Euro 2020/21: Twarda walka w grupie śmierci

Pewna swojej piłkarskiej wyższości reprezentacja Francji niespodziewanie tylko zremisowała 1:1 z Węgrami. Aktualni mistrzowie świata uważani są za faworytów mistrzostw Europy, ale w dwóch spotkaniach zdobyli cztery punkty i tylko dwa gole, a przed nimi jeszcze mecz z obrońcami tytułu Portugalczykami, podrażnionymi porażką z Niemcami 2:4.

W mistrzostwach Europy po dwóch kolejkach spotkań pewne awansu do 1/8 finału były już zespoły Włoch (grupa A), Belgii (grupa B) i Holandii (grupa C), które wygrały po dwa mecze. W trzech pozostałych grupach żadna z drużyn nie ma tak komfortowej sytuacji i ostateczne rozstrzygnięcia zapadną dopiero po ostatniej serii gier. Szczególnie interesująco zrobiło się w grupie F, w której znalazła się broniąca tytułu mistrza Europy reprezentacja Portugalii, aktualni mistrzowie świata Francuzi oraz ekipy Niemiec i skazywanych na rolę dostarczyciela punktów Węgrów.
Tymczasem Madziarzy, z którymi w marcu tego roku nasza narodowa drużyna zremisowała w Budapeszcie w eliminacjach MŚ 2022 3:3, nie powielili błędów z pierwszego meczu z Portugalczykami, z którymi do 84. minuty remisowali 0:0, lecz w końcówce stracili koncentrację i dali sobie wbić trzy gole. Dwa z nich strzelił największy gwiazdor portugalskiej drużyny Cristiano Ronaldo, którego zdaniem francuskich mediów w tegorocznych finałach mistrzostw Europy ma przygasić as ekipy trójkolorowych Kylian Mbappe. Występujący na co dzień w Paris Saint-Germain napastnik w pierwszym grupowym meczu, z Niemcami, nie trafił do bramki, ale Francja wygrała 1:0 po samobójczym golu obrońcy rywali Matsa Hummelsa. Francuscy kibice liczyli, że snajperskim kunsztem Mpappe wykaże się w starciu z drużyną Węgier.
Francuzi byli faworytem, ale to niesieni dopingiem publiczności Węgrzy pierwsi ruszyli do ataku. Węgrzy stracili do przerwy kapitana zespołu Adama Szalaia, który doznał kontuzji i musiał opuścić boisko. Wszedł za niego znany z występów w Legii Warszawa Nemanja Nikolić. Gdy sędzia już zaczął zerkać na zegarek żeby zakończyć pierwszą połowę gry, Attila Fiola dał Węgrom sensacyjne prowadzenie. Podrażnieni Francuzi ruszyli ruszyli do ataku zaraz po wznowieniu gry, ale w wykańczaniu akcji ofensywnych byli zadziwiająco nieudolni. A Węgrzy walczyli zaciekle w obronie i co jakiś czas wyprowadzali kontrataki. Trójkolorowi w końcu przełamali jednak ich szyki obronne – w 66. minucie Griezmann doprowadził do wyrównania.
Mistrzów świata na więcej tego dnia nie było już jednak stać i spotkanie zakończyło się podziałem punktów. To duży sukces węgierskiej drużyny, bo po raz pierwszy od 1976 roku nie przegrała meczu z reprezentacją Francji, a na dodatek dzięki zdobytemu punktowi pozostała w grze awans do 1/8 finału.
Co prawda są to szanse mocno iluzoryczne, bo w ostatniej serii gier Madziarów czeka potyczka z zespołem Niemiec, który w sobotę nas Allianz Arena w Monachium w znakomitym stylu wygrał 4:2 z broniącymi tytułu Portugalczykami. Niemcy od początku spotkania mieli wyraźną przewagę, lecz to Portugalczycy objęli prowadzenie. W 15. minucie po rzucie rożnym egzekwowanym przez Niemców piłkę przejął Bernardo Silva i ruszył na bramkę Manuela Neuera. W polu karnym dograł ją do Diogo Joty, a napastnik Liverpoolu podają do Cristiano Ronaldo, który sfinalizował akcję i strzelił trzeciego w tym turnieju gola, dzięki czemu dogonił prowadzącego w klasyfikacji strzelców z trzema trafieniami Czecha Patrika Schicka.
Niemieccy piłkarze nie stracili jednak rezonu i nadal dyktowali warunki na boisku. W 35. minucie ich napór wreszcie przyniósł efekt – Thomas Muller zagrał piłkę w pole karne do Gosensa, ten odegrał ją do Kaia Havertza, który posłał ją do siatki mimo rozpaczliwej próby przeszkodzenia temu przez obrońcę rywali Rubena Diasa. Po weryfikacji ostatecznie trafienie zaliczono Portugalczykowi jako samobójcze. Cztery minuty później Dias nie był już jedynym pechowce w swojej ekipie, bo drugiego samobójczego gola dla Niemców wbił Raphael Guerreiro. Portugalski zespół zapisał się w tym samym w historii mistrzostw Europy jako pierwsza drużyna, która w jednym meczu zaliczyła dwa „samobóje”.
Po przerwie niemiecki zespół strzelił dwa kolejne gole, tym razem bez pomocy rywali – na 3:1 podwyższył Havertz, a w 60. minucie Rui Patricio po raz czwarty musiał wyciągać piłkę z siatki po golu Gosensa. Portugalczycy zdołali jedynie zmniejszyć rozmiar porażki – siedem minut po czwartym trafieniu dla Niemców Diogo Jota z najbliższej odległości pokonał Manuela Neuera.
Niemiecki zespół w znakomitym stylu zmazał więc plamę po porażce z Francją i dał sygnał rywalom, że zamierza odegrać w turnieju znaczącą rolę. Ostatnia kolejka meczów w „grupie śmierci” zapowiada się fascynująco.

Cristiano Ronaldo dał pokaz mocy

Odkąd Cristiano Ronaldo latem 2018 roku odszedł z Realu Madryt do Juventusu Turyn, jego pozycja mega gwiazdy światowego futbolu z roku na rok słabła. Nie tylko we Włoszech pojawiły się sugestie, że może powinien już przejść na piłkarską emeryturę. Ośmieszył je swoim pierwszym występem w turnieju Euro 2020/21.

W meczu Portugalia – Węgry na Puskas Arenie w Budapeszcie, wygranym przez obrońców mistrzowskiego tytułu 3:0, Cristiano Ronaldo strzelił dwa gole i z dorobkiem 11 bramek został liderem klasyfikacji strzelców mistrzostw Europy. Wcześniej dzielił ten splendor z Michelem Platinim, który w Euro ‚84 zdobył snajperską koronę zaliczając dziewięć trafień. Portugalski piłkarz na swój dorobek zapracował aż w pięciu turniejach. Tak na marginesie w liczbie startów w w finałach mistrzostw Europy jest absolutnym rekordzistą, bo nikt inny tyle razy co on nie rywalizował w europejskim czempionacie. I jeszcze w każdym z turniejów trafiał do siatki, co samo w sobie jest jego wyjątkowym osiągnięciem (dwie bramki zdobył w Euro 2004, jedną w Euro 2008 i po trzy w Euro 2012 i Euro 2016). Nikt inny nie trafił do siatki w więcej niż trzech turniejach finałowych.
Zepchnął w cień Michela Platiniego
Cristiano Ronaldo debiutował w mistrzostwach Europy w 2004 roku, w imprezie zorganizowanej w jego ojczystym kraju. Miał wtedy ledwie 18 lat, ale gospodarzom czempionatu w finale show skradła niedoceniana drużyna Grecji, która w finale pokonała Portugalczyków 1:0. Potem Cristiano Ronaldo wystąpił jeszcze w mistrzostwach w 2008 roku (Austria i Szwajcaria) i 2012 (Polska i Ukraina), ale pierwszy mistrzowski tytuł dla Portugalii zdobył dopiero w 2016 roku na turnieju we Francji. W tegorocznej edycji europejskiego czempionatu, rozgrywanego wyjątkowo w 11 krajach, Portugalia broni więc wywalczonego pięć lat temu trofeum.
Wysoka wygrana z Węgrami nie czyni wprawdzie ekipy trenera Fernando Santosa faworytem imprezy, tym bardziej, że ma w grupie jeszcze za przeciwników zespoły Francji i Niemiec, ale też pewnie nikt nie odważy się teraz kwestionować jej szans. Również dlatego, że 36-letni Cristiano Ronaldo sprawia wrażenie, jakby chciał w tym turnieju przypomnieć światu jakie miejsce zajmuje w futbolowej hierarchii.
Po spotkaniu podkreślał jednak skromnie, że najważniejsze było zwycięstwo. „To był bardzo trudny mecz, bo przeciwnik bardzo dobrze się bronił. Ostatecznie strzeliliśmy jednak trzy bramki, a ja jestem bardzo wdzięczny całemu zespołowi, że pomógł mi zdobyć dwie z nich. Istotne jest, żeby w taki turniej wejść z dobrym wynikiem. Nam się to udało i teraz musimy tylko kontynuować to, co udało się nam tutaj wypracować. Każde zwycięstwo cieszy i daje nam pewność siebie. Koncentrujemy się teraz na kolejnym meczu grupowym, z Niemcami, w którym znowu spróbujemy wygrać” – stwierdził po meczu gwiazdor portugalskiej reprezentacji.
Najstarszy strzelec mistrzostw
Strzelając dwa gole węgierskiej drużynie powiększył swój bramkowy dorobek w drużynie narodowej do 105. trafień w 174 występach. Lepszy od niego pod tym względem jest już tylko Irańczyk Ali Daei, który w latach 1993-2006 w 149 meczach zdobył 109 goli. Z czynnych piłkarzy poza Ronaldo najskuteczniejsi w piłce reprezentacyjnej są jego wielki konkurent do sławy Leo Messi, który w barwach Argentyny rozegrał 145 meczów i strzelił 73 gole, a kolejną lokatę zajmuje reprezentant Indii Sunil Chhetri (72 gole w 112 meczach). Czwarty w zestawieniu jest Robert Lewandowski, który w reprezentacji Polski rozegrał dotąd 120 spotkań i strzelił 66 goli, a tuż za nim plasuje się Brazylijczyk Neymar (65 goli w 105 występach).
Kończąc wątek rekordowych dokonań Cristiano Ronaldo warto podkreślić, że strzelając dwa gole Węgrom został ona najstarszym piłkarzem w historii mistrzostw Europy, który tego dokonał. Wcześniej najstarszym strzelcem był reprezentant RFN Bernd Hoelzenbein, który w 1976 roku pokonał bramkarza Czechosłowacji mając na karku 30 lat i 103 dni.
Ponadto te dwa trafienia powiększyły łączny dorobek strzelecki kapitana reprezentacji Portugalii w mistrzostwach naszego do 42 goli, wliczając kwalifikacje, co czyni rekordzistą. Drugi w tej klasyfikacji wszech czasów jest Szwed Zlatan Ibrahimović z 25. trafieniami.
Krezus wśród sportowców
Cristiano Ronaldo jest jednym z najlepiej opłacanych sportowców na świecie. W ostatnim rankingu magazynu „Forbes” zajął trzecią lokatę, za mistrzem mieszanych sztuk walki Conorem McGregor, który zarobił 180 mln dolarów oraz gwiazdorem FC Barcelona Leo Messim z rocznym przychodem w wysokości 130 mln USD. Portugalskiemu asowi Juventusu „Forbes” przypisał zarobki w wysokości 120 mln USD. W czołowej dziesiątce sportowych krezusów znalazł się jeszcze tylko jeden piłkarz, występujący w Paris Saint-Germain Brazylijczyk Neymar, którego roczne dochody wyceniono na 95 mln USD. Poza nim w Top 10 zestawienia znaleźli się: gracz futbolu amerykańskiego Dak Prescott (107,5 mln USD), koszykarz LeBron James (96,5 mln USD), tenisista Roger Federer (90 mln USD), kierowca Formuły 1 Lewis Hamilton (82 mln USD), gracz futbolu amerykańskiego Tom Brady (76 mln USD) i koszykarz Kevin Durant (75 mln USD). Najlepiej zarabiający obecnie polski sportowiec i piłkarz, Robert Lewandowski, z przychodami szacowanymi na 34 mln USD zajął w rankingu „Forbesa” odległą, 48. pozycję.
Wracając do portugalskiego piłkarza. Prognozy, że po nieudanym sezonie w Juventusie jego pozycja osłabła i nikt nie będzie mu już chciał płacić takiej bajońskiej gaży, jaką ma w obecnie (30 mln euro rocznie na rękę), po tych mistrzostwach Europy mogą okazać się chybione. Używany przez niego skrót CR7, łączący inicjały boiskowego przydomka i numeru na koszulce, to już powszechnie rozpoznawalna na świecie marka biznesowa.
CR7 to medialna potęga
Warto też podkreślić, że Cristiano Ronaldo ma też ponad sto milionów fanów obserwujących regularnie jego profil w mediach społecznościowych. Ma on więc duże możliwości wpływania na opinię publiczną, czego dowiódł, być może nawet nie chcąco, podczas konferencji prasowej przed meczem z Węgrami, gdy ostentacyjnie odstawił na bok ustawiona przed nim na stole butelkę coca-coli i na jej miejsce postawił butelkę z woda mineralną. Ten jego gest dezaprobaty niemal natychmiast wywołał spadek notowań akcji koncernu Coca-Cola na giełdzie. Hiszpański dziennik „Marca” podał, że akcje Coca-Coli na rynku europejskim na otwarciu turnieju wyceniane były na 56,1 dolarów za jedną, a po konferencji ekipy Portugalii ich cena szybko spadła do 55,2 dolarów. Spadek cen akcji o 1,6 procent spowodował, że wartość firmy wyceniana na 242 mld dolarów obniżyła się o cztery miliardy dolarów.
Człowiek posiadający taki wpływ na zachowania milionów ludzi to marketingowy skarb i Cristiano Ronaldo na pewno nie będzie nigdzie kopał piłki za stawkę akceptowaną przez innych piłkarzy. Pod tym względem portugalski gwiazdor się nie zmienia, ponieważ niezmiennie uważa, iż jest najlepszy na świecie. Ciekawe czy przekonają się jeszcze o tym Francuzi i Niemcy.

Złoty But na nodze Lewego

W miniony weekend zakończyły się rozgrywki w pięciu najsilniejszych ligach europejskich, a co za tym idzie, zakończyła się także rywalizacja o „Złotego Buta” – nagrodę dla najlepszego strzelca lig europejskich. W tym sezonie zdobył ją po raz pierwszy w karierze Robert Lewandowski.

Najlepsi napastnicy walczą o „Złotego Buta” od sezonu 1967/1968. Początkowo coroczną nagrodę dla najlepszego strzelca wśród najwyższych europejskich lig zrzeszonych w UEFA była przyznawana przez francuski magazyn „L’Equipe”. W latach 1968-1991 wyróżnienie otrzymywał zdobywca największej liczby bramek spośród zawodników grających we wszystkich ligach europejskich. W tym okresie dwukrotnie nagrodę zdobywali: Portugalczyk Eusebio (za 42 gole w sezonie 1967/68 oraz za 40 goli w sezonie 1972/73, w obu przypadkach dla Benfiki Lizbona), Niemiec Gerd Müller (za 38 goli w sezonie 1969/70) i 40 goli w sezonie 1971/72, w obu przypadkach dla Bayernu Monachium), Rumun Dudu Georgescu (za 33 gole w sezonie 1974/75 i za 47 goli w sezonie 1976/77, w obu przypadkach dla Dinama Bukareszt) i Portugalczyk Fernando Gomes (za 36 goli w sezonie 1982/83 i za 39 goli w sezonie 1984/85, w obu przypadkach dla FC Porto).
W 1991 roku na skutek protestu Cypryjskiego Związku Piłki Nożnej, który twierdził, że w jego lidze jeden z graczy zdobył 40 goli, redakcja „L’Equipe” zdecydowała się zawiesić plebiscyt i do 1996 roku nagroda była przyznawana nieoficjalnie. W 1996 roku firma Adidas wraz z European Sports Media wznowiły przyznawanie nagrody dla najskuteczniejszego snajpera w ligach europejskich, ale przy zmienionych zasadach – „Złoty But” do dzisiaj przyznaje się w oparciu o system punktowy, który piłkarzom z silniejszych lig daje szansę na wygrywanie z konkurentami występującymi w słabszych ligach. Ranking powstaje w oparciu o liczbę goli strzelonych przez piłkarzy w lidze. Bramki są mnożone przez współczynnik trudności rozgrywek. Najwyższy – dwa – ma pięć czołowych lig. Obecnie: hiszpańska, angielska, niemiecka, francuska i włoska (współczynnik zależy od wyników klubów z każdej ligi w europejskich pucharach w ciągu ostatnich pięciu sezonów).
W nowej odsłonie „Złotego Buta” Francuz Thierry Henry był pierwszym graczem, który zdobył nagrodę w dwóch sezonach z rzędu (30 goli w sezonie 2003/04 i 25 goli w sezonie 2004/05, w obu przypadkach dla Arsenalu Londyn). Pojawili się też w tym okresie piłkarze, którzy zdobywali „Złotego Buta” jako gracze różnych zespołów: Brazylijczyk Mario Jardel (36 goli w sezonie 1998/99 dla FC Porto i 42 gole w sezonie 2091/02 dla Sportingu Lizbona), Urugwajczyk Diego Forlan (25 goli w sezonie 2004/05 dla Villarrealu, nagroda na spółkę z Thierry Henry’m, oraz 32 gole w sezonie 2008/09 dla Atletico Madryt), Portugalczyk Cristiano Ronaldo (31 goli w sezonie 2007/08 dla Manchesteru United oraz dla Realu Madryt – 40 goli w sezonie 2010/11, 31 goli w sezonie 2013/14 i 48 goli w sezonie 2014/15), Urugwajczyk Luis Suarez (31 goli w sezonie 2013/14 dla FC Liverpool i 40 goli w sezonie 2015/16 dla FC Barcelona).
Lionel Messi ustanowił rekord goli w sezonie, zaliczając w rozgrywkach 2011/12 50 trafień dla FC Barcelona. Do Messiego należy także rekord w liczbie zdobytych nagród „Złotego Buta” – ma ich w dorobku sześć.
W minionym sezonie rywalizację zdominował Robert Lewandowski. Polski napastnik Bayernu przewodził w klasyfikacji przez większość czasu i w końcówce rozgrywek miał tak wielką przewagę nad konkurentami, że tylko jakiś kataklizm mógł mu odebrać upragnioną nagrodę. „Lewy” był bliski zdobycia „Złotego Buta” już w sezonie 2019/20, ale na finiszu trofeum sprzątnął mu sprzed nosa Włoch Ciro Immobile, który strzelił dla Lazio Rzym 36 goli, o dwa więcej od Lewandowskiego i przy okazji ustanowił nowy rekord włoskiej ekstraklasy. Immobile do końca usiłował ścigać Cristiano Ronaldo, ale nie dał rady. W tym sezonie Portugalczyk zdobył 29 bramek i ta liczba wystarczyła mu jedynie do zdobycia tytułu króla strzelców Serie A. Immobile tym razem był daleko od czołówki i w klasyfikacji snajperów włoskiej ligi przegrał jeszcze z Belgiem Rumelu Lukaku (24 gole dla Interu Mediolan), Kolumbijczykiem Luisem Murielem (22 gole dla Atalanty Bergamo) i Serbem Dusanem Vlahovicem (21 goli dla Fiorentiny). W rozegranej w miniony weekend ostatniej kolejce Serie A Ronaldo z niejasnych powodów nie zagrał w rozstrzygającym o zajęciu przez Juventus miejsca gwarantującego start w nowej edycji Ligi Mistrzów meczu z Bologną (4:1), chociaż pojechał z drużyną do Bolonii. Całe spotkanie przesiedział na ławce rezerwowych. Co ciekawe, z występu w ostatniej kolejce zrezygnował też Leo Messi. FC Barcelona już wcześniej przegrała walkę o mistrzostwo Hiszpanii z Atletico Madryt, a nawet o drugą lokatę z Realem Madryt. Argentyński gwiazdor „Dumy Katalonii” nie miał o co walczyć, bo z 30 golami na koncie tytuł króla strzelców Primera Division miał już kieszeni. Drugi w klasyfikacji Francuz Karim Benzema (Real Madryt) zakończył sezon z 23. trafieniami, tyle samo miał w dorobku hiszpański napastnik Villarrealu Gerard Moreno, a niechciany w Barcelonie urugwajski napastnik Atletico Madryt Luis Suarez w ostatniej kolejce w meczu z Realem Valladolid (2:1) zdobył zwycięską bramkę, ale w sumie w całym sezonie zaliczył tylko 21 trafień.
W klasyfikacji „Złotego Buta” podium obsadzili więc Lewandowski (41 goli), Messi (30) i Cristiano Ronaldo (29), a czwartą lokatę zajął inny z portugalskich piłkarzy, grający w Eintrachcie Frankfurt Andre Silva, który w Bundeslidze zdobył 28 bramek i o jedno trafienie wyprzedził Norwega Erlinga Haalanda z Borussii Dortmund. Także 27 trafień uzbierał najskuteczniejszy strzelec francuskiej Lique 1 Francuz Kylian Mbappe, którego redakcja „France Football” na podstawie tylko sobie wiadomych kryteriów już uznała na najpoważniejszego kandydata do zdobycia w tym sezonie „Złotej Piłki”. Tak na marginesie, kolega Mbappe z zespołu Paris Saint-Germain, Brazylijczyk Neymar, zakończył ligowy sezon z dorobkiem ledwie dziewięciu trafień. Tyle samo goli strzelił dla Olympique Marsylia Arkadiusz Milik, chociaż we francuskiej ekstraklasie występował dopiero od 23 stycznia i zagrał tylko w 15 meczach. A przypomnijmy, że Neymar kosztował 222 mln euro i wciąż jest najdroższym piłkarzem w historii.

Awantura w Juventusie

Po porażce z Milanem (0:3) nastroje w ekipie Juventusu były fatalne, bo na trzy kolejki przed zakończeniem rozgrywek zespół spadł nas piąte miejsce. Jak zwykle wszystko skrupiło się na Cristiano Ronaldo.

Po zdobyciu dziewięciu tytułów mistrza Włoch z rzędu ekipa „Starej Damy” notuje fatalny sezon. W Lidze Mistrzów odpadła już w 1/8 finału z FC Porto, w Serie A musiała już uznać wyższość Interu Mediolan, a teraz jeszcze grozi jej utrata miejsca gwarantującego udział w nowej edycji Champions League, bo po porażce z AC Milan Juventus z dorobkiem 69 punktów spadł na piąte miejsce w tabeli i na trzy kolejki przed końcem zmagań ma stratę trzech punktów do wyprzedzających go zespołów AC Milan, Atalanty Bergamo i SSC Napoli. Dla turyńskiego potentata niezakwalifikowanie się do Ligi Mistrzów byłoby podwójną katastrofą – finansową i wizerunkową.
W tej trudnej sytuacji w ekipie „bianconerich” atmosfera jest fatalna i każdego dnia na światło dzienne wychodzą kolejne konflikty. Włoski dziennik „La Gazetta dello Sport” doniósł, że w miniony poniedziałek w szatni Juventusu wybuchła awantura gdy na treningu nie pojawił się najlepiej opłacany piłkarz w zespole, czyli Cristiano Ronaldo. Inni gracze „Starej Damy” do tej pory bez szemrania godzili się na nie tylko na kolosalną różnicę z zarobkach, ale też na liczne przywileje jakie wymusił. Jednym z nich jest ponoć osobne miejsce w szatni, odizolowane od reszty zawodników. W poniedziałek do furii doprowadziła ich jednak wieść, że Cristiano Ronaldo zamiast wraz z nimi szlifować formę przed kolejnym meczem, wybrał się na wycieczkę do fabryki Ferrari w Maranello.
We wtorek wyjaśniło się jednak, że portugalski gwiazdor był tam w celach promocyjnych, w towarzystwie prezydenta klubu Andrei Agnelliego, a w środę burz przycichła, bo Juventus wygrał na wyjeździe z Sassuolo 3:1, a Cristiano Ronaldo strzelił w tym spotkaniu gola – 28. w tym sezonie i setnego w barwach Juventusu.
W trzy lata takiego strzeleckiego dorobku nie wypracował żaden innych piłkarz grający w barwach „Starej Damy”.

Lewy już w Złotym Bucie

Robert Lewandowski jest o jedno trafienie od wyrównania legendarnego rekordu 40 goli w jednym sezonie należącego do Gerda Muellera, ale ma też już praktycznie w kieszeni bardziej prestiżowe wyróżnienie – „Złotego Buta”. Nikt już nie jest w stanie odebrać mu w tym sezonie nagrody dla najskuteczniejszego strzelca lig europejskich.

Dla przypomnienia – klasyfikacja „Złotego Buta” powstaje w oparciu o liczbę goli strzelonych przez piłkarzy w rozgrywkach krajowych. Bramki są mnożone przez współczynnik trudności rozgrywek, ustalany na podstawie aktualnego rankingu ligowego UEFA, konstruowanego na bazie wyników z ostatnich pięciu sezonów. Najwyższy współczynnik, „2”, przyznawany jest strzelcom goli w pięciu najwyżej sklasyfikowanych ligach. Obecnie są to angielska Premier League, hiszpańska Primera Division, niemiecka Bundesliga, włoska Serie A i francuska Ligue 1.
W ostatniej dekadzie rywalizację o „Złotego Buta” zdominowali Leo Messi i Cristiano Ronaldo. Argentyński gwiazdor FC Barcelona sięgnął po tę nagrodę sześciokrotnie: w sezonie 2009/2010 (34 gole), 2011/2012 (50 goli), 2012/2013 (46 goli), 2016/2017 (37 goli), 2017/2018 (34 gole) i 2018/2019 (36 goli), natomiast portugalski piłkarz zdobywał „Złotego Buta” trzykrotnie – w sezonach 2010/2011 (40 goli), 2013/2014 (31 goli, ale na spółkę z Urugwajczykiem Luisem Suarezem) oraz w sezonie 2014/2015 (48 goli). Hegemonię tych dwóch genialnych napastników przełamali w tym czasie tylko wspomniany Luis Suarez, który samodzielnie triumfował jeszcze w sezonie 2015/2016 (40 goli) oraz w poprzednim sezonie Włoch Ciro Immobile (36 goli), który dosłownie na finiszu wyprzedził Lewandowskiego (34 gole).
W obecnych rozgrywkach Lewandowski znów jednak rozgrywa fenomenalny pod względem skuteczności strzeleckiej sezon, w którym wedle statystycznych wyliczeń zdobywa w Bundeslidze bramki co 59 minut. Pewnie gdyby nie kontuzja odniesiona w meczu reprezentacji Polski, przez którą musiał pauzować w kwietniowych meczach Bundesligi, dzisiaj „Lewy” byłby już dawno nowym rekordzistą niemieckiej ekstraklasy w liczbie goli strzelonych w jednym sezonie, a jedyną niewiadomą byłaby liczba na której zatrzyma
się jego licznik.
Po hat-tricku uzyskanym w miniony weekend w meczu z Borussią M’gladbach „Lewy” ma w tej chwili na koncie 39 goli, co w klasyfikacji „Złotego Buta” daje mu 78 punktów. Żaden z jego najgroźniejszych konkurentów nie odpowiedział choćby jednym trafieniem, zatem polski snajper Bayernu Monachium powiększył nad nimi i tak już gigantyczna przewagę. Drugi w klasyfikacji Leo Messi w tym sezonie strzelił dla Barcelony w Primera Division 28 goli, co daje mu 56 punktów. Do zakończenia rozgrywek w hiszpańskiej ekstraklasie pozostały wprawdzie jeszcze trzy kolejki, ale to tylko jeden mecz więcej niż ma do rozegrania Bundesliga.
Tak więc argentyński gwiazdor „Dumy Katalonii”, chociaż obdarzony niebywałym piłkarskim geniuszem, nie ma szans na przegonienie kapitana reprezentacji Polski. Nawet dla niego 11 goli jest różnicą niemożliwą do zniwelowania w trzech meczach. Tym bardziej, że Lewandowski w tej chwili prezentuje zdecydowanie lepszą formę strzelecką od Argentyńczyka.
Na zdobycie tej prestiżowej nagrody szans nie ma też drugi obecnie w zestawieniu Cristiano Ronaldo. Portugalski as Juventusu Turyn jest trzeci z dorobkiem 27 trafień i 54 punktów, ale w miniony weekend znów zaliczył „pusty przebieg” w przegranym przez ekipę „Starej Damy” aż 0:3 spotkaniu z AC Milan. Zdaniem dziennika „La Gazetta dello Sport” to był najgorszy występ Cristiano Ronaldo w całej jego karierze. „Błąkał się po boisku, nie umiał znaleźć dla siebie miejsca. Rozczarowujący występ w tak ważnym dla Juventusu meczu. W pierwszej połowie nie dotknął nawet piłki w polu karnym. Od gracza takiej klasy trzeba wymagać, że w tak ważnym spotkaniu pokaże swoją najlepszą wersję. Tymczasem kompletnie zaginął na murawie” – napisano w relacji zamieszczonej na łamach największej sportowej gazety we Włoszech.
Nie lepsi od największych tuzów okazali się też pretendenci do na ich miejsce. Leczący drobny uraz Norweg Erling Haaland nie pojawił się nawet w kadrze meczowej Borussii Dortmund w wygranym 3:2 meczu z RB Lipsk, podobnie jak Francuz Kylian Mbappe w zremisowanym przez jego Paris Saint-Germain spotkaniu z Rennes. Swojego strzeleckiego dorobku nie poprawił też w potyczce z FC Mainz (1:1) portugalski snajper Eintrachtu Frankfurt Andre Silva. Ta trójka piłkarzy okupuje w klasyfikacji „Złotego Buta” czwartą lokatę z dorobkiem 25 goli i 50 punktów.
Bayern ma jeszcze do rozegrania wyjazdowy mecz z Freiburgiem i u siebie z Augsburgiem. Zważywszy na prezentowaną formę z pewnością nie da sobie w tym sezonie wydrzeć upragnionej nagrody i chyba możemy mu już gratulować jej zdobycia.

Złoty But 2020/2021: Peleton wciąż daleko za Lewym

Robert Lewandowski z powodu kontuzji opuścił już cztery mecze w Bundeslidze, wciąż jednak z dorobkiem 35 goli ma ogromną przewagę nad konkurentami w klasyfikacji „Złotego Buta”. Drugi w zestawieniu Cristiano Ronaldo ma na koncie 25 bramek. A jeszcze wszystko wskazuje, że „Lewy” wróci do gry już w najbliższą sobotę w meczu z FC Mainz.

Cristiano Ronaldo w miniony weekend nie zagrał w z Atalantą Bergamo, przegranym przez Juventus 0:1. Pod nieobecność dwóch najskuteczniejszych graczy swoje strzeleckie osiągnięcia poprawili konkurenci – Erling Haaland (Borussia Dortmund) i Kylian Mbappe (Paris Saint-Germain) zdobyli po dwie bramki i mają teraz tyle samo trafień (po 23), co trzeci w zestawieniu sześciokrotny zdobywca „Złotego Buta” Leo Messi. Argentyńczyk w miniony weekend pauzował w ligowych zmaganiach, bo Barcelona grała w finale Pucharu Króla z Athletic Bilbao (4:0). Pusty przebieg zaliczył natomiast w Bundeslidze napastnik Eintrachtu Frankfurt Andre Silva, także mający 23 ligowe trafienia na koncie.
Na czwarte miejsce w klasyfikacji „Złotego Buta” awansował lider strzelców Premier League Harry Kane z Tottenhamu, który w zremisowanym 2:2 ligowym meczu z Evertonem zdobył obie bramki i powiększył swój łączny dorobek do 21 goli. Tyle samo trafień na koncie ma też snajper Interu Mediolan Romelu Lukaku.
Za plecami Lewandowskiego utworzyła się zatem mocna grupa pościgowa, ale nawet tacy znakomici napastnicy raczej nie mają już szans na dogonienie polskiego snajpera, bo za mało meczów pozostało do rozegrania. „Lewy” ma więc szansę indywidualnymi nagrodami osłodzić sobie brak sukcesów z Bayernem– szóstą już „armatą” dla króla strzelców Bundesligi oraz pierwszą w karierze nagrodą „Złotego Buta” dla najlepszego strzelca lig europejskich.

Lewandowski wznowił treningi, ale Bayern bez niego odpadł z Ligi Mistrzów

Gdy zespół Bayernu wyruszał do Paryża na rewanżowy mecz Ligi Mistrzów z Paris Saint-Germain, w niemieckich mediach pojawiły się filmy i zdjęcia Roberta Lewandowskiego samotnie biegającego po boisku w ośrodku treningowym bawarskiego klubu. Polski napastnik nie mógł pomóc kolegom w obu meczach z Paris Saint-Germain (2:3 i 1:0). Bayern nie obroni więc trofeum kończąc udział w obecnej edycji Champions League już w ćwierćfinale.

Kapitan reprezentacji Polski nie jest jednak jeszcze gotowy do gry, a data jego powrotu wciąż pozostaje w sferze spekulacji. Lewandowski przeprowadził pierwszy trening biegowy na boisku dwa tygodnie po odniesieniu urazu, a to oznacza, że rehabilitacja uszkodzonego więzadła pobocznego prawego kolana przebiega pomyślnie. Już w poprzednim tygodniu „Lewy” zamieścił na swoim profilu w mediach społecznościowych zdjęcie jak ćwiczy w swojej prywatnej siłowni, co rozbudziło nadzieje kibiców Bayernu, że może zdoła zagrać w rewanżowym meczu z Paris Saint-Germain. Okazały się jednak płonne, bo Lewandowski jak wiadomo do Paryża nawet nie pojechał.

Po powrocie ze zgrupowania reprezentacji Polski leczący uraz polski piłkarz nie zagrał w meczu na szczycie Bundesligi z RB Lipsk, wygranym przez Bayern 1:0, ale potem bawarska jedenastka przegrała u siebie pierwsze spotkanie ćwierćfinałowe Ligi Mistrzów z Paris Saint-Germain 2:3, a potem zremisowała ligowy mecz z Bundeslidze z Unionem Berlin (1:1). Te wyniki pokazały, jak ważną postacią dla zespołu jest jego najskuteczniejszy strzelec.
Pierwsze prognozy niemieckich lekarzy nie były optymistyczne i wedle nich „Lewy” będzie w pełni zdrowy i zdolny do gry z pełnym obciążeniem dopiero na przełomie kwietnia i maja. „Zbyt wczesny powrót może przynieść katastrofalne skutki dla jego dalszej kariery. Bo nie można grać na najwyższym poziomie z niestabilnym kolanem. Jeśli wróci za wcześnie, ryzykuje pogłębienie kontuzji mogące wyeliminować go z wielkiego futbolu na wiele miesięcy, ale również doprowadzić do tego, że problem będzie powracał” – ostrzegał były fizjoterapeuta Bayernu Oliver Schmidtlein. Podobnego zdania są też specjaliści zajmujący się obecnie leczeniem polskiego napastnika.
Wedle spekulacji niemieckich mediów kluczowe dla wyznaczenia terminu powrotu Lewandowskiego do gry miało być to, czy Bayern zdoła w Paryżu odrobić straty i wywalczy awans do półfinału Champions League. Pierwsze spotkania tej fazy rozgrywek są zaplanowane na 27 i 28 kwietnia, zatem polski snajper niemal na sto procent pojawiłby się wtedy w składzie bawarskiej drużyny. Teraz już takiej presji nie ma, bo w rozegranym w miniony wtorek w Paryżu rewanżowym meczu z Paris Saint-Germain obrońcy trofeum wprawdzie wygrali 1:0, ale to było za mało żeby awansować do kolejnej rundy. Bayern ma zatem już europejskie puchary z głowy, co zapewne przestawi w tym klubie hierarchię celów na wywalczenie kolejnego mistrzostwa Niemiec. Można się więc spodziewać, że Lewandowski wbrew spekulacjom niemieckich mediów nie wróci na boisko dopiero 8 maja w meczu 32. kolejki z Borussią Moenchengladbach, lecz znacznie wcześniej. Będzie miał zatem dość okazji żeby przyklepać szósty w karierze tytuł króla strzelców Bundesligi, a może nawet pobić legendarny rekord 40 goli w sezonie ustanowiony prawie pół wieku temu przez Gerda Muellera.

Nie jest to zadanie niewykonalne, bo Bayern ma jeszcze do rozegrania sześć meczów – z VfL Wolfsburg, Bayerem Leverkusen, FC Mainz, wspomnianą już Borussią M’gladbach oraz na koniec z dwoma ulubionymi zespołami „Lewego” – w 33. kolejce z Freiburgiem, któremu „Lewy” wbił 18 goli w 17 meczach, w tym 5 w ostatnich czterech, a w ostatnim meczu sezonu z Augsburgiem, przeciwko któremu nasz najlepszy piłkarz w 16 występach zdobył 20 bramek.
Tak czy owak jesteśmy jednak świadkami najdłuższej przerwy w grze w profesjonalnej karierze Lewandowskiego. Ale nawet gdyby w tym sezonie już nie powiększył swojego bramkowego dorobku i został z 35. trafieniami na koncie, to jego konkurenci mogą nie dać rady go dogonić – drugi w klasyfikacji snajperów Bundesligi Portugalczyk Andre Silva z Eintrachtu Frankfurt ma 12 goli mniej, a trzeci w zestawieniu Norweg Eling Haaland z Borussii Dortmund nawet 14.
Ta dwójka piłkarzy to także groźni rywale „Lewego” w wyścigu po „Złotego Buta” – nagrody dla najskuteczniejszego strzelca lig europejskich. W tej rywalizacji Polak ma jednak znacznie groźniejszych rywali w osobach trzykrotnego zdobywcy „Złotego Buta” Cristiano Ronaldo, który w tym sezonie jest obecnie na drugim miejscu w klasyfikacji z dorobkiem 25 bramek, a włoska Serie A ma jeszcze do rozegrania osiem kolejek spotkań. Tuż za nim z 23. trafieniami plasuje się jego wielki konkurent do sławy, gwiazdor Barcelony Leo Messi, który jest sześciokrotnym zdobywcą „Złotego Buta”. Trzecią lokatę Messi dzieli z wspomnianym wcześniej wiceliderem strzelców Bundesligi Andre Silvą, a za nimi na czwartym miejscu z 21. golami są Erling Haaland, Kylian Mbappe z PSG i Romelu Lukaku z Interu Mediolan.

CR7 chce do Realu

Hiszpańskie media donoszą, że Cristiano Ronaldo jest skłonny odejść z Juventusu, ale tylko do Realu Madryt. Portugalski piłkarz wg. dziennika „Marca” uważa, że nadal mógłby wiele wnieść do gry „Królewskich”.

Hiszpańska gazeta przekonuje, że słynny CR7, który już stał się legendą madryckiego klubu, jest gotowy do powrotu na Santiago Bernabeu. „Cristiano Ronaldo zrozumiał, że jego przygoda we Włoszech dobiegła końca” – pisze „Marca”. Władze Juventusu nie są wobec niego konsekwentne, bo dają sygnały, że są gotowe go oddać za 29 mln euro już po tym sezonie, ale w oficjalnych wypowiedziach zapewniają, że nadal chcą mieć portugalskiego gwiazdora w swoim zespole. Problemem jest jednak jego wysoka gaża – Cristiano Ronaldo zarabia rocznie 31 mln euro i jest pod tym względem absolutnym rekordzistą w Serie A.
Dziennik „Marca” przekonuje, że szefowie „Starej Damy”, którzy po tym sezonie planują wielką przebudowę zespołu, nie będą stawiać przeszkód, jeśli Portugalczyk zechce odejść już tego lata. Oczekują za transfer 36-letniego gwiazdora tylko niespełna 30 mln euro, chociaż sami zapłacili za niego trzy lata temu 105 mln euro.

Złoty But: Lewy znów powiększył przewagę

Miniony weekend był udany dla graczy z czołówki klasyfikacji „Złotego Buta”. Swojego bramkowego dorobku nie poprawił jedynie Cristiano Ronaldo, który zaliczył „pusty przebieg” w przegranym sensacyjnie przez Juventus 0:1 meczu 28. kolejki Serie A z Benevento. Dzięki temu Portugalczyka dogonił Leo Messi, który zdobył dwie bramki w wygranym przez Barcelonę 6:1 spotkaniu z Realem Sociedad.

Dla przypomnienia – ranking „Złotego Buta” powstaje w oparciu o liczbę goli strzelonych przez piłkarzy w lidze. Bramki są mnożone przez współczynnik trudności rozgrywek. Najwyższy współczynnik, „2”, ma pięć najwyżej sklasyfikowanych w rankingu UEFA lig europejskich. Obecnie „wielką piątkę” tworzą ligi hiszpańska, angielska, niemiecka, francuska i włoska. W tym sezonie liderem w wyścigu po nagrodę dla najlepszego strzelca lig europejskich jest Robert Lewandowski. W miniony weekend napastnik Bayernu znów zdołował swoich najgroźniejszych konkurentów w wyścigu po „Złotego Buta”. W meczu z VfB Stuttgart „Lewy” zaliczył hat-tricka i powiększył swój bramkowy dorobek w tym sezonie do 35 trafień i 70 punktów w klasyfikacji „ZB”.
Wicelider klasyfikacji Cristiano Ronaldo nie powiększył swojego bramkowego dorobku i musiał zrobić obok miejsce dla Messiego. Warto wspomnieć, że w ostatniej dekadzie Argentyńczyk i Portugalczyk zdominowali rywalizację o „Złotego Buta” – Messi w latach 2010-2020 zdobywał tę nagrodę sześciokrotnie, a Cristiano Ronaldo trzykrotnie. W obecnym sezonie raczej nie mają już szans na dogonienie Lewandowskiego, który ma nad nimi przewagę 12 goli i 24 punktów. Obaj mają co prawda po dwa mecze więcej do rozegrania od Polaka, ale on musiałby już nic nie strzelić do końca rozgrywek.
Za plecami Messiego i Ronaldo plasują się dwaj najgroźniejsi rywale „Lewego” w Bundeslidze – Norweg Ering Haaland z Borussii Dortmund i Portugalczyk Andre Silva z Eintrachtu Frankfurt. Oni także w miniony weekend powiększyli swój dorobek o dwa trafienia i mają teraz po 21 bramek i 42 punkty na koncie. Szósty w zestawieniu jest Francuz Kylian Mbappe, który również zaliczył „dwupak” dla PSG w spotkaniu z Olympique Lyon (4:2) i ma teraz w dorobku 20 goli i 40 punktów. Za nim z 19 trafieniami i 38 punktami są urugwajski snajper Atletico Madryt Luis Suarez oraz Belg z Interu Mediolan Romelu Lukaku.

Giganci futbolu dali odpór młodzieży

Robert Lewandowski z dorobkiem 32 goli i 64 punktów zdecydowanie prowadzi w klasyfikacji „Złotego Buta”, ale za plecami ma nie Erlinga Haalanda czy Kyliana Mbappe, lecz Cristiano Ronaldo i Leo Messiego. W miniony weekend ci wielcy piłkarze dobitnie przypomnieli światu, że wciąż są gigantami tego sportu – Portugalczyk strzelił trzy gole, a Argentyńczyk dwa.

Cristiano Ronaldo odpowiedział hat-trickiem na falę krytyki, jaka na niego spadła po odpadnięciu Juventusu z Ligi Mistrzów. Po trzech golach strzelonych w wygranym przez ekipę „Starej Damy” 3:1 ligowym spotkaniu z Cagliari portugalski piłkarz ma już na koncie 770 bramek zdobytych w oficjalnych występach, co jest rekordowym osiągnięciem w skali światowej. Już w styczniu tego roku, gdy Cristiano Ronaldo strzelił 758 gola w swojej karierze, media odtrąbiły pobicie przez niego strzeleckiego rekordu ustanowionego przez „króla futbolu” Pelego (757 bramek).
Natychmiast pojawiły się jednak kontrowersje, bo wedle niektórych statystyk Brazylijczyk miał więcej trafień na koncie w oficjalnych meczach. Po niedzielnym hat-tricku głos w tej kwestii zabrał sam Cristiano Ronaldo, publikując na Instagramie post takiej oto treści: „Mój odwieczny i bezwarunkowy podziw dla pana Edsona Arantesa do Nascimento spowodował, że dla mnie jego rekordowym wynikiem było 767 bramek. Wziąłem pod uwagę jego 9 goli dla drużyny z Sao Paulo oraz jedną bramkę dla Brazylijskiej Drużyny Wojskowej. Świat i piłka od tego czasu bardzo się zmieniły, ale to nie oznacza, że możemy wymazać historię. Kiedy w niedzielę osiągnąłem 770 bramek, swoje pierwsze słowa chcę skierować właśnie do Pele. Nie ma na świecie gracza, który nie wychowałby się, słuchając opowieści o jego niesamowitych dokonaniach. Ja nie jestem wyjątkiem. Pokonanie rekordu Pele to coś, o czym nie marzyłem nawet jako dziecko. Nie osiągnąłbym tego bez mojej rodziny, przyjaciół, fanów i kolegów z drużyny. Dziękuję” – napisał portugalski gwiazdor. Pele nie pozostał mu dłużny i także na Instagramie napisał: „Cristiano, każdy z nas odbywa w życiu samotną podróż. Ty też, ale twoja podróż jest piękna. Bardzo Cię podziwiam i uwielbiam patrzeć jak grasz. Szczerze gratuluję Ci pobicia mojego rekordu. I bardzo żałuję, że nie mogę cię teraz uściskać”.
Dzięki hat-trickowi w spotkani z Cagliari Cristiano Ronaldo powiększył swój strzelecki dorobek w tym sezonie w Serie A do 23 trafień i umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji strzelców włoskiej ekstraklasy. Drugi w zestawieniu Belg Rumelu Lukaku z Interu Mediolan ma o cztery bramki mniej. Wyczyn portugalskiego gwiazdora musiał zrobić piorunujące wrażenie na szefach turyńskiego klubu, bo w poniedziałek w oficjalnych wypowiedziach dementowali medialne pogłoski, że mieli zamiar pozbycia się go za 29 milionów euro już po tym sezonie.
Temat transferu Cristiano Ronaldo nie przestał być jednak aktualny, ale im więcej Portugalczyk strzeli goli w lidze, tym włodarzom Juventusu trudniej będzie podjąć taką decyzję. Dlatego Lewandowski nie może być jeszcze pewny zdobycia pierwszego w karierze „Złotego Buta”, bo zmotywowany CR7 z pewnością nie odpuści w tej rywalizacji. Tym bardziej, że za jego plecami pojawił się odwieczny konkurent do sławy – Leo Messi. Argentyńczyk w poniedziałek w kończącym 27. kolejkę Primera Division meczu z SD Huesca (4:1) po raz 767 wystąpił w barwach FC Barcelona (licząc wszystkie rozgrywki) i tym samym wyrównał klubowy rekord należący do Xaviego Hernandeza. Wydarzenie to Argentyńczyk uświetnił dwoma golami i asystą, powiększając swój strzelecki dorobek do 21 trafień. To trzynasty z rzędu sezon w jego karierze, w którym przekroczył granicę 20 bramek, czego przed nim nie dokonał żaden piłkarz. Messi jest liderem klasyfikacji strzelców Primera Division. Drugi w zestawieniu Urugwajczyk Luis Suarez z Atletico Madryt traci do niego trzy bramki, a trzeci Francuz Karim Benzema z Realu Madryt aż sześć. Warto podkreślić, że cała trójka najlepszych snajperów w hiszpańskiej ekstraklasie to gracze już po „30” (Messi ma 33 lat, Suarez 34, a Benzema 33), podobnie jak Cristiano Ronaldo (36), a także znajdujący się na czele klasyfikacji „Złotego Buta” Lewandowski (32).
To trochę przeczy tezie postawionej niedawno przez francuski dziennik „L’Equipe” sugerującej nastanie ery dominacji młodego pokolenia graczy z 20-letnim Norwegiem Erlingiem Haalandem i 22-letnim Francuzem Kylianem Mbappe na czele. W miniony weekend obaj nie powiększyli swojego bramkowego dorobku i Halland z 19., trafieniami jest czwarty, a Mbappe z 18. dopiero siódmy. Może kiedyś rzeczywiście ci gracze zdominują futbol na naszym kontynencie, ale raczej na pewno jeszcze nie w tym sezonie.
W obecnych rozgrywkach o tytuł najlepszego strzelca w ligach europejskich Lewandowski bić się będzie z Cristiano Ronaldo i Messim. Szanse na zwycięstwo ma duże, bo prowadzi z dużą przewagą nad konkurentami, a wszyscy mają mniej więcej tyle samo meczów do rozegrania w swoich ligach – Bundesliga, Primera Division, Premier League i Ligue 1 mają jeszcze po dziewięć kolejek, zaś Serie A jedenaście.