48 godzin sport

Przybywa zespołów w ME 2021
Mimo trwającej pandemii koronawirusa, w minionym tygodniu rozegrano kolejne dwa turnieje kwalifikacyjne do mistrzostw Europy siatkarzy. Awans do finałów wywalczyli Bułgarzy, Turcy oraz dość niespodziewanie Łotysze. W turnieju o mistrzostwo naszego kontynentu wezmą udział 24 reprezentacje, które będą też rywalizować o dwie kwalifikacje do mistrzostw świata w 2022 roku. Awans do Euro 2021 miały zapewnione zespoły gospodarzy czempionatu – Polska, Czechy, Finlandia i Estonia, a oprócz nich kwalifikacje uzyskało osiem najlepszych zespołów ME 2019 (Serbia, Słowenia, Francja, Rosja, Włochy, Ukraina, Niemcy i Belgia), a teraz dołączyły do tej grupy drużyny z kwalifikacji, czyli Bułgaria, Turcja i Łotwa. Pozostałe turnieje kwalifikacyjne odbędą się w maju tego roku.

Spadek Linette w rankingu
Iga Świątek zachowała 17. miejsce w najnowszym notowaniu rankingu WTA. Niewielki spadek zanotowała Magda Linette. Druga z Biało-Czerwonych, Magda Linette, nie poleciała do Australii na inaugurację sezonu. Poznanianka poinformowała, że przejdzie operację kolana i straci najbliższe tygodnie. W poniedziałek przesunęła się z 40. na 41. pozycję w rankingu WTA, bo wyprzedziła ją Rosjanka Weronika Kudermetowa. Na 113. miejscu pozostała Katarzyna Kawa, a Magdalena Fręch spadła na 157. lokatę. Bez zmian u Mai Chwalińskiej, która zachowała 222. pozycję. Kawa i Chwalińska bez powodzenia grały w zeszłym tygodniu w eliminacjach do Australian Open 2021. Do kwalifikacji nie przystąpiła Fręch, bowiem otrzymała pozytywny wynik testu na COVID-19.

Białoruś została na lodzie
Światowa federacja hokeja na lodzie (IIHF) odebrała Białorusi organizację mistrzostw świata elity, które mają się odbyć w dniach 21 maja- 6 czerwca tego roku. Współgospodarzem turnieju jest Łotwa, ale IIHF na razie nie podjęła decyzji o przeniesieniu całej imprezy do tego kraju. „Naszym obowiązkiem jest dbać o bezpieczeństwo wszystkich uczestników mistrzostw. Zgodnie z zakresem uprawnień kongres IIHF wycofuje prawa organizacyjne wcześniej przyznane Białorusi” – napisano w komunikacie hokejowej organizacji. W umowie na organizację MŚ jest zapisana bardzo wysoka kara za jej zerwanie z niedostatecznie uzasadnionego powodu. Stąd oficjalnym powodem decyzji IIHF jest wzrost zachorowań na koronawirusa, a nie o sytuacji politycznej na Białorusi.

Leo Messi z czerwoną kartką
W Hiszpanii głośno o czerwonej kartce dla Leo Messiego w przegranym przez Barcelonę po dogrywce 2:3 meczu o Superpuchar Hiszpanii z Athletic Bilbao. Argentyński gwiazdor został ukarany za uderzenie gracza rywali Asiera Villalibre’a. Jego faul jest szeroko komentowany, ale dziennikarze podkreślają, że Messi przez całą swoją karierę był wyrzucany z boiska tylko cztery razy – dwukrotnie w spotkaniach reprezentacji Argentyny, raz z meczu rezerw Barcelony i teraz po raz pierwszy jako gracza pierwszego zespołu. A był to jego już 753. występ w barwach „Dumy Katalonii”.

Cristiano Ronaldo nie odpuszcza Lewemu

Gwiazdor Juventusu Turyn w niedzielę w ligowym meczu z Sassuolo zdobył 759. gola w karierze i wyrównał rekord zdobytych bramek, należący do Czecha Josefa Bicana. Cristiano Ronaldo w tym sezonie jest też najgroźniejszym konkurentem Roberta Lewandowskiego w wyścigu po „Złotego Buta”.

Cristiano Ronaldo zdobył historyczną bramkę w ostatniej akcji meczu Juventusu z Sassuolo, gdy ustalił wynik spotkania na 3:1 dla drużyny z Turynu. W obecnych rozgrywkach było to już 15. trafienie portugalskiego snajpera, który z takim dorobkiem prowadzi w klasyfikacji strzelców włoskiej Serie A. Jak wyliczyli futbolowi statystycy, gol wbity ekipie Sassuolo był w karierze Cristiano Ronaldo już 759. trafieniem, co oznacza, że wyrównał rekord strzelonych bramek dzierżony dotąd przez Czecha Josefa Bicana. Portugalski gwiazdor na zgromadzenie takiej liczby bramek potrzebował 1037 występów w oficjalnych spotkaniach. Ale ponieważ w tym sezonie prezentuje wyśmienitą formę, zapewne jeszcze w styczniu zostanie samodzielnym liderem tej klasyfikacji. W pięciu ostatnich meczach Juventusu w Serie A Cristiano Ronaldo zdobył pięć bramek. Jak policzyli redaktorzy internetowego serwisu abs.es, Portugalczyk aż 450 bramek zdobył w barwach Realu Madryt, a pozostałe zdobywał jako gracz Sportingu Lizbona, gdzie zaczynał karierę, Manchesteru United i Juventusu a także w reprezentacji Portugalii, z którą m.in. w 2016 roku wywalczył mistrzostwo Europy.
Ale nie tylko z tego powodu jego występ w tym spotkaniu odbił się szerokim echem w mediach. Portugalskiego piłkarza można nie lubić, ale jego sportowej klasy nie da się zakwestionować. Mimo 36 lat na karku wciąż potrafi zadziwić niezwykłymi boiskowymi wyczynami. W meczu z Sassuolo zauważono na przykład, że w jednej z akcji z krótkiego rozbiegu wyskoczył do piłki w polu karnym wyżej niż bramkarz rywali mógł to zrobić rękami. To oznacza, że wciąż nie ma granicy jego fizycznych możliwości.
Tak na marginesie, podobnie rzecz się ma z Lewandowskim, któremu niedawno w ligowym meczu zmierzono prędkość sprintu i wyszło, że to to był jego najlepszy wynik w karierze. A przypomnijmy, że „Lewy”: też nie jest już młodzieniaszkiem, bo ma przecież 32 lata.
Portugalczyk i Polak mogą służyć młodszym pokoleniom piłkarzy za wzór profesjonalnego podejścia do zawodu i obaj wciąż zadziwiają niezwykłą wytrzymałością i odpornością na kontuzje. Jeśli więc przyjmiemy, że Lewandowski zdoła przez najbliższe trzy sezony utrzymać formę, a Cristiano Ronaldo przez ten czas na swoim przykładzie pokaże, że można grać na wysokim poziomie także pod „czterdziestkę”, to może się okazać, że czeka nas jeszcze kilka sezonów wspaniałej rywalizacji między tymi znakomitymi napastnikami.
Poprzedni sezon należał do Bayernu Monachium i najskuteczniejszego strzelca bawarskiego potentata, Roberta Lewandowskiego. Polak zgarnął wszystkie najważniejsze indywidualne wyróżnienia, które w ostatnich dziesięciu latach dzieli między siebie Cristiano Ronaldo i Lionel Messi. Obaj ci wielcy piłkarze nie zamierzają jednak łatwo ustępować pierwszeństwa. Portugalczyk ewidentnie chce w tym sezonie zdobyć „Złotego Buta”, nagrodę dla najskuteczniejszego strzelca lig europejskich, a to oznacza, że chce też pokrzyżować plany Lewandowskiemu, który w swojej bogatej już kolekcji trofeów nie ma właśnie „Złotego Buta”. Jeszcze niedawno Polak był murowanym faworytem, bo prowadził w klasyfikacji z dużą przewagą nad najgroźniejszymi konkurentami. Teraz jego przewaga też jest jeszcze okazał, bo „Lewy” z 20 bramkami na koncie przewodzi w klasyfikacji „ZB” z dorobkiem 40 punktów. Gwoli przypomnienia: Ranking powstaje w oparciu o liczbę goli strzelonych przez piłkarzy w lidze. Bramki są mnożone przez współczynnik trudności rozgrywek. Najwyższy – dwa – ma pięć czołowych lig. Obecnie: hiszpańska, angielska, niemiecka, francuska i włoska (współczynnik zależy od wyników klubów z każdej ligi w europejskich pucharach w ciągu ostatnich pięciu sezonów). W poprzednim sezonie nagrodę zdobył włoski napastnik Lazio Rzym Ciro Immobile (72 pkt za 36 goli), który wyprzedził Lewandowskiego (34 gole i 68 pkt) oraz Cristiano Ronaldo
(31 goli, 62 pkt).
W obecnym sezonie na czele peletonu goniącego „Lewego” znajduje się obecnie Cristiano Ronaldo z 15 golami i 30 punktami na koncie, a za nim pędzą Egipcjanin Mohamed Salah (FC Liverpool) – 13 goli, 26 pkt oraz mający po 12 goli i 24 pkt Francuz Kylian Mbappe (Paris Saint-Germain), Anglik Jamie Vardy (Leicester City), Belg Romelu Lukaku (Inter Mediolan), Koreańczyk Heung-min Son (Tottenham Hotspur), Norweg Erling Haaland (Borussia Dortmund) i Francuz Boulaye Dia
(Stade Reims).
Trudno w tej chwili stwierdzić, czy Lewandowskiemu uda się utrzymać prowadzenie do końca sezonu, ale już sam fakt, że wciąż utrzymuje się na szczycie jest godny pochwały. Wygląda jednak na to, że „Lewy” zaczyna już powoli planować sobie życie po zakończeniu piłkarskiej kariery. Być może jednym z pomysłów jest zaangażowanie się w któryś z polskich klubów.
„Super Express” doniósł, że „Lewy” w miniona sobotę skorzystał z tego, że przyjechał do Warszawy na galę mistrzów sportu i w południe spotkał się na dwie godziny z właścicielem Legii Dariuszem Mioduskim. O czym była rozmowa, wiedzą tylko jej uczestnicy, a my możemy jedynie domniemywa. „Super Express” nawet zasugerował, że być może spotkanie ma jakiś związek z sensacyjnymi plotkami, które pojawiły się pod koniec listopada, a dotyczyły złożonej rzekomo Mioduskiemu przez Piniego Zahaviego oferty odkupienia akcji Legii. Zahavi jak powszechnie wiadomo jest piłkarskim agentem i prowadzi między innymi także piłkarskie interesy
Lewandowskiego.
Niekoniecznie jednak obaj panowie musieli rozmawiać o tamtej propozycji, bo przecież nietrudno sobie wyobrazić ich rozmowę o wspólnym prowadzeniu warszawskiego klubu. Być może Lewandowski rozważa pójście tropem Jakuba Błaszczykowskiego w Wiśle Kraków i też na koniec kariery postanowi zostać grającym współwłaścicielem klubu, konkretnie Legii. Mioduski już rok temu dał sygnał, że jest tym żywo zainteresowany, ale postawił też pewien warunek. „Uważam, że Robert powinien na zakończenie kariery zagrać w Legii. Rozmowy w tej sprawie moglibyśmy zacząć w chwili, w której Robert zdecyduje się na powrót do Polski” – powiedział właściciel Legii. Ciekawe czy po roku coś się w jego podejściu zmieniło.

Nie cenią już łowców bramek

Robert Lewandowski zakończył stary rok dwoma golami strzelonymi Bayerowi Leverkusen w wygranym przez Bayern Monachium 2:1 meczu 13. kolejki Bundesligi i także dwoma trafieniami rozpoczął nowy rok w wygranym 3 stycznia przez monachijski zespół 5:2 spotkaniu 14. kolejki z FC Mainz.

Lewandowski ma teraz na koncie 19 bramek zdobytych w 13 ligowych występach i jest zdecydowanym liderem klasyfikacji strzelców niemieckiej ekstraklasy z przewagą dziewięciu trafień nad drugim w zestawieniu norweskim napastnikiem Borussii Dortmund Erlingiem Haalandem. „Lewy” był najskuteczniejszym strzelcem w Europie w 2020 roku, chociaż zaliczył najmniej występów od 13 lat. Po raz pierwszy raz w karierze zdobył w jednym roku więcej bramek niż rozegrał meczów (strzelił 47 goli w 44 spotkaniach). Nie jest to jego osobisty rekord, bo w 2019 roku miała na koncie 54 trafienia, ale w poprzednim po raz pierwszy w karierze przekroczył średnią jednej bramki na mecz. Dokonał tej sztuki w najdziwniejszym roku w nowożytnej historii futbolu. Na dodatek zaczął rok 2020 praktycznie bez okresu przygotowawczego, bo w przerwie zimowej poprzedniej sezonu rehabilitował się po operacji pachwiny, a potem doznał pęknięcia kości strzałkowej i był wyłączony z treningów przez kolejnych kilka tygodni. To miał być jego najdłuższy rozbrat z futbolem w profesjonalnej karierze, lecz ostatecznie z powodu przerwy w rozgrywkach opuścił tylko trzy mecze. Po lockdownie snajper Bayernu strzelił aż 38 goli. Nikt nie zdołał mu dorównać – kolejni w zestawieniu Cristiano Ronaldo z Juventusu i Romelu Lukaku z Interu zdobyli w tym samym okresie po 31 bramek, a trzeci Erling Haaland 27. W sumie w 2020 roku „Lewy” strzelił 32 gole w Bundeslidze, pięć w Pucharze Niemiec, osiem w Lidze Mistrzów i dwa w reprezentacji Polski, a do 47 trafień dorzucił jeszcze 14 asyst. Te jego indywidualne dokonania walnie przyczyniły się do zdobycia przez Bayern mistrzostwa i pucharu Niemiec, wygrania Ligi Mistrzów, a jemu utorowały drogę do tytułu piłkarza roku UEFA i FIFA oraz wielu innych indywidualnych wyróżnień.
Najlepszym strzelcem roku Lewandowski został we wtorek 22 grudnia, gdy swój ostatni mecz przed przerwą zimową rozegrał Cristiano Ronaldo. Portugalczyk miał na koncie 44 gole i był jedynym z konkurentów, który mógł dogonić kapitana reprezentacji Polski. Musiał jednak w spotkaniu z Fiorentiną zdobyć co najmniej hat-tricka, ale zakończył mecz bez trafienia, bo Juventus nieoczekiwanie przegrał 0:3. Tym samy Lewandowski obronił tytuł najskuteczniejszego napastnika na świecie. W minionej dekadzie Polak jest drugim graczem po genialnym Portugalczyku, któremu udało się dokonać takiego wyczynu dwukrotnie z rzędu. Cristiano Ronaldo wciąż jednak jest pod tym względem lepszy, bo on tak naprawdę to triumfował trzykrotnie z rzędu – w latach 2013, 2014 i 2015, a ponadto był najlepszy także w 2011. Argentyńczyk Lionel Messi wygrał tę nieformalną klasyfikację w 2012 i 2018 roku, zaś w 2017 triumfował Anglik Harry Kane. I to są osiągnięcia, których nie da się w żaden sposób podważyć i z tego choćby powodu powinno się też odpowiednio doceniać autorów.
Z tym bywa jednak różnie, czego dowodzi choćby opublikowany niedawno przez Międzynarodowe Centrum Badań Sportowych (CIES) najnowszy ranking najdroższych piłkarzy na świecie w 2021 roku. Analitycy CIES biorą pod uwagę wiek, formę piłkarza w ostatnich meczach, dotychczasowe osiągnięcia oraz długość aktualnego kontraktu z klubem. I wyszło im, że najdroższym piłkarzem na świecie jest obecnie Anglik Marcus Rashford. Napastnika Manchesteru United wyceniono na 166 mln euro. Kolejne miejsca w zestawieniu CIES zajęli: Norweg Erling Haaland (Borussia Dortmund) – 152 mln euro, Anglik Trent Alexander-Arnold (FC Liverpool) – 152 mln euro, Portugalczuk Bruno Fernandes (Manchester United) – 151 mln euro. Dopiero na piątym miejscu znalazł się Francuz Kylian Mbappe (Paris Saint-Germain), którego wartość wyceniono na kwotę 149,5 mln euro, a warto podkreślić, że przed rokiem to on był liderem tego rankingu. Według CIES na świecie jest obecnie 25 piłkarzy wartych więcej niż 100 milionów euro, ale w tym elitarnym wg CIES gronie nie ma żadnego Polaka. Lewandowski został bowiem wyceniony na 72,1 mln euro i znalazł się dopiero na 55. miejscu, a wyrastający na gwiazdę SSC Napoli Piotr Zieliński, którego wartość ustalono na 67,9 mln euro, został umieszczony na 62. pozycji. Co ciekawe, na odległym 97. miejscu znalazł się Argentyńczyk Leo Messi z wyceną na poziomie 54 mln euro, zaś analitycy CIES nie uznali za stosowne umieścić Cristiano Ronaldo nawet w pierwszej setce rankingu.

48 godzin sport

Zakażona kadra wioślarzy
Aż 19 zawodników i członków sztabu szkoleniowego kadry Polski wioślarzy przebywających na zgrupowaniu w portugalskim Lago Azul otrzymało pozytywne wyniki testów na obecność koronawirusa. Wszyscy zakażeni muszą przejść teraz kwarantannę i do kraju wrócą dopiero po jej zakończeniu, czyli najprawdopodobniej 27 grudnia. Jak poinformował Polski Związek Towarzystw Wioślarskich, reszta z członków ekipy z negatywnymi wynikami ma wrócić do Polski zgodnie z planem.

Węgierski talent w RB Lipsk
Wielka nadzieja węgierskiego futbolu, 20-letni Dominik Szoboszlai, tej zimy przejdzie z austriackiego RB Salzburg do niemieckiego RB Lipsk, z którym podpisał kontrakt do 30 czerwca 2025 roku. W obecnym sezonie Szoboszlai błysnął w Lidze Mistrzów, strzelając dwa gole w sześciu występach austriackiej drużyny, natomiast w 11 spotkaniach krajowej ligi zdobył 4 gole i zanotował 7 asyst, a łącznie przez trzy sezony w ekipie RB Salzburg rozegrał 82 mecze, zdobył 26 bramek i zaliczył 34 asysty. Nic dziwnego, że wychowanka MTK Budapeszt chciały pozyskać największe europejskie kluby, z Bayernem Monachium i Realem Madryt na czele, on jednak wybrał ofertę RB Lipsk.

Supergigant dla Czeszki
Czeszka Ester Ledecka wygrała w Val d’Isere supergigant zaliczany do alpejskiego Pucharu Świata. Drugą lokatę wywalczyła Szwajcarka Corinne Suter, a trzecią Włoszka Federica Brignone. Prowadzenie w klasyfikacji generalnej utrzymała szósta w niedzielnych zawodach Słowaczka Petra Vlhova. Polki w Val d’Isere nie startowały.

Bez polskich biathlonistów
Niemiec Arnd Peiffer wygrał w austriackim Hochfilzen bieg ze startu wspólnego na 15 kilometrów zaliczany do biathlonowego Pucharu Świata. Drugi był Szwed Martin Ponsiluoma, a trzeci – Norweg Tarjei Boe. Polacy nie zakwalifikowali się do tych zawodów. Nie startowały też nasze biathlonistki. Kolejne zawody PŚ zaplanowano na 8-10 stycznia w Oberhofie.

Pech austriackiej alpejki
Czołowa austriacka alpejka Nicole Schmidhofer, mistrzyni świata w supergigancie z 2017 roku, zerwała więzadła krzyżowe i poboczne w lewym kolanie w wyniku upadku na trasie piątkowego zjazdu Pucharu Świata w Val d’Isere. 31-letnia narciarka na jednym z zakrętów wypadła z trasy, przebiła siatki bezpieczeństwa i została zwieziona ze stoku. W najbliższych dniach ma przejść operację, ale w obecnym sezonie raczej na pewno już nie wystartuje.

Karateka złapał wirusa
Wielka nadzieja Japonii na medal tokijskich igrzysk olimpijskich w karate Ryo Kiyuna, trzykrotny indywidualny mistrz świata, został zakażony koronawirusem. 30-letni Kiyuna miał pozytywny wynik testu na Covid-19 niedługo po dziewiątym z rzędu zwycięstwie w mistrzostwach kraju w zeszłą niedzielę w Tokio. O chorobie dowiedział się po powrocie do rodzinnej Okinawy.

Zmarła Maria Piątkowska
W wieku 89 lat zmarła znakomita przed laty lekkoatletka Maria Piątkowska. W 1962 roku na mistrzostwach Europy w Belgradzie wywalczyła w sztafecie 4×100 metrów złoto, a cztery lata wcześniej z koleżankami zdobyła brąz na tym samym dystansie. Jej mężem był Edmund Piątkowski, mistrz Europy w rzucie dyskiem z 1958 roku w Sztokholmie i rekordzista świata (59,91 m). O śmierci Marii Piątkowskiej poinformował Polski Związek Lekkiej Atletyki.

Trzeci gol Krychowiaka
Grzegorz Krychowiak strzelił gola dla Lokomotiwu Moskwa w przegranym przez jego zespół 2:3 meczu 19. kolejki rosyjskiej ekstraklasy z FK Chimki. Dla 30-letniego reprezentanta Polski, który zaliczył także asystę przy drugiej bramce, było to trzecie ligowe trafienie w tym sezonie. W moskiewskim zespole całe spotkanie rozegrał też drugi z występujących w jego barwach naszych reprezentacyjnych piłkarzy, Maciej Rybus, z którym Lokomotiw w tych dniach przedłużył kontrakt do końca czerwca 2022 roku. Rybus trafił do tego klubu latem 2019 roku z Olympique Lyon. Do tej pory rozegrał w barwach rosyjskiego klubu 97 spotkań, notując dwie bramki i pięć asyst. Lokomotiw zakończył rok na ósmym miejscu rosyjskiej Premjer Ligi z dorobkiem 28 punktów. Po 19 kolejkach liderem jest Zenit Petersburg (41 pkt), przed CSKA Moskwa (37) i Spartakiem Moskwa (35). Zespół Dynama Moskwa, w którym występuje trzeci z reprezentantów Polski w lidze rosyjskiej, zajmuje szóstą lokatę.

Gołowkin zbił Szeremetę
Kamil Szeremeta (21-1, 5 KO) podczas gali bokserskiej w Hollywood przegrał przez nokaut w siódmej rundzie z mistrzem świata wagi średniej federacji IBF Kazachem Giennadijem Gołowkinem (41-1-1, 36 KO). Polski pięściarz był w trakcie pojedynku aż czterokrotnie liczony.

Messi dogonił Pelego
Lionel Messi zdobył pierwszą bramkę dla FC Barcelona w ligowym starciu z Valencią. Było to już jego 643. trafienie dla Dumy Katalonii we wszystkich rozgrywkach. Tym samym wyrównał legendarny rekord Pelego, który może się pochwalić takim samym dorobkiem w barwach brazylijskiego zespołu FC Santos.

FIFA wybrała Lewandowskiego na piłkarza roku 2020 na świecie

W czwartek wieczorem FIFA ogłosiła wynik plebiscytu na „Piłkarza Roku” (FIFA the Best 2020). Prestiżową nagrodę mógł zgarnąć tylko jeden z graczy zakwalifikowanych do finału, czyli Robert Lewandowski, Leo Messi lub Cristiano Ronaldo. Dzień wcześniej cała trójka rozegrała ligowe mecze i znów najlepiej z nich wypadł Lewandowski, który strzelił dwa gole i zapewnił Bayernowi wygraną z VfL Wolfsburg (2:1). Ale nie dlatego „Lewy” był zdecydowanym faworytem i zasłużenie, jako pierwszy polski piłkarz w historii, został w czwartek wieczorem został ogłoszony za najlepszego piłkarza roku 2020 na świecie.

Światowa federacja piłkarska przez wiele lat nagradzała najlepszych piłkarzy w roku wspólnie z redakcją „France Football”, ale w 2016 roku doszło do konfliktu i francuski tygodnik postanowił znów samodzielnie przyznawać „Złotą Piłkę”, natomiast FIFA ustanowiła swoją własną nagrodę – FIFA the Best. W dwóch pierwszych edycjach zgarnął ją Portugalczyk Cristiano Ronaldo, trzecią w 2018 roku wygrał Chorwat Luka Modrić, a przed rokiem triumfował Argentyńczyk Lionel Messi. Warto w tym miejscu przypomnieć, że Messi i Cristiano Ronaldo to najwięksi kolekcjonerzy indywidualnych wyróżnień nie tylko w minionej dekadzie, ale w ogóle historii futbolu.
I chyba głównie dlatego w tegorocznej edycji także znaleźli się w finałowej trójce, chociaż ich dokonania w ostatnich dwunastu miesiącach wcale ich do tego nie uprawniały. Ale wygrać z Lewandowskim w tym roku żaden z nich nie miał prawa. Wystarczyło porównać ich osiągnięcia: Polak wygrał z Bayernem Monachium Ligę Mistrzów, mistrzostwo Niemiec, zdobył też Superpuchar Europy, Puchar Niemiec i Superpuchar Niemiec. Został też królem strzelców Ligi Mistrzów, Bundesligi i Pucharu Niemiec, co jest wyczynem godnym wyróżnienia.
Bayern jako pierwszy triumfator w historii Champions League nie przegrał żadnego meczu, gromiąc w półfinale Barcelonę aż 8:2. Leo Messi był w tym spotkaniu tylko statystą, zaś Cristiano Ronaldo z Juventusem Turyn odpadł z rywalizacji w 1/4 finału. W krajowych ligach Juventus dotrzymał kroku Bayernowi i wygrał rywalizację w Serie A, ale Cristiano Ronaldo przegrał rywalizację o tytuł króla strzelców z Ciro Immobile. Juve nie zdobył jednak Pucharu Włoch, podobnie jak Barcelona Pucharu Hiszpanii, ale „Duma Katalonii” nie wygrała też rozgrywek w Primera Division.
Pod względem strzeleckiego dorobku Argentyńczyk i Portugalczyk w tym roku ustępowali znacznie pola Polakowi. „Lewy” strzelał w minionym sezonie jak maszyna, zdobywając 64 bramki w 58 meczach. W obecnych rozgrywkach nie zwolnił tempa. W Bundeslidze po 12 kolejkach jest liderem klasyfikacji strzelców z dorobkiem 15 goli, a strzelając dwa gole w spotkaniu z Wolfsburgiem przekroczył właśnie barierę 250 trafień w niemieckiej ekstraklasie.
Na korzyść polskiego piłkarza przemawiały też otrzymane już wcześniej w tym roku indywidualne wyróżnienia – w Niemczech został uznany za piłkarza sezonu i piłkarza roku, piłkarzem roku 2020 uznały go też brytyjski magazyn „FourFourTwo”, hiszpański „AS”, włoski „Tuttosport”, a 1 października w plebiscycie UEFA został wybrany na najlepszego w dwóch kategoriach – najlepszy piłkarz i najlepszy napastnik sezonu 2019/2020.
Tak więc każdy inny wybór niż Lewandowskiego przez elektorów dokonujących wyboru laureata nagrody „FIFA the Best” byłby ich totalną kompromitacją. A warto przypomnieć, że wyboru dokonują selekcjonerzy i kapitanowie drużyn narodowych oraz po jednym dziennikarzu z wszystkich krajów zrzeszonych w FIFA. Nikt jednak przed zaplanowanym na czwartkowy wieczór ogłoszeniem wyników (podano je po zamknięciu wydania) nie wątpił, że po raz pierwszy w historii nagroda dla najlepszego piłkarza roku trafi w ręce polskiego piłkarza.
Lothar Matthaeus, znakomity przed laty niemiecki piłkarz, a dzisiaj ceniony futbolowy ekspert, w wywiadzie udzielonym Piotrowi Koźmińskiemu z portalu „SportoweFakty.pl” stwierdził: „Lewandowski jest obecnie najlepszym piłkarzem świata i w czwartek wieczorem to musi zostać potwierdzone. Gdyby jakimś cudem wydarzyło się coś innego, to ten plebiscyt nie miałby już żadnego sensu. (…) Ta nagroda powinna być przyznawana zwycięzcom, piłkarzom, którzy zdobywają trofea. A kto ich ostatnio zdobył najwięcej? Nie Messi, nie Cristiano Ronaldo, a właśnie Lewandowski. To jego gole w bardzo dużej mierze utorowały Bayernowi drogę po wielkie zwycięstwa. W każdych rozgrywkach, w których grał, był najlepszym strzelcem. Zwycięzca jest więc oczywisty. Gdyby było inaczej, już nigdy nie zaufałbym FIFA. Plebiscyt byłby skończony, zdyskredytowany. Ale wygląda na to, że od czwartku wieczorem polscy kibice będą w szampańskich nastrojach, możecie już je mrozić. Fajnie, bo Robert na to zasłużył” – prorokował dzień przed ogłoszeniem wyników plebiscytu Lothar Matthaeus, zdobywca „Złotej Piłki” w 1991 roku w barwach Interu Mediolan.

Podczas gali FIFA Best poznaliśmy też laureatów w innych kategoriach. Bramkarzem Roku został – zgodnie z przewidywaniami – kapitan Bayernu Manuel Neuer. Z drugiej strony zabrakło go w FIFA FIFPro World11, czyli drużynie roku wybranej przez samych piłkarzy. Większym uznaniem kolegów po fachu cieszył się Alisson z Liverpoolu.
Sporym zaskoczeniem był wybór Trenera Roku. Wyróżniony został Juergen Klopp, a nie – jak się wszyscy spodziewali – Hansi Flick. Klopp poprowadził Liverpool do pierwszego od 30 lat mistrzostwa Anglii, ale Bayern Flicka wygrał wszystkie rozgrywki, w których uczestniczył. Menedżer Liverpoolu jest jedynym z nagrodzonych podczas tegorocznego FIFA Best , który triumfował rok po roku.
Piłkarką Roku została Angielka Lucy Bronze z Manchesteru City, a Bramkarką Roku uznano jej byłą klubową koleżankę z Olympique Lyon – Francuzkę Sarah Bouhaddi. Z kolei statuetka dla Trenerki Roku powędrowała do selekcjonerki reprezentacji Holandii Sariny Wiegman.
Nagrodą fair play uhonorowany został Mattia Agnese. 17-letni Włoch udzielił pierwszej pomocy koledze, który stracił przytomność w trakcie meczu juniorów. Kibicem Roku uznano natomiast fana Sport Recife Marinaldo Francisco da Silvę, który przeszedł pieszo 60 km, by obejrzeć na żywo mecz swojej ukochanej drużyny.
I wreszcie nagrodę im. Ferenca Puskasa dla autora najpiękniejszej bramki głosami otrzymał Hueng-Min Son z Tottenhamu Hotspur za niesamowity rajd podczas meczu ligowego z Burnley FC.
Nagroda dla Lewandowskiego to wielki splendor dla polskiego futbolu, bo przed nim jedynie Kazimierz Deyna w 1974 i Zbigniew Boniek w 1982 roku zaistnieli w plebiscycie „Złotej Piłki”, zajmując jednak tylko trzecie lokaty. To również splendor dla Bayernu, polski napastnik jest czwartym w historii, a pierwszym od 1981 roku, graczem monachijskiego klubu, który został wybrany na najlepszego na świecie. Tym samym „Lewy” w galerii sław bawarskiego potentata stoi teraz w jednym rzędzie z jego największymi legendami: Gerdem Muellerem (dostał „Złotą Piłkę” w 1970 roku), Franzem Beckenbauerem (1972, 1974) i Karlem-Heinzem Rummeniggem (1980, 1981).
Lewandowski tak skomentował zwoje zwycięstwo: „Jestem dumny. To wielkie osiągnięcie i dla mnie i dla mojej drużyny. Zarówno dla Bayernu jak i reprezentacji Polski. Wciąż nie mogę w to uwierzyć, że się udało. Leo Messi i Cristiano Ronaldo od lat prezentują najwyższy poziom, a teraz ja tutaj dołączyłem. Ciężka praca przyniosła efekty. Dziękuję całemu sztabowi Bayernu i wszystkim moim kolegom z drużyny. Bez nich te sukcesy nie byłyby możliwe, ale ja już myślę o kolejnych. Taką mam mentalność, taką mentalność ma też cała nasza drużyna. Liczę, że kolejne zwycięstwa będziemy świętować już z kibicami”.

Najlepszego piłkarz roku nie mogło też zabraknąć w „Jedenastce Roku”. Oto jej skład: Alisson Becker (FC Liverpool) – Trent Alexander-Arnold (FC Liverpool), Virgil van Djik (FC Liverpool), Sergio Ramos (Real Madryt), Alphonso Davies (Bayern Monachium), Joshua Kimmich (Bayern Monachium), Kevin De Bruyne (Manchester City), Thiago Alcantara (Bayern Monachium), Lionel Messi (FC Barcelona), Cristiano Ronaldo (Juventus FC), Robert Lewandowski (Bayern Monachium).

Lewy czeka na FIFA the Best

FIFA ogłosiła nazwiska piłkarzy, którzy znaleźli się w finale plebiscytu FIFA The Best 2020. Najważniejsze w tym roku indywidualne wyróżnienie otrzyma Robert Lewandowski, Cristiano Ronaldo lub Lionel Messi. Ten wybór mocno rozzłościł brazylijskiego gwiazdora Paris Saint-Germain Neymara, który liczył na zajęcie miejsce w finałowej trójce.

Oprócz Lewandowskiego, Cristiano Ronaldo, Messiego i Neymara, wśród nominowanych do nagrody „FIFA The Best 2020” znaleźli się jeszcze Holender Virgil van Dijk, Hiszpan Thiago Alcantara, Belg Kevin De Bruyne, Senegalczyk Sadio Mane, Francuz Kylian Mbappe, Hiszpan Sergio Ramos i Egipcjanin Mohamed Salah. Zwycięzca plebiscytu zostanie ogłoszony w czwartek 17 grudnia. Swoją nieobecność w składzie finałowej trójki cierpko skomentował Neymar, zadając na swoim profilu w mediach społecznościowych FIFA pytanie: „Dlaczego?”. A potem wyraził pretensje już bardziej dosadnie sugerując, że może zostałby bardziej doceniony, gdyby zmienił dyscyplinę sportu.
Brazylijczyk awanturuje się nie bez powodu – Paris Saint-Germain to przecież finalista Ligi Mistrzów, a w tych rozgrywkach Juventus z Cristiano Ronaldo odpadł w 1/8 finału, a FC Barcelona Messiego w ćwierćfinale przegrała z Bayernem 2:8. Prezes PZPN Zbigniew Boniek, także w mediach społecznościowych, już de facto ogłosił zdobywcę tegorocznego plebiscytu FIFA The Best. „The winner is Robert Lewandowski. To chyba jasne…” – napisał na Twitterze. A skoro on tak się „wystawił”, to chyba musi coś wiedzieć. Głosowanie zakończono 9 grudnia. Jeśli Lewandowski wygra, będzie pierwszym polskim piłkarzem w historii wyróżnionym tytułem najlepszego piłkarza roku na świecie. Z fetowaniem sukcesu trzeba jednak poczekać do czwartku.
W miniony weekend „Lewy” znów jednak o sobie przypomniał, strzelając gola w ligowym meczu z Unionem Berlin. Dla niego był był to jubileuszowy dwusetny występ w barwach Bayernu, więc bardzo chciał go uświetnić golem. Dopiął celu w 67. minucie. Była to jego 175. bramka zdobyta w barwach bawarskiego klubu. Żadnemu z wielkich snajperów Bayernu nie udało się w 200 meczach strzelić tylu goli co „Lewemu” – nawet legendarny Gerd Mueller był pod tym względem od niego gorszy, bo zaliczył 154 trafienia. Gol wbity Unionowi w 11. kolejce był 13. trafieniem „Lewego” w obecnym sezonie Bundesligi.

Liga Mistrzów: Różne nastroje u gigantów futbolu

W obecnej edycji w porównaniu z poprzednią w 1/8 finału pojawiły się cztery nowe zespoły: Borussia M’gladbach, FC Porto, FC Sevilla i Lazio Rzym. Nie zmienił się natomiast trzon elity tworzony przez Bayern Monachium, Paris Saint-Germain, RB Lipsk, Barcelonę, Real Madryt, Borussię Dortmund, Manchester City, Atletico Madryt, Liverpool, Juventus, Chelsea Londyn i Atalantę Bergamo.

W tym roku do fazy pucharowej Ligi Mistrzów awansowały po cztery niemieckie i hiszpańskie zespoły, po trzy angielskie i włoskie oraz po jednym francuskim i portugalskim. W porównaniu z poprzednim sezonem swoje reprezentacje z trzech do czterech drużyn powiększyły niemiecka Bundesliga i hiszpańska Primera Division, natomiast stan posiadania z czterech do trzech zmniejszyła angielska Premier League. Włoska Serie A utrzymała trzy ekipy, natomiast francuska Lique 1 w poprzedniej edycji na tym poziomie rozgrywek miała dwie drużyny, teraz został jej tylko Paris Saint-Germain. Miejsce w elicie odzyskała natomiast Portugalia, nie mająca w poprzednim sezonie swojego zespołu w 1/8 finału.
Robert Lewandowski, który w poprzedniej edycji był królem strzelców, teraz z trzema golami zajmuje miejsce w peletonie. Na czele klasyfikacji snajperów z dorobkiem sześciu trafień znajdują się Erling Haaland (Borussia Dortmund), Alvaro Morata (Juventus), Neymar (Paris Saint-Germain) i Marcus Rashford (Manchester United), który już jednak nie powiększy swojego bramkowego konta, bo „Czerwone Diabły” po porażce z RB Lipsk w ostatniej kolejce odpadły z rozgrywek i wiosną będą grać z Lidze Europy, wraz z siedmioma innymi zespołami z trzecich miejsc – Dynamem Kijów, Club Brugge, FK Krasnodar, Ajaksem Amsterdam, RB Salzburg, Szachtarem Donieck i Olympiakosem Pireus.
A skoro już o Lewandowskim mowa, najlepszy napastnik Bayernu w ostatniej kolejce spotkań znowu nie zagrał z powodu jakiegoś drobnego ponoć urazu mięśniowego, ale broniąca tytułu monachijska drużyna mimo absencji swojego najskuteczniejszego strzelca w dwóch ostatnich meczach, i tak zakończyła zmagania z najlepszym bilansem bramkowym. Bawarczycy w pięciu wygranych i jednym zremisowanym meczu strzelili w sumie 18 goli, a stracili tylko pięć (13 goli na plusie). Druga pod względem liczby zdobytych bramek była inna z niemieckich drużyn, Borussia Moenchengladbach, która zanotowała 16 trafień, ale straciła aż dziewięć goli, więc na podium najskuteczniejszych drużyn znalazły się dwie angielskie – Manchester City (13:1) i Chelsea Londyn (14:2), a tuż za nimi uplasowała się FC Barcelona (16:5). Warto odnotować, że żadnej drużynie nie udało się zdobyć kompletu punktów, a oprócz Bayernu niepokonane w tej edycji były jeszcze tylko zespoły Manchesteru City i Chelsea Londyn.
W ostatniej serii gier sporo się działo, ale kilka wydarzeń zasługuje na podkreślenie. Przede wszystkim klęska Barcelony 0:3 z Juventusem, bo był to wyczekiwany od dawna także wielki pojedyneg dwóch najwięszych futbolowych gigantó ostatniej dekady. Pojedynek wygrał zdecydowanie Cristiano Ronaldo, który strzelił co prawda dwa gole z rzutów karnych, ale i tak kompletnie przyćmił snującego się po boisku Leo Messiego. Portugalski gwiazdor Juventusu powiększył swój bramkowy dorobek w klasyfikacji wszech czasów do 134 trafień i ma teraz nad Argentyńczykiem 16 goli przewagi.
Trzeci w tym zestawieniu na spółkę z Raulem jest Lewandowski – obaj mają po 71 bramek, ale goniący ich francuski napastnik Realu Madryt Karim Benzema po dwóch trafieniach w spotkaniu z Borussią M’gladbach ma obecnie na koncie 69 goli. A wspomniany Messi stracił w tej kolejce jeden ze swoich licznych snajperskich rekordów, bo wygranym przez Paris Saint-Germain 5:1 meczu z Istanbul Basaksehir zdobył dwie bramki i został najmłodszym strzelcem 20 goli w Lidze Mistrzów. Francuz w dniu meczu z Basaksehirem miał dokładnie 21 lat i 355 dni, natomiast dzierżący dotąd ten rekord Messi dwudziestą bramkę w Champions League zdobył mając 22 lata i 266 dni.
A skoro już o indywidualnych wyczynach mowa, wypada odnotować polski akcent, którego autorem był Łukasz Piszczek. Polski obrońca Borussii Dortmund strzelił gola w wygranym 2:1 spotkaniu z Zenitem Petersburg, a było to pierwsze trafienie tego kończącego już karierę 35-letniego piłkarza w Lidze Mistrzów.
Losowanie 1/8 finału odbędzie się w Nyonie w najbliższy poniedziałek (14 grudnia) w samo południe. Rozstawieni będą wszyscy zwycięzcy grup, do których zostaną dolosowane zespoły z drugich miejsc. W jednej parze nie mogą się jednak znaleźć zespoły z tego samego kraju ani z tej samej grupy. Bayern Monachium na pewno zatem nie trafi na inne zespoły z Niemiec – RB Lipsk czy obie Borussie, ale też na Atletico Madryt.
Pierwsze mecze 1/8 finału Ligi Mistrzów zostaną rozegrane w dniach 16-17 oraz 23-24 lutego, a rewanże 9-10 i 16-17 marca. W ćwierćfinałach nie będzie już żadnych ograniczeń w losowaniu.

Messi podpadł FIFA, ale oddał hołd Maradonie

Wielu wybitnych piłkarzy na różne sposoby żegnało zmarłego 25 listopada Diego Maradonę. Ale kibice czekali na osobisty hołd ze strony wielkiego sukcesora „Boskiego Diego”, równie genialnego Leo Messiego. Gwiazdor FC Barcelona nie kazał im długo czekać, zrobił to w niedzielę w ligowym meczu z Osasuną.

Zespół „Dumy Katalonii” w tym sezonie świetnie spisuje się w Lidze Mistrzów, ale w krajowych rozgrywkach na razie nie błyszczy i na razie zajmuje miejsce dalekie od ligowej czołówki. Na mecz 11. kolejki Primera Division z Osasuną Pampeluna gracze „Blaugrany” mocno się jednak zmobilizowali, bo poprosił ich o to Leo Messi, kapitan drużyny, jej lider i największa gwiazda. Powód prośby nie był dla nikogo tajemnicą, wszyscy domyślali się, że Argentyńczyk będzie chciał w tym spotkaniu oddać honory zmarłemu Maradonie. Zmotywowani gracze katalońskiej drużyny wygrali mecz bez problemu 4:0, a wynik spotkania w 73. minucie ustalił właśnie Messi. Zaraz potem zdjął koszulkę Barcelony, pod którą miał nałożony trykot zespołu Newell’s Old Boys Rosario z numerem 10, a obie ręce uniósł w górę.
Gest Messiego szybko został odczytany – Maradona był zawodnikiem klubu z Rosario tylko przez jeden sezon 1993/1994, ale jego debiut w barwach Newell’s Old Boys z trybun oglądał sześcioletni wówczas Leo Messi. I zapamiętał taki właśnie gest „Boskiego Diego”, który w niedzielny wieczór odtworzył celebrując bramkę wbitą ekipie Osasuny. Za zdjęcie koszulki meczowej w sędziujący mecz Mateu Lahoz ukarał argentyńskiego gwiazdora żółtą kartką. Arbiter nie miał innego wyjścia, bo przepisy FIFA nie dopuszczają wyjątków w przypadku zdjęcia koszulki, nawet w tak szczytnym celu, jak upamiętnienie śmierci takiej piłkarskiej legendy, jak Maradona. Ale po meczu sędzia też dołożył swoją własną cegiełkę do tego niezwykłego hołdu. Jak informuje hiszpański dziennik „Marca”, w protokole pomeczowym Lahoz napisał: „W 73. minucie grający z numerem 10 zawodnik Leo Messi został ostrzeżony z następującego powodu: za zdjęcie koszulki po strzeleniu gola i pokazanie innej koszulki, drużyny Newells’ Old Boys z sezonu 93/94 z numerem 10 na odwrocie”. Arbiter nie musiał podawać w swoim raporcie aż tylu szczegółów. Wykazał się nadgorliwością właśnie dlatego, że chciał w takiej biurokratycznej formie upamiętnić ten historyczny moment, gdy Messi oddał hołd zmarłemu Maradonie.
Następnego dnia rozpętała się jednak z tego powodu kosmiczna awantura, gdy wyszło na jaw, że Messi będzie musiał za złamanie przepisów FIFA zapłacić trzy tysiące euro kary. Nie jest to może kwota dotkliwa dla piłkarz, który rocznie zarabia ponad 80 mln euro, ale chodzi o zasadę. FIFA surowo zakazuje prezentowania podczas meczów reklam, sloganów, haseł, rysunków, herbów lub innych elementów innych niż te, które na podstawie umów znajdują się na koszulkach meczowych rywalizujących drużyn. Nie tylko kibice Barcelony są jednak oburzeni bezdusznością przepisów i w mediach społecznościowych domagają się od władz światowej federacji anulowania nawet tak stosunkowo mało dotkliwej sankcji.
To jest jednak najmniejsza z burz jaka wybuchła po śmierci Diego Maradony. W Argentynie tamtejsza prokuratura wszczęła właśnie dochodzenie, które ma wyjaśnić, czy w ostatnich dniach życia piłkarski gwiazdor miał właściwą opiekę medyczną. Rodzina Maradony twierdzi bowiem, że ze strony jego osobistego lekarza, Leopoldo Luque oraz psychiatry Agustina Cosachova „doszło do błędów w sztuce lekarskiej bądź zaniedbań, które mogły doprowadzić do pośredniego spowodowania śmierci pacjenta”. Jak informuje argentyńska agencja Telam, z pierwszych ustaleń śledczych wynika, że Maradona po wyjściu na własne życzenie ze szpitala o operacji usunięcia guza mózgu, podczas pobytu w domu nie miał wystarczająco starannej opieki ze strony wymienionych wcześniej lekarzy. Podczas sekcji zwłok stwierdzono, że u Maradony doszło do „ostrej niewydolności serca z kardiomiopatią rozstrzeniową i zastoinową niewydolnością serca, która spowodowała ostry obrzęk płuc”.
„Boski Diego” został pochowany już w czwartek, czyli dzień po śmierci. Na kilka godzin przed pogrzebem trumna z jego zwłokami została wystawiona w pałacu prezydenckim, do której ustawiały się tysiące fanów chcących pożegnać swojego idola, ale w ceremonii pogrzebowej wzięli udział tylko jego najbliżsi.

Lewandowski dogonił Raula

W 4. kolejce Champions League broniący trofeum Bayern Monachium po wygranej 3:1 z RB Salzburg zapewnił już sobie awans do 1/8 finału. Takim samym wyczynem mogą pochwalić się jeszcze FC Barcelona, Juventus Turyn, Manchester City, Chelsea Londyn i FC Sevilla. Szanse na wyjście z grupy straciły natomiast definitywnie Olympique Marsylia i FC Midtjylland, FK Krasnodar, Zenit Petersburg, Stade Rennes, Dynamo Kijów i Ferencvaros.

Bayernowi wystarczyły tylko cztery mecze, by zapewnić sobie awans do 1/8 finału Ligi Mistrzów z pierwszego miejsca w grupie. Udział w zwycięstwie nad Salzburgiem 3:1 miał również Robert Lewandowski, który strzelił pierwszego gola dla bawarskiej jedenastki. Po meczu kapitan reprezentacji Polski skomentował swój występ w mediach społecznościowych krótkim wpisem: „Zadanie wykonane”. Bayern prowadzi w grupie z kompletem zwycięstw i ma już siedem punktów przewagi nad drugim w tabeli Atletico Madryt. Hiszpański zespół o premiowane awansem do do 1/8 finału drugie miejsce do końca będą musieli walczyć z Lokomotiwem Moskwa (3 punkty) i RB Salzburg (1).
Lewandowski ma na koncie trzy gole i wciąż ma szansę na drugi z rzędu tytuł króla strzelców tych elitarnych rozgrywek.
Ale dzięki trafieniu w meczu z mistrzem Austrii „Lewy” powiększył swój łączny dorobek goli w Lidze Mistrzów do 71 i tym samy zrównał się z trzecim w klasyfikacji najlepszych strzelców rozgrywek wszech czasów Raulem. Polak na dogonienie legendarnego hiszpańskiego snajpera Realu Madryt potrzebował 10 sezonów, ale najwięcej odrobił w dwóch poprzednich. Zdobył w nich w sumie 23 bramki, co pozwoliło mu wyprzedzić zajmującego czwartą lokatę Francuza Karima Benzemę, a wcześniej przeskoczyć Eusebio (46), Filippo Inzaghiego (46), Andrija Szewczenkę (48), Zlatana Ibrahimovicia (48), Alfredo Di Stefano (49), Thierry’ego Henry (50) i Ruuda van Nistelrooya (51).
Na czele zestawienia jest Portugalczyk Cristiano Ronaldo, który w 4. kolejce zdobył jedną bramkę i ma teraz na koncie 131 trafień. Drugi na liście jest jego wielki rywal Leo Messi z dorobkiem 118 goli. Lewandowski ma niewielkie szanse na dogonienie tej dwójki, ale niewykluczone, że kiedyś tej sztuki dokona 20-letni obecnie norweski napastnik Borussii Dortmund Erling Haaland. W tej chwili Norweg jest liderem klasyfikacji strzelców obecnej edycji Ligi Mistrzów. W 4. kolejce w spotkaniu z Club Brugge (3:0) zdobył dwie bramki i prowadzi z dorobkiem sześciu trafień. Warto jednak podkreślić, że łącznie ten piłkarz zdobył już w Lidze Mistrzów 16 goli, czyli ma ich na koncie więcej niż tacy gracze, jak Roberto Firmino, Pierre-Emerick Aubameyang, Paulo Dybala, Ronaldo, Zinedine Zidane, David Villa, Miroslav Klose czy Adriano, a rozegrał w tych rozgrywkach jak na razie tylko 12 spotkań. Ponadto Norweg jest najmłodszym piłkarzem, który osiągnął barierę 15 goli w Champions League, bo we wtorek miał 20 lat i 126 dni. Dotychczasowy rekordzista pod tym względem, Francuz Kylian Mbappe, był starszy o 180 dni. Messi takim wynikiem mógł się pochwalić w wieku 21 lat i 288 dni, a Lewandowski mając 25 lat i 111 dni.
W tej chwili jednak rozstrzygają się losy najważniejszej nagrody indywidualnej. Lewandowski znalazł się na liście 11 zawodników nominowanych w plebiscycie FIFA na najlepszego piłkarza 2020 roku (FIFA The Best). Oprócz kapitana reprezentacji Polski znaleźli się na niej: Thiago Alcantara (Hiszpania/Bayern Monachium/Liverpool), Cristiano Ronaldo (Portugalia/Juventus Turyn), Kevin De Bruyne (Belgia/Manchester City), Sadio Mane (Senegal/FC Liverpool), Kylian Mbappe (Francja/Paris Saint-Germain), Lionel Messi (Argentyna/FC Barcelona), Neymar (Brazylia/ Paris Saint-Germain), Sergio Ramos (Hiszpania/Real Madryt), Mohamed Salah (Egipt/FC Liverpool), Virgil van Dijk (Holandia/FC Liverpool). Zwycięzca ogłoszony zostanie 17 grudnia. Sześć dni wcześniej FIFA ogłosi finałową trójkę plebiscytu The Best. Listę 11 nominowanych wybrała grupa ekspertów FIFA, a teraz głosować do 9 grudnia będą mogli kibice.
Jeśli położy się na szalę tegoroczne dokonania nominowanych piłkarzy, Lewandowski kładzie wszystkich na łopatki, nawet dwóch gigantów futbolu ostatnich lat, czyli Messiego i Cristiano Ronaldo. Polak wygrał z Bayernem Monachium wszystko co było do wygrania drużynowo, ale także zdobył tytuły króla strzelców w Lidze Mistrzów, Bundeslidze i Pucharze Niemiec, a ponadto zdobył najwięcej bramek w całym sezonie. Mimo to w głosowaniu internautów snajper Bayernu znalazł się na trzecim miejscu, właśnie za Argentyńczykiem i Portugalczykiem. Miejmy nadzieję, że to tylko na początku tak wyszło.

Dumie Katalonii grozi bankructwo

Ta wieść to prawdziwa sensacja. FC Barcelona popadł w tarapaty finansowe i wedle hiszpańskich mediów jeśli piłkarze nie zgodzą się na znaczną obniżkę wynagrodzeń, katalońskiemu klubowi może nawet grozić bankructwa. To efekt sześcioletnich rozrzutnych rządów byłego już prezydenta „Dumy Katalonii” Josepa Bartomeu.

Kataloński klub należy do wąskiego grona światowych potentatów w świecie sportu, a w futbolu nawet do ścisłej czołówki. Pewnie nawet pod rządami mającego nadzwyczaj lekką rękę do wydawania pieniędzy Bartomeu nie popadłaby w takie ciężkie tarapaty, gdyby nie wybuch pandemii koronawirusa. Jeszcze w lipcu 2019 roku nic nie zapowiadało kryzysu – FC Barcelona podała, że osiągnęła rekordowy przychód w wysokości 990 mln euro, zysk operacyjny 17 mln euro, a po opodatkowaniu 4,3 mln euro. Na koniec sezonu kolejnego roku przychód miał wynieść rekordowy miliard euro.
Przy takich obrotach transferowe wydatki klubu nie powodowały niepokoju, tym bardziej, że chociaż „Duma Katalonii” wydała na sprowadzenie nowych zawodników ponad miliard euro, to sprzedała swoich graczy za ponad pół miliarda euro.
Bartomeu w ostatnich latach wydał mnóstwo pieniędzy na nowych zawodników. I tak na Camp Nou pojawili się m.in.: Ousmane Dembele (125 mln euro), Philippe Coutinho (145 mln), Antoine Griezmann (120 mln), Ardy Turan (40 mln), Alexis Vidal (22 mln), Andre Gomes (50 mln), Paco Alcacer (30 mln), Samuel Umtiti (25 mln), Lucas Digne (16 mln), Jasper Cillessen (16 mln), Paulinho (40 mln), Nelsona Semedo (35 mln), Malcom (42 mln), Arthur (40 mln), Clement Lenglet (35 mln), Neto (35 mln), Martin Braithwaite (18 mln), Juniora Firpo (30 mln).
W drugą stronę hitem był oczywiście transfer Neymara do Paris Saint-Germain. Brazylijski gwiazdor przeszedł w sierpniu 2017 roku francuskiego klubu za rekordową do dzisiaj kwotę 222 mln euro. Co ciekawe, Neymar dość szybko zaczął żałować odejścia z Barcelony i w ostatnich dwóch sezonach na różne sposoby próbował wrócić na Camp Nou. Ale tego lata o transferze powrotnym do „Dumy Katalonii” w obozie Brazylijczyka nawet nie napomykano, a wręcz przeciwnie – do mediów wyciekła informacja, że piłkarz jest skłonny przedłużyć kontrakt z PSG. Taka radykalna zmiana w jego nastawieniu tylko potwierdza plotki, że kataloński klub nie jest już w tej chwili odpowiednim miejscem dla suto opłacanych gwiazd futbolu. Neymar zarabia w paryskim klubie ponad 27 mln euro rocznie, a na taką gażę w Barcelonie z pewnością nie mógłby teraz liczyć. Nawet Leo Messi, najlepiej opłacany piłkarz na świecie (ponad 40 mln euro rocznie plus premie), jest przez władze klubu coraz mocniej naciskany, żeby zgodził się na znaczącą obniżkę zarobków, na co Argentyńczyk nie zamierza się jednak zgodzić i grozi, że w takiej sytuacji po prostu odejdzie.
Bartomeu nie przewidział długofalowych skutków pandemii koronawirusa. A klub niemal z dnia na dzień stracił ogromne wpływy ze sprzedaży biletów, wejściówek do muzeum FC Barcelona czy sprzedaży klubowych pamiątek i gadżetów. Jeden mecz w Lidze Mistrzów bez udziału publiczności oznacza dla „Dumy Katalonii” stratę rzędu sześciu milionów euro, podobne kwoty traci w krajowej lidze grając hitowe mecze z Realem Madryt, Atletico Madryt czy FC Sevilla przy pustych trybnach. Spadające z tej przyczyny przychody w końcu zachwiały finansową równowagą katalońskiego klubu i kasie pojawiło się dno. A warto wiedzieć, że lwią część jego budżetu pochłaniają wydatki na pensje piłkarzy, na które FC Barcelona przeznacza aż 80 procent zarabianych pieniędzy. To jest główna przyczyna, z powodu której w letnim oknie transferowym Barcelona pozbyła się kilku graczy ze szczytu listy wynagrodzeń: Luisa Suareza, Arturo Vidala czy Ivana Rakiticia.
A już wcześniej, bo w marcu tego roku, czyli niemal tuż po wybuchu pandemii, władze katalońskiego potentata zwróciły się do wszystkich sportowców swojego klubu (nie tylko piłkarzy) o zgodę na czasową redukcję zarobków o połowę. Większość kręciła nosem, jednak pod presją mediów i kibiców piłkarze ulegli i zgodzili się na czasową obniżkę. Ale uzyskane tą drogą oszczędności okazały się niewystarczające. W 2020 roku FC Barcelona zarobi o 192 miliony euro mniej niż przewidywano w budżecie (zamiast 1,047 mld euro przychodu klub odnotował 855 milionów), a zadłużenie urosło do 488 milionów euro. Pensje są wypłacane piłkarzom w dwóch transzach – w lipcu i w styczniu. W tej chwili jak wieść niesie, kataloński klub nie ma środków na wypłatę styczniowej transzy. Jeśli to prawda, a nowe władze „Dumy Katalonii” nie znajdą potrzebnej na wypłaty kwoty, zgodnie z hiszpańskim prawem będą musiały zgłosić ten fakt do sądu i rozpocząć postępowanie układowe. A zgodnie z przepisami FIFA zawodnicy będą mogli rozwiązywać kontrakty z winy klubu i odchodzić do innych zespołów za darmo. To byłaby katastrofa i upadek katalońskiego potentata w takiej formie, w jakiej go znamy obecnie. A co powstałoby na gruzach, trudno przewidzieć.