Liga Mistrzów UEFA: Koniec hegemonii Messiego i CR7, nadchodzi era Haalanda i Mbappe

Jan T. Kowalski
Liga Mistrzów UEFA: Koniec hegemonii Messiego i CR7, nadchodzi era Haalanda i Mbappe

Do ćwierćfinałów Champions League nie zakwalifikowały się zespoły Barcelony i Juventusu, a to oznacza, że po raz pierwszy od sezonu 2004/2005 w tej fazie tych elitarnych rozgrywek zabraknie Leo Messiego i Cristiano Ronaldo. Odpadły ponadto RB Lipsk i FC Sevilla, a awans z 1/8 finału wywalczyły ekipy Borussii Dortmund, FC Porto, PSG i Liverpoolu.

Pierwszy z gigantów futbolu odpadł Cristiano Ronaldo. Juventus w pierwszym meczu przegrał na wyjeździe z FC Porto 1:2, ale powszechnie sądzono, że w rewanżu podopieczni trenera Adrei Pirlo na swoim stadionie bez trudu odrobią straty. Nic z tego – już w 17. minucie po faulu Demirala na Taremim sędzia odgwizdał rzut karny dla portugalskiej drużyny, który na bramkę zamienił Sergio Oliveira. Strzegący bramki Juventusu Wojciech Szczęsny nie miał żadnych szans na obronę. W tym momencie sytuacja turyńskiej drużyny zrobiła się dramatyczna, bo FC Porto grało zdecydowanie lepiej i Szczęsny co rusz musiał wykazywać się swoim bramkarskim kunsztem. Do przerwy wynik się jednak nie zmienił, a gdy zespoły wróciły na boisko, gospodarze ruszyli ostro do ataku. Najpierw Chiesa z kilku metrów pokonał Marchesina, doprowadzając do wyrównania, a w 63. minucie ponownie Chiesa doprowadził w dwumeczu do wyniku 3:3, a ponieważ już do końca regulaminowego czasu gry bramki nie padły, sędzia zarządził dogrywkę. A w niej nieoczekiwanie gola w 115. minucie strzelili goście. Oliveira z rzutu wolnego posłał piłkę pod nogami stojącego w murze Cristiano Ronaldo, co kompletnie zaskoczyło Szczęsnego i teraz Juventus musiał zdobyć dwie bramki, żeby awansować. Umiejętności starczyło tylko na jedną, ale wygrana 3:2 nic turyńczykom nie dawała, bo chociaż w dwumeczu był remis 4:4, to FC Porto awansowało dalej dzięki większej liczbie goli strzelonych na wyjeździe. Cristiano Ronaldo wypadł w tym meczu słabo, a włoskie media natychmiast mu wypomniały, że chociaż kosztował gigantyczne pieniądze, to Juventus z nim w składzie nie odniósł w Lidze Mistrzów żadnego sukcesu – po raz drugi z rzędu ekipa „Starej Damy” odpadał w 1/8 finału.
W drugim wtorkowym spotkaniu Borussia Dortmund zremisował u siebie z Sevillą 2:2 (pierwszy mecz na wyjeździe wygrała 3:2), a bohaterami wieczoru byli Erling Haaland oraz Youssef En-Nesyri, którzy zdobyli po dwie bramki. Snajper Sevilli doprowadził do wyrównania w 96. minucie meczu, lecz media zdecydowanie więcej uwagi poświęciły 20-letniemu norweskiemu napastnikowi, który powiększył swój bramkowy dorobek w obecnej edycji Ligi Mistrzów do 10 trafień. Haaland jest liderem klasyfikacji strzelców, ale jego łączny dorobek w tych rozgrywkach, zważywszy przy tym na jego wiek, robi ogromne wrażenie – we wtorkowym spotkaniu z Sevillą strzelił gole nr 19. i 20. w Lidze Mistrzów, a dokonał tego wyczynu w 14 meczach, co jest rekordem tych rozgrywek. Norweski piłkarz został też najmłodszym graczem w historii Ligi Mistrzów, który zapisał na swoim koncie 20 bramek (20 lat i 231 dni). Wyprzedził w tym zestawieniu francuskiego asa Paris Saint-Germain Kyliana Mbappe oraz samego Leo Messiego.
Ci dwaj wielcy piłkarze, schodzący powoli z piedestału Argentyńczyk i wchodzący dopiero na szczyt Francuz spotkani się oko w oko w środę na Parc des Princes w Paryżu. Mało kto dawał ekipie Barcelony szanse na wywalczenie awansu do ćwierćfinału, bo u siebie „Duma Katalonii” przegrała w pierwszym meczu aż 1:4. Tym razem „remontady” nie było, a spotkanie zakończyło się remisem 1:1. Gole strzelili Mbappe i Messi – Francuz z rzutu karnego, a Argentyńczyk po genialnej akcji, ale gwiazdor „Dumy Katalonii” też sie nie popisał marnując jedenastkę. Po meczu światowe mediach spekulowały, że być może mecz w Paryżu był ostatnim Messiego w Lidze Mistrzów w koszulce Barcelony. Transferowe plotki sugerują, że argentyński piłkarz może latem tego roku trafić do Paris Saint-Germain, ale nawet jeśli do tego dojdzie, to raczej nie zagra w tej drużynie z Mbappe. Francuski napastnik chce odejść z PSG do Realu Madryt, ale gdyby zdecydował się zostać, to wtedy paryskiego klubu nie będzie już stać na zatrudnienie Messiego.
Nie ulega jednak wątpliwości, że na naszych oczach dokonuje się właśnie zmiana warty na futbolowym szczycie. Kończy się era hegemonii Messiego i Cristiano Ronaldo, a zaczyna jeśli nie Haalanda i Mabppe, to na pewno graczy z ich pokolenia. Ale w okresie przejściowym królem został Robert Lewandowski i na razie nic nie zapowiada, by miał już w tym sezonie oddać
koronę w inne ręce.

Poprzedni

W PlusLidze zaczynają grać o medale

Następny

Sosin chce wygryźć Niemca

Zostaw komentarz