Kim są dziś Zieloni?

18 sie 2019

Ogromne czarne morze z małymi, zielonymi, miejskimi wyspami, gdzieniegdzie czerwone i niebieskie plamki pośród peryferyjnych obszarów położonych na wschodzie – tak wygląda mapa wyborcza Niemiec po ostatnich wyborach europejskich.Były one niekwestionowanym sukcesem Zielonych, którzy osiągnęli bezprecedensowy wynik. Co więcej, wiele sondaży wskazuje obecnie, że mogą być również zwycięzcami wyborów do parlamentu federalnego. Jest to niewątpliwie przełomowy moment w politycznej historii Niemiec, w której tradycyjne partie tracą masowe fundamenty; głosy wyborców idą zasadniczo w dwóch kierunkach, albo dla Zielonych, albo dla skrajnie prawicowej alternatywy dla Niemiec (AfD). Sukces tego stronnictwa politycznego został przyjęty z nadzieją przez lewicę na całym kontynencie, która chce w nim widzieć szansę na to, że gniew ludzi udręczonych neoliberalnym zaciskaniem pasa może być zagospodarowany nie tylko przez różnej maści nacjonalistów. Czy są to nadzieje uzasadnione?

Zieloni wygrali na dużych obszarach metropolitalnych i są szczególnie popularni w bogatych miastach, takich jak Hamburg, Monachium (stolice trzeciego i siódmego najbogatszego regionu europejskiego) oraz Stuttgart. Innym pewnym faktem jest to, że ich wyborcza baza znajduje się w rdzeniu Europy Zachodniej, a mianowicie w Niemczech, Francji i Wielkiej Brytanii. Są oni dość słabo reprezentowani w innych częściach Europy Zachodniej i Północnej, a na Wschodzie zupełnie nie istnieją, chociaż zaistnienie tam przydałoby im się najbardziej.
Wątpliwe praktyki, niezły program
Przed rzutem oka na historię i program Zielonych, spójrzmy na artykuł w Der Spiegel, poświęcony Katharinie Fegebank, przywódczyni Zielonych w Hamburgu, ich twierdzy w Niemczech, i jej walkę o fotel burmistrzyni Hamburga. Jak dowodzi dziennik, jej publiczne występy i opinie są mieszaniną wszystkiego: oportunizmu, kiczowatych zagrywek, między innymi gdy śpiewa kolędy i opowiada historie na jarmarku bożonarodzeniowym, lub gdy obdarowuje gorącą kawą przybyłych na pogrzeb Helmuta Schmidta, ambiwalencji. Ta ostatnia objawia się zwłaszcza w stosunku do Olafa Scholza (burmistrza Hamburga rządzącego podczas protestów G20 w 2017 roku, w międzyczasie ministra finansów): z początku Fegebank współpracowała z nim i jego administracją przy organizacji szczytu, ale potem, gdy protesty przeciwko szczytowi nasiliły się, zmieniła stronę i zaczęła go gwałtownie krytykować. Jej działania najlepiej opisuje postawa „vernünftige Mitte” – pojęcie to tłumaczone jest jako „racjonalny polityczny centryzm”, trafniej jednak można je zdefiniować następująco: to świadomość istniejących problemów społecznych, a następnie zwalczanie ich, niezależnie od tego, czy oznaczałoby to koalicje z konserwatystami czy z korporacyjnymi pieniędzmi. Fegebank nie jest jedyną Zieloną, która zdaje się kierować w polityce taką właśnie metodą.
W eurowyborach wątpliwe praktyki niektórych czołowych Zielonych jeszcze jednak aż tak nie raziły. Za to znaczny segment wyborców porwał program, w którym zapisano, iż w 2030 r. 45 proc. energii ma pochodzić ze źródeł odnawialnych. W przyszłości, do 2050 r., Zieloni chcieliby dojść do poziomu 100 proc. W Unii Europejskiej pod względem postulatów progresywnych w kwestii środowiska znajdują się na czele. Ten śmiały plan, przekonują, powinien być finansowany przez nową instytucję federacyjną, rodzaj ogólnoeuropejskiej agencji ochrony środowiska, a pieniądze powinny pochodzić głównie z wkładów państw członkowskich: „Lepiej przeznaczyć 0,7 proc. na projekty ogólnoeuropejskie, a nawet globalne środowiskowe, niż 2 proc. dla armii i jej wyposażenia”. Tak Zieloni odnoszą się do budżetu NATO. Ponadto finansowanie ma zostać również osiągnięte poprzez opodatkowanie wydobycia paliw kopalnych, gigantów IT oraz europejskich rajów podatkowych. Oczywiście potrzebne jest europejskie ministerstwo finansów, jego powołanie to kolejna propozycja w ich agendzie programowej.
Jeśli chodzi o instytucje europejskie, Zieloni uznają, że Parlament Europejski odgrywa raczej niewielką rolę w forsowaniu nowych przepisów, dlatego potrzebna jest reforma, tak zwana „demokratyzacja” instytucji UE. Sposób, w jaki to się musi wydarzyć, nie jest jasno określony, ale Zieloni są pewni, że „potrzebna jest lepsza komunikacja między parlamentami krajowymi a europejskimi”. Gdy chodzi o międzynarodowe umowy handlowe i ochronę pracowników, są oni wyraźnie przeciwni umowom TTIP oraz CETA, przynajmniej w ich obecnej formie, jednocześnie głoszą, że World Trade Organization „musi przestrzegać postanowień Międzynarodowej Organizacji Pracy”. W ich programie pojawia się również minimalna płaca europejska, ale bez objaśnienia, w jaki sposób można ją dostosować do lokalnych standardów życia w różnych częściach Unii.
Kulejący internacjonalizm
Wniosek? Program jest mieszanką eleganckich formuł, skupionych na bardzo pilnych, aktualnych tematach, prezentowanych ze względnie progresywnych pozycji, jednak w taki sposób, by za bardzo nie zakłócać dotychczasowego neoliberalnego porządku społeczno-gospodarczego. Podejście Zielonych można w najlepszym razie nazwać umiarkowanie lewicowym – nie wskazuje ono i zarazem nie krytykuje pochodzenia problemów nowoczesnego społeczeństwa. Ta retoryka może być łatwo pomylona z linią dawnej europejskiej partii ALDE (obecnie ReNew Europe), być może z tą różnicą, że brakuje im swojego Verhofstadta (lidera byłej partii europejskiej ALDE), który pytał: „Dlaczego nie mamy własnego europejskiego Google?” Zieloni sprawnie posługują się narzędziami z arsenału politycznego marketingu, wyczuwając, że dawny dualistyczny podział sceny politycznej w krajach, gdzie są mocni, upada, a coś będzie musiało wypełnić polityczną pustkę po socjaldemokratach. Z pewnością w ich agendzie są ważne i bardzo potrzebne tezy i postulaty, zwłaszcza te, które odwołują się do silniejszej ochrony środowiska i wzmocnionej solidarności finansowej krajów UE. Ich program ma niewątpliwie coś z internacjonalistycznego tonu lewicy, postuluje on rozwiązywanie problemów globalnie, co odróżnia go od typowego neoliberalnego merkantylizmu gospodarczego poszukującego ciągle i wszędzie wskaźników wzrostu gospodarczego.
Problem tylko w tym, że wszystko to jest niekompletne: krytyczny ton Zielonych w stosunku do ostatniego kryzysu strefy euro i obecnego spowolnienia gospodarczego nękającego Europę Południową nie wskazuje na rzeczywistego sprawcę, a mianowicie na wielką francusko-niemiecką koalicję kapitału. W dyskusji dotyczącej uchodźców i migracji ekonomicznej nie wspominają oni o migracji wewnątrzeuropejskiej, masowych przemieszczaniu się wykwalifikowanej siły roboczej z krajów takich jak Rumunia czy Bułgaria. Jeśli chodzi o jakość powietrza i zanieczyszczenie środowiska, w ich programie nie ma wzmianki o rażących różnicach między dwoma geopolitycznymi częściami Europy, Wschodem i Zachodem. Badania Air Quality Monitoring Agency wyraźnie pokazują, że żelazna kurtyna w ogóle nie upadła jeśli chodzi o tę kwestię. A gdy wspominany jest Europejski Bezwarunkowy Dochód Podstawowy, który jest bardzo modnym tematem, trudno jest spostrzec, w jaki sposób zielone „racjonalne centrum polityczne” różni się w tej materii od przemówień z Davos.
Obrońcy Snowdena i wielbiciele Macrona
Dzieje Zielonych mają swój formalny początek w styczniu 1980 roku, kiedy to kilku lewicowych polityków z ówczesnych środowisk opozycyjnych, związanych z obroną praw człowieka, pacyfizmem i aktywizmem antynuklearnym spotkało się na pierwszym kongresie w Karlsruhe. Jednak korzenie partii można znaleźć w protestach z 1968 roku, oraz w inicjatywach obywatelskich i ruchach studenckich, które powstały później w wyniku tamtych protestów. Teraz Zieloni są niezwykle popularni w dużych aglomeracjach i bogatych ośrodkach metropolitarnych, ale swoje pierwsze zgromadzenia partyjne, a nawet pierwsze sukcesy polityczne odnotowali w wiejskiej Badenii-Wirtembergii. Tam też 16 marca 1980 roku po raz pierwszy weszli do parlamentu regionalnego. W niemieckich wyborach federalnych z 1983 roku, których głównym wydarzeniem był upadek koalicji socjalno-liberalnej kierowanej przez Helmuta Schmidta, po raz pierwszy weszli do Bundestagu (parlamentu federalnego). Już nigdy go nie opuścili; równocześnie jednak ten sukces oznaczał początek walk wewnętrznych, które niekiedy zacięte były do tego stopnia, że realny wydawał się rozpad organizacji. Cały program i struktura partii zostały zasadniczo ukształtowane przez frakcje Realos i Fundis.
Realos jest frakcją kompromisu i jest otwarta na negocjacje z innymi stronami w celu utworzenia koalicji, a nawet rządów. Najważniejszymi osobistościami politycznymi tej frakcji są Joschka Fischer, Cem Özdemir i Winfried Kretschmann. Fundis, co znaczy tyle, co fundamentaliści, są radykalnie lewicową frakcją, która nie chce porzucić podstawowych zasad partii. Walczą zatem o rozbrojenie, zniesienie NATO, eko-socjalizm, a w polityce wewnętrznej są absolutnie przeciwni sprzymierzaniu się i dogadywaniu z tradycyjnymi partiami, SPD i CDU. Fundis tworzą Jutta Ditfurth i Rainer Trampert (żadne z nich nie jest powszechnie znane na poziomie polityki europejskiej, w przeciwieństwie do przywódców Realos), członkowie i członkinie Ligi Komunistycznej z byłych Niemiec Zachodnich, oraz byli antyrewizjoniści z Jusos (młodzieżówki SPD). Fundis to również takie postacie jak Hans-Christian Ströbele, który angażuje się w nagłaśnianie skandali związanych z informacjami opublikowanymi prze Edwarda Snowdena. Do tego stopnia, że zaproponował nawet, aby Snowden otrzymał niemieckie obywatelstwo i azyl polityczny. Jest też Jürgen Trittin, który jest w dużej mierze twórcą krajowego planu stopniowego wycofywania broni jądrowej z Niemiec; kiedy był ministrem środowiska, nie mógł być związany jawnie z Fundis, ale wielokrotnie wspierał ich poglądy i stanowiska.
Najbardziej wpływowymi postaciami Zielonych nie są jednak ci odważni i nieszablonowi w poglądach ludzie. Nieporównywalnie więcej do powiedzenia mają Realos. A tam postacią pierwszoplanową jest choćby wspomniany już Winfried Kretschmann, który od ponad ośmiu lat kultywuje bardzo bliskie i serdeczne stosunki z CDU w Badenii-Wirtembergii, ale także z gigantami przemysłu motoryzacyjnego z okolicy, Daimlerem i Porsche. Sympatia dla nich, a także bagatelizowanie ich odpowiedzialności za skandal związany z niemiecką emisją dwutlenku węgla, a nawet częściowe lobbowanie na ich rzecz, to postawy, które sprawiłyby, że ktoś mógłby zastanawiać się, co ten człowiek jeszcze robi w „ekologicznej” partii.
Cem Özdemir to z kolei ucieleśnienie społeczno-kulturowego modelu integracji społeczności tureckiej. Wychował się w rodzinie gastarbeiterów i z tej niezbyt dobrej pozycji startowej doszedł na główną scenę niemieckiej polityki. By prezentować na niej poglądy typowo liberalne. Özdemir to m.in. wielki zwolennik propozycji Macrona, głoszącej wzmocnienie gospodarcze i militarne Europy wokół francusko-niemieckiego rdzenia. Wzywał on Angelę Merkel, by „nie opuszczała Francji czekającej z wyciągniętą ręką”. Oprócz przedstawiania stosunkowo stereotypowej wizji współczesnych europejskich problemów, która zaczyna się począwszy od „nieliberalnych reżimów w Polsce i na Węgrzech”, „gwałtownych i niebezpiecznych protestów Żółtych Kamizelek”, polityk Zielonych spokojnie akceptuje fakt, że Włochy i Grecja nie mogą sobie same poradzić z kryzysem uchodźczym, nie wspomina, że obecnie oba kraje przechodzą przez jedną z najostrzejszych recesji w historii), a kwestia środowiska i kryzysu klimatycznego, w której powinno się poszukiwać powodów globalnych migracji, zostaje po prostu przemilczana. W ostatecznym rozrachunku „alternatywne” przesłanie tego polityka dla Europy i Niemiec to realizm polityczny, otwartość na „centrum” i straszenie prawicowymi populistami.
Torby to nie wszystko
Trudno przewidzieć, czy taką właśnie drogę Zieloni obiorą w przyszłości. Jeśli „otwartość na centrum” będzie nadal w tej partii zwyciężać, przepadnie nie tylko jej główny atut, czyli wizerunek ugrupowania alternatywnego wobec tych dawno skompromitowanych, ale i cały sens istnienia organizacji – dążenie do wdrożenia agendy ekologicznej, która może zapobiec obecnej, coraz bardziej wyraźnej, katastrofie klimatycznej. Zieloni mogliby być alternatywą. Mając tylko 80 000 członków w całych Niemczech, zdecydowanie wygrali w ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego z SPD, do której należy 400 tys. obywatelek i obywateli. Mogą jednak popisowo ten potencjał roztrwonić, wygaszając swoje postulaty w sprawach klimatycznych czy też modyfikując je w taki sposób, by zadowolony był wielki kapitał.
Bo nie chodzi tylko o kupowanie samochodów elektrycznych, unikanie podróży samolotem, recykling plastikowych toreb i niejedzenie wołowiny. Cały kryzys klimatyczny związany jest ze sposobem produkcji, dystrybucji i konsumpcji, zintegrowanym z systemem gospodarczym opartym na zysku, stałym wzroście gospodarczym i wyzysku pracowników. Przełomowy moment w globalnym ekosystemie wiąże się również z ponownym przemyśleniem i przewartościowaniem tych kwestii gospodarczych oraz skierowaniem uwagi globalnego społeczeństwa na tych, którzy mają moc i wpływ na zatrzymanie, a nawet odwrócenie dotychczasowego kursu.

Tłumaczył Wojciech Łobodziński. Skróty i adaptacja pochodzą od redakcji. Tekst ukazał się w oryginale na bułgarskim portalu lewicowym Baricada.org. Autor jest aktywistą DIEM25.

Najnowsze

Kwarantanna i chaos informacyjny w Irkucku – DŻUMA

Kwarantanna i chaos informacyjny w Irkucku – DŻUMA

Śmierć 28-letniej pracownicy laboratorium w Szelechowie wywołała panikę i zamieszanie informacyjne. Media donosiły o dżumie, podczas gdy władze twierdziły, że przyczyną było „zapalenie płuc o nieustalonej etiologii”. Kwarantanna objęła blisko 200 osób, a w fabryce aluminium wprowadzono noszenie masek. Chaos potęguje brak spójnych komunikatów ze strony instytucji sanitarnych, co podważa zaufanie obywateli. Kluczowe pytanie: czy jest się czego obawiać? Na razie brak dowodów na epidemię, ale sytuacja wymaga czujności. Panika to zły doradca, ale informacyjny chaos jest równie niebezpieczny.

Tanie miejsce w akademiku wciąż na wagę złota. 

Tanie miejsce w akademiku wciąż na wagę złota. 

Brak miejsc w akademikach to dramat, ale sytuacja może się poprawić. W Warszawie, gdzie na jedno miejsce przypada 17 studentów, wynajem mieszkań staje się brutalnie drogi. Koszty mieszkania nieporównywalne do akademickich opłat, gdzie najtańsze miejsca zaczynają się od 410 zł. Mimo spadku dostępności miejsc, modernizacje podnoszą standardy, a rozwijający się rynek prywatnych akademików staje się atrakcyjną alternatywą. Studenci walczą o każdy pokój, a presja rynku wynajmu wciąż rośnie. W przyszłości akademiki mogą rozwiązać problem, ale na razie wciąż brakuje ich jak na lekarstwo.

Wzrost miejsc pracy w centrach danych w Europie: Co to oznacza?

Wzrost miejsc pracy w centrach danych w Europie: Co to oznacza?

Centra danych rosną jak grzyby po deszczu, ale czy Polska naprawdę korzysta na tym boomie? Wyższe wynagrodzenia nie kuszą tylko programzystów – potrzebujemy techników, elektryków i specjalistów. Jednak zysk z miliardowych inwestycji często nie pozostaje w kraju. Rzeczywiste pytania brzmią: ile miejsc pracy stworzą, jakiej jakości będą te zatrudnienia, oraz jakie podatki zostaną w Polsce? Kto poniesie koszty infrastruktury, a kto w końcu zyska na energetycznym oblężeniu? Służby publiczne muszą zapewnić, że cyfrowa rewolucja przyniesie korzyści społeczeństwu, a nie tylko globalnym korporacjom.

Netanjahu w Zjednoczonych Emiratach: Iran i regionalne napięcia

Netanjahu w Zjednoczonych Emiratach: Iran i regionalne napięcia

Benjamin Netanjahu odbył niezapowiedzianą wizytę w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, gdzie głównym tematem rozmów był Iran i jego program nuklearny. W świetle ataku Hamasu z 7 października 2023 roku nasuwa się pytanie o ewentualne ostrzeżenie, które izraelski premier miał otrzymać od lidera Emiratów. W obliczu narastających napięć w regionie, współpraca między Izraelem a ZEA staje się kluczowa, nawet w obliczu krytyki działań izraelskiego rządu. Również wzrost cen ropy, spowodowany konfliktem, wpływa na gospodarki krajów europejskich, w tym Polski, co wskazuje na skomplikowane powiązania między bezpieczeństwem a kosztami życia obywateli.

Polska wieś po 2027: Finanse, dopłaty i bezpieczeństwo żywnościowe

Polska wieś po 2027: Finanse, dopłaty i bezpieczeństwo żywnościowe

Przyszłość Wspólnej Polityki Rolnej (WPR) po 2027 roku staje pod znakiem zapytania, a kolosalne kwoty dotyczące wsparcia dla polskiego rolnictwa budzą wiele wątpliwości. Polska może otrzymać 24,6 miliarda euro według Komisji Europejskiej lub ponad 42 miliardy euro, uwzględniając dodatkowe środki krajowe. Paradoksalnie, większa elastyczność budżetowa może prowadzić do rywalizacji o fundusze z innymi sektorami. Kluczowe pozostaje pytanie, jak te środki będą dzielone, co zadecyduje o przyszłości nie tylko rolników, ale i jakości życia na wsi, co jest istotne dla młodych rodzin oraz całych społeczności wiejskich.

Sprawdź również

Kobiety w Indiach mają dość życia w strachu.

Kobiety w Indiach mają dość życia w strachu.

Studentki wychodzą na ulice po kolejnych gwałtach Setki studentek wychodzą na ulice Delhi po serii brutalnych przestępstw seksualnych. Punktem zapalnym stała się sprawa 17-latki, która według policji została zgwałcona zbiorowo przez mężczyzn podających się za...

Jemen wraca do pełnoskalowej wojny.

Jemen wraca do pełnoskalowej wojny.

Ofensywa przeciw Huti, Arabia Saudyjska i walka o Morze Czerwone Wspierany przez Arabię Saudyjską rząd Jemenu rozpoczął dużą operację wojskową przeciwko Huti. Celem ma być odzyskanie terenów zajętych przez wspierane przez Iran ugrupowanie, w tym strategicznych...

Łotwa po Wyborach: Nowa Koalicja i Wyzwania Gospodarcze

Łotwa po Wyborach: Nowa Koalicja i Wyzwania Gospodarcze

Po przeliczeniu ponad 99,9 proc. głosów centroprawicowa partia United List premiera Andrisa Kulbergsa zdobyła 35,4 proc. poparcia i 42 mandaty w 100-osobowym parlamencie Łotwy. To bezprecedensowy rezultat w historii niepodległego państwa po 1991 roku, który cementuje...

Wojna na Bliskim Wschodzie a Ceny Ropy w Polsce

Wojna na Bliskim Wschodzie a Ceny Ropy w Polsce

Wojna daleko od Polski, rachunek przy naszej stacji. Bliski Wschód znów podbija ceny ropy Wojna z Iranem toczy się tysiące kilometrów od Polski, ale jej ekonomiczne skutki coraz trudniej uznać za odległe. Ropa ponownie przekroczyła 100 dolarów za baryłkę, diesel w...

Polska a Tajwan: Fakty vs. Spekulacje

Polska a Tajwan: Fakty vs. Spekulacje

Z okazji tegorocznej, wrześniowe sesji ONZ oraz waszyngtońskiego szczytu przewodniczący Xi Jinping – prezydent Donald Trump, polskie media wspominały też o Tajwanie. Często wybiórczo, czasem nieprawdziwie, zwykle  bez prezentowania racji politycznych i faktów...