny, że rząd działał w warunkach wyższej konieczności spowodowanej wirusową epidemią. Szewc Fabisiak uważa jednak, że taka argumentacja nie trzyma się przysłowiowej kupy. Mogłaby ona mieć jakiś tam ślad uzasadnienia, gdyby wprowadzono w kraju stan nadzwyczajny dający władzy uprawnienie do podejmowania różnych niekiedy dziwnych decyzji. Jednak przed wprowadzeniem takiego stanu partia PiS broniła się wszystkimi kończynami zdając sobie sprawę z tego, że majowe wybory stwarzają największą szansę na ponowny wybór Andrzeja Dudy być może nawet w pierwszej turze. Orzeczenie sądu jak również opór koalicjantów zmusiły PiS do wycofania się z bezprawnej ustawy o bezkarności. Bezprawnej, gdyż w Polsce póki co obowiązuje zasada, iż prawo nie działa wstecz w związku z tym każdy, kto podejmuje niezgodne z prawem decyzje i działania musi liczyć się z konsekwencjami a nie oczekiwać tego, że po fakcie zostanie uniewinniony.

Inną normą, która powinna być przestrzegana w państwie szanującym swoje własne prawo jest ochrona praw nabytych. Normę tę złamano w przypadku tzw. ustawy dezubekizacyjnej. Była ona powszechnie krytykowana za to, że kieruje się zasadą odpowiedzialności zbiorowej. Zwrócił na to uwagę również Sąd Najwyższy uznając, że każdy przypadek umniejszania świadczeń emerytalnych należy rozpatrywać indywidualnie. Jednakże zdaniem szewca Fabisiaka nie tu tkwi istota problemu. Jak twierdzi, to kto pełnił jaką funkcję i jakich dopuszczał się czynów nie powinno w żaden sposób wiązać się z wysokością emerytury czy renty. Są to bowiem dwa odrębne byty prawne. Jeśli ktoś w przeszłości popełnił jakiś czyn niezgodny z prawem, to powinien za to odpowiadać przed niezawisłym i bezstronnym sądem a emerytura nie ma nic do tego. Jednak osoby ogarnięte antykomunizacyjnym amokiem widzą w tej niedoszłej ustawie przejaw sprawiedliwości dziejowej. Typowym przykładem takiej argumentacji może być wypowiedź jaką w emitowanym w TVP info Studiu Polska udzielił jego stały uczestnik pan Adam Borowski. Stwierdził on mianowicie, iż działające w PRL służby specjalne pracowały na rzecz obcego mocarstwa. Idąc śladem tej absurdalnej logiki należałoby poobcinać emerytury i renty również kadrze zawodowej wojska a idąc dalej także pracownikom państwowej, bo przecież podległej ZSRR administracji. Chyba, że wojsko oraz administracja było wyjęte spod sowieckiej okupacyjnej kontroli co z kolei nijak nie przystaje do teorii o całkowitej podległości Moskwie. Oba omawiane powyżej gnioty prawne są dowodem na bezprawność i bezprawie, które na szczęście udało się zahamować dzięki interwencji sądów – podsumowuje swoje spostrzeżenia szewc Fabisiak.

Zdanie odrębne

Szewc Fabisiak stara się obserwować rzeczywistość i wyciągać wnioski również wtedy, gdy nie są one zgodne z powszechnie wyrażaną opinią. Dlatego też ma swoje własne odrębne zdanie wobec sytuacji na Białorusi a zwłaszcza wobec reakcji na tę sytuację ze strony polskich polityków.

Obserwując ich podejście do Białorusi oraz zachowanie wobec rządowej polityki w tym zakresie szewc Fabisiak dochodzi do wniosku, iż poprzez swoją infantylność i brak wiedzy nie wyrośli oni ponad intelektualno-poznawczy poziom początkowych klas szkoły podstawowej. Nasza rodzima tzw. klasa polityczna rywalizuje na arenie międzynarodowej o to kto bardziej przymili się białoruskiej opozycji. Przypomina to trochę przepychanki między uczniami podstawówki. Wprawdzie ty masz ładniejsze adidasy ale za to mój smartfon jest lepszej jakości. Słychać już było utyskiwania na to, że Swiatłana Cichanouskaja (tak prawidłowo według transkrypcji białoruskiej powinno się pisać i wymawiać jej nazwisko) znalazła się na emigracji na Litwie a nie w Polsce rojącej sobie przecież prawo do roli forpoczty białoruskich protestów.

Trwa też rywalizacja wewnątrzpolska. Kiedy Donald Tusk zaproponował aby Unia Europejska nominowała Cichanouską i jej męża Siarhieja do Pokojowej Nagrody Nobla, to już następnego dnia wszystkie kluby parlamentarne zgodnie zaapelowały aby Parlament Europejski przyznał Cichanouskiej, jednak już bez męża uwięzionego po tym jak ogłosił zamiar startu w wyborach prezydenckich, coroczną nagrodę imienia Sacharowa, ponieważ, jak to argumentował europoseł Andrzej Halicki, uosabia ona obudzone społeczeństwo białoruskie. Tymczasem dwa dni wcześniej europarlamentarna frakcja Socjaliści i Demokraci poszła o krok dalej zgłaszając do tej nagrody zarówno Cichanouską, jak też żonę wyeliminowanego z wyborów Waliera Capkały oraz Maryję Kaliesnikawą – współpracownicę uwięzionego niedoszłego kandydata Wiktara Babaryki.

Wiceszefowa frakcji Kati Piri stwierdziła, że tegoroczna nagroda należy się tym trzem „odważnym kobietom Białorusi”. Szewc Fabisiak ma jednak wątpliwości czy można mówić o odwadze w odniesieniu do dwóch pierwszych z wymienionych wyżej pań. Natychmiast po wyborach, kiedy zaczęły się masowe protesty, Swiatłana Cichanouskaja wyjechała na Litwę a Wieranika Capkała wraz z mężem do Polski. Szewc Fabisiak rozumie ich motywacje uważając, że każdy ma prawo do ochrony siebie i swojej rodziny. Uważa jednak za przesadę nazywanie tego bohaterstwem. Jedyną osobą z tej trójki, która wykazała się odwagą i determinacją jest natomiast Maryja Kaliesnikawa. To ona wezwana na przesłuchanie odmówiła składania zeznań przeciwko sobie. To ona spotykała się ze strajkującymi robotnikami stołecznych zakładów, kiedy te strajki jeszcze trwały. To ona nie dała się wywieźć na Ukrainę i na granicy podarła swój paszport na drobne kawałki mając zapewne świadomość tego, że zostanie osadzona w areszcie co też i nastąpiło. To wreszcie na jej cześć zorganizowano w Mińsku w ostatnią sobotę marsz bohaterów. To jej zdrobniałe imię Masza skandowano na wiecach a nie Swieta czy tym bardziej Wieranika. W Polsce jednak liczy się tylko Cichanouskaja natomiast Kaliesnikawa pozostaje poza polem publicznego zainteresowania, co można tłumaczyć chyba tym, że uwielbianej w naszym kraju Cichanouskiej nie podoba się to, że Kaliesnikawa była współzałożycielką nowej partii opozycyjnej i ma odmienne poglądy co do strategii walki – domniemywa szewc Fabisiak.

Polskie elity parlamentarne jednostronnie postrzegające sytuację na Białorusi zgodnym chórkiem pieją z zachwytu nad tym, że mówią jednym głosem. Natomiast szewc Fabisiak jest zwolennikiem pluralizmu poglądów a nie dominacji jednego słusznego punktu widzenia, co, jego zdaniem, jest oznaką politycznej dojrzałości. Szewca Fabisiaka nie dziwi odtrąbianie sukcesu jednomyślności w wykonaniu przedstawicieli formacji rządzącej, jednak jako człowieka lewicy wnerwiają go podobne prorządowe enuncjacje ze strony lewicowych parlamentarzystów. Zwłaszcza gdy ich argumentacja nie wychodzi poza ramy rządowej propagandy. Na przykład posłanka Magdalena Biejat twierdzi, iż Polska powinna być ambasadorką Białorusi na arenie międzynarodowej, choć nikt na Białorusi naszego kraju do tego nie upoważnił. Wręcz przeciwnie. Nie kto inny jak sama Cichanouskaja mówiła podczas konferencji w Karpaczu, że to co się dzieje na Białorusi jest wewnętrzną sprawą jej kraju i oni sami powinni rozwiązywać swoje problemy zaznaczając, że inne kraje zostaną poproszone o mediację jedynie wówczas gdyby nie udało się rozwiązać problemów własnymi siłami. Natomiast, jak twierdzi szewc Fabisiak, uzurpowanie sobie prawa do reprezentowania społeczeństwa białoruskiego jest wyrazem wielkomocarstwowych kompleksów którym hołduje polska prawica a w które lewica daje daje się wpuścić.

Szewc Fabisiak zauważa też, że sytuację na Białorusi nie powinno się w sposób prymitywny postrzegać jedynie w czarno-białych barwach. Prawdą jest, że w białoruskiej stolicy i w kilku większych miastach regularnie mają miejsce antyprezydenckie demonstracje. Jednak swoje wiece organizują też zwolennicy Łukaszenki. Co prawda ich manifestacje są o wiele mniej liczebne ale są i gromadzą one nie tylko zależnych od władz państwowych urzędników, lecz także niezależnych od nikogo emerytów pamiętających to, że za obecnych rządów zaczęto regularnie wypłacać im emerytalne świadczenia. Pozostaje też bierna politycznie większość co do której nie do końca wiadomo na kogo głosowała w sierpniowych wyborach. Jednak tych niuansów nie dostrzegają polscy politycy i dlatego nie stać ich na obiektywne i szanujące naszych wschodnich sąsiadów podejście. Na tym tle wyróżnia się opublikowane ostatnio w Trybunie Stanowisko Stowarzyszenia Polska-Białoruś w którym wyrażana jest wątpliwość czy bezpośrednia ingerencja w wewnętrzne rozgrywki polityczne na Białorusi przyczyni się do rozwoju swobód obywatelskich natomiast Polska zupełnie niepotrzebnie stała się stroną konfliktu. Drugim przykładem wyważonego podejścia do Białorusi jest postawa Akcji Wyborczej Polaków na Litwie.

Mimo tego, że ugrupowanie to wchodzi w skład koalicji rządzącej, to jego deputowani nie wzięli udziału w głosowaniu w którym litewski parlament przyjął rezolucję uznającą Swiatłanę Cichanouską za jedynego legalnego przedstawicielem narodu białoruskiego. Przewodniczący Akcji Waldemar Tomaszewski uzasadniał to tym, że tego typu rezolucje prowadzą do nieuzasadnionych napięć pomiędzy sąsiednimi państwami. Te dwa wspomniane wyżej głosy rozsądku nikną jednak w powodzi prymitywnej propagandy, co niestety staje się już polską normą – konkluduje z pesymizmem szewc Fabisiak.

Czy Czajka obudzi Zielonych?

Awaria warszawskiej oczyszczalni ścieków w końcu zmusiła Partię Zielonych do zainteresowania się problemem czystości wód śródlądowych.

W programie Partii Zielonych można znaleźć niemało bardzo trafnych i sensownych postulatów, głównie w obszarach pozaekologicznych. Jednak to nie one są przez partię eksponowane, w związku z czym w oczach większości ludzi jawi się ona jako ugrupowanie promujące czyste powietrze a nie równość obywateli czy rozwój demokracji lokalnej. Jednak Zieloni za swoje priorytety programowe uznali efektywność energetyczna i rozproszoną energetykę odnawialną, termomodernizację budynków czy też rozwój ekologicznego transportu zbiorowego w szczególności kolejowego, jakby w kolejnictwie wciąż przeważały dymiące parowozy.

Jako naczelny temat ekologistom – zdaniem szewca Fabisiaka tak właśnie należałoby mówić o zielonych działaczach w odróżnieniu od ekologów jako naukowców – jawi się ocieplenie klimatu, które jakoby ma być najważniejszym problemem współczesnego świata. Wystarczyło kilka wypowiedzi skandynawskiej uczennicy, aby stała się gwiazdą na skalę światową plasując się w rankingach medialnych tuż obok brytyjskiej rodziny królewskiej. Niebędący specjalistą w tym zakresie szewc Fabisiak nie posiada przesłanek, aby kwestionować teorię ocieplenia ziemskiego klimatu. Ma natomiast wątpliwości czy lodowce na Antarktydzie topnieją na skutek tego, że w Polsce pali się węglem i używa plastikowych sztućców. Być może zachodzi tu bezpośrednia zależność, jednak zdaniem szewca Fabisiaka przekonywujące mogą być jedynie jedynie udokumentowane dowody naukowe.

Walka z ociepleniem klimatu przybiera również formę czynnego protestu, jak to miało miejsce w ostatni poniedziałek w Warszawie, gdzie aktywiści ruchu Extinction Rebellion blokowali ulice w centrum stolicy. Szewc Fabisiak jest w stanie zrozumieć ich racje i motywacje, ma jednak wątpliwości nie tylko co do skuteczności, lecz także sensowności tego rodzaju przedsięwzięć. Skuteczność takich akcji jest minimalna w sytuacji, gdy światowym decydentom zależy na przetrwaniu kolejnej kadencji, a o sprawy w przyszłości niech się martwią kolejne pokolenia. Ekologistów można najwyżej poczęstować gładko brzmiącymi obietnicami bez pokrycia. Zwłaszcza, że katastrofa klimatyczna to sprawa nie do końca wiadomej przyszłości zaś większość ludzi żyje problemami i udrękami dnia dzisiejszego. Dlatego też szewc Fabisiak uważa, że bardziej sensowne były protesty przeciwko wycince Puszczy Białowieskiej, gdyż dotyczyły realnego i aktualnego konkretu, a nie odległej w czasie abstrakcji. Co prawda to nie ekologiści, a odpowiednie instytucji Unii Europejskiej doprowadziły do zaniechania niszczenia drzewostanu, jednak świadczy to o tym, że to protestujący mieli rację, a nie arogancki rząd.

Antyociepleniowa krucjata spycha na plan dalszy problem czystości wód śródlądowych, który pojawia się przestrzeni publicznej w zasadzie jedynie w przypadku awarii oczyszczalni cieków – zauważa szewc Fabisiak. Sprawy te nie są przedmiotem codziennego zainteresowania ekologistów i zielonych partii, choć jest to codzienny ogólnokrajowy problem.

Przy okazji awarii warszawskiej Czajki zareagowały stołeczne struktury Partii Zielonych. Wydały one stosowne oświadczenie merytorycznie słuszne wskazujące na potrzebę podjęcia odpowiednich działań udaremniających międzywarszawski przepływ fekaliów. Stołeczni ekologiści wskazują na błędność decyzji o budowie ściekowego kolektora przypominając, że została ona podjęta w 2005 roku. Wszystko to prawda, lecz wypowiadać się na ten temat trzeba było 17 lat temu, zwłaszcza, że specjaliści od ekologii mogli wiedzieć, że w takich przypadkach instaluje się metalowe, a nie łatwo pękające rury plastikowe. Ponadto, jak zwraca na to uwagę nie tylko szewc Fabisiak, ratuszowi następcy Lecha Kaczyńskiego mieli dostatecznie dużo czasu aby tę nieszczęsną decyzję odkręcić. O tym jednak nie mówi się w oświadczeniu Partii Zielonych, która sama wmontowała się w twór pod nazwą Koalicja Obywatelska.

Szewc Fabisiak liczy na to, że partyjni zieloni wespół z niepartyjnymi aktywistami wreszcie się obudzą i dostrzegą problem zanieczyszczenia wód i jezior podtruwanych nie tylko awaryjnymi ściekami, lecz także różnego rodzaju odpadami. Ma też nadzieję, że polscy ekologiści namówią swoich kolegów i koleżanki z krajów mających styczność z Bałtykiem do bardziej aktywnego promowania działań na rzecz czystości tego akwenu. Koncentracja wysiłków w ochronie jednego wspólnego morza ma bowiem większy sens niż wyciągnięta z lamusa koncepcja trójmorza – uważa szewc Fabisiak.

Z tym może być jednak pewien problem, ponieważ niektórzy prominentni funkcjonariusze niemieckiej Partii Zieloni, najsilniejszej ekologicznej struktury politycznej nie tylko w obrębie Bałtyku ale też w całej Europie, za większe od wypływu nieczystości zagrożenie uznają budowę podmorskiego rurociągu północnego, który ma dostarczać gaz z Rosji do Niemiec. Wysuwane są tu argumenty z grubej rury, swoimi gabarytami przewyższającymi objętość rury, którą krytykują. A to, że gazociąg zagraża bezpieczeństwu krajów bałtyckich, tak jak gdyby zamiast zwykłego gazu jako naturalnego źródła energii Rosja przemycała rurami oślepiający gaz bojowy, który zamiast trafiać do Niemiec byłby wypuszczany na wybrzeża Polski, Litwy, Łotwy i Estonii skrzętnie omijając obwód kaliningradzki. A to znowu, że budowa Nord Stream 2 musi być wstrzymana, ponieważ w Rosji został otruty opozycjonista Aleksiej Nawalny. W całej tej aferze niemieccy Zieloni mają swój polityczny interes jako partia opozycyjna wobec rządu dogadującego się z Rosją. Tymczasem podobne stanowisko wyraża też polska Partia Zieloni wyrażając sprzeciw dla jakiejkolwiek pomocy Unii Europejskiej w ciągnięci gazociągu. Nasi Zieloni są co prawda w opozycji w stosunku rządu, jednak nie wobec partnerskiej Platformy Obywatelskiej, która jest przeciwna tej inwestycji. Wpisują się tym samym zupełnie niepotrzebnie w antyrosyjską narrację, którą kultywują dominujące w naszym kraju elity polityczne – dochodzi do wniosku szewc Fabisiak.

Konsekwencje państwa konkordatowego

Jeżeli ktoś uważa, że w Polsce nie można zawrzeć małżeństwa jednopłciowego, to się myli. Wystarczy wstąpić do Reformowanego Kościoła Katolickiego.

Ten bowiem Kościół udziela takich właśnie ślubów swoim wyznawcom. Nie mają one jednak mocy prawnej. Bowiem równe traktowanie ślubów kościelnych i państwowych dotyczy jedynie Kościoła Katolickiego, co wynika z zapisów konkordatu. Stawia to największą co prawda lecz nie jedyną strukturę wyznaniową w uprzywilejowanej pozycji wobec pozostałych – zauważa szewc Fabisiak. W tej sytuacji zawieranie związków małżeńskich, również między osobami tej samej płci, w innych kościołach ma jedynie symboliczne znaczenie dla nich samych i nie narusza obowiązującego porządku prawnego. Skoro tak, to jest to czysto wewnętrzna sprawa danej wspólnoty i nikomu z zewnątrz nic do tego. Podobnie jak w przypadku wielożeństwa wśród wyznawców islamu. Innego zdania jest jednak minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, który coraz częściej występuje w roli katolickiego fundamentalisty i nie jest w tym momencie ważne czy robi to z przekonania czy z wyrachowania – twierdzi szewc Fabisiak uważając, że bardziej liczą fakty niż ich psychologiczne podłoże. Wspomniany minister, i tak się składa, że również prokurator generalny, wystąpił o wykreślenie Reformowanego Kościoła Katolickiego z rejestru kościołów i związków wyznaniowych. Po siedmiu miesiącach po fakcie wpisania przez MSWiA. Czy refleks nie ten? Czy informacja dotarła do ziobrowej prokuratury zbyt późno? Czy dlatego, że nagle doszedł do wniosku, iż kolega Kamiński nie wykazał się czujnością rewolucyjną? Czy może lepiej było nie poruszać tego tematu przed wyborami aby nie uszczuplać ewentualnego poparcia ze strony niektórych wyznawców tego kościoła dla Andrzeja Dudy? – snuje domysły szewc Fabisiak.

Decyzję Ziobry podległa mu Prokuratura Krajowa uzasadnia tym, że organ rejestrujący jakoby nie dokonał oceny wniosku Kościoła „pod względem zgodności z przepisami ustaw chroniącymi bezpieczeństwo i porządek publiczny, zdrowie, moralność publiczną, władzę rodzicielską oraz podstawowe prawa i wolności innych osób”. Dokonując analizy tego uzasadnienia szewc Fabisiak dochodzi do wniosku, że tyle ono ma wspólnego z logiką co nazwa bratniej panu ministrowi partii z prawem i sprawiedliwością. Jak bowiem się mają zawierane w ramach jednej odrębnej wspólnoty monoseksualne małżeństwa do ochrony zdrowia czy bezpieczeństwa publicznego? Czyżby reformowani katolicy cichcem podtruwali innych katolików, którzy od ponad 2 tysięcy lat nie chcą się reformować? Czy zamierzają komukolwiek odbierać dzieci lub urządzają burdy uliczne? Natomiast interesujące wnioski wynikają z fragmentu uzasadnienia w którym napomyka się o zagrożeniu dla moralności publicznej. Szewc Fabisiak wnioskuje, że skoro grzechem jest współżycie pozamałżeńskie natomiast chwalebne wówczas gdy spółkująca para związana jest ze sobą aktem ślubu, to tym samym również seks jednopłciowy aby nie być grzeszny winien mieć stosowną papierkową podkładkę. Jednakże, jak można domniemywać, pan prokurator generalny nie widzi nic zdrożnego w pozamałżeńskim seksie jednopłciowym ale już nie w zalegalizowanym co tym samym podważa całą rzymsko-katolicką wykładnię grzechu. Swoją swoistą moralność urzędnik państwowy usiłuje narzucić innym posiadającym te same co on konstytucyjne prawa współobywatelom w tym mającemu odrębny punkt widzenia innej katolickiej zbiorowości. Przeciwnicy LGBT gardłują, że osoby spod znaku tęczy usiłują narzucić swoją niby ideologię reszcie społeczeństwa, natomiast to właśnie owi przeciwnicy narzucają innym swoje pojęcie moralności. Interesująco brzmi też fraza dotycząca podstawowych praw i wolności innych osób. Otóż, wbrew prokuratorskiej logice, to możliwość łączenia się w dobrowolne i nikomu nie zagrażające związki to właśnie jest poszanowanie tychże praw. Jednak, jak zauważa szewc Fabisiak, to właśnie formacja rządząca wspierana przez swych kościelnych i świeckich apologetów usiłuje nam wcisnąć swoje rozumienie praw i wolności, które musi być obowiązkowo zgodne z linią oficjalnej propagandy.

Wywodzący się z powstałego w XIX wieku kwestionującego dogmat papieskiej nieomylności ruchu starokatolickiego Reformowany Kościół Katolicki ukazuje inne bardziej humanitarne i tolerancyjne oblicze w porównaniu choćby z napastliwym tyradami abp Jędraszewskiego, który stał się prekursorem nagonki na LGBT. Być może, jego ustami część kościelnej hierarchii chciała odwrócić społeczną uwagę od coraz liczniej ujawnianych przypadków księżowskiej pedofilii. To się jednak nie uda – twierdzi szewc Fabisiak zaznaczając, że choć większość z nas nie ma zdolności Napoleona, to jednak jest w stanie przyswajać sobie różne informacje i wyciągać wnioski. Dodaje też, że dopóki w Polsce rządzić będzie konkordat, to będziemy zmuszeni żyć w państwie rzymsko-katolickim a inne mniejszościowe związki wyznaniowe nie tylko będą marginalizowane, lecz także narażone na próby szykan ze strony władzy państwowej.

Ideologia obsesji

Skoro LGBT jest ideologią to, idąc tym tropem rozumowania, ideologią jest również zwalczanie LGBT – wnioskuje szewc Fabisiak.

Jest to ideologia obsesji, która może przybierać formę psychicznej fiksacji. Szewc Fabisiak zauważa, że ową ideologiczną fiksację zgodnie kultywują najwyższe władze w państwie wraz z ich politycznym zapleczem pospołu z usłużnymi naukowcami, dzienikarzami i niektórymi odłamami dominującego w Polsce Kościoła. Przykładów tejże fiksacji jest nie tylko coraz więcej, lecz przybierają one coraz bardziej absurdalną formę. Tak jak gdyby wypowiadające się w tym temacie osoby uczestniczyły w nieformalnym konkursie o to kto mocniej i głupiej przywali w LGBT – twierdzi szewc Fabisiak. Jak na razie w rankingu tym na czoło wysunęły się dwie postacie, mianowicie poseł Przemysław Czarnek oraz łódzki do niedawna kurator oświaty Grzegorz Wierzchowski. Pierwszy z wyżej wymienionych panów zaprezentował w Radiu Maryja własną, dosyć oryginalną wersję historii. Stwierdził mianowicie, iż – cytując dosłownie – „ideologia LGBT wyrastająca z neomarksizmu, pochodzi z tego samego korzenia co niemiecki narodowy socjalizm hitlerowski, który jest odpowiedzialny za wszelkie zło II wojny światowej, zniszczenie Warszawy i zamordowanie powstańców”. Mający tytuł profesora Przemysław Czarnek wizualnie nie wygląda na idiotę. A jednak w swojej wypowiedzi przekroczył coś, co można by nazwać barierą ignorancji. Polemika z takimi poglądami uwłaczałaby zdrowemu rozsądkowi podobne, jak spory o to czy ziemia krąży wokół słońca czy też odwrotnie – uważa szewc Fabisiak.

Drugim publicznym głosicielem podobnych rewelacji jest wspomniany kurator, który dodatkowo swą argumentacje ubarwił wątkiem medycznym. Otóż, jego zdaniem, LGBT to po prostu wirus jednak groźniejszy niż ten z koroną, gdyż powoduje dehumanizację społeczeństwa a zwłaszcza młodych ludzi odbierając im wartości. Pan Wierzchowski zapewne nie jest medykiem, jednak wypowiadając się na medyczne tematy powinien zaproponować skuteczną terapię. Jak przeciwdziałać rozprzestrzenianiu się owego wirusa? Zakładać maseczki, dezynfekować ręce czy może wystarczyłaby dwutygodniowa kwarantanna? – zastanawia się szewc Fabisiak. Grzegorz Wierzchowski po tym wystąpieniu został szybciutko odwołany ze stanowiska, choć zdaniem resortu edukacji nie za to, lecz na podstawie dogłębnej analizie jego dotychczasowej działalności. Tym samym rzeczony resort przyznał, że podziela poglądy kuratora, co znajduje potwierdzenie w tolerowaniu podobnych enuncjacji w wykonaniu krakowskiej kuratorki Barbary Nowak – wnioskuje szewc Fabisiak.

Oprócz oświatowych kuratorów, bardziej przypominających prokuratorów, również inni przeciwnicy LGBT snują analogie z marksizmem ewentualnie neomarksizmem, co nijak się ma do rzeczywistości. Jednak w Polsce obowiązuje bowiem jedna zasada. Jeżeli chce się komuś przywalić to porównuje się go do komuny lub putinowskiej Rosji co jest traktowane jako najwyższej rangi obelga. Ten drugi wariant nie wchodzi w grę jako że poglądy Putina są zbyt zbliżone do ich własnego punktu widzenia. Pozostaje zatem przypieprzanie się do marksizmu, który jako żywo zajmował się zgoła innymi sprawami niż marsze równości, tęczowe flagi czy małżeństwa jednopłciowe. Skąd jednak ludzie mają o tym wiedzieć skoro marksizm, w odróżnieniu od innych krajów, skutecznie wyrugowano z wyższych uczelni o nauczaniu na niższych szczeblach edukacji nie wspominając – pyta retorycznie szewc Fabisiak.

Wygłaszanie wyżej wspomnianych idiotyzmów można by potraktować jako swoisty objaw w końcu mało groźnej aberracji umysłowej gdyby nie przekładała się na działania władzy. Skoro państwowa policja zabiera do aresztów uczestników demonstracji, gdzie każe im się rozbierać do naga i poddaje innym chamskim praktykom to jest to sygnał, że źle się dzieje w państwie bynajmniej nie duńskim – konkluduje szewc Fabisiak nawiązując do dramatu Szekspira. Zauważa też, że Komisja Europejska potępiając, co jest zrozumiałe, brutalne traktowanie demonstrantów przez białoruskie służby mundurowe jakoś nie kwapi się do podobnej oceny wobec polskiej policji. Oczywiście skala represji była w Mińsku większa niż w Warszawie, jednak większy też był rozmiar protestów a sama istota zjawiska pozostaje taka sama. Na postawie faktu, iż UE krytykuje, i słusznie, wprowadzane u nas ograniczenia co do niezawisłości sądownictwa szewc Fabisiak wyciąga dwojakie wnioski. Po pierwsze, Unia bardziej dba o formalne niż rzeczywiste poszanowanie praw człowieka. Po drugie, krytyka policyjnych poczynań może mieć miejsce w stosunku do traktowanych z poczuciem wyższości krajów pozaunijnych, jednak nie wobec państw tworzących wspólnotę czy też znajdujących się na uważanym za wyższy poziomie demokracji. Dlatego też Komisja Europejska przemilcza polskie praktyki policyjne, gdyż w przeciwnym razie musiałaby, czego wcześniej oczywiście nie uczyniła, odnieść się do metod rozpędzania demonstracji we Francji, Katalonii a także w Izraelu czy co gorsza w Stanach Zjednoczonych. Zatem siły aparatu przymusu mają w Polsce przyzwolenie nie tylko ze strony prawicowej formacji rządzącej władzy lecz także najwyższych organów Unii Europejskiej – wnioskuje szewc Fabisiak.

Sprzedaż wiązana czy zwykła pazerność

Takie dwa warianty dealu zawartego między PiS a większością opozycji w sprawie poselskich podwyżek rozpatruje szewc Fabisiak.

Sprzedaż wiązana polega na tym, że sprzedawca uzależnia zakup butów od jednoczesnego nabycia szczotki i pasty do obuwia. Tego rodzaju praktyki są w Polsce zakazane, ale tylko w handlu, a nie w polityce – zauważa szewc Fabisiak. Być może taki rodzaj transakcji miał miejsce pomiędzy siłą rządząca a ugrupowaniami opozycyjnymi. Dostaniecie wyższe dotacje na swoje partie, ale za to przegłosujecie podwyżki wynagrodzeń dla siebie i dla nas też przy okazji. Jednak prawdopodobny był także inny układ. Szacowni wybrańcy i wybrańczynie narodu zwyczajnie połasili się na kasę, wykazując tym samym, że nie są masochistami czy też niedojdami, niepotrafiącymi zadbać o własne interesy.

Bez względu na to, jakie były rzeczywiste kulisy całej afery, jedno jest pewne. PiS zrobił w jajo opozycję, a przynajmniej jej większość za wyjątkiem dwóch skrajnych ugrupowań: Razem i Konfederacji. Polityczny środek wykazał się kunktatorstwem tym razem indolentnym. Jak zauważa szewc Fabisiak – to opozycja mogła zrobić w jajo pisowców. Wystarczyło zagłosować przeciw. Ustawa i tak przeszłaby większością pisowskich głosów, ale to na PiS spadłoby całe odium pazerności. Opozycja otrzymałaby prezent w postaci lepszych uposażeń i większych dotacji, a rządzący wyszliby na głupków. A tak głupkami okazali się opozycjoniści.

Dopóki Senat nie uwalił owej nieszczęsnej inicjatywy ci, którzy głosowali za projektem ustawy, a ściślej rzecz ujmując ustawki pomiędzy klubami tym razem nie piłkarskimi, starali się w sposób delikatnie mówiąc mało przekonywający uzasadnić swoją decyzję. Do annałów parlamentaryzmu przejdzie wypowiedź Barbary Nowackiej. Jak się wyraziła, dowolnego posła można kupić za 2 tys. zł miesięcznie podczas gdy wiceminister zarabia 7 tysięcy. Szewc Fabisiak nie dostrzega żadnego związku logicznego między poselskim łapówkarswem a zarobkami wiceministra, lecz być może nie jest w stanie wczuć się w głębię rozumowania pani posłanki. Z kolei poseł Krzysztof Paszyk z PSL napomknął o nieznaczących podwyżkach poselskich apanaży. Ciekawe czy, gdyby obcięto mu zarobki o 40 proc, to też mówiłby o nieznacznej obniżce? – zadaje retoryczne pytanie szewc Fabisiak. Ów poseł, podobnie jak kilku innych, starał się uwypuklić to, że podwyżki mieli też otrzymać samorządowcy. Jednak w tym celu można było przygotować odrębną ustawę i obyłoby się bez skandalu i kompromitacji.

Szewc Fabisiak uważa, że osoby z najwyższej półki, których tknęła ustawa mają zagwarantowane dochody na poziomie zapewniającym dostatni żywot. Zwłaszcza, gdy porówna się je z tymi, których dochody na skutek epidemii drastycznie spadły. Szewc Fabisiak jest zdania, iż osoby usytuowane w politycznej czołówce powinny mieć co roku waloryzowane pensje tak jak to dotyczy emerytów. A jeśli im się nie podoba posłowanie za marne 8 tys., to niech sobie poszukają lepiej płatnego zajęcia. Jednak jakaż poważna firma chciałaby zatrudnić u siebie takich partaczy, jak choćby – i tu szewc Fabisiak wstrzymuje się z wymienianiem nazwisk.

Projekt rzeczonej ustawy zakładał również uhonorowanie wysoką pensją tzw. Pierwszej Damy. Na ten temat szewc Fabisiak już raz wypowiadał się w Trybunie (8.07.2020) wskazując, że żona prezydenta z punktu widzenia konstytucji jest zwykłą obywatelką. Zaliczenie jej w poczet najważniejszych osób w państwie jest sprzeczne z ustawą zasadniczą, co jednak niespecjalnie kręci do niedawna tak aktywnych obrońców konstytucji. Pani prezydentowa miałaby dostawać miesięcznie tyle samo co ministrowie oraz wicemarszałkowie obu izb parlamentarnych. Osoby te, które jednak coś tam robią, powinny być tym do cna oburzone. A jednak nie są. Z opłacaniem Pierwszej Damy wiązałyby się też pewne problemy proceduralne. Kto miałby ją zatrudnić i na jakim etacie? Kto ustalałby zakres jej obowiązków i na czym miałyby one polegać oprócz milczącego towarzyszenia małżonkowi podczas krajowych i zagranicznych spotkań oraz uczestnictwa w celebracyjnych uroczystościach i mszach świętych?

Zdroworozsądkowy Senat uwolnił politycznych decydentów od tej uciążliwej myślówy. Na jak długo? – zastanawia się szewc Fabisiak domniemując, że temat ten kiedyś ponownie stanie na wokandzie, gdyż nie do pomyślenia jest, aby małżonka samego pana prezydenta musiała przez drugą już kadencję za darmo przymilnie się uśmiechać.

Opozycja wobec opozycji?

Takie pytanie zadaje sobie szewc Fabisiak obserwując relacje pomiędzy Szymonem Hołownią a Rafałem Trzaskowskim.

Obydwaj opozycyjni kandydaci, którzy uzyskali najlepszy wynik w drugiej turze postanowili iść za ciosem i tworzyć wokół siebie struktury mające – w założeniu – doprowadzić ich do zwycięstwa w najbliższych wyborach parlamentarne. Politycy ci różnią się między sobą programowo w sposób mało czytelny dla przeciętnego wyborcy. Logiczne zatem byłoby łączenie sił. Jednak – zdaniem szewca Fabisiak – na przeszkodzie stoją naturalne, zwłaszcza wśród polskich polityków, względy ambicjonalne. Każdy z nich uważa się za przywódcę opozycji jak swego czasu Ryszard Petru.

Tymiż ambicjami kieruje się Platforma Obywatelska zabiegając o tworzenie sojuszu z rodzącym się ruchem Hołowni. Trzaskowski uważa, że ma tu lepszą niż Hołownia pozycję przetargową nie tylko z powodu lepszego wyniku wyborczego lecz także dlatego, że ma za sobą czy też pod sobą gotowe już partyjne zaplecze natomiast Hołownia dopiero je tworzy. Z kolei Hołownia uprzejmie informuje, iż ma już kilkanaście tysięcy aktywistów i chętnie podzieli się z Trzaskowskim doświadczeniami w tworzeniu ruchu społecznego dając mu tym samym delikatnie do zrozumienia, że na tym odcinku jest bardziej skuteczny.

Podczas gdy Rafał Trzaskowski w sposób zrównoważony napomyka o ewentualnej współpracy z ruchem Hołowni, to Borys Budka wykazał się tu z lekka słoniowatą delikatnością proponując Hołowni wejście do Koalicji Obywatelskiej. Można było z góry przewidzieć – zauważa szewc Fabisiak – że dla Hołowni wtopienie się w strukturę zdominowaną przez PO, tak jak zmuszona była to zrobić upadająca Nowoczesna, nie stanowi żadnej atrakcji. W wyborach parlamentarnych zamierza startować samodzielnie i chce aby to on, a nie władze Platformy, miał decydować o tym kogo i na jakich miejscach wystawić na listach kandydatów. Szewc Fabisiak zwraca też uwagę na deklarację Hołowni o możliwości współpracy z ludźmi z ugrupowania Gowina, którzy – jak się wyraził – nie są zaczadzeni PiS-owską ideologią. Jednocześnie nie wykluczył współdziałania z Platformą zaznaczając jednakże, że „wyłącznie wtedy, gdy będzie nam po drodze” podkreślając tym samym swoją samodzielność i niezależność wobec PO.
Decyzję Rafała Trzaskowskiego o tworzeniu wokół siebie ruchu obywatelskiego da się racjonalnie wytłumaczyć. Byłoby błędem z jego strony, gdyby tego w odpowiednim momencie nie zadeklarował ryzykując nawet to, że cała para może pójść w gwizdek – twierdzi szewc Fabisiak. Oficjalnym uzasadnieniem dla tej inicjatywy jest, jak to niejednokrotne podkreślał Trzaskowski, chęć aktywizacji tych wyborców, którzy poparli go w drugiej turze. Idzie tym samym tropem Hołowni mimo tego, że między obydwoma tymi tworzącymi się ruchami obywatelskimi są istotne różnice jeśli chodzi o bazę społeczną. Szymon Hołownia ma za sobą dość jasno określoną grupę zwolenników, którzy zdecydowali się poprzeć go w pierwszej turze, natomiast glosujący w drugim podejściu na Rafała Trzaskowskiego stanowią swoisty konglomerat zarówno jego zdeklarowanych zwolenników, jak i tych, którzy głosowali przeciwko Dudzie co bynajmniej nie oznacza, że mają ochotę włączenia się w działalność nowego ruchu. Zwłaszcza, że mają jeszcze do wyboru ruch Hołowni o partiach politycznych nie wspominając. Ponadto szewc Fabisiak sceptycznie zapatruje się na ewentualne masowe uczestnictwo samorządowców w działalności ruchu Trzaskowskiego. Prawdą jest, że stosunkowo spora liczba prezydentów miast otwarcie go poparła. Jednak to poparcie niekoniecznie musi się przełożyć na aktywność mieszkańców tychże miast, którzy w wyborach samorządowych w końcu głosowali, z różnych względów, na konkretnego kandydata a nie na prezydenta Warszawy.

Trzaskowski zapowiada inaugurację swojego przedsięwzięcia w rocznicę Porozumień Sierpniowych licząc zapewne na oddźwięk ze strony sentymentalistów wciąż identyfikujących się emocjonalnie z ruchem „Solidarności”, choć są to ludzie w starszym wieku, którzy w większości głosowali na Dudę. Jednocześnie wpisuje się w rocznicowo-celebracyjną narrację w stylu dla PiS. Z kolei Hołownia jak by się nie spieszył. Na razie zapowiedział utworzenie think tanku, czyli mówiąc po polsku zaplecza eksperckiego, oraz uruchomienie prawdopodobnie od września całodobowego radia internetowego. O tym czy, jak i kiedy ziszczą się plany obydwu panów dowiemy się już niebawem.

Powyborcze żale

To że Sąd Najwyższy uzna wynik wyborów prezydenckich było wiadomo w momencie gdy porównało się liczbę protestów z różnicą głosów oddanych w drugiej turze na obydwu kandydatów.

Gdyby nawet Sąd uznał za zasadne wszystkie spośród 5 847 protestów, to i tak nie zrównoważyłoby 422 385 głosów, które Rafałowi Trzaskowskiemu brakowało do zwycięstwa – argumentuje umiejący liczyć szewc Fabisiak. Takie są realia z którymi jednak nie chce się zgodzić Platforma Obywatelska, której poniekąd zrozumiała nerwowość przejawia się w nieprzemyślanych i wzajemnie ze sobą sprzecznych reakcjach. Z jednej strony składa ona protest kwestionujący wynik wyborów, z drugiej zaś uznaje ich ważność. Świadczy o tym m .in. to, że Trzaskowski spotkał się z Dudą, choć – jak łatwo było przewidzieć – spotkanie to nie przyniosło żadnych widocznych rezultatów. Obydwaj panowie wymienili się poglądami co równie dobrze mogli uczynić przy pomocy sms-ów ewentualnie poczty elektronicznej.

Kiedy szewc Fabisiak dowiedział się, że Platforma zgłosiła protest kwestionujący wynik wyborów zadał sobie pytanie czy to samo by uczyniła gdyby to jej kandydat wygrał wybory. Podważanie korzystnego dla siebie wyniku byłoby jednak ośmieszającym tę formację objawem paranoi. Jednak podobnie paranoidalnym wydaje się być platformiany protest. PO podnosi zarzut niekonstytucyjności wyborów, tendencyjnej propagandy w telewizji ponoć publicznej czy też zaangażowania rządu w promowanie konkurencyjnego kandydata. Wszystko to jest prawdą tyle, że było o tym wiadomo przynajmniej już po pierwszej rundzie. Skoro Platforma uznała wybory za niekonstytucyjne, to biorąc w nich udział sama złamała konstytucję – wnioskuje szewc Fabisiak. Gdyby była konsekwentna, to powinna zbojkotować drugą turę. Oddanie wyborów walkowerem byłoby jednak wyjątkową głupotą a skoro tak, to głupotą jest również wysuwanie argumentu o niekonstytucyjności. Reguły gry, choć oparte na nierównych szansach, były bowiem wiadome i skoro w tej nierównej grze wzięło się udział, to teraz nie ma sensu biadolenie nad przysłowiowym rozlanym mlekiem – uważa szewc Fabisiak. Ponadto Platforma dała się wpuścić w wariant mecenasa Giertycha, niegdysiejszego faworyta wpływowego toruńskiego księdza a obecnie sprzymierzeńca PO, który optował za unieważnieniem wyborów w przypadku zwycięstwa Andrzeja Dudy.

Również pozostałe argumenty Platformy, skądinąd merytorycznie słuszne, nie dają podstawy prawnej do unieważnienia wyniku wyborów. Prawo nie zabrania bowiem premierowi tudzież jego ministrom rozdawania czeków czy też obiecywania wozów strażackich akurat podczas kampanii. Może to być sprzeczne z poczuciem przyzwoitości ale niestety nie z prawem. Zastrzeżenia co do działalności TVP wydają się być bardziej zasadne. Istotnie, pisowska telewizja prowadziła nachalną kampanię promując jednego i równocześnie gnojąc innego kandydata. Powstaje jednak pytanie o wpływ telewizyjnej propagandy na wyniki głosowania. Czy ludzie zmienili swoje polityczne preferencje pod wpływem tej propagandy czy też jedynie umocniła ona ich w poczuciu trafnego wyboru? – pyta szewc Fabisiak. I ma w tym temacie pewne wątpliwości. Uważa, że traktowanie telewizyjnych oglądaczy jak jakiejś ciemnej masy bezkrytycznie wierzącej w to co się jej wciska z ekranu jest interpretacją dosyć prymitywną. Ponadto niektórym bardziej wrażliwym telewidzom serwowane na okrągło obrazki wrzeszczącego Dudę mogłyby odebrać chęć oddania nań głosu.

Skoro Sąd Najwyższy uznał ważność wyborów, to Platformie nie pozostało nic innego jak kwestionowanie kompetencji samego sądu. Poseł Michał Szczerba argumentuje, iż uchwałę Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych nie można uznać za stanowisko Sądu Najwyższego jako że izba ta została ustanowiona z naruszeniem prawa. Święta prawda, lecz o tym wiedziano na długo przed wyborami do których kandydaci przystąpili z pełną tego faktu świadomością. Wylewając wiadro wody na rozpalone głowy platformerskich polityków szewc Fabisiak nie może pominąć okazji aby nie przyładować Rafałowi Trzaskowskiemu. Kiedy w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego jego uczestniczka Wanda Traczyk-Stawska mówiła o tym, że w powstaniu walczyli też komuniści, to Trzaskowski pryncypialnie zareagował w stylu tępego antykomunizmu psiocząc na mroczne czasy komuny, która nie pozwalała mówić o powstaniu. Nie wdając się w historyczne dywagacje szewc Fabisiak pragnie jedynie Rafała Trzaskowskiego poinformować, że Plac Wareckich został przemianowany na Plac Powstańców Warszawy właśnie za czasów owej komuny i znajduje się w centrum miasta, którego pan Trzaskowski jest prezydentem.

Platforma Obywatelska nie ma jednak monopolu na powyborcze biadolenie. Dotyczy to także Szymona Hołowni, który czyni to jednak w jeszcze bardziej bezsensownym stylu. Otóż twierdzi on, że Jarosław Kaczyński umożliwił podmiankę platformowego kandydata, ponieważ przestraszył się, że on Szymon Hołownia mógłby wygrać drugą turę wyborczą. A przestraszył się dlatego, że dowiedział się, iż jego Szymona Hołowni ruch ma już biura w 17 miastach. A jak powszechnie wiadomo to właśnie przy pomocy takich biur wygrywa się wybory czego nie jest świadomy ani PiS ani PO choć też posiadają struktury terenowe. Za to wie o tym doskonale Szymon Hołownia.

Problemy wrzącego kotła

Zjednoczona jednak już coraz mniej Prawica ma już z głowy uciążliwą kampanię wyborczą i nareszcie może zająć się tym co jeszcze potrafi czyli wewnętrznymi rozgrywkami.

Wybory prezydenckie wygrane, wobec tego już nie obowiązuje banalne hasło „wszystkie ręce na pokład”, pora zatem poniuchać w jakim kierunku ów okręt poprowadzić, czy zachować dotychczasową załogę a może zmienić osobę na mostku kapitańskim czy też już rychtować szalupy ewakuacyjne.
Skoro w mediach politycy obozu rządzącego przestają mówić jednym głosem, to jest to już wyraźna oznaka tego, że w tym prawicowym kotle już zaczyna wrzeć. Reakcja na to wrzenie może być trojakiego rodzaju – uważa szewc Fabisiak. Można dolewać oliwy do ognia, gasić ów ogień ciepłą wodą z kranu albo zastosować starą sprawdzoną urzędniczą metodę: nie reagować i przeczekać aż się sprawy same rozwiążą.

Wydaje się, że rozdający karty i rozgrywający wszystkich pozostałych uczestników gry rozwiązał już ten dylemat wybierając pierwszy ze wspomnianych wyżej wariantów. Tym też, zdaniem szewca Fabisiaka, należałoby tłumaczyć sformułowaną przezeń zapowiedź reorganizacji rządu poprzez uszczuplenie w nim pozycji pisowskich partnerów koalicyjnych, którzy, co całkiem zrozumiałe, niechętnym okiem na to wysiudanie spoglądają. Cały ten manewr można by tłumaczyć na różne sposoby. Interpretacja psychologiczna nakazywałaby upatrywanie się tu cech osobowościowych samego prezesa i mentalnie mu bliskiego otoczenia polegających na permanentnej konfliktotwórczej swarliwości. Jednak za bardziej prawdopodobne szewc Fabisiak uznaje dążenie do umocnienia PiS jako twardego i lojalnego jądra rządzącego konglomeratu. Zwłaszcza, że poszczególne elementy tegoż konglomeratu zaczynają nieco brykać i prowadzić samodzielną konkurencyjną wobec innych frakcji politykę.
Chodzi tu o perspektywiczne pozyskiwanie wyborców o orientacji konserwatywno-prawicowej w zbyt dużym, jak na apetyty PiS, stopniu zagospodarowanym przez Konfederację. Skoro konfederaci nie chcą – co z ich punktu widzenia jest wyborem racjonalnym, gdyż czują się na tyle silni, że pozycja przystawki PiS nie jest dla nich szczególnie atrakcyjna – to my im tych wyborców odbierzemy. W tym kontekście zrozumiała jest inicjatywa Zbigniewa Ziobry odnośnie wypowiedzenia Konwencji Stambulskiej, która to inicjatywa nie jest zbyt ochoczo wspierana przez partię Kaczyńskiego. Za to Ziobro zyskał dla niej poparcie ze strony konfederatów wczuwając się w ich ideologiczne imponderabilia. Czy oznacza to, że Ziobro i jego ekipa szykuje się do utworzenia wspólnego z Konfederacją bloku na przyszłe wybory widzą tu większą szansę załapania się na posłowanie niż w przypadku zdania się na łaskę i niełaskę wszechwładnego prezesa? – zastanawia się szewc Fabisiak.

Z kolei wiadomo, że relacje Ziobry z Morawieckim nie są bynajmniej wzorcowym przykładem wewnątrzrządowej współpracy. Wiadomo też, że Kaczyński stawia na bardziej pod względem uległości przewidywalnego Mateusza Morawieckiego czego dał wyraźny sygnał mówiąc, że zapowiadana reorganizacja rządu nie obejmie osoby premiera. Szewc Fabisiak zauważa, że również urzędujący premier czyni gesty pod adresem wyborców Konfederacji. Dlatego też zaproponował utworzenie funduszu patriotycznego mającego głównie wśród pokolenia promować postawy będące przedmiotem długotrwałej i konsekwentnej indoktrynacji ze strony IPN. Toć właśnie ów fundusz ma rozdawać dutki młodym propagatorom jedynie słusznej polityki historycznej i oczywiście spójnej z linią programową Konfederacji. Morawiecki ma sposób myślenia bankowca i dlatego rozumie, że do ludzi bardziej przemawia kasa niż wzniosłe idee nawet z tą kasą powiązane. Z kolei Ziobro to typ propagandzisty, showmana, który lepiej czuje się przed telewizyjnymi kamerami niż za urzędniczym biurkiem. Dlatego też o swoim antystambulskim pomyśle wypowiada się w świetle tychże kamer a nie, jak to czyni premier, na kameralnych spotkaniach z grupą sympatyków klakierów. W związku z powyższym o wypowiedzeniu konwencji wiedzą wszyscy, natomiast o funduszu mało kto pamięta i mało kto się na jego temat wypowiada.
Wnikliwi obserwatorzy wewnętrznych pisowskich rozgrywek zwrócili uwagę na jeden istotny fakt. Otóż na obrzęd wręczenia powtórnej prezydenckiej nominacji Andrzejowi Dudzie prezes Kaczyński nieco się spóźnił ale za to wcześniej wyszedł. Czy jest to sygnał o słabnącej pozycji bądź co bądź głowy państwa? Szewc Fabisiak przypomina sobie jak przed laty sowietolodzy na podstawie tego, kto na trybunie stoi bliżej a kto dalej sekretarza generalnego KC KPZR wysnuwali wnioski co do ich pozycji w hierarchii władzy. Uczeni sowietolodzy nie przewidzieli jednak najważniejszego – mianowicie rozpadu Związku Radzieckiego. Szewc Fabisiak ma nadzieję, że znajdą się analitycy, którzy nie omylą się w prognozach co do końca państwa PiS.

Trzask Łubududu i po wyborach

Wyborcy mają nareszcie spokój, siły polityczne – trzy lata czasu na myślówę o następnych wyborach – ocenia szewc Fabisiak.

Co do Zjednoczonej póki co Prawicy sytuacja wydaje się być jasna. Zapowiada się twórcza kontynuacja tzw. dobrej zmiany. Dobrej dla rządzących, lecz dla reszty społeczeństwa, o opozycji nie wspominając, już niekoniecznie. Nie było to trudne do przewidzenia nawet w tak mało przewidywalnym państwie. Takie wnioski wysnuwa szewc Fabisiak z pierwszych enuncjacji lidera obozu rządzącego Jarosława Kaczyńskiego. W jego wypowiedzi na antenie Polskiego Radia trudno się doszukać nawoływań do budowania wspólnoty narodowej, co w drugiej turze było jednym z wiodących haseł obydwu zaciekle się zwalczających konkurentów. Napomyka on natomiast o wyborczym starciu cywilizacyjnym pomiędzy obrońcami tradycyjnych wartości a tymi, którzy chcą – jak się wyraził – otworzyć Polskę na rewolucję, która odbywa się na zachodzie Europy czy wręcz ją Polakom narzucić. Prezesowi chodziło zapewne o ewolucję postaw obyczajowych w odniesieniu do osób o mniejszościowej orientacji seksualnej co dla osób kultywujących obyczajowy konserwatyzm już jest rewolucją. W ten sposób najbardziej wpływowa osoba w państwie ponownie eksponuje wyciszony w końcówce kampanii wyborczej temat LGBT. Skoro już zostały rozdane pieniądze na cele socjalne, ustawa o bonie turystyczny podpisana, czeki rozdane, wozy strażackie przyznane, wiek emerytalny powrócił do dawnej normy, to cóż on może jeszcze mówić? – pyta retorycznie szewc Fabisiak.

W odwodzie pozostaje jedynie wyimaginowana konfrontacja cywilizacyjna, która pozwala na tak ulubione przez PiS i jego przywódcę poszukiwanie wrogów i nieustane dzielenie społeczeństwa tak jak gdyby nie było ono już dość podzielone. Podziały te mają się pogłębiać, gdyż – jak zadekretował prezes – „jeżeli ktoś uważa, że warto być Polakiem, to musi być po tej stronie, która broni tradycyjnych wartości”. Szewc Fabisiak jako człek niewierzący, daleki od składania hołdów bóstwom wszelakim tudzież żołnierzom wyklętym uważa się jednak za Polaka, gdyż takimi byli jego przodkowie i żadna retoryka tych faktów nie zmieni. Szewc Fabisiak, podobnie jak wielu innych Polaków, ma swoje lewicowe wartości i tradycje i nie lubi, gdy ktoś usiłuje mu te swoje tradycje narzucać.

Jarosław Kaczyński zapowiedział też repolonizację mediów do końca parlamentarnej kadencji. Jednak chyba nie wszystkich. Repolonizowanie oznacza odbieranie zagraniczniakom to, co odebrali polskim dysponentom. W przypadku, gdy sami takie media stworzyli byłaby to po prostu polonizacja bez re – precyzuje szewc Fabisiak. Wątpi też, czy cała ta operacja rzeczywiście będzie mogła mieć miejsce. Być może rządzącym uda się przejąć Fakt, który swoim poziomem publicystycznym oraz ilustracyjnym jak ulał wpisuje się w pisowski sposób uprawiania propagandy. Gorzej może być z nienawistną stacją TVN. Wszak należy ona do Amerykanów i nie po to Duda jeździł do Trumpa w trakcie kampanii wyborczej, by narażać się na interwencję ze strony pani ambasador Mosbacher, do której to interwencji niechybnie by doszło.

W tym czasie, gdy PiS główkuje nad umacnianiem dobrozmianowych poczynań, opozycja, która o ciut włosa przegrała wybory prezydenckie, usilnie poszukuje godnego dla siebie miejsca na polskiej politycznej, nie mylić z cyrkiem, arenie. Najwyraźniej upojony uzyskaniem w drugiej turze 10 milionów z hakiem głosów Rafał Trzaskowski zapowiedział tworzenie nowego ruchu obywatelskiego – oficjalnie obok, a faktycznie sterowanego przez Platformę Obywatelską, której jest nadal wiceprzewodniczącym. Uważa, że powinien iść za ciosem po to by „kontynuować budowę nowej solidarności” i organizacyjnie zmobilizować tych wszystkich, którzy nań głosując opowiedzieli się przeciwko rządom PiS. Tymczasem niemal wszyscy komentatorzy umiejący wyciągać wnioski z wyniku wyborów zgodnie podkreślają, że głosowano w II turze przeciwko Dudzie, niekiedy jako wybór mniejszego zła, a tylko w pewnym stopniu za Trzaskowskim. Takie były motywacje wielu wyborców, którzy jak to się mówi spełnili swój patriotyczny obowiązek, a faktycznie skorzystali z przysługującego im prawa, i niekoniecznie będą się angażować w działanie jakiegoś nowego ruchu. Szewc Fabisiak zwraca uwagę na to, że rzeczywiste poparcie dla Trzaskowskiego wynosi nieco mniej niż jego wynik z I tury, jako że głosowało na niego m. in. wielu wyborców lewicy uznając,, że ma on największe szanse startu z względnie przyzwoitym wynikiem w rundzie II.
Wydawałoby się, że Rafał Trzaskowski potrafi wyciągać wnioski z tego, jak potoczyły się losy tworzonych oddolnie ruchów społecznych jak KOD czy Obywatele RP. Pierwsze wiece KOD-u gromadziły tysiące uczestników, w tym również takich, którzy nigdy dotąd nie brali udziału w ulicznych manifestacjach. Okazało się jednak, że tak masowy ruch bynajmniej nie uruchomił potencjału obywatelskiej aktywności. KOD zniknął z pola widzenia tak, jak gdyby nie należało już bronić demokracji i domagać się przestrzegania konstytucji. Słomiany ogień – jak głosi stare polskie porzekadło. Niewidoczni są również Obywatele RP, choć w ostatnich dniach wystąpili oni do Trzaskowskiego z apelem o wystąpienie z PO tak jakby taki formalny zabieg miał jakiekolwiek znaczenie. Zdaniem szewca Fabisiaka, naiwność nie jest najbardziej odpowiednim przymiotem dla kogoś, kto na serio chce się parać polityką. Odnosi się to nie tylko do wyżej wspomnianych Obywateli, lecz także do Rafała Trzaskowskiego i całej tej jego Platformy.