Lewandowski doskakuje już do Messiego

Robert Lewandowski w wygranym przez Bayern Monachium 4:0 sobotnim meczu 9. kolejki Bundesligi z Hoffenheim zdobył jedną z bramek. Było to jego 10. ligowe trafienie w tym sezonie, ale zarazem 54. w tym roku we wszystkich rozgrywkach. Tym samym „Lewy” wyrównał swój życiowy rekord goli strzelonych w jednym roku.

I na pewno go jeszcze poprawi, bo do świąt będzie miał jeszcze do rozegrania w barwach Bayernu i reprezentacji Polski 14 spotkań. Tegoroczne strzeleckie osiągnięcia Lewandowskiego robią wrażenie. W 46 meczach zdobył 54 bramki, co oznacza, że pokonywał bramkarzy zespołów przeciwnych średnio co 70 minut, przy średniej bramkowej 1,18 gola na występ. W sobotnim spotkaniu 9. kolejki z Hoffenheim 33-letni polski napastnik wyrównał swój życiowy rekord, ustanowiony w 2019 roku – zdobył wtedy 54 bramki i zdetronizował Leo Messiego zostając najskuteczniejszym piłkarzem na świecie w jednym roku. Swój strzelecki „urobek” wypracował wówczas w 58 meczach. W XXI wieku więcej goli od „Lewego” w jednym roku kalendarzowym strzeliło tylko trzech piłkarzy – wspomniany Messi (91 w 2012 oraz 59 w 2018 roku), Cristiano Ronaldo (69 w 2013, 61 w 2014 i 60 w 2011) oraz Harry Kane (56 w 2017). Jeśli nic złego mu się nie przytrafi, to Lewandowski w tym roku wygra ten wyścig snajperów po raz trzeci z rzędu, czym wyrówna osiągnięcie Cristiano Ronaldo, a wszystko wskazuje, że przekroczy też co najmniej barierę 60 goli, czyli wskoczy na półkę zajmowaną dotąd tylko przez Portugalczyka i Argentyńczyka. A przecież nie jest powiedziane, że nie przeskoczy granicy 70 trafień w roku, co dotąd udało się to tylko Messiemu. Nawet Cristiano Ronaldo nie zdołał złamać tej bariery. A jeszcze „Lewemu” sprzyja kalendarz. Pięciu z ośmiu pozostałych do końca rundy ligowych rywali Bayernu to jego ulubieni przeciwnicy, którym strzelił najwięcej goli – Borussia Dortmund (24), VfL Wolfsburg (24), FC Augsburg (21), FC Mainz (19) i Freiburg (19). Ponadto w eliminacjach MŚ 2022 Polak zagra przeciwko Andorze i Węgrom, na których też ma patent.
Warto podkreślić fakt, że odkąd Lewandowski występuje w Bayernie, klubie z tej samej półki co FC Barcelona, Real Madryt czy Juventus Turyn, to nie tylko dotrzymuje kroku Argentyńczykowi i Portugalczykowi, lecz nawet spycha ich w cień. Licząc od 2015 roku, czyli pierwszego pełnego rozegranego w barwach Bayernu, „Lewy” zdobył 349 bramek, czyli… więcej niż Messi i Ronaldo w tym samy okresie. Dorobek pierwszego z nich to 333 gole, a drugiego 336.
Lewandowski mknie po trzeci z rzędu tytuł najskuteczniejszego piłkarza świata. Przed nim tylko Ronaldo tak zdominował tę klasyfikację (2013-15). Z 53 golami Polak nie ma sobie równych. Drugiego Erlinga Haalanda wyprzedza o 10 bramek, a trzeciego Messiego aż o 13. A Karim Benzema, który według Francuzów bardziej zasługuje na „Złotą Piłkę”, od stycznia tego roku strzelił dla Realu i reprezentacji Francji łącznie 35 goli, czyli aż 18 mniej od „Lewego”.
Interesujące jest też to, że Lewandowski osiągnął życiową dyspozycję po trzydziestce.
W sobotnim meczu z Hoffenheim Lewandowski zdobył 10. bramkę w tym sezonie Bundesligi i znów jest samodzielnym liderem klasyfikacji strzelców Bundesligi. Jego najgroźniejszy konkurent, Norweg Erling Haaland, w tej kolejce na boisku się nie pojawił, bowiem w meczu Ligi Mistrzów nabawił się kontuzji biodra i czeka go kilka tygodni przerwy. Na razie więc nie powiększy swojego bramkowego konta, którego licznik zatrzymał się na cyfrze 9.
Tak na marginesie – to już kolejna kontuzja tego 21-letniego napastnika w ostatnich 12 miesiącach. Najczęściej doznaje urazów mięśniowych, ale ta podatność powinna dać do myślenia jego przyszłym pracodawcom, bo Norweg oczekuje zarobków na poziomie 50 mln euro rocznie.
Lewandowski swojego dziesiątego gola zdobył po asyście Thomasa Muellera. Dla reprezentanta Niemiec była to szósta asysta w tym sezonie, ale w tym roku już 21. w niemieckiej ekstraklasie, co czynie Muellera w tym piłkarskim elemencie rekordzistą wszech czasów
I tak już zupełnie na marginesie – w sobotę Lewandowski rozegrał 359. mecz w Bundeslidze, dzięki czemu stał się drugim obcokrajowcem w tej lidze z największą liczbą występów. Więcej od niego meczów rozegrał jedynie Peruwiańczyk Claudio Pizarro, który w barwach m.in. Bayernu i Werderu Brema zaliczył aż 490 spotkań. Jeśli jednak Lewandowski pogra w Bundeslidze tak samo długo jak on, czyli do „40”, to pewnie nawet i ten rekord mu odbierze.

CR7 znów strzela na Old Trafford

W minioną sobotę po 12 latach przerwy Cristiano Ronaldo ponownie wystąpił na stadionie Old Trafford w barwach Manchesteru United. 36-letni portugalski gwiazdor tego lata przeszedł do ekipy „Czerwonych Diabłów” z Juventusu Turyn za 23 mln euro.

I już w pierwszym meczu po powrocie do Manchesteru United pokazał, że nie przybył na Old Trafford żeby doczekać tu piłkarskiej emerytury, tylko realnie wesprzeć zespół w walce o najważniejsze trofea w klubowym futbolu. W spotkaniu 4. kolejki Premier League „Czerwone Diabły” podejmowały ekipę Newcaste United. Trener zespołu gospodarzy, Norweg Ole Gunnar Solskjaer, wystawił Cristiano Ronaldo od pierwszej minuty i trzymał na boisku do ostatniego gwizdka sędziego. Portugalczyk nie zawiódł dawnego kumpla z boiska, z którym cztery lata (2003-2007) straszył rywali w ataku Manchesteru United.
Norweg skończył karierę na Old Trafford latem 2007 roku, strzelając siedem bramek w Premier League i odchodził z klubu w glorii mistrza Anglii. Wtedy gwiazda Cristiano Ronaldo świeciła już pełnym blaskiem. Już bez Solskjaera, ale z Portugalczykiem w roli głównej, drużyna zagrała w dwóch kolejnych finałach Ligi Mistrzów. Pierwszy wygrała w Moskwie z Chelsea po serii rzutów karnych, drugi finał, rozegrany w Rzymie, był zarazem ostatnim występem słynnego już wtedy na cały świat Cristiano Ronaldo w barwach United. Porażkę 0:2 z Barceloną, w której błyszczał już piłkarski talent Leo Messiego, ponoć do dzisiaj traktuje jako największe rozczarowanie w karierze. A potem już w lidze hiszpańskiej przez ponad dekadę ci dwaj wielcy piłkarze toczyli zacięta rywalizację o prymat na świecie, dzieląc między siebie „Złote Piłki”, tytuły najlepszych piłkarzy sezonu i inne prestiżowe indywidualne wyróżnienia. W 2018 roku Cristiano Ronaldo opuścił jednak Real Madryt i za 105 mln euro przeszedł do Juventusu Turyn. Trzy sezony spędzone w tym klubie nie spełniły jednak oczekiwań portugalskiego gwiazdora, chociaż w ich trakcie zdobył 101 bramek, a w poprzednim sezonie w wieku 36 lat sięgnął jeszcze po koronę króla strzelców Serie A. Na wygranie Ligi Mistrzów włoski zespół okazał się jednak za słaby, a jeszcze na domiar złego przestał wygrywać także rywalizację we włoskiej ekstraklasie. Dla piłkarskiej marki CR7 dalsze granie w takim klubie rodziło ryzyko strat na wizerunku, toteż Portugalczyk postanowił tego lata zmienić pracodawcę. Ponieważ jednak marzy o szóstym w karierze triumfie w Champions League, bo chce wyrównać rekord należący do piłkarza Realu Madryt Paco Gento, który w barwach „Królewskich” sześciokrotnie zdobywał Puchar Europy Mistrzów Klubowych (poprzednik Ligi Mistrzów). Najpierw wybrał ofertę Manchesteru City, lecz po rozmowie z trenerem tego zespołu Pepem Guardiolą stracił ochotę na dołączenie do ekipy „The Citizens”. Wtedy do akcji wkroczyli przedstawiciele lokalnego rywala, United, i w kilkanaście godzin dopięli transfer, płacąc Juventusowi ledwie 23 mln euro. Powrót CR7 na Old Trafford to sygnał, że United znów chcą walczyć o mistrzostwo Anglii i triumf w Lidze Mistrzów. Oprócz portugalskiego gwiazdora tego lata na Old Trafford wylądowało dwóch znacznie kosztowniejszych graczy: 21-letni Jadon Sancho za 85 mln euro i 28-letni stoper Raphael Varane za 40 mln euro. Ale faktem jest, że chociaż w szatni United tłoczno od aktualnych angielskich wicemistrzów Europy czy francuskich mistrzów świata, to laureatem „Złotej Piłki”, i to pięciokrotnym, jest w tym towarzystwie tylko Cristiano Ronaldo.
W sporcie, a w futbolu zwłaszcza, nawet najwięksi gwiazdorzy są tyle warcie, ile ich ostatni mecz. CR7 pierwszego gola, dającego prowadzenie, strzelił w końcówce pierwszej połowy, zaś drugim trafieniem w 62. minucie odzyskał prowadzenie w spotkaniu (sześć minut wcześniej rywale wyrównali na 1:1). Dwa kolejne gole dołożyli Bruno Fernandes i Jesse Lingard i „Czerwone Diabły” zwyciężyły 4:1, utrzymując z dorobkiem 10 punktów pozycję lidera angielskiej ekstraklasy. Za ich plecami także z 10 pkt na koncie plasuje się Chelsea Londyn, a trzecią lokatę zajmuje obrońca mistrzowskiego tytułu w Premier League Manchester City.

Koniec piłkarskich transferów tego lata

Dawno nie było w europejskim futbolu tak ekscytującego letniego okienka transferowego. Ale też nigdy wcześniej nie zdarzyło się, aby w tym samym czasie zmienili barwy klubowe dwaj najwięksi piłkarze jednej futbolowej epoki, jak miało to miejsce tego lata w przypadku Lionela Messiego i Cristiano Ronaldo.

Takie okno transferowe nie powtórzy się jednak nigdy. W tym barwy klubowe zmienili: Leo Messi, Cristiano Ronaldo, Sergio Ramos, Romelu Lulaku, Jadon Sancho, Sergio Aguero, Memphis Depay, David Alaba, Georgino Wijnaldum, Tammy Abraham, Dayot Upamecano, Raphael Varane, Achraf Hakimi, Jack Grealish, Antoine Griezmann czy młodziutki Eduardo Camavinga. W poprzednich latach też dochodziło do głośnych czy rekordowych pod względem finansowym piłkarskich transferów. Najbardziej spektakularne z nich było bez wątpienia przejście Brazylijczyka Neymara z Barcelony do Paris Saint-Germain za do dzisiaj niepobitą rekordową kwotę 222 mln euro. Ponieważ jednak pandemia koronawirusa moco spustoszyła finansowe zasoby klubów, tego lata raczej nie spodziewano się rekordowych transakcji. I tak też faktycznie było, bo najdroższy transfer, Jacka Gralisha z Aston Villi do Manchesteru City, kosztował „tylko” 117 mln euro. Ale zdecydowanie większy rozgłos zyskały transfery futbolowych gigantów – Leo Messiego z Barcelony do Paris Saint-Germain i Cristiano Ronaldo z Juventusu Turyn do Manchesteru United.
„Nawet największe kluby musiały szukać oszczędności w tej trudnej sytuacji, w jakiej znalazł się światowy futbol. Real Madryt na przykład w dwa sezony stracił 400 mln euro” – narzekał jeszcze kilka miesięcy temu prezydent „Królewskich” Florentino Perez. Ale jakoś ta finansowa mizeria nie przeszkodziła mu w letnim oknie transferowym zabiegać o pozyskanie Kyliana Mbappe, za którego oferował paryskiemu klubowi aż 200 mln euro, chociaż 22-letniemu francuskiemu napastnikowi za rok wygasa umowa i będzie do wzięcia za darmo. Katarscy właściciele Paris Saint-Germain odrzucili jednak tę ofertę. Mbappe został zatem na Parc des Princes, ale jego najbliższa przyszłość jest dość niepewna. Prezydent klubu Nasser Al-Khelaifi domaga sie od niego, żeby przedłużył kontrakt z PSG i oferuje w zamian podwyżkę uposażenia do poziomu jaki zaoferowano Messiemu, lecz póki co francuski gwiazdor swojego podpisu pod nową umową nie złożył. A jeśli tego nie zrobi, katarski miliarder może zrealizować swoją groźbę i odesłać go do końca sezonu na trybuny.
Może sobie na to pozwolić, bo nawet bez Mbappe kadra Paris Saint-Germain prezentuje się imponująco. W tym okienku transferowym paryski klub dokonała pięciu znaczących transferów. Na Parc des Princes trafili: Achraf Hakimi, Georginio Wijnaldum, Gianluigi Donnarumma, Sergio Ramos, a Messi był tylko wisienką na torcie.
Królami polowania w letnim okienku transferowym byli jednak Anglicy. Trzech najdroższych zakupów dokonały kluby Premier League – reprezentant Anglii Jack Grealish kosztował Manchester City 117 mln euro, za reprezentanta Belgii Romelu Lukaku Chelsea Londyn zapłaciła 115 mln euro, a za innego z reprezentantów Angli, Jadona Sancho, Manchester United wyłożył 85 mln euro. Ale układając listę pięciu najgłośniejszych transferów tego lata niekoniecznie kierowano się wysokością zapłaconej kwoty. A znaleźli się na niej tacy oto gracze:

  1. Lionel Messi (z FC Barcelona do Paris Saint-Germain, wolny transfer)
    Argentyńczyk latem 2021 roku zakończył 21-letnią przygodę z „Dumą Katalonii”. Messi wygrał w barwach tego klubu praktycznie wszystko, co jest do wygrania w profesjonalnym futbolu. W PSG może co najwyżej powtórzyć te osiągnięcia, a więc zwyciężyć w Lidze Mistrzów i zdobyć wszystkie możliwe tytuły w lidze francuskiej, a także sięgnąć po Superpuchar Europy i klubowe mistrzostwo świata. Z Neymarem i Mbappe u boku nie powinno to być zbyt trudne do osiągnięcia, ale równie dobrze ten personalny eksperyment może zakończyć się spektakularną klęską.
  2. Cristiano Ronaldo (z Juventusu Turyn do Manchesteru United, 15 mln euro)
    Chgociaż dyrektor sportowy Juventusu Federico Cherubini i wiceprezydent klubu Pavel Nedved zapewniali, że Portugalczyk w tym sezonie nie zmieni barw. Ale Cristiano Ronaldo chciał odejść. Najlepiej do Realu Madryt, lecz tam go już nie chcieli, a w PSG on nie chciał być opcją rezerwową za Mbappe, więc podjął rozmowy z Manchesterem City. Wtedy jednak, jeśli wierzyć angielskim mediom, do akcji wkroczył legendarny trener Manchesteru United Alex Ferguson, który ma wciąż bardzo dobre relacje z portugalskim gwiazdorem i przekonał go do powrotu na Old Trafford. Transfer kosztował włodarzy „Czerwonych Diabłów” 15 mln euro, a z wszystkimi bonusami 23 mln euro. To więcej niż United zapłacili za niego 18 lat temu wykupując go ze Sportingu Lizbona.
  3. Romelu Lukaku (z Interu Mediolan do Chelsea Londyn, 115 mln euro)
    Thomas Tuchel od momentu, gdy trafił do ekipy ze Stamford Bridge, nie ukrywał, że chciał mieć nowego napastnika w swoim składzie. W kontekście transferu do Chelsea wymieniani byli Harry Kane i Robert Lewandowski oraz Erling Haaland. Ostatecznie triumfatorom Ligi Mistrzów z poprzedniego sezonu udało się ściągnąć Romelu Lukaku. Belg wrócił tym samym do ekipy „The Blues”, z której kiedyś pozbyto się go lekką ręką. Kosztował fortunę i będą teraz od niego na Stamford Bridge oczekiwać cudów, a on jest tylko solidnym piłkarskim rzemieślnikiem.
  4. Jadon Sancho (z Borussii Dortmund do Manchesteru United, 85 mln euro)
    Jedna z dłuższych sag transferowych. Angielski skrzydłowy już w 2020 roku był bliski dołączenia do Manchesteru United, ale sternicy Borussii Dortmund zablokowali transfer stawiając zaporową cenę. Tego lata zażądali już kwoty adekwatnej do klasy Jadona Sancho i transfer doszedł do skutku. Trener Ole Gunnar Solskjaer będzie miał teraz potężną siłę ognia w zespole, bo w formacji ofensywnej Sancho będzie rywalizował o miejsce w składzie nie tylko z weteranami, Criastiano Ronaldo i Edinsonem Cavanim, ale też z Masonem Grenwoodem i Marcusem Rashfordem.
  5. Jack Grealish (z Aston Villi do Manchesteru City, 117,5 miliona euro)
    Reprezentant Anglii został bohaterem najdroższego transferu tego lata, ale wedle pierwotnego planu miał być wsparciem dla Harry’ego Kane’a, którego jednak pozyskać się działaczom „The Citizens” nie udało. W poprzedniej sezonie Grealish rozegrał w barwach Aston Villi 27 meczów, w których strzelił siedem goli, a zaliczył 12 asyst. Bilans przyzwoity, ale chyba ten 25-letni piłkarz nie jest warty takiej masy pieniędzy.

48 godzin sport

Cristiano Ronaldo z rekordem
W rozegranych w środę meczach eliminacyjnych do MŚ 2022 Portugalia pokonała Irlandię Północną 2:1. Obie bramki dla zwycięzców zdobył Cristiano Ronaldo. Dla portugalskiego piłkarza były to 110. i 111. trafienia w reprezentacji kraju, co oznacza, że jest on teraz rekordzistą wszech czasów w liczbie goli strzelonych w narodowych barwach. Wcześniej liderem tej klasyfikacji był Irańczyk Ali Daei, który ma na koncie 109 trafień.

Komplet półfinalistek w ME 2021
Wyniki spotkań 1/4 finału mistrzostw Europy siatkarek: Włochy – Rosja 3:0, Szwecja – Holandia 0:3, Turcja – Polska 3:0, Serbia – Francja 3:1. W półfinale Holenderki w piątek zmierzą się z Włoszkami, a Turczynki z Serbkami. Mecze o 3. miejsce i wielki finał odbędą się w sobotę.

Tragiczna śmierć olimpijczyka
W minioną środę w wypadku drogowym śmierć poniósł 33-letni mołdawski bokser Vasilii Belous, olimpijczyk z Londynu (2012), brązowy medalista mistrzostw Europy z 2017 roku. Przejeżdżając przez wioskę Calaraseuca stracił panowanie nad samochodem i uderzył w ścianę klasztoru. Zginął na miejscu pozostawiając żonę i dwójkę dzieci.

Zamienił Pogoń na Lechię
Tomasz Kaczmarek został nowym trenerem Lechii Gdańsk, zastępując na tej posadzie zwolnionego po 6. kolejce ligowej Piotra Stokowca. 36-letni szkoleniowiec ostatnio pracował jako asystent trenera Pogoni Szczecin Kosty Runjaicia, a w przeszłości pracował m.in. jako asystent trenera w reprezentacji Egiptu oraz w norweskim Stabaek IF. Samodzielnie jako trener pracował w niemieckich klubach Viktorii Koeln, Stuttgarter Kickers i Fortuna Koeln.

Gruzin wybrał Częstochowę
Gruziński piłkarz Walerian Gwilia podpisał dwuletni kontrakt (z opcją przedłużenia o rok) z Rakowem Częstochowa. 27-letni pomocnik ostatnio był zawodnikiem Legii Warszawa. W poprzednim sezonie wystąpił w 19 meczach w PKO Ekstraklasie i to był jego wkład w mistrzowski tytuł warszawskiego klubu. Raków będzie trzecim polskim klubem w karierze Gwili, przed Legią był jeszcze graczem Górnika Zabrze, a w swojej piłkarskiej biografii ma jeszcze występy w FC Luzern, BATE Borysów, Metalurgu Zaporoże i Metaliście Charków.

Anglicy też mają straty
Angielski skrzydłowy Jadon Sancho z powodu kontuzji nie zagrał w czwartek w spotkaniu z Węgrami w ramach rozgrywek grupy I eliminacji MŚ 2022. O jego kontuzji jeszcze przed meczem poinformował trenera reprezentacji Anglii Gareth Southgate. Na razie nie wiadomo, jak poważny jest uraz i czy Sancho będzie mógł zagrać w najbliższą środę przeciwko Polsce na Stadionie Narodowym w Warszawie.

O tym się mówi: Po 12 latach Cristiano Ronaldo wraca do Manchesteru United

Tegoroczne letnie okienko transferowe zdominowały transfery dwóch gigantów futbolu. Najpierw Leo Messi o 21 latach odszedł z Barcelony do PSG, a w miniony weekend Cristiano Ronaldo zamienił Juventus na Manchester United.

Jeszcze do niedawna mało kto przewidywał, że Leo Messi i Cristiano Ronaldo zmienią kluby tego lata. O ile transfer Argentyńczyka był wielką niespodzianką, to przejście portugalskiego gwiazdora do Manchesteru United trzeba uznać za sensację. Owszem, po trzech ostatnich nieudanych sezonach w Juventusie Turyn słynny CR7 już od dawna zdradzał chęć zmiany otoczenia, lecz z różnych przecieków wynikało, że najbardziej to chciałby wrócić do Realu Madryt. Niedawno pojawiły się jednak plotki, że może dołączyć do „galaktycznego” już składu Paris Saint-Germain, aczkolwiek pod warunkiem, iż paryski zespół opuści Kylian Mbappe.
W ostatnich dniach świat zelektryzowała wiadomość, że Portugalczyk negocjuje transfer do równie bogatego jak PSG Manchesteru City, bo arabscy szejkowie ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich nagle poczuli chęć konkurowania z katarskimi odpowiednikami i też zapragnęli sprawić sobie gwiazdę światowego formatu. Szefowie „The Citizens” bez zmrużenia oka zgodzili się zapłacić Juventusowi za Cristiano Ronaldo 25 mln euro, a samemu piłkarzowi zagwarantowali gażę taką samą, jak miał w turyńskim klubie, czyli 30 mln euro rocznie. Do transferu jednak nie doszło, bo ponoć przeciwny zatrudnieniu Portugalczyka okazał się hiszpański trener City Pep Guardiola.
Fani lokalnego rywala „The Citizens”, Manchesteru United, już organizowali akcję masowego palenia gadżetów związanych z CR7 z czasów jego występów na Old Trafford, lecz w sobotę gruchnęła wieść, iż portugalski gwiazdor ostatecznie nie trafi do lokalnego rywala, tylko właśnie na Old Trafford.
Władze Manchesteru United dopięły transfer w kilkanaście godzin, bo po prostu przejęły niemal wszystkie warunki niedoszłej do skutku umowy CR7 z Manchesterem City. I w ten oto sposób pięciokrotny zdobywca „Złotej Piłki” przez co najmniej kolejne dwa sezony będzie grał pod wodzą Norwega Ole Gunnara Solskjaera, dawnego kolegi z boiska, ale też konkurenta w miejsca w ataku „Czerwonych Diabłów” jeszcze za trenerskich rządów Alexa Fergusona.
Dla Cristiano Ronaldo będzie to powrót do United po 12 latach przerwy. W zespole z Old Trafford występował w latach 2003-2009 i w jego barwach po raz pierwszy wygrał Ligę Mistrzów, a także trzykrotnie zdobył mistrzostwo Anglii i raz Puchar Anglii. Na zmianie barw wiele finansowo nie stracił. W ekipie „Starej Damy” zarabiał rocznie 30 mln euro, w ekipie „Czerwonych Diabłów” przez dwa najbliższe sezony będzie kasował tygodniowo 480 tysięcy funtów, czyli około 25 milionów funtów rocznie. I także, jak miało to miejsce w Realu i Juventusie, będzie najlepiej opłacanym graczem.

Euro 2020/21: Twarda walka w grupie śmierci

Pewna swojej piłkarskiej wyższości reprezentacja Francji niespodziewanie tylko zremisowała 1:1 z Węgrami. Aktualni mistrzowie świata uważani są za faworytów mistrzostw Europy, ale w dwóch spotkaniach zdobyli cztery punkty i tylko dwa gole, a przed nimi jeszcze mecz z obrońcami tytułu Portugalczykami, podrażnionymi porażką z Niemcami 2:4.

W mistrzostwach Europy po dwóch kolejkach spotkań pewne awansu do 1/8 finału były już zespoły Włoch (grupa A), Belgii (grupa B) i Holandii (grupa C), które wygrały po dwa mecze. W trzech pozostałych grupach żadna z drużyn nie ma tak komfortowej sytuacji i ostateczne rozstrzygnięcia zapadną dopiero po ostatniej serii gier. Szczególnie interesująco zrobiło się w grupie F, w której znalazła się broniąca tytułu mistrza Europy reprezentacja Portugalii, aktualni mistrzowie świata Francuzi oraz ekipy Niemiec i skazywanych na rolę dostarczyciela punktów Węgrów.
Tymczasem Madziarzy, z którymi w marcu tego roku nasza narodowa drużyna zremisowała w Budapeszcie w eliminacjach MŚ 2022 3:3, nie powielili błędów z pierwszego meczu z Portugalczykami, z którymi do 84. minuty remisowali 0:0, lecz w końcówce stracili koncentrację i dali sobie wbić trzy gole. Dwa z nich strzelił największy gwiazdor portugalskiej drużyny Cristiano Ronaldo, którego zdaniem francuskich mediów w tegorocznych finałach mistrzostw Europy ma przygasić as ekipy trójkolorowych Kylian Mbappe. Występujący na co dzień w Paris Saint-Germain napastnik w pierwszym grupowym meczu, z Niemcami, nie trafił do bramki, ale Francja wygrała 1:0 po samobójczym golu obrońcy rywali Matsa Hummelsa. Francuscy kibice liczyli, że snajperskim kunsztem Mpappe wykaże się w starciu z drużyną Węgier.
Francuzi byli faworytem, ale to niesieni dopingiem publiczności Węgrzy pierwsi ruszyli do ataku. Węgrzy stracili do przerwy kapitana zespołu Adama Szalaia, który doznał kontuzji i musiał opuścić boisko. Wszedł za niego znany z występów w Legii Warszawa Nemanja Nikolić. Gdy sędzia już zaczął zerkać na zegarek żeby zakończyć pierwszą połowę gry, Attila Fiola dał Węgrom sensacyjne prowadzenie. Podrażnieni Francuzi ruszyli ruszyli do ataku zaraz po wznowieniu gry, ale w wykańczaniu akcji ofensywnych byli zadziwiająco nieudolni. A Węgrzy walczyli zaciekle w obronie i co jakiś czas wyprowadzali kontrataki. Trójkolorowi w końcu przełamali jednak ich szyki obronne – w 66. minucie Griezmann doprowadził do wyrównania.
Mistrzów świata na więcej tego dnia nie było już jednak stać i spotkanie zakończyło się podziałem punktów. To duży sukces węgierskiej drużyny, bo po raz pierwszy od 1976 roku nie przegrała meczu z reprezentacją Francji, a na dodatek dzięki zdobytemu punktowi pozostała w grze awans do 1/8 finału.
Co prawda są to szanse mocno iluzoryczne, bo w ostatniej serii gier Madziarów czeka potyczka z zespołem Niemiec, który w sobotę nas Allianz Arena w Monachium w znakomitym stylu wygrał 4:2 z broniącymi tytułu Portugalczykami. Niemcy od początku spotkania mieli wyraźną przewagę, lecz to Portugalczycy objęli prowadzenie. W 15. minucie po rzucie rożnym egzekwowanym przez Niemców piłkę przejął Bernardo Silva i ruszył na bramkę Manuela Neuera. W polu karnym dograł ją do Diogo Joty, a napastnik Liverpoolu podają do Cristiano Ronaldo, który sfinalizował akcję i strzelił trzeciego w tym turnieju gola, dzięki czemu dogonił prowadzącego w klasyfikacji strzelców z trzema trafieniami Czecha Patrika Schicka.
Niemieccy piłkarze nie stracili jednak rezonu i nadal dyktowali warunki na boisku. W 35. minucie ich napór wreszcie przyniósł efekt – Thomas Muller zagrał piłkę w pole karne do Gosensa, ten odegrał ją do Kaia Havertza, który posłał ją do siatki mimo rozpaczliwej próby przeszkodzenia temu przez obrońcę rywali Rubena Diasa. Po weryfikacji ostatecznie trafienie zaliczono Portugalczykowi jako samobójcze. Cztery minuty później Dias nie był już jedynym pechowce w swojej ekipie, bo drugiego samobójczego gola dla Niemców wbił Raphael Guerreiro. Portugalski zespół zapisał się w tym samym w historii mistrzostw Europy jako pierwsza drużyna, która w jednym meczu zaliczyła dwa „samobóje”.
Po przerwie niemiecki zespół strzelił dwa kolejne gole, tym razem bez pomocy rywali – na 3:1 podwyższył Havertz, a w 60. minucie Rui Patricio po raz czwarty musiał wyciągać piłkę z siatki po golu Gosensa. Portugalczycy zdołali jedynie zmniejszyć rozmiar porażki – siedem minut po czwartym trafieniu dla Niemców Diogo Jota z najbliższej odległości pokonał Manuela Neuera.
Niemiecki zespół w znakomitym stylu zmazał więc plamę po porażce z Francją i dał sygnał rywalom, że zamierza odegrać w turnieju znaczącą rolę. Ostatnia kolejka meczów w „grupie śmierci” zapowiada się fascynująco.

Cristiano Ronaldo dał pokaz mocy

Odkąd Cristiano Ronaldo latem 2018 roku odszedł z Realu Madryt do Juventusu Turyn, jego pozycja mega gwiazdy światowego futbolu z roku na rok słabła. Nie tylko we Włoszech pojawiły się sugestie, że może powinien już przejść na piłkarską emeryturę. Ośmieszył je swoim pierwszym występem w turnieju Euro 2020/21.

W meczu Portugalia – Węgry na Puskas Arenie w Budapeszcie, wygranym przez obrońców mistrzowskiego tytułu 3:0, Cristiano Ronaldo strzelił dwa gole i z dorobkiem 11 bramek został liderem klasyfikacji strzelców mistrzostw Europy. Wcześniej dzielił ten splendor z Michelem Platinim, który w Euro ‚84 zdobył snajperską koronę zaliczając dziewięć trafień. Portugalski piłkarz na swój dorobek zapracował aż w pięciu turniejach. Tak na marginesie w liczbie startów w w finałach mistrzostw Europy jest absolutnym rekordzistą, bo nikt inny tyle razy co on nie rywalizował w europejskim czempionacie. I jeszcze w każdym z turniejów trafiał do siatki, co samo w sobie jest jego wyjątkowym osiągnięciem (dwie bramki zdobył w Euro 2004, jedną w Euro 2008 i po trzy w Euro 2012 i Euro 2016). Nikt inny nie trafił do siatki w więcej niż trzech turniejach finałowych.
Zepchnął w cień Michela Platiniego
Cristiano Ronaldo debiutował w mistrzostwach Europy w 2004 roku, w imprezie zorganizowanej w jego ojczystym kraju. Miał wtedy ledwie 18 lat, ale gospodarzom czempionatu w finale show skradła niedoceniana drużyna Grecji, która w finale pokonała Portugalczyków 1:0. Potem Cristiano Ronaldo wystąpił jeszcze w mistrzostwach w 2008 roku (Austria i Szwajcaria) i 2012 (Polska i Ukraina), ale pierwszy mistrzowski tytuł dla Portugalii zdobył dopiero w 2016 roku na turnieju we Francji. W tegorocznej edycji europejskiego czempionatu, rozgrywanego wyjątkowo w 11 krajach, Portugalia broni więc wywalczonego pięć lat temu trofeum.
Wysoka wygrana z Węgrami nie czyni wprawdzie ekipy trenera Fernando Santosa faworytem imprezy, tym bardziej, że ma w grupie jeszcze za przeciwników zespoły Francji i Niemiec, ale też pewnie nikt nie odważy się teraz kwestionować jej szans. Również dlatego, że 36-letni Cristiano Ronaldo sprawia wrażenie, jakby chciał w tym turnieju przypomnieć światu jakie miejsce zajmuje w futbolowej hierarchii.
Po spotkaniu podkreślał jednak skromnie, że najważniejsze było zwycięstwo. „To był bardzo trudny mecz, bo przeciwnik bardzo dobrze się bronił. Ostatecznie strzeliliśmy jednak trzy bramki, a ja jestem bardzo wdzięczny całemu zespołowi, że pomógł mi zdobyć dwie z nich. Istotne jest, żeby w taki turniej wejść z dobrym wynikiem. Nam się to udało i teraz musimy tylko kontynuować to, co udało się nam tutaj wypracować. Każde zwycięstwo cieszy i daje nam pewność siebie. Koncentrujemy się teraz na kolejnym meczu grupowym, z Niemcami, w którym znowu spróbujemy wygrać” – stwierdził po meczu gwiazdor portugalskiej reprezentacji.
Najstarszy strzelec mistrzostw
Strzelając dwa gole węgierskiej drużynie powiększył swój bramkowy dorobek w drużynie narodowej do 105. trafień w 174 występach. Lepszy od niego pod tym względem jest już tylko Irańczyk Ali Daei, który w latach 1993-2006 w 149 meczach zdobył 109 goli. Z czynnych piłkarzy poza Ronaldo najskuteczniejsi w piłce reprezentacyjnej są jego wielki konkurent do sławy Leo Messi, który w barwach Argentyny rozegrał 145 meczów i strzelił 73 gole, a kolejną lokatę zajmuje reprezentant Indii Sunil Chhetri (72 gole w 112 meczach). Czwarty w zestawieniu jest Robert Lewandowski, który w reprezentacji Polski rozegrał dotąd 120 spotkań i strzelił 66 goli, a tuż za nim plasuje się Brazylijczyk Neymar (65 goli w 105 występach).
Kończąc wątek rekordowych dokonań Cristiano Ronaldo warto podkreślić, że strzelając dwa gole Węgrom został ona najstarszym piłkarzem w historii mistrzostw Europy, który tego dokonał. Wcześniej najstarszym strzelcem był reprezentant RFN Bernd Hoelzenbein, który w 1976 roku pokonał bramkarza Czechosłowacji mając na karku 30 lat i 103 dni.
Ponadto te dwa trafienia powiększyły łączny dorobek strzelecki kapitana reprezentacji Portugalii w mistrzostwach naszego do 42 goli, wliczając kwalifikacje, co czyni rekordzistą. Drugi w tej klasyfikacji wszech czasów jest Szwed Zlatan Ibrahimović z 25. trafieniami.
Krezus wśród sportowców
Cristiano Ronaldo jest jednym z najlepiej opłacanych sportowców na świecie. W ostatnim rankingu magazynu „Forbes” zajął trzecią lokatę, za mistrzem mieszanych sztuk walki Conorem McGregor, który zarobił 180 mln dolarów oraz gwiazdorem FC Barcelona Leo Messim z rocznym przychodem w wysokości 130 mln USD. Portugalskiemu asowi Juventusu „Forbes” przypisał zarobki w wysokości 120 mln USD. W czołowej dziesiątce sportowych krezusów znalazł się jeszcze tylko jeden piłkarz, występujący w Paris Saint-Germain Brazylijczyk Neymar, którego roczne dochody wyceniono na 95 mln USD. Poza nim w Top 10 zestawienia znaleźli się: gracz futbolu amerykańskiego Dak Prescott (107,5 mln USD), koszykarz LeBron James (96,5 mln USD), tenisista Roger Federer (90 mln USD), kierowca Formuły 1 Lewis Hamilton (82 mln USD), gracz futbolu amerykańskiego Tom Brady (76 mln USD) i koszykarz Kevin Durant (75 mln USD). Najlepiej zarabiający obecnie polski sportowiec i piłkarz, Robert Lewandowski, z przychodami szacowanymi na 34 mln USD zajął w rankingu „Forbesa” odległą, 48. pozycję.
Wracając do portugalskiego piłkarza. Prognozy, że po nieudanym sezonie w Juventusie jego pozycja osłabła i nikt nie będzie mu już chciał płacić takiej bajońskiej gaży, jaką ma w obecnie (30 mln euro rocznie na rękę), po tych mistrzostwach Europy mogą okazać się chybione. Używany przez niego skrót CR7, łączący inicjały boiskowego przydomka i numeru na koszulce, to już powszechnie rozpoznawalna na świecie marka biznesowa.
CR7 to medialna potęga
Warto też podkreślić, że Cristiano Ronaldo ma też ponad sto milionów fanów obserwujących regularnie jego profil w mediach społecznościowych. Ma on więc duże możliwości wpływania na opinię publiczną, czego dowiódł, być może nawet nie chcąco, podczas konferencji prasowej przed meczem z Węgrami, gdy ostentacyjnie odstawił na bok ustawiona przed nim na stole butelkę coca-coli i na jej miejsce postawił butelkę z woda mineralną. Ten jego gest dezaprobaty niemal natychmiast wywołał spadek notowań akcji koncernu Coca-Cola na giełdzie. Hiszpański dziennik „Marca” podał, że akcje Coca-Coli na rynku europejskim na otwarciu turnieju wyceniane były na 56,1 dolarów za jedną, a po konferencji ekipy Portugalii ich cena szybko spadła do 55,2 dolarów. Spadek cen akcji o 1,6 procent spowodował, że wartość firmy wyceniana na 242 mld dolarów obniżyła się o cztery miliardy dolarów.
Człowiek posiadający taki wpływ na zachowania milionów ludzi to marketingowy skarb i Cristiano Ronaldo na pewno nie będzie nigdzie kopał piłki za stawkę akceptowaną przez innych piłkarzy. Pod tym względem portugalski gwiazdor się nie zmienia, ponieważ niezmiennie uważa, iż jest najlepszy na świecie. Ciekawe czy przekonają się jeszcze o tym Francuzi i Niemcy.

Złoty But na nodze Lewego

W miniony weekend zakończyły się rozgrywki w pięciu najsilniejszych ligach europejskich, a co za tym idzie, zakończyła się także rywalizacja o „Złotego Buta” – nagrodę dla najlepszego strzelca lig europejskich. W tym sezonie zdobył ją po raz pierwszy w karierze Robert Lewandowski.

Najlepsi napastnicy walczą o „Złotego Buta” od sezonu 1967/1968. Początkowo coroczną nagrodę dla najlepszego strzelca wśród najwyższych europejskich lig zrzeszonych w UEFA była przyznawana przez francuski magazyn „L’Equipe”. W latach 1968-1991 wyróżnienie otrzymywał zdobywca największej liczby bramek spośród zawodników grających we wszystkich ligach europejskich. W tym okresie dwukrotnie nagrodę zdobywali: Portugalczyk Eusebio (za 42 gole w sezonie 1967/68 oraz za 40 goli w sezonie 1972/73, w obu przypadkach dla Benfiki Lizbona), Niemiec Gerd Müller (za 38 goli w sezonie 1969/70) i 40 goli w sezonie 1971/72, w obu przypadkach dla Bayernu Monachium), Rumun Dudu Georgescu (za 33 gole w sezonie 1974/75 i za 47 goli w sezonie 1976/77, w obu przypadkach dla Dinama Bukareszt) i Portugalczyk Fernando Gomes (za 36 goli w sezonie 1982/83 i za 39 goli w sezonie 1984/85, w obu przypadkach dla FC Porto).
W 1991 roku na skutek protestu Cypryjskiego Związku Piłki Nożnej, który twierdził, że w jego lidze jeden z graczy zdobył 40 goli, redakcja „L’Equipe” zdecydowała się zawiesić plebiscyt i do 1996 roku nagroda była przyznawana nieoficjalnie. W 1996 roku firma Adidas wraz z European Sports Media wznowiły przyznawanie nagrody dla najskuteczniejszego snajpera w ligach europejskich, ale przy zmienionych zasadach – „Złoty But” do dzisiaj przyznaje się w oparciu o system punktowy, który piłkarzom z silniejszych lig daje szansę na wygrywanie z konkurentami występującymi w słabszych ligach. Ranking powstaje w oparciu o liczbę goli strzelonych przez piłkarzy w lidze. Bramki są mnożone przez współczynnik trudności rozgrywek. Najwyższy – dwa – ma pięć czołowych lig. Obecnie: hiszpańska, angielska, niemiecka, francuska i włoska (współczynnik zależy od wyników klubów z każdej ligi w europejskich pucharach w ciągu ostatnich pięciu sezonów).
W nowej odsłonie „Złotego Buta” Francuz Thierry Henry był pierwszym graczem, który zdobył nagrodę w dwóch sezonach z rzędu (30 goli w sezonie 2003/04 i 25 goli w sezonie 2004/05, w obu przypadkach dla Arsenalu Londyn). Pojawili się też w tym okresie piłkarze, którzy zdobywali „Złotego Buta” jako gracze różnych zespołów: Brazylijczyk Mario Jardel (36 goli w sezonie 1998/99 dla FC Porto i 42 gole w sezonie 2091/02 dla Sportingu Lizbona), Urugwajczyk Diego Forlan (25 goli w sezonie 2004/05 dla Villarrealu, nagroda na spółkę z Thierry Henry’m, oraz 32 gole w sezonie 2008/09 dla Atletico Madryt), Portugalczyk Cristiano Ronaldo (31 goli w sezonie 2007/08 dla Manchesteru United oraz dla Realu Madryt – 40 goli w sezonie 2010/11, 31 goli w sezonie 2013/14 i 48 goli w sezonie 2014/15), Urugwajczyk Luis Suarez (31 goli w sezonie 2013/14 dla FC Liverpool i 40 goli w sezonie 2015/16 dla FC Barcelona).
Lionel Messi ustanowił rekord goli w sezonie, zaliczając w rozgrywkach 2011/12 50 trafień dla FC Barcelona. Do Messiego należy także rekord w liczbie zdobytych nagród „Złotego Buta” – ma ich w dorobku sześć.
W minionym sezonie rywalizację zdominował Robert Lewandowski. Polski napastnik Bayernu przewodził w klasyfikacji przez większość czasu i w końcówce rozgrywek miał tak wielką przewagę nad konkurentami, że tylko jakiś kataklizm mógł mu odebrać upragnioną nagrodę. „Lewy” był bliski zdobycia „Złotego Buta” już w sezonie 2019/20, ale na finiszu trofeum sprzątnął mu sprzed nosa Włoch Ciro Immobile, który strzelił dla Lazio Rzym 36 goli, o dwa więcej od Lewandowskiego i przy okazji ustanowił nowy rekord włoskiej ekstraklasy. Immobile do końca usiłował ścigać Cristiano Ronaldo, ale nie dał rady. W tym sezonie Portugalczyk zdobył 29 bramek i ta liczba wystarczyła mu jedynie do zdobycia tytułu króla strzelców Serie A. Immobile tym razem był daleko od czołówki i w klasyfikacji snajperów włoskiej ligi przegrał jeszcze z Belgiem Rumelu Lukaku (24 gole dla Interu Mediolan), Kolumbijczykiem Luisem Murielem (22 gole dla Atalanty Bergamo) i Serbem Dusanem Vlahovicem (21 goli dla Fiorentiny). W rozegranej w miniony weekend ostatniej kolejce Serie A Ronaldo z niejasnych powodów nie zagrał w rozstrzygającym o zajęciu przez Juventus miejsca gwarantującego start w nowej edycji Ligi Mistrzów meczu z Bologną (4:1), chociaż pojechał z drużyną do Bolonii. Całe spotkanie przesiedział na ławce rezerwowych. Co ciekawe, z występu w ostatniej kolejce zrezygnował też Leo Messi. FC Barcelona już wcześniej przegrała walkę o mistrzostwo Hiszpanii z Atletico Madryt, a nawet o drugą lokatę z Realem Madryt. Argentyński gwiazdor „Dumy Katalonii” nie miał o co walczyć, bo z 30 golami na koncie tytuł króla strzelców Primera Division miał już kieszeni. Drugi w klasyfikacji Francuz Karim Benzema (Real Madryt) zakończył sezon z 23. trafieniami, tyle samo miał w dorobku hiszpański napastnik Villarrealu Gerard Moreno, a niechciany w Barcelonie urugwajski napastnik Atletico Madryt Luis Suarez w ostatniej kolejce w meczu z Realem Valladolid (2:1) zdobył zwycięską bramkę, ale w sumie w całym sezonie zaliczył tylko 21 trafień.
W klasyfikacji „Złotego Buta” podium obsadzili więc Lewandowski (41 goli), Messi (30) i Cristiano Ronaldo (29), a czwartą lokatę zajął inny z portugalskich piłkarzy, grający w Eintrachcie Frankfurt Andre Silva, który w Bundeslidze zdobył 28 bramek i o jedno trafienie wyprzedził Norwega Erlinga Haalanda z Borussii Dortmund. Także 27 trafień uzbierał najskuteczniejszy strzelec francuskiej Lique 1 Francuz Kylian Mbappe, którego redakcja „France Football” na podstawie tylko sobie wiadomych kryteriów już uznała na najpoważniejszego kandydata do zdobycia w tym sezonie „Złotej Piłki”. Tak na marginesie, kolega Mbappe z zespołu Paris Saint-Germain, Brazylijczyk Neymar, zakończył ligowy sezon z dorobkiem ledwie dziewięciu trafień. Tyle samo goli strzelił dla Olympique Marsylia Arkadiusz Milik, chociaż we francuskiej ekstraklasie występował dopiero od 23 stycznia i zagrał tylko w 15 meczach. A przypomnijmy, że Neymar kosztował 222 mln euro i wciąż jest najdroższym piłkarzem w historii.

Awantura w Juventusie

Po porażce z Milanem (0:3) nastroje w ekipie Juventusu były fatalne, bo na trzy kolejki przed zakończeniem rozgrywek zespół spadł nas piąte miejsce. Jak zwykle wszystko skrupiło się na Cristiano Ronaldo.

Po zdobyciu dziewięciu tytułów mistrza Włoch z rzędu ekipa „Starej Damy” notuje fatalny sezon. W Lidze Mistrzów odpadła już w 1/8 finału z FC Porto, w Serie A musiała już uznać wyższość Interu Mediolan, a teraz jeszcze grozi jej utrata miejsca gwarantującego udział w nowej edycji Champions League, bo po porażce z AC Milan Juventus z dorobkiem 69 punktów spadł na piąte miejsce w tabeli i na trzy kolejki przed końcem zmagań ma stratę trzech punktów do wyprzedzających go zespołów AC Milan, Atalanty Bergamo i SSC Napoli. Dla turyńskiego potentata niezakwalifikowanie się do Ligi Mistrzów byłoby podwójną katastrofą – finansową i wizerunkową.
W tej trudnej sytuacji w ekipie „bianconerich” atmosfera jest fatalna i każdego dnia na światło dzienne wychodzą kolejne konflikty. Włoski dziennik „La Gazetta dello Sport” doniósł, że w miniony poniedziałek w szatni Juventusu wybuchła awantura gdy na treningu nie pojawił się najlepiej opłacany piłkarz w zespole, czyli Cristiano Ronaldo. Inni gracze „Starej Damy” do tej pory bez szemrania godzili się na nie tylko na kolosalną różnicę z zarobkach, ale też na liczne przywileje jakie wymusił. Jednym z nich jest ponoć osobne miejsce w szatni, odizolowane od reszty zawodników. W poniedziałek do furii doprowadziła ich jednak wieść, że Cristiano Ronaldo zamiast wraz z nimi szlifować formę przed kolejnym meczem, wybrał się na wycieczkę do fabryki Ferrari w Maranello.
We wtorek wyjaśniło się jednak, że portugalski gwiazdor był tam w celach promocyjnych, w towarzystwie prezydenta klubu Andrei Agnelliego, a w środę burz przycichła, bo Juventus wygrał na wyjeździe z Sassuolo 3:1, a Cristiano Ronaldo strzelił w tym spotkaniu gola – 28. w tym sezonie i setnego w barwach Juventusu.
W trzy lata takiego strzeleckiego dorobku nie wypracował żaden innych piłkarz grający w barwach „Starej Damy”.

Lewy już w Złotym Bucie

Robert Lewandowski jest o jedno trafienie od wyrównania legendarnego rekordu 40 goli w jednym sezonie należącego do Gerda Muellera, ale ma też już praktycznie w kieszeni bardziej prestiżowe wyróżnienie – „Złotego Buta”. Nikt już nie jest w stanie odebrać mu w tym sezonie nagrody dla najskuteczniejszego strzelca lig europejskich.

Dla przypomnienia – klasyfikacja „Złotego Buta” powstaje w oparciu o liczbę goli strzelonych przez piłkarzy w rozgrywkach krajowych. Bramki są mnożone przez współczynnik trudności rozgrywek, ustalany na podstawie aktualnego rankingu ligowego UEFA, konstruowanego na bazie wyników z ostatnich pięciu sezonów. Najwyższy współczynnik, „2”, przyznawany jest strzelcom goli w pięciu najwyżej sklasyfikowanych ligach. Obecnie są to angielska Premier League, hiszpańska Primera Division, niemiecka Bundesliga, włoska Serie A i francuska Ligue 1.
W ostatniej dekadzie rywalizację o „Złotego Buta” zdominowali Leo Messi i Cristiano Ronaldo. Argentyński gwiazdor FC Barcelona sięgnął po tę nagrodę sześciokrotnie: w sezonie 2009/2010 (34 gole), 2011/2012 (50 goli), 2012/2013 (46 goli), 2016/2017 (37 goli), 2017/2018 (34 gole) i 2018/2019 (36 goli), natomiast portugalski piłkarz zdobywał „Złotego Buta” trzykrotnie – w sezonach 2010/2011 (40 goli), 2013/2014 (31 goli, ale na spółkę z Urugwajczykiem Luisem Suarezem) oraz w sezonie 2014/2015 (48 goli). Hegemonię tych dwóch genialnych napastników przełamali w tym czasie tylko wspomniany Luis Suarez, który samodzielnie triumfował jeszcze w sezonie 2015/2016 (40 goli) oraz w poprzednim sezonie Włoch Ciro Immobile (36 goli), który dosłownie na finiszu wyprzedził Lewandowskiego (34 gole).
W obecnych rozgrywkach Lewandowski znów jednak rozgrywa fenomenalny pod względem skuteczności strzeleckiej sezon, w którym wedle statystycznych wyliczeń zdobywa w Bundeslidze bramki co 59 minut. Pewnie gdyby nie kontuzja odniesiona w meczu reprezentacji Polski, przez którą musiał pauzować w kwietniowych meczach Bundesligi, dzisiaj „Lewy” byłby już dawno nowym rekordzistą niemieckiej ekstraklasy w liczbie goli strzelonych w jednym sezonie, a jedyną niewiadomą byłaby liczba na której zatrzyma
się jego licznik.
Po hat-tricku uzyskanym w miniony weekend w meczu z Borussią M’gladbach „Lewy” ma w tej chwili na koncie 39 goli, co w klasyfikacji „Złotego Buta” daje mu 78 punktów. Żaden z jego najgroźniejszych konkurentów nie odpowiedział choćby jednym trafieniem, zatem polski snajper Bayernu Monachium powiększył nad nimi i tak już gigantyczna przewagę. Drugi w klasyfikacji Leo Messi w tym sezonie strzelił dla Barcelony w Primera Division 28 goli, co daje mu 56 punktów. Do zakończenia rozgrywek w hiszpańskiej ekstraklasie pozostały wprawdzie jeszcze trzy kolejki, ale to tylko jeden mecz więcej niż ma do rozegrania Bundesliga.
Tak więc argentyński gwiazdor „Dumy Katalonii”, chociaż obdarzony niebywałym piłkarskim geniuszem, nie ma szans na przegonienie kapitana reprezentacji Polski. Nawet dla niego 11 goli jest różnicą niemożliwą do zniwelowania w trzech meczach. Tym bardziej, że Lewandowski w tej chwili prezentuje zdecydowanie lepszą formę strzelecką od Argentyńczyka.
Na zdobycie tej prestiżowej nagrody szans nie ma też drugi obecnie w zestawieniu Cristiano Ronaldo. Portugalski as Juventusu Turyn jest trzeci z dorobkiem 27 trafień i 54 punktów, ale w miniony weekend znów zaliczył „pusty przebieg” w przegranym przez ekipę „Starej Damy” aż 0:3 spotkaniu z AC Milan. Zdaniem dziennika „La Gazetta dello Sport” to był najgorszy występ Cristiano Ronaldo w całej jego karierze. „Błąkał się po boisku, nie umiał znaleźć dla siebie miejsca. Rozczarowujący występ w tak ważnym dla Juventusu meczu. W pierwszej połowie nie dotknął nawet piłki w polu karnym. Od gracza takiej klasy trzeba wymagać, że w tak ważnym spotkaniu pokaże swoją najlepszą wersję. Tymczasem kompletnie zaginął na murawie” – napisano w relacji zamieszczonej na łamach największej sportowej gazety we Włoszech.
Nie lepsi od największych tuzów okazali się też pretendenci do na ich miejsce. Leczący drobny uraz Norweg Erling Haaland nie pojawił się nawet w kadrze meczowej Borussii Dortmund w wygranym 3:2 meczu z RB Lipsk, podobnie jak Francuz Kylian Mbappe w zremisowanym przez jego Paris Saint-Germain spotkaniu z Rennes. Swojego strzeleckiego dorobku nie poprawił też w potyczce z FC Mainz (1:1) portugalski snajper Eintrachtu Frankfurt Andre Silva. Ta trójka piłkarzy okupuje w klasyfikacji „Złotego Buta” czwartą lokatę z dorobkiem 25 goli i 50 punktów.
Bayern ma jeszcze do rozegrania wyjazdowy mecz z Freiburgiem i u siebie z Augsburgiem. Zważywszy na prezentowaną formę z pewnością nie da sobie w tym sezonie wydrzeć upragnionej nagrody i chyba możemy mu już gratulować jej zdobycia.