Piłkarze są krezusami

Magazyn „Forbes” opublikował listę najlepiej zarabiających sportowców na świecie. Trzy czołowe miejsca przypadły gwiazdorom piłki nożnej – pierwszy jest Argentyńczyk Leo Messi, drugi Portugalczyk Cristiano Ronaldo, a trzeci Brazylijczyk Neymar.

Messi od czerwca 2018 do czerwiec 2019 roku z tytułu kontraktu z FC Barcelona i umów sponsorskich zarobił łącznie 127 mln dolarów. Wedle ustaleń „Forbesa” argentyński piłkarz z klubowej kasy „Dumy Katalonii” zainkasował a 92 miliony dolarów. Reszta, czyli 35 mln dolarów, to wpływy z umów reklamowych i sponsorskich. Gaża wypłacana Messiemu przez FC Barcelona czyni go najlepiej opłacanym piłkarzem na świecie (dostaje 7,7 mln dolarów miesięcznie). Dla porównania, Robert Lewandowski, którego uważa się za najlepiej opłacanego piłkarza niemieckiej Bundesligi, rocznie otrzymuje z kasy Bayernu Monachium około 20 mln dolarów.

Dwa kolejne miejsca na liście najwyżej wynagradzanych sportowców na świecie też zajmują piłkarze. Na drugim miejscu znalazł się Cristiano Ronaldo, który zarobił łącznie 109 mln dolarów – 65 milionów z tytułu kontraktu w klubie i 44 miliony dolarów z umów sponsorskich i reklamowych. Trzeci w zestawieniu Neymar zarobił przez ostatni rok 105 mln dolarów, ale co ciekawe – z tytułu kontraktu z Paris Saint-Germain zainkasował więcej od Cristiano Ronaldo, bo aż 75 mln dolarów (pozostałe 30 mln to przychód z umów reklamowo-sponsorskich). Ta dysproporcja jest trochę szokująca, bo jednak pod względem sportowych umiejętności i osiągnięć Portugalczyk bije Brazylijczyka o głowę. Poza tym Neymar znaczną część okresu od czerwca 2018 do czerwca 2019 spędził na leczeniu kontuzji i nie pomógł drużynie w najważniejszych momentach rozgrywek. Ewidentnie jest to piłkarz przepłacony i będzie mu coraz trudniej utrzymać się w czołówce sportowych krezusów.

Czwarty na tegorocznej liście „Forbesa” jest bokser, ale nie jest to żaden z tuzów wagi ciężkiej, tylko Meksykanin Saul Avares. Jego zarobki oszacowano na kwotę 94 mln dolarów, z czego aż 92 miliony zarobił w ringu, a tylko dwa miliony z tytruu umów sponorskich i reklamowych. Piąte miejsce zajął szwajcarski tenisista Roger Federer, u którego proporcje zarobków są akurat odwrotne niż u Alvareza – słynny „Maestro” na korcie zarobił „tylko” 7,4 mln dolarów, zaś 86 milionów dolarów wyciągnął od reklamodawców i sponsorów.

Pozostałe miejsca w Top 10 najbogatszych sportowców na świecie zajmują przedstawiciele sportów najpopularniejszych w Stanach Zjednoczonych. Szósta i siódma lokata przypadła futbolistom amerykańskim: Russell Wilson zarobił 89,5 mln dolarów, a Aaron Rodgers 89,3 mln dolarów. Trzy ostatnie miejsca okupują koszykarze z NBA: ósmy jest LeBron James (89 mln dolarów), dziewiąty Stephen Curry (79,8 mln dolarów), a dziesiąty Kevin Durant (65,4 mln dolarów). Wypada zauważyć, że w czołowej dziesiątce zestawienia nie ma kierowcy Formuły 1, golfisty czy baseballisty, ale też ani jednej sportsmenki.

 

 

Walczą o tytuł króla Serie A

W 35. kolejce Serie A Sampdoria Genua zremisowała z Parmą 3:3. Dwa gole dla ekipy z Genui strzelił lider klasyfikacji strzelców Fabio Quagliarella, który powiększył swój dorobek do 25. trafień. Krzysztof Piątek znów gola nie strzelił.

Quagliarella zdecydowanie prowadzi w rywalizacji strzelców włoskiej ekstraklasy. 36-letni włoski napastnik ma na koncie 25 bramek. Drugi w zestawieniu Kolumbijczyk Duvan Zapata ma o trzy trafienia mniej. Kolumbijczyk w 35. kolejce zdobył bramkę dla Atalanta Bergamo w spotkaniu z Lazio Rzym (3:1). Dzięki temu zwycięstwu jego zespół (żelaznym rezerwowym jest w nim powoływany do kadry Polski Arkadiusz Reca), umocniła się na czwartym miejscu w tabeli i jest coraz bliżej pierwszego w historii awansu do Ligi Mistrzów. Po dłuższej przerwie gola strzelił też Cristiano Ronaldo (zapewnił Juventusowi remis 1:1 w derbach z AC Torino), dzięki czemu z dorobkiem 21 trafień awansował na trzecie miejsce w klasyfikacji i dzieli je teraz ze snajperem AC Milan Krzysztofem Piątkiem. Niestety, napastnik reprezentacji Polski ostatnio przeżywa kryzys formy i przestał regularnie zdobywać bramki. W kończącym 35. kolejkę poniedziałkowym meczu z Bologną (2:1) także nic nie ustrzelił.

Zaciął się także zajmujący piąte miejsce inny z reprezentantów Polski, Arkadiusz Milik. Jego bramkowy licznik zatrzymał się na 17 trafieniach. Piątek w poprzedniej kolejce został przez trenera AC Milan zesłany na ławkę rezerwowych i wszedł na boisko dopiero po przerwie. W poniedziałek przeciwko drużynie Bologny zagrał od pierwszej do ostatniej minuty. Niestety, opuściło go snajperskie szczęście. Może odnajdzie je w następnej kolejce, w której AC Milan zagra na wyjeździe z Fiorentiną i musi wygrać, jeśli chce wyprzedzić Atalantę w wyścigu o czwarte, premiowane awansem do Ligi Mistrzów miejsce.

 

Barcelona goni Real w Lidze Mistrzów

W pierwszych półfinałowych meczach Ligi Mistrzów Tottenham przegrał 0:1 z Ajaksem Amsterdam, a Barcelona pokonała FC Liverpool 3:0. W Lidze Mistrzów były to dla Barcelony gole numer 500, 501 i 502.

Gole dla „Dumy Katalonii” strzelili Luis Suarez oraz dwa Leo Messi. Argentyńczyk w tym spotkaniu swoimi trafieniami nie tylko otworzył szóstą setkę bramek „Dumy Katalonii” w tych elitarnych rozgrywkach, lecz także ustanowił swój prywatny rekord. Jego drugi gol uzyskany po genialnym uderzenie z rzutu wolnego był 600. wbitym przez niego w barwach Barcelony. Pierwszego strzelił w maja 2005 roku, czyli 14 lat temu.

W liczbie bramek zdobytych w Lidze Mistrzów Barcelonę przewyższa jedynie drugi z hiszpańskich potentatów – Real Madryt, który ma na koncie aktualnie 551 goli. Na strzelenie pół tysiąca goli piłkarze Barcelony potrzebowali 247 meczów. Ich średnia goli na jedno spotkanie jest imponująca, bo zdobywali ponad dwie bramki w meczu. Z graczy FC Barcelona najskuteczniejszych w Lidze Mistrzów jest oczywiście Messi, który zaliczył 112 i na liście wszech czasów zajmuje drugie miejsce, za Cristiano Ronaldo, zdobywcą 126 bramek.

W tym sezonie Champions League Portugalczyk już swojego bramkowego dorobku nie powiększy, natomiast Messi będzie miał ku temu okazję jeszcze co najmniej w rewanżu z Liverpoolem, a także najprawdopodobniej także w finale. Ale już teraz można mu gratulować tytułu króla strzelców tych rozgrywek, bo prowadzi w zestawieniu z dorobkiem 12 bramek. Drugi na liście jest Robert Lewandowski z ośmioma trafieniami, ale Polak już wypadł z gry, zaś najlepszy z zawodników mogących jeszcze powiększyć swój strzelecki dorobek Dusan Tadić z Ajaksu Amsterdam ma sześć trafień.

 

Wyścig po Złotego Buta

W miniony weekend w klasyfikacji „Złotego Buta”, nagrody dla najskuteczniejszego strzelca w ligach europejskich, nie doszło do większych zmian. Chociaż nie grał, to z dużą przewagą nadal liderem jest Leo Messi. Dwaj Polacy, Robert Lewandowski i Krzysztof Piątek, nie poprawili swojego dorobku i spadli na czwartą pozycję.

Obu polskich napastników z najniższego stopnia podium zepchnął włoski weteran Fabio Quagliarella z Sampdorii Genua, który zaliczył trafienie w wygranym przez jego zespół 2:0 w derbowym meczu z Genoą. 36-letni napastnik zdobył w tym spotkaniu z karnego swoją 22. bramkę w tym sezonie i objął samodzielne prowadzenie w klasyfikacji strzelców Serie A. Wiceliderem tego zestawienia jest Krzysztof Piątek, który w miniony weekend nie poprawił swojego strzeleckiego dorobku w meczu Lazio Rzym, wygranym przez AC Milan po rzucie karnym 1:0. Przy tej okazji polski napastnik przekonał się, że w mediolańskim klubie nikomu nie zależy na tym, żeby zdobył tytuł króla strzelców, bo trener i koledzy nie dali mu egzekwować „jedenastki”.

Na szczęście Quagliarella daleko nie odskoczył, a zajmujący miejsca za plecami Piątka snajperzy też nie powiększyli bramkowych kont – Kolumbijczyk Duvan Zapata z Atalanty Bergamo nic nie ustrzelił w spotkaniu z Empoli, bo wszystkie jego strzały zatrzymał genialnie spisujący się w bramce rywali Polak Bartłomiej Drągowski. Natomiast czwarty w klasyfikacji włoskich snajperów, a szósty w zestawieniu „Złotego Buta” Cristiano Ronaldo (19 goli) odpoczywał przed wtorkową potyczką z Ajaksem Amsterdam w Lidze Mistrzów.

Z zawodników znajdujących się w czołówce wyścigu po „Złotego Buta” trafienia w miniony weekend zaliczyło jedynie trzech. Oprócz wspomnianego już Quagliarellai jeszcze dwaj gracze Liverpoolu – Egipcjanin Mohamed Salah i Senegalczyk Sadio Mane, których bramki dały „The Reds” wygraną 2:0 w starciu z Chelsea Londyn.

Poturbowany mocno w pierwszym spotkaniu 1/4 finału Ligi Mistrzów z Manchesterem United Leo Messi nie pojawił się w kadrze meczowej Barcelony w ligowym spotkaniu z Huesca, sensacyjnie zremisowanym przez „Dumę Katalonii” 0:0. Argentyński gwiazdor mógł sobie jednak pozwolić na absencję, bo prowadzi z dorobkiem 33 goli i 66 punktów. Drugi w klasyfikacji „Złotego Buta” Francuz Kylian Mbappe nie wykorzystał okazji na zmniejszenie dystansu do lidera, bo nic nie ustrzelił w przegranym przez Paris Saint-Germain aż 1:5 meczu z OSC Lille i pozostał przy dorobku 27 trafień i 54 punktów. Lewandowski i Piątek mają po 21 goli i 42 pkt na koncie, co daje im aktualnie czwartą lokatę w wyścigu o „Złotego Buta”, a od Messiego i Mbappe oddziela ich Quagliarella z dorobkiem 22 goli i 44 pkt.

 

Liga Mistrzów UEFA: Nikt nie jest pewny awansu

W pierwszych meczach ćwierćfinałowych FC Liverpool pokonał FC Porto 2:0, Manchester United przegrał z FC Barcelona 0:1, Tottenham wygrał z Manchesterem City 1:0, a Ajax Amsterdam zremisował z Juventusem Turyn 1:1. Przed rewanżami żaden z zespołów nie może być jednak pewny miejsca w półfinale.

Po porywającym meczu Ajax Amsterdam tylko zremisował z Juventusem, ale mocno postraszył faworytów i przed rewanżem bynajmniej nie stoi na straconej pozycji. Gola dla włoskiego zespołu strzelił niezawodny Cristiano Ronaldo, który wrócił do gry po dwutygodniowej przerwie spowodowanej kontuzją. Portugalczyk był bez wątpienia głównym bohaterem turyńskiej ekipy, ale niewiele mniejsze zasługi w wywalczenie remisu na terenie rywala położył Wojciech Szczęsny. Bramkarz reprezentacji Polski miał mnóstwo pracy w tym spotkaniu, a w kilku sytuacjach popisał się genialnymi interwencjami. Przy straconej bramce nie miał nic do powiedzenia, dlatego w pomeczowych wypowiedziach mógł z czystym sumieniem mówić, że wybronił wszystko co było do wybronienia. W rewanżu Juventus będzie faworytem, ale w ekipie włoskiego potentata nikt nie lekceważy holenderskiej drużyny.

Z taką samą atencja o przeciwnikach wypowiadają się gracze FC Liverpool. chociaż na Anfield Road we wtorkowy wieczór dośc pewnie pokonali FC Porto 2:0. Ten wynik nie zapewnia jednak podopiecznym Juergena Kloppa awansu do następnej rundy, z definicji, bo chociaż mistrzowie Portugalii tylko momentami sprawiali kłopoty defensorom Liverpoolu, to w rewanżu na swoim boisku z pewnością będą groźniejsi. O sporym szczęściu może mówić Mohamed Salah, bo powinien wylecieć z boiska z czerwona kartką za atak wyprostowaną nogą na Danilo. Prowadzący wtorkowe spotkanie Mateu Lahoz nie zdecydował się jednak ukarać gwiazdora Liverpoolu, a nawet nie skorzystał z podpowiedzi systemu VAR.

Mimo tych wszystkich pochwał pod adresem FC Porto, to większe szanse na awans eksperci dają jednak angielskiej drużynie. Zwycięzca z tej pary w półfinale trafia na lepszego w dwumeczu Manchester United – FC Barcelona. Na Old Trafford wygrała drużyna „Dumy Katalonii” 1:0, ale „Czerwone Diabły” nawiązały walkę z mistrzem Hiszpanii jedynie dlatego, że jeszcze przed przerwą jeden z obrońców gospodarzy niemal znokautował Leo Messiego. Krwawiący już do końca spotkania z rozbitego nosa Argentyńczyk był cieniem samego siebie i de facto jedynie statystował na boisku, unikając kolejnych starć z brutalnie atakującymi go graczami United. W rewanżu na Camp Nou pewnie zagra już na sto procent i niewykluczone, że zechce też odpłacić angielskiej drużynie za doznane na jej boisku cierpienie. Nic nie ujmując trenerowi „Czerwonych Diabłów” Ole Gunnarowi Solskjaerowi i jego graczom, jakością gry zespół Barcelony bije ich na głowę i w rewanżu raczej na powtórkę z potyczki z Paris Saint-Germain fani Manchesteru United raczej nie powinni liczyć.

W ostatniej parze ćwierćfinałowej Tottenham pokonał na swoim stadionie Manchester City 1:0, ale stracił z powodu kontuzji swojego najgroźniejszego strzelca Harry’ego Kane’a. Bez niego utrzymać „Kogutom” jednobramkową zaliczkę w rewanżu z drużyną Pepa Guardioli będzie bardzo trudno.

 

 

Wyścig polskich snajperów

W klasyfikacji „Złotego Buta” Leo Messi jest już poza zasięgiem konkurentów, w tym Roberta Lewandowskiego, Krzysztofa Piątka i Arkadiusza Milika. W tej sytuacji pozostaje im rywalizacja o miano najskuteczniejszego polskiego napastnika.

Lewandowski w miniony weekend strzelił 19. gola w obecnym sezonie i w klasyfikacji „Złotego Buta” dogonił Krzysztofa Piątka. Obaj polscy snajperzy zajmują w zestawieniu czwarte miejsce z takim samym dorobkiem 19 trafień i 38 punktów (w pięciu najsilniejszych ligach europejskich w klasyfikacji Złotego Buta przyznaje się dwa punkty za każdą zdobytą bramkę). Oprócz nich tyle samo goli i punktów mają na koncie jeszcze Cristiano Ronaldo (Juventus Turyn), Duvan Zapata (Atalanta Bergamo) i Sergio Aguero (Manchester City).

Na czele zestawienia znajduje się Leo Messi (FC Barcelona), który w ostatniej ligowej kolejce w derbowym meczu z Espanyolem strzelił dwa gole i powiększył swój dorobek w tym sezonie do 31 trafień i 62 punktów. Jedynym graczem, który dotrzymuje jeszcze kroku genialnemu Argentyńczykowi, jest wschodząca gwiazda światowego futbolu Francuz Kylian Mbappe, który w tym sezonie zdobył w barwach Paris Saint-Germain 27 bramek (w miniony weekend zapewnił paryskiej jedenastce zwycięstwo 1:0 w spotkaniu Tuluzą), co daje mu 54 pkt w klasyfikacji „Złotego Buta”. Trzeci w zestawieniu Włoch Fabio Quagliarella z Sampdorii Genua ma na koncie 21 goli i 42 pkt, a zatem bliżej mu do grupy pościgowej z Lewandowskim i Milikiem w składzie, niż do dwójki liderów.

Jeszcze do niedawna można było sądzić, że najskuteczniejszy od lat wśród polskich piłkarzy grających w ligach zagranicznych Lewandowski w końcu zostanie zdetronizowany przez Krzysztofa Piątka, który w barwach Genoi i AC Milan w tym sezonie nazbierał 19 goli. Ale „Lewy” nadrobił w ostatnich tygodniach stratę do Piątka i w miniony weekend zdobywając w meczu w Freiburgiem 19. gola w obecnych rozgrywkach zrównał się z napastnikiem AC Milan pod względem liczby trafień. Obaj zatem przewodzą w wewnętrznej, polskiej rywalizacji o tytuł najskuteczniejszego napastnika, ale mają za plecami silną konkurencję. Tylko jedno trafienie mniej na koncie ma szalejący w tym sezonie w duńskiej ekstraklasie Kamil Wilczek. Na wysokie miejsce w klasyfikacji „Złotego Buta” ten piłkarz nie ma szans, bo duńska liga ma niższy współczynnik od włoskiej i niemieckiej, dlatego w punktacji jest niżej od Arkadiusza Milika, który w wygranym przez jego SSC Napoli 4:1 na wyjeździe niedzielnym meczu z AS Roma zdobył 16. bramkę w tym sezonie. Poza tym, że była wyjątkowej urody, była też najszybciej strzelonym golem przez Milika w lidze włoskiej.

Piąty na liście najskuteczniejszych polskich piłkarzy za granicą jest grający w chorwackim NK Gorica Łukasz Zwoliński, który zdobył dotąd 10 bramek. Ale nie ulega wątpliwości, że rywalizacja o tytuł najskuteczniejszego rozegra się między tercetem Lewandowski – Piątek – Milik. Faworytem jest „Lewy”, ale w tym roku najbardziej regularnie z nich trafia… Milik.

 

Piątek ma tyle samo goli co Cristiano Ronaldo

AC Milan był o krok od straty punktów w starciu z Chievo Werona, najsłabszym zespołem Serie A. Ale w 57. minucie Krzysztof Piątek zdobył bramkę na 2:1 i zapewnił swojej drużynie komplet punktów, który pozwolił Milanowi utrzymać trzecią lokatę w tabeli.

Tym samy Piątek dołączył do asa Juventusu Turyn Cristiano Ronaldo i asa Sampdorii Genua Fabio Quagliarelli, którzy przewodzą stawce snajperów Serie A także z 19. golami na koncie. W sumie polski piłkarz w tym sezonie zgromadził już na koncie we wszystkich rozgrywkach 27 bramek – oprócz 19 zdobytych w lidze na ten dorobek składa się też osiem goli strzelonych w Pucharze Włoch.
Potyczka Milanu z Chievo w polskich mediach reklamowana była jako „polski mecz”, bo w najsłabszej ekipie Serie A występuje dwóch innych polskich zawodników – napastnik Mariusz Stępiński oraz lewy obrońca Paweł Jaroszyński. Na boisku pojawiło się jednak tylko obaj nasi napastnicy, a Jaroszyński całe spotkanie przesiedział na ławie. Stępiński niczym szczególnym się nie wyróżnił, ale rozegrał cały mecz, co świadczy, że ma w ekipie Chievo pozycję nie słabszą niż Piątek w Milanie.
Tylko że Stępiński zdobywa znacznie mniej bramek – w tym sezonie ma ich na koncie sześć, a cała drużyna Chievo w sumie 20, czyli tylko o jedną więcej niż sam Piątek licząc jego łączny dorobek strzelecki w Genoi i AC Milan. Ale właśnie dlatego przebieg sobotniego meczu wyprowadził z równowagi sympatyków mediolańskiego klubu, którzy nie mogli pojąc jakim cudem ich zespół nie jest w stanie rozbić w pył najsłabszej drużyny w lidze. Chievo w 27. kolejkach zdołało wygrać zaledwie jeden mecz (10 zremisowało, a 16 przegrało), a straciło w tych spotkaniach aż 53 gole, najwięcej ze wszystkich dwudziestu drużyn w Serie A.
Niestety, trzecia lokata AC Milan w tabeli nie odzwierciedla aktualnego poziomu prezentowanego przez ten zespół. Inaczej mówiąc, jest to miejsce ponad stan i mediolańczycy w dużej mierze zawdzięczają je Piątkowi, a raczej jego zadziwiającej skuteczności.
Zadziwiającej zważywszy na brak kreatywności graczy AC Milan, którzy mają problem z prowadzeniem gry nawet z takim słabeuszem jak Chievo. Dopóki rywale nie połapią się, że wyłączając z gry Piątka odbiera się mediolańczykom główny ich atut, to jakoś to będzie. Ale Piątek sam w pojedynkę meczów im wygrywać wiecznie nie będzie.

 

Piątek dogania CR7

Krzysztof Piątek znów zadziwił. „El Pistolero” w 24. kolejce Serie A strzelił dwa gole dla AC Milan w wygranym na wyjeździe 3:1 meczu z Atalantą Bergamo i z 17 golami na koncie awansował na drugie miejsce w klasyfikacji strzelców włoskiej ekstraklasy. Jej liderem Portugalczyk Cristiano Ronaldo, który dla Juventusu zdobył 19 bramek.

Od debiutu w barwach „Rossonerich” Piątek zdobył już sześć bramek (jedną w Pucharze Włoch), zaś z dorobkiem uzbieranym w zespole Genoi ma na koncie już 17 ligowych trafień. Trener AC Milan Gennaro Gattuso nieoczekiwanie w 68. minucie zdjął polskiego napastnika z boiska i w jego miejsce wystawił Patricka Cutrone, ale wynik spotkania już nie uległ zmianie. AC Milanobecnie zajmuje czwarte miejsce z dorobkiem 42 punktów, zaś Atalanta z 38 punktami jest na piątej pozycji. W tabeli Serie A AC Milan wyprzedzają – o jedno „oczko” lokalny rywal Inter, o 10 pkt SSC Napoli, a na czele stawki znajduje się Juventus Turyn, który po wygranej 3:0 z Frosione (cały mecz w bramce turyńczyków rozegrał Wojciech Szczęsny) ma w dorobku 66 pkt. Inter i Napoli swoje mecze rozegrały w niedzielę wieczorem – mediolańczycy z Sampdorią Genua (Bartosz Bereszyński i Karol Linetty), a neapolitańczycy (Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński) z AC Torino. Piątek po sobotnim występie zajmował drugie miejsce w klasyfikacji strzelców. Za jego plecami byli Fabio Quagliarella z Sampdorii (16 goli), Duvan Zapata z Atalanty (16 goli), Arkadiusz Milik (12 goli) oraz Francesco Caputo z Empoli (11 goli) i Ciro Immobile z Lazio (11 goli).

Kibice AC Milan powoli dostają bzika na punkcie Piątka, a włoskie media poświęcają polskiemu napastnikowi coraz więcej miejsca. Ostatnio wzięły na tapetę jego zarobki. Okazuje się, że wysokość kontraktu Piątka z mediolańskim klubem jest uzależniona od liczby strzelonych przez niego goli. Bonusy zaczynają się jednak dopiero od pięciu bramek. Ten wymóg Polak już spełnił w spotkaniu z Atalantą, ale maksymalny pułap zarobków osiągnie dopiero po strzeleniu 25 goli.

W Genoi Piątek miał kontrakt gwarantujący mu rocznie 400 tys. euro. W mediolańskim klubie zaoferowano mu gażę w wysokości 1,8 mln euro plus wspomniane bonusy. „Jego kontrakt jest pełen nagród, z wieloma pośrednimi szczeblami. Jeśli Piątek w takim tempie będzie trafiał do siatki, to bez problemu zgarnie najwyższy bonus za 25 goli” – przekonuje „La Gazzetta delo Sport”. Włosi są pod wrażeniem wyczynów Piątka, który w pięciu meczach zdobył już sześć goli i z marszu stał się gwiazdą mediolańskiego zespołu. Podkreślają też to, że Polak został bardzo dobrze przyjęty przez zespół i kibiców, a nawet z podziwem zauważają, że jak na gwiazdę przystało zamieszkał w Piazza Gae Aulenti, najnowocześniejszy części miasta w centrum Mediolanu.

Krzysztof Piątek, 24. kolejka Serie A, AC Milan – Atalanta Bergamo 3:1,  Cristiano Ronaldo, Juventus Turyn, AC Milan, Wojciech Szczęsny, Arkadiusz Milik, Piotr Zieliński, Ciro Immobile, Francesco Caputo, Bartosz Bereszyński, Karol Linetty, Fabio Quagliarella

Im to się opłaca kopać

Francuski dziennik „L’Equipe” opublikował raport o zarobkach piłkarzy w pięciu najsilniejszych ligach europejskich. Z zestawienia wynika, że najmniej płacą kluby niemieckie, a najlepiej opłacanym graczem jest gwiazdor FC Barcelona Leo Messi.

Informacje podane przez „L’Equipe” ze zrozumiałych względów najbardziej zbliżone do prawdy są w przypadku klubów francuskich, ale w opublikowanej przez dziennik klasyfikacji najwyżej wynagradzanych zawodników występujących w pięciu najlepszych ligach na naszym kontynencie w czołowej dziesiątce nie ma ani jednego gracza z niemieckiej Bundesligi. A w niej najlepiej opłacanym graczem, oczywiście według nieoficjalnych źródeł, jest Robert Lewandowski. Najskuteczniejszy strzelec w drużynie Bayernu zarabia miesięcznie 1,33 mln euro, czyli rocznie prawie 16 mln euro. Niewiele mniej kasują dwaj reprezentanci Niemiec – Manuel Neuer i Thomasz Mueller. Obaj miesięcznie zarabiają po 1,25 mln euro. Inne niemieckie kluby mogą pomarzyć o takich honorariach.

Lewandowski, Neuer i Mueller to jednak w porównaniu z najlepiej opłacanymi zawodnikami z lig hiszpańskiej, angielskiej, francuskiej i włoskiej ubodzy krewni. Dla porównania: w Hiszpanii krezusami na liście 10 najbogatszych są Leo Messi, który w Barcelonie zarabia miesięcznie 8,3 mln euro, as Atletico Madryt Antoine Griezmann, otrzymujący w Atletico Madryt miesięcznie 3,3 mln euro, drugi z graczy Barcelony Luis Suarez (2,9 mln euro), gwiazdor Realu Madryt Gareth Bale (2,5 mln euro) i trzeci z asów „dumy Katalonii” Philippe Coutinho (2,3 mln euro). Z ligi włoskiej w gronie najwyżej opłacanych graczy jest oczywiście gwiazdor Juventusu Turyn Cristiano Ronaldo. Na jego konto turyński klub co miesiąc przelewa 4,7 mln euro. Z angielskiej Premier League więcej od Lewandowskiego zarabiają chilijski gwiazdor Manchesteru United Alexis Sanchez (2,28 mln euro) i niemiecki rozgrywając Arsenalu Londyn Mesut Oezil (1,6 mln euro), a z francuskiej Ligue 1 gwiazdorzy Paris Saint-Germain Brazylijczyk Neymar (3,06 mln euro), Francuz Kylian Mbappe (1,73 mln euro) i Urugwajczyk Edinson Cavani (1,5 mln euro miesięcznie).

Natomiast najlepiej opłacanym trenerem wg. „L’Equipe” jest argentyński szkoleniowiec Atletico Madryt Diego Simeone, który zarabia miesięcznie tyle samo, co najlepiej opłacany zawodnik w drużynie Griezmann, czyli 3,3 mln euro. Za jego plecami znalazł się hiszpański trener Barcelony Ernesto Valverde (2 mln euro), kolejny Hiszpan, prowadzacy Manchester City Pep Guardiola (1,9 mln euro) oraz włoski szkoleniowiec Juventusu Turyn Massimiliano Allegri (1,14 mln euro). Trener Bayernu Niko Kovacz zarabia miesięcznie „zaledwie” 580 tysięcy euro.

 

Nie tęsknią za Piątkiem

Krzysztof Piątek zdobył pierwszą ligową bramkę w AC Milan. W 22. kolejce Serie A napastnik reprezentacji Polski zapewnił swojej drużynie remis w wyjazdowym spotkaniu z AS Roma (1:1).

Kilka dni wcześniej Piątek strzelił dwa gole SSC Napoli w Pucharze Włoch, a w lidze trafił w swoim drugim występie w barwach mediolańskiego klubu. Polak pokonał bramkarza Romy w 26. minucie i powiększył swój bramkowy dorobek w Serie A do 14 trafień. Daje mu to czwartą lokatę w klasyfikacji strzelców. Przed nim są grający w Juventusie Portugalczyk Cristiano Ronaldo (17 goli), włoski napastnik Sampdorii Fabio Quagliarell (16 goli) oraz grający w Atalancie Bergamo Kolumbijczyk Duvan Zapata (15 goli).

Trener Gennaro Gattuso bardzo chwalili Piątka za skuteczność w grze. „On sam tworzy naszą formację ataku. Wybiega na pozycję, obrońcy się cofają, bo się go boją. Inni nasi gracze mają wtedy więcej miejsca. Kiedy przejmują piłkę i podają ją do Piątka, wiedzą, że jej nie straci” – chwali polskiego napastnika Gattuso. Ale AC Milan remis zawdzięczali nie tyle golowi Piątka, co fenomenalnej postawie bramkarza Gianluigiego Donnarummy, który genialnymi interwencjami uchronił swój zespół od porażki.

Prezydent klubu Enrico Preziosi nie żałuje sprzedaży Piątka do Milanu już w zimowym oknie transferowym. „Rozumiem złość kibiców, ale klub tak musi funkcjonować” – powiedział w jednym z wywiadów. Wynegocjował za transfer Polaka aż 35 milionów euro, co jest największą kwotą w historii Genoi, ale mimo to kibice tego klubu byli na niego wściekli za sprzedaż najlepszego strzelca przed rundą wiosenną. Na szczęście dla Preziosiego następca polskiego napastnika, Antonio Sanabria, strzelił dwa gole i tym wyczynem uspokoił nastroje fanów.