Brazylia i Argentyna o krok od awansu do MŚ 2022

Eliminacje do przyszłorocznych mistrzostw świata w Katarze w Ameryce Południowej przekroczyły półmetek. Po 11. kolejkach spotkań liderem jest Brazylia, przed Argentyną, Ekwadorem, Urugwajem i Kolumbią. Zespoły, które zajmą cztery czołowe lokaty na końcu zmagań, awansują na mundial bezpośrednia, zaś piąta drużyna zagra w barażu.

Brazylijczycy są liderami eliminacji w strefie CONMEBOL, wygrali dziewięć meczów z rzędu i dopiero w dziesiątym ich zwycięską passę przerwała ekipa Kolumbii, remisując z nimi u siebie 0:0. Canarinhos prowadzą jednak pewnie z dorobkiem 28 punktów i sześcioma przewagi nad drugą w tabeli Argentyną. Dwa najlepsze w tych eliminacjach zespoły jeszcze nie zmierzyły się w bezpośrednim starciu, bo zaplanowany na 5 września w Brazylii mecz został odwołany z powodu interwencji brazylijskich służb epidemicznych. Koronawirus namieszał w kalendarzu rozgrywek eliminacyjnych w Ameryce Południowej. Pierwsza kolejka odbyła się w październiku 2020 roku zgodnie z planem, ale 5. i 6. wyznaczone na marzec tego roku z powodu pandemii koronawirusa zostały przełożone na późniejszy termin i ostatecznie rozegrano je dopiero teraz.
Dla przypomnienia – w strefie CONMEBOL wszystkie drużyny rywalizują w eliminacjach mistrzostw świata systemem ligowym, 10 drużyn gra ze sobą dwukrotnie w systemie kołowym, co w sumie daje 18. kolejek eliminacyjnych. Cztery najwyżej sklasyfikowane drużyny w tabeli po rozegraniu eliminacji uzyskują bezpośredni awans do finałów mistrzostw świata, a piąta drużyna musi o to powalczyć jeszcze w barażach interkontynentalnych.
Po jedenastu rozegranych kolejkach spotkań Brazylijczycy i Argentyńczycy mogą być już praktycznie pewni awansu na mundial w Katarze. Oba zespoły są jak do tej pory niepokonane, tyle że canarinhos z 10 rozegranych meczów wygrali dziewięć i tylko jeden zremisowali, właśnie w minioną niedzielę z Kolumbijczykami, natomiast albicelestes zanotowali trzy remisy, dlatego mają sześć punktów straty do Brazylii, ale dzięki siedmiu zwycięstwom mają sześć punktów przewagi nad trzecim w tabeli Ekwadorem i czwartym Urugwajem. Piątą lokatę z dorobkiem 15 „oczek” zajmuje zespół Kolumbii, który ma trzy punkty przewagi na szóstym w stawce Paragwajem (12 pkt), cztery na siódmym Peru (11 pkt) i pięciu na ósmym Chile (10 pkt). Dwie ostatnie lokaty bez większych szans na włącznie się do rywalizacji o awans do światowego czempionatu okupują zespoły Boliwii (9 pkt) i Wenezueli (7 pkt).
W miniony weekend kapitan zespołu Argentyny Leo Messi strzelił gola w wygranym 3:0 meczu z Urugwajem. Była to jego 80. bramka w narodowych barwach, co uczyniło 34-letniego napastnika pierwszym piłkarzem w Ameryce Południowej, który w spotkaniach międzypaństwowych przekroczył granicę 80 trafień dla swojego zespołu. Messi zadebiutował w barwach albicelestes 17 sierpnia 2005 roku w meczu z Węgrami – miał dokładnie 18 lat i 54 dni. Nie był to jednak udany debiut, bo wszedł na boisko z ławki w 63. minucie i 40 sekund później arbiter Markus Merk pokazał mu czerwoną kartkę za uderzenie łokciem węgierskiego obrońcy Vilmosa Vanczaka. W sumie sześciokrotny zdobywca „Złotej Piłki” w narodowych barwach zaliczył już 155 występów, a do 80 goli dorzucił jeszcze 47 asyst.
Po wygranym 3:0 spotkaniu z Urugwajem Messi nie krył zadowolenia z wygranej. „Zagraliśmy dzisiaj naprawdę wielki mecz, bo Urugwaj dla każdego zespołu jest trudnym rywalem” – podkreślał kapitan albicelestes. Trzybramkowa porażka nie oddaje w pełni obrazu gry, bo Urugwajczycy nie wykorzystali kilku znakomitych okazji do strzelenia goli. Tylko Luis Suarez miał dwie wyborne sytuacje – raz trafił w poprzeczkę, a za drugim razem argentyński bramkarz Emiliano Martinez jakimś cudem obronił jego kapitalne uderzenie z przewrotki.
Argentyna miała kłopoty na początku spotkania, lecz po golu Messiego w 38. minucie zespół prowadzony przez trenera Lionela Scaloniego panował nad sytuacją, a kolejne dwie bramki zdobyte przez Rodrigo de Paula i Lautaro Martineza wprawiły w euforię komplet widzów na trybunach stadionu El Munumental w Buenos Aires. Argentyńczycy po 10 meczach mają 22 punkty na koncie i 10 „oczek” przewagi nad zespołem Paragwaju – pierwszą drużyną, która jest na miejscu nie dającym awansu. A przecież w zaległym starciu z Brazylią albicelestes wcale nie stoją na straconej pozycji, chociaż zagrają na terenie odwiecznego rywala. Potem podejmą przecież canarinhos jeszcze w rewanżu u siebie, ale w sumie nie ma to większego znaczenia, która z tych dwóch południowoamerykańskich potęg piłkarskich zajmie pierwsza lokatę na koniec eliminacji. Argentyńczycy chcą jednak podtrzymać jak najdłużej serię spotkań bez porażki, których mają teraz 24.

Przerwany mecz Brazylii z Argentyną

Zaplanowany w miniony czwartek mecz na szczycie w południowoamerykańskich eliminacjach MŚ 2022 pomiędzy Brazylią i Argentyną został przerwany z powodu interwencji brazylijskich służb sanitarno-epidemiologicznych, które nie chciały się zgodzić na udział w meczu czterech graczy Argentyny, których podejrzewano o złamanie obostrzeń związanych z pandemią koronawirusa.

W efekcie, piłkarze Argentyny musieli opuścić plac gry. Stało się to już po rozpoczęciu spotkania, ale awantura zaczęła si jeszcze przed meczem, gdy brazylijskie służby epidemiologiczne zażądały deportowania czterech zawodników kadry Argentyny na co dzień występujących w klubach angielskiej Premier League. Argentyńska federacja piłkarska postawiła jednak sprawę jasno oświadczając, że jeśli ta czwórka graczy nie zostanie dopuszczona do gry, to cały zespół odmówi wzięcia udziału w meczu. Działacze południowoamerykańskiej konfederacji piłki nożnej (CONMEBOL) namawiali Brazylijczyków na polubowne zakończenie tej sprawy i wydawało się, że taka sytuacja zaistniała. Ale gdy mecz się rozpoczął, na boisko weszła grupa pracowników brazylijskiej Narodowej Agencji Nadzoru Zdrowotnego (Anvisa) w towarzystwie funkcjonariuszy policji i mecz został przerwany. W negocjacje z urzędnikami wdali się nawet Leo Messi i Neymar, lecz nic to nie dało. Zgodnie z przepisami epidemicznymi obowiązującymi aktualnie w Brazylii wszystkie osoby, które w ciągu ostatnich 14 dni przebywały na terenie Wielkiej Brytanii, po przybyciu do Brazylii muszą się poddać 14-dniowej kwarantannie. Przepis ten w drużynie argentyńskiej dotyczył tylko Emiliano Martineza i Emiego Buendię (obaj grają w Aston Villi) oraz Giovanniego Lo Celso i Cristiana Romero z Tottenhamu Hotspur. Z tej czwórki tylko Buendia nie znalazł się w podstawowym składzie argentyńskiej reprezentacji. Według urzędników Anvisy, cała czwórka przy wjeździe do Brazylii zataiła w formularzach zgłoszeniowym fakt przebywania w ciągu ostatnich dwóch tygodni w Wielkiej Brytanii.
W efekcie zespół Argentyny zszedł z boiska, a spotkanie zostało przełożone na inny termin. Piłkarskie federacje obu krajów wyraziły ubolewanie z powodu przerwania tak ważnego spotkania. Prezydent FIFA Giannni Infantino zaś stwierdził: „Widzieliśmy, co stało się z meczem Brazylii i Argentyny, dwóch z najwspanialszych drużyn Ameryki Południowej. Niektórzy oficjele, policja, urzędnicy bezpieczeństwa weszli na boisko po kilku minutach gry, aby zabrać kilku piłkarzy. To szaleństwo, ale musimy poradzić sobie z tymi wyzwaniami, tymi problemami, które pojawiają się na szczycie kryzysu COVID”.
Reprezentacja Brazylii z kompletem 21 punktów jest liderem eliminacji w Ameryce Południowej, drugie miejsce zajmuje Argentyna (15 pkt), a kolejne Ekwador (13 pkt), Urugwaj (12 pkt) i Kolumbia (10 pkt).
Z tej strefy bezpośrednio do MŚ awansują cztery najlepsze drużyny kwalifikacji, a piąta zagra w barażu.

Wenezuelski sposób na Leo Messiego

W rozegranym w miniony czwartek meczu 7. kolejki spotkań eliminacyjnych do MŚ 2022 w strefie południowoamerykańskiej Argentyna pokonała na wyjeździe Wenezuelę 3:1. Wynik nie był niespodzianką, dlatego po meczu światowe media więcej uwagi poświęciły brutalnemu faulowi Wenezuelczyka Adriana Martineza na Leo Messim.

Martinez pojawił się na boisku w 25. minucie, zmieniając kontuzjowanego Semę Velazqueza. Długo jednak sobie nie pograł, bo już siedem minut później wyleciał z hukiem z boiska po bandyckim ataku na nogę gwiazdora argentyńskiej reprezentacji Leo Messiego. Sytuacja miała miejsce kilka metrów przed polem karnym Wenezueli. Messi przyjął piłkę i próbował przebiec z nią obok Martineza, ale wenezuelski piłkarz udaremnił mu ten zamiar atakując wślizgiem w nogi. Na telewizyjnych nagraniach widać wyraźnie, że Martinez w ogóle nie był zainteresowany odbiorem piłki, tylko chciał sfaulować kapitana argentyńskiej drużyny.
Jego brutalny atak mógł skończyć się tragicznie dla Messiego, ale na szczęście dla świeżo upieczonego gracza Paris Saint-Germain noga, w którą celował korkami rywal, była w momencie uderzenia w ruchu i tylko dlatego nie doszło do złamania kości piszczelowej. Sędzia początkowo ukarał Wenezuelczyka tylko żółtą kartką, lecz po interwencji VAR zmienił decyzję i sięgnął po czerwony kartonik.
Messi dość długo nie podnosił się z murawy i wydawało się, że opuści boisko, ale po interwencji lekarza jednak wstał i dokończył mecz. Argentyńskie media nie pozostawiły suchej nitki na Martinezie. „Kryminalny kopniak w nogę Messiego, który mógł się skończyć złamaniem. Dla takich boiskowych bandytów, jak Martinez, nie powinno być miejsca w futbolu” – pomstowała
gazeta „Ole”.
Po wygranej z Wenezuelą reprezentacja Argentyna utrzymała drugą lokatę w tabeli (w Ameryce Południowej eliminacje rozgrywane są w systemie ligowym, 10 zespołów gra każdy z każdym mecz i rewanż). Albicelestes po siedmiu kolejkach spotkań mają na koncie 15 punktów. Prowadzi niepokonana jak dotąd Brazylia z kompletem 21 punktów. Z tym zespołem Argentyńczycy zmierzyli się w niedzielę w nocy w ósmej serii gier. Kolejne lokaty premiowane awansem na mundial zajmują zespoły Ekwadoru, Urugwaju i Kolumbii.

Koniec piłkarskich transferów tego lata

Dawno nie było w europejskim futbolu tak ekscytującego letniego okienka transferowego. Ale też nigdy wcześniej nie zdarzyło się, aby w tym samym czasie zmienili barwy klubowe dwaj najwięksi piłkarze jednej futbolowej epoki, jak miało to miejsce tego lata w przypadku Lionela Messiego i Cristiano Ronaldo.

Takie okno transferowe nie powtórzy się jednak nigdy. W tym barwy klubowe zmienili: Leo Messi, Cristiano Ronaldo, Sergio Ramos, Romelu Lulaku, Jadon Sancho, Sergio Aguero, Memphis Depay, David Alaba, Georgino Wijnaldum, Tammy Abraham, Dayot Upamecano, Raphael Varane, Achraf Hakimi, Jack Grealish, Antoine Griezmann czy młodziutki Eduardo Camavinga. W poprzednich latach też dochodziło do głośnych czy rekordowych pod względem finansowym piłkarskich transferów. Najbardziej spektakularne z nich było bez wątpienia przejście Brazylijczyka Neymara z Barcelony do Paris Saint-Germain za do dzisiaj niepobitą rekordową kwotę 222 mln euro. Ponieważ jednak pandemia koronawirusa moco spustoszyła finansowe zasoby klubów, tego lata raczej nie spodziewano się rekordowych transakcji. I tak też faktycznie było, bo najdroższy transfer, Jacka Gralisha z Aston Villi do Manchesteru City, kosztował „tylko” 117 mln euro. Ale zdecydowanie większy rozgłos zyskały transfery futbolowych gigantów – Leo Messiego z Barcelony do Paris Saint-Germain i Cristiano Ronaldo z Juventusu Turyn do Manchesteru United.
„Nawet największe kluby musiały szukać oszczędności w tej trudnej sytuacji, w jakiej znalazł się światowy futbol. Real Madryt na przykład w dwa sezony stracił 400 mln euro” – narzekał jeszcze kilka miesięcy temu prezydent „Królewskich” Florentino Perez. Ale jakoś ta finansowa mizeria nie przeszkodziła mu w letnim oknie transferowym zabiegać o pozyskanie Kyliana Mbappe, za którego oferował paryskiemu klubowi aż 200 mln euro, chociaż 22-letniemu francuskiemu napastnikowi za rok wygasa umowa i będzie do wzięcia za darmo. Katarscy właściciele Paris Saint-Germain odrzucili jednak tę ofertę. Mbappe został zatem na Parc des Princes, ale jego najbliższa przyszłość jest dość niepewna. Prezydent klubu Nasser Al-Khelaifi domaga sie od niego, żeby przedłużył kontrakt z PSG i oferuje w zamian podwyżkę uposażenia do poziomu jaki zaoferowano Messiemu, lecz póki co francuski gwiazdor swojego podpisu pod nową umową nie złożył. A jeśli tego nie zrobi, katarski miliarder może zrealizować swoją groźbę i odesłać go do końca sezonu na trybuny.
Może sobie na to pozwolić, bo nawet bez Mbappe kadra Paris Saint-Germain prezentuje się imponująco. W tym okienku transferowym paryski klub dokonała pięciu znaczących transferów. Na Parc des Princes trafili: Achraf Hakimi, Georginio Wijnaldum, Gianluigi Donnarumma, Sergio Ramos, a Messi był tylko wisienką na torcie.
Królami polowania w letnim okienku transferowym byli jednak Anglicy. Trzech najdroższych zakupów dokonały kluby Premier League – reprezentant Anglii Jack Grealish kosztował Manchester City 117 mln euro, za reprezentanta Belgii Romelu Lukaku Chelsea Londyn zapłaciła 115 mln euro, a za innego z reprezentantów Angli, Jadona Sancho, Manchester United wyłożył 85 mln euro. Ale układając listę pięciu najgłośniejszych transferów tego lata niekoniecznie kierowano się wysokością zapłaconej kwoty. A znaleźli się na niej tacy oto gracze:

  1. Lionel Messi (z FC Barcelona do Paris Saint-Germain, wolny transfer)
    Argentyńczyk latem 2021 roku zakończył 21-letnią przygodę z „Dumą Katalonii”. Messi wygrał w barwach tego klubu praktycznie wszystko, co jest do wygrania w profesjonalnym futbolu. W PSG może co najwyżej powtórzyć te osiągnięcia, a więc zwyciężyć w Lidze Mistrzów i zdobyć wszystkie możliwe tytuły w lidze francuskiej, a także sięgnąć po Superpuchar Europy i klubowe mistrzostwo świata. Z Neymarem i Mbappe u boku nie powinno to być zbyt trudne do osiągnięcia, ale równie dobrze ten personalny eksperyment może zakończyć się spektakularną klęską.
  2. Cristiano Ronaldo (z Juventusu Turyn do Manchesteru United, 15 mln euro)
    Chgociaż dyrektor sportowy Juventusu Federico Cherubini i wiceprezydent klubu Pavel Nedved zapewniali, że Portugalczyk w tym sezonie nie zmieni barw. Ale Cristiano Ronaldo chciał odejść. Najlepiej do Realu Madryt, lecz tam go już nie chcieli, a w PSG on nie chciał być opcją rezerwową za Mbappe, więc podjął rozmowy z Manchesterem City. Wtedy jednak, jeśli wierzyć angielskim mediom, do akcji wkroczył legendarny trener Manchesteru United Alex Ferguson, który ma wciąż bardzo dobre relacje z portugalskim gwiazdorem i przekonał go do powrotu na Old Trafford. Transfer kosztował włodarzy „Czerwonych Diabłów” 15 mln euro, a z wszystkimi bonusami 23 mln euro. To więcej niż United zapłacili za niego 18 lat temu wykupując go ze Sportingu Lizbona.
  3. Romelu Lukaku (z Interu Mediolan do Chelsea Londyn, 115 mln euro)
    Thomas Tuchel od momentu, gdy trafił do ekipy ze Stamford Bridge, nie ukrywał, że chciał mieć nowego napastnika w swoim składzie. W kontekście transferu do Chelsea wymieniani byli Harry Kane i Robert Lewandowski oraz Erling Haaland. Ostatecznie triumfatorom Ligi Mistrzów z poprzedniego sezonu udało się ściągnąć Romelu Lukaku. Belg wrócił tym samym do ekipy „The Blues”, z której kiedyś pozbyto się go lekką ręką. Kosztował fortunę i będą teraz od niego na Stamford Bridge oczekiwać cudów, a on jest tylko solidnym piłkarskim rzemieślnikiem.
  4. Jadon Sancho (z Borussii Dortmund do Manchesteru United, 85 mln euro)
    Jedna z dłuższych sag transferowych. Angielski skrzydłowy już w 2020 roku był bliski dołączenia do Manchesteru United, ale sternicy Borussii Dortmund zablokowali transfer stawiając zaporową cenę. Tego lata zażądali już kwoty adekwatnej do klasy Jadona Sancho i transfer doszedł do skutku. Trener Ole Gunnar Solskjaer będzie miał teraz potężną siłę ognia w zespole, bo w formacji ofensywnej Sancho będzie rywalizował o miejsce w składzie nie tylko z weteranami, Criastiano Ronaldo i Edinsonem Cavanim, ale też z Masonem Grenwoodem i Marcusem Rashfordem.
  5. Jack Grealish (z Aston Villi do Manchesteru City, 117,5 miliona euro)
    Reprezentant Anglii został bohaterem najdroższego transferu tego lata, ale wedle pierwotnego planu miał być wsparciem dla Harry’ego Kane’a, którego jednak pozyskać się działaczom „The Citizens” nie udało. W poprzedniej sezonie Grealish rozegrał w barwach Aston Villi 27 meczów, w których strzelił siedem goli, a zaliczył 12 asyst. Bilans przyzwoity, ale chyba ten 25-letni piłkarz nie jest warty takiej masy pieniędzy.

Barcelona musi zapłacić Messiemu jeszcze 52 mln euro

FC Barcelona straciła Leo Messiego, ale wciąż ma argentyńskiego piłkarza na liście płac, jest mu bowiem winna jeszcze 52 mln euro. Wedle hiszpańskich mediów kataloński klub ma zapłacić piłkarzowi te zaległości do końca 2022 roku.

Ta oszałamiająco wysoka kwota to część wynagrodzenia, które Messi zgodził się odroczyć po wybuchu pandemii koronawirusa. Szefowie „Dumy Katalonii” jej nie kwestionowali, ale niewykluczone, że gdzieś w skrytości ducha liczyli, iż piłkarz, który w ostatnich pięciu latach zarobił jako gracz Barcelony ponad pół miliarda euro, na pożegnanie odpuści te „drobne” 50 milionów, które w obecnej sytuacji dla katalońskiego klubu już wcale drobną kwotą nie są. Nic z tego – prawnicy Messiego szybko odarli ich ze złudzeń i wymusili zobowiązanie spłaty zaległości do końca 2022 roku.
Messi od wtorku 10 sierpnia jest już oficjalnie zawodnikiem Paris Saint-Germain. Sześciokrotny zdobywca „Złotej Piłki” związał się z francuskim klubem dwuletnim kontraktem. Według nieoficjalnych informacji w PSG ma zarabiać około 35 milionów euro rocznie. Na razie jeszcze nie zagrał w żadnym oficjalnym spotkaniu, ale wedle paryskich mediów szybko zaadoptował się do nowego miejsca. „Spędziłem w Barcelonie całe życie. Nie byłem przygotowany na zmianę. W poprzednim sezonie chciałem odejść, ale teraz już nie. Nie miałem jednak wpływu na to, co się wydarzyło i muszę się pożegnać. Przybyłem tu w wieku 13 lat, a po 21 latach odchodzę z żoną, z trzema Katalończykami-Argentyńczykami. Nie mogę być bardziej dumny z tego, co zrobiłem. Jestem pewny, że po kilku latach tu wrócimy, bo w Barcelonie jest nasz dom. Obiecałem to moim synom” – mówił Messi na pożegnalnej konferencji prasowej. Dwa dni później z szerokim uśmiechem lądował na paryskim lotnisku i przymierzał koszulkę PSG. Kibice „Dumy Katalonii” oglądali ten spektakl z mieszanymi uczuciami. Podobne odczucia dominowały w hiszpańskich mediach. „Leo Messi w Barcelonie jest już historią, ale jego związek z klubem nie jest jeszcze w pełni zamknięty” – zajątrzył kataloński „Sport” ujawniając, że chodzi o 52 mln euro. To dość mocno osłabiło żal po Messim.

Messi w galaktycznej ekipie katarskich szejków

Lionel Messi od minionego wtorku jest już piłkarzem Paris Saint-Germain. Łzy, które ronił opuszczając Barcelonę, szybko wyschły i już w środę Argentyńczyk z szerokim uśmiechem przymierzał się do koszulki paryskiego klubu.

Transfer Leo Messiego dowodzi w zasadzie tylko jednej rzeczy, że Paris Saint-Germain jest obecnie najbardziej rozrzutnym klubem na świecie. Dzięki katarskim pieniądzom dysponuje wręcz nieograniczonymi środkami na zakup piłkarzy, a za sprawą mocnych układów jego właścicieli w FIFA i UEFA nie musi aż tak bardzo przejmować się przestrzeganiem zasad Finansowego Fair Play. No i co istotne, niestraszne są mu też skutki kryzysu wywołanego pandemią koronawirusa. Ostatni rok PSG zakończył ze stratą przekraczającą 200 mln euro oraz kolejną klęską w walce o wymarzony triumf w Lidze Mistrzów, zaś na dodatek przegrali jeszcze rywalizację na krajowym podwórku tracąc mistrzowski tytuł w Ligue 1 na rzecz OSC Lille.
Prezydent paryskiego klubu Nasser Al-Khelai przełknął jednak nadzwyczaj łatwo te niepowodzenia i zamiast grozić piłkarzom przekręceniem strumienia pieniędzy, otworzył szeroko kabzę na zakupy nowych graczy. Tego lata do kadry zespołu dołączyli: pozyskany za darmo z AC Milan włoski bramkarz Gianluigi Donnarumma, MVP turnieju Euro 2020, holenderski pomocnik Giorginio Wijnaldum, któremu wygasł kontrakt z Liverpoolem i był za darmo, podobnie jak hiszpański stoper Realu Madryt Sergio Ramos, ale już za 60 mln euro wykupili z Interu Mediolan obrońcę Achrafa Hakimiego oraz za 16 mln euro z FC Porto portugalskiego pomocnika Danilo Pereirę. Przejście Leo Messiego było więc swego rodzaju wisienką na torcie.
Nic zatem dziwnego, że dziennik „Le Parisien” triumfalnie odtrąbił powstanie nowej „galaktycznej” drużyny – „Les Galactiques”, nawiązując do słynnej „Los Galacticos”, ekipy Realu Madryt z lat 2000-2006, gdy prezes Florentino Perez zebrał w barwach „Królewskich” takich wybitnych graczy, jak Portugalczyk Luis Figo, Francuz Zinedine Zidane, Brazylijczyk Ronaldo oraz Anglicy David Beckham i Michael Owena. Tamten zespół zdobył siedem trofeów i na powtórkę tego wyczynu przez „Les Galactiques” czekają teraz fani paryskiego zespołu.
W taki scenariusz uwierzył też Leo Messi, którego do podpisania umowy z PSG nie skusiły jedynie katarskie pieniądze, lecz przede wszystkim potencjał piłkarski zespołu, z którym argentyński gwiazdor ma nadzieję w tym sezonie wygrać wszystko, co jest do wygrania, a przede wszystkim Ligę Mistrzów. On sam ma w dorobku cztery triumfy z FC Barcelona w tym najbardziej prestiżowym z europejskich pucharów, lecz po raz ostatni wznosił puchar w 2015 roku. Wtedy w ekipie „Dumy Katalonii” Messi tworzył magiczny tercet ofensywny z Brazylijczykiem Neymarem i Urugwajczykiem Luisem Suarezem, w Paris Saint-Germain będzie go tworzył ponownie z Neymarem i Francuzem Kylianem Mbappe.
Europejskie puchary klubowe wymyślili Francuzi, ale do tej pory ich zespół tylko raz wygrał Ligę Mistrzów – dokonał tego w sezonie 1992/1993 Olympique Marsylia. Zespół PSG jak na razie bezskutecznie próbował powtórzyć ten wyczyn, ale w tym sezonie będzie murowanym faworytem. Oczywiście spotka się z silnym oporem ze strony innych europejskich potęg, głównie klubów angielskich, hiszpańskich, włoskich i Bayernu Monachium, które pewnie będą chciały za wszelką cenę pokazać paryskim milionerom, że w futbolu sukcesu nie da się kupić za żadne pieniądze. Futbolowi eksperci nie są już co do tego tak mocno przekonani, zwłaszcza gdy analizują potencjał jedenastki, którą argentyński trener PSDG Mauricio Pochettino będzie mógł wystawić do gry. A wygląda ona tak: Donnarumma – Hakimi, Ramos (Kimpembe), Marquinhos, Bernat – Verratti, Di Maria, Wijnaldum – Messi, Neymar, Mbappe.
W minionej dekadzie katarscy szejkowie wydali na transfery piłkarzy do PSG ponad półtora miliarda euro i mimo to wciąż czekają na najważniejszy dla nich triumf, czyli zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Czy zatrudnienie 34-letniego Messiego pozwoli im na spełnienie tego marzenia?
W erze katarskiej paryski klub zmonopolizował jedynie rozgrywki w Ligue 1 (siedem tytułów w ostatnich dziewięciu sezonach), chociaż do Paryża trafiały gwiazdy z coraz większym ego. Na Neymara i Kyliana Mbappe klub wydał prawie 400 mln euro (odpowiednio 222 i 180 mln euro), mimo to Champions League co sezon ponosił klęskę. Konkurenci z Europy próbowali powalczyć z PSG na transferowym rynku. W 2017 roku Barcelona zamarzyła o włoskim pomocniku Marco Verrattim, za co PSG w odwecie odebrał katalońskiemu klubowi Neymara, co zapoczątkowało zmierzch potęgi „Dumy Katalonii”. Real Madryt od dłuższego czasu kusi Kyliana Mbappe, lecz w tej chwili ten młody jeszcze, chociaż już utytułowany zawodnik, może się skłaniać raczej do pozostania na Parc des Princes, niż do przeprowadzki na Santiago Bernabeu.
Paris Saint-Germain powołano do życia w 1970 roku. Pomysł od zarania był polityczno-biznesowy i dlatego dla wielu mieszkańców stolicy Francji do dzisiaj jest to twór sztuczny. W 1973 roku grający wtedy w 3. lidze zespół przejął Daniel Hechter, francuski dyktator mody, któremu przypisuje się wymyślenia klubowego herbu – czerwonej wieży Eiffla z królewską kołyską symbolizującą narodziny Ludwika XIV w pałacu Saint-Germain-en-Laye oraz kwiatem lilii pod nią. Herb nawiązywał też do fuzji Paris FC i Stade Saint-Germain, z których powstało PSG. Pierwszy tytuł mistrzowski paryski klub zdobył w 1986 roku, a kolejną erę w rozwoju zapoczątkowało na początku lat 90. ub. wieku umowa sponsorska z Canal+. Stacja telewizyjna finansowała klub przez 15 lat. PSG miał być przeciwwagą dla mocnego wtedy Olympique Marsylia. Największą gwiazdą drużyny, która w 1994 roku zdobyła mistrzostwo Francji, był obecny prezydent Liberii George Weah. PSG dotarło wtedy do półfinału Pucharu Europy eliminując Barcelonę, a w 1996 roku wygrało nieistniejący już Puchar Zdobywców Pucharów.
W 2011 roku Qatar Investment Authority wykupiło 70 proc udziałów w PSG od Colony Capital. Rok później amerykański fundusz odsprzedał Katarczykom pozostałe 30 proc akcji klubu. Tak zaczęła się „katarska era” w historii paryskiego klubu. Ostatnie transfery świadczą, że Katarczycy chcą uzyskać spektakularne wyniki z PSG akurat w przyszłym roku, bo przecież w 2022 w ich kraju zostaną rozegrane finały mistrzostw świata. Niewykluczone, że mamy teraz do czynienia z apogeum aktywności katarskich szejków w futbolowym biznesie, która po mundialu może być powoli wygaszana.

Łzy Messiego na pożegnanie Barcelony

Gdy w miniony czwartek władze FC Barcelona ogłosiły, że nie są w stanie z powodów finansowych podpisać nowego kontraktu z Leo Messim, stało się oczywiste, że dojdzie do zmiany klubowych barw przez argentyńskiego gwiazdora futbolu i że będzie to największy hit letniego okienka transferowego.

Dla 34-letniego Messiego jest to pierwszy transfer w karierze, bo do katalońskiego klubu trafił jako trzynastoletni chłopak, w nim też rozpoczął i do końca czerwca tego roku kontynuował trwającą już 17 lat profesjonalną karierę. Decyzja władz „Dumy Katalonii” chyba nawet dla niego był zaskoczeniem, przynajmniej takie można było odnieść wrażenie po jego zachowaniu i wypowiedziach na pożegnalnej konferencji prasowej. Argentyński piłkarz nie potrafił powstrzymać łez i żalu, że po 21 latach musi odejść. „Dużo myślałem, co powinienem powiedzieć. Dla mnie to naprawdę trudna chwila, że po tylu wspaniałych latach spędzonych w tym klubie muszę go opuścić. Nie jestem na to gotowy. To prawda, że rok temu tego chciałem i nawet byłem do tego przekonany, z powodów biurokratycznych które są powszechnie znane, ale nie dzisiaj. Ja i moja rodzina chcieliśmy tu zostać, cieszyliśmy się życiem tutaj. Spędziłem tu niemal całe życie, to było wspaniałe 21 lat. Nigdy nie sądziłem, że taki dzień nadejdzie. Chciałem, by to odbyło się inaczej, żeby byli razem z nami kibice na Camp Nou, chciałem usłyszeć od nich ostatnią owację. Dzisiaj muszę się z wami pożegnać, ale zapewniam, że tu wrócę, ponieważ tu jest mój dom i obiecałem to moim dzieciom” — oświadczył Messi na wstępie spotkania z dziennikarzami.
Potem cierpliwie odpowiadał na pytania i wyjaśniał swoje stanowisko w tej sprawie. „Mój kontrakt z Barceloną był uzgodniony. Chciałem tu zostać, ale gdy wróciłem z urlopu, wszystko już zostało przesądzone. Zaoferowałem Barcelonie obniżenie mojej pensji o 50 procent, by ratować jego finanse. Informacja o tym, że żądałem wyższej pensji są kłamstwem. Zrobiłem wszystko, co mogłem, by zostać na Camp Nou. Niestety, ze względu na przepisy La Liga nie było to możliwe. Ale Barca to jeden z najlepszych zespołów na świecie, ma świetnych graczy, a w przyszłości dołączy do niego wielu nowych klasowych zawodników. Z biegiem czasu ludzie przywykną do mojej nieobecności w tej drużynie” – stwierdził argentyński gwiazdor, który przez 17 lat profesjonalnej gry w barwach Barcelony rozegrał 678 meczów, w których zdobył 672 bramki oraz zanotował 305 asyst. Zapytany o to, do jakiego klubu zamierza się przenieść i czy rzeczywiście będzie to Paris Saint-Germain, sześciokrotny zdobywca „Złotej Piłki” odrzekł: „Po informacji o moim odejściu z Barcelony odebrałem mnóstwo telefonów, wiele klubów było zainteresowanych transferem. Póki co, nic nie zostało przesądzone i niczego jeszcze definitywnie nie postanowiłem”.
Dziennikarze przypomnieli jednak słynne zdjęcie, które niedawno zrobiło furorę w internecie, na którym widać Messiego biesiadującego w towarzystwie kilku graczy PSG. „Powstało wiele głupot dotyczących tego zdjęcia. A było tak, że zostałem przez kolegów zaproszony na jedzenie, zrobiliśmy przy tej okazji sobie wspólne zdjęcie. I tyle. Oni sobie wtedy żartowali, żebym przyszedł do PSG, ale to tylko zdjęcie z kumplami” – zapewniał Messi.
Mimo jego zapewnień, że nic jeszcze w sprawie transferu nie postanowił, w Paryżu kibice już czekają na jego przybycie i oficjalną prezentację. Pojawiła się plotka, że uroczystość odbędzie się lada dzień na Wieży Eiffla, najpóźniej do czwartku. Francuski dziennik „L’Equipe” podał, że wedle nieoficjalnych informacji Messi ma podpisać z PSG dwuletni kontrakt z opcją przedłużenia o kolejny rok i ma zarabiać nawet 40 milionów euro netto rocznie. Wedle innych mediów paryski klub zaoferował Argentyńczykowi 29 mln funtów rocznie i jest to oferta gorsza od zaproponowanej przez Manchester United, co stało się powodem odłożenia na późniejszy termin przyjazdu piłkarza do Paryża. Plotki te natychmiast jednak zdementował członek katarskiej rodziny królewskiej Khalifa bin Hamad Al Thani, który zamieścił na Twitterze wpis o takiej treści: „Krążące pogłoski o otwarciu negocjacji Messiego z innymi klubami nie są prawdą. Sprawy zostały już rozstrzygnięte w stu procentach na korzyść Paris Saint-Germain. Przewidywana data przyjazdu Messiego do Paryża to najbliższe 72 godziny”.
Hiszpański dziennik „Marca” z kolei podał, że Messi w zespole Paris Saint-Germain nie będzie występował z numerem „10”, chociaż noszący go obecnie Neymar był gotów go oddać. Ponoć argentyński wirtuoz najpierw wyraził chęć gry z numerem „30”, co miałoby znaczenie symboliczne, bo z „trzydziestką” debiutował w Barcelonie, gdy miał 17 lat, 3 miesiące i 22 dni w ligowym meczu z Espanyolem. Ale w Ligue 1 z takimi numerami grają jedynie bramkarze. Ta kwestia wyjaśni się jednak dopiero w chwili, gdy gwiazdor po raz pierwszy pojawi się na boisku w barwach paryskiego zespołu, bo interesy komercyjne klubów zawsze stoją ponad preferencjami zawodników.
Transfer Messiego nie został dotąd jeszcze oficjalnie przyklepany także dlatego, że budzi on wątpliwości w kontekście przepisów Financial Fair Play. Oficjalna zawiadomienie do UEFA i FIFA wysłała w tej sprawie FC Barcelona, a konkretnie działający w jej imieniu Juan Blanco, który o rozstrzygnięcie niejasności zwrócił się także do Komisji Europejskiej. W zawiadomieniu kataloński klub wskazuje, iż wskaźnik PSG w odniesieniu do finansowego Fair Play jest gorszy niż w przypadku Barcelony. I powołuje się na dane, wedle których w sezonie 2019/2020 aż 99 procent dochodów PSG przeznaczono na pensje, podczas gdy w Barcelonie było to tylko 54 procent. „Marca” twierdzi, że decyzja o zablokowaniu transakcji może nawet uniemożliwić podpisanie przez Argentyńczyka umowy z paryskim klubem. Ale katarscy właściciele Paris Saint-Germain nie z takimi problemami już sobie radzili.

Leo Messi już nie wróci do Barcelony

Władze FC Barcelona w miniony czwartek opublikowali oświadczenie, że są w stanie z przyczyn ekonomicznych odnowić wygasłego z końcem czerwca kontraktu z Leo Messim. To oznacza, że 34-letni piłkarz nie wróci już do katalońskiego klubu, a wedle medialnych spekulacji na dniach ma związać się trzyletnią umową z Paris Saint-Germain. Paryski klub oferuje sześciokrotnemu zdobywcy „Złotej Piłki” zarobki na poziomie 40 mln euro rocznie.

Kontrakt Messiego z Barceloną z końcem czerwca i od tego czasu argentyński piłkarz pozostawał bez klubu. W lipcu stacja ESPN informowała, że kataloński klub ma czas do końca sierpnia, aby go zarejestrować, a jeśli przekroczy ten termin, Messi nie mógł grać do stycznia 2022 roku. W czwartek „Marca” i „RAC” informowały, że negocjacje, które trwały od czterech miesięcy, nagle mocno się skomplikowały, ale „Mundo Deportivo” i kataloński „Sport” twierdził, że gwiazdor podpisze pięcioletnią umowę. Od czwartku wieczorem wiadomo już jednak, że jeden z najwybitniejszych piłkarzy w historii definitywnie odejdzie z katalońskiego klubu. „Chociaż FC Barcelona doszła do porozumienia z Lionelem Messim i obie strony miały zamiar podpisać nowy kontrakt, okazało się to niemożliwe z powodu przeszkód finansowych i strukturalnych” – podano w komunikacie. Sportowe osiągnięcia Messiego budzą podziw, bo sześciokrotny zdobywca „Złotej Piłki” z Barceloną 10 razy wywalczył też mistrzostwo Hiszpanii, siedem razy Puchar Króla i cztery razy wygrał Ligę Mistrzów, a trzy razy Klubowe Mistrzostwa Świata. W lipcu tego roku z reprezentacją Argentyny zdobył Copa America, przełamując pasmo porażek ekipy albicelestes w wielkich turniejach.
Z niepowtarzalnej okazji pozyskania tak utytułowanego gracza postanowili skorzystać katarscy właściciele Paris Saint-Germain i wedle francuskich mediów zaproponowali Messiemu trzyletni kontrakt gwarantujący mu rocznie zarobki netto na poziomie 40 mln euro. Zgodę na angaż argentyńskiego gwiazdora musi jednak wyrazić UEFA po sprawdzeniu, czy zapisy kontraktowe nie będą stały w sprzeczności z zasadami Finansowego Fair Play (FFP). Prezes PSG Nasser bin Ghanim Al-Khelafi musi być jednak pewny swego, skoro na wtorek wieczór paryski klub zarezerwował Wieżę Eiffla na miejsce spektakularnej prezentacji Messiego w barwach PSG.

Argentyna i Messi wreszcie triumfują w Copa America

W rozegranym w niedzielę w nocy polskiego czasu meczu finałowym tegorocznej edycji mistrzostw Ameryki Południowej reprezentacja Argentyny pokonała na stadionie Maracana Brazylię 1:0 i po raz 15. w historii wywalczyła tytuł. Gola na wagę zwycięstwa strzelił Angel di Maria, ale bohaterem wieczoru był kapitan argentyńskiego zespołu Leo Messi.

Ekipa albicelestes zdobyła Copa America po raz pierwszy od 1993 roku, ale był to już jej piętnasty triumf w tej imprezie, dzięki czemu klasyfikacji wszech czasów Argentyna dogoniła dotychczasowego lidera, Urugwaj, który także ma na koncie 15 tytułów mistrza Ameryki Południowej. Zdobycie Copa America to bez wątpienia wielkie osiągnięcie selekcjonera kadry Argentyny Lionela Scaloniego, który przejął kadrę tymczasowo w 2018 roku po nieudanych dla albicelestes mistrzostwach świata w Rosji, ale pozostaje na tym stanowisku do tej pory i pewnie dalej pozostanie, skoro to pod jego wodzą argentyńska drużyna przełamała w końcu złą passę. W 2007 roku przegrała finał Copa America po porażce 0:3 z Brazylią, a w 2015 i 2016 roku uległa w finałowych starciach reprezentacji Chile. Po drodze był jeszcze przegrany finał mistrzostw świata z Niemcami w 2014 roku, a w każdej z tych porażek uczestniczył uważany za najwybitniejszego piłkarza ostatnich lat na świecie Leo Messi.
W tegorocznej edycji Copa America zespoły Argentyny i Brazylii dotarły do finału bez żadnych problemów, bo 10 zespołów w fazie grupowej podzielono na dwie grupy, a do ćwierćfinału przechodziły po cztery z obu grup. Canarinhos wygrali 3:0 z Wenezuelą, 4:0 z Peru, 2:1 z Kolumbią i na koniec, gdy mieli już awans w kieszeni, zremisowali z Ekwadorem 1:1. Albicelestes w swojej grupie zaczęli od remisu z Chile 1:1, a potem pokonali po 1:0 Urugwaj i Paragwaj, by na zakończenie zmagań grupowych rozbić Boliwię 4:1. Brazylijczycy i Argentyńczycy zakończyli fazę pucharową na pierwszych lokatach w swoich grupach. W ćwierćfinale canarinhos pokonali 1:0 z Chile, a albicelestes 3:0 Ekwador, zaś w półfinale Brazylia zwyciężyła Chile 1:0, natomiast Argentyna dopiero po rzutach karnych wyeliminowała Kolumbię (mecz zakończył się wynikiem 1:1, w karnych było 3:2).
Tak oto doszło do finałowego starcia dwóch największych piłkarskich potęg Ameryki Południowej. Aż trudno w to uwierzyć, ale było to dopiero czwarty taki przypadek w grubo ponad stuletniej historii turnieju. Obie drużyny przystępowały do finałowego starcia mając na koncie długie serie meczów bez porażki – Brazylijczycy byli niepokonani w 13 spotkaniach z rzędu, z których aż 10 wygrali, a Argentyńczycy nie przegrali 19 meczów. Po raz ostatni smaku porażki zaznali w lipcu 2019 roku przegrywając w półfinale Copa America właśnie z Brazylią.
Niedzielny finał był wielkim pojedynkiem dwóch wielkich liderów – Neymara i Messiego, którzy walczyli też o tytuł najlepszego zawodnika turnieju. Obaj od początku zmagań imponowali nie tylko wielką formą, ale też ambicją i zaangażowaniem w grę zespołu. Messi w drodze do finału strzelił cztery gole i zaliczył pięć asyst, dzięki czemu był liderem tzw. punktacji kanadyjskiej, natomiast Neymar miał na koncie dwie bramki i trzy asysty. Żeby przebić argentyńskiego gwiazdora i dawnego kolegę z szatni FC Barcelona, musiał dokonać w finale czegoś spektakularnego.
Obaj gwiazdorzy przede wszystkim walczyli jednak o pierwszy w karierze triumf w Copa America. W poprzedniej edycji wygranej przez canarinhos napastnik Paris Saint-Germain nie grał z powodu kontuzji, natomiast Messi w trzech wcześniejszych występach w Copa America (2007, 2015 i 2016) zaznał goryczy porażki. Tym razem miało być inaczej, bo trener Scaloni odmłodził kadrę i stworzył z niej dobrze funkcjonujący na boisku i poza nim zespół, więc także Messi uwierzył, że chociaż turniej Copa America z powodu pandemii w ostatniej chwili został przeniesiony do Brazylii, to mimo wszystko zwycięstwo w imprezie, pierwsze od 1993 roku, odniesie ekipa Argentyny.
„Leo Messi nie musi zdobyć trofeum z Argentyną, żeby potwierdzić, że jest najlepszym piłkarzem w historii, ale bardzo tego chce. Z Barceloną zdobył 35 trofeów, ma sześć Złotych Piłek, od kilkunastu lat zachwyca swoimi dryblingami, asystami i golami. To wręcz niesprawiedliwe, że z kadrą Argentyny nic jeszcze nie wygrał” – pisały przed meczem światowe media. Los tym razem był jednak dla futbolowego geniusza łaskawy, bo chociaż w finale bramki nie zdobył i nie zaliczył choćby asysty, to po golu Angela di Marii Argentyna zwyciężyła na legendarnej Maracanie 1:0 i on, jako kapitan drużyny, jako pierwszy wziął do ręki puchar. Odebrał też nagrodę dla najlepszego piłkarza turnieju, co z pewnością pozwoli mu wrócić do gry w plebiscytach „Złotej Piłki” i „Piłkarza Roku FIFA”.

Copa America: Finałowe starcie futbolowych potęg na Maracanie

Mistrzostwa Ameryki Południowej, podobnie jak mistrzostwa Europy, weszły w decydującą fazę. W najbliższą sobotę o 3. miejsce w turnieju zagrają zespoły Kolumbii i Peru, a w niedzielę na legendarnym stadionie Maracana o tytuł powalczą drużyny Brazylii i Argentyny. Będzie to także wielki pojedynek dwóch futbolowych asów – Neymara i Leo Messiego.

Pierwotnie gospodarzami Copa America 2021 miały być Argentyna i Kolumbia, ale oba kraje z powodu gwałtownego wzrostu zakażeń koronawirusem w ostatniej chwili zrezygnowały z organizacji turnieju. Podjęła się tego zadania również zmagająca się z nową falą pandemii Brazylia i mimo licznych sprzeciwów i protestów, także ze strony piłkarzy, impreza doszła do skutku. Dziesięć zespołów podzielono na dwie grupy, z których do fazy pucharowej awansowały po cztery zespoły z każdej. Po zmaganiach grupowych z turniejem pożegnały się Boliwia i Wenezuela, a pozostałe osiem zespołów przystąpiło do meczów ćwierćfinałowych, w których Argentyna pokonała Ekwador 3:0, Urugwaj przegrał z Kolumbią 0:4, Brazylia wygrała z Chile 1:0, a Peru zremisowało z Paragwajem 3:3 i o awansie do kolejnej rundy musiały rozstrzygnąć karne. Wygrali je Peruwiańczycy 4:3 i to oni w półfinale zmierzyli się z gospodarzami imprezy Brazylijczykami.
Canarinhos w fazie pucharowej nie błyszczeli. W spotkaniu z Chile jedyną bramkę zdobył Lucas Paqueta, na co dzień zawodnik Olympique Lyon. W półfinałowej potyczce on też ponownie został bohaterem brazylijskiej ekipy, a asystę przy jego trafieniu zaliczył Neymar. Brazylijski gwiazdor toczył korespondencyjny pojedynek z liderem ekipy Argentyny Leo Messim, który w drodze do finału strzelił trzy gole oraz wykorzystał „jedenastkę” w półfinałowym konkursie rzutów karnych, wygranym przez Argentyńczyków 3-1, a który przesądził o ich zwycięstwie nad Kolumbią i awansie do finału. W tegorocznej edycji Copa America nie było dogrywek i jeśli mecz zakończył się remisem, o zwycięstwie od razu przesądzały karne.
Messi, który rozgrywał 150. mecz w reprezentacji, musiał sporo wycierpieć, bo Kolumbijczycy nie traktowali go z należytym szacunkiem i atakowali brutalnie gdy tylko dostawał piłkę.
W finale, który odbędzie się 11 lipca, Argentyńczycy spotkają się na Maracanie z Brazylią. Dzień wcześniej w meczu o trzecie miejsce Kolumbia zagra z Peru. W finałowym spotkaniu rozstrzygnie się też rywalizacja o tytuł najlepszego gracza turnieju.
Messi po sześciu meczach prowadzi w klasyfikacji kanadyjskiej z dziewięcioma punktami (cztery gole i pięć asyst), Neymar ma o cztery punkty mniej (dwa gole i trzy asysty), ale finał odbędzie się na Maracanie, a zwykle najważniejsze splendory zgarniają zwycięzcy. Dla tych obu znakomitych piłkarzy niedzielny mecz będzie więc walką o to, który zostanie aktualnie „królem futbolu” w Ameryce Południowej.