Gospodarka 48 godzin

Duńska troska o faunę
Chwieje się w posadach planowany od kilkunastu lat, projekt poprowadzenia rurociągu z norweskich złóż gazu do Polski. Pod panowaniem PiS pozycja międzynarodowa Polski znacznie osłabła, więc Dania woli mieć lepsze relacje z Rosją i Niemcami. Już w 2019 r. Dania zgodziła się na gazociąg Nord Stream 2 pod Bałtykiem, a teraz wstrzymała budowę gazociągu z Polski do Norwegii (biegnącego właśnie przez Danię). Pretekstem dla Duńczyków stała się ochrona niektórych gatunków myszy i nietoperzy. Jak wiadomo, Dania wykazuje wielką troskę o dobro zwierząt, czemu daje wyraz między innymi zabijając i ćwiartując żyrafy oraz lwy w ZOO na oczach dzieci, żeby się uczyły na czym polega duńskie hygge, czyli wewnętrzna równowaga, bezpieczeństwo i szczęście. Może dlatego Dania przoduje w statystyce samobójstw?

Nowy rozkład jazdy
Obowiązuje od 13 czerwca. Przewiduje stopniowe uruchamianie pociągów wakacyjnych. Wrócą połączenia dalekobieżne do Zakopanego (m.in. z Krakowa, Warszawy, Gdyni), a także do Hajnówki, ale nie dalej. A kiedyś, za ponurych czasów komuny, były nawet do Białowieży, co dobrze służyło ekologii. W 2015 r. mówiono o rewitalizacji linii Hajnówka – Białowieża, ale gdy PiS objęło władzę, oznajmiono, że rewitalizacji na razie nie będzie. W okresie wakacyjnym zostanie też przedłużone połączenie kończące się w Zagórzu – do Leska i Uherców Mineralnych. W czasach normalniejszych dla kolei (czyli też „za komuny”) prowadziło zaś jeszcze dalej, bo aż do Ustrzyk Dolnych w Bieszczadach. Od 13 czerwca w woj. kujawsko-pomorskim rozpoczną się prace na trasie Toruń Wschodni – Chełmża, a za pociągi pojadą autobusy. Nowy rozkład jazdy pogorszy także w miarę dogodne, bezpośrednie poranne połączenie kolejowe z Radomia do Warszawy Centralnej, które o godz. 5.30 zapewnia dojazd do pracy w stolicy na 7.21 (i możliwość drzemki, o ile ktoś ma miejsce siedzące). Od 13 czerwca pociąg wyruszać będzie z Radomia o 5.20 i dojedzie tylko do Warszawy Zachodniej o 7.17. Natomiast pierwszy bezpośredni pociąg z Radomia do Warszawy Centralnej wyruszy dopiero o 9.45, by przyjechać do stolicy na 11.43. PKP Polskie Linie Kolejowe informują jednak, że od 28 czerwca „zaplanowano” bezpośrednie połączenia miedzy Radomiem a Warszawą Centralną (co niekoniecznie musi oznaczać, że na pewno ruszą one w tym właśnie dniu). Na Pomorzu, po rewitalizacji linii, „planowany” jest też powrót połączeń na trasie Malbork – Kwidzyn. W porównaniu z wakacjami 2020 r. nieco mają się skrócić czasy przejazdu na niektórych trasach. Najszybszy pociąg dalekobieżny na trasie Wrocław – Poznań pojedzie w czasie 1 h 40 min, gdy przed rokiem było to 2 h 18 min. Podróż na trasie Warszawa – Lublin, w porównaniu z rokiem poprzednim skróci się o 23 min. Najszybszy skład ze stolicy Mazowsza na Lubelszczyznę dojedzie w 2 h 9 min (rok temu 2 h 32 min). Krótszy czas przejazdu będzie także na trasie z Krakowa do Katowic. Najszybszy pociąg połączy te miasta w 53 min (w ubiegłe wakacje – 1 h 37 min). Trasę Kraków – Wrocław będzie można pokonać w czasie 2 h 53 min, gdy rok wcześniej czas przejazdu wynosił 3 h 24 min. Na trasie Wrocław – Katowice czas przejazdu najszybszego składu skróci się zaś do 1 h 50 min (z 2 h 13 min).

Moja Dania

Po roku 1945 polityka zagraniczna Danii była ukierunkowana na zachowanie neutralności. Radykalna zmiana nastąpiła w roku 1948. W kwietniu tego roku w Pradze miały miejsce dramatyczne wydarzenia- zagadkowa śmierć ministra spraw zagranicznych Jana Masaryka i przejęcie władzy przez Komunistyczną Partię Czechosłowacji pod kierownictwem Klementa Gottwalda. Również w kwietniu 1948 roku parlament duński zadecydował o przyjęciu pomocy amerykańskiej w ramach planu Marshalla. Dla wyniszczonej przez wojnę i okupację gospodarki duńskiej pomoc ta była bardzo istotna.

W 1949 roku Dania stała się państwem członkowskim NATO. Duńscy politycy i dyplomaci odgrywali i odgrywają ważną rolę w Sojuszu. I tak np. Anders Fogh Rasmussen po ośmioletnim okresie sprawowania funkcji premiera, w latach 2009-2014 był sekretarzem generalnym NATO. Aktywne członkostwo nie oznaczało jednak rezygnacji z zapobiegania uwikłaniu Danii w konflikt z ZSRR, który mógłby oznaczać-przewidywane przez strategów- planistów prewencyjne uderzenie w bazy atomowe. Niebezpieczeństwo takie byłoby realne w przypadku istnienia tego rodzaju baz na terytorium Danii.
Polityka w tej kwestii została sformułowana przez duńskiego premiera i ministra spraw zagranicznych H. C. Hansena po raz pierwszy 29 czerwca 1957 roku a następnie uściślona 1 maja 1958 roku. Premier Hansen oświadczył wówczas:” W obecnych okolicznościach nie jesteśmy gotowi do zaakceptowania głowic nuklearnych lub rakiet średniego zasięgu na terytorium Danii”. Stanowisko to jest podstawą obecnej polityki rządu duńskiego, który w aktualnych okolicznościach nie akceptuje broni nuklearnej na terytorium Danii w czasie pokoju.
xxxxx
Politykę zagraniczną Danii i wszystko, co dotyczyło Danii zawsze śledziłem z uwagą i sympatią spowodowaną przyczynami osobistymi o których mowa poniżej. W szczególności-rzecz oczywista-kontakty polsko-duńskie. Jako student Politechniki Poznańskiej odbywający praktykę w Zakładach Cegielskiego dowiedziałem się, że w tych Zakładach uruchomiona została- w oparciu o licencję udzieloną przez duńską firmę Burmeister & Wain – produkcja silników okrętowych. Tak więc w ponurych latach zimnej wojny moja Dania nie przyłączyła się do restrykcyjnego traktowania mojej Polski.
Mój pierwszy wyjazd
W roku 1947 duński komitet pomocy dzieciom zaprosił tysiąc polskich dziewcząt i chłopców na czteromiesięczne wakacje- od 1 maja do 31 sierpnia. W Gdyni, przed wejściem na pokład dzieciarnię zbadali lekarze duńscy. Cierpiących na choroby zakaźne odesłali do domu. Było ich około dwustu. Byłem jednym ze szczęśliwców, którzy popłynęli do Danii.
Zostałem wybrany przez kierownika szkoły podstawowej w Dębnie Lubuskim ponieważ byłem wówczas chudzielcem-niejadkiem,który uczył się dobrze. W wieku lat dziewięciu rozpocząłem poznawanie świata. Z Gdyni do Kopenhagi przybyliśmy na pokładzie „Sobieskiego”. Następnie – po przesiadkach ze statku na statek- dotarłem do miasteczka Marstal znajdującego się na Aeroe- jednej z licznych niewielkich wysepek. Zaopiekowała się mną rodzina Rasmussenów składająca się z ojca-rybaka i dwu dorosłych córek – Elin i Grethe. Elin prowadziła sklep z lodami, który odwiedzałem codziennie. Grethe zadbała o to, abym w trakcie pobytu w Danii znalazł się-na dziesięć dni w Kopenhadze.
Po raz pierwszy w życiu znalazłem się w europejskiej stolicy, w pięknym mieście z parkiem Tivoli dostarczającym licznych atrakcji takim jak ja szkrabom w wieku szkolnym. Porozumiewanie się z moimi opiekunami nie było trudne.Przed moim przybyciem otrzymali oni rozmówki duńsko-polskie. Dzięki tej niewielkiej książeczce nauczyłem się kilkadziesiąt trudnych, duńskich słów. Ze zdziwieniem dowiedziałem się, że Duńczycy o swoich monarchach wyrażali się z sympatią i uznaniem. Ze zdziwieniem, gdyż ojciec powiedział mi, że w świecie współczesnym „królowie to przeżytki”.
Moi opiekunowie powiedzieli mi, że w czasie okupacji król Chrystian X- wbrew niemieckim pogróżkom-przed pałacem królewskim osobiście wciągał na maszt flagę duńską. W ten sposób podtrzymywał nadzieję, że „jeszcze Dania nie zginęła”.
xxxxx
Po powrocie do Dębna-wbrew docinkom kolegów- nadrobiłem stracone w szkole dwa miesiące, a w dwa lata później byłem „pierwszy w klasie”. Ponieważ „pierwszy w klasie” jest tematem złośliwych dowcipów pośpiesznie muszę dodać, że to zdarzyło się mi po raz pierwszy i ostatni.W Liceum Ogólnokształcącym w Kole, w klasie maturalnej byłem dopiero drugi.
xxxxx
Wiedziałem, że Warszawa jest bardzo zniszczona. Marzyłem o tym, aby po odbudowie była taka jak Kopenhaga.
W Warszawie znalazłem się po raz pierwszy w roku 1952 jako uczestnik Zlotu Młodych Przodowników-Budowniczych Polski Ludowej. Kulminacyjnym wydarzenie Zlotu był wiec ma Placu Zwycięstwa.
Na trybunie był prezydent Bolesław Bierut oraz przedstawiciele organizacji młodzieżowych ze Związku Radzieckiego i innych państw bloku wschodniego. Światową Organizację Młodzieży Demokratycznej reprezentował Francesco Moranino. Na zakończenie wiecu przewodniczący Zarządu Głównego Związku Młodzieży Polskiej – Władysław Matwin odczytał tekst ślubowania uczestników Zlotu. Słuchaliśmy go w milczeniu. Grupa młodzieży znajdująca się w pobliżu trybuny powtarzała jego słowa. Słowa te przyjąłem ze zdumieniem, gdyż była tam mowa o”angloamerykańskich podpalaczach i ludobójcach”.
Jak można tak mówić o tych, którzy pomagali nam wydostać się spod hitlerowskiej okupacji ! Pamiętałem też o żołnierzach amerykańskich i brytyjskich, którzy wspólnie z żołnierzami radzieckimi wyzwolili moją Danię.
Imigranci i uchodźcy
W latach 1960-tych do Danii przybywali robotnicy z Jugosławii,Turcji i Pakistanu. Wielu z nich pozostało na stałe. Później zaczęli napływać uchodźcy z państw ogarniętych wojnami i konfliktami.
Władze ustalały ilościowe kwoty uchodźców, którzy mogli być przyjęci w Danii. W roku 1983 parlament przyjął ustawę o cudzoziemcach zgodnie z którą rozpatrywanie wniosków o azyl powinno uwzględniać prawa człowieka. W latach następnych napływ cudzoziemców wywoływał głosy krytyki, a nawet reakcje rasistowskie. W roku 1998 do parlamentu weszło 13 przedstawicieli antyimigranckiej Duńskiej Partii Ludowej. W tym samym roku przyjęta została ustawa zawierająca ograniczenia dotyczące w szczególności pozostawania w Danii.
Imigrantom przyznawano trzyletnie zasiłki i zobowiązywano do nauki języka duńskiego. Zwolennicy obrony praw człowieka zdołali doprowadzić w roku 2000 do złagodzenia postanowień tej ustawy dotyczących kwestii łączenia rodzin.
Na niewielkie terytorium Danii przybywają ciągle cudzoziemcy. Władze państwowe zwracają uwagę na stwarzanie możliwości ich zgodnego współżycia z miejscowymi społecznościami. W szkołach dzieci cudzoziemców nie powinny stanowić więcej niż 25 proc. ogółu uczniów. Powinno to osłabiać skłonności przybyszów do zamykania się w odrębnych grupach i sprzyjać społecznej integracji.
Obecnie w Danii przebywa około 34 000 Polaków. Mam nadzieję,że czują się tam dobrze. Podobnie jak ja wiele lat temu.

W trakcie pisania powyższych rozważań Pani Laura Sorensen Topp z Ministerstwa Spraw Zagranicznych Danii przekazała mi ważne informacje za które serdecznie Jej dziękuję.

COŚ ZA COŚ

Od czwartku 29 października w szkołach i innych instytucjach prowadzących zajęcia z młodzieżą i dorosłymi (np. kursy, zajęcia dodatkowe, pozalekcyjne itp.) Dania wprowadza obowiązek noszenia maseczek przez uczniów/uczestników takich zajęć. Noszenie maseczek obowiązuje w trakcie poruszania się i przebywania w danej instytucji, ale nie podczas samych zajęć lekcyjnych, wykładów itp. Nauczyciele i wykładowcy w takich instytucjach mają obowiązek noszenia przyłbic w trakcie zajęć o ile w ciągu jednego dnia mają zajęcia/wykłady z więcej niż jedną grupą uczniów/klasą.

Jeżeli wydatki na zakup obowiązkowych maseczek przekraczają możliwości budżetu uczestników takich zajęć, to mogą je oni otrzymać bezpłatnie w siedzibie właściwej gminy. O takim rozwiązaniu poinformowała w niedzielę 25.10.2020r. duńska minister nauki Pernille Rosenkrantz-Theil. Poszczególne szkoły i inne tego typu instytucje mogą same podjąć decyzję o ew. wydawaniu darmowych maseczek w miejscu prowadzenia zajęć/nauki.
Pieniądze na tego typu „fanaberie” biorą się m.in. stąd, że w żadnej z wymienionych instytucji nie ma żadnego katechety, więc zaoszczędzonych pieniędzy z naddatkiem wystarczy np. na maseczki. Jest jeszcze szereg innych zalet niemania przez duńskie szkoły katechetów, np. nie występuje tu zjawisko dawania przez katechetę ciumka, obmacywania dzieci itp. Nie mówiąc już o tym, że nie robi się duńskim dziatkom wody z mózgu. Że o studentach, których także obejmuje zarządzenie pani minister, nie wspomnę. Co najwyżej dodam, że każdy mieszkający poza domem rodzinnym student otrzymuje miesięcznie od państwa 6.243 korony (słownie: sześć tysięcy dwieście czterdzieści trzy, miesiąc w miesiąc), w przeliczeniu na złotówki 3.842 złote (słownie: trzy tysiące osiemset czterdzieści dwa złote, co miesiąc). Skąd oni biorą na to pieniądze? Długo by opowiadać, ale w największym skrócie powiem, że podobnie jak szkoły, uczelnie też nie mają katechetów, Dania nie ma konkordatu itd. itp. Za to ma aborcję na życzenie kobiety. Całkowicie bezpłatną…

Polacy roznoszą covida

13 października Dania z dumą poinformowała, że odnotowano w tym dniu najniższą od prawie dwóch miesięcy liczbę nowych zachorowań na covid. Było tych przypadków poniżej 300. Litościwie nikt nie dodał, że co najmniej 25 z nich stanowili polscy budowlańcy zatrudnieni w Kopenhadze przez firmę Budomex.

14 października duńskie media doniosły, że po przebadaniu w minioną niedzielę 143 pracowników zatrudnionych przy budowie tzw. Carlsberg Byen (Miasto Carlsberg’a, kompleks budowany na terenie byłego browaru Carlsberg w Kopenhadze) u prawie pięćdziesięciu z nich stwierdzono covida. 25 z tej pięćdziesiątki to Polacy zatrudnieni przez Budomex.
Zakażeni polscy pracownicy zakwaterowani są razem z co najmniej 115 innymi Polakami w trzech położonych kilkadziesiąt kilometrów od Kopenhagi obiektach (nieczynna gospoda, stare gospodarstwo rolne i zamknięta szkoła), skąd dojeżdżają codziennie do pracy stłoczeni w niewielkich busach.
Władze oddzieliły zakażonych od zdrowych, których przeniesiono w inne miejsce. Chorymi zaopiekowała się służba zdrowia.
W pierwszych dniach września br. głośno było o innym przypadku masowego zarażenia koronawirusem, gdzie również głównymi „bohaterami” byli Polacy. W rzeźni firmy Danish Crown w miejscowości Ringsted, gdzie znaczną część zatrudnionych stanowili Polacy, stwierdzono wtedy ponad 150 przypadków zakażenia, spośród których znaczną część stanowili Polacy.
W rezultacie testom poddano ponad 1.300 pracowników koncernu ze wszystkich duńskich zakładów Danish Crown i po odizolowaniu chorych oraz wprowadzeniu zaostrzonych zasad bezpieczeństwa sytuacja została opanowana.
Już w wakacje podnosiły się głosy o tym, że mimo rozmaitych restrykcji wprowadzanych przez duńskie władze w związku z pandemią, polscy robotnicy zatrudnieni na Wyspach Duńskich bez przeszkód i bez jakiejkolwiek kontroli mogli wjeżdżać i wyjeżdżać z Danii.
Można przypuszczać, że ujawnione w tych dniach informacje w połączeniu z gwałtownym rozszerzaniem się zarazy w Europie spowodują, że lada chwila zostaną zaostrzone zasady wjazdu i kontroli zdrowotnej zatrudnionych w Danii cudzoziemców.

Konfiskata samochodu

Młody kierowca z kopenhaskiej dzielnicy Rødovre (Roedovre) definitywnie stracił prawo jazdy, jak i kupiony kilka tygodni wcześniej samochód. Tak orzekł sąd skazując go za prowadzenie pojazdu pod wpływem narkotyków oraz bez ważnego prawa jazdy. Mężczyzna kupił samochód w początkach sierpnia roku 2019, a pod koniec tego samego miesiąca został zatrzymany podczas policyjnej kontroli. Okazało się, że kierowca nie tylko miał zakaz prowadzenia pojazdów i zatrzymane prawo jazdy, ale odpowiednie urządzenie (naroktester) pokazało, że mężczyzna był pod wpływem haszyszu i innych narkotyków, co zostało następnie potwierdzone podczas badania krwi.

Ponieważ policja już wcześniej dwukrotnie zatrzymywała tego samego kierowcę prowadzącego samochód mimo zatrzymania mu prawa jazdy, zdecydowano o skonfiskowaniu pojazdu oraz wymierzeniu kary pieniężnej w kwocie 10.500 koron (ok. 6.350 złotych). Od kilkunastu lat duńskie prawo przewiduje możliwość konfiskaty pojazdu jeżeli np. kierowca zostanie trzykrotnie przyłapany na prowadzeniu samochodu bez ważnego prawa jazdy i/lub gdy prowadzący trzykrotnie lub więcej razy zostanie przyłapany na prowadzeniu pojazdu pod wpływem narkotyków. Konfiskata oznacza, że samochód zostanie sprzedany na aukcji, a uzyskanie z jego sprzedaży pieniądze staną się własnością skarbu państwa. Skonfiskowany może być również samochód, którego naruszający prawo kierowca nie był właścicielem. W opisanym przypadku samochód pozostawał przez rok w policyjnym garażu czekając na decyzję sądu co do
ew. konfiskaty.
Ostatecznie sąd orzekł przepadek samochodu oraz zakaz prowadzenia pojazdów. Mężczyzna zaakceptował wyrok. O ewentualne wydanie zgody na ponowne przystąpienie do kursu na prawo jazdy i do egzaminu skazany będzie musiał wystąpić do sądu.
Tak przy okazji: w Danii jest też inny interesujący przepis stanowiący, że jeżeli kierowca przekroczy dopuszczalną w danym miejscu prędkość o więcej, niż 30 proc., to oprócz surowej kary pieniężnej natychmiast traci prawo jazdy, często z orzeczeniem (jeżeli w grę wchodził też alkohol lub narkotyki), że ponownie może się o nie ubiegać np. po upływie roku lub dwóch albo trzech. Żeby je odzyskać musi – każdy, bez wyjątku – ponownie pójść na kurs kierowców i zdać egzamin na prawo jazdy oraz oczywiście ponieść wszystkie związane z tym koszty.
Dla ludzi, którzy uzyskali prawo jazdy wiele lat wcześniej, ponowne zaliczenie kursu i zdanie egzaminu to wyzwanie ponad siły. Tym bardziej, że w duńskim systemie egzaminatorem z jazdy jest zawsze policjant, który każdorazowo jest informowany, jeżeli do egzaminu przystępuje kierowca, który stracił prawo jazdy za naruszenie przepisów ruchu drogowego. A przekupienie duńskiego policjanta jest niemożliwe, bo oni nie wiedzą, co to jest przekupstwo lub łapówka, nie rozumieją, nie znają tych pojęć, w związku z czym nie umieliby się odpowiednio zachować, więc nikt nawet nie próbuje. I dlatego duńscy kierowcy, jeżeli już, to przekraczają dozwoloną prędkość w sposób karany jedynie mandatem i punktami.
Przekroczenie dopuszczalnej prędkości o mniej, niż 10 proc. nie jest w Danii karalne. Rocznie w wypadkach drogowych ginie na Wyspach Duńskich ok. 150 osób. W Polsce, po uwzględnieniu liczby mieszkańców w obu krajach, dawałoby to ok. 1.050 ofiar wypadków drogowych rocznie. Ponad trzy razy mniej niż jest.

Zdziwiona Dania

Trump odwołał swoją wizytę w Danii, dokąd miał się udać bezpośrednio po zakończeniu pobytu w Polsce 1 września 2019 r.

Dania jest przede wszystkim zdziwiona, politycy nie bardzo rozumieją, o co mu poszło – bo podobno obraził się, gdy usłyszał, że premier Danii Mette Frederiksen (socjaldemokraci) nie zamierza z nim rozmawiać o ew. sprzedaży Grenlandii, a zwykli ludzie są głównie rozbawieni i nie szczędzą Trumpowi hejtu, jakiego nawet i sędzia Piebiak by się nie powstydził.
Określenia „szalony/szurnięty dziadunio”, co należałoby tłumaczyć na nasze jako coś w rodzaju „stuknięty/zdziwaczały wujcio”, należą do najłagodniejszych. Na wieść o tym, że Trump rozważa odwołanie wizyty w Danii były dwukrotny premier Lars Løkke Rasmussen (liberałowie) powiedział, że wiadomość ta wygląda mu na głupi primaaprilisowy dowcip, „ale przecież 1. kwietnia już minął”. Z ulgą odetchnęła policja, bo mieliby mnóstwo nielubianej przez siebie roboty. W każdym razie nikt tu po Trumpie, który od początku traktowany był przez media jak populista i dziecko specjalnej troski, płakał nie będzie. I jedynie Dansk Industri, stowarzyszenie duńskich przemysłowców daje do zrozumienia, że lepiej Trumpa nie drażnić, bo nie wiadomo co jeszcze
może „wyciąć”.
W załączeniu rysunek z dzisiejszego wydania „POLITIKEN” – jednego z największych, poważnych duńskich dzienników. Tekst w „Politiken”, który zilustrowano załączonym rysunkiem, jest jak najbardziej poważny i stonowany, ale między wierszami jest też nieco drwin, w tym zawoalowane stwierdzenie, że na szczęście Dania (jeden z najzamożniejszych krajów świata) może sobie pozwolić na to, żeby przeczekać tego niezwykłego Amerykanina. Rysunek przedstawia premier Danii Mette Frederiksen i królową Małgorzatę II, którym cham Trump pokazał dudę. Bo i pałac też poczuł się obrażony wybrykiem Trumpa.
Duńczycy – politycy, media i zwykli poddani JKM Małgorzaty II – gorąco kochali Baracka Obamę, ale najbardziej „połechtał” ich Bil Clinton, gdy w roku 1997 w Kopenhadze powiedział Duńczykom, że „gdy Dania przyłącza się w jakimś działaniu do USA, to Ameryka wie, że jest po dobrej stronie mocy”. Była to pierwsza w historii wizyta amerykańskiego prezydenta na Wyspach Duńskich, 80.000 osób zgotowało Clintonowi owację na jednym z centralnych placów Kopenhagi, a wieczorem Clinton w towarzystwie symbolicznej obstawy, udał się do jednego z kopenhaskich klubów, gdzie oczywiście zagrał na saksofonie.

Socjal popłaca

W najnowszym raporcie UNICEF-u w pierwszej piątce państw, które wykazują szczególną dbałość o rodzinę znalazły się trzy kraje skandynawskie, Estonia i Portugalia. Powstająca z kolan i prorodzinna Polska zajęła dopiero 23-cie miejsce spośród zbadanych 31 krajów UE i OECD.

Badania przeprowadziło Centrum Badawcze Innocenti, jednostka UNICEF-u. Eksperci analizowali precyzyjnie – jak głosi raport – „polityki przyjazne rodzinie”. Chodzi m.in. długość pełnopłatnego urlopu rodzicielskiego i dostęp do usług publicznych związanych z opieką nad dziećmi do sześciu lat. Autorzy raportu podkreślają, że polityki te służą wzmacnianiu więzi rodziców z dziećmi i mają kluczowe znaczenia dla „spójności społeczeństw”. Opublikowany 12 czerwca dokument nosi tytuł: „Czy najbogatsze kraje świata są przyjazne rodzinie? Polityka w krajach OECD i UE”.
Jeżeli chodzi o urlopy rodzicielskie prym wiedzie Estonia. Kraj ten oferuje matkom najdłuższy pełnopłatny urlop – 85 tygodni. Następne są Węgry – 72 tygodnie i Bułgaria – 61 tygodni. Polska w tej klasyfikacji uplasowała się na 13-tym miejscu – 42 tygodnie pełnopłatnego urlopu. Zaś USA są jedynym państwem (spośród badanych przez UNICEF), w którym nie ma żadnych regulacji dotyczących płatnych urlopów rodzicielskich.
W raporcie wskazuje się, iż wielu rodziców gotowych wrócić do pracy po urodzeniu się dziecka szuka możliwości opieki nad potomstwem, jednak nie mogą sobie na to pozwolić ze względu na wysoki koszt takich usług. W Wielkiej Brytanii najczęściej jako przyczynę rezygnacji z usług oferowanych przez placówki opieki nad dziećmi rodzicie podawali właśnie wysokie ceny. Tymczasem w Czechach, Danii i w Szwecji koszt stanowił problem jedynie dla jednego procenta rodziców, którzy deklarowali niezaspokojoną potrzebę opieki nad dzieckiem.
W raporcie UNICEF-u zawarto również wskazówki i rekomendacje, w jaki sposób kraje mogą być bardziej przyjazne rodzinie. Należy m.in.: ustawowo zapewnić rodzicom płatny urlop rodzicielski w wymiarze co najmniej pół roku, umożliwić dostęp do niedrogich placówek opieki na dziećmi, upewnić się, że matki mogą karmić piersią zarówno przed, jak i po powrocie do pracy dzięki zapewnieniu im wystarczająco długiego płatnego urlopu rodzicielskiego, zagwarantowaniu przerw w pracy oraz bezpiecznego i odpowiedniego miejsca do karmienia.
Tymczasem w Polsce samorządy zajmują się przyjmowaniem deklaracji „przeciwko seksualizacji dzieci”. UNICEF raczej tego nie doceni.

Duński Alcatraz

Centroprawicowy rząd i Duńska Partia Ludowa zawarły porozumienie: będą zsyłać uchodźców z kryminalną przeszłością do miejsca odosobnienia na bałtyckiej wyspie Lindholm, mającej mniej niż 7 hektarów. Znajdują się tam laboratoria badające zwierzęce choroby zakaźne, kursują tam nieregularnie dwa promy. Nikt nie mieszka tam na stałe.

 

Do 2021 roku na wyspie ma powstać specjalny ośrodek dla tych uchodźców, którzy w przeszłości byli skazani oraz ci, których wnioski o azyl zostały odrzucone, ale nie można odesłać ich do domu. Na Lindholm znajduje się w tej chwili ośrodek badawczy Duńskiego Uniwersytetu Technicznego, stajnie, laboratoria oraz krematorium. Jeden z dwóch promów, który krąży pomiędzy lądem i wysepką, nosi złowieszczą nazwę „Wirus”.

Ośrodek dla niechcianych azylantów ma powstać do 2021 roku. „Zesłańcy” będą musieli codziennie meldować się w centrum. W pierwszej kolejności na wyspę trafi 230 imigrantów z ośrodka położonego w liczącej dwa tysiące mieszkańców miejscowości Bording. To właśnie przestępcy, których ze względów proceduralnych nie udało się odesłać do krajów pochodzenia. Często zdarzały się tam pobicia i kradzieże.

– Musimy mieć miejsce, do którego będziemy kierować tych imigrantów, którzy stanowią zagrożenie dla mieszkańców Danii – powiedział Kristian Jensen, duński minister finansów. – Zminimalizujemy liczbę kursów promów tak, jak to tylko możliwe. Uczynimy to tak uciążliwym i drogim, jak to tylko możliwe.

„Są niechciani w Danii i to poczują” – napisała na Facebooku minister ds. imigracji Inger Støjberg.

Jak podaje „NY Times”, Przerażający projekt przystosowania odizolowanej od świata wyspy ma zająć 4 lata i pochłonąć 115 mln dolarów. Do najbliższego wybrzeża z wyspy trzeba przebyć 3 kilometry, do Polski – 190.

– Nie jest łatwo prosić rodziny, by wracały do domu, jeśli właśnie się osiedliły. Ale to moralnie słuszne. Nie powinniśmy robić z uchodźców imigrantów” – mówił w listopadzie premier Lars Rasmussen na spotkaniu z przedstawicielami swej Duńskiej Partii Liberalnej. Duński Instytut Praw Człowieka ogłosił, że będzie uważnie śledził rozwój projektu.