Zastój w wyścigu o Złotego Buta

Z piłkarzy należących do czołówki wyścigu o „Złotego Buta”, w miniony weekend trafienie zaliczył jedynie Cristiano Ronaldo. Portugalczyk awansował na trzecie miejsce, które dzieli z Timo Wernerem. Pierwszy nadal jest Ciro Immobile, a drugą lokatę zajmuje Robert Lewandowski.

To nie był udany weekend dla najlepszych strzelców w Europie. Nawet włoski napastnik Lazio Rzym Ciro Immobile tym razem nie strzelił gola, podobnie jak równie regularny w tym sezonie w pokonywaniu bramkarzy Robert Lewandowski. Kapitan reprezentacji Polski stoczył w niedzielę bezpośredni pojedynek ze swoim najgroźniejszym konkurentem do zdobycia tytułu króla strzelców Bundesligi Timo Wernerem, lecz ani on, ani 23-letni snajper RB Lipsk nie powiększyli bramkowego dorobku i spotkanie Bayernu z ekipą z Lipska zakończyło się bezbramkowym remisem. Polak zmarnował więc okazję do zmniejszenia trzybramkowego dystansu do prowadzącego w klasyfikacji „Złotego Buta” Immobile (25 goli), który tym razem w wygranym przez Lazio 1:0 wyjazdowym spotkaniu z Parmą został wyręczony przez kolegę z ataku Felipe Caicedo.
Niemoc strzelecką Wernera, który nie trafił do siatki już w trzecim meczu z rzędu, wykorzystał Cristiano Ronaldo. Portugalczyk w dziesiątym z rzędu meczu w Serie A zdobył gola, więc chociaż Juventus Turyn sensacyjnie przegrał z Hellas Werona 1:2, był ogólnie zadowolony, bo powiększył swoje bramkowe konto do 20 trafień i od Immobile ma już tylko pięć goli mniej. A to oznacza, że 35-letni gwiazdor będzie się liczył nie tylko w rywalizacji o tytuł najlepszego strzelca w Serie A, lecz także w wyścigu o nagrodę „Złotego Buta”. W tej chwili jest już ex aequo na trzecim miejscu z Wernerem, a do Lewandowskiego ma tylko dwa trafienia straty.
Piąty w klasyfikacji jest najmłodszy w tym towarzystwie, 19-letni Erling Haaland. Norweski napastnik, którego zimą Borussia Dortmund wykupiła z austriackiego RB Salzburg za 20 mln euro, ma obecnie na koncie 23 strzelone gole, ale tylko 38 punktów, bo z tego dorobku 16 trafień zaliczył jeszcze lidze austriackiej, która ma niższy współczynnik. Tak więc Haaland za 16 goli w Austrii dostał 24 punkty, a za siedem strzelonych już w tym roku w Bundeslidze – 14. Razem daje mu to 38 punktów i piąta lokatę. W ostatniej kolejce norweski napastnik zaliczył jednak pusty przebieg w przegranym przez Borussię 3:4 wyjazdowym spotkaniu z Bayerem Leverkusen.
Gwoli przypomnienia: Ranking powstaje w oparciu o liczbę goli strzelonych przez piłkarzy w lidze. Bramki są mnożone przez współczynnik trudności rozgrywek. Najwyższy – dwa – ma pięć czołowych lig. Obecnie: hiszpańska, angielska, niemiecka, francuska i włoska (współczynnik zależy od wyników klubów z każdej ligi w europejskich pucharach w ciągu ostatnich pięciu sezonów). W poprzednim sezonie nagrodę zebrał Lionel Messi (72 pkt za 36 goli).
Kolejne lokaty w klasyfikacji „Złotego Buta” zajmują: 6. Anglik Jamie Vardy (Leicester City) – 17 goli, 34 punkty i Belg Romelu Lukaku (Inter Mediolan) – 17 goli, 34 pkt; 8. Argentyńczyk Sergio Aguer (Manchester City) – 16 goli, 32 pkt; 9. Tunezyjczyk Wissam Ben Yedder (AS Monaco) – 16 goli, 32 pkt; 10. Estończyk Erik Sorga (FC Flora Tallinn) – 31 goli, 31 pkt (estońska liga ma współczynnik 1); 11. Francuz Kylian Mbappe (Paris Saint-Germain) – 15 goli, 30 pkt; 12. Białorusin Ilia Szkurin (Energetik-BGU Minsk) – 19 goli, 28,5 pkt (białoruska liga ma współczynnik 1,5). 13. Argentyńczyk Leo Messi (FC Barcelona) – 14 goli, 28 pkt; 14. Słoweniec Josip Ilicic (Atalanta Bergamo) – 14 goli, 28 pkt), Egipcjanin Mohamed Salah (FC Liverpool) – 14 goli, 28 pkt;, Anglik Marcus Rashford (Manchester United) – 14 goli, 28 pkt); Brazylijczyk Joao Pedro (Cagliari Calcio) – 14 goli, 28 pkt; Gabończyk Pierre-Emerick Aubameyang (Arsenal Londyn) – 14 goli, 28 pkt; Anglik Danny Ings (Southampton) – 14 goli, 28 pkt, 20. Brazylijczyk Neymar (Paris Saint-Germain) – 13goli i 26 pkt.

Lewy wśród milionerów

Francuski dziennik „L’Equipe” opublikował ranking najlepiej zarabiających piłkarzy w pięciu najmocniejszy ligach w Europie. Numerem 1 w tym zestawieniu piłkarskich krezusów jest Leo Messi.

Argentyński gwiazdor FC Barcelona wedle ustaleń „L’Equipe” miesięcznie zarabia 8,3 mln euro, co gwarantuje mu podpisana w 2017 roku najnowsza wersja kontraktu z katalońskim klubem. Mimo takiej gigantycznej gaży wciąż są chętni na wykupienie Argentyńczyka, dlatego działacze „Dumy Katalonii” zaproponowały swojemu gwiazdorowi kolejną wersję umowy, tym razem już obowiązującą do zakończenia kariery. Może się jedynie domyślać, że jeśli Messi ja podpisze, a taki zamiar zdradził, jego miesięczna gaża przekroczy granicę 10 mln euro.
Drugie miejsce w zestawieniu zajął Cristiano Ronaldo, który jest najlepiej zarabiającym graczem nie tylko Juventusu Turyn, ale całej włoskiej Serie A. Portugalczyk miesięcznie kasuje 4,7 mln euro, czyli więcej niż dostaje za rok gry występujący razem z nim w Juventusie nasz reprezentacyjny bramkarz Wojciech Szczęsny czy grający w ataku SSC Napoli Arkadiusz Milik.
Z polskich piłkarzy do Top 10 zestawienia trafił jedynie Robert Lewandowski, którego miesięczne zarobki francuski dziennik oszacował na kwotę 1,6 mln euro i sklasyfikował na 10. miejscu. Co ciekawe, przed napastnikiem Bayernu Monachium, najskuteczniejszym obecnie strzelcem w Bundeslidze i Lidze Mistrzów, znaleźli się gracze znacznie mu ustępujący pod względem sportowym i osiągnięciami. Trzeci w zestawieniu Brazylijczyk Neymar po transferze w 2017 roku z FC Barcelona do Paris Saint-Germain za 222 ml;n euro niczego znaczącego nie osiągnął, mimo to zarabia miesięcznie 3,1 mln euro. Czwarty w rankingu krezusów Francuz Antoine Griezmann zarabia w FC Barcelona 2,9 mln euro, tyle samo co Luis Suarez, ale Urugwajczyk przynajmniej zalicza się do kluczowych graczy „Dumy Katalonii”. Kolejne lokaty w zestawieniu zajmują dwaj gracze Realu Madryt – Walijczyk Gareth Bale i Belg Eden Hazard. Obaj zarabiają miesięcznie po 2,5 mln euro, ale „Królewscy” nie mają z nich pożytku na miarę tych pieniędzy. Dlatego chcą pozyskać z PSG 21-letniego Francuza Kyliana Mbappe, który obecnie w paryskim klubie zarabia „tylko” 1,9 mln euro. Lewandowskiego na liście piłkarskich krezusów wyprzedził jeszcze hiszpański bramkarz David De Gea, któremu Manchester United płaci co miesiąc aż 1,7 mln euro.

Wyścig po Złotego Buta

Nie tylko Robert Lewandowski rozgrywa sezon życia. Niebywałą skutecznością, lepszą nawet od Polaka, wykazuje się napastnik Lazio Rzym Ciro Immobile, który jest liderem klasyfikacji „Złotego Buta”.

W miniony weekend włoski piłkarz w meczu 22. kolejki Serie A Lazio ze SPAL 2013 (4:2) strzelił dwa gole i powiększył swój dorobek bramkowy w lidze do 25 trafień. Immobile jest obecnie najskuteczniejszym strzelcem w ligach europejskich i prowadzi w klasyfikacji „Złotego Buta” z 50 punktami na koncie. Dla przypomnienia – gole w pięciu najwyżej notowanych w rankingu UEFA ligach europejskich (włoskiej, angielskiej, niemieckiej, hiszpańskiej i francuskiej) mnożone są przez współczynnik „2”.
Drugi w zestawieniu Robert Lewandowski ustępuje snajperowi Lazio Rzym o trzy trafienia i sześć punktów. Trzeci w klasyfikacji jest Timo Werner, najgroźniejszy konkurent „Lewego” w walce o tytuł króla strzelców Bundesligi. Napastnik RB Lipsk ma w dorobku 20 bramek i 40 punktów.
Tuż za plecami tej trójki plasują się ex aequo imponujący w tym roku nie mniejszą skutecznością 34-letni gwiazdor Juventusu Turyn Cristiano Ronaldo i najnowszy transferowy nabytek Borussii Dortmund 19-letni Erling Haaland. Obaj mają na koncie po 38 punktów, ale portugalski weteran wypracował ten dorobek 19 golami, natomiast nastolatek z Norwegii 23. Ta dysproporcja bierze się stąd, że Haaland w rundzie jesiennej zdobył dla RB Salzburg 16 bramek, ale ekstraklasa Austrii ma w rankingu UEFA współczynnik „1,5”, zatem na półmetku wyścigu o nagrodę dla najskuteczniejszego strzelca lig europejskich miał tylko 21 punktów. Ale zimą przeszedł do Borussii Dortmund i teraz za każde trafienie dostaje także dwa punkty. Zważywszy na niesamowitą łatwość z jaką w tym roku strzela gole (w trzech spotkaniach zaliczył siedem trafień), norweski napastnik nie jest bez szans na zdobycie w tym sezonie „Złotego Buta”. W poprzednim sezonie nagrodę tę zdobył napastnik FC Barcelona Leo Messi (72 pkt za 36 goli).

Piłkarze wśród krezusów sportu

Kylian Mbappe niedawno skończył 21 lat, a już jest mistrzem świata z reprezentacją Francji, trzykrotnym mistrzem francuskiej ligi oraz najdroższym francuskim piłkarzem w historii. Arabscy właściciele Paris Saint-Germain zapłacili za jego transfer z AS Monaco 180 mln euro. I nie chcą go nikomu oddać za żadną cenę, a jemu oferują pięcioletni kontrakt na 32 mln euro rocznie.

Jeśli Mbappe zdecyduje się przedłużyć umowę z Paris Saint-Germain, w ciągu pięciu sezonów zarobi w paryskim klubie tylko grając w piłkę ponad 160 mln euro. Każdy piłkarz w jego wieku może jedynie pomarzyć o takiej gaży. Dla porównania – Leo Messi i Cristiano Ronaldo na takie sute kontrakty mogli liczyć dopiero w ostatnich latach, wcześniej kwoty powyżej 30 mln euro rocznie nawet dla nich były nieosiągalne. Katarscy szejkowie nie maja jednak wyboru, bo na utalentowanego Francuza parol zagiął prezydent Realu Madryt Florentino Perez. Jak donoszą hiszpańskie media, jest tak zdeterminowany żeby ściągnąć Mbappe na Santiago Bernabeu, że jest gotowy przeznaczyć na ten cel nawet 400 mln euro. W tej kwocie mieści się odstępne dla PSG, nie mniejsze niż ćwierć miliarda euro oraz bajońskie wynagrodzenie dla piłkarza. I to tłumaczy dlaczego Mbappe kuszony jest w PSG zarobkami na poziomie 32 mln euro rocznie(ok. 55 mln brutto).

Jeśli młody francuski gwiazdor zostanie na Parc des Princes, będzie najlepiej opłacanym piłkarzem we Francji i wyprzedzi pod tym względem Brazylijczyka Neymara, za którego paryski klub zapłacił Barcelonie 222 mln euro, ale płaci mu 37 mln euro brutto (ok. 22 mln euro netto) i na dodatek chce się go latem tego roku pozbyć. Oczywiście nie za darmo, tylko za kwotę z której będzie w stanie pokryć nowy kontrakt Mbappe. 21-letni napastnik stałby się wtedy kluczową postacią w przebudowanym pod jego kontem zespole PSG, a już teraz wiadomo, że jest o wiele pewniejszą inwestycją od Neymara, który od sierpnia 2017 roku zaliczył w PSG ledwie 70 występów i zdobył 35 bramek, podczas gdy Mbappe w tym samym czasie w barwach Paris Saint-Germain w 106 meczach strzelił 78 goli.

Francuz ma zatem ogromny potencjał, także marketingowy, co powinno za kilka lat uczynić go najbogatszym sportowcem na świecie. Ale póki co w tym względzie znacznie ustępuje największym futbolowym krezusom. Najlepiej zarabiający z nich Leo Messi tylko w ostatnim roku zarobił 127 milionów dolarów i ta kwota zapewniła mu pierwsze miejsce na liście stu najbogatszych sportowców wedle magazynu „Forbes”. Co ciekawe, w tym gronie znalazła się tylko jedna kobieta – amerykańska tenisistka Serena Williams (63. miejsce).

Messi po raz pierwszy został uznany za najlepiej zarabiającego sportowca. Przed rokiem pierwsze miejsce zdobył bokser Floyd Mayweather (285 mln dolarów). W rankingu „Forbesa” uwzględnia się wszystkie możliwe źródła zarobków, czyli także wpływy z kontraktów reklamowych i sprzedaży wizerunku. druga lokatę zajął Cristiano Ronaldo, obecnie występujący w Juventusie Turyn, którego przychody oszacowano na 109 mln dolarów. Trzeci w zestawieniu jest Neymar z zarobkami na poziomie 105 mln dolarów). W setce najbogatszych najwięcej przedstawicieli, bo aż 35, ma koszykarska liga NBA.

Piłkarzy nożnych znalazło się w niej tylko 19. Czołowa „10” zestawienia prezentuje się następująco: 1. Lionel Messi (Argentyna, piłka nożna) – 127 mln dolarów; 2. Cristiano Ronaldo (Portugalia; piłka nożna) – 109; 3. Neymar (Brazylia; piłka nożna) – 105; 4. Canelo Alvarez (Meksyk; boks) – 94; 5. Roger Federer (Szwajcaria; tenis) – 93,4; 6. Russell Wilson (USA; futbol amerykański) – 89,5; 7. Aaron Rodgers (USA; futbol amerykański) – 89,3; 8. LeBron James (USA; koszykówka) – 89; 9. Stephen Curry (USA; koszykówka) – 79,8; 10. Kevin Durant (USA; koszykówka) – 65,4.

„Forbes” pokusił się też o zestawienie najlepiej zarabiających sportowców w ostatnich 10 latach. Na jego czele umieścił boksera Floyda Mayweathera Jr z dorobkiem 915 mln dolarów. Kolejne lokaty na tej liście zajeli: 2. Cristiano Ronaldo (piłka nożna) – 800 mln dolarów; 3. Lionel Messi (piłka nożna) – 750 milionów; 4. LeBron James (koszykówka) – 680 milionów; 5. Roger Federer (tenis) – 640 milionów; 6. Tiger Woods (golf) – 615 milionów; 7. Phil Mickelson (golf) – 480 milionów; 8. Manny Pacquiao (boks) – 435 milionów; 9. Kevin Durant (koszykówka) – 425 milionów; 10. Lewis Hamilton (Formuła 1) – 400 milionów dolarów.
Dla porównania – najzamożniejszy z polskich sportowców, Robert Lewandowski, dopiero dobija do granicy 100 milionów dolarów, ale zanim zawiesi buty na kołku, jego łączne zarobki z całą pewnością przekroczą pułap 250 mln dolarów, a może nawet 300 milionów.

 

Timo Werner ściga Lewego

W środę Bayern Monachium pokonał na wyjeździe Freiburg 3:1, a jednego z goli zdobył Robert Lewandowski. To był 54. gol kapitana reprezentacji Polski strzelony w 2019 roku, co jest jego najlepszym wynikiem w karierze, dającym mu zdecydowane prowadzenie w klasyfikacji najskuteczniejszych w tym roku strzelców w Europie. W Bundeslidze nasz piłkarz z dorobkiem 19 trafień jest liderem w klasyfikacji snajperów obecnego sezonu, ale wyrósł mu groźny konkurent – napastnik RB Lipsk Tomo Werner, który ma na koncie tylko jedną bramkę mniej.

W 2019 roku żaden z piłkarzy grających w najsilniejszych ligach Europy nie zdobył więcej goli niż kapitan reprezentacji Polski. Drugi w klasyfikacji Argentyńczyk Leo Messi przez ostatnich 12 miesięcy trafiał do siatki 49 razy, a że nie zdołał poprawić swojego dorobku w środowym starciu Barcelony z Realem Madryt, musiałby w ostatnim tegorocznym występie jaki mu pozostał (21 grudnia z Deportivo Alaves) zdobyć co najmniej sześć bramek, żeby wyprzedzić Polaka. Oczywiście przy założeniu, że „Lewy”, który także ma jeszcze jeden mecz do rozegrania w Bundeslidze (także 21 grudnia, z VfL Wolfsburg), nie zaliczy w nim trafienia.

Napastnik Bayernu ma na koncie już 54 bramki i jest jak na razie jedynym zawodnikiem, który w 2019 roku przekroczył granicę 50 goli. Polak dokonał tego po raz drugi w karierze, stając się trzecim graczem obecnej ery w futbolu, po Messim i Cristiano Ronaldo, który zdołał więcej niż raz przekroczyć w jednym roku barierę 50 goli. Kolejni gracze na liście, Anglik Raheem Sterling z Manchesteru City i Francuz Kylian Mbappe z Paris Saint-Germain, mają jeszcze trudniejsze zadanie, bo mają na koncie po 43 gole.

Na tegoroczny dorobek Lewandowskiego składa się 48 goli strzelonych w 44 meczach Bayernu i 6 trafień w 10 spotkaniach reprezentacji Polski. 31 goli „Lewy” strzelił w Bundeslidze, 10 w Lidze Mistrzów i siedem w Pucharze Niemiec. A zatem wszystko wskazuje, że niczym nie nagradzany tytuł najskuteczniejszego piłkarza roku w Europie w 2019 przypadnie Lewandowskiemu. W tej dekadzie zdobywali go jedynie Portugalczyk Cristiano Ronaldo (4), Messi (3) i Harry Kane (1). W XXI wieku opróz z tych graczy i Lewandowskiego powyżej 50 bramek w jednym roku kalendarzowym zdobyli jeszcze Luis Suarez (51, 2016) i Edinson Cavani (53, 2017), a dwukrotnie do granicy 50 trafień dobił Szwed Zlatan Ibrahimović (2012 i 2016).

Kapitan reprezentacji Polski ściga się jednak także w innych prestiżowych klasyfikacjach, na dodatek nagradzanych pamiątkowymi statuetkami i miejscem w futbolowych kronikach. Zdobywając bramkę w środowym spotkaniu z Freiburgiem (3:1) „Lewy” powiększył swój strzelecki dorobek w obecnym sezonie do 19 trafień i za jednym zamachem odzyskał pozycję samodzielnego lidera w klasyfikacji snajperów niemieckiej Bundesligi oraz zwiększając łączną liczbę goli do 221 awansował na trzecie miejsce w klasyfikacji wszech czasów niemieckiej ekstraklasy. Przed nim są już tylko Klaus Fischer (268 goli) i Gerd Mueller (365 goli).

Lewandowskiemu w niemieckiej lidze w ostatnich tygodniach nieoczekiwanie wyrósł groźny rywal do zdobycia statuetki armaty, która jest nagrodą dla króla strzelców Bundesligi. To 23-letni napastnik aktualnego lidera RB Lipsk Timo Werner. Reprezentant Niemiec w miniony wtorek zdobył dwie kolejne bramki w spotkaniu z Borussią Dortmund (3:3) i na chwilę dogonił w klasyfikacji strzelców „Lewego”, który przed środowym meczem Bayernu z Freiburgiem także miał na koncie 18 trafień. Odpowiedź polskiego napastnika była natychmiastowa, ale Werner także jest w fenomenalnej formie i nie można wykluczyć, że na finiszu jesiennej rundy jeśli nie przegoni, to co najmniej zrówna się z Lewandowskim. W ostatniej kolejce RB Lipsk gra u siebie z 10. w tabeli Augsburgiem, natomiast przeciwnik Bayernu, VfL Wolfsburg, zajmuje 8. lokatę.

Rywalizacja Lewandowskiego z Wernerem jest świetną promocją Bundesligi, bo ci dwaj piłkarze zajmują w tej chwili także czołowe lokaty w klasyfikacji „Złotego Buta”, nagrody dla najskuteczniejszego strzelca sezonu w ligach europejskich. Dla przypomnienia: ranking powstaje w oparciu o liczbę goli strzelonych przez piłkarzy w krajowych ligach. Bramki są mnożone przez współczynnik trudności rozgrywek. Najwyższy, dwa, ma pięć czołowych lig – hiszpańska, angielska, niemiecka, francuska i włoska. Współczynnik zależy od wyników klubów z każdej ligi w europejskich pucharach w ciągu ostatnich pięciu sezonów. W poprzednim sezonie nagrodę „Złotego Buta” otrzymał Leo Messi – Argentyńczyk zwyciężył z dorobkiem 36 goli i 72 punktów.
W obecnym sezonie prowadzi Lewandowski (19 goli i 38 pkt), a drugi w zestawieniu jest Werner ( 18 goli, 36 pkt). Trzecie miejsce zajmuje Włoch Ciro Immobile z Lazio Rzym, legitymujący się dorobkiem 17 trafień i 34 pkt, czwarte Anglik Jamie Vardy z Leicester City (16 goli, 32 pkt), a piątą lokatę okupują na spółkę Messi i francuski napastnik Realu Madryt Karim Benzema (obaj mają po 12 goli i 24 pkt). Ale to dopiero półmetek rozgrywek.

 

FIFA chce poskromić agentów

Kto dzisiaj, pod koniec drugiej dekady XXI wieku, naprawdę rządzi piłką nożną? Na pewno nie właściciele klubów, czego dowodzą porażka Aurelio de Laurentiisa w konflikcie z piłkarzami SSC Napoli, problemy Realu Madryt z Garethem Bale’em czy Paris Saint-Germain z Neymarem. To w takim razie kto? Zawodnicy? Też nie, bo oni w ostatnich latach stali się jedynie narzędziami w rękach prowadzących ich interesy menedżerów. I chyba właśnie ta grupa ludzi działająca pod szyldem agentów piłkarskich, ma obecnie najwięcej do powiedzenia w tym sporcie, notuje też największy wzrost zarobków. Wedle danych FIFA tylko w 2019 roku z prowizji od transferów do kieszeni pośredników trafiło ponad 650 mln dolarów.

Działacze Międzynarodowej Federacji Piłki Nożnej (FIFA) już od jakiegoś czasu z niepokojem przyglądają się rosnącemu znaczeniu agentów piłkarskich. W opublikowanym niedawno raporcie światowa federacja zobrazowała skalę problemu. Tylko w tym roku przeprowadzono około 17 tysięcy piłkarskich transferów, z czego w jedną czwartą z nich zaangażowany był przynajmniej jeden pośrednik. Z tytułu prowizji kluby wypłaciły agentom w sumie 653,9 mln dolarów.

Transferowa szara strefa

To o prawie 20 procent więcej niż rok wcześniej. Warto jednak zauważyć, że lwią część tej kwoty zapłaciły kluby z Włoch, Anglii, Niemiec, Portugalii, Hiszpanii i Francji. Zdumiewa zwłaszcza obecność w tym gronie Portugalii, bo kluby z tego kraju chcąc dotrzymać kroku europejskim potentatom musiały przeznaczyć dla pośredników prawie połowę kwot przeznaczonych na transfery nowych zawodników.

Warto też podkreślić, że FIFA w swoim raporcie nie uwzględniła prowizji wypłaconych agentom przy transferach piłkarzy między zespołami w krajowej lidze.

Handel piłkarzami jeszcze w latach 90. ubiegłego wieku był domeną działaczy klubowych, którzy dochodzili do porozumienia także bezpośrednio z zainteresowanym zawodnikiem. Gdy jednak wraz z dynamicznym rozwojem rynku praw telewizyjnych i sportowego sponsoringu zaczęły szeroką strugą płynąć gigantyczne pieniądze, coraz więcej osób chciało zaczerpnąć coś dla siebie, ale większość nie mogła tego zrobić w transparentny sposób. Agenci piłkarscy jako zewnętrzny podmiot stwarzali tym ludziom możliwość zarabiania „na boku”. Zasada była prosta i bynajmniej nie nowa – właściciel klubu przeznaczał określoną kwotę na zakup nowych zawodników i dawał wolną rękę klubowym działaczom w ich dysponowaniu, a oni tym chętniej godzili się na coraz większe prowizje dla pośredników, im więcej mieli z tego dla siebie. Na rodzącym się nowym rynku agentów zyskiwali na znaczeniu ci, którzy dzielili się pieniędzmi. Na ich listach płac zaczęli pojawiać się nie tylko wpływowi działacze, klubowi i zatrudnieni w strukturach piłkarskich federacji, lecz także dyrektorzy sportowi, trenerzy, a nawet członkowie najbliższej rodziny zawodników.

FIFA jeszcze na początku lat 90. próbowała przejąć kontrole nad instytucją agentów, wprowadzając płatne licencje, na które stać było tylko nielicznych. Z czasem jednak coraz bardziej liberalizowała dostęp do tej profesji, aż w 2015 roku zniosła praktycznie wszelkie ograniczenia. Nic dziwnego, że liczba piłkarskich pośredników wzrosła lawinowo i ich liczba dawno już przekroczyła granice zdrowego rozsądku.

Zarabiają za dużo pieniędzy

Wśród tej ogromnej rzeszy agentów pływa jednak całkiem spore stado rekinów tego biznesu, wśród których aktualnie numerem 1 jest Brytyjczyk Jonathan Barnett, reprezentujący interesy walijskiego skrzydłowego Realu Madryt Garetha Bale’a. Według magazynu „Forbes” wartość kontraktów sportowych zawartych przez Barnetta wyniosła blisko 1,2 miliarda euro, z czego on sam zarobił na prowizjach 114,8 mln euro i zdetronizował królującego w ostatnich latach Portugalczyka Jorge Mendesa, wieloletniego agenta Cristiano Ronaldo. „Forbes” szacuje wartość kontraktów zawartych przez Mendesa na 1,08 mld euro, a jego prowizje na 105,8 mln euro.

Znaczącą postacią w tym fachu jest też Włoch Mino Raiola. Wedle informacji ujawnionych przez Football Leaks wspomniany Mino Raiola na przenosinach Paula Pogby do Manchesteru United (angielski klub zapłacił za niego 105 mln euro) faktycznie zarobił aż 40 mln euro, bo do tego, co wyszarpał od uczestniczących w transferze klubów, swoją prowizję odebrał też od francuskiego piłkarza, w sumie zatem dostał pieniądze od trzech stron biorących udział w transakcji. Wedle przepisów FIFA nie było to legalne, ale prawnicy Raioli, nie trzeba chyba dodawać, że najlepsi z najlepszych, wybronili go bez trudu z wszelkich zarzutów. FIFA podaje, że w latach 2014-2018 agenci zarobili przy transferach ponad dwa miliardy dolarów.

Regulacja przez kontrolę

Nic dziwnego, że w najwyższych kręgach władz światowej federacji pojawiły się aspiracje, żeby położyć rękę na tych niemałych już przecież nawet dla nich pieniądzach. Zaczęli od uchwalenia przepisów nakładających limity, które mają wejść w życie od 2021 roku. Wedle nich prowizja dla agenta nie będzie mogła wynosić więcej jak sześć procent całości wynagrodzenia zakontraktowanego piłkarza. Aby lepiej kontrolować przestrzeganie tej zasady, wszystkie pieniądze należne z tytułu prowizji najpierw będą trafiały na konto FIFA, kontrolowane przez powołaną do jego nadzoru tzw. izbę kompensacji, skąd po wersyfikacji będą dopiero przekazywane na konta wskazane przez agentów. To ma ukrócić proceder pobierania przez nich opłat z kilku źródeł.

FIFA chce również przywrócić obowiązkowe licencje dla agentów, które zniesiono przed czterema laty. FIFA chce również przywrócić obowiązkowe licencje dla agentów, które zniesiono przed czterema laty oraz egzaminy dla menadżerów. Ta regulacja nie spodoba się też piłkarzom, bo do tej pory swoim agentem mogli zrobić kogoś z najbliższej rodziny lub znajomych. Wystarczyło zarejestrować się w systemie i wykupić ubezpieczenie. Menedżerom piłkarzy nikt nie wyznaczał limitów prowizji za współpracę z klubami i graczami. Teraz będą mieli z tym gorzej, ale rekinom tego biznesu śmierć z głodu z pewnością nie zagrozi.

 

Kane najlepszym strzelcem eliminacji

Najlepszym strzelcem eliminacji Euro 2016 i MŚ 2018 był Robert Lewandowski, królem snajperów w eliminacjach Euro 2020 został napastnik drużyny Anglii Harry Kane, który zdobył 12 bramek. Na podium z dorobkiem 11 trafień znaleźli się ponadto Portugalczyk Cristiano Ronaldo i Izraelczyk Eran Zahavi.

Rywalizacja o tytuł króla strzelców eliminacji Euro 2020 toczyła się do ostatniej kolejki, ale szanse na końcowy triumf mieli już de facto jedynie Kane i Zahavi. Napastnik reprezentacji Anglii zdobył bramkę w wygranym 4:0 wyjazdowym spotkaniu z Kosowem i wyszedł na prowadzenie. Portugalczycy i Serbowie zakończyli eliminacje wcześniej, zatem ani Cristiano Ronaldo nie mógł już poprawić swojego dorobku (11 goli), ani Aleksandar Mitrović, który miał na koncie 10 trafień. Serbskiego napastnika dogonił przez to najskuteczniejszy gracz zespołu Finlandii Teemu Pukki, dla którego honorowy gol strzelony w przegranym 1:2 spotkaniu z Grecją był dziesiątym w tych eliminacjach. Kane’a mógł jeszcze wyprzedzić Zahavi, który we wtorek miał szansę poprawić swój bramkowy dorobek w meczu z Macedonią Północną. Izraelskiemu napastnikowi nie dopisało jednak szczęście pod bramką rywali, a spotkanie zakończyło się wygraną Macedończyków 1:0.

Tak więc numerem jeden został Harry Kane (12 goli), numerem dwa na spółkę Cristiano Ronaldo i Zahavi (po 11), dalsze miejsca zajęli Mitrović i Pukki (po 10), Rosjanin Artiom Dziuba (9), Niemiec Serge Gnabry, Anglik Raheem Sterling i Holender Georginio Wijnaldum – po 8 trafień, a Top 10 zestawienia z 7 golami zamykają Romelu Lukaku (Belgia) i John McGinn (Szkocja).
W naszej reprezentacji najskuteczniejszy był Robert Lewandowski, który zdobył sześć bramek, a dwie mniej zaliczył Krzysztof Piątek.

 

Sąd zamknął sprawę Messiego

Audiencia Nacional, czyli sąd krajowy z siedzibą w Madrycie, zajmujący się sprawami karnymi, podatkowymi i administracyjnymi, postanowił zamknąć sprawę wytoczoną Leo Messiemu przez hiszpański urząd skarbowy i prokuraturę, a dotyczącą jego rzekomych oszustw podatkowych i prania brudnych pieniędzy.

Hiszpański sąd uznał, że Leo Messi jednak nie dopuścił się oszustw podatkowych i zamknął ciągnącą się od wielu miesięcy sprawę rzekomych nieprawidłowości w fundacji założonej przez argentyńskiego piłkarza i jego rodzinę. Zdaniem prokuratury, prawnicy Messiego mieli tak prowadzić księgowość, aby nie płacić należnych podatków. Sąd uznał jednak, że nie dostarczono przekonywających dowodów na winę argentyńskiego gwiazdora FC Barcelona. I sprawę zamknął na amen.

Koniec prawnych tarapatów to dobra wiadomość dla Messiego, bo najlepiej opłacany piłkarz na świecie (zarabia blisko 80 mln euro rocznie) już wcześniej miał mocno zszargany pod tym względem wizerunek. Przypomnijmy, że w 2017 roku Messi i jego ojciec zostali skazani na więzienie w zawieszeniu za unikanie podatków. Zdaniem sądu, ojciec piłkarza przesyłał pieniądze na konta zarejestrowane w Szwajcarii, Belize, Wielkiej Brytanii i Brazylii. Wszystko po to, aby uniknąć płacenia podatków, które w Hiszpanii wynoszą 47 procent. Ostatecznie pobyt za kratkami zamieniono im na wysokie grzywny, które zapłacili.

Niedawno argentyński piłkarz po raz szósty w karierze wygrał plebiscyt FIFA na piłkarza roku. Jego wybór jednak, jak żaden z poprzednich, wzbudził mnóstwo kontrowersji (Messi pokonał Cristiano Ronaldo i Virgila van Dijka), pojawiły się nawet zarzuty sfałszowania wyników wyborów. FIFA stanowczo zaprzeczyła, ale kolejny niesmak pozostał.

 

Messi po raz szósty

Argentyńczyk Leo Messi, Holender Virgil van Dijk, Portugalczyk Cristiano Ronaldo – w takiej kolejności elektorzy FIFA zestawili czołową trójkę plebiscytu na najlepszego piłkarza sezonu 2018/2019. Szósty triumf Messiego w tej prestiżowej rywalizacji trudno uznać za sensację, chociaż jest kontrowersyjny.

W plebiscycie głosują selekcjonerzy i kapitanowie wszystkich reprezentacji zrzeszonych w FIFA oraz grupa wybranych z tych krajów dziennikarzy. Polska grupę elektorów tworzyli więc Jerzy Brzęczek i Robert Lewandowski, a tym trzecim był Michał Pol, były już szef „Przeglądu Sportowego”. „Lewy” na pierwszym miejscu wskazał Virgila van Dijka, na drugim Senegalczyka z FC Liverpool Sadio Mane, a na trzecim Frenkiego De Jonga z FC Barcelona. Brzęczek jako zwycięzcę wskazał Virgila van Dijka, na drugim Sadio Mane, a na trzecim Leo Messiego. Pol zagłosował na Messiego, van Dijka i Mane. W wyborze trenera cała trójka była jednomyślna i wskazała na niemieckiego szkoleniowca FC Liverpool Juergena Kloppa.

Dla kibiców ciekawsza była jednak informacja, na kogo swoje głosy oddali Leo Messi jako kapitan zespołu Argentyny i Cristiano Ronaldo jako kapitan zespołu Portugalii. Argentyńczyk na pierwszym miejscu wskazał Sadio Mane, na drugim Cristiano Ronaldo, a na trzecim na Frenkiego De Jonga. Ronaldo w swoim głosowaniu Messiego nie uwzględnił, a najwięcej punktów przyznał swojemu koledze z zespołu Juventusu Matthijsowi de Ligtowi. Na drugim miejscu Portugalczyk wskazał De Jonga, a na trzecim Kyliana Mbappe. Obaj gwiazdorzy zgodnie pominęli jak widać innego Holendra, Virgila van Dijka, który niespełna miesiąc temu otrzymał ich kosztem wyróżnienie dla najlepszego piłkarza sezonu UEFA.

Messi podczas uroczystej gali w Mediolanie odbierał szóste w karierze wyróżnienie dla najlepszego piłkarza sezonu z kamienna twarzą. Nic dziwnego, jego wybór jak żaden wcześniejszy wzbudził mnóstwo kontrowersji. Faworytem mediów był bowiem holenderski piłkarz Liverpoolu Virgil van Dijk, który wraz z ekipą „The Reds” wygrał przecież Ligę Mistrzów, a z reprezentacją Holandii doszedł do finału Ligi Narodów. A skoro już o Lidze Narodów mowa, to wygrała ją przecież drużyna aktualnych mistrzów Europy Portugalczyków, z niekwestionowana pomocą Crystiano Ronaldo, więc portugalski gwiazdor Juventusu, który też miał na koncie pięć tytułów najlepszego na świecie, miał prawo czuć się poszkodowany.

Dlaczego? A choćby dlatego, że Messi poprzedni sezon zakończył bez żadnego drużynowego triumfu, bo z ekipą Argentyny przegrał przecież w finale Copa America, a z Barceloną odpadł w półfinale Champions League. Obiektywnie jednak rzecz biorąc obaj ci genialni piłkarze wciąż nie mają sobie równych na świecie i każdy inny gracz uznany za lepszego od nich, jak Luka Modrić w ubiegłym roku czy de Jong w tegorocznym plebiscycie UEFA, będzie odbierał nagrodę z poczuciem, że na nią nie zasłużył.

Triumfatorzy FIFA The Best 2018/2019
Piłkarz Roku FIFA: Lionel Messi (FC Barcelona, Argentyna);
Piłkarka Roku FIFA: Megan Rapinoe (USA);
Najpiękniejsza bramka: Daniel Zsori (Węgry);
Najlepsza bramkarka: Sari van Veenendaal (Holandia);
Najlepszy bramkarz: Alisson Becker (Liverpool FC, Brazylia);
Trener roku: Juergen Klopp (FC Liverpool);
Kobiecy trener roku: Jill Ellis (USA);
Nagroda FIFA Fair Play: Marcelo Bielsa;
Kobieca jedenastka roku:
Sari van Veenendall – Lucy Bronze, Wendie Renard, Nilla Fischer, Kelley O’Hara – Amandine Henry, Julie Ertz, Marta, Rose Lavelle, Megan Rapinoe – Alex Morgan;
Męska jedenastka roku:
Alisson Becker – Matthijs De Ligt, Sergio Ramos, Virgil van Dijk, Marcelo – Luka Modrić, Frenkie De Jong, Eddie Hazard – Leo Messi, Cristiano Ronaldo, Kylian Mbappe.

 

Lewandowski goni legendy

W pierwszej kolejce spotkań Ligi Mistrzów UEFA nie brakowało zaskakujących rezultatów. Z nielicznej grupki uczestniczących w obecnej edycji rozgrywek polskich piłkarzy na boisku zobaczyliśmy pięciu – Roberta Lewandowskiego w Bayernie Monachium, Grzegorza Krychowiaka i Macieja Rybusa w Lokomotiwie Moskwa, Wojciecha Szczęsnego w Juventusie
Turyn i Piotra Zielińskiego w SSC Napoli.

Pozostali nasi piłkarze zgłoszeni do fazy grupowej – Łukasz Piszczek (Borussia Dortmund), Damian Kądzior (Dinamo Zagrzeb), Arkadiusz Milik (SSC Napoli) i Jakub Piotrowski (KRC Genk) – z różnych powodów nie znaleźli się w kadrach meczowych. Z tych, którzy w pierwszej kolejce zagrali, smaku zwycięstwa nie zaznał tylko Szczęsny, bo Juventus, chociaż prowadził na Wanda Metropolitano w Madrycie, ostatecznie tylko zremisował 2:2 z Atletico Madryt. Wielki dzień w Leverkusen przeżyli natomiast Krychowiak i Rybus, którzy dołożyli swoje cegiełki do nieoczekiwanego zwycięstwa Lokomotiwu Moskwa nad Bayerem 2:1. Większą dorzucił bez wątpienia Krychowiak, który rozegrał znakomite zawody i na dodatek strzelił gola. Rosyjskie media znów wychwalają go pod niebiosa, ale też trzeba przyznać, że defensywny pomocnik reprezentacji Polski ten sezon zaczął naprawdę znakomicie – najpierw w rosyjskiej lidze, a teraz także w Lidze Mistrzów. Nas powinien jednak cieszyć także występ Rybusa, który ostatnio grzał ławę nie tylko w reprezentacji, ale też w moskiewskim zespole.

O ile gol Krychowiaka to wyjątek i wyczyn godny najwyższych pochwał, to trafienie Roberta Lewandowskiego dla Bayernu w spotkaniu z Crveną Zvezdą Belgrad już takim nadzwyczajnym wydarzeniem nie jest, bo gol strzelony przez „Lewego” to żadna sensacja. Większe emocje i komentarze nasz napastnik wzbudza raczej wtedy, gdy nie trafia. Ale o jego bramce strzelonej Crvenej Zveździe Belgrad mówiono sporo, bo był to jego dwusetny gol strzelony w barwach Bayernu. Przy okazji zauważono też, że było to zarazem 54. trafienie „Lewego” w Lidze Mistrzów w jego 81 występie w tych rozgrywkach. Do tego dorobku Polak dołożył ponadto 16 asyst. W klasyfikacji strzelców Champions League wszech czasów Lewandowski zajmuje szóste miejsce. W Top 10 tego zestawienia jest tylko czterech aktywnych piłkarzy, a właściwie to tylko trzech, bo Szwed Zlatan Ibrahimović kontynuuje karierę za oceanem, w amerykańskiej MLS. Na placu boju pozostają więc lider klasyfikacji wszech czasów Portugalczyk Cristiano Ronaldo (Juventus Turyn) z oszałamiającym dorobkiem 126 goli, wicelider Argentyńczyk Lionel Messi (FC Barcelona) ze 112 trafieniami na koncie, czwarty na liście Francuz Karim Benzema (Real Madryt) z 60 bramkami, a dwa miejsca za nim Lewandowski, który w pierwszej kolejce jako jedyny z tego kwartetu zaliczył trafienie.

Bohaterem kolejki został jednak 19-letni Norweg Erling Braut Haland, który ustrzelił hat-tricka dla RB Salzburg w wygranym 6:2 meczu z KRC Genk. Ten młody piłkarz imponuje skutecznością, bo w ostatnich dziewięciu meczach strzelił aż 17 goli. Trzy gole strzelił też Chorwat Mislav Orsic dla Dinama Zagrzeb, a po dwie bramki zdobyli Argentyńczyk Angel Di Maria dla PSG i Niemiec Timo Wernen dla RB Lipsk.