Sąd zamknął sprawę Messiego

Audiencia Nacional, czyli sąd krajowy z siedzibą w Madrycie, zajmujący się sprawami karnymi, podatkowymi i administracyjnymi, postanowił zamknąć sprawę wytoczoną Leo Messiemu przez hiszpański urząd skarbowy i prokuraturę, a dotyczącą jego rzekomych oszustw podatkowych i prania brudnych pieniędzy.

Hiszpański sąd uznał, że Leo Messi jednak nie dopuścił się oszustw podatkowych i zamknął ciągnącą się od wielu miesięcy sprawę rzekomych nieprawidłowości w fundacji założonej przez argentyńskiego piłkarza i jego rodzinę. Zdaniem prokuratury, prawnicy Messiego mieli tak prowadzić księgowość, aby nie płacić należnych podatków. Sąd uznał jednak, że nie dostarczono przekonywających dowodów na winę argentyńskiego gwiazdora FC Barcelona. I sprawę zamknął na amen.

Koniec prawnych tarapatów to dobra wiadomość dla Messiego, bo najlepiej opłacany piłkarz na świecie (zarabia blisko 80 mln euro rocznie) już wcześniej miał mocno zszargany pod tym względem wizerunek. Przypomnijmy, że w 2017 roku Messi i jego ojciec zostali skazani na więzienie w zawieszeniu za unikanie podatków. Zdaniem sądu, ojciec piłkarza przesyłał pieniądze na konta zarejestrowane w Szwajcarii, Belize, Wielkiej Brytanii i Brazylii. Wszystko po to, aby uniknąć płacenia podatków, które w Hiszpanii wynoszą 47 procent. Ostatecznie pobyt za kratkami zamieniono im na wysokie grzywny, które zapłacili.

Niedawno argentyński piłkarz po raz szósty w karierze wygrał plebiscyt FIFA na piłkarza roku. Jego wybór jednak, jak żaden z poprzednich, wzbudził mnóstwo kontrowersji (Messi pokonał Cristiano Ronaldo i Virgila van Dijka), pojawiły się nawet zarzuty sfałszowania wyników wyborów. FIFA stanowczo zaprzeczyła, ale kolejny niesmak pozostał.

 

Messi po raz szósty

Argentyńczyk Leo Messi, Holender Virgil van Dijk, Portugalczyk Cristiano Ronaldo – w takiej kolejności elektorzy FIFA zestawili czołową trójkę plebiscytu na najlepszego piłkarza sezonu 2018/2019. Szósty triumf Messiego w tej prestiżowej rywalizacji trudno uznać za sensację, chociaż jest kontrowersyjny.

W plebiscycie głosują selekcjonerzy i kapitanowie wszystkich reprezentacji zrzeszonych w FIFA oraz grupa wybranych z tych krajów dziennikarzy. Polska grupę elektorów tworzyli więc Jerzy Brzęczek i Robert Lewandowski, a tym trzecim był Michał Pol, były już szef „Przeglądu Sportowego”. „Lewy” na pierwszym miejscu wskazał Virgila van Dijka, na drugim Senegalczyka z FC Liverpool Sadio Mane, a na trzecim Frenkiego De Jonga z FC Barcelona. Brzęczek jako zwycięzcę wskazał Virgila van Dijka, na drugim Sadio Mane, a na trzecim Leo Messiego. Pol zagłosował na Messiego, van Dijka i Mane. W wyborze trenera cała trójka była jednomyślna i wskazała na niemieckiego szkoleniowca FC Liverpool Juergena Kloppa.

Dla kibiców ciekawsza była jednak informacja, na kogo swoje głosy oddali Leo Messi jako kapitan zespołu Argentyny i Cristiano Ronaldo jako kapitan zespołu Portugalii. Argentyńczyk na pierwszym miejscu wskazał Sadio Mane, na drugim Cristiano Ronaldo, a na trzecim na Frenkiego De Jonga. Ronaldo w swoim głosowaniu Messiego nie uwzględnił, a najwięcej punktów przyznał swojemu koledze z zespołu Juventusu Matthijsowi de Ligtowi. Na drugim miejscu Portugalczyk wskazał De Jonga, a na trzecim Kyliana Mbappe. Obaj gwiazdorzy zgodnie pominęli jak widać innego Holendra, Virgila van Dijka, który niespełna miesiąc temu otrzymał ich kosztem wyróżnienie dla najlepszego piłkarza sezonu UEFA.

Messi podczas uroczystej gali w Mediolanie odbierał szóste w karierze wyróżnienie dla najlepszego piłkarza sezonu z kamienna twarzą. Nic dziwnego, jego wybór jak żaden wcześniejszy wzbudził mnóstwo kontrowersji. Faworytem mediów był bowiem holenderski piłkarz Liverpoolu Virgil van Dijk, który wraz z ekipą „The Reds” wygrał przecież Ligę Mistrzów, a z reprezentacją Holandii doszedł do finału Ligi Narodów. A skoro już o Lidze Narodów mowa, to wygrała ją przecież drużyna aktualnych mistrzów Europy Portugalczyków, z niekwestionowana pomocą Crystiano Ronaldo, więc portugalski gwiazdor Juventusu, który też miał na koncie pięć tytułów najlepszego na świecie, miał prawo czuć się poszkodowany.

Dlaczego? A choćby dlatego, że Messi poprzedni sezon zakończył bez żadnego drużynowego triumfu, bo z ekipą Argentyny przegrał przecież w finale Copa America, a z Barceloną odpadł w półfinale Champions League. Obiektywnie jednak rzecz biorąc obaj ci genialni piłkarze wciąż nie mają sobie równych na świecie i każdy inny gracz uznany za lepszego od nich, jak Luka Modrić w ubiegłym roku czy de Jong w tegorocznym plebiscycie UEFA, będzie odbierał nagrodę z poczuciem, że na nią nie zasłużył.

Triumfatorzy FIFA The Best 2018/2019
Piłkarz Roku FIFA: Lionel Messi (FC Barcelona, Argentyna);
Piłkarka Roku FIFA: Megan Rapinoe (USA);
Najpiękniejsza bramka: Daniel Zsori (Węgry);
Najlepsza bramkarka: Sari van Veenendaal (Holandia);
Najlepszy bramkarz: Alisson Becker (Liverpool FC, Brazylia);
Trener roku: Juergen Klopp (FC Liverpool);
Kobiecy trener roku: Jill Ellis (USA);
Nagroda FIFA Fair Play: Marcelo Bielsa;
Kobieca jedenastka roku:
Sari van Veenendall – Lucy Bronze, Wendie Renard, Nilla Fischer, Kelley O’Hara – Amandine Henry, Julie Ertz, Marta, Rose Lavelle, Megan Rapinoe – Alex Morgan;
Męska jedenastka roku:
Alisson Becker – Matthijs De Ligt, Sergio Ramos, Virgil van Dijk, Marcelo – Luka Modrić, Frenkie De Jong, Eddie Hazard – Leo Messi, Cristiano Ronaldo, Kylian Mbappe.

 

Lewandowski goni legendy

W pierwszej kolejce spotkań Ligi Mistrzów UEFA nie brakowało zaskakujących rezultatów. Z nielicznej grupki uczestniczących w obecnej edycji rozgrywek polskich piłkarzy na boisku zobaczyliśmy pięciu – Roberta Lewandowskiego w Bayernie Monachium, Grzegorza Krychowiaka i Macieja Rybusa w Lokomotiwie Moskwa, Wojciecha Szczęsnego w Juventusie
Turyn i Piotra Zielińskiego w SSC Napoli.

Pozostali nasi piłkarze zgłoszeni do fazy grupowej – Łukasz Piszczek (Borussia Dortmund), Damian Kądzior (Dinamo Zagrzeb), Arkadiusz Milik (SSC Napoli) i Jakub Piotrowski (KRC Genk) – z różnych powodów nie znaleźli się w kadrach meczowych. Z tych, którzy w pierwszej kolejce zagrali, smaku zwycięstwa nie zaznał tylko Szczęsny, bo Juventus, chociaż prowadził na Wanda Metropolitano w Madrycie, ostatecznie tylko zremisował 2:2 z Atletico Madryt. Wielki dzień w Leverkusen przeżyli natomiast Krychowiak i Rybus, którzy dołożyli swoje cegiełki do nieoczekiwanego zwycięstwa Lokomotiwu Moskwa nad Bayerem 2:1. Większą dorzucił bez wątpienia Krychowiak, który rozegrał znakomite zawody i na dodatek strzelił gola. Rosyjskie media znów wychwalają go pod niebiosa, ale też trzeba przyznać, że defensywny pomocnik reprezentacji Polski ten sezon zaczął naprawdę znakomicie – najpierw w rosyjskiej lidze, a teraz także w Lidze Mistrzów. Nas powinien jednak cieszyć także występ Rybusa, który ostatnio grzał ławę nie tylko w reprezentacji, ale też w moskiewskim zespole.

O ile gol Krychowiaka to wyjątek i wyczyn godny najwyższych pochwał, to trafienie Roberta Lewandowskiego dla Bayernu w spotkaniu z Crveną Zvezdą Belgrad już takim nadzwyczajnym wydarzeniem nie jest, bo gol strzelony przez „Lewego” to żadna sensacja. Większe emocje i komentarze nasz napastnik wzbudza raczej wtedy, gdy nie trafia. Ale o jego bramce strzelonej Crvenej Zveździe Belgrad mówiono sporo, bo był to jego dwusetny gol strzelony w barwach Bayernu. Przy okazji zauważono też, że było to zarazem 54. trafienie „Lewego” w Lidze Mistrzów w jego 81 występie w tych rozgrywkach. Do tego dorobku Polak dołożył ponadto 16 asyst. W klasyfikacji strzelców Champions League wszech czasów Lewandowski zajmuje szóste miejsce. W Top 10 tego zestawienia jest tylko czterech aktywnych piłkarzy, a właściwie to tylko trzech, bo Szwed Zlatan Ibrahimović kontynuuje karierę za oceanem, w amerykańskiej MLS. Na placu boju pozostają więc lider klasyfikacji wszech czasów Portugalczyk Cristiano Ronaldo (Juventus Turyn) z oszałamiającym dorobkiem 126 goli, wicelider Argentyńczyk Lionel Messi (FC Barcelona) ze 112 trafieniami na koncie, czwarty na liście Francuz Karim Benzema (Real Madryt) z 60 bramkami, a dwa miejsca za nim Lewandowski, który w pierwszej kolejce jako jedyny z tego kwartetu zaliczył trafienie.

Bohaterem kolejki został jednak 19-letni Norweg Erling Braut Haland, który ustrzelił hat-tricka dla RB Salzburg w wygranym 6:2 meczu z KRC Genk. Ten młody piłkarz imponuje skutecznością, bo w ostatnich dziewięciu meczach strzelił aż 17 goli. Trzy gole strzelił też Chorwat Mislav Orsic dla Dinama Zagrzeb, a po dwie bramki zdobyli Argentyńczyk Angel Di Maria dla PSG i Niemiec Timo Wernen dla RB Lipsk.

 

Copa America: Argentyna za słaba na Brazylię

Reprezentacja Brazylii, po raz pierwszy od 12 lat, awansowała do finału Copa America. Canarinhos pokonali Argentynę 2:0 i o tytuł najlepszej drużyny Ameryki Południowej zagrają zespołem Peru, który w półfinale dość nieoczekiwanie wyeliminował broniącą trofeum ekipę Chile, wygrywając z nią gładko 3:0.

Brazylijska drużyna, w której tym razem zabrakło najsłynniejszego jej obecnie gracza, Neymara, w tegorocznym Copa America nie gra może w wybitnym stylu, ale za to jest niezwykle skuteczna w defensywie, czego dowodzi fakt, że canarinhos nie stracili jeszcze gola i nie przegrali meczu. Z pięciu rozegranych spotkań wygrali cztery, a z Wenezuelą zremisowali 0:0. W półfinale trafili jednak na odwiecznego konkurenta do miana hegemona w Ameryce Południowej – Argentynę. W turnieju rozgrywanym we własnym kraju brazylijscy kibice nie darowaliby swoim piłkarzom porażki z ekipą albicelestes i ta presja trochę wiązała nogi podopiecznym trenera Tite.

Na ich szczęście już w 19. minucie udało im się sforsować szyki obronne Argentyńczyków. Z prawego skrzydła gwiazdor Liverpoolu Roberto Firmino dograł piłkę do niepilnowanego na linii piątego metra gwiazdora Manchesteru City Gabriela Jesusa, a ten wpakował ją do bramki rywali.

Strata gola nie załamała jednak ekipy Argentyny, w której znakomite zawody rozgrywał Leo Messi. Gwiazdor FC Barcelona wciąż nie ma w swojej kolekcji trofeum wywalczonego z reprezentacją Argentyny, ale chyba sam nie wierzył, że on i jego koledzy mogą zdobyć Copa America na brazylijskiej ziemi.

Messi znów niezadowolony

Argentyńscy piłkarze zrobili jednak wszystko w półfinałowym starciu z gospodarzami imprezy, żeby ich fani nie mieli do nich pretensji o brak zaangażowania. Wybrańcy trenera Lionela Scaloniego walczyli więc z Brazylijczykami tak ostro, że po godzinie gry aż czterech ich graczy miało na koncie żółte kartki. Ale chociaż mieli przewagę i lepiej prezentowali lepszy futbol, to nie zdołali przełamać żelaznej defensywy rywali i pokonać kapitalnie dysponowanego bramkarza Liverpoolu Alissona Beckera.
Na domiar złego, jak to w takich meczach bywa, na 20 minut przed końcem spotkania Brazylijczycy przeprowadzili udaną kontrę i zadali Argentyńczykom ostateczny cios. W tej akcji role się odwróciły i to Gabriel Jesus po fantastycznej indywidualnej akcji lewą flanką dograł piłkę do czającego się w polu karnym rywali Firmino, który musiał jedynie przyłożyć nogę.

Po meczu swoje niezadowolenie z porażki pierwszy obwieścił Leo Messi. „Rywale wcale nie byli dzisiaj od nas lepsi, a drugiego gola strzelili po tym, jak sędziowie nie odgwizdali rzutu karnego po faulu na Sergio Aguero. Generalnie arbitrzy podjęli mnóstwo bzdurnych decyzji, rozdawali kartki, a za rzadko korzystali z systemu VAR. To niewiarygodne na tym poziomie rywalizacji. Nie ma dla nas wymówek, ale wszyscy powinni dogłębnie przeanalizować pracę sędziów i coś z tym zrobić. Dziwnie zachowywali się przez całe spotkanie, notorycznie nas rozpraszali” – nie krył oburzenia najlepszy gracz argentyńskiej drużyny.
Tym razem jednak Messi nie strzelił focha i nie obwieścił światu, że rezygnuje z występów w reprezentacji. „Jeżeli będę mógł jeszcze pomóc naszej drużynie narodowej, zrobię to. Dobrze czuję się w tej grupie i wciąż wierzę, że możemy odnieść sukces” – stwierdził Messi.

Rewanż za rok w Argentynie

Jego deklaracja jest nietypowa, bo ostatnio po niepowodzeniach „rzucał zabawkami” i dopiero po jakimś czasie wracał do kadry. Nie ma jednak w jego zachowaniu większej tajemnicy. Po prostu następny turniej Copa America odbędzie się już w przyszłym roku, a jego gospodarzem tym razem będzie Argentyna.

Dla Messiego impreza rozegrana w własnym kraju będzie już raczej ostatnią okazją na odniesienie sukcesu z reprezentacją. Za rok będzie miał 33 lata, a na mundialu w Katarze w 2022 roku, o ile w nim zechce wystąpić, już 35. Nawet taki piłkarski geniusz jak on nie jest wolny od biologicznych ograniczeń związanych z wiekiem. I trudno mu nie kibicować w jego dążeniu do spełnienia sportowego marzenia, bo w dorobku najlepszego piłkarza ostatnich piętnastu lat powinno być przynajmniej jedno trofeum wywalczone w narodowych barwach. Przegrana z Brazylią w półfinale tegorocznego Copa America na razie wpisuje się w fatalną serię niepowodzeń Messiego w reprezentacji Argentyny, ale jego deklaracja, że jeszcze nie wybiera się na reprezentacyjną emeryturę może oznaczać tylko jedno – futbolowy gwiazdor już teraz myśli o przyszłorocznym turnieju Copa America w Argentynie.

Canarinhos już pewni swego

Póki co jednak większe powody do zadowolenia mają Brazylijczycy, którzy po raz pierwszy od 2007 roku zagrają w finale Copa America. Co ciekawe, w tamtej imprezie sprzed 12 lat w finale canarinhos pokonali właśnie Argentynę 3:0. W decydującym spotkaniu tegorocznej edycji mistrzostw Ameryki Południowej zagrają w niedzielę 7 lipca na słynnym stadionie Maracana z zespołem Peru, który w półfinale niespodziewanie ograł zwycięzcę dwóch ostatnich turniejów – drużynę Chile.

Peruwiańczycy prowadzeni przez trenera Ricardo Garecę nawiązali do chlubnych tradycji, bo są przecież mistrzami kontynentu z lat 1939 1975. Ale od ostatniego triumfu przez następne 44 lata zajmowali w Copa America najwyżej trzecie miejsce. Ostatni występ w turnieju będzie jednak dla nich trudną przeprawą. Z Brazylią doznali najwyższej porażkę w historii (0:7), a w fazie grupowej tegorocznego turnieju przegrali z canarinhos aż 0:5. Gdyby zatem to oni wygrali finałowy mecz na na Maracanie, będzie to sensacja jeszcze większa, niż pamiętna klęska Brazylijczyków na tym legendarnym stadionie poniesiona w finałach mistrzostw świata 1950 roku z Urugwajem.

 

Piątek już droższy od Lewego

Działające w Szwajcarii Obserwatorium Futbolu CIES publikuje co jakiś czas wyliczane przez siebie rynkowe wyceny piłkarzy. W najnowszym zestawieniu wedle CIES najdroższym polskim piłkarzem nie jest już nie 30-letni Robert Lewandowski, tylko 23-letni Krzysztof Piątek.

Wedle wyliczeń Obserwatorium Futbolu CIES wartość Krzysztofa Piątka nie przestaje rosnąć i obecnie za występującego w AC Milan polskiego napastnika w przypadku transferu do innego klubu trzeba byłoby zapłacić nie mniej niż 79,2 mln euro. Wartość Roberta Lewandowskiego CIES obniżył natomiast do kwoty 75,5 mln euro.

Na ile są to wiarygodne rachuby trudno ocenić, bo wyżej wymienione kwoty zostały wyliczone na podstawie jakiegoś specjalnego algorytmu, biorącego pod uwagę wiele zmiennych jak wiek, długość kontraktu, pozycję na boisku, czas gry, strzelone gole, ale także status na arenie międzynarodowej oraz wyniki drużyny w której oceniany zawodnik aktualnie występuje. W poprzednim notowaniu rankingu, w kwietniu tego roku, wartość Piątka oceniano na 68,2 mln euro, a „Lewego” na 66 milionów. Obu polskim piłkarzom daleko do najdroższych graczy na liście CIES. Piątek zajmuje na niej dopiero 44. lokatę, a Lewandowski 52.

W czołowej setce znalazło się jeszcze dwóch innych polskich piłkarzy – Piotr Zieliński z wartością 68,9 mln euro jest 68., a Arkadiusz Milik z 61,5 mln euro zajmuje 96. miejsce. Najbardziej wartościowym zawodnikiem jest 20-letni Francuz Kylian Mbappe (252 mln euro), a granicę dwustu milionów przekraczają jeszcze Egipcjanin Mohamed Salah (219,6) oraz Anglik Raheem Sterling (207,8). Zdumiewa natomiast miejsce Leo Messiego, który z wyceną 167,4 mln euro jest według oceny CIES dopiero czwarty.

 

Messi zagra z Argentyną

Trener reprezentacji Argentyny Lionel Scaloni ogłosił skład 23-osobowej kadry na Copa America. Wśród powołanych znalazł się też największy gwiazdor zespołu Leo Messi.

Na turniej do Brazylii pojadą największe gwiazdy argentyńskiej piłki, wśród nich Messi, który w marcu tego roku wrócił do reprezentacji po kilku miesiącach przerwy jaką sobie zrobił po nieudanym mundialu w Rosji. Oprócz gwiazdora Barcelony o sile ofensywnej argentyńskiego zespołu stanowić będą takie tuzy, jak Sergio Aguero z Manchesteru City, Angel Di Maria z Paris Saint-Germain i Paulo Dybala z Juventusu Turyn.

Tegoroczna edycja Copa America rozpocznie się 15 czerwca. W Brazylii tytułu będą bronić Chilijczycy, którzy zwyciężyli w dwóch ostatnich edycjach turnieju. W obu finałach pokonali Argentynę, dwukrotnie rozstrzygając losy tytułu w rzutach karnych. Reprezentacja Argentyny ma na koncie 10 triumfów w Copa America i jest pod tym względem najlepsza, ale po raz ostatni zdobyła trofeum w 1993 roku. W Brazylii zagra w grupie z Kolumbią, Paragwajem i Katarem, który wraz z Japonią został zaproszony na turniej.

Kadra Argentyny:

Bramkarze – Esteban Andrada (Boca Juniors), Franco Armani (River Plate), Agustin Marchesin (Club America); obrońcy – Milton Casco (River Plate), Renzo Saravia (Racing), Nicolas Otamendi (Manchester City), Juan Foyth (Tottenham), Ramiro Funes Mori (Villarreal), German Pezzella (Fiorentina), Nicolas Tagliafico (Ajax), Marcos Acuna (Sporting Lizbona); pomocnicy – Leandro Paredes (PSG), Giovani Lo Celso (Betis Sewilla), Roberto Pereyra (Watford), Angel Di Maria (PSG), Guido Rodriguez (Club America), Rodrigo De Paul (Udinese), Exequiel Palacios (River Plate); napastnicy – Leo Messi (FC Barcelona), Sergio Aguero (Manchester City), Lautaro Martinez (Inter Mediolan), Matias Suarez (River Plate), Paulo Dybala (Juventus).

 

Wyścig po Złotego Buta

W miniony weekend w klasyfikacji „Złotego Buta”, nagrody dla najskuteczniejszego strzelca w ligach europejskich, nie doszło do większych zmian. Chociaż nie grał, to z dużą przewagą nadal liderem jest Leo Messi. Dwaj Polacy, Robert Lewandowski i Krzysztof Piątek, nie poprawili swojego dorobku i spadli na czwartą pozycję.

Obu polskich napastników z najniższego stopnia podium zepchnął włoski weteran Fabio Quagliarella z Sampdorii Genua, który zaliczył trafienie w wygranym przez jego zespół 2:0 w derbowym meczu z Genoą. 36-letni napastnik zdobył w tym spotkaniu z karnego swoją 22. bramkę w tym sezonie i objął samodzielne prowadzenie w klasyfikacji strzelców Serie A. Wiceliderem tego zestawienia jest Krzysztof Piątek, który w miniony weekend nie poprawił swojego strzeleckiego dorobku w meczu Lazio Rzym, wygranym przez AC Milan po rzucie karnym 1:0. Przy tej okazji polski napastnik przekonał się, że w mediolańskim klubie nikomu nie zależy na tym, żeby zdobył tytuł króla strzelców, bo trener i koledzy nie dali mu egzekwować „jedenastki”.

Na szczęście Quagliarella daleko nie odskoczył, a zajmujący miejsca za plecami Piątka snajperzy też nie powiększyli bramkowych kont – Kolumbijczyk Duvan Zapata z Atalanty Bergamo nic nie ustrzelił w spotkaniu z Empoli, bo wszystkie jego strzały zatrzymał genialnie spisujący się w bramce rywali Polak Bartłomiej Drągowski. Natomiast czwarty w klasyfikacji włoskich snajperów, a szósty w zestawieniu „Złotego Buta” Cristiano Ronaldo (19 goli) odpoczywał przed wtorkową potyczką z Ajaksem Amsterdam w Lidze Mistrzów.

Z zawodników znajdujących się w czołówce wyścigu po „Złotego Buta” trafienia w miniony weekend zaliczyło jedynie trzech. Oprócz wspomnianego już Quagliarellai jeszcze dwaj gracze Liverpoolu – Egipcjanin Mohamed Salah i Senegalczyk Sadio Mane, których bramki dały „The Reds” wygraną 2:0 w starciu z Chelsea Londyn.

Poturbowany mocno w pierwszym spotkaniu 1/4 finału Ligi Mistrzów z Manchesterem United Leo Messi nie pojawił się w kadrze meczowej Barcelony w ligowym spotkaniu z Huesca, sensacyjnie zremisowanym przez „Dumę Katalonii” 0:0. Argentyński gwiazdor mógł sobie jednak pozwolić na absencję, bo prowadzi z dorobkiem 33 goli i 66 punktów. Drugi w klasyfikacji „Złotego Buta” Francuz Kylian Mbappe nie wykorzystał okazji na zmniejszenie dystansu do lidera, bo nic nie ustrzelił w przegranym przez Paris Saint-Germain aż 1:5 meczu z OSC Lille i pozostał przy dorobku 27 trafień i 54 punktów. Lewandowski i Piątek mają po 21 goli i 42 pkt na koncie, co daje im aktualnie czwartą lokatę w wyścigu o „Złotego Buta”, a od Messiego i Mbappe oddziela ich Quagliarella z dorobkiem 22 goli i 44 pkt.

 

Wyścig polskich snajperów

W klasyfikacji „Złotego Buta” Leo Messi jest już poza zasięgiem konkurentów, w tym Roberta Lewandowskiego, Krzysztofa Piątka i Arkadiusza Milika. W tej sytuacji pozostaje im rywalizacja o miano najskuteczniejszego polskiego napastnika.

Lewandowski w miniony weekend strzelił 19. gola w obecnym sezonie i w klasyfikacji „Złotego Buta” dogonił Krzysztofa Piątka. Obaj polscy snajperzy zajmują w zestawieniu czwarte miejsce z takim samym dorobkiem 19 trafień i 38 punktów (w pięciu najsilniejszych ligach europejskich w klasyfikacji Złotego Buta przyznaje się dwa punkty za każdą zdobytą bramkę). Oprócz nich tyle samo goli i punktów mają na koncie jeszcze Cristiano Ronaldo (Juventus Turyn), Duvan Zapata (Atalanta Bergamo) i Sergio Aguero (Manchester City).

Na czele zestawienia znajduje się Leo Messi (FC Barcelona), który w ostatniej ligowej kolejce w derbowym meczu z Espanyolem strzelił dwa gole i powiększył swój dorobek w tym sezonie do 31 trafień i 62 punktów. Jedynym graczem, który dotrzymuje jeszcze kroku genialnemu Argentyńczykowi, jest wschodząca gwiazda światowego futbolu Francuz Kylian Mbappe, który w tym sezonie zdobył w barwach Paris Saint-Germain 27 bramek (w miniony weekend zapewnił paryskiej jedenastce zwycięstwo 1:0 w spotkaniu Tuluzą), co daje mu 54 pkt w klasyfikacji „Złotego Buta”. Trzeci w zestawieniu Włoch Fabio Quagliarella z Sampdorii Genua ma na koncie 21 goli i 42 pkt, a zatem bliżej mu do grupy pościgowej z Lewandowskim i Milikiem w składzie, niż do dwójki liderów.

Jeszcze do niedawna można było sądzić, że najskuteczniejszy od lat wśród polskich piłkarzy grających w ligach zagranicznych Lewandowski w końcu zostanie zdetronizowany przez Krzysztofa Piątka, który w barwach Genoi i AC Milan w tym sezonie nazbierał 19 goli. Ale „Lewy” nadrobił w ostatnich tygodniach stratę do Piątka i w miniony weekend zdobywając w meczu w Freiburgiem 19. gola w obecnych rozgrywkach zrównał się z napastnikiem AC Milan pod względem liczby trafień. Obaj zatem przewodzą w wewnętrznej, polskiej rywalizacji o tytuł najskuteczniejszego napastnika, ale mają za plecami silną konkurencję. Tylko jedno trafienie mniej na koncie ma szalejący w tym sezonie w duńskiej ekstraklasie Kamil Wilczek. Na wysokie miejsce w klasyfikacji „Złotego Buta” ten piłkarz nie ma szans, bo duńska liga ma niższy współczynnik od włoskiej i niemieckiej, dlatego w punktacji jest niżej od Arkadiusza Milika, który w wygranym przez jego SSC Napoli 4:1 na wyjeździe niedzielnym meczu z AS Roma zdobył 16. bramkę w tym sezonie. Poza tym, że była wyjątkowej urody, była też najszybciej strzelonym golem przez Milika w lidze włoskiej.

Piąty na liście najskuteczniejszych polskich piłkarzy za granicą jest grający w chorwackim NK Gorica Łukasz Zwoliński, który zdobył dotąd 10 bramek. Ale nie ulega wątpliwości, że rywalizacja o tytuł najskuteczniejszego rozegra się między tercetem Lewandowski – Piątek – Milik. Faworytem jest „Lewy”, ale w tym roku najbardziej regularnie z nich trafia… Milik.

 

Messi wciąż na czele wyścigu snajperów

Hat-trick Leo Messiego w meczu z Betisem Sewilla w 28. kolejce Primera Division umocnił Argentyńczyk na prowadzeniu w klasyfikacji „Złotego Buta”. W czołowej „10” zestawienia są dwaj Polacy – czwarty jest Krzysztof Piątek, a Robert Lewandowski szósty.

Messi był głównym aktorem niedzielnego meczu Barcelony z Betisem. Strzelił trzy kapitalne gole, a jego zespół wygrał 4:1. Boiskowe popisy argentyńskiego piłkarza urzekły nawet fanów Betisu, którzy po trzecim golu nagrodzili go burzliwymi oklaskami. W świecie futbolu takie zachowanie widowni to rzadkość. Messi powiększył swój bramkowy dorobek w tym sezonie Primera Division do 29 trafień, co w klasyfikacji „Złotego Buta” daje mu 58 punktów. Pięć najsilniejszych lig europejskich (hiszpańska, angielska, niemiecka, włoska i francuska) mają mnożnik „2”, niżej notowane „1,5”, a najsłabsze „1”.

Drugi w klasyfikacji jest Francuz Kylian Mbappe (PSG), który strzelił 25 goli dające mu 50 pkt. Trzeci jest Włoch Fabio Quagliarella (Sampdoria) z 21 bramkami i 42 punktami. Za tą trójką z 19 golami i 38 punktami plasują się dwaj kolejni snajperzy z Serie A – Cristiano Ronaldo z Juventusu Turyn i wschodząca gwiazda włoskiej ekstraklasy i AC Milan Krzysztof Piątek. Obaj w miniony weekend nie poprawili swojego dorobku. Awans w klasyfikacji zaliczył natomiast drugi z Polaków, Robert Lewandowski, którego gol strzelony dla Bayernu Monachium w wygranym 6:0 meczu z FC Mainz był jego 18 ligowym trafieniem w tym sezonie. „Lewy” z 36 punktami dołączył do legitymującego się takim samym dorobkiem argentyńskiego snajpera Manchesteru City Sergio Aquero (nie grał w miniony weekend), a wraz z nim zrobił to jeszcze autor jednego gola dla Barcelony w spotkaniu z Betisem Urugwajczyk Luis Suarez.

Na 9. pozycji w klasyfikacji z dorobkiem 17 goli i 34 pkt znajduje się aż siedmiu graczy: Senegalczyk Sadio Mane i Egipcjanin Mohamed Salah (obaj FC Liverpool), Iworyjczyk Nicolas Pepe (Lille), Kolumbijczyk Duvan Zapata (Atalanta), Anglik Harry Kane (Tottenham) i Gabończyk Pierre-Emerick Aubameyang (Arsenal).

 

Barcelona bije Real

W tym tygodniu Real Madryt miał w terminarzu dwie potyczki z Barceloną na Santiago Bernabeu. Pierwsze starcie w rewanżowym meczu Pucharu Króla przegrał z kretesem 0:3. A już sobotę czeka ich kolejne El Clasico w ramach 26. kolejki Primera Division.

Niedługo minie 10 lat od pamiętnego zwycięstwa Barcelony na Santiago Bernabeu. W maju 2009 roku drużyna prowadzona wtedy przez Pepa Guardiolę rozgromiła Real w jego mateczniku aż 6:2. Od tego czasu „Duma Katalonii” z siedemnastu rozegranych na stadionie Realu meczów wygrała aż dziesięć, przy bilansie bramkowym 41:22. Przy okazji warto wspomnieć, że FC Barcelona ma szansę na historyczny wyczyn. Jeszcze żadnemu zespołowi nie udało się zdobyć Pucharu Króla (Copa del Rey) pięć razy z rzędu. „Duma Katalonii” triumfowała w tych rozgrywkach już czterokrotnie – w 2015 roku w finale pokonała Athletic Bilbao, w 2016 FC Sevillę, w 2017 Alaves, a przed rokiem ponownie FC Sevillę. W tegorocznym finale przeciwnikami Messiego i spółki będzie zwycięzca drugiej półfinałowej potyczki – Valencia lub Betis Sewilla.

Wracając do El Clasico. Bilans spotkań Realu z Barceloną jest teraz idealnie równy – 95 razy zwyciężali w nich „Królewscy”, 95 razy „Duma Katalonii”, a w 51 meczach padł remis.  Ostatnie z nierozstrzygniętych spotkań miało miejsce w pierwszym meczu półfinałowym w Copa del Rey na Camp Nou. Potyczka zakończyła się remisem 1:1 i z tego powodu przed rewanżem na Santiago Bernabeu dawano jedenastce z Madrytu większe szanse na wywalczenie awansu. Co prawda tu i ówdzie pojawiły się opinie, że nie pozwoli na to Leo Messi, który na stadionie „Królewskich” czuje się jak u siebie i strzelił tu już Realowi 15 goli, zwłaszcza że Argentyńczyk prezentuje ostatnio kapitalną formę. Z ośmiu zdobytych w lutym przez Barcelonę bramek siedem zapisał na swoje konto. A w sumie ma już w dorobku 33 gole strzelone w 32 meczach, a w Primera Division z 27 trafieniami przewodzi w klasyfikacji strzelców oraz w klasyfikacji „Złotego Buta”.

W środę obrońcom Realu Madryt udało sie jednak powstrzymać genialnego argentyńskiego piłkarza, ale musieli zaangażować do tego zadania tylu swoich graczy, że nie było już komu przypilnować drugiego ze snajperów katalońskiej jedenastki Luisa Suareza. Urugwajczyk skwapliwie skorzystał z okazji i wpakował „Królewskim” w sumie trzy gole. Na jego koncie zapisano jednak tylko dwa, bo trzeciego uznano za gol samobójczy Raphaela Varane’a. Czy ekipa Realu zdoła się w trzy dni pozbierać psychicznie po takim laniu? Przekonamy się w sobotę wieczorem. Będzie to czwarte El Clasico w tym sezonie.