Dużo chętnych na „Złotego Buta”

Przetrzebiony kontuzjami i koronawirusem zespół Bayernu Monachium dostał ostatnio zadyszki, dlatego we wtorkowym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów z Lazio Rzym nie był faworytem. Ale Robert Lewandowski nie odpuszcza walki o „Złotego Buta”– najcenniejsze strzeleckie trofeum w Europie, którego nie ma jeszcze w swojej kolekcji.

Lewandowski w miniony weekend w przegranym przez Bayern 1:2 na wyjeździe meczu 22. kolejki Bundesligi z Eintrachtem Frankfurt strzelił efektownego gola. Było to jego 26. trafienie w obecnych rozgrywkach. „Lewy” z takim dorobkiem jest liderem klasyfikacji strzelców Bundesligi, wyprzedzając drugiego w zestawieniu Portugalczyka Andre Silvę z Eintrachtu o osiem trafień, a trzeciego Norwega Erlinga Haalanda z Borussii Dortmund o dziewięć. Kapitan reprezentacji Polski prowadzi też w klasyfikacji „Złotego Buta” (26 goli daje mu 52 punkty). Dla przypomnienia – w tej rywalizacji gole strzelone w pięciu najsilniejszych ligach europejskich (niemieckie, angielskiej, hiszpańskiej, włoskiej i francuskiej) mnożone są przez współczynnik „2”.
„Lewy” w wyścigu po „Złotego Buta” ma w tej chwili osiem bramek i 16 punktów przewagi nad zajmującymi drugą lokatę Portugalczykami – wspomnianym już Andre Silvą z Eintrachtu Frankfurt (18 goli, 36 pkt) oraz Cristiano Ronaldo, który w miniony poniedziałek zdobył dwie bramki dla Juventusu Turyn w meczu z Crotone i teraz także ma na koncie 18 goli i 36 pkt. Do wyścigu w miniony weekend wrócił też Haaland, zdobywając dwa gole dla Borussii Dortmund w wygranym na wyjeździe 4:0 spotkaniu z outsiderem Bundesligi Schalke Gelsenkirchen (4:0). 20-letni norweski napastnik ma obecnie w dorobku 17 ligowych trafień i 34 punkty, co daje mu trzecie miejsce w klasyfikacji „ZB” na spółkę z Egipcjaninem Mohamedem Salahem (FC Liverpool) i Belgiem Romelu Lukaku (Inter Mediolan).
Ale tuż za nimi jest mocna grupa pościgowa legitymująca się 16 zdobytymi bramkami i 32 punktami, do której ostatnio dołączył sześciokrotny zdobywca „Złotego Buta” Argentyńczyk Leo Messi (FC Barcelona), a oprócz niego są w niej Francuz Kylian Mbappe (Paris Saint-Germain) i Urugwajczyk Luis Suarez (Atletico Madryt). Tuż za tym doborowym tercetem plasuje się z 15 golami i 30 pkt Portugalczyk Bruno Fernandes (Manchester United), a z 14 golami i 28 pkt Szwed Zlatan Ibrahimović (AC Milan), Hiszpan Gerard Moreno (Villarreal), Ciro Immobile (Lazio Rzym), Kolumbijczyk Luis Muriel (Atalanta Bergamo), Holender Wout Weghorst (VfL Wolfsburg), jego rodak Memphis Depay (Olympique Lyon).
Wypada odnotować, że na tym etapie wyścigu w czołówce są jeszcze gracze z lig z niższymi współczynnikami, jak strzelcy grających systemem wiosna-jesień norweskich klubów: Duńczyk Kasper Junker z FK Bodo/Glimt (27 goli i 40,5 pkt) i Norweg Amahl Pellegrino z Kristiansund BK (25 goli, 37,5 pkt) Nigeryjczyk z belgijskiego KRC Genk (współczynnik 1,5) Paul Onuachu, który ma na koncie 23 gole i 34,5 pkt.

Liga Mistrzów UEFA: Popisy Mbappe i Haalanda

We wtorek i środę rozegrano pierwsze cztery mecze 1/8 finału piłkarskiej Ligi Mistrzów. Nie popisały się w nich dwa hiszpańskie kluby, które przegrały mecze u siebie: FC Barcelona został rozgromiona przez Paris Saint-Germain 1:4, a FC Sevilla uległa Borussii Dortmund 2:3. W dwóch pozostałych spotkaniach FC Porto pokonało 2:1 Juventus Turyn, a RB Lipsk przegrał z FC Liverpool 0:2.

Spotkania w 1/8 finału Champions League można chyba uznać za początek zmierzchu dwóch największych futbolowych gwiazd ostatniej dekady. Leo Messi w przegranym 1:4 meczu z PSG został przyćmiony przez młodszego o dziesięć lat Kyliana Mbappe, który zaliczył w tym spotkaniu hat-tricka. 33-letni Argentyńczyk odpowiedział jednym trafieniem po kontrowersyjnym rzucie karnym, ale był to jego pierwszy gol w rozgrywkach Ligi Mistrzów w 2021 roku. Nawet jeśli Barcelona odpadnie, to Messiemu zostanie satysfakcja, że zdobywał bramki w Lidze Mistrzów przez 17 lat z rzędu. Poza tym już 13. sezon przekroczył barierę 20 goli. Mbappe na razie może tylko marzyć o takich strzeleckich wyczynach, jakich dokonał już w swojej karierze Leo Messi, lecz we wtorkowy wieczór na Camp Nou przyćmił argentyńskiego asa „Dumy Katalonii” i pod nieobecność kontuzjowanego Neymara był pierwszoplanową postacią zespołu PSG. Jego hat-tricki był wyczynem nietuzinkowym, bo przed Francuzem trzy gole katalońskiej drużynie w jednym spotkaniu zdołał wbić tylko jeden piłkarz, a dokonał tej sztuki Andrij Szewczenko w sezonie 1996/1997 w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Dynamo Kijów u siebie pokonało wtedy Barcelonę 3:0, a na Camp Nou zwyciężyło aż 4:0. I to w tym drugim spotkaniu 18-letni wówczas Szewczenko strzelił Barcelonie hat-tricka. Na powtórkę wyczynu ukraińskiego piłkarza trzeba było czekać prawie ćwierć wieku.
Francuskie media rzecz jasna oszalały z zachwytu po oszałamiającej wiktorii paryskiej drużyny w mateczniku „Dumy Katalonii”. Dziennik „L’Equipe” oczywiście najwięcej miejsca na swoich łamach poświęcił bohaterowi wieczoru, przypominając jego drogę na futbolowe szczyty. Mbappe w Lidze Mistrzów zaistniał już w wieku 18 lat jeszcze jako piłkarz AS Monaco, zdobywając pięć goli w fazie pucharowej w meczach z Manchesterem City i Borussią Dortmund. Od tego czasu strzelił w tych rozgrywkach łącznie 15 goli, ale tylko jednego uzyskał w spotkaniu fazy pucharowej (z Manchesterem United w 2019 roku). Od końca 2019 roku do końca 2020 roku francuski napastnik zaliczył jednak w barwach PSG długą bramkową posuchę, w końcu jednak spełnił wreszcie oczekiwania i zanotował, zdaniem „L’Equipe” najlepszy występ w europejskich pucharach. Oceniając występ Mbappe gazeta przyznała mu notę „9” w skali 1-10. We Francji nikt nie ma wątpliwości, że tym razem w rewanżu 10 marca na Parc des Princes w Paryżu nie będzie powtórki „remontady” sprzed czterech lat, gdy po porażce 0:4 w pierwszym spotkaniu Barcelona w rewanżu rozgromiła paryżan 6:1. Wtedy jednak pierwszy mecz grała na wyjeździe, a drugi u siebie, teraz zaś będzie odwrotnie. Poza tym Messi jest dzisiaj zniechęcony do gry w „Dumie Katalonii” i coraz więcej w jego postawie przekonuje, że nie przedłuży wygasającego z końcem tego sezonu kontraktu.
W pozostałych meczach pierwszej transzy 1/8 finału LM FC Liverpool pokonał na wyjeździe RB Lipsk 2:0 po golach Mohameda Salaha i Sadio Mane. Awans ekipy The Reds do ćwierćfinału wydaje się przesądzony, podobnie jak awans Borussii Dortmund, która na wyjeździe pokonała Sevillę 3:2. Dwa trafienia w tym spotkaniu dla niemieckiej drużyny uzyskał Erling Haaland. Norweski napastnik strzela gole jak maszyna – jako zawodnik Molde FK, Red Bull Salzburg i Borussii Dortmund w 119 występach zdobył aż 90 goli, a nie ma jeszcze 21 lat. Tak świetnych statystyk w tym wieku nie miał nawet Robert Lewandowski. Dwa trafienia w potyczce z Sevillą powiększyły jego bramkowy dorobek w tej edycji Ligi Mistrzów do ośmiu i dały awans na pierwsze miejsce w klasyfikacji strzelców. Swojego dorobku nie poprawił natomiast najskuteczniejszy strzelec Ligi Mistrzó wszech czasów Cristiano Ronaldo, a Juventus przegrał na wyjeździe 1:2 z FC Porto. Portugalczyk, uznany niedawno za najlepszego gracza XXI wieku, chyba nie jest już w stanie konkurować z Haalandem czy Mbappe. Im z wielkich w strzeleckich popisach dorównuje już tylko Lewandowski, ale na odpowiedź polskiego piłkarz trzeba poczekać do 23 lutego, bo tego dnia Bayern Monachium zagra na wyjeździe z Lazio Rzym. W trzech pozostałych meczach drugiej tury spotkań 1/8 finału LM Atletico Madryt zmierzy się z Chelsea, Atalanta z Realem Madryt, a Borussia Moenchengladbach z Manchesterem City.

Lewy w chińskich mediach

Rozgrywane w Katarze Klubowe Mistrzostwa Świata to wydarzenie budzące zainteresowanie piłkarskich kibiców także w krajach, których zespoły nie uczestniczą w rywalizacji. W Chinach największą uwagę tamtejsze media skupiły na Robercie Lewandowski, największej gwieździe faworyta turnieju Bayernu Monachium.

W przededniu rozpoczęcia rywalizacji na katarskich stadionach Lewandowski znalazł się na czołówkach największych chińskich gazet sportowych. „Dzisiaj nikt nie ma wątpliwości, że polski piłkarz jest najbardziej utytułowanym zawodnikiem w światowym futbolu w ostatnim roku. Strzelił mnóstwo bramek” – napisano w redakcyjnych komentarzach. „Lewy” udzielił też wywiadów, w których chętnie odpowiadał na różne pytania – o ocenę ostatniego roku, swoją receptę na utrzymanie wysokiej formy, o boiskowych idoli, relacje z Cristiano Ronaldo i Leo Messim, a nawet o to, czy coś wie o piłce nożnej w Chinach.
Dla sportowego dziennika „Titan Sports”, wydawanego od 1988 roku, „Lewy” zapozował nawet w tradycyjnym chińskim stroju. I co ciekawe, odpowiedział całkiem serio na pytanie odnoszące się do jego stwierdzenia, że w poprzednim sezonie mógł wreszcie zaprosić do swojego stolika dwóch największych tuzów światowej piłki, czyli Cristiano Ronaldo i Leo Messiego. Chińscy dziennikarze byli ciekawi, czy była to tylko metafora, czy też Polak rzeczywiście zamierza zaprosić obu tych wielkich konkurentów na wspólny posiłek. Lewandowski wybrnął z tego po mistrzowsku: „To trudne, bo gramy w różnych krajach i nasze harmonogramy meczów są szczelnie wypełnione, ale jestem pewien, że pewnego dnia uda nam się spotkać na kolacji i pogawędzić w miłej atmosferze. Cristiano Ronaldo i Leo Messi są wielkimi postaciami w historii piłki nożnej. To wielki zaszczyt móc znaleźć się na poziom, na którym oni znajdują się od dawna. Mam nadzieję, że oni to widzą i też doceniają” – powiedział „Lewy”.
Wyjaśnił też, dlaczego w tej chwili nie myśli o możliwości pobicia słynnego rekordu Gerda Muellera, który w sezonie 1971/1972 zdobył w rozgrywkach Bundesligi 40 bramek. „Współczesna piłka nożna jest teraz zupełnie inna. Gerd Mueller był wybitnych graczem i do dzisiaj jest wielką legendą niemieckiego futbolu. Nie mam ambicji bicia jego niesamowitych rekordów strzeleckich, dlatego nie zaprzątam sobie głowy myślami, czy zdołam w jednym sezonie zdobyć tak jak on 40 bramek. Na razie mam na koncie 24 gole, więc nie ma o czym mówić. Może jak będzie mi brakowało do rekordu Muellera jednego czy dwóch trafień, moje podejście się zmieni, teraz jednak skupiam się na osiąganiu sukcesów z drużyną Bayernu” – zapewnił chińskich dziennikarzy Lewandowski.
Trzeba przyznać, że kapitan reprezentacji Polski bardzo dba o swój wizerunek w Chinach. Zaczął go budować w czerwcu 2019 roku gdy na swoim profilu na Instagramie pochwalił się zdjęciem z wizyty w Państwie Środka. „Pierwsze spotkanie z moimi fanami z Chin” – podpisał pod fotką. Wcześniej Lewandowski w Azji bywał tylko z zespołami klubowymi, Borussią Dortmund i Bayernem, przy okazji rozgrywania meczów towarzyskich. W czerwcu 2019 roku, tuż po meczu reprezentacji Polski z Izraelem w eliminacjach Euro 2020, poświęcił wakacje w Grecji w towarzystwie dobrego kolegi z reprezentacji Wojciecha Szczęsnego i na zaproszenie firmy Huawei, z którą współpracował od 2015 roku, odwiedził Chiny. Dla sportowca rozpoznawalnego na świecie, a takim od wielu już lat jest Lewandowski, dobre relacje ze sponsorami to podstawa do budowania globalnej marki. Na lotnisku w Pekinie czekało na niego mnóstwo kibiców. „Lewy” przy asyście grupy ochroniarzy cierpliwie rozdawał autografy i pozował z fanami do wspólnych zdjęć. Wziął też udział w mityngu z udziałem zaproszonej grupy piłkarskich kibiców. To właśnie wtedy ponoć ostatecznie przekonał się do możliwości jakie mogą się dla niego otworzyć po wejście na chiński rynek marketingowy.
W tym kraju najbardziej popularnym portalem społecznościowym jest Weibo, odpowiednik Facebooka. Lewandowski założył na nim swój profil, co nie jest sprawą łatwą, bo Weibo nie daje takiej możliwości użytkownikom spoza Chin. Jedyną możliwością zaistnienia na nim jest zatem nawiązanie współpracy z rodowitym Chińczykiem. „My jako administratorzy tego profilu nie możemy na bieżąco monitorować wzrostu aktywności wszystkich treści, które się tam pojawiają, bo nie mamy do tego dostępu” – przyznał szczerze Tomasz Zawiślak, człowiek odpowiedzialny za aktywność „Lewego” w social mediach, a prywatnie dobry przyjaciel piłkarza. Lewandowski ma blisko cztery miliony obserwujących na Weibo, co nie jest jeszcze wynikiem porównywalnym z Facebookiem, na którym obserwuje go ponad dziewięć milionów osób, nie mówić o Instagramie, na którym Lewandowskiego obserwuje ponad 15 milionów użytkowników.
Firma Huawei docenia rosnącą popularność Lewandowskiego i dlatego w ubiegłym roku rozszerzyła współpracę z nim mianując go ambasadorem marki na całą Europę. „Lewy” w Polsce promuje markę Huawei od 2015 roku, od 2020 jego wizerunek firma wykorzystuje już na całym świecie.
„Hasło make it possible w wykonaniu Huawei jest bliskie mojemu sercu” – przekonuje Lewandowski w oficjalnych materiałach promocyjnych chińskiej firmy.

48 godzin sport

Srebro Maliszewskiej
Natalia Maliszewska zdobyła srebrny medal w biegu na 500 m rozgrywanych w Gdańsku mistrzostw Europy w short tracku. W imprezie uczestniczy 150 zawodniczek i zawodników z 25 krajów. Zawodniczka Juvenii Białystok w swojej koronnej konkurencji przegrała tylko z Holenderką Suzanne Schulting. Brązowy medal wywalczyła jej rodaczka Xandra Velzeboer. Maliszewska ma już w dorobku dwa medale mistrzostw naszego kontynentu – złoty i brązowy, a teraz do kolekcji dołożyła srebrny.

Polacy brylują w Japonii
Udany weekend mieli dwaj reprezentanci Polski występujący w japońskiej ekstraklasie siatkarzy. Bartosz Kurek zdobył dla zespołu Wolfdogs Nagoya 40 punktów w spotkaniu z JTEKT Stings (3:1), co jest jego rekordem w V-League. W drugim spotkaniu (3:0) nasz siatkarz wywalczył 25 punktów i łącznym dorobkiem 449 pkt jest liderem klasyfikacji najlepiej punktujących graczy japońskiej ligi. Drugi w zestawieniu Japończyk Yuji Nishida ma na koncie 439 pkt. Ekipa Wolfdogs Nagoya zajmuje w tabeli drugą lokatę za drużyną Panasonic Panthers, w barwach której bryluje z kolei kapitan naszej reprezentacji Michał Kubiak. On też miał udany weekend, bo jego zespół wygrał z JT Thunders 3:0 i 3:1, a on sam zdobył w 12 punktów w pierwszym i 14 w dru8gim spotkaniu. Sezon zasadniczy w V-League potrwa do końca marca.

Bednarek zatrzyma Arsenal
Obrońca reprezentacji Polski Jan Bednarek zebrał wysokie oceny za występ w wygranym 1:0 meczu 1/16 finału Pucharu Anglii z broniącym trofeum Arsenalem Londyn. Polski piłkarz rozegrał całe spotkanie i należał do najlepszych graczy w tym hitowym starciu. Za swój występ otrzymał notę „8” (w skali 1-10).

Nie chciał sześciu milionów
Jak donosi angielski „The Telegraph”, Cristiano Ronaldo miał otrzymać sześć milionów euro za bycie twarzą kampanii promującej turystykę w Arabii Saudyjskiej. Portugalski gwiazdor Juventusu Turyn jest bardzo popularny w mediach społecznościowych – jego wpisy obserwuje regularnie ponad sto milionów internautów. Ale 36-letni piłkarz nie zdecydował się na podpisanie kontraktu z uzasadnionej obawy, że oskarżani o łamanie praw człowieka władcy Arabii Saudyjskiej będą chcieli wykorzystać jego wizerunek do zamaskowania tego obrzydliwego procederu.

Zawiesił karierę w sile wieku
Holenderski kolarz szosowy Tom Dumoulin, złoty medalista mistrzostw świata oraz srebrny igrzysk w Rio de Janeiro w jeździe indywidualnej na czas, triumfator Giro d’Italia 2017, w minioną sobotę ogłosił, że zawiesza karierę na czas nieokreślony. Jako powód swojej decyzji zawodnik grupy kolarskiej Team Sunweb podał „problemy z udźwignięciem presji związanej z rywalizacją na najwyższym poziomie”.

Z polskiej ligi do rosyjskiej
Marcel Ponitka odszedł z zespołu mistrza Polski Zastalu Enea BC Zielona Góra i podpisał 3,5-letni kontrakt z rosyjskim klubem Parma Perm. 23-letni koszykarz jest młodszym bratem występującego obecnie z Zenicie Petersburg reprezentanta Polski Mateusza Ponitki. Marcel w polskiej lidze zdobywał średnio 9,6 pkt, do tego średnio miał 4,5 asysty oraz trzy zbiórki.

Złodzieje w domu bramkarza
Golkiper zespołu Paris Saint-Germain Sergio Rico został w miniony piątek okradziony w czasie, gdy grał ligowy mecz z Montpellier (4:0). Złodzieje mieli dość czasu na splądrowanie domu 27-letniego hiszpańskiego piłkarza w podparyskiej miejscowości Neuilly-sur-Seine. Skradli biżuterię i drogie zegarki o wartości ponad 150 tys. euro oraz 25 tysięcy euro w gotówce. Sergio Rico jest kolejnym graczem PSG okradzionym podczas meczu. Na tej liście są Dani Alves, Ezequiel Lavezzi, Eric Choupo-Moting, Gregory van der Wiel i Thiago Silva.

Kłopoty medalisty olimpijskiego
Austriak Bernhard Gruber, zdobywca czterech medali olimpijskich w kombinacji norweskiej, w miniony weekend po zawodach Pucharu Świata trafił do szpitala w Lahti z powodu problemów kardiologicznych (częściowe zamknięcie tętnicy wieńcowej). Z powodu tego schorzenia 38-letni narciarz od marca ub. roku miał osiem miesięcy przerwy w uprawianiu sportu. „Obecnie czuje się już dobrze, ale musi jeszcze pozostać przez kilka dni w szpitalu, by całkowicie wyzdrowieć” – poinformował lekarz austriackiej kadry Ines Berger-Uckermann.

Piątek znów bez trenera
Dzień po ligowej porażce z Werderem Brema 1:4 trener Herthy Berlin Bruno Labbadia został zdymisjonowany. Władze klubu zwolniły też dyrektora sportowego Michaela Preetza, którego zastąpił Arne Friedrich. Piłkarzem berlińskiego klubu od stycznia 2020 roku jest napastnik reprezentacji Polski Krzysztof Piątek. Labbadia był jego trzecim trenerem w Herthcie (wcześniej zespół prowadzili Juergen Klinsmann i Alexander Nouri).

Norwegowie górą w Lahti
Reprezentanci Norwegii byli w Lahti najlepsi w sztafetach kobiet 4×5 km i mężczyzn na 4×7,5 km w zawodach Pucharu Świata w biegach narciarskich. Za niesportowe zachowanie Aleksandra Bolszunowa zdyskwailifikowano jedną z drużyn rosyjskich. Norweżki, które pobiegły w składzie: Tiril Udnes Weng, Therese Johaug, Helene Fosseholm i Heidi Weng, uzyskały 42,9 s przewagi nad Szwedkami. Trzecie Finki miały blisko minutę straty. Rywalizacja mężczyzn również nie była zacięta. Norwegowie wyprzedzili ekipę gospodarzy o 40,9 s, a trzecia ekipa Rosja II była wolniejsza od zwycięzców o 1.07,2. Polacy nie startowali.

Kontuzja Mariusza Wlazłego
Lider siatkarskiej drużyny Trefla Gdańsk Mariusz Wlazły doznał kontuzji w ligowym meczu ze Stalą Nysa (3:0). Na razie nie wiadomo jak długo będzie musiał leczyć uraz.

Lewy znów walczy o Złotego Buta

W meczu z Freiburgiem Robert Lewandowski zdobył 21. bramkę w tym sezonie ligowym. Nigdy w historii niemieckiej Bundesligi żaden zawodnik nie miał na koncie tylu goli po 16 kolejkach. „Lewy” pobił kolejny rekord legendarnego Gerda Muellera.

W minioną niedzielę Bayern Monachium w 16. kolejce Bundesligi pokonał Freiburg 2:1. Pierwszą bramkę dla mistrzów Niemiec zdobył Lewandowski po podaniu Thomasa Muellera. Dla kapitana reprezentacji Polski było to już 21. trafienie w obecnych rozgrywkach Bundesligi. To nowy rekord w niemieckiej ekstraklasie piłkarskiej. Wcześniej najskuteczniejszym graczem w pierwszych 16 kolejkach był Gerd Mueller, który w sezonie 1968/1969 na tym etapie rywalizacji miał na koncie 20 bramek 16 meczach. „Lewy” swój rekordowy dorobek uzyskał jednak w 15 występach, co tylko podkreśla wyjątkowość jego osiągnięcia. Rzecz jasna nasz piłkarz prowadzi zdecydowanie w wyścigu po strzelecką koronę w Bundeslidze, bo zajmujący drugą lokatę w klasyfikacji Norweg Erling Haaland z Borussii Dortmund i Andre Silva z Eintrachtu Frankfurt mają po 12 bramek, a następny w kolejności Wout Weghorst z Wolfsburga 11.
W niemieckich mediach toczy się dyskusja, czy Lewandowskiemu w tym sezonie uda się pobić najbardziej spektakularny rekord ustanowiony przez legendarnego Gerda Muellera, czyli 40 goli strzelonych w jednym sezonie (dokonał tej sztuki w rozgrywkach 1971/1972). Na razie Polak jest na dobrej drodze do osiągnięcia tego celu, bo przed nim jeszcze 18 ligowych kolejek.
Dążąc do pobicia rekordu Muellera „Lewy” może niejako przy okazji spełnić inne sportowe marzenie i zdobyć „Złotego Buta” – nagrodę dla najskuteczniejszego strzelca lig europejskich. Tego trofeum nie ma jeszcze w swojej kolekcji. W poprzednim sezonie z dorobkiem 34 goli był o włos od jego zdobycia, lecz rzutem na taśmę wyprzedził go włoski napastnik Lazio Rzym Ciro Immobile. W obecnych rozgrywkach Lewandowski jest liderem klasyfikacji z dorobkiem 42 punktów. Dla przypomnienia – strzelcom z pięciu najsilniejszych lig europejskich (angielskie, hiszpańskiej, niemieckiej, francuskiej i włoskiej) gole liczy się podwójnie, dlatego w rywalizacji o „Złotego Buta” liczą się gracze z klubów „wielkiej piątki”.
W aktualnej klasyfikacji za „Lewym” plasuje się Duńczyk Kasper Junker, który dla zespołu FK Bodo/Glimt strzelił 27 goli, ale norweska liga, grająca system wiosna-jesień, już zakończyła rozgrywki, a ponadto ma współczynnik „1,5”, co daje Junkerowi 40,5 pkt. Trzeci w klasyfikacji Norweg Amahl Pellegrino z Kristiansen ma 25 goli i 37,5 pkt.
Oni już swojego dorobku nie poprawią, więc w tej chwili najgroźniejszym konkurentem „Lewego” w wyścigu po „Złotego Buta” jest czwarty w zestawieniu Cristiano Ronaldo, który w tym sezonie strzelił dla Juventusu Turyn na razie 15 goli i ma na koncie 30 punktów. W miniony weekend Portugalczyk nie powiększył jednak swojego bramkowego dorobku w przegranym przez Juve 0:2 wyjazdowym spotkaniu z Interem Mediolan. Bez kolejnego trafienie występ w tym meczu zakończył też napastnik Interu Belg Romelu Lukaku, który na razie jest w ścigającym czołówkę klasyfikacji peletonie graczy mających na koncie po 12 ligowych trafień. W tym gronie są wspomniani wcześniej zawodnicy z Bundesligi, Erlig Haaland z Borussii Dortmund i Andre silva z Eintrachtu Frankfurt, a ponadto francuski gwiazdor Paris Saint-Germain Kylian Mbappe, Anglik Jamie Vardy z Leicester City, Koreanczyk Heung-min Son i Anglik Harry Kane z Tottenhamu Hotspur, Włoch Ciro Immobile z Lazio Rzym, Senegalczyk Boulaye Dia ze Stade Reims oraz Szwed Zlatan Ibrahimovic, który w miniony weekend zdobył dwie bramki w wygranym przez AC Milan wyjazdowym spotkaniu z Cagliari. Między wymienioną grupą graczy z 12 trafieniami a mający 15 goli Cristiano Ronaldo samotnie ściga Lewandowskiego Egipcjanin Mahomed Salah z Liverpoolu.
Ranking „Złotego Buta” powstaje w oparciu o liczbę goli, ale są one mnożone przez współczynnik trudności rozgrywek, który ustala UEFA na podstawie wyników w europejskich pucharach w ostatnich pięciu sezonach. Dlatego gracze występujący w ligach z niższym współczynnikiem mają małe szanse na zdobycie tej prestiżowej nagrody. W tej chwili za wymienionymi wyżej zawodnikami kolejne miejsca w klasyfikacji zajmują występujący w belgijskim zespole Oud-Heverlee Leuven Francuz Thomas Henry i holenderskim AZ Aalkmar Szwed Jesper Karlsson z 15 bramkami, które przy współczynniku „1,5” dają im po 22,5 pkt.

Cristiano Ronaldo nie odpuszcza Lewemu

Gwiazdor Juventusu Turyn w niedzielę w ligowym meczu z Sassuolo zdobył 759. gola w karierze i wyrównał rekord zdobytych bramek, należący do Czecha Josefa Bicana. Cristiano Ronaldo w tym sezonie jest też najgroźniejszym konkurentem Roberta Lewandowskiego w wyścigu po „Złotego Buta”.

Cristiano Ronaldo zdobył historyczną bramkę w ostatniej akcji meczu Juventusu z Sassuolo, gdy ustalił wynik spotkania na 3:1 dla drużyny z Turynu. W obecnych rozgrywkach było to już 15. trafienie portugalskiego snajpera, który z takim dorobkiem prowadzi w klasyfikacji strzelców włoskiej Serie A. Jak wyliczyli futbolowi statystycy, gol wbity ekipie Sassuolo był w karierze Cristiano Ronaldo już 759. trafieniem, co oznacza, że wyrównał rekord strzelonych bramek dzierżony dotąd przez Czecha Josefa Bicana. Portugalski gwiazdor na zgromadzenie takiej liczby bramek potrzebował 1037 występów w oficjalnych spotkaniach. Ale ponieważ w tym sezonie prezentuje wyśmienitą formę, zapewne jeszcze w styczniu zostanie samodzielnym liderem tej klasyfikacji. W pięciu ostatnich meczach Juventusu w Serie A Cristiano Ronaldo zdobył pięć bramek. Jak policzyli redaktorzy internetowego serwisu abs.es, Portugalczyk aż 450 bramek zdobył w barwach Realu Madryt, a pozostałe zdobywał jako gracz Sportingu Lizbona, gdzie zaczynał karierę, Manchesteru United i Juventusu a także w reprezentacji Portugalii, z którą m.in. w 2016 roku wywalczył mistrzostwo Europy.
Ale nie tylko z tego powodu jego występ w tym spotkaniu odbił się szerokim echem w mediach. Portugalskiego piłkarza można nie lubić, ale jego sportowej klasy nie da się zakwestionować. Mimo 36 lat na karku wciąż potrafi zadziwić niezwykłymi boiskowymi wyczynami. W meczu z Sassuolo zauważono na przykład, że w jednej z akcji z krótkiego rozbiegu wyskoczył do piłki w polu karnym wyżej niż bramkarz rywali mógł to zrobić rękami. To oznacza, że wciąż nie ma granicy jego fizycznych możliwości.
Tak na marginesie, podobnie rzecz się ma z Lewandowskim, któremu niedawno w ligowym meczu zmierzono prędkość sprintu i wyszło, że to to był jego najlepszy wynik w karierze. A przypomnijmy, że „Lewy”: też nie jest już młodzieniaszkiem, bo ma przecież 32 lata.
Portugalczyk i Polak mogą służyć młodszym pokoleniom piłkarzy za wzór profesjonalnego podejścia do zawodu i obaj wciąż zadziwiają niezwykłą wytrzymałością i odpornością na kontuzje. Jeśli więc przyjmiemy, że Lewandowski zdoła przez najbliższe trzy sezony utrzymać formę, a Cristiano Ronaldo przez ten czas na swoim przykładzie pokaże, że można grać na wysokim poziomie także pod „czterdziestkę”, to może się okazać, że czeka nas jeszcze kilka sezonów wspaniałej rywalizacji między tymi znakomitymi napastnikami.
Poprzedni sezon należał do Bayernu Monachium i najskuteczniejszego strzelca bawarskiego potentata, Roberta Lewandowskiego. Polak zgarnął wszystkie najważniejsze indywidualne wyróżnienia, które w ostatnich dziesięciu latach dzieli między siebie Cristiano Ronaldo i Lionel Messi. Obaj ci wielcy piłkarze nie zamierzają jednak łatwo ustępować pierwszeństwa. Portugalczyk ewidentnie chce w tym sezonie zdobyć „Złotego Buta”, nagrodę dla najskuteczniejszego strzelca lig europejskich, a to oznacza, że chce też pokrzyżować plany Lewandowskiemu, który w swojej bogatej już kolekcji trofeów nie ma właśnie „Złotego Buta”. Jeszcze niedawno Polak był murowanym faworytem, bo prowadził w klasyfikacji z dużą przewagą nad najgroźniejszymi konkurentami. Teraz jego przewaga też jest jeszcze okazał, bo „Lewy” z 20 bramkami na koncie przewodzi w klasyfikacji „ZB” z dorobkiem 40 punktów. Gwoli przypomnienia: Ranking powstaje w oparciu o liczbę goli strzelonych przez piłkarzy w lidze. Bramki są mnożone przez współczynnik trudności rozgrywek. Najwyższy – dwa – ma pięć czołowych lig. Obecnie: hiszpańska, angielska, niemiecka, francuska i włoska (współczynnik zależy od wyników klubów z każdej ligi w europejskich pucharach w ciągu ostatnich pięciu sezonów). W poprzednim sezonie nagrodę zdobył włoski napastnik Lazio Rzym Ciro Immobile (72 pkt za 36 goli), który wyprzedził Lewandowskiego (34 gole i 68 pkt) oraz Cristiano Ronaldo
(31 goli, 62 pkt).
W obecnym sezonie na czele peletonu goniącego „Lewego” znajduje się obecnie Cristiano Ronaldo z 15 golami i 30 punktami na koncie, a za nim pędzą Egipcjanin Mohamed Salah (FC Liverpool) – 13 goli, 26 pkt oraz mający po 12 goli i 24 pkt Francuz Kylian Mbappe (Paris Saint-Germain), Anglik Jamie Vardy (Leicester City), Belg Romelu Lukaku (Inter Mediolan), Koreańczyk Heung-min Son (Tottenham Hotspur), Norweg Erling Haaland (Borussia Dortmund) i Francuz Boulaye Dia
(Stade Reims).
Trudno w tej chwili stwierdzić, czy Lewandowskiemu uda się utrzymać prowadzenie do końca sezonu, ale już sam fakt, że wciąż utrzymuje się na szczycie jest godny pochwały. Wygląda jednak na to, że „Lewy” zaczyna już powoli planować sobie życie po zakończeniu piłkarskiej kariery. Być może jednym z pomysłów jest zaangażowanie się w któryś z polskich klubów.
„Super Express” doniósł, że „Lewy” w miniona sobotę skorzystał z tego, że przyjechał do Warszawy na galę mistrzów sportu i w południe spotkał się na dwie godziny z właścicielem Legii Dariuszem Mioduskim. O czym była rozmowa, wiedzą tylko jej uczestnicy, a my możemy jedynie domniemywa. „Super Express” nawet zasugerował, że być może spotkanie ma jakiś związek z sensacyjnymi plotkami, które pojawiły się pod koniec listopada, a dotyczyły złożonej rzekomo Mioduskiemu przez Piniego Zahaviego oferty odkupienia akcji Legii. Zahavi jak powszechnie wiadomo jest piłkarskim agentem i prowadzi między innymi także piłkarskie interesy
Lewandowskiego.
Niekoniecznie jednak obaj panowie musieli rozmawiać o tamtej propozycji, bo przecież nietrudno sobie wyobrazić ich rozmowę o wspólnym prowadzeniu warszawskiego klubu. Być może Lewandowski rozważa pójście tropem Jakuba Błaszczykowskiego w Wiśle Kraków i też na koniec kariery postanowi zostać grającym współwłaścicielem klubu, konkretnie Legii. Mioduski już rok temu dał sygnał, że jest tym żywo zainteresowany, ale postawił też pewien warunek. „Uważam, że Robert powinien na zakończenie kariery zagrać w Legii. Rozmowy w tej sprawie moglibyśmy zacząć w chwili, w której Robert zdecyduje się na powrót do Polski” – powiedział właściciel Legii. Ciekawe czy po roku coś się w jego podejściu zmieniło.

Nie cenią już łowców bramek

Robert Lewandowski zakończył stary rok dwoma golami strzelonymi Bayerowi Leverkusen w wygranym przez Bayern Monachium 2:1 meczu 13. kolejki Bundesligi i także dwoma trafieniami rozpoczął nowy rok w wygranym 3 stycznia przez monachijski zespół 5:2 spotkaniu 14. kolejki z FC Mainz.

Lewandowski ma teraz na koncie 19 bramek zdobytych w 13 ligowych występach i jest zdecydowanym liderem klasyfikacji strzelców niemieckiej ekstraklasy z przewagą dziewięciu trafień nad drugim w zestawieniu norweskim napastnikiem Borussii Dortmund Erlingiem Haalandem. „Lewy” był najskuteczniejszym strzelcem w Europie w 2020 roku, chociaż zaliczył najmniej występów od 13 lat. Po raz pierwszy raz w karierze zdobył w jednym roku więcej bramek niż rozegrał meczów (strzelił 47 goli w 44 spotkaniach). Nie jest to jego osobisty rekord, bo w 2019 roku miała na koncie 54 trafienia, ale w poprzednim po raz pierwszy w karierze przekroczył średnią jednej bramki na mecz. Dokonał tej sztuki w najdziwniejszym roku w nowożytnej historii futbolu. Na dodatek zaczął rok 2020 praktycznie bez okresu przygotowawczego, bo w przerwie zimowej poprzedniej sezonu rehabilitował się po operacji pachwiny, a potem doznał pęknięcia kości strzałkowej i był wyłączony z treningów przez kolejnych kilka tygodni. To miał być jego najdłuższy rozbrat z futbolem w profesjonalnej karierze, lecz ostatecznie z powodu przerwy w rozgrywkach opuścił tylko trzy mecze. Po lockdownie snajper Bayernu strzelił aż 38 goli. Nikt nie zdołał mu dorównać – kolejni w zestawieniu Cristiano Ronaldo z Juventusu i Romelu Lukaku z Interu zdobyli w tym samym okresie po 31 bramek, a trzeci Erling Haaland 27. W sumie w 2020 roku „Lewy” strzelił 32 gole w Bundeslidze, pięć w Pucharze Niemiec, osiem w Lidze Mistrzów i dwa w reprezentacji Polski, a do 47 trafień dorzucił jeszcze 14 asyst. Te jego indywidualne dokonania walnie przyczyniły się do zdobycia przez Bayern mistrzostwa i pucharu Niemiec, wygrania Ligi Mistrzów, a jemu utorowały drogę do tytułu piłkarza roku UEFA i FIFA oraz wielu innych indywidualnych wyróżnień.
Najlepszym strzelcem roku Lewandowski został we wtorek 22 grudnia, gdy swój ostatni mecz przed przerwą zimową rozegrał Cristiano Ronaldo. Portugalczyk miał na koncie 44 gole i był jedynym z konkurentów, który mógł dogonić kapitana reprezentacji Polski. Musiał jednak w spotkaniu z Fiorentiną zdobyć co najmniej hat-tricka, ale zakończył mecz bez trafienia, bo Juventus nieoczekiwanie przegrał 0:3. Tym samy Lewandowski obronił tytuł najskuteczniejszego napastnika na świecie. W minionej dekadzie Polak jest drugim graczem po genialnym Portugalczyku, któremu udało się dokonać takiego wyczynu dwukrotnie z rzędu. Cristiano Ronaldo wciąż jednak jest pod tym względem lepszy, bo on tak naprawdę to triumfował trzykrotnie z rzędu – w latach 2013, 2014 i 2015, a ponadto był najlepszy także w 2011. Argentyńczyk Lionel Messi wygrał tę nieformalną klasyfikację w 2012 i 2018 roku, zaś w 2017 triumfował Anglik Harry Kane. I to są osiągnięcia, których nie da się w żaden sposób podważyć i z tego choćby powodu powinno się też odpowiednio doceniać autorów.
Z tym bywa jednak różnie, czego dowodzi choćby opublikowany niedawno przez Międzynarodowe Centrum Badań Sportowych (CIES) najnowszy ranking najdroższych piłkarzy na świecie w 2021 roku. Analitycy CIES biorą pod uwagę wiek, formę piłkarza w ostatnich meczach, dotychczasowe osiągnięcia oraz długość aktualnego kontraktu z klubem. I wyszło im, że najdroższym piłkarzem na świecie jest obecnie Anglik Marcus Rashford. Napastnika Manchesteru United wyceniono na 166 mln euro. Kolejne miejsca w zestawieniu CIES zajęli: Norweg Erling Haaland (Borussia Dortmund) – 152 mln euro, Anglik Trent Alexander-Arnold (FC Liverpool) – 152 mln euro, Portugalczuk Bruno Fernandes (Manchester United) – 151 mln euro. Dopiero na piątym miejscu znalazł się Francuz Kylian Mbappe (Paris Saint-Germain), którego wartość wyceniono na kwotę 149,5 mln euro, a warto podkreślić, że przed rokiem to on był liderem tego rankingu. Według CIES na świecie jest obecnie 25 piłkarzy wartych więcej niż 100 milionów euro, ale w tym elitarnym wg CIES gronie nie ma żadnego Polaka. Lewandowski został bowiem wyceniony na 72,1 mln euro i znalazł się dopiero na 55. miejscu, a wyrastający na gwiazdę SSC Napoli Piotr Zieliński, którego wartość ustalono na 67,9 mln euro, został umieszczony na 62. pozycji. Co ciekawe, na odległym 97. miejscu znalazł się Argentyńczyk Leo Messi z wyceną na poziomie 54 mln euro, zaś analitycy CIES nie uznali za stosowne umieścić Cristiano Ronaldo nawet w pierwszej setce rankingu.

FIFA wybrała Lewandowskiego na piłkarza roku 2020 na świecie

W czwartek wieczorem FIFA ogłosiła wynik plebiscytu na „Piłkarza Roku” (FIFA the Best 2020). Prestiżową nagrodę mógł zgarnąć tylko jeden z graczy zakwalifikowanych do finału, czyli Robert Lewandowski, Leo Messi lub Cristiano Ronaldo. Dzień wcześniej cała trójka rozegrała ligowe mecze i znów najlepiej z nich wypadł Lewandowski, który strzelił dwa gole i zapewnił Bayernowi wygraną z VfL Wolfsburg (2:1). Ale nie dlatego „Lewy” był zdecydowanym faworytem i zasłużenie, jako pierwszy polski piłkarz w historii, został w czwartek wieczorem został ogłoszony za najlepszego piłkarza roku 2020 na świecie.

Światowa federacja piłkarska przez wiele lat nagradzała najlepszych piłkarzy w roku wspólnie z redakcją „France Football”, ale w 2016 roku doszło do konfliktu i francuski tygodnik postanowił znów samodzielnie przyznawać „Złotą Piłkę”, natomiast FIFA ustanowiła swoją własną nagrodę – FIFA the Best. W dwóch pierwszych edycjach zgarnął ją Portugalczyk Cristiano Ronaldo, trzecią w 2018 roku wygrał Chorwat Luka Modrić, a przed rokiem triumfował Argentyńczyk Lionel Messi. Warto w tym miejscu przypomnieć, że Messi i Cristiano Ronaldo to najwięksi kolekcjonerzy indywidualnych wyróżnień nie tylko w minionej dekadzie, ale w ogóle historii futbolu.
I chyba głównie dlatego w tegorocznej edycji także znaleźli się w finałowej trójce, chociaż ich dokonania w ostatnich dwunastu miesiącach wcale ich do tego nie uprawniały. Ale wygrać z Lewandowskim w tym roku żaden z nich nie miał prawa. Wystarczyło porównać ich osiągnięcia: Polak wygrał z Bayernem Monachium Ligę Mistrzów, mistrzostwo Niemiec, zdobył też Superpuchar Europy, Puchar Niemiec i Superpuchar Niemiec. Został też królem strzelców Ligi Mistrzów, Bundesligi i Pucharu Niemiec, co jest wyczynem godnym wyróżnienia.
Bayern jako pierwszy triumfator w historii Champions League nie przegrał żadnego meczu, gromiąc w półfinale Barcelonę aż 8:2. Leo Messi był w tym spotkaniu tylko statystą, zaś Cristiano Ronaldo z Juventusem Turyn odpadł z rywalizacji w 1/4 finału. W krajowych ligach Juventus dotrzymał kroku Bayernowi i wygrał rywalizację w Serie A, ale Cristiano Ronaldo przegrał rywalizację o tytuł króla strzelców z Ciro Immobile. Juve nie zdobył jednak Pucharu Włoch, podobnie jak Barcelona Pucharu Hiszpanii, ale „Duma Katalonii” nie wygrała też rozgrywek w Primera Division.
Pod względem strzeleckiego dorobku Argentyńczyk i Portugalczyk w tym roku ustępowali znacznie pola Polakowi. „Lewy” strzelał w minionym sezonie jak maszyna, zdobywając 64 bramki w 58 meczach. W obecnych rozgrywkach nie zwolnił tempa. W Bundeslidze po 12 kolejkach jest liderem klasyfikacji strzelców z dorobkiem 15 goli, a strzelając dwa gole w spotkaniu z Wolfsburgiem przekroczył właśnie barierę 250 trafień w niemieckiej ekstraklasie.
Na korzyść polskiego piłkarza przemawiały też otrzymane już wcześniej w tym roku indywidualne wyróżnienia – w Niemczech został uznany za piłkarza sezonu i piłkarza roku, piłkarzem roku 2020 uznały go też brytyjski magazyn „FourFourTwo”, hiszpański „AS”, włoski „Tuttosport”, a 1 października w plebiscycie UEFA został wybrany na najlepszego w dwóch kategoriach – najlepszy piłkarz i najlepszy napastnik sezonu 2019/2020.
Tak więc każdy inny wybór niż Lewandowskiego przez elektorów dokonujących wyboru laureata nagrody „FIFA the Best” byłby ich totalną kompromitacją. A warto przypomnieć, że wyboru dokonują selekcjonerzy i kapitanowie drużyn narodowych oraz po jednym dziennikarzu z wszystkich krajów zrzeszonych w FIFA. Nikt jednak przed zaplanowanym na czwartkowy wieczór ogłoszeniem wyników (podano je po zamknięciu wydania) nie wątpił, że po raz pierwszy w historii nagroda dla najlepszego piłkarza roku trafi w ręce polskiego piłkarza.
Lothar Matthaeus, znakomity przed laty niemiecki piłkarz, a dzisiaj ceniony futbolowy ekspert, w wywiadzie udzielonym Piotrowi Koźmińskiemu z portalu „SportoweFakty.pl” stwierdził: „Lewandowski jest obecnie najlepszym piłkarzem świata i w czwartek wieczorem to musi zostać potwierdzone. Gdyby jakimś cudem wydarzyło się coś innego, to ten plebiscyt nie miałby już żadnego sensu. (…) Ta nagroda powinna być przyznawana zwycięzcom, piłkarzom, którzy zdobywają trofea. A kto ich ostatnio zdobył najwięcej? Nie Messi, nie Cristiano Ronaldo, a właśnie Lewandowski. To jego gole w bardzo dużej mierze utorowały Bayernowi drogę po wielkie zwycięstwa. W każdych rozgrywkach, w których grał, był najlepszym strzelcem. Zwycięzca jest więc oczywisty. Gdyby było inaczej, już nigdy nie zaufałbym FIFA. Plebiscyt byłby skończony, zdyskredytowany. Ale wygląda na to, że od czwartku wieczorem polscy kibice będą w szampańskich nastrojach, możecie już je mrozić. Fajnie, bo Robert na to zasłużył” – prorokował dzień przed ogłoszeniem wyników plebiscytu Lothar Matthaeus, zdobywca „Złotej Piłki” w 1991 roku w barwach Interu Mediolan.

Podczas gali FIFA Best poznaliśmy też laureatów w innych kategoriach. Bramkarzem Roku został – zgodnie z przewidywaniami – kapitan Bayernu Manuel Neuer. Z drugiej strony zabrakło go w FIFA FIFPro World11, czyli drużynie roku wybranej przez samych piłkarzy. Większym uznaniem kolegów po fachu cieszył się Alisson z Liverpoolu.
Sporym zaskoczeniem był wybór Trenera Roku. Wyróżniony został Juergen Klopp, a nie – jak się wszyscy spodziewali – Hansi Flick. Klopp poprowadził Liverpool do pierwszego od 30 lat mistrzostwa Anglii, ale Bayern Flicka wygrał wszystkie rozgrywki, w których uczestniczył. Menedżer Liverpoolu jest jedynym z nagrodzonych podczas tegorocznego FIFA Best , który triumfował rok po roku.
Piłkarką Roku została Angielka Lucy Bronze z Manchesteru City, a Bramkarką Roku uznano jej byłą klubową koleżankę z Olympique Lyon – Francuzkę Sarah Bouhaddi. Z kolei statuetka dla Trenerki Roku powędrowała do selekcjonerki reprezentacji Holandii Sariny Wiegman.
Nagrodą fair play uhonorowany został Mattia Agnese. 17-letni Włoch udzielił pierwszej pomocy koledze, który stracił przytomność w trakcie meczu juniorów. Kibicem Roku uznano natomiast fana Sport Recife Marinaldo Francisco da Silvę, który przeszedł pieszo 60 km, by obejrzeć na żywo mecz swojej ukochanej drużyny.
I wreszcie nagrodę im. Ferenca Puskasa dla autora najpiękniejszej bramki głosami otrzymał Hueng-Min Son z Tottenhamu Hotspur za niesamowity rajd podczas meczu ligowego z Burnley FC.
Nagroda dla Lewandowskiego to wielki splendor dla polskiego futbolu, bo przed nim jedynie Kazimierz Deyna w 1974 i Zbigniew Boniek w 1982 roku zaistnieli w plebiscycie „Złotej Piłki”, zajmując jednak tylko trzecie lokaty. To również splendor dla Bayernu, polski napastnik jest czwartym w historii, a pierwszym od 1981 roku, graczem monachijskiego klubu, który został wybrany na najlepszego na świecie. Tym samym „Lewy” w galerii sław bawarskiego potentata stoi teraz w jednym rzędzie z jego największymi legendami: Gerdem Muellerem (dostał „Złotą Piłkę” w 1970 roku), Franzem Beckenbauerem (1972, 1974) i Karlem-Heinzem Rummeniggem (1980, 1981).
Lewandowski tak skomentował zwoje zwycięstwo: „Jestem dumny. To wielkie osiągnięcie i dla mnie i dla mojej drużyny. Zarówno dla Bayernu jak i reprezentacji Polski. Wciąż nie mogę w to uwierzyć, że się udało. Leo Messi i Cristiano Ronaldo od lat prezentują najwyższy poziom, a teraz ja tutaj dołączyłem. Ciężka praca przyniosła efekty. Dziękuję całemu sztabowi Bayernu i wszystkim moim kolegom z drużyny. Bez nich te sukcesy nie byłyby możliwe, ale ja już myślę o kolejnych. Taką mam mentalność, taką mentalność ma też cała nasza drużyna. Liczę, że kolejne zwycięstwa będziemy świętować już z kibicami”.

Najlepszego piłkarz roku nie mogło też zabraknąć w „Jedenastce Roku”. Oto jej skład: Alisson Becker (FC Liverpool) – Trent Alexander-Arnold (FC Liverpool), Virgil van Djik (FC Liverpool), Sergio Ramos (Real Madryt), Alphonso Davies (Bayern Monachium), Joshua Kimmich (Bayern Monachium), Kevin De Bruyne (Manchester City), Thiago Alcantara (Bayern Monachium), Lionel Messi (FC Barcelona), Cristiano Ronaldo (Juventus FC), Robert Lewandowski (Bayern Monachium).

Lewy czeka na FIFA the Best

FIFA ogłosiła nazwiska piłkarzy, którzy znaleźli się w finale plebiscytu FIFA The Best 2020. Najważniejsze w tym roku indywidualne wyróżnienie otrzyma Robert Lewandowski, Cristiano Ronaldo lub Lionel Messi. Ten wybór mocno rozzłościł brazylijskiego gwiazdora Paris Saint-Germain Neymara, który liczył na zajęcie miejsce w finałowej trójce.

Oprócz Lewandowskiego, Cristiano Ronaldo, Messiego i Neymara, wśród nominowanych do nagrody „FIFA The Best 2020” znaleźli się jeszcze Holender Virgil van Dijk, Hiszpan Thiago Alcantara, Belg Kevin De Bruyne, Senegalczyk Sadio Mane, Francuz Kylian Mbappe, Hiszpan Sergio Ramos i Egipcjanin Mohamed Salah. Zwycięzca plebiscytu zostanie ogłoszony w czwartek 17 grudnia. Swoją nieobecność w składzie finałowej trójki cierpko skomentował Neymar, zadając na swoim profilu w mediach społecznościowych FIFA pytanie: „Dlaczego?”. A potem wyraził pretensje już bardziej dosadnie sugerując, że może zostałby bardziej doceniony, gdyby zmienił dyscyplinę sportu.
Brazylijczyk awanturuje się nie bez powodu – Paris Saint-Germain to przecież finalista Ligi Mistrzów, a w tych rozgrywkach Juventus z Cristiano Ronaldo odpadł w 1/8 finału, a FC Barcelona Messiego w ćwierćfinale przegrała z Bayernem 2:8. Prezes PZPN Zbigniew Boniek, także w mediach społecznościowych, już de facto ogłosił zdobywcę tegorocznego plebiscytu FIFA The Best. „The winner is Robert Lewandowski. To chyba jasne…” – napisał na Twitterze. A skoro on tak się „wystawił”, to chyba musi coś wiedzieć. Głosowanie zakończono 9 grudnia. Jeśli Lewandowski wygra, będzie pierwszym polskim piłkarzem w historii wyróżnionym tytułem najlepszego piłkarza roku na świecie. Z fetowaniem sukcesu trzeba jednak poczekać do czwartku.
W miniony weekend „Lewy” znów jednak o sobie przypomniał, strzelając gola w ligowym meczu z Unionem Berlin. Dla niego był był to jubileuszowy dwusetny występ w barwach Bayernu, więc bardzo chciał go uświetnić golem. Dopiął celu w 67. minucie. Była to jego 175. bramka zdobyta w barwach bawarskiego klubu. Żadnemu z wielkich snajperów Bayernu nie udało się w 200 meczach strzelić tylu goli co „Lewemu” – nawet legendarny Gerd Mueller był pod tym względem od niego gorszy, bo zaliczył 154 trafienia. Gol wbity Unionowi w 11. kolejce był 13. trafieniem „Lewego” w obecnym sezonie Bundesligi.

Liga Mistrzów: Różne nastroje u gigantów futbolu

W obecnej edycji w porównaniu z poprzednią w 1/8 finału pojawiły się cztery nowe zespoły: Borussia M’gladbach, FC Porto, FC Sevilla i Lazio Rzym. Nie zmienił się natomiast trzon elity tworzony przez Bayern Monachium, Paris Saint-Germain, RB Lipsk, Barcelonę, Real Madryt, Borussię Dortmund, Manchester City, Atletico Madryt, Liverpool, Juventus, Chelsea Londyn i Atalantę Bergamo.

W tym roku do fazy pucharowej Ligi Mistrzów awansowały po cztery niemieckie i hiszpańskie zespoły, po trzy angielskie i włoskie oraz po jednym francuskim i portugalskim. W porównaniu z poprzednim sezonem swoje reprezentacje z trzech do czterech drużyn powiększyły niemiecka Bundesliga i hiszpańska Primera Division, natomiast stan posiadania z czterech do trzech zmniejszyła angielska Premier League. Włoska Serie A utrzymała trzy ekipy, natomiast francuska Lique 1 w poprzedniej edycji na tym poziomie rozgrywek miała dwie drużyny, teraz został jej tylko Paris Saint-Germain. Miejsce w elicie odzyskała natomiast Portugalia, nie mająca w poprzednim sezonie swojego zespołu w 1/8 finału.
Robert Lewandowski, który w poprzedniej edycji był królem strzelców, teraz z trzema golami zajmuje miejsce w peletonie. Na czele klasyfikacji snajperów z dorobkiem sześciu trafień znajdują się Erling Haaland (Borussia Dortmund), Alvaro Morata (Juventus), Neymar (Paris Saint-Germain) i Marcus Rashford (Manchester United), który już jednak nie powiększy swojego bramkowego konta, bo „Czerwone Diabły” po porażce z RB Lipsk w ostatniej kolejce odpadły z rozgrywek i wiosną będą grać z Lidze Europy, wraz z siedmioma innymi zespołami z trzecich miejsc – Dynamem Kijów, Club Brugge, FK Krasnodar, Ajaksem Amsterdam, RB Salzburg, Szachtarem Donieck i Olympiakosem Pireus.
A skoro już o Lewandowskim mowa, najlepszy napastnik Bayernu w ostatniej kolejce spotkań znowu nie zagrał z powodu jakiegoś drobnego ponoć urazu mięśniowego, ale broniąca tytułu monachijska drużyna mimo absencji swojego najskuteczniejszego strzelca w dwóch ostatnich meczach, i tak zakończyła zmagania z najlepszym bilansem bramkowym. Bawarczycy w pięciu wygranych i jednym zremisowanym meczu strzelili w sumie 18 goli, a stracili tylko pięć (13 goli na plusie). Druga pod względem liczby zdobytych bramek była inna z niemieckich drużyn, Borussia Moenchengladbach, która zanotowała 16 trafień, ale straciła aż dziewięć goli, więc na podium najskuteczniejszych drużyn znalazły się dwie angielskie – Manchester City (13:1) i Chelsea Londyn (14:2), a tuż za nimi uplasowała się FC Barcelona (16:5). Warto odnotować, że żadnej drużynie nie udało się zdobyć kompletu punktów, a oprócz Bayernu niepokonane w tej edycji były jeszcze tylko zespoły Manchesteru City i Chelsea Londyn.
W ostatniej serii gier sporo się działo, ale kilka wydarzeń zasługuje na podkreślenie. Przede wszystkim klęska Barcelony 0:3 z Juventusem, bo był to wyczekiwany od dawna także wielki pojedyneg dwóch najwięszych futbolowych gigantó ostatniej dekady. Pojedynek wygrał zdecydowanie Cristiano Ronaldo, który strzelił co prawda dwa gole z rzutów karnych, ale i tak kompletnie przyćmił snującego się po boisku Leo Messiego. Portugalski gwiazdor Juventusu powiększył swój bramkowy dorobek w klasyfikacji wszech czasów do 134 trafień i ma teraz nad Argentyńczykiem 16 goli przewagi.
Trzeci w tym zestawieniu na spółkę z Raulem jest Lewandowski – obaj mają po 71 bramek, ale goniący ich francuski napastnik Realu Madryt Karim Benzema po dwóch trafieniach w spotkaniu z Borussią M’gladbach ma obecnie na koncie 69 goli. A wspomniany Messi stracił w tej kolejce jeden ze swoich licznych snajperskich rekordów, bo wygranym przez Paris Saint-Germain 5:1 meczu z Istanbul Basaksehir zdobył dwie bramki i został najmłodszym strzelcem 20 goli w Lidze Mistrzów. Francuz w dniu meczu z Basaksehirem miał dokładnie 21 lat i 355 dni, natomiast dzierżący dotąd ten rekord Messi dwudziestą bramkę w Champions League zdobył mając 22 lata i 266 dni.
A skoro już o indywidualnych wyczynach mowa, wypada odnotować polski akcent, którego autorem był Łukasz Piszczek. Polski obrońca Borussii Dortmund strzelił gola w wygranym 2:1 spotkaniu z Zenitem Petersburg, a było to pierwsze trafienie tego kończącego już karierę 35-letniego piłkarza w Lidze Mistrzów.
Losowanie 1/8 finału odbędzie się w Nyonie w najbliższy poniedziałek (14 grudnia) w samo południe. Rozstawieni będą wszyscy zwycięzcy grup, do których zostaną dolosowane zespoły z drugich miejsc. W jednej parze nie mogą się jednak znaleźć zespoły z tego samego kraju ani z tej samej grupy. Bayern Monachium na pewno zatem nie trafi na inne zespoły z Niemiec – RB Lipsk czy obie Borussie, ale też na Atletico Madryt.
Pierwsze mecze 1/8 finału Ligi Mistrzów zostaną rozegrane w dniach 16-17 oraz 23-24 lutego, a rewanże 9-10 i 16-17 marca. W ćwierćfinałach nie będzie już żadnych ograniczeń w losowaniu.