Polityczne szczepionki i mandarynki

Wydawać by się mogło, że wprowadzenie do obiegu szczepionki przeciwko wirusowi Covid-19 ma wymiar wyłącznie zdrowotny a nie polityczny. Tym nie mniej można by się tu dopatrzeć pewnych politycznych kontekstów – uważa szewc Fabisiak na podstawie obserwacji procesów wdrażania jej w różnych krajach.

Polski rząd podobno podpisał umowy na zakup szczepionki z firmami Pfizer/BioNtech, AstraZeneca oraz Johnson&Johnson nie czekając na decyzję Europejskiej Agencji Leków o dopuszczeniu określonych szczepionek na obszar UE. Ostatecznie Agencja łaskawie zezwoliła na przywóz amerykańskiej szczepionki Pfizer, mimo tego, że eksperci z zakresu epidemiologii ostrzegają przed trudnościami związanymi z przewozem tego mocno zamrożonego preparatu. Eksperci mają rację czego dowodem jest to, że w kilku miastach w niemieckiej Bawarii opóźniono akcję szczepień z powodu wątpliwości co do zachowania właściwej temperatury w pojemnikach, w których był transportowany. W Polsce po umieszczeniu szczepionki w centralnym magazynie Agencji Rezerw Materiałowych ma ona zostać odmrożona do temperatury temperatury nieco poniżej zera a następnie rozdysponowana na kraj. Szewc Fabisiak chciałby się dowiedzieć od specjalistów czy tak odmrożony preparat będzie skutecznym środkiem zapobiegawczym czy też będzie miał takie samo działanie jak wyjęty z zamrażalnika kotlet schabowy.

Należy w tym momencie zwrócić uwagę na to, że Pfizer nie jest bynajmniej jedyną wymyśloną na świecie antywirusową odtrutką. Jest jeszcze kilka innych szczepionek, które już krążą po świecie omijając starannie Unię Europejską. W Chinach już w styczniu było gotowych 30 lekarstw antywirusowych z których wybrano uznane za najbardziej skuteczne Heberon Alfa R. Produkcję tego leku rozpoczęto w pierwszych nich lutego w chińsko-kubańskiej wytwórni farmaceutycznej. Fakt, że właśnie tam ma tu istotne znacznie albowiem to właśnie w Chinach wylągł się wirus a z kolei kubańska medycyna należy do przodujących na świecie. Przed użyciem innej chińskiej szczepionki przygotowanej przez firmę Sinovac Biotech Ltd’s nie ma oporu rządzona przez mocno proamerykańskiego prezydenta Brazylia mając zamiar dopuszczenia jej do użycia w lutym. Szczepionka ta jest też testowana w Indonezji i Turcji. Ponadto gotowa jest szczepionka rosyjska, które podobnie jak Pfizer wykazuje ponad 90 procent skuteczności i nie wymaga uciążliwego i niepewnego transportu w tak niskiej temperaturze. Zakupiła ją nie tylko wspierana politycznie przez Rosję Wenezuela, lecz także Argentyna. Można się domyślać, że kraje te nie zdecydowałyby się na sprowadzanie nie do końca sprawdzonego preparatu. Natomiast nic nie wiadomo czy Europejska Agencji Leków testuje rosyjską szczepionkę. Nie byłoby nic dziwnego w tym, gdyby nie testowała. Wszak Unia jest od tego aby nakładać na Rosję sankcje a nie by sprowadzać stamtąd produkty farmaceutyczne. W ten sposób walka z wirusową pandemią przybiera niejako wymiar polityczny.

Szewc Fabisiak przypomina, że w trakcie wizyty Andrzeja Dudy w Waszyngtonie obydwaj prezydenci złożyli ustne oświadczenie, że Polska będzie jednym z pierwszych krajów, który otrzyma amerykańską szczepionkę, co w naszym kraju odtrąbiono jako wielki sukces. Zapewne obaj prezydenci nie mieli pojęcia o tym, że funkcjonuje coś pod nazwą Europejska Agencji Leków, która decyduje o tym jakie medykamenty mogą być dopuszczone na wspólnotowy rynek. Oczywiście prezydenci mają prawo tego nie wiedzieć jednak powinni mieć do dyspozycji zorientowanych w tej materii doradców. Gdyby jednak swoją wiedzę wyłuszczyli panu Dudzie i panu Trumpowi, to tym samym zepsuliby wizerunek wspaniałej polsko-amerykańskiej współpracy. W kontekście monopolu Europejskiej Agencji Leków szewc Fabisiak uważa, że jest ona wyrazistym przykładem nie mającego racjonalnego uzasadnienia rozrostu unijnej biurokracji zapewniającej lukratywne posady dla osób, które ze względu na swoją wiedzę mogłyby sobie znaleźć bardziej pożyteczne zajęcie choć może za mniejsze apanaże. Zdaniem szewca Fabisiaka o tym jaki lek można stosować na terenie danego państwa członkowskiego UE mogłyby przecież swobodnie decydować właściwe krajowe organy nie czekając na odgórne dyrektywy unijnej agencji. Jednak w scentralizowanym na przekór gospodarce wolnorynkowej systemie funkcjonowania Unii obwiązują unijne certyfikaty na sprowadzane z zewnątrz towary. I dlatego jesteśmy zobligowani do spożywania zatwierdzonych odgórnie portugalskich mandarynek a nie tych pochodzących z Abchazji, choć są one nie gorszej jakości i przypuszczalnie znacznie tańsze. Jednak Abchazja znajduje się na unijnym indeksie ponieważ śmiała się odłączyć od aspirującej do NATO i UE Gruzji a co gorsza jest popierana przez Rosję. I tak polityka rządzi nie tylko europejskim rynkiem leków, lecz także tak strategicznym towarem jak mandarynki – podsumowuje swoje obserwacje szewc Fabisiak.