Zdziwiona Dania

Trump odwołał swoją wizytę w Danii, dokąd miał się udać bezpośrednio po zakończeniu pobytu w Polsce 1 września 2019 r.

Dania jest przede wszystkim zdziwiona, politycy nie bardzo rozumieją, o co mu poszło – bo podobno obraził się, gdy usłyszał, że premier Danii Mette Frederiksen (socjaldemokraci) nie zamierza z nim rozmawiać o ew. sprzedaży Grenlandii, a zwykli ludzie są głównie rozbawieni i nie szczędzą Trumpowi hejtu, jakiego nawet i sędzia Piebiak by się nie powstydził.
Określenia „szalony/szurnięty dziadunio”, co należałoby tłumaczyć na nasze jako coś w rodzaju „stuknięty/zdziwaczały wujcio”, należą do najłagodniejszych. Na wieść o tym, że Trump rozważa odwołanie wizyty w Danii były dwukrotny premier Lars Løkke Rasmussen (liberałowie) powiedział, że wiadomość ta wygląda mu na głupi primaaprilisowy dowcip, „ale przecież 1. kwietnia już minął”. Z ulgą odetchnęła policja, bo mieliby mnóstwo nielubianej przez siebie roboty. W każdym razie nikt tu po Trumpie, który od początku traktowany był przez media jak populista i dziecko specjalnej troski, płakał nie będzie. I jedynie Dansk Industri, stowarzyszenie duńskich przemysłowców daje do zrozumienia, że lepiej Trumpa nie drażnić, bo nie wiadomo co jeszcze
może „wyciąć”.
W załączeniu rysunek z dzisiejszego wydania „POLITIKEN” – jednego z największych, poważnych duńskich dzienników. Tekst w „Politiken”, który zilustrowano załączonym rysunkiem, jest jak najbardziej poważny i stonowany, ale między wierszami jest też nieco drwin, w tym zawoalowane stwierdzenie, że na szczęście Dania (jeden z najzamożniejszych krajów świata) może sobie pozwolić na to, żeby przeczekać tego niezwykłego Amerykanina. Rysunek przedstawia premier Danii Mette Frederiksen i królową Małgorzatę II, którym cham Trump pokazał dudę. Bo i pałac też poczuł się obrażony wybrykiem Trumpa.
Duńczycy – politycy, media i zwykli poddani JKM Małgorzaty II – gorąco kochali Baracka Obamę, ale najbardziej „połechtał” ich Bil Clinton, gdy w roku 1997 w Kopenhadze powiedział Duńczykom, że „gdy Dania przyłącza się w jakimś działaniu do USA, to Ameryka wie, że jest po dobrej stronie mocy”. Była to pierwsza w historii wizyta amerykańskiego prezydenta na Wyspach Duńskich, 80.000 osób zgotowało Clintonowi owację na jednym z centralnych placów Kopenhagi, a wieczorem Clinton w towarzystwie symbolicznej obstawy, udał się do jednego z kopenhaskich klubów, gdzie oczywiście zagrał na saksofonie.

Socjal popłaca

W najnowszym raporcie UNICEF-u w pierwszej piątce państw, które wykazują szczególną dbałość o rodzinę znalazły się trzy kraje skandynawskie, Estonia i Portugalia. Powstająca z kolan i prorodzinna Polska zajęła dopiero 23-cie miejsce spośród zbadanych 31 krajów UE i OECD.

Badania przeprowadziło Centrum Badawcze Innocenti, jednostka UNICEF-u. Eksperci analizowali precyzyjnie – jak głosi raport – „polityki przyjazne rodzinie”. Chodzi m.in. długość pełnopłatnego urlopu rodzicielskiego i dostęp do usług publicznych związanych z opieką nad dziećmi do sześciu lat. Autorzy raportu podkreślają, że polityki te służą wzmacnianiu więzi rodziców z dziećmi i mają kluczowe znaczenia dla „spójności społeczeństw”. Opublikowany 12 czerwca dokument nosi tytuł: „Czy najbogatsze kraje świata są przyjazne rodzinie? Polityka w krajach OECD i UE”.
Jeżeli chodzi o urlopy rodzicielskie prym wiedzie Estonia. Kraj ten oferuje matkom najdłuższy pełnopłatny urlop – 85 tygodni. Następne są Węgry – 72 tygodnie i Bułgaria – 61 tygodni. Polska w tej klasyfikacji uplasowała się na 13-tym miejscu – 42 tygodnie pełnopłatnego urlopu. Zaś USA są jedynym państwem (spośród badanych przez UNICEF), w którym nie ma żadnych regulacji dotyczących płatnych urlopów rodzicielskich.
W raporcie wskazuje się, iż wielu rodziców gotowych wrócić do pracy po urodzeniu się dziecka szuka możliwości opieki nad potomstwem, jednak nie mogą sobie na to pozwolić ze względu na wysoki koszt takich usług. W Wielkiej Brytanii najczęściej jako przyczynę rezygnacji z usług oferowanych przez placówki opieki nad dziećmi rodzicie podawali właśnie wysokie ceny. Tymczasem w Czechach, Danii i w Szwecji koszt stanowił problem jedynie dla jednego procenta rodziców, którzy deklarowali niezaspokojoną potrzebę opieki nad dzieckiem.
W raporcie UNICEF-u zawarto również wskazówki i rekomendacje, w jaki sposób kraje mogą być bardziej przyjazne rodzinie. Należy m.in.: ustawowo zapewnić rodzicom płatny urlop rodzicielski w wymiarze co najmniej pół roku, umożliwić dostęp do niedrogich placówek opieki na dziećmi, upewnić się, że matki mogą karmić piersią zarówno przed, jak i po powrocie do pracy dzięki zapewnieniu im wystarczająco długiego płatnego urlopu rodzicielskiego, zagwarantowaniu przerw w pracy oraz bezpiecznego i odpowiedniego miejsca do karmienia.
Tymczasem w Polsce samorządy zajmują się przyjmowaniem deklaracji „przeciwko seksualizacji dzieci”. UNICEF raczej tego nie doceni.

Duński Alcatraz

Centroprawicowy rząd i Duńska Partia Ludowa zawarły porozumienie: będą zsyłać uchodźców z kryminalną przeszłością do miejsca odosobnienia na bałtyckiej wyspie Lindholm, mającej mniej niż 7 hektarów. Znajdują się tam laboratoria badające zwierzęce choroby zakaźne, kursują tam nieregularnie dwa promy. Nikt nie mieszka tam na stałe.

 

Do 2021 roku na wyspie ma powstać specjalny ośrodek dla tych uchodźców, którzy w przeszłości byli skazani oraz ci, których wnioski o azyl zostały odrzucone, ale nie można odesłać ich do domu. Na Lindholm znajduje się w tej chwili ośrodek badawczy Duńskiego Uniwersytetu Technicznego, stajnie, laboratoria oraz krematorium. Jeden z dwóch promów, który krąży pomiędzy lądem i wysepką, nosi złowieszczą nazwę „Wirus”.

Ośrodek dla niechcianych azylantów ma powstać do 2021 roku. „Zesłańcy” będą musieli codziennie meldować się w centrum. W pierwszej kolejności na wyspę trafi 230 imigrantów z ośrodka położonego w liczącej dwa tysiące mieszkańców miejscowości Bording. To właśnie przestępcy, których ze względów proceduralnych nie udało się odesłać do krajów pochodzenia. Często zdarzały się tam pobicia i kradzieże.

– Musimy mieć miejsce, do którego będziemy kierować tych imigrantów, którzy stanowią zagrożenie dla mieszkańców Danii – powiedział Kristian Jensen, duński minister finansów. – Zminimalizujemy liczbę kursów promów tak, jak to tylko możliwe. Uczynimy to tak uciążliwym i drogim, jak to tylko możliwe.

„Są niechciani w Danii i to poczują” – napisała na Facebooku minister ds. imigracji Inger Støjberg.

Jak podaje „NY Times”, Przerażający projekt przystosowania odizolowanej od świata wyspy ma zająć 4 lata i pochłonąć 115 mln dolarów. Do najbliższego wybrzeża z wyspy trzeba przebyć 3 kilometry, do Polski – 190.

– Nie jest łatwo prosić rodziny, by wracały do domu, jeśli właśnie się osiedliły. Ale to moralnie słuszne. Nie powinniśmy robić z uchodźców imigrantów” – mówił w listopadzie premier Lars Rasmussen na spotkaniu z przedstawicielami swej Duńskiej Partii Liberalnej. Duński Instytut Praw Człowieka ogłosił, że będzie uważnie śledził rozwój projektu.