Awantura w Juventusie

Po porażce z Milanem (0:3) nastroje w ekipie Juventusu były fatalne, bo na trzy kolejki przed zakończeniem rozgrywek zespół spadł nas piąte miejsce. Jak zwykle wszystko skrupiło się na Cristiano Ronaldo.

Po zdobyciu dziewięciu tytułów mistrza Włoch z rzędu ekipa „Starej Damy” notuje fatalny sezon. W Lidze Mistrzów odpadła już w 1/8 finału z FC Porto, w Serie A musiała już uznać wyższość Interu Mediolan, a teraz jeszcze grozi jej utrata miejsca gwarantującego udział w nowej edycji Champions League, bo po porażce z AC Milan Juventus z dorobkiem 69 punktów spadł na piąte miejsce w tabeli i na trzy kolejki przed końcem zmagań ma stratę trzech punktów do wyprzedzających go zespołów AC Milan, Atalanty Bergamo i SSC Napoli. Dla turyńskiego potentata niezakwalifikowanie się do Ligi Mistrzów byłoby podwójną katastrofą – finansową i wizerunkową.
W tej trudnej sytuacji w ekipie „bianconerich” atmosfera jest fatalna i każdego dnia na światło dzienne wychodzą kolejne konflikty. Włoski dziennik „La Gazetta dello Sport” doniósł, że w miniony poniedziałek w szatni Juventusu wybuchła awantura gdy na treningu nie pojawił się najlepiej opłacany piłkarz w zespole, czyli Cristiano Ronaldo. Inni gracze „Starej Damy” do tej pory bez szemrania godzili się na nie tylko na kolosalną różnicę z zarobkach, ale też na liczne przywileje jakie wymusił. Jednym z nich jest ponoć osobne miejsce w szatni, odizolowane od reszty zawodników. W poniedziałek do furii doprowadziła ich jednak wieść, że Cristiano Ronaldo zamiast wraz z nimi szlifować formę przed kolejnym meczem, wybrał się na wycieczkę do fabryki Ferrari w Maranello.
We wtorek wyjaśniło się jednak, że portugalski gwiazdor był tam w celach promocyjnych, w towarzystwie prezydenta klubu Andrei Agnelliego, a w środę burz przycichła, bo Juventus wygrał na wyjeździe z Sassuolo 3:1, a Cristiano Ronaldo strzelił w tym spotkaniu gola – 28. w tym sezonie i setnego w barwach Juventusu.
W trzy lata takiego strzeleckiego dorobku nie wypracował żaden innych piłkarz grający w barwach „Starej Damy”.