Manchester City zgasił gwiazdorów Paris Saint-Germain

Jan T. Kowalski
Manchester City zgasił gwiazdorów Paris Saint-Germain

Manchester City jest zdecydowanie w najlepszej sytuacji przed rewanżowymi meczami 1/2 finału Ligi Mistrzów. W Paryżu „The Citizens” ograli finalistę poprzedniej edycji Paris Saint-Germain 2:1 i są o krok od wywalczenia awansu. Nieźle też wyglądają szanse Chelsea Londyn po wyjazdowym remisie 1:1 z Realem Madryt. Angielski finał wydaje się jak najbardziej realny.

W półfinale obecnej edycji Champions League nie ma futbolowych biedaków. Real Madryt mimo strat poniesionych podczas pandemii jest niezmiennie zaliczany do wąskiego grona najbogatszych klubów sportowych na świecie bez podziału na sportowe dyscypliny. Za Paris Saint-Germain od 2011 roku stoi kapitał katarskiego konsorcjum finansowego Qatar Sports Investments, na czele którego stoi były tenisista i reprezentant kraju w Pucharze Davisa Nasser bin Ghanim Al-Khelafi. Z kolei od 1 września 2008 roku właścicielem Manchesteru City jest spółka ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich – Abu Dhabi United Group należąca do Szejk Mansour bin Zayed Al Nahyana, która wchodzi w skład City Football Group, holdingu zajmującego się prowadzeniem klubów piłkarskich. Obecni właściciele kupili „The Citizens” za około 200 milionów funtów, a od kiedy nim rządzą zespół z Eihad Stadium zdobył czterokrotnie mistrzostwo Anglii (2012, 2014, 2018, 2019) i za chwilę dokona tego pora piąty (a siódmy w historii klubu), dwukrotnie Puchar Anglii (2011, 2019), trzykrotnie Tarczę Wspólnoty (2012, 2018, 2019) raz sześciokrotnie Puchar Ligi Angielskiej (2014, 2016, 2018, 2019, 2020, 2021). W kolekcji trofeów „Obywateli” wciąż jednak nie ma tego najcenniejszego pucharu – za wygranie rozgrywek Ligi Mistrzów. Z takim samym niedoborem boryka się też Paris Saint-Germain, lecz już wiadomo, że w tym sezonie któryś z tych dwóch zespołów nie zaspokoi ambicji swoich właścicieli. Po środowym meczu na Parc des Princes w Paryżu, wygranym przez Manchester City 2:1, wszystkie znaki na ziemi i niebie zwiastują, że awans do finału świętować będą szejkowie z Abu Dhabi.
Drużyna trenera Pepa Guardioli do przerwy przegrywała z Paris Saint-Germain 0:1 i był to najniższy wymiar kary, jaki mógł ją spotkać ze strony Kyliana Mbappe, Neymara i spółki. Ale po zmianie stron role nieoczekiwanie się odwróciły i na boisku zaczęła dominować ekipa „The Citizens”, w której pierwsze skrzypce grał Belg Kevin de Bruyne, wspierany mocno przez Niemca Ilkaya Gundogana, a w ataku przez wschodzącą gwiazdę angielskiego futbolu Phila Fodena. Presji nie wytrzymał bramkarz Keylor Navas, który wcześniej wielokrotnie ratował swój zespół, ale w środę popełnił koszmarny błąd przepuszczając lekkie dośrodkowanie de Bruyne, po którym piłka wpadła do bramki paryżan. A chwile później było już 2:1, gdy ustawieni w murze gracze PSG przepuścili strzał Riyada Mahreza, a od 77. minuty po czerwonej kartce dla Idrissa Gueye za brutalny wślizg stało się jasne, że paryżanie już nie odrobią straty w tym spotkaniu. Zawiódł kompletnie Kylian Mbabbe. Z meczowych statystyk wynika, że francuski gwiazdor nie oddał ani jednego strzału na bramkę rywali, co zdarzyło mu się po raz pierwszy w Lidze Mistrzów. Niewiele więcej wniósł do gry Neymar, a warto przypomnieć, że to najdrożsi aktualnie piłkarze na świecie. Obaj kosztowali katarskich właścicieli PSG blisko pół miliarda euro. Mbappe w ćwierćfinale przyczynił się do wyeliminowania Bayernu Monachium, strzelając w wygranym na Allianz Arenie 3:2 pierwszym meczu dwa gole. Ale już w przegranym u siebie 0:1 rewanżu z obrońcami tytułu bramkowego dorobku nie powiększył, a po spotkaniu z Manchesterem City wciąż ma na liczniku osiem trafień w tej edycji Ligi Mistrzów i raczej już znikome szanse na wyprzedzenie lidera klasyfikacji strzelców Norwega Erlinga Haalanda (ma na koncie 10 goli). Jeszcze mniejsze szanse na to ma Neymar, który z sześcioma bramkami jest trzeci w zestawieniu, na spółkę z Olivierem Giroud z Chelsea Londyn i Karimem Benzemą z Realu Madryt. W ekipie Manchesteru City najlepsi strzelcy to de Bruyne, Foden, Torres i Gundogan, ale oni maja po trzy trafienia na koncie, a Mahrez, Gabriel Jesus i Sergio Aguero po dwa. Ale to oznacza, że Pep Guardiola ma w swojej drużynie liczną grupę graczy potrafiących strzelać gole, co w tej chwili wydaje się opcją zdecydowanie bardziej opłacalną niż opieranie gry zespołu na sile gwiazd. Przekonała się o tym w tym sezonie FC Barcelona z Leo Messim, Juventus z Cristiano Ronaldo, Bayern bez kontuzjowanego Roberta Lewandowskiego, a teraz doświadcza tego Paris Saint-Germain.

Poprzedni

PKO Ekstraklasa: Raków też nie odbierze już Legii 15. mistrzostwa

Następny

Czarny ląd z czerwoną ziemią (cz.III)

Zostaw komentarz