Słabość państwa minimum

Jak trwoga to do państwa – nasuwa się na myśl, gdy obserwujemy europejskie tendencje wzrostu poparcia dla ugrupowań rządzących. Jest to pozornie dziwne tym bardziej, że o ile taki wzrost jest dość oczywisty i zrozumiały w przypadku gabinetów, które podjęły stanowcze i skuteczne działania, tyczy się to również tych, których kroki mające na celu zapobieganie rozrostowi pandemii pozostawiają wiele do życzenia.

W tę tendencję wpisuje się np. poparcie dla rządu Borisa Johnsona, który sam omalże nie padł ofiarą wirusa. Pomimo tego, słupki sondażowe wystrzeliły w górę w niemal każdym europejskim państwie. Skąd taki obrót spraw?

Pandemia obnażyła słabości kapitalizmu, jaki znamy – pokazała, że państwo minimalne nie ma prawa zdać egzaminu nigdzie poza utopijną, libertariańską wizją świata.

Państwo jest potrzebne

Zobaczyliśmy nawet więcej – że to silne państwo jako jedyne jest w stanie zapewnić swoim mieszkańcom nie tylko godne warunki bytowe, ale i bezpieczeństwo. Choć fakt powszechności systemu ubezpieczeń zdrowotnych i bezpłatnych ubezpieczeń zdrowotnych, jakie nam przysługują, wydaje się być oczywisty, inaczej sytuacja ma się za Atlantykiem – bowiem kilkadziesiąt milionów Amerykanów i Amerykanek nie ma ubezpieczenia, a co za tym idzie – w przypadku uszczerbku na zdrowiu muszą się liczyć z horrendalnie wysokimi kosztami leczenia. Najgorsze jest to, że to problem tych, którzy na własnej skórze odczuwają „American Dream”. Poparcie nawet tracą zatem ci, którzy boją się odważnych działań, jak Donald Trump, a zyskują je ci, którzy bez zawahania podejmują konieczne decyzje.

Potrzebujemy liderów

Specyfiką nas, jako ludzi, jest dodatkowo to, że w obliczu kryzysu jednoczymy się przy władzy. Znowu można postawić pytanie – dlaczego? Odpowiedź może się wydawać oczywista, ale wielu stara się jakby wypierać przed jej zaakceptowaniem – bo tylko zjednoczeni jesteśmy w stanie stawić czoła trudnym wyzwaniom; tylko wspólnie możemy przezwyciężyć pandemię, kryzysy gospodarcze i klęski żywiołowe. Pojęcie „społeczeństwa jako zbioru jednostek” staje się nagle jakby nieaktualne, fałszywe – i dostrzegamy jak wiele nas, ludzi, ze sobą łączy i jaki wpływ mają na siebie osoby, które nie muszą wcale osobiście się znać. Władza reprezentuje Naród i wykonuje jego wolę – a przynajmniej w teorii powinno tak być. Nic więc dziwnego, że ludzie wspierają ją w działaniach, jakie mogą poprawić ich sytuację.

Państwo dobrobytu

Czas porzucić mrzonki, jakimi – ze szczególnie zresztą wzmożoną w ostatnim czasie aktywnością – mamią nas liberałowie; zacząć za to budowę modelu państwa prawdziwie opiekuńczego, a zatem takiego, które nie będzie tworzyć „Stref wolnych od ideologii LGBT”, za to zapewni każdemu dach nad głową, bezpłatną ochronę zdrowia, edukację i godne warunki pracy, a przy okazji nie będzie posłusznie klękać przed wielkim kapitałem. Bez gruntownych reform ustrojowych nie będziemy w stanie przeciwstawić się ani kryzysowi gospodarczemu, jaki nieubłaganie się zbliża, ani kolejnej pandemii – a kto wie, kiedy taka nastąpi.