Lewandowski wreszcie spełnił marzenie

W niedzielny wieczór 23 sierpnia Robert Lewandowski jako piąty polski piłkarz w historii podniósł w górę puchar za zwycięstwo w Lidze Mistrzów (wcześniej Puchar Europy). Przed nim zdobywcami tego trofeum byli Zbigniew Boniek (Juventus Turyn), Józef Młynarczyk (FC Porto), Jerzy Dudek (FC Liverpool) i Tomasz Kuszczak (Manchester United).

Dla nikogo chyba nie ulega wątpliwości, że Bayern Monachium wygrał Ligę Mistrzów zasłużenie. Bawarska jedenastka była niepokonana w tych rozgrywkach i zwyciężyła we wszystkich 11 rozegranych spotkaniach. Robert Lewandowski wystąpił w 10 spotkaniach (zabrakło go tylko w ostatnim grupowym meczu, z Tottenhamem), a w dziewięciu strzelił gole – w sumie aż 15. To drugi wynik w historii Champions League, więcej razy w jednym sezonie trafił tylko Cristiano Ronaldo w rozgrywkach 2013/2014, w których zdobył 17 bramek. Ale Portugalczyk dokonał tego wyczynu w normalnym sezonie z 13 meczami. „Lewy” wyrównał jednak niezwykłe osiągnięcie innego z futbolowych gigantów – Johana Cruyffa z sezonu 1971/1972 i tak samo jak legendarny Holender skompletował trzy strzeleckie korony: króla strzelców w lidze i krajowym pucharze oraz w najważniejszym z europejskich pucharów. Potrójną koronę króla strzelców zdobył jeszcze grający w barwach FC Porto Brazylijczyk Mario Jardel w sezonie 1999/2000, ale on nie wygrał Ligi Mistrzów, bo portugalski zespół odpadł wówczas w ćwierćfinale. W zakończonym w minioną niedzielę sezonie Lewandowski zagrał w 47 meczach Bayernu, licząc wszystkie klubowe rozgrywki, w których strzelił w sumie 55 goli i zaliczył 10 asyst. Pod tym względem na naszym kontynencie nie miał sobie równych. Do zdobycia króla strzelców Bundesligi potrzebował 34 trafienia, w Pucharze Niemiec sześć, a w Lidze Mistrzów 15.
Wypada jedynie żałować, że nie zdobył bramki w finałowej potyczce z Paris Saint-Germain, bo byłoby to wspaniałym ukoronowaniem jego najlepszego jak dotąd sezonu w karierze. „Lewy” rozegrał znakomite zawody, jak zwykle należał do najlepszych graczy w swoim zespole i zagrał lepiej od dwóch wielkich gwiazd paryskiego zespołu, Neymara i Kyliana Mbappe. Przez całe spotkanie mocno pracował też w defensywie, ale jak na napastnika przystało przede wszystkim dążył do strzelenia gola. Miał dwie doskonałe ku temu okazje, ale przy pierwszej trafił w słupek, a w drugiej jego strzał głową jakimś cudem odbił bramkarz PSG Keylor Navas. Naszemu napastnikowi po prostu tego dnia nie dopisało snajperskie szczęście, co zresztą zostało zauważone, więc w zdecydowanej większości pomeczowych recenzji występ „Lewego” został wysoko oceniony. Niemiecki „Kicker” przyznał mu notę „1,5”, czyli bliską ideału (ta redakcja przyznaje noty w skali 6-1, gdzie 1 odznacza klasę światową, a 6 występ poniżej krytyki). Tylko „France Football” nie docenił polskiego piłkarza i swoich relacjach oraz komentarzach skrupulatnie pomijał jego nazwisko, a noty przyznał niemal tak takie same, jak Neymarowi i Mbappe, chociaż w ocenie innych światowych mediów obaj gwiazdorzy PSG totalnie zawiedli oczekiwania. Najwyraźniej redaktorzy „France Football” prowadzą jakąś osobistą wojenkę z Lewandowskim, ale w tym swoim zacietrzewieniu dawno przekroczyli już granicę dopuszczalnego subiektywizmu w ocenach, za którą jest już tylko dyskwalifikująca fachowe pismo niekompetencja.
Ale już według „L’Equipe” na najwyższą notę w Bayernie zasłużył Manuel Neuer (9), a znakomite oceny (8) dostali również Thiago Alcantara i Kingsley Coman. Na 7 zasłużył Joshua Kimmich, a pozostali piłkarze dostali niższe oceny – Robert Lewandowski i Leon Goretzka 6, a 5 przyznano Serge’owi Gnabry’emu, Thomasowi Muellerowi, Davidowi Alabie i Alphonso Daviesowi. W ekipie PSG najlepiej oceniony został Thiago Silva (7), a szóstki przyznano Keylorowi Navasowi, Juanowi Bernatowi i Joelowi Kimpembe. Brytyjski dziennik „Daily Mail, który dał „Lewemu” notę 7,5 (w skali 1-10, w której 10 jest najwyższą oceną). Taką samą ocenę dostał niespodziewanie Manuel Neuer, a także Joshua Kimmich i Alphonso Davies, zaś najlepiej oceniono strzelca zwycięskiego gola Kingsleya Comana. Surowiej Lewandowskiego ocenił „The Guardian”, przyznając mu notę „6”. Lepsze noty dostali Neuer i Coman (8), a „7” Kimmich, Davies i Thiago. Hiszpański dziennik „Marca” w ocenie graczy używa gwiazdek – najlepsza ocena to trzy gwiazdki, jej brak oznacza żenujący występ. Po finale Ligi Mistrzów „Marca” trzy gwizdki przyznała Neuereowi, Kimmichowi i Comanowi, a po dwie dostali Lewandowski, Goretzka, Thiago i Alaba. Wątpliwe by złośliwość redaktorów „France Football” była w stanie zepsuć Lewandowskiemu radość z osiągnięcia sportowego celu, do którego od lat dążył. Wygranie Ligi Mistrzów to dla każdego piłkarza najważniejszy laur w klubowej karierze. Jak bardzo pragnął go „Lewy” świadczy choćby radość, z jaką celebrował wraz z kolegami odebranie pucharu. „Dedykuję ten puchar mojej rodzinie – żonie, dzieciom oraz mojemu zmarłemu tacie, który na pewno patrzył na mnie z góry i życzył mi sukcesu. Zawsze marzyłem o wygraniu Ligi Mistrzów i wierzyłem, że w końcu osiągnę ten sukces” – mówił tuż po spotkaniu
Dla Paris Saint-Germain był to pierwszy w historii finał Ligi Mistrzów. Paryski zespół musiał jednak uznać wyższość Bayernu Monachium i na triumf w najbardziej prestiżowych klubowych rozgrywkach w Europie będzie jeszcze musiał poczekać. Porażka sprawiła, że po meczu na ulicach Paryża doszło do zamieszek i starć pomiędzy pseudokibicami PSG i policją. Porządek w centrum Paryża zabezpieczało 3000 funkcjonariuszy policji. Pomagała też żandarmeria wojskowa i strażacy. Fani mistrzów Francji oglądali mecz także w pobliżu stadionu Parc des Princes. Im bliżej było końca meczu, tym atmosfera robiła się coraz bardziej gorąca. Gdy skończyło sie spotkanie zirytowani porażką PSG fani zaczęli demolować miasto. Zamieszki trwały kilkadziesiąt minut. W ich trakcie podpalano samochody, wybijano witryny sklepowe i okradano je. Policja używała gazu łzawiącego.
Bayern Monachium po raz drugi w historii wygrał w jednym sezonie wszystko, co było do wygrania, czyli mistrzostwo Bundesligi, Puchar Niemiec i Ligę Mistrzów. A przed Lewandowskim i jego kolegami z drużyny otworzyła się szansa na zdobycie dwóch kolejnych trofeów, których im brakuje w dorobku – Superpucharu Europy (zagrają o niego z Sevillą, który wygrała Ligę Europy) oraz zwycięstwa w Klubowych Mistrzostwach Świata. Bayern może się teraz nazywać najlepszą drużyną w Europie, a sprawił to trener Hansi Flick, który przejął zespół 3 listopada 2019 roku. Od tego czasu bawarska jedenastka odniosła 33 zwycięstwa w 36 meczach i wspięła się na sam szczyt europejskiego futbolu.

Starcie zabójczych tercetów

Niedzielny finał Ligi Mistrzów zapowiadano jako wielkie starcie ofensywnych graczy Bayernu Monachium i Paris Saint-Germain, które miało też wyłonić najlepszego piłkarza tego sezonu. W niemieckim zespole mieli to być głównie Robert Lewandowski, Serge Gnabry i Thomas Mueller, a w paryskim Neymar, Kylian Mbappe i Angel di Maria.

Bayern stawał do walki po swój szósty triumf w tych elitarnych rozgrywkach, zaś PSG po pierwszy w historii. Ekipa mistrzów Niemiec do finału przeszła jak burza, zmiatając po drodze Chelsea Londyn, Barcelonę i Olympique Lyon, ale przed finałową potyczką futbolowi eksperci większe szanse na zwycięstwo dawali francuskiej drużynie. Owszem, doceniali niesamowite strzeleckie osiągnięcie Roberta Lewandowskiego, który w obecnej edycji Champions League w drodze na szczyt strzelił 15 goli, zauważyli też, że w cieniu polskiego napastnika wyrósł Bayernowi drugi znakomity snajper, Serge Gnabry, zdobywca dziewięciu bramek.
Z prostego rachunku wynikało, że obaj ci piłkarze razem zdobyli 24 bramki, czyli ponad połowę z 42 strzelonych przez Bayern w tej edycji Ligi Mistrzów. Ustanowili w ten sposób nowy rekord tych rozgrywek, bo wcześniej najskuteczniejszym duetem w historii byli Cristiano Ronaldo i Gareth Bale, którzy w sezonie 2013/2014 zdobyli dla Realu Madryt 23 gole (Ronaldo 17, Bale 6). Mimo to uważano, że Neymar i Mbappe w decydującym starciu okażą się lepsi. Podkreślano jednak, że duże znaczenie może też mieć postawa graczy wpierających te dwa snajperskie duety – w paryskim zespole tym trzecim jest Angel di Maria, zaś w Bayernie Thomas Mueller.
Jak było faktycznie? Wrócimy do sprawy w następnym numerze, bo mecz Bayernu z Paris Saint-Germain zakończył się po zamknięciu wydania.

Bayern i PSG w wielkim finale

Nie było sensacji w półfinałowych meczach rozgrywanego w Lizbonie turnieju Champions League. Paris Saint Germain rozbił 3:0 RB Lipsk, a Bayern Monachium także 3:0 pokonał Olympique Lyon. W niedzielę dojdzie więc do trzeciego, decydującego starcia w niemiecko-francuskiej wojnie futbolowej, w jaką raczej dość nieoczekiwanie przerodziła się toczona w Lizbonie rywalizacja w tzw. Final Eight. Wynik potyczki Bayernu z PSG wykreuje też zapewne piłkarza sezonu 2019/2020 i piłkarza roku 2020. Ogromną szansę na zgarnięcie obu tych indywidualnych nagród ma Robert Lewandowski, który w spotkaniu z Lyonem zdobył swoją 15. bramkę w tym sezonie Ligi Mistrzów.

Szefowie redakcji „France Football” zapewne plują sobie teraz w brodę, że tak pochopnie zrezygnowali z przyznania w tym roku nagrody „Złotej Piłki”. Inna sprawa, że chyba nie za bardzo znają się na futbolu, skoro nie przewidzieli, że dwie francuskie drużyny dojdą do półfinału, a jedna z nich zagra w wielkim finale o zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Przyzwyczajeni od ponad dekady do nagradzania tylko Leo Messiego i Cristiano Ronaldo, nie chcieli przyznać nagrody nikomu innemu, a już zwłaszcza Polakowi, który wyrósł na największą gwiazdę niemieckiej Bundesligi. Trochę szkoda, ale mówi się trudno i żyje dalej. Z okazji skorzystała FIFA, która już zapowiedziała, że swoją doroczną nagrodę dla „Piłkarza Roku” ( FIFA World Player of the Year) jednak mimo pandemii koronawirusa przyzna i wręczy ją na planowanej na październik tego roku uroczystej gali. Nagroda FIFA jest nawet bardziej wiarygodna od „Złotej Piłki” „FF”, bo jej laureat wyłaniany jest głosami trenerów i kapitanów reprezentacji narodowych, natomiast redakcja francuskiego tygodnika organizuje plebiscyt jedynie wśród dziennikarzy.
Zostali tylko Neymar i Mbappe
Tak czy owak Robert Lewandowski, który w tym sezonie jest w życiowej formie i swoimi boiskowymi wyczynami z pewnością zasłużył na takie wyróżnienie. Tym bardziej, że w 1/8 finału Ligi Mistrzów wraz z Juventusem z wyścigu o tytuł „Piłkarza Roku” odpadł Cristiano Ronaldo, a w ćwierćfinale po klęsce 2:8 z Bayernem także Leo Messi. Oprócz nich szanse stracili też typowani przez media do tej nagrody snajper Realu Madryt Karim Benzema oraz as Manchesteru City Kevin De Bruyne. Z piłkarzy czterech zespołów, które dotarły do półfinału (Bayernu, RB Lipsk, Olympique Lyon i Paris Saint-Germain), zagrozić „Lewemu” w zdobyciu tego trofeum realnie mógłby tylko któryś z jego kolegów z Bayernu, choćby Serge Gnabry lub Thomas Mueller, albo jeden z dwójki asów Paris Saint-Germain, najdroższych aktualnie piłkarzy na świecie – Neymar lub też Kylian Mbappe.
Jak podał niemiecki „Bild”, światowa federacja piłkarska poda nominacje do nagrody „FIFA World Pleyer of the Year” jeszcze w sierpniu. Lewandowski rzecz jasna nie może być pewny zwycięstwa w tym plebiscycie, ale z całą pewnością znajdzie się wśród nominowanych. W kończącym się sezonie zagrał dotąd w 46 spotkaniach licząc wszystkie klubowe rozgrywki, w których strzelił 55 goli i zaliczył 10 asyst, został też królem strzelców Bundesligi (34 trafienia), Pucharu Niemiec (sześć goli) i już na prawie sto procent także w Lidze Mistrzów. W meczu z Lyonem „Lewy” zdobył 15 bramkę w obecnej edycji Champions League, a z graczy, którzy pozostają jeszcze w grze, najbliżej niego w klasyfikacji strzelców jest Serge Gnabry, ale ma jednak na koncie tylko 9 goli i raczej na pewno nie zdoła odrobić tej straty w finałowym meczu z Paris Saint-Germain.
Paryżanie rzucili rękawicę
Prowadzony przez niemieckiego trenera Thomasa Tuchela zespół Paris Saint-Germain w lizbońskim turnieju rozkręca się z meczu na mecz. Jeszcze w ćwierćfinałowym spotkaniu z Atalantą Bergamo, wygranym z trudem 2:1, widać było w jego grze sporo mankamentów, zrozumiałych zważywszy na fakt, że paryżanie od marca nie grali w piłkę, bo liga francuska nie wznowiła przerwanych przez pandemię rozgrywek. Ale już w półfinałowej potyczce z solidnym przecież zespołem RB Lipsk Neymar, Mpappe i spółka śmigali już po boisku z ogromną werwą, co rusz zaskakując rywali nieszablonowymi zagraniami, ale też rzadką u nich wcześniej widywaną uporczywością w walce o piłkę. Można w ciemno założyć, że akurat w niedzielnym finale z Bayernem paryżanie osiągną apogeum formy, co kibiców powinno tylko cieszyć, bo niewykluczone, że obejrzą przed telewizorami być może epokowe piłkarskie widowisko.
Spotkanie z RB Lipsk ekipa PSG wygrała 3:0 i przy okazji ustanowiła nowy rekord, bo strzelała w każdym z ostatnich 34 przynajmniej jednego gola. Wcześniej rekordzistą z 33. takimi meczami z rzędu był Real Madryt. Tak na marginesie – Bayern także poprawił rekord ustanowiony kiedyś przez drużynę „Królewskich” – w liczbie goli strzelonych w jednej edycji LM. W obecnych rozgrywkach bawarska jedenastka zdobyła już 42 bramki w 10 meczach, co daje nieprawdopodobną średnią 4,2 gola na jedno spotkanie.
Pilnowanie Lewego straciło sens
To rzecz jasna nie czyni zespołu Bayernu faworytem, ale trenerowi Tuchelowi z pewnością powinno dać do myślenia. Nie ulega bowiem kwestii, że bawarska drużyna pod wodzą Hansiego Flicka przestała być uzależniona od skuteczności Lewandowskiego. To paradoks, bo polski piłkarz przecież w tym sezonie strzela jak natchniony i ma już 55 goli, z czego tylko w Lidze Mistrzów 15, ale może właśnie dlatego jest taki skuteczny, że do siatki rywali zaczęli też trafiać jego koledzy. Pokazują to ostatnie mecz w Champions League – z Chelsea Londyn (4:1) „Lewy” trafił dwa razy, z Barceloną (8:2) zdobył jednak tylko jedną bramkę, podobnie jak w spotkaniu z Olympique Lyon (3:0). Z 15 goli tylko cztery były dziełem kapitana reprezentacji Polski. Tylko tyle, bo rywale delegowali do przeszkadzania mu grze po kilku swoich zawodników, ale dzięki temu inni piłkarze Bayernu mieli więcej swobody.
Poza tym wypada podkreślić, że Lewandowski wszystkie swoje osobiste ambicje odłożył na bok i całkowicie podporządkował się nadrzędnemu celowi, jakim jest wygranie Ligi Mistrzów. To jednak per saldo mu się opłaci, bo będzie przemawiało na jego korzyść w oczach uczestników plebiscytu FIFA.
Kto zgarnie cała pulę?
Bayern Monachium czekał siedem lat, żeby ponownie zagrać w finale Ligi Mistrzów. Żadnemu z piłkarzy bawarskiego klubu na pewno nie zabraknie motywacji, ale po drugiej stronie boiska stanie do walki drużyna równie mocno zmotywowana, bo katarscy szejkowie już zbyt długo czekają na sukces w tych najważniejszych klubowych rozgrywkach w Europie. Poza względami sportowymi, które same z siebie i tak z pewnością mocno nakręcają piłkarzy i trenerów do walki, wszyscy maja też świadomość jak wielkie pieniądze są do wygrania w finale. Już za sam udział w tych prestiżowych rozgrywkach UEFA wypłaca klubom 15,25 miliona euro, a kolejne miliony piłkarze mogą „podnieść” z murawy w każdym z meczów grupowych, bo za zwycięstwo jest premia 2,7 miliona euro, a za remis 900 tysięcy euro. Awans i przejście każdej kolejnej rundy rozgrywek to kolejne bonusy – za awans do 1/8 finału 9,5 miliona euro, za ćwierćfinał 10,5 miliona, za półfinał 12 milionów, dla finalisty kolejne 15 milionów, a dla zwycięzcy 15 mln euro. O pełną pulę gra już jednak tylko Bayern, który wygrał wszystkie dotychczasowe mecze i jeśli w niedzielę Lewandowski i spółka zdobędą puchar, to bawarski klub zarobi w sumie aż 82,5 miliona euro.

48 godzin sport

Diamentowa Liga się sypie
Organizatorzy mityngu Diamentowej Ligi w Gateshead odwołali zaplanowane na 12 września zawody z powodu pandemii koronawirusa, przez którą znacznie opóźniły się prace przy modernizacji stadionu. W tej sytuacji brytyjska federacja lekkoatletyczna postanowiła zrezygnować z przeprowadzenia tam mityngu zaliczanego do Diamentowej Ligi. To kolejna impreza tego cyklu, która w tym roku się nie odbędzie. Wcześniej odwołano zawody w Londynie, Rabacie, Zurychu, Paryżu oraz Eugene. Zmagania w Diamentowej Lidze mają się rozpocząć 14 sierpnia mityngiem w Monako.

Glik wraca do Serie A
Kamil Glik odchodzi z AS Monaco i po czterech sezonach przerwy ponownie będzie występował we włoskiej ekstraklasie. Obrońca reprezentacji Polski w poniedziałek ma przejść testy medyczne w ekipie beniaminka Serie A Benevento. Włoski klub za transfer Glika ma zapłacić AS Monaco 3,5 mln euro, zaś polski piłkarz ma zarabiać 3 mln euro rocznie. Glik we Włoszech grał wcześniej w zespołach Barii, Palermo i Torino. W przerwanym przez pandemię minionym sezonie ligi francuskiej zagrał w barwach AS Monaco w 23 meczach i zdobył jedną bramkę.

Wirus dopadł J-League
Władze japońskiej ekstraklasy piłkarskiej (J-League) poinformowały w minioną niedzielę, że zaplanowany w poniedziałek mecz pomiędzy zespołami Nagoya Grampus a Sanfrecce Hiroshima nie odbędzie się z powodu pozytywnych wyników testów na koronawirusa. Okazało się, że dwóch piłkarzy zespołu Nagoya Grampus oraz jeden z członków sztabu szkoleniowego są zakażeni Covid-19. Liga japońska wznowiła rozgrywki na początku lipca, po czterech miesiącach przerwy spowodowanej wybuchem pandemii.

Zbojkotowały hymn USA
W miniona sobotę w ośrodku w Bradenton na Florydzie kobieca liga koszykówki WNBA rozpoczęła opóźniony z powodu pandemii o ponad dwa miesiące nowy sezon. Koszykarki zespołów New York Liberty i Seattle Storm w czasie odgrywania hymnu USA udały się do szatni, protestując w ten sposób przeciwko nierówności rasowej w USA. W IMG Academy, gdzie rozgrywany będzie ten sezon WNBA, zespół Storm pokonał Liberty 87:71. Rozgrywki WNBA miały się rozpocząć 15 maja, a w obecnej wersji każdy z zespołów rozegra 22 spotkania, po czym nastąpi faza play off.

Sobota ponownie w Śląsku
Po siedmiu latach gry w zagranicznych klubach były reprezentant Polski Waldemar Sobota (zaliczył w biało-czerwonych barwach 18 występów) będzie ponownie zawodnikiem Śląska Wrocław. 33-letni napastnik od 1 lipca tego roku jest wolnym zawodnikiem, bo wygasł jego kontrakt z niemieckim II-ligowym klubem St. Pauli. We wrocławskim zespole Sobota grał w latach 2010-2013, strzelając w 120 meczach 19 goli i notując 21 asyst. Latem 2013 roku odszedł za milion euro do belgijskiego FC Brugge, skąd dwa lata później trafił do St. Pauli.

Koronawirus w Treflu Gdańsk
Ergo Arena została zamknięta po decyzji Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Gdańsku. To skutek pozytywnych wyników testów na Covid-19 u dwóch siatkarzy Trefla Gdańsk. W konsekwencji wszystkie zajęcia zaplanowane w dniach 24-27 lipca w Ergo Arenie i na terenach zewnętrznych wokół obiektu zostały odwołane. To pierwszy przypadki koronawirusa w męskiej siatkówce ligowej w Polsce. Kilka dni temu obecność wirusa wykryto natomiast u siatkarki ŁKS Commercecon Łódź Aleksandry Wójcik, w efekcie cała drużyna została poddana kwarantannie, a halę Arena Łódź zamknięto na czas całościowej dezynfekcji.

W chińskiej lidze znów grają
W sobotę, z pięciomiesięcznym opóźnieniem (rywalizacja miała się rozpocząć 22 lutego) spowodowanym wybuchem epidemii koronawirusa, rozpoczął się sezon w chińskiej ekstraklasie piłkarskiej. Mecz broniącego tytułu Evergrande Kanton z Shanghai Shenhua (2:0) poprzedziła minuta ciszy w hołdzie ofiarom Covid-19. Zespół z Kantonu, prowadzony przez włoskiego trenera Fabia Cannavaro, wygrał po dwóch bramkach zdobytych w 7. i 66. minucie przez Wei Shihao. Spotkanie rozegrano w Dalian, jednym z dwóch miast, które wyznaczono na dokończenie rozgrywek ligowych. Drugim jest Suzou, a w każdym rywalizuje po osiem drużyn. Testy na obecność Covid-19 będą przeprowadzane co tydzień.

Ural bez Kucharczyka i Wilusza
Dwaj polscy piłkarze, Michał Kucharczyk i Maciej Wilusz, latem odejdą z występującego w rosyjskiej ekstraklasie piłkarskiej zespołu Ural Jekaterynburg. W jedenastej drużynie minionego sezonu pozostanie natomiast trzeci Polaków – Rafał Augustyniak (w minionym sezonie były zawodnik Miedzi Legnica rozegrał 32 spotkania, strzelił dwa gole i zaliczył dwie asysty). Kucharczyk trafił do Uralu latem 2019 roku po odejściu z Legii Warszawa. Łącznie rozegrał w tym zespole 19 meczów, w których strzelił jednego gola i zaliczył jedną asystę. Z kolei Wilusz, były zawodnik m.in. Lecha Poznań, który w Rosji gra od trzech lat, zawodnikiem Urala był od stycznia 2020 roku (wcześniej grał w FK Rostów) i zdążył wystąpić w 11 meczach. Obaj nasi piłkarze od 1 sierpnia będą mieli status wolnych graczy, co oznacza, że ich nowy pracodawca nie musi za nich nic płacić.

Kylian Mbappe kontuzjowany
Piłkarze Paris Saint-Germain zdobyli Puchar Francji pokonując w rozegranym w miniony piątek finałowym meczu Saint-Etienne 1:0. Zwycięską bramkę dla paryskiej drużyny zdobył Neymar. Spotkania nie dokończył francuski gwiazdor ekipy PSG Kylian Mbappe, którego w 31. minucie brutalnie sfaulował obrońca rywali Loica Perrina. Badania wykazały poważne uszkodzenia kostki, ale na razie nie wiadomo jak długo reprezentant Francji będzie wyłączony z gry. Wiadomo, że nie zagra w najbliższy weekend z Olympique Lyon w finale Pucharu Ligi Francuskiej, ale może zdąży się wykurować do 12 sierpnia na mecz z Atalantą Bergamo w ćwierćfinale Ligi Mistrzów.

Wirus na Złotej Piłce

W poniedziałek 20 lipca piłkarze Bayernu Monachium wrócili z krótkich wakacji. Tego dnia redakcja tygodnika „France Football” niespodziewanie ogłosiła, że w tym roku jednak nie przyzna „Złotej Piłki”, nagrody na najlepszego piłkarza roku. To była kiepska wiadomość zwłaszcza dla Roberta Lewandowskiego, którego uważano za głównego kandydata do tej nagrody w 2020 roku.

Swoją decyzję redakcja „France Football” uzasadniła następująco: „Obecny rok był wyjątkowy i nie może być traktowany jako zwykły. Trofeum Złotej Piłki przekazuje wartości – takie jak przykładność, solidarność i odpowiedzialność – inne niż same osiągnięcia sportowe. Nie można było zachować sprawiedliwości w przypadku tego honorowego tytułu, w szczególności na poziomie statystycznym, a także przygotowań, ponieważ wszyscy aspirujący do tej nagrody nie mogli rywalizować na równych, uczciwych zasadach, na co wpływ miało przerwanie sezonów wywołanym pandemią koronawirusa. Nie chcieliśmy umieszczać na liście nagród niezatartej gwiazdki, odnoszącej się do uwagi, że jest to trofeum zdobyte w wyjątkowych okolicznościach z powodu kryzysu spowodowanego przez Covid-19. Dlatego po raz pierwszy od 1956 roku Złota Piłka nie zostanie przyznana. To decyzja najbardziej odpowiedzialna i logiczna. Tylko dwa miesiące (styczeń i luty), z jedenastu potrzebnych do sformułowania opinii i wybrania najlepszych, to zdecydowanie za mało, aby wybrać kogokolwiek, biorąc pod uwagę, że wiele meczów nie odbyło się lub odbędzie się w innych warunkach i formatach (za zamkniętymi drzwiami, pięć zmian, Europejski Final 8 LM bez rewanżów). Wielu z naszych 220 jurorów rozsianych po całym świecie, nie mogło obserwować i śledzić dokonań piłkarzy z powodu sytuacji kryzysowej, a także innych priorytetów. Historia Złotej Piłki jest zbyt cenna, aby naruszyć renomę jej dobrego imienia” – napisano w komunikacie opublikowanym przez „France Football”.
Przyznawana od 1956 roku nagroda „Złotej Piłki” w ostatnich latach przestała być najważniejszym piłkarskim laurem, bo konkurencją dla niej stały się równie prestiżowe wyróżnienia nadawane przez FIFA i UEFA. Siła tradycji i utrwalonych opinii wciąż jednak działa na korzyść francuskiego tygodnika, dlatego podjęta przez jego redakcję decyzja wzbudziła w piłkarskim światku tak wiele emocji. Zwłaszcza w Polsce, bo u nas występuje jakaś szczególna potrzeba posiadania piłkarza niekwestionowanego światowego formatu, a za takiego zwykło się uważać każdego zdobywcę „Złotej Piłki”. W przeszłości (w 1974 i 1982 roku) Kazimierz Deyna i Zbigniew Boniek zajęli miejsca na najniższym podium klasyfikacji „Złotej Piłki”, a Lewandowskiego „France Football” w 2015 roku umieścił na czwartej pozycji. To był jedyny raz, kiedy kapitan reprezentacji Polski został przez redakcję uznany za gracza z najwyższej światowej półki. W kolejnych latach Francuzi już tylko z sobie wiadomego powodu jedynie „Lewego” upokarzali. Przypomnijmy, że w poprzednim sezonie Polak zajął dopiero ósme miejsce, które nie tylko w naszym kraju zostało powszechnie uznane za krzywdzące.
W tym roku redaktorzy „FF” mieliby już jednak poważny problem, bo swoimi dokonaniami w tym sezonie Lewandowski przebił nawet osiągnięcia etatowych w ostatniej dekadzie zdobywców „Złotej Piłki”, czyli Leo Messiego i Cristiano Ronaldo. Argentyńczyk otrzymywał nagrodę sześciokrotnie w latach 2009, 2010, 2011, 2012, 2015 i 2019, a Portugalczyk w 2008, 2013, 2014, 2016 i 2017 roku. Dominację tych dwóch genialnych piłkarzy redakcja „France Football” przerwała w 2018 roku, przyznając nagrodę Chorwatowi Luce Modriciowi, liderowi reprezentacji Chorwacji, która wywalczyła w Rosji wicemistrzostwo świata.
W tym roku Messi zakończył rozrywki ligowe w Hiszpanii z 25 golami i 21 asystami na koncie. Pod względem bramkowym był to jego najgorszy rok od sezonu 2008/09, gdy w La Liga zdobył 23 bramki, ale nigdy wcześniej nie miał tak wielu asyst, jak teraz. Słabo jednak wypada w porównaniu z dokonaniami Lewandowskiego w tym sezonie oraz Ronaldo, który wciąż gra i w miniony poniedziałek powiększył swój strzelecki dorobek w Serie A w tym sezonie do 30 trafień. Portugalczyk na pewno będzie mistrzem Włoch i może zdobyć nie tylko tytuł króla strzelców włoskiej ekstraklasy, ale też wyprzedzić Lewandowskiego, który prowadzi w klasyfikacji „Złotego Buta” z dorobkiem 34 goli. FC Barcelona, chociaż przegrała walkę o mistrzostwo kraju z Realem Madryt, wciąż może jeszcze jednak wygrać Ligę Mistrzów.
Triumf w tych rozgrywkach mogą też odnieść wspomniani Cristiano Ronaldo i Robert Lewandowski, ale także gracze Paris Saint-Germain Kylian Mbappe i Neymar, z powodu których „France Football” tak naprawdę odwołał przyznanie nagród „Złotej Piłki”. Poza tym jesienią zacznie się nowy sezon, także w Lidze Mistrzów i Lidze Narodów, zatem okazji do właściwej oceny potencjalnych zdobywców tego trofeum z pewnością by nie zabrakło. Ale chyba w redakcji francuskiego tygodnika nie lubią Cristiano Ronaldo, a przyznanie nagrody Polakowi po prostu nie mieści się im w głowach.

Mocno hurtowa przecena piłkarzy

Z powodu epidemii koronawirusa sportowe życie w Europie praktycznie zamarło. W wielu dyscyplinach zespołowych rozgrywki postanowiono zakończyć, wyjątkiem jest piłka nożna. Co prawda za wyjątkiem Białorusi inne ligi na naszym kontynencie nie grają, lecz żadna póki co jeszcze oficjalnie nie zakończyła sezonu. Wszyscy chcą grać, żeby choć trochę zmniejszyć powstałe w okresie przestoju straty finansowe. Już jednak wiadomo, że w tym roku będzie to niewykonalne, a to oznacza między innymi potężny regres na rynku transferowym.

Wedle ocen futbolowych ekspertów latem tego roku z piłkarskimi transferami może być jak z ropą naftową – chętnych do sprzedawania będzie więcej niż chętnych do kupowania, a jak wiadomo gdy podaż przewyższa popyt, wtedy towary tanieją. Pierwszym sygnałem zwiastującym letnią wyprzedaż może być dokonana przez niemiecki branżowy portal transfermarkt.de hurtowa obniżka transferowych wycen piłkarzy. Stosowana przez niego metodologia szacowania rynkowej wartości zawodników jest raczej toporna i niezbyt adekwatna względem ich rzeczywistej jakości sportowej, ale dla wielu ludzi stanowi jednak jakiś punkt odniesienia.
Wiek jest najważniejszym kryterium
Dlatego ogłoszoną przez transfermarkt.de przecenę uznano jako obowiązującą, chociaż zastosowane w niej kryteria są, delikatnie mówiąc, mocno niesprawiedliwe. Otóż każdemu piłkarzowi urodzonemu przed 1998 rokiem zmniejszono jego aktualną rynkową wartości 20 procent, zaś zawodnikom młodszym tylko o 10 procent.
Założyciel portalu Matthias Seidel tak tłumaczy taki, a nie inny podział: „Spadają kursy giełdowe, kluby są zagrożone upadkiem, wszystkie notują brak przychodów, więc w takiej sytacji trudno sobie wyobrazić, aby kwoty transferowe utrzymały się na dotychczasowym poziomie. Co prawda pewnie latem, mimo kryzysu, dojdzie pewnie do kilku dużych transferów, ale będą one wyjątkami, bo spodziewamy się raczej tendencji do pozyskiwania wolnych zawodników, wymiany bezgotówkowej i wypożyczeń. Mając na uwadze te przyszłe trendy postanowiliśmy już teraz zareagować i przeprowadzić odpowiednią aktualizację wartości rynkowych”.
Szkoda tylko, że w tej „aktualizacji” popełniono tak wiele idiotyzmów. Najlepszym przykładem jest wycena wartości Roberta Lewandowskiego. Napastnik Bayernu Monachium w czerwcu 2018 roku był wyceniany przez transfermarkt.de na 90 mln euro. Prawdą jest, że na mundialu w Rosji „Lewy” niczym się nie wyróżnił, podobnie jak cała reprezentacja Polski, lecz po mistrzostwach świata zrezygnował z planów podejścia z Bayernu Monachium i przez kolejne miesiące imponował w barwach tego klubu wręcz fenomenalną formą strzelecką, zaś w obecnym sezonie jest nie tylko liderem klasyfikacji strzelców Bundesligi i wiceliderem klasyfikacji „Złotego Buta”, lecz tak najskuteczniejszym piłkarzem w Lidze Mistrzów. W liczbie łącznie strzelonych goli w sezonie nie ma sobie równych w Europie, więc zasadne jest pytanie – na jakiej podstawie niemiecki portal obniżył jego wartość rynkową najpierw z 90 na 70 mln euro, a teraz przecenił o kolejne 14 milionów do uwłaczającej klasie i dorobkowi Lewandowskiego kwoty 56 mln euro. Pomijając fakt, że jest to wartość wyliczona kompletnie „od czapy”, to na dodatek nie ma kompletnie sensu, albowiem jak wiadomo 31-letni „Lewy” ma z Bayernem kontrakt do końca czerwca 2023 roku, a nie umieszczono w nim klauzuli odstępnego.
Chyba nawet her Seidel nie ma złudzeń, że bawarski klub oddałby teraz polskiego napastnika za 56 mln euro. Nie ma w tej chwili na piłkarskim rynku piłkarza mogącego zapełnić lukę po „Lewym”, a już na pewno nie do kupienia za te pieniądze. A zatem de facto Lewandowski jest graczem znacznie więcej wartym niż podaje transfermarkt.de i powinien mieć przy swoim nazwisku notkę „nie do kupienia”, czyli „bezcenny”.
Bezcenny, czyli wart 180 mln euro
Dokładnie tak właśnie odpowiadają arabscy właściciele Paris Saint-Germain na pytanie, za ile byliby skłonni sprzedać francuskiego napastnika Kyliana Mbappe, najdroższego obecnie wedle wyceny transfermarkt.de piłkarza na świecie, bo po przecenie dokonanej przez ten portal jego wartość oszacowano na 180 mln euro. Tak się składa, że za taką kwotę paryski klub wykupił tego niewątpliwie znakomitego napastnika z AS Monaco latem 2018 roku, ale od dawna chrapkę na Francuza ma Real Madryt i przed wybuchem epidemii pojawiały się plotki, że „Królewscy” są gotowi zapłacić za jego przejście nawet 300 mln euro. Dzisiaj władze madryckiego klubu, które zapowiadają cięcia wynagrodzeń i ostry kurs oszczędnościowy, pewnie już nie myślą o pobiciu transferowego rekordu Neymara, za którego, jak pamiętamy, Paris Saint-Germain zapłacił Barcelonie 222 mln euro.
Dlatego Neymar długo jeszcze pozostanie najdroższym piłkarzem, bo z finansowym skutkami pandemii europejski i światowy futbol będzie się borykał przez wiele lat, a wiele wskazuje, że epoka szastania pieniędzmi na piłkarskiej transfery właśnie na naszych oczach przechodzi do historii. Sugeruje to choćby szef niemieckiej Bundesligi Christian Seifert. „Twierdzę, że rynek transferowy tego lata się załamie. Będzie to szokiem dla niektórych agentów, bo nagle przyjdzie im ciężko pracować na swoje pieniądze, pewnie też okaże się wstrząsem dla niektórych z topowych europejskich lig, gdy do ludzie nimi zarządzających w końcu dotrze, że pieniądze nie spadają same z nieba co miesiąc” – wieszczy Seifert.
Piłkarze mocno zatem potanieją, lecz to jeszcze nie powód, żeby przy ich wycenie, nawet szacunkowej, obrażać futbolowych gigantów, jak wspomniany Lewandowski, ale przede wszystkim Leo Messi, którego obecną wartość transfermarkt.de szacuje na 112 mln euro, czy Cristiano Ronaldo wycenianego na ledwie 60 mln euro. Pomijając klasę i dokonania tych wielkich graczy, o ich faktycznej wartości wciąż przecież stanowi to, ile znaczą w swoich zespołach i co im swoją grą zapewniają. Oni na pewno więcej wnoszą niż Raheem Sterling w Manchesterze City, którego wyceniono na 128 mln euro, czy nawet wspomniany Neymar, przeceniony na taką sama kwotę, albo Saido Mane i Mohamed Salah z Liverpoolu, warci według niemieckiego portalu po 120 mln euro. Może więc zdumiewać, że w najnowszym zestawieniu Leo Messi jest dopiero 12, Cristiano Ronaldo 43., a Lewandowski 47.
Prawdziwą cenę dyktują kluby
To, że ta trójka graczy jest już po „30”, nie jest żadnym argumentem uzasadniającym ich degradację na liście najcenniejszych graczy na świecie. Ale muszą wrócić na boisko, żeby zawstydzić tak nisko wyceniających ich aktualną wartość piłkarską „fachowców” z niemieckiego portalu.
Jak bardzo kwoty podawane w zestawieniu transfermarkt.de są nieadekwatne do rzeczywistej wartości zawodników, dowodzi choćby przykład Pierre’a-Emericka Aubameyanga, którego niemiecki portal wycenił na 56 mln euro, podczas gdy Arsenal Londyn jest gotów już latem oddać Gabończyka za połowę tej kwoty. A zatem taka właśnie jest aktualna rynkowa wartość tego gracza.
Inny przykład to Wojciech Szczęsny, którego w Juventusie cenią i wedle działaczy tego klubu do ewentualnej sprzedaży reprezentanta Polski skłonić by ich mogła tylko jakaś „bardzo szalona oferta”. Pod tym określeniem kryje się kwota nie mniejsza niż 60 mln euro, co oznacza, że właśnie tyle jest obecnie wart polski bramkarza. A w zestawieniu transfermarkt.de nie ma go nawet w czołowej „50” najdroższych graczy.
Poza tym można odnieść wrażenie, że twórcy transferowych wycen nie zawsze biorą pod uwagę dokonania zawodników. Owszem, Francuza Ousmane Dembele w końcu po ponad dwóch wybitnie nieudanych latach w Barcelonie przecenili ze 120 mln na 56 mln euro, tyle że właśnie na taką kwotę wyceniają teraz wartość Lewandowskiego, chociaż Polak przez ostatnie 2,5 roku pobił mnóstwo strzeleckich rekordów.


Najdrożsi wg. Transfermarkt.de

  1. Kylian Mbappe, 21 lat, Francja, Paris Saint-Germain, 180 mln euro;
  2. Raheem Sterling, 25, Anglia, Manchester City, 128 mln euro;
  3. Neymar, 28, Brazylia, Paris Saint-Germain, 128 mln euro;
  4. Sadio Mane, 27, Senegal, FC Liverpool, 120 mln euro;
    – Mohamed Salah, 27, Egipt, FC Liverpool, 120 mln euro;
    – Harry Kane, 26, Anglia, Tottenham, 120 mln euro;
    – Kevin De Bruyne, 28, Belgia, Manchester City, 120 mln euro;
  5. Jadon Sancho, 20, Anglia, Borussia Dortmund, 117 mln euro;
  6. Lionel Messi, 32, Argentyna, FC Barcelona, 112 mln euro;
  7. Trent Alexander-Arnold, 21, Anglia, FC Liverpool, 99 mln euro;
  8. Antoine Griezmann, 29, Francja, FC Barcelona, 96 mln euro;
  9. Joao Felix, 20, Portugalia, Atletico Madryt, 81 mln euro;
    – Kai Havertz, 20, Niemcy, Bayer Leverkusen, 81 mln euro;
  10. Bernardo Silva, 25, Portugalia, Manchester City, 80 mln euro;
    – N’Golo Kante, 29, Francja, Chelsea Londyn, 80 mln euro;
    – Leroy Sane, 24, Niemcy, Manchester City, 80 mln euro;
    – Virgil van Dijk, 28, Holandia, FC Liverpool, 80 mln euro;
    – Paul Pogba, 27, Francja, Manchester United, 80 mln euro;
    – Jan Oblak, 27, Słowenia, Atletico Madryt, 80 mln euro;
    – Eden Hazard, 29, Belgia, Real Madryt, 80 mln euro;
  11. Erling Haaland, 19, Norwegia, Borussia Dortmund, 72 mln euro;
    – Frenkie de Jong, 22, Holandia, FC Barcelona, 72 mln euro;
    – Paulo Dybala, 26, Argentyna, Juventus Turyn, 72 mln euro;
    – Serge Gnabry, 24, Niemcy, Bayern Monachium, 72 mln euro;
    – Saul Niguez, 25, Hiszpania, Atletico Madryt, 72 mln euro;
    – Roberto Firmino, 28, Brazylia, FC Liverpool, 72 mln euro;
    – Alisson Becker, 27, Brazylia, FC Liverpool, 72 mln euro;
    – Marc-Andre ter Stegen, 27, Niemcy, FC Barcelona, 72 mln euro;
  12. Romelu Lukaku, 26, Belgia, Inter Mediolan, 68 mln euro;
    – Christian Eriksen, 28, Dania, Inter Mediolan, 68 mln euro;
  13. Matthijs de Ligt, 20, Holandia, Juventus Turyn, 67,5 mln euro;
  14. Lautaro Martinez, 22, Argentyna, Inter Mediolan, 64 mln euro;
    – Rodri, 23, Hiszpania, Manchester City, 64 mln euro;
    – Sergej Milinkovic-Savic, 25, Serbia, Lazio Rzym, 64 mln euro;
    – Marcus Rashford, 22, Anglia, Manchester United, 64 mln euro;
    – Andrew Robertson, 26, Szkocja, FC Liverpool, 64 mln euro;
    – Dele Alli, 23, Anglia, Tottenham, 64 mln euro;
    – Timo Werner, 24, Niemcy, RB Lipsk, 64 mln euro;
    – Raphael Varane, 26, Francja, Real Madryt, 64 mln euro;
    – Joshua Kimmich, 25, Niemcy, Bayern Monachium, 64 mln euro;
    – Heung-min Son, 27, Korea Płd, Tottenham, 64 mln euro;
  15. Casemiro, 28, Brazylia, Real Madryt, 64 mln euro;
  16. Aymeric Laporte, 25, Francja, Manchester City, 60 mln euro;
    – Marco Verratti, 27, Włochy, Paris Saint-Germain, 60 mln euro;
    – Mauro Icardi, 27, Argentyna, Paris Saint-Germain, 60 mln euro;
    – Cristiano Ronaldo, 35, Portugalia, Juventus Turyn, 60 mln euro;
  17. Gabriel Jesus, 23, Brazylia, Manchester City, 56 mln euro;
    – Arthur, 23, Brazylia, FC Barcelona, 56 mln euro;
    – Ousmane Dembele, 22, Francja, FC Barcelona, 56 mln euro;
    – Lucas Hernandez, 24, Francja, Bayern Monachium, 56 mln euro;
    – Jose Gimenez, 25, Urugwaj, Atletico Madryt, 56 mln euro;
    – Ederson, 26, Brazylia, Manchester City, 56 mln euro;
    – Fabinho, 26, Brazylia, FC Liverpool, 56 mln euro;
    – Philippe Coutinho, 27, Brazylia, Bayern Monachium, 56 mln euro;
  • Kalidou Koulibaly, 28, Francja, SSC Napoli, 56 mln euro;
    – Pierre-Emerick Aubameyang, 30, Gabon, Arsenal Londyn, 56 mln euro;
    – Robert Lewandowski, 31, Polska, Bayern Monachium, 56 mln euro.

Neymar rozrabia w PSG

Kibice Paris Saint-Germain mają coraz większe pretensje do największych gwiazd swojej drużyny – Kyliana Mbappe i Neymara. Zdecydowanie najwięcej negatywnych emocji wzbudza jednak Brazylijczyk.

Dla przypomnienia – brazylijski napastnik przeszedł do PSG z Barcelony latem 2017 roku za 222 mln euro, co do dzisiaj jest transferowym rekordem świata. Szybko jednak doszedł do wniosku, że popełnił błąd i od dwóch sezonów próbuje uciec z Paryża, co nie jest jednak takie proste do przeprowadzenia z uwagi na gigantyczną kwotę odstępnego. A katarscy właściciele Paris Saint-Germain nie zamierzają opuścić nawet centa ze swoich żądań, bo są na Neymara zwyczajnie wściekli za jego niefrasobliwe podejście do piłkarskich obowiązków.
W dwóch poprzednich sezonach o tej porze roku brazylijski piłkarz łapał kontuzje i leczył je w rodzinnym kraju, przy okazji prowadząc tam bujne życie towarzyskie, z którego regularne sprawozdania zamieszczał w mediach społecznościowych. W tym roku szczęśliwie udało mu się uniknąć urazów, lecz znalazł sprytny sposób na zrobienie sobie krótkiej przerwy. Podczas niedzielnego meczu ligowego z Girondins Bordeaux (4:3) Neymar w 92. minucie spotkania kompletnie bez sensu brutalnie sfaulował jednego z graczy przeciwnej drużyny, a że miał już na koncie żółtą kartkę za pyskówkę z arbitrem, wyleciał z boiska. Czerwona kartka oznacza automatyczne zawieszenie w kolejnym spotkaniu, zatem podejrzewano, że Brazylijczyk dał się „wykartkować” celowo, żeby zyskać sposobność na zrobienie krótkiego wypadu do ojczyzny, gdzie do 26 lutego trwał jeszcze karnawał w Rio de Janeiro.
Kibiców PSG te medialne spekulacje doprowadziły do szewskiej pasji, czemu na razie dali wyraz w internetowych komentarzach. Ale ich niechęć do Neymara narasta, chociaż w tym sezonie brazylijski gwiazdor spisuje się na boisku lepiej niż w dwóch poprzednich w barwach paryskiego klubu. Drze jednak koty z trenerem Thomasem Tuchelem i jak wieść niesie, z połową kadry PSG. 28-letni Neymar to dzisiaj piłkarski kłopot za 222 mln euro.

Lewy wśród milionerów

Francuski dziennik „L’Equipe” opublikował ranking najlepiej zarabiających piłkarzy w pięciu najmocniejszy ligach w Europie. Numerem 1 w tym zestawieniu piłkarskich krezusów jest Leo Messi.

Argentyński gwiazdor FC Barcelona wedle ustaleń „L’Equipe” miesięcznie zarabia 8,3 mln euro, co gwarantuje mu podpisana w 2017 roku najnowsza wersja kontraktu z katalońskim klubem. Mimo takiej gigantycznej gaży wciąż są chętni na wykupienie Argentyńczyka, dlatego działacze „Dumy Katalonii” zaproponowały swojemu gwiazdorowi kolejną wersję umowy, tym razem już obowiązującą do zakończenia kariery. Może się jedynie domyślać, że jeśli Messi ja podpisze, a taki zamiar zdradził, jego miesięczna gaża przekroczy granicę 10 mln euro.
Drugie miejsce w zestawieniu zajął Cristiano Ronaldo, który jest najlepiej zarabiającym graczem nie tylko Juventusu Turyn, ale całej włoskiej Serie A. Portugalczyk miesięcznie kasuje 4,7 mln euro, czyli więcej niż dostaje za rok gry występujący razem z nim w Juventusie nasz reprezentacyjny bramkarz Wojciech Szczęsny czy grający w ataku SSC Napoli Arkadiusz Milik.
Z polskich piłkarzy do Top 10 zestawienia trafił jedynie Robert Lewandowski, którego miesięczne zarobki francuski dziennik oszacował na kwotę 1,6 mln euro i sklasyfikował na 10. miejscu. Co ciekawe, przed napastnikiem Bayernu Monachium, najskuteczniejszym obecnie strzelcem w Bundeslidze i Lidze Mistrzów, znaleźli się gracze znacznie mu ustępujący pod względem sportowym i osiągnięciami. Trzeci w zestawieniu Brazylijczyk Neymar po transferze w 2017 roku z FC Barcelona do Paris Saint-Germain za 222 ml;n euro niczego znaczącego nie osiągnął, mimo to zarabia miesięcznie 3,1 mln euro. Czwarty w rankingu krezusów Francuz Antoine Griezmann zarabia w FC Barcelona 2,9 mln euro, tyle samo co Luis Suarez, ale Urugwajczyk przynajmniej zalicza się do kluczowych graczy „Dumy Katalonii”. Kolejne lokaty w zestawieniu zajmują dwaj gracze Realu Madryt – Walijczyk Gareth Bale i Belg Eden Hazard. Obaj zarabiają miesięcznie po 2,5 mln euro, ale „Królewscy” nie mają z nich pożytku na miarę tych pieniędzy. Dlatego chcą pozyskać z PSG 21-letniego Francuza Kyliana Mbappe, który obecnie w paryskim klubie zarabia „tylko” 1,9 mln euro. Lewandowskiego na liście piłkarskich krezusów wyprzedził jeszcze hiszpański bramkarz David De Gea, któremu Manchester United płaci co miesiąc aż 1,7 mln euro.

Piłkarze wśród krezusów sportu

Kylian Mbappe niedawno skończył 21 lat, a już jest mistrzem świata z reprezentacją Francji, trzykrotnym mistrzem francuskiej ligi oraz najdroższym francuskim piłkarzem w historii. Arabscy właściciele Paris Saint-Germain zapłacili za jego transfer z AS Monaco 180 mln euro. I nie chcą go nikomu oddać za żadną cenę, a jemu oferują pięcioletni kontrakt na 32 mln euro rocznie.

Jeśli Mbappe zdecyduje się przedłużyć umowę z Paris Saint-Germain, w ciągu pięciu sezonów zarobi w paryskim klubie tylko grając w piłkę ponad 160 mln euro. Każdy piłkarz w jego wieku może jedynie pomarzyć o takiej gaży. Dla porównania – Leo Messi i Cristiano Ronaldo na takie sute kontrakty mogli liczyć dopiero w ostatnich latach, wcześniej kwoty powyżej 30 mln euro rocznie nawet dla nich były nieosiągalne. Katarscy szejkowie nie maja jednak wyboru, bo na utalentowanego Francuza parol zagiął prezydent Realu Madryt Florentino Perez. Jak donoszą hiszpańskie media, jest tak zdeterminowany żeby ściągnąć Mbappe na Santiago Bernabeu, że jest gotowy przeznaczyć na ten cel nawet 400 mln euro. W tej kwocie mieści się odstępne dla PSG, nie mniejsze niż ćwierć miliarda euro oraz bajońskie wynagrodzenie dla piłkarza. I to tłumaczy dlaczego Mbappe kuszony jest w PSG zarobkami na poziomie 32 mln euro rocznie(ok. 55 mln brutto).

Jeśli młody francuski gwiazdor zostanie na Parc des Princes, będzie najlepiej opłacanym piłkarzem we Francji i wyprzedzi pod tym względem Brazylijczyka Neymara, za którego paryski klub zapłacił Barcelonie 222 mln euro, ale płaci mu 37 mln euro brutto (ok. 22 mln euro netto) i na dodatek chce się go latem tego roku pozbyć. Oczywiście nie za darmo, tylko za kwotę z której będzie w stanie pokryć nowy kontrakt Mbappe. 21-letni napastnik stałby się wtedy kluczową postacią w przebudowanym pod jego kontem zespole PSG, a już teraz wiadomo, że jest o wiele pewniejszą inwestycją od Neymara, który od sierpnia 2017 roku zaliczył w PSG ledwie 70 występów i zdobył 35 bramek, podczas gdy Mbappe w tym samym czasie w barwach Paris Saint-Germain w 106 meczach strzelił 78 goli.

Francuz ma zatem ogromny potencjał, także marketingowy, co powinno za kilka lat uczynić go najbogatszym sportowcem na świecie. Ale póki co w tym względzie znacznie ustępuje największym futbolowym krezusom. Najlepiej zarabiający z nich Leo Messi tylko w ostatnim roku zarobił 127 milionów dolarów i ta kwota zapewniła mu pierwsze miejsce na liście stu najbogatszych sportowców wedle magazynu „Forbes”. Co ciekawe, w tym gronie znalazła się tylko jedna kobieta – amerykańska tenisistka Serena Williams (63. miejsce).

Messi po raz pierwszy został uznany za najlepiej zarabiającego sportowca. Przed rokiem pierwsze miejsce zdobył bokser Floyd Mayweather (285 mln dolarów). W rankingu „Forbesa” uwzględnia się wszystkie możliwe źródła zarobków, czyli także wpływy z kontraktów reklamowych i sprzedaży wizerunku. druga lokatę zajął Cristiano Ronaldo, obecnie występujący w Juventusie Turyn, którego przychody oszacowano na 109 mln dolarów. Trzeci w zestawieniu jest Neymar z zarobkami na poziomie 105 mln dolarów). W setce najbogatszych najwięcej przedstawicieli, bo aż 35, ma koszykarska liga NBA.

Piłkarzy nożnych znalazło się w niej tylko 19. Czołowa „10” zestawienia prezentuje się następująco: 1. Lionel Messi (Argentyna, piłka nożna) – 127 mln dolarów; 2. Cristiano Ronaldo (Portugalia; piłka nożna) – 109; 3. Neymar (Brazylia; piłka nożna) – 105; 4. Canelo Alvarez (Meksyk; boks) – 94; 5. Roger Federer (Szwajcaria; tenis) – 93,4; 6. Russell Wilson (USA; futbol amerykański) – 89,5; 7. Aaron Rodgers (USA; futbol amerykański) – 89,3; 8. LeBron James (USA; koszykówka) – 89; 9. Stephen Curry (USA; koszykówka) – 79,8; 10. Kevin Durant (USA; koszykówka) – 65,4.

„Forbes” pokusił się też o zestawienie najlepiej zarabiających sportowców w ostatnich 10 latach. Na jego czele umieścił boksera Floyda Mayweathera Jr z dorobkiem 915 mln dolarów. Kolejne lokaty na tej liście zajeli: 2. Cristiano Ronaldo (piłka nożna) – 800 mln dolarów; 3. Lionel Messi (piłka nożna) – 750 milionów; 4. LeBron James (koszykówka) – 680 milionów; 5. Roger Federer (tenis) – 640 milionów; 6. Tiger Woods (golf) – 615 milionów; 7. Phil Mickelson (golf) – 480 milionów; 8. Manny Pacquiao (boks) – 435 milionów; 9. Kevin Durant (koszykówka) – 425 milionów; 10. Lewis Hamilton (Formuła 1) – 400 milionów dolarów.
Dla porównania – najzamożniejszy z polskich sportowców, Robert Lewandowski, dopiero dobija do granicy 100 milionów dolarów, ale zanim zawiesi buty na kołku, jego łączne zarobki z całą pewnością przekroczą pułap 250 mln dolarów, a może nawet 300 milionów.

 

Liga Mistrzów: Pozostały trzy zespoły bez porażki

W 16 spotkaniach 3. kolejki Ligi Mistrzów strzelono 54 gole, co daje niezłą średnią 2,20 trafienia na jeden mecz. Królami polowania wśród strzelców goli byli tym razem Raheem Sterling (Manchester City) i Kylian Mbappe (Paris Saint-Germain), zdobywcy hat-tricków. Wyróżnił się też Robert Lewandowski, który zaliczył dwa trafienia, ale furorę w mediach robi przewodzący w klasyfikacji snajperów z dorobkiem sześciu bramek 19-letni norweski napastnik RB Salzburg Erling Haaland.

O Lewandowskim w mediach rozpisywano się głównie dlatego, że strzelając dwa gole w wygranym przez Bayern 3:2 meczu z Olympiakosem Pireus podtrzymał nieprawdopodobną passę, zdobywając bramkę w 13 meczu z rzędu. W sumie kapitan reprezentacji Polski w tych trzynastu występach strzelił aż 18 goli, z czego w Lidze Mistrzów pięć. W klasyfikacji strzelców obecnych rozgrywek ten dorobek daje mu w tej chwili drugie miejsce, za rewelacyjnym norweskim nastolatkiem z RB Salzburg. Erling Braut Haland zaliczył trzy trafienia w spotkaniu z KRC Genk (6:2), jedną w meczu z FC Liverpool (3:4) i dwa w środowej potyczce z SSC Napoli (2:3).

Dobrych strzelców przybywa

Te osiągnięcia są imponujące także dlatego, że 19-letni napastnik w tym sezonie dopiero zadebiutował w tych elitarnych rozgrywkach, nic zatem dziwnego, że znudzone już trochę sławieniem starych mistrzów media rozpisują się o nowym talencie nawet z przesadnym entuzjazmem.

Pominąć dokonań „Lewego” jednak nie mogły, bo jego strzeleckie wyczyny są spektakularne. W tym roku Polak z łącznym dorobkiem 46 goli jest najskuteczniejszym snajperem w ligach europejskich i przewodzi w klasyfikacji „Złotego Buta” obecnego sezonu. Dwoma trafieniami w spotkaniu z Olympiakosem poprawił swój łączny dorobek w lidze Mistrzów do 58 i na liście wszech czasów zajmuje obecnie o piątą lokatę. Przed nim z 60 golami na koncie jest napastnik Realu Madryt Karim Benzema i z nim teraz pewnie kapitan naszej reprezentacji będzie się ścigał o czwartą pozycję w zestawieniu. Trzeci na liście Raul z 71 bramkami dla obu w tym sezonie jest jeszcze nie do przeskoczenia. Na wyprzedzenie Cristiano Ronaldo (127 goli) i Leo Messiego (113) nie mają szans, zwłaszcza że obaj gwiazdorzy wciąż grają i z pewnością swoje strzeleckie osiągnięcia jeszcze wyśrubują.

W tym sezonie Portugalczyk i Argentyńczyk na razie jednak snajperskimi statystykami nie imponują. W 3. kolejce CR7 zaliczył pod tym względem pusty przebieg, a w meczu Juventusu Turyn z Lokomotiwem Moskwa (2:1) w strzelaniu goli zastąpił go Argentyńczyk polskiego pochodzenia Paulo Dybala, autor obu goli dla turyńskiej jedenastki. Warto odnotować, że w tym spotkaniu wystąpiło dwóch reprezentantów Polski – w bramce Juventusu stał Wojciech Szczęsny, a w rosyjskim zespole do 83. minuty dzielnie walczył Grzegorz Krychowiak, mimo osłabienia po infekcji żołądkowej. Drugi z naszych zawodników w Lokomotiwie, Maciej Rybus, nie znalazł się w kadrze meczowej z powodu kontuzji.

Skoro już o naszych graczach mowa, w zespole SSC Napoli zagrał tylko Piotr Zieliński, a Arkadiusz Milik całe spotkanie z RB Salzburg (3:2) przesiedział na ławce rezerwowych. Ławę przez cały mecz grzał też Łukasz Piszczek w przegranej przez jego Borussię Dortmund 0:2 wyjazdowej potyczce z Interem Mediolan. Najlepsze recenzje z Polaków otrzymał za swój występ Lewandowski, który po raz kolejny w tym sezonie był najlepszym zawodnikiem Bayernu.
Bawarska drużyna wywiozła z Grecji komplet punktów, ale nie zachwyciła grą, natomiast doprowadziła swoich fanów do szewskiej pasji żenującymi błędami w obronie. Trener Niko Kovac znowu jest na cenzurowanym i niemieckie media wieszczą jego rychłą dymisję. Nerwowość jest zrozumiała, bo z czterech niemieckich zespołów największe szanse na odegranie znaczącej roli w obecnej edycji Ligi Mistrzów dawano Bayernowi.

Faworyci biją coraz mocniej

Szansy w wyjściowym składzie w końcu doczekał się Thomas Mueller, choć Kovac ustawił go na pozycji skrzydłowego, której Niemiec nie lubi. Ale mimo to miał on udział przy obu bramkowych akcjach Lewandowskiego, więc nie dziwi, że szefowie bawarskiego klubu nawet nie chcą słyszeć o jego odejściu. Ale Mueller twardo chce już zimą zmienić klub, bo rola rezerwowego jest dla niego nie do przyjęcia. Byłoby to spore osłabienie i tak już mocno przetrzebionego przez kontuzje monachijskiego zespołu, a przecież wiosną przyszłego roku Bayern czekają najważniejsze mecze w Lidze Mistrzów. Awans do 1/8 finału „Lewy” i spółka mają już de facto w kieszeni, bo po trzech kolejkach prowadzą w grupie B z kompletem punktów i przewagą pięciu „oczek” nad drugim Tottenhamem oraz sześciu na trzecią Crveną Zvezdą Belgrad.

W równie korzystnej sytuacji są jeszcze zespoły Manchesteru City i Paris Saint-Germain. Zespół Pepa Guardioli rozgromił Atalantę Bergamo 5:1, a paryżanie 5:0 Club Brugge. Bayern w trzech kolejkach zdobył 13 bramek i jest w tej chwili najskuteczniejszą drużyną w rozgrywkach. Dziesięć goli wbił rywalom Manchester City, a PSG dziewięć. Czyste konto bramkowe po stronie strat ma jednak tylko mistrz Francji, „The Citizens” stracili tylko jednego gola, a Bayern aż cztery. To pokazuje nad czym muszą popracować gracze bawarskiej jedenastki, jeśli chcą się liczyć w walce o triumf w obecnej edycji Champions League.

Przeżywające teraz chwile słabości zespoły Liverpoolu, Barcelony i Realu Madryt z pewnością za dwa-trzy miesiące wrócą do wielkiej formy, słabość przezwyciężą też z pewnością Juventus, Inter, Tottenham i Atletico. Prawdziwa walka zacznie się dopiero od 1/8 finału.