Lewandowski wznowił treningi, ale Bayern bez niego odpadł z Ligi Mistrzów

Gdy zespół Bayernu wyruszał do Paryża na rewanżowy mecz Ligi Mistrzów z Paris Saint-Germain, w niemieckich mediach pojawiły się filmy i zdjęcia Roberta Lewandowskiego samotnie biegającego po boisku w ośrodku treningowym bawarskiego klubu. Polski napastnik nie mógł pomóc kolegom w obu meczach z Paris Saint-Germain (2:3 i 1:0). Bayern nie obroni więc trofeum kończąc udział w obecnej edycji Champions League już w ćwierćfinale.

Kapitan reprezentacji Polski nie jest jednak jeszcze gotowy do gry, a data jego powrotu wciąż pozostaje w sferze spekulacji. Lewandowski przeprowadził pierwszy trening biegowy na boisku dwa tygodnie po odniesieniu urazu, a to oznacza, że rehabilitacja uszkodzonego więzadła pobocznego prawego kolana przebiega pomyślnie. Już w poprzednim tygodniu „Lewy” zamieścił na swoim profilu w mediach społecznościowych zdjęcie jak ćwiczy w swojej prywatnej siłowni, co rozbudziło nadzieje kibiców Bayernu, że może zdoła zagrać w rewanżowym meczu z Paris Saint-Germain. Okazały się jednak płonne, bo Lewandowski jak wiadomo do Paryża nawet nie pojechał.

Po powrocie ze zgrupowania reprezentacji Polski leczący uraz polski piłkarz nie zagrał w meczu na szczycie Bundesligi z RB Lipsk, wygranym przez Bayern 1:0, ale potem bawarska jedenastka przegrała u siebie pierwsze spotkanie ćwierćfinałowe Ligi Mistrzów z Paris Saint-Germain 2:3, a potem zremisowała ligowy mecz z Bundeslidze z Unionem Berlin (1:1). Te wyniki pokazały, jak ważną postacią dla zespołu jest jego najskuteczniejszy strzelec.
Pierwsze prognozy niemieckich lekarzy nie były optymistyczne i wedle nich „Lewy” będzie w pełni zdrowy i zdolny do gry z pełnym obciążeniem dopiero na przełomie kwietnia i maja. „Zbyt wczesny powrót może przynieść katastrofalne skutki dla jego dalszej kariery. Bo nie można grać na najwyższym poziomie z niestabilnym kolanem. Jeśli wróci za wcześnie, ryzykuje pogłębienie kontuzji mogące wyeliminować go z wielkiego futbolu na wiele miesięcy, ale również doprowadzić do tego, że problem będzie powracał” – ostrzegał były fizjoterapeuta Bayernu Oliver Schmidtlein. Podobnego zdania są też specjaliści zajmujący się obecnie leczeniem polskiego napastnika.
Wedle spekulacji niemieckich mediów kluczowe dla wyznaczenia terminu powrotu Lewandowskiego do gry miało być to, czy Bayern zdoła w Paryżu odrobić straty i wywalczy awans do półfinału Champions League. Pierwsze spotkania tej fazy rozgrywek są zaplanowane na 27 i 28 kwietnia, zatem polski snajper niemal na sto procent pojawiłby się wtedy w składzie bawarskiej drużyny. Teraz już takiej presji nie ma, bo w rozegranym w miniony wtorek w Paryżu rewanżowym meczu z Paris Saint-Germain obrońcy trofeum wprawdzie wygrali 1:0, ale to było za mało żeby awansować do kolejnej rundy. Bayern ma zatem już europejskie puchary z głowy, co zapewne przestawi w tym klubie hierarchię celów na wywalczenie kolejnego mistrzostwa Niemiec. Można się więc spodziewać, że Lewandowski wbrew spekulacjom niemieckich mediów nie wróci na boisko dopiero 8 maja w meczu 32. kolejki z Borussią Moenchengladbach, lecz znacznie wcześniej. Będzie miał zatem dość okazji żeby przyklepać szósty w karierze tytuł króla strzelców Bundesligi, a może nawet pobić legendarny rekord 40 goli w sezonie ustanowiony prawie pół wieku temu przez Gerda Muellera.

Nie jest to zadanie niewykonalne, bo Bayern ma jeszcze do rozegrania sześć meczów – z VfL Wolfsburg, Bayerem Leverkusen, FC Mainz, wspomnianą już Borussią M’gladbach oraz na koniec z dwoma ulubionymi zespołami „Lewego” – w 33. kolejce z Freiburgiem, któremu „Lewy” wbił 18 goli w 17 meczach, w tym 5 w ostatnich czterech, a w ostatnim meczu sezonu z Augsburgiem, przeciwko któremu nasz najlepszy piłkarz w 16 występach zdobył 20 bramek.
Tak czy owak jesteśmy jednak świadkami najdłuższej przerwy w grze w profesjonalnej karierze Lewandowskiego. Ale nawet gdyby w tym sezonie już nie powiększył swojego bramkowego dorobku i został z 35. trafieniami na koncie, to jego konkurenci mogą nie dać rady go dogonić – drugi w klasyfikacji snajperów Bundesligi Portugalczyk Andre Silva z Eintrachtu Frankfurt ma 12 goli mniej, a trzeci w zestawieniu Norweg Eling Haaland z Borussii Dortmund nawet 14.
Ta dwójka piłkarzy to także groźni rywale „Lewego” w wyścigu po „Złotego Buta” – nagrody dla najskuteczniejszego strzelca lig europejskich. W tej rywalizacji Polak ma jednak znacznie groźniejszych rywali w osobach trzykrotnego zdobywcy „Złotego Buta” Cristiano Ronaldo, który w tym sezonie jest obecnie na drugim miejscu w klasyfikacji z dorobkiem 25 bramek, a włoska Serie A ma jeszcze do rozegrania osiem kolejek spotkań. Tuż za nim z 23. trafieniami plasuje się jego wielki konkurent do sławy, gwiazdor Barcelony Leo Messi, który jest sześciokrotnym zdobywcą „Złotego Buta”. Trzecią lokatę Messi dzieli z wspomnianym wcześniej wiceliderem strzelców Bundesligi Andre Silvą, a za nimi na czwartym miejscu z 21. golami są Erling Haaland, Kylian Mbappe z PSG i Romelu Lukaku z Interu Mediolan.