Leszek Balcerowicz nie wziął się znikąd

Przyszły wicepremier i minister finansów już na początku lat osiemdziesiątych uważał, że reforma gospodarcza powinna zostać wprowadzona od razu w sposób pełny i szybki, a nie stopniowo.

Koniec roku 1980, sytuacja polityczna i gospodarcza oraz presja społeczna wymuszały zmiany. Mimo wprowadzanych obostrzeń, Wojciech Jaruzelski chce pokazać, że kontynuuje reformy gospodarcze. Zaraz po objęciu władzy powołuje Komisję ds. Reformy Gospodarczej. Dla wzmocnienia skuteczności, pod auspicjami najwyższego szczebla ówczesnej władzy (Biura Politycznego Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej). Jestem członkiem jej kierownictwa (sekretariatu Komisji). Skład komisji jest publiczny, ogłoszony 16. XI. 1980 r.

Prof. Władysław Baka jako szef Sekretariatu Komisji jest zarazem Pełnomocnikiem Rządu ds. Reformy Gospodarczej. Skład tej Komisji jest liczny. Oprócz członków Komisji i jej sekretariatu powołano dodatkowych członków 10 Zespołów Komisji do poszczególnych obszarów gospodarki (organizacji, systemów ekonomiczno-finansowych, planowania, funkcjonowania rynku itd.) Członkowie byli rekrutowani spośród naukowców, ekspertów, praktyków i działaczy partyjnych.
Przemiany polityczne, strajki i stan wojenny, a potem powołanie Komisji ds. Reformy Gospodarczej aktywizują działania na rzecz reformy. Była powszechna świadomość, że „socjalizm jest niereformowalny” – i niezbędna jest reforma ustrojowa, a w ślad za tym gospodarcza. Panowało przekonanie, że reforma gospodarcza jest potrzebna, ale reforma typu społecznej gospodarki rynkowej, bo taka była wypracowana latach 70-tych. i taką opracowuje nowa Komisja ds. Reformy. Świadomość ta była tak powszechna, że później społeczną gospodarkę rynkową wpisano do Konstytucji zmienionej w1997 r. Jednakże rzeczywistość potoczyła się inaczej.
Ze względu na rolę jako odegrał w późniejszej transformacji, należy nieco więcej poświęcić miejsca uczestnictwie Leszka Balcerowicza w procesie prac nad reformami gospodarczymi w Polsce.
Pod koniec lat 70-tych i na początku 80-tych pojawia się Leszek Balcerowicz nie tylko jako inicjator zespołu wydającego raport nt. reformy, ale również działa aktywnie zwłaszcza w ramach Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. Dane mi było również w tym czasie z nim współdziałać. Wspólnie uczestniczymy w konferencjach czy dyskusjach w ramach PTE i Towarzystwa Naukowego Organizacji i Kierownictwa. Aktywizują się także środowiska naukowe (uczelnie, instytuty), ukazuje się szereg publikacji książkowych. W wydarzeniach tych aktywnie uczestniczę przygotowując referaty, biorąc udział w prelekcjach i dyskusjach, jako współautor książek.
W marcu 1981 r. w wydaniu specjalnym PTE wydaje drukiem zeszyt Problemów Ekonomicznych pt. ”Reforma Gospodarcza, wielka patriotyczna gra polaków” zamieszczając kilkanaście tekstów polskich ekonomistów i socjologów. Wśród nich jest tekst L. Balcerowicza zatytułowany „Od diagnozy systemu do projektu jego reformy”. Balcerowicz był w zespole redakcyjnym tego wydawnictwa.
Aktywność Leszka Balcerowicza widoczna jest również w książkach i w prasie. W tygodniku Polityce nr 46/1980 publikuje on artykuł pt. „Jak wyjść z kryzysu. Decydujące ogniwa”. Ukazuje się książka z cyklu „Ekonomiści o reformie gospodarczej. Cele i zakres reformy gospodarczej”, gdzie Balcerowicz także zamieszcza rozdział pt. „Od diagnozy systemu do projektu jego reformy” (PWE Warszawa 1981 r.).
W 1981 r. Instytut Podstawowych Problemów Marksizmu Leninizmu KC PZPR wydaje pracę zbiorową pod red. Józefa Sołdaczuka pt. „Problemy polityki gospodarczej i współpracy ekonomicznej Polski w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych”. W wydawnictwie tym, w trzech rozdziałach L. Balcerowicz zamieszcza podrozdziały, m.in. podrozdział pt. ”Kierunki przebudowy systemu gospodarczego”. W publikacjach tych – i innych z tego okresu – nie znajdujemy nic rewolucyjnego co nie mieściłoby się w kanonach społecznej gospodarki rynkowej, poza metodą realizacji. Realizacja ma być natychmiastowa i pełna, a nie być stopniowa.
Uczestniczyliśmy razem z L Balcerowiczem również jako paneliści w słynnych „czwartkach ekonomistów”, organizowanych przez PTE na początku lat 80 – tych i poświęconych różnym aspektom reformy gospodarczej Owe „czwartki” były nagłaśniane jako ważna dyskusja nad zmianami w gospodarce. Materiały z każdego seminarium czwartkowego były osobno publikowane. Działo się to w gorącym okresie lat 1980 – 1981. Środowisko ekonomistów jeszcze bardziej się ożywia. Powstaje wówczas dużo książek, artykułów i materiałów z konferencji i dyskusji prowadzonych na uczelniach i PTE, TNOiK. Dane mi było również w tym okresie dużo publikować (w latach 1980-1984 publikuję 50 pozycji), uczestniczę w konferecjach, dyskusjach.
W 1981 r. PTE ogłasza obszerny materiał pt. „Kierunki przebudowy systemu funkcjonowania gospodarki polskiej w latach osiemdziesiątych” jako referat na na IV Zjazd Ekonomistów. Współautorami tego referatu są Leszek Balcerowicz – i moja skromna osoba.
Balcerowicz był zapraszany do prac nad programem reform. W ramach PTE w 1982 r opracowano kolejne obszerne propozycje reformy gospodarczej. Życie Gospodarcze publikuje te propozycje w formie wkładki do gazety pt. „PTE o reformie – propozycje zasadniczych rozwiązań reformy gospodarczej w Polsce”. Dane mi było również uczestniczyć w tych pracach, m.in. obok Leszka Balcerowicza.
W trakcie stanu wojennego następuje jednak ogólna frustracja i niewiara w jakiejkolwiek reformowanie. Rzucono hasło „socjalizm jest niereformowalny” – i następuje tzw. „emigracja wewnętrzna”, która przejawiała się brakiem aktywności. Dopiero po odwołaniu stanu wojennego w 1983 r. następuje niewielkie ożywienie i pojawia się mała nadzieja na reformowalność socjalizmu. W tym okresie opada aktywność działań na rzecz reformy gospodarczej we wszystkich, dotychczas aktywnych środowiskach. .
Z powyższego, niepełnego przeglądu działań reformatorskich gospodarki socjalistycznej widać, że w latach 80. dorobek merytoryczny był już ogromny. Został on jednak pominięty, ponieważ Leszek Balcerowicz odstąpił od tego dorobku na rzecz reform opartych na doktrynie liberalnej gospodarki rynkowej (niewidzialnej ręki rynku).
Działania reformatorskie w Polsce za każdym razem były wynikiem przesileń politycznych. Żaden z krajów socjalistycznych nie miał takiego dorobku (ze względu na mniejszą intensywność przesileń politycznych). Pomijamy Jugosławię, która od samego początku, ze względu na federacyjny model państwa, rozwijała samorządowy model socjalizmu oraz zarządzania i kierowania gospodarką. Jedynie Węgrzy po 1956 r wyprzedzali Polskę w reformowaniu gospodarki. Ale później polskie reformy były szersze i dalej idące.
W latach osiemdziesiątych ostatecznie ukształtowało się przeświadczenie, że gospodarka socjalistyczna oparta na planie centralnym jest niewydolna – i wymaga radykalnych zmian w kierunku rynku.

Czy mogło pójść inaczej?

W roku 1989 stanęliśmy w obliczu możliwości zmiany systemu politycznego, a w ślad za tym gospodarczego. Ograniczenia ideologiczne minionego okresu przestały mieć znaczenie.

Mieliśmy w Polsce dorobek merytoryczny umożliwiający wprowadzenie racjonalnych rozwiązań gospodarczych. Pozwalał on zmienić gospodarkę socjalistyczną na kapitalistyczną, typu społecznej gospodarki rynkowej. Wystarczyło ten dorobek oczyścić z ograniczeń ideologicznych i wprowadzić w życie. Było to tym łatwiejsze, bo współautorem tworzenia tego dorobku był również Leszek Balcerowicz.
W 1989 r. rozpoczyna obrady okrągły stół, który kończy się podpisaniem porozumienia 5.04.1989 r. Następuje zmiana ustroju i rozpoczyna się transformacja. Po okrągłym stole zrealizowano hasło „Wasz Prezydent nasz Premier”. L. Balcerowiczowi powierzono przeprowadzenie transformacji. Dla wzmocnienia jego wpływu na decyzje gospodarcze, powierza mu się stanowiska wicepremiera i Ministra Finansów, a ponadto jeszcze Przewodniczącego Komitetu Ekonomicznego przy Radzie Ministrów.
Przystępując do transformacji, już na wstępie odstępuje od dotychczasowego dorobku opracowanych propozycji reform. Staje się realizatorem propozycji reform pochodzących z zewnątrz i finansowanych przez obce fundacje (staże Balcerowicza) i fundację Sorosa (propozycje J. Sachsa i D. Liptona), przy poparciu rodzimych elit.
Przyjęto skrajnie liberalny model gospodarki rynkowej. Co ciekawe, wbrew wcześniejszym założeniom. Bowiem przy okrągłym stole panowało przekonanie, że modelem realizowanym będzie model społecznej gospodarki rynkowej. Wyrazem tego była zapowiedź premiera Mazowieckiego w w expose w dn. 12 września 1989 r.: że misją formowanego przez niego rządu jest właśnie społeczna gospodarka rynkowa. Jednocześnie, propaganda zakłamywała, że nie było innych rozwiązań ani „trzeciej drogi”.
Powierzenie L. Balcerowiczowi przeprowadzenia transformacji gospodarczej było powszechnym zaskoczeniem. Przecież wśród reformatorów było wiele świetnych nazwisk, którzy nadawali ton w przygotowaniu reform. Weźmy choćby skład personalny Komisji Reformy Gospodarczej oraz wykaz „Uczestników prac nad propozycjami” reformy. Wśród nich był też Waldemar Kuczyński, który miał rozeznanie, a w końcu rekomendował premierowi T. Mazowieckiemu L. Balcerowicza. Od lat 60-tych premier Mazowiecki jako szef Klubu Inteligencji Katolickiej miał u boku prof. Stefana Kurowskiego (znanego opozycjonistę), który już w latach 80-tych wysuwał postulat prywatyzacji. Przewidywał upadek socjalizmu, szanse na zmianę ustroju i wprowadzanie nowego systemu – jak go nazwał, kapitalizmu rynkowego. Postulował wielopodmiotowość form własności.
Moja praca zawodowa dała mi okazję do zetknięcia się w praktyce z rzekomym mechanizmem gospodarki rynkowej wprowadzonej w wyniku transformacji.
Na początku lat 90-tych, po odejściu z firmy znanego później biznesmena A. Gudzowatego (gdzie byłem jego zastępcą) trafiłem do pracy w Ministerstwie Współpracy Gospodarczej z Zagranicą, do Zespołu ds. Prywatyzacji. Byłem przewodniczącym tego zespołu. Zespół ten zajmował się prywatyzacją central handlu zagranicznego. MWGzZ sprawowało nadzór nad tymi centralami (z racji większościowego pakietu udziałów). Tu zetknąłem się pośrednio z L. Balcerowiczem (już wicepremierem i Ministrem Finansów) i jego doradcami z tego okresu.
Procedura prywatyzacji central handlu zagranicznego była taka, że ów zespół opiniował i przyjmował projekty prywatyzacyjne, (wszelkie dokumenty; wyceny, tzw. raporty prywatyzacyjne itd) i przedkładał do akceptacji ministrowi WGzZ, a ten z kolei Ministrowi Przekształceń Własnościowych. W skład tego zespołu wchodzili również doradcy Ministra Finansów, wówczas Balcerowicza.
Tymi doradcami Balcerowicza nie byli obywatele polscy, lecz tzw. zagraniczni eksperci, których sprowadził głównie z USA (zapewne poznawał ich będąc tam na stypendiach). Byli to przeważnie polskojęzyczni synowie polskich emigrantów. W owym zespole był doradca o nazwisku Święcicki. Ów członek zespołu pilnował „prawidłowości” prywatyzacji ze strony Ministerstwa Finansów. Był też przedstawiciel Ministerstwa Przekształceń Własnościowych, który z kolei miał pilnować zgodności przedkładanej dokumentacji z przepisami: m.in. metody wyceny, kompletności dokumentów Zespół ten nie mógł przekazać dalej dokumentacji do podpisu Ministrowi WGzZ bez zgody owego doradcy Święcickiego z Ministerstwa Finansów.
Zespół dokonywał oceny dokumentacji prywatyzacyjnej, tj. analizy ekonomiczno-finansowej i prawnej danej centrali oraz oczywiście wyceny. To wszystko było opracowywane przez tzw. firmy konsultingowe, głównie zagraniczne. Ów doradca uznawał firmy obce za wiarygodne, bo według niego posiadały merytoryczne kompetencje do opracowania analiz i wycen central handlu zagraniznego, mimo iż nie znały ich specyfiki (takich CHZ nie było na zachodzie). Odnosił się zaś sceptycznie do materiałów opracowanych przez firmy polskie.
Jak wiadomo, takich obcych firm wylądowało w Warszawie bez liku. (tzw. „Brygady Marriotta” od nazwy hotelu, w którym mieszkali na koszt strony polskiej). Firmy te brały niewyobrażalne, jak na nasze stosunki rynkowe, wynagrodzenia za te opracowania. Trzeba było walczyć o to, by opracowania polskich firm były łaskawie przez owych doradców honorowane.
To pokazuje jakie mechanizmy „rynkowe” tu działały. Działała widzialna ręka rynku, bo polskie firmy na tym rynku usług konsultingowych, w drodze konkurencji nie mogły zdobyć zlecenia, mimo znacznie niższych cen i lepszej jakości opracowań. Podmiotem działającym na tym rynku było państwo, bo ono decydowało i płaciło wykonawcom. . Należy dodać, że te „renomowane” firmy nie mając rozeznania i nie znając specyfiki naszych podmiotów gospodarczych, wynajmowały polskich specjalistów (Polacy byli „murzynami” w tych firmach).
Jako przewodniczący Zespołu Prywatyzacji wywołałem incydent z dwoma takimi „renomowanymi” firmami: Coopers and Lybrand i Baltic Accountans and Consultants. Obnażyłem ich słabość merytoryczną – podważyłem wycenę Elektrimu i centrali Dal. Wycenę tej ostatniej zdołałem przeforsować do poprawki. Wywołało to oburzenie: jak niekompetentny urzędnik śmie odrzucać i kwestionować opracowania renomowanych firm.
Szef oddziału Coopers and Lybrand na Polskę niejaki Anthony Reczek z Londynu groził mi sądem: że zaskarży za zniesławienie firmy. Kiedy mu pokazałem ewidentne błędy w wycenie Elektrimu, odstąpił od tego zamiaru (obawiał się że ta ocena ujrzy światło dzienne w sądzie i obnaży merytoryczne niekompetencje obcych firm konsultingowych). Natomiast firma BAC i centrala Dal długo spierały się ze mną, aż do chwili gdy przestałem pracować w zespole.
Będąc w tym zespole byłem świadkiem rozdrapywania przez nomenklaturę Navimoru, Budimexu i innych central. Poznałem, jaką „technologią” się to robi. Napisałem notatkę na ten temat dla wiceministra nadzorującego prywatyzację central handlu zagranicznego. Obnażyłem, w jaki sposób doszło do tego, że do prywatyzacji Navimoru została tylko „czapka” (pracownicy) bez majątku i kontraktów. Majątek z kontraktami przeszedł do kilkunastu spółek z przewagą kapitału osób fizycznych. Przedstawiciel MWGzZ przez „pomyłkę” i „niezrozumienie” zagłosował na Zgromadzeniu Wspólników (oczywiście bez żadnych konsekwencji) za takim rozgrabieniem.
Navimor został państwowy, z udziałami MWGzZ, ale bez aktywów (majątku i kontroktów). Formalnie była to prywatyzacja CHZ Navimor, faktycznie sprywatyzowano sam szyld bez majątku. Już przed formalną prywatyzacją Navimor był sprywatyzowany, jego majątek i aktywa (kontrakty) znalazły się w prywatnych rękach miejscowej nomenklatury (częściowo starej – i tej nowej powstałej po 1989 r. ).
Prezes Budimex’u zastosował inną technologię przejęcia w prywatne ręce tej firmy – którą dokładnie poznałem, ponieważ zawiązki zawodowe zorientowały się w procederze i przychodziły do mnie do ministerstwa ze skargami i prośbą o interwencję.
Prezes sprywatyzował i zrobił na „szaro” związki zawodowe zupełnie legalnie. Technologia polegała na tym, że prezes likwidował oddziały, czynił je samodzielnymi, co związkom odpowiadało bo pozbywały się uciążliwej centrali, były samorządne i samodzielne. Z oddziałów tworzył spółki-córki. W „córkach” udziałowcami były wybrane osoby fizyczne (oczywiście nie spółki pracownicze) i „matka” – centrala Budimexu. Później Budimex w całości został sprzedany (sprywatyzowany) z korzyścią dla udziałowców, tych osób fizycznych, hiszpańskiej firmie Ferroval, wraz z „córkami”, gdzie udziały miały osoby fizyczne i państwową centralą. Ferroval budowała Okęcie Terminal II, której to budowie towarzyszył wielki skandal opisywany w mediach.
Następnym miejscem mojej pracy było PHZ Cenzin (handel bronią), gdzie pełniłem funkcję członka zarządu ds. ekonomiczno-finansowych w latach 1991-1993. Tam znowu zderzyłem się z działaniem rynku powstałym w wyniku transformacji. Mechanizmy te odkryłem dzięki krytykowanemu tzw. Raportowi Macierewicza z weryfikacji Wojskowych Służb Iinformacyjnych (kiedyś dostępny w internecie, wydany w formie powielonej. Aneks do tego raportu do dziś nie został ujawniony).
Raport ten umożliwił zrozumienie tego co działo się wokół PHZ Cenzin. Wtedy właśnie tworzyła się struktura tzw. mafii paliwowej. Miało to związek z Cenzinem, ponieważ Cenzin tracąc rynek ZSRR handlu bronią, poszukiwał pod presją właściciela (MWGzZ) innej intratnej działalności. Mniejszościowymi udziałowcami były zakłady zbrojeniowe. Intratną działalnością był zaś handel paliwami. Stąd Cenzin ubiegał się o koncesję na obrót paliwami. Koncesję wydawało właśnie MWGzZ, które z racji większościowego udziału sprawowało nadzór nad Cenzinem. MWzGZ nie udzielił jednk swojej firmie owej koncesji!. Wówczas otrzymali ją inni, właśnie spółki z mafii paliwowej. Gdyby nie raport Macierewicza do dziś nie mógłbym zrozumieć, dlaczego wówczas Cenzin nie otrzymał koncesji.
Natomiast zarząd Cenzinu został natychmiast odwołany i oskarżony o działanie na szkodę spółki, ponieważ już zaangażował się w pozyskanie terminala paliwowego licząc, że taką koncesję otrzyma. Nowy zarząd objęli przedstawiciele służb spejalnych. Prezes – nawet pod zmienionym nazwiskiem.
Kolejnym zderzeniem jakie miałem z „mechanizmami rynkowymi” wprowadzonymi przez L Balcerowicza, były doświadczenia jako biegłego sądowego w sprawach gospodarczych. Dowiedziałem się o realnych mechanizmach mafijnych w gospodarce, jak również o działaniach sadów. Doświadczenia stąd wynikające pokazują ogrom patologii rynkowych i ich mechanizmy (opisałem to w publikacjach z kolejnych Konferencji Biegłych Sądowych z zakresu ekonomii, finansów, organizacji i zarządzania, w raportach z lat 2003-2005 wydawanych przez Stowarzyszenie Rzeczoznawców Ekonomicznych). Przedstawiam tam mechanizmy kapitalizmu oligarchicznego jako źródło patologii w życiu gospodarczym oraz powiązania struktur państwa z ludźmi biznesu (czytaj nomenklaturą) i ze światem przestępczym.

Czy tak musiało się stać?

Plan Balcerowicza spowodował, że w Polsce nastąpił największy spadek produktu krajowego brutto spośród krajów naszego regionu.

Omawiając wyzwania przed jakimi stanął rząd premiera Mazowieckiego w 1989 r., Leszek Balcerowicz wymieniał: stan gospodarczej katastrofy, ceny galopowały 23-30 proc. miesięcznie, potężne kolejki, gospodarka się kurczyła, kraj był bankrutem. Stwierdził też: „dodatkowo w PRL pobrano od ludzi przedpłaty na samochody i mieszkania, które rząd wykupi z pieniędzy budżetowych”.

Istotnie takie były z grubsza  fakty. Z jego wypowiedzi wynika, że musiał stawić czoła takiej sytuacji i stosować drastyczne środki. Ale analizując działania L. Balcerowicza widać, że w dużej części taka sytuacja była wywołana właśnie przez niego. .

Tak, ceny galopowały ale dlaczego? Ano dlatego, że pod pozorem walki z inflacją w ramach planu Balcerowicza dokonano kolejnego uwolnienia cen (pierwsze uwolnienie nastąpiło jeszcze przed Balcerowiczem). Ceny mogły sobie hulać, a więc poszybowały w górę.

Przeciwdziałaniem tej sytuacji powinno być podjęcie energicznych działań dla zwiększenia produkcji rynkowej i usług dla ludności. Tymczasem L. Balcerowicz podejmował działania odwrotne. Polegały one na ograniczeniu podaży produkcji i usług rodzimych przedsiębiorstw. Produkcja przemysłowa w latach 1990-1991 zaczęła raptownie spadać, poprzez prywatyzację i niszczenie (prywatyzowanie) rodzimych przedsiębiorstw, gloryfikowanie kapitału obcego, zwolnienie go z podatków, przekazywanie przedsiębiorstw za bezcen, przekazywanie praw własności jeszcze przed sprzedażą, po zapłaceniu pierwszej raty. I nie zawsze egzekwowano wpłaty wszystkich rat.

Czy sprzedaż za złotówki, a nie za dolary (przy chronicznym braku dewiz i rosnącym zasłużeniem zagranicznym) i płacenie dolarami wygórowanych cen za usługi firm konsultingowych, to też było narzędzie pomocne dla pokonania powyższych wyzwań?

Z drugiej zaś strony mamy gnębienie, jeszcze polskich przedsiębiorstw, nałożonymi dodatkowymi podatkami: tzw. dywidenda państwowa płacona od wartości majątku trwałego (uprzednio znacznie podwyższonego w wyniku aktualizacji podwyżek cen) po tzw. skomercjalizowaniu (przygotowaniu do prywatyzacji), podatek od ponadnormatywnych wynagrodzeń tzw. popiwek, wpłaty z zysku netto, bezwzględne egzekwowanie zaciągniętych wcześniej kredytów (ciągle zwiększających się wskutek zwiększania oprocentowania).

Przedsiębiorstwa zaciągały kredyty na działalność przy oprocentowaniu normalnym. Po zwiększeniu stóp procentowych przez L Balcewicza nagle banki domagały się (wtedy jeszcze państwowe) horrendalnie wysokich odsetek: kilkadziesiąt, kilkaset procent, w tym za zaległości przeterminowane jeszcze wyższych. Żadne przedsiębiorstwo w normalnych warunkach nie jest w stanie udźwignąć tego ciężaru. Dochodziło do blokady udzielania nowych kredytów przez banki jeszcze państwowe na kontynuowanie działalności państwowym podmiotom – co przecież prowadziło do hamowania produkcji, bankructwa i w konsekwencji do złodziejskiej prywatyzacji (często likwidacji). Wszystko to jest opisane szczegółowo w książkach R. Ślązaka oraz W. Kieżuna. Z opisów tych wynika, że działania w tym okresie nie miały nić wspólnego z przezwyciężeniem wyzwań stojących przed gospodarką – realizowały zupełnie inne cele (głównie uwłaszczenie nomenklatury i likwidację przedsiębiorstw). Do tego dochodził skrajny brak ochrony rynku  wewnętrznego (likwidacja ceł w marcu 1990 r.) i w rezultacie uwolnienie importu. Spowodowało to zalewanie naszego rynku towarami przemysłowymi i importowaną żywnością dotowaną przez ówczesną EWG. 

Ten masowy import był dodatkowym elementem, oprócz wyżej wymienionych, do unicestwiania polskich producentów – na przykład wyroby dziewiarskie i pończosznicze z Chin, Indii, Tajlandii, Turcji i Włoch często bez oznaczeń firmowych ani jakościowych. Nie trzymanie wymogów jakościowych umożliwiało sprzedaż na rynku polskim po relatywnie niskich cenach. (co zresztą trwa do dzisiaj w supermarketach – specjalna produkcja  z przeznaczeniem na polski rynek).

W tym miejscu warto zacytować trafne spostrzeżenie A. Dryszela: ”Naukowe, jedynie racjonalne podejście opiera się na przeświadczeniu, jeżeli coś się zdarzyło, to znaczy, że musiało się zdarzyć – czego dowodem jest właśnie to, że się zdarzyło. Wydaje się, że Leszek Balcerowicz powinien to rozumieć, skoro sam o sobie mówi, że jest człowiekiem, który stara się opierać na empirii”. Dodajmy: skoro sam uprawia naukę i jest doktorem habilitowanym.

Koncepcje polskiej transformacji powstały nie w Polsce. Polskie propozycje polskich ekspertów były odrzucane (szczegółowo jest o tym mowa w książce W. Kieżuna i T. Kowalika). Były one dziełem  George’a Sorosa i Jeffrya Sachsa. Pisze o tym bardziej szczegółowo M. Barański. L. Balcerowicz był twórczym realizatorem tej  koncepcji. George Soros włączał się do uruchomienia transformacji finansując Fundację Batorego, która popierała tak realizowaną transformację (fundacja działa do dziś). Jedynie Jeffrey Sachs był wyrocznią, z którym rozmawiano i którego słuchano.

Pełna lista kroków cytowana jest w  książce W. Kiezuna (str. 123-126) jako „Program  J. Sachsa i D. Liptona” . W ramach twórczej adaptacji L. Balcerowicz nieznacznie go zmienił, na przykład nie zlikwidował popiwku dla przedsiębiorstw państwowych. Skutkowało to m. in. tym, że załogi dążąc do zwiększenia zarobków przychylnie odnosiły się do prywatyzacji, ponieważ było to droga do pominięcia bariery wzrostu wynagrodzeń.

Warto przytoczyć opinię laureata nagrody Nobla Miltona Friedmana (liberała): „Kontrola płac nie ma nic wspólnego ze zwalczaniem inflacji. Przeciwnie pogłębia ją, ponieważ powoduje nieefektywne rozmieszczenie sił roboczej, spadek produkcji pogorszenie sytuacji społeczeństwa. Kontrola plac przy jednoczesnym swobodnym kształtowaniu się cen prowadzi w prostej drodze do katastrofy” (za W. Kieżunem str. 185). Tak więc wyzwania, z którymi przyszło stawić czoła L. Balcerowiczowi były wywołane jego polityką, a nie zastanym stanem.

Autor wyżej wymienionych działań zaznacza, że „gospodarka została zliberalizowana” i można było podejmować własną działalność gospodarczą”. Przytacza przykład owej liberalizacji: „legalnie można było importować dobra” Jak widać, podawany przykład – że można było zalewać rynek importem ze wszystkimi tego konsekwencjami (eliminowanie polskiej produkcji, generowanie bezrobocia itd.) – może być odbierany jako efekt pozytywny.

L. Balcerowicz stwierdza, że na kolejne zmiany trzeba było więcej czasu, żeby rozwój sektora prywatnego przewyższył kurczenie się starego. Sektor prywatny zwiększał się wskutek prywatyzacji przez kapitał zagraniczny i rodzimą oligarchię, likwidacji ulegał  polski sektor prywatny (rzemiosło). Podkreślił też, że produkt krajowy brutto zaczął rosnąć w połowie 1991 r. Aby podkreślić skuteczność jego reform, przytoczył przykład Wielkiej Brytanii: że podobne reformy Margaret Thatcher przyniosły pierwsze efekty dopiero po trzech latach.

Chwyt narracyjny, że PKB zaczął rosnąć w połowie 1991 r. przykrył rzeczywistość, która została opisana w artykule A. Jakubowicza, stwierdzającym, iż spadek PKB w latach 1990-1991 w stosunku do 1989 wynosił aż 22,7 proc., a w 4-leciu (1990-1994) 19,1 proc. Spadek ten był największy spośród krajów naszego regionu. L. Balcerowicz jednak dodaje, że spadek statystycznego PKB w dużej mierze wynikał z tego, że GUS nie był w stanie mierzyć tego, co rosło, czyli sektora prywatnego, bo dopiero później udoskonalono metody liczenia. To jest gołosłowne podważanie wiarygodności statystyki, bez żadnego uzasadnienia.

Na uwagę, że jednak nie wszyscy identyfikują Plan Balcerowicza z pozytywami, bo wiele osób straciło pracę i trudno było im się odnaleźć w nowej rzeczywistości, Leszek Balcerowicz odpowiada: „Gdybyśmy zbyt wolno zmieniali naszą gospodarkę jak Łukaszenka na Białorusi, to efekty reform z pewnością byłyby mniej dotkliwe niż efekty ich braku /…/ Można to sprawdzić, jadąc np. na Białoruś”.

Porównanie do Białorusi całej patologii związanej z likwidacją PGR i bezrobociem oraz wykluczeniem mówi samo za siebie. Można tylko dodać, że dzięki temu na Białorusi nie było bezrobocia takiego jak u nas ze wszystkimi tego konsekwencjami. To myśmy kupowali od Białorusi traktory „Mińsk” po tym jak osaczono zakłady Ursusa reformami L. Balcerowicza. Zresztą, argumentacja ta jest kulą w płot. PKB Białorusi przyjmując rok 1995 za 100 proc. wzrósł o 299,6 proc. w roku 2018, czyli prawie 3-krotnie, zaś polski 249,7 proc. czyli prawie 2,5-krotnie w tymże 2018 r. (vide A. Jakubowicz w artykułach w Trybunie).

L. Balcerowicz powtarza: „Polska na tle innych krajów postsocjalistycznych osiągnęła najlepsze wyniki pod względem rozwoju gospodarki”. Odnosząc się do tego, że na Śląsku nie wspomina się dobrze tej reformy, podkreśla, iż  górnicy wcale nie chcieli, żeby ich synowie pracowali w niewydajnych i niebezpiecznych kopalniach – a dziś wiele osób pracuje tu w nowoczesnych usługach, jak w każdym prosperującym europejskim regionie.

K. Duda  opisując losy ludzi pozbawionych pracy na przykładzie Katowic Załęże, m.in. podaje, że pozbawieni pracy mężczyźni znajdowali pracę w firmach ochroniarskich, a kobiety w firmach sprzątających, które powstały z eliminowania tego rodzaju usług na zewnątrz. Hinduski właściciel Arcelor Mittal,  niezlikwidowanej części polskiego hutnictwa (m.in. dwóch największych hut w Polsce w tym Nowej Huty) wyłączył jedyny wielki piec w krakowskim kombinacie. Czy to miałby być koniec koniec hutnictwa w Polsce?

 Nie sposób się zgodzić się z tym, że usługi ochroniarskie, lub sprzątanie są nowoczesnym usługami. Ani z tym, że w wyniku reform efektem pozytywnym ma być to, że nie mamy dziś polskiego hutnictwa ze wszystkimi ujemnymi tego konsekwencjami tego.

Nie sposób pominąć milczeniem, w świetle dyskusji w Trybunie, wypowiedzi M. Zielińskiego w Gazecie Wyborczej z 2 stycznia 2020. To już jest szczyt hipokryzji, bowiem tytuł artykułu brzmi „30-lecie planu Balcerowicza Tak Polskę zbudowano”. I podtytuł „Dane liczbowe nie pozostawiają wątpliwości; bilans polskich reform po 1989 r jest jednoznacznie pozytywny”.

Przytaczane dane PKB zostały wyrwane z kontekstu innych danych. Jak wiadomo, już uznano, że podawanie samych wielkości PKB nie może być miarą wzrostu stanu gospodarki bez szeregu innych danych (bezrobocia, emigracji, poziomu zasobności, plac, potencjału gospodarczego, innowacyjności itp.). W ten sposób autor zdyskredytował wyniki badań z cytowanych przez siebie opracowań. O poziomie argumentacji niech świadczy następująca fraza: „Pierwsze rządy po 1989 r. musiały zmierzyć się ze spuścizną ponad czterech dekad socjalizmu, której przejawami były chociażby hiperinflacja, dominacja państwowych monopoli, brak cen rynkowych”. Odsyłam autora do książki zespołu autorskiego A. Karpiński. St. Paradysz, P. Soroka, W. Żółtowski pt. „Od uprzemysławiania w PRL do deindustrializacjl Kraju” oraz do prac, przynajmniej w części cytowanych w Trybunie, uznanych autorytetów polskiej ekonomii. Z lektury tej autor zrozumie, kto zbudował Polskę, a kto zrujnował (i kiedy została zbudowana, a kiedy zrujnowaną).

Z tekstów publikowanych w Trybunie autor zrozumie też, kiedy i dlaczego była hiperinflacja, kiedy ceny rynkowe prowadziły do biedy szerokich rzesz obywateli, z jaką spuścizną potencjału gospodarczego miał do czynienia L. Balcerowicz w 1989 r.  

Opisany wyżej sposób narracji o „sukcesie” transformacji jest przykrywką jej katastrofy. Nie są tam prezentowane wyniki badań ani analiza liczbowa łącznych wskaźników obrazujących gospodarkę. Jeżeli już, to tyko wielkości PKB, które bez kontekstu z innymi wskaźnikami nie dają rzeczywistego obrazu gospodarki.

 Cytowane wyżej prace pokazują PKB wraz z innymi wskaźnikami. Powtórzę jeszcze raz: L. Balcerowicz i jego apologeci nie podjęli rzeczowej polemiki z tymi publikacjami. Nie powołują się na badania, o których wspomina z dumą L Balcerowicz (które rzekomo mają być dla niego źródłem oceny sukcesu transformacji). O faktycznym braku takich badań świadczy fakt, że w dyskusji posługują się ogólnikami i inwektywami.

Nie tylko własnymi rękami

Kto naciskał na przeprowadzenie terapii szokowej w Polsce?

Leszek Balcerowicz, zapytany o naciski ze strony Międzynarodowego Funduszu Walutowego gołosłownie stwierdził, że nie było żadnych nacisków. Nie jest to zgodne z tym co opisują autorzy wielu publikacji np. prof. Kieżun czy Z.Tasjer. MFW sprawował ogólny nadzór, aby likwidować przekształcić gospodarkę planową w wolnorynkową typu neoliberalizmu amerykańskiego.
Balcerowicz przyznaje, że eksperci MFW „nie mieli odpowiedniej wiedzy, jak wyjść z socjalistycznej totalnie upaństwowionej gospodarki”. Dodajmy, ze nie mieli pojęcia o realiach gospodarki w Polsce. Po co więc L. Balcerowicz sprowadzał z zagranicy tych ekspertów i ich firmy jako konsultantów i wykonawców różnego rodzaju analiz (tzw. sektorowych i prywatyzacyjnych), płacąc bajońskie sumy?.
Koszty obsługi eksperckiej stanowiły pokaźną część kwot uzyskiwanych za sprzedaż danego przedsiębiorstwa. Zdarzało się nawet, że koszty obsługi prywatyzacyjnej (owe raporty i konsultacje) przewyższały sumy uzyskiwane ze sprzedaży danego przedsiębiorstwa. Szczegółowe dane o kwotach uzyskiwanych ze sprzedaży przedsiębiorstw i płaconych firmom konsultacyjnym można znaleźć w książce R. Ślązaka. Były to tabuny ludzi jakże wysoko opłacanych z budżetu, kilkakrotnie lepiej niż eksperci i naukowcy polscy. W Warszawie nazywano ich „brygadami Marriotta”, jako że mieszkali w hotelu Marriott oczywiście na koszt strony polskiej.
L. Balcerowicz był ostrzegany przed zagranicznymi doradcami. Np. wieloletni pracownik MFW Marcin Wyczałkowski w 1990 r. krytycznie oceniał kwalifikacje obcych doradców i osobiście ostrzegał L. Balcerowicza. Bez skutku. Podobnie Amerykanka Alice H. Amsten ostrzegała na łamach „Życia Gospodarczego” z dn. 28 kwietnia 1991 „Uwaga na obcych doradców”. Wszystko to bezskutecznie – miliony dolarów dalej płynęły do kieszeni owych doradców.
Na bezsens ponoszenia tych wydatków zwraca też uwagę sama wypowiedź L. Balcerowicza. Wyraża on bowiem uznanie dla polskich ekspertów i wymienia ich nazwiska.
L. Balcerowicz podkreślał, że już pod koniec lat 70-tych powołał do życia zespół do spraw reformy gospodarczej. I dodawał, że „pracując w latach 80-tych nie przewidywaliśmy że za naszego życia będziemy mieć okazję wcielać te rozwiązana”. Warto chociażby z grubsza podać, jakie rozwiązania wówczas L. Balcerowicz z zespołem przygotowywał – i jak one się miały do tego co wprowadzał w życie.
Te propozycje można znaleźć w publikacjach ekonomicznych tego okresu. Np. L. Balcerowicza p.t. „Od diagnozy systemu do projektu jego reformy” w Polityce nr 46/80 oraz w publikacji PTE „Problemy ekonomiczne” z marca 1981 r. Propozycje programowe tam zawarte nie mają nic wspólnego z doktryną liberalną. Są raczej zbliżone do społecznej gospodarki rynkowej.
Na przykład, co do roli państwa w gospodarce autor pisze ”Obok narzędzi kierowania działających stale, rząd mógłby mieć w dyspozycji środki w charakterze nadzwyczajnym stosowane na zasadzie wyjątku”. Odnośnie spółdzielni pisze: ”ustanowienie zasad autentycznej spółdzielczości, tak aby sama spółdzielnia mogły decydować, czy i jakie uprawnienia chcą przekazać swoim zrzeszeniom”.
Czytamy też, jak „określić procedurę postępowania z przedsiębiorstwami nierentowymi. Mogłaby ona polegać na stworzeniu specjalnego funduszu zwrotnej przejściowej i ściśle ograniczonej pomocy”. Publikacje te zawierają szereg propozycji odnośnie roli banków, wymienialności pieniądza, samorządności pracowniczej itd.
Po wydarzeniach sierpniowych zwiększyła się pilność reformy. Powstała Komisja Partyjno-Rządowa, której byłem członkiem, powstały społeczne Komisje w ramach PTE i TNOIK w ramach których również aktywnie działałem. Były opracowywane propozycje reformy, organizowane dyskusje. Do prac tych włączyły się szerokie kręgi ekonomistów teoretyków (uczelnie, instytuty badawcze) i praktyków. Powstawały liczne opracowania i propozycje.
W roku 1982 w ramach PTE na podstawie wyników dyskusji i licznych opracowań cząstkowych został opracowany program reformy gospodarczej w Polsce pt. „Propozycje zasadniczych rozwiązań Reformy Gospodarczej w Polsce”. Uczestnikami prac nad propozycjami była moja skromna osoba i właśnie L. Balcerowicz. Propozycje te były raczej zbliżonej do społecznej gospodarki rynkowej typu niemieckiego i skandynawskiego.
Doktryna gospodarki liberalnej wówczas nie miała tylu wyznawców w Polsce, aby pod jej rygorem formułować reformy.

Humory im dopisują

Leszek Balcerowicz i jego współpracownicy wciąż uważają, że zmiany wprowadzone po 1989 r. były sukcesem.

Na łamach dziennika Trybuna toczy się dyskusja z okazji 30 lecia polskiej transformacji. Przypomnę; Zaczęła się opublikowaniem referatu A. Jakubowicza p.t. „Polski sukces to zasługa lewicy”. Trybuna nr 243/2019 z dn. 6-8 grudnia 2019 r.
Tekst ten wywołał polemiki kolejnych dyskutantów: D. Kopa „Transformacja byłą katastrofą” Trybuna nr 253/2019 z dn. 20-22.2019, M. Zieliński „Polski sukces to zasługa radykalnych reform rynkowych”, Trybuna nr 249-250/2019, A. Jakubowicz „Na polską transformację patrzmy obiektywnie” nr 17-17/2020) z dn. 24-26, 2020, A. Jakubowicz „Ocena Polskiej transformacji” Trybuna nr 17-18/2020 z dn.27-28 2020, K. Golinowski „Dziwna droga L. Balcerowicza, pracownika instytutu Marksizmu-Leninizmu” Trybuna nr z dnia 2-4 luty 2020, R. Dolczewski „Polska krajem służących” Trybuna nr 32-33/2020 z dn.17-18 2020, Andrzej Dryszel „Wolny rynek to nie panaceum” Trybuna nr 1-3/2020 z dn. 3-7.01.2020. Zygmunt Tasjer „Apoteoza XXX-lecia wg Gadomskiego Trybuna z dn. 13-14/2020, M. Barański; „Czy plan Balcerowicza jest Balcerowiczem” Trybuna z 2-3 marca 2020.
Również w innych dziennikach podjęto dyskusję. Ukazało się szereg artykułów oceniających w Rzeczpospolitej i Gazecie Wyborczej. Rzeczpospolita zamieszcza dwa obszerne teksty w wydaniu z dn. 02.01.2020 (wywiad z Prof. L. Balcerowiczem i tekst A.S. Bratkowskiego pt. „Transformacja, czyli drugi cud na Wisłą”). W artykułach tych ograniczono się jedynie do wychwalania tzw. reform Balcerowicza. Gazety podkreślały, jaki to sukces odniosła Polska wskutek tej reformy. Jedynie w tekście prof. G. Kołodko „Od szoku do skutecznej terapii”, Rzeczpospolita z dn. 9.01.2020, zawarta jest krytyczna ocena. Była to zapewne reakcja na dwa teksty bałwochwalczo wychwalające wyniki transformacji w wykonaniu L. Balcerowicza. Prof. Kołodko nie podejmuje polemiki, wytyka jedynie kilka popełnionych błędów.
Po krótkim czasie w Gazecie Wyborczej z dn. 25 luty 2020 ukazał się obszerny wywiad z L. Balcerowiczem; pt. „30 lat po wprowadzeniu Planu Balcerowicza. Bonanza rządów PiS się kończy”.
Ze względu na argumentację zawartą w tekstach Rzeczpospolitej i w Gazecie Wyborczej, w świetle dyskusji na łamach Trybuny, warto się do niej odnieść.
Sam tytuł artykułu A. Bratkowskiego wskazuje na zawartość tekstu. Argumentacja tam zawarta mająca uzasadniać ów „cud” jest tak ogólnikowa i populistyczna. że aż szokuje. Oto przykład: tragedię ludności po pegeerowskiej, w jakich się znalazła po likwidacji PGR (brak pracy, środków do utrzymania, bieda wykluczenie komunikacyjne), autor wyjaśnia, powołując się na przykład transformacji rumuńskiej i pisząc, że „To nie transformacja (w Polsce – przyp. mój)) jest odpowiedzialna za dramatyczne losy pracowników PGR, ale „40 lat realnego socjalizmu”. Nie podaje jednak, na czym polegała owa rola realnego socjalizmu?
Tak więc, tragedii ludności popegeerowskiej w Polsce nie jest winna transformacja lecz realny socjalizm. A na tle tej fatalnej, jego zdaniem, transformacji w Rumunii, transformacja polska to sukces. Ale ta rzekomo gorsza transformacja rumuńska np. pozostawiła tam narodowy przemysł motoryzacyjny – znana firma Dacia, której samochody również są na naszym rynku obok innych marek zachodnich. Rodowód tej firmy był analogiczny jak FSO. Rumuni zakupili licencję firmy Renault a my Fiata.
Przy okazji, dla młodszych czytelników należy dodać, że mieliśmy potężny przemysł motoryzacyjny zniszczony właśnie w wyniku transformacji. Oprócz FSO (Fiat 125, Polonez), także FSM (Maluch), Nysa i Lublin (furgonetki), Star (ciężarowe: cywilne i wojskowe), Jelcz (autobusy i ciężarowe), Lublin (ciężarowe), Autosan (autobusy). Ponadto zaplecze naukowo-badawcze (wydziały Politechnik), Przemysłowy Instytut Motoryzacji, biura projektowe, Ośrodki Badawczo-Rozwojowe.
Zamiast przystąpić do konsolidacji (przemysł motoryzacyjny był skupiony w Zjednoczeniu Przemysłu Motoryzacyjnego) i restrukturyzacji (dostosowania do gospodarki rynkowej), to w ramach planu Balcerowicza zaczęto go prywatyzować czyli likwidować. Pozostawiono na żer kapitałowi zagranicznemu, rodzimym spółkom nomenklaturowym i oligarchom. Na Politechnikach zostawiono wydziały i kierunki kształcące (na koszt Polski) dla przemysłu motoryzacyjnego – czyli dla zagranicznych firm, działających na terenie Polski i poza Polską.
Kamień na kamieniu
Podobny proces niszczenia dotknął prawie wszystkie branże polskiego przemysłu (elektronicznego, maszyn budowlanych, włókienniczych, górniczych, rolniczych, obrabiarek itd.). Co z tego zostało – ruina, dosłownie i przenośnie. Niedowiarków odsyłam do książki R. Ślązaka p.t. „Czarna księga prywatyzacji 1988 – 1994” i innych, gdzie pokazano zdjęcia owych ruin. Większą część pozostałości przemysłu po transformacji oddano w ręce zagraniczne ze wszystkimi tego konsekwencjami, z transferem zysku za granicę włącznie. Apologeci tejże transformacji mają odwagę teraz głosić, że to był sukces, „Cud nad Wisłą”…
W obszernym wywiadzie L. Balcerowicz w Rzeczpospolitej powtarza znaną obronę swojej terapii szokowej, charakterystycznym dla niego tonem. Np. „Ataki na wolność gospodarczą to zwykle skutek działań pojawiających się w polityce dogmatów, które w 1990 r. w gruncie rzeczy nie było, jeśli nie liczyć Tymińskiego”. Zapomina on, że cała jego „terapia” była owiana dogmatem gospodarki liberalnej i dogmatem absolutnego prymatu prywatnej własności, któremu uległ.
Tygodnik Trybuna krytycznie podsumowuje wyniki owej transformacji i w jednym z artykułów nazywa ją katastrofą. Również Lewica Razem z okazji 30 rocznicy rozpoczęcia transformacji nazwała plan Balcerowicza „najgorszą odmianą kapitalizmu”. A.S. Bratkowski odpowiada: „Wypowiedź Lewicy Razem to kompletna bzdura”. Trudno oczekiwać obiektywnej analizy transformacji od jej beneficjenta. A.S. Bratkowski był w latach 2001-2004 wiceprezesem NBP, a w latach 2010-2016 członkiem Rady Polityki Pieniężnej.
Warto odnotować innych dyskutantów w Rzeczpospolitej. Krytyką cytowanego tekstu prof. Kołodki zajął się Andrzej Rzońca, profesor w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie, uczeń Balcerowicza, były przewodniczący Towarzystwa Ekonomistów Polskich (założonego przez L. Balcerowicza) i były członek Rady Polityki Pieniężnej. Kiedy np. prof. G. Kołodko krytykuje transformację, pisząc że „Błędem była gwałtowna liberalizacja handlu zagranicznego, która pociągnęła za sobą zalew rynku przez towary importowe, do czego gospodarka nie była przygotowana”, Rzońca odpowiada: „Od 1989 r. nasz udział w światowym eksporcie się potroił, chociaż nawet Niemcy traciły go na rzecz Chin. Z kraju na wpół autarkicznego staliśmy się gospodarką z udziałem w światowym eksporcie o jedną trzecią wyższym niż eksport Korei Południowej”. Jakże to przewrotna argumentacja. Eksport ów nie był ”nasz” lecz w przeważającej mierze firm obcych działających w Polsce, ze wszystkimi ujemnymi konsekwencjami dla Polski. Porównanie z Koreą Południową jest zaś nieadekwatne pod wieloma względami. Korea Południowa to kraj liczący prawie 50 mln. ludności, posiada jedną z najprężniej rozwijających się innowacyjnych gospodarek, a jej (własne) firmy produkują smartfony, samochody, sprzęt RTV, AGD itd. jakże widoczne na naszym ryku. Korea Południowa zajmuje pierwsze miejsce w produkcji robotów przed Singapurem, Niemcami i USA. Daleko wyprzedza zachodnie kraje europejskie i przodujące kraje azjatyckie (za A Sopoćko w książce „Zaskakujący kapitalizm”).
Również politycy stosują apologię transformacji. Prezydent Komorowski na międzynarodowej korespondencji w SGH w dniu 19 listopada 2014 r. z okazji 25 lat przemian rynkowych w Polsce stwierdził, że „25 lat polskiej wolności zaowocowało niespotykanym w historii wzrostem gospodarczym” (Forum nr 40 2015 Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach).
Wywiad w wydaniu Gazety Wyborczej z dn. 25 lutego nie może pozostać bez echa w świetle dyskusji prowadzonej na łamach Trybuny. W wywiadzie tym L. Balcerowicz bowiem stwierdza: „Polska na tle innych krajów postsocjalistycznych osiągnęła najlepsze wyniki rozwoju gospodarki. Populistyczne hasła krytykujące reformy sprzed 30 lat są wyrazem głupoty albo skrajnej nieuczciwości”. Tak więc badania i krytyczne opinie formułowane na bazie tych badań prowadzonych przez luminarzy polskiej ekonomii, licznie cytowanych w poprzednich artykułach w Trybunie „są wyrazem ich głupoty albo skrajnej nieuczciwości”. Nie można tego pozostawić bez komentarza.
Dziennikarz prowadzący rozmowę pyta: „Jakie uczucia towarzyszą Panu podczas kolejnych rocznic wprowadzenia Planu Balcerowicza? Zadowolenie, czy może z biegiem lat pojawiają się jednak jakieś rozterki? Odpowiedź: „nie mam zbyt wiele czasu na wspomnienia (śmiech). Patrzę na badania naukowe porównujące wyniki polskiej gospodarki i innych krajów, które wychodziły z socjalizmu. Pokazują one, że po 1989 r. żadne państwo nie zwiększyło bardziej niż my swojej gospodarki”.
Co to znaczy zwiększyć gospodarkę? Zwiększyć potencjał wytwórczy, a może zwiększyć PKB? Czy wzrost PKB przy jednoczesnym wzroście bezrobocia, obszaru nędzy, emigracji, zadłużenia, można nazwać sukcesem, jak to czynią apologeci transformacji? A może chodzi np. o produkcję wyrobów wysokiej techniki, przemysłu elektronicznego, obrabiarek sterowanych numerycznie, robotów i manipulatorów przemysłowych? Z tabel ilości produkcji tego typu wyrobów w latach 1989-1999 wynika. że na 11 pozycji wszystkie wykazują systematyczny spadek produkcji (z pracy zbiorowej pt. „Bilans 15 lat 1990-2005” wyd. przez Klub Inteligencji Polskiej). Ciekawe dane o spadku produkcji wysokiej techniki i jej udziału w przemyśle ogółem prezentuje też A. Karpiński.
Analiza tych wielkości nie daje podstaw do twierdzenia, że osiągnęliśmy sukces w wyniku reformy Balcerowicza. Dowodem tego są też badania i oceny zawarte w innych książkach. Np. w książce A. Zybertowicza z zespołem p.t. „Państwo Platformy. Bilans zamknięcia”, gdzie przeprowadzono szczegółową i bogatą analizę liczbową w porównaniu z innymi krajami, w tym postsocjalistycznymi. Analiza liczbowa A. Jakubowicza w artykule w Trybunie z 27-28 stycznia 2020, również nie daje podstaw do ogłaszania sukcesów transformacji. Ciekawe dane porównawcze (wskaźniki mikroekonomiczne i makroekonomiczne) przedstawia prof. W. Kieżun w książce porównującej dekady Gierka 1970-1979 i Balcerowicza 1990-1999. Z porównania tego jasno wynika druzgocąca klęska dekady L. Balcerowicza.
Nasza piękna katastrofa
Katastrofę transformacji w sferze skutków społecznych opisują K. Duda, S. Golinowska, M. Okrasa. Tam jest zawarta owa empiria, na którą, jak słusznie stwierdza Andrzej Dryszel w Trybunie z dm. 3-7.01.2020, rzekomo „patrzy” (cytat z wywiadu) L. Balcerowicz.
Co na to głosiciele tezy, „że Polska jeszcze nigdy nie osiągnęła takich sukcesów gospodarczych jak w okresie transformacji”? Z ogromu biedy i ubóstwa, jakie powstały w wyniku planu Balcerowicza lewica po dojściu do władzy rozważała za zasadne udzielenie rekompensat (odszkodowania) za gwałtowny wzrost bezrobocia, biedę, masowe zamykanie zakładów pracy i likwidację PGR. Nie zostało to zrealizowane.
Ciekawe na jakie to badania naukowe patrzy L. Balcerowicz, które miałyby oceniać polską transformację jako wielki sukces?. W literaturze przedmiotu nie ma badań, które w rzetelny, naukowy sposób, badając liczby i informacje statystyczne, podważają krytyczne opinie, wyżej cytowane i inne. Nie ma ani jednego opracowania polemicznego, obalającego badania i oceny zawarte w powyższych krytycznych publikacjach!. Ci, którzy zachwalają transformację niech je wskażą, niech powołają się na takie badania!.
Transformację chwalą – i głoszą jej sukcesy – beneficjenci i jej realizatorzy. Formułują oceny transformacji jedynie na podstawie gołosłownych stwierdzeń niczym nie popartych (ani badaniami ani istniejącą rzeczywistością). Charakterystyczne, że żaden apologeta ani sam autor transformacji nie powołują się na jakieś rzetelne badania oparte na analizie liczb. Opierają się jedynie na banalnych, ogólnikowych stwierdzeniach, bądź inwektywach.
Odniesienia się wymaga również inna część powyższej wypowiedzi L. Balcerowicza dotycząca pojawiania się jakichś rozterek. Jego odpowiedź można ująć następująco: żadne rozterki nie towarzyszą, jedynie zadowolenie, bo jest sukces. Ze zdjęcia L. Balcerowicza w tytule wywiadu widać, jak zadowolony jest z nędzy jaką zgotował dla wielu Polaków. Ileż w tym cynizmu na tle konsekwencji społecznych transformacji.
Walec Balcerowicza rozjechał kraj
Przemysł był likwidowany w całej Polsce. Los ludzi pozbawionych zakładów pracy opisuje szczegółowo Katarzyna Duda w książce „Kiedyś tu było życie teraz jest tylko bieda. O ofiarach polskiej transformacji”. Autorka objechała Polskę i udokumentowała los nie tylko b. pracowników PGR (w PGR pracowało ponad 400 tys. ludzi) ale także likwidowanych zakładów w całym kraju. Tytuł książki oddaje w pełni realną rzeczywistość. Lektura jest przerażająca, kiedy się czyta losy np. regionu wałbrzyskiego, Podlasia, Śląska itd. L. Balcerowicz tego nie zauważa (nie chce zauważyć) i nie ma żadnych rozterek nawet mimo upływu czasu, nie mówiąc już o przyznaniu się do błędu. Może by apologeci transformacji podjęliby polemikę choćby z tą jedną cytowaną książką. Pan L. Balcerowicz nie przyjmuje tego do wiadomości. Dla niego takie książki to „wyraz głupoty albo skrajnej nieuczciwości”. Po której stronie jest głupota i skrajna nieuczciwość, pozostawiam do oceny Czytelnikom.
W rozmowie jest zdanie: „czy mogliśmy iść w 1990 r. inną drogą?” i odpowiedź „ale to byłoby gorsze rozwiązanie”. I znowu gołosłowność, żadnego argumentu dlaczego gorsze.
Na pytanie „Jak postrzega Pan dziś gospodarcze reformy kolejnych rządów” L. Balcerowicz podkreśla „Wielki dorobek reformatorski Jerzego Buzka oparty na koalicji AWS z Unią Wolności”. Chwali J. Steinhoffa za restrukturyzację górnictwa, a E. Wąsacza za zdecydowane przyśpieszenie prywatyzacji.
Ironia losu spowodowała, że miałem osobiste doświadczenie z prywatyzacją przez min. E. Wąsacza Domów Towarowych Centrum. Kiedy byłem prezesem Cersanitu przed prywatyzacją wystąpiłem z inicjatywą utworzenia konsorcjum polskich producentów produkujących towary rynkowe. Chcieliśmy zakupić najlepsze powierzchnie sprzedaży (Domy Towarowe w 17 miastach z najlepszą lokalizacją) w Polsce, dla producentów polskich (wtedy jeszcze istniejących). Każdy z członków konsorcjum wniósł wkład finansowy. Oprócz tego do konsorcjum namówiliśmy Bank Handlowy (wówczas jeszcze nie sprywatyzowany). Ówczesny, chwalony przez L. Balcerowicza, minister od prywatyzacji nie dopuścił do tego, a mnie usunięto z stanowiska prezesa Cersanitu za przekroczenie uprawnień (wkład finansowy do konsorcjum). W prasie natomiast ogłoszono sukces min. Wąsacza z powodu sprzedaży Domów Towarowych Centrum. Wcześniej usiłowano tam utworzyć spółkę pracowniczą, co też unicestwiło ministerstwo.

Czy „plan Balcerowicza” jest Balcerowicza?

Jest senne, letnie południe. Na deptaku w małym zachodniopomorskim miasteczku siedzi ok. sześćdziesięcioletni jegomość i powolutku sączy piwko z butelki.
– Kiedyś niezłego „Furmana” tu piłem, zagadnąłem.
– Panie, kiedy to było? Jak browar był.
– I jak PGR był…
– Największy w okolicy. Oprócz niego zakłady naprawcze, leśne, mleczarnia… wszystko było. Robotę ludzie mieli. Potem przyszedł Balcerowicz i szlag to trafił.
– Co pan robi?
– Nic. Tu nie ma co robić. Od 30 lat nie pracuję. Na etacie, znaczy.
– To, z czego pan żyje?
– Różnie. Ale marnie… Tu wszyscy żyją marnie. Chyba, że wyjechali. Młodzież wyjechała. Do Poznania, Warszawy, do Niemiec. Poszli w świat i ani myślą wracać…
***
Miniona, 30 rocznica „planu Balcerowicza” (odnotujmy – pisanego przez niektórych z dużej litery: Planu Balcerowicza) obrodziła dyskusją na kilka głosów gazetowych. Niezbyt zapalczywą, bo temperatura sporu już dawno wystygła. Tradycyjnie ciepło odnotowała ją „Gazeta Wyborcza”, natomiast ekonomiści i publicyści nieskłonni do podobnych zachwytów mieli kolejną okazję, by przypomnieć znaną tezę prof. Kołodko, że tzw. „terapia szokowa” Balcerowicza, to tak naprawdę był „szok bez terapii”.

Kołodko od lat ma ugruntowaną opinię o „planie Balcerowicza” – reformy zapoczątkowane w roku 1989 były niezbędne, tylko były źle zaplanowane i źle przeprowadzone – przy pomocy łomu właściwie. W rezultacie Polska – choć z perspektywy czasu zyskała – mogła jednak osiągnąć więcej i o wiele mniejszym kosztem społecznym.

W kręgach, dla których Balcerowicz jest bogiem, ta ocena prof. Kołodko przysparza mu do dziś zajadłych wrogów. W szpicy szła zawsze „GW”, gotowa w obronie planu Balcerowicza na wszystko. Przyczyny były różnorakie – merytoryczne (gazeta podzielała poglądy neoliberałów), towarzyskie, a nie brakowało też domysłów, że i merkantylne. W sumie guzik mnie to teraz obchodzi, nie pracuję w Archiwum X”, ale po 30 latach, jako obserwator, swoje trzy grosze mogę wtrącić.

Okazuje się bowiem, że „było, nie minęło”. Po dziś dzień (z okazji 30-lecia reformy Balcerowicza także), kiedy „plan Balcerowicza” wspomina się niczym paskudne lekarstwo, po którym większość miała torsje, a tylko nieliczni czuli się dobrze, znajdują się pod ręką publicyści, którzy w obronie swojego guru gotowi są samo się ośmieszyć, jako ten, który napisał, że Kołodko ma „kompleks Balcerowicza”.

Przez kilkadziesiąt lat, od kiedy wziął rozbrat z polityką, prof. Kołodko napisał ponad 50 książek – m.in. bestselerowy, niezwykle interesujący, interdyscyplinarny „Wędrujący Świat”. Jego książki i artykuły opublikowano w 26 językach, w tym cztery i kilkadziesiąt artykułów po chińsku. Zwiedził 170 krajów, wykłada na całym świecie, jest czynnym nauczycielem akademickim, członkiem Europejskiej Akademii Nauki, Sztuki i Literatury, zagranicznym członkiem Rosyjskiej Akademii Nauk oraz członkiem Academia Europaea…

To robi wrażenie, zwłaszcza w porównaniu ze skromną raczej twórczością autora „terapii szokowej”.

Autor?

No, właśnie – czy „autora”? Wydaje się to oczywiste, ale jak się bliżej przyjrzeć, to autorów szokowej terapii było wielu. A przynajmniej jest kilku, którzy we wspomnieniach lokują się bardzo blisko jej narodzin. Już tylko z tego powodu można powiedzieć, że krytyka prof. Kołodko nie jest wymierzona w Leszka Balcerowicza osobiście, tylko w pewne poglądy ekonomiczne, z którymi Kołodko fundamentalnie się nie zgadza, a z którymi Balcerowicz się utożsamia. Słowem – nie jest to spór personalny, tylko merytoryczny i nie prof. Kołodko z prof. Balcerowiczem, tylko prof. Kołodko ze szkołą ekonomiczną, której prof. Balcerowicz stał się pilnym uczniem, a która na długie lata zawładnęła światem.

Nie chcę przez to powiedzieć, że Leszek Balcerowicz tylko firmował twarzą i nazwiskiem czyjeś pomysły i co najwyżej dostosowywał je do realiów Polski lat 90 i do swoich przemyśleń przy okazji.

Bo je oczywiście miał i były one w swoim czasie niekonwencjonalne, co potwierdza historyk, prof. Andrzej Werblan (Polska Ludowa postscriptum. Rozmawia Robert Walenciak – Iskry 2019):
– W połowie dekady Gierka powstał Instytut Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu, Tzw. Marlena. Zresztą w Polsce, jako ostatnim kraju socjalistycznym, bo wszędzie indziej podobne już były. Wtedy Rosjanie zaczęli podszczypywać polskie kierownictwo, bo zorientowali się, że za zasłoną ze słów o socjalizmie, kryje się praktyka odwrotna. No może nie całkiem – to nie było możliwe, ale jednak krok po kroku rozszerzająca polską niezależność. Żeby więc nie kwękali, że mamy prywatne rolnictwo […], że kościół jest niezależny i swobodnie się rozwija […] Andrzej Werblan – człowiek w strukturach władzy odpowiadający z szkolnictwo wyższe, wicemarszałek Sejmu i gostwriter Gierka zaproponował powołanie tego instytutu. „Sprawami marksizmu zajmował się niewielki zakład. [Natomiast] główne zadanie instytutu polegało na badaniu opinii o polityce partii oraz studia nad możliwymi reformami ekonomicznymi. Tą problematyką zajął się prof. Józef Sołdaczuk z SGPiS oraz zatrudniony z jego rekomendacji doktor Leszek Balcerowicz.

Zespół Balcerowicza pracował nad modelem reformy dostosowującej system do praw rynku. W 1979 roku wyniki tych badań poddano dyskusji na niewielkiej, ale bardzo kompetentnej konferencji. Za radą Sołdaczuka materiały tej konferencji wydaliśmy w małym nakładzie. Mam tę książeczkę, wynika z niej, że moim instytucie Balcerowicz w czasach późnego Gierka opracował w zarysie plan swojej późniejszej transformacji ustrojowej. W jego referacie wszystko w zasadzie jest, z wyjątkiem prywatyzacji. Zamiast prywatyzacji figuruje uniezależnienie i urynkowienie”.

Młody partyjny ekonomista był więc niewątpliwie intelektualnie gotowy na przyjęcie nowych prądów, gdy tylko światowe idee szeroką rzeką wlały się na uczelnie.

Był to czas triumfu neoliberalizmu – nurtu ekonomicznego propagowanego przez laureata Nagrody Nobla Miltona Friedmana i tzw. „chłopców c Chicago”, szkoły, którą stworzył inny laureat Nagrody Nobla, George Stigler. W największym skrócie ekonomiści z tego kręgu uważali, że jedynym królem ekonomii jest wolny rynek i jakiekolwiek ingerencje w jego funkcjonowanie ze strony państwa są niedopuszczalne.

W Polsce przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych neoliberalizm miał przystojną twarz młodego, niezwykle elokwentnego i przekonywującego Jeffreya Sachsa – ekonomisty Made in USA, oczywiście.
Tak wspomina tamte czasy prof. prof. Krzysztof Rybiński, były zastępca Leszka Balcerowicza w NBP:

„Przyjeżdżali do nas >>oświeceni<< doradcy z Międzynarodowego Funduszu Walutowego, np. Jeffrey Sachs i inne >>oświecone<< osoby i mówili, że tylko tak trzeba to robić, bo tak jest najlepiej. Okazało się, że nie mieli racji. Pamiętam jak w 1999 roku Jeffrey Sachs przyjechał do Polski i w wystąpieniu publicznym przepraszał Polaków, że źle doradzał, chodziło m.in. o masową prywatyzację, a ta skończyła się wielkim niewypałem. […] Należało prywatyzować wolniej, np. tak jak robią to Chińczycy. […] Największym błędem prywatyzacji […] jest to, co stało się w sektorze bankowym. Zbyt dużą część sektora bankowego sprzedaliśmy inwestorom zagranicznym. (fakt.pl/Rybiński: Błędy i wypaczenia prywatyzacji) W mieszkaniu Kuronia Sachs tak wspomina pobyt w Warszawie: – Pewnego wieczoru wraz z Davidem Liptonem, moim współpracownikiem z MFW, poszliśmy do Jacka Kuronia, jednego z najwspanialszych ludzi, jakich kiedykolwiek spotkałem. Prawdziwym bohaterem. Usiedliśmy w jego zagraconym mieszkaniu. Kuroń palił jak smok i tak rozmawialiśmy przez kilka godzin. Próbowałem wyjaśnić, jak Polska może się wydostać z bałaganu po komunizmie. Kuroń co chwilę walił pięścią w stół i mówił: „Tak, tak, rozumiem”. Gdy panowie żegnali się, około północy, Kuroń, jak wspomina Sachs, „polecił” mu, żeby napisał plan transformacji. – Proszę uprzejmie – miał powiedzieć guru, jutro lecę do USA, za jakieś dewa tygodnie przyślę. – Jakie dwa tygodnie, jakie dwa tygodnie – na jutro!… Gdzie ci biedni Sachs z Liptonem mieli pojechać, gdzie mogli znaleźć cichy kąt do pracy? Pojechali do redakcji „Gazety Wyborczej”. Dostali herbatę, komputer i do rana powstał plan rozpirzenia w drebiezgi gospodarki średniej wielkości europejskiego kraju, traktowany odtąd przez najbliższe kilkanaście lat jak katechizm. Czy można się więc dziwić sentymentowi „Gazety Wyborczej” do „planu Balcerowicza”? „Balcerowicza”, bo dla nowej przewodniej „S”iły, której eksponentem był rząd premiera Mazowieckiego, brzmiało to lepiej, bardziej swojsko, niż powiedzmy jakiś „plan Sachsa i Liptona”. Wynika z tego wspomnienia jednak, że u narodzin „planu Balcerowicza” był Sachs i Lipton, którzy odpowiadali za stronę merytoryczną i Jacek Kuroń – wizjoner i polityk, który w pogaduchach we własnym domu dostrzegł „ratunek” dla Polski. Oraz – toutes proportions gardées – „Gazeta Wyborcza”, no bo komputer należał do niej jednak.

Wolny handel, deregulacja, prywatyzacja i zaciskanie pasa zostały w Polsce wprowadzone jednocześnie, „na rympał”, z zaskoczenia. 1 stycznia 1990 r. zaczęło się nasze życie „udane, a nieudawane” – jak obiecywał z przekonaniem i niejaką emfazą młody ekonomista partyjny Leszek Balcerowicz – teraz już zatwardziały, dogmatyczny – jak twierdzą ci, którzy go poznali, neoliberał. „Chłopiec z Chicago”, tyle, że nasz, nadwiślański, warszawski. Początkowo Jeffrey Sachs sobie przypisywał, jeśli nie pełną, to znaczącą zasługę za przeprowadzenia polskiej transformacji. Trzeba jednak mocno podkreślić, że to nie było tak, że przyjechał jakiś gość z USA i dostał carte blanche na swoje eksperymenty. Były przecież władze państwa, byli miejscowi, często wybitni ekonomiści. Trwały dyskusje. Jak rodziły się wówczas decyzje personalne, wspomina z kolei prof. Tadeusz Kowalik. Najważniejsze podejmowano w gronie Tadeusz Mazowiecki, Waldemar Kuczyński, Jacek Kuroń, Bronisław Geremek. Tylko Kuczyński był ekonomistą. Właśnie wrócił z emigracji i kandydatów do rządu wybierał ze swojego notesu (Kowalik 2013). Wyobraźmy sobie tę scenę – brodaty, młody ekonomista, opozycjonista, zapalczywy wróg „komuny” (czas, kiedy zacznie pisać bez żółci np. o Leszku Millerze, czy Aleksandrze Kwaśniewskim miał dopiero nadejść), wodzi wzrokiem po kartkach notesu, odgrzebując w pamięci, co do tej pory wie i co teraz sądzi o nazwiskach, które mija jego palec. Nagle palec wraca – Balcerowicz. Balcerowicz! – młody ekonomista z SGPiS. No, tak!, No, tak! To musiała być tzw. „złota myśl”, „strzał w dychę”, bo sytuacja łatwa nie była. Prof. Kowalik wspomina, że wcześniej odmówili Mazowieckiemu profesorowie Witold Trzeciakowski, Cezary Józefiak i Władysław Szymański, odpadły kandydatury profesorów: Janusza Beksiaka i Witolda Kieżuna z SGH oraz Janusza Gościńskiego z UW (Kowalik 2013).

Wybór Leszka Balcerowicza prof. Kowalik tak komentuje: „Tadeusz Mazowiecki szukając ekonomisty odpowiedzialnego w rządzie za gospodarkę mawiał, że >>poszukuje swojego Erharda<<. Zaakceptowanie Leszka Balcerowicza jako głównego architekta reform oznaczało politykę radykalnie odmienną od dokonań Ludwiga Erharda. Mazowiecki szukał wzoru w Bonn, a podsunięto mu recepty z Chicago i Waszyngtonu”. Kto podsuwał? „Gdyby latem 1989 roku Leszek Balcerowicz nie musiał pożyczyć zapasowego koła do małego fiata, zapewne nie zostałby wicepremierem i ministrem finansów. Koło było Stefana Kawalca, też – a jakże – działacza opozycji demokratycznej, ekonomisty i kolegi Balcerowicza z SGPiS. To on wraz z Waldemarem Kuczyńskim, polecił Tadeuszowi Mazowieckiemu Balcerowicza na ministra finansów, a przy okazji „samochodowej samopomocy koleżeńskiej” jego samego przekonał do przyjęcia propozycji. (Polityka, 29 XII 2019) Uff! Okazuje się więc, że autorów „planu Balcerowicza”, poza Balcerowiczem, jest kilku: Sachs, Lipton, Kuroń, Kuczyński, Mazowiecki, Geremek, Kawalec nawet… Ale przecież to nie koniec. W okresie wprowadzania w życie „terapii szokowej” mieliśmy cztery rządy: Tadeusza Mazowieckiego, Jana Krzysztofa Bieleckiego, Jana Olszewskiego, (33 dni) Waldemara Pawlaka i rząd Hanny Suchockiej. Ich także trzeba dopisać do listy odpowiedzialnych za „plan Balcerowicza”.

Ta parada prawicy została na krótko przerwana zwycięstwem wyborczym koalicji SLD-PSL. Jak pisze K.Z. Poznański jej rządy stanowią jedyny okres, kiedy świadomie starano się skierować kapitał w ręce krajowe. Próba powstrzymania szaleństwa „szoku bez terapii” była całkiem udana. Prof. Grzegorz Kołodko ogłosił swoją „Strategię dla Polski” – jedyny kompleksowy plan rozwoju gospodarczego, który udanie łączył wolny rynek z polityką gospodarczą państwa. Był to program reform i rozwoju społeczno-gospodarczego, w wyniku którego powstały silne instytucje gospodarki rynkowej, a Polska została przyjęta do OECD. Wzrost gospodarczy w czasach koalicji SLD-PSL, był niespotykany – PKB dla poszczególnych lat wynosił: 1994 – 5,2; 1995 – 7,0; 1996 – 5,2; 1997 – 7,1. Do dziś te wskaźniki są nieosiągalne. Na scenę wkroczył jednak „suweren”, który poczuł się obrażony słusznym skądinąd stwierdzeniem „trzeba się było ubezpieczyć” i znów wybrał sobie rządy prawicowe, tym razem pod sztandarami AWS-UW. Balcerowicz ponownie doszedł do znaczenia ze wszystkimi tego skutkami.

Trudny człowiek

Ci, którzy go znają mówią, że jest apodyktyczny, uparty jak osioł, i że ciężko znosi krytykę. To wyłazi wszystkimi jego porami. Gdy red. Rafał Kalukin w rozmowie z Balcerowiczem w Newsweeku, w związku z protestami górników zauważa, że bez próby zrozumienia położenia protestujących grup nie da się zrozumieć natury tego sporu, Balcerowicz wybucha: – To jest jakiś nowy marksizm. Nie byłeś na dole, to niczego nie zrozumiesz. Powtarza pan żałosną związkową sztampę! Nawet jeśli byłem w kopalni, to nie odpowiem! Odrzucam marksizm, odrzucam PRL. Odrzucam mit wciąż jeszcze pokutujący wśród wielu intelektualistów, że tylko praca fizyczna jest wartościowa. Weźmy Karola Modzelewskiego, dla którego kapitalizm niezmiennie jest wrogiem i który wielbi tę swoją marksowską klasę robotniczą. A jeśli ktoś równie ciężko pracuje jak kupiec albo handlowiec, to jest już godnym pogardy kapitalistą?! – Modzelewski – mówiący mniej więcej to samo od 50 lat – w ostatnim czasie słuchany jest znacznie uważniej niż kiedyś, wtrąca Kalukin. – Skąd pan wie, że uważniej? Jeśli ktoś już 50 lat temu wygłaszał opinie żałosne z intelektualnego punktu widzenia, to głosząc je nadal, staje się żałosny do kwadratu… Fakt – Balcerowicz, uczony pracujący w Instytucie Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu, nie miał problemu z własnymi poglądami. Modzelewski miał poglądy do końca i zawsze miał odwagę ich bronić – czy to jako „rewizjonista”, czy to jako senator w demokratycznej Polsce. W rozmowie z Wiesławem Łuką (WP.pl) na pytanie, dlaczego głosował przeciwko „planowi Balcerowicza”, powiedział: – Zobaczyłem, że jego ustawowe parametry, mają dramatycznie antypracowniczy charakter – uderzają w bezprzykładny sposób w środowiska i załogi wielkoprzemysłowych zakładów pracy, czyli w bazę naszego Związku. Wyczytałem, że tu chodzi o sprywatyzowanie za wszelką cenę większości zakładów, czyli w wielu przypadkach doprowadzenie ich do upadłości. […] Nie popierałem zbiorowych zwolnień tysięcy pracowników. W dyskusji uzasadniałem to z punktu widzenia socjaldemokraty. Byłem przeciwny drastycznemu planowi neoliberalnej terapii szokowej. […] Owszem, na spotkaniu w PZL-Hydral miałem nieodparte wrażenie, że gorszę zebranych tam robotników. Oni naprawdę byli zaskoczeni tym, że krytykuję pomysły naszego rządu. […] Właściwie to paradoksalne, że planu Balcerowicza gotowi byli bronić w ciemno ci, którzy najwięcej na nim stracili.

Szacun dla suwerena!

W tym miejscu dochodzimy do jeszcze jednego, ostatniego autora „terapii szokowej” – to lud pracujący miast i wsi. Obecnie „suweren”. Sam polityczny parasol w Sejmie i Senacie nie wystarczyłby, żeby tak bezkarnie skopać dorobek pokoleń. Musiała być zgoda pań i panów robotników, pań i panów chłopów, zgoda, jak to mówią „prostego człowieka”. Powiedzmy sobie szczerze, że ów „prosty człowiek” przez całe powojenne pół wieku traktował własność państwową, wspólną, jak niczyją. Najgłupszy, najprostszy dodatek do szpadla, kielni czy taczki, chory był, jak na fajrant nie wyniósł czegoś za bramę. Jak im więc obiecali „pakiet socjalny”, jak im jeszcze wyłożyli, ile tego będzie „na rękę”, to brali, aż im się uszy trzęsły. Bo, co w garści, to ich. A fabryka? – Przecież nikt se fabryki do garnka nie włoży, co nie? Z okazji więc 30-lecia „planu Balcerowicza” składam niniejszym – rolnikom, robotnikom i inteligencji pracującej – szczere gratulacje i powinszowania za roztropność, mądrość i ogólnie za tzw. „chłopski rozum”, jak to mówią.

PS. Zapyta ktoś na koniec: a co z Sachsem? Otóż usłyszymy o nim jeszcze na pewno. To niegłupi gość. I elastyczny, jak guma. Podobno mieszka w wartym 8 mln dol. apartamencie na Manhattanie, no ale, kto bogatemu zabroni – w końcu doradzał rządom 140 państw. Przekonuje, że nigdy nie był neoliberałem, zawsze natomiast – krytykiem wolnego rynku. (Za – Jeffrey Sachs, czyli dr Szok i pan Pomoc. „GW” 23.05.2014) „Pisząc rekomendacje dla Polski chciałem, by stała się krajem o gospodarce mieszanej. Ani nie socjalistycznej, ani nie radyklanie wolnorynkowej. Z silną rolą państwa, z mechanizmami redystrybucji, sprawnym rynkiem pracy. Socjaldemokracja to tradycja, do której zawsze było mi najbliżej”. (wPolityce.pl 6.06.2014) Jeffrey Sachs socjaldemokratą! Ktoś by na to wpadł? Doradca Leszka Balcerowicza, akuszer, jeśli nie ojciec „planu Balcerowicza” popiera w obecnej kampanii wyborczej w USA, socjalistę Berni Sandersa! – Potrzebujemy Berniego Sandersa jako prezydenta i to natychmiast, mówi Sachs. Nasz kraj musi wrócić na właściwą drogę. Bernie jest przywódcą, który to gwarantuje, ponieważ odmawia podporządkowania się wielkiemu biznesowi i władzy korporacji… (Gazeta.pl – 21.01.2020)

Skala załamania gospodarki wielokrotnie przewyższała to, co planowano przed rozpoczęciem transformacji. – Dochód narodowy miał spaść o 3 proc., spadek produkcji przemysłowej przewidywano na 5 proc., a rezultat – 25 proc., mówiono o 400 tysiącach bezrobotnych, skończyło się na 3 milionach bezrobocia permanentnego, inflacja miała być jednocyfrowa po roku, a stała się taka po 9 latach! (Kowalik 2013, s. 641). Załamanie gospodarki było wynikiem intensywnego procesu prywatyzacji i likwidacji przedsiębiorstw. Wykaz zakładów według branż istniejących w 1988 r. a zlikwidowanych po 1989 r. podaje A. Karpiński z Zespołem (Karpiński i in. 2015). Zlikwidowano 1675 zakładów przemysłowych, czyli 33 proc. całego majątku. Uzasadnione likwidacje można szacować na 25-30 proc. Z pozostałych 70-75 proc. jedna trzecia to efekt spekulacji gruntami, a jedną czwartą stanowiły wrogie przejęcia. Na nieuzasadnioną prywatyzację składało się często dążenie wąskiej grupy społecznej techników i zarządzających do szybkiego wzbogacenia się. Z prywatyzacją polskiej gospodarki wiążą się olbrzymie koszty doradztwa zagranicznego. Lwia część pożyczek i dotacji Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego skonsumowana została przez zagraniczne firmy doradcze.

Masz rację, Krzysiu

pisząc o „Lewicy Kaczyńskiego” („D-T”, 21.02.2020) i uświadamiając tym samym „szeregi zorganizowanej lewicy”, ale można jeszcze rozszerzyć ten temat.

Masz rację Krzysiu

pisząc o „Lewicy Kaczyńskiego” („D-T”, 21.02.2020) i uświadamiając tym samym „szeregi zorganizowanej lewicy”, ale można jeszcze rozszerzyć ten temat  

W obszernym, dobrze udokumentowanym wywodzie Krzysztof Janik – jak sam przyznaje – z dydaktycznego usposobienia – dokonuje pełnej wiwisekcji tego, co za lewicowość w działaniach partii Kaczyńskiego uważają niektórzy. Bardzo krytycznie ocenia i nadto tłumaczy co jest sednem socjaldemokratycznej polityki socjalnej, ale nie wyjaśnia dlaczego przyjęło się to populistyczne rozdawnictwo nazywać „lewicowością”, Przecież i sam PiS, i cala Zjednoczona Prawica, nie wspominając o pozostałej oraz wspomagającym na różne sposoby Kościele katolickim tego słowa w jego pozytywnej konotacji unikają jak ognia, a ten ostatni, jak szatana. Może, poza negatywną oceną przekupstwa PiS, niby na wzór zarzucanego lewicy populizmu, kryje się jednak przekonanie o konieczności zaspokojenia elementarnych potrzeb życiowych bardzo wielu ludzi?

Podczas spotkania ze znaną Panią Profesor, po zgodnej ocenie naszej politycznej codzienności, zadała mi pytanie: Jak pan sądzi, kiedy to wszystko się zaczęło ?

Grzech pierworodny – 

odpowiedziałem – miał miejsce w 1989-90 roku, gdy w wąskim, solidarnościowo-rządowym gremium przyjęto arbitralnie doktrynę neoliberalizmu jako najlepszy i jedyny sposób rozwiązania nie tylko naszych ówczesnych gospodarczych problemów, ale i urządzenia nam Polski na przyszłość. Symbolami tamtych czasów stały się liczne chóry piewców wolności i brania spraw w swoje ręce, co trwa po dziś dzień, bo Leszek Balcerowicz twierdzi, że „Populistyczne hasła krytykujące reformy sprzed 30 lat są wyrazem głupoty albo skrajnej nieuczciwości” („GW”,25.02.2020). Pojawił się także słynny tischnerowski homo sovieticus, który nie wiedzieć czemu tęsknił także za jakąkolwiek pracą, a zapewne jeszcze za zakładową stołówką i innymi, podobnymi komunistycznymi symbolami.

Oblicze tak odmienionej naszej ziemi nawiedził na stałe bóg-pieniądz, a więc pogoń za kasą stała się najważniejszym staraniem Polaków, z życiowej konieczności, bądź z chęci posiadania coraz więcej, I tak ten neoliberalny kanon po dziś dzień funkcjonuje z dostosowującym się do niego, z przymusem lub zadowoleniem, społeczeństwem.

Przełomowym momentem – 

dodałem po chwili – były również lata rządów lewicy, gdy koalicją SLD-UP wygrała wybory parlamentarne w 2001 roku. Ten czas miał, w skrócie niejako, dwa oblicza: odziedziczoną po rządach AWS-UW ogromną dziurę budżetową zasypano (nota bene po rządach PiS też będzie podobnie), wzrost gospodarczy wyniósł 7%, ukończono z powodzeniem negocjacje akcesyjne z Unią Europejską, do której Polska wstąpiła 1 maja 2004 roku. Niewątpliwe osiągniecia przekreślone zostały jednak sporym zaciskaniem pasa, aferami, także finansowymi, z udziałem prominentnych działaczy SLD, walką na samych szczytach władzy, a nadto takimi decyzjami rządu, które z głoszonym lewicowym programem i społecznymi oczekiwaniami nie tak wiele miały wspólnego. Nie od rzeczy więc narodziło się wtedy powiedzenie o kawiorowej lewicy, dbającej więcej o swoje interesy niż o pozostałych obywateli.

Godot, który miał Polskę prowadzić nadal w kapitalistycznym kierunku, ale socjaldemokratyczną drogą okazał się złudzeniem nie wiele lepszym od poprzedników, i od tego czasu Polacy przestali wierzyć nie tylko w jego możliwości, ale i w samo jego istnienie.  Tak to pozostało po dzień dzisiejszy, z marnymi w sumie perspektywami tak dla lewicy jak i dla ogółu.

Tę odpowiedź 

zaakceptowała moja Rozmówczyni, acz nie wiem czy zadowoliłaby ona autora przywołanego tekstu, gdyż pozornie nie jest na temat. Jednak ten „lewicowy” koronawirus PiS z jego pandemią nie spadł nagle z nieba i z jakiejś przyczyny przecież zaistniał?

Poza antraktem 

w wykonaniu PiS-Samoobrona-LPR, przez następne osiem lat PO podawała Polakom w nadmiarze symboliczną ciepłą wodę okraszoną „Orlikami” w każdej gminie, które stanowiły sztandarową inwestycję tej partii. Wszystko pozostałe jakoś się toczyło, czasem zupełnie nieźle, ale nie dzięki szczególnej rządowej aktywności, a samorządowej i obywatelskiej przedsiębiorczości oraz wielkiej emigracji za lepszym chlebem. I utrwaliło się przekonanie, że pieniądz ponad wszystko, bo nigdy go za dużo, a szczególnie tam, gdzie ma miejsce jego brak bądź niedostatek.

Katastrofalna miłość do pieniędzy 

dotyczy także producentów rozlicznych dóbr, w tym przykładowych 18 rodzajów jogurtu, o czym niedawno pisał obszernie Wojciech Orliński („GW”, 22.02.2020). Ich celem nie jest bowiem zaspokojenie rzeczywistych potrzeb konsumentów, a jedynie pomnażanie zysku. Oznacza to tworzenie sztucznego, reklamowanego zapotrzebowania na wielki stragan rzeczy często zbędnych, tylko pozornie bardziej użytecznych, nowszych, lepszych. A w demokratycznych pięcioprzymiotnikowych wyborach liczy się jeszcze, co najmniej na równi, rzeczownik pieniądz, o czym pisał Jacek Uczkiewicz w cytowanym „D-T”; dodatkowo, gdy jest szansa na zwycięstwo politycznego przeciwnika, to zmienia się zasady ordynacji wyborczej, jak tego dokonał w 2001 roku Sejm głosami AWS, UW i PSL. Podobnie, ale z wcześniej niespotykaną zachłannością, dzieje się tak w Kościele – Matce  Naszej, który swoje dochody z tacy w zasadniczy sposób pomnaża rozlicznymi państwowymi dotacjami.

Wszechpotężna mamona

stała się tym lepszym pieniądzem i jest w nadmiarze gromadzona (na aktualnej liście polskich bogaczy przybyło 14 miliarderów), a z obiegu wyparła kiedyś uznawane wartości, jako dziś gorsze, podrzędne, mniej warte zachodu, a przede wszystkim znaczenia. Ostało się jedynie, nie wiedzieć czemu, i zapewne tylko do czasu, porzekadło, że nie wszystko jednak w życiu można kupić.

Taki stan naszych rzeczy 

wzmocniony nadto pseudoideologią PiS, stanowiącą zlepek wybranych narodowych aspiracji i fobii, patriarchalnych gradacji i obaw przed światem, codziennych kłamstw rządzących i  katolicyzmu w swojskim, ludowym wydaniu, ale bez czynnej akceptacji podstawowych zasad wiary, niesie różne dalsze, w tym i polityczne, konsekwencje, budzące zrozumiałe powszechne obawy, szczególnie wśród tych, którzy przewidują jeszcze czarniejszą naszą polską przyszłość.

Stefan Chwin pyta: „Czy w przyszłej Europie będą obozy koncentracyjne?”, bo „Nie ma niczego bardziej kruchego niż demokracja liberalna, która w każdej chwili może się rozsypać pod ciemną presją mas zwiedzionych słodkimi obietnicami…przeciwstawiajmy się złu u samych jego słodkich początków, gdy się dopiero wykluwa w pogodnej masce miłości do ojczyzny, dobra, sprawiedliwości, prawa i wspólnoty, a nie wtedy, kiedy jest już za późno” („Newsweek”, 3-9.02.2020).                                         A jeszcze wcześniej, też w tym tytule (16-29.12.2019) Marcin Król m. in. wieszczy: „Będzie tylko powszechny chaos. Już widać jego początki, na przykład w polskim sądownictwie”, a jedyne remedium widzi, na wzór byłej Solidarności, w nadziei „na inne rozwiązanie na rzeczywistą wspólnotę: niewymuszoną i niewymuszającą. Nadzieja ta nie minęła, chociaż – niesłusznie – tamto doświadczenie zostało do cna zapomniane na skutek zerwania ciągłości.”

Te rozważania i rady niestety napotykają opór ciemnych mas, pozbawionych przez III Rzeczpospolitą solidarnościowych złudzeń i nadziei na rzeczywistą wspólnotę, chcących jednak uczestniczyć w sprawiedliwym podziale bochna polskiego chleba. Dodaje do tego Adriana Rozwadowska w cytowanym już „Newsweeku”: „Jeśli urodziłeś się w Polsce w rodzinie pracowników fizycznych, to spośród obywateli i obywatelek 39 krajów masz niemal największe szanse na to, że umrzesz jako pracownik fizyczny…W Polsce dziecko pracownika fizycznego ma 40 proc. szans na powtórzenie losu swojego ojca i 25 proc. szans na awans społeczny.”

Perspektywy rozwiązania 

aktualnej polskiej kwadratury koła, w którym kwadrat stanowi stan obecny o koło niestety tylko przez niektórych pożądany, są – pisze to niepoprawny optymista – nadzwyczaj ograniczone. Zapewne możliwe przy zaistnieniu ekstremalnych sytuacji typu: wielki kryzys ekonomiczny odbierający Polakom wielokrotność 500 —, wyjątkowa niewydolność którejś z funkcji państwa, katastrofa przyrodnicza lub inna z kompromitującymi wypowiedzią i działaniami rządzących, ujawnienie nadzwyczajnej (!!!) afery i jeszcze, bardzo liczące się,  poważne sankcje Unii Europejskiej. Ale poza nimi, w naszej normalno-nienormalnej aktualnej sytuacji nawet wygrana kandydata opozycji na prezydenta niewiele zmieni, bo jak ostatnio zapowiedział Jarosław Kaczyński, jeśli Duda przegra, będziemy trwać. Co prawda ze zwiększonymi problemami, podobnie jak to już ma miejsce w Senacie, ale z większością parlamentarną i tłumem beneficjentów tej władzy oraz niestety nadal z liczącym się elektoratem.

Zapowiada się więc 

raczej długi i bardzo uciążliwy marsz ku jakiej takiej normalności i nie wiadomo czy, jak ten chiński, zakończy się sukcesem. Lepiej byłoby go nazwać Pracą Organiczną II, na wzór tej pierwszej, która w sprzyjających warunkach potwierdziła swoją skuteczność.

Na tej drodze podstawowymi kierunkowskazami będzie, czy się to komuś podoba czy nie, lewicowość, ale nie pisowska, a socjaldemokratyczna, rozumiana przede wszystkim jako wolność, demokracja i rzeczywiście realizowana sprawiedliwość społeczna.

Dziwna droga L. Balcerowicza, pracownika Instytutu Marksizmu-Leninizmu

Na łamach Dziennika Trybuna toczy się dyskusja na temat transformacji polskiej. Dyskusję tę podjęto z okazji 30-lecia tejże transfokacji. Chwała redakcji Trybuny za podjęcie tej tematyki. Rocznica bowiem jest dobrą okazją do refleksji i podsumowań. Chciałoby się do tej dyskusji dorzucić swoje 3 grosze.
Jeden z dyskutantów dr. Andrzej Jakubowicz w Trybunie nr 16/2020 z dn. 24-26 stycznia poświęca nieco uwagi głównemu wykonawcy owej transformacji Leszkowi Balcerowiczowi.
Istotnie, warto jest przyjrzeć się bliżej tej postaci i próbować odpowiedzieć, dlaczego akurat jemu powierzono realizację, jak słusznie stwierdza A. Jakubowicz, heroicznego zadania, jakie stanęło wówczas przed polską gospodarką. Właśnie on jeden miał odwagę, jak pisze Jakubowicz, podjąć się tego zadania i wziął na siebie odpowiedzialność za radykalną reformę polskiej gospodarki. Nie mieli odwagi natomiast wziąć na siebie takiej odpowiedzialności, jak to określa „tuzy polskiej ekonomii ówczesnego okresu. On natomiast podejmując się tego zadania „zdobył uznanie najważniejszych instytucji finansowych świata”.
Otóż, nieprawdą jest jakoby tuzy polskiej ekonomii nie zwracały uwagi na przyjęty kierunek reform. W cytowanych książkach przez A. Jakubowicza jest mowa o tym jak reagowały owe tuzy na rozpoczętą transformację (szczególnie w książce W. Kieżuna.). Nie byli oni ani słuchani ani nie proszono ich o podjęcie tego zadania. Jedynie Jeffrey Sachs był wyrocznią z którym rozmawiano i którego słuchano.
Za to, że to wyzwanie podjął Balcerowicz, A. Jakubowicz wyraża mu wielkie uznanie za odwagę. Jak pisze „mimo tego, że był młodym adiunktem w SGPiS (dziś SGH) bez żadnej praktyki gospodarczej podjął się tego zadania”. Trzeba dodać, że oprócz tego był pracownikiem naukowym Instytutu Marksizmu Leninizmu przy Komitecie Centralnym Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Jednocześnie A. Jakubowicz zaznaczył, że miał niezłomny charakter.
Wyróżnienia i honory
L. Balcerowicz kończy studia w 1970 r. (SGPiS). Niedługo po tym oprócz pracy w SGPiS pracuje we wspomnianym Instytucie Marksizmu Leninizmu (charakterystyczne że w oficjalnych publicznych biografiach się o tym nie wspomina). Ale już w 1974 r. jest wysłany na dwuletni staż naukowy w St. John`s University w Nowym Jorku (uzyskanie tytułu (Master of Business Administration (MBA). Kto wtedy mógł marzyć o dwuletnim stażu? Owszem były stypendia Fulbrighta ale roczne. Na to stypendium oprócz naukowych opinii były wymagane opinie KC PZPR. Następnie L. Balcerowicz uzyskuje stypendia;
1985 r. staż naukowy w Sussex (Wielka Brytania)
1988 r. staż naukowy Uniwersytet w Marburgu. Nie sposób ustalić na jaki okres. Tym niemniej w tym czasie uzyskać kolejne stypendium po dwóch latach było ewenementem.
Tak więc przed transformacją, L. Balcerowicz miał doświadczenie naukowe (po doktoracie) i pracy w Instytucie Marksizmu Leninizmu. Czy w tym czasie dzięki tym stypendiom „został nasycony modną wówczas ideologią neoliberalną”, aby taki kierunek nadać polskiej gospodarce, jak pisze A. Jakubowicz?.
W tym czasie chyba nie mógł poznać osobiście Jeffrey’a Sachs’a (profesora Harvardu), który był inspiratorem i doradcą polskiej transformacji na początku jej realizacji. Ale jako pracownik Instytutu Marksizmu Leninizmu musiał być wyczulony na lewicową socjalistyczną wrażliwość na proletariat (pracobiorców), podstawowego dogmatu ideologii lewicowej (wówczas socjalistycznej), właśnie w sferze gospodarczej. Dlatego też trudno przyjmować, jak to czyni Jakubowicz, iż taki kierunek (neoliberalny) polskiej transformacji został nadany w wyniku „nasycenia” tą ideologia w czasie stażów naukowych L. Balcerowicza.
L. Balcerowicz nie zdążył uzyskać doświadczenia w praktyce gospodarczej i polityce gospodarczej na szczeblu rządowym bo już we wrześniu 1989 r został Wicepremierem i Ministrem Finansów i zarazem Przewodniczącym Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów. Od tego czasu był hołubiony w kraju i za granicą, wyróżniany przez polskie i zagraniczne instytucje z niespotkaną częstotliwością i atencją. I tak:
1992 Nagroda Ludwika Erharda (Niemcy), jako pierwszy przedstawiciel Europy Środkowo-wschodniej.
1999 Nagroda „Transatlantig Leadership Award” Instytutu Europejskiego w Waszyngtonie dla najwybitniejszego Europejczyka 1998 roku.
1999 Tytuł Ministra Finansów roku 1998 przyznana przez brytyjski miesięcznik finansowy „Euromoney”.
2001 Nagroda Friedricha Augusta Hayeka.
2001 Nagroda im. Bertelesmana na wybitne osiągnięcia w dziedzinie transformacji gospodarczej.
2002 Nagroda Fundacji Fasela za zasługi dla społecznej gospodarki rynkowej.
2004 Tytuł Bankiera Roku w kategorii banków centralnych Europy, nadany przez miesięcznik brytyjski „The Bankier”Nagroda Emerging Markets Awards, dla najlepszego prezesa banku w Europie Środkowo-Wschodniej.
2005 najwyższe polskie odznaczenie – Order Orła Białego – za wkład w proces transformacji ustrojowej.
2006 ACCA Achevement Award.
2006 zwycięstwo (jako jeden z pięciu) w „Pioneering Thought Leadersship project”
2008 Medal Leontiewa za wybitne osiągnięcia naukowe i wkład w reformy wolnorynkowe w Polsce, przyznany przez Centrum Leontiewa w Sankt Petersburgu
2008 Medal św. Jerzego za „budowanie dobra w życiu społecznym” od redakcji Tygodnika Powszechnego.
2010 Superwiktora za 2009 rok – Akademia Wiktorów wyróżnia wybitne osobistości nominowane przez stacje telewizyjne.
2010 Nagroda Jana Nowaka-Jeziorańskiego za wybitne osiągnięcia dla Polski w procesie transformacji.
2010 Nagrodę Złotego Hipolita za promowanie postaw patriotycznych i idei pracy organicznej na rzecz pomyślności narodu.
2011 Tytuł Magellana roku 2010 przyznany przez Korporację Absolwentów Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie za edukowanie społeczeństwa polskiego, a przede wszystkim za zwrócenie uwagi na rosnące zadłużenie państwa przez projekt „licznik długu”
2011 Nagrodę Wolności Newsweeka za promowanie społeczeństwa obywatelskiego i jego niezależności od państwa.
2013 Kamień Milowy „Forbes” w kategorii polityka.
2014 Nagrodę Jegora Gajdara – rosyjskiego reformatora, zwolennika przemian demokratycznych w krajach postkomunistycznych (Moskwa 2014).
2014 Order Krzyża Ziemi Maryjnej II klasy nadany przez Przydenta Etonii Toomasa Hendrika Iivesa.
2014 Nagroda Pulsu Biznesu dla polityka najbardziej zasłużonego dla rozwoju gospodarczego.
2014 Nagroda specjalna Zarządu Konfederacji Lewiatan za określenie w polskiej gospodarce azymutu, który wyznacza jej kurs od 25 lat
2014 Nagrodę Miltona Friedmana za promowane wolności – jedna z prestiżowych nagród na arenie międzynarodowej, przyznawana przez CATO Institute (Nowy York).
2015 Nagroda Parkietu dla „Człowieka rynku kapitałowego z okazji 25 lecia przemian ustrojowych” za budowę i wsparcie gospodarki rynkowej. Nagroda wręczona podczas konferencji w Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie „Polska za dwie dekady – geopolityka i gospodarka”
2015 Nagroda specjalna Dziennika Gazety Prawnej dla „Gospodarczego Mędrca”
2016 Nagroda Honorowa Polonicus za wybitne osiągnięcia w ekonomii przemian wolnorynkowych w Polsce oraz za wyjątkowy wkład w szerzenie świadomości obywatelskiej w jednoczącej się Europie.
Obok tych nagród i wyróżnień dane mu było piastować prestiżowe stanowiska. Oto pełnione funkcje:
W latach 1992-2000 był przewodniczącym Rady Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych (CASE) w Warszawie.
Od maja 2004 r członek Rady Ogólnej Europejskiego Banku Centralnego.
W 2006 r. został członkiem Rady amerykańskiego Instytutu Finansów Międzynarodowych.
Od 2006 r. jest członkiem korespondentem Wydziału Historyczno-Filozoficznego Polskiej Akademii Umiejętności.
W 2007 r. założył think-tank – Fundację Forum Obywatelskiego Rozwoju – FOR, w której do dziś pełni funkcję Przewodniczącego Rady.
W 2011 r. został członkiem Doradczego Komitetu Systemowego Europejskiej Rady ds. Ryzyka Systemowego.
Jest również członkiem posiadającym status Distinguished Associate Międzynarodowego Atlantyckiego Towarzystwa Ekonomicznego (IAES), członkiem międzynarodowej Grupy Trzydziestu (G-30) – ekonomicznej grupy doradczej z siedzibą w Waszyngtonie, a także Honorowym Przewodniczącym brukselskiego think tanku Breugel.
Co warto zauważyć
Warto rozważyć jeszcze jeden rys działalności L. Balcerowicza, kiedy był w latach 2009-2011 Przewodniczącym Rady Towarzystwa Ekonomistów Polskich (TEP). Było ono założone przez Balcerowicza w 1994 r. Zrzesza jego współpracowników i zwolenników. Kolejnymi następcami na tym stanowisku byli Ryszard Petru (2011 r. do czerwca 2015 r.), który zawiesił działalność w TEP z uwagi na przejście do polityki (wybory), a funkcję przewodniczącego Rady przejął B. Wyżnikiewicz. Zebranie założycielskie TEP odbyło się w lutym 1994 roku w Warszawie. Warto odnotować, że z zaproszenia wysłanego 8 stycznia 1994 r. do grona ekonomistów TEP skorzystały tylko 32 osoby, spośród których 5 osób stanowiło komitet założycielski.
W zamyśle L. Balcerowicza miała być to organizacja ekonomistów, której celem byłoby wspieranie przemian ustrojowych, a także popularyzacja wiedzy ekonomicznej i idei wolności gospodarczej. Miała ona stanowić konkurencję zasłużonego (jeszcze sprzed wojny) PTE (Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego), prężnie działającego do dziś, posiadającego 22 oddziały w Polsce.
TEP uzasadniając swoje powołanie w deklaracji programowej zaznacza, że: „Bliski naszym poglądom jest klasyczny liberalizm oraz wolnorynkowe podejście do gospodarki i polityki gospodarczej”. Tymczasem realizowany kierunek transformacji to już neoliberalizm, a nie „klasyczny liberalizm”.
Warto przytoczyć również motywacje jakimi kierował się Balcerowicz i jego zwolennicy przy zakładaniu TEP: „Inicjatywa powołania Towarzystwa Ekonomistów Polskich była reakcją środowiska niezależnie myślących ekonomistów na pojawiające się w Polsce w pierwszej połowie lat 90. XX wieku głosy krytykujące prorynkowe reformy gospodarcze i ich kierunki. Działające w PRL Polskie Towarzystwo Ekonomiczne skupiające wielu dawnych działaczy gospodarczych z okresu centralnego planowania zajmowało niejednoznaczne stanowisko w kwestiach związanych z transformacją gospodarczą kraju i często wypowiadało się w imieniu polskich ekonomistów”. Była to oczywista nieprawda, o czym niżej.
Warto odnotować, że L. Balcerowicz działał też w PTE przed transformacją. Był nawet członkiem władz Towarzystwa i nagle zmienił poglądy i założył konkurencyjne Towarzystwo. Warto odnotować, że w tym samym czasie został przewodniczącym (1995-2000) Unii Wolności (powstała 23 kwietnia 1994 z połączenia dwóch działających od 1990 ugrupowań Unii Demograficznej i Kongresu Liberalno-Demokratycznego
Twórca nieprawdziwego podziału
Jak widać, już wtedy nie znajdując poparcia większości ekonomistów dla swojej idei transformacji, podzielił środowisko ekonomistów na zwolenników „niezależnie myślących ekonomistów” i przeciwników prowadzonej transformacji: „dawnych działaczy gospodarczych”.
Oczywiście była to nieprawda, ponieważ PTE w pierwszej połowie lat 90. zrzeszało przede wszystkim pracowników naukowych, ale również działaczy gospodarczych, którzy mieli swoje branżowe stowarzyszenia i kluby biznesowe, których nastąpił wysyp w tym czasie (BCC, Związek Pracodawców Polskich, Lewiatan, Chrześcijańskie Stowarzyszenie Pracodawców itd.).
Ponadto w środowisku PTE były wypracowywane oceny, projekty i rekomendacje gospodarki rynkowej, a zwłaszcza modelu Społecznej Gospodarki Rynkowej (SGR). O niektórych z nich jest mowa w cytowanych przez A. Jakubowicza pracach, a zawłaszcza w książce W. Kieżuna. To właśnie PTE organizowało seminaria i współpracę z Fundacją L. Erharda, to PTE propagowało ten model gospodarczy wydając wiele publikacji o SGR, to PTE wydało książkę Erharda P.T. „Dobrobyt dla wszystkich”. Nikt z rządzących ani „niezależnie myślących ekonomistów” w TEP nie zwracał na to uwagi, a szkoda. Ekonomiści w PTE i poza PTE nie krytykowali gospodarki rynkowej jako takiej, tylko krytykowali przyjmowaną w transformacji przyjęty rynkowy skrajny liberalizm
To ci „ekonomiści starej daty” propagowali ów model, (zapisany w art. 20 Konstytucji). Czy na tym polegała ich niejednoznaczność, stanowiąca przesłankę powołania TEP?. Środowisko założycieli TEP, „niezależnie myślących ekonomistów” nie chciało słuchać, jak piszą w dokumentach założycielskich, głosów krytykujących prorynkowe reformy gospodarcze. Woleli powołać nieliczne własne TEP.
Zasypywany zaszczytami – za co?
Oprócz powyższych wyróżnień, nagród i funkcji L. Balcerowicz był honorowany obficie tytułem honoris causa uniwersytetów w Polsce i za granicą.
Przyznawane tytuły doktora honoris causa :
1993Aix-en Profance Francja.
1994 Sussex Wielka Brytania.
1996 DePaul University of Chicago USA).
1998 Uniwersytet Szczeciński.
1998 Uniwersytet im. Mikołaja Kopernika w Toruniu.
1998 Dundee University (Wielka Brytania).
1998 Staffordshire University (Wielka Brytania).
1999 Uniwersytet Ekonomiczny w Bratysławie.
2001Uniwersytet Europejski Viadrina we Frankfurcie n/Odrą (Niemcy).
2002 Uniwersytet del Pcifico w Limie (Peru).
2002 Uniwersytet „Alexandra Ioan Cuza” w Jassach (Rumunia).
2004 Uniwersytet im. Georgia Mecatora Duisburgu (Niemcy).
2006 Akademia Ekonomiczna w Katowicach.
2006 Uniwersytet w Poznaniu.
2006 Akademia Ekonomiczna we Wrocławiu.
2006 Uniwersytet Gdański.
2007 Szkołą Główna Handlowa w Warszawie.
2008 Uniwersytet Nowej Południowej Walii w Sydney, Australia.
2010 Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie.
2010 Uniwersytet Babes-Boyai w Napoca Cluj, Rumunia.
2010 Akademia Studiów Ekonomicznych w Mołdawii.
2010 Wolny Uniwersytet Burgas, Bułgaria.
2011 Rosyjska Prezydencka Akademia Gospodarki Narodowej i Administracji Publicznej.
2011 Wyższa Szkoła Ekonomii – Państwowy Uniwersytet Badawczy w Moskwie.
2011 Central Connecticut State University (2011).
2013 Narodowy Uniwersytet Charkowski im. Wasyla Karazina, Ukraina.
2014 St. John’s University, Nowy Jork,
2015 Uniwersytet Gospodarki Komunalnej im. Beketowa, Charków, Ukraina.
2015 Politechnika Lwowska Lwów
2015 Universidad Francisco Marroquín​, Gwatemala.
W sumie 30 tytułów. Swoisty rekord!.
Przedstawiona wyżej specyfikacja nagród wyróżnień i atencja to kwestia, jak pisze A. Jakubowicz, niezłomnego charakteru, odwagi i nasycenia ideologią neoliberalną.
Ocenę częstotliwości tych nagród i zaszczytów oraz intencji, jakie im przyświecały oraz zasług, za które otrzymywał te zaszczyty pozostawiam ocenie Czytelników.
Balcerowicz przeciw Konstytucji
Pragnę jedynie odnieść się do dwóch nagród: 1992 Nagroda Ludwika Erharda (Niemcy), 2002 Nagroda Fundacji Fasela za zasługi dla społecznej gospodarki rynkowej. Jako kilkakrotny uczestnik dorocznych seminariów i gość fundacji im. Ludwika Erharda w Bonn. (siedziba fundacji mieści się w skromnym domu Erhardów w Bonn), miałem okazję zgłębiać tajniki społecznej gospodarki rynkowej u źródła.
Obie nagrody dotyczą zasług dla społecznej gospodarki rynkowej. Fundacja Ludwika Erharda propaguje właśnie zasady i mechanizmy społecznej gospodarki rynkowej. Na dorocznych seminariach były omawiane i dyskutowane zasady społecznej gospodarki rynkowej na przykładzie Niemiec, jaką realizował Ludwik Erhard. Wykładowcami na tych seminariach są znawcy społecznej gospodarki rynkowej. Wykładowcy niemieckich uniwersytetów ekonomicznych i byli współpracownicy Erharda, autorzy książek o społecznej gospodarce rynkowej.
Najogólniej rzecz biorąc społeczna gospodarka rynkowa opiera się na organizowaniu przez państwo warunków do działania mechanizmów rynkowych, wyzwalaniu przedsiębiorczości, konkurencji i solidaryzmie społecznym przy przestrzeganiu pełnego zatrudnienia (dlatego społeczna).
Pragnę jednocześnie poinformować, że Polska jako chyba jedyny kraj ma zapisany w Konstytucji właśnie model społecznej gospodarki rynkowej. W art. 20 Konstytucji RP czytamy: „Społeczna gospodarka rynkowa oparta na wolności działalności gospodarczej, własności prywatnej oraz solidarności, dialogu i współpracy partnerów społecznych stanowi podstawę ustroju gospodarczego Rzeczpospolitej Polski”.
Leszek Balcerowicz wprowadzając model gospodarki rynkowej w Polsce okazał się zdecydowanym przeciwnikiem takiego modelu gospodarki. Bowiem model, jaki w Polsce został wprowadzony za sprawą reform Balcerowicza nie miał nic wspólnego ze społeczną gospodarką rynkową. Był jej przeciwstawieniem. Dlaczego więc został nagrodzony przez te dwie fundacje za coś czego był zdecydowanym przeciwnikiem, co udowodnił w praktyce swojego działania?.
Liberalizm w gospodarce to model skrajnie liberalnej gospodarki rynkowej – niewidzialna ręka rynku, zero państwa w gospodarce, skrajna wolność gospodarcza (tak daleko posunięta, że w warunkach przejścia z gospodarki socjalistycznej stwarza pole do bezkarnych nadużyć, działania mechanizmów mafijnych niwelujących zdrową konkurencję i alokację kapitału, Akumulacja kapitału służy zagarnianiu majątku narodowego, a nie do nowych zastosowań na rynku.).
Nigdzie na świecie nie ma takiego modelu gospodarki liberalnej. Nawet w najbardziej liberalnej gospodarce USA państwo chroni wewnętrzny rynek (żeby przypomnieć tylko ingerencje państwa w ochronie rynku stalowego przed stalą chińska i hinduską – Mittalem, który kupił większą część naszego hutnictwa). Ochrona rynku przez kraje Unii przed chińskimi butami, polskimi usługami (w UE tzw. doktryna usługowa) itp.
Mimo to, Balcerowicz z uporem i skutecznie, wbrew przyjętym standardom światowym, wbrew Konstytucji RP łamiąc w sposób oczywisty Art. 20 Konstytucji, wprowadza model gospodarki liberalnej. Mimo tego uzyskuje takie honory jak wyżej wymienione, nawet za działania sprzeczne z tymi, za które otrzymuje te nagrody i honory. Choćby tylko przytoczone wyżej dwie nagrody.
Pozostawiam czytelnikom ocenę i interpretację oraz intencje zasypywania nagrodami i honorami L. Balcerowicza.
Jak cynicznie muszą brzmieć słowa Balcerowicza wypowiadane dzisiaj na temat polityki ekonomicznej rządów w których nie pełni funkcji!.
W dyskusji na łamach Trybuny nr 253/2019 z 22 grudnia 2019 r Dawid Kopa słusznie zatytułował swój artykuł „Transformacja była katastrofą”.
Tak, była katastrofą, a nie sukcesem!. Jak można nazwać sukcesem gospodarkę, w której istniało przez te niespełna 30 lat dwucyfrowe (kilkanaście procent) bezrobocie, gdzie szerokie rzesze pracowników (pracobiorców) znalazło się na bruku, gdzie nastąpiła masowa emigracja, w większości wykształconych (na koszt państwa), pracowników, gdzie nie produkuje się finalnych wyrobów tylko montuje się z obcych elementów w większości wytworzonych przez obcych, gdzie państwo utraciło w większości narodową własność, gdzie istnieje ogromne zadłużenie (i w okresie transformacji ciągle rosło), gdzie nie ma żadnego narodowego produktu (marki polskiego produktu,), a te które istniały zostały przejęte przez obcych.
Brak własności potencjału narodowego, to utrata zysków (właściciel majątku jest właścicielem zysków uzyskanych z gospodarki i nim dysponuje). To pozbycie się własnego kapitału rozwojowego, który przeszedł do zagranicznych właścicieli, który w większości był i jest transferowany do macierzystych zagranicznych korporacji. Pozbawienie się własnego kapitału na rzecz obcych powodowało, że polska gospodarka na rozwój i finansowanie bieżących potrzeb państwa) musiała się zadłużać.
Wykonawca polityki niszczenia
Model gospodarki liberalnej był i jest bardzo dobrą przykrywką do realizacji tej destrukcyjnej polityki transformacji. Pozwolił on bowiem na całkowite otwarcie (nieprzygotowanej po socjalizmie polskiej gospodarki) przed obcym kapitałem (to również traktat przedakcesyjny do UE) ze wszystkimi tego konsekwencjami i patologiami, które dopiero teraz ujawniają się szerzej w przestrzeni publicznej. Propaganda pod przykrywką gospodarki liberalnej wykazywała Polakom, że polska gospodarka nie podołała konkurencji i musi być zastąpiona kapitałem zagranicznym, wpajano, że to co polskie to złe. W wyniku takiej polityki (plus ulgi dla kapitału zagranicznego) polskie przedsiębiorstwa traciły rynki i zadłużały się, co m.in. umożliwiało kupowanie ich za bezcen (przy korupcjogennych ich wycenach).
Straciliśmy więc potencjał ekonomiczny i własność, kapitał w większości znalazł się w obcych rękach i polska gospodarka została zalana kapitałem spekulacyjnym. Kapitał spekulacyjny dziś jest a jutro może go nie być, i co wtedy?. A potencjał ekonomiczny polski – gdyby był polski – pozostałby na naszej ziemi. Obcy w każdej chwili może uciec, co już ma miejsce (vide fabryka samochodów w Tychach). Ma jednak narodowość.
Dzisiaj już nie można było zbombardować i zniszczyć. Dlatego innymi metodami, adekwatnymi do dzisiejszych czasów i możliwości, został zniszczony polski przemysł (nawet dosłownie) co obrazuje w Trybunie cytowany wyżej Dawid Kopa.
Właśnie polityka Balcerowicza stwarzała warunki i możliwości niszczenia gospodarki polskiej.

Transformacja była katastrofą

Ekonomia zawsze jest polityczna. Stwierdzenie to jest szczególnie godne polecenia politykom. Wszyscy ci, którzy o tym zapominają wcześniej czy później trafiają do strefy politycznego niebytu.

Przeczytałem artykuł Marcina Zielińskiego: „Polski sukces to zasługa radykalnych reform rynkowych”, opublikowany w „Dzienniku Trybuna” ‚nr 249/250 – 2019 jako polemika z tekstem Andrzeja Jakubowicza. Czuję się w obowiązku również zabrać głos i o kilku sprawach, moim zdaniem fundamentalnych, przypomnieć.

Ludzie zepchnięci na margines

„Reformy” Leszka Balcerowicza zainicjowane za zgodą ówczesnego prezydenta Wojciecha Jaruzelskiego wywarły trwały, widoczny do dzisiaj efekt. Polska stała się krajem, którego znaczna grupa obywateli znalazła się na marginesie społeczeństwa. Poszerzająca się w czasach rządów PIS grupa ludzi żyjących w ubóstwie, stanowi dziedzictwo zmian w strukturze klasowej społeczeństwa jakie zostały wywołane „reformami” gospodarczymi z lat 1990-1993. Oczywiście nie można zaprzeczyć niekorzystnej strukturze wychodzącej z PRL gospodarki. Znaczny udział rolnictwa, włókiennictwa i górnictwa nie sprzyjał budowaniu gospodarki konkurencyjnej w świecie kapitalistycznym. Stąd między innymi bierze się utrzymujące się zapóźnienie Polski w stosunku do Czech. To jeden z krajów do którego w celach zarobkowych emigrują Polacy.

Moment zmiany odepchnął od uczestnictwa w życiu społecznym całe grupy ludzi. Osoby w wieku 50-65 lat, które masowo odsyłano na zapewniające jedynie wegetację renty. Byłych pracowników PGR, którzy znaleźli się jako socjalistyczna klasa robotnicza w kapitalizmie: bez pracy i środków produkcji. Górników Zagłębia Wałbrzyskiego, których pracujące kopalnie zlikwidowano, dziesiątki lat przed wyczerpaniem zasobów. Dołożono mieszkańcom „na pocieszenie” kłopoty z zatruciem wód i gruntów wywołane zaprzestaniem prowadzenia odwodnienia.

Wieś zniszczona, budżetówka zaniedbana

Na wiele lat przed wprowadzeniem dopłat unijnych zlikwidowano system skupu płodów rolnych, cofając cywilizacyjnie wieś i tworząc w ten sposób z niej rezerwuar kontestatorów nowej rzeczywistości. Popiwek w warunkach wysokiej inflacji doprowadził do upadłości nawet te przedsiębiorstwa państwowe, które znajdowały zbyt dla swoich produktów w warunkach gospodarki rynkowej.

Począwszy od 1992 roku nastąpiło obniżanie zarobków w sferze budżetowej, w stosunku do średniej krajowej. Końcowym akordem tego procesu jest fakt, że obecnie w wielu zawodach budżetówki regułą jest wynagrodzenie w okolicach minimalnego. Spowodowało to selekcje negatywną do wielu zawodów. Efektem było nieuchronne obniżanie się poziomu merytorycznego pracowników nauki, edukacji, kultury, służb sanitarnych, kontrolnych… Do dzisiaj władze zamykają oczy na ten problem.

Wyborcy podziękowali za to styropianowym politykom w roku 1993, kiedy rządy objęła koalicja SDRP-PSL(jeszcze nie tak dalekie jak dziś od zwyczajów ZSL).

Śmierć usług publicznych

Objęcie władzy przez AWS w roku 1997(nie sposób zapomnieć tu „zasługi” jaką była wypowiedź W. Cimoszewicza o powodzianach) otworzyło drogę do prywatyzacji podstawowej opieki zdrowotnej i części szpitali. Zasadą stało się działanie dla zysku, nie dla dobra pacjenta.

Powstanie gimnazjów stworzyło dodatkowy próg utrudniający awans społeczny poprzez edukację. Utrudniono dostęp do gimnazjów na wsi, tym bardziej, że równocześnie nastąpiła rzeź „niepotrzebnych” PKS-ów, skutkująca wykluczeniem komunikacyjnym milionów obywateli. Obniżono poziom nauczania w szkołach pod pozorem odchudzenia programów. Przyczyniło się to do tego, że na obleganych kierunkach mogły studiować głównie dzieci rodziców, których stać na korepetycje.

Bezradne samorządy

Reforma administracyjna stworzyła powiaty z szerokimi kompetencjami, ale bez pieniędzy. Przekazanie szkół samorządom pozbawiło znaczenia politycznego strajki nauczycieli i zablokowało im ostatecznie drogę do osiągnięcia realnych podwyżek, na jakie mogą liczyć reprezentanci sektorów zarządzanych centralnie jak policja, wojsko, górnictwo czy energetyka. Zlikwidowanie 49 województw pozbawiło szans rozwojowych wiele średnich miast. Brak zmian w reformie administracyjnej, jak choćby obiecywane przez Aleksandra Kwaśniewskiego utworzenie województwa środkowopomorskiego, jest jedną z zasadniczych przyczyn załamania się w roku 2005 poparcia dla SLD i dalszej jego stagnacji.

Do dzisiaj, jeżeli odliczylibyśmy wyniki koalicjantów z Lewicy, to kandydaci SLD zebrali głosy przede wszystkim w takich byłych miastach wojewódzkich jak np: Częstochowa, Piła, Legnica, Koszalin, Wałbrzych, Włocławek, Kalisz, Leszno, Gorzów, Słupsk, Elbląg, Bielsko-Biała…. Wynik mógłby być znacznie lepszy gdyby mieszkańców tego typu miast nie pozbawiono wiary w możliwość jakiejkolwiek zmiany. Upadek tych miast skutkuje ich wyludnianiem się, na czym zyskuje wyłącznie PiS, przesuwając zasięg „swoich” okręgów senackich na zachód Polski.

Przetrwali i zginęli

W kadencji 2001-2005 proces dostosowawczy do członkostwa w UE spowodował upadłość wielu przedsiębiorstw, które przetrwały najtrudniejsze lata dziewięćdziesiąte. np. piekarni, rzeźni, GS-ów, mleczarni, Zakładów Samochodów Dostawczych w Nysie itd. Skutkował nawet 21-procentowym bezrobociem. Były to nieuniknione koszty, nikt nas za darmo do Unii nie przyjmował, w warunkach jednolitego rynku wiele przedsiębiorstw musiało upaść.

Kapitalizmu się nie naprawi

Dzisiaj nie warto jednak dalej iść ścieżką, która utorowała drogę do władzy lub znaczenia każdemu kto dawał fałszywą nadzieje na złagodzenie reguł kapitalistycznego porządku: Stanisławowi Tymińskiemu, Samoobronie, ani najnowszym „obrońcom ludu”, Prawu i Sprawiedliwości z jego 500+, którego siła oddziaływania bierze się z tego, ze nie trzeba na nie zasłużyć. Ono dziecku po prostu się należy.

Lewica powinna iść dalej i stwierdzić jasno, że bezpłatna edukacja, służba zdrowia, emerytury w systemie solidarności pokoleń, powszechny dostęp do kultury na wzór tego z czasów PRL po prostu się należą. Jesteśmy obywatelami państwa, które należy do bogatszej części świata. Byłoby nas na to wszystko stać! Tylko udział płac w PKB jest u nas w wyniku decyzji politycznych ostatniego trzydziestolecia niski.

Natomiast każda formacja polityczna, która wzorem styropianowej elity z lat 1990-1993 zapomni o podstawowych ludzkich potrzebach społeczeństwa, które nie da się w swojej masie sprowadzić z powrotem do roli chłopów pańszczyźnianych, trafi na śmietnik historii. Każdy, kto będzie patrzył tylko na wskaźniki ekonomiczne, a ignorował monstrualne rozwarstwienie i wykluczenie, otworzy szeroko wrota do autorytaryzmu a potem faszyzmu. Ten zawsze pojawia się jako gość nieproszony, przedstawiając społeczeństwu winnych jego upodlenia.