Lewy słaby jak Piątek

Jan T. Kowalski
Lewy słaby jak Piątek

W meczu Herthy Berlin z Bayernem Monachium nie doszło do wielkiego pojedynku dwóch polskich napastników. Obaj zagrali bardzo słabo, a „Lewy” na dodatek nie wykorzystał rzutu karnego, co jest sensacją na światową skalę. Ale Bayern wygrał i poleciał do Kataru powalczy o Klubowe Mistrzostwo Świata.

Bayern ostatecznie wygrał potyczkę z Herthą 1:0, po golu Francuza Kingsleya Comana. Lewandowski tym razem nie przyczynił się do zdobycia punktów i zaliczył najsłabszy występ w tym sezonie, a może nawet jeden z najgorszych odkąd występuje w bawarskiej jedenastce. Po serii dziewięciu kolejnych spotkań ligowych ze strzelonym golem polski napastnik w starciu z Herthą zaliczył „pusty przebieg” i nie powiększył swojego bramkowego dorobku, chociaż w 12. minucie miał na to doskonałą okazję. Niestety, bramkarz berlińskiego zespołu Rune Jarstein nie dał się nabrać na powszechnie już wszystkim znane zmyłki „Lewego” i rzucił się w ten róg, w który snajper Bayernu posłał piłkę. Golkiper Herthy BSC został więc bohaterem kolejki, bo jest pierwszym bramkarzem od 17 sierpnia 2014 roku, któremu udało się obronić rzut karny wykonywany przez Lewandowskiego. Poprzednio dokonał tego w Pucharze Niemiec Daniel Masuch z zespołu Preussen Muenster. Od tamtego wydarzenia minęło 2364 dni, czyli 6 lat, 5 miesięcy i 19 dni. Licząc z piątkowym meczem Herthy z Bayernem kapitan reprezentacji Polski egzekwował w tym czasie aż 51 „jedenastek”, wykorzystując z nich 48. Polak zaliczył dwa pudła – w marcu 2018 roku w spotkaniu z Hamburgerem SV oraz w styczniu 2019 w meczu z VfB Stuttgart, ale w obu tych przypadkach nie trafił w bramkę, natomiast Jarstein obronił jego strzał kończąc serię bezbłędnych prób „Lewego” na 18 z rzędu. Nie zmienia to jednak faktu, że nasz piłkarz jest jednym z najlepiej wykonujących rzuty karne piłkarzy na świecie.
W spotkaniu z Herthą zagrał jednak więcej niż przeciętnie i to wystarczyło, żeby w niemieckich mediach została uznany za najgorszego zawodnika ekipy mistrzów Niemiec. Dziennik „Bild” ocenił go na „4” (w skali 1-6, gdzie „1” jest oceną najwyższą), a portal Sport.de dał mu nawet notę „5”. „Niewiele dobrego można powiedzieć o występie polskiego snajpera. Najbardziej dał się zauważyć zmarnowanym rzutem karnym. Poza nim miał jeszcze dwie niezbyt groźne strzały głową” – argumentowano w komentarzu. Wydawany w Monachium „Abendzeitung Muenchen” był trochę bardziej wyrozumiały i przyznał mu notę „3”, a w uzasadnieniu napisał: „Strzelał w każdym z ośmiu ostatnich meczów wyjazdowych. W 10. minucie zmarnował rzut karny po jedenastu kolejnych udanych próbach. To nie był występ, do jakich nas przyzwyczaił”. Portal Goal.com przyznał „Lewemu” notę „4”, a swoją niską ocenę argumentował: „Zdarzają się jeszcze wieczory, gdy on nie strzela gola. Zmarnował szansę na 25. gola w sezonie z jedenastu metrów, brakowało mu szczęścia. To nie był wieczór Polaka”.
Równie nisko niemieckie media oceniły też występ drugiego z reprezentantów Polski, Krzysztofa Piątka, który w spotkaniu z Bayernem wyszedł w podstawowym składzie, ale w 63 minucie został zmieniony. „Próbował strzelać z każdej pozycji, w pierwszych 45 minutach oddał na bramkę Manuela Neuera aż pięć strzałów, w większości jednak wybierał niedogodne pozycje albo uderzał piłkę za słabo. Po przerwie został skutecznie wyłączony z meczu przez Niklasa Suele, a później zmieniony” – napisał portal Sport.de, który dał Polakowi notę „3,5”. W „Bildzie” występ Piątka oceniono zna „4”, takie same noty przyznała mu też większość branżowych portali i lokalnych gazet.
O ile w przypadku Piątka można powiedzieć, że zagrał na swoim normalnym poziomie, to słaby występ Lewandowskiego jest sporą niespodzianką, bo nic wcześniej nie zapowiadało takiej nagłej obniżki formy. Być może jej powodem była zimowa aura i fatalna nawierzchnia boiska, nie można jednak wykluczyć jakiś innych niekorzystnych czynników, np. wkraczający w kolejną fazę konflikt „Lewego” z jego byłym agentem Cezarym Kucharskim. Najnowszym jego aspektem jest informacja podana przez portal Interia.pl. Otóż w grudniu ub. roku prokuratura przedstawiła nagrania rozmów udostępnione przez Lewandowskiego, które miały być dowodem na to, że Kucharskiego posunął się wobec piłkarza do szantażu. Prawnicy Kucharskiego zakwestionowali autentyczność nagrań, a ich podejrzenia potwierdził biegły z zakresu fonoskopii i informatyki Arkadiusz Lech. Teraz wyciekła sensacyjna wieść, ze złożył on zawiadomienie Prokuraturze Regionalnej w Warszawie, że w styczniu otrzymywał groźby karalne. Jeśli dochodzenie to potwierdzi, konflikt „Lewego” z „Kucharzem” może obu zwaśnionym stronom wymknąć się spod kontroli.
Wracając zaś do spraw czysto piłkarskich – piłkarze Bayernu osiągnęli w Berlinie zamierzony cel i powiększyli swój dorobek do 48 punktów, utrzymując w tabeli Bundesligi przewagę siedmiu „oczek” nad zajmującą drugą lokatę ekipą RB Lipsk (wygrała 3:0 z Schalke), dziesięciu na trzecim Wolfsburgiem (2:0 z Augsburgiem) i 13 nad czwartym Bayerem Leverkusen (5:2 z VfB Stuttgart). Kolejną wpadkę zaliczyła natomiast Borussia Dortmund, która przegrała 1:2 z Freiburgiem i traci już do Bayernu 16 punktów. Norweg Erling Haaland podobnie jak Lewandowski także zaliczył „pusty przebieg” i wciąż ma 10 bramek straty do lidera klasyfikacji strzelców Bundesligi.
Od razu po meczu z Herthą ekipa Bayernu pojechała na berlińskie lotnisko, skąd miała odlecieć do Kataru na Klubowe Mistrzostwa Świata. Bawarczycy mieli jednak pecha, bo samolot z powodu złych warunków pogodowych nie zdołał przed północą wystartować, a od północy wszystkie loty nad stolicą Niemiec są zakazane. Cała ekipa Bayernu spędziła więc noc na pokładzie samolotu, który ostatecznie wystartował dopiero o tuż przed siódmą rano i via Monachium, gdzie nastąpiła obligowana przez przepisy wymiana załogi, z ponad 10-godzinnym opóźnieniem odleciał do Kataru. Mistrzowie Niemiec w Doha w poniedziałek w 1/2 finału zmierzą się z egipskim zespołem Al-Ahly Kair, który w ćwierćfinale pokonał 1:0 katarski Al Duhail SC. W drugiej parze półfinałowej brazylijski Palmeiras zmierzył się z meksykańskim Tigres UANL, który w 1/4 finały wygrał z południowokoreańskim Ulsan Hyundai 2:1. Finał KMŚ odbędzie się 11 lutego w Al-Rayyan. Mecze transmituje TVP.
Jeśli drużynie Bayernu uda się zdobyć Klubowe Mistrzostwo Świata, w ciągu niecałego roku wygrają wszystkie rozgrywki, w których wystąpili. Wcześniej okazali się najlepsi w Bundeslidze, Pucharze Niemiec, Lidze Mistrzów, Superpucharze Niemiec i Superpucharze Europy. „Chcemy wygrać Klubowe Mistrzostwa Świata, bo ten sukces zakończyłby dla nas wyjątkową serię. Jesteśmy najlepszą drużyną w Europie, która zagra przeciwko najlepszym drużynom z innych kontynentów. Będzie to dla nas nowe wyzwanie. Na pewno chcemy zdobyć ten tytuł” – stwierdził Lewandowski w wypowiedzi dla serwisu internetowego FIFA. Dla Bayernu będzie to drugi występ w KMŚ (wcześniej wygrał te rozgrywki w 2013 roku), ale dla „Lewego” pierwszy.

Poprzedni

Już tylko Legia goni Pogoń

Następny

Dominacja Graneruda

Zostaw komentarz