Mniej nocnych awantur, mniej przemocy. Lewica chce ogólnopolskiego zakazu nocnej sprzedaży alkoholu

nocny zakaz sprzedaży alkoholu – dane z miast pokazują spadek przemocy i interwencji policji
Źródło: X / Łukasz Michnik @michniklukasz

W Krakowie liczba nocnych interwencji policji spadła o ponad połowę, w Koninie przemocy domowej było niemal o 70 proc. mniej, a w setkach gmin nocne sklepy przestały być ogniskami awantur. Zakaz nocnej sprzedaży alkoholu nie jest już lokalnym eksperymentem – to jedno z najlepiej udokumentowanych skutecznych narzędzi polityki porządkowej w polskich miastach. Na tych doświadczeniach opiera się poselski projekt nowelizacji ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, zgłoszony przez Lewicę i promowany pod hasłem #StopAlkoLobby, którym Sejm ma zająć się na nadchodzącym posiedzeniu.

Możliwość wprowadzania nocnych ograniczeń sprzedaży alkoholu pojawiła się w polskim prawie w 2018 roku, po nowelizacji ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Ustawodawca dopuścił wówczas, by rada gminy – w drodze uchwały – ograniczyła sprzedaż alkoholu przeznaczonego do spożycia poza miejscem zakupu w godzinach nocnych, wskazanych w ustawie jako przedział od 22:00 do 6:00. Ograniczenie dotyczy więc sklepów, marketów i stacji benzynowych, nie obejmuje natomiast gastronomii.

Początkowo rozwiązanie to traktowano jako narzędzie punktowe, przeznaczone głównie dla centrów miast i rejonów turystycznych. Z czasem zaczęło być stosowane szerzej – także w mniejszych miastach i gminach, gdzie nocne sklepy były stałym źródłem skarg mieszkańców i interwencji policji. Według danych Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom w latach 2018–2024 nocny zakaz sprzedaży alkoholu wprowadziło 176 gmin. W 15 przypadkach uchwały zostały później uchylone – głównie z powodów formalnych, a nie ze względu na brak efektów. Co istotne, w badaniu ankietowym przeprowadzonym przez KCPU 57 proc. samorządów zadeklarowało spadek interwencji policji lub straży miejskiej po wprowadzeniu ograniczeń. To oznacza, że dziś mówimy nie o jednostkowych przypadkach, lecz o rozwiązaniu stosowanym w setkach miejsc w całej Polsce – zarówno w dużych miastach, jak i w małych gminach.

Gdzie obowiązuje nocny zakaz i jak jest stosowany

Polskie samorządy wypracowały dwa modele stosowania nocnych ograniczeń. Pierwszy to zakaz obejmujący całe miasto lub gminę, drugi – rozwiązania punktowe, ograniczone do dzielnic, osiedli lub centrów miast. Do miast, które zdecydowały się na zakaz obejmujący cały obszar, należą m.in. Kraków (od 1 lipca 2023 r., w godz. 00:00–5:30), Konin (od lutego 2025 r., 22:00–6:00), Gdańsk, Szczecin, Słupsk, Wrocław czy Olsztyn. W innych ośrodkach – jak Poznań, Katowice czy Rzeszów – zakaz początkowo wprowadzano tylko w wybranych dzielnicach lub osiedlach. Pełna lista gmin z nocną prohibicją obejmuje obecnie niemal 180 miejscowości we wszystkich województwach. Są wśród nich zarówno duże metropolie, jak i małe gminy wiejskie, co pokazuje, że problem nocnych awantur i interwencji alkoholowych nie jest wyłącznie domeną dużych miast.

Najmocniejsze argumenty w tej debacie dostarczają dane z miast, które stosują nocne ograniczenia od kilku lat. W Krakowie, który jako pierwsze duże miasto objął zakazem cały swój obszar, liczba nocnych interwencji policji spadła o 56,9 proc. w porównaniu z okresem sprzed wprowadzenia zakazu. Straż miejska odnotowała spadek interwencji z 1174 do 776 w porównywalnych rocznych okresach, czyli o niemal 34 proc. Miasto podkreśla, że poprawa bezpieczeństwa nastąpiła mimo wzrostu ruchu turystycznego.

Równie wymowne są dane z Konina. Według statystyk Komendy Miejskiej Policji, w okresie od lutego do czerwca 2025 r. liczba interwencji domowych spadła z 405 do 124, czyli o 69 proc. rok do roku. Policja i władze miasta wiążą ten spadek bezpośrednio z ograniczeniem nocnej dostępności alkoholu, zwłaszcza w rejonach wcześniej zdominowanych przez całodobowe sklepy i stacje benzynowe. W Olsztynie, gdzie zakaz obowiązuje od 2018 r., liczba interwencji związanych z alkoholem spadła z 6456 w 2019 r. do 5160 w 2024 r., czyli o ok. 20 proc. Podobne tendencje raportują inne miasta, w których nocna sprzedaż alkoholu została ograniczona – od spadku zakłóceń porządku publicznego po mniejszą liczbę wyjazdów pogotowia do osób nietrzeźwych.

Warto dodać, że część danych – m.in. dotyczących liczby pacjentów na szpitalnych oddziałach ratunkowych – nie zawsze pokazuje tak wyraźne spadki jak statystyki policyjne. To ważna korekta wobec nadmiernie optymistycznych narracji. Jednocześnie jednak służby porządkowe i samorządy są zgodne co do jednego: nocne ulice stały się spokojniejsze, a interwencje związane z alkoholem rzadsze.

Dlaczego temat wraca do Sejmu?

Na doświadczeniach samorządów opiera się poselski projekt nowelizacji ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, zgłoszony przez Lewicę i procedowany obecnie w Sejmie. Projekt – promowany politycznie pod hasłem #StopAlkoLobby – zakłada wprowadzenie ogólnopolskiego nocnego zakazu sprzedaży alkoholu w godzinach 22:00–6:00, a także dalsze ograniczenia, m.in. zakaz agresywnych promocji cenowych, reklamy alkoholu, sprzedaży alkoholu na stacjach paliw oraz uregulowanie handlu internetowego. Autorzy projektu argumentują, że obecny system – oparty na setkach lokalnych uchwał – jest niespójny i nierówny, a skutki alkoholu ponosi całe społeczeństwo: od ofiar przemocy domowej po przeciążone służby ratunkowe. Przeciwnicy wskazują natomiast na ryzyko uderzenia w drobnych przedsiębiorców i podnoszą argument „wolności konsumenckiej”.

Dane z polskich miast pokazują jednak, że nocny zakaz sprzedaży alkoholu nie eliminuje spożycia, lecz ogranicza jego najbardziej destrukcyjne konsekwencje. Mniej bójek, mniej awantur domowych, mniej interwencji policji i karetek – to efekty, które powtarzają się w kolejnych gminach, niezależnie od ich wielkości czy położenia. Dlatego spór o nocną sprzedaż alkoholu przestał być wyłącznie ideologiczną kłótnią. Coraz częściej jest to debata oparta na liczbach i doświadczeniu samorządów, a nie na deklaracjach. Pytanie, przed którym stoi dziś ustawodawca, nie brzmi już „czy to działa”, lecz czy państwo chce ujednolicić rozwiązanie, które lokalnie przynosi mierzalne efekty.

Redakcja

Poprzedni

Rada Pokoju dla Gazy. Kogo zaproszono i dlaczego Europa bije na alarm

Następny

Izrael burzy siedzibę ONZ w okupowanej Jerozolimie. Bezprecedensowy atak na prawo międzynarodowe