Legia odzyskała tron

W 19. kolejce prowadząca Pogoń Szczecin nieoczekiwanie przegrała z ostatnią w tabeli Wisłą Kraków 0:1, z czego skorzystała Legia Warszawa, która u siebie pokonała Wisłę Płock 3:1 i odzyskała pierwsze miejsce. Dwie bramki dla stołecznej drużyny zdobył Jarosław Niezgoda, który z 13 golami przewodzi w klasyfikacji strzelców.

W tym sezonie Legia objęła prowadzenie w ekstraklasie po raz drugi. Poprzednim razem legioniści wyskoczyli na czoło na początku listopada, ale pozycję lidera utrzymali tylko przez jedną kolejkę, a stracili ją po porażce w Szczecinie z Pogonią. W tym sezonie Legia jest już szóstym liderem rozgrywek. Oprócz niej i Pogoni, na szczycie ligowej tabeli plasowały się jeszcze zespoły Jagiellonii Białystok, Lecha Poznań, Śląska Wrocław i Wisły Płock.

Na finiszu jesiennej części ligowego sezonu wyniki stołecznego zespołu mogą budzić uznanie. W ostatnich 10rozegranych meczach, wliczając w to spotkania w Pucharze Polski, legioniści odnieśli dziewięć zwycięstw, strzelając 31 goli i tracąc zaledwie sześć. A już w swoim mateczniku na Łazienkowskiej podopieczni trenera Aleksandra Vukovicia stali się postrachem dla rywali. W minioną sobotę przekonali się o tym także płocczanie, którzy tylko swojej nadzwyczajnej waleczności w defensywie zawdzięczają, że przegrali tylko 1:3.

Silni w ofensywie

Legia obecnie wyraźnie przewyższa inne zespoły skutecznością. Mając w składzie tak skutecznych w ofensywie graczy, jak lider klasyfikacji strzelców Jarosław Niezgoda, Gwinejczyk Jose Kante, Paweł Wszołek i Brazylijczyk Luquinhas, wspomaganych przez Portugalczyków Andre Martinsa i Cafu oraz Chorwata Domagoja Antolicia, legioniści w 19 kolejkach strzelili już 39 goli, a dla porównania drugi pod względem skuteczności zespół Lecha Poznań jedynie 32, a trzecie Zagłębie Lubin tylko 29.
Niezgoda opuszczał w sobotę boisko na Łazienkowskiej przy owacjach na stojąco. Niewykluczone, że było to jego pożegnanie ze stołeczna publicznością, bo w ostatniej tegorocznej kolejce stołeczny zespół zagra w Lubinie z Zagłębie, a wiele wskazuje, że w przerwie zimowej Niezgoda odejdzie z Legii. Co prawda ten 24-letni napastnik w publicznych wypowiedziach zapewniał, że „nie ma parcia na transfer”, ale takie deklaracje nie mają większego znaczenia, jeśli do klubu wpłynie atrakcyjna finansowo oferta. Jak kwota mogłaby skusić właściciela Legii Dariusza Mioduskiego do wydania zgody na transfer najskuteczniejszego gracza zespołu? Na pewno nie niższa niż pięć milionów euro.

A skoro już o transferach mowa, Legia ma w kadrze jeszcze dwóch graczy budzących zainteresowanie zagranicznych klubów. Mowa o 20-letnim bramkarzu Radosławie Majeckim oraz 18-letnim lewym obrońcy Michale Karbowniku. Za całą trójkę, licząc z Niezgodą, warszawski klub życzy sobie łącznie nie mniej niż 20 milionów euro.

Kwota robi wrażenia, ale na tle europejskiej średniej już taka wygórowana się nie wydaje. Wiadomo, że Legia, chociaż z polskich klubów dysponuje najwyższym budżetem, także musi w swoim budżecie uwzględniać przychody z transferów. Zwłaszcza jeśli nie zarabia odpowiednio dużych pieniędzy w europejskich pucharach. A z tym, jak wiadomo, wszystkie polskie zespoły klubowe od kilku sezonów mają poważny kłopot.

Bogata liga, ale słaba

Efekty tej pucharowej mizerii widać w najnowszym rankingu UEFA lig europejskich, w którym PKO Ekstraklasa spadła już na 32. miejsce. Nic dziwnego, że polska liga jest tak nisko, skoro w tym sezonie po raz trzeci z rzędu żadna nasza drużyna nie zakwalifikował się fazy grupowej europejskich pucharów. Cracovia odpadła w kwalifikacjach Ligi Europy już w lipcu, a Piast Gliwice i Lechia Gdańsk pożegnały się z rozgrywkami 1 sierpnia. Najdłużej walczyła Legia, lecz w IV rundzie nie sprostała Glasgow Rangers (0:0 i 0:1).

Nasza rodzima ekstraklasa wyprzedza już tylko ligi takich krajów, jak Liechtenstein, Luksemburg, Litwa, Armenia, Estonia czy Łotwa, a zdołały ją wyprzedzić z pewnością nie bardziej od niej zamożne ligi m. in. Bułgarii, Białorusi, Azerbejdżanu, Słowacji czy Słowenii.

Słabnąca pozycja PKO Ekstraklasy w Europie może dziwić, bo przecież z roku na rok nasza najwyższa liga rozgrywkowa ma coraz więcej pieniędzy. W 2919 roku zarobiła o 60 procent więcej niż rok wcześniej. Jej przychody sięgają 300 milionów złotych rocznie, co daje jej ósme miejsce w Europie.

Finansową pomyślność zapewnia klubom ekstraklasy podpisana rok temu umowa na sprzedaż praw telewizyjnych, za które Canal+ i TVP zapłaciły rekordową kwotę 250 mln złotych rocznie. Dodatkowym efektem komercyjnym, ważnym dla sponsorów i reklamodawców, jest wzrost oglądalności o 30 procent dzięki transmisjom spotkań w ogólnodostępnej TVP 2. To główny powód obecności na liście sponsorów spółek z udziałem Skarbu Państwa, jak Lotto, Bank PKO BP czy PKN Orlen. Na współpracy z nimi ekstraklasa zyskuje 30 milionów złotych rocznie i dochody z tego tytułu będą rosły.

Problemem są niesforni kibice

Oprócz słabości sportowej ekstraklasa ma jeszcze poważny problem z kibicami. Komisja Ligi po 18. kolejce ukarała z powodu niezgodnego z regulaminem rozgrywek i porządkiem prawnym zachowania fanów Legię, Śląsk i Lecha. Na warszawski klub za wybryki jego kibiców we Wrocławiu nałożono najmniejszą karę, bo tylko 5 tys. złotych grzywny oraz zakaz wyjazdu zorganizowanej grupy kibiców na jeden mecz ekstraklasy. Zdecydowanie surowiej ukarano gospodarza spotkania, czyli Śląsk, który musi zapłacić za pirotechniczne wygłupy swoich fanów grzywnę w wysokości 40 tys. złotych, a dodatkowo na klub nałożono zakaz wyjazdu zorganizowanej grupy kibiców na trzy mecze ekstraklasy (24. kolejka z Zagłębiem Lubin, 26. kolejka z Jagiellonią Białystok oraz 28. kolejka z Arką Gdynia). Dodatkowo nałożono karę zakazu wejścia na dwa mecze we Wrocławiu dla wszystkich osób, które w trakcie meczu z Legią znajdowały się na trybunie B. Kara ta jest zawieszona na pół roku.

Nie przeszkodziło to jednak wojewodzie dolnośląskiemu zamknąć stadion na jeden mecz, akurat w 19. kolejce, gdy do Wrocławia przyjechał Lech Poznań. A może właśnie dlatego, że Śląsk grał z Lechem, którego Komisja Ligi także z powodu zachowaniem kibiców w meczu z ŁKS Łódź ukarała grzywną w wysokości 40 tys. złotych.