Postęp w budowie

Był elokwentny, miły, powszechnie znany kandydat. Reprezentant trzeciej siły politycznej obecnego parlamentu. Osiągającej kilkunastoprocentowe, sondażowe poparcie. Odwołujący się do lewicowych i ostępowych Wyborców. Czyli do przynajmniej jednej piątej polskiego społeczeństwa.Dlaczego ci lewicowcy i postępowcy nie zagłosowali na Roberta Biedronia ?
Można na to odpowiedzieć jednym zdaniem.
Wybory prezydenckie stały się politycznym plebiscytem i dlatego postępowi oraz lewicowi wyborczy postanowili nie czekać drugiej tury, i od razu wybrać swego najmocniejszego Anty Dudę.
Został nim Rafał Trzaskowski, a Robertowi Biedroniowi pozostała rolą politycznej asysty.
Zresztą żaden rozsądny analityk polskiej sceny politycznej nie liczył, że Robert Biedroń zostanie prezydentem RP. Nawet że wejdzie do drugiej tury.
Biedroń, jako kandydat Lewicy, miał wypełnić dwa zadania w tej kampanii prezydenckiej.
Maksymalnie upowszechniać program Lewicy korzystając z zainteresowania mediów oraz wywalczyć dobry wynik poparcia. Dla siebie i Lewicy.
Bo dobry wynik takiego partyjnego kandydata skutecznie pozycjonuje jego macierzystą formację. Nadaje jej dodatkowej rangi, co bardzo ważne jest w warunkach polskiej mediokracji.
Zauważcie jak dobry wynik Krzysztofa Bosaka radykalnie wywindował i uszlachetnił medialny obraz jego Konfederacji. To teraz ona w polskich mediach awansowała na trzecią siłę polityczną.
Kiedy Robert Biedroń rozpoczynał swą kampanię komentatorzy polityczni uważali, że notowany w pierwszych sondażach, dwucyfrowy wynik będzie jego sukcesem. Wynik jednocyfrowy okaże się jego porażką. Wyniku w granicach błędu statystycznego nikt wtedy nie przewidywał.
Program Lewicy programem
Robert Biedroń deklarował się jako „jedyny postępowy kandydat” w prezydenckich wyborach. Identyfikację z nim potwierdziła jedynie nieduża, głosująca na niego grupa postępowców.
Czemu czar jego postępowości na nich nie zadziałał?
Zapewne postępowi, lewicowi Wyborcy oczekiwali na radykalną zamianę. Dostali co prawda od Roberta cały koszyk postępowych, lewicowych propozycji i haseł, zachwycających mnogością, ale ich ilość nie stworzyła nowej jakości.
PiS wygrywa od 2015 roku wszystkie wybory, bo zaproponował wyborcom swoją IV Rzeczpospolitą. Alternatywną wobec „ruiny III RP”. Zaproponował im Dobrą Zmianę.
Jeśli Lewica nie stworzy swej V Rzeczpospolitej, lewicowej wizji nowej sprawiedliwej społecznie i demokratycznej Polski, alternatywnej wobec IV RP i III RP też, to dalej może produkować sobie kolejne postępowe i lewicowe hasła.
I potem dziwić się, że niektóre z nich przejmuje PiS, inne Koalicja Obywatelska, a jeszcze inne powstający ruch społeczny Szymona Hołowni.
Bez takiej ustrojowej alternatywy Lewica dalej będzie pierwszorzędną drugoplanową formacją polityczna.
Larwa w kokonie
Lewica wróciła do parlamentu, bo polscy lewicowi wyborcy udzielili jej kandydatom solidnego, bezwarunkowego kredytu zaufania w zeszłorocznych wyborach. Kredytu za samo zjednoczenie się. Za cudowne połączenie na listach wyborczych trzech różnych lewicowych formacji.
Za nadzieję, że przyszli ich parlamentarni reprezentanci stworzą tam silną, skuteczną lewicową formację.
Rok prawie minął, a Lewica dalej jest w stadium politycznej budowy. Zjednoczenie SLD i Wiosny może nastąpić jesienią tego roku. Razem wybrało swą autonomię. Na razie, jak tona budowie, panuje znana nam prowizorka.
Zapewne nie tak wyobrażali sobie swoją nową Lewicę wyborcy w 2015 roku. Skoro teraz tylko niecałe ich 3 procent zdecydowało się na akt identyfikacji z jej Reprezentantem.
Czy pozostali, tamci i inni, lewicowi wyborcy, niegłosujący na Biedronia, pokazali tym Lewicy i jej kandydatowi ostrzegawczą „żółtą kartkę”?
Wyraz zniecierpliwienia panującą na Lewicy prowizorką?
W czasie kampanii wyborczej słyszałem wiele krytycznych opinii wobec działalności i zachowywania się parlamentarzystów i polityków Lewicy. Najczęściej, że zatrzymali się na poziomie „polityki aktywisty miejskiego”. Polityki akcji, protestów, petycji. Zaniechali zaś tworzenia silnych instytucji wspierających lewicową formację. Swego zaplecza eksperckiego. Lewicowych mediów.
Robert Biedroń bardzo dobrze wypadał podczas kampanii, kiedy bronił praw pracowniczych, praw wszelkich mniejszości, polityk klimatycznych. Gubił się kiedy musiał dyskutować o polityce historycznej, międzynarodowej, medialnej, obronnej. Tam niekiedy ograniczał się do powtarzania banałów upowszechnianych przez krajowe media głównego nurtu.
Ale co miał mówić, skoro Lewica nadal nie odrobiła wielu swych intelektualnych lekcji. Nie ma swojej polityki historycznej, międzynarodowej, obronnej.
Zauważcie, że dwójka najbardziej przegranych liderów politycznych, czyli Władysław Kosiniak- Kamysz i Robert Biedroń reprezentują formacje polityczne, które nadal nie posiadają własnych, silnych mediów.
Zauważcie, że trwający pojedynek Duda- Trzaskowski jest jednocześnie wielkim pojedynkiem dwóch grup medialnych. Jawnie wspierających pana prezydenta Dudę i lansujących kandydata Rafała Trzaskowskiego.
Mediów zachowujących się jak drużyny walczące na rzecz konkurujących kandydatów. Korzystające z licznych zastępów opiniotwórczych komentatorów politycznych i ekspertów. Grających też na swego kandydata.
Zauważcie, że swoje dobre wyniki Szymon Hołownia i Krzysztof Bosak zyskali dzięki swym mediom i zgromadzeniu swego eksperckiego zaplecza. Tego kandydatowi ludowców i Lewicy brakowało.
Cóż z tego, że Kosiniak- Kamysz i Biedroń dobrze wypowiadali się w mediach elektronicznych, skoro ich wypowiedzi były od razu deprecjonowane przez chóry ”niezależnych ekspertów”. I prezentowanych jako „lewicowych”, komentatorów z „Gazety Wyborczej”.
Lewica szczęśliwie wróciła do parlamentu. Niestety niektórzy jej parlamentarzyści zdają się ciągle tkwić w stanie powyborczego oszołomienia.
Towarzyszki i Towarzysze!
Potraktujcie wynik Roberta Biedronia jak ostrzegawczy, jednorazowy pobyt w Izbie Wytrzeźwień. I pamiętajcie, że zaufanie wyborców łatwo można utracić.
Zasmakowałem tego.

Bigos tygodniowy

Niestety, potwierdziły się sondaże i prezydencki kandydat Lewicy Robert Biedroń uzyskał bardzo słaby wynik, kilkakrotnie słabszy od zeszłorocznego wyniku Lewicy. Jakie są tego przyczyny? To przypuszczalnie temat na obszerną dysertację politologiczno-socjologiczną. O kampanii lewicowego kandydata nie można powiedzieć, że była słaba, a Robert Biedroń naprawdę, zgodnie ze swoim zwyczajem, solidnie pracował. Może lewicowy elektorat tak boi się wygranej Adriana, że wolał z góry zagłosować na Rafała Trzaskowskiego, żeby nie kusić ponurego losu? Zastanawiam się, czy jakieś fatum wisi nad lewicą, że za relatywnie niewielkie grzechy z przeszłości płaci tak słony rachunek, jakiego ani PiS ani Platforma nie płacą za znacznie cięższe i znacznie świeższe przewinienia? Przeczytałem kiedyś opinię, że Polacy to naród z natury reakcyjny, ale przecież był czas zwycięstw SLD i Aleksandra Kwaśniewskiego. Mam problem ze zrozumieniem tego wszystkiego, jestem głęboko zasmucony, co wraz z poczuciem bezradności wobec tego stanu rzeczy oddaje kiepski stan mojego wyborczego ducha. Jest to tym bardziej upokarzające i niepokojące, że poprzez wynik Bosaka dodatkowo urosła w siłę Konfederacja (potwierdzając niezły wynik z wyborów parlamentarnych), a to przecież czarna sotnia o cechach klerofaszystowskich, nie mniej groźna, a może nawet groźniejsza niż PiS. Warto przy tym zapamiętać, że kilka minut po ogłoszeniu wyników I tury Adrian puszczając oko do konfederatów oświadczył, że z Bosakiem niewiele go dzieli, a większość poglądów łączy. Nigdy nie miałem co do tego wątpliwości, że pisowcy to konfederaci, tylko bardziej obłudni.

*****

Nie zamierzam szukać łatwych pocieszeń, ale nie przeszkadza to zauważyć, że wynik Adriana, zwycięski w I turze, choć wysoki, wcale nie jest aż tak imponujący, jeśli zestawi się go z zasobem sił i środków jakim dysponował kandydat PiS na prezydenta wszystkich Polaków. Rzucono wszelkie siły, ministrów, posłów, europosłów, rządowe media z TVPiS a nawet samego Jaro na front walki z kontrkandydatami, w tym z Robertem Biedroniem, przypomniano wszystkie osiągnięcia (500 plus, 300 plus, trzynasta emerytura), obiecano kolejne mosty, drogi etc. i czternastą emeryturę. I co, kandydat Duda ma tylko 43,5 procenta i perspektywę niepewnej II tury? Zaprawdę dziwne to i niezrozumiałe… A tak na marginesie, poziom opowieści dziwnej treści jaką zaprezentowały zbrojne odwody PiS w toku kampanii odnośnie kandydata Trzaskowskiego, mnie sympatyka Roberta Biedronia żenowały. I śmieszno i straszno, a co będzie dalej?

*****

Wbrew głosom obwieszczającym, że frekwencja (64,5 procenta) była bardzo wysoka, ona wcale taka nie była bo wokół plus minus sześćdziesięciu procent oscyluje od trzech dekad i nie może sięgnąć siedemdziesięciu procent, porównywalnych z frekwencją wyborczą w Europie Zachodniej. Bigos przypomina, że znowu miliony wyborców pozostało w domach, nie uczestnicząc w święcie demokracji, jakim bez wątpienia są wybory choćby prezydenckie.

*****

„Krzysztof Bosak powinien teraz złożyć ofertę obozowi Andrzeja Dudy: poparcie w II turze, o ile do tego czasu będzie uchwalone #Zatrzymaj Aborcję lub wydane orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji eugenicznej. To najważniejsza kwestia w Polsce” – napisała Kaja Godek. Ja bym się zupełnie nie zdziwił, gdyby Adrian z PiS poszli na taki układ i na pogłębienie piekła kobiet, byle tylko wygrać wybory.

*****

W czasie kampanii wyborczej zdumiewało mnie, że kandydaci opozycji mówili o wszystkim, tylko nie o tym największym zagrożeniu: domknięciu przez PiS systemu władzy na co najmniej trzy i pół roku. Przy braku perspektywy wyborczej PiS pójdzie na całość i urządzi piekło nie tylko kobietom, ale wszystkim, którzy im się nie podobają. Myślę, że Robert Biedroń deklarujący oddanie głosu w II turze na kandydata Rafała Trzaskowskiego doskonale to rozumie. Posłucham mojego kandydata i skorzystam z jego rady, zachęcając do tego PT Czytelników.

*****

„Wyborcza.pl” w dniu 29 czerwca 2020r. poinformowała, że na terenie śląskiego w czasie wyborów miały miejsce 33 incydenty. Najpoważniejszy w Bytomiu, gdzie członek komisji miał sfałszować kartę do głosowania na szkodę kandydata Rafała Trzaskowskiego. Zastosowana metoda -prosta jak budowa cepa – polega na dostawieniu na tej samej karcie przy nazwisku innego niż Trzaskowski kandydata małego, malutkiego x(iksa).Gwoli wyjaśnienia ten maleńki, uroczy x spowodował, że oddany głos był nieważny. Proste? Pewnie, że proste tylko ciekawe jakie efekty przyniesie śledztwo w sprawie przerobienia karty? Jednej? Kilku? Kilkunastu? Bigos tygodniowy stawia na umorzenie postępowania, a znikoma społeczna szkodliwość czynu jako jego przyczyna będzie jak znalazł, a w ostateczności przecież za dobro się nie karze…

*****

Jakby nie dodawać, liczona w procentach suma kandydatów formacji demokratycznych (Trzaskowski, Hołownia, Kosiniak-Kamysz i Biedroń) wynosi około pięćdziesięciu procent wyborców wobec 43 procent Dudy czyli PiS. Już dawno sygnalizował to Marek Borowski, że gdyby wszystkie siły demokratyczne wzniosły się ponad wzajemną rywalizację i partykularne ambicje, to mogłyby odsunąć PiS od władzy. Jednak niestety nie potrafią się na to zdobyć.

Bigos tygodniowy

Niektórzy zastanawiają się czy postawiony na sztorc środkowy „palic” pisowskiej posłanki Lichockiej Joanny zaszkodzi PiS w kampanii prezydenckiej. „Palic” ten bowiem został niejako pośrednio skierowany do chorych onkologicznie. Opozycja domagała się przeznaczenia blisko dwóch miliardów złotych nie na TVPiS Kurskiego Jacka, lecz na leczenie chorych na nowotwory. Oglądalność „palica” w internecie jest masowa i trzykrotnie przekroczyła zainteresowanie pornografią. Pojawiło się więc szereg wypowiedzi, że ten „palic” może okazać się „palcem bożym” i urwać Dudzie nawet kilka punktów, a tym samym odebrać mu wygraną. Przez najbliższe tygodnie warto będzie uważnie obserwować losy opowieści pod tytułem: „Palic a sprawa polska”. Niektórzy ukuli już określenie PiS jako „Partii Postawionego Palca” (PPP). Afera „Palica” Lichockiej dołącza do serii afer PiS począwszy od afery KNF poprzez aferę „wież Srebrnej” po aferę Banasia. I wbrew pozorom nie jest to afera bezgotówkowa, bo sklejone są z nią blisko dwa miliardy przekazane na tzw. „media publiczne”, czyli aparat propagandowy władzy PiS.


Nazajutrz po wybuchu afery „Palica” na konwencji PiS, Kaczorus określił Dudusia-Ministranta jako „prezydenta marzeń”. Moim zdaniem nieco przesadził, bo taki n.p. Suski czy Kuchcik byłby na tym stanowisku jeszcze bardziej wymarzony, bo nawet przez moment nie udawałby, że jest samodzielny i nie zawetowałby żadnej ustawy. Duduś-Ministrant zdobył się na to bodaj dwa razy z desperacją, którą niektórzy nazywają „odwagą tchórza”.


Wprost z jednego z lubelskich kół Sojuszu Lewicy Demokratycznej dotarła do mnie wiadomość o ich reakcji na wypowiedź Roberta Biedronia o PiS, który „niszczy Polskę bardziej niż komuniści”. W największym skrócie: te słowa nie spodobały się. Zwłaszcza starsi członkowie Sojuszu uznali je za powielanie nienawistnych, prawicowych stereotypów o PRL, pytano dlaczego w ten sposób wypowiada się kandydat lewicy. Swoją opinię wyrazili po lekturze mojego wywiadu z Robertem Biedroniem dla „Trybuny”, więc przy okazji pytano, dlaczego nie zagadnąłem go o tę wypowiedź. Odpowiadam: ponieważ rozmowa odbyła się przed brukselską wypowiedzią kandydata Lewicy na prezydenta. Gdybym znał tę wypowiedź wcześniej, na pewno postawiłbym mu pytanie w tej sprawie. Bo domyślam się, przez analogię, że nie tylko członkowie lubelskiego koła SLD mogli tak zareagować na słowa Roberta Biedronia.


„Kościół się nie oczyści, gdyż wiara polskich duchownych zamknęła się w świętych obrazkach i kwiatkach z ołtarza Jana Pawła II. Ewentualnie jeszcze w kremówkach. Przypuszczam, że Monika nie była jedyna. Zdumiewające jest to, jak precyzyjnie sprawcy w sutannach dobierają sobie ofiary charakteryzujące się religijną grzecznością. Inna sprawa, że to doświadczenie pokazuje, jak sacrum potrafi zaślepić i sparaliżować” – powiedział filozof, profesor Tadeusz Gadacz.


Nie tylko sędzią być nie można nie lubiąc PiS. Nie można być także profesorem. Od ponad roku Duduś-Ministrant wstrzymuje nominację profesorską Michała Bilewicza i trojga innych renomowanych naukowców, którzy nie podobają się władzy. Z tego samego powodu nie można być także dyrektorem Muzeum Żydów Polskich Polin. Osiem miesięcy temu profesor Stola, dyrektor w poprzedniej kadencji, ponownie wygrał konkurs na to stanowisko, ale ćwierć inteligent z tytułem profesorskim i w randze ministra kultury zachował się jako to on, jak szatniarz z „Misia” Barei, według wzoru: „nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobi”. Nie uznajemy wygranego przez pana konkursu i co nam pan zrobi? Inny kandydat na profesora, którego papiery kanceliści Dudusia-Ministranta przetrzymują jeszcze dłużej, dr hab. Walter Żelazny, nawiasem mówiąc opozycjonista w PRL i emigrant, napisał tak: „Boję się, ze rządzą nami nawiedzeni wariaci, którym wydaje się, że są w stanie zmienić losy świata i sprawić, żeby wrak samolotu zaczął latać”. I on chce zostać profesorem, wiedząc, że losy jego profesury są w rękach tych wariatów?


Z rozmachem snuje plany Robet Tekieli, pierwszy jurodiwyj pisowszczyzny: „Polska będzie przewodziła Europie, być może światu”. (…) Musimy zakwestionować fundament nowożytności. Intelektualizm”. Na pewno się uda. Polak, a szczególnie Polak-Tekieli potrafi.


Wśród reklam emitowanych w TVPiS (choć nie tylko w niej) pojawia się od pewnego czasu reklama środka na kamienie nerkowe, w której pada apokaliptycznie brzmiące zdanie, że „ból nerkowy porównywalny jest z bólem porodowym”. I oni chcą większego przyrostu naturalnego? Przecież taki przekaz, to skuteczniejszy środek na ciążę i Ordo Iuris niż pigułka „the morning after pill”.


Z Brukseli dotarły słuchy, że Unia Europejska (ogólnie rzecz ujmując) poważnie przymierza się do warunkowania przyznawania funduszy unijnych z przestrzeganiem praworządności i że mocno optuje za tym Vera Jurowa. A nie mówiłem, że PiS zatęskni za Franzem Timmermansem? Tymczasm tzw. Izba Dyscyplinarna SN działa w najlepsze, a raczej w najgorsze, mimo orzeczenia trzech połączonych IZB Sądu Najwyższego oraz stanowiska organów unijnych.


Inflacja przyspiesza jak sprinter, drożyzna się rozkręca, a Duduś-Ministrant, a za nim inni pisowcy powiadają, że „jak rośnie gospodarka i dobrobyt”, to i ceny muszą rosnąć. To brzmi jak sławna fraza z „Misia” Barei: „Jak jest zima, to musi być zimno”.


To, że jedna z francuskich gmin zawiesiła partnerstwo z miasteczkiem spod Tarnowa z powodu uchwalenia przez jego samorząd „strefy wolnej od LGBT” powinno być ostrym alarmem nawet dla tych, którzy są mało wrażliwi na tę kwestię. Polska pod rządami PiS i pod silnymi wpływami kręgów czarnosecinnych, najbardziej zapiekłej, „podręcznikowej” reakcji, osuwa się moralnie na dno. Gadanie, że haniebne uchwały kierowane są nie przeciw ludziom, ale poglądom jest absurdalny: poglądy, postawy i orientacje wszelakiej natury, mają tylko ludzie. Kraj, w którym prawo przyzwala na represyjne uchwały przeciw ludziom, nie jest normalnym krajem europejskim, jest krajem z Mrożka. Wspólnym historycznym zadaniem lewicy i liberałów jest znieść w diabły paragrafy, które na to pozwalają.

Kwaśniewski dał Polsce Konstytucję, ja ją zrealizuję

– Lewica powinna z dumą przypominać, że Konstytucję, której stara się dziś bronić opozycja, stworzyła ówczesna lewica z Aleksandrem Kwaśniewskim na czele – Robertem Biedroniem, kandydatem Lewicy na prezydenta RP rozmawia Krzysztof Lubczyński.

Rozmawiamy ponownie po półtora roku od spotkania w Iławie 15 sierpnia 2018 roku, gdzie spotkał się Pan z mieszkańcami w ramach programowego objazdu kraju….
I pamiętam, że uczestnicy tego spotkania mocno narzekali na władzę samorządowe, na burmistrza. Wtedy powiedziałem im, trawestując słynne powiedzenie Jacka Kuronia, „nie palcie komitetu, załóżcie własny”, czyli zamiast narzekać weźcie się do roboty. I co się okazało? Zorganizowali się w tej Iławie, zorganizowali komitet wyborczy i wygrali wybory, a burmistrzem został chłopak, który był na tym spotkaniu, a koleżanka, która pomagała mi je zorganizować, została radną. Wzięli odpowiedzialność za swoje miasto i to pokazuje, jaka jest siła społeczeństwa. Dlatego nigdy nie zapomnę tego spotkania w Iławie.
O prezydencie mówi się, że powinien być strażnikiem przestrzegania Konstytucji. Obecny prezydent nie tylko jej nie broni, ale wręcz łamie, podpisując pisowskie ustawy deformujące wymiar sprawiedliwości. Jak Pan ocenia obowiązującą Konstytucję, czy należy w niej dokonać jakichś zmian?
Lewica powinna z dumą przypominać, że Konstytucję, której stara się dziś bronić opozycja, stworzyła ówczesna lewica z Aleksandrem Kwaśniewskim na czele. W 1997 roku podpisał on Konstytucję, która i wtedy i dziś należy do najbardziej światłych, postępowych dokumentów w Polsce i na świecie. Jest ona częścią naszego lewicowego dorobku. Ta Konstytucja broni nie tylko praworządności, ale także wartości, których nie ma w podobnych dokumentach w innych krajach, na przykład ochrony środowiska, równości kobiet i mężczyzn, świeckiego państwa, prawa do mieszkania, prawa do dobrej opieki zdrowotnej, do dobrej edukacji. To nowoczesna Konstytucja państwa dobrobytu. Chwała za to Aleksandrowi Kwaśniewskiemu i polskiej lewicy. Do zmiany w Konstytucji zawsze można coś znaleźć, ale dziś nie jest na to odpowiedni moment. To jest czas na to, by po czasie dewastacji Konstytucji przez Dudę i PiS, nastał moment jej realizacji. Gdy jestem pytany, jak wyobrażam sobie prezydenturę, to odpowiadam: Kwaśniewski dał Polsce Konstytucję, a Biedroń ją zrealizuje od pierwszego do ostatniego artykułu. Moim celem będzie zrealizować ją punkt po punkcie, jako że nie zrealizowali jej neoliberałowie z Platformy Obywatelskiej, nie realizuje prawica pisowska. Musi więc zrobić to lewica, bo ją szanuje od pierwszego do ostatniego artykułu.
Wymienił Pan Aleksandra Kwaśniewskiego jako współtwórcę Konstytucji 1997 roku. Czy to jego ocenia Pan najwyżej z wszystkich dotychczasowych prezydentów III RP?
To pytanie w stosunku do mnie retoryczne. Aleksander Kwaśniewski jest moim nauczycielem politycznym, angażowałem się w jego pierwszą kampanię prezydencką w 1995 roku na Podkarpaciu, towarzyszyłem mu w kolejnej kampanii w 2000 roku. Towarzyszyłem mu politycznie, gdy był prezydentem, towarzyszyłem mu, gdy zakładałem „Wiosnę” i gdy zakładaliśmy Lewicę. I to Aleksander Kwaśniewski namawiał mnie, żebym kandydował na prezydenta. Jest więc oczywistą oczywistością, cytując klasyka, że jest i będzie dla mnie wzorem, najlepszym prezydentem Rzeczypospolitej, bez dwóch zdań. Kolejne prezydentury nie były prezydenturami tak wielkich dokonań jak prezydentura Aleksandra Kwaśniewskiego. On nie tylko dał nam Konstytucję, ale wprowadził nas do NATO i do Unii Europejskiej, a wcześniej nas do tego przygotował mówiąc, że to polska racja stanu. Aleksander Kwaśniewski postawił kamienie milowe w dziejach III RP. Jeżeli Polska miała po 1989 roku męża stanu, który razem ze społeczeństwem dokonywał wielkich przełomów, poczynił milowe kroki, to był nim Aleksander Kwaśniewski.
Do pierwszoplanowych prerogatyw prezydenta należą: obronność i polityka zagraniczna prowadzona w porozumieniu z rządem. Prezydent jest Zwierzchnikiem Sił Zbrojnych, a kluczowe dla Polski relacje, to stosunki z USA, uczestnictwo w Unii Europejskiej i NATO, relacje sąsiedzkie z Rosją i Ukrainą. Do tego pakietu należy też uczestnictwo w partnerstwach w Trójkącie Weimarskim z Francją i Niemcami, w Grupie Wyszehradzkiej oraz w Trójmorzu. Jak widzi Pan ten kompleks zagadnień?
Zacznę od obronności kraju. PiS doprowadziło do kompletnej degrengolady tej sfery. Dziś jesteśmy w Europie kompletnie osamotnieni. Mam wątpliwości, czy gdyby Rosja napadła na któryś z krajów Europy wschodniej, w tym na Polskę, to Stany Zjednoczone pod dowództwem Trumpa byłyby bardzo chętne, by nam dopomóc. Rząd PiS tak nas osłabił, że gdyby ktoś na nas napadł, Polska zostałaby sama. To nie tylko krach polskiej dyplomacji, ale krach polskich sił zbrojnych. Widać to także po tym, jak Macierewicz potraktował weteranów Wojska Polskiego, naszych bohaterów, pozbawiając ich nawet miejsc, w których spotykali się jako emeryci. Widać po tym, jak represjonuje się dziś służby mundurowe przez restrykcje finansowe, obcinanie emerytur. Widać to po tym, jakie nieprzemyślane kroki robi się w sferze uzbrojenia. Zakupy, których się dokonuje są bardzo wątpliwe i nietransparentne. Przykładem jest zakup samolotów F-35, bez przetargu, bez offsetu, bez pomysłu co do przyszłości ich użytkowania, czyli wbrew interesowi kraju. Takich przykładów za rządów PiS jest wiele. Doprowadzono do zapaści w marynarce wojennej, której właściwie już nie ma, a nasza obronność na Morzu Bałtyckim jest zerowa. Z kolei Wojska Obrony Terytorialnej, to zabawka panów Macierewicza i Misiewicza. Wydano na nie ogromne pieniądze, a nie wiadomo jaka jest ich przydatność. Minister Janusz Zemke, który doradza mi w sprawach obronności, a jego wysokie kompetencje w tej dziedzinie są powszechnie szanowane, zawsze podkreślał, że polską racją stanu jest budowanie sojuszy i z USA i w ramach Unii Europejskiej. My natomiast klęczymy dziś przed USA i nie mamy żadnych relacji z Europą Zachodnią. Stoimy obok systemu PESCO, nie angażujemy się z jego rozbudowę, nie angażujemy się we wspólną politykę obronną, skłóciliśmy się z Litwą, z Ukrainą, został nam tylko San Escobar. To pokazuje mapę osamotnienia Polski, która stała się samotną wyspą, osamotnioną na zachodzie, na wschodzie, na północy i na południu. Tymczasem trzeba budować mosty, bo Polska musi je budować ze względu na swoje położenie geopolityczne. Naszą racją stanu jest przede wszystkim integracja ze strukturami unijnymi, ale nie może być tak, że Kaczyński siada w gumofilcach z szabelką na osła i wybiera się na Moskwę. Racjonalna polityka zagraniczna Polski powinna polegać na dążeniu do dobrych, a co najmniej poprawnych stosunków z Rosją, oczywiście bez zapominania, że Putin prowadzi swoją politykę w regionie, polegającą na jego destabilizacji, także na destabilizacji w Polsce. Mam wrażenie, że obecnie rządzący w Polsce w ogóle nie zdają sobie z tego sprawy. Obecne stosunki polsko-rosyjskie najlepiej obrazuje import węgla z Rosji. Co z tego, że Kaczyński straszy Putinem, skoro każdego dnia, setki tysięcy ton węgla z Rosji przyjeżdżają do Polski i Putin zarabia tym na antypolską i antyeuropejską propagandę. W ubiegłym roku 13 i pół miliona ton takiego węgla przywędrowało do Polski, a 5 milionów ton polskiego węgla leży na hałdach na Śląsku, choć rząd twierdzi że wspiera górników. To jest papierek lakmusowy polskiej polityki w stosunku do Rosji. Co do naszych sojuszy w ramach trzech partnerstw, to one są potrzebne, ale jako polski eurodeputowany widzę jak PiS jest w tej dziedzinie bezradny. Jestem członkiem Komisji Budżetowej Parlamentu Europejskiego i widzę, że przedstawiciele PiS bardzo słabo walczą o pieniądze dla Polski z budżetu unijnego. W ramach Trójkąta Weimarskiego nie ma żadnych relacji. Dla prezydenta Francji Polska tak naprawdę się nie liczy, nawet złajał rząd pisowski. Z Niemcami też się skłóciliśmy. Co do Grupy Wyszehradzkiej, to jej rolę widać po głosowaniach, choćby w sławetnej sprawie przewodniczącego Rady Europejskiej, kiedy to nasz rzekomo wspaniały sojusznik, Węgry, nas zdradził i przegraliśmy 1 do 27. Ani Słowacja, ani Czechy, ani Węgry z Grupy Wyszehradzkiej nas nie popierają, bo grają swoją grę. Mieliśmy budować Trójmorze, ale nic z tego nie wyjdzie, bo populistyczni liderzy bliscy ucha prezesa wykruszają się. Najlepszy przykład to Chorwacja, gdzie niedawno wybory prezydenckie wygrał polityk postępowy, lewicowy i ten kraj będzie teraz grał w drużynie europejskiej, a nie w drużynie prawicowych populistów.

Prezydent RP ma inicjatywę ustawodawczą. Pośrednio więc może mieć wpływ także na media, choćby przez tzw. ustawę dekoncentracyjną, na naukę. Zdecydowanie duży wpływ ma na wymiar sprawiedliwości, wokół którego trwa od czterech lat nabrzmiały, ostry konflikt społeczno-polityczny. Jak widzi Pan rolę prezydenta w tej mierze?
Bez niezależnego wymiaru sprawiedliwości nie można nawet myśleć o demokratycznym państwie, podobnie jak bez niezależnych, wolnych mediów, także publicznych. Co z tego, że mogliśmy niedawno uczestniczyć w demokratycznych wyborach, skoro propaganda pisowska, wsparta przez Kościół katolicki sprawia, że nie mamy pewności czy przyszłe wybory będą przeprowadzone uczciwie, a ostrzegają przed tym także instytucje międzynarodowe, zagraniczni obserwatorzy. Boję się więc o kolejne wybory, o to czy będą wolne. Trzeba więc te wszystkie instytucje odpolitycznić. Co do wymiaru sprawiedliwości, to nie PiS pierwszy zaczął jego upolitycznienie, lecz Platforma Obywatelska, bo to ona wprowadziła do Trybunału Konstytucyjnego nieprawnie wybranych sędziów. PiS użyło tylko narzędzia stworzonego przez innych i potraktowało to jako pretekst do robienia jeszcze gorszych rzeczy, do całkowitego podporządkowania wymiaru sprawiedliwości Jarosławowi Kaczyńskiemu. Dziś sędziami Trybunału Konstytucyjnego jest pani profesor Pawłowicz i prokurator stanu wojennego pan Piotrowicz, ludzie bezwzględnie oddani Kaczyńskiemu. To eksponowani sędziowie pisowskiego wymiaru sprawiedliwości, który za dobre każe, a za złe nagradza. Z poręczenia PiS otrzymuje się wszystkie kluczowe stanowiska w państwie. To przypomina państwo mafijne. Dlatego trzeba maksymalnie odpolitycznić i media, i wymiar sprawiedliwości, zabrać politykom te zabawki. Wyroki sądów powinny zapadać w imieniu Rzeczypospolitej, a nie – de facto – w imieniu PiS czy prezesa Kaczyńskiego czy prezesa jakiejkolwiek innej partii politycznej Trzeba zapewnić, tak jak jest w przypadku Rzecznika Praw Obywatelskich, aby media były całkowicie niezależne.
Ostatnio Ordo Iuris przygotowuje dla ministra nauki Jarosława Gowina projekt ustawy mającej rzekomo bronić wolności słowa na uczelniach, a w rzeczywistości zmierzającej do jej zawężenia, do założenia „kagańca”, i to ideologicznego, ludziom nauki, nauczycielom akademickim…
To jest kolejny przykład na to, że PiS traktuje Polskę i państwo polskie jak okupant teren podbity, zachowuje się jak barbarzyńcy. To jest polityka spalonej ziemi. Każdego kto staje na ich drodze próbują zdeptać, upokorzyć, wyszydzić. Było naiwnością sądzić, że jak przyjdą po nauczycieli, to nie przyjdą po sędziów, że jak przyjdą po osoby LGBT, to nie przyjdą po Żydów, że jak przyjdą po lewicę, to nie przyjdą po Platformę. Prowadzą politykę spalonej ziemi w każdej dziedzinie. Panuje zasada: nie jesteś z PiS, to jesteś naszym wrogiem, jesteś gorszym sortem. Widać to choćby w samorządach. Byłem na dużej konferencji samorządowej, gdzie samorządowcy mówili, że PiS przejmuje kolejne terytoria, które należały do samorządów, nakłada na samorządy kontrybucje, a to oznacza coraz większe podporządkowanie ich od rządu centralnego. Jeśli do tego PiS nie wynegocjuje dobrego budżetu unijnego, to będzie dla samorządów katastrofa. Tymczasem ich reforma z 1990 roku była być może jedyną prawdziwie udaną reformą po 1989 roku, a Polacy są z niej bardzo zadowoleni. I PiS to wszystko niszczy.
Nie wątpię, że jako prezydent wspierałby Pan i podpisał ustawy chroniące prawa osób LGBT, prawa ekonomiczne i reprodukcyjne kobiet, prawa do zawierania związków partnerskich. Czy uważa Pan, że jest dla nich wystarczająco przychylny klimat społeczny?
Zdecydowanie tak. Potrzebna jest jednak szczepionka przeciw prawicowemu populizmowi. Dziś stoimy przed wyborem: Duda albo anty-Duda. Cywilizacja pogardy albo cywilizacja godności. Żaden kandydat poza kandydata Lewicy nie jest w stanie sprawić, byśmy żyli w nowoczesnym państwie dobrobytu, bo oni wszyscy są mniej czy bardziej konserwatywni. Jeśli zapytamy, który z obecnych moich kontrkandydatów może doprowadzić do rozdziału Kościoła od Państwa, wprowadzić równość praw kobiet i mężczyzn, postawić na program budowy mieszkań na wynajem, wyrównywać szanse mieszkańców dużych i małych ośrodków, działać na rzecz czystego środowiska, to będzie trudność we wskazaniu takiego. Z kolei PiS wmawia nam, że Polska jest państwem dobrobytu, a trzy miliony ludzi nie ma dostępu do mieszkania, pół miliona ludzi ma dochód poniżej tysiąca złotych miesięcznie, czternaście milionów ludzi nie ma dostępu do transportu zbiorowego. To nie jest Polska naszych marzeń i tylko prezydent o lewicowej wrażliwości może to zmienić. Platforma przez osiem lat swoich rządów tolerowała zależność Państwa od Kościoła i wbrew deklaracji Donalda Tuska klękała przed biskupami. Bo tylko lewica jest w stanie nie klękać przed biskupami, i tylko ona może zatrzymać i odwrócić klerykalizację kraju.
Częścią Pana publicznego, w tym medialnego wizerunku jest wizerunek „chłopaka z prowincji”, „chłopaka z Krosna”, pochodzącego z niezasobnej rodziny. Było to dla Pana inspirujące w walce o prezydenturę Słupska i w jej sprawowaniu. Czy byłoby również inspirujące jako dla prezydenta RP? Na co mogą z Pana strony liczyć owi chłopcy i dziewczęta z Krosna, z Częstochowy, Chełma, Pruszcza Gdańskiego i z dziesiątków innych miejscowości, choćby pracujący na „śmieciówkach”?
Jestem z Krosna i jestem z tego dumny. Dzięki temu czuję, jak bije serce naszego kraju. Wiem jak się żyje w Krośnie, Słupsku, Warszawie i Londynie, bo wszędzie tam mieszkałem i wiem jak to funkcjonuje. Dzięki temu mogę wyczuwać, gdzie działa, a gdzie nie działa. Chcę być dobrym gospodarzem naszego kraju i będąc gospodarzem wspomagać jego rozwój. Dziś wielu młodych ludzi nie ma poczucia zwykłej stabilności, zawodowej, kredytowej, płacowej, mieszkaniowej. Ten ostatni brak jest może szczególnie dotkliwy, bo utrudnia młodym ludziom osiągnięcie tego, czego bardzo potrzebują, samodzielności i swobodnej samorealizacji. Prezydent, który im doradzał: weź kredyt, zmień pracę, był nie z tej planety. Dziś prawie półtora miliona ludzi pracuje na „śmieciowych” umowach i to trzeba zmieniać. Prezydent musi dbać o tych, co zostają z tyłu. Dla chłopaków i dziewcząt z Krosna mam zapowiedź – po erze wspierania dużych metropolii musi nadejść era wspierania małych i średnich miejscowości. Co to oznacza? Oznacza to dobre miejsce do mieszkania, z mieszkaniem na wynajem i dobrą pracą, a nie tylko takie, z którego się wyjeżdża i to na zawsze. Oznacza to takie miejsce, z którego można będzie łatwo dojechać do stolicy województwa, do teatru czy na koncert i wrócić tego samego dnia do domu. Tymczasem dziś ze Słupska odległość stu kilometrów pokonuje się aż w dwie godziny. Chcę być prezydentem zwykłego człowieka. Patrzeć kto zostaje w tyle i pomagać mu iść naprzód. Profesor Zygmunt Bauman mówił, że kondycji społeczeństwa nie mierzy się średnią, bo większość z nas nie zarabia średniej, większość jest poniżej średniej. Kondycję społeczeństwa mierzy się siłą najsłabszego ogniwa. Gdy to najsłabsze ogniwo jest słabe, to znaczy, że słabe jest całe społeczeństwo. Jak jest mocne, to całe społeczeństwo jest mocne. Moim celem jest to, by mocne było całe społeczeństwo.
Andrzejowi Dudzie zarzuca się nie tylko to, że jest „długopisem Kaczyńskiego”, że łamie konstytucję, ale także to, że nie zrobił nic dla spojenia zerwanej wspólnoty narodowej, dla zasypania straszliwego podziału na dwa wrogie plemiona, podziału jakiego w PRL nie było w tym stopniu. Przeciwnie, Andrzej Duda wzmacnia te podziały. Co Pan mógłby zrobić przynajmniej dla złagodzenia tych podziałów?
Jesteśmy podzieleni jak nigdy dotąd i prezydent musi pamiętać o Konstytucji. To, że obecny prezydent sprzeniewierzył się Konstytucji sprawia, że nie może już czerpać z jej mądrości. W Konstytucji jest napisane, że „Rzeczpospolita Polska jest wspólnym dobrem wszystkich obywateli”. Gdy się ma w sercu to, że są ludzie o innych poglądach, wyznających różne religie lub niewierzących, różne orientacje, to można być prezydentem wsłuchującym się w te różne wartości. Kiedy przychodzą demonstrować pod pałac prezydencki, to prezydent ma obowiązek wyjść do nich i rozmawiać z nimi. Prezydent Duda nie ma na to odwagi, bo nigdy nie przeciął pępowiny łączącej go z Jarosławem Kaczyńskim, a prezydent musi wybić się na niepodległość. Aleksander Kwaśniewski wywodził się z lewicy, ale wchodził w spory z lewicowym rządem, a jego przyjaźń z premierem Leszkiem Millerem bywała szorstka. Bo Aleksander Kwaśniewski był prezydentem wszystkich Polaków. Nawet gdy lewica forsowała jakieś rozwiązania, to on je czasem blokował w imię interesu szerszego niż interes formacji lewicowej. Nie oglądał się na legitymacje partyjne, na swoich kolegów. I takiego męża stanu Polska dziś potrzebuje. Jeśli ktoś potrafi wyobrazić sobie, któregoś z kandydatów, poza mną, kto miałby siłę i determinację, by podejmować suwerenne decyzje, to boję się że miałby problem. Prezydent musi umieć dogadywać się z ludźmi, tak jak ja to robiłem w Słupsku w ważnych dla ludzi sprawach. To jest do zrobienia, tylko trzeba szanować ludzi.
Na tym froncie domowej wojny polsko-polskiej szczególnie ostry, wręcz brutalny jest język debaty publicznej. Przypomina to dwa zwalczające się plemiona. Nawet konserwatywny profesor Adam Strzembosz, zazwyczaj bardzo wstrzemięźliwy w retoryce, powiedział o Izbie Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, że prowadzi „działalność przestępczą”, a to wiele znaczy w jego ustach. Co można zrobić by złagodzić ten brutalny język?
Wygrać majowe wybory. Musimy je wygrać dla Polski. Lont został już podpalony, a zabójstwo Pawła Adamowicza jest symptomem dużo głębszego problemu, w którym frustracja wynikająca z podziału społeczeństwa będzie narastała. Musimy wygrać wybory, by nie eskalować konfliktu, by spuścić powietrze z tego balonu. Musimy wybrać prezydenta, który ogłosi koniec wojny polsko-polskiej, który powie: dość, zostawiamy to, co było i idziemy do przodu. Oczywiście winnych trzeba osądzić, muszą ponieść karę, ale nade wszystko trzeba iść do przodu. W przeciwnym razie nie skończy się tylko na Pawle Adamowiczu i na słowach profesora Strzembosza.
A jeśli druga strona, która nawet po porażce będzie silna, odpowie negatywnie na Pana wezwanie i będzie usilnie dążyć do odzyskania utraconego pola?
Początkiem każdej dobrej zmiany, ale nie tej w cudzysłowie, jest dobra wola. Bez niej nie da się budować społeczeństwa. Raz jeszcze odwołam się do prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego – jemu się to udało. Pamiętajmy wyniki udanych referendów konstytucyjnego i unijnego, udane, a przecież nie było łatwo. Przed nami wybory, które tak naprawdę także są referendum. Tylko lewica jest w stanie pokazać, że łączy a nie dzieli, że jest solidarna. Rządy lewicy są niezbędne by przywrócić w Polsce wspólnotę i normalność. Koniec z wojną moherów z lemingami – jesteśmy Polakami.
Coraz silniej powraca pytanie: co po PiS? Czy i jak będzie to trzeba odkręcić, prawnie, politycznie. Czy przebaczenie i abolicja dla winnych łamania prawa, gruba kreska w imię zgody narodowej czy przykładne ich ukaranie przed sądami i Trybunałem Stanu? Czy ogłosić Akt Odnowy Demokracji i anihilować całą „deformę” pisowską, jak sugerują niektórzy?
Dobre pytania. Przede wszystkim my, ludzie lewicy, musimy się 10 maja zmobilizować, pójść do wyborów, zagłosować na lewicowego kandydata i pokazać, ilu nas jest. Musimy opowiedzieć jasną narrację o Polsce, bo mamy jej jasną wizję. Nie jesteśmy jak Platforma, trochę za rozdziałem Kościoła od Państwa, a trochę nie, trochę za działaniami na rzecz ochrony klimatu, a trochę nie jesteśmy. Dlatego jestem za tym, żeby wszystko to, co rząd PiS zrobił dobrze, a to i owo zrobił dobrze, pozostawić, a wszystko co złe – osądzić, ale odważnie. Nie tak, jak Platforma, która gdy przyszedł czas osądzenia Ziobry, stchórzyła, nie przyszła na głosowanie. Obecnie zbieramy w Sejmie podpisy o Trybunał Stanu dla Mariana Banasia, a Platforma znów nie chce podpisać. Wbrew pozorom PO-PiS jest wiecznie żywy. Ciągle jest tak, że gdy Kowalski ukradnie batonika, to czeka go sąd, ale jak polityk łamie prawo, to jest bezkarny. To się musi zmienić. Wszystkich tych, którzy doprowadzili Polskę do obecnego stanu trzeba będzie osądzić przed Trybunałem Stanu.
Wielokrotnie mówił Pan o konieczności zwycięstwa prezydenta z lewicy, ale jest przecież określenie „prezydent wszystkich Polaków”. Jak się Pan w tej kwestii pozycjonuje: przede wszystkim prezydent z lewicy, a w drugiej kolejności prezydent wszystkich Polaków, czy odwrotnie? Czy na przykład w jakiejś szczególnej sytuacji zdecydowałby się Pan wejść jako prezydent do kościoła?
Prezydent Rzeczypospolitej jest prezydentem wszystkich Polaków. Jednak jak, jak każdy zdrowy człowiek, mam serce po lewej stronie. Na szczęście jako prezydent miałbym Konstytucję, która jest bardzo postępowa i nowoczesna. I nie chcę być tylko strażnikiem Konstytucji, ale przede wszystkim jej realizatorem. Moją biblią, programem i drogowskazem będzie Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej. Na szczęście są w niej zapisane wszystkie te wartości, o które walczy Polska lewica. Od spraw światopoglądowych po ekonomiczne jest ona katalogiem lewicowych wartości. Jest bardzo zbliżona do naszych lewicowych marzeń o Polsce, które nosimy w sercu.
Dziękuję za rozmowę.


Dobry początek Biedronia

Protest przeciwko zamknięciu szpitala w Nowej Rudzie, zapowiedź powołania rzecznika praw zwierząt, sprzeciw wobec podpisania ustawy kagańcowej – w pierwszych dniach swojej kampanii wyborczej kandydat Lewicy Robert Biedroń „wrzucił” do debaty publicznej więcej tematów, niż jego główni rywale razem wzięci.

A i to nie wszystko, bo europoseł Wiosny zdążył również powtórzyć hasła uwolnienia polskiej szkoły od kościelnej indoktrynacji, poprzez wyprowadzenie lekcji religii z powrotem do sal katechetycznych, a na dodatek oznajmił, że Kościół powinien płacić podatki jak każdy inny podmiot w Polsce.
Biedroń nie ma za sobą ani efektu urzędującego prezydenta, jak Andrzej Duda, ani maksymalnie zmobilizowanej puli wyborców liberalnych, którzy już wiedzą, że ich kandydatką jest Małgorzata Kidawa-Błońska. Kandydat Lewicy nie ma już nawet tego efektu świeżości i nowości, który dodawał mu tyle sondażowych punktów w ubiegłym roku – chociaż niewątpliwy talent do bezpośrednich kontaktów z wyborcami i swoboda w obejściu mu pozostały, co było widać, gdy w otoczeniu sztabowców i doradców rozpoczął zbieranie podpisów pod warszawską stacją metra Centrum. O elektorat będzie musiał walczyć zupełnie dosłownie – ale pomysł na tę walkę jest, podobnie jak mocny sztab wyborczy, do którego zaangażowano najbardziej rozpoznawalne twarze parlamentarnej lewicy.
Świeżo po pierwszej, słupskiej konwencji Biedronia Tymoteusz Kochan pisał na łamach „Dziennika Trybuna”, że kluczem do sukcesu kandydata Lewicy mogą być miasta powiatowe, Polska daleka od metropolii. Ta, na którą spadały kolejne ciosy wraz z upadkiem przemysłu, ograniczeniem liczby województw, migracją do miast. Urodzony w Krośnie, budujący swój prestiż na prezydenturze w Słupsku Biedroń jest jednym z nielicznych – jeśli nie jedynym – kandydatem, który w swoich wystąpieniach jasno odwoływał się do specyficznych doświadczeń z życia poza wielkimi ośrodkami i udowadniał, że wie, jak rozwiązywać tamtejsze problemy. Do tego sytuując je w szerszym nurcie koniecznych zmian. Biorąc udział w demonstracji w obronie szpitala w Nowej Rudzie (woj. dolnośląskie) kandydat nie tylko wyraził solidarność z mieszkańcami konkretnej miejscowości, którzy wraz z likwidacją placówki poniosą poważną stratę, ale też stwierdził, że takich Nowych Rud jest w Polsce bardzo wiele. Zapaść służby zdrowia poza głównymi ośrodkami jest faktem, z którym rząd nie mierzy się w ogóle – podobnie jak ze sprawami służby zdrowia w ogólności. Za rządów PiS zamknięto ponad 300 oddziałów szpitalnych, przypominał Biedroń w związku z wyjazdem do Nowej Rudy.
Lewicowi politycy, pytani o obszary polskiego państwa wymagające pilnej naprawy, zwykli wymieniać jednym tchem, obok służby zdrowia, także mieszkalnictwo i edukację. Z Biedroniem nie jest inaczej (i dobrze). Zapytany 6 lutego w „Sygnałach dnia” o prezydencki program, wskazał te właśnie obszary. Wskazał również, skąd mogłaby pochodzić przynajmniej część pieniędzy na ambitne programy budowy mieszkań czy modernizację polskiej edukacji. – Trzeba opodatkować Kościół sprawiedliwie – oznajmił, mocno wchodząc w problematykę, w której na tle innych kandydatów, katolickich lub mocno katolickich, jest bezkonkurencyjny. I doprecyzował: księża powinni płacić podatki i cła tak samo, jak inni obywatele, a w kościołach mogłyby pojawić się kasy fiskalne. Równie jasne jest stanowisko Lewicy, jeśli chodzi o możliwość nauki religii: tak, ale dla zainteresowanych, nie na terenie państwowej szkoły. Co znamienne, te postulaty, stare i bynajmniej nie szczególnie radykalne, wystarczyły, by część prawych mediów zaczęła histerycznie wołać o „antykościelnej furii”.
Zwróciło to po prawej stronie większą nawet uwagę, niż równie stanowcza i sprawna reakcja kandydata Lewicy na podpisanie tzw. ustawy kagańcowej: gdy tylko media zaczęły informować o tym, że prezydent Duda złożył zapowiadany podpis, Biedroń udał się pod Pałac Prezydencki i jasno wskazał, co jako głowa państwa zrobi dla przywrócenia praworządności. Jednym z pierwszych projektów, jakie zamierza złożyć, korzystając z przysługujących mu prerogatyw, ma być nowelizacja ustawy o ustroju sądów powszechnych, ustawy o Sądzie Najwyższym oraz niektórych innych ustaw, w której negatywne skutki PiS-owskiej „reformy” zostaną anulowane (jeśli oczywiście zgodzi się na to Sejm).
Wszystko razem to taktyka, którą dość skutecznie posługiwało się socjaldemokratyczne trójporozumienie przed wyborami parlamentarnymi: poruszać jak najwięcej tematów, przedstawiać pomysły na naprawę w możliwie każdym aspekcie życia w Polsce, umiejętnie równoważyć tematykę tzw. socjalną (usługi publiczne, płace) oraz sprawy światopoglądu (praw człowieka, ale i praw zwierząt, którym prezydent Biedroń przydzieliłby specjalnego rzecznika). I nieważne, że wiele tych zagadnień tylko w ograniczonym stopniu zależy od prezydenta. Polskie kampanie wyborcze od lat nie służą już debacie o tym, co akurat może realnie zrobić głowa państwa, parlament czy samorządy. Dyskutuje się w nich o bieżących bolączkach, nakręca emocje, demonstruje sprawczość i gotowość do bycia z ludźmi (albo przynajmniej skutecznego pozorowania tegoż). Podczas poprzedniej kampanii parlamentarnej Jarosław Kaczyński potrafił kilkoma mocnymi przemówieniami zmusić główne media i całą klasę polityczną do rozmów o płacy minimalnej. Robert Biedroń jest postacią na tyle wyrazistą, że też nie jest bez szans, by narzucać swoje tematy, takie, w których najbardziej merytoryczne i jasno podane propozycje płyną właśnie z lewicy. Wygrać walkę o Pałac Prezydencki będzie trudno, ale zyski na przyszłość mogą być znaczące.

Biedroń na prezydenta!

Lewica wybrała kandydata na prezydenta Polski. Został nim Robert Biedroń, który oficjalnie ogłosił start w trakcie niedzielnej konwencji w Słupsku. W jej trakcie wypowiadali się też inni politycy lewicowej formacji. Publikujemy zatem to, co powiedzieli.

Polska potrzebuje prezydenta odważnego, który rozumie współczesny świat i nie boi się nowoczesności. Czas na zmianę! Czas na prezydenturę odwagi, otwartości i prawdziwej wspólnoty! Czas na Roberta Biedronia!
Kampania prezydencka rusza z ważnymi priorytetami:

  • 7,2 proc. PKB na służbę zdrowia,
  • Budowa mieszkań na wynajem,
  • Gwarantowana emerytura min. 1600 zł,
  • Przywrócenie niezależności sądów,
  • Nowoczesna gospodarka,
  • Zrównoważony rozwój całego kraju,
  • Przywrócenie znaczenia Polski za granicą.
    Kandydat na prezydenta RP Robert Biedroń
    Słupsk to miasto mojego życia. To tu dojrzewałem jako polityk, to tu odnalazłem wspólnotę. Nie ma chyba nikogo, kto by o Słupsku nie słyszał. Dziś Słupsk jest wzorem nowoczesnego miasta sukcesu. Oddłużyliśmy miasto, oddaliśmy kilkaset odnowionych mieszkań. Stworzyliśmy nowe inwestycje i miejsca pracy, miejsca w żłobkach i przedszkolach oraz udogodnienia dla seniorów. Słupsk ma dziś najczystsze powietrze w kraju!
    To będą wybory, w których zdecydujemy o tym, czy będziemy osamotnieni w Europie, rządzeni przez politycznych cyników. Czy zrobimy krok do przodu i staniemy się nowoczesnym, dumnym, europejskim państwem dobrobytu. Stoję przed Wami jako kandydat na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. To była najważniejsza decyzja, jaką podjąłem w życiu. Wierzę, że nasze marzenia są silniejsze niż lęk! Nie pochodzę z politycznej albo profesorskiej rodziny “z tradycjami”. Ale wierzę, że nie to jest warunkiem. Wierzę, że prezydentura może być dostępna dla ludzi takich jak my. Bo w końcu większość z nas nie ma rodziców profesorów, ani polityków. Czy prezydent wszystkich Polaków nie powinien mieć czegoś wspólnego z większością z nas? Znać problemów, z którymi się borykacie? Rozumieć, co to znaczy musieć ciężko pracować? Czekać miesiącami w kolejce do lekarza? Dziś każe nam się wybierać między różnymi rodzajami konserwatyzmu. A Polsce potrzeba innej ścieżki. Ścieżki, która biegnie przed siebie. Stoimy przed wyborem. Albo cywilizacja pogardy albo cywilizacja troski.
    Prezydent wszystkich Polek i Polaków powinien też wiedzieć, co nas łączy. To, co nas łączy to chęć życia we wspólnocie. Chęć wzajemnej pomocy, wsparcia i współpracy. Miejsce prezydenta jest wszędzie tam, gdzie trzeba bronić praw i interesów społeczeństwa, gdzie konieczne jest powstrzymywanie złych zapędów rządu. Prezydent musi mieć swój rozum i swój kręgosłup. Kiedy zostanę prezydentem, to premier i ministrowie, bez względu na opcję polityczną, będą moimi partnerami w pracy na rzecz Polski. Od tego zależy sukces polskiej dyplomacji, sprawność państwa, a przede wszystkim nasze bezpieczeństwo.
    Za chwilę do pałacu prezydenckiego trafi ustawa podporządkowująca sędziów jednej partii. Która pozwoli tej partii na ręczne sterowanie sędziami. Prezydent takiej ustawy nie może podpisać! Polska zasługuje na prezydenta niezależnego. Jako prezydent będę walczył o naprawę systemu opieki zdrowotnej. O dofinansowanie jej na europejskim poziomie – do 7,2 proc. PKB. Skrócimy kolejki, zapewnimy więcej lekarzy, pielęgniarek i ratowników medycznych. Zacznijmy wreszcie ambitnie projektować nowy system ochrony zdrowia. Takim krokiem będzie moja reforma polityki lekowej. Będę walczył o ustawową gwarancję, że żaden lek na receptę, nie będzie kosztował więcej niż 5 zł.
    Chciałbym, żeby już za parę lat młodzi ludzie, którzy chcą się usamodzielnić lub założyć rodzinę mogli pójść do urzędu gminy, złożyć wniosek i po kilku miesiącach odebrać klucze do własnego mieszkania. Zrobię to z Wami.
    Razem będziemy bronić Konstytucji RP. Razem będziemy pilnować tego, by była ona przestrzegana od początku do końca. Obecny prezydent chwali się relacjami ze Stanami Zjednoczonymi, ale wszyscy widzieliśmy, jak było ostatnio. Polska dyplomacja o działaniach militarnych USA dowiaduje się z mediów.
    Dziś Polska stoi węglem, który się kończy – wbrew marzeniom obecnego prezydenta. Palimy więc węglem z Rosji. Te rekordowe pieniądze, które za niego płacimy idą min. na kłamliwą propagandę Putina przeciwko Polsce. Jako prezydent Polski w 2021 roku zorganizuję duży, europejski szczyt klimatyczny. Ale nie taki, jaki organizował obecny prezydent, na którym pokazuje się dekoracje z węgla.
    Czas na zmianę! Czas na prezydenturę odwagi, odpowiedzialności i rozsądku. Na prezydenturę otwartości i prawdziwej wspólnoty. Czas na dumę z naszego kraju! Czas na dumną Polskę!
    Wicemarszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty
    Prezydent Andrzej Duda zwrócił się do górników z apelem o oczyszczenie wymiaru sprawiedliwości. Jutro powie pan z historii takie zdanie: „ręka podniesiona na władzę, zostanie odrąbana”. Wie pan, dlaczego to mówię, panie prezydencie? Bo wiem, że Robert Biedroń dzisiaj wybrany jednomyślnie przez konwencję SLD na prezydenta, będzie gwarantował nam oraz elektoratowi Sojuszu Lewicy Demokratycznej prawdę o historii, z którą w tej chwili robią, co chcą. Na ziemiach odzyskanych walczyło 300 tys. żołnierzy polskich oraz zginęło 200 tys. żołnierzy radzieckich. Na ziemiach odzyskanych 754 saperów oczyściło z min 100 tys. kilometrów kwadratowych terenu, 100 tys. km dróg, 2439 mostów, 15 tys. miejscowości. Wiecie, dlaczego to mówię? Dlatego, że nie dam tych ludzi ośmieszać. Dlatego, że to nasza historia, dlatego, że zamiast śmiać się z tego czasu powinniśmy ludziom dziękować. Powinniśmy na tych terenach wybudować obiektywne Muzeum Ziemi Odzyskanych.
    PRL miał wiele błędów, ale też miał wiele plusów. To nie było państwo niezależne tak, jakby sobie wszyscy tego życzyli, ale to był członek ONZ, to było państwo, w którym nasi rodzice, nasi dziadkowie tworzyli naszą przyszłość, i nikt tego nie wygumkuje, nikt nie będzie Lewicy zarzucał, że mówimy o polityce i o historii w sposób nieobiektywny.
    Do roku 1956 było masę niepotrzebnych morderstw, masę niepotrzebnych świństw, masę niepotrzebnych gwałtów i różnych rzeczy, za które ludzie powinni się wstydzić. Ale to były tereny naszego kraju i to nasz kraj żył i przetrwał do tych czasów. Dlatego uważam, że szacunek dla naszych rodziców, szacunek dla naszych dziadków każe mówić Lewicy, że 1600 zł najniższej emerytury to jest to, co powinno być na pewno. Jeżeli PiS uważa, że chce tym ludziom pomóc, to powinien popierać nasze postulaty.
    Obiecałem 4 lata temu, że wprowadzę lewice do sejmu, zaprosiłem Adriana Zandberga i Roberta Biedronia i jesteśmy w Sejmie oraz Senacie, skonsolidowaliśmy lewicę. Robert podczas kampanii odpowiesz na każde pytanie, nie będziesz motał, jak zapytają czy jesteś za państwem świeckim powiesz, że jesteś za świeckim! Ludzie mają prawo do wiary, ale kler musi być traktowany jak każdy inny, nikt inny tego nie powie! Nie będziesz zmieniał zdania o 500+, nie jak Platforma, która zmienia zdanie, czy ważne czy nieważne w zależności od notowań. Robert nie będzie zmieniał zdania! Wejdziemy do 2 tury i pokonamy Andrzeja Dudę, a za 3,5 roku będziemy mieli lewicowy rząd!
    Poseł Adrian Zandberg
    Usłyszałem ostatnio w Sejmie: wy, lewica, jesteście jak z Żeromskiego – znowu chcecie budować szklane domy. To, zdaje się, miała być złośliwość. Ale to prawda! Lewica mówi otwarcie: chcemy lepszej Polski – nowoczesnej i przyjaznej dla zwykłych ludzi. Polski bez nienawiści. Polski, w której jest miejsce dla wszystkich. I mamy odwagę, żeby ruszyć do przodu. Żeby Polki i Polacy mogli żyć i pracować jak Europejczycy.
    Kiedy słucham pokrzykiwań pana prezydenta Andrzeja Dudę, to myślę, że on najchętniej budowałby więzienia. Przed nami wybory prezydenckie. Czego chcą nasi konkurenci? Trzeba powiedzieć to otwarcie – oni szklanych domów nie zbudują. Ani szklanych, ani żadnych innych! Młodzi ludzie martwią się o swoją przyszłość, ale martwią się też o swoich dziadków. Milion seniorów dostaje głodowe świadczenia. Z trudem wiążą koniec z końcem. A w Sejmie? PiS i PO głosują ręka w rękę przeciwko podniesieniu emerytur W 2020 roku do wielu polskich miast – Jastrzębia Zdroju, do Łomży, do Mielca – nie dojeżdża nawet jeden pociąg. Żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku, a w niejednej sprawie ciągle trwa u nas wiek dziewiętnasty! Rządzący traktuje zwykłe, ludzkie potrzeby jakby to był jakiś luksus, na który Polki i Polacy nie zasługują. Jest styczeń. W tym roku nie spadł jeszcze śnieg, ani tu w Słupsku, ani w większości polskich miast i miasteczek. Kryzys klimatyczny idzie wielkimi krokami. Musimy przebudować gospodarkę, zanim będzie za późno. Inaczej czekają nas susze, wyłączenia prądu, brak wody w kranach. Tu nie ma co czekać, Polska potrzebuje ekologicznego przełomu.
    Pani Małgorzata Kidawa-Błońska jest sympatyczna, ale najlepiej czuje się w swoim dworku. I chyba w ogóle nie ma ochoty się stamtąd ruszać, nie mówiąc o budowaniu czegokolwiek. A Polska potrzebuje zmiany. Prawdziwej zmiany. Dziś młodzi ludzie gnieżdżą się w przepełnionych mieszkaniach. Dzielą je na pokoje, bo nie stać ich na normalne, dorosłe życie. Połowa młodego pokolenia mieszka z musu z rodzicami Co robi rząd? W całej Polsce zbudowali kilkaset mieszkań, Robert Biedroń oddawał tyle do użytku w samym Słupsku To są prawdziwe wyzwania. To są problemy, które trzeba w końcu rozwiązać. Jesienią lewica weszła do parlamentu. Pokazaliśmy, że opozycja może mieć program i wizję. Teraz czas na następny krok! Wybory prezydenckie to jest następny krok. W maju tego roku możemy wybrać prezydenta, który pchnie Polskę do przodu. Polaków stać na wiele. Nie jesteśmy gorsi od Austriaków, od Holendrów czy od Duńczyków. Możemy rozwiązać problem drogich mieszkań!
    Polska potrzebuje prezydenta odważnego. Takie, który ma swoje zdanie i jasno o nim mówi. Prezydenta, który rozumie współczesny świat. Prezydenta, który nie boi się nowoczesności. Ale też prezydenta, który chce budować wspólnotę. Prezydenta, który skończy z jadem nienawiści. Prezydenta, który rozumie, co to jest współpraca i wrażliwość na drugiego człowieka W tym roku możemy wybrać takiego prezydenta. Bo takim prezydentem może być Robert Biedroń! W tej kampanii będzie się liczyć każda para rąk. Więc jeśli myślicie podobnie, dołączcie do nas. Dołóżcie swoją cegiełkę. Zmiana jest możliwa!
    Wicemarszałkini Senatu Gabriela Morawska-Stanecka
    Mamy się z czego cieszyć. Marzyliśmy o tym dniu. Na ten dzień czekaliśmy! Wreszcie, po latach, mamy naszego kandydata na prezydenta – Roberta Biedronia! Słupsk to miasto, o którym słyszała cała Polska. Miasto, które stało się symbolem, symbolem tego, że inna polityka jest możliwa. Że politycy mogą być z ludźmi. Że zamiast odgradzać się od ludzi barierkami, politycy mogą z nimi rozmawiać.
    Spotykamy się w wyjątkowym czasie, w czasie nadziei na lepsze jutro. Nadziei na Polskę, o której zawsze marzyliśmy. Polskę, w której wszyscy mogą czuć się u siebie. Bezpiecznie. Jak w domu! Ostatni rok dał nam nadzieję. Nadzieję na to, że da się zatrzymać wszystkie złe zmiany, które wprowadza PiS – zawłaszczanie państwa, łamanie Konstytucji, naruszanie wszelkich demokratycznych reguł. Odzyskanie Senatu to początek końca rządów PiS! Początek przywracania w Polsce praworządności. Bo to praworządność jest fundamentem, na którym oprzemy pozostałe, zapisane w Konstytucji prawa i wolności. Czas na prezydenta, który sprawi, że Polska stanie się nowoczesnym państwem dobrobytu – dla wszystkich, a nie tylko dla wybranych! Mam nadzieję, że za 5 miesięcy będziemy mogli powiedzieć: Robert Biedroń jest naszym prezydentem! I tego będzie zazdrościła nam cała Europa!
    Prezydentka Świdnicy Beata Moskal-Słaniewska
    Przyjechałam do Słupska z dalekiej i ukochanej Świdnicy. Robert Biedroń jest moim przyjacielem, ponieważ mamy podobne spojrzenie na świat – jest otwarty, ma wielkie serce, jest mądry i patrzy ponad horyzont. Takiego prezydenta chcę mieć w Polsce. Jako włodarz Słupska zaprosił progresywnych prezydentów miast z całej polski, żebyśmy pokazali inny samorząd, który nie otacza się barierami, a wychodzi na ulice rozmawiać z ludźmi. Wierze, że Robert będzie takim prezydentem Polski, jakim był prezydentem Słupska. Łączą nas wspólne marzenia o Polsce. Marzę o Polsce, z której będę dumna nie tylko w Świdnicy, Słupsku i Warszawie, ale też w Brukseli i Waszyngtonie. Marzy mi się Polska, w której sprawiedliwość społeczna polega na tym, żeby pomagać słabszym i wiem ze Robert Biedroń będzie to robił! Dziś, życzę Ci jak przyjaciółka przyjacielowi – niech moc będzie z Tobą, niech nie opuści Cię entuzjazm! Wierzę w Ciebie, my wierzymy w Ciebie, niech ta wiara pozwoli Ci dojść tam, gdzie zamierzałeś. Jesteśmy z Tobą!
    Prezydentka Słupska Krystyna Danilecka-Wojewódzka
    Słupsk wita bardzo serdecznie, a ja z dumą witam w mieście moim i Roberta Biedronia. W 2014 r. mieszkańcy powierzyli nasze miasto właśnie Robertowi. Był on szefem, który mnie inspirował, dlatego chciałam z nim współpracować – dlatego przyjęłam stanowisko wiceprezydentki. Robert zawsze chciał działać w drużynie i taką stworzył i tworzy dziś z Wami. Słupsk jest średnim miastem, ale Robert Biedroń zawsze mi powtarzał: „należy myśleć perspektywami sukcesu i rozwoju, a nie ograniczeniami”. Nad tym Robert pracował przez całą kadencję jako prezydent miasta. Słupsk znajdował się w stanie zapaści, z nieudanymi inwestycjami, ale zaczęliśmy szukać innych sposobów rozwoju miasta, wraz z ówczesnym prezydentem pozyskaliśmy 400 mln złotych. W miastach powojewódzkich jak nasze problemem jest zawsze mieszkaniówka – przywróciliśmy 500 mieszkań komunalnych i socjalnych, tyle rodzin odzyskało poczucie godności. Robert Biedroń sprawił, że Słupsk jest rozpoznawalny w Polsce i Europie. Po raz pierwszy w historii wszystkie licea z naszego miasta są w rankingu Perspektyw. Wyposażamy młodych ludzi w umiejętności przyszłości robisz kolejny krok po tej ważnej dla nas w Słupsku zmiany. Robert – byłeś w Słupsku w nieustannym dialogu – a tylko z tego możemy mieć mądre i odważne społeczeństwo. Powodzenia!
    Regionalna koordynatorka Przedwiośnia Monika Figuajska
    Ja jak wiele i wielu z Was, mam marzenia. Odebrać edukację, która przygotuje mnie do życia. Znaleźć pracę, w której nie będę zarabiać mniej tylko dlatego, że jestem kobietą, a jedyną formą zatrudnienia będzie śmieciówka. ki świat mamy budować i co pozostawimy w spadku przyszłym pokoleniom. Czy w ogóle będzie co zostawiać? Ziemia jest naszym wspólnym dobrem i wspólną odpowiedzialnością. Dobrem wspólnym wszystkich żywych istot, wzajemnie od siebie zależnych. Niestety, nie zważając na skutki, eksploatujemy zasoby i nie troszczymy się o całą – znacznie liczniejszą – resztę tych bytów, które żyją, czują, odchodzą, tak samo, jak my. Od ponad 10 lat mam stwierdzoną astmę oskrzelową. Już wtedy mówiono, że jedną z przyczyn jest smog. Mamy rok 2020. I wiecie co? Nic się przez 10 lat nie zmieniło, tzn. nie zmieniło się na lepsze, bo oddychamy coraz gorszym powietrzem. Rządzący przez ten cały czas chowali głowy w piasek, udawali, pomimo jednoznacznych danych i apeli naukowców i ekologów, że problemu nie ma.
    Uwierzyłam, że się da. Znalazł się polityk, który chciał mnie wysłuchać. Spełnić moje marzenia. Szansę na lepszą Polskę wskazał Robert Biedroń. Polityka dla młodych ludzi musi być bardziej otwarta. Bliska i łatwa w zrozumieniu. Polska edukacja musi zostać zmieniona. Nie chcemy lekcji religii w szkołach. Potrzebujemy rzetelnej edukacji ekologicznej i seksualnej. Ze specjalistami, nie księżmi. Chcemy dokładnie zaplanowanej przyszłości. Kiedy powstało Przedwiośnie, stworzono miejsce dla osób z chęcią zmieniania rzeczywistości. Spójrzcie jak dużo nas tu dzisiaj jest. W niespełna rok staliśmy się największą młodzieżówką w Polsce. Młodzi w końcu znaleźli swoje miejsce.

Czy niemożliwe będzie możliwym?

Niedzielne Konwencje SLD i Wiosny wybiorą Roberta Biedronia
kandydatem polskiej lewicy na prezydenta RP.

Jaki jest Rober Biedroń każdy może zobaczyć. Bo każdy decydujący się na kandydowanie w wyborach prezydenckich przestaje być osobą prywatną. Zwłaszcza w czasach polskiej mediokratycznej demokracji.

Wtedy bowiem media, zwłaszcza te nieprzychylne kandydatowi, skrupulatnie prześwietlają każdy szczegół jego życia. Czasem nawet życia przed narodzeniem kandydata, bo w IV Rzeczpospolite narodowo – katolickie media sprawdzają również pochodzenie i genealogię kandydatów.
Ze starannością godną entuzjastów ustaw norymberskich z 1935 roku.
Nie zdziwcie się zatem, kiedy zobaczycie w Internecie wszystkie głupie wypowiedzi Roberta Biedronia i jego udziały w głupszych programach telewizyjnych. Nietrudno takie znaleźć, bo mądrych telewizyjnych programów wielce nam brakuje.
Warto przypomnieć sobie, że każdy kto dłużej uczestniczy w polskim życiu publicznym też zdążył nieraz głupio się wypowiedział i też nieraz uczestniczył w przeróżnych „teledurniejach”.
Na szczęście nie każdy z nas kandyduje na prezydenta RP. Dlatego może zachować w swej niepamięci chwile swej minionej głupoty.
Kampania rusza i pomimo, iż każdy z nas może, i będzie mógł zobaczyć jak wygląda Robert Biedroń, to nie każdy jeszcze wie jakim Robert Biedroń dzisiaj jest.
Znam go od ponad dwudziestu lat. Zaczynał jako lewicowy aktywista. Związany z grupami organizującymi pierwsze Parady Równości i środowiskiem młodych polityków SLD.
Potem Robert Biedroń kilkakrotnie udowadniał, że możliwe jest coś, co wszyscy śmiertelnie poważni politycy i dyżurni znawcy polskiej sceny politycznej, uważali za niemożliwe.
Został wybrany pierwszym posłem na Sejm RP otwarcie deklarującym swą homoseksualną orientację.
Potem został pierwszym progresywnym prezydentem miasta Słupska. Uchodzącego wtedy za biedną, konserwatywną, prowincjonalną dziurę. Wtedy ponownie przekroczył polską, mentalną barierę.
Kiedy w zeszłym roku został wybrany posłem do Parlamenty Europejskiego było już mniej zdziwień. Widać opinia publiczna uznała, że Biedroń jest bardziej europejskim politykiem niż tym swojsko-polskim.
Teraz w swoim Słupsku rozpocznie kampanię prezydencką. Jako jedyny kandydat polskiej lewicy. Jedyny kandydat lewej strony polskiej sceny politycznej. Progresywny, mówiąc po europejsku.
Minimum, maksimum
Każdy krajowy realista polityczny nie postawi dolarów na Roberta Biedronia w politycznym wyścigu do prezydenckiego pałacu.
Każdy realista stwierdzi, że plan minimum dla polskiej lewicy to dobrze przeprowadzona kampania wyborcza. Promująca kandydata Biedronia i lewicowy program całej formacji.
Aby to czynić Robert Biedroń musi przekroczyć kolejną mentalną granicę.
Dotychczasowy gej i lidera lewicy musi przekształcić się w lidera lewicy. O znanej powszechnie homoseksualnej orientacji.
Promocja programu polskiej lewicy może okazać się w tej kampanii wyborczej ważniejsza od promowania samej osoby kandydującego. Robert jest wystarczająco rozpoznawalny jako barwny, śmigający polityk młodszej generacji.
Teraz Robert musi udowodnić też, że jest kandydatem wszystkich lewicowców w naszym kraju. Nie tylko młodych, śmigających.
Prominenci PiS nie ukrywają, że uczynią wszystko aby kampania wyborcza była jak najkrótsza. Aby pan prezydent Duda wygrał już w I turze wyborczej. Bo doskonale wiedzą, że w II turze ma wielkie szanse aby przegrać z wspólną kandydaturą zjednoczonej opozycji. A taka przegrana zablokowałaby szaleństwa polityczne elit PiS.
Plan minimum dla lewicy i Roberta Biedronia to skuteczne rozpropagowanie lewicowych idei w każdym zakątku naszego kraju. I uzyskanie dwucyfrowego wyniku przez tego naszego kandydat.
A potem wspólna walka wyborcza, wsparcie najlepiej ocenionego kandydata wspólnej opozycji demokratycznej z urzędującym panem prezydentem Andrzejem Dudą.
Plan maksimum to udział jedynego kandydata lewicy w drugiej turze wyborczej. I wspólna walka wyborcza opozycji z narodowo – katolicką konserwą polityczną.
Czy to co dzisiaj uznawane za niemożliwe, może już jutro okazać się możliwym?
Wszystko jest w naszych głowach i naszych rękach. W naszych kartach wyborczych.
Trzeba dziś przyjąć, że skoro „Roma locuta, causa finta”, to Robert Biedroń jest naszym jedynym kandydatem.
To oznacza, że popieramy go niezależnie od jego wcześniejszych błędów.
Bo lewicowi wyborcy nie mogą zachowywać się jak mazgaje polityczni. Dawać się rozgrywać i wodzić przez narodowo – katolickich prominentów PiS.
W 1990 roku Włodzimierz Cimoszewicz kandydując jako ten z góry skazany na porażkę pokazał lewicowy wyborcom, że jeszcze lewica w Polsce nie umarła.
W roku 1995 Aleksander Kwaśniewski dowiódł, że niemożliwe może być możliwym. Że warto wybierać przyszłość zamiast ekshumować polityczne trumny z poprzedniego wieku.
Teraz Robert Biedroń i jego sztab wyborczy mają szansę udowodnić, że inna polityka jest możliwa. I przyszłość Polski to zjednoczona lewica.
Redakcja „Trybuny” będzie jawnie i aktywnie popierać kandydata lewicy na prezydenta RP, czyli Roberta Biedronia.

PS. Ale już po wyborach prezydenckich okres ochronny dla Roberta Biedronia na naszych lamach skończy się.

Księga Wyjścia (41)

Ballada o dobrej porze na umieranie.

Dopadło i mnie. Po świętach, nowym roku i wizycie króli, którą przeoczyłem, dopadła mnie jakaś paskudna zaraza. Wirus, lub solidne przeziębienie. Ponieważ tak czy inaczej wybrnę z tego, nawet jeśli to ptasia grypa to nie mam szans by umrzeć – na co trochę liczyłem. Pomyślałem, że zamiast się męczyć i licząc na skuteczne zejście z tego świata, zwijać się w bólach, gorączce i kaszlu to pójdę do lekarza, by skrócił te bezużyteczne cierpienia, które w żaden sposób nie uszlachetniają. Na fundusz oczywiście. Gdy zacząłem już zbierać się do przychodni, uświadomiłem sobie, że jest to akurat jeden z tych wolnych dni, albo niedziela, albo wizyta monarchów, których liczba, za sprawą jednego polityka, stała się dyskusyjna, i jak co roku również wtedy wszystko jest zamknięte. Oprócz placówek pocztowych zwanych „Żabkami”.
Będąc jeszcze dzieckiem, byłem przekonany, że owi królowie przychodzą zadać matematyczne zadanie domowe, które zrozpaczeni ludzie wypisują na drzwiach. Cholernie to trudne, bo z trzema niewiadomymi – K+M+B. Wiele razy głowiłem się nad rozwiązaniem, ale żeby chociaż jedną wartość została podana. Po jakimś czasie dowiedziałem się, że nie ma to nic wspólnego z matematyką i zły na siebie, że zmarnowałem tyle lat, z wściekłością patrzę gdy ludzie wypisują to „zadanie” na drzwiach. Tak naprawdę wciąż nie wiem co to znaczy, poza tym że są to pierwsze litery imion rozdzielone krzyżykami. Ale przecież ten krzyż według legendy postawiono trzydzieści trzy lata później. Chociaż co się dziwić, w Polsce mieszkam przecież.
Ale przerwałem opowieść o wyjściu do lekarza, bo nie o ilość koronowanych głów tu chodziło, ale o to, by się nie męczyć, jeśli nie ma cienia szansy na śmierć. w każdym razie chwilę zastanawiałem się co robić. Iść do swojej przychodni, czy od razu do całodobowej. Tak, Puławy są takim miastem, gdzie funkcjonuje coś takiego jak całodobowa przychodnia, czynna również w święta. Uznałem, że w święta zwykła przychodnia będzie nieczynna, więc poczłapałem do całodobowej, przyszpitalnej. Tłok jak jasna cholera, na szybko obliczyłem, że dwie godziny czekania. Ale trudno, jak już jestem to zaczekam. Zresztą, w domu leżałbym w łóżku klnąc cały świat. A publicznie nie wypadało. Gdy tak siedziałem w kolejce, zacząłem zastanawiać się nad dosyć kluczową sprawą, jaką jest życie i śmierć. Doszedłem do wniosku, że najlepsze co można w życiu nas spotkać, to śmierć w odpowiednim momencie. Nie wolno czekać, łudząc się, że przyjdzie na to lepszy czas. Nie przyjdzie.
Jeśli uda się umrzeć w porę, to po pierwsze zapamiętają nas dobrze, jest szansa nawet, że jakaś namiastka bohaterstwa się przyklei. Gdy przeciągniemy ten moment, znudzimy sobą innych, zostaniemy tetrykami, a wszystkie osiągnięcia pójdą w cholerę. Umierając wcześniej pozostawimy niedosyt, wrażenie typu: „jeszcze tyle mógł zdziałać, miał ogromny potencjał”. Potencjał też pójdzie w cholerę, bo jest raczej imaginacją otoczenia, niż faktycznymi możliwościami spóźnionego nieboszczyka. Umierając wcześniej zostawiamy lepsze wrażenie, nawet, jeśli nie byliśmy święci. Tylko śmierć może trwałe je zatrzymać. Nie dotyczy to ludzi naprawdę wyjątkowych, ci mają ten komfort, że mogą sobie pozwolić na śmierć, kiedy ta do nich przyjdzie. No i ludzi nijakich, takich którzy cicho przechodzą przez życie.
Jak rozpoznać ten moment? Dobre pytanie, to chyba zależy od intuicji, wyczucia, kiedy udało się wejść na szczyt i tuż przed pierwszym krokiem schyłkowym – umrzeć. U mnie za późno, więc łażę po lekarzach. Gdy przyszła moja kolej, przyjęła mnie lekarka, która dawno powinna być na emeryturze, nie traktuję tego jak wyrzut, skąd. To komplement i byłem nawet zadowolony, ponieważ ktoś taki poza wiedzą medyczną, ma również ogromne doświadczenie. Porozmawiałem z nią chwilę, okazało się że pracuje w jednej z gminnych przychodni na terenie powiatu, a jak są dni, że nie ma kim obsadzić, to ściągają ją do Puław. Na oko przekroczyła osiemdziesiatkę.
Po dokładnym zbadaniu, stwierdziła powszechnego teraz wirusa, który różnie się objawia i zapytała, czy zgadzam się na antybiotyk. Z czymś takim się nie spotkałem, kiedyś lekarz wypisywał, kazał brać przez pięć dni, kupić osłonę i do widzenia. Wykupiłem leki i doczołgałem się jakoś do domu. Włączyłem telewizor, większość czytelników zapewne wie, że jest taki etap choroby, w którym nie da się czytać. Oczy bolą i przednia część głowy. Czoło rozsadza. I włączyłem ten telewizor. Chyba nie mogłem zrobić nic gorszego, będąc chorym należy wielokrotnie się zastanowić, zanim weźmie się pilota.
Po pierwsze SLD nie czekało do 19 stycznia, tylko już poparło Roberta Biedronia na kandydata, nie będę pisał na łamach DT co o tym myślę, bo i tak nie pójdzie, zrobiłem to na fb w krótkim felietonie pt: „Ogórek Czarzastego”. Za chwilę dowiedziałem się że Trump zabił Irańskiego generała Sulejmana. Bez wypowiedzenia wojny, bez wyroku sądu. Ot tak, wziął i wydał rozkaz. Trochę to przerażające, bo gdy zaczną rakiety irańskie lecieć na Puławy, to po pierwsze nie umrę w porę, bo jak ustaliliśmy ona minęła, po drugie nie zdążę powiedzieć że nie miałem z tym nic wspólnego. Nawet nie zdążę powiedzieć czepcie się Millera, za więzienia CIA.
Reasumując, lewica wybrała kandydata, który podczas kampanii dwukrotnie oszukał wyborców, dzięki niemu ani prof. Monika Płatek nie została eurodeputowaną, ani lewicowa działaczka, wieloletnią posłanka Jolanta Banach nie weszła do sejmu. Lewicowość Biedronia dotyczy tylko sfery obyczajowej i nienawiści do faszyzmu. Tylko z faszyzmem jest tak, że nikt go nienawidzi. Nawet faszyści, taka to ideologia.
Trudno nie dostrzec analogii między Wiosną, a Nowoczesną, między Petru, a Biedroniem. Pierwszy był niedouczony, drugi zwyczajnie kłamie. Teraz wykręca się, że mówił „prawdopodobnie”. Sprawdziłem. Powiedział, że prawdopodobnie nie zdąży zrzec się mandatu, ponieważ zaprzysiężenie w Europarlamencie, będzie później, niż wybory w Polsce, więc mandatu nie przyjmie.
Żałowałem, że włączyłem telewizor, natychmiast przełączyłem na Canal Plus i obejrzałem program o chińskiej grupie etnicznej, w której dominującą rolę sprawują kobiety. Społeczeństwo matchrialne. Po obejrzeniu, myślałem że tylko jedno takie jest na świecie, ale zaraz rzuciłem się w otchłań Internetu i odnalazłem więcej takich grup etnicznych. Wydało mi się to czymś nieprawdopodobnym, ci ludzie nie znali przemocy, w ich języku nie ma słowa gwałt, a jedna z kobiet opowiadając swój wyjazd do miasta, z przerażeniem opowiadała jak była świadkiem kłótni jakiejś pary w knajpie. Była zszokowana, bo to dla niej niepojęte.
Ludzie bez agresji. I tego nam wszystkim życzę w nadchodzącym roku. Do przeczytania za tydzień.

 

Styl Ważny tunajt

Nigdy nie byłem dobry z matematyki. Prawdę mówiąc, zawsze byłem fatalny. Do dziś mi to zostało. Nic z niej nie rozumiem i nie poradziłbym sobie nawet z prostym równaniem. Wiem jednak, że w skomplikowanych obliczeniach na wielkich liczbach nie liczy się w finale porwany wynik, a przynajmniej nie tylko. Jest coś jeszcze.

Czytałem kiedyś o tym, jak dwóch młodych naukowców, fizyk i matematyk, przeprowadzało publicznie, w tej samej sali wykładowej, na oczach publiczności, wielogodzinne, skomplikowane obliczenia, żeby dowieść tego, czego należało dowieść. Ich rywalizacja była swego rodzaju konkursem. Używali metod i narzędzi według swojego uznania. Głosować miała publiczność, a nad całością konkursu czuwała komisja, złożona z profesury kilku technicznych uczelni. Zarówno fizyk jak i matematyk zakończyli swoje obliczenia mniej więcej w tym samym czasie. Osiągnęli te same wyniki. Głosy publiczności podzieliły się po równo. Zadecydować miał więc wyrok komisji. Ta debatowała długo i w końcu orzekła, że zwycięzcą zostaje jeden z nich, nie pamiętam, czy fizyk czy matematyk, ponieważ, mimo że obaj doszli do tych samych wniosków, obliczenia zwycięzcy były dla komisji bardziej „stylowe” i „zgrabniejsze”. Facet miał po prostu swój własny „styl”. I to przeważyło.
Na Lewicy trwały do niedawna dziwne gonitwy myśli, kogóż to biedaczka wystawi w wyborach prezydenckich jako swojego kandydata, i dlaczego będzie to ktoś z dwójki Biedroń-Zandberg. Pojawiały się głosy, że zwycięsko z tej rywalizacji wyjdzie ten trzeci, lub raczej, ta trzecia. Jak królika z kapelusza wyciągano wówczas kontrargument w postaci eksperymentu z Magdaleną Ogórek, i nie powiem, to mogło dawać do myślenia. Kiedy wszyscy, zarówno obserwatorzy polskiej scenki politycznej jak i sami ludzie Lewicy, pogodzili się z tym, że nazwisko kandydata poznają podług przyjętej i sprawdzonej metody: konwencja wyborcza, nazwisko w świetle jupiterów i konferencja prasowa, zwischenruf postanowił wykonać Włodzimierz Czarzasty, który między trzecią kawą a piątym papierosem zapowiedział, że kandydatem Lewicy będzie Robert Biedroń, a Razem musi to zaakceptować, bo nie ma innego wyjścia, gdyż tak się umówili. I kropka. Dopił kawę, dogasił papierosa i wrócił do swoich obowiązków. Pewnym było, że albo Biedroń albo Zandberg. Postawiono na Biedronia, niech ma. Ja postawiłbym pewnie na kogo innego, ale gra się zespołowo i do tego tak, jak przeciwnik pozwala. Ale czemu zrobiono to w tak marnym stylu. Na to nie mam wytłumaczenia. Ani usprawiedliwienia. Sprawy z wyborem własnego kandydata na najwyższy urząd w państwie, nie można potraktować jak uświadomionej konieczności. Po pierwsze trzeba to zrobić mądrze; utrzeć głosy, wypracować sensowną argumentację, dlaczego ten, a nie inny. Gdy się już to wszystko zrobi, postarać się nadać porządną i godną oprawę swoim własnym wyborom, a nie powiedzieć coś półgębkiem na korytarzu jakby człek wstydził się tego, co mówi.
Tak nie może zachowywać się ktoś, kto myśli o zwycięstwie. Kto chce zwyciężać, a nie być zwyciężanym. Przede wszystkim, nie może tak myśleć i postępować partia lewicowa ani lewicowy kandydat. On ma mieć styl. Własny, niepowtarzalny styl, którym zjedna wokół siebie ludzi. Dziś w Polsce, w starciu z astylowym Andrzejem Dudą i posłanką Kidawą w stylu retro, to wcale nie aż takie trudne. Trzeba jednak mieć świadomość, że coś takiego jak styl, w tym co się robi i mówi, jest istotny. I że pierwsze wrażenie, kiedy się je zepsuje, ciężko odzyskać. Komunały? Pewnie tak, ale w dobrym stylu.

Bigos tygodniowy

Nie pozostaje nic innego jak uznać za trafne określenie Roberta Biedronia aktualnego lokatora Białego Domu, jako „furiata waszyngtońskiego”. To co robi Donald Trump przekracza nawet te wyśrubowane standardy, do których przyzwyczaili nas prezydenci USA. Można być jak ja, o tysiąc lat świetlnych od sympatii do Iranu, antypatycznego państwa totalitarnego, ponurej teokracji, a jednocześnie uznać skrytobójcze (bo tak to wypada określić) zabicie irańskiego generała Kasima Sulejmaniego za akt krańcowego szaleństwa. I ten człowiek (Trump) w chwilę po tym pisze na twitterze, że Iran „nigdy nie wygrał wojny, ale nigdy nie przegrał negocjacji). I znów wkrótce po tym grozi zniszczeniem zabytków Iranu (starożytnej Persji), co jest zapowiedzią zbrodni wojennej. I znów za chwilę grozi 52 odwetami za 52 krzywdy wyrządzone Stanom Zjednoczonym, co przypomina metodę hitlerowską. Ten człowiek wyraźnie podlega huśtawce emocjonalnej, zrównoważony to on nie jest, co w przypadku prezydenta USA jest przerażające. Na domiar wszystkiego sekretarz Pompeo oburza się, że Europa przyjęła szaleństwa Trumpa bez entuzjazmu. Jeśli Sulejmani był zbrodniarzem wojennym, trzeba było dążyć do postawienia przed trybunałem, a nie zabijać skrytobójczo. I pomyśleć, że Polska ma mieć tego furiata za najlepszego sojusznika i opiekuna! Impeachment byłby najlepszym rozwiązaniem, ale bardziej realna jest reelekcja tego….
*****
Władimir Putin nie jest bohaterem mojego romansu, ale ta uporczywość komentatorów od prawa do lewa w potępianiu go, to gorliwość i poprawność polityczna godna lepszej sprawy. Jeśli Putin powiedział, że Polska wywołała II wojnę światową, to minął się z prawdą. Jednak flirt II Rzeczypospolitej z III Rzeszą był faktem. Rozpoczął się paktem o nieagresji, i trwał poprzez wizyty niemieckich dygnitarzy ze szczytów władzy jak Goebbels czy Goering („Pan Goering znów do Białowieży na małe polowanko wpadł…”), wzięcie Zaolzia przy okazji monachijskiego rozbioru Czechosłowacji aż po wizyty Becka u Hitlera w Berchtesgaden i Ribbentropa w Warszawie zimą 1939 roku. Odnośnie wypowiedzi Putina warto odnotować satysfakcję wreszcie, jakiej doznaliby, gdyby żyli twórcy komedii filmowej „Jak rozpętałem II wojnę światową”, reżyser Tadeusz Chmielewski i główny bohater Franek Dolas, grany przez Mariana Kociniaka.
*****
Prymas Irlandii Eamon Martin wystąpił w obronie Grety Thunberg. Co na to Jędraszewski, który się nad nią wyzłośliwiał? Młodzi ekolodzy krakowscy powinni pójść pod jego pałac w najbardziej zasmogowanym mieście świata (tak jest!) z transparentem „Mój arcybiskup jest starą świnią ekologiczną”. I oczywiście od razu przeprosić świnie. Jedyne pocieszenie, że Jędrasz wdycha to samo powietrze, co jego owieczki.
*****
„Król Skorpion” ustąpił. Z nim jest trochę tak, jak z nieodżałowanym profesorem Geremkiem – nigdy nie było wiadomo czy będąc na schodach, schodzi czy wchodzi. Na czas obecny było to jednak jedyne rozsądne rozwiązanie bo Platforma tkwi w pacie. Tym ruchem okazał „Król Skorpion” polityczny rozsądek i zręczność, bo to jest jednak polityk pierwszej gildii, nie można mu odmówić pewnej klasy i zasług. Pojął, że swoją osobą obciąża przede wszystkim Kidawę-Błońską i jej szanse prezydenckie. Ale nie trzeba zapominać, że to jednak Skorpion, a skorpion może się zaczaić i kiedyś ukąsić znienacka kogo trzeba.
*****
Co do Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, to największą wadą tej Wytwornej Damy Kier jest jej dobre wychowanie, maniery i kultura bycia, co osłabia jej szanse w społeczeństwie ludzi źle wychowanych. Ludzie na ogół nie przepadają za nadmiernie dystyngowanymi nauczycielkami, bo uważają ich sposób bycia za zawoalowaną postać wywyższania się, a nawet pogardy. Przesadzają, ale tak jest. Gdyby Polska była monarchią, to co innego. Królowej przyznaje się prawo do maksymalnej dystynkcji i noszenia korony, ale prezydentce demokratycznej już nie. Gdybym więc miał coś podsunąć jej spin doktorom pani Kidawy-Błońskiej, to zrobienie jej szybkiego, bo czas goni, treningu lekkiego zejścia z dystynkcji i manier. Chodzi o to by korona troszeczkę się jej na głowie przesunęła. Zdecydowane powinni też szybko poprawić jej sprawność retoryczną (są na to specjalne techniki instant), która rzeczywiście pozostawia wiele do życzenia. Radzę to bez kpiny, z dobrego serca, na wypadek, gdyby do drugiej tury nie wszedł kandydat lewicy.
*****
Na kur-wizji, złotousty konfederat Grzegorz Braun próbował przebić się z tajemniczym wątkiem zgubionego czy zniszczonego laptopa Ziobra, w którym podobno są jakieś kompromitujące dla tegoż materiały. Coś musi być na rzeczy, bo funk. propag. Klarenbach gasił go intensywnie i nerwowo. Na razie wokół sprawy cisza.
*****
„W dzisiejszych atakach na duchowieństwo czuć podobną żądzę mordu. Nie mogą zamordować fizycznie, to chcą zamordować duchowo. Wysyłają do piekła. Trzeba się przed tym bronić i to odsłaniać, podobnie jak Jezus odsłaniał” – powiedział w Telewizji Trwam ksiądz Oko. A na razie ci prześladowani zaczynają instalować w kościołach tacomaty. Bo co najbardziej lubią księża? „Kase, misiu, kasę”. Jak ten proboszcz, co nazwał parafian „skąpcami”, bo mu dali za mało kasy na drzwi. tekst