Argentyna i Messi wreszcie triumfują w Copa America

W rozegranym w niedzielę w nocy polskiego czasu meczu finałowym tegorocznej edycji mistrzostw Ameryki Południowej reprezentacja Argentyny pokonała na stadionie Maracana Brazylię 1:0 i po raz 15. w historii wywalczyła tytuł. Gola na wagę zwycięstwa strzelił Angel di Maria, ale bohaterem wieczoru był kapitan argentyńskiego zespołu Leo Messi.

Ekipa albicelestes zdobyła Copa America po raz pierwszy od 1993 roku, ale był to już jej piętnasty triumf w tej imprezie, dzięki czemu klasyfikacji wszech czasów Argentyna dogoniła dotychczasowego lidera, Urugwaj, który także ma na koncie 15 tytułów mistrza Ameryki Południowej. Zdobycie Copa America to bez wątpienia wielkie osiągnięcie selekcjonera kadry Argentyny Lionela Scaloniego, który przejął kadrę tymczasowo w 2018 roku po nieudanych dla albicelestes mistrzostwach świata w Rosji, ale pozostaje na tym stanowisku do tej pory i pewnie dalej pozostanie, skoro to pod jego wodzą argentyńska drużyna przełamała w końcu złą passę. W 2007 roku przegrała finał Copa America po porażce 0:3 z Brazylią, a w 2015 i 2016 roku uległa w finałowych starciach reprezentacji Chile. Po drodze był jeszcze przegrany finał mistrzostw świata z Niemcami w 2014 roku, a w każdej z tych porażek uczestniczył uważany za najwybitniejszego piłkarza ostatnich lat na świecie Leo Messi.
W tegorocznej edycji Copa America zespoły Argentyny i Brazylii dotarły do finału bez żadnych problemów, bo 10 zespołów w fazie grupowej podzielono na dwie grupy, a do ćwierćfinału przechodziły po cztery z obu grup. Canarinhos wygrali 3:0 z Wenezuelą, 4:0 z Peru, 2:1 z Kolumbią i na koniec, gdy mieli już awans w kieszeni, zremisowali z Ekwadorem 1:1. Albicelestes w swojej grupie zaczęli od remisu z Chile 1:1, a potem pokonali po 1:0 Urugwaj i Paragwaj, by na zakończenie zmagań grupowych rozbić Boliwię 4:1. Brazylijczycy i Argentyńczycy zakończyli fazę pucharową na pierwszych lokatach w swoich grupach. W ćwierćfinale canarinhos pokonali 1:0 z Chile, a albicelestes 3:0 Ekwador, zaś w półfinale Brazylia zwyciężyła Chile 1:0, natomiast Argentyna dopiero po rzutach karnych wyeliminowała Kolumbię (mecz zakończył się wynikiem 1:1, w karnych było 3:2).
Tak oto doszło do finałowego starcia dwóch największych piłkarskich potęg Ameryki Południowej. Aż trudno w to uwierzyć, ale było to dopiero czwarty taki przypadek w grubo ponad stuletniej historii turnieju. Obie drużyny przystępowały do finałowego starcia mając na koncie długie serie meczów bez porażki – Brazylijczycy byli niepokonani w 13 spotkaniach z rzędu, z których aż 10 wygrali, a Argentyńczycy nie przegrali 19 meczów. Po raz ostatni smaku porażki zaznali w lipcu 2019 roku przegrywając w półfinale Copa America właśnie z Brazylią.
Niedzielny finał był wielkim pojedynkiem dwóch wielkich liderów – Neymara i Messiego, którzy walczyli też o tytuł najlepszego zawodnika turnieju. Obaj od początku zmagań imponowali nie tylko wielką formą, ale też ambicją i zaangażowaniem w grę zespołu. Messi w drodze do finału strzelił cztery gole i zaliczył pięć asyst, dzięki czemu był liderem tzw. punktacji kanadyjskiej, natomiast Neymar miał na koncie dwie bramki i trzy asysty. Żeby przebić argentyńskiego gwiazdora i dawnego kolegę z szatni FC Barcelona, musiał dokonać w finale czegoś spektakularnego.
Obaj gwiazdorzy przede wszystkim walczyli jednak o pierwszy w karierze triumf w Copa America. W poprzedniej edycji wygranej przez canarinhos napastnik Paris Saint-Germain nie grał z powodu kontuzji, natomiast Messi w trzech wcześniejszych występach w Copa America (2007, 2015 i 2016) zaznał goryczy porażki. Tym razem miało być inaczej, bo trener Scaloni odmłodził kadrę i stworzył z niej dobrze funkcjonujący na boisku i poza nim zespół, więc także Messi uwierzył, że chociaż turniej Copa America z powodu pandemii w ostatniej chwili został przeniesiony do Brazylii, to mimo wszystko zwycięstwo w imprezie, pierwsze od 1993 roku, odniesie ekipa Argentyny.
„Leo Messi nie musi zdobyć trofeum z Argentyną, żeby potwierdzić, że jest najlepszym piłkarzem w historii, ale bardzo tego chce. Z Barceloną zdobył 35 trofeów, ma sześć Złotych Piłek, od kilkunastu lat zachwyca swoimi dryblingami, asystami i golami. To wręcz niesprawiedliwe, że z kadrą Argentyny nic jeszcze nie wygrał” – pisały przed meczem światowe media. Los tym razem był jednak dla futbolowego geniusza łaskawy, bo chociaż w finale bramki nie zdobył i nie zaliczył choćby asysty, to po golu Angela di Marii Argentyna zwyciężyła na legendarnej Maracanie 1:0 i on, jako kapitan drużyny, jako pierwszy wziął do ręki puchar. Odebrał też nagrodę dla najlepszego piłkarza turnieju, co z pewnością pozwoli mu wrócić do gry w plebiscytach „Złotej Piłki” i „Piłkarza Roku FIFA”.

Copa America: Finałowe starcie futbolowych potęg na Maracanie

Mistrzostwa Ameryki Południowej, podobnie jak mistrzostwa Europy, weszły w decydującą fazę. W najbliższą sobotę o 3. miejsce w turnieju zagrają zespoły Kolumbii i Peru, a w niedzielę na legendarnym stadionie Maracana o tytuł powalczą drużyny Brazylii i Argentyny. Będzie to także wielki pojedynek dwóch futbolowych asów – Neymara i Leo Messiego.

Pierwotnie gospodarzami Copa America 2021 miały być Argentyna i Kolumbia, ale oba kraje z powodu gwałtownego wzrostu zakażeń koronawirusem w ostatniej chwili zrezygnowały z organizacji turnieju. Podjęła się tego zadania również zmagająca się z nową falą pandemii Brazylia i mimo licznych sprzeciwów i protestów, także ze strony piłkarzy, impreza doszła do skutku. Dziesięć zespołów podzielono na dwie grupy, z których do fazy pucharowej awansowały po cztery zespoły z każdej. Po zmaganiach grupowych z turniejem pożegnały się Boliwia i Wenezuela, a pozostałe osiem zespołów przystąpiło do meczów ćwierćfinałowych, w których Argentyna pokonała Ekwador 3:0, Urugwaj przegrał z Kolumbią 0:4, Brazylia wygrała z Chile 1:0, a Peru zremisowało z Paragwajem 3:3 i o awansie do kolejnej rundy musiały rozstrzygnąć karne. Wygrali je Peruwiańczycy 4:3 i to oni w półfinale zmierzyli się z gospodarzami imprezy Brazylijczykami.
Canarinhos w fazie pucharowej nie błyszczeli. W spotkaniu z Chile jedyną bramkę zdobył Lucas Paqueta, na co dzień zawodnik Olympique Lyon. W półfinałowej potyczce on też ponownie został bohaterem brazylijskiej ekipy, a asystę przy jego trafieniu zaliczył Neymar. Brazylijski gwiazdor toczył korespondencyjny pojedynek z liderem ekipy Argentyny Leo Messim, który w drodze do finału strzelił trzy gole oraz wykorzystał „jedenastkę” w półfinałowym konkursie rzutów karnych, wygranym przez Argentyńczyków 3-1, a który przesądził o ich zwycięstwie nad Kolumbią i awansie do finału. W tegorocznej edycji Copa America nie było dogrywek i jeśli mecz zakończył się remisem, o zwycięstwie od razu przesądzały karne.
Messi, który rozgrywał 150. mecz w reprezentacji, musiał sporo wycierpieć, bo Kolumbijczycy nie traktowali go z należytym szacunkiem i atakowali brutalnie gdy tylko dostawał piłkę.
W finale, który odbędzie się 11 lipca, Argentyńczycy spotkają się na Maracanie z Brazylią. Dzień wcześniej w meczu o trzecie miejsce Kolumbia zagra z Peru. W finałowym spotkaniu rozstrzygnie się też rywalizacja o tytuł najlepszego gracza turnieju.
Messi po sześciu meczach prowadzi w klasyfikacji kanadyjskiej z dziewięcioma punktami (cztery gole i pięć asyst), Neymar ma o cztery punkty mniej (dwa gole i trzy asysty), ale finał odbędzie się na Maracanie, a zwykle najważniejsze splendory zgarniają zwycięzcy. Dla tych obu znakomitych piłkarzy niedzielny mecz będzie więc walką o to, który zostanie aktualnie „królem futbolu” w Ameryce Południowej.

Copa America 2021: Pojedynek Messiego z Neymarem

Lionel Messi w czwartek 1 lipca obudził się rano jako wolny zawodnik, bo o północy wygasł jego kontrakt z FC Barcelona. Prezydent katalońskiego klubu Joan Laporta zapewnia jednak fanów tej drużyny, że nie ma powodów do obaw, bo negocjacje z argentyńskim gwiazdorem są na ukończeniu i do uzgodnienia pozostały jedynie szczegóły.

Nie zmienia to jednak faktu, że w tej chwili argentyński gwiazdor jest wolnym zawodnikiem i może podpisać umowę z dowolnym klubem. Kibice „Dumy Katalonii” wciąż wierzą, że Messi nie opuści zespołu, z którym był związany przez 21 lat i z którym zdobył mnóstwo trofeów – m.in. czterokrotne wygrał Ligę Mistrzów i dziesięciokrotnie wywalczył mistrzostwo Hiszpanii. W sumie w barwach FC Barcelona sześciokrotny zdobywca „Złotej Piłki” rozegrał 778 oficjalnych spotkań, strzelając 672 gole i notując 305 asyst.
Aktualnie Messi przebywa w Brazylii, gdzie z reprezentacją Argentyny walczy w Copa America. I tam śrubuje swoje rekordy w drużynie narodowej, przy okazji rywalizując o tytuł najlepszego gracza turnieju z Brazylijczykiem Neymarem. W tegorocznych mistrzostwach Ameryki Południowej prym wiodą ekipy Argentyny i Brazylii, które wygrały rywalizację w grupach (stawkę 10 zespołów podzielono na dwie grupy po pięć). Brazyla wygrała 3:0 z Wenezuelą, 4:0 z Peru, 2-1 z Kolumbią i mając już awans do play off w kieszeni, na koniec zmagań grupowych zremisowała 1:1 z Ekwadorem. Argentyna zaczęła turniej niemrawo, od remisu 1:1 z Chile, potem po 1:0 pokonała Urugwaj i Paragwaj, by na koniec 4:1 Boliwię. Albicelestes przed ostatnim meczem także mieli już awans w kieszeni i Messi na dobrą sprawę mógłby darować sobie występ i solidnie odpocząć przed fazą play off. Gwiazdor jednak pojawił się na boisku i dał show, jakiego dawno w reprezentacji Argentyny nie widziano. Strzelił dwa gole, dzięki czemu z trzema w sumie trafieniami wyszedł na prowadzenie w klasyfikacji strzelców, wyprzedzając m.in. Neymara, a ponadto zaliczył 148. występ w barwach Argentyny (strzelił dwa gole i powiększył swój łączny dorobek do 75 bramek) i został pod tym względem samodzielnym liderem w klasyfikacji wszech czasów. Drugi w zestawieniu Javier Mascherano ma na koncie 147 meczów w reprezentacji Argentyny.
Tak na marginesie, w dokonaniach w drużynie narodowej Messi sporo ustępuje swojemu największemu konkurentowi, Cristiano Ronaldo. Portugalczyk wraz z reprezentacją swojego kraju odpadł w turnieju Euro 2020/21 już w 1/8 finału, ale zdążył rozegrać cztery spotkania i strzelić pięć goli, dzięki temu jego aktualny dorobek w narodowych barwach to 179 występów i 109 goli. Nawet Messiemu będzie trudno osiągnąć takie liczby.
Z Copa America po pierwszej fazie turnieju odpadły tylko Wenezuela i Boliwia, pozostałe osiem drużyn już od 2 lipca grać będzie w fazie play off. W 1/4 finału Peru zagra z Paragwajem, Brazylia z Chile, Urugwaj z Kolumbią, a Argentyna z Ekwadorem. Finał zaplanowano na 11 lipca. Mistrzowskiego tytułu bronią Brazylijczycy, którzy dwa lata temu w finale pokonali Peru 3:1.

Cristiano Ronaldo dał pokaz mocy

Odkąd Cristiano Ronaldo latem 2018 roku odszedł z Realu Madryt do Juventusu Turyn, jego pozycja mega gwiazdy światowego futbolu z roku na rok słabła. Nie tylko we Włoszech pojawiły się sugestie, że może powinien już przejść na piłkarską emeryturę. Ośmieszył je swoim pierwszym występem w turnieju Euro 2020/21.

W meczu Portugalia – Węgry na Puskas Arenie w Budapeszcie, wygranym przez obrońców mistrzowskiego tytułu 3:0, Cristiano Ronaldo strzelił dwa gole i z dorobkiem 11 bramek został liderem klasyfikacji strzelców mistrzostw Europy. Wcześniej dzielił ten splendor z Michelem Platinim, który w Euro ‚84 zdobył snajperską koronę zaliczając dziewięć trafień. Portugalski piłkarz na swój dorobek zapracował aż w pięciu turniejach. Tak na marginesie w liczbie startów w w finałach mistrzostw Europy jest absolutnym rekordzistą, bo nikt inny tyle razy co on nie rywalizował w europejskim czempionacie. I jeszcze w każdym z turniejów trafiał do siatki, co samo w sobie jest jego wyjątkowym osiągnięciem (dwie bramki zdobył w Euro 2004, jedną w Euro 2008 i po trzy w Euro 2012 i Euro 2016). Nikt inny nie trafił do siatki w więcej niż trzech turniejach finałowych.
Zepchnął w cień Michela Platiniego
Cristiano Ronaldo debiutował w mistrzostwach Europy w 2004 roku, w imprezie zorganizowanej w jego ojczystym kraju. Miał wtedy ledwie 18 lat, ale gospodarzom czempionatu w finale show skradła niedoceniana drużyna Grecji, która w finale pokonała Portugalczyków 1:0. Potem Cristiano Ronaldo wystąpił jeszcze w mistrzostwach w 2008 roku (Austria i Szwajcaria) i 2012 (Polska i Ukraina), ale pierwszy mistrzowski tytuł dla Portugalii zdobył dopiero w 2016 roku na turnieju we Francji. W tegorocznej edycji europejskiego czempionatu, rozgrywanego wyjątkowo w 11 krajach, Portugalia broni więc wywalczonego pięć lat temu trofeum.
Wysoka wygrana z Węgrami nie czyni wprawdzie ekipy trenera Fernando Santosa faworytem imprezy, tym bardziej, że ma w grupie jeszcze za przeciwników zespoły Francji i Niemiec, ale też pewnie nikt nie odważy się teraz kwestionować jej szans. Również dlatego, że 36-letni Cristiano Ronaldo sprawia wrażenie, jakby chciał w tym turnieju przypomnieć światu jakie miejsce zajmuje w futbolowej hierarchii.
Po spotkaniu podkreślał jednak skromnie, że najważniejsze było zwycięstwo. „To był bardzo trudny mecz, bo przeciwnik bardzo dobrze się bronił. Ostatecznie strzeliliśmy jednak trzy bramki, a ja jestem bardzo wdzięczny całemu zespołowi, że pomógł mi zdobyć dwie z nich. Istotne jest, żeby w taki turniej wejść z dobrym wynikiem. Nam się to udało i teraz musimy tylko kontynuować to, co udało się nam tutaj wypracować. Każde zwycięstwo cieszy i daje nam pewność siebie. Koncentrujemy się teraz na kolejnym meczu grupowym, z Niemcami, w którym znowu spróbujemy wygrać” – stwierdził po meczu gwiazdor portugalskiej reprezentacji.
Najstarszy strzelec mistrzostw
Strzelając dwa gole węgierskiej drużynie powiększył swój bramkowy dorobek w drużynie narodowej do 105. trafień w 174 występach. Lepszy od niego pod tym względem jest już tylko Irańczyk Ali Daei, który w latach 1993-2006 w 149 meczach zdobył 109 goli. Z czynnych piłkarzy poza Ronaldo najskuteczniejsi w piłce reprezentacyjnej są jego wielki konkurent do sławy Leo Messi, który w barwach Argentyny rozegrał 145 meczów i strzelił 73 gole, a kolejną lokatę zajmuje reprezentant Indii Sunil Chhetri (72 gole w 112 meczach). Czwarty w zestawieniu jest Robert Lewandowski, który w reprezentacji Polski rozegrał dotąd 120 spotkań i strzelił 66 goli, a tuż za nim plasuje się Brazylijczyk Neymar (65 goli w 105 występach).
Kończąc wątek rekordowych dokonań Cristiano Ronaldo warto podkreślić, że strzelając dwa gole Węgrom został ona najstarszym piłkarzem w historii mistrzostw Europy, który tego dokonał. Wcześniej najstarszym strzelcem był reprezentant RFN Bernd Hoelzenbein, który w 1976 roku pokonał bramkarza Czechosłowacji mając na karku 30 lat i 103 dni.
Ponadto te dwa trafienia powiększyły łączny dorobek strzelecki kapitana reprezentacji Portugalii w mistrzostwach naszego do 42 goli, wliczając kwalifikacje, co czyni rekordzistą. Drugi w tej klasyfikacji wszech czasów jest Szwed Zlatan Ibrahimović z 25. trafieniami.
Krezus wśród sportowców
Cristiano Ronaldo jest jednym z najlepiej opłacanych sportowców na świecie. W ostatnim rankingu magazynu „Forbes” zajął trzecią lokatę, za mistrzem mieszanych sztuk walki Conorem McGregor, który zarobił 180 mln dolarów oraz gwiazdorem FC Barcelona Leo Messim z rocznym przychodem w wysokości 130 mln USD. Portugalskiemu asowi Juventusu „Forbes” przypisał zarobki w wysokości 120 mln USD. W czołowej dziesiątce sportowych krezusów znalazł się jeszcze tylko jeden piłkarz, występujący w Paris Saint-Germain Brazylijczyk Neymar, którego roczne dochody wyceniono na 95 mln USD. Poza nim w Top 10 zestawienia znaleźli się: gracz futbolu amerykańskiego Dak Prescott (107,5 mln USD), koszykarz LeBron James (96,5 mln USD), tenisista Roger Federer (90 mln USD), kierowca Formuły 1 Lewis Hamilton (82 mln USD), gracz futbolu amerykańskiego Tom Brady (76 mln USD) i koszykarz Kevin Durant (75 mln USD). Najlepiej zarabiający obecnie polski sportowiec i piłkarz, Robert Lewandowski, z przychodami szacowanymi na 34 mln USD zajął w rankingu „Forbesa” odległą, 48. pozycję.
Wracając do portugalskiego piłkarza. Prognozy, że po nieudanym sezonie w Juventusie jego pozycja osłabła i nikt nie będzie mu już chciał płacić takiej bajońskiej gaży, jaką ma w obecnie (30 mln euro rocznie na rękę), po tych mistrzostwach Europy mogą okazać się chybione. Używany przez niego skrót CR7, łączący inicjały boiskowego przydomka i numeru na koszulce, to już powszechnie rozpoznawalna na świecie marka biznesowa.
CR7 to medialna potęga
Warto też podkreślić, że Cristiano Ronaldo ma też ponad sto milionów fanów obserwujących regularnie jego profil w mediach społecznościowych. Ma on więc duże możliwości wpływania na opinię publiczną, czego dowiódł, być może nawet nie chcąco, podczas konferencji prasowej przed meczem z Węgrami, gdy ostentacyjnie odstawił na bok ustawiona przed nim na stole butelkę coca-coli i na jej miejsce postawił butelkę z woda mineralną. Ten jego gest dezaprobaty niemal natychmiast wywołał spadek notowań akcji koncernu Coca-Cola na giełdzie. Hiszpański dziennik „Marca” podał, że akcje Coca-Coli na rynku europejskim na otwarciu turnieju wyceniane były na 56,1 dolarów za jedną, a po konferencji ekipy Portugalii ich cena szybko spadła do 55,2 dolarów. Spadek cen akcji o 1,6 procent spowodował, że wartość firmy wyceniana na 242 mld dolarów obniżyła się o cztery miliardy dolarów.
Człowiek posiadający taki wpływ na zachowania milionów ludzi to marketingowy skarb i Cristiano Ronaldo na pewno nie będzie nigdzie kopał piłki za stawkę akceptowaną przez innych piłkarzy. Pod tym względem portugalski gwiazdor się nie zmienia, ponieważ niezmiennie uważa, iż jest najlepszy na świecie. Ciekawe czy przekonają się jeszcze o tym Francuzi i Niemcy.

Złoty But na nodze Lewego

W miniony weekend zakończyły się rozgrywki w pięciu najsilniejszych ligach europejskich, a co za tym idzie, zakończyła się także rywalizacja o „Złotego Buta” – nagrodę dla najlepszego strzelca lig europejskich. W tym sezonie zdobył ją po raz pierwszy w karierze Robert Lewandowski.

Najlepsi napastnicy walczą o „Złotego Buta” od sezonu 1967/1968. Początkowo coroczną nagrodę dla najlepszego strzelca wśród najwyższych europejskich lig zrzeszonych w UEFA była przyznawana przez francuski magazyn „L’Equipe”. W latach 1968-1991 wyróżnienie otrzymywał zdobywca największej liczby bramek spośród zawodników grających we wszystkich ligach europejskich. W tym okresie dwukrotnie nagrodę zdobywali: Portugalczyk Eusebio (za 42 gole w sezonie 1967/68 oraz za 40 goli w sezonie 1972/73, w obu przypadkach dla Benfiki Lizbona), Niemiec Gerd Müller (za 38 goli w sezonie 1969/70) i 40 goli w sezonie 1971/72, w obu przypadkach dla Bayernu Monachium), Rumun Dudu Georgescu (za 33 gole w sezonie 1974/75 i za 47 goli w sezonie 1976/77, w obu przypadkach dla Dinama Bukareszt) i Portugalczyk Fernando Gomes (za 36 goli w sezonie 1982/83 i za 39 goli w sezonie 1984/85, w obu przypadkach dla FC Porto).
W 1991 roku na skutek protestu Cypryjskiego Związku Piłki Nożnej, który twierdził, że w jego lidze jeden z graczy zdobył 40 goli, redakcja „L’Equipe” zdecydowała się zawiesić plebiscyt i do 1996 roku nagroda była przyznawana nieoficjalnie. W 1996 roku firma Adidas wraz z European Sports Media wznowiły przyznawanie nagrody dla najskuteczniejszego snajpera w ligach europejskich, ale przy zmienionych zasadach – „Złoty But” do dzisiaj przyznaje się w oparciu o system punktowy, który piłkarzom z silniejszych lig daje szansę na wygrywanie z konkurentami występującymi w słabszych ligach. Ranking powstaje w oparciu o liczbę goli strzelonych przez piłkarzy w lidze. Bramki są mnożone przez współczynnik trudności rozgrywek. Najwyższy – dwa – ma pięć czołowych lig. Obecnie: hiszpańska, angielska, niemiecka, francuska i włoska (współczynnik zależy od wyników klubów z każdej ligi w europejskich pucharach w ciągu ostatnich pięciu sezonów).
W nowej odsłonie „Złotego Buta” Francuz Thierry Henry był pierwszym graczem, który zdobył nagrodę w dwóch sezonach z rzędu (30 goli w sezonie 2003/04 i 25 goli w sezonie 2004/05, w obu przypadkach dla Arsenalu Londyn). Pojawili się też w tym okresie piłkarze, którzy zdobywali „Złotego Buta” jako gracze różnych zespołów: Brazylijczyk Mario Jardel (36 goli w sezonie 1998/99 dla FC Porto i 42 gole w sezonie 2091/02 dla Sportingu Lizbona), Urugwajczyk Diego Forlan (25 goli w sezonie 2004/05 dla Villarrealu, nagroda na spółkę z Thierry Henry’m, oraz 32 gole w sezonie 2008/09 dla Atletico Madryt), Portugalczyk Cristiano Ronaldo (31 goli w sezonie 2007/08 dla Manchesteru United oraz dla Realu Madryt – 40 goli w sezonie 2010/11, 31 goli w sezonie 2013/14 i 48 goli w sezonie 2014/15), Urugwajczyk Luis Suarez (31 goli w sezonie 2013/14 dla FC Liverpool i 40 goli w sezonie 2015/16 dla FC Barcelona).
Lionel Messi ustanowił rekord goli w sezonie, zaliczając w rozgrywkach 2011/12 50 trafień dla FC Barcelona. Do Messiego należy także rekord w liczbie zdobytych nagród „Złotego Buta” – ma ich w dorobku sześć.
W minionym sezonie rywalizację zdominował Robert Lewandowski. Polski napastnik Bayernu przewodził w klasyfikacji przez większość czasu i w końcówce rozgrywek miał tak wielką przewagę nad konkurentami, że tylko jakiś kataklizm mógł mu odebrać upragnioną nagrodę. „Lewy” był bliski zdobycia „Złotego Buta” już w sezonie 2019/20, ale na finiszu trofeum sprzątnął mu sprzed nosa Włoch Ciro Immobile, który strzelił dla Lazio Rzym 36 goli, o dwa więcej od Lewandowskiego i przy okazji ustanowił nowy rekord włoskiej ekstraklasy. Immobile do końca usiłował ścigać Cristiano Ronaldo, ale nie dał rady. W tym sezonie Portugalczyk zdobył 29 bramek i ta liczba wystarczyła mu jedynie do zdobycia tytułu króla strzelców Serie A. Immobile tym razem był daleko od czołówki i w klasyfikacji snajperów włoskiej ligi przegrał jeszcze z Belgiem Rumelu Lukaku (24 gole dla Interu Mediolan), Kolumbijczykiem Luisem Murielem (22 gole dla Atalanty Bergamo) i Serbem Dusanem Vlahovicem (21 goli dla Fiorentiny). W rozegranej w miniony weekend ostatniej kolejce Serie A Ronaldo z niejasnych powodów nie zagrał w rozstrzygającym o zajęciu przez Juventus miejsca gwarantującego start w nowej edycji Ligi Mistrzów meczu z Bologną (4:1), chociaż pojechał z drużyną do Bolonii. Całe spotkanie przesiedział na ławce rezerwowych. Co ciekawe, z występu w ostatniej kolejce zrezygnował też Leo Messi. FC Barcelona już wcześniej przegrała walkę o mistrzostwo Hiszpanii z Atletico Madryt, a nawet o drugą lokatę z Realem Madryt. Argentyński gwiazdor „Dumy Katalonii” nie miał o co walczyć, bo z 30 golami na koncie tytuł króla strzelców Primera Division miał już kieszeni. Drugi w klasyfikacji Francuz Karim Benzema (Real Madryt) zakończył sezon z 23. trafieniami, tyle samo miał w dorobku hiszpański napastnik Villarrealu Gerard Moreno, a niechciany w Barcelonie urugwajski napastnik Atletico Madryt Luis Suarez w ostatniej kolejce w meczu z Realem Valladolid (2:1) zdobył zwycięską bramkę, ale w sumie w całym sezonie zaliczył tylko 21 trafień.
W klasyfikacji „Złotego Buta” podium obsadzili więc Lewandowski (41 goli), Messi (30) i Cristiano Ronaldo (29), a czwartą lokatę zajął inny z portugalskich piłkarzy, grający w Eintrachcie Frankfurt Andre Silva, który w Bundeslidze zdobył 28 bramek i o jedno trafienie wyprzedził Norwega Erlinga Haalanda z Borussii Dortmund. Także 27 trafień uzbierał najskuteczniejszy strzelec francuskiej Lique 1 Francuz Kylian Mbappe, którego redakcja „France Football” na podstawie tylko sobie wiadomych kryteriów już uznała na najpoważniejszego kandydata do zdobycia w tym sezonie „Złotej Piłki”. Tak na marginesie, kolega Mbappe z zespołu Paris Saint-Germain, Brazylijczyk Neymar, zakończył ligowy sezon z dorobkiem ledwie dziewięciu trafień. Tyle samo goli strzelił dla Olympique Marsylia Arkadiusz Milik, chociaż we francuskiej ekstraklasie występował dopiero od 23 stycznia i zagrał tylko w 15 meczach. A przypomnijmy, że Neymar kosztował 222 mln euro i wciąż jest najdroższym piłkarzem w historii.

Lewy już w Złotym Bucie

Robert Lewandowski jest o jedno trafienie od wyrównania legendarnego rekordu 40 goli w jednym sezonie należącego do Gerda Muellera, ale ma też już praktycznie w kieszeni bardziej prestiżowe wyróżnienie – „Złotego Buta”. Nikt już nie jest w stanie odebrać mu w tym sezonie nagrody dla najskuteczniejszego strzelca lig europejskich.

Dla przypomnienia – klasyfikacja „Złotego Buta” powstaje w oparciu o liczbę goli strzelonych przez piłkarzy w rozgrywkach krajowych. Bramki są mnożone przez współczynnik trudności rozgrywek, ustalany na podstawie aktualnego rankingu ligowego UEFA, konstruowanego na bazie wyników z ostatnich pięciu sezonów. Najwyższy współczynnik, „2”, przyznawany jest strzelcom goli w pięciu najwyżej sklasyfikowanych ligach. Obecnie są to angielska Premier League, hiszpańska Primera Division, niemiecka Bundesliga, włoska Serie A i francuska Ligue 1.
W ostatniej dekadzie rywalizację o „Złotego Buta” zdominowali Leo Messi i Cristiano Ronaldo. Argentyński gwiazdor FC Barcelona sięgnął po tę nagrodę sześciokrotnie: w sezonie 2009/2010 (34 gole), 2011/2012 (50 goli), 2012/2013 (46 goli), 2016/2017 (37 goli), 2017/2018 (34 gole) i 2018/2019 (36 goli), natomiast portugalski piłkarz zdobywał „Złotego Buta” trzykrotnie – w sezonach 2010/2011 (40 goli), 2013/2014 (31 goli, ale na spółkę z Urugwajczykiem Luisem Suarezem) oraz w sezonie 2014/2015 (48 goli). Hegemonię tych dwóch genialnych napastników przełamali w tym czasie tylko wspomniany Luis Suarez, który samodzielnie triumfował jeszcze w sezonie 2015/2016 (40 goli) oraz w poprzednim sezonie Włoch Ciro Immobile (36 goli), który dosłownie na finiszu wyprzedził Lewandowskiego (34 gole).
W obecnych rozgrywkach Lewandowski znów jednak rozgrywa fenomenalny pod względem skuteczności strzeleckiej sezon, w którym wedle statystycznych wyliczeń zdobywa w Bundeslidze bramki co 59 minut. Pewnie gdyby nie kontuzja odniesiona w meczu reprezentacji Polski, przez którą musiał pauzować w kwietniowych meczach Bundesligi, dzisiaj „Lewy” byłby już dawno nowym rekordzistą niemieckiej ekstraklasy w liczbie goli strzelonych w jednym sezonie, a jedyną niewiadomą byłaby liczba na której zatrzyma
się jego licznik.
Po hat-tricku uzyskanym w miniony weekend w meczu z Borussią M’gladbach „Lewy” ma w tej chwili na koncie 39 goli, co w klasyfikacji „Złotego Buta” daje mu 78 punktów. Żaden z jego najgroźniejszych konkurentów nie odpowiedział choćby jednym trafieniem, zatem polski snajper Bayernu Monachium powiększył nad nimi i tak już gigantyczna przewagę. Drugi w klasyfikacji Leo Messi w tym sezonie strzelił dla Barcelony w Primera Division 28 goli, co daje mu 56 punktów. Do zakończenia rozgrywek w hiszpańskiej ekstraklasie pozostały wprawdzie jeszcze trzy kolejki, ale to tylko jeden mecz więcej niż ma do rozegrania Bundesliga.
Tak więc argentyński gwiazdor „Dumy Katalonii”, chociaż obdarzony niebywałym piłkarskim geniuszem, nie ma szans na przegonienie kapitana reprezentacji Polski. Nawet dla niego 11 goli jest różnicą niemożliwą do zniwelowania w trzech meczach. Tym bardziej, że Lewandowski w tej chwili prezentuje zdecydowanie lepszą formę strzelecką od Argentyńczyka.
Na zdobycie tej prestiżowej nagrody szans nie ma też drugi obecnie w zestawieniu Cristiano Ronaldo. Portugalski as Juventusu Turyn jest trzeci z dorobkiem 27 trafień i 54 punktów, ale w miniony weekend znów zaliczył „pusty przebieg” w przegranym przez ekipę „Starej Damy” aż 0:3 spotkaniu z AC Milan. Zdaniem dziennika „La Gazetta dello Sport” to był najgorszy występ Cristiano Ronaldo w całej jego karierze. „Błąkał się po boisku, nie umiał znaleźć dla siebie miejsca. Rozczarowujący występ w tak ważnym dla Juventusu meczu. W pierwszej połowie nie dotknął nawet piłki w polu karnym. Od gracza takiej klasy trzeba wymagać, że w tak ważnym spotkaniu pokaże swoją najlepszą wersję. Tymczasem kompletnie zaginął na murawie” – napisano w relacji zamieszczonej na łamach największej sportowej gazety we Włoszech.
Nie lepsi od największych tuzów okazali się też pretendenci do na ich miejsce. Leczący drobny uraz Norweg Erling Haaland nie pojawił się nawet w kadrze meczowej Borussii Dortmund w wygranym 3:2 meczu z RB Lipsk, podobnie jak Francuz Kylian Mbappe w zremisowanym przez jego Paris Saint-Germain spotkaniu z Rennes. Swojego strzeleckiego dorobku nie poprawił też w potyczce z FC Mainz (1:1) portugalski snajper Eintrachtu Frankfurt Andre Silva. Ta trójka piłkarzy okupuje w klasyfikacji „Złotego Buta” czwartą lokatę z dorobkiem 25 goli i 50 punktów.
Bayern ma jeszcze do rozegrania wyjazdowy mecz z Freiburgiem i u siebie z Augsburgiem. Zważywszy na prezentowaną formę z pewnością nie da sobie w tym sezonie wydrzeć upragnionej nagrody i chyba możemy mu już gratulować jej zdobycia.

Złoty But 2020/2021: Peleton wciąż daleko za Lewym

Robert Lewandowski z powodu kontuzji opuścił już cztery mecze w Bundeslidze, wciąż jednak z dorobkiem 35 goli ma ogromną przewagę nad konkurentami w klasyfikacji „Złotego Buta”. Drugi w zestawieniu Cristiano Ronaldo ma na koncie 25 bramek. A jeszcze wszystko wskazuje, że „Lewy” wróci do gry już w najbliższą sobotę w meczu z FC Mainz.

Cristiano Ronaldo w miniony weekend nie zagrał w z Atalantą Bergamo, przegranym przez Juventus 0:1. Pod nieobecność dwóch najskuteczniejszych graczy swoje strzeleckie osiągnięcia poprawili konkurenci – Erling Haaland (Borussia Dortmund) i Kylian Mbappe (Paris Saint-Germain) zdobyli po dwie bramki i mają teraz tyle samo trafień (po 23), co trzeci w zestawieniu sześciokrotny zdobywca „Złotego Buta” Leo Messi. Argentyńczyk w miniony weekend pauzował w ligowych zmaganiach, bo Barcelona grała w finale Pucharu Króla z Athletic Bilbao (4:0). Pusty przebieg zaliczył natomiast w Bundeslidze napastnik Eintrachtu Frankfurt Andre Silva, także mający 23 ligowe trafienia na koncie.
Na czwarte miejsce w klasyfikacji „Złotego Buta” awansował lider strzelców Premier League Harry Kane z Tottenhamu, który w zremisowanym 2:2 ligowym meczu z Evertonem zdobył obie bramki i powiększył swój łączny dorobek do 21 goli. Tyle samo trafień na koncie ma też snajper Interu Mediolan Romelu Lukaku.
Za plecami Lewandowskiego utworzyła się zatem mocna grupa pościgowa, ale nawet tacy znakomici napastnicy raczej nie mają już szans na dogonienie polskiego snajpera, bo za mało meczów pozostało do rozegrania. „Lewy” ma więc szansę indywidualnymi nagrodami osłodzić sobie brak sukcesów z Bayernem– szóstą już „armatą” dla króla strzelców Bundesligi oraz pierwszą w karierze nagrodą „Złotego Buta” dla najlepszego strzelca lig europejskich.

Lewandowski wznowił treningi, ale Bayern bez niego odpadł z Ligi Mistrzów

Gdy zespół Bayernu wyruszał do Paryża na rewanżowy mecz Ligi Mistrzów z Paris Saint-Germain, w niemieckich mediach pojawiły się filmy i zdjęcia Roberta Lewandowskiego samotnie biegającego po boisku w ośrodku treningowym bawarskiego klubu. Polski napastnik nie mógł pomóc kolegom w obu meczach z Paris Saint-Germain (2:3 i 1:0). Bayern nie obroni więc trofeum kończąc udział w obecnej edycji Champions League już w ćwierćfinale.

Kapitan reprezentacji Polski nie jest jednak jeszcze gotowy do gry, a data jego powrotu wciąż pozostaje w sferze spekulacji. Lewandowski przeprowadził pierwszy trening biegowy na boisku dwa tygodnie po odniesieniu urazu, a to oznacza, że rehabilitacja uszkodzonego więzadła pobocznego prawego kolana przebiega pomyślnie. Już w poprzednim tygodniu „Lewy” zamieścił na swoim profilu w mediach społecznościowych zdjęcie jak ćwiczy w swojej prywatnej siłowni, co rozbudziło nadzieje kibiców Bayernu, że może zdoła zagrać w rewanżowym meczu z Paris Saint-Germain. Okazały się jednak płonne, bo Lewandowski jak wiadomo do Paryża nawet nie pojechał.

Po powrocie ze zgrupowania reprezentacji Polski leczący uraz polski piłkarz nie zagrał w meczu na szczycie Bundesligi z RB Lipsk, wygranym przez Bayern 1:0, ale potem bawarska jedenastka przegrała u siebie pierwsze spotkanie ćwierćfinałowe Ligi Mistrzów z Paris Saint-Germain 2:3, a potem zremisowała ligowy mecz z Bundeslidze z Unionem Berlin (1:1). Te wyniki pokazały, jak ważną postacią dla zespołu jest jego najskuteczniejszy strzelec.
Pierwsze prognozy niemieckich lekarzy nie były optymistyczne i wedle nich „Lewy” będzie w pełni zdrowy i zdolny do gry z pełnym obciążeniem dopiero na przełomie kwietnia i maja. „Zbyt wczesny powrót może przynieść katastrofalne skutki dla jego dalszej kariery. Bo nie można grać na najwyższym poziomie z niestabilnym kolanem. Jeśli wróci za wcześnie, ryzykuje pogłębienie kontuzji mogące wyeliminować go z wielkiego futbolu na wiele miesięcy, ale również doprowadzić do tego, że problem będzie powracał” – ostrzegał były fizjoterapeuta Bayernu Oliver Schmidtlein. Podobnego zdania są też specjaliści zajmujący się obecnie leczeniem polskiego napastnika.
Wedle spekulacji niemieckich mediów kluczowe dla wyznaczenia terminu powrotu Lewandowskiego do gry miało być to, czy Bayern zdoła w Paryżu odrobić straty i wywalczy awans do półfinału Champions League. Pierwsze spotkania tej fazy rozgrywek są zaplanowane na 27 i 28 kwietnia, zatem polski snajper niemal na sto procent pojawiłby się wtedy w składzie bawarskiej drużyny. Teraz już takiej presji nie ma, bo w rozegranym w miniony wtorek w Paryżu rewanżowym meczu z Paris Saint-Germain obrońcy trofeum wprawdzie wygrali 1:0, ale to było za mało żeby awansować do kolejnej rundy. Bayern ma zatem już europejskie puchary z głowy, co zapewne przestawi w tym klubie hierarchię celów na wywalczenie kolejnego mistrzostwa Niemiec. Można się więc spodziewać, że Lewandowski wbrew spekulacjom niemieckich mediów nie wróci na boisko dopiero 8 maja w meczu 32. kolejki z Borussią Moenchengladbach, lecz znacznie wcześniej. Będzie miał zatem dość okazji żeby przyklepać szósty w karierze tytuł króla strzelców Bundesligi, a może nawet pobić legendarny rekord 40 goli w sezonie ustanowiony prawie pół wieku temu przez Gerda Muellera.

Nie jest to zadanie niewykonalne, bo Bayern ma jeszcze do rozegrania sześć meczów – z VfL Wolfsburg, Bayerem Leverkusen, FC Mainz, wspomnianą już Borussią M’gladbach oraz na koniec z dwoma ulubionymi zespołami „Lewego” – w 33. kolejce z Freiburgiem, któremu „Lewy” wbił 18 goli w 17 meczach, w tym 5 w ostatnich czterech, a w ostatnim meczu sezonu z Augsburgiem, przeciwko któremu nasz najlepszy piłkarz w 16 występach zdobył 20 bramek.
Tak czy owak jesteśmy jednak świadkami najdłuższej przerwy w grze w profesjonalnej karierze Lewandowskiego. Ale nawet gdyby w tym sezonie już nie powiększył swojego bramkowego dorobku i został z 35. trafieniami na koncie, to jego konkurenci mogą nie dać rady go dogonić – drugi w klasyfikacji snajperów Bundesligi Portugalczyk Andre Silva z Eintrachtu Frankfurt ma 12 goli mniej, a trzeci w zestawieniu Norweg Eling Haaland z Borussii Dortmund nawet 14.
Ta dwójka piłkarzy to także groźni rywale „Lewego” w wyścigu po „Złotego Buta” – nagrody dla najskuteczniejszego strzelca lig europejskich. W tej rywalizacji Polak ma jednak znacznie groźniejszych rywali w osobach trzykrotnego zdobywcy „Złotego Buta” Cristiano Ronaldo, który w tym sezonie jest obecnie na drugim miejscu w klasyfikacji z dorobkiem 25 bramek, a włoska Serie A ma jeszcze do rozegrania osiem kolejek spotkań. Tuż za nim z 23. trafieniami plasuje się jego wielki konkurent do sławy, gwiazdor Barcelony Leo Messi, który jest sześciokrotnym zdobywcą „Złotego Buta”. Trzecią lokatę Messi dzieli z wspomnianym wcześniej wiceliderem strzelców Bundesligi Andre Silvą, a za nimi na czwartym miejscu z 21. golami są Erling Haaland, Kylian Mbappe z PSG i Romelu Lukaku z Interu Mediolan.

Boruc oddał piwo od Messiego na licytację

Kilka miesięcy temu Budweiser, jeden ze sponsorów Leo Messiego, postanowił uczcić ustanowiony przez Argentyńczyka strzelecki rekord rozsyłając butelki piwa wszystkim bramkarzom, których pokonał gwiazdor FC Barcelona.

W grudniu ub. roku w meczu z Realem Valladolid Leo Messi zdobył 644. bramkę w barwach „Dumy Katalonii” i tym samym pobił rekord Pelego w liczbie trafień dla jednego klubu, który dla Santosu strzelił 643 gole. Budweiser postanowił upamiętnić ten wyczyn, wysyłając butelki z produkowanym przez siebie trunkiem wszystkim golkiperom, wśród których pokonał Messi kolekcjonując owe 644 trafienia. Znaleźli się na tej liście m.in. Jan Oblak z Atletico Madryt i Gianluigi Buffon z Juventusu, ale więcej butelek od nich, bo aż 17, dostał były bramkarz Realu Madryt Iker Casillas. Największą baterię otrzymał jednak Diego Alves, był golkiper Almerii i Valencii, któremu argentyński piłkarz wbił 21 goli. Dwie butelki z tej limitowanej serii dotarły też do bramkarza Legii Warszawa Artura Boruca, którego kiedyś Messi pokonał dwukrotnie gdy bronił barw Celticu Glasgow.
Jedną z otrzymanych butelek Budweisera Boruc zachował na pamiątkę, drugą natomiast przekazał Fundacji Legii na licytację, z której dochód zostanie przeznaczony na pomoc chorej na białaczkę 13-letniej Patrycji. „(…) Firma Budweiser sprezentowała ekskluzywne, oznaczone numerem seryjnym i specjalne zapakowane butelki piwa każdemu bramkarzowi, który wyjmował piłkę z siatki po jego strzale. Ta bezcenna pamiątka, przekazana przez Króla Artura Fundacji Legii, tylko teraz może zostać Twoją własnością!” – to fragment zachęcającego do wzięcia udziału w licytacji opisu aukcji w serwisie Allegro.
Patrycja jest w trakcie leczenia chemioterapią. Zebrane pieniądze mają pomóc jej rodzinie w zakupie leków oraz w pokryciu części kosztów dalekich dojazdów do szpitala (240 km w obie strony)” – wyjaśnia Fundacja Legii w opisie aukcji. Licytacja wyjątkowej butelki piwa ofiarowanej przez Artura Boruca potrwa do 2 kwietnia do godz. 16:00.

Złoty But: Lewy znów powiększył przewagę

Miniony weekend był udany dla graczy z czołówki klasyfikacji „Złotego Buta”. Swojego bramkowego dorobku nie poprawił jedynie Cristiano Ronaldo, który zaliczył „pusty przebieg” w przegranym sensacyjnie przez Juventus 0:1 meczu 28. kolejki Serie A z Benevento. Dzięki temu Portugalczyka dogonił Leo Messi, który zdobył dwie bramki w wygranym przez Barcelonę 6:1 spotkaniu z Realem Sociedad.

Dla przypomnienia – ranking „Złotego Buta” powstaje w oparciu o liczbę goli strzelonych przez piłkarzy w lidze. Bramki są mnożone przez współczynnik trudności rozgrywek. Najwyższy współczynnik, „2”, ma pięć najwyżej sklasyfikowanych w rankingu UEFA lig europejskich. Obecnie „wielką piątkę” tworzą ligi hiszpańska, angielska, niemiecka, francuska i włoska. W tym sezonie liderem w wyścigu po nagrodę dla najlepszego strzelca lig europejskich jest Robert Lewandowski. W miniony weekend napastnik Bayernu znów zdołował swoich najgroźniejszych konkurentów w wyścigu po „Złotego Buta”. W meczu z VfB Stuttgart „Lewy” zaliczył hat-tricka i powiększył swój bramkowy dorobek w tym sezonie do 35 trafień i 70 punktów w klasyfikacji „ZB”.
Wicelider klasyfikacji Cristiano Ronaldo nie powiększył swojego bramkowego dorobku i musiał zrobić obok miejsce dla Messiego. Warto wspomnieć, że w ostatniej dekadzie Argentyńczyk i Portugalczyk zdominowali rywalizację o „Złotego Buta” – Messi w latach 2010-2020 zdobywał tę nagrodę sześciokrotnie, a Cristiano Ronaldo trzykrotnie. W obecnym sezonie raczej nie mają już szans na dogonienie Lewandowskiego, który ma nad nimi przewagę 12 goli i 24 punktów. Obaj mają co prawda po dwa mecze więcej do rozegrania od Polaka, ale on musiałby już nic nie strzelić do końca rozgrywek.
Za plecami Messiego i Ronaldo plasują się dwaj najgroźniejsi rywale „Lewego” w Bundeslidze – Norweg Ering Haaland z Borussii Dortmund i Portugalczyk Andre Silva z Eintrachtu Frankfurt. Oni także w miniony weekend powiększyli swój dorobek o dwa trafienia i mają teraz po 21 bramek i 42 punkty na koncie. Szósty w zestawieniu jest Francuz Kylian Mbappe, który również zaliczył „dwupak” dla PSG w spotkaniu z Olympique Lyon (4:2) i ma teraz w dorobku 20 goli i 40 punktów. Za nim z 19 trafieniami i 38 punktami są urugwajski snajper Atletico Madryt Luis Suarez oraz Belg z Interu Mediolan Romelu Lukaku.