Izba się nie dała

Kolejne głosowanie w brytyjskiej Izbie Gmin i kolejna porażka premiera Borisa Johnsona. Po zablokowaniu opcji tzw. „twardego brexitu” posłowie uniemożliwili mu rozwiązanie parlamentu.

Najpierw stosunkiem głosów 328 do 301 Izba Gmin przyjęła wniosek opozycji ws ustalenia porządku obrad w środę. Za odebraniem premierowi Borisowi Johnsonowi sterowności zagłosowała również proeuropejska frakcja Partii Konserwatywnej. W następnym głosowaniu – w sprawie „twardego”, czyli bezumownego brexitu Izba Gmin poparła projekt ustawy umożliwiającej jego zablokowania i opóźnienie wyjścia z UE do 31 stycznia 2020 r. Za było 327 posłów, a przeciwko 299 z nich. W reakcji na to premier chciał doprowadzić do rozwiązania parlamentu i przedterminowych wyborów, co – należy przyznać – było posunięciem wielce ryzykownym, bo wymagającym nie tylko zwykłej większości, lecz większości kwalifikowanej 2/3 głosów. Ruch ten zakończył się jeszcze większą klęską – wniosek nie zdobył wymaganych 434 głosów, lecz tylko 298, czyli nawet o jeden mniej niż wyniosła liczba głosujących przeciwko krępującej działania premiera umowie w sprawie bezumownego opuszczenia Unii Europejskiej.
Sprawa „twardego brexitu” nie jest jeszcze przesądzona, ustawą zajmie się bowiem teraz Izba Lordów, która wszakże na jej procedowanie – zgłoszenie poprawek, przyjęcie bądź odrzucenie – mam bało czasu, w związku z zaplanowanym na 9 września zawieszeniem parlamentu. Zawieszenie parlamentu, do którego przekonał królową Elżbietę II, było z punktu widzenia premiera Johnsona posunięciem chytrym, gdyż uniemożliwiałoby przeciwnikom brexitu obstruowanie jego działań, jednak wobec tego, co w ostatnich dniach stało się w Izbie Gmin okazuje się dla niego straconą okazją, bo posłowie uprzedzili ewentualne pozaparlametarne posunięcia rządu.
Podziały w sprawie brexitu nie pokrywają się z podziałami partyjnymi – przeciwko rządowi głosuje także znacząca grupa rządzącej Partii Konserwatywnej – wyniki głosowań wskazują, że konserwatyści stracili większość.
Przeciwko przedterminowym wyborom głosowała tak znaczna grupa parlamentarzystów, gdyż zrodziła się obawa, że premier Johnson mógłby wyznaczyć termin wyborów po 31 października, kiedy to zgodnie z obecnymi ustaleniami Wielka Brytania opuści UE, co postawiłoby parlament przed faktem dokonanym. A na to Izba nie zamierza pozwolić. W sumie zatem strategiczny plan Johnsona, najwyraźniej zdecydowanego na doprowadzanie do „twardego” brexitu, gdyby jego szantaż wobec Brukseli się nie powiódł, zakończył się fiaskiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *