Gadzinowski w Krakowie

Podczas spotkania członków i sympatyków Stowarzyszenia Pokoleń, które odbędzie się w piątek 23.07.2021 w Dolinie Będkowskiej Łowisko/pod Krakowem/, już od godziny 16.00,

będzie okazja do podyskutowania o polskich mediach lewicowych, ich obecnym stanie i przyszłości, z obecnym tam redaktorem naczelnym „Trybuny” Piotrem Gadzinowskim.

Starym zwyczajem redaktor Gadzinowski będzie pielgrzymował od pokoleń do pokoleń głosząc słowo lewicowe.

Poza nim organizatorzy przygotowali wiele innych jeszcze atrakcji.
Polecamy promocję nowej książki Sławomira Tabkowskiego,
znanego Czytelnikom „Trybuny” z licznych publikacji,
oraz spotkanie z nałogowym czytelnikiem „Trybuny”,
byłym prezydentem RP Aleksandrem Kwaśniewskim.

Nie lękajcie się – przybywajcie !”

Aleksander Kwaśniewski: Lewica kieruje się polską racją stanu

Lewica uznała, że racja stanu jest istotniejsza niż kwestie bezwzględnej walki pomiędzy opozycją a rządem – tak były prezydent Aleksander Kwaśniewski ocenił porozumienie, jakie rząd uzgodnił we wtorek z Lewicą ws. poparcia dla Krajowego Planu Odbudowy. Jego zdaniem Lewica długofalowo podjęła słuszną decyzję.

We wtorek 27 kwietnia odbyło się w Sejmie spotkanie przedstawicieli Lewicy z premierem Mateuszem Morawieckim ws. Funduszu Odbudowy i Krajowego Planu Odbudowy. W spotkaniu uczestniczyli też przedstawiciele klubu PiS. Obie strony porozumiały się w sprawie poparcia dla KPO. Jak mówił europoseł Robert Biedroń, rząd zgodził się na wszystkie warunki Lewicy zaproponowane do KPO. Dokładniej rzecz biorąc – rząd zaakceptował wszystkie ogólne postulaty (wskazujemy je obok), ale w dwóch przypadkach obniżył szacowane sumy wydatków. Chodzi o kwestię szpitali i o pieniądze, jakie trafią do wybranych sektorów gospodarki.
Były prezydent RP Aleksander Kwaśniewski był gościem TVN 24, gdzie pytano go o ocenę tego porozumienia. „Lewica zrobiła słusznie. Rola rządu jest tutaj ważna, ale drugoplanowa. Najważniejsze jest to, żeby ten Fundusz Odbudowy przyjęty przez UE wszedł w życie. Do tego potrzebna jest ratyfikacja w Polsce. To jest ważne dla Europy, dla Polski, dla nas wszystkich” – odpowiedział były prezydent.

Dlatego też w jego ocenie „Lewica stanęła dzisiaj na wysokości zadania i uznała, że po prostu racja stanu jest istotniejsza niż kwestie bezwzględnej walki pomiędzy opozycją a rządem”.

„Wiem, że to jest decyzja trudna, kosztowna. Na pewno jeśli chodzi o liberalne media – będą w tej chwili odsądzani od czci i wiary, ale w moim przekonaniu długofalowo, historycznie podjęli słuszną decyzję” – ocenił. Nie pomylił się. Festiwal ataków na lewicowych polityków trwa zarówno w liberalnych mediach tradycyjnych, jak i w mediach społecznościowych. Dołączyli do niego nawet politycy KO, którzy kilka miesięcy temu sami zarzekali się, że nie pozbawią Polski unijnych środków.

Kwaśniewski zastrzegł przy tym, że to porozumienie nie unieważnia protestu całej opozycji, w tym lewicowej w stosunku do łamania praworządności w Polsce, łamania praw kobiet czy pogardy dla środowisk LGBT za rządów PiS. „Nic nie zostało unieważnione” – podkreślił były prezydent, dodając, że opozycja nadal walczy o wszystkie te prawa.
Jednak, jak zauważył, Polska potrzebuje powagi w Unii Europejskiej, podobnie jak tych funduszy. „Gdybyśmy nie ratyfikowali Funduszu Odbudowy, Polska ostatecznie straciłaby jakąkolwiek wiarygodność w UE, której jesteśmy członkiem” – uznał Kwaśniewski. „Decyzja (Lewicy) była być może ryzykowna i kosztowna, ale była słuszna” – wskazał.

Mówił też o tym, iż jego zdaniem na obecnym etapie zmiana rządu wydaje się nierealna. „Zjednoczona Prawica, to wiemy choćby po ostatnich ich spotkaniach, dysponuje większością. I tak długo jak tę większością będzie miała, tak długo jak Jarosław Gowin nie zmieni ostatecznie zdania i nie postanowi uwolnić się od Jarosława Kaczyńskiego, mamy sytuację, gdzie zmiana rządu na obecną etapie jest, czy wydaje się nierealna. Natomiast Fundusz Odbudowy jest realny, jest konkretny, oznacza sumy, które będą wydawane i o tym mówimy” – wyjaśnił swoje stanowisko Kwaśniewski.

Afera Obajtka może być dla PiS zabójcza

Sprawa Obajtka z punktu widzenia PiS-u jest bardzo groźna. Teraz mamy pandemię, kłopoty gospodarcze, rząd nie radzi sobie w wielu kwestiach. Sądzę, że tym razem to rzeczywiście może być ten element, który zmieni masę krytyczną. Na miejscu liderów PiS-u bardzo poważnie bym się zastanawiał, jak z tego wybrnąć, bo to może okazać się dla PiS-u zabójcze – mówi Aleksander Kwaśniewski w rozmowie z Justyną Koć (wiadomo.co).

JUSTYNA KOĆ: Trzy tygodnie minęły od pierwszych publikacji nt. szefa Orlenu, media donoszą już o dziesiątkach nieruchomości, ogromnych rabatach na zakup mieszkania, przepisywaniu majątku na innych członków rodziny. Prokuratora nie widzi ciągle powodu do wszczęcia śledztwa. Nie dziwi to pana?

ALEKSANDER KWAŚNIEWSKI: Kompletnie mnie to nie dziwi, bo tak długo jak pan Obajtek będzie miał nad sobą parasol prezesa Kaczyńskiego, to poza mediami nikt mu krzywdy nie zrobi. Tylko że media też mają swoją siłę i sądzę, że do prezesa Kaczyńskiego także dociera coraz bardziej świadomość, że wizerunkowo sprawa Obajtka ciągnąca się miesiącami, dotycząca spraw drażliwych, jak majątek, mieszkania, domy, działa bardzo niekorzystnie.

Polska jest krajem, gdzie ludzie są pod tym względem bardzo uczuleni na to, żeby nie powiedzieć, że momentami zazdrośni. Te straty wizerunkowe mogą doprowadzić do tego, że któregoś dnia ten parasol zostanie zamknięty. Wtedy będziemy mieli zupełnie nową sytuację. Ale tak długo, jak Kaczyński będzie chronić obajtka, tak długo prokuratura ani nikt inny nie będzie podejmował żadnych działań.

Czy to nie jest samobójcza akcja Kaczyńskiego? Sporo tych niedomówień wokół Obajtka się zrobiło, a nie wiadomo, co jeszcze czeka w zanadrzu.

Tego już jest sporo, to prawda, i sądzę, że nawet w kręgach PiS-u zaczyna się niepokój i zniecierpliwienie, że coś z tym należałoby zrobić, natomiast PiS to partia silnie scentralizowana i tak długo, jak nie przekonają o tym prezesa, tak długo będziemy mieć sytuację taką, jak teraz. Co chwila nowa informacja nt. Obajtka, która okazuje się sensacją, i zero reakcji. Obajtek jest prezesem Orlenu, nie ma żadnych działań przeciwko niemu.

Już drugi raz giną dowody z prokuratury krakowskiej, wcześniej to była płyta dotycząca przejazdu premier Szydło przez Oświęcim, kiedy kolumna rządowa miała wypadek. Teraz także przy sprawie Obajtka. Niesamowity zbieg okoliczności czy celowe działanie?

Oczywiście, że celowe działanie, ale tylko potwierdzające to, o czym już wiemy, że prokuratura jest upolityczniona, że dysponentem prokuratury jest lider partii i członek koalicji rządowej Zbigniew Ziobro. Przyznajmy, że ginące dowody to dość prymitywne metody, ale tak długo, jak będzie można tak chronić swoich, to będzie się działo.

Jak długo wyborcy będą przymykać na to oko?

Mam nadzieje, że nie długo, bo trzeba przyznać, że sprawa Obajtka z punktu widzenia PiS-u jest bardzo groźna. Sprawa pani Szydło była zdecydowanie mniej. Teraz mamy pandemię, kłopoty gospodarcze, rząd nie radzi sobie w wielu kwestiach. Sądzę, że tym razem to rzeczywiście może być ten element, który zmieni masę krytyczną. Na miejscu liderów PiS-u bardzo poważnie bym się zastanawiał, jak z tego wybrnąć, bo to może okazać się dla PiS-u zabójcze.

To koniec spektakularnej kariery Daniela Obajtka od wójta Pcimia do fotela prezesa jednej z największych firm europejskich w zaledwie kilka lat?

W demokratycznym kraju ani taka kariera nie byłaby możliwa, a to, co się dzieje teraz, na pewno by tę karierę zakończyło. Jednocześnie uważam, że nawet w kraju niedemokratycznym czy w kraju pisowskim to zaszło za daleko. Sądzę, że to koniec kariery pana Obajtka.

Rzecznik prezydenta Błażej Spychalski mówi „pan Obajtek dobrze kieruje Orlenem i cieszy się zaufaniem właścicieli”. Jak pan to skomentuje?

Rozumiem, że także dla Pałacu Prezydenckiego i dla prezydenta osoba Obajtka prawdopodobnie jest bliska ze względu na wsparcia, których na pewno udzielał w kampanii, czy na różnego rodzaju akcje. Czym innym są działania korporacji, czym innym zarzuty wobec prezesa Obajtka. To też dwie różne sprawy, bo oczywiście korporacja działa, byłoby nieźle, gdybyśmy jeszcze mieli niższe ceny benzyny, bo pamiętajmy, że zyski Orlenu wynikają z cen benzyny czy w ogóle paliw. W każdym demokratycznym kraju jego nadzwyczajna kariera polityczna czy biznesowa by się skończyła.

20 marca PiS ma hucznie przedstawić długo zapowiadany tzw. nowy ład, czyli program PiS-u na wyjście z kryzysu gospodarczego po pandemii. Czy to przykryje kłopoty szefa Orlenu i kłopoty PiS-u z pandemią, wysoką liczbą zgonów? Do tej pory taki manewr dobrze rządzącym wychodził…

Nie sądzę. Oczywiście media publiczne nadadzą temu odpowiedni wymiar i kilka dni będą o tym trąbić, ale pamiętajmy, że okoliczności są wyjątkowo trudne.

Mamy i pandemię, i prawdopodobnie recesję gospodarczą, a tu słowa mało pomogą. Po drugie przez te 5 lat pis przyzwyczaił nas do tego, że wiele rzeczy obiecuje, ale różnie z realizacją tych obietnic bywa.
Być może w stosunku do tego żelaznego elektoratu to będzie dodatkowa argumentacja, ale wahających się to niekoniecznie przekona. Nie wierzę w jakąś wielką moc ogłoszenia tego programu.

Opozycja zapowiada, że nie pomoże PiS-owi w ratyfikowaniu Funduszu Odbudowy, jeżeli będzie on w obecnym kształcie, bez konkretów, lakoniczny, przygotowywany bez konsultacji, z ominięciem samorządów. Co powinna zrobić opozycja? Czy realny jest pana zdaniem scenariusz, że opozycja nie poprze Funduszu Odbudowy?

Na pewno nie można głosować przeciwko temu planowi, bo to jest bardzo potrzebne polskiej gospodarce, ale i całej Europie. Siły proeuropejskie nie mogą najpierw cieszyć się, że Polska nie zawetowała tego planu na szczycie UE, a teraz być przeciwko. Natomiast póki jeszcze jest możliwość domagania się warunków wydawania tych pieniędzy, to warto to robić. Ważne jest, aby te fundusze były transparentnie i sprawiedliwie wydawane, a ten klimat, który jest wokół Obajtka, jeszcze bardziej opinię publiczną będzie przekonywał, że tych pieniędzy nie można zostawić PIS-owi.

Pewne czytelne elementy kontroli są tu potrzebne. Trzeba rozmawiać, jeżeli nic z tych rozmów nie wyjdzie, to trzeba korzystać ze wszystkich możliwości kontrolowania, ale jednak plan należy poprzeć.

Czy Rzeszów, gdzie opozycja wystawiła wspólnie jednego kandydata, to dobry prognostyk na wybory parlamentarne?

Czy to prognostyk, to byłbym ostrożny, na pewno to jest dobra wiadomość. Pokazanie umiejętności wspólnego działania, stawianie na wspólnych kandydatów, budowanie wspólnego programu uwiarygadnia opozycję. To jest potrzebne i mam nadzieję, że się uda. Rzeszów to nie jest łatwy teren, a głos ustępującego prezydenta, którego bardzo zresztą cenię, też ma pewne znaczenie, i to na pewno opozycji nie pomoże. Kandydat opozycji jest od wielu lat związany z Rzeszowem i jego strukturami, zna sprawy miasta, jest też odpowiednio młody, zatem ma energię, jest dynamiczny; to wszystko dobrze wróży, ale zobaczymy.

Aleksander Kwaśniewski: Wynik, który trudno będzie powtórzyć

Pierwsza tura wyborów prezydenckich w roku 2000 miała miejsce 8 października. O ile pamiętam frekwencja wyniosła niewiele ponad 60 proc. Bezapelacyjnym zwycięzcą okazał się prezydent Aleksander Kwaśniewski.

Głosował na niego blisko 9,5 mln osób. Czyli 53,3 proc. Daleko w polu zostali Andrzej Olechowski i lider AWS Marian Krzaklewski, dla którego ta porażka była ostatecznym końcem politycznej kariery. Legenda Solidarności, były prezydent Lech Wałęsa, musiał zadowolić się zaledwie 187 tysiącami głosów. Co ostatecznie przekonało go, że czas na emeryturę. Druga tura wyborów okazała się niepotrzebna.

Od miesięcy sondaże wykazywały miażdżącą przewagę Kwaśniewskiego nad rywalami. W pewnym momencie chciało na niego głosować nawet 70 proc. ankietowanych. Nawet na Podkarpaciu, które zawsze wspierało prawicę urzędujący prezydent mógł liczyć na wygraną. Tamtego dnia poprało go tu niewiele ponad 39 proc. głosujących – co było najsłabszym wynikiem w kraju – ale wystarczyło by pokonać pozostałych kontrkandydatów.

Dziś widać wyraźnie jak bardzo prezydent Andrzej Duda różni się od Aleksandra Kwaśniewskiego.

Nie przepadamy za politykami, którzy zbytnio zawracają nam głowę. Chcemy, by Prezydent, który reprezentuje majestat Rzeczpospolitej zachowywał się godnie. A już broń Boże nie podnosił głosu i krzyczał! Powinien strzec Konstytucji i być samodzielną ważną, postacią na politycznej scenie. Nie wypada mu uczestniczyć w bieżących politycznych awanturach. Uważamy, że to domena posłów, ministrów, premiera i liderów opozycji. Aleksander Kwaśniewski taki właśnie był.

W przeciwieństwie do Andrzeja Dudy, nie podpisywał ustaw jak leci. Rządzący do końca nie mogli być pewni jaką podejmie decyzję. A obywatele wiedzieli, że uczyni to po głębokim namyśle.

Nie starał się – jak Lech Wałęsa – zastępować rządu. Nie składał obietnic, których nie mógł spełnić. Czynnie angażował się w bieżącą politykę tylko w ostateczności. Czynił to z godnością, wyraźnie odróżniając się od reszty tzw. klasy politycznej. Dzięki temu był skuteczny.

Siłą prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego było też jego otoczenie. W jego kancelarii pracowali między innymi Danuta Waniek, Ryszard Kalisz, Danuta Hübner, Barbara Labuda, Jolanta Szymanek – Deresz. Prezydent chętnie korzystał z wiedzy i doświadczenia naukowców, ludzi kultury i Kościoła, działaczy społecznych. Umiejętnie budował swój autorytet w społeczeństwie.

Pamiętam tamtą kampanię. Pamiętam mieszkańców Rzeszowa i innych miejscowości na Podkarpaciu, którzy licznie przybywali na spotkanie z Aleksandrem Kwaśniewskim. Nikomu do głowy nie przychodziło by autokarami zwozić sympatyków. Nie było takiej potrzeby.

Nie musiał też przed wyborami zabiegać o spotkanie z ówczesnym prezydentem Stanów Zjednoczonych Billem Clintonem. Miał z nim bardzo dobre relacje. Równie dobre umiał zbudować z jego następcą, Georgem W. Bushem.

Polityka zagraniczna była bardzo mocną stroną prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego. Za jego pierwszej kadencji Polska weszła do NATO, a za drugiej, w roku 2004, stała się członkiem Unii Europejskiej. Dziś, gdy większość europejskich przywódców traktuje nasz kraj jako nieprzyjemny problem, mam wrażenie, że dwadzieścia lat temu, liczyliśmy się na arenie międzynarodowej bardziej niż mogłoby to wynikać z siły naszej armii i gospodarki.

Jakże żałośnie na tym tle wyglądają „sukcesy” i „wstawanie z kolan” Prawa i Sprawiedliwości.

Nie wierzę, że prezydent Andrzej Duda nie zdaje sobie z tego sprawy. Że nie rozumie, iż od pierwszego dnia był pionkiem w grze prowadzonej przez kogoś innego. Jeśli jego poprzednika, Bronisława Komorowskiego nazywano „strażnikiem żyrandola” to jak nazwać prezydenta Dudę? „Długopisem”?

Aleksander Kwaśniewski nie musiał też obawiać się rodaków. Policjanci nie uganiali za osobnikami noszącymi jego kukły. Co prawda działacze Ligi Republikańskiej, na czele której stał obecny minister spraw wewnętrznych Mariusz Kamiński, starali się organizować incydenty, lecz większość z nas przyjmowała je z zażenowaniem.

Pewnie dlatego, że w tamtych latach w polskiej polityce nie doszło do takiego zdziczenia obyczajów jak dziś. Jarosław Kaczyński nie używał na Wiejskiej słów takich jak „kanalie” czy „mordy zdradzieckie”. Nikt ich nie używał.

To, że prezydent Andrzej Duda podnosi głos, krzyczy na wiecach, straszy Polaków LGBT a wpływowy członek jego sztabu dowodzi, że tacy osobnicy nie są równi ludziom normalnym i powinniśmy skończyć ze słuchaniem idiotyzmów o prawach człowieka dowodzi, jak wielki jest strach w obozie prawicy. Oni dobrze wiedzą, że już dawno złamali wszelkie zasady, i prędzej czy później przyjdzie im za to zapłacić. Wie o tym też prezydent Andrzej Duda. Wie też, że nigdy nie dorówna swemu poprzednikowi.

Gdy kończyła się druga kadencja Aleksandra Kwaśniewskiego, pojawił się sondaż, z którego wynikało, że gdyby mógł ubiegać się o trzecią, to bez wysiłku pokonałby ewentualnych konkurentów.

Opuszczał Pałac Namiestnikowski ciesząc się sympatią ogromnej większości Polaków. To smutne, lecz prezydent Duda nie może liczyć na podobne traktowanie. Gdyż jest jednym z tych polityków, którzy radykalnie podzielili kraj. I takim zostanie zapomniany. Niestety…

Polska godności, nie Polska pogardy

Kraj, w którym nikt nie będzie czuł się wykluczony, władze będą przestrzegały konstytucji i innych przepisów prawa, a pieniądze publiczne zamiast na zbrojenia pójdą na program budowy tanich mieszkań – taką wizję Polski nakreślił wczoraj na spotkaniu z warszawskimi sympatykami Robert Biedroń, kandydat Lewicy na prezydenta.

Przekonywał przy tym, że nie należy zrażać się sondażami, które na razie dają mu małe szanse nie tylko na prezydenturę, ale nawet na drugą turę. Przypomniał, że ubiegając się o stanowisko prezydenta Słupska też zaczynał od kilku procent, by ostatecznie zwyciężyć. Również Aleksandrowi Kwaśniewskiemu, mówił Biedroń, nie dawano szans na prezydenturę. Tymczasem on stanął do wyścigu, wygrał i jest dziś wspominany jako najlepszy prezydent w historii III RP.

Prezydent, nie marionetka

Kwaśniewskiego Biedroń chwalił także za umiejętność rozmowy ze wszystkimi stronami sceny politycznej, prowadzenia dialogu ponad podziałami. – To lewica dała Polsce obecną konstytucję – oznajmił. Postawę ówczesnego prezydenta porównał ze stylem sprawowania urzędu przez Andrzeja Dudę i nie znalazł dla niego wiele ciepłych słów. Podkreślał, że Polsce jest potrzebna głowa państwa, a nie polityk sterowany przez szefa partii, która wyniosła go do władzy. Taki, który tak bardzo nie chce słuchać krytyki, że rozmawia tylko z tejże partii przedstawicielami.
Biedroń celnie zauważył, że wiele tematów w tej kampanii poruszy tylko on. Inni kandydaci bowiem za bardzo obawiają się spadku w sondażach, by mówić o świeckości państwa, prawach kobiet czy odchodzeniu od węgla.

Koniec z węglem

Temat węgla okazał się zresztą jednym z wiodących podczas spotkania. Na sali pojawili się przedstawiciele organizacji Greenpreace, którzy apelowali do Roberta Biedronia o jeszcze ambitniejsze działania w sprawach czystego powietrza i gospodarki opartej na  źródłach odnawialnych. Wskazywali, że gospodarcza transformacja musi dokonać się nawet pięć lat wcześniej niż do 2035 r.

Nadspodziewanie mało mówiono natomiast o sprawach typowo socjalnych, które przecież w programie kandydata – jak i w programie wspierającej go Lewicy – są fundamentalne. Robert Biedroń oznajmił jedynie, że zamiast kupować drogie amerykańskie samoloty bojowe, należałoby przeznaczyć te miliony złotych na program mieszkaniowy. Być może jednak o sprawach edukacji, transportu czy wreszcie wynagrodzeń i podatków jeszcze usłyszymy. Biedroń zaznaczył wszak, że jest politykiem z wizją, a takich, którzy od wizjonerstwa się odżegnują, raczej się boi. Doprecyzował też, że jego wizja to nowoczesne państwo dobrobytu.

Dobry prezydent, czyli kto?

Przez część spotkania kandydat krążył między rzędami zebranych, pytając: jaki powinien być dobry prezydent? Co w konstytucji jest dla was najważniejsze? Padały odpowiedzi: że głowa państwa powinna reprezentować całe społeczeństwo, a nie wprowadzać podziały. Mówili, że ważna jest dla nich prawda i otaczanie się przez głowę państwa kompetentnymi doradcami, a także, że chcieliby prezydenta, który jest szanowany i traktowany poważnie przez innych przywódców państw, nie zaś „obija się od ściany do ściany”.

Nie mogło zabraknąć przypomnienia o sukcesach Lewicy, które już miały miejsce. Biedroń przypomniał, że tę formację niemalże spisano już na straty. Tymczasem zjednoczenie SLD z jego strukturami, Razem z jego odważnym programem i Wiosny, wnoszącej nową energię, pozwoliło wprowadzić do Sejmu reprezentację, która merytorycznie i konkretnie punktuje rząd w debatach. Biedroń wyraził nawet nadzieję, że przyszłym premierem Polski będzie Włodzimierz Czarzasty lub Adrian Zandberg.
Ostatnie sondaże dają Robertowi Biedroniowi poparcie w granicach 11 proc. To lepiej, niż na starcie kampanii, gdy polityk nie przekraczał 10 proc., ale nadal wyraźnie niżej od Andrzeja Dudy i Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Na obecną głowę państwa, według badania zamówionego przez Polska Press Group, chce głosować 41,3 proc. uprawnionych. Na kandydatkę KO – 24 proc.

Czego oczekuję od prezydenta?

Byłem na imieninach znajomego w jednej z podwarszawskich restauracji. Mieszane towarzystwo, w znacznej części zupełnie mi nieznane. Z rozmów wynikało, że można by w tym gronie utworzyć miniaturę naszego parlamentu – wszystkie opcje były reprezentowane.

Byli też tacy, którzy odcinają się od wszelkich nurtów politycznych, nikt im się nie podoba, nikogo nie zamierzają wspierać.

Kryteria wyboru

Konsumowano umiarkowane ilości alkoholi i wymieniano poglądy na różne tematy, w końcu doszło do zbliżających się wyborów prezydenckich. Słuchałem z zainteresowaniem i popadałem w coraz głębszą frustrację.

Niech mi uczestnicy tego spotkania wybaczą, ale jestem negatywnie zaskoczony. Wymieniano różne kandydatury, ale argumentacja wspierająca zawsze oscylowała wokół takich samych argumentów. Bo reprezentuje partię, która popieram, bo jest inteligentny i ma dobry życiorys, bo jest popularny, bo jest kobietą, albo przystojnym mężczyzną, bo ma realne szanse wejść do drugiej tury. Może nie dosłyszałem, ale chyba nikt nie powiedział, czego tak naprawdę oczekuje od prezydenta.
Jak każdy sklerotyk udający mędrca usiadłem więc na boku i usiłowałem kilku osobom wytłumaczyć, do czego właściwie – moim zdaniem – w naszych warunkach ustrojowych potrzebny nam jest prezydent. Nie jesteśmy krajem, w którym prezydent pełni jednocześnie (upraszczając) funkcje premiera i tym samym kieruje rządem. U nas ma ograniczony zakres kompetencji właściwie tylko w kształtowaniu polityki zagranicznej i obrony narodowej. Może – przez prawo veta i zakulisowe rozmowy – hamować wprowadzanie rozwiązań prawnych, które uważa za niesłuszne. W tym zakresie jest rodzajem bezpiecznika, w skomplikowanym pistolecie gospodarko – społecznym kraju, konstruowanym przez rząd i parlament. No i powinien być bezwzględnym strażnikiem konstytucji, czyli reagować na wszelkie próby jej omijania.
Reprezentant państwa
To wszystko powinien robić w miarę potrzeby. Natomiast, tak „na co dzień”, ma być głównym reprezentantem państwa – czyli naszym – na tzw. arenie międzynarodowej. Czym więcej na tej „arenie” ma kontaktów, czym bardziej jest znany z działalności politycznej lub naukowej, czym więcej „ważnych ludzi” z innych krajów go lubi i docenia – tym dla nas lepiej. Często tak bywa, że kraj – z różnych względów – ma na świecie lub w Europie nienajlepszą opinię, ale jest ona łagodzona właśnie osobowością jego prezydenta. Ale bywa i odwrotnie – kraj jest lubiany, ale prezydent ma złą opinię.

Niezależność i czujność

Prezydent powinien też mieć umiejętność oderwania się od zaplecza politycznego, z którym kiedyś był powiązany, albo (lub i) które popierało jego kandydaturę. To trudne, ale znam kilka osób, które nie popierają żadnej opcji politycznej, które są autentycznie neutralne w ocenach działania politycznych ugrupowań. Prezydent nie tylko może, ale wręcz musi mieć właśnie taką cechę. W powojennym okresie zbliżał się do niej tylko, choć też nie do końca konsekwentnie, jeden prezydent. Był nim Aleksander Kwaśniewski.
Czego jeszcze oczekuję od „mego” prezydenta? Powinien reagować na rażące przejawy nienormalności w naszym życiu społecznym. Jeżeli nasza ukochana policja zamienia się w irańskich strażników rewolucji, ścigając chłopca, który schował do kieszeni hostię zamiast ją połknąć – to trzeba, chociażby w formie żartu, zwrócić uwagę społeczeństwa, na absurdalność tej sytuacji w „demokratycznym państwie prawa”.

Końcowa kandydatura

Czy obecnie „panujący” prezydent ma wszystkie wymienione cechy? Kilka ma i muszę przyznać, że bywały sytuacje, w których mnie pozytywnie zaskakiwał. Ale kilku nie ma. Znaczna część „elektoratu” ma też do niego pretensje, że zbyt często popada w dwie skrajności – albo jest zbyt swobodny, albo przyjmuje pozy wieszcza, starszemu pokoleniu przypominające wodza przedwojennej Italii. Czy zatem wśród wymienianych potencjalnych kandydatów jest ktoś, kto tych pożądanych cech ma znacznie więcej, kto zbliża się do pożądanego ideału? Jest taka osoba i nie muszę wymieniać jej nazwiska, bo Czytelnicy Trybuny są ludźmi inteligentnymi.

Nie przyniesie wstydu

Tą osobę kojarzą we wszystkich państwach świata, nawet tych najmniej znanych w Ameryce Południowej i Środkowej, nawet w państwie San Escobar, którego geograficzne położenie zna tylko były minister spraw zagranicznych Rzeczpospolitej. Wielokrotne kontakty procentujące wzajemnym zrozumieniem łączą tą osobę z większością europejskich przywódców na zachodzie i wschodzie, z establishmentem politycznym USA i politykami azjatyckimi.

Nie mam żadnych wątpliwości, że ta osoba nigdy nie skompromituje mego kraju i mnie w kontaktach zagranicznych, nie błyśnie niestosownym żartem w nieodpowiednich okolicznościach, że może skutecznie pomóc w „załatwianiu” spraw, wspomagających polską gospodarkę. Uważam też, że jej charyzma i naturalny prestiż mogą tonująco wpływać na nasze wewnętrzne spory, doprowadzać stopniowo nie tyle do „poczucia jedności”, bo to wydaje mi się na razie niemożliwe, ale do wzajemnego zrozumienia.

Zdaję sobie sprawę, że to, co napisałem może być przez wielu Czytelników uznane za niesłuszne lub nierealne. Bo przecież każde ugrupowanie polityczne chce w wyborach prezydenckich zaprezentować i popierać swego kandydata, który – ich zdaniem – jest najlepszy i może mieć szanse ich wygrania. Przykładem jest pan Korwin Mikke, jakże sympatyczny kandydat skrajnej prawicy, który startował już w kilku wyborach i zapewne wystartuje w tych nadchodzących. Jak zwykle bez pozytywnego rezultatu.

Rozumiem te tendencje i zarazem zwyczaj, nawet sam się w nie wpisuję, jako sympatyk lewicy. Ale jeśli zdecyduje się wystartować też osoba, o której piszę i będzie druga tura, to wtedy zagłosuję na nią. Bo to ona, i chyba w obecnej sytuacji tylko ona, może mi dać nadzieję na rzeczywiste wejście Polski do europejskiej pierwszej ligi.

Konstytucja

Żyjemy w kraju, gdzie organ Rzecznika Praw Obywatelskich
traktowany jest jako zło konieczne.

Na wstępie pozwolę sobie wspomnieć o jednej z bardziej trafionych wypowiedzi posła PiS, który to po zapoznaniu się z ostatnim raportem RPO słusznie stwierdził, że on i Adam Bodnar żyją w dwóch równoległych światach. Jak najbardziej się z nim zgadzam. Co więcej, odległość między światem zgodnym z Konstytucją, a tym, gdzie Konstytucja i tym samym prawa obywatelskie są ignorowane, powiększa się w zastraszającym tempie.
Należy zaznaczyć jednak jedną rzecz, która wciąż umyka, obserwując zdarzenia, które miały miejsce chociażby na ostatnim posiedzeniu sejmu. Rzecznik Praw Obywatelskich to organ. Niezawisły i niezależny od innych organów państwowych. Zgodnie z zapisami w Konstytucji stoi na straży wolności, praw człowieka i obywatela. Reprezentuje więc obywateli. To nie Adam Bodnar wydaje się więc niewygodnym przeciwnikiem prawicy, ale obywatele i ich prawa.
Co raz bardziej rażące próby ustanowienia nowych zasad rozumienia wolności i sprawiedliwości powinny więc zaangażować do działania każdego z obywateli. Również tego, który deklaruje absolutną separację od polityki. Prawa człowieka i to, kto stanie w jego obronie to już bowiem nie tylko polityka. To odpowiedzialność każdego człowieka za przyszłość pokoleń i za świat w którym będą żyły.
Dlatego tym bardziej niepokojące są jawne i już w żaden sposób nieskrywane zamiary prawicy o zmianie Konstytucji RP. Modyfikacji jej zapisów mieliby podjąć się ludzie, którzy pod pretekstem ochrony narodu polskiego niszczą jego pojedyncze, niewygodne dla swojej wizji państwa jednostki – obywateli. Ten najważniejszy akt prawny Rzeczypospolitej Polskiej przyjęty w ogólnopolskim referendum może zostać więc zmieniony przez ludzi, którym wyjątkowo ciężko zrozumieć założenia wolności i praworządności.
Założenie, że Konstytucja RP jest matką wszystkich ustaw i że one wszystkie powinny być z nią zgodne właściwie przestało mieć miejsce. W jednym ze światów funkcjonuje Konstytucja, w drugim, ludzie którzy tworzą ustawy. To właśnie nic innego jak konsekwentne odsuwanie się od tego najważniejszego dla RP aktu prawnego przyczynia się do coraz większych zaniechań w przestrzeganiu praw do wolności sumienia i wyznania czy po prostu do poczucia bezpieczeństwa prawnego.
Mając na uwadze, że Konstytucja została zbudowana w sposób absolutnie sensowny i logiczny, powinna być rozpatrywana jako całość, tak jak została uchwalona. Nie tylko Preambuła, ale wszystkie jej rozdziały zawierają kluczowe zasady dla zgodnego i po prostu szczęśliwego funkcjonowania każdego z obywateli zarówno w wymiarze osobistym jak też zawodowym. Właśnie dlatego, każdy z nich powinien się z nią zapoznać. Należy pamiętać, że treść zamieszczona w Konstytucji tworzona była nie w pośpiechu czy pod jakąkolwiek presją, ale w czasie sześciu bardzo pracowitych lat. Wszelkie zapisy w niej zawarte, w drodze konsensusu uzgadniała specjalnie utworzona w tym celu Komisja Konstytucyjna, której jednym z przedstawicieli był ówczesny poseł Aleksander Kwaśniewski.
Konstytucja to wszystko co mamy, aby czuć się bezpiecznie jak również czuć pewność, że jako państwo posiadamy dokument, który zda egzamin w najbardziej trudnym momencie historii, jak zadziało się to chociażby podczas katastrofy smoleńskiej.
Konstytucja RP została przyjęta przez ludzi szanujących wolność każdego z obywateli. Nie można więc dopuszczać, aby ta ustawa zasadnicza była w jakikolwiek sposób naruszana, a jej zapisy mogłyby podlegać dyskusjom czy być omijane podczas tworzenia nowych zasad kierowania państwem.
Tylko wolny od doktryn człowiek może rozwinąć skrzydła i bez nacisku z góry wybrać najlepszą dla siebie drogę. Przez takich właśnie ludzi została przyjęta Konstytucja RP. Tym bardziej znaczące jest dla mnie poparcie mojej osoby przez Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, który podpisał ten najważniejszy dla Rzeczypospolitej akt prawny.
Zapraszam teraz do obejrzenia mojego najnowszego video. Jest to możliwe poprzez zeskanowanie poniższego kodu QR:

Trzeba nam Europy socjalnej

W ostatni dzień listopada Kraków stał się centrum europejskiej lewicy, do tego ważnego ośrodka akademickiego zjechali się liderzy polityczni i eksperci z 12 krajów Unii Europejskiej.

 

Europejska lewica w najbliższych wyborach do Parlamentu Europejskiego stawia sobie za cel zatrzymanie fali populizmu, która zalewa demokratyczny świat. Dzień pełen rozmów i dyskusji zaowocował pomysłami, dzięki którym europejska lewica w nadchodzących wyborach do Parlamentu Europejskiego da lewicowemu wyborczyni i wyborcy ofertę, na którą ci czekają: równe rozwiązania socjalne dla wszystkich Europejek i Europejczyków, europejska płaca minimalna, działania chroniące pracowników w całej UE, a równocześnie walka o prawa człowieka i równouprawnienie mniejszości. Dla polityków i polityczek lewicy jest jasne, że nie wystarczy odpowiadać na wyzwania współczesności, lewica musi kreować przyszłość. Aby to robić, musi być silna, musi stanowić silną frakcję w Parlamencie Europejskim, by móc skutecznie przeciwstawić się populizmowi.
– Spotykamy się dzisiaj w Krakowie w ważnym momencie, na pół roku przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, a które będą najważniejsze od wielu, wielu lat. Będą to również wybory trudne, ponieważ ta fala populizmu oraz nacjonalizmu wzrasta, tym bardziej potrzebna jest atrakcyjna i rozumna odpowiedź środowisk progresywnych i lewicowych. I takie konferencje służą wypracowaniu takiego stanowiska – powiedział Aleksander Kwaśniewski podczas spotkania z dziennikarzami w trakcie konferencji „„Za Zjednoczoną Europą Socjalną – wznieść się ponad podziałami, zaoferować alternatywę”, która w dniach 30 listopada – 1 grudnia ma miejsce w Krakowie. – Mam nadzieję, że polska lewica, która organizuje to spotkanie i w nim uczestniczy, przygotuje właściwe decyzje abyśmy po wyborach do PE mieli mocną reprezentację środowisk lewicowych w Brukseli, a także abyśmy pokazali tutaj w Polsce, że jesteśmy w stanie zwyciężyć tych, którzy chcą stanąć do Unii Europejskiej bokiem, a także tych, którzy nie chcą większej integracji europejskiej, a niektórym marzy się Polexit – komentował były prezydent RP.
Wydarzenie organizowane przez Fundację Europejskich Studiów Progresywnych (FEPS), Grupę Socjalistów i Demokratów w Parlamencie Europejskim (S&D) we współpracy z Centrum im. Ignacego Daszyńskiego, Fundacją Jeana Jaurèsa oraz Fundacją im. Friedricha Eberta jest jednym z ważniejszych wydarzeń politycznych i programowych na mapie Europy. Tematem debat jest przyszłości Europy, jako wspólnoty wartości, dyskusja prowadzona jest w kontekście zbliżających się wyborów europejskich 2019 roku.
Wśród zaproszonych liderów politycznych znalazł się komisarz ds. energetyki Marosz Szefczovicz – Dziękuję za zaproszenie, dziś jest to dla mnie intensywny dzień. O poranku byłem w Katowicach gdzie z regionalnymi liderami rozmawiałem o tzw. regionach węglowych w okresie przejściowym. Rozmowy te mają na celu stworzenie nowych inwestycji, szczególnie na Śląsku gdzie wiele osób wciąż jest zatrudnionych w branży węglowej. Mówimy tu o nawet 100 000 pracowników.
– Jestem szczególnie zadowolony, że mogłem przyjechać do Krakowa. Zgadzam się z prezydentem Kwaśniewskim, iż bardzo ważne jest to, aby nasza lewicowa rodzina znalazła odpowiedzi na wyzwania przyszłości – mówił słowacki polityk. – W naszych wysiłkach szczególnie ważni są i będą młodzi ludzie, musimy umożliwić im stałą aktywność zawodową; możliwość zdobywania nowych umiejętności, szczególnie umiejętności cyfrowych. Młodzież musi umieć przekuć na swoją korzyść obecne megatrendy. Jestem pewny, że dzięki ich zaangażowaniu i świetnym uniwersytetom uda nam się ten cel osiągnąć – podkreślił Szefczovicz.
Wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego prof. Bogusław Liberadzki zaprezentował stanowisko Socjalistów i Demokratów w sprawie obecnej sytuacji i przyszłości Unii Europejskiej: Zjednoczona Europa jest w momencie, w którym należy zdecydować o radykalnym przyspieszeniu gospodarczym, o radykalnym zwiększeniu programów socjalnych. Obywatelki i obywatele UE muszą usłyszeć następujące przesłanie – Unia Europejska jest po to, aby Was chronić, a im słabsi jesteście to tym bardziej będzie Was chronić. Instytucje europejskie powinny osłaniać np. przed nieuczciwą konkurencją, czy też zabezpieczyć uczciwą wymianę handlową.
Wiceprzewodniczący SLD mówił również o swoistym paradoksie, iż miliony ludzi pragną dołączyć do UE, a wielu jej obywateli krytykuje ją. – Unia Europejska to udany projekt. Miliony ludzi, którzy chcą wejść do UE podziwiają ją. Natomiast zazdroszczą nam i chcą naszego niepowodzenia nasi najwięksi globalni rywale: prezydent Trump, prezydent Putin. A jednocześnie wewnątrz Unii Europejskiej jest zdecydowana pogląd, iż mogłoby być lepiej. Tak! Może być lepiej, ale to Socjaliści i Demokraci w Parlamencie Europejskim proponują realną alternatywę: zorientowanie na człowieka wieloletnich ram finansowych, w sposób przez niego odczuwalny.
Liberadzki przedstawił nową koncepcję podziału środków z budżetu Unii. – Tyle samo środków co dotychczas należy przeznaczać na politykę spójności i na politykę rolną; trzy razy więcej środków na Erasmus, aby młode osoby mogły się kształcić; dwa razy więcej środków na badania i innowacyjność, szansą Unii jest odzyskanie przewag technologicznych.
– W tym właśnie kierunku europejska i polska lewica, w tym SLD będzie zmierzać – podkreślił.
Liderka Socjalistów i Demokratów w Parlamencie Europejskim Rodrigues Maria João zapowiedziała zdecydowaną ofensywę europejskiej lewicy. – Nadszedł czas, aby lewicowe i postępowe grupy zjednoczyły się i objęły pozycję politycznego lidera w Europie. Wiemy jak odpowiednio zareagować na aktualne problemy Unii Europejskiej. Z jednej strony obywatelki obywateli powinno chronić mocne prawodawstwo krajowe, z drugiej strony powinien ich wspierać mocny społeczny filar Unii Europejskiej. My ten społeczny filar budujemy, ważne będą kwestie energii, możliwości przekwalifikowania się na rynku pracy, do tego będzie potrzebny będzie powrót do silnej polityki spójności. W tym celu domagamy się lepszego budżetu Unii Europejskiej, gdzie więcej pieniędzy trafi np. na program Erasmus.
Marek Belka, były premier i szef Narodowego Banku Polskiego mówił o kluczowych megatrendach, które wpłyną na przyszłość Polski oraz UE. – Dyskutujemy o przyszłości Europy, ale musimy mieć świadomość, iż nasz kontynent jest jedną z niewielkich części globalnej gospodarki. Należy zrozumieć, jakie megatrendy zadecydują o przyszłości Europy: demografia; inna u nas a inna np. w Afryce; zmienia się układ sił, USA – Chiny a my chcemy być potęgą nr 3; sposób komunikacji ludzi i nowe technologie. Aby rozwinąć sztuczną inteligencje trzeba mieć trzy rzeczy: ludzki talent, możliwości obliczeniowe oraz wielką bazę danych. Kto może wielką bazę danych: USA, Chiny oraz zjednoczona Europa. Oddzielnym i niepokojącym megatrendem jest tendencja populistyczna. Jak temu zaradzić? Budować Europę post-populistyczną, w której będziemy brali pod uwagę nastroje, sentymenty i poglądy ludzi – przecież jesteśmy demokracją, ale też będziemy mogli ludziom zaproponować gdzie iść powinni – mówił Marek Belka.
Przewodniczący SLD nakreślił strategię polityczną partii na najbliższe miesiące. – Cieszę się, że ta konferencja odbywa się tutaj w Polsce, w Krakowie. Aby osoby, które przyczyniły się do budowania Unii Europejskiej wciąż miały coś do powiedzenia jeżeli chodzi o naszą przyszłość w zjednoczonej Europy, SLD musi zrobić jedną rzecz – doprowadzić do tego, aby jak najwięcej posłanek i posłów w najbliższych wyborach do Parlamentu Europejskiego. Europa naszych marzeń – progresywna i socjalna – będzie możliwa, jeżeli będą europarlamentarzyści, którzy to wprowadzą w życie.
– Reprezentuję SLD, jedną z sił a nie jedyną siła polityczną na lewicy. W wyborach do PE będziemy chcieli stworzyć blok progresywny złożony z lewicowych partii w Polsce. Rozmawiamy z Partią Razem, z Partią Zieloni, ze środowiskiem, które jeszcze nie wiadomo dokąd pójdzie, ze środowiskiem Roberta Biedronia. Jednakże również bliskie jest nam myślenie Włodzimierza Cimoszewicza, który twierdzi i słusznie, że Unia Europejska jest taką wartością, którą trzeba bronić wszelkimi siłami. Dopuszczamy, jako SLD, możliwość tworzenia wspólnego proeuropejskiego bloku z partiami, z którymi nie jesteśmy zawsze programowo po drodze, ale wspólnie uznajemy, iż wartość Unii Europejskiej jest wartością olbrzymią. Myślę tu o Platformie Obywatelskiej, o Nowoczesnej, Polskim Stronnictwie Ludowym oraz o siostrach i braciach z lewicy: o SDPL, o Unii Pracy, o Inicjatywie Feministycznej – oświadczył Włodzimierz Czarzasty. – Decyzję w tej sprawie podejmiemy na przełomie stycznia i lutego 2019 r. Zrobimy wszystko, aby z puli 52 mandatów z Polski objęli ludzie, którzy myślą podobnie do nas – podkreślił lider Sojuszu.

Odsłonięcie pomnika Ignacego Daszyńskiego

W setną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości, 11 listopada 2018 r., wszystkie ugrupowania lewicowe, m.in. Polska Partia Socjalistyczna (PPS), Unia Pracy, Razem, Partia Zieloni, Inicjatywa Feministyczna, Ruch Sprawiedliwości Społecznej, Socjaldemokracja Rzeczypospolitej Polskiej, Wolność Równość Demokracja, dokonały wspólnie uroczystego odsłonięcia przy pl. Na Rozdrożu w Warszawie pomnika I premiera RP, późniejszego Marszałka Sejmu, wielkiego socjalisty i patrioty – Ignacego Daszyńskiego. W uroczystości uczestniczyli także m.in.: wicepremier, minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński, wicemarszałek Senatu Bogdan Borusewicz (PO), były prezydent Aleksander Kwaśniewski oraz szef OPZZ Jan Guz, a także Zdzisław Czarnecki, prezydent Federacji Stowarzyszeń Służb Mundurowych RP .
Autorem pomnika Ignacego Daszyńskiego jest krakowski rzeźbiarz Jacek Kucaba, profesor Akademii Sztuk Pięknych. Monument z brązu stoi na obłożonym granitem postumencie o dwóch stopniach. Ma około 5 metrów wysokości. Pomnik uzupełnia szlak wielkich Polaków, którzy przyczynili się do odzyskania przez Polskę niepodległości. Dlatego stanął w okolicy, gdzie swoje pomniki mają już Roman Dmowski, Wincenty Witos i marszałek Józef Piłsudski.

Na konwencji SLD – Lewica Razem

Tomasz Mańczuk – kandydat na radnego Sejmiku Województwa Podlaskiego z listy nr 5 – SLD – Lewica Razem z Aleksandrem Kwaśniewskim i redaktorem naczelnym „Dziennika Trybuna” Piotrem Gadzinowskim. Tomasz Mańczuk kandyduje z okręgu nr 2 (powiaty: augustowski, moniecki, sejneński, sokólski, suwalski).

„Silny i kompetentny samorząd terytorialny, to więcej rozwiązanych problemów zwykłych ludzi” – pisze w swoim programie Tomasz Mańczuk. Jest przedsiębiorcą i działaczem sportowym – prezesem klubu sportowego TIS Wataha Kleosin.

„Samorząd musi walczyć o równe i godne warunki pracy dla wszystkich. Więcej zadań powinno być wykonywanych przez urzędy i samorządowe jednostki organizacyjne, a mniej przez zewnętrzne firmy. Warunkiem otrzymania zamówienia publicznego musi być zatrudnienie pracowników na podstawie umowy o pracę” – zwraca uwagę w swoim programie wyborczym.