Niezgoda na Kulenovicia

Legii Warszawa jako ostatnia z polskich drużyn odpadła z europejskich pucharów, ale i tak ma największy problem. Szefowie stołecznego klubu wpisali bowiem do prognozy budżetowej na nowy sezon wpływy za udział w fazie grupowej Ligi Europy, a że Legia nie dała rady Glasgow Rangers w 4. rundzie eliminacji, brakuje im teraz 20 mln złotych.

W wygranym 3:1 niedzielnym meczu z Rakowem Częstochowa wszystkie gole dla Legii strzelił 24-letni Jarosław Niezgoda, którego po godzinie gry zmienił 29-letni Hiszpan Carlos Daniel Lopez Huesca, bardziej znany pod boiskowym przydomkiem Carlitos. Na boisku, a nawet w kadrze meczowej, zabrakło napastnika Legii numer 1 w tym sezonie, 21-letniego Chorwata Sandro Kulenovicia, na którego serbski trener „Wojskowych” Aleksandar Vuković regularnie stawiał od początku sezonu, mimo jego irytującej jak na napastnika nieskuteczności. Irytującej zwłaszcza dla kibiców Legii, którzy Chorwata ostatnio już tylko bezlitośnie wygwizdywali i lżyli. Vuković na to nie zważał i także w Glasgow, w najważniejszym w tej części sezonu meczu legionistów, wystawił do gry Kulenovicia.

Zapewne nie kierował się bałkańską solidarnością, bo trudno o coś takiego posądzać Serba w relacjach z Chorwatem, raczej zaleceniami swoich przełożonych, którzy z jednej strony liczyli na awans i obiecywali piłkarzom podwójną premię za osiągnięcie tego celu, lecz równolegle szykowali plan awaryjny, którego głównym punktem był transfer Kulenovicia. Dlatego Chorwat, chociaż regularnie zawodził pod bramką rywali, wychodził na boisko w podstawowym składzie, zaś wyraźnie lepsi od niego Carlitos i Niezgoda w spotkaniach pucharowych grzali ławę. Ta strategia jak już wiemy zakończyła się kolejnym niepowodzeniem warszawskiego klubu w europejskich pucharach, ale transfer chorwackiego piłkarza doszedł do skutku. Kulenović wrócił do ojczyzny, do zespołu Dinama Zagrzeb, który pod wodzą znanego z nieudanego epizodu w Lechu Poznań trenera Nenada Bjelicy właśnie awansował do fazy grupowej Ligi Mistrzów.

Kulenović jest zawodnikiem Legii od 2016 roku. Na Łazienkowską trafił właśnie z Dinama Zagrzeb. Sezon 2017/2018 spędził na wypożyczeniu w zespole Primavery Juventusu. Włoski klub miał wtedy po sezonie możliwość wykupu Kulenovicia, ale tego nie zrobił. Po powrocie z wypożyczenia Kulenović zaczął częściej pojawiać się na boisko, ale wchodził najczęściej jako rezerwowy. W poprzednim sezonie uzbierał 25 występów i strzelił cztery gole. W obecnych rozgrywkach był pierwszym wyborem Vukovicia w ataku, chociaż nie potrafił trafić do siatki w dziewięciu meczach z rzędu. W sumie zaliczył w Legii 36 występów i strzelił sześć goli, z czego dwa w tym sezonie w 11 rozegranych meczach. Mimo to Dinamo zapłaciło za niego około dwóch milionów euro.
Szefowie Legii pozbyli się też 33-letniego Tomasza Jodłowca, oddając go ponownie do Piasta Gliwice, tym razem już nie na zasadzie wypożyczenia, jak w poprzednim sezonie, tylko transferu definitywnego. Ten piłkarz był zawodnikiem stołecznego klubu od 19 lutego 2013 roku i wywalczył z nim pięć tytułów mistrza kraju i zdobył czterokrotnie Puchar Polski, zaliczając w sumie 202 występy i zdobywając 19 bramek. Na Łazienkowskiej nie był jednak w ostatnich latach doceniany. Legia zarobiła na jego sprzedaży niespełna pół miliona złotych.

Z transferów tych dwóch graczy do kasy „Wojskowych” wpłynie około dziewięciu milionów złotych, a zatem zbyt mało, by komisja licencyjna PZPN uznała deklarowany przed sezonem budżet za zbilansowany. Nie obędzie się więc bez upokarzającego najbogatszy polski klub piłkarski nadzoru finansowego, bo w kadrze zespołu jaką ma obecnie do dyspozycji trener Vuković, chyba tylko 19-letni bramkarz Radosław Majecki wart jest 5-6 mln euro. Reszta to gracze wyceniani w przedziale 1-2 mln euro, czyli trzeba by było sprzedać z trzech, żeby załatać budżetową dziurę.

Jarosław Niezgoda, mimo hat-tricka strzelonego beniaminkowi ekstraklasy z Częstochowy, na razie nie jest jeszcze materiałem na hitowy transfer, choćby tylko na poziomie sprzedanego latem do Dynama Moskwa 20-letniego pomocnika Sebastiana Szymańskiego, za którego rosyjski klub zapłacił Legii wedle różnych źródeł między 5,5 a 6 mln euro. „Teraz pewnie zacznie się gadanie, że powinienem na niego postawić w meczach z Rangersami (Niezgoda nie zagrał przeciwko szkockiej drużynie w pierwszym meczu w Warszawie, ale trzy dni później zdobył dwie bramki w ligowym spotkaniu z ŁKS Łódź i w Glasgow wszedł na boisko w 56. minucie. Gola nie strzelił, ale w miniona niedzielę zaliczył hat-tricka w meczu Rakowem), bo po prostu odżył za późno. Natomiast, jeśli grałby tak od początku sezonu, na co zresztą czekaliśmy, to przecież on by grał. Ale Kulenović na treningach prezentował się najlepiej i dlatego to on zagrał z Glasgow Rangers” – przekonywał Vuković.

Serbski szkoleniowiec teraz już nie musi kombinować, bo ma w kadrze tylko dwóch napastników – sponiewieranego fatalnym traktowaniem w ostatnich dwóch miesiącach Carlitosa oraz odrodzonego po dwóch latach zmagań z zaburzeniami pracy mięśnia sercowego Niezgodę. „Cały czas pracujemy nad tym, by wrócił do najwyższej formy. Jeśli będzie grał na takim poziomie, jak z Rakowem, to będzie numerem jeden. Jeśli lepszy od niego będzie Carlitos, to będzie grał Carlitos. Dla mnie to oczywiste. Chcę stawiać na najlepszych graczy i chciałbym, żeby wiedział to każdy piłkarz w zespole i każdy kibic na trybunach. Niech nikt mi nie zarzuca, że działam na niekorzyść drużyny, bo to nieprawda” – zakończył temat Niezgody Vuković.

 

Pogoń za Śląskiem

Trwa dobra passa piłkarzy Pogoni Szczecin i Śląska Wrocław. „Portowcy” w zamykającym 5. kolejkę poniedziałkowym meczu pokonali na wyjeździe Koronę Kielce 1:0. Był to już ich ósme ligowe spotkanie z rzędu, w którym szczecińska drużyna nie poniosła porażki. Ale większą uwagę kibiców i tak skupia Legia Warszawa, która jeszcze walczy w Lidze Europy.

Kibice w Szczecinie dawno nie mieli tylu powodów do radości. W tym sezonie „Portowcy” są jak na razie niepokonani – zwyciężyli Legię, Arkę, Wisłę Kraków i Koronę Kielce oraz zremisowali z Piastem. W Kielcach już od pierwszych minut narzucili przeciwnikom swoje warunki gry. Bramkowe szanse zmarnowali jednak Zvonimir Kozulj i Jakub Bartkowski, ale w 17. minucie wyręczył ich 20-letni kapitan drużyny Sebastian Kowalczyk, który w polu karnym ograł Adnana Kovacevicia i mocnym strzałem w okienko pokonał bramkarza Korony i został najmłodszym kapitanem w ekstraklasie z ligowym trafieniem.

Trener kieleckiego zespołu Gino Lettieri po zmianie stron wprowadził do gry dwóch świeżych piłkarzy. Na murawie pojawili się Marcin Cebula i Matej Pućko, a zeszli Rodrigo Zalazar i Uros Duranović. Potem szkoleniowiec ekipy gospodarzy posłał na boisko jeszcze Michała Żyro, który w poprzednim sezonie był piłkarzem Pogoni. Wejście byłego reprezentanta Polski nie przyniosło jednak spodziewanych efektów i ostatecznie zespół „Portowców” zdobył komplet punktów. Warto odnotować, że bramkarz Pogoni Dante Stipica w czwartym spotkaniu z rzędu zachował czyste konto. Po raz ostatni został pokonany w 1. kolejce obecnego sezonu przez napastnika Legii Warszawa Sandro Kulenovicia.

I jak na razie była to jedyna ligowa bramka zdobyta przez tego 20-letniego chorwackiego napastnika. Równie skuteczny jest w kwalifikacjach Ligi Europy – w nich też trafił tylko raz, w rewanżowym spotkaniu I rundy z gibraltarskim College Europa FC. Potem zaliczył puste przebiegi, ma też na koncie spudłowany rzut karny. Przytaczamy ten niezbyt pokaźny dorobek Kulenovicia, bo po w niedzielnym meczu Legii z Zagłębiem Lubin (1:0) kibice stołecznego zespołu straszliwie go wygwizdali i zelżyli. Ta bezlitosna, choć typowo kibicowska recenzja boiskowych wyczynów piłkarza, nie spodobała się trenerowi Legii Aleksandarovi Vukoviciowi. Serbski szkoleniowiec, chociaż jako piłkarz i trener warszawskiego zespołu zdążył w swoim życiu zobaczyć najróżniejsze przejawy jego relacji z kibicami, z jakiegoś powodu postanowił wykonać medialną szarżę w obronie Kulenovicia. „To jest przykre, niezrozumiałe, wręcz obrzydliwe zachowanie kibiców wobec 20-letniego chłopaka, który zostawia serce na boisku. Nie oczekuję, że na Łazienkowskiej panować będą angielskie zwyczaje, jak choćby w Chelsea, gdzie Frank Lampard przegrywa 0:4 z Manchesterem United i jest przez fanów swojej drużyny oklaskiwany. Ale oczekuję więcej szacunku dla moich piłkarzy” – grzmiał Vuković.

Tylko czy na pewni miał rację prąc do zwarcia z nienawykłą do takiego łajania kibolską ferajną? Rzeczony Kulenović w w spotkaniu z Zagłębiem grał do 81. minuty. Nie tylko nie strzelił gola, co jest przecież głównym zadaniem środkowego napastnika, lecz w każdym innym aspekcie zaprezentował się bardzo przeciętnie, a momentami wręcz fatalnie. Został zmieniony przez Mateusza Wieteskę, zaś na ławce rezerwowych z chmurną miną pozostał Carlitos, najskuteczniejszy piłkarz Legii w poprzednim sezonie. Hiszpan po zakończeniu spotkania nie dołączył do cieszących się ze zwycięstwa kolegów, tylko od razu poszedł pod trybuny.

Carlitos latem miał odejść z Legii, ale z jakiegoś powodu do transferu nie doszło. To jest niezły piłkarz, dobrze wyszkolony technicznie, ruchliwy, potrafiący nie tylko wykorzystywać, ale też kreować strzeleckie sytuacje. Pod tym względem bije Kulenovicia na głowę i dlatego fani Legii mają pretensje do Vukovicia, że z takim uporem stawia na mało zwrotnego i chaotycznego Chorwata. Na dodatek notorycznie zawodzącego pod bramką rywali, co dyskwalifikuje go jako napastnika. „Sandro jest dla nas pierwszą opcją, bo zasługuje na to swoją pracą. To decyzja podjęta na podstawie tego, co widzę w codziennej pracy drużyny. W meczu z Zagłębiem wszedł za niego Mateusz Wieteska, który zapewnił nam awans w meczu z Kuopio. Doznał jednak kontuzji i wypadł na jeden mecz, ale to ważny gracz w naszym zespole. A Carlitos? No cóż, jak każdy walczy o swoje miejsce w składzie. Musi pracować i czekać na swoją szansę” – stwierdził Vuković. Kibice Legii najwyraźniej mają w tej kwestii odmienny pogląd.

Może wiedzą, że kierownictwo klubu chce korzystnie sprzedać Kulenovicia i dlatego chorwacki piłkarz pojawia się regularnie w składzie. Vuković nie ma tu nic do gadania, ale nie może się do tego publicznie przyznać, to plecie bez sensu, bo przecież każdy widzi, że Kulenović jest piłkarzem przeciętnym. W czwartkowym starciu z Glasgow Rangers przekonamy się pewnie o tym dobitnie, ale czy ktoś na serio liczy, że legioniści wyeliminują szkocki zespół?

Kadra Rangers FC na mecze z Legią w Lidze Europy:
Bramkarze: 1. Allan McGregor, 12. Andy Firth, 13. Wes Foderingham.
Obrońcy: 2. James Tavernier, 4. George Edmundson, 6. Connor Goldson, 15. Jon Flanagan, 19. Nikola Katić, 31. Borna Barišić, 44. Aidan Wilson, 46. Rhys Breen, 48. Jordan Houston, 51. Lewis Mayo, 56. Daniel Finlayson, 63. Nathan Patterson, 71. Murray Miller, 72. Kyle McClelland, 75. Harris O’Connor,.
Pomocnicy: 8. Ryan Jack, 10. Steven Davis, 11. Sheyi Ojo, 16. Andy Halliday, 18. Glen Kamara, 24. Greg Stewart, 29. Andy King, 33. Jamie Barjonas, 37. Scott Arfield, 47. Jack Thomson, 57. Zac Butterworth, 61. Kieran McKechnie, 64. Josh McPake, 65. Ben Williamson, 73. Ciaran Dickson, 81. Cole McKinnon, 84. Alex Lowry.
Napastnicy: 9. Jermain Defoe, 17. Joe Aribo, 20. Alfredo Morelos, 21. Brandon Barker, 22. Jordan Jones.

 

Legia budzi zawiść

Piast Gliwice, Lechia Gdańsk i Cracovia już odpadły z europejskich pucharów. Na placu boju w kwalifikacjach Ligi Europy została tylko Legia Warszawa, którą krajowi konkurenci krytykują, że przełożyła mecz w rodzimej lidze między pucharowymi spotkaniami z Atromitosem Ateny.

Legioniści w III rundzie eliminacji Ligi Europy zmierzą się z Atromitosem Ateny. Pierwsze spotkanie rozegrają już w czwartek 8 sierpnia, zaś rewanż w środę 14 sierpnia. Stołeczny klub poprosił więc władze Ekstraklasy SA o przełożenie ligowego meczu wypadającego pomiędzy dwiema potyczkami z greckim zespołem. Konkretnie prośba dotyczyła niedzielnego spotkania 4. kolejki PKO Ekstraklasy z Wisłą Płock. Przychylenie się do tej prośby nie wszystkim się jednak spodobało, a co najdziwniejsze – wśród malkontentów znalazł się też prezes PZPN Zbigniew Boniek, który na Twitterze ironicznie napisał, że „każdy normalny piłkarz woli grać środa-niedziela-środa”.

Vuković kontruje Bońka

Trener Legii Aleksandar Vuković ma ostatnio nerwy napięte jak postronki, bo chociaż jego zespół przebrnął przez dwie rundy kwalifikacji Ligi Europy, to zważywszy na klasę rywali, gibraltarski College Europe FC czy fiński Kuopio nie należą przecież do potentatów, zrobił to w niezbyt efektownym stylu. W ekstraklasie legioniści także nie imponowali formą – w trzech meczach zdobyli tylko cztery punkty. Jak to zwykle w Legii bywa, zaczęły krążyć plotki o rychłej zmianie trenera, które zapewne znacznie podniosły ciśnienie serbskiemu szkoleniowcowi.

Po zremisowanym 0:0 meczu ze Śląskiem Vuković nie zdzierżył i w wypowiedziach dla mediów pozwolił sobie na ripostę pod adresem krytykantów, w tym także prezesa PZPN. „Nie ukrywam, że mojemu zespołowi przyda się lekki oddech. Być może te kilka dni więcej odpoczynku nie odegra decydującej roli w rywalizacji z Atromitosem o awans do kolejnej rundy, ale równie dobrze może mieć rozstrzygające znaczenie. Każdy, kto zna się na piłce powinien zdawać sobie z tego sprawę. Mamy początek sezonu i żeby częstotliwość grania co trzy dni nie stanowiła problemu, w sytuacji gdy jest mniej treningów, to patrząc na sprawę pod kątem przygotowania fizycznego dłuższe przerwy między meczami są wskazane. Spójrzmy chociażby na niektórych zawodników, u których już na początku sezonu pojawiły się problemy z urazami. Wiem, o co chodziło prezesowi Bońkowi, ale w tym momencie jego uwaga jest nietrafiona. Za miesiąc każdy z moich zawodników znajdzie się już w takim rytmie meczowym, że będzie dla niego lepiej grać co trzy dni, niż trenować przez tydzień i czekać na następny mecz” – przekonuje szkoleniowiec Legii.

Gdzie podziała się solidarność?

Jeszcze większą irytację Vukovicia wywołały jednak krytyczne uwagi o przełożeniu ligowego spotkania z Wisłą Płock w czwartej kolejce. „Gdzie jest ponoć tak ceniona przez Polaków solidarność? Czyżby umarła razem z „Solidarnością”? Od miesiąca gramy w systemie czwartek – niedziela – czwartek i mam nadzieję, że pogramy tak jeszcze dłużej. Nasza prośba o niewielką ulgę powinna się spotkać z większym zrozumieniem, zwłaszcza że w innych ligach takie wsparcie nie jest niczym wyjątkowym. W mojej rodzinnej Serbii drużyny Partizan czy Crvenej Zvezdy przekładają swoje ligowe mecze i nikt tego nie krytykuje, a wręcz przeciwnie – wszyscy chcą, żeby zespoły reprezentujące kraj grały w europejskich pucharach jak najdłużej” – przekonuje Vuković.

O wsparcie dla Legii upomniał się też jej były zawodnik, obecnie grając w Śląsku Wrocław Krzysztof Mączyński. „Wierzę w Legię. Ten zespół zasługuje na więcej szacunku, bo walczy w pucharach w interesie całej polskiej ligi. Dlatego nie rozumiem pretensji p przełożenie meczu z Wisłą Płock. Jeżeli jest taka możliwość, to dlaczego z niej nie skorzystać? Dziwię się, że wcześniej nie poprosiły o to Piast i Lechia” – mówi były reprezentant Polski.

Atromitos jest w zasięgu Legii?

O sile greckiego zespołu w Polsce niewiele wiadomo, poza tym, że jej zawodnikiem jest znany z gry w Pogoni Szczecin i Wiśle Kraków Dawid Kort. Jeśli czegoś można być pewnym, to tylko tego, że do meczów z Legią ateńczycy na pewno nie przystąpią w swojej optymalnej formie. Z tej prostej przyczyny, że znajdują się dopiero w końcowym etapie przygotowań do nowego sezonu greckiej ekstraklasy, który rozpocznie się 24 sierpnia. Kibice, którzy w najbliższy czwartek wybiorą się na stadion przy Łazienkowskiej, nie powinni zatem nastawiać się na oglądanie widowiska na europejskim poziomie. Znawcy futbolu prognozują, że raczej będzie to spektakl przypominający niedzielną potyczkę legionistów ze Śląskiem Wrocław, czyli grecki zespół będzie blokował dostęp do swojego pola karnego i straszył legionistów szybkimi kontratakami. Wrocławianom taka taktyka przyniosła bezbramkowy remis, a taki wynik pewnie i dla Atromitosu będzie satysfakcjonujący.

Trener Vuković nie będzie mia do dyspozycji wszystkich graczy, bo kontuzjowani są Cafu, William Remy i Vamara Sanogo, a występ pauzującego w spotkaniu ze Śląskiem Mateusza Wieteski jest niepewny. Nie ma też co liczyć na zaangażowanie Sandro Kulenovicia, bo Chorwat szykuje się do transferu. Reszta graczy być może zrobi wszystko, żeby awansować do IV rundy. W niej rywalem legionistów byłby duński FC Midtjylland lub szkocki Glasgow Rangers.

 

Lotto Ekstraklasy: Spadają głowy trenerów

Dla trenera Legii Ricardo Sa Pinto 27. kolejka ekstraklasy okazała się równie brzemienna w skutkach, jak dla trenera Lecha Adama Nawałki. Obaj po słabych występach swoich drużyn zostali zwolnieni. Ich los wkrótce podzielą następni.

Ricardo Sa Pinto został trenerem Legii 13 sierpnia zeszłego roku. Portugalczyk podpisał trzyletni kontrakt, ale popracował w stołecznym klubie tylko 231 dni. Po niedzielnej klęsce legionistów w wyjazdowym meczu z Wisłą Kraków (0:4) właściciel warszawskiego klubu Dariusz Mioduski, wstrząśnięty najwyższą porażką w lidze od 9 lat, podjął decyzję o odsunięciu Sa Pinto od prowadzenia zespołu. Dymisję kontrowersyjnego portugalskiego szkoleniowca w kręgach legijnych i w części mediów przyjęto z ulgą, ale obiektywnie rzecz oceniając za wyniki trudno tego trenera potępiać w czambuł – z 28 meczów pod jego wodzą Legia wygrała 15, siedem zremisowała, a tylko sześć przegrała.

Co prawda stołeczny zespół odpadł w ćwierćfinale Pucharu Polski z I-ligowym Rakowem Częstochowa, ale w lidze utrzymywał pozycję wicelidera i chociaż po porażce z Wisłą mimo miał pięciopunktową stratę do prowadzącej Lechii Gdańsk, to nie stracił bynajmniej jeszcze szans na obronę mistrzowskiego tytułu. W rundzie wiosennej legioniści zdobyli 12 punktów, tylko dwa mniej od Lechii, ale aż o pięć więcej od Lecha i cztery od Jagiellonii. Trudno powiedzieć, czy mianowany tymczasowym trenerem Aleksandar Vuković zdoła osiągnąć lepsze wyniki niż Ricardo Sa Pinto. Podobną niewiadomą będzie postawa zespołu Lecha po wodzą Dariusza Żurawia.

Miedziowi rycerzami wiosny

Tak na marginesie, w miniony wtorek w cieniu tych dwóch głośnych trenerskich dymisji z pracą w drugoligowym Górniku Łęczna pożegnał się Franciszek Smuda, który w przeszłości był szkoleniowcem zarówno Lecha, jak i Legii, a także, jak jeszcze niedawno Nawałka, selekcjonerem reprezentacji Polski. Ten przykład dowodzi, że w Polsce w każdej klasie rozgrywkowej jest tak samo i nic trenera przed dymisją nie chroni – ani wiek, ani dawne dokonania, ani kontraktowe zapisy. Liczą się tylko wyniki i dopóki zespół zdobywa punkty, dopóty jego szkoleniowiec może spać spokojnie.W rozegranych w tym roku kolejkach ekstraklasy najlepiej wypadł zespół Zagłębia Lubin, który w siedmiu meczach (nie uwzględniamy wtorkowego spotkania 28. kolejki z Górnikiem Zabrze, które podobnie jak trzy inne rozegrane wczoraj – Cracovii z Koroną Kielce, Śląska Wrocław z Miedzią Legnica i Arki Gdynia z Lechią Gdańsk, zakończyły się po zamknięciu wydania) wywalczyło 16 punktów.
Na drugim biegunie znalazła się Arka Gdynia, która z siedmiu spotkań przegrała sześć, a w jednym wyszarpała remis. Nic więc dziwnego, że przed wtorkowymi derbami Trójmiasta z Lechią trener gdyńskiej drużyny Zbigniew Smółka przyznawał szczerze, iż jest to dla niego najważniejszy mecz w tym sezonie.

Holenderski trener Zagłębie Lubin Ben van Dael przejął zespół 28 listopada ub. roku po zwolnionym za słabe wyniki Mariuszu Lewandowskim i chociaż miał być jedynie prowizorką, został na dłużej. W tym roku „Miedziowi” pod jego wodzą wygrali pięć z siedmiu meczów, zdobywając 16 punktów. Pokonali Lecha, Miedź, Lechię, Pogoń i Wisłę Płock, a we wtorkowym spotkaniu z Górnikiem byli murowanymi faworytami.

Znakomicie w rundzie wiosennej spisuje się też Cracovia, który w siedmiu kolejkach zdobyła 15 punktów i dzięki temu trwale usadowiła się w grupie mistrzowskiej. Tylko jedno „oczko” ,mniej wywalczyła Lechia. Podopieczni Piotra Stokowca ograli Pogoń, Wisłę Kraków, Zagłębie Sosnowiec i niepokonane wcześniej w pięciu meczach z rzędu Piasta, więc przed wtorkowymi derbami na stadionie Arki byli pewni zwycięstwa.

Trudne zadanie strażaków

W siedmiu pierwszych wiosennych kolejkach po 12 punktów zdobyły Wisła Kraków, Legia Warszawa i Śląsk Wrocław, 11 zgromadziła Pogoń, 10 Górnik Zabrze, a po dziewięć Korona Kielce i ostatnie w tabeli Zagłębie Sosnowiec. Dopiero 12. w tabeli wiosennej części rozgrywek z dorobkiem ośmiu punktów plasuje się Jagiellonia Białystok, a za nią z siedmioma „oczkami” poznański Lech. To zaważyło, że po bezbramkowym remisie w Kielcach Adam Nawałka został zdymisjonowany. Kiepsko w siedmiu pierwszych kolejkach w tym roku wiodło się też zespołom Miedzi Legnica (sześć punktów) i Wisły Płock (cztery).
Już w środę wyjaśni się, czy zmiany szkoleniowców w Legii i Lechu miały sens.

Dariusz Żuraw został „strażakiem” w poznańskim zespole już po raz drugi w tym sezonie. Wcześniej „gasił pożar” po zwolnieniu Ivana Djurdjevicia i w dwóch meczach wywalczył cztery punkty, a jest to lepszy wynik niż miał Nawałka (1,45 pkt na mecz). Teraz czeka go jednak trudniejsze zadanie, bowiem w trzech ostatnich kolejkach przed podziałem ekstraklasy na dwie grupy „Kolejorz” będzie musiał walczyć o cenne punkty z Pogonią, Lechią i Jagiellonią, a już znalazł się w grupie spadkowej. Legii coś takiego nie grozi, lecz prezes Mioduski nie zmienił Vukoviciowi celu – on też ma walczyć o mistrzostwo.

Zestaw par 28. kolejki
Wtorek 2 kwietnia (wszystkie mecze zakończyły sie po zamknięciu wydania)): Cracovia – Korona Kielce; Śląsk Wrocław – Miedź Legnica; Arka Gdynia – Lechia Gdańsk; Zagłębie Lubin – Górnik Zabrze. Środa 3 kwietnia: Piast Gliwice – Wisła Płock, godz. 18:00; Lech Poznań – Pogoń Szczecin, godz. 18:00; Legia Warszawa – Jagiellonia Białystok, godz. 20:30; Zagłębie Sosnowiec – Wisła Kraków, godz. 20:30.

 

Kontrowersje: Legia niszczy „Jędzę”

Artur Jędrzejczyk po raz kolejny nie znalazł się w kadrze Legii zgłoszonej do gry w europejskich pucharach. Władze stołecznego klubu chcą w ten sposób zmusić piłkarza do odejścia, bo zarabia 800 tys. euro rocznie.

 

Jędrzejczyk, noszący boiskowy przydomek „Jędza”, ma najwyższą pensję w drużynie, ale na boisku od ponad roku prezentuje słabą formę. Mimo to Adam Nawałka włączył go do kadry na mundial w Rosji, ale w warszawskim klubie opinii o tym piłkarzu to nie zmieniło. Jędrzejczyk tym się jednak nie przejmuje i nie zamierza odchodzić, za co jest co rusz karany odsunięciem od kadry pierwszego zespołu, jak ma to miejsce teraz, przed meczami III rundy eliminacji Ligi Europy z luksemburskim Dudelange. Legia wypłaca mu jednak gwarantowane w kontrakcie wynagrodzenie. Sytuacje jest cokolwiek idiotyczna, a niezadowolenia z odsunięcia Jędrzejczyka tej sytuacji nie ukrywał także tymczasowy trener Legii Aleksandar Vuković, któremu „Jędza” akurat jest potrzebny.

 

Piast rządzi w lidze

W poprzednim sezonie zespół Piasta Gliwice niemal do ostatniej kolejki musiał walczyć o utrzymanie. Nowe rozgrywki podopieczni Waldemara Fornalika rozpoczęli jednak z rozmachem wygrywając trzy pierwsze spotkania.

 

Zagłębie Lubin przyjechało na mecz do Gliwic w roli lidera ekstraklasy, ale gospodarze ustępowali im jedynie gorszym bilansem bramkowym. Trener „Miedziowych” Mariusz Lewandowski chyba trochę się przestraszył potyczki z Piastem, bo zaczął majstrować w swojej dobrze funkcjonującej w dwóch poprzednich spotkaniach piłkarskiej maszynerii. No i przedobrzył, bo wprowadzone przez niego zmiany w taktyce i ustawieniu zespołu nie przyniosły mu żadnej korzyści, za to wydatnie ułatwiły zadanie drużynie prowadzonej przez byłego selekcjonera reprezentacji Polski. Po meczu trener „Miedziowych” nie zwalał jednak winy na swoich podwładnych, tylko przyznał się po męsku do błędu. „Gratuluję Piastowi zwycięstwa. Wygrali z nami zasłużenie, byli drużyną lepszą przez cały mecz. Porażkę biorę na siebie, bo nie trafiłem z wyborem składu i zmianami” – stwierdził na pomeczowej konferencji Lewandowski.

Fornalik nie krył zadowolenia ze zwycięstwa, ale też nie omieszkał przypomnieć, że w maju jego piłkarzy nie ceniono nawet w Piaście, a władze klubu rozważały też zmianę szkoleniowca. „Uważam, że w ludzi trzeba wierzyć. Łatwo jest krytykować, trudniej dostrzec pozytywy. Mamy zespół, który teraz wygrywa, ale który zapewne przegra jeszcze niejedno spotkanie. Ta grupa ludzi się jednak świetnie rozumie i dobrze razem funkcjonuje. Jeden pomaga drugiemu, a wszystko podporządkowane jest dobru drużyny” – zdradził tajemnicę sukcesów gliwiczan trener Fornalik.

Były selekcjoner biało-czerwonych znów jest na trenerskim topie i na razie nie musi martwić się o przyszłość. Takiego kłopotu nie ma też tymczasowy trener Legii Aleksandar Vuković, który zastąpił zwolnionego Deana Klafuricie i poprowadził zespół w spotkaniu z Lechią Gdańsk. Bezbramkowy remis klęską nie jest, ale kibice stołecznej drużyny nie byli zachwyceni ani wynikiem, ani stylem gry zespołu. Vuković zdradza już aspiracje do wzięcia drużyny na „pełny etat”, wątpliwe jednak by dostał taką szansę akurat w Legii.

Najbardziej nieszczęśliwym trenerem w naszej ekstraklasie w tej chwili jest bez wątpienia Kosta Runjaić, pod wodza którego dobrze grająca w poprzednim sezonie Pogoń Szczecin zaliczyła falstart w obecnych rozgrywkach, przegrywając z kretesem trzy pierwsze spotkania. Klęska 0:3 z Zagłębiem Sosnowiec zepchnęła „Portowców” na ostatnie miejsce w tabeli. Zero punktów, zero strzelonych goli i sześć straconych to nie jest bilans, który pozwala trenerowi w naszej lidze na spokojny sen.