48 godzin sport

Królowa zimy wychodzi za mąż
W życiu Justyny Kowalczyk szykuje się wielka zmiana. Nasza olimpijska mistrzyni trzyma swoje prywatne życie w tajemnicy, lecz kilka miesięcy temu przestała ukrywać swój związek z taternikiem i wspinaczem górskim Kacprem Tekielim. W tym roku „Królowa zimy” zamierza wyjść za niego za mąż, co niefrasobliwie ujawnił jej były trener Aleksander Wierietielny, który w wywiadzie udzielonym jednemu z rosyjskich portali internetowych zdradził nie tylko zamiar, ale także termin ślubu. „Justyna ma wyjść za mąż w maju. Mam zaproszenie na jej ślub” – pochwalił się były już trener polskiej kadry biegaczek narciarskich, bo jak wiadomo po tym sezonie 72-letni szkoleniowiec postanowił definitywnie przejść na emeryturę. Kowalczyk raczej nie będzie miała do niego pretensji, bo sama niedawno wrzuciła na Instagramie zdjęcie, na którym niby od niechcenia prezentuje na palcu pierścionek do złudzenia wyglądający jak ślubna obrączka. Problem w tym, że z powodu epidemii koronawirusa majowy termin ślubu mistrzyni nart może być trudny do dotrzymania.

PZLA przełożył mistrzostwa Polski z czerwca na sierpień
Polski Związek Lekkiej Atletyki przełożył zaplanowane na 25-26 czerwca mistrzostwa Polski we Włocławku. Nowy termin wyznaczono na 15 sierpnia, ale ostateczna decyzja i tak uzależniona jest od rozwoju epidemii koronawirusa. Gospodarzem przeniesionych na sierpień mistrzostw także będzie Włocławek.

Mistrzostwa świata w lotach narciarskich odbędą się w grudniu
Mistrzostwa świata w lotach narciarskich miały odbyć się w Planicy na zakończenie sezonu 2019/2020. Z powodu pandemii koronawirusa Miedzynardowa Federacja Narciarska przerwała sezon w trakcie norweskiego cyklu zawodów Raw Air i odwołała imprezę w Planicy. Teraz ogłosiła, że chce przeprowadzić te zawody w drugiej połowie grudnia, przed świętami Bożego Narodzenia.

Węgierska kadra pływacka zarażona koronawirusem
Węgierska federacja pływacka poinformowała, że w kadrę narodowej przebywającej w marcu na zgrupowaniu w tureckim Erzurum doszło do zarażenia koronowirusem. Wśród zakażonych znaleźli się m.in. medalistka olimpijska i mistrzyni świata Boglarka Kapas, brązowy medalista mistrzostw świata i Europy Dominik Kozma oraz Richard Bohus i David Horvath. Cała ekipa po powrocie do kraju została poddana kwarantannie.

Koniec sezonu w polskiej lidze ping-ponga
Z powodu pandemii koronawirusa zarząd Polskiego Związku Tenisa Stołowego podjął decyzję o zakończeniu rozgrywek ligowych szczebla centralnego. Mistrzem ekstraklasy kobiet została Enea Siarka Tarnobrzeg, zaś mistrzem ekstraklasy mężczyzn Kolping Frac Jarosław. Podjęto też decyzje w sprawie spadkowiczów. Z kobiecej ligi zdegradowane zostały dwa ostatnie zespoły – KU AZS PWSiP Metal-Technik Łomża oraz ATS Białystok, natomiast z męskiej Poltarex Pogoń Lębork i Warta Kostrzyn nad Odrą. W ich miejsce awansowały najlepsze zespoły z zaplecza ekstraklasy.

Włoski motocyklista przyłapany na zabronionym dopingu
Andrea Iannone został zawieszony na 18 miesięcy za złamanie przepisów antydopingowych. Kara nałożona przez FIM na 30-letniego włoskiego motocyklistę obowiązuje do połowy czerwca 2021 roku. Iannone zapowiedział złożenie odwołania do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu w Lozannie, albowiem twierdzi, że zabroniony specyfik trafił do jego organizmu za pośrednictwem mięsa, które zjadł podczas rozegranego 3 listopada ub. roku wyścigu o Grand Prix Malezji na torze Sepang.

Hojny gest solidarności piłkarzy Barcelony
Władze FC Barcelona doszły do porozumienia ze sportowcami swojego klubu w sprawie obniżenia pensji na okres trwania pandemii koronawirusa. Najdłużej trwały pertraktacje z piłkarzami, ale w końcu także oni zgodzili się na cięcie wynagrodzeń. O zawartej ugodzie poinformował w mediach społecznościowych kapitan drużyny Leo Messi. On i jego koledzy na czas zawieszenia rozgrywek zrzekli się 70 procent swoich wynagrodzeń, a ponadto postanowili przekazać z własnej kieszeni dodatkowe pieniądze, które mają zostać wykorzystane do utrzymania pensji pozostałych pracowników klubu na dotychczasowym poziomie. „Trochę to trwało, ale dla nas priorytetem było znalezienie sposobu na realną pomoc nie tylko klubowi, ale też tym, którzy w obecnej sytuacji są najmocniej pokrzywdzeni. Muszę jednak stwierdzić, że mnie i moich kolegów mocno zabolało, że ktoś wewnątrz klubu próbował w ostatnim czasie za pośrednictwem mediów wywierać na nas presję. Niepotrzebną, bo dobro klubu i wszystkich pracujących w nim osób jest dla nas równie ważne, jak nasze własne i naszych rodzin” – oznajmi Messi. Dzięki poświęceniu piłkarzy w kasie Barcelony zostanie co najmniej 100 mln euro.

Futbol bankrutuje? A co nam do tego?

Szalejąca na świecie pandemia koronawirusa w niespełna dwa miesiące rozwaliła fundamenty, na jakich osadzał się światowy futbol. A jeden z filarów praktycznie leży już w gruzach – to wpajane nam od wielu dekad przekonanie, iż gra w piłę nożną jest dla ludzi „najważniejszą z nieważnych rzeczy na tym świecie”.

Jak bardzo była to oszukańcza teza, widzimy dzisiaj, gdy nikt nie słucha nawet skamlenia odciętych od łatwych pieniędzy piłkarskich krezusów. Puszczane do mediów straszaki w rodzaju: „Jeśli nie dostaniemy wsparcia ze strony rządu, kluby zaczną bankrutować”, albo „Brak wpływów ze sprzedaży biletów i od sponsorów zrujnuje klubowe finanse”, lub też „Kluby nie mają pieniędzy na wypłaty dla zawodników i pracowników”, dzisiaj nikogo już nie ruszają. Większość z nas jest w tarapatach znacznie poważniejszych niż piłkarze. Z powodu zakazu zgromadzeń i organizowania imprez masowych nie zarabiają choćby lokale gastronomiczne, biura turystyczne, instytucje kulturalne, edukacyjne, nawet parki narodowe są zamykane. Milionom ludzi grozi utrata pracy lub drastyczna obniżka zarobków. A między piłkarzem, któremu klub obciął lub zamroził zarobki na czas przerwy w rozgrywkach, a przeciętnie zarabiającym pracownikiem najemnym w dowolnej branży różnica jest tak wielka, że każdemu kto sobie ją uświadomi, a teraz jest na to dobry moment, musi zrodzić się myśl, że może należałoby w końcu to zmienić. A od takich myśli zaczynają się rewolucje.
Pożywkę do takich rewolucyjnych rozmyślań dają takie publikacje, jak coroczny ranking redakcji tygodnika „France Football” najlepiej opłacanych piłkarzy na świecie. W zestawieniu „FF” podawane są łączne dochody futbolowych krezusów, czyli wynagrodzenie brutto wypłacane im przez ich kluby oraz wpływy ze sprzedaży wizerunku reklamodawcom i sponsorom. Pierwsze miejsce na liście piłkarskich milionerów zajmuje Argentyńczyk Leo Messi (FC Barcelona), który w ubiegłym roku wzbogacił się o rekordowe 131 mln euro, drugi jest Portugalczyk Cristiano Ronaldo (Juventus Turyn, 118 mln euro), a trzeci Brazylijczyk Neymar (Paris Saint-Germain, 95 mln euro). W przeliczeniu na stawkę dzienną dochody Messiego wynoszą 358 tys. euro, czyli facet za kopanie piłki każdego dnia kasuje mniej więcej, niż cała masa ludzi niemal przez całe życie, i to przy założeniu, że średnio zarabiają 1000 euro miesięcznie. Ktoś powie, że wymieniona trójka piłkarzy to wyjątki, bo reszta już wcale tak dobrze nie ma. I to jest kolejne kłamstwo, które dopiero w czasach zarazy potrafimy sobie uzmysłowić.
FC Barcelona, której największą gwiazdą jest Messi, rocznie wydaje na płace swoich zawodników (oprócz sekcji piłkarskiej prowadzi też męskie i żeńskie sekcje koszykówki, piłki ręcznej i hokeja na trawie) ponad 600 mln euro – najwięcej w Europie. I taki potentat nagle ogłasza, że wszystkim swoim zawodnikom i trenerom obetnie pensje o 70 procent. W Hiszpanii nie podniósł się nawet jeden głos protestu przeciwko tej „niesprawiedliwości”. W równie bogatym Bayernie Monachium piłkarze, w tym Robert Lewandowski, bez szemrania zgodzili się na 20-procentowe cięcie płac. Z kolei w klubie Kamila Glika, AS Monaco, jego rosyjski właściciel skorzystał z regulacji prawnych we Francji i wysłał wszystkich piłkarzy na częściowe bezrobocie, co skutkuje utratą przez nich 16 procent zarobków. Państwo zapewnia w takich przypadkach rekompensatę w wysokości 5,4 tys. euro, która rzecz jasna dla piłkarzy nie jest adekwatna do utraconych zarobków. Wspomniany Glik zarabia 250 tys. euro miesięcznie, czyli straci po uwzględnieniu rekompensaty 34,6 tys. euro. Wciąż jednak na jego konto wpływać będzie grubo ponad 200 tys. euro, zatem nie dziwi, że we Francji też nikt nad piłkarzami się nie użala.
Nawet w znacznie słabiej płacącej piłkarzom polskiej ekstraklasie chwilowa zapaść finansowa nie jest aż taka straszna, jak próbuje się nam wmówić. Kluby pozbawione dochodów ze sprzedaży biletów i praw medialnych straszą nieuchronnym bankructwem, chociaż liga nie gra dopiero od 13 marca. Czy to kogoś rusza? Nie, bo nie ma powodu użalać się nad losem niespecjalnie przydatnych społeczeństwu w czasach zarazy osobników, którzy do tej pory zarabiali przeciętnie pół miliona złotych rocznie.
Piłkarze, ale nie tylko przecież oni, bo także siatkarze, piłkarze ręczni, koszykarze czy w ogóle sportowcy profesjonalni, są w sto razy lepszej sytuacji niż miliony innych ludzi. Dlatego skomlącym trzeba mówić „precz”, a hołdować tylko tym, którzy nie tylko o nic dla siebie nie proszą, ale jeszcze sięgają do swoich finansowych zasobów i wspierają innych.

Rekordowe osiągnięcie Messiego

Leo Messi w miniony weekend w wygranym przez Barcelonę 1:0 meczu ligowym z Realem Sociedad (1:0) strzelił wyjątkowego gola. Było to jego 438. trafienie w hiszpańskiej Primera Division, dzięki czemu Argentyńczyk jest teraz najlepszym strzelcem wszech czasów w pięciu najsilniejszych ligach w Europie.

W XXI wieku Leo Messi i Cristiano Ronaldo dzielą się strzeleckimi rekordami. W rozgrywkach Ligi Mistrzów lepszy jest Ronaldo, który prowadzi w klasyfikacji wszech czasów z dorobkiem 128 bramek, ale klasyfikacji najlepszych strzelców w pięciu najsilniejszych ligach europejskich (hiszpańskiej, niemieckiej, włoskiej, angielskiej i francuskiej) liderem jest Messi. Dzięki bramce w meczu z Realem Sociedad gwiazdor „Dumy Katalonii” wyprzedził Cristiano Ronaldo. Argentyńczyk ma obecnie na koncie 438 goli strzelonych w 475 spotkaniach, natomiast Portugalczyk legitymuje się dorobkiem 437 trafień w 540 meczach.
Uwzględniając bramki zdobyte we wszystkich rozgrywkach, Messi także jest minimalnie lepszy: w 718 meczach strzelił 627 goli, natomiast Cristiano Ronaldo 626 goli w 832 spotkaniach. W plebiscycie „Złotej Piłki” Messi triumfował sześć razy, a Ronaldo pięć.

Real wrócił na tron

Przeżywający ostatnio kryzys formy Real Madryt nieoczekiwanie Barcelonę 2:0 w meczu 26. kolejki Primera Divison. Było to pierwsza wygrana „Królewskich” z „Dumą Katalonii” na własnym stadionie od sześciu lat. Po tym zwycięstwie drużyna z Madrytu na dwanaście kolejek przed końcem rozgrywek objęła prowadzenie.

Przed niedzielną potyczką w zdecydowanie gorszej sytuacji był Real Madryt, który w tabeli miał do Barcelony dwa punkty straty, a na dodatek za sobą pasmo niepowodzeń – ligową porażkę z Levante (0:1), sensacyjne odpadnięcie z Pucharu Króla po przegranej z Realem Sociedad oraz prestiżową klęskę 1:3 z Manchesterem City u siebie w pierwszym meczu w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Hiszpańskie media, nawet te otwarcie sympatyzujące z madryckim zespołem, nie szczędziły mu przytyków. Najwięcej krytyki spadło jednak na prezydenta „Królewskich” Florentino Pereza, któremu wytykano głównie błędy w polityce transferowej.
Za najpoważniejszy z nich uznaje się w Hiszpanii zezwolenie na transfer Cristiano Ronaldo do Juventusu Turyn. Portugalski gwiazdor skorzystał z okazji, że z powodu epidemii koronawirusa przełożono ligowe spotkanie Juve, wybrał się do Madrytu żeby osobiście obejrzeć El Clasico. Wszechobecne telewizyjne kamery wychwyciły, jak oklaskiwał gole swoich dawnych kolegów. To natychmiast wywołało falę medialnych spekulacji o rzekomo rozważanym przez Portugalczyka powrocie do Realu.
To tylko ilustruje wciąż niezapełnioną pustkę po jego odejściu. Pustkę, która doskwiera nie tylko fanom madryckiego zespołu, ale też jego szefom. Nie wypełnił luki po CR7 ani znajdujący się wcześniej w jego głębokim cieniu Francuz Karim Benzema (przeciwko Barcelonie zaliczył 500. występ w barwach Realu), ani sprowadzony latem ubiegłego roku za 100 mln euro z Chelsea Londyn belgijski napastnik Eden Hazard, ani żaden z graczy jakim ma obecnie do dyspozycji trener Zidane. Dlatego w hiszpańskich mediach co rusz wytyka się Perezowi nieudolność w negocjacjach z Bayernem Monachium w sprawie transferu Roberta Lewandowskiego, którego strzeleckie wyczyny są na Półwyspie Iberyjskim regularnie odnotowywane i chwalone. Tych pretensji nic nie jest w stanie wytłumić, nie zdołało tego uczynić nawet wyznanie prezydenta Realu, że polski napastnik należy do grupy piłkarzy, którzy „nie są na sprzedaż”.
Messi gaśnie bez Cristiano Ronaldo
Zidane w prestiżowym starciu z Barceloną musiał zatem stawiać na tych graczy, których miał w kadrze. Tuż przed El Clasico wypadł z niej przez kontuzję Hazard. Belg musiał przejść operację i już wiadomo, że w tym sezonie ten 29-letni napastnik na pewno nie zagra. Nadzieja na przebudzenie Benzemy okazała się płonna. Francuzki napastnik w czterech poprzednich występach nie zdobył bramki ani nawet nie zaliczył asysty. W meczu z „Dumą Katalonii” zmarnował trzy znakomite okazje i w drugiej połowie został zmieniony. Jego zmiennik, 26-letni hiszpański napastnik pochodzenia dominikańskiego Mariano Diaz, którego już wcześniej uznano za transferową pomyłkę, niespodziewanie strzelił drugiego gola i przypieczętował sukces „Królewskich”. Drugim bohaterem w madryckiej ekipie był 19-letni Brazylijczyk Vinicius Junior, autor pierwszej bramki, po której skopiował tzw. piłkarską cieszynkę będącą znakiem firmowym Cristiano Ronaldo. A potem jeszcze na Instagramie opublikował zdjęcie jak się cieszy z podpisem – „Nasz idol Cristiano”. Ten dowód uznania ze strony młodszego o 16 lat zawodnika w stosunku do portugalskiego gwiazdora jest tylko potwierdzeniem oczywistego faktu, że dla podtrzymania magii El Clasico, jak przyjęło się nazywać potyczki Realu Madryt z Barceloną, Cristiano Ronaldo jest niezbędny.
Zwłaszcza że drugi z gigantów światowego futbolu, Leo Messi, też jakby zaczął powoli tracić piłkarski wigor. W niedzielnym spotkaniu na Santiago Bernabeu był tylko cieniem samego siebie sprzed lat, gdy w pojedynkę rozstrzygał mecze z odwiecznym rywalem. Futbolowi statystycy natychmiast wyliczyli, że genialny Argentyńczyk w El Clasico nie strzelił gola już od 428 minut, co w jest równowartością prawie pięciu meczów. Wychodzi na to, że po odejściu Cristiano Ronaldo Messi stracił motywację.
Bez bezpośredniej rywalizacji tych dwóch futbolowych geniuszy El Clascico straciło swoją wyjątkowość i chociaż pod względem sportowego poziomu to wciąż są mecze z najwyższej ligowej półki, to już nie ma w nich dawnej magii przykuwającej uwagę niemal całego sportowego świata.
Messi w niedzielnym starciu z Realem niewiele pomógł swojej drużynie i z każą kolejna minutą tracił chęć do gry. Podobnie zachowywał się w meczu z SSC Napoli w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Niewykluczone, że trener włoskiego zespołu Gennaro Gattuso, podobnie jak Zinedine Zidane, też znalazł sposób na zneutralizowanie sześciokrotnego zdobywcy Złotej Piłki. A bez Messiego FC Barcelona ma ogromne problemy ze zdobywaniem bramek. W meczu z Realem znakomite okazje zmarnowali Antoine Griezmann, Arthur Melo i niedawno zakupiony Martin Braithwaite. „Z taką grą nie mamy szans na triumf w Lidze Mistrzów” – przyznał szczerze Messi w wywiadzie dla „Mundo Deportivo”. Argentyńczyk miał na myśli głównie niemoc jego drużyny w spotkaniach wyjazdowych. W ostatnich ośmiu występach poza stadionem Camp Nou „Duma Katalonii” wygrała tylko dwa, ponosząc trzy porażki i notując trzy remisy.
Najlepsi w Hiszpanii to za mało
W hiszpańskiej ekstraklasie Real i Barcelona wciąż są poza konkurencją (trzecia FC Sevilla ma 10 punktów straty do „Królewskich” oraz dziewięć do zajmującej drugą lokatę „Dumy Katalonii”) i wiadomo już, że te dwa zespoły między sobą rozstrzygną walkę o mistrzostwo kraju. Ale w Lidze Mistrzów po dawnej dominacji zostało tylko wspomnienie. Madrycki zespół raczej na pewno pożegna się z rozgrywkami już w 1/8 finału, bo wątpliwe by trener Manchesteru City Pep Guardiola zaprzepaścił w rewanżu wyjazdowe zwycięstwo 3:1. Barcelona pewnie do ćwierćfinału awansuje, bo na Camp Nou nie powinna mieć mieć kłopotu z wyeliminowaniem Napoli (w pierwszym meczu padł remis 1:1).
Nie ulega jednak wątpliwości, że obie hiszpańskie potęgi latem będą musiały sięgnąć po autentyczne gwiazdy. Na futbolowym rynku nie ma ich wiele. Do przywrócenia dawnej magii El Clasico nie wystarczy już tylko ściągnięcie Cristiano Ronaldo. Jego czas, podobnie jak Messiego, zbliża się do końca, dlatego potrzebni są tam nowi piłkarscy wirtuozi, jak Francuz Kylian Mbappe, Brazylijczyk Neymer, Norweg Erling Haaland, Anglik Hary Kane czy nawet… Robert Lewandowski. Problem w tym, że jak słusznie zauważył Florentino Perez, niektórzy z nich mogą się okazać nawet dla Realu Madryt i Barcelony „nie do kupienia”.

Lewy ma już 25 goli

Robert Lewandowski uratował zwycięstwo Bayernowi Monachium w meczu 23. kolejki Bundesligi z ostatnim w tabeli tabeli Paderborn. Mistrzowie Niemiec wygrali z trudem 3:2, a kapitan reprezentacji Polski strzelił dwa gole i z 25 trafieniami na koncie umocnił się w klasyfikacji strzelców niemieckiej ekstraklasy. Ale jego konkurenci też nie próżnowali w ten weekend.

Bayern utrzymał pozycję lidera Bundesligi. Bawarski potentat prowadzi z dorobkiem 49 punktów, ale ma tylko jedno „oczko” przewagi nad drugim w tabeli zespołem RB Lipsk, który rozgromił na wyjeździe Schalke Gelsenkirchen 5:0. Jedną z tych bramek zdobył Timo Werner, najgroźniejszy konkurent Lewandowskiego do tytułu króla strzelców, powiększając swój strzelecki dorobek do 21 trafień. Reprezentant Niemiec, który po pierwszej kolejce rundy wiosennej miał tyle samo goli co „Lewy” (20), potem się zaciął i teraz ma już cztery gole straty do polskiego napastnika Bayernu, który w sześciu tegorocznych kolejkach ligowych strzelił sześć goli i ma ich teraz na koncie 25.
Skuteczność kapitana reprezentacji Polski budzi uznanie. Jego obecny dorobek bramkowy gwarantowałby mu tytuł króla strzelców w aż 30 sezonach Bundesligi. „Lewy” poluje nie tylko na piątą w karierze, a trzecią z rzędu armatkę dla najskuteczniejszego gracza niemieckiej ekstraklasy, ale też na rekord wszech czasów Bundesligi ustanowiony przez Gerda Muellera w sezonie 1971/1972, który zdobył wtedy aż 40 bramek. Polak dosłownie podąża śladem legendarnego niemieckiego napastnika, który na tym samym etapie rekordowych dla siebie rozgrywek także miał na koncie 25 goli.
Dla Bayernu piątkowe spotkanie z outsiderem Bundesligi było ostatnim sprawdzianem formy przed pierwszym meczem 1/8 finału Ligi Mistrzów. We wtorek 25 lutego bawarska jedenastka zmierzy się na wyjeździe z Chelsea Londyn. Tuż po losowaniu par futbolowi eksperci z miejsca uznali niemiecki zespół za faworyta w tym dwumeczu, lecz dzisiaj już takiej pewności nikt nie ma. Zespół „The Blues” ostatnio prezentuje wysoką formę, którą w miniony weekend potwierdziła pokonując na swoim stadionie lokalnego rywala Tottenham Hotspur 2:1. Lewandowskiego i spółkę czeka zatem trudna przeprawa na stadionie Stamford Bridge, chyba że niespodziewanie słaby występ przeciwko Padeborn był jedynie zasłoną dymną.
Zajmujący drugą lokatę w Bundeslidze RB Lipsk ma już pierwsze starcie w 1/8 finału Champions League za sobą. W poprzednim tygodniu pokonała na wyjeździe finalistę poprzedniej edycji Tottenham 1:0, co najwyraźniej wprowadziło piłkarzy trenera Juliana Nagelsmanna w bojową euforię, bo w sobotę rozgromili na wyjeździe szóste w tabeli Schalke Gelsenkirchen 5:0. Komplet punktów zdobyła też trzecia w stawce Borussia Dortmund, która także na wyjeździe pokonała Werder Brema 2:0. Swoje trafienie w tym meczu zaliczył rewelacyjnie spisujący się w tym sezonie Norweg Erling Haaland. Pozyskany w przerwie zimowej z austriackiego RB Salzburg 19-letni napastnik nie ma raczej szans na dogonienie Lewandowskiego, a chyba nawet Wernera, lecz z całą pewnością ma szanse zająć trzecią lokatę w klasyfikacji strzelców. W sobotnim meczu z Werderem Haaland zaliczył dziewiąte trafienie w Bundeslidze, a 12 w tym roku w barwach ekipy z Dortmundu (dwa gole strzelił w Lidze Mistrzów, jeden w Pucharze Niemiec). Na liście strzelców niemieckiej ekstraklasy nastolatek jest już blisko grupy graczy tworzących grupę pościgową za Wernerem i Lewandowskim. Trzeci w zestawieniu najskuteczniejszych w tym sezonie snajperów, Jadon Sancho z Borussii Dortmund, ma na koncie 13 trafień, a zajmujący czwartą lokatę Rouwen Hennings z Fortuny Duesseldorf, Florian Niederlechner z FC Augsburg, Marco Reus z Borussii Dortmund i Robin Quaisonz FC Mainz zdobyli dotąd po 11 bramek. Haalanda wyprzedzają jeszcze mający po 10 trafień Serge Gnabry z Bayernu i Wout Weghorst z VfL Wolfsburg.
Lewandowski ściga się też w wyścigu po nagrodę „Złotego Buta” dla najskuteczniejszego piłkarza lig europejskich. W tej chwili zajmuje drugą lokatę z dorobkiem 50 punktów (gole w lidze niemieckiej, tak samo jak we włoskiej, hiszpańskiej, angielskiej i francuskiej liczone są podwójnie), za napastnikiem Lazio Rzym Ciro Immobile. Reprezentant Włoch zaliczył trafienie w wygranym przez Lazio 3:2 meczu z Genoą i prowadzi z dorobkiem 54 punktów za 27 goli. Zajmujący ex aequo trzecią lokatę Werner, Cristiano Ronaldo i Haaland zgodnie zaliczyli po jednym trafieniu, ale wszyscy wymienieni snajperzy powinni oglądać się za siebie, bo do czołówki po czterech golach strzelonych w sobotę ekipie Eibar z 18 trafieniami na koncie dołączył ubiegłoroczny zdobywca „Złotego Buta” Leo Messi.

Hejterski skandal w FC Barcelona

Hiszpańskie media żyją nowym skandalem. Wedle nich władze FC Barcelona miały wynająć zewnętrzną firmę, by za pomocą mediów społecznościowych atakowały byłe i obecne gwiazdy „Dumy Katalonii”, nie oszczędzając nawet Leo Messiego.

Kataloński klub wprawdzie temu stanowczo zaprzeczył, ale afera już wybuchła i sieje spustoszenie. Sprawę jako pierwsi nagłośnili dziennikarze radia SER Catalunya. W opublikowanym materiale podali, że FC Barcelona podpisała umowę z firmą I3 Ventures, specjalizującą się w prowadzeniu kont w mediach społecznościowych. Miała ona obsługiwać kilkadziesiąt profilów, które chwaliły poczynania obecnego zarządu „Dumy Katalonii”, z prezesem Josepem Marią Bartomeu na czele. Ale w ukrytym przed opinią publiczną aneksie do tej umowy wpisano też inny cel – osłabianie pozycji innych osób związanych z klubem. Wśród wskazanych do atakowania postaci znaleźli się m.in. kluczowi piłkarze zespołu Leo Messi i Gerard Pique, stojący w opozycji do obecnego zarządu Victor Font, a nawet organizacje niepodległościowe. Messi był atakowany za zwlekanie z podpisaniem nowego kontraktu, zaś Pique za zajmowanie się biznesem i Pucharem Davisa, zamiast dbaniem o formę i wysoki poziom gry.
Dziennikarze SER Catalunya dotarli do dwóch raportów przygotowanych przez I3 Ventures. Jeden z nich zawierał szczegóły działań, wymierzonych w kandydata w wyborach na prezesa Barcelony, Victora Fonta. Po wykonaniu tego zadania na konto I3 Ventures miał wpłynąć jeden milion euro. Szefowie katalońskiego klubu potwierdzili współpracę z firmą internetową, ale zaprzeczyli, iż wynajęto ją do atakowania innych osób.
W oświadczeniu władze FC Barcelona zaprzeczyły podejrzeniom, że zawierały umowy na świadczenie usług polegających na dyskredytowaniu innych osób i instytucji. Działacze stwierdzają także, że firma I3 Ventures nie miała żadnych związków z kontami atakującymi legendy klubu, a jeśli zostałyby one ujawnione, klub natychmiast rozwiązałby kontrakt z tą firmą i wszedł z nią na drogę sądową. W komunikacie czytamy także, że Barcelona korzystna z usługi monitorowania mediów społecznościowych, bo „chce dbać o swoje interesy oraz o reputacje piłkarzy, sponsorów i całego otoczenia związanego z klubem”.
Na tym jednak awantura raczej na pewno się nie zakończy.

Lewy wśród milionerów

Francuski dziennik „L’Equipe” opublikował ranking najlepiej zarabiających piłkarzy w pięciu najmocniejszy ligach w Europie. Numerem 1 w tym zestawieniu piłkarskich krezusów jest Leo Messi.

Argentyński gwiazdor FC Barcelona wedle ustaleń „L’Equipe” miesięcznie zarabia 8,3 mln euro, co gwarantuje mu podpisana w 2017 roku najnowsza wersja kontraktu z katalońskim klubem. Mimo takiej gigantycznej gaży wciąż są chętni na wykupienie Argentyńczyka, dlatego działacze „Dumy Katalonii” zaproponowały swojemu gwiazdorowi kolejną wersję umowy, tym razem już obowiązującą do zakończenia kariery. Może się jedynie domyślać, że jeśli Messi ja podpisze, a taki zamiar zdradził, jego miesięczna gaża przekroczy granicę 10 mln euro.
Drugie miejsce w zestawieniu zajął Cristiano Ronaldo, który jest najlepiej zarabiającym graczem nie tylko Juventusu Turyn, ale całej włoskiej Serie A. Portugalczyk miesięcznie kasuje 4,7 mln euro, czyli więcej niż dostaje za rok gry występujący razem z nim w Juventusie nasz reprezentacyjny bramkarz Wojciech Szczęsny czy grający w ataku SSC Napoli Arkadiusz Milik.
Z polskich piłkarzy do Top 10 zestawienia trafił jedynie Robert Lewandowski, którego miesięczne zarobki francuski dziennik oszacował na kwotę 1,6 mln euro i sklasyfikował na 10. miejscu. Co ciekawe, przed napastnikiem Bayernu Monachium, najskuteczniejszym obecnie strzelcem w Bundeslidze i Lidze Mistrzów, znaleźli się gracze znacznie mu ustępujący pod względem sportowym i osiągnięciami. Trzeci w zestawieniu Brazylijczyk Neymar po transferze w 2017 roku z FC Barcelona do Paris Saint-Germain za 222 ml;n euro niczego znaczącego nie osiągnął, mimo to zarabia miesięcznie 3,1 mln euro. Czwarty w rankingu krezusów Francuz Antoine Griezmann zarabia w FC Barcelona 2,9 mln euro, tyle samo co Luis Suarez, ale Urugwajczyk przynajmniej zalicza się do kluczowych graczy „Dumy Katalonii”. Kolejne lokaty w zestawieniu zajmują dwaj gracze Realu Madryt – Walijczyk Gareth Bale i Belg Eden Hazard. Obaj zarabiają miesięcznie po 2,5 mln euro, ale „Królewscy” nie mają z nich pożytku na miarę tych pieniędzy. Dlatego chcą pozyskać z PSG 21-letniego Francuza Kyliana Mbappe, który obecnie w paryskim klubie zarabia „tylko” 1,9 mln euro. Lewandowskiego na liście piłkarskich krezusów wyprzedził jeszcze hiszpański bramkarz David De Gea, któremu Manchester United płaci co miesiąc aż 1,7 mln euro.

Walczą o Złotego Buta

Kto w tym sezonie zdobędzie „Złotego Buta” – nagrodę dla najskuteczniejszego strzelca lig europejskich? W tej chwili liderem wyścigu z 23 trafieniami jest włoski napastnik Lazio Rzym Ciro Immobile.

Dla przypomnienia – o kolejności w rankingu decydują punkty za zdobyte bramki, które wynikają z mnożenia przez współczynnik trudności rozgrywek. Gole strzelone w pięciu czołowych liga Europy (hiszpańskiej, angielskiej, niemieckiej, włoskiej i francuskiej) są mnożone przez dwa. Ciro Immobile ma zatem na koncie 46 punktów za 23 strzelone gole i wyprzedza o sześć punktów zajmujących ex aequo druga lokatę dwóch liderów klasyfikacji strzelców Bundesligi, czyli Roberta Lewandowskiego (Bayern Monachium) i Niemca Timo Wernera (RB Lipsk), którzy mają na koncie po 20 bramek i 40 punktów. Czwarte miejsce w zestawieniu zajmuje Anglik Jamie Vardy (Leicester City) z dorobkiem 17 goli i 34 pkt, ale kolejną lokatę zajmuje już Crystiano Ronaldo (Juventus Turyn, 16 goli, 32 pkt). Portugalczyk słabo zaczął ten sezon, ale w nowy rok wszedł z rozmachem. W trzech rozegranych w styczniu kolejkach Serie A strzelił sześć goli i wrócił do gry o „Złoty But”. Żeby jednak zdobyć to trofeum po raz piąty w karierze, musi po raz pierwszy wywalczyć także tytuł króla strzelców włoskiej ekstraklasy. Nie będzie to łatwe zadanie, bo Immobile też strzelił sześć goli w trzech styczniowych kolejkach ligowych. To dzięki nim Włoch, który kończył ubiegły rok z 17 trafieniami na koncie i był w klasyfikacji „ZB” za Lewandowskim (19) i Wernerem (18), teraz odskoczył konkurentom na spory dystans. Immobile swoje 23 gole strzelił w 19 występach, a dziewięć z nich uzyskał z rzutów karnych.
Rywalizacja w tym sezonie będzie jednak do końca rozgrywek niezwykle emocjonująca. W czołówce rankingu znajduje się liczna grupa snajperów. Szóstą lokatę zajmuje Argentyńczyk Sergio Aguero (Manchester City, 15 goli, 30 pkt), ale zaraz za nim plasuje się jego wielki rodak, sześciokrotny zdobywca „Złotej Piłki” Leo Messi (FC Barcelona, 14 goli, 28 pkt).

Kibice docenili Lewego

Robert Lewandowski znalazł się w najlepszego drużynie roku 2019 według UEFA. Głosy w tym plebiscycie oddawali wyłącznie kibice. „Lewy” znalazł się w tym zestawieniu po raz pierwszy.

W organizowanym przez UEFA plebiscycie kibice od końca listopada mogli uczestniczy w internetowym głosowaniu na dryzynę roku 2019, ale mogli wybierać jedynie graczy spośród nominowanej grupy 50 piłkarzy. Napastnik Bayernu Monachium i reprezentacji Polski nie jest jedynym debiutantem w gronie laureatów. Debiut w „drużynie roku UEFA” zanotowali też Brazylijczyk Alisson Becker, Anglik Trent Alexander-Arnold, Holendrzy Frenkie de Jong i Matthijs de Ligt, Szkot Andy Robertson oraz Senegalczyk Sadio Mane. Po raz drugi docenieni w ten sposób zostali natomiast Holender Virgil van Dijk i Belg Kevin De Bruyne.
W liczbie wyborów do „drużyny roku UEFA” poza konkurencją są dwaj najwieksi gracze ostatnich lat, czyli Leo Messi i Cristiano Ronaldo. Argentyńczyk został wybrany do „jedenastki roku” po raz 11. , natomiast Portugalczyk trafił do niej już po raz 14. Tym razem jednak obecność Cristiano Ronaldo wzbudziała kontrowersje. Angielski portal „Sportsmail” podał, że portugalski gwiazdor w zestawieniu napastników był dopiero czwarty, za Messim, Mane i Lewandowskim, ale UEFA mimo to umieściła go w „drużynie roku” kosztem defensywnego francuskiego pomocnika N’Golo Kante, a jedenastkę zestawiła w unikalne dzisiaj ustawienie 1-4-2-4.
Drużyna roku 2019 UEFA według fanów: Alisson Becker (Brazylia, FC Liverpool) – Trent Alexander-Arnold (Anglia, FC Liverpool), Matthijs de Ligt (Holandia, Ajax/Juventus), Virgil van Dijk (Holandia, FC Liverpool), Andy Robertson (Szkocja, FC Liverpool) – Leo Messi (Argentyna, FC Barcelona), Frenkie de Jong (Holandia, Ajax/FC Barcelona), Kevin de Bruyne (Belgia, Manchester City), Sadio Mane (Senegal, FC Liverpool) – Cristiano Ronaldo (Portugalia, Juventus), Robert Lewandowski (Polska, Bayern Monachium).

Piłkarze wśród krezusów sportu

Kylian Mbappe niedawno skończył 21 lat, a już jest mistrzem świata z reprezentacją Francji, trzykrotnym mistrzem francuskiej ligi oraz najdroższym francuskim piłkarzem w historii. Arabscy właściciele Paris Saint-Germain zapłacili za jego transfer z AS Monaco 180 mln euro. I nie chcą go nikomu oddać za żadną cenę, a jemu oferują pięcioletni kontrakt na 32 mln euro rocznie.

Jeśli Mbappe zdecyduje się przedłużyć umowę z Paris Saint-Germain, w ciągu pięciu sezonów zarobi w paryskim klubie tylko grając w piłkę ponad 160 mln euro. Każdy piłkarz w jego wieku może jedynie pomarzyć o takiej gaży. Dla porównania – Leo Messi i Cristiano Ronaldo na takie sute kontrakty mogli liczyć dopiero w ostatnich latach, wcześniej kwoty powyżej 30 mln euro rocznie nawet dla nich były nieosiągalne. Katarscy szejkowie nie maja jednak wyboru, bo na utalentowanego Francuza parol zagiął prezydent Realu Madryt Florentino Perez. Jak donoszą hiszpańskie media, jest tak zdeterminowany żeby ściągnąć Mbappe na Santiago Bernabeu, że jest gotowy przeznaczyć na ten cel nawet 400 mln euro. W tej kwocie mieści się odstępne dla PSG, nie mniejsze niż ćwierć miliarda euro oraz bajońskie wynagrodzenie dla piłkarza. I to tłumaczy dlaczego Mbappe kuszony jest w PSG zarobkami na poziomie 32 mln euro rocznie(ok. 55 mln brutto).

Jeśli młody francuski gwiazdor zostanie na Parc des Princes, będzie najlepiej opłacanym piłkarzem we Francji i wyprzedzi pod tym względem Brazylijczyka Neymara, za którego paryski klub zapłacił Barcelonie 222 mln euro, ale płaci mu 37 mln euro brutto (ok. 22 mln euro netto) i na dodatek chce się go latem tego roku pozbyć. Oczywiście nie za darmo, tylko za kwotę z której będzie w stanie pokryć nowy kontrakt Mbappe. 21-letni napastnik stałby się wtedy kluczową postacią w przebudowanym pod jego kontem zespole PSG, a już teraz wiadomo, że jest o wiele pewniejszą inwestycją od Neymara, który od sierpnia 2017 roku zaliczył w PSG ledwie 70 występów i zdobył 35 bramek, podczas gdy Mbappe w tym samym czasie w barwach Paris Saint-Germain w 106 meczach strzelił 78 goli.

Francuz ma zatem ogromny potencjał, także marketingowy, co powinno za kilka lat uczynić go najbogatszym sportowcem na świecie. Ale póki co w tym względzie znacznie ustępuje największym futbolowym krezusom. Najlepiej zarabiający z nich Leo Messi tylko w ostatnim roku zarobił 127 milionów dolarów i ta kwota zapewniła mu pierwsze miejsce na liście stu najbogatszych sportowców wedle magazynu „Forbes”. Co ciekawe, w tym gronie znalazła się tylko jedna kobieta – amerykańska tenisistka Serena Williams (63. miejsce).

Messi po raz pierwszy został uznany za najlepiej zarabiającego sportowca. Przed rokiem pierwsze miejsce zdobył bokser Floyd Mayweather (285 mln dolarów). W rankingu „Forbesa” uwzględnia się wszystkie możliwe źródła zarobków, czyli także wpływy z kontraktów reklamowych i sprzedaży wizerunku. druga lokatę zajął Cristiano Ronaldo, obecnie występujący w Juventusie Turyn, którego przychody oszacowano na 109 mln dolarów. Trzeci w zestawieniu jest Neymar z zarobkami na poziomie 105 mln dolarów). W setce najbogatszych najwięcej przedstawicieli, bo aż 35, ma koszykarska liga NBA.

Piłkarzy nożnych znalazło się w niej tylko 19. Czołowa „10” zestawienia prezentuje się następująco: 1. Lionel Messi (Argentyna, piłka nożna) – 127 mln dolarów; 2. Cristiano Ronaldo (Portugalia; piłka nożna) – 109; 3. Neymar (Brazylia; piłka nożna) – 105; 4. Canelo Alvarez (Meksyk; boks) – 94; 5. Roger Federer (Szwajcaria; tenis) – 93,4; 6. Russell Wilson (USA; futbol amerykański) – 89,5; 7. Aaron Rodgers (USA; futbol amerykański) – 89,3; 8. LeBron James (USA; koszykówka) – 89; 9. Stephen Curry (USA; koszykówka) – 79,8; 10. Kevin Durant (USA; koszykówka) – 65,4.

„Forbes” pokusił się też o zestawienie najlepiej zarabiających sportowców w ostatnich 10 latach. Na jego czele umieścił boksera Floyda Mayweathera Jr z dorobkiem 915 mln dolarów. Kolejne lokaty na tej liście zajeli: 2. Cristiano Ronaldo (piłka nożna) – 800 mln dolarów; 3. Lionel Messi (piłka nożna) – 750 milionów; 4. LeBron James (koszykówka) – 680 milionów; 5. Roger Federer (tenis) – 640 milionów; 6. Tiger Woods (golf) – 615 milionów; 7. Phil Mickelson (golf) – 480 milionów; 8. Manny Pacquiao (boks) – 435 milionów; 9. Kevin Durant (koszykówka) – 425 milionów; 10. Lewis Hamilton (Formuła 1) – 400 milionów dolarów.
Dla porównania – najzamożniejszy z polskich sportowców, Robert Lewandowski, dopiero dobija do granicy 100 milionów dolarów, ale zanim zawiesi buty na kołku, jego łączne zarobki z całą pewnością przekroczą pułap 250 mln dolarów, a może nawet 300 milionów.