48 godzin sport

Odszedł Gerard Houllier
W poniedziałek nad ranem w wieku 73 lat zmarł Gerard Houllier, znany francuski trener piłkarski. W 1986 roku zdobył mistrzostwo Francji z Paris Saint-Germain, potem był asystentem Michela Platiniego w reprezentacji Francji, a w latach 1992-1994 samodzielnie prowadził ekipę trójkolorowych. Odszedł po tym, jak jego zespół nie wywalczył awansu do mistrzostw świata w 1994 roku. W 1998 został trenerem zespołu Liverpoolu, który pod jego wodzą zdobył Puchar UEFA, Superpuchar Europy, Puchar Anglii, Puchar Ligi (dwukrotnie) i Tarczę Dobroczynności. Warto przypomnieć, że to Houllier w 2001 roku ściągnął do ekipy „The Reds” Jerzego Dudka. Po odejściu z Liverpoolu wrócił do Francji podejmując pracę w Olympique Lyon, z którym dwukrotnie zdobył mistrzostwo kraju i raz Puchar Francji. Ostatnim klubem w jego karierze była drużyna Aston Villi, z której w 2011 musiał odejść z powodów zdrowotnych.

Kolejna kontuzja Neymara
Drużyna Paris Saint Germain przegrała hitowy mecz Ligue 1 z Olympique Lyon 0:1 i straciła pozycję lidera, a także Neymara, który po brutalnym faulu popełnionym już w doliczonym czasie przez jego rodaka, Thiago Mendesa, został zniesiony z boiska na noszach. Sprawca urazu gwiazdora PSG został ukarany czerwoną kartką, a po meczu przeprosił za Neymara także w mediach społecznościowych. Paryski klubu poinformował, że prześwietlenie nie wykazało na szczęście złamań, tylko zwichnięcie i jest duża szansa, że brazylijski napastnik wróci do gry już w najbliższy weekend na mecz z OSC Lile.

Maryna na gigancie
Maryna Gąsienica-Daniel zajęła 11. miejsce w slalomie gigancie Pucharu Świata w narciarstwie alpejskim w Courchevel. To jeden z najlepszych występów w karierze Polki w PŚ. Zawody pierwotnie miały się odbyć w niedzielę, ale z powodu obfitych opadów śniegu zostały przełożone na poniedziałek. Wygrała po raz pierwszy w tym sezonie Amerykanka Mikaela Shiffrin. Dwa kolejne miejsca na podium zajęły Włoszka Federica Brignone i Francuzka Tessa Worley. Konkurencji nie ukończyła liderka klasyfikacji generalnej PŚ Słowaczka Petra Vlhova.

Włoska nagroda dla Lewego
Włoska gazeta „Tuttosport” co roku wręcza nagrodę „Golden Boy” dla najlepszego piłkarza do lat 21, grającego w Europie. Podczas tegorocznej gali w Turynie po raz pierwszy wręczono również nagrodę specjalną – „Golden Player” dla najlepszego piłkarza roku bez podziału na kategorię wiekową. Trofeum w formie złotej piłki trafiło do Roberta Lewandowskiego. Włosi nawiązali w ten sposób do nagrody „Złotej Piłki”, której w tym roku redakcja „France Football” nie przyznała tłumacząc się, że ze względu na pandemię koronawirusa nie było możliwości sprawiedliwej oceny dokonań piłkarzy. Wyróżnienie „Golden Boy 2020” redakcja „Tuttosport” przyznała graczowi Borussii Dortmund Erlingowi Haalandowi.

Lewy czeka na FIFA the Best

FIFA ogłosiła nazwiska piłkarzy, którzy znaleźli się w finale plebiscytu FIFA The Best 2020. Najważniejsze w tym roku indywidualne wyróżnienie otrzyma Robert Lewandowski, Cristiano Ronaldo lub Lionel Messi. Ten wybór mocno rozzłościł brazylijskiego gwiazdora Paris Saint-Germain Neymara, który liczył na zajęcie miejsce w finałowej trójce.

Oprócz Lewandowskiego, Cristiano Ronaldo, Messiego i Neymara, wśród nominowanych do nagrody „FIFA The Best 2020” znaleźli się jeszcze Holender Virgil van Dijk, Hiszpan Thiago Alcantara, Belg Kevin De Bruyne, Senegalczyk Sadio Mane, Francuz Kylian Mbappe, Hiszpan Sergio Ramos i Egipcjanin Mohamed Salah. Zwycięzca plebiscytu zostanie ogłoszony w czwartek 17 grudnia. Swoją nieobecność w składzie finałowej trójki cierpko skomentował Neymar, zadając na swoim profilu w mediach społecznościowych FIFA pytanie: „Dlaczego?”. A potem wyraził pretensje już bardziej dosadnie sugerując, że może zostałby bardziej doceniony, gdyby zmienił dyscyplinę sportu.
Brazylijczyk awanturuje się nie bez powodu – Paris Saint-Germain to przecież finalista Ligi Mistrzów, a w tych rozgrywkach Juventus z Cristiano Ronaldo odpadł w 1/8 finału, a FC Barcelona Messiego w ćwierćfinale przegrała z Bayernem 2:8. Prezes PZPN Zbigniew Boniek, także w mediach społecznościowych, już de facto ogłosił zdobywcę tegorocznego plebiscytu FIFA The Best. „The winner is Robert Lewandowski. To chyba jasne…” – napisał na Twitterze. A skoro on tak się „wystawił”, to chyba musi coś wiedzieć. Głosowanie zakończono 9 grudnia. Jeśli Lewandowski wygra, będzie pierwszym polskim piłkarzem w historii wyróżnionym tytułem najlepszego piłkarza roku na świecie. Z fetowaniem sukcesu trzeba jednak poczekać do czwartku.
W miniony weekend „Lewy” znów jednak o sobie przypomniał, strzelając gola w ligowym meczu z Unionem Berlin. Dla niego był był to jubileuszowy dwusetny występ w barwach Bayernu, więc bardzo chciał go uświetnić golem. Dopiął celu w 67. minucie. Była to jego 175. bramka zdobyta w barwach bawarskiego klubu. Żadnemu z wielkich snajperów Bayernu nie udało się w 200 meczach strzelić tylu goli co „Lewemu” – nawet legendarny Gerd Mueller był pod tym względem od niego gorszy, bo zaliczył 154 trafienia. Gol wbity Unionowi w 11. kolejce był 13. trafieniem „Lewego” w obecnym sezonie Bundesligi.

Brazylijczycy biją równo

Równolegle z ostatnią kolejką Ligi Narodów w Europie, rozegrano też czwartą serię spotkań eliminacyjnych do mistrzostw świata w 2022 roku w Ameryce Południowej. Pozycję lidera utrzymała Brazylia.

Reprezentacja Brazyli jest jak na razie niepokonana i prowadzi po czterech kolejkach z kompletem 12 punktów. W czwartej kolejce canarinhos, znów bez kontuzjowanego Neymara, pokonali na wyjeździe Urugwaj 2:0, po golach Arthura w 33. i Richarlison w 45. minucie. Urugwajczycy kończyli mecz w osłabieniu, bo w 71. minucie czerwoną kartkę zobaczył ich gwiazdor Edinson Cavani. Dla ekipy „Urusów” była to dopiero druga porażka w ostatnich 32 meczach rozegranych na swoim narodowym stadionie w Montevideo. Obu doznali w starciach z Brazylijczykami. Wyjazdowe zwycięstwo zanotowała też zajmująca drugą lokatę w tabeli strefy CONMEBOL reprezentacja Argentyny, która w Limie wygrała z zespołem Peru także 2:0. Ale największym wydarzeniem czwartej kolejki było wysokie zwycięstwo drużyny Ekwadoru nad Kolumbią 6:1. Gospodarze po pierwszej połowie prowadzili już 4:0. Jak szybko odkryli futbolowi statystycy, Kolumbijczycy po raz ostatni stracili sześć goli w eliminacjach mistrzostw świata w 1977 roku. Trener zespołu Carlos Queiroz podczas konferencji prasowej całą odpowiedzialność za klęskę wziął na siebie.
Niewiele mniejszą niespodziankę sprawiła też ekipa Wenezueli, która po trzech przegranych meczach z rzędu, na dodatek bez jednego strzelonego gola, nieoczekiwanie pokonała Chile 2:1. Bramki dla zwycięzców zdobyli Luis Mago w 8. i Salomon Rondon w 81. minucie, a dla pokonanych Arturo Vidal w 15. minucie. Pierwszy punkt w tych eliminacjach wywalczyli w końcu Boliwijczycy, którzy zremisowali na wyjeździe z Paragwajem 2:1. Wciąż jednak są na ostatnim miejscu w tabeli. Dla przypomnienia: w eliminacjach w strefie CONMEBOL (Ameryka Południowa) bierze udział 10 reprezentacji, które rywalizują w systemie ligowym. Awans na MŚ w 2022 roku w Katarze uzyskają cztery najlepsze drużyny, a piąta zagra w barażu interkontynentalnym.

Brazylijczycy nadal niepokonani

W trzeciej kolejce spotkań eliminacyjnych do MŚ 2022 w strefie południowoamerykańskiej Brazylia pokonała Wenezuelę 1:0 i prowadzi w tabeli z kompletem zwycięstw. Druga lokatę zajmuje Argentyna, trzecią Ekwador, a czwartą, ostatnią gwarantującą bezpośredni awans na mundial, Urugwaj. Na piątej pozycji, premiowanej udziałem w barażach interkontynentalnych, okupuje zespół Paragwaju.

Brazylia nie bez trudu wygrała z Wenezuelą 1:0 i pozostała jedyną drużyną z kompletem zwycięstw po trzech kolejkach meczów eliminacyjnych piłkarskich mistrzostw świata 2022 w strefie CONMEBOL. Gwoli przypomnienia – w kwalifikacjach w Ameryce Południowej uczestniczy 10 reprezentacji, które rywalizują w systemie ligowym, każdy zespół gra z każdym u siebie i na wyjeździe. Awans do mundialu w Katarze wywalczą cztery pierwsze zespoły, a piąta walczyć będzie w barażu interkontynentalnym. Ostatnie mecze eliminacyjne w strefie CONMEBOL zaplanowano w marcu 2022 roku, a baraż trzy miesiące później. Jak wiadomo turniej finałowy MŚ w Katarze odbędzie się nietypowo w listopadzie i grudniu.
Canarinhos w dwóch wcześniejszych spotkaniach strzelili w sumie aż dziewięć goli (5:0 z Boliwią i 4:2 z Peru), ale w piątek w Sao Paulo długo nie mogli znaleźć sposobu na pokonanie zespołu Wenezueli. Dopiero w 67. minucie sposób na pokonanie bramkarza rywali znalazł Roberto Firmino. Taki wynik to niespodzianka, bo z 10 południowoamerykańskich reprezentacji tylko wenezuelska nigdy jeszcze nie wywalczyła awansu do finałów mistrzostw świata. W brazylijskiej drużynie zabrakło kontuzjowanego Neymara, który jednak pojawił się na zgrupowaniu w nadziei, że może zdąży się wykurować do wtorkowego spotkania z Urugwajem w 4. kolejce. Ale sztab medyczny ekipy canarinhos ostatecznie wykluczył taką możliwość. Innym głośnym wydarzeniem 3. kolejki spotkań było aresztowanie w trakcie meczu Boliwia – Ekwador prezesa boliwijskiej federacji piłkarskiej Marcosa Rodrigueza, którego oskarżono o udział w futbolowej korupcji.

Wyniki 3. kolejki w strefie CONMEBOL:
Kolumbia – Urugwaj 0:3, Chile – Peru 2:0, Brazylia – Wenezuela 1:0, Argentyna – Paragwaj 1:1, Boliwia – Ekwador 2:3. Kolejność po trzech seriach gier: 1. Brazylia (9 pkt), 2. Argentyna (7), 3. Ekwador (6), 4. Urugwaj (6), 5. Paragwaj (5), 6. Chile (40, 7. Kolumbia (4), 8. Peru (1), 9. Wenezuela (0), 10. Boliwia (0).

Dumie Katalonii grozi bankructwo

Ta wieść to prawdziwa sensacja. FC Barcelona popadł w tarapaty finansowe i wedle hiszpańskich mediów jeśli piłkarze nie zgodzą się na znaczną obniżkę wynagrodzeń, katalońskiemu klubowi może nawet grozić bankructwa. To efekt sześcioletnich rozrzutnych rządów byłego już prezydenta „Dumy Katalonii” Josepa Bartomeu.

Kataloński klub należy do wąskiego grona światowych potentatów w świecie sportu, a w futbolu nawet do ścisłej czołówki. Pewnie nawet pod rządami mającego nadzwyczaj lekką rękę do wydawania pieniędzy Bartomeu nie popadłaby w takie ciężkie tarapaty, gdyby nie wybuch pandemii koronawirusa. Jeszcze w lipcu 2019 roku nic nie zapowiadało kryzysu – FC Barcelona podała, że osiągnęła rekordowy przychód w wysokości 990 mln euro, zysk operacyjny 17 mln euro, a po opodatkowaniu 4,3 mln euro. Na koniec sezonu kolejnego roku przychód miał wynieść rekordowy miliard euro.
Przy takich obrotach transferowe wydatki klubu nie powodowały niepokoju, tym bardziej, że chociaż „Duma Katalonii” wydała na sprowadzenie nowych zawodników ponad miliard euro, to sprzedała swoich graczy za ponad pół miliarda euro.
Bartomeu w ostatnich latach wydał mnóstwo pieniędzy na nowych zawodników. I tak na Camp Nou pojawili się m.in.: Ousmane Dembele (125 mln euro), Philippe Coutinho (145 mln), Antoine Griezmann (120 mln), Ardy Turan (40 mln), Alexis Vidal (22 mln), Andre Gomes (50 mln), Paco Alcacer (30 mln), Samuel Umtiti (25 mln), Lucas Digne (16 mln), Jasper Cillessen (16 mln), Paulinho (40 mln), Nelsona Semedo (35 mln), Malcom (42 mln), Arthur (40 mln), Clement Lenglet (35 mln), Neto (35 mln), Martin Braithwaite (18 mln), Juniora Firpo (30 mln).
W drugą stronę hitem był oczywiście transfer Neymara do Paris Saint-Germain. Brazylijski gwiazdor przeszedł w sierpniu 2017 roku francuskiego klubu za rekordową do dzisiaj kwotę 222 mln euro. Co ciekawe, Neymar dość szybko zaczął żałować odejścia z Barcelony i w ostatnich dwóch sezonach na różne sposoby próbował wrócić na Camp Nou. Ale tego lata o transferze powrotnym do „Dumy Katalonii” w obozie Brazylijczyka nawet nie napomykano, a wręcz przeciwnie – do mediów wyciekła informacja, że piłkarz jest skłonny przedłużyć kontrakt z PSG. Taka radykalna zmiana w jego nastawieniu tylko potwierdza plotki, że kataloński klub nie jest już w tej chwili odpowiednim miejscem dla suto opłacanych gwiazd futbolu. Neymar zarabia w paryskim klubie ponad 27 mln euro rocznie, a na taką gażę w Barcelonie z pewnością nie mógłby teraz liczyć. Nawet Leo Messi, najlepiej opłacany piłkarz na świecie (ponad 40 mln euro rocznie plus premie), jest przez władze klubu coraz mocniej naciskany, żeby zgodził się na znaczącą obniżkę zarobków, na co Argentyńczyk nie zamierza się jednak zgodzić i grozi, że w takiej sytuacji po prostu odejdzie.
Bartomeu nie przewidział długofalowych skutków pandemii koronawirusa. A klub niemal z dnia na dzień stracił ogromne wpływy ze sprzedaży biletów, wejściówek do muzeum FC Barcelona czy sprzedaży klubowych pamiątek i gadżetów. Jeden mecz w Lidze Mistrzów bez udziału publiczności oznacza dla „Dumy Katalonii” stratę rzędu sześciu milionów euro, podobne kwoty traci w krajowej lidze grając hitowe mecze z Realem Madryt, Atletico Madryt czy FC Sevilla przy pustych trybnach. Spadające z tej przyczyny przychody w końcu zachwiały finansową równowagą katalońskiego klubu i kasie pojawiło się dno. A warto wiedzieć, że lwią część jego budżetu pochłaniają wydatki na pensje piłkarzy, na które FC Barcelona przeznacza aż 80 procent zarabianych pieniędzy. To jest główna przyczyna, z powodu której w letnim oknie transferowym Barcelona pozbyła się kilku graczy ze szczytu listy wynagrodzeń: Luisa Suareza, Arturo Vidala czy Ivana Rakiticia.
A już wcześniej, bo w marcu tego roku, czyli niemal tuż po wybuchu pandemii, władze katalońskiego potentata zwróciły się do wszystkich sportowców swojego klubu (nie tylko piłkarzy) o zgodę na czasową redukcję zarobków o połowę. Większość kręciła nosem, jednak pod presją mediów i kibiców piłkarze ulegli i zgodzili się na czasową obniżkę. Ale uzyskane tą drogą oszczędności okazały się niewystarczające. W 2020 roku FC Barcelona zarobi o 192 miliony euro mniej niż przewidywano w budżecie (zamiast 1,047 mld euro przychodu klub odnotował 855 milionów), a zadłużenie urosło do 488 milionów euro. Pensje są wypłacane piłkarzom w dwóch transzach – w lipcu i w styczniu. W tej chwili jak wieść niesie, kataloński klub nie ma środków na wypłatę styczniowej transzy. Jeśli to prawda, a nowe władze „Dumy Katalonii” nie znajdą potrzebnej na wypłaty kwoty, zgodnie z hiszpańskim prawem będą musiały zgłosić ten fakt do sądu i rozpocząć postępowanie układowe. A zgodnie z przepisami FIFA zawodnicy będą mogli rozwiązywać kontrakty z winy klubu i odchodzić do innych zespołów za darmo. To byłaby katastrofa i upadek katalońskiego potentata w takiej formie, w jakiej go znamy obecnie. A co powstałoby na gruzach, trudno przewidzieć.

48 godzin sport

Muzaj punktuje w Rosji
Maciej Muzaj był bohaterem meczu 8. kolejki rosyjskiej Superligi siatkarzy, w którym Ural Ufa ograł Dinamo-LO 3:1. Reprezentant Polski zdobył dla swojej drużyny 31 punktów i miał 71-procentową skuteczności w ataku (27 udanych ataków na 38 prób, trzy kolejne punkty zdobył blokiem, a jeden zagrywką. Muzaj w spotkaniu zagrał z emblematem błyskawicy na koszulce, zaznaczając tym swoje poparcie dla protestów w Polsce. Siatkarze Uralu natomiast zadedykowali zwycięstwo szefowi administracyjnemu klubu Ulfatowi Mustafinowi, który 29 października zmarł w wieku 61 lata w wyniku powikłań spowodowanych zapaleniem płuc i zarażeniem Covid-19.

CR7 wolny od koronawirusa
Cristiano Ronaldo nie jest już zakażony koronawirusem – poinformował Juventus Turyn. Portugalczyk z powodu kwarantanny opuścił pięć ostatnich spotkań „Starej Damy”. Portugalczyk znakomicie rozpoczął nowy sezon, strzelając w w dwóch pierwszych spotkaniach Serie A trzy gole. Później zagrał w dwóch meczach reprezentacji Portugalii, ale jeszcze podczas zgrupowaniu dowiedział się, że został zakażony wirusem. Pod jego nieobecność Juventus zaliczył dwie wpadki w Serie A, remisując z Crotone i Hellasem Werona, a w Lidze Mistrzów przegrał z FC Barcelona 0:2. 35-letni gwiazdor nie krył frustracji, gdy kolejny testy wciąż dawały wynik pozytywny. Wygląda jednak na to, że wreszcie jednak zwalczył wirusa. Trener Andrea Pirlo liczy, że zagra już w środę w Champions League w meczu z Ferencvarosem.

Neymar wypadł z gry
Brazylijski gwiazdor Paris Saint-Germain Neymar będzie musiał pauzować w trzech najbliższych meczach paryskiego zespołu. Powodem jest kontuzja mięśnia przywodziciela jakiej doznał w minioną środę w spotkaniu Ligi Mistrzów z Istanbul Basaksehir (2:0). Jak poinformował trener PSG Thomas Tuchel, Neymar wróci do gry prawdopodobnie po przerwie reprezentacyjnej, czyli dopiero w drugiej połowie listopada, a to oznacza, że opuści co najmniej dwa spotkania w lidze francuskiej (z Nantes i Rennes)oraz mecz w Lidze Mistrzów z RB Lipsk. Pod dużym znakiem zapytania stoją też jego występy w dwóch listopadowych meczach reprezentacji Brazylii w eliminacjach MŚ 2022 – z Wenezuelą i Urugwajem.

Ukarali byłego działacza FIFA
Były sekretarz generalny FIFA Jerome Valcke w miniony piątek został przez sąd w szwajcarskiej Bellinzonie uznany winnym fałszowania dokumentów związanych z umowami dotyczącymi transmisji we Włoszech i Grecji z piłkarskich mistrzostw świata. Skazano go na 120 dni pozbawienia wolności w zawieszeniu i zobligowano do zapłaty na rzecz FIFA 1,75 mln euro grzywny. Prokurator domagał się kary trzech lat pozbawienia wolności. Wcześniej Valcke został ukarany przez FIFA 12-letnim zakazem działalności w futbolu, później skróconym do dziesięciu lat. Sąd w Bellinzonie orzekał też w tej sprawie o winie prezesa Paris Saint-Germain Nassera Al-Khelaifiego, ale jego uniewinnił.

Waczyński zaszalał w Hiszpanii
Adam Waczyński poprowadził Unicaję Malagę do wyjazdowego spektakularnego zwycięstwa nad Casademont Saragossa 92:63 w meczu 8. kolejki hiszpańskiej ligi koszykarzy. Były kapitan reprezentacji Polski zdobył 19 punktów w 22 minuty, będąc najlepszym strzelcem spotkania. Miał też pięć zbiórek, dwie asysty i jedną stratę, co złożyło się na najwyższy w obu drużynach współczynnik efektywności. W tabeli prowadzą bez porażki Real Madryt (7-0) i Iberostar Teneryfa (6-0). Unicaja z bilansem 4-4 zajmuje 10. lokatę w 19-zespołowej lidze.

Przełożyli klubowe mistrzostwa
Z powodu pandemii koronawirusa FIFA przełożyła zaplanowane na grudzień tego roku Klubowe Mistrzostwa Świata. Powodem jest to, że niektóre kontynentalne federacje nie wyłoniły jeszcze zespołów, które mogłyby je reprezentować w KMŚ. Wszystko wskazuje, że turniej odbędzie się w lutym 2021 roku. Przedstawicielem Europy w tej imprezie będzie trtiumfator Ligi Mistrzów Bayern Monachium.

Rafał Majka z dyplomem
Rafał Majka dołączył do grona sportowców, którzy mogą pochwalić się wykształceniem wyższym. Nasz znakomity kolarz uzyskał licencjat w Wyższej Szkole Kultury Fizycznej i Turystyki im. Haliny Konopackiej w Pruszkowie. Majka w zakończonym niedawno wyścigu Giro d’Italia, w którym zajął 12. lokatę, ścigał się jeszcze w barwach grupy Bora-Hansgrohe, ale w przyszłym sezonie 31-letni zawodnik przejdzie na dwa lata do zespołu UAE Team Emirates.

Pożegluje na igrzyskach w Tokio
Magdalena Kwaśna z Chojnickiego Klubu Żeglarskiego, mistrzyni Polski w klasie Laser Radial, otrzymała imienną nominację do startu w igrzyskach olimpijskich w Tokio. Zespół Decyzyjny Polskiego Związku Żeglarskiego uznał, że to ona wygrała wewnętrzną rywalizację z Agatą Barwińską (MOS Iława), a werdykt ten zatwierdził zarząd PZŻ.

Fortuna z koronawirusem
Wojciech Fortuna zakażony koronawirusem. Mistrz olimpijski z 1972 roku przechodzi chorobę łagodnie. W gorszym stanie jest jego żona, która trafiła do szpitala. Fortuna w wypowiedzi na łamach polskieradio24.pl stwierdził, że zakaził się Covid-19 podczas sejmiku olimpijskiego w Warszawie.

Malwina na kwarantannie
Siatkarka reprezentacji Polski Malwina Smarzek-Godek jest zakażona koronawirusem. Poinformował o tym jej klub – Igor Gorgonzola Novara. W drużynie stwierdzono łącznie cztery przypadki zakażenia. Zaplanowany na niedzielę mecz z Desparem Trentino został przełożony. Ekipa Igor Gorgonzola Novara w ostatnim meczu rozegranym w minioną środę pokonała Epiu Casalmaggiore 3:0 i zajmuje trzecie miejsce w tabeli. Prowadzi z kompletem punktów zespół Imoco Volley Conegliano, w którym gra inna z reprezentantek Polski, Joanna Wołosz.

Rekordowy mecz PSG

Mecz 2. kolejki francuskiej Ligue 1 między zespołami Paris Saint-Germain i Olympique Marsylia na Parc des Princes okazał się rekordowy pod względem nałożonych na piłkarzy kar.

Sędziujący mecz Jerome Brisard musiał aż 17 razy sięgać po kartki, w tym pięć razy po czerwone, co jest rekordem francuskiej ligi w XXI wieku. Najwięcej pracy miał pod koniec spotkania, gdy doszło do ostrego spięcia między zawodnikami. Arbiter wyrzucił z boiska najbardziej aktywnych – Leandro Paredesa, Layvina Kurzawę i Neymara z PSG oraz Jordana Amavi i Dario Benedetto z OM.
Neymar dostał czerwoną kartkę za uderzenie w tył głowy Alvaro Gonzaleza. Po meczu brazylijski gwiazdor dolał jeszcze oliwy do ognia wpisem na portalu społecznościowym: „Żałuję, że nie uderzyłem tego idioty w twarz. Uchwycenie mojej agresji przez VAR było łatwe, ale chciałbym zobaczyć, jak został uchwycony rasista nazywający mnie małpim sk… Ja zostałem ukarany, a on?”.
Mecz zakończył zwycięstwem Olympique Marsylia 1:0. To była druga porażka mistrzów Francji w tym sezonie. Poprzednio tak słabo zaczęli rozgrywki Ligue 1 w 1984 roku.

Futbolowe tuzy z wirusem

Mimo surowych przepisów epidemicznych koronawirus atakuje nawet największych tuzów sportu, także piłkarzy i trenerów, z najwyższej półki. Ostatnio Covid-19 pojawił się nawet w Realu Madryt i Paris Saint-Germain.

Thibaut Courtois, bramkarz Realu Madryt, uzyskał pozytywny wynik podczas badania, wymaz z nosa, na obecność koronawirusa. Przeprowadzono je na zgrupowaniu reprezentacji Belgii, która zagra w Lidze Narodów przeciwko Danii (5 września) i Islandii (8 września). Na razie jednak Courtois nie został jeszcze odesłany na kwarantannę, ponieważ stanie się tak po kolejnym badaniu, tym razem krwi, jeśli wirus nadal będzie występować w organizmie piłkarza. W innym wypadku nic nie stanie na przeszkodzie, by bramkarz „Królewskich” znalazł się kadrze na te dwa mecze.
Także Paris Saint-Germain oficjalnie potwierdził trzy przypadki koronawirusa w drużynie. Według dziennika „L’Equipe” zakażonymi piłkarzami są Brazylijczyk Neymar oraz Argentyńczycy Angel Di Maria i Leandro Paredes. Cała trójka spędzała wspólnie wakacje na Ibizie po finałowym turnieju Ligi Mistrzów. Liga francuska, która nie dokończyła poprzedniego sezonu, rozpoczęła już rozgrywki edycji 2020/2021. Mecze kilku drużyn, w tym PSG, przeniesiono jednak na późniejsze terminy. Mistrzowie Francji swój pierwszy mecz mają rozegrać dopiero 10 września przeciwko RC Lens. Trójka zakażonych graczy na pewno w nim nie zagra.
Włoskie media doniosły też o pechu, jaki dopadł byłego właściciela AC Milan (w latach 1986-2018) Silvio Berlusconiego, u którego testy dały pozytywny wynik na obecność koronawirusa. Informację tę potwierdził osobisty lekarz byłego premiera Włoch Alberto Zangrillo, który zapewnił, że jego pacjent czuje się dobrze i przechodzi Covid-19 bezobjawowo. 83-letni milioner po odsprzedaży swoich udziałów w AC Milan nie odszedł z futbolu. Obecnie jest szefem i współwłaścicielem klubu AC Monza, beniaminka włoskiej Serie B, do którego tego lata przeszedł z Lecha Poznań króla strzelców ostatniego sezonu PKO Ekstraklasy Duńczyk Christian Gytkjaer.

Lewandowski wreszcie spełnił marzenie

W niedzielny wieczór 23 sierpnia Robert Lewandowski jako piąty polski piłkarz w historii podniósł w górę puchar za zwycięstwo w Lidze Mistrzów (wcześniej Puchar Europy). Przed nim zdobywcami tego trofeum byli Zbigniew Boniek (Juventus Turyn), Józef Młynarczyk (FC Porto), Jerzy Dudek (FC Liverpool) i Tomasz Kuszczak (Manchester United).

Dla nikogo chyba nie ulega wątpliwości, że Bayern Monachium wygrał Ligę Mistrzów zasłużenie. Bawarska jedenastka była niepokonana w tych rozgrywkach i zwyciężyła we wszystkich 11 rozegranych spotkaniach. Robert Lewandowski wystąpił w 10 spotkaniach (zabrakło go tylko w ostatnim grupowym meczu, z Tottenhamem), a w dziewięciu strzelił gole – w sumie aż 15. To drugi wynik w historii Champions League, więcej razy w jednym sezonie trafił tylko Cristiano Ronaldo w rozgrywkach 2013/2014, w których zdobył 17 bramek. Ale Portugalczyk dokonał tego wyczynu w normalnym sezonie z 13 meczami. „Lewy” wyrównał jednak niezwykłe osiągnięcie innego z futbolowych gigantów – Johana Cruyffa z sezonu 1971/1972 i tak samo jak legendarny Holender skompletował trzy strzeleckie korony: króla strzelców w lidze i krajowym pucharze oraz w najważniejszym z europejskich pucharów. Potrójną koronę króla strzelców zdobył jeszcze grający w barwach FC Porto Brazylijczyk Mario Jardel w sezonie 1999/2000, ale on nie wygrał Ligi Mistrzów, bo portugalski zespół odpadł wówczas w ćwierćfinale. W zakończonym w minioną niedzielę sezonie Lewandowski zagrał w 47 meczach Bayernu, licząc wszystkie klubowe rozgrywki, w których strzelił w sumie 55 goli i zaliczył 10 asyst. Pod tym względem na naszym kontynencie nie miał sobie równych. Do zdobycia króla strzelców Bundesligi potrzebował 34 trafienia, w Pucharze Niemiec sześć, a w Lidze Mistrzów 15.
Wypada jedynie żałować, że nie zdobył bramki w finałowej potyczce z Paris Saint-Germain, bo byłoby to wspaniałym ukoronowaniem jego najlepszego jak dotąd sezonu w karierze. „Lewy” rozegrał znakomite zawody, jak zwykle należał do najlepszych graczy w swoim zespole i zagrał lepiej od dwóch wielkich gwiazd paryskiego zespołu, Neymara i Kyliana Mbappe. Przez całe spotkanie mocno pracował też w defensywie, ale jak na napastnika przystało przede wszystkim dążył do strzelenia gola. Miał dwie doskonałe ku temu okazje, ale przy pierwszej trafił w słupek, a w drugiej jego strzał głową jakimś cudem odbił bramkarz PSG Keylor Navas. Naszemu napastnikowi po prostu tego dnia nie dopisało snajperskie szczęście, co zresztą zostało zauważone, więc w zdecydowanej większości pomeczowych recenzji występ „Lewego” został wysoko oceniony. Niemiecki „Kicker” przyznał mu notę „1,5”, czyli bliską ideału (ta redakcja przyznaje noty w skali 6-1, gdzie 1 odznacza klasę światową, a 6 występ poniżej krytyki). Tylko „France Football” nie docenił polskiego piłkarza i swoich relacjach oraz komentarzach skrupulatnie pomijał jego nazwisko, a noty przyznał niemal tak takie same, jak Neymarowi i Mbappe, chociaż w ocenie innych światowych mediów obaj gwiazdorzy PSG totalnie zawiedli oczekiwania. Najwyraźniej redaktorzy „France Football” prowadzą jakąś osobistą wojenkę z Lewandowskim, ale w tym swoim zacietrzewieniu dawno przekroczyli już granicę dopuszczalnego subiektywizmu w ocenach, za którą jest już tylko dyskwalifikująca fachowe pismo niekompetencja.
Ale już według „L’Equipe” na najwyższą notę w Bayernie zasłużył Manuel Neuer (9), a znakomite oceny (8) dostali również Thiago Alcantara i Kingsley Coman. Na 7 zasłużył Joshua Kimmich, a pozostali piłkarze dostali niższe oceny – Robert Lewandowski i Leon Goretzka 6, a 5 przyznano Serge’owi Gnabry’emu, Thomasowi Muellerowi, Davidowi Alabie i Alphonso Daviesowi. W ekipie PSG najlepiej oceniony został Thiago Silva (7), a szóstki przyznano Keylorowi Navasowi, Juanowi Bernatowi i Joelowi Kimpembe. Brytyjski dziennik „Daily Mail, który dał „Lewemu” notę 7,5 (w skali 1-10, w której 10 jest najwyższą oceną). Taką samą ocenę dostał niespodziewanie Manuel Neuer, a także Joshua Kimmich i Alphonso Davies, zaś najlepiej oceniono strzelca zwycięskiego gola Kingsleya Comana. Surowiej Lewandowskiego ocenił „The Guardian”, przyznając mu notę „6”. Lepsze noty dostali Neuer i Coman (8), a „7” Kimmich, Davies i Thiago. Hiszpański dziennik „Marca” w ocenie graczy używa gwiazdek – najlepsza ocena to trzy gwiazdki, jej brak oznacza żenujący występ. Po finale Ligi Mistrzów „Marca” trzy gwizdki przyznała Neuereowi, Kimmichowi i Comanowi, a po dwie dostali Lewandowski, Goretzka, Thiago i Alaba. Wątpliwe by złośliwość redaktorów „France Football” była w stanie zepsuć Lewandowskiemu radość z osiągnięcia sportowego celu, do którego od lat dążył. Wygranie Ligi Mistrzów to dla każdego piłkarza najważniejszy laur w klubowej karierze. Jak bardzo pragnął go „Lewy” świadczy choćby radość, z jaką celebrował wraz z kolegami odebranie pucharu. „Dedykuję ten puchar mojej rodzinie – żonie, dzieciom oraz mojemu zmarłemu tacie, który na pewno patrzył na mnie z góry i życzył mi sukcesu. Zawsze marzyłem o wygraniu Ligi Mistrzów i wierzyłem, że w końcu osiągnę ten sukces” – mówił tuż po spotkaniu
Dla Paris Saint-Germain był to pierwszy w historii finał Ligi Mistrzów. Paryski zespół musiał jednak uznać wyższość Bayernu Monachium i na triumf w najbardziej prestiżowych klubowych rozgrywkach w Europie będzie jeszcze musiał poczekać. Porażka sprawiła, że po meczu na ulicach Paryża doszło do zamieszek i starć pomiędzy pseudokibicami PSG i policją. Porządek w centrum Paryża zabezpieczało 3000 funkcjonariuszy policji. Pomagała też żandarmeria wojskowa i strażacy. Fani mistrzów Francji oglądali mecz także w pobliżu stadionu Parc des Princes. Im bliżej było końca meczu, tym atmosfera robiła się coraz bardziej gorąca. Gdy skończyło sie spotkanie zirytowani porażką PSG fani zaczęli demolować miasto. Zamieszki trwały kilkadziesiąt minut. W ich trakcie podpalano samochody, wybijano witryny sklepowe i okradano je. Policja używała gazu łzawiącego.
Bayern Monachium po raz drugi w historii wygrał w jednym sezonie wszystko, co było do wygrania, czyli mistrzostwo Bundesligi, Puchar Niemiec i Ligę Mistrzów. A przed Lewandowskim i jego kolegami z drużyny otworzyła się szansa na zdobycie dwóch kolejnych trofeów, których im brakuje w dorobku – Superpucharu Europy (zagrają o niego z Sevillą, który wygrała Ligę Europy) oraz zwycięstwa w Klubowych Mistrzostwach Świata. Bayern może się teraz nazywać najlepszą drużyną w Europie, a sprawił to trener Hansi Flick, który przejął zespół 3 listopada 2019 roku. Od tego czasu bawarska jedenastka odniosła 33 zwycięstwa w 36 meczach i wspięła się na sam szczyt europejskiego futbolu.

Starcie zabójczych tercetów

Niedzielny finał Ligi Mistrzów zapowiadano jako wielkie starcie ofensywnych graczy Bayernu Monachium i Paris Saint-Germain, które miało też wyłonić najlepszego piłkarza tego sezonu. W niemieckim zespole mieli to być głównie Robert Lewandowski, Serge Gnabry i Thomas Mueller, a w paryskim Neymar, Kylian Mbappe i Angel di Maria.

Bayern stawał do walki po swój szósty triumf w tych elitarnych rozgrywkach, zaś PSG po pierwszy w historii. Ekipa mistrzów Niemiec do finału przeszła jak burza, zmiatając po drodze Chelsea Londyn, Barcelonę i Olympique Lyon, ale przed finałową potyczką futbolowi eksperci większe szanse na zwycięstwo dawali francuskiej drużynie. Owszem, doceniali niesamowite strzeleckie osiągnięcie Roberta Lewandowskiego, który w obecnej edycji Champions League w drodze na szczyt strzelił 15 goli, zauważyli też, że w cieniu polskiego napastnika wyrósł Bayernowi drugi znakomity snajper, Serge Gnabry, zdobywca dziewięciu bramek.
Z prostego rachunku wynikało, że obaj ci piłkarze razem zdobyli 24 bramki, czyli ponad połowę z 42 strzelonych przez Bayern w tej edycji Ligi Mistrzów. Ustanowili w ten sposób nowy rekord tych rozgrywek, bo wcześniej najskuteczniejszym duetem w historii byli Cristiano Ronaldo i Gareth Bale, którzy w sezonie 2013/2014 zdobyli dla Realu Madryt 23 gole (Ronaldo 17, Bale 6). Mimo to uważano, że Neymar i Mbappe w decydującym starciu okażą się lepsi. Podkreślano jednak, że duże znaczenie może też mieć postawa graczy wpierających te dwa snajperskie duety – w paryskim zespole tym trzecim jest Angel di Maria, zaś w Bayernie Thomas Mueller.
Jak było faktycznie? Wrócimy do sprawy w następnym numerze, bo mecz Bayernu z Paris Saint-Germain zakończył się po zamknięciu wydania.