Postęp w budowie

Był elokwentny, miły, powszechnie znany kandydat. Reprezentant trzeciej siły politycznej obecnego parlamentu. Osiągającej kilkunastoprocentowe, sondażowe poparcie. Odwołujący się do lewicowych i ostępowych Wyborców. Czyli do przynajmniej jednej piątej polskiego społeczeństwa.Dlaczego ci lewicowcy i postępowcy nie zagłosowali na Roberta Biedronia ?
Można na to odpowiedzieć jednym zdaniem.
Wybory prezydenckie stały się politycznym plebiscytem i dlatego postępowi oraz lewicowi wyborczy postanowili nie czekać drugiej tury, i od razu wybrać swego najmocniejszego Anty Dudę.
Został nim Rafał Trzaskowski, a Robertowi Biedroniowi pozostała rolą politycznej asysty.
Zresztą żaden rozsądny analityk polskiej sceny politycznej nie liczył, że Robert Biedroń zostanie prezydentem RP. Nawet że wejdzie do drugiej tury.
Biedroń, jako kandydat Lewicy, miał wypełnić dwa zadania w tej kampanii prezydenckiej.
Maksymalnie upowszechniać program Lewicy korzystając z zainteresowania mediów oraz wywalczyć dobry wynik poparcia. Dla siebie i Lewicy.
Bo dobry wynik takiego partyjnego kandydata skutecznie pozycjonuje jego macierzystą formację. Nadaje jej dodatkowej rangi, co bardzo ważne jest w warunkach polskiej mediokracji.
Zauważcie jak dobry wynik Krzysztofa Bosaka radykalnie wywindował i uszlachetnił medialny obraz jego Konfederacji. To teraz ona w polskich mediach awansowała na trzecią siłę polityczną.
Kiedy Robert Biedroń rozpoczynał swą kampanię komentatorzy polityczni uważali, że notowany w pierwszych sondażach, dwucyfrowy wynik będzie jego sukcesem. Wynik jednocyfrowy okaże się jego porażką. Wyniku w granicach błędu statystycznego nikt wtedy nie przewidywał.
Program Lewicy programem
Robert Biedroń deklarował się jako „jedyny postępowy kandydat” w prezydenckich wyborach. Identyfikację z nim potwierdziła jedynie nieduża, głosująca na niego grupa postępowców.
Czemu czar jego postępowości na nich nie zadziałał?
Zapewne postępowi, lewicowi Wyborcy oczekiwali na radykalną zamianę. Dostali co prawda od Roberta cały koszyk postępowych, lewicowych propozycji i haseł, zachwycających mnogością, ale ich ilość nie stworzyła nowej jakości.
PiS wygrywa od 2015 roku wszystkie wybory, bo zaproponował wyborcom swoją IV Rzeczpospolitą. Alternatywną wobec „ruiny III RP”. Zaproponował im Dobrą Zmianę.
Jeśli Lewica nie stworzy swej V Rzeczpospolitej, lewicowej wizji nowej sprawiedliwej społecznie i demokratycznej Polski, alternatywnej wobec IV RP i III RP też, to dalej może produkować sobie kolejne postępowe i lewicowe hasła.
I potem dziwić się, że niektóre z nich przejmuje PiS, inne Koalicja Obywatelska, a jeszcze inne powstający ruch społeczny Szymona Hołowni.
Bez takiej ustrojowej alternatywy Lewica dalej będzie pierwszorzędną drugoplanową formacją polityczna.
Larwa w kokonie
Lewica wróciła do parlamentu, bo polscy lewicowi wyborcy udzielili jej kandydatom solidnego, bezwarunkowego kredytu zaufania w zeszłorocznych wyborach. Kredytu za samo zjednoczenie się. Za cudowne połączenie na listach wyborczych trzech różnych lewicowych formacji.
Za nadzieję, że przyszli ich parlamentarni reprezentanci stworzą tam silną, skuteczną lewicową formację.
Rok prawie minął, a Lewica dalej jest w stadium politycznej budowy. Zjednoczenie SLD i Wiosny może nastąpić jesienią tego roku. Razem wybrało swą autonomię. Na razie, jak tona budowie, panuje znana nam prowizorka.
Zapewne nie tak wyobrażali sobie swoją nową Lewicę wyborcy w 2015 roku. Skoro teraz tylko niecałe ich 3 procent zdecydowało się na akt identyfikacji z jej Reprezentantem.
Czy pozostali, tamci i inni, lewicowi wyborcy, niegłosujący na Biedronia, pokazali tym Lewicy i jej kandydatowi ostrzegawczą „żółtą kartkę”?
Wyraz zniecierpliwienia panującą na Lewicy prowizorką?
W czasie kampanii wyborczej słyszałem wiele krytycznych opinii wobec działalności i zachowywania się parlamentarzystów i polityków Lewicy. Najczęściej, że zatrzymali się na poziomie „polityki aktywisty miejskiego”. Polityki akcji, protestów, petycji. Zaniechali zaś tworzenia silnych instytucji wspierających lewicową formację. Swego zaplecza eksperckiego. Lewicowych mediów.
Robert Biedroń bardzo dobrze wypadał podczas kampanii, kiedy bronił praw pracowniczych, praw wszelkich mniejszości, polityk klimatycznych. Gubił się kiedy musiał dyskutować o polityce historycznej, międzynarodowej, medialnej, obronnej. Tam niekiedy ograniczał się do powtarzania banałów upowszechnianych przez krajowe media głównego nurtu.
Ale co miał mówić, skoro Lewica nadal nie odrobiła wielu swych intelektualnych lekcji. Nie ma swojej polityki historycznej, międzynarodowej, obronnej.
Zauważcie, że dwójka najbardziej przegranych liderów politycznych, czyli Władysław Kosiniak- Kamysz i Robert Biedroń reprezentują formacje polityczne, które nadal nie posiadają własnych, silnych mediów.
Zauważcie, że trwający pojedynek Duda- Trzaskowski jest jednocześnie wielkim pojedynkiem dwóch grup medialnych. Jawnie wspierających pana prezydenta Dudę i lansujących kandydata Rafała Trzaskowskiego.
Mediów zachowujących się jak drużyny walczące na rzecz konkurujących kandydatów. Korzystające z licznych zastępów opiniotwórczych komentatorów politycznych i ekspertów. Grających też na swego kandydata.
Zauważcie, że swoje dobre wyniki Szymon Hołownia i Krzysztof Bosak zyskali dzięki swym mediom i zgromadzeniu swego eksperckiego zaplecza. Tego kandydatowi ludowców i Lewicy brakowało.
Cóż z tego, że Kosiniak- Kamysz i Biedroń dobrze wypowiadali się w mediach elektronicznych, skoro ich wypowiedzi były od razu deprecjonowane przez chóry ”niezależnych ekspertów”. I prezentowanych jako „lewicowych”, komentatorów z „Gazety Wyborczej”.
Lewica szczęśliwie wróciła do parlamentu. Niestety niektórzy jej parlamentarzyści zdają się ciągle tkwić w stanie powyborczego oszołomienia.
Towarzyszki i Towarzysze!
Potraktujcie wynik Roberta Biedronia jak ostrzegawczy, jednorazowy pobyt w Izbie Wytrzeźwień. I pamiętajcie, że zaufanie wyborców łatwo można utracić.
Zasmakowałem tego.