Trójmorze, co dalej…

Motto: Tempora mutantur et nos mutamur in illis.

Czasy się zmieniają i my zmieniamy się wraz z nimi, mówi łacińskie przysłowie. Czy, aby na pewno się zmieniamy? Czy obecna globalna sytuacja powinna nas skłonić do zmian w sposobie politycznego myślenia? George Friedman uważał, jeszcze przed Afganistanem, że kolejne porażki militarne Stanów Zjednoczonych wkalkulowane są w ogólną, dalekosiężną strategię, która pozwoli Stanom na utrzymanie światowego przywództwa do końca bieżącego stulecia. Bardziej jednak podoba mi się myśl Zbigniewa Brzezińskiego, że Stany mogą wiele, ale nie wszystko.

Uwarunkowania zewnętrzne i wewnętrzne

Czytam niedawno, że Bush był prezydentem niemądrym, Obama hamletyzował a Trump był nieprzewidywalny. To wszystko bardzo prawdopodobne, ale ich wybór wynikał z poziomu niezbyt wykształconego i ubogiego społeczeństwa, którym kierują i manipulują wykształcone i bogate elity. Tych elit oceniać nie mam zamiaru. Obecnie prezydentem Stanów Zjednoczonych jest demokrata Joe Biden, który zastąpił na tym urzędzie republikanina Donalda Trumpa. Ten ostatni ogłoszony został przyjacielem Polski, czego nie zamierzam podważać, tym bardziej, że kandydował będzie na to stanowisko po raz wtóry, a co ważne, był politykiem sprzyjającym Inicjatywie Trójmorza, bardzo potrzebnej naszemu regionowi.
Zastanowić się natomiast warto na ile amerykańscy demokraci, których prezydentów doradcą był Zbigniew Brzeziński wykazać mogą aktualnie zrozumienie dla specyfiki Europy Środkowej, dla jej wielu pomysłów integracyjnych. Z enuncjacji medialnych wiemy już, że w amerykańskim Kongresie zarówno republikanie, jak i demokraci wyrażają poglądy sprzyjające Inicjatywie.
Postawić można pytanie na ile myśl polityczna Zbigniewa Brzezińskiego, który rozumiał Europę Środkową, zapamiętana została wśród demokratów. Oczywiście, „co będzie pokaże czas”, ale istnieje pokusa znalezienia już teraz, przynajmniej w części, odpowiedzi na to pytanie. Z. Brzeziński już na początku swej działalności naukowej i politycznej opowiadał się za integracją Europy Środkowej i za powstaniem konfederacji polsko-czechosłowackiej. Na jego poglądy wpływ mógł mieć niewątpliwie m.in. fakt, że jego żoną była Emilie Beneš stryjeczna wnuczka prezydenta Czech Edvarda Beneša, który wraz z premierem Władysławem Sikorskim taką konfederację podczas II wojny światowej usiłował powołać. Jeszcze kilka lat przed śmiercią B. Brzeziński stwierdzał, że odpowiedzią Europy na wyzwania stojące przed nią i całym Zachodem powinna być współpraca regionalna, wzmocnienie Grupy Wyszehradzkiej i powiązań z krajami północnej Europy.
Takie poglądy prezentował Z. Brzeziński wtedy, gdy pozycja Ameryki na globalnym forum już słabła. Na temat Trójmorza nie zdążył się wypowiedzieć, bo zmarł w roku 2017, a więc zanim Inicjatywa nabrała kształtu. Czy obecnie, po klęsce w Afganistanie, zaprzątał by sobie głowę Polską i Europą Środkową? (Nawiasem mówiąc Z. Brzeziński uważał, że Europa Środkowa kończy się na Łabie. Nie była to jednak polityczna definicja regionu, lecz raczej ekonomiczno-społeczna. M.P.).
Zbigniew Brzeziński we wstępie do swej książki „Strategiczna wizja” napisał: „Tylko dynamiczna, postępująca zgodnie z przemyślaną strategią Ameryka może wraz z jednoczącą się Europą wspólnie działać na rzecz większego i bardziej żywotnego Zachodu, zdolnego do odgrywania w sposób odpowiedzialny roli partnera dla rosnącego w siłę i coraz bardziej pewnego siebie Wschodu.
W przeciwnym razie niewykluczone, że geopolitycznie podzielony i skupiony na sobie Zachód pogrąży się w historycznym upadku, który upodobni go do upokorzonych i bezsilnych dziewiętnastowiecznych Chin. Na Wschodzie zaś pojawi się pokusa powtórzenia katastrofalnej w skutkach próby sił pomiędzy państwami dwudziestowiecznej Europy.” Z. Brzeziński pisał te słowa w 2012 roku a od tego czasu zmian na lepsze nie widać. Wręcz przeciwnie.
Rola politycznego gracza
Unia Europejska nie osiągnęła dotąd roli politycznego gracza (Brzeziński uważał, że jest to projekt niedokończony), a Stanom Zjednoczonym do przodującej roli w świecie coraz dalej. Z chwilą objęcia urzędu przez Prezydenta Bidena pozycja Stanów Zjednoczonych w świecie ma jakąś szansę na poprawę, ale to poprzednik Bidena, Donald Trump wspierał ideę Trójmorza, a nie aktualny Prezydent, który z poparciem jeszcze nie zdążył. Co prawda poparcie dla Inicjatywy Trójmorza wyrażają obecnie zarówno demokraci, jak i republikanie, ale poparcie to nie jest przekonywujące.
I nie było przekonywujące od strony finansowej nawet za Trumpa. Więcej było w tym poparciu słów niż konkretu, a raczej: pomóżcie sobie sami, albo: niech wam Unia Europejska pomoże. I Unia Europejska pomaga, a przede wszystkim nie przeszkadza.
Amerykańskie wsparcie dla idei Trójmorza jest jednak nadal niezbędne. A tymczasem na globalnym horyzoncie kłębią się ciągle czarne chmury. Skończyła się już dość dawno „globalna supremacja” Zachodu, a trwające sukcesy Chin czynią z nich alternatywę systemową, bo system amerykański, jak zauważył Z. Brzeziński, zaczyna być postrzegany jako przestarzały. Ważnym wydarzeniem stało się wycofanie wojsk amerykańskich z Afganistanu. Decyzja Prezydenta Bidena w tej sprawie świadczy o przezorności jego i jego ekipy. Wszelkie ponawiane w przyszłości ewentualne militarne próby ratowania amerykańskiego imperium skończyć się mogą bardzo tragicznie i przyśpieszyć koniec, a nie uratować USA. A pokusy w Stanach powrotu do militarnych interwencji niestety nadal istnieją!
Renesans Ameryki
Tymczasem przywrócenie świetności Ameryki nastąpić może obecnie przede wszystkim poprzez sukcesy gospodarcze oraz na polu nauki i edukacji, w ścisłym sojuszu z Unią Europejską Analitycy polityki międzynarodowej i znawcy problematyki afgańskiej głowią się obecnie nad tym jakie będą skutki wycofania wojsk USA oraz ich sojuszników. Przeważać wydaje się opinia, że na ich miejsce wejdą do Afganistanu Chiny. Sam Prezydent Biden tak sądzi.
Amerykanie zostawili w Afganistanie mnóstwo wojskowego sprzętu, który, jak widać, niewiele pomógł w wygraniu tej wojny. Myślę zresztą, że talibom ten sprzęt też do niczego przydatny nie będzie. Przypatrzą mu się Chińczycy.
Już podczas wojny w Wietnamie odzywały się głosy, że aby wygrać podobny konflikt (są oczywiście także istotne różnice!) stosunek liczbowy sił inwazyjnych do sił miejscowego przeciwnika powinien być kilkakrotnie wyższy, a walka powinna przypominać walkę wręcz, czyli „face to face”. A tu niestety mamy do czynienia już z demografią. Kogo na Zachodzi stać na taką wojnę? A może stać Chińczyków? Z. Brzeziński uważał, że po wycofaniu wojsk amerykańskich nastąpi wewnętrzny rozkład kraju i rywalizacja o wpływy w Afganistanie wśród sąsiednich państw. Istnieje przy tym prawdopodobieństwo, pisał, że w Afganistanie na nowo rozpalą się namiętności religijne i etniczne.
Wydaje mi się jednak, że to m.in. rosnąca chińska obecność w Afganistanie ochłodzi tam nastroje i do większych militarnych perturbacji w tym kraju nie dojdzie. Brzeziński stwierdził przy tym że amerykańska skłonność do wycofywania się z Bliskiego Wschodu będzie zapewne wzrastać wraz ze słabnięciem globalnej pozycji USA, mimo wyrażanego publicznie poparcia dla Izraela. ( I tu zapalać się powinna dla politycznych decydentów czerwona lampka.
Jeśli Stany gotowe są opuścić Izrael, to co z Europą i z Europą Środkową?) Jego zdaniem długofalowym celem Stanów Zjednoczonych powinna być transatlantycka stabilność oparta na coraz pełniejszym porozumieniu między starymi potęgami Zachodu i nowymi potęgami Wschodu. Wymaga to starań przez kilka następnych dekad o połączenie zarówno Rosji, jak i Turcji, z Zachodem obejmującym już UE i USA, dzięki takim instytucjom jak UE i NATO.
Chiny – USA
Równocześnie strategiczne zaangażowanie USA w Azji powinno obejmować próby współpracy i partnerstwa z Chinami oraz promocję pojednania między Chinami i sprzymierzoną z USA Japonią. Brzeziński uważał, że Europa (Francja i Niemcy) popełniają błąd odrzucając europejskie aspiracje Turcji, która mogłaby osłaniać Europę od problemów i namiętności Bliskiego Wschodu. Turcja wykorzystując swe terytorialne i kulturowe związki z ludami starego imperium osmańskiego i postsowieckimi państwami Azji Środkowej, mogłaby podkopywać atrakcyjność islamskiego ekstremizmu i zwiększać stabilność regionalną, z korzyścią nie tylko dla Turcji, ale i dla Rosji i Europy. (Z. Brzeziński tego na napisał, ale podejrzewam, że chodziło mu także o zastąpienie na Bliskim Wschodzie Ameryki przez Turcję jako gwaranta bezpieczeństwa Izraela.
Można mieć jednak wątpliwości czy obecna Turcja spełnić może taką rolę. M.P.) Zauważmy, że w tym, z konieczności bardzo skrótowym, przedstawieniu ostatnich poglądów Zbigniewa Brzezińskiego jest miejsce dla Europy jako całości, ale nie ma miejsca dla Europy Środkowej. Brzeziński prezentował w roku 2012 swe poglądy z myślą o horyzoncie czasowym po 2025 roku.
Jeśli jego postulaty (prognozy?) nie uwzględniające Europy Środkowej zostaną zrealizowane, to czy w ich konsekwencji Niemcy (lub Unia Europejska) i Rosja podzielą się, zgodnie z historyczną tradycją, osamotnioną Europą Środkową. A może Stany realizować będą nadal koncepcję George’a Friedmana, według której Stany Zjednoczone nie dopuszczą do zbytniego zbliżenia Niemiec i Rosji?
Rozważyć można jeszcze jeden scenariusz, który przypominałby powrót do niemieckiej Mitteleuropy. Te 3. scenariusze wymagałyby być może oddzielnego rozpatrzenia, jakkolwiek wszystkie wydają się być z góry mało prawdopodobne, bo zakładają w podtekście nieprzyjazne relacje między Stanami a Unią Europejską.
Wydaje się jednak, że słabość Stanów i słabość Unii Europejskiej powinna skłaniać do ścisłego sojuszu.
Europejski instynkt polityczny
Jeżeli z kolei środkowoeuropejskie elity nie zawiedzie instynkt polityczny, to Europa Środkowa integrować się będzie w ramach Unii Europejskiej i to właśnie Unia Europejska pozostanie dla naszego regionu głównym i bezpiecznym partnerem, oczywiście w sojuszu z Ameryką Północną – tzn. Stanami i Kanadą. Co nie oznacza, że w Europie Środkowej nie będzie miejsca dla bezpośrednich partnerskich relacji ze Stanami Zjednoczonymi, Chinami, a także z Rosją. Napisałem niedawno, że z via Carpathia powinna się cieszyć również Rosja i wszyscy nasi wschodni sąsiedzi, bo nigdy nie mieli dobrej lądowej komunikacji z Bałkanami.
Sądzę przy tym, że chińska obecność w Afganistanie, na rosyjskim podbrzuszu, niekoniecznie sprzeczna w krótkim horyzoncie czasowym z interesem Zachodu i Ameryki, ostudzi nastroje w Europie Wschodniej (szczególnie w Rosji) i nastąpi wreszcie era współpracy Zachodu z Rosją, czego oczekiwał Z. Brzeziński.
A Chiny nie będą sprzeciwiać się tej współpracy, bo spokój na jedwabnym szlaku umożliwi im bezpieczny rozwój wymiany gospodarczej i handlu z Europą oraz z wszystkim krajami „po drodze”. A do zbliżenia, nie Niemiec, ale Unii Europejskiej z Rosją zapewne w dalszej perspektywie dojdzie, najlepiej przy amerykańskim współudziale. To zbliżenie poprze także Watykan, którego zauważalny długoletni dialog z Rosją zmierza właśnie w tym kierunku. Kiedy dokładnie nastąpi zbliżenie między całym Zachodem a Rosją, trudno w tej chwili przewidzieć, niemniej wydarzenia na świecie wydają się gwałtownie przyśpieszać. W każdym razie, do tego czasu, Europa Środkowa powinna już być maksymalnie zintegrowana, ale nie przeciw Niemcom, lecz w ramach Unii Europejskiej.
Skonfederowani?
Europy Środkowej nie udało się i nie uda nikomu na trwałe podbić siłą. Jej różnorodność narodowa, etniczna, kulturowa i religijna stanowi o jej niepowtarzalności, co równocześnie uniemożliwia narzucenie zwierzchnictwa jednego narodu drugiemu, a co dopiero całemu regionowi. Europa Środkowa nie potrzebuje hegemona, ani z zewnątrz, ani „własnego”; jedyny sposób, aby mówiła jednym głosem jest jej dobrowolne zjednoczenie na podstawie politycznej, gospodarczej, kulturalnej itd. w celu obrony wspólnych interesów. Proces ten może być długotrwały, co nie oznacza, że wizja Europy Środkowej zjednoczonej w ramach Unii Europejskiej jest wizją utopijną. Największym i niewybaczalnym błędem polskich i innych środkowoeuropejskich elit byłoby doprowadzenie krajów regionu do wyjścia z Unii Europejskiej.
Federaliści środkowoeuropejscy już od XIX wieku powtarzali, że obrona narodowych interesów małych i słabych środkowoeuropejskich krajów, w otoczeniu sąsiadujących z nimi potęg, wymaga rezygnacji ze skrajnych nacjonalizmów na rzecz zjednoczonego regionu. Rezygnacja ta nie wyklucza jednak rozumnego patriotyzmu. Myślano początkowo, że już wcześniej zjednoczona Środkowa Europa połączy się z Zachodem Europy. Stało się inaczej – do Unii Europejskiej weszły pojedyncze kraje środkowoeuropejskie, które dopiero obecnie, w ramach UE dokonują regionalnej integracji (m.in. Grupa Wyszehradzka, Trójmorze, chiński format współpracy obejmujący Chiny i kraje Europy Środkowej „17+1”). Zintegrowana Europa Środkowa, już jako samodzielny podmiot w UE, powinna w dogodnym dla siebie momencie zdecydować jaką formę federacji unijnej poprze, czy będzie to pełna federacja czy konfederacja. Wydaje się, że luźna konfederacja najbardziej odpowiadałaby obecnie możliwościom i potrzebom Europy. Przy czym w niektórych obszarach trudno wyobrazić sobie inne rozwiązania niż te, które przypominają scentralizowaną federację, chodzi np. o obronność czy walkę z cyberatakami. O pełnej suwerenności narodowej na podobnych polach należałoby raczej zapomnieć. Wiele obecnych sporów między poszczególnymi państwami unijnymi a brukselską administracją wynika z braku jasnych, nakreślonych uprawnień brukselskiej centrali (decydują często niewybierani lecz mianowani urzędnicy!) oraz państw członkowskich. Na te tematy powinni się wypowiedzieć konstytucjonaliści w państwach członkowskich Unii. Sądzę i mam nadzieję, że do dyskusji tej znaczący wkład wnieść może syn Zbigniewa Brzezińskiego, przyszły Ambasador Stanów Zjednoczonych w Polsce Mark Brzeziński. W dyskusji nad przyszłym kształtem Unii Europejskiej, procesem integracji środkowoeuropejskiej i miejsca w niej Polski, mogliby wziąć udział także polscy uczeni pracujący na zagranicznych uczelniach. W przeszłości to oni w dużym stopniu byli twórcami koncepcji Środkowej Europy.
Mówi się niekiedy, że polskie społeczeństwo podzielone jest mniej więcej równo na dwie części. Otóż w przypadku Unii Europejskiej jest inaczej: 4/5 Polaków (80 proc. ) opowiada się za obecnością w Unii. Tak wynika z badań opinii publicznej i to jest już bardzo dobra wiadomość. Nigdy jednak dotąd nie zadano społeczeństwu pytania odnośnie integracji środkowoeuropejskiej. Powodów jest wiele, a wśród nich podstawowy: społeczeństwo nie jest przygotowane do odpowiedzi, bo i pytanie trudno sformułować.
Czy społeczeństwo popiera dotychczasowe próby integracji regionalnej, np. Grupę Wyszehradzką? Wydaje się, że w tym przypadku zdecydowanie tak, ale co dalej? I tutaj jest pole do działania dla naszych elit politycznych. Wśród polityków popierających naszą obecność w Unii przeważa niestety pogląd, że w Unii niczego nie należy zmieniać, wystarczy ją popierać. Ponadto nasze elity nie wypowiedziały się na razie wyraźnie co do przyszłej, bardziej zintegrowanej niż dotąd, Europy Środkowej. Odpowiedź pozytywną otrzymujemy tylko w przypadku Grupy Wyszehradzkiej i tę próbę integracji należy zdecydowanie popierać, mimo, że nie zawsze zgadzamy się z linią polityczną poszczególnych krajów Grupy.
Jeżeli chodzi natomiast o szerszą integrację, całej Europy Środkowej, to inspiracje w tym kierunku przychodzą raczej z zewnątrz, np. ze Stanów Zjednoczonych i Chin niż z samego regionu. To, że świat dostrzega nasz region jako jedną całość, mimo wewnętrznego zróżnicowania, przyjmujemy jak rzecz zrozumiałą. Nie zawsze jednak tak było i w tym postrzeganiu nas przez świat obecnie wiązać można wiele nadziei. Jeżeli jednak Europa Środkowa nie wykorzysta sprzyjającego jej momentu, państwa narodowe regionu stracić mogą, jedyną być może, okazję zabezpieczenia swych dobrze rozumianych narodowych interesów. Jeżeli chodzi o Polskę, to już obecnie wielką szkodę naszym narodowym interesom przynieść mogą „mocarstwowe podrygi” jednych i błoga nieświadomość drugich polityków.
Wynikają one być może z przekonania, że sama Polska, bez wsparcia środkowoeuropejskich sąsiadów, jest w stanie prowadzić skuteczną politykę międzynarodową. Chciałoby się powiedzieć: więcej skromności, zanim ktoś nam powie: żadnych złudzeń Panowie! Polska (dotyczy to także pozostałych krajów Europy Środkowej) bez wsparcia naszego zintegrowanego regionu nie będzie w stanie prowadzić żadnej skutecznej polityki. Pomyślmy przez chwilę jaka byłaby przyszłość niezintegrowanych krajów Środkowej Europy. Ich los przypominałby, nigdy na szczęście nie zrealizowaną koncepcję Mitteleuropy, tym razem w wykonaniu Unii Europejskiej, czytaj najsilniejszych państw Unii; poszczególne państwa regionu w ważnych dla siebie sprawach nie miałyby wówczas nic do powiedzenia. Powoli, ale śpieszmy się! Tempus fugit! Czas ucieka i ktoś dodał, że nie wraca.