Awantura w Juventusie

Po porażce z Milanem (0:3) nastroje w ekipie Juventusu były fatalne, bo na trzy kolejki przed zakończeniem rozgrywek zespół spadł nas piąte miejsce. Jak zwykle wszystko skrupiło się na Cristiano Ronaldo.

Po zdobyciu dziewięciu tytułów mistrza Włoch z rzędu ekipa „Starej Damy” notuje fatalny sezon. W Lidze Mistrzów odpadła już w 1/8 finału z FC Porto, w Serie A musiała już uznać wyższość Interu Mediolan, a teraz jeszcze grozi jej utrata miejsca gwarantującego udział w nowej edycji Champions League, bo po porażce z AC Milan Juventus z dorobkiem 69 punktów spadł na piąte miejsce w tabeli i na trzy kolejki przed końcem zmagań ma stratę trzech punktów do wyprzedzających go zespołów AC Milan, Atalanty Bergamo i SSC Napoli. Dla turyńskiego potentata niezakwalifikowanie się do Ligi Mistrzów byłoby podwójną katastrofą – finansową i wizerunkową.
W tej trudnej sytuacji w ekipie „bianconerich” atmosfera jest fatalna i każdego dnia na światło dzienne wychodzą kolejne konflikty. Włoski dziennik „La Gazetta dello Sport” doniósł, że w miniony poniedziałek w szatni Juventusu wybuchła awantura gdy na treningu nie pojawił się najlepiej opłacany piłkarz w zespole, czyli Cristiano Ronaldo. Inni gracze „Starej Damy” do tej pory bez szemrania godzili się na nie tylko na kolosalną różnicę z zarobkach, ale też na liczne przywileje jakie wymusił. Jednym z nich jest ponoć osobne miejsce w szatni, odizolowane od reszty zawodników. W poniedziałek do furii doprowadziła ich jednak wieść, że Cristiano Ronaldo zamiast wraz z nimi szlifować formę przed kolejnym meczem, wybrał się na wycieczkę do fabryki Ferrari w Maranello.
We wtorek wyjaśniło się jednak, że portugalski gwiazdor był tam w celach promocyjnych, w towarzystwie prezydenta klubu Andrei Agnelliego, a w środę burz przycichła, bo Juventus wygrał na wyjeździe z Sassuolo 3:1, a Cristiano Ronaldo strzelił w tym spotkaniu gola – 28. w tym sezonie i setnego w barwach Juventusu.
W trzy lata takiego strzeleckiego dorobku nie wypracował żaden innych piłkarz grający w barwach „Starej Damy”.

Lewy już w Złotym Bucie

Robert Lewandowski jest o jedno trafienie od wyrównania legendarnego rekordu 40 goli w jednym sezonie należącego do Gerda Muellera, ale ma też już praktycznie w kieszeni bardziej prestiżowe wyróżnienie – „Złotego Buta”. Nikt już nie jest w stanie odebrać mu w tym sezonie nagrody dla najskuteczniejszego strzelca lig europejskich.

Dla przypomnienia – klasyfikacja „Złotego Buta” powstaje w oparciu o liczbę goli strzelonych przez piłkarzy w rozgrywkach krajowych. Bramki są mnożone przez współczynnik trudności rozgrywek, ustalany na podstawie aktualnego rankingu ligowego UEFA, konstruowanego na bazie wyników z ostatnich pięciu sezonów. Najwyższy współczynnik, „2”, przyznawany jest strzelcom goli w pięciu najwyżej sklasyfikowanych ligach. Obecnie są to angielska Premier League, hiszpańska Primera Division, niemiecka Bundesliga, włoska Serie A i francuska Ligue 1.
W ostatniej dekadzie rywalizację o „Złotego Buta” zdominowali Leo Messi i Cristiano Ronaldo. Argentyński gwiazdor FC Barcelona sięgnął po tę nagrodę sześciokrotnie: w sezonie 2009/2010 (34 gole), 2011/2012 (50 goli), 2012/2013 (46 goli), 2016/2017 (37 goli), 2017/2018 (34 gole) i 2018/2019 (36 goli), natomiast portugalski piłkarz zdobywał „Złotego Buta” trzykrotnie – w sezonach 2010/2011 (40 goli), 2013/2014 (31 goli, ale na spółkę z Urugwajczykiem Luisem Suarezem) oraz w sezonie 2014/2015 (48 goli). Hegemonię tych dwóch genialnych napastników przełamali w tym czasie tylko wspomniany Luis Suarez, który samodzielnie triumfował jeszcze w sezonie 2015/2016 (40 goli) oraz w poprzednim sezonie Włoch Ciro Immobile (36 goli), który dosłownie na finiszu wyprzedził Lewandowskiego (34 gole).
W obecnych rozgrywkach Lewandowski znów jednak rozgrywa fenomenalny pod względem skuteczności strzeleckiej sezon, w którym wedle statystycznych wyliczeń zdobywa w Bundeslidze bramki co 59 minut. Pewnie gdyby nie kontuzja odniesiona w meczu reprezentacji Polski, przez którą musiał pauzować w kwietniowych meczach Bundesligi, dzisiaj „Lewy” byłby już dawno nowym rekordzistą niemieckiej ekstraklasy w liczbie goli strzelonych w jednym sezonie, a jedyną niewiadomą byłaby liczba na której zatrzyma
się jego licznik.
Po hat-tricku uzyskanym w miniony weekend w meczu z Borussią M’gladbach „Lewy” ma w tej chwili na koncie 39 goli, co w klasyfikacji „Złotego Buta” daje mu 78 punktów. Żaden z jego najgroźniejszych konkurentów nie odpowiedział choćby jednym trafieniem, zatem polski snajper Bayernu Monachium powiększył nad nimi i tak już gigantyczna przewagę. Drugi w klasyfikacji Leo Messi w tym sezonie strzelił dla Barcelony w Primera Division 28 goli, co daje mu 56 punktów. Do zakończenia rozgrywek w hiszpańskiej ekstraklasie pozostały wprawdzie jeszcze trzy kolejki, ale to tylko jeden mecz więcej niż ma do rozegrania Bundesliga.
Tak więc argentyński gwiazdor „Dumy Katalonii”, chociaż obdarzony niebywałym piłkarskim geniuszem, nie ma szans na przegonienie kapitana reprezentacji Polski. Nawet dla niego 11 goli jest różnicą niemożliwą do zniwelowania w trzech meczach. Tym bardziej, że Lewandowski w tej chwili prezentuje zdecydowanie lepszą formę strzelecką od Argentyńczyka.
Na zdobycie tej prestiżowej nagrody szans nie ma też drugi obecnie w zestawieniu Cristiano Ronaldo. Portugalski as Juventusu Turyn jest trzeci z dorobkiem 27 trafień i 54 punktów, ale w miniony weekend znów zaliczył „pusty przebieg” w przegranym przez ekipę „Starej Damy” aż 0:3 spotkaniu z AC Milan. Zdaniem dziennika „La Gazetta dello Sport” to był najgorszy występ Cristiano Ronaldo w całej jego karierze. „Błąkał się po boisku, nie umiał znaleźć dla siebie miejsca. Rozczarowujący występ w tak ważnym dla Juventusu meczu. W pierwszej połowie nie dotknął nawet piłki w polu karnym. Od gracza takiej klasy trzeba wymagać, że w tak ważnym spotkaniu pokaże swoją najlepszą wersję. Tymczasem kompletnie zaginął na murawie” – napisano w relacji zamieszczonej na łamach największej sportowej gazety we Włoszech.
Nie lepsi od największych tuzów okazali się też pretendenci do na ich miejsce. Leczący drobny uraz Norweg Erling Haaland nie pojawił się nawet w kadrze meczowej Borussii Dortmund w wygranym 3:2 meczu z RB Lipsk, podobnie jak Francuz Kylian Mbappe w zremisowanym przez jego Paris Saint-Germain spotkaniu z Rennes. Swojego strzeleckiego dorobku nie poprawił też w potyczce z FC Mainz (1:1) portugalski snajper Eintrachtu Frankfurt Andre Silva. Ta trójka piłkarzy okupuje w klasyfikacji „Złotego Buta” czwartą lokatę z dorobkiem 25 goli i 50 punktów.
Bayern ma jeszcze do rozegrania wyjazdowy mecz z Freiburgiem i u siebie z Augsburgiem. Zważywszy na prezentowaną formę z pewnością nie da sobie w tym sezonie wydrzeć upragnionej nagrody i chyba możemy mu już gratulować jej zdobycia.

Złoty But 2020/2021: Peleton wciąż daleko za Lewym

Robert Lewandowski z powodu kontuzji opuścił już cztery mecze w Bundeslidze, wciąż jednak z dorobkiem 35 goli ma ogromną przewagę nad konkurentami w klasyfikacji „Złotego Buta”. Drugi w zestawieniu Cristiano Ronaldo ma na koncie 25 bramek. A jeszcze wszystko wskazuje, że „Lewy” wróci do gry już w najbliższą sobotę w meczu z FC Mainz.

Cristiano Ronaldo w miniony weekend nie zagrał w z Atalantą Bergamo, przegranym przez Juventus 0:1. Pod nieobecność dwóch najskuteczniejszych graczy swoje strzeleckie osiągnięcia poprawili konkurenci – Erling Haaland (Borussia Dortmund) i Kylian Mbappe (Paris Saint-Germain) zdobyli po dwie bramki i mają teraz tyle samo trafień (po 23), co trzeci w zestawieniu sześciokrotny zdobywca „Złotego Buta” Leo Messi. Argentyńczyk w miniony weekend pauzował w ligowych zmaganiach, bo Barcelona grała w finale Pucharu Króla z Athletic Bilbao (4:0). Pusty przebieg zaliczył natomiast w Bundeslidze napastnik Eintrachtu Frankfurt Andre Silva, także mający 23 ligowe trafienia na koncie.
Na czwarte miejsce w klasyfikacji „Złotego Buta” awansował lider strzelców Premier League Harry Kane z Tottenhamu, który w zremisowanym 2:2 ligowym meczu z Evertonem zdobył obie bramki i powiększył swój łączny dorobek do 21 goli. Tyle samo trafień na koncie ma też snajper Interu Mediolan Romelu Lukaku.
Za plecami Lewandowskiego utworzyła się zatem mocna grupa pościgowa, ale nawet tacy znakomici napastnicy raczej nie mają już szans na dogonienie polskiego snajpera, bo za mało meczów pozostało do rozegrania. „Lewy” ma więc szansę indywidualnymi nagrodami osłodzić sobie brak sukcesów z Bayernem– szóstą już „armatą” dla króla strzelców Bundesligi oraz pierwszą w karierze nagrodą „Złotego Buta” dla najlepszego strzelca lig europejskich.

Lewandowski wznowił treningi, ale Bayern bez niego odpadł z Ligi Mistrzów

Gdy zespół Bayernu wyruszał do Paryża na rewanżowy mecz Ligi Mistrzów z Paris Saint-Germain, w niemieckich mediach pojawiły się filmy i zdjęcia Roberta Lewandowskiego samotnie biegającego po boisku w ośrodku treningowym bawarskiego klubu. Polski napastnik nie mógł pomóc kolegom w obu meczach z Paris Saint-Germain (2:3 i 1:0). Bayern nie obroni więc trofeum kończąc udział w obecnej edycji Champions League już w ćwierćfinale.

Kapitan reprezentacji Polski nie jest jednak jeszcze gotowy do gry, a data jego powrotu wciąż pozostaje w sferze spekulacji. Lewandowski przeprowadził pierwszy trening biegowy na boisku dwa tygodnie po odniesieniu urazu, a to oznacza, że rehabilitacja uszkodzonego więzadła pobocznego prawego kolana przebiega pomyślnie. Już w poprzednim tygodniu „Lewy” zamieścił na swoim profilu w mediach społecznościowych zdjęcie jak ćwiczy w swojej prywatnej siłowni, co rozbudziło nadzieje kibiców Bayernu, że może zdoła zagrać w rewanżowym meczu z Paris Saint-Germain. Okazały się jednak płonne, bo Lewandowski jak wiadomo do Paryża nawet nie pojechał.

Po powrocie ze zgrupowania reprezentacji Polski leczący uraz polski piłkarz nie zagrał w meczu na szczycie Bundesligi z RB Lipsk, wygranym przez Bayern 1:0, ale potem bawarska jedenastka przegrała u siebie pierwsze spotkanie ćwierćfinałowe Ligi Mistrzów z Paris Saint-Germain 2:3, a potem zremisowała ligowy mecz z Bundeslidze z Unionem Berlin (1:1). Te wyniki pokazały, jak ważną postacią dla zespołu jest jego najskuteczniejszy strzelec.
Pierwsze prognozy niemieckich lekarzy nie były optymistyczne i wedle nich „Lewy” będzie w pełni zdrowy i zdolny do gry z pełnym obciążeniem dopiero na przełomie kwietnia i maja. „Zbyt wczesny powrót może przynieść katastrofalne skutki dla jego dalszej kariery. Bo nie można grać na najwyższym poziomie z niestabilnym kolanem. Jeśli wróci za wcześnie, ryzykuje pogłębienie kontuzji mogące wyeliminować go z wielkiego futbolu na wiele miesięcy, ale również doprowadzić do tego, że problem będzie powracał” – ostrzegał były fizjoterapeuta Bayernu Oliver Schmidtlein. Podobnego zdania są też specjaliści zajmujący się obecnie leczeniem polskiego napastnika.
Wedle spekulacji niemieckich mediów kluczowe dla wyznaczenia terminu powrotu Lewandowskiego do gry miało być to, czy Bayern zdoła w Paryżu odrobić straty i wywalczy awans do półfinału Champions League. Pierwsze spotkania tej fazy rozgrywek są zaplanowane na 27 i 28 kwietnia, zatem polski snajper niemal na sto procent pojawiłby się wtedy w składzie bawarskiej drużyny. Teraz już takiej presji nie ma, bo w rozegranym w miniony wtorek w Paryżu rewanżowym meczu z Paris Saint-Germain obrońcy trofeum wprawdzie wygrali 1:0, ale to było za mało żeby awansować do kolejnej rundy. Bayern ma zatem już europejskie puchary z głowy, co zapewne przestawi w tym klubie hierarchię celów na wywalczenie kolejnego mistrzostwa Niemiec. Można się więc spodziewać, że Lewandowski wbrew spekulacjom niemieckich mediów nie wróci na boisko dopiero 8 maja w meczu 32. kolejki z Borussią Moenchengladbach, lecz znacznie wcześniej. Będzie miał zatem dość okazji żeby przyklepać szósty w karierze tytuł króla strzelców Bundesligi, a może nawet pobić legendarny rekord 40 goli w sezonie ustanowiony prawie pół wieku temu przez Gerda Muellera.

Nie jest to zadanie niewykonalne, bo Bayern ma jeszcze do rozegrania sześć meczów – z VfL Wolfsburg, Bayerem Leverkusen, FC Mainz, wspomnianą już Borussią M’gladbach oraz na koniec z dwoma ulubionymi zespołami „Lewego” – w 33. kolejce z Freiburgiem, któremu „Lewy” wbił 18 goli w 17 meczach, w tym 5 w ostatnich czterech, a w ostatnim meczu sezonu z Augsburgiem, przeciwko któremu nasz najlepszy piłkarz w 16 występach zdobył 20 bramek.
Tak czy owak jesteśmy jednak świadkami najdłuższej przerwy w grze w profesjonalnej karierze Lewandowskiego. Ale nawet gdyby w tym sezonie już nie powiększył swojego bramkowego dorobku i został z 35. trafieniami na koncie, to jego konkurenci mogą nie dać rady go dogonić – drugi w klasyfikacji snajperów Bundesligi Portugalczyk Andre Silva z Eintrachtu Frankfurt ma 12 goli mniej, a trzeci w zestawieniu Norweg Eling Haaland z Borussii Dortmund nawet 14.
Ta dwójka piłkarzy to także groźni rywale „Lewego” w wyścigu po „Złotego Buta” – nagrody dla najskuteczniejszego strzelca lig europejskich. W tej rywalizacji Polak ma jednak znacznie groźniejszych rywali w osobach trzykrotnego zdobywcy „Złotego Buta” Cristiano Ronaldo, który w tym sezonie jest obecnie na drugim miejscu w klasyfikacji z dorobkiem 25 bramek, a włoska Serie A ma jeszcze do rozegrania osiem kolejek spotkań. Tuż za nim z 23. trafieniami plasuje się jego wielki konkurent do sławy, gwiazdor Barcelony Leo Messi, który jest sześciokrotnym zdobywcą „Złotego Buta”. Trzecią lokatę Messi dzieli z wspomnianym wcześniej wiceliderem strzelców Bundesligi Andre Silvą, a za nimi na czwartym miejscu z 21. golami są Erling Haaland, Kylian Mbappe z PSG i Romelu Lukaku z Interu Mediolan.

CR7 chce do Realu

Hiszpańskie media donoszą, że Cristiano Ronaldo jest skłonny odejść z Juventusu, ale tylko do Realu Madryt. Portugalski piłkarz wg. dziennika „Marca” uważa, że nadal mógłby wiele wnieść do gry „Królewskich”.

Hiszpańska gazeta przekonuje, że słynny CR7, który już stał się legendą madryckiego klubu, jest gotowy do powrotu na Santiago Bernabeu. „Cristiano Ronaldo zrozumiał, że jego przygoda we Włoszech dobiegła końca” – pisze „Marca”. Władze Juventusu nie są wobec niego konsekwentne, bo dają sygnały, że są gotowe go oddać za 29 mln euro już po tym sezonie, ale w oficjalnych wypowiedziach zapewniają, że nadal chcą mieć portugalskiego gwiazdora w swoim zespole. Problemem jest jednak jego wysoka gaża – Cristiano Ronaldo zarabia rocznie 31 mln euro i jest pod tym względem absolutnym rekordzistą w Serie A.
Dziennik „Marca” przekonuje, że szefowie „Starej Damy”, którzy po tym sezonie planują wielką przebudowę zespołu, nie będą stawiać przeszkód, jeśli Portugalczyk zechce odejść już tego lata. Oczekują za transfer 36-letniego gwiazdora tylko niespełna 30 mln euro, chociaż sami zapłacili za niego trzy lata temu 105 mln euro.

Złoty But: Lewy znów powiększył przewagę

Miniony weekend był udany dla graczy z czołówki klasyfikacji „Złotego Buta”. Swojego bramkowego dorobku nie poprawił jedynie Cristiano Ronaldo, który zaliczył „pusty przebieg” w przegranym sensacyjnie przez Juventus 0:1 meczu 28. kolejki Serie A z Benevento. Dzięki temu Portugalczyka dogonił Leo Messi, który zdobył dwie bramki w wygranym przez Barcelonę 6:1 spotkaniu z Realem Sociedad.

Dla przypomnienia – ranking „Złotego Buta” powstaje w oparciu o liczbę goli strzelonych przez piłkarzy w lidze. Bramki są mnożone przez współczynnik trudności rozgrywek. Najwyższy współczynnik, „2”, ma pięć najwyżej sklasyfikowanych w rankingu UEFA lig europejskich. Obecnie „wielką piątkę” tworzą ligi hiszpańska, angielska, niemiecka, francuska i włoska. W tym sezonie liderem w wyścigu po nagrodę dla najlepszego strzelca lig europejskich jest Robert Lewandowski. W miniony weekend napastnik Bayernu znów zdołował swoich najgroźniejszych konkurentów w wyścigu po „Złotego Buta”. W meczu z VfB Stuttgart „Lewy” zaliczył hat-tricka i powiększył swój bramkowy dorobek w tym sezonie do 35 trafień i 70 punktów w klasyfikacji „ZB”.
Wicelider klasyfikacji Cristiano Ronaldo nie powiększył swojego bramkowego dorobku i musiał zrobić obok miejsce dla Messiego. Warto wspomnieć, że w ostatniej dekadzie Argentyńczyk i Portugalczyk zdominowali rywalizację o „Złotego Buta” – Messi w latach 2010-2020 zdobywał tę nagrodę sześciokrotnie, a Cristiano Ronaldo trzykrotnie. W obecnym sezonie raczej nie mają już szans na dogonienie Lewandowskiego, który ma nad nimi przewagę 12 goli i 24 punktów. Obaj mają co prawda po dwa mecze więcej do rozegrania od Polaka, ale on musiałby już nic nie strzelić do końca rozgrywek.
Za plecami Messiego i Ronaldo plasują się dwaj najgroźniejsi rywale „Lewego” w Bundeslidze – Norweg Ering Haaland z Borussii Dortmund i Portugalczyk Andre Silva z Eintrachtu Frankfurt. Oni także w miniony weekend powiększyli swój dorobek o dwa trafienia i mają teraz po 21 bramek i 42 punkty na koncie. Szósty w zestawieniu jest Francuz Kylian Mbappe, który również zaliczył „dwupak” dla PSG w spotkaniu z Olympique Lyon (4:2) i ma teraz w dorobku 20 goli i 40 punktów. Za nim z 19 trafieniami i 38 punktami są urugwajski snajper Atletico Madryt Luis Suarez oraz Belg z Interu Mediolan Romelu Lukaku.

Giganci futbolu dali odpór młodzieży

Robert Lewandowski z dorobkiem 32 goli i 64 punktów zdecydowanie prowadzi w klasyfikacji „Złotego Buta”, ale za plecami ma nie Erlinga Haalanda czy Kyliana Mbappe, lecz Cristiano Ronaldo i Leo Messiego. W miniony weekend ci wielcy piłkarze dobitnie przypomnieli światu, że wciąż są gigantami tego sportu – Portugalczyk strzelił trzy gole, a Argentyńczyk dwa.

Cristiano Ronaldo odpowiedział hat-trickiem na falę krytyki, jaka na niego spadła po odpadnięciu Juventusu z Ligi Mistrzów. Po trzech golach strzelonych w wygranym przez ekipę „Starej Damy” 3:1 ligowym spotkaniu z Cagliari portugalski piłkarz ma już na koncie 770 bramek zdobytych w oficjalnych występach, co jest rekordowym osiągnięciem w skali światowej. Już w styczniu tego roku, gdy Cristiano Ronaldo strzelił 758 gola w swojej karierze, media odtrąbiły pobicie przez niego strzeleckiego rekordu ustanowionego przez „króla futbolu” Pelego (757 bramek).
Natychmiast pojawiły się jednak kontrowersje, bo wedle niektórych statystyk Brazylijczyk miał więcej trafień na koncie w oficjalnych meczach. Po niedzielnym hat-tricku głos w tej kwestii zabrał sam Cristiano Ronaldo, publikując na Instagramie post takiej oto treści: „Mój odwieczny i bezwarunkowy podziw dla pana Edsona Arantesa do Nascimento spowodował, że dla mnie jego rekordowym wynikiem było 767 bramek. Wziąłem pod uwagę jego 9 goli dla drużyny z Sao Paulo oraz jedną bramkę dla Brazylijskiej Drużyny Wojskowej. Świat i piłka od tego czasu bardzo się zmieniły, ale to nie oznacza, że możemy wymazać historię. Kiedy w niedzielę osiągnąłem 770 bramek, swoje pierwsze słowa chcę skierować właśnie do Pele. Nie ma na świecie gracza, który nie wychowałby się, słuchając opowieści o jego niesamowitych dokonaniach. Ja nie jestem wyjątkiem. Pokonanie rekordu Pele to coś, o czym nie marzyłem nawet jako dziecko. Nie osiągnąłbym tego bez mojej rodziny, przyjaciół, fanów i kolegów z drużyny. Dziękuję” – napisał portugalski gwiazdor. Pele nie pozostał mu dłużny i także na Instagramie napisał: „Cristiano, każdy z nas odbywa w życiu samotną podróż. Ty też, ale twoja podróż jest piękna. Bardzo Cię podziwiam i uwielbiam patrzeć jak grasz. Szczerze gratuluję Ci pobicia mojego rekordu. I bardzo żałuję, że nie mogę cię teraz uściskać”.
Dzięki hat-trickowi w spotkani z Cagliari Cristiano Ronaldo powiększył swój strzelecki dorobek w tym sezonie w Serie A do 23 trafień i umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji strzelców włoskiej ekstraklasy. Drugi w zestawieniu Belg Rumelu Lukaku z Interu Mediolan ma o cztery bramki mniej. Wyczyn portugalskiego gwiazdora musiał zrobić piorunujące wrażenie na szefach turyńskiego klubu, bo w poniedziałek w oficjalnych wypowiedziach dementowali medialne pogłoski, że mieli zamiar pozbycia się go za 29 milionów euro już po tym sezonie.
Temat transferu Cristiano Ronaldo nie przestał być jednak aktualny, ale im więcej Portugalczyk strzeli goli w lidze, tym włodarzom Juventusu trudniej będzie podjąć taką decyzję. Dlatego Lewandowski nie może być jeszcze pewny zdobycia pierwszego w karierze „Złotego Buta”, bo zmotywowany CR7 z pewnością nie odpuści w tej rywalizacji. Tym bardziej, że za jego plecami pojawił się odwieczny konkurent do sławy – Leo Messi. Argentyńczyk w poniedziałek w kończącym 27. kolejkę Primera Division meczu z SD Huesca (4:1) po raz 767 wystąpił w barwach FC Barcelona (licząc wszystkie rozgrywki) i tym samym wyrównał klubowy rekord należący do Xaviego Hernandeza. Wydarzenie to Argentyńczyk uświetnił dwoma golami i asystą, powiększając swój strzelecki dorobek do 21 trafień. To trzynasty z rzędu sezon w jego karierze, w którym przekroczył granicę 20 bramek, czego przed nim nie dokonał żaden piłkarz. Messi jest liderem klasyfikacji strzelców Primera Division. Drugi w zestawieniu Urugwajczyk Luis Suarez z Atletico Madryt traci do niego trzy bramki, a trzeci Francuz Karim Benzema z Realu Madryt aż sześć. Warto podkreślić, że cała trójka najlepszych snajperów w hiszpańskiej ekstraklasie to gracze już po „30” (Messi ma 33 lat, Suarez 34, a Benzema 33), podobnie jak Cristiano Ronaldo (36), a także znajdujący się na czele klasyfikacji „Złotego Buta” Lewandowski (32).
To trochę przeczy tezie postawionej niedawno przez francuski dziennik „L’Equipe” sugerującej nastanie ery dominacji młodego pokolenia graczy z 20-letnim Norwegiem Erlingiem Haalandem i 22-letnim Francuzem Kylianem Mbappe na czele. W miniony weekend obaj nie powiększyli swojego bramkowego dorobku i Halland z 19., trafieniami jest czwarty, a Mbappe z 18. dopiero siódmy. Może kiedyś rzeczywiście ci gracze zdominują futbol na naszym kontynencie, ale raczej na pewno jeszcze nie w tym sezonie.
W obecnych rozgrywkach o tytuł najlepszego strzelca w ligach europejskich Lewandowski bić się będzie z Cristiano Ronaldo i Messim. Szanse na zwycięstwo ma duże, bo prowadzi z dużą przewagą nad konkurentami, a wszyscy mają mniej więcej tyle samo meczów do rozegrania w swoich ligach – Bundesliga, Primera Division, Premier League i Ligue 1 mają jeszcze po dziewięć kolejek, zaś Serie A jedenaście.

W Juventusie nie chcą już Cristiano Ronaldo

Po odpadnięciu Juventusu z Ligi Mistrzów w Turynie rozpętała się burza wokół Cristiano Ronaldo. Zdaniem włoskiej prasy 36-letni portugalski piłkarz latem opuści ekipę „Starej Damy”, a szefowie klubu ponoć już nawet ustalili cen – 29 mln euro. To mało jak na napastnika, który kosztował 110 mln euro, a w tym sezonie strzelił 27 goli.

Cristiano Ronaldo miał być graczem, który pomoże Juventusowi wreszcie wygrać Ligę Mistrzów. Te rachuby okazały się jednak płonne, bo turyńska drużyna z portugalskim gwiazdorem w składzie za pierwszym podejściem odpadła w ćwierćfinale z Ajaksem Amsterdam, w drugiej próbie zakończyła zmagania w 1/8 finału po porażce z Olympique Lyon, a w obecnych rozgrywkach, także w 1/8 finału, musiała uznać wyższość FC Porto.
Co gorsze, o ile w dwóch poprzednich sezonach ekipa „Starej Damy” przynajmniej jeszcze dominowała na krajowym podwórku zdobywając mistrzostwo Włoch, to coraz bardziej zanosi się na to, że w tym roku zakończy się trwająca od 2012 roku era dominacji Juventusu także w Serie A i zespół ten nie zdobędzie 10. tytułu z rzędu. Po 26. kolejkach „Stara Dama „ ma do prowadzącego Interu Mediolan już 10 punktów straty. Klubowe władze postanowiły zareagować na tę serię niepowodzeń podejmując decyzje o gruntownej przebudowie kadry zespołu. Jedną z pierwszych ofiar tej personalnej rewolucji wedle włoskich mediów ma być właśnie Cristiano Ronaldo. Dziennik „Corriere dello Sport” podał już nawet kwotę, za jaką Juventus odda Portugalczyka i zapewnia, że jest to będzie to tylko 29 mln euro.
To niewiele zważywszy na fakt, że za przejście Portugalczyka z Realu Madryt turyński klub latem 2018 roku zapłacił 110 mln euro, a gwiazdorowi zaoferował najwyższy kontrakt w Serie A – 31 mln euro rocznie. Umowa 36-letniego obecnie portugalskiego napastnika wygasa z końcem czerwca 2022 roku.
Mimo kierowanych pod jego adresem pretensji jest nie tylko najbardziej znanym i utytułowanym graczem w ekipie „Starej Damy”, ale wciąż także najskuteczniejszym. W tym sezonie w Serie A zdobył 20 bramek, a we wszystkich rozgrywkach 27. Nie będzie więc miał większych problemów ze znalezieniem nowego pracodawcy, jeśli zdecyduje się na zmianę klubowych barw. Ale jego odejście z Juventusu to na razie póki co jedynie medialne spekulacje.

Liga Mistrzów UEFA: Koniec hegemonii Messiego i CR7, nadchodzi era Haalanda i Mbappe

Do ćwierćfinałów Champions League nie zakwalifikowały się zespoły Barcelony i Juventusu, a to oznacza, że po raz pierwszy od sezonu 2004/2005 w tej fazie tych elitarnych rozgrywek zabraknie Leo Messiego i Cristiano Ronaldo. Odpadły ponadto RB Lipsk i FC Sevilla, a awans z 1/8 finału wywalczyły ekipy Borussii Dortmund, FC Porto, PSG i Liverpoolu.

Pierwszy z gigantów futbolu odpadł Cristiano Ronaldo. Juventus w pierwszym meczu przegrał na wyjeździe z FC Porto 1:2, ale powszechnie sądzono, że w rewanżu podopieczni trenera Adrei Pirlo na swoim stadionie bez trudu odrobią straty. Nic z tego – już w 17. minucie po faulu Demirala na Taremim sędzia odgwizdał rzut karny dla portugalskiej drużyny, który na bramkę zamienił Sergio Oliveira. Strzegący bramki Juventusu Wojciech Szczęsny nie miał żadnych szans na obronę. W tym momencie sytuacja turyńskiej drużyny zrobiła się dramatyczna, bo FC Porto grało zdecydowanie lepiej i Szczęsny co rusz musiał wykazywać się swoim bramkarskim kunsztem. Do przerwy wynik się jednak nie zmienił, a gdy zespoły wróciły na boisko, gospodarze ruszyli ostro do ataku. Najpierw Chiesa z kilku metrów pokonał Marchesina, doprowadzając do wyrównania, a w 63. minucie ponownie Chiesa doprowadził w dwumeczu do wyniku 3:3, a ponieważ już do końca regulaminowego czasu gry bramki nie padły, sędzia zarządził dogrywkę. A w niej nieoczekiwanie gola w 115. minucie strzelili goście. Oliveira z rzutu wolnego posłał piłkę pod nogami stojącego w murze Cristiano Ronaldo, co kompletnie zaskoczyło Szczęsnego i teraz Juventus musiał zdobyć dwie bramki, żeby awansować. Umiejętności starczyło tylko na jedną, ale wygrana 3:2 nic turyńczykom nie dawała, bo chociaż w dwumeczu był remis 4:4, to FC Porto awansowało dalej dzięki większej liczbie goli strzelonych na wyjeździe. Cristiano Ronaldo wypadł w tym meczu słabo, a włoskie media natychmiast mu wypomniały, że chociaż kosztował gigantyczne pieniądze, to Juventus z nim w składzie nie odniósł w Lidze Mistrzów żadnego sukcesu – po raz drugi z rzędu ekipa „Starej Damy” odpadał w 1/8 finału.
W drugim wtorkowym spotkaniu Borussia Dortmund zremisował u siebie z Sevillą 2:2 (pierwszy mecz na wyjeździe wygrała 3:2), a bohaterami wieczoru byli Erling Haaland oraz Youssef En-Nesyri, którzy zdobyli po dwie bramki. Snajper Sevilli doprowadził do wyrównania w 96. minucie meczu, lecz media zdecydowanie więcej uwagi poświęciły 20-letniemu norweskiemu napastnikowi, który powiększył swój bramkowy dorobek w obecnej edycji Ligi Mistrzów do 10 trafień. Haaland jest liderem klasyfikacji strzelców, ale jego łączny dorobek w tych rozgrywkach, zważywszy przy tym na jego wiek, robi ogromne wrażenie – we wtorkowym spotkaniu z Sevillą strzelił gole nr 19. i 20. w Lidze Mistrzów, a dokonał tego wyczynu w 14 meczach, co jest rekordem tych rozgrywek. Norweski piłkarz został też najmłodszym graczem w historii Ligi Mistrzów, który zapisał na swoim koncie 20 bramek (20 lat i 231 dni). Wyprzedził w tym zestawieniu francuskiego asa Paris Saint-Germain Kyliana Mbappe oraz samego Leo Messiego.
Ci dwaj wielcy piłkarze, schodzący powoli z piedestału Argentyńczyk i wchodzący dopiero na szczyt Francuz spotkani się oko w oko w środę na Parc des Princes w Paryżu. Mało kto dawał ekipie Barcelony szanse na wywalczenie awansu do ćwierćfinału, bo u siebie „Duma Katalonii” przegrała w pierwszym meczu aż 1:4. Tym razem „remontady” nie było, a spotkanie zakończyło się remisem 1:1. Gole strzelili Mbappe i Messi – Francuz z rzutu karnego, a Argentyńczyk po genialnej akcji, ale gwiazdor „Dumy Katalonii” też sie nie popisał marnując jedenastkę. Po meczu światowe mediach spekulowały, że być może mecz w Paryżu był ostatnim Messiego w Lidze Mistrzów w koszulce Barcelony. Transferowe plotki sugerują, że argentyński piłkarz może latem tego roku trafić do Paris Saint-Germain, ale nawet jeśli do tego dojdzie, to raczej nie zagra w tej drużynie z Mbappe. Francuski napastnik chce odejść z PSG do Realu Madryt, ale gdyby zdecydował się zostać, to wtedy paryskiego klubu nie będzie już stać na zatrudnienie Messiego.
Nie ulega jednak wątpliwości, że na naszych oczach dokonuje się właśnie zmiana warty na futbolowym szczycie. Kończy się era hegemonii Messiego i Cristiano Ronaldo, a zaczyna jeśli nie Haalanda i Mabppe, to na pewno graczy z ich pokolenia. Ale w okresie przejściowym królem został Robert Lewandowski i na razie nic nie zapowiada, by miał już w tym sezonie oddać
koronę w inne ręce.

Złoty But coraz bliżej

Hat-trick Roberta Lewandowskiego w meczu z Borussią Dortmund powiększył jego przewagę nad konkurentami w klasyfikacji strzelców Bundesligi oraz umocnił go na prowadzeniu w rywalizacji o „Złotego Buta” – nagrody dla najlepszego strzelca lig europejskich.
„Lewy” ma w tej chwili 11 goli przewagi nad drugim w zestawieniu Cristiano Ronaldo.

Bayern Monachium wygrał „Der Klassiker” z Borussią Dortmund 4:2, a Robert Lewandowski strzelił w tym spotkaniu trzy gole. Kapitan reprezentacji Polski powiększył swój bramkowy dorobek w tym sezonie do 31 trafień i jest w tej chwili zdecydowanym liderem klasyfikacji strzelców Bundesligi. Ścigający go w tym zestawieniu Norweg Erling Haaland z Borussii Dortmund i Portugalczyk Andre Silva z Eintrachtu Frankfurt maja na koncie po 19 goli.
Niemieckie media ekscytują się rosnącą szansą „Lewego” na pobicie legendarnego rekordu goli w jednym sezonie (40) ustanowionego blisko pół wieku temu przez Gerda Muellera, ale polski napastnik Bayernu ma na oku ważniejsze dla niego trofeum. W swojej bogatej już kolekcji nie ma jeszcze „Złotego Buta”, nagrody dla najskuteczniejszego strzelca lig europejskich. Był bliski zdobycia tego lauru w poprzednim sezonie, ale na finiszu sprzątnął mu go sprzed nosa włoski snajper Lazio Rzym Ciro Immobile.
W obecnych rozgrywkach Lewandowski chyba już nie da sobie odebrać tego trofeum. Dla przypomnienia – klasyfikacji „Złotego Buta” to ranking, w którym bramki zdobyte przez piłkarzy w pięciu najsilniejszych ligach (niemieckiej, angielskiej, hiszpańskiej, włoskiej i francuskiej) mnożone są przez współczynnik trudności „2”. Pozostałe ligi mają współczynnik „1,5” lub „1”. Tak więc w aktualnym zestawieniu Lewandowski ma na koncie 62 punkty za 31 goli. Na drugim miejscu jest Kasper Junker, zawodnik norweskiego Bodo/Glimt, który 27 razy trafił do siatki i ma 40,5 pkt, ale norweska ekstraklasa gra systemem wiosna-jesień i ten piłkarz nie powiększy już swojego dorobku. Może tego natomiast dokonać trzeci w zestawieniu Cristiano Ronaldo, który ma na koncie 20 goli, co przy współczynniku „2” daje mu 40 punktów. Portugalczyk ma już jednak do „Lewego” ogromną stratę 22 punktów. Jego Juventus ma co prawda jeszcze do rozegrania 13 ligowych meczów, a Bayernowi do końca rozgrywek zostało kolejek 10, to nawet dla wielkiego CR7 zniwelowanie tej różnicy może okazać się niewykonalne.
Tym bardziej będzie to trudne dla dwóch graczy Bundesligi, Erlinga Haalandaz Borussii Dortmund i Andre Silvy z Eintrachtu Frankfurt, zajmujących na spółkę z Leo Messim z FC Barcelona miejsce za plecami Portugalczyka z dorobkiem 19 trafień i 38 punktów.
Najwyżej notowanym piłkarzem w klasyfikacji „Złotego Buta” jest pozyskany przez Legię z Szachtara Soligorsk Jasur Jakszibojew, który w barwach poprzedniego zespołu strzeli 16 goli i zestawieniu zajmuje 163. miejsce. Natomiast jego klubowy kolega z Legii, Czech Tomas Pekhart, lider klasyfikacji strzelców naszej ekstraklasy, z 15 golami zajmuje 180. lokatę.

Czołówka klasyfikacji Złotego Buta:

  1. Robert Lewandowski (Polska, Bayern Monachium) – 31 goli
    /62 pkt.
  2. Kasper Junker (Dania, FK Bodo/Glimt) – 27/40,5
  3. Cristiano Ronaldo (Portugalia, Juventus Turyn) – 20/40
  4. Ering Haaland (Norwegia, Borussia Dortmund) – 19/38
    – Andre Silva (Portugalia, Eintracht Frankfurt) – 19/38
    – Lionel Messi (Argentyna, FC Barcelona) – 19/38
  5. Paul Onuachu (Nigeria, KRC Genk) – 25/37,5
    – Amahl Pellegrino (Norwegia, Kristiansund BK) – 25/37,5
  6. Kylian Mbappe (Francja, Paris Saint-Germain) – 18/36
    – Romelu Lukaku (Belgia, Inter Mediolan) – 18/36