Agent Lewego oskarżony w Belgii

Pini Zahavi, jeden z najbardziej znanych piłkarskich agentów na świecie, reprezentujący od trzech lat interesy między innymi Roberta Lewandowskiego, popadł w kłopoty z prawem. Izraelczyk został oskarżony przez belgijską prokuraturę federalną o fałszerstwo, oszustwo i pranie pieniędzy w belgijskim klubie Mouscron, którego właścicielem został sześć lat temu.

Zahavi kupił Mouscron w 2015 roku i odsprzedał go rok później firmie Latimer International Ltd z siedzibą na Malcie, której głównym udziałowcem jest jego siostrzeniec Adar Zahavi. Nowy właściciel klubu do zarządu Mouscron powołał Szwajcara Marca Rautenberga, także agenta piłkarskiego, ale pół roku później musiał go odwołać ze stanowiska z powodu skargi złożonej przez trzy inne belgijskie kluby – Leuven, Westerlo i Sint-Truinden, w której zwrócono uwagę, iż Rautenberg prowadzi też aktywną działalność na rynku piłkarskich transferów, zaś łączenie tych dwóch sfer działalności jest w futbolu zakazane.
Jak poinformowała belgijska prokuratura, w październiku 2018 roku doszło do przeszukań w biurze Mouscron, w domach członków zarządu klubu oraz w siedzibach dwóch związków sportowych. Według ustaleń belgijskiej prokuratury Zahavi miał kontrolować Mouscron nie tylko po jego odprzedaży firmie Latimer International Ltd, lecz także po kolejnej transakcji dokonanej w 2018 roku, kiedy to akcje tego belgijskiego klubu przejął jego bliski znajomy Pairoj Piempongsant. Wszystko to miało być tylko przykrywką dla nielegalnych działań Izraelczyka.
Zahavi konsekwentnie zaprzecza stawianym mu zarzutom i utrzymuje, że po sprzedaży Mouscron nie miał z klubem nic wspólnego. W opublikowanym oświadczeniu prawnicy Izraelczyka wyrazili oburzenie rozprzestrzenianiem informacji na temat śledztwa, co ich zdaniem uderza w domniemanie niewinności ich klienta oraz w tajemnicę śledztwa.
Zahavi to jeden z najbardziej znanych agentów piłkarskich. Reprezentuje obecnie interesy m.in. Roberta Lewandowskiego, a wcześniej pośredniczył w rekordowym transferze Neymara z Barcelony do Paris Saint-Germain, Carlosa Teveza i Javera Mascherano do West Hamu United, a jeszcze wcześniej, w 2003 roku, pomagał Romanowi Abramowiczowi w przejęciu Chelsea Londyn.

Przerwany mecz Brazylii z Argentyną

Zaplanowany w miniony czwartek mecz na szczycie w południowoamerykańskich eliminacjach MŚ 2022 pomiędzy Brazylią i Argentyną został przerwany z powodu interwencji brazylijskich służb sanitarno-epidemiologicznych, które nie chciały się zgodzić na udział w meczu czterech graczy Argentyny, których podejrzewano o złamanie obostrzeń związanych z pandemią koronawirusa.

W efekcie, piłkarze Argentyny musieli opuścić plac gry. Stało się to już po rozpoczęciu spotkania, ale awantura zaczęła si jeszcze przed meczem, gdy brazylijskie służby epidemiologiczne zażądały deportowania czterech zawodników kadry Argentyny na co dzień występujących w klubach angielskiej Premier League. Argentyńska federacja piłkarska postawiła jednak sprawę jasno oświadczając, że jeśli ta czwórka graczy nie zostanie dopuszczona do gry, to cały zespół odmówi wzięcia udziału w meczu. Działacze południowoamerykańskiej konfederacji piłki nożnej (CONMEBOL) namawiali Brazylijczyków na polubowne zakończenie tej sprawy i wydawało się, że taka sytuacja zaistniała. Ale gdy mecz się rozpoczął, na boisko weszła grupa pracowników brazylijskiej Narodowej Agencji Nadzoru Zdrowotnego (Anvisa) w towarzystwie funkcjonariuszy policji i mecz został przerwany. W negocjacje z urzędnikami wdali się nawet Leo Messi i Neymar, lecz nic to nie dało. Zgodnie z przepisami epidemicznymi obowiązującymi aktualnie w Brazylii wszystkie osoby, które w ciągu ostatnich 14 dni przebywały na terenie Wielkiej Brytanii, po przybyciu do Brazylii muszą się poddać 14-dniowej kwarantannie. Przepis ten w drużynie argentyńskiej dotyczył tylko Emiliano Martineza i Emiego Buendię (obaj grają w Aston Villi) oraz Giovanniego Lo Celso i Cristiana Romero z Tottenhamu Hotspur. Z tej czwórki tylko Buendia nie znalazł się w podstawowym składzie argentyńskiej reprezentacji. Według urzędników Anvisy, cała czwórka przy wjeździe do Brazylii zataiła w formularzach zgłoszeniowym fakt przebywania w ciągu ostatnich dwóch tygodni w Wielkiej Brytanii.
W efekcie zespół Argentyny zszedł z boiska, a spotkanie zostało przełożone na inny termin. Piłkarskie federacje obu krajów wyraziły ubolewanie z powodu przerwania tak ważnego spotkania. Prezydent FIFA Giannni Infantino zaś stwierdził: „Widzieliśmy, co stało się z meczem Brazylii i Argentyny, dwóch z najwspanialszych drużyn Ameryki Południowej. Niektórzy oficjele, policja, urzędnicy bezpieczeństwa weszli na boisko po kilku minutach gry, aby zabrać kilku piłkarzy. To szaleństwo, ale musimy poradzić sobie z tymi wyzwaniami, tymi problemami, które pojawiają się na szczycie kryzysu COVID”.
Reprezentacja Brazylii z kompletem 21 punktów jest liderem eliminacji w Ameryce Południowej, drugie miejsce zajmuje Argentyna (15 pkt), a kolejne Ekwador (13 pkt), Urugwaj (12 pkt) i Kolumbia (10 pkt).
Z tej strefy bezpośrednio do MŚ awansują cztery najlepsze drużyny kwalifikacji, a piąta zagra w barażu.

Argentyna i Messi wreszcie triumfują w Copa America

W rozegranym w niedzielę w nocy polskiego czasu meczu finałowym tegorocznej edycji mistrzostw Ameryki Południowej reprezentacja Argentyny pokonała na stadionie Maracana Brazylię 1:0 i po raz 15. w historii wywalczyła tytuł. Gola na wagę zwycięstwa strzelił Angel di Maria, ale bohaterem wieczoru był kapitan argentyńskiego zespołu Leo Messi.

Ekipa albicelestes zdobyła Copa America po raz pierwszy od 1993 roku, ale był to już jej piętnasty triumf w tej imprezie, dzięki czemu klasyfikacji wszech czasów Argentyna dogoniła dotychczasowego lidera, Urugwaj, który także ma na koncie 15 tytułów mistrza Ameryki Południowej. Zdobycie Copa America to bez wątpienia wielkie osiągnięcie selekcjonera kadry Argentyny Lionela Scaloniego, który przejął kadrę tymczasowo w 2018 roku po nieudanych dla albicelestes mistrzostwach świata w Rosji, ale pozostaje na tym stanowisku do tej pory i pewnie dalej pozostanie, skoro to pod jego wodzą argentyńska drużyna przełamała w końcu złą passę. W 2007 roku przegrała finał Copa America po porażce 0:3 z Brazylią, a w 2015 i 2016 roku uległa w finałowych starciach reprezentacji Chile. Po drodze był jeszcze przegrany finał mistrzostw świata z Niemcami w 2014 roku, a w każdej z tych porażek uczestniczył uważany za najwybitniejszego piłkarza ostatnich lat na świecie Leo Messi.
W tegorocznej edycji Copa America zespoły Argentyny i Brazylii dotarły do finału bez żadnych problemów, bo 10 zespołów w fazie grupowej podzielono na dwie grupy, a do ćwierćfinału przechodziły po cztery z obu grup. Canarinhos wygrali 3:0 z Wenezuelą, 4:0 z Peru, 2:1 z Kolumbią i na koniec, gdy mieli już awans w kieszeni, zremisowali z Ekwadorem 1:1. Albicelestes w swojej grupie zaczęli od remisu z Chile 1:1, a potem pokonali po 1:0 Urugwaj i Paragwaj, by na zakończenie zmagań grupowych rozbić Boliwię 4:1. Brazylijczycy i Argentyńczycy zakończyli fazę pucharową na pierwszych lokatach w swoich grupach. W ćwierćfinale canarinhos pokonali 1:0 z Chile, a albicelestes 3:0 Ekwador, zaś w półfinale Brazylia zwyciężyła Chile 1:0, natomiast Argentyna dopiero po rzutach karnych wyeliminowała Kolumbię (mecz zakończył się wynikiem 1:1, w karnych było 3:2).
Tak oto doszło do finałowego starcia dwóch największych piłkarskich potęg Ameryki Południowej. Aż trudno w to uwierzyć, ale było to dopiero czwarty taki przypadek w grubo ponad stuletniej historii turnieju. Obie drużyny przystępowały do finałowego starcia mając na koncie długie serie meczów bez porażki – Brazylijczycy byli niepokonani w 13 spotkaniach z rzędu, z których aż 10 wygrali, a Argentyńczycy nie przegrali 19 meczów. Po raz ostatni smaku porażki zaznali w lipcu 2019 roku przegrywając w półfinale Copa America właśnie z Brazylią.
Niedzielny finał był wielkim pojedynkiem dwóch wielkich liderów – Neymara i Messiego, którzy walczyli też o tytuł najlepszego zawodnika turnieju. Obaj od początku zmagań imponowali nie tylko wielką formą, ale też ambicją i zaangażowaniem w grę zespołu. Messi w drodze do finału strzelił cztery gole i zaliczył pięć asyst, dzięki czemu był liderem tzw. punktacji kanadyjskiej, natomiast Neymar miał na koncie dwie bramki i trzy asysty. Żeby przebić argentyńskiego gwiazdora i dawnego kolegę z szatni FC Barcelona, musiał dokonać w finale czegoś spektakularnego.
Obaj gwiazdorzy przede wszystkim walczyli jednak o pierwszy w karierze triumf w Copa America. W poprzedniej edycji wygranej przez canarinhos napastnik Paris Saint-Germain nie grał z powodu kontuzji, natomiast Messi w trzech wcześniejszych występach w Copa America (2007, 2015 i 2016) zaznał goryczy porażki. Tym razem miało być inaczej, bo trener Scaloni odmłodził kadrę i stworzył z niej dobrze funkcjonujący na boisku i poza nim zespół, więc także Messi uwierzył, że chociaż turniej Copa America z powodu pandemii w ostatniej chwili został przeniesiony do Brazylii, to mimo wszystko zwycięstwo w imprezie, pierwsze od 1993 roku, odniesie ekipa Argentyny.
„Leo Messi nie musi zdobyć trofeum z Argentyną, żeby potwierdzić, że jest najlepszym piłkarzem w historii, ale bardzo tego chce. Z Barceloną zdobył 35 trofeów, ma sześć Złotych Piłek, od kilkunastu lat zachwyca swoimi dryblingami, asystami i golami. To wręcz niesprawiedliwe, że z kadrą Argentyny nic jeszcze nie wygrał” – pisały przed meczem światowe media. Los tym razem był jednak dla futbolowego geniusza łaskawy, bo chociaż w finale bramki nie zdobył i nie zaliczył choćby asysty, to po golu Angela di Marii Argentyna zwyciężyła na legendarnej Maracanie 1:0 i on, jako kapitan drużyny, jako pierwszy wziął do ręki puchar. Odebrał też nagrodę dla najlepszego piłkarza turnieju, co z pewnością pozwoli mu wrócić do gry w plebiscytach „Złotej Piłki” i „Piłkarza Roku FIFA”.

Copa America: Finałowe starcie futbolowych potęg na Maracanie

Mistrzostwa Ameryki Południowej, podobnie jak mistrzostwa Europy, weszły w decydującą fazę. W najbliższą sobotę o 3. miejsce w turnieju zagrają zespoły Kolumbii i Peru, a w niedzielę na legendarnym stadionie Maracana o tytuł powalczą drużyny Brazylii i Argentyny. Będzie to także wielki pojedynek dwóch futbolowych asów – Neymara i Leo Messiego.

Pierwotnie gospodarzami Copa America 2021 miały być Argentyna i Kolumbia, ale oba kraje z powodu gwałtownego wzrostu zakażeń koronawirusem w ostatniej chwili zrezygnowały z organizacji turnieju. Podjęła się tego zadania również zmagająca się z nową falą pandemii Brazylia i mimo licznych sprzeciwów i protestów, także ze strony piłkarzy, impreza doszła do skutku. Dziesięć zespołów podzielono na dwie grupy, z których do fazy pucharowej awansowały po cztery zespoły z każdej. Po zmaganiach grupowych z turniejem pożegnały się Boliwia i Wenezuela, a pozostałe osiem zespołów przystąpiło do meczów ćwierćfinałowych, w których Argentyna pokonała Ekwador 3:0, Urugwaj przegrał z Kolumbią 0:4, Brazylia wygrała z Chile 1:0, a Peru zremisowało z Paragwajem 3:3 i o awansie do kolejnej rundy musiały rozstrzygnąć karne. Wygrali je Peruwiańczycy 4:3 i to oni w półfinale zmierzyli się z gospodarzami imprezy Brazylijczykami.
Canarinhos w fazie pucharowej nie błyszczeli. W spotkaniu z Chile jedyną bramkę zdobył Lucas Paqueta, na co dzień zawodnik Olympique Lyon. W półfinałowej potyczce on też ponownie został bohaterem brazylijskiej ekipy, a asystę przy jego trafieniu zaliczył Neymar. Brazylijski gwiazdor toczył korespondencyjny pojedynek z liderem ekipy Argentyny Leo Messim, który w drodze do finału strzelił trzy gole oraz wykorzystał „jedenastkę” w półfinałowym konkursie rzutów karnych, wygranym przez Argentyńczyków 3-1, a który przesądził o ich zwycięstwie nad Kolumbią i awansie do finału. W tegorocznej edycji Copa America nie było dogrywek i jeśli mecz zakończył się remisem, o zwycięstwie od razu przesądzały karne.
Messi, który rozgrywał 150. mecz w reprezentacji, musiał sporo wycierpieć, bo Kolumbijczycy nie traktowali go z należytym szacunkiem i atakowali brutalnie gdy tylko dostawał piłkę.
W finale, który odbędzie się 11 lipca, Argentyńczycy spotkają się na Maracanie z Brazylią. Dzień wcześniej w meczu o trzecie miejsce Kolumbia zagra z Peru. W finałowym spotkaniu rozstrzygnie się też rywalizacja o tytuł najlepszego gracza turnieju.
Messi po sześciu meczach prowadzi w klasyfikacji kanadyjskiej z dziewięcioma punktami (cztery gole i pięć asyst), Neymar ma o cztery punkty mniej (dwa gole i trzy asysty), ale finał odbędzie się na Maracanie, a zwykle najważniejsze splendory zgarniają zwycięzcy. Dla tych obu znakomitych piłkarzy niedzielny mecz będzie więc walką o to, który zostanie aktualnie „królem futbolu” w Ameryce Południowej.

Copa America 2021: Pojedynek Messiego z Neymarem

Lionel Messi w czwartek 1 lipca obudził się rano jako wolny zawodnik, bo o północy wygasł jego kontrakt z FC Barcelona. Prezydent katalońskiego klubu Joan Laporta zapewnia jednak fanów tej drużyny, że nie ma powodów do obaw, bo negocjacje z argentyńskim gwiazdorem są na ukończeniu i do uzgodnienia pozostały jedynie szczegóły.

Nie zmienia to jednak faktu, że w tej chwili argentyński gwiazdor jest wolnym zawodnikiem i może podpisać umowę z dowolnym klubem. Kibice „Dumy Katalonii” wciąż wierzą, że Messi nie opuści zespołu, z którym był związany przez 21 lat i z którym zdobył mnóstwo trofeów – m.in. czterokrotne wygrał Ligę Mistrzów i dziesięciokrotnie wywalczył mistrzostwo Hiszpanii. W sumie w barwach FC Barcelona sześciokrotny zdobywca „Złotej Piłki” rozegrał 778 oficjalnych spotkań, strzelając 672 gole i notując 305 asyst.
Aktualnie Messi przebywa w Brazylii, gdzie z reprezentacją Argentyny walczy w Copa America. I tam śrubuje swoje rekordy w drużynie narodowej, przy okazji rywalizując o tytuł najlepszego gracza turnieju z Brazylijczykiem Neymarem. W tegorocznych mistrzostwach Ameryki Południowej prym wiodą ekipy Argentyny i Brazylii, które wygrały rywalizację w grupach (stawkę 10 zespołów podzielono na dwie grupy po pięć). Brazyla wygrała 3:0 z Wenezuelą, 4:0 z Peru, 2-1 z Kolumbią i mając już awans do play off w kieszeni, na koniec zmagań grupowych zremisowała 1:1 z Ekwadorem. Argentyna zaczęła turniej niemrawo, od remisu 1:1 z Chile, potem po 1:0 pokonała Urugwaj i Paragwaj, by na koniec 4:1 Boliwię. Albicelestes przed ostatnim meczem także mieli już awans w kieszeni i Messi na dobrą sprawę mógłby darować sobie występ i solidnie odpocząć przed fazą play off. Gwiazdor jednak pojawił się na boisku i dał show, jakiego dawno w reprezentacji Argentyny nie widziano. Strzelił dwa gole, dzięki czemu z trzema w sumie trafieniami wyszedł na prowadzenie w klasyfikacji strzelców, wyprzedzając m.in. Neymara, a ponadto zaliczył 148. występ w barwach Argentyny (strzelił dwa gole i powiększył swój łączny dorobek do 75 bramek) i został pod tym względem samodzielnym liderem w klasyfikacji wszech czasów. Drugi w zestawieniu Javier Mascherano ma na koncie 147 meczów w reprezentacji Argentyny.
Tak na marginesie, w dokonaniach w drużynie narodowej Messi sporo ustępuje swojemu największemu konkurentowi, Cristiano Ronaldo. Portugalczyk wraz z reprezentacją swojego kraju odpadł w turnieju Euro 2020/21 już w 1/8 finału, ale zdążył rozegrać cztery spotkania i strzelić pięć goli, dzięki temu jego aktualny dorobek w narodowych barwach to 179 występów i 109 goli. Nawet Messiemu będzie trudno osiągnąć takie liczby.
Z Copa America po pierwszej fazie turnieju odpadły tylko Wenezuela i Boliwia, pozostałe osiem drużyn już od 2 lipca grać będzie w fazie play off. W 1/4 finału Peru zagra z Paragwajem, Brazylia z Chile, Urugwaj z Kolumbią, a Argentyna z Ekwadorem. Finał zaplanowano na 11 lipca. Mistrzowskiego tytułu bronią Brazylijczycy, którzy dwa lata temu w finale pokonali Peru 3:1.

Manchester City zgasił gwiazdorów Paris Saint-Germain

Manchester City jest zdecydowanie w najlepszej sytuacji przed rewanżowymi meczami 1/2 finału Ligi Mistrzów. W Paryżu „The Citizens” ograli finalistę poprzedniej edycji Paris Saint-Germain 2:1 i są o krok od wywalczenia awansu. Nieźle też wyglądają szanse Chelsea Londyn po wyjazdowym remisie 1:1 z Realem Madryt. Angielski finał wydaje się jak najbardziej realny.

W półfinale obecnej edycji Champions League nie ma futbolowych biedaków. Real Madryt mimo strat poniesionych podczas pandemii jest niezmiennie zaliczany do wąskiego grona najbogatszych klubów sportowych na świecie bez podziału na sportowe dyscypliny. Za Paris Saint-Germain od 2011 roku stoi kapitał katarskiego konsorcjum finansowego Qatar Sports Investments, na czele którego stoi były tenisista i reprezentant kraju w Pucharze Davisa Nasser bin Ghanim Al-Khelafi. Z kolei od 1 września 2008 roku właścicielem Manchesteru City jest spółka ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich – Abu Dhabi United Group należąca do Szejk Mansour bin Zayed Al Nahyana, która wchodzi w skład City Football Group, holdingu zajmującego się prowadzeniem klubów piłkarskich. Obecni właściciele kupili „The Citizens” za około 200 milionów funtów, a od kiedy nim rządzą zespół z Eihad Stadium zdobył czterokrotnie mistrzostwo Anglii (2012, 2014, 2018, 2019) i za chwilę dokona tego pora piąty (a siódmy w historii klubu), dwukrotnie Puchar Anglii (2011, 2019), trzykrotnie Tarczę Wspólnoty (2012, 2018, 2019) raz sześciokrotnie Puchar Ligi Angielskiej (2014, 2016, 2018, 2019, 2020, 2021). W kolekcji trofeów „Obywateli” wciąż jednak nie ma tego najcenniejszego pucharu – za wygranie rozgrywek Ligi Mistrzów. Z takim samym niedoborem boryka się też Paris Saint-Germain, lecz już wiadomo, że w tym sezonie któryś z tych dwóch zespołów nie zaspokoi ambicji swoich właścicieli. Po środowym meczu na Parc des Princes w Paryżu, wygranym przez Manchester City 2:1, wszystkie znaki na ziemi i niebie zwiastują, że awans do finału świętować będą szejkowie z Abu Dhabi.
Drużyna trenera Pepa Guardioli do przerwy przegrywała z Paris Saint-Germain 0:1 i był to najniższy wymiar kary, jaki mógł ją spotkać ze strony Kyliana Mbappe, Neymara i spółki. Ale po zmianie stron role nieoczekiwanie się odwróciły i na boisku zaczęła dominować ekipa „The Citizens”, w której pierwsze skrzypce grał Belg Kevin de Bruyne, wspierany mocno przez Niemca Ilkaya Gundogana, a w ataku przez wschodzącą gwiazdę angielskiego futbolu Phila Fodena. Presji nie wytrzymał bramkarz Keylor Navas, który wcześniej wielokrotnie ratował swój zespół, ale w środę popełnił koszmarny błąd przepuszczając lekkie dośrodkowanie de Bruyne, po którym piłka wpadła do bramki paryżan. A chwile później było już 2:1, gdy ustawieni w murze gracze PSG przepuścili strzał Riyada Mahreza, a od 77. minuty po czerwonej kartce dla Idrissa Gueye za brutalny wślizg stało się jasne, że paryżanie już nie odrobią straty w tym spotkaniu. Zawiódł kompletnie Kylian Mbabbe. Z meczowych statystyk wynika, że francuski gwiazdor nie oddał ani jednego strzału na bramkę rywali, co zdarzyło mu się po raz pierwszy w Lidze Mistrzów. Niewiele więcej wniósł do gry Neymar, a warto przypomnieć, że to najdrożsi aktualnie piłkarze na świecie. Obaj kosztowali katarskich właścicieli PSG blisko pół miliarda euro. Mbappe w ćwierćfinale przyczynił się do wyeliminowania Bayernu Monachium, strzelając w wygranym na Allianz Arenie 3:2 pierwszym meczu dwa gole. Ale już w przegranym u siebie 0:1 rewanżu z obrońcami tytułu bramkowego dorobku nie powiększył, a po spotkaniu z Manchesterem City wciąż ma na liczniku osiem trafień w tej edycji Ligi Mistrzów i raczej już znikome szanse na wyprzedzenie lidera klasyfikacji strzelców Norwega Erlinga Haalanda (ma na koncie 10 goli). Jeszcze mniejsze szanse na to ma Neymar, który z sześcioma bramkami jest trzeci w zestawieniu, na spółkę z Olivierem Giroud z Chelsea Londyn i Karimem Benzemą z Realu Madryt. W ekipie Manchesteru City najlepsi strzelcy to de Bruyne, Foden, Torres i Gundogan, ale oni maja po trzy trafienia na koncie, a Mahrez, Gabriel Jesus i Sergio Aguero po dwa. Ale to oznacza, że Pep Guardiola ma w swojej drużynie liczną grupę graczy potrafiących strzelać gole, co w tej chwili wydaje się opcją zdecydowanie bardziej opłacalną niż opieranie gry zespołu na sile gwiazd. Przekonała się o tym w tym sezonie FC Barcelona z Leo Messim, Juventus z Cristiano Ronaldo, Bayern bez kontuzjowanego Roberta Lewandowskiego, a teraz doświadcza tego Paris Saint-Germain.

Wielkie kuszenie Kyliana Mbappe

Katarscy właściciele Paris Saint-Germain zamierzają pokrzyżować szyki klubom, które kuszą Kyliana Mbappe. Wedle „L’Equipe” chcą złożyć 22-letniemu francuskiemu piłkarzowi lukratywną ofertę nowego kontraktu.

Według informacji podanych przez „L’Equipe” Mbappe w tej chwili zarabia w paryskim klubie brutto 25 mln euro rocznie. Dyrektor sportowy Paris Saint-Germain, Brazylijczyk Leonardo Nascimento de Araujo przygotowuje nowy projekt kontraktu, w którym francuskiemu gwiazdorowi zaproponuje zarobki na poziomie 30 mln euro rocznie netto. Taka potężna podwyżka może w dobie pandemii wykluczyć z gry o tego zawodnika nawet takie finansowe potęgi, jak Real Madryt czy FC Liverpool. Gdyby Mbappe przystał na tę ofertę, zostałby najlepiej opłacanym graczem w w Paris Saint-Germain i co za tym idzie, w całej francuskiej ekstraklasie. W tej chwili numerem 1 pod względem zarobków jest jego kolega z drużyny, Brazylijczyk Neymar, który otrzymuje rocznie 36 mln euro, ale brutto.
Aktualny kontrakt Kyliana Mbappe z PSG wygasa z końcem czerwca 2022 roku. Z paryskim klubem związany jest od 2018 roku. Trafił do niego z AS Monaco za 180 mln euro.

48 godzin sport

Odszedł Gerard Houllier
W poniedziałek nad ranem w wieku 73 lat zmarł Gerard Houllier, znany francuski trener piłkarski. W 1986 roku zdobył mistrzostwo Francji z Paris Saint-Germain, potem był asystentem Michela Platiniego w reprezentacji Francji, a w latach 1992-1994 samodzielnie prowadził ekipę trójkolorowych. Odszedł po tym, jak jego zespół nie wywalczył awansu do mistrzostw świata w 1994 roku. W 1998 został trenerem zespołu Liverpoolu, który pod jego wodzą zdobył Puchar UEFA, Superpuchar Europy, Puchar Anglii, Puchar Ligi (dwukrotnie) i Tarczę Dobroczynności. Warto przypomnieć, że to Houllier w 2001 roku ściągnął do ekipy „The Reds” Jerzego Dudka. Po odejściu z Liverpoolu wrócił do Francji podejmując pracę w Olympique Lyon, z którym dwukrotnie zdobył mistrzostwo kraju i raz Puchar Francji. Ostatnim klubem w jego karierze była drużyna Aston Villi, z której w 2011 musiał odejść z powodów zdrowotnych.

Kolejna kontuzja Neymara
Drużyna Paris Saint Germain przegrała hitowy mecz Ligue 1 z Olympique Lyon 0:1 i straciła pozycję lidera, a także Neymara, który po brutalnym faulu popełnionym już w doliczonym czasie przez jego rodaka, Thiago Mendesa, został zniesiony z boiska na noszach. Sprawca urazu gwiazdora PSG został ukarany czerwoną kartką, a po meczu przeprosił za Neymara także w mediach społecznościowych. Paryski klubu poinformował, że prześwietlenie nie wykazało na szczęście złamań, tylko zwichnięcie i jest duża szansa, że brazylijski napastnik wróci do gry już w najbliższy weekend na mecz z OSC Lile.

Maryna na gigancie
Maryna Gąsienica-Daniel zajęła 11. miejsce w slalomie gigancie Pucharu Świata w narciarstwie alpejskim w Courchevel. To jeden z najlepszych występów w karierze Polki w PŚ. Zawody pierwotnie miały się odbyć w niedzielę, ale z powodu obfitych opadów śniegu zostały przełożone na poniedziałek. Wygrała po raz pierwszy w tym sezonie Amerykanka Mikaela Shiffrin. Dwa kolejne miejsca na podium zajęły Włoszka Federica Brignone i Francuzka Tessa Worley. Konkurencji nie ukończyła liderka klasyfikacji generalnej PŚ Słowaczka Petra Vlhova.

Włoska nagroda dla Lewego
Włoska gazeta „Tuttosport” co roku wręcza nagrodę „Golden Boy” dla najlepszego piłkarza do lat 21, grającego w Europie. Podczas tegorocznej gali w Turynie po raz pierwszy wręczono również nagrodę specjalną – „Golden Player” dla najlepszego piłkarza roku bez podziału na kategorię wiekową. Trofeum w formie złotej piłki trafiło do Roberta Lewandowskiego. Włosi nawiązali w ten sposób do nagrody „Złotej Piłki”, której w tym roku redakcja „France Football” nie przyznała tłumacząc się, że ze względu na pandemię koronawirusa nie było możliwości sprawiedliwej oceny dokonań piłkarzy. Wyróżnienie „Golden Boy 2020” redakcja „Tuttosport” przyznała graczowi Borussii Dortmund Erlingowi Haalandowi.

Lewy czeka na FIFA the Best

FIFA ogłosiła nazwiska piłkarzy, którzy znaleźli się w finale plebiscytu FIFA The Best 2020. Najważniejsze w tym roku indywidualne wyróżnienie otrzyma Robert Lewandowski, Cristiano Ronaldo lub Lionel Messi. Ten wybór mocno rozzłościł brazylijskiego gwiazdora Paris Saint-Germain Neymara, który liczył na zajęcie miejsce w finałowej trójce.

Oprócz Lewandowskiego, Cristiano Ronaldo, Messiego i Neymara, wśród nominowanych do nagrody „FIFA The Best 2020” znaleźli się jeszcze Holender Virgil van Dijk, Hiszpan Thiago Alcantara, Belg Kevin De Bruyne, Senegalczyk Sadio Mane, Francuz Kylian Mbappe, Hiszpan Sergio Ramos i Egipcjanin Mohamed Salah. Zwycięzca plebiscytu zostanie ogłoszony w czwartek 17 grudnia. Swoją nieobecność w składzie finałowej trójki cierpko skomentował Neymar, zadając na swoim profilu w mediach społecznościowych FIFA pytanie: „Dlaczego?”. A potem wyraził pretensje już bardziej dosadnie sugerując, że może zostałby bardziej doceniony, gdyby zmienił dyscyplinę sportu.
Brazylijczyk awanturuje się nie bez powodu – Paris Saint-Germain to przecież finalista Ligi Mistrzów, a w tych rozgrywkach Juventus z Cristiano Ronaldo odpadł w 1/8 finału, a FC Barcelona Messiego w ćwierćfinale przegrała z Bayernem 2:8. Prezes PZPN Zbigniew Boniek, także w mediach społecznościowych, już de facto ogłosił zdobywcę tegorocznego plebiscytu FIFA The Best. „The winner is Robert Lewandowski. To chyba jasne…” – napisał na Twitterze. A skoro on tak się „wystawił”, to chyba musi coś wiedzieć. Głosowanie zakończono 9 grudnia. Jeśli Lewandowski wygra, będzie pierwszym polskim piłkarzem w historii wyróżnionym tytułem najlepszego piłkarza roku na świecie. Z fetowaniem sukcesu trzeba jednak poczekać do czwartku.
W miniony weekend „Lewy” znów jednak o sobie przypomniał, strzelając gola w ligowym meczu z Unionem Berlin. Dla niego był był to jubileuszowy dwusetny występ w barwach Bayernu, więc bardzo chciał go uświetnić golem. Dopiął celu w 67. minucie. Była to jego 175. bramka zdobyta w barwach bawarskiego klubu. Żadnemu z wielkich snajperów Bayernu nie udało się w 200 meczach strzelić tylu goli co „Lewemu” – nawet legendarny Gerd Mueller był pod tym względem od niego gorszy, bo zaliczył 154 trafienia. Gol wbity Unionowi w 11. kolejce był 13. trafieniem „Lewego” w obecnym sezonie Bundesligi.

Brazylijczycy biją równo

Równolegle z ostatnią kolejką Ligi Narodów w Europie, rozegrano też czwartą serię spotkań eliminacyjnych do mistrzostw świata w 2022 roku w Ameryce Południowej. Pozycję lidera utrzymała Brazylia.

Reprezentacja Brazyli jest jak na razie niepokonana i prowadzi po czterech kolejkach z kompletem 12 punktów. W czwartej kolejce canarinhos, znów bez kontuzjowanego Neymara, pokonali na wyjeździe Urugwaj 2:0, po golach Arthura w 33. i Richarlison w 45. minucie. Urugwajczycy kończyli mecz w osłabieniu, bo w 71. minucie czerwoną kartkę zobaczył ich gwiazdor Edinson Cavani. Dla ekipy „Urusów” była to dopiero druga porażka w ostatnich 32 meczach rozegranych na swoim narodowym stadionie w Montevideo. Obu doznali w starciach z Brazylijczykami. Wyjazdowe zwycięstwo zanotowała też zajmująca drugą lokatę w tabeli strefy CONMEBOL reprezentacja Argentyny, która w Limie wygrała z zespołem Peru także 2:0. Ale największym wydarzeniem czwartej kolejki było wysokie zwycięstwo drużyny Ekwadoru nad Kolumbią 6:1. Gospodarze po pierwszej połowie prowadzili już 4:0. Jak szybko odkryli futbolowi statystycy, Kolumbijczycy po raz ostatni stracili sześć goli w eliminacjach mistrzostw świata w 1977 roku. Trener zespołu Carlos Queiroz podczas konferencji prasowej całą odpowiedzialność za klęskę wziął na siebie.
Niewiele mniejszą niespodziankę sprawiła też ekipa Wenezueli, która po trzech przegranych meczach z rzędu, na dodatek bez jednego strzelonego gola, nieoczekiwanie pokonała Chile 2:1. Bramki dla zwycięzców zdobyli Luis Mago w 8. i Salomon Rondon w 81. minucie, a dla pokonanych Arturo Vidal w 15. minucie. Pierwszy punkt w tych eliminacjach wywalczyli w końcu Boliwijczycy, którzy zremisowali na wyjeździe z Paragwajem 2:1. Wciąż jednak są na ostatnim miejscu w tabeli. Dla przypomnienia: w eliminacjach w strefie CONMEBOL (Ameryka Południowa) bierze udział 10 reprezentacji, które rywalizują w systemie ligowym. Awans na MŚ w 2022 roku w Katarze uzyskają cztery najlepsze drużyny, a piąta zagra w barażu interkontynentalnym.