Ofensywa czarnej reakcji

Krzysztof Lubczyński

Ofensywa  czarnej reakcji

    Zmarły w tym roku Ricardo Estarriol, wybitny hiszpański i dziennikarz i reporter powiedział swego czasu w jednym z wywiadów prasowych o „stosunkowo licznej obecności wśród polskich polityków osób związanych z Opus Dei”, fundamentalistycznej organizacji katolickiej, która powstała w 1928 roku w Hiszpanii. Znany z nieskazitelnego profesjonalizmu Estarriol na pewno wiedział co mówi, tym bardziej, że był obywatelem kraju, będącego ojczyzną Opus Dei. Jedną z cech OD była i jest dyskrecjonalność działania, w tym nieujawnianie przynależności do niej osób w niej działających. Od kilku lat intensywną aktywność przejawia w Polsce także organizacja Ordo Iuris, której genezę, powiązania, strukturę, metody, ideologię w opisała w swoim gruntownym, obszernie udokumentowanym dziele „To jest wojna” Klementyna Suchanow. Ordo Iuris, organizacja podobna kolorytem ideologicznym do Opus Dei, w odróżnieniu od tamtej nie kryje swojej działalności i swoich kadr. Występuje z otwartą przyłbicą. To właśnie w znaczącym stopniu Ordo Iuris przyczyniła się do powrotu kwestii prawa do aborcji po tym, jak wystąpiła w 2016 roku ze swoim projektem ustawy zaostrzającej i tak już w Polsce radykalny zakaz przerywania ciąż. To także Ordo Iuris wspiera osoby, występujące w sądach n.p. w sprawach o tzw. „obrazę uczuć religijnych”, „o obrazę narodu polskiego” i nadal próbuje ingerować w ustawodawstwo antyaborcyjne, rodzinne, etc. Nie podejmuję się tu niczego udowadniać czarno na białym, ale obserwując liczne ofensywy ideologiczne organizacji o prawicowo-klerykalno-nacjonalistycznym kolorycie i mając świadomość jawnej, półjawnej lub tajnej obecności ludzi tych i podobnych organizacji w różnych sferach życia w Polsce, różnych instytucjach, w tym także rządowych, n.p. w Ministerstwie Sprawiedliwości czy Ministerstwie Spraw Zagranicznych, trudno wierzyć, że nie mają oni wpływu na liczne inicjatywy ustawodawcze, jak n.p. ta, która zmierza do wycofania Polski ze stambulskiej konwencji antyprzemocowej. Poza tym samo ich istnienie i działanie w polskiej przestrzeni publicznej wywołuje efekt demonstracji i inspiruje prawicowych polityków, którzy wprawdzie do nich formalnie nie należą, ale podzielają ich poglądy, traktując jako cennych sojuszników. Wbrew żywionemu bowiem przez wielu przekonania, tylko pewna, i raczej nie stanowiąca większości część elektoratu PiS prezentuje skrajne ideologicznie fundamentalistyczne poglądy i domaga się formowania prawa w duchu religii katolickiej (czego świadomość ma większość polityków tej partii), więc gdyby nie permanentna, nieustępliwa aktywność zorganizowanych fundamentalistycznych organizacji katolickich, wiele tego rodzaju inicjatyw ustawodawczych nie ujrzałoby światła dziennego. Warto zauważyć, że dopóki naciski wspomnianych organizacji nie wywołały na nowo wojny wokół sprawy aborcji, nawet hierarchia Kościoła kat. nie wykazywała jakiejś szczególnie zauważalnej determinacji zmierzającej do zaostrzenia funkcjonującej od 1993 roku ustawy antyaborcyjnej, fałszywie określanej jako „kompromis aborcyjny”. Sformułowałem powyższe uwagi w trybie ogólnym, opierając się doświadczeniu w obserwacji życia publicznego i na wieloletniej lekturze informacji i opinii rozsianych po różnych źródłach w nadziei, że laickie organizacje pozarządowe, a także dziennikarze śledczy będą monitorować antywolnościową często działalność tych organizacji, domagając się od nich także pełnej transparentności w sferze finansowania. Ich działalność często jest niewystarczająco transparentna. Mimo to n.p. Ordo Iuris, które w Belgii ma kłopoty z prawem z uwagi na przypisany mu status, w Polsce działa bez skrępowania, a nawet nie bez zauważalnej – co najmniej – przychylności ze strony obecnej władzy. 

    Z tym wszystkim zdaje się korespondować fakt, że od wielu miesięcy jesteśmy świadkami szczególnej intensyfikacji fundamentalistycznych poczynań praktycznych oraz inicjatyw prawnych i ustawodawczych. W lipcu 2020 roku Ziobro i grupa jego bliskich współpracowników ogłosili, że będą zmierzać do wypowiedzenia przez Polskę konwencji antyprzemocowej, zwanej często stambulską. Ponieważ w tamtym momencie ruch ten był pośrednio skierowany politycznie przeciw premierowi Morawieckiego, ten skontrował uderzenie i skierował wniosek ziobrystów do tzw. Trybunału Konstytucyjnego Przyłębskiej. Do tej pory dokument tam leżakuje i konwencja antyprzemocowa nadal w Polsce obowiązuje, ale nie ma żadnej gwarancji, że  w jakimś momencie rządzący nie uznają, że wyjęcie jej z zamrażarki może być dla nich korzystne politycznie. Co prawda PiS do tej pory nie może odrobić strat politycznych po tym jak „odmroził” w TK wniosek posła PiS Wróblewskiego w sprawie konstytucyjności jednego z fragmentów ustawy antyaborcyjnej i innych, doprowadzając do masowych protestów Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, które rozpoczęły się po ogłoszeniu „wyroku” z dnia 22 października 2020 roku, ale to nie oznacza, że Kaczyński nie zdecyduje się na podobne antywolnościowe posunięcie, skierowane przeciw prawom kobiet. W sierpniu 2020 roku, po tym jak aktywiści LGBT zawiesili tęczowe flagi na figurze Chrystusa przed kościołem Św. Krzyża przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, władza zareagowała na to brutalnym, represyjnym odwetem. 7 sierpnia policja spacyfikowała demonstracje LGBT z nienotowaną do tej pory zaciekłością. Ten represyjny kurs kontynuowany był po tym, jak w październiku  Kaczyński wystąpił z apelem o „obronę kościołów”. Był to jeden z najbardziej ostentacyjnych, emblematycznych – obok m.in. wspólnego „bujania się” czołówki władzy PiS z Rydzykiem podczas rocznicy inauguracji Radia Maryja – wyrazów aliansu władzy z Kościołem kat.  

    Wspomniany wyrok z 22 października wywołał znaną powszechnie i przez wiele dni relacjonowaną przez media falę protestów. I gdy niektórzy liczyli na powtórzenie sukcesu Ogólnopolskiego Strajku Kobiet z października 2016 roku, który powstrzymał ofensywę katolickich fundamentalistów, 27 stycznia 2021 roku „wyrok” TK Przyłębskiej został ogłoszony i w Polsce został ustanowiony realnie całkowity, a przy tym wyjątkowo barbarzyński w szczegółach zakaz aborcji, zmuszający kobiety do rodzenia płodów ciężko i nieodwracalnie uszkodzonych, a nawet martwych. Jednocześnie nastąpiła szczególnie intensywna fala procesów przeciwko aktywistkom i aktywistom wolnościowym. Procesy wytaczane były  głównie z oskarżenia o „obrazę uczuć religijnych”. Do najgłośniejszych należała sprawa Elżbiety Podleśnej. Zanim została uniewinniona przez sąd, zastosowano wobec niej brutalne szykany (najście na mieszkanie o szóstej rano, zakucie w kajdanki i upokarzające traktowanie na komisariacie) tylko za to, że rozlepiała niewinne w treści i formie plakaty  z wizerunkiem „Matki Boskiej Tęczowej”. Podobnych, a mniej znanych opinii publicznej spraw sądowych toczyło się i toczy w Polsce więcej, n.p. sprawa procesu o figurki „cipkomaryjki”, także z asystą prawną działaczy Ordo Iuris czy sprawa przeciw posłance Joannie Scheuring-Wielgus. Ostatnio doszło do zarekwirowania przez policję fotografii z łódzkiej wystawy „Waginy polskie”, również po pretekstem „urażenia uczuć religijnych”. Takich spraw jest znacznie więcej.

    Ostatnio „wybuchły” dwie sprawy wpisujące się w nasilający się nurt reakcyjnej ofensywy. Pierwsza z nich to ofensywa ministra edukacji i nauki Czarnka. Składa się na nią zapowiedź klerykalizacji treści podstawy programowej w zakresie przedmiotów humanistycznych (m.in. w zakresie listy lektur), zakusy by wprowadzić – de facto – obowiązek uczestniczenia uczniów w katechezie, jak dotąd fakultatywnej oraz takie wzmocnienie pozycji kuratorów, by w szkołach był praktycznie niemożliwy przekaz niesprzyjający władzy państwowej. Druga, to ujawniona ostatnio informacja o trwających w resorcie Ziobry pracach nad projektem ustawy skierowanej przeciw wolności ekspresji środowisk LGBT. Wprowadzenie jej  w życie oznaczałoby upodobnienie w tym zakresie ustawodawstwa polskiego do rosyjskiego, tureckiego czy węgierskiego.

    Klerykalna, reakcyjna ofensywa przeciw wolności, w tym w szczególności wolności słowa i ekspresji trwa, a nawet przybiera na sile. Deklerykalizacja i dereakcjonizacja Polski będzie w przyszłości ciężkim, ale nieodzownym zadaniem wolnościowych, lewicowych rządów.