Bigos tygodniowy

Lemoniadowy Joe nie przybył do Polski. Ku maskowanemu oczywiście rozczarowaniu PiS, że nie udało się podłączyć gościa do rydwanu wyborczego. Czy przeszkodził mu huragan nadciągający nad Florydę, a może i huragan „Piebiak” czy też przyczyna była jeszcze inna? Wiceprezydent Pence to jednak nie to samo. Nie to stanowisko, nie ta fizjonomia, nie ta swada, nie ta energia co u jego Szefa. Na otarcie łez PiS otrzymało od Pence’a komplement dla Dudy za „działania na rzecz praworządności”. Czepili się tego w propagandzie jak pijany płotu i eksploatują.

Na defiladzie z okazji 80 rocznicy wybuchu II wojny światowej Adrian bardzo tęgie stroił miny. W pojedynku na miny nikt z nim nawet nie próbował stawać w szranki. Na przeciwległym krańcu była jakby zdegustowana mina prezydentki Słowacji Zuzany Čaputowej, którą Kaja Godek nazwała „lewaczką”. Może była zszokowana tą hałaśliwą polską nacjonalistyczno-militarystyczną hucpą? Może po raz pierwszy w życiu widziała takie szopki?

Cała ta zapowiedź zrównoważonego budżetu pod rządem młodego Morawieckiego wygląda na „lipę”, na pisowską oszukańczą sztuczkę, polegającą na spyleniu dużej części wydatków na samorządy. Jeśli spylicie na sąsiada opłaty za media itp. to sobie rzeczywiście budżet zrównoważycie.

„Nie chciałbym być w jego skórze. Skończy w więzieniu albo w szpitalu psychiatrycznym” – powiedział Lech Wałęsa o Jarosławie Kaczyńskim, swoim największym kiedyś protektorze, inicjatorze „bitwy o Wałęsę”. Uwaga – nie mylić z Lechem Wałęsą, świeżo upieczonym zięciem byłego prezydenta, też Lechem, który przyjął nazwisko jego córki, czyli swojej żony. À propos, 31 sierpnia, pod Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku byłem o włos od sweet fotki z Lechem Wałęsą (tym prawdziwym), ale mój jazgotliwy pies mi go spłoszył.

Biskupi znów protestowali przeciw deprawacji dzieci przez edukację seksualną. To tak, jakby krwiożercze bestie wzywały do stosowania wegańskiej diety. Porównanie może odrobinę za ostre, ale na pewno trafne. To może łagodniej: przypomina mi to dowcip ze starej serii „szczyt czegoś”. Co to jest szczyt bezczelności? Wypróżnić się komuś na wycieraczkę, zadzwonić do drzwi i poprosić o papier toaletowy.

Syn Beaty Szydło po dwóch latach od prymicji wziął bezterminowy urlop od kapłaństwa. Nie dał rady czy ma inny pomysł na życie?

À propos. Przeciwnicy praw dla związków partnerskich ciągle powołują się na przepis konstytucyjny, że „małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny jest pod szczególną ochroną państwa”. Wywodzą z tego zakaz „małżeństw homoseksualnych”. Prawnikom zwracam jednak uwagę na słowo „JAKO”. Otóż moim zdaniem da się to interpretować tak, że „JAKO” związek kobiety i mężczyzny małżeństwo jest pod „szczególną ochroną”, natomiast w innej konfiguracji płciowej pod „szczególną ochroną” nie jest, ale w przepisie ewidentnego przeciwwskazania dla jego zaistnienia brak, a jak wiadomo, co nie jest zakazane, jest dozwolone. Gdyby konstytucja stanowiła inaczej, to owo zdanie musiałoby brzmieć: małżeństwo TO związek kobiety i mężczyzny.

„Wypełzają na główne ulice polskich miast. Odurzeni złą ideologią, zwykli nieszczęśnicy, których dopadła tęczowa zaraza (…) Już dawno zgwałcili Warszawę, Poznań, Wrocław, Gdańsk. Niedawno brutalnie zgwałcili Białystok”. Zgadnijcie kto to? Jakiś zawodowy kato-pisowski propagandysta? Nie. To profesor pedagogiki z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu Aleksander Nalaskowski w tygodniku Karnowskich. Pedagogiki! Uwierzycie? Tako rzecze pedagog! Ten pan etyce pedagoga drastycznie się sprzeniewierzył. Co na to władze UMK?

W zeszłym tygodniu byłem na Mierzei Wiślanej. Mówi się tam, że brakuje pieniędzy na przekop dla żeglugi innej niż turystyczna (łódki, żaglówki, motorówki), a więc dającej nadzieję na zwrot kosztów inwestycji. W ogóle o przekopie cicho, nawet po stronie PiS. Czyżby zostanie tylko rozległa blizna po wyciętym lesie?

Doktor Tomasz Terlikowski ubolewa, że od dawna nie ma nowych nominacji kardynalskich dla polskich arcybiskupów, bo reprezentują konserwatywne skrzydło katolicyzmu, a w Watykanie górę biorą progresywiści. Na pocieszenie polecam doktorowi Terlikowskiego polskiego kardynała Stanisława Hozjusza, którego wizerunek, zaczerpnięty z „Unii Lubelskiej” Jana Matejki stanowi winietę Bigosu. Co prawda i dawno, i, co gorsza, z moją facjatą, ale zawsze to polski kardynał. Lepszy rydz niż nic.

„Wzywam wszystkich patriotów, warszawiaków, zdrowych na umyśle, by składali kwiaty, zapalali znicze, zostawiali biało-czerwone chorągiewki przed cokołem, na którym do niedawna stał pomnik wielkiego Polaka, wyzwoliciela Warszawy i Europy spod zarazy zbrodniczej armii niemieckiej, którego trzy tysiące żołnierzy zginęło chcąc pomóc Powstaniu Warszawskiemu, którego żołnierze jako pierwsi zawiesili biało-czerwoną flagę na Bramie Brandenburskiej w Warszawie 7 maja 1945 roku – generała Zygmunta Berlinga. Pomnik ten zniszczyła faszystowska menda, spokrewniona ideowo z tą hitlerowską zarazą. Zapomniałem nazwiska tego skurwysyna i dobrze, bo musiałbym je napisać z dużej litery, a on na to nie zasługuje. Dla tych, którzy nie wiedzą, gdzie ten pomnik był, informuję, że nad Wisłą, po stronie praskiej, przy moście dawniej imieniem Zygmunta Berlinga. Błagam Was, składajcie kwiaty, niech ten protest kwiatowy będzie plunięciem w twarz inicjatorom tego faszystowskiego wandalizmu”. Ulotkę tej treści wręczył mi starszy pan, który jako dziesięciolatek, z balkonu swojego mieszkania przy ul. Dąbrowieckiej na Saskiej Kępie widział działania i śmierć berlingowców płynących pontonami na pomoc Powstaniu. Bigos dołącza się do apelu.

Flaczki tygodnia

Osiemdziesiąt lat temu, dnia pierwszego września roku 1939, dzielni, romantyczni Polacy długo patrzyli w niebo i czekali na nadchodzącą pomoc sojuszników. Nadeszli Niemcy.

Pierwszego września 2019 roku Niemcy też stawili się w komplecie. Ich prezydent i pani kanclerz. Za to Anglicy i Francuzi obniżyli rangę swych delegacji na wieść, że główny bohater uroczystości – prezydent USA Donald Trump – odwołał swą wizytę. I przyleci substytut.

Prezydent Trump od kilku dni sygnalizował swą narastającą niechęć do wizyty w Polsce. Najpierw zrezygnowano z wizytacji bazy wojskowej w Powidzu, potem skrócono jego pobyt do jednego dnia zamiast zapowiadanych dwóch. Na koniec pojawiło się alibi w postaci zagrażającego Florydzie huraganu. Żywiołu, który mógłby zmieść szanse prezydenta Trumpa na reelekcję.

Prymat kampanii wyborczej na polityką zagraniczną to dogmat znakomicie rozumiany przez elity PiS. Przecież obecna ekipa rządząca przez ostatnie cztery lata robiła jedynie nieustającą kampanię wyborczą.

Czemu prezydent Trump odwołał tak oczekiwaną przez pana prezesa Kaczyńskiego i jego ekipę tak długo zapowiadaną wizytę?
Czy naprawdę był to huragan? A może powodem była niechęć do uczestnictwa w kampanii wyborczej PiS? Albo brak jego ulubionego rosyjskiego kolegi na uroczystościach w Warszawie? Narodowcy plotkują, że to krecia robota lobby żydowskiego w Waszyngtonie? A może nagłe zanieczyszczenie Wisły warszawskimi ściekami? Czy nawet brak Grenlandii na sprzedaż w ofercie polskiej?

Krążących po Warszawie „prawdziwych” powodów jest wiele. Te prawdziwe zna amerykański prezydent. Można by go o nie zapytać, ale technicznie jest to trudne do wykonania. Na przełomie sierpnia i września poleciał na swoje pole golfowe w Wirginii, teren nieprzyjazny dla mediów. Nic tak przecież nie ułatwia koordynacji walki z huraganem jak gra w golfa.

W zastępstwie prezydenta Trumpa przyleciał jego substytut Mike Pence. Reprezentant amerykańskiej konserwy i religijnych bigotów. Widać administracja prezydenta Trumpa uznała, że polityk o takich poglądach zaspokoi potrzeby duchowe pana prezydenta Dudy i elit PiS.

Podczas warszawskich uroczystości stosowne przemówienie wygłosił pan prezydent Andrzej Duda. Był to typowy dla niego słowotok. Długi, krzykliwy, pełen typowych dla pana prezydenta banałów. Ale trzy wątki były
tam ciekawe.

Pan prezydent zacytował piosenkę Agnieszki Osieckiej z filmu „Prawo i pięść”. Reżyserii Jerzego Hoffmana i Edwarda Skórzewskiego. Filmu z 1964 roku, z czasów Polski Ludowej. I tak po raz kolejny mamy dowód zakłamania elit PiS. Z jednej strony stale opluwają dorobek Polski Ludowej, z drugiej nie potrafią do zacytowania znaleźć niczego wartościowego stworzonego przez popierany przez nich nurt narodowo – katolicki.

Pan prezydent Duda w swym słowotoku porównał prezydenta Rosji Putina do kanclerza III Rzeszy Niemieckiej Adolfa Hitlera. Łatwo mu było, bo prezydenta Putina nie zaproszono do Warszawy i nie miał szansy na polemikę.
Tworząc takie porównanie pan prezydent zachował się jak typowy narodowo-katolicki kaczysta. Stworzył zagrażającego zebranym wroga i straszył nim jak tylko potrafił. Zebrani jakoś nie podchwycili tego wątku.

I wreszcie pan prezydent Duda postanowił wykazać się odwagą i wytknąć państwom Zachodu, że nie powstrzymały ekspansji Hitlera. Że dopuściły do rozbioru Czechosłowacji. Nie wspomniał jednak, że w rozbiorze Czechosłowacji w 1938 roku uczestniczyła także sanacyjna Polska.
Ot, kolejny przykład zakłamania elit PiS.

Przysłany w zastępstwie do Polski wiceprezydent Mice Pence przemówił jak katolicki ksiądz. Na początku swego kazania wylał rzekę wazeliny podkreślając, że „Ameryka kocha Polskę i Polaków”. Potem dał zebranym wykład powojennej polskiej historii pisanej z amerykańskiej perspektywy. Dlatego skupiał się przede wszystkim na represjach radzieckich i okropnościach bezbożnego komunizmu.
Bo przecież wszystkie zło, cała ta II wojna światowa, wydarzyło się dlatego, że „Człowiek zapomniał boga”. To zacytowany przez amerykańskiego substytuta Aleksander Sołżenicyn. Rosyjski pisarz, nacjonalista i antykomunista.
Aby zadowolić gospodarzy amerykański substytut przypomniał też papieża Jana Pawła II. I ciągnąc swe kazanie powtarzał formułki, że „Człowiek nie może zrozumieć się bez Chrystusa”, że wojenne zbrodnie były efektem braku wiary w niego. To w kraju, gdzie niemieccy katoliccy żołnierze pod hasłem: „Gott mit uns” wymordowali ponad 3 miliony Żydów, tych bez Chrystusa, nie było zbyt taktowne.
Amerykański substytut rozwiązał też problem wolności w Polsce i w Europie. Zadeklarował, że „Tam gdzie jest duch pana, tam jest i wolność”.
I wyjawił przyszłość naszego kraju. Będzie dobrze, bo przecież „bóg pobłogosławi Polskę”. Amerykę czeka jeszcze lepsza przyszłość, bo bóg błogosławi ją stale.

Niestety, amerykański substytut nie ogłosił zniesienia wiz dla Polaków. Nawet kiedy bóg tak im błogosławi.

Najlepsze przemówienie wygłosił w Warszawie prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier. Bez owijania w bawełnę po raz kolejny przyznał, że to Niemcy ponoszą odpowiedzialność za wybuch II wojny światowej i zbrodnie wojenne. Po raz kolejny przeprosił za niemieckie zbrodnie i poprosił o wybaczenie.
Ale przy okazji przypomniał jakie wnioski wyciągnęły Niemcy z tej tragicznej historii.
Otóż Niemcy wyrzekły się nacjonalizmu. Wyrzekły się poczucia wywyższania ponad inne narody.
Aby nie dopuścić do kolejnej wojny Niemcy współtworzyły i współtworzą Zjednoczoną Europę. Unię Europejską. I za to dostał największe brawa zebranych.
Czyli robią wszystko to przeciwko czemu elity PiS protestują. Przeciwko czemu głosiły one narodowo-katolicką kontrrewolucję.

Oby teraz bojówki PiS nie napadły na któraś z niemieckich radiostacji.

Historia po polsku opowiedziana

Sprzed Pałacu Prezydenckiego na ul. Krakowskie Przedmieście do Grobu Nieznanego Żołnierza jest niedaleko – w linii prostej około 600-800 metrów. Podczas konferencji prasowej Lewicy Razem, gdy mocno i jednoznacznie wyrażono protest przeciwko objęciu przez Andrzeja Dudę patronatem rocznicy utworzenia Brygady Świętokrzyskiej NSZ, dźwięki oficjalnych uroczystości było słychać dość wyraźnie. Zaraz po tym, kiedy wysłuchałem co mieli do powiedzenia reprezentanci polskiej lewicy, przeniosłem się pod Grób Nieznanego Żołnierza. Tu świętowała oficjalna Polska, kraj PiS i historycznej narracji polskiej prawicy.

Niedługo stałem, ale wystarczająco, by usłyszeć stek przemilczeń, przeinaczeń, fałszywej narracji i zwyczajnych kłamstw wygłaszanych przez najwyższych urzędników polskiego państwa. Zaprzeczano wprost i bez żenady haniebnym faktom współpracy tej formacji z hitlerowcami, nie mówiono słowa o zwierzęcym antysemityzmie wylewającym się z ich organów prasowych, który wtedy, na popiołach milionów zamordowanych Żydów, był szczególnie odrażający. Wszystko to w towarzystwie młodych chłopaków w mundurach Kompanii Reprezentacyjnej Wojska Polskiego, orkiestry i pocztów sztandarowych, po odjęciu których została grupka fanatycznych zwolenników gloryfikacji tej formacji.
Rację miał krwawy kat Winston Churchill, że historię piszą zwycięzcy. Nie przewidział jednak, że kiedy powiedzenie to przekuje w czyn polska prawica, zmieni je w karykaturę. Będzie łgać wbrew setkom dokumentów, historycznych dowodów, czarne nazywać białym, kolaborację z nazistami walką o wolność, a uciechę nad zagładą narodu dalekowzroczną koncepcją polityczną. Nic nie jest w stanie zakłócić jej ofensywy nieprawdy i fałszu. Kiedy dołącza do tych fanatyków prezydent, robi się doprawdy nieciekawie. PiS pewnościa uważa, że wygrał już wszystko. Warto jednak pamiętać, że podwaliny absurdalnego kultu Brygady Świętokrzyskiej stworzyli ręka w rękę posłowie PiS, PO, PSL i Kukiz’15, przyjąwszy przez aklamację we wrześniu 2017 roku uchwałę Sejmu, że NSZ „dobrze zasłużyła się Ojczyźnie”. To oni wspólnie są autorami dzisiejszej fali kłamstw o tej formacji. Lewica odcinając się od tego, ocaliła twarz polskiej klasy politycznej.
Kolejnym nieprawdziwym narracjom podczas obchodów towarzyszyły okrzyki „Cześć i chwała bohaterom” wydawane przez ludzi, z których część może być usprawiedliwiona sędziwym wiekiem i chęcią wybielenia grzechów młodości, a część, dużo młodsza, po prostu niechęcią do korzystania z książek. Przemawiający urzędnicy i ryczący tłum stworzyli pod Grobem Nieznanego Żołnierza atmosferę duszną i nieznośną dla każdego, kto chciałby mieć swobodę nieskrępowanego wyrażania swoich poglądów.
Historię piszą zwycięzcy. Czemu jednak w Polsce piszą ją pozbawieni wiedzy, wstydu i podstawowych zasad moralnych?

Prawo historii

List otwarty Stowarzyszenia Spadkobierców Polskich Kombatantów II wojny światowej do Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Andrzeja Dudy

Warszawa, 10 sierpnia, 2019 r.

Szanowny Panie Prezydencie!

Jako organizacja społeczna kierująca się wskazaniem wielkiego Polaka Andrzeja Frycza-Modrzewskiego – iż „Prawem historii jest nie mówić żadnego kłamstwa i nie opuszczać niczego, co jest prawdą” – z wielkim niepokojem odbieramy wiele faktów cechujących współczesne wydarzenia inspirowane Pańskimi politycznymi decyzjami. Są to decyzje wpływające na życiowe relacje między Rodakami, wśród jakich najgroźniejsze jest permanentne skłócanie nas – Narodu Polskiego.

Kilka tygodni temu media poinformowały, że na rocznicę podpisania znamiennego dla Polski paktu Ribbentrop-Mołotow, Pan Prezydent zaprosił Prezydenta Ukrainy do Polski. Ostatnie informacje medialne mówią o podjęciu się przez Pana celebracji rocznicy sformowania Brygady Świętokrzyskiej NSZ.

Pytamy: Czy rozważał Pan skutki podjęcia takich działań?

Wobec powyższych zapowiedzi wyrażamy naszą opinię:

1. Prezydent Ukrainy w jakimkolwiek stopniu nie przystaje do historycznego faktu pn. pakt Ribbentrop-Mołotow, zaś Pan w jakimkolwiek stopniu nie uwzględnia korzystniejszego dla Polski wariantu zaproszenia na tę rocznicę Prezydenta Rosji. Wariant „ukraiński” jeszcze bardziej wikła Polskę w złowrogi dla Polaków scenariusz „wojny z Rosją”. Natomiast wariant zaproszenia Prezydenta Rosji stwarza realną szansę na powtórkę sukcesu Polski i to według scenariusza Wielkiego Polaka Kardynała Stefana Wyszyńskiego z końca lat 60-tych ubiegłego wieku: „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”, co przecież skutkowało oficjalnym uznaniem przez Niemiecką Republikę Federalną granicy Polski z Niemcami na Odrze. Czy zatem dziś nie staje się koniecznością wyciągnięcie wniosków z podejmowanych sprzed 1938 roku prób realizacji wspólnej koncepcji oporu Czechosłowacji – Francji – Związku Radzieckiego – Polski przeciw Hitlerowi?

2. Celebracja rocznicy sformowania Brygady Świętokrzyskiej NSZ przez Głowę Państwa Polskiego prowadzi do jeszcze większego skłócenia Polaków miedzy sobą. Swym ewentualnym udziałem w świętowaniu tej rocznicy gloryfikuje Pan formację, jaka po 1945 roku liczyła na wszczęcie wojny domowej Polaków i dała tej wojnie zaczyn trwający minimum do 1947 roku. Tym samym Pan deprecjonuje Wojsko Polskie powołane 21 lipca 1944 roku i trwające na straży obrony granic Naszej Ojczyzny aż do 1989 roku. Równocześnie pozbawia Pan godności tych Rodaków, których Przodkowie w latach wojny byli torturowani i rozstrzeliwani przez Brygadę Świętokrzyską NSZ. Jeśli pozytywnie rozumie Pan Prezydent piastowaną godność „Ojca Narodu”, powinien Pan także celebrować spotkanie z Rodzinami Potomków tych Ofiar i uhonorować Ich.

Jedynie tymi sposobami będzie Pan mógł udowadniać wolę zażegnywania nawoływań do wojny domowej oraz łączenia a nie dzielenia Narodu Polskiego.

W słowie końcowym pytamy: Czy publicznie wyrazi Pan Prezydent swą opinię nt. wszczętej w Polsce od 2014 roku i aktywnie kontynuowanej od 2016 roku „wojny pomnikowej”, a w szczególności zburzenia Pomników: Armii Radzieckiej w Parku Skaryszewskim w 2018 roku i Pomnika Generała Zygmunta Berlinga nad Wisłą w roku 2019?

Z wyrazami szacunku,

Prezes ZG Stowarzyszenia
Roland Dubowski

Członek Prezydium ZG
Jan Gazarkiewicz

Członek Prezydium ZG
Wojciech Samborski

Przewodniczący
Komisji Zagranicznej ZG
Tadeusz Kowalczyk

Flaczki tygodnia

Patronat nad byłymi agentami gestapo, zdeklarowanymi antysemitami, antykomunistami i kolaborantami niemieckich nazistów uroczyście objął pan prezydent Andrzej Duda. Za dni parę będzie czcił i modlił się w inwencji Brygady Świętokrzyskiej Narodowych Sił Zbrojnych.

Przeciwko gloryfikowani polskich, pronazistowskich kolaborantów zaprotestowały dzieci polskich oficerów Armii Krajowej. Przypomniały, że w czasie niemieckiej okupacji bandyci z Narodowych Sił Zbrojnych mordowali nie tylko lewicowych partyzantów, co dzisiaj elity PiS uznają za powód do chwały, ale też oficerów podziemnej Armii Krajowej.
Biedne dzieci nie zauważyły, że wynoszenie na patriotyczne ołtarze narodowo – katolickich faszystów jest konsekwentną i świadomą polityką historyczną elit PiS.
Dla ideologii PiS rząd londyński i Armia Krajowa to zbyt demokratyczne, antysanacyjne instytucje. Zarażone liberalną ideologią, a nawet lewactwem.
Wielu oficerom Armii Krajowej ideolodzy PiS zarzucają kolaborację z „komunistyczną” władzą w czasie powojennej odbudowie Polski. Zarzucają im, że nie dotrzymali złożonym przysięgom i zaprzestali walki o niepodległą Rzeczpospolitą ze Związkiem Radzieckim. Dlatego prawdziwymi bohaterami pisanej teraz historii Polski będą jedynie tak zwani „żołnierze wyklęci” i kolaborująca z nazistami, ale radykalnie antykomunistyczna Brygada Świętokrzyska.

Pan prezes Jarosław Kaczyński zapomniał o nakazanej mu czujności w czasie kampanii wyborczej. Odruchowo zdradził, że po wyborach zamierza zmienić polską Konstytucję. W nowej zamiast trójpodziału władz będzie Trójca rządząca. Pan Prezes, Partia pana Prezesa i kościół katolicki. Uznający pana Prezesa za swego Prymasa, a nawet Papieża.

Caritas Polska, kościelna organizacja „charytatywna”, otrzymała ponad 20 milionów złotych dotacji od ministerstw rządu PiS. Tak wynika z jej raportów finansowych, do których dotarła Wirtualna Polska. To rekordowe wsparcie. Do tej pory żaden rząd nie był tak hojnym sponsorem tej kościelnej fundacji. W 2014 roku, czyli w czasach poprzedniego rządu PO-PSL, podobne dotacje wyniosły tylko 3 miliony złotych.

Oczywiście rząd PiS nie dał tych pieniędzy z własnej kieszeni, tylko z pieniędzy polskich podatników. Czyli nas wszystkich. W tym samym czasie Caritas Polska jako organizacja pożytku publicznego odnotowała duży spadek wpływów przekazywanych od obywateli naszego kraju w ramach odpisu 1 procenta podatku PIT. Z niecałych 3 milionów w 2014 roku do 1,5 miliona w roku ubiegłym. I pewnie dlatego rząd PiS postanowił te straty swemu faworyzowanemu Caritasowi uzupełnić.

Warto przypomnieć, że wpłatą 10 tysięcy zł właśnie na Caritas Polska postanowił odkupić swoje grzechy marszałek Sejmu Marek Kuchciński. Bohater afery dotyczącej prywatnych lotów rządowych samolotem. Zadeklarował, ale jeszcze nie wpłacił.
W ubiegłym roku głośno było o Caritas Polska za sprawą wielomilionowych nagród przyznanych sobie przez rząd pani Beaty Szydło. Kiedy wybuchł skandal, pan prezes Kaczyński nakazał swym ministrom oddać te nagrody na rzecz Caritas. Pula nagród w rządzie wynosiła wtedy 6 milionów złotych.
Ale w sprawozdaniu Caritas Polska nie ma śladu takich darowizn. Dziennikarze kontaktowali się z biurem prasowym Caritas Polska, jednak nikt nie potrafił im tego braku wyjaśnić.

Na razie pan marszałek Kuchciński przestał się pokazywać publicznie. W przyszły piątek powinna odbyć się w Sejmie debata o pozbawieniu go funkcji Marszałka Sejmu RP. Może jednak nie dojść do niej, bo w elitach PiS mówi się o wcześniejszym, przykładnym zdymisjonowaniu go przez pana prezesa Kaczyńskiego.

Okradanie polskich podatników przez pana marszałka to jedna sprawa. Przy okazji afery lotniczej okazało się też, że pracownicy Kancelarii Sejmu RP regularnie okłamywali dziennikarzy i opozycyjnych parlamentarzystów. Zatajali ilość lotów, pasażerów zabieranych na pokład przez pana marszałka Kuchcińskiego. Twierdzili, że pan marszałek latał w „misji oficjalnej”, choć naprawdę latał do swego domku wypoczynkowego.
Pan marszałek docenił ich pracę swej Kancelarii i właśnie teraz przyznał im coroczne, wysokie, dodatkowe nagrody pieniężne.

Pan prezes Jarosław Kaczyński oświadczył w lipcu tego roku, że kanclerz Niemiec Angela Merkel uroczyście, telefonicznie przeprosiła pana premiera Morawieckiego za powtórne niewybranie pani euro deputowanej Beaty Szydło na szefową komisji w Parlamencie Europejskim.
Sceptyczni dziennikarze chcieli poznać szczegóły tych przeprosin. Nie mogą, bo poinformowano ich, że z rozmowy dwóch głów państw nie sporządzono w kancelarii pana premiera żadnej notatki. Choć zawsze się taką się robi. To oznacza, że taka notatka może jest, ale nie ma w niej ani słowa o przeprosinach. Bo zgodnie z ideologią PiS nie ważne jest jak było, ważne aby „ciemny lud” kupił wersję, że harda Niemka musiała przepraszać dumnego Polaka. Że głosowanie było przegrane, ale „moralne zwycięstwo” było dla PiS.

Sędzia Maciej Nawacki z nowej Krajowej Rady Sądowniczej wystąpił do prezesa Urzędu Ochrony Dokumentów Osobowych o wstrzymanie nakazanego prawem ujawnienia list poparcia kandydatów do Rady. Dziś wiadomo, że na utrzymanych w tajemnicy listach jest podpis sędziego Nawackiego, który sam poparł swoją kandydaturę do KRS.

„Czerwona zaraza już po naszej ziemi nie chodzi. Co wcale nie znaczy że nie ma nowej, która chce opanować nasze dusze, serca i umysły (…). Nie czerwona, ale tęczowa”. To przesłanie „miłości bliźniego” autorstwa abp Marka Jędraszewskiego. Dlaczego porządni ludzie w Polsce chodzą jeszcze do tak niemoralnego, zakłamanego kościoła?, dziwią się „Flaczki”.

Wszystkich inteligentnych lewicowców informujemy, że były poseł SLD, redaktor naczelny „Trybuny” Piotr Gadzinowski zamierza kandydować do Sejmu RP w okręgu warszawskim z listy lewicowej. Jest KPD. Kompetentny, Pracowity, Dowcipny. Nie jest też rozwodnikiem politycznym.

Kosztowne zabawki

Andrzej Duda pojechał niedawno do Waszyngtonu i zachowywał się, jakby właśnie wbił do galerii handlowej podczas Black Friday. Wrócił m.in. z obietnicą zakupu floty 30 myśliwców F-35 za „jedyne” 17 mld zł. Norweskie doświadczenia pokazują, że koszty te mogą być w rzeczywistości dużo wyższe. Jeżeli w ogóle uda się je ustalić.

Lewicowi politycy i komentatorzy w Norwegii zgodnie twierdzą, że chaos dotyczący kosztów związanych z zakupem i eksploatacją myśliwców F-35, które mają być kręgosłupem tamtejszej obrony powietrznej, jest „absurdalny”.
Interweniowała parlamentarna komisja ds. kontroli i porządku konstytucyjnego. Zwróciła się do ministra obrony Franka Bekke-Jansena o określenie końcowej ceny F-35 w oparciu aktualny kurs dolara. Minister zaś odpowiada, że jest to „bardzo czasochłonny proces”, może potrwać ponoć nawet pięć miesięcy.
Cytowany przez dziennik „Dagbladet” Bekke-Jansen wyjaśnia: „Takie testy angażują zarówno stronę amerykańską jak i norweską. Przeprowadzenie takich precyzyjnych analiz wymaga ok. 10 tys godzin pracy”. Dodał również, że konieczne będzie powołanie specjalnego zespołu roboczego złożonego z co najmniej 30 osób, który będzie pracował minimum jeden rok. Obiecał on jednocześnie dostarczyć precyzyjną analizę, jednak zaznaczył, że na pewno nie powstanie ona w bieżącym roku budżetowym.
Podczas konferencji prasowej, indagowany przez dziennikarzy Bekke-Jansen tłumaczył dziennikarzom, że nie da się przeprowadzić dokładnego wyliczenia kosztów szybciej, jeśli ma to być opracowanie dokładne, ujawniające pełne ceny, a nie powierzchowne.
– Uważam, że postępujemy bardzo rozsądnie próbując precyzyjnie opracować koszty, ryzyko i wynikające z tego potrzeby budżetowe. Mamy do czynienia z programem zakupu na sumę 85 mld koron [ok. 10 mld dolarów – przyp. red.] i rocznych płatnościach w kwocie około 7 mld koron – powiedział m. in. norweski minister obrony.
Torgeir Knag Fylkesnes, lewicowy deputowany z norweskiej Partii Socjalistycznej Lewicy zasiadający w komisji parlamentarnej, która wezwała Bekke-Jansena do ostatecznego określenia kosztów, powiedział dziennikarzom, że sytuacja jest „absurdalna”, a fakt, iż „minister potrzebuje 10 tys. godzin do tego, żeby dowiedzieć się ile realnie kosztują te samoloty pokazuje, że nikt nie ma nad tym żadnej kontroli i że nikt tego dotychczas nie zbadał”.
Norweska lewica nalega uważa, że rząd kluczy w sprawie współpracy z Amerykanami i próbuje ukryć lub pomniejszyć sumy związane z zakupem i eksploatacją F-35.
– Czerwone światełka alarmowe zapaliły się już dawno temu! To skandaliczny i bezmyślny zakup. Centroprawicowy rząd, przy wsparciu konserwatystów, chce kupić bardzo drogi amerykański sprzęt wojskowy, który być może jest dobrze przystosowany do amerykańskiego modelu prowadzenia ataków z powietrza, ale zupełnie nie nadaje się do obrony powietrznej w warunkach norweskich – skomentował sprawę inny norweski lewicowy polityk Bjørnar Moxnes, szef partii Rødt (Czerwoni).
Skandal związany z ukrytymi kosztami przy zakupie myśliwców F-35 wybuchł po tym, jak dziennikarze gazety „Bergens Tidende” przeprowadzili, przy wsparciu ekspertów, pogłębione wyliczenia i krytycznie ocenili sprawozdanie rządu w tej sprawie. Według autorów tego opracowania ukryta „luka cenowa” wynosi co najmniej 16 mld koron, czyli około 2 mld dolarów. Część tych kalkulacji została zakwestionowana przez norweski resort sił zbrojnych.
Na doniesienia te natychmiast zareagowała lewica. Pierwszy głos zabrał Audun Bjørlo Lysbakken, przewodniczący Partii Socjalistycznej Lewicy. Zażądał specjalnego publicznego wysłuchania parlamentarnego dla ministra obrony.
Warto dodać, że wszystko to dzieje się w kontekście gruntownej przebudowy norweskich sił powietrznych. Centroprawicowy rząd w Oslo ma ambicje stać się czołowym użytkownikiem F-35 w Europie. Ich flota w norweskiej armii liczyć ma 52 samoloty. Do tej pory USA dostarczyły ich dziewięć.
W awangardzie walki przeciw militarystycznej ekstrawagancji norweskiego rządu występuje lewica. W Polsce lewica lubi F-35 i NATO, więc Duda może kupić nawet 100 takich samolotów, a nikt nawet nie spyta o to, czy cena, którą podyktowali „nasi najważniejsi sojusznicy” jest rzeczywistym kosztem.

Chcemy czego inni nie chcą

Wizyta prezydenta Andrzeja Dudy w USA potwierdziła kurs polityki zagranicznej RP polegający na wasalizacji wobec Stanów Zjednoczonych. Podpisane porozumienie o współpracy obronnej ma przede wszystkim charakter propagandowy.

4,5 tysiąca żołnierzy, którzy docelowo mają znaleźć się w Polsce to element przejmowania dominacji wojskowej nad Europą Środkową i nowego wyścigu zbrojeń. Bazy wojskowe USA mają wymiar bardziej polityczny niż militarny. Stanowią element wzmacniania „wschodniej flanki NATO”, czyli postępowania wojsk amerykańskich na wschód, którego kolejnym etapem będzie zapewne zwiększanie obecności również w państwach bałtyckich, na Ukrainie, w Gruzji i innych krajach byłego ZSRR.
Za podpisanym porozumieniem stoją interesy wielkiego kapitału. Podczas spotkania Andrzeja Dudy z Donaldem Trumpem polskiemu prezydentowi zaprezentowano samoloty F-35 – najnowszy produkt koncernu Lockheed Martin. Przeleciały one nad Białym Domem podczas wspólnego spaceru prezydentów. Takie zaaranżowanie wydarzenia dowodzi, że Trumpowi chodziło o pochwalenie się nie przed partnerem w polityce zagranicznej, lecz wasalem, podatnym na sugestię i propagandę.
Po pokazie polskie media zaczęły określać myśliwiec mianem najlepszego rozwiązania dla rozwoju rodzimego lotnictwa. Chwalono nowoczesność oraz wielozadaniowość F-35, zapominając o wymiarze ekonomicznym propozycji.
Lockheed Martin to koncern, który z Polski uczynił centrum swojej działalności w Europie Środkowej. Zawarł z rządem PiS umowę na dostawy systemów rakietowych HIMARS – intratną dla strony amerykańskiej. Koncern uzyskał duże zyski kosztem polskiego przemysłu obronnego. Pod wpływem politycznych nacisków rząd PiS zakupił zagraniczne rozwiązania, nie domagając się nawet inwestycji offsetowych. Zyski z serwisowania zakupionych systemów również będą trafiać do Lockheed Martin. Dodatkowo wybór amerykańskiego systemu oferowanego jako gotowe rozwiązanie stanowi zagrożenie dla rozwoju polskich technologii.
Podobnie przedstawia się oferta F-35. Strona amerykańska nie udostępni wraz z nim technologii pozwalających na serwisowanie czy wytwarzanie części zamiennych. Polskie zakłady będą wyłączone z procesu dostaw, gdyż Polska nie należy do międzynarodowej sieci współpracy stworzonej przy okazji produkcji i wdrażania F-35. Sugestia włączenia polskich podmiotów do niej nawet się nie pojawiała w kontekście informacji o planowanym zakupie. Dodatkowo pojawi się konieczność unowocześniania infrastruktury oraz rozbudowy baz lotniczych, na czym również skorzystają amerykańscy dostawcy sprzętu. Lockheed Martin zyska również na szkoleniu załóg nowych maszyn.
Dodać też trzeba, że choć bez wątpienia F-35 jest konstrukcją nowoczesną, cierpi na rozmaite „choroby dziecięce” – usterki techniczne i konstrukcyjne wykrywane tych maszynach kilkakrotnie powodowały ich uziemienie. Nie jest to także myśliwiec przewagi powietrznej – choć niektórzy komentatorzy wychwalający planowany zakup tak go określają – jak starszy F-22, który nie jest oferowany na sprzedaż: jego wyłącznym użytkownikiem jest i ma pozostać lotnictwo USA.
Osobną jeszcze kwestią jest porównanie F-35 z nowymi konstrukcjami rosyjskimi i chińskimi, które – co bardzo prawdopodobne – mogą okazać się znacznie bardziej zaawansowane. Warto zauważyć, że propozycję kupna F-35 odrzuciły Niemcy, które prawdopodobnie zdecydują się raczej zaangażować w projekt nowego myśliwca Airbusa. Francja nawet zakupu F-35 nie rozważała, skupiając się na rozwoju rodzimego Rafale wersji F4. Oba kraje planują wspólnie produkować myśliwiec VI generacji bez udziału Amerykanów – miałby on wejść do służby około 2035 roku.
Zakup myśliwców stanowi ogromne obciążenie dla budżetu państwa, w sytuacji gdy coraz poważniejsze jest niedoinwestowanie służby zdrowia czy systemu edukacji. Według informacji Lockheed Martin, cena jednego samolotu F-35 w przyszłym roku ma wynieść około 80 mln USD. Minister Obrony Narodowej Mariusz Błaszczak zapowiedział już, że rozważany jest zakup 32 takich maszyn (n.b. właśnie tylu maszyn nie dostanie prawdopodobnie Turcja, ukarana w ten sposób za zakup rosyjskich systemów obrony przeciwlotniczej S-400), realizowany w kilku partiach. Dla amerykańskiego koncernu będzie to ogromny dopływ gotówki i istotny kontrakt. Prezydencki minister Andrzej Dera zapowiedział, że wydatki na zakup F-35 będą finansowane z dodatkowego funduszu, a nie środków MON, co jest równoznaczne z ogromnym wzrostem wydatków zbrojeniowych.
Zapłacą polscy obywatele potrzebujący dostępu do publicznej służby zdrowia oraz posyłający dzieci do szkół publicznych.
Za imperializmem politycznym idzie więc również ekonomiczny, polegający na kolonizacji dokonywanej przez wielkie koncerny zbrojeniowe, głównie z USA.
Tymczasem na lotnisku Le Bourget pod Paryżem, gdzie odbywa się największy na świecie salon lotniczy, Turcy pokazali z wielką pompą projekt własnego samolotu bojowego TF-X, który ma być „najlepszym myśliwcem w Europie”. Ma to być odpowiedź na amerykańskie groźby, że nie dostarczą samolotów F-35, w budowie których Turcja uczestniczy. USA są zdenerwowane, że Turcy kupili rosyjski system antyrakietowy S-400, zamiast przestarzałego i bardzo drogiego systemu amerykańskiego Patriot.
TF-X ma budować publiczny koncern Turkish Aerospace, który do tej pory uczestniczył w budowie F-35 dostarczając centralną część kadłuba. Samolot ma być produkowany seryjnie od 2025 r., już za sześć lat, co wielu obserwatorom wydaje się bardzo ambitne, ale trudne do spełnienia. Na początek maszyna będzie mieć silniki General Electric, dopóki nie ruszy własna produkcja z własnym, tureckim silnikiem. W każdym razie Turcja odpowiada w ten sposób na ultimatum Donalda Trumpa nakazującego kupować Patrioty, których nikt, oprócz Polski, nie chce już kupować.
Polska jednak, kupując amerykański system antyrakietowy, który będzie w stanie o ok. 16 minut przedłużyć naszą obronę w razie oczekiwanej przez rząd rosyjskiej napaści, będzie mogła wydać następne miliardy na F-35. W sprzyjających warunkach pozwolą one przedłużyć ewentualną obronę nawet o kilka godzin.
„Rozwój własnego przemysłu obronnego i samowystarczalność w tym względzie pozostaje priorytetem rządu tureckiego” – oświadczył szef Turkish Aerospace Temel Koti w Paryżu.

Polska zapłaci

Biznesy z Andrzejem Dudą to musi być czysta przyjemność dla jego kontrahentów. Polski prezydent podpisał deklarację, z której wynika, że do kraju sprowadzonych zostanie 1 tys. albo więcej amerykańskich wojskowych, a Stany Zjednoczone nie poniosą żadnych kosztów.

„Polska planuje zapewnić i utrzymywać wspólnie uzgodnioną infrastrukturę przeznaczoną dla wstępnego pakietu dodatkowych projektów wymienionych poniżej, bez kosztów dla Stanów Zjednoczonych i z uwzględnieniem planowanego poziomu jej wykorzystania przez Siły Zbrojne USA” – czytamy w dokumencie sygnowanym przez Dudę i Trumpa. Na tym gorliwość polskiej strony się nie kończy: „Polska planuje również zapewnić dodatkowe wsparcie Siłom Zbrojnym USA, wykraczające poza obowiązujący w NATO standard wsparcia przez państwo-gospodarza”.
Według doniesień mediów chodzi m.in. o utworzenie Wysuniętego Dowództwa Dywizyjnego USA w Polsce oraz utworzenie i wspólne wykorzystywanie przez Siły Zbrojne USA i Siły Zbrojne RP Centrum Szkolenia Bojowego w Drawsku Pomorskim i docelowo w kilku innych lokalizacjach.
„Stany Zjednoczone zamierzają kontynuować wsparcie dla Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej w utworzeniu CSB przez zapewnienie obecności amerykańskich doradców” – stwierdza się w deklaracji.
Dokument zapowiada także utworzenie w Polsce eskadry amerykańskich dronów zwiadowczych MQ-9. Jednak w dokumencie uczyniono specjalne zastrzeżenie, z którego jasno wynika, że Polska nie będzie miała dostępu do danych gromadzonych przez te urządzenia; ewentualnie będzie to dostęp bardzo ograniczony, „stosownie do okoliczności”. „Stany Zjednoczone zamierzają udostępniać Polsce, stosownie do okoliczności, informacje uzyskane w wyniku działań tej eskadry w celu wspierania naszych założeń obronnych” – głosi deklaracja.
W dokumencie wskazano także chęć stworzenia infrastruktury wspierającej obecność w Polsce amerykańskiej pancernej brygadowej grupy bojowej, lotniczej brygady bojowej i batalionu wsparcia logistycznego.
Podpisanie deklaracji miało miejsce w czasie rozpoczętej 12 czerwca wizyty polskiego prezydenta w Waszyngtonie.
Deklarację to jednak nie wszystko – choć umowy w tej sprawie nie podpisano, potwierdziły się zapowiedzi o intencji Polski zakupu myśliwców V generacji F-35 „Lightning II”)– ma być ich 32, czyli tyle, ile zamierzała zakupić Turcja, zanim transakcja nie została zablokowana przez Pentagon w ramach restrykcji za zakup rosyjskich systemów przeciwlotniczych S-400. Jaki będzie koszt tej transakcji – oficjalnie podany i rzeczywisty – można tylko spekulować.
Podpisanie deklaracji jako pierwszy pochwalił sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg. Europa natomiast milczy – co nie dziwi, bo po raz kolejny Polska dokonała wyłomu w stosunku do stanowiska większości europejskich członków NATO, godząc się na ponadstandardowe w stosunku do Amerykanów warunki zapewniane przez gospodarza i biorąc na siebie gros kosztów – czyli czyniąc to, przeciwko czemu zdecydowanie opierają się Niemcy.
Dodać trzeba, że obok wymiaru militarnego wizyty prezydenta Dudy, pojawiały w jej czasie także wątki energetyczne. Tuż przed wizytą podpisany został kontrakt między PGNiG a amerykańską firmą Venture Global powiększający import gazu do 3,5 mln ton rocznie. Będzie nas to kosztować 8 mld dolarów. Podpisane zostało także porozumienie o współpracy w dziedzinie energii nuklearnej – jedno i drugie pod hasłem uniezależniania się od importu surowców energetycznych od Rosji, co działa jak wytrych, jeśli Polsce chce się coś sprzedać. W rezultacie zatem, ile zapłacimy za wizytę Andrzeja Dudy w – dopiero się okaże.

Głos prawicy

Odwal się pan, panie ministrze!

Dziennikarz TVP Adrian Klarenbach zaliczył megawpadkę. Pisze o niej „Do Rezczy”:
W Wielki Piątek w Pruchniku na Podkarpaciu odbył się „sąd nad Judaszem”. Kukłę z pejsami, jarmułką i długim nosem włóczono po ulicach, bito kijami, a na końcu obcięto głowę, spalono i wrzucono do rzeki. W wydarzeniu uczestniczyły dzieci.
Rytuał potępił Światowy Kongres Żydów, nazywając go „antysemicką manifestacją”, a Episkopat Polski wydał oświadczenie, w którym wyraził „dezaprobatę wobec praktyk godzących w godność człowieka”.
Głos w sprawie wydarzeń w Pruchniku zabrał minister spraw wewnętrznych i administracji Joachim Brudziński. „Ważne oświadczenie Episkopatu. Pytanie, jacy ‚szatan’ byli w Pruchniku czynni, że po latach przerwy i wezwań miejscowego proboszcza, ktoś reaktywował idiotyczną, pseudoreligijna hucpę? Koszta wizerunkowe dla Kościoła, Polski i Polaków olbrzymie” – ocenił szef MSWiA.
Ministrowi w zaskakującym stylu odpowiedział dziennikarz TVP Info, Adrian Klarenbach. „Nie znam tradycji zachodniopomorskiej, ale Panie Brudziński odwal się Pan od podkarpackiej. Judasz był żydem, chyba że chcesz Pan zmieniać historię. Strażacy nie mają wątpliwości, a u Pana takowe skąd?” – napisał.
Potem dziennikarz przeprosił ministra. „Ja szczerze,tak od serca. Tradycja dla mnie rzecz święta. Ale widzę,że politykę ktoś mi idzie uprawiać. A na to się nie godzę, Panie Brudziński przepraszam za ‚zwrot….się Pan’, bo widzę, że mi tu tałatajstwo biznes polityczny idzie robić” – oświadczył Klarenbach na Twitterze.

Dobry sondaż

Ale prawica ma też powód do radości:
Pozytywnie o prezydenturze Andrzeja Dudy wypowiada się 60 proc. badanych, przeciwnego zdania jest 30 proc.; pozytywnie pracę Sejmu ocenia 29 proc., negatywnie 53 proc.; o pracy Senatu dobre zdanie ma 30 proc., a złe 42 proc. – wynika z sondażu CBOS.
W porównaniu do marca odsetek pozytywnych opinii na temat prezydentury Andrzeja Dudy nie zmienił się znacząco. O 1 punkt procentowy spadł odsetek respondentów pozytywnie oceniających działalność prezydenta. Odsetek niezadowolonych z tego, jak Andrzej Duda pełni obowiązki głowy państw nie zmienił się w ciągu ostatniego miesiąca. Wyrobionej opinii na ten temat nie ma 10 proc. (wzrost o 1 punkt procentowy).
W kwietniu działalność Sejmu pozytywnie oceniało 29 proc. badanych. Od marca odsetek badanych pozytywnie oceniających pracę posłów spadł o 3 punkty procentowe. Negatywnie o działalności Sejmu wypowiadało się w kwietniu 53 proc. (wzrost o 2 punkty). Zdania na ten temat nie miało 18 proc. (wzrost o 1 punkt procentowy).
Pracę senatorów chwaliło w kwietniu 30 proc. respondentów. Od marca odsetek zadowolonych z pracy senatorów spadł o 3 punkty. Niezadowolonych z działalności drugiej izby parlamentu było w kwietniu 42 proc. (spadek o 1 punkt procentowy). Wyrobionej opinii na temat pracy senatorów nie miało 28 proc. (wzrost o 4 punkty procentowe).
CBOS przeprowadził sondaż w dniach 4–11 kwietnia 2019 roku na liczącej 1125 osób reprezentatywnej próbie losowej dorosłych mieszkańców Polski.
Źródło: wpolityce.pl

Żadnego euro!

– Wysłałem liderom partii projekt deklaracji, by zadeklarowali oni, że po wyborach nie dojdzie do przyjęcia euro. To ponadpartyjna deklaracja, która odnosi się do interesów finansowych naszych obywateli – powiedział Prezes Jarosław Kaczyński w swoim oświadczeniu.
Źródło:pis.org.pl

Bigos tygodniowy

Powiedzieć, że Adrian Niezłomny podpisał ustawę cofającą deformę Sądu Najwyższego, ale się nie cieszył, to nic nie powiedzieć. Z wściekłości i mściwości przetrzymał do ostatniej minuty moment złożenia podpisu czyli de facto moment wypicia piwa, które sam nawarzył. Jednak po podpisaniu nie zdzierżył i dostał ataku histerycznej, infantylnej agresji. Wykipiała z niego złość i upokorzenie. Krzyczał o „bezkarnej kaście” i „anarchii” sędziów. Wydzierał się, pretensjonalnie modulował głos, robił miny, przewracał oczami. Zachował się, jak to on, jak infantylny, histeryczny, katolicki maminsynek. Na koniec wydał dyspozycję, by najdłużej jak to możliwe zwlekać z publikacją ustawy. Zuch, mołodiec!

 

***

Strzeż się księdza, bo może być przyczyną wielu groźnych chorób. Do niezliczonych szkodliwych i niebezpiecznych przedmiotów, substancji itp. dołączyli księża. Wszyscy pamiętamy rozmaite ostrzeżenia, a to, że „zapałki w ręku dziecka to pożar”, a to tabliczki z trupią główką i napisem „baczność, urządzenie elektryczne”, a to że należy myć ręce przed posiłkiem i po wyjściu z toalety, a to, że należy chronić się przed ogniskami chorobotwórczych bakterii, starannie myć owoce i warzywa przed spożyciem, strzec się przed chorobami wenerycznymi i a to, że nie wolno przewozić środkami komunikacji publicznej substancji żrących, toksycznych, śmierdzących oraz przedmiotów odrażających. Okazuje się, że także kontakt z księdzem „może być przyczyną wielu groźnych chorób”, a osobie ukąszonej przez księdza może grozić „seria bolesnych zastrzyków”. Jeśli kto ma życzenie, można by to porównać do nazistowskich afiszy antysemickich o „wszach i tyfusie plamistym”. Do listy niebezpieczeństw dołączą księża diecezji płockiej, bo wszedł w życie specjalny kodeks biskupa Piotra Libery dotyczący pracy z nieletnimi. Zapracowali Wielebni na ten godny status. Gratulacje i powinszowania! Ale, ale, te przepisy sanitarne powinny wejść w życie w całej Polsce, bo kapłani przecież są równi wobec prawa.

 

***

Aliści, jeszcze nie ostygł film „Kler” i instrukcja Libery, a tu już klechy bezczelnie otworzyli mordy, zamiast skorzystać z okazji i trzymać je zamknięte szczelnie na kłódkę. I tak Głódź gdański wziął w obronę doszczętnie zdemoralizowanego prałata Jankowskiego, a Nycz warszawski obrażał się z powodu braku całkowitego zakazu aborcji. Im naprawdę się wydaje, że są jeszcze moralnymi autorytetami. „Kleru” na nich nie ma – obłudników. Natomiast w błazeńskim wywiadzie dla Polsat News, abp poznański Gądecki objawił dobre samopoczucie i po porównaniu filmu „Kler” do nazistowskiego „Żyda Süssa” stwierdził, że „film ten nie będzie miał wpływu na praktyki religijne Polaków, bo przywiązanie do nich jest oczywiste”. Biedny błazen chyba niczego nie czyta w tej swojej wieży z kości słoniowej. Nie wie, że polskie młode pokolenie jest światowym czempionem w tempie laicyzacji, czyli jego przywiązanie do religii gwałtownie topnieje, a poparcie dla prawa do wolnej aborcji do 12 tygodnia zwiększyło się z 18 procent na początku 2016 roku, po „czarnym proteście” wzrosło do 42 procent, a teraz zwiększyło się do 69 procent. Niech Gądecki podziękuje za to swoim sojusznikom, Kai Godek i Ordo Iuris.

 

***

Szef MSZ Czaputowicz pozazdrościł poprzednikowi Waszczykowskiemu głupawych wybryków i nazwał Francję „chorym człowiekiem Europy ciągnącym ją w dół”, przeciwstawiając jej pisowską Polskę jako „jasny punkt na mapie Europy ciągnący ją w górę”. To prawda, że Francja nie jest dziś jako kraj w zbyt dobrej formie, ale chciałbym, żebyśmy tu nad Wisłą byli już tak chorzy jak Francja. To – mimo wszystkich kłopotów – cywilizacja ciągle z innej niż Polska półki. Konie kują, a megalomańska żaba podstawia nogę.

 

***

Bracia Karnowscy to prawdziwi ekscentrycy. Widać też, że to i owo przeczytali z klasycznej literatury. Wyraźnie z „Folwarku zwierzęcego” Orwella zaczerpnęli ideę, która przyświeca formule ich nagrody dla „Człowieka wolności”. Tak jak u Orwella aparat represji nazywał się Ministerstwem Miłości, a aparat kłamliwej propagandy – Ministerstwem Prawdy, tak w roku 2016 tytułem „Człowieka Wolności” uhonorowali nagrodą „Sieci” prezesa PiS, w 2017 – Przyłębską, a w 2018 – ministra kultury Glińskiego. Jednak nie tylko ekscentryzm powoduje Karnowskimi. Oni wiedzą za Karolem Marksem, że „wolność jest uświadomioną koniecznością”.

 

***

Cokolwiek dziwny wyrok w sprawie niemieckiego serialu „Nasze matki, nasi ojcowie” wydał krakowski sąd. Emocjonalną konfuzję i gorycz bogu ducha winnego, bardzo sędziwego kombatanta AK, który podał do sądu twórców serialu, można zrozumieć. Pokazano tam bowiem akowców jako antysemitów, a on antysemitą się nie czuje i pewnie nie jest. Jednak istnieją udokumentowane świadectwa, że postawy antysemickie w polskim podziemiu niepodległościowym w okresie okupacji, w tym tak licznej organizacji, jaką była AK, występowały. Świadczy o tym choćby sprawa mordu na ludziach akowskiego Biura Informacji Prasowej, Makowieckiego i Widerszala w czerwcu 1944 roku. Przede wszystkim jednak mamy do czynienia z fabularnym serialem, z fikcyjną, zmyśloną akcją, w której uprawnione są rozmaite ujęcia, uogólnienia czy uszczegółowienia zgodne z ideą artystyczną utworu. Równie dobrze można by bowiem podawać do sądu twórców „Stawki większej niż życie” za to, że postać hauptsturmführera Hermanna Brunnera stawia gestapo w świetle bardziej negatywnym niż na to zasługiwało, względnie że jest jako esesman pokazany zbyt sympatycznie, a autorów „Czterech pancernych i psa” oskarżać o pokazywanie sowieckich wrogów jako ciepłych sojuszników.

 

***

Nie po raz pierwszy ujawniają się tzw. „murzyńskie” cechy części narodu polskiego, przy czym „murzyńskość” należy tu rozumieć w aspekcie mentalnym, a nie koloru skóry. To archaiczna mentalność, która nakazywała kiedyś oszukiwanym plemionom afrykańskim przyjmowanie w dobrej wierze paciorków od białych kolonizatorów. Ten sam mechanizm powodował tymi, którzy przed laty, za rządu PO-PSL, uwierzyli złoty deszcz od arabskiego inwestora. Jeszcze wcześniej katolicki naród porzucił katolickich nudziarzy politycznych, Wałęsę i Mazowieckiego i uwierzył w syreni śpiew cudotwórcy z Peru, Stanisława Tymińskiego. Potem wierzył w rozmaitych stadionowych uzdrowicieli. Teraz ta naiwna „murzyńskość” (przepraszam wszystkich inteligentnych czarnoskórych) kazała poważnym, jak można by przypuszczać, działaczom i funkcjonariuszom z KS Wisła Kraków uwierzyć, jak w dobroczynną wartość ofiarowanych paciorków, w uczciwe intencje jakiegoś azjatyckiego kombinatora na milę cuchnącego szachrajem i kryjącego wizerunek jak przestępca w sądzie. Również niedawny pisowski ekspres z prądem w Sejmie i Senacie, to już przewidywalna i nudna nowa świecka tradycja.

 

***

I tak miałem nie wpuścić do mieszkania klechy łażącego po tzw. kolędzie, czyli za świeżą kasą na nowy rok, ale gdy zobaczyłem na klatce schodowej dwóch małoletnich (góra lat dziesięć) ministrantów-niewolników, pozostawionych przez niego bez opieki i wyczekujących na swojego pryncypała, właśnie obchodzącego lokale za kasą, nie wpuściłem go tym bardziej. Zastanawiam się od lat, czy w dobie czyhających na młodych ludzi(także tych ubranych w bielutkie komże) niebezpieczeństwa jest jakiś sens w ich narażania na niewłaściwe zachowania ze strony niektórych przedstawicieli naszego ultrakatolickiego społeczeństwa? Czy w ogóle jest jakiś sens aby klesze towarzyszyła (przed domem wiernego-wiernej) taka obstawa?

 

***

A już na koniec… Wszystkim PT Czytelnikom Bigosu tygodniowego życzę wszelkiej pomyślności w Nowym Roku i do zobaczenia na łamach naszej gazety.