Czekają na Lewego?

Jak na razie najgroźniejsi konkurenci Roberta Lewandowskiego w klasyfikacji „Złotego Buta” nie wykorzystują okazji, że Polak nie gra z powodu kontuzji. Albo, jak Ciro Immobile, nie mogą grać, albo pudłują na potęgę.

Miniony weekend znów okazał się kiepski dla napastników z czołówki graczy walczących o „Złotego Buta”, nagrody dla najlepszego w sezonie strzelca lig europejskich. Skorzystał z tego broniący trofeum Leo Messi, który zaliczył jedno trafienie wykorzystując rzut karny w ligowym meczu z Realem Sociedad (1:0). Argentyński gwiazdor Barcelony ma obecnie na koncie 19 goli i 36 pkt, a w klasyfikacji „ZB” zajmuje szóstą lokatę.
Lider tego zestawienia, Włoch Ciro Immobile (27 goli, 54 punkty), nie mógł poprawić swojego dorobku, bo jego Lazio Rzym w ten weekend nie grało. I nie zagra aż do kwietnia, a być może nawet w ogóle, bo rozgrywki w Serie A z powodu epidemii koronawirusa zostały do tego czasu zawieszone. W podobnej sytuacji jest też trzeci w zestawieniu as Juventusu Turyn Cristiano Ronaldo. On co prawda zagrał w miniony weekend przy pustych trybunach w zaległym hicie kolejki z Interem Mediolan, lecz bramki nie zdobył i nadal ma na koncie 21 trafień i 42 punkty, tyle samo co dwaj gracze Bundesligi, z którymi dzieli trzecią lokatę – Niemiec Timo Werner z RB Lipsk i Norwego Erling Haaland z Borussii Dortmund, których w dwóch ostatnich ligowych kolejkach dopadła strzelecka niemoc. Napastnik RB Lipsk w tym roku w ośmiu meczach zaliczył tylko trzy trafienia, a odkąd „Lewy” leczy kontuzję, nie trafił nawet w światło bramki. Zaciął się też niesamowicie skuteczny w lutym norweski nastolatek z Borussii. W miniony weekend Haaland nie powiększył swojego dorobku w spotkaniu z Borussią M’gladbach (2:1) i był to jego drugi z rzędu występ bez gola. Czyżby czekał na powrót Lewandowskiego? Przypomnijmy, że Polak w tym sezonie strzelił dla Bayernu w Bundeslidze 25 goli, co daje mu 50 pkt w punktacji „Złotego Buta” (gole w pięciu czołowych w rankingu UEFA ligach liczone są podwójnie).

Skandal w Bundeslidze

Zespół Bayernu Monachium świetnie poradził sobie bez kontuzjowanego Roberta Lewandowskiego i w 24. kolejce rozgromił na wyjeździe Hoffenheim 6:0. Spotkanie zakończyło się jednak skandalem.

Bawarczycy rozpoczęli mecz z Hoffenheim z impetem i po kwadransie prowadzili już 3:0, a na przerwę schodzili z prowadzeniem 4:0. Gole strzelili Serge Gnabry, Joschua Kimmich, grający w miejsce Lewandowskiego 18-letni Holender Joshua Zirkzee i Brazylijczyk Philippe Coutinho, który podwyższył na 5:0 po przerwie. Wynik ustalił Leon Goretzka w 62. minucie i właściwie niedługo potem mecz przestał być już zwykłym meczem. Doprowadzili do tego kibice Bayernu Monachium, którzy wywiesili banery z obraźliwymi hasłami pod adresem prezesa Hoffenheim Dietmara Hoppa.
Arbiter natychmiast przerwał spotkanie, a pod sektor zajmowany przez grupę fanów monachijskiej drużyny pobiegł trener Bayernu Hansi Flick. Perswazja poskutkowała jednak tylko na chwilę, bo kibole ponownie wywiesili schowane uprzednio banery. Tym razem arbiter zareagował ostrzej – przerwał mecz i odesłał piłkarzy obu drużyn do szatni. Po kwadransie wulgarne hasła zniknęły i zawodnicy wrócili na boisko, lecz nie wznowili już gry na serio. Przez prawie 10 minut jakie pozostały do zakończenia regulaminowego czasu gry gracze obu zespołów kopali piłkę już tylko rekreacyjnie. Większa część kibiców nagrodziła ich za to oklaskami.
Bayern z pewnością zostanie za te ekscesy swoich kibiców surowo ukarany, lecz przynajmniej uniknie walkowera. A każdy punkt jest na wagę złota, bo najgroźniejsi konkurenci do tytułu, RB Lipsk, Borussia Dortmund i Borussia M’gladbach, nie rezygnują z przerwania wieloletniej hegemonii Bayernu.
Lewandowski, co ujawnił na Twitterze, kanonadę kolegów oglądał w domu przez telewizorem. Ale chyba bardziej ucieszyło go to, że Norwego Erling Haaland w tej kolejce nie strzelił kolejnego gola dla Borussii Dortmund, a Ciro Immobile w spotkaniu Lazio z Bologną także nie powiększył konta bramkowego.

Lewy ma już 25 goli

Robert Lewandowski uratował zwycięstwo Bayernowi Monachium w meczu 23. kolejki Bundesligi z ostatnim w tabeli tabeli Paderborn. Mistrzowie Niemiec wygrali z trudem 3:2, a kapitan reprezentacji Polski strzelił dwa gole i z 25 trafieniami na koncie umocnił się w klasyfikacji strzelców niemieckiej ekstraklasy. Ale jego konkurenci też nie próżnowali w ten weekend.

Bayern utrzymał pozycję lidera Bundesligi. Bawarski potentat prowadzi z dorobkiem 49 punktów, ale ma tylko jedno „oczko” przewagi nad drugim w tabeli zespołem RB Lipsk, który rozgromił na wyjeździe Schalke Gelsenkirchen 5:0. Jedną z tych bramek zdobył Timo Werner, najgroźniejszy konkurent Lewandowskiego do tytułu króla strzelców, powiększając swój strzelecki dorobek do 21 trafień. Reprezentant Niemiec, który po pierwszej kolejce rundy wiosennej miał tyle samo goli co „Lewy” (20), potem się zaciął i teraz ma już cztery gole straty do polskiego napastnika Bayernu, który w sześciu tegorocznych kolejkach ligowych strzelił sześć goli i ma ich teraz na koncie 25.
Skuteczność kapitana reprezentacji Polski budzi uznanie. Jego obecny dorobek bramkowy gwarantowałby mu tytuł króla strzelców w aż 30 sezonach Bundesligi. „Lewy” poluje nie tylko na piątą w karierze, a trzecią z rzędu armatkę dla najskuteczniejszego gracza niemieckiej ekstraklasy, ale też na rekord wszech czasów Bundesligi ustanowiony przez Gerda Muellera w sezonie 1971/1972, który zdobył wtedy aż 40 bramek. Polak dosłownie podąża śladem legendarnego niemieckiego napastnika, który na tym samym etapie rekordowych dla siebie rozgrywek także miał na koncie 25 goli.
Dla Bayernu piątkowe spotkanie z outsiderem Bundesligi było ostatnim sprawdzianem formy przed pierwszym meczem 1/8 finału Ligi Mistrzów. We wtorek 25 lutego bawarska jedenastka zmierzy się na wyjeździe z Chelsea Londyn. Tuż po losowaniu par futbolowi eksperci z miejsca uznali niemiecki zespół za faworyta w tym dwumeczu, lecz dzisiaj już takiej pewności nikt nie ma. Zespół „The Blues” ostatnio prezentuje wysoką formę, którą w miniony weekend potwierdziła pokonując na swoim stadionie lokalnego rywala Tottenham Hotspur 2:1. Lewandowskiego i spółkę czeka zatem trudna przeprawa na stadionie Stamford Bridge, chyba że niespodziewanie słaby występ przeciwko Padeborn był jedynie zasłoną dymną.
Zajmujący drugą lokatę w Bundeslidze RB Lipsk ma już pierwsze starcie w 1/8 finału Champions League za sobą. W poprzednim tygodniu pokonała na wyjeździe finalistę poprzedniej edycji Tottenham 1:0, co najwyraźniej wprowadziło piłkarzy trenera Juliana Nagelsmanna w bojową euforię, bo w sobotę rozgromili na wyjeździe szóste w tabeli Schalke Gelsenkirchen 5:0. Komplet punktów zdobyła też trzecia w stawce Borussia Dortmund, która także na wyjeździe pokonała Werder Brema 2:0. Swoje trafienie w tym meczu zaliczył rewelacyjnie spisujący się w tym sezonie Norweg Erling Haaland. Pozyskany w przerwie zimowej z austriackiego RB Salzburg 19-letni napastnik nie ma raczej szans na dogonienie Lewandowskiego, a chyba nawet Wernera, lecz z całą pewnością ma szanse zająć trzecią lokatę w klasyfikacji strzelców. W sobotnim meczu z Werderem Haaland zaliczył dziewiąte trafienie w Bundeslidze, a 12 w tym roku w barwach ekipy z Dortmundu (dwa gole strzelił w Lidze Mistrzów, jeden w Pucharze Niemiec). Na liście strzelców niemieckiej ekstraklasy nastolatek jest już blisko grupy graczy tworzących grupę pościgową za Wernerem i Lewandowskim. Trzeci w zestawieniu najskuteczniejszych w tym sezonie snajperów, Jadon Sancho z Borussii Dortmund, ma na koncie 13 trafień, a zajmujący czwartą lokatę Rouwen Hennings z Fortuny Duesseldorf, Florian Niederlechner z FC Augsburg, Marco Reus z Borussii Dortmund i Robin Quaisonz FC Mainz zdobyli dotąd po 11 bramek. Haalanda wyprzedzają jeszcze mający po 10 trafień Serge Gnabry z Bayernu i Wout Weghorst z VfL Wolfsburg.
Lewandowski ściga się też w wyścigu po nagrodę „Złotego Buta” dla najskuteczniejszego piłkarza lig europejskich. W tej chwili zajmuje drugą lokatę z dorobkiem 50 punktów (gole w lidze niemieckiej, tak samo jak we włoskiej, hiszpańskiej, angielskiej i francuskiej liczone są podwójnie), za napastnikiem Lazio Rzym Ciro Immobile. Reprezentant Włoch zaliczył trafienie w wygranym przez Lazio 3:2 meczu z Genoą i prowadzi z dorobkiem 54 punktów za 27 goli. Zajmujący ex aequo trzecią lokatę Werner, Cristiano Ronaldo i Haaland zgodnie zaliczyli po jednym trafieniu, ale wszyscy wymienieni snajperzy powinni oglądać się za siebie, bo do czołówki po czterech golach strzelonych w sobotę ekipie Eibar z 18 trafieniami na koncie dołączył ubiegłoroczny zdobywca „Złotego Buta” Leo Messi.

Lewy dorównał legendzie

Robert Lewandowski w meczu 22. kolejki Bundesligi Bayernu Monachium z FC Kolen (4:1) znów zdobył bramkę, już 23. w obecnych rozgrywkach, czym wyrównał rekord Gerda Muellera, który był jak dotąd jedynym graczem w niemieckiej ekstraklasie, któremu udało się strzelić 23 gole w pierwszych 22 ligowych kolejkach.

Kapitan reprezentacji Polski może być już trochę znudzony wynajdywanymi mu co rusz przez niemieckie media takimi rekordami, bo dla niego liczą się wymierne splendory – zdobycie kolejnego, piątego już tytułu króla strzelców Bundesligi (Gerd Mueler ma na koncie takich tytułów siedem) oraz zwycięstwo w klasyfikacji „Złotego Buta”, bo tę prestiżową nagrodę przyznawaną najskuteczniejszemu strzelcowi lig europejskich jak do tej pory wywalczył nie kto inny, jak Gerd Mueller, ale bardzo dawno temu, bo w sezonie 1971/1972. Trzecim celem „Lewego” jest też zapewne zaatakowanie owianego już legendą innego rekordu Gerda Muellera – 40 goli strzelonych w jednym sezonie. Z tym może być jednak kłopot, bo do wyrównania tego osiągnięcia Lewandowskiemu brakuje jeszcze 17 bramek, a do zakończenia rozgrywek pozostało już tylko 12 kolejek. Ale jest na dobrej drodze do wywalczenia tytułu króla strzelców, bo jego najgroźniejszy konkurent, Timo Werner z RB Lipsk, ostatnio się zaciął i zatrzymał na 20 trafieniach.
Kapitan reprezentacji Polski w tym sezonie skompletował natomiast już 40 trafień we wszystkich rozgrywkach, licząc występy w Bayernie i reprezentacji Polski. W tym sezonie jest pierwszym piłkarzem w ligach europejskich, który może pochwalić się takim osiągnięciem. Na owe 40 trafień „Lewego” złożyły się 23 bramki w Bundeslidze, 10 w Lidze Mistrzów, trzy w Pucharze Niemiec oraz cztery dla reprezentacji Polski. Do zgromadzenia tego bramkowego dorobku potrzebował 37 występów i 3170 minut spędzonych na boisku. Najgroźniejszymi rywalami 31-letniego polskiego napastnika w tej nieformalnej klasyfikacji są 19-letni Norweg Erling Haaland (37 bramek), 35-letni portugalski gwiazdor Cristiano Ronaldo (35 bramek) oraz Włoch Ciro Immobile (32 bramki).
Tak się składa, że ten kwartet napastników oraz wspomniany wcześniej Niemiec Timo Werner tworzą w tej chwili także ścisłą czołówkę klasyfikacji „Złotego Buta”. W miniony weekend swój bramkowy dorobek z tego grona powiększyli jedynie Immobile, Lewandowski i Haaland, którzy zgodnie zaliczyli po jednym trafieniu. Werner jak już zostało wspomniane w spotkaniu RB Lipsk z Werderem Brema (3:0) zaliczył po raz trzeci z rzędu występ bez trafienia, natomiast Cristiano Ronaldo potyczkę Juventusu Turyn z Brescią (2:0) obejrzał wygodnie z trybun, bo dostał od trenera wolne.
Tak więc Immobile (26 goli, 52 pkt) utrzymał trzybramkową przewagę nad drugim w zestawieniu Lewandowskim (23 gole, 46 pkt), ale na trzecim miejscu jest w tej chwili już trzech graczy. Do Wernera i Cristiano Ronaldo, którzy mieli po 20 goli i 40 pkt na koncie, w miniony weekend dołączył Haaland. Norweski napastnik zdobył bramkę w wygranym 4:0 przez Borussię Dortmund meczu z Eintrachtem Frankfurt. Było to jego ósme trafienie w piątym występie w Bundeslidze.
Tu wypada przypomnieć zasady klasyfikacji „Złotego Buta”. Ranking powstaje w oparciu o liczbę goli strzelonych przez piłkarzy w lidze. Bramki są mnożone przez współczynnik trudności rozgrywek. Najwyższy, „2”, ma pięć najwyżej notowanych w rankingu UEFA lig europejskich. Obecnie są to: hiszpańska, angielska, niemiecka, francuska i włoska. Miejsce w rankingu zależy od wyników klubów w europejskich pucharach w ostatnich pięciu sezonach.
Haaland w rundzie jesiennej występował w RB Salzburg, dla którego strzelił 16 goli, a że liga austriacka ma współczynnik „1,5”, dawało mu to 24 punkty. W niemieckiej ekstraklasie norweski napastnik za każde trafienia dostaje już 2 punkty, zatem za osiem bramek zgarnął ich już 16, co po zsumowaniu z dorobkiem przywiezionym z Austrii daje mu łączną sumę punktów 40. I trzecie miejsce w klasyfikacji, chociaż pod względem tylko liczby goli Haaland z 24 bramkami jest drugi za Immobile, a przed Lewandowskim. Ten wyścig snajperów będzie zapewne do samego końca wyrównany i zacięty.

Zastój w wyścigu o Złotego Buta

Z piłkarzy należących do czołówki wyścigu o „Złotego Buta”, w miniony weekend trafienie zaliczył jedynie Cristiano Ronaldo. Portugalczyk awansował na trzecie miejsce, które dzieli z Timo Wernerem. Pierwszy nadal jest Ciro Immobile, a drugą lokatę zajmuje Robert Lewandowski.

To nie był udany weekend dla najlepszych strzelców w Europie. Nawet włoski napastnik Lazio Rzym Ciro Immobile tym razem nie strzelił gola, podobnie jak równie regularny w tym sezonie w pokonywaniu bramkarzy Robert Lewandowski. Kapitan reprezentacji Polski stoczył w niedzielę bezpośredni pojedynek ze swoim najgroźniejszym konkurentem do zdobycia tytułu króla strzelców Bundesligi Timo Wernerem, lecz ani on, ani 23-letni snajper RB Lipsk nie powiększyli bramkowego dorobku i spotkanie Bayernu z ekipą z Lipska zakończyło się bezbramkowym remisem. Polak zmarnował więc okazję do zmniejszenia trzybramkowego dystansu do prowadzącego w klasyfikacji „Złotego Buta” Immobile (25 goli), który tym razem w wygranym przez Lazio 1:0 wyjazdowym spotkaniu z Parmą został wyręczony przez kolegę z ataku Felipe Caicedo.
Niemoc strzelecką Wernera, który nie trafił do siatki już w trzecim meczu z rzędu, wykorzystał Cristiano Ronaldo. Portugalczyk w dziesiątym z rzędu meczu w Serie A zdobył gola, więc chociaż Juventus Turyn sensacyjnie przegrał z Hellas Werona 1:2, był ogólnie zadowolony, bo powiększył swoje bramkowe konto do 20 trafień i od Immobile ma już tylko pięć goli mniej. A to oznacza, że 35-letni gwiazdor będzie się liczył nie tylko w rywalizacji o tytuł najlepszego strzelca w Serie A, lecz także w wyścigu o nagrodę „Złotego Buta”. W tej chwili jest już ex aequo na trzecim miejscu z Wernerem, a do Lewandowskiego ma tylko dwa trafienia straty.
Piąty w klasyfikacji jest najmłodszy w tym towarzystwie, 19-letni Erling Haaland. Norweski napastnik, którego zimą Borussia Dortmund wykupiła z austriackiego RB Salzburg za 20 mln euro, ma obecnie na koncie 23 strzelone gole, ale tylko 38 punktów, bo z tego dorobku 16 trafień zaliczył jeszcze lidze austriackiej, która ma niższy współczynnik. Tak więc Haaland za 16 goli w Austrii dostał 24 punkty, a za siedem strzelonych już w tym roku w Bundeslidze – 14. Razem daje mu to 38 punktów i piąta lokatę. W ostatniej kolejce norweski napastnik zaliczył jednak pusty przebieg w przegranym przez Borussię 3:4 wyjazdowym spotkaniu z Bayerem Leverkusen.
Gwoli przypomnienia: Ranking powstaje w oparciu o liczbę goli strzelonych przez piłkarzy w lidze. Bramki są mnożone przez współczynnik trudności rozgrywek. Najwyższy – dwa – ma pięć czołowych lig. Obecnie: hiszpańska, angielska, niemiecka, francuska i włoska (współczynnik zależy od wyników klubów z każdej ligi w europejskich pucharach w ciągu ostatnich pięciu sezonów). W poprzednim sezonie nagrodę zebrał Lionel Messi (72 pkt za 36 goli).
Kolejne lokaty w klasyfikacji „Złotego Buta” zajmują: 6. Anglik Jamie Vardy (Leicester City) – 17 goli, 34 punkty i Belg Romelu Lukaku (Inter Mediolan) – 17 goli, 34 pkt; 8. Argentyńczyk Sergio Aguer (Manchester City) – 16 goli, 32 pkt; 9. Tunezyjczyk Wissam Ben Yedder (AS Monaco) – 16 goli, 32 pkt; 10. Estończyk Erik Sorga (FC Flora Tallinn) – 31 goli, 31 pkt (estońska liga ma współczynnik 1); 11. Francuz Kylian Mbappe (Paris Saint-Germain) – 15 goli, 30 pkt; 12. Białorusin Ilia Szkurin (Energetik-BGU Minsk) – 19 goli, 28,5 pkt (białoruska liga ma współczynnik 1,5). 13. Argentyńczyk Leo Messi (FC Barcelona) – 14 goli, 28 pkt; 14. Słoweniec Josip Ilicic (Atalanta Bergamo) – 14 goli, 28 pkt), Egipcjanin Mohamed Salah (FC Liverpool) – 14 goli, 28 pkt;, Anglik Marcus Rashford (Manchester United) – 14 goli, 28 pkt); Brazylijczyk Joao Pedro (Cagliari Calcio) – 14 goli, 28 pkt; Gabończyk Pierre-Emerick Aubameyang (Arsenal Londyn) – 14 goli, 28 pkt; Anglik Danny Ings (Southampton) – 14 goli, 28 pkt, 20. Brazylijczyk Neymar (Paris Saint-Germain) – 13goli i 26 pkt.

Wyścig po Złotego Buta

Nie tylko Robert Lewandowski rozgrywa sezon życia. Niebywałą skutecznością, lepszą nawet od Polaka, wykazuje się napastnik Lazio Rzym Ciro Immobile, który jest liderem klasyfikacji „Złotego Buta”.

W miniony weekend włoski piłkarz w meczu 22. kolejki Serie A Lazio ze SPAL 2013 (4:2) strzelił dwa gole i powiększył swój dorobek bramkowy w lidze do 25 trafień. Immobile jest obecnie najskuteczniejszym strzelcem w ligach europejskich i prowadzi w klasyfikacji „Złotego Buta” z 50 punktami na koncie. Dla przypomnienia – gole w pięciu najwyżej notowanych w rankingu UEFA ligach europejskich (włoskiej, angielskiej, niemieckiej, hiszpańskiej i francuskiej) mnożone są przez współczynnik „2”.
Drugi w zestawieniu Robert Lewandowski ustępuje snajperowi Lazio Rzym o trzy trafienia i sześć punktów. Trzeci w klasyfikacji jest Timo Werner, najgroźniejszy konkurent „Lewego” w walce o tytuł króla strzelców Bundesligi. Napastnik RB Lipsk ma w dorobku 20 bramek i 40 punktów.
Tuż za plecami tej trójki plasują się ex aequo imponujący w tym roku nie mniejszą skutecznością 34-letni gwiazdor Juventusu Turyn Cristiano Ronaldo i najnowszy transferowy nabytek Borussii Dortmund 19-letni Erling Haaland. Obaj mają na koncie po 38 punktów, ale portugalski weteran wypracował ten dorobek 19 golami, natomiast nastolatek z Norwegii 23. Ta dysproporcja bierze się stąd, że Haaland w rundzie jesiennej zdobył dla RB Salzburg 16 bramek, ale ekstraklasa Austrii ma w rankingu UEFA współczynnik „1,5”, zatem na półmetku wyścigu o nagrodę dla najskuteczniejszego strzelca lig europejskich miał tylko 21 punktów. Ale zimą przeszedł do Borussii Dortmund i teraz za każde trafienie dostaje także dwa punkty. Zważywszy na niesamowitą łatwość z jaką w tym roku strzela gole (w trzech spotkaniach zaliczył siedem trafień), norweski napastnik nie jest bez szans na zdobycie w tym sezonie „Złotego Buta”. W poprzednim sezonie nagrodę tę zdobył napastnik FC Barcelona Leo Messi (72 pkt za 36 goli).

Walczą o Złotego Buta

Kto w tym sezonie zdobędzie „Złotego Buta” – nagrodę dla najskuteczniejszego strzelca lig europejskich? W tej chwili liderem wyścigu z 23 trafieniami jest włoski napastnik Lazio Rzym Ciro Immobile.

Dla przypomnienia – o kolejności w rankingu decydują punkty za zdobyte bramki, które wynikają z mnożenia przez współczynnik trudności rozgrywek. Gole strzelone w pięciu czołowych liga Europy (hiszpańskiej, angielskiej, niemieckiej, włoskiej i francuskiej) są mnożone przez dwa. Ciro Immobile ma zatem na koncie 46 punktów za 23 strzelone gole i wyprzedza o sześć punktów zajmujących ex aequo druga lokatę dwóch liderów klasyfikacji strzelców Bundesligi, czyli Roberta Lewandowskiego (Bayern Monachium) i Niemca Timo Wernera (RB Lipsk), którzy mają na koncie po 20 bramek i 40 punktów. Czwarte miejsce w zestawieniu zajmuje Anglik Jamie Vardy (Leicester City) z dorobkiem 17 goli i 34 pkt, ale kolejną lokatę zajmuje już Crystiano Ronaldo (Juventus Turyn, 16 goli, 32 pkt). Portugalczyk słabo zaczął ten sezon, ale w nowy rok wszedł z rozmachem. W trzech rozegranych w styczniu kolejkach Serie A strzelił sześć goli i wrócił do gry o „Złoty But”. Żeby jednak zdobyć to trofeum po raz piąty w karierze, musi po raz pierwszy wywalczyć także tytuł króla strzelców włoskiej ekstraklasy. Nie będzie to łatwe zadanie, bo Immobile też strzelił sześć goli w trzech styczniowych kolejkach ligowych. To dzięki nim Włoch, który kończył ubiegły rok z 17 trafieniami na koncie i był w klasyfikacji „ZB” za Lewandowskim (19) i Wernerem (18), teraz odskoczył konkurentom na spory dystans. Immobile swoje 23 gole strzelił w 19 występach, a dziewięć z nich uzyskał z rzutów karnych.
Rywalizacja w tym sezonie będzie jednak do końca rozgrywek niezwykle emocjonująca. W czołówce rankingu znajduje się liczna grupa snajperów. Szóstą lokatę zajmuje Argentyńczyk Sergio Aguero (Manchester City, 15 goli, 30 pkt), ale zaraz za nim plasuje się jego wielki rodak, sześciokrotny zdobywca „Złotej Piłki” Leo Messi (FC Barcelona, 14 goli, 28 pkt).

Lewy ma mocnych konkurentów

Ubiegły rok Robert Lewandowski zakończył w glorii najskuteczniejszego strzelca w Europie – strzelił w nim łącznie we wszystkich rozgrywkach 54 gole i przerwał hegemonię Leo Messiego i Cristiano Ronaldo. Z 19 trafieniami na koncie był też po rundzie jesiennej liderem klasyfikacji strzelców Bundesligi oraz klasyfikacji „Złotego Buta”.

Podczas krótkiej przerwy zimowej Lewandowski załatwił trapiący go od jakiegoś czasu problem z przepukliną pachwinową. Niemal tuż po ostatnim meczu rundy jesiennej przeszedł zabieg i z tego powodu do treningów z zespołem Bayernu Monachium wrócił dopiero w minioną środę. Trener bawarskiej drużyny Hans Flick był jednak pod wielkim wrażeniem fizycznej formy polskiego napastnika i z niekłamanym uznaniem stwierdził: „To profesjonalista, jest już gotowy do gry niemal na sto procent. Jego indywidualna praca w okresie rehabilitacji i indywidualnych treningów była bardzo dobra. Nie ma żadnych problemów zdrowotnych, nawet podczas najbardziej intensywnych zajęć nie odczuwa żadnego bólu. Bardzo mnie to cieszy”. I rzecz jasna wystawił „Lewego” do gry przeciwko Herthcie w podstawowym składzie.
Nie musiał zapewne Lewandowskiego przymuszać, bo on sam bardzo chciał zagrać w tym spotkaniu. Z oczywistego powodu – po sobotnich spotkaniach Bundesligi stracił bowiem prowadzenie w klasyfikacji strzelców. Odebrał mu je nie kto inny, jak Timo Werner, najgroźniejszy konkurent do zdobycia tytułu króla strzelców. Po rundzie jesiennej napastnik RB Lipsk miał 18 trafień na koncie, zatem tylko jedno mniej od „Lewego”, a w sobotnim meczu z Unionem Berlin (3:1) 23-letni reprezentant Niemiec zdobył dwie bramki i tym samym po raz pierwszy w obecnym sezonie znalazł się na czele tabeli strzelców. Przewodził też w tzw. klasyfikacji kanadyjskiej, bo oprócz 20 goli na koncie miał jeszcze sześć asyst. A Werner jest jednym z transferowych celów Bayernu i z tego tytułu jego strzelecka rywalizacja z Lewandowskim nabiera teraz podwójnego znaczenia. Kapitan reprezentacji Polski w spotkaniu z Herthą odpowiedział jednym golem uzyskanym z rzutu karnego, ale jednego gola arbiter mu nie uznał. Bayern wygrał 4:0 i awansował na pozycję wicelidera, tracąc do prowadzącego RB Lipsk cztery punkty. Ale do końca sezonu jeszcze 16 kolejek. Nas cieszyć powinno to, że Lewandowski po operacji nie stracił skuteczności i nadal walczy o najcenniejsze strzeleckie trofea.
W Bundeslidze pojawił się jednak napastnik, który może już w tej rundzie przyćmić obu tych graczy. To pozyskany przez Borussię Dortmund z RB Salzburg 19-letni jeszcze Norweg Erling Braut Haaland. W swoim poprzednim klubie w rundzie jesiennej we wszystkich rozgrywkach w 22 meczach zdobył 28 bramek i zaliczył siedem asyst, ale że liga austriacka jest znacznie słabsza od niemieckiej, trener Borussii Lucien Favre w pierwszym meczu rundy wiosennej, na wyjeździe z Augsburgiem, posadził go na ławce. Gdy jednak jego zespół w 55. minucie przegrywał już 1:3, francuski szkoleniowiec postanowił zaryzykować. Zdjął z boiska Łukasza Piszczka i w jego miejsce posłał do gry Halanda. Norweg potrzebował tylko trzech minut, żeby zdobyć swoją pierwszą bramkę w Bundeslidze, a dwudziestu, żeby ustrzelić hat-tricka. Trochę już znudzone opisywaniem kolejnych strzeleckich wyczynów Lewandowskiego niemieckie media wręcz oszalały z zachwytu, bo nagle trafiły im się dwa świeżutkie i soczyste tematy – wyzwanie rzucone „Lewemu” przez Timo Wernera oraz efektowny debiut Halanda.
W niedzielnym meczu z Herthą Lewandowski musiał jednak odpowiedzieć nie tylko na wyczyny Wernera i Halanda w Bundeslidze, lecz także na kolejny strzelecki popis napastnika Lazio Rzym Ciro Immobile, który w spotkaniu Serie A z Sampdorią Genua (5:1) zaliczył hat-tricka i powiększył swój ligowy dorobek do 23 trafień. Tym samym włoski napastnik umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji „Złotego Buta” i odskoczył „Lewemu” o cztery bramki. Immobile jest na najlepszej drodze do zdobycia trzeciego w karierze tytułu króla strzelców Serie A. Lewandowski ma zatem w nim konkurenta mocno zmotywowanego, na dodatek na którego gole pracuje zgodnie cały zespół Lazio, podobnie jak zespół RB Lipsk na kolejne trafienia Wernera. Piłkarze Bayernu nie widzą takiej potrzeby wspierania „Lewego” i dlatego w tym sezonie Polakowi może być trudno wywalczyć najważniejsze strzeleckie nagrody.

Timo Werner ściga Lewego

W środę Bayern Monachium pokonał na wyjeździe Freiburg 3:1, a jednego z goli zdobył Robert Lewandowski. To był 54. gol kapitana reprezentacji Polski strzelony w 2019 roku, co jest jego najlepszym wynikiem w karierze, dającym mu zdecydowane prowadzenie w klasyfikacji najskuteczniejszych w tym roku strzelców w Europie. W Bundeslidze nasz piłkarz z dorobkiem 19 trafień jest liderem w klasyfikacji snajperów obecnego sezonu, ale wyrósł mu groźny konkurent – napastnik RB Lipsk Tomo Werner, który ma na koncie tylko jedną bramkę mniej.

W 2019 roku żaden z piłkarzy grających w najsilniejszych ligach Europy nie zdobył więcej goli niż kapitan reprezentacji Polski. Drugi w klasyfikacji Argentyńczyk Leo Messi przez ostatnich 12 miesięcy trafiał do siatki 49 razy, a że nie zdołał poprawić swojego dorobku w środowym starciu Barcelony z Realem Madryt, musiałby w ostatnim tegorocznym występie jaki mu pozostał (21 grudnia z Deportivo Alaves) zdobyć co najmniej sześć bramek, żeby wyprzedzić Polaka. Oczywiście przy założeniu, że „Lewy”, który także ma jeszcze jeden mecz do rozegrania w Bundeslidze (także 21 grudnia, z VfL Wolfsburg), nie zaliczy w nim trafienia.

Napastnik Bayernu ma na koncie już 54 bramki i jest jak na razie jedynym zawodnikiem, który w 2019 roku przekroczył granicę 50 goli. Polak dokonał tego po raz drugi w karierze, stając się trzecim graczem obecnej ery w futbolu, po Messim i Cristiano Ronaldo, który zdołał więcej niż raz przekroczyć w jednym roku barierę 50 goli. Kolejni gracze na liście, Anglik Raheem Sterling z Manchesteru City i Francuz Kylian Mbappe z Paris Saint-Germain, mają jeszcze trudniejsze zadanie, bo mają na koncie po 43 gole.

Na tegoroczny dorobek Lewandowskiego składa się 48 goli strzelonych w 44 meczach Bayernu i 6 trafień w 10 spotkaniach reprezentacji Polski. 31 goli „Lewy” strzelił w Bundeslidze, 10 w Lidze Mistrzów i siedem w Pucharze Niemiec. A zatem wszystko wskazuje, że niczym nie nagradzany tytuł najskuteczniejszego piłkarza roku w Europie w 2019 przypadnie Lewandowskiemu. W tej dekadzie zdobywali go jedynie Portugalczyk Cristiano Ronaldo (4), Messi (3) i Harry Kane (1). W XXI wieku opróz z tych graczy i Lewandowskiego powyżej 50 bramek w jednym roku kalendarzowym zdobyli jeszcze Luis Suarez (51, 2016) i Edinson Cavani (53, 2017), a dwukrotnie do granicy 50 trafień dobił Szwed Zlatan Ibrahimović (2012 i 2016).

Kapitan reprezentacji Polski ściga się jednak także w innych prestiżowych klasyfikacjach, na dodatek nagradzanych pamiątkowymi statuetkami i miejscem w futbolowych kronikach. Zdobywając bramkę w środowym spotkaniu z Freiburgiem (3:1) „Lewy” powiększył swój strzelecki dorobek w obecnym sezonie do 19 trafień i za jednym zamachem odzyskał pozycję samodzielnego lidera w klasyfikacji snajperów niemieckiej Bundesligi oraz zwiększając łączną liczbę goli do 221 awansował na trzecie miejsce w klasyfikacji wszech czasów niemieckiej ekstraklasy. Przed nim są już tylko Klaus Fischer (268 goli) i Gerd Mueller (365 goli).

Lewandowskiemu w niemieckiej lidze w ostatnich tygodniach nieoczekiwanie wyrósł groźny rywal do zdobycia statuetki armaty, która jest nagrodą dla króla strzelców Bundesligi. To 23-letni napastnik aktualnego lidera RB Lipsk Timo Werner. Reprezentant Niemiec w miniony wtorek zdobył dwie kolejne bramki w spotkaniu z Borussią Dortmund (3:3) i na chwilę dogonił w klasyfikacji strzelców „Lewego”, który przed środowym meczem Bayernu z Freiburgiem także miał na koncie 18 trafień. Odpowiedź polskiego napastnika była natychmiastowa, ale Werner także jest w fenomenalnej formie i nie można wykluczyć, że na finiszu jesiennej rundy jeśli nie przegoni, to co najmniej zrówna się z Lewandowskim. W ostatniej kolejce RB Lipsk gra u siebie z 10. w tabeli Augsburgiem, natomiast przeciwnik Bayernu, VfL Wolfsburg, zajmuje 8. lokatę.

Rywalizacja Lewandowskiego z Wernerem jest świetną promocją Bundesligi, bo ci dwaj piłkarze zajmują w tej chwili także czołowe lokaty w klasyfikacji „Złotego Buta”, nagrody dla najskuteczniejszego strzelca sezonu w ligach europejskich. Dla przypomnienia: ranking powstaje w oparciu o liczbę goli strzelonych przez piłkarzy w krajowych ligach. Bramki są mnożone przez współczynnik trudności rozgrywek. Najwyższy, dwa, ma pięć czołowych lig – hiszpańska, angielska, niemiecka, francuska i włoska. Współczynnik zależy od wyników klubów z każdej ligi w europejskich pucharach w ciągu ostatnich pięciu sezonów. W poprzednim sezonie nagrodę „Złotego Buta” otrzymał Leo Messi – Argentyńczyk zwyciężył z dorobkiem 36 goli i 72 punktów.
W obecnym sezonie prowadzi Lewandowski (19 goli i 38 pkt), a drugi w zestawieniu jest Werner ( 18 goli, 36 pkt). Trzecie miejsce zajmuje Włoch Ciro Immobile z Lazio Rzym, legitymujący się dorobkiem 17 trafień i 34 pkt, czwarte Anglik Jamie Vardy z Leicester City (16 goli, 32 pkt), a piątą lokatę okupują na spółkę Messi i francuski napastnik Realu Madryt Karim Benzema (obaj mają po 12 goli i 24 pkt). Ale to dopiero półmetek rozgrywek.

 

Piątek dogania CR7

Krzysztof Piątek znów zadziwił. „El Pistolero” w 24. kolejce Serie A strzelił dwa gole dla AC Milan w wygranym na wyjeździe 3:1 meczu z Atalantą Bergamo i z 17 golami na koncie awansował na drugie miejsce w klasyfikacji strzelców włoskiej ekstraklasy. Jej liderem Portugalczyk Cristiano Ronaldo, który dla Juventusu zdobył 19 bramek.

Od debiutu w barwach „Rossonerich” Piątek zdobył już sześć bramek (jedną w Pucharze Włoch), zaś z dorobkiem uzbieranym w zespole Genoi ma na koncie już 17 ligowych trafień. Trener AC Milan Gennaro Gattuso nieoczekiwanie w 68. minucie zdjął polskiego napastnika z boiska i w jego miejsce wystawił Patricka Cutrone, ale wynik spotkania już nie uległ zmianie. AC Milanobecnie zajmuje czwarte miejsce z dorobkiem 42 punktów, zaś Atalanta z 38 punktami jest na piątej pozycji. W tabeli Serie A AC Milan wyprzedzają – o jedno „oczko” lokalny rywal Inter, o 10 pkt SSC Napoli, a na czele stawki znajduje się Juventus Turyn, który po wygranej 3:0 z Frosione (cały mecz w bramce turyńczyków rozegrał Wojciech Szczęsny) ma w dorobku 66 pkt. Inter i Napoli swoje mecze rozegrały w niedzielę wieczorem – mediolańczycy z Sampdorią Genua (Bartosz Bereszyński i Karol Linetty), a neapolitańczycy (Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński) z AC Torino. Piątek po sobotnim występie zajmował drugie miejsce w klasyfikacji strzelców. Za jego plecami byli Fabio Quagliarella z Sampdorii (16 goli), Duvan Zapata z Atalanty (16 goli), Arkadiusz Milik (12 goli) oraz Francesco Caputo z Empoli (11 goli) i Ciro Immobile z Lazio (11 goli).

Kibice AC Milan powoli dostają bzika na punkcie Piątka, a włoskie media poświęcają polskiemu napastnikowi coraz więcej miejsca. Ostatnio wzięły na tapetę jego zarobki. Okazuje się, że wysokość kontraktu Piątka z mediolańskim klubem jest uzależniona od liczby strzelonych przez niego goli. Bonusy zaczynają się jednak dopiero od pięciu bramek. Ten wymóg Polak już spełnił w spotkaniu z Atalantą, ale maksymalny pułap zarobków osiągnie dopiero po strzeleniu 25 goli.

W Genoi Piątek miał kontrakt gwarantujący mu rocznie 400 tys. euro. W mediolańskim klubie zaoferowano mu gażę w wysokości 1,8 mln euro plus wspomniane bonusy. „Jego kontrakt jest pełen nagród, z wieloma pośrednimi szczeblami. Jeśli Piątek w takim tempie będzie trafiał do siatki, to bez problemu zgarnie najwyższy bonus za 25 goli” – przekonuje „La Gazzetta delo Sport”. Włosi są pod wrażeniem wyczynów Piątka, który w pięciu meczach zdobył już sześć goli i z marszu stał się gwiazdą mediolańskiego zespołu. Podkreślają też to, że Polak został bardzo dobrze przyjęty przez zespół i kibiców, a nawet z podziwem zauważają, że jak na gwiazdę przystało zamieszkał w Piazza Gae Aulenti, najnowocześniejszy części miasta w centrum Mediolanu.

Krzysztof Piątek, 24. kolejka Serie A, AC Milan – Atalanta Bergamo 3:1,  Cristiano Ronaldo, Juventus Turyn, AC Milan, Wojciech Szczęsny, Arkadiusz Milik, Piotr Zieliński, Ciro Immobile, Francesco Caputo, Bartosz Bereszyński, Karol Linetty, Fabio Quagliarella