Sezon agresywnych bajek

Mam za sobą wiele lat świadomej obserwacji polskiego życia politycznego. Sądzę, że daje mi to możliwość względnie obiektywnych porównań publicznych wypowiedzi tych, którzy to życie nam kształtują, którzy mają istotny wpływ na nasze nastroje i życiowe decyzje. Z czystym sumieniem mogę więc stwierdzić, że nie pamiętam tak dobrego sezonu na mówienie głupotek, lub opowiadanie bajek, w znacznej części poprzedzających działania, których sens jest dla mnie niezrozumiały.

Gender?

Spisanie wszystkich tych opowiadań wymagałoby napisania książki. Więc – w trosce o cierpliwość czytelników – zajmę się tylko kilkoma, zaczynając od mniej ważnych, ale mimo to denerwujących znaczną część społeczeństwa.
Mam słabe serce, a ostatnio wpada ono zbyt często w palpitacje spowodowane wypowiedziami przedstawicieli rządzących partii na temat konwencji stambulskiej. Objawy niechęci do ostatecznego akceptowania tej konwencji wspierane są często słowem „gender”. To angielskie słowo ma u nas jakieś nadzwyczajną siłę destrukcyjną, mimo, że po polaku znaczy „płeć”. Dopiero, jeśli ktoś chce to pojęcie rozbudować, to może dodać, że nie chodzi mu o płeć biologiczną, tylko kulturową, społeczną albo psychiczną. Ta ostatnia najbardziej niektórych denerwuje, bo nie mogą znieść, że chłopiec uważa się za dziewczynkę i odwrotnie. Nie rozumiem, dlaczego? Znam osobiście pieska, który zachowuje się jak suczka i suczkę z charakterem pieska. Mieszkają obok siebie i doskonale się uzupełniają. To ich spawa, tak samo jak ludzi, którzy mają podobne odczucia.

Niektórzy działacze prawicy dają do zrozumienia swoimi wypowiedziami, że Polak – Katolik nie może tolerować takich różnic między biologią a odczuciami samodzielnych, i rzekomo u nas wolnych ludzi. Tym samym nie rozumiem, czym jest wymyślana przez ideologów męskości tzw. „ideologia gender”. A już zupełnie nie pojmuję, dlaczego „ten cholerny gender” ma przeszkadzać zatwierdzeniu konwencji stambulskiej? Ona bowiem jest tylko (albo aż) deklaracją walki z przemocą wobec kobiet. Chyba także tych biologicznych mężczyzn, którzy za kobiety się uważają. I nie trzeba do tego filozofii.

Twardy język polityków

Sprawą pozornie bez znaczenia jest język używany przez wielu polityków i najbardziej sprawnego polskiego biznesmena, nasycony przerywnikami w formie przekleństw. Mamy w tej dziedzinie tradycję. Piłsudski też przeklinał i używał określeń, które trudno było nazwać salonowymi. Zarówno w antyplatformerskiej fali nagrań rozmów przy konsumpcji niesmacznych ośmiorniczek, jak i publikowanych obecnie szczególnie w dyspozycyjnych rozmowach prezesa Obajtka w czasach wójtowania, przerywnik „k….wa” jest stosowany niemal bez przerwy.

Opowiadanie przez polityków wysokiego szczebla, szczególnie premierów, rzeczy słusznych jest konieczne, ale – moim zdaniem – ważna jest też forma.. Powinni mówić bardzo dobrym, literackim językiem, świadczącym o ich osobistej kulturze. Niektórzy mogą nie wszystko rozumieć, ale mimo to ich autorytet wtedy wzrasta.

Przykro mi. Mimo sklerozy ośmielam się uważać, że z powojennych premierów niemal wszyscy nie potrafili mówić takim językiem. Narażam się politycznie, ale – moim nieuczesanym zdaniem – był tylko jeden wyjątek, który mówił bardzo dobrze. Tym wyjątkiem był Józef Cyrankiewicz. Powtarzam – chodzi mi o formę, a nie o treść. Nawet wtedy, gdy groził odrąbywaniem rąk sprzeciwiającym się władzy poznańskim robotnikom, powiedział to dobrze po polsku.

Dobrze mówili i mówią po polsku w innych okolicznościach, także Włodzimierz Cimoszewicz i Donald Tusk. Nad resztą premierów, łącznie z obecnym, spuszczam zasłonę.

Pochwały za formę opowiadań, nie mogą ode mnie oczekiwać liczni działacze „zjednoczonej (jeszcze) prawicy, którzy przemawiają zawsze z poważną i obrażoną miną, Słucham ich tylko w telewizorze, bo jako przestraszony pandemista poruszam się w promieniu kilometra od miejsca zamieszkania.

Mów mi wuju!

Czołówkę propagandowo – agresywnego przekazywania poglądów stanowią niewątpliwie wiceministrowie i inni partyjni towarzysze ministra sprawiedliwości. Jako tako znoszę tylko byłego wiceministra pana Patryka Jakiego, który używa względnie poprawnego języka i robi korzystne wrażenie, że nie zawsze wierzy w to, co mówi. Staram się traktować, jako niestosowną rozrywkę wypowiedzi, i zapewne rzeczywiste poglądy, wybijającego się ostatnio parlamentarzysty o nazwisku, które w Potopie Sienkiewicza poprzedzone jest imieniem Roch. Słuchając go, mam niekiedy ochotę powiedzieć, wzorem Zagłoby – „Mów mi wuju!”- to prywatnie Ci wytłumaczę, dlaczego się z Tobą nie zgadzam.

Jedną z ostatnich głupotek serwowanych przez tego quasi Rocha było nerwowe oświadczenie, że marzy – „jak miliony Polaków” – o tym, aby zobaczyć w więzieniu Donalda Tuska. Bo źle rozmawiał z Rosjanami po katastrofie smoleńskiej. Przestraszyłem się (jak zwykle ostatnio), bo wprawdzie „miliony” były oczywistą przesadą, ale może rzeczywiście jest sporo osób, które mają o to pretensje. Nie zwlekając poszukałem w okolicy mego niezawodnego konsultanta politycznego, czyli nurka śmietnikowego, o którym już kiedyś pisałem. Powiedział, żebym się nie przejmował. Przeciętny polski obywatel nie wie, o co chodzi z tymi rozmowami. Interesuje się, ale też coraz mniej, tylko odpowiedzią na pytanie – był jakiś zamach, czy go nie było?

Dochodzimy tu do wyjątkowo długiego wykorzystywania sezonu na bajkowe opowiadania. Właściwie zaczął się krótko po katastrofie, czyli 10 lat temu. Co roku zapowiadano zakończenie, które – jak powszechnie rozumiano – miało wskazać zamachowca i udowodnić jego winę. Powołano specjalną (i kosztowną) podkomisję i wielu ekspertów. Kwestionowano oficjalne wyniki badań specjalistów od katastrof lotniczych i usiłowano nadawać inne znaczenie nagraniom z kokpitu samolotu. I trwa to dalej bez pewności, że skończy się po 10 rocznicy.

Wirus – nasz wróg

Rosnący zestaw bajkowych opowiadań przyniosła nam zaraza korona wirusem. Najpierw – według opowiadań Premiera – wirus już się wycofywał, żeby pozwolić nam na spokojne przeprowadzenie wyboru prezydenta. Potem wrócił. W wakacje osłabł, bo pojechał na wycieczkę do Anglii i na plaże w Izraelu. Tam go skutecznie pogonili naprawdę masowymi szczepieniami, więc teraz znowu nas nawiedził. Widocznie wypoczął, bo rozrabia ze zdwojona siłą. Najbardziej przebijały się partyjno – propagandowe opowiadania o tym, jak na wszystko jesteśmy przygotowani, wszystkiego mamy więcej niż trzeba, poza szczepionkami. Wobec tego wymyślano i zmieniano „system” szczepień zmuszający np. staruszków do tego, aby wiedzieli, co to jest „profil zaufany” i jak go wykorzystać. Ale jak znerwicowane społeczeństwo przestało lubić szczepionkę jednej firmy i powstały jej zapasy, to mimo to nie widzę punktów szczepień z napisami „Tu szczepmy szczepionką XYZ każdego w wieku od …. do ……, kto się umówi telefoniczne pod numerem …..”.

Może zresztą się mylę, może wbrew narzekaniom mamy nadmiar personelu i wszystkiego, co potrzebne w walce z pandemią. Wysyłamy przecież naszą liczną ekipę lekarzy i pielęgniarek – dobrze, że tylko na trzy dni, – aby zaszczepiła personel kwatery głównej NATO. Tak, jakby nie było w tej „okolicy” Belgii i Holandii, a niezbyt daleko także Niemiec, Francji i Anglii. Zaczynam wierzyć panu premierowi, że staliśmy się w latach panowania PISu nieprzyzwoicie bogaci, czego zresztą dowodem mogą być także niektórzy obywatele kierujący największymi spółkami skarbu państwa.

Czołową nagrodę za oświadczenia w czasie zarazy, trzeba przyznać także naszemu instytucjonalnemu kościołówi. Nawet w podobnie pobożnej Litwie ogłoszono decyzje władz kościelnych, że msze powinny odbywać się bez bezpośredniego udziału wiernych. Są transmitowane przez telewizję i każdy, jeśli czuje taką nieodpartą potrzebę, może w nich uczestniczyć. Kościoły w Polsce z reguły nie przestrzegają zaleceń dotyczących liczby obecnych i obowiązku zakładania maseczek. Bez owijania w bawełnę trzeba powiedzieć, że są jednym z poważnych źródeł zakażeń. I w tym zakresie wszystko zaczyna się od pięknych, ale pozbawionych przyziemnego sensu, słów o nieustającej opiece Boga i o „duchowych potrzebach Polaków”. Ukryte w tych wypowiedziach sugerowanie, że modlitwa może zastępować medycynę, jest anegdotą stulecia. A tymczasem, codzienne wywożenie licznych zmarłych ze szpitali, zaczyna przypominać obrazy z walki z zarazą w średniowieczu.

Ten okropny komunizm

Pandemia nie zmieniła jednak tonacji wypowiedzi związanych z naszym życiem politycznym. Wyraźnie zaostrzyły się twierdzenia działaczy zjednoczonej prawicy, że wszystkiemu złemu winna jest opozycja i okres, w którym żyliśmy „w „komuniźmie”. Oderwiemy się od tego tragicznego okresu dopiero wtedy, kiedy wymrą ludzie, którzy w nim żyli. Bo oni przesiąkli tym strasznym ustrojem, ukryli się w opozycji i wszystko teraz nam psują.

Takie twierdzenia słyszę niemal codziennie z ust młodych, a więc niezarażonych tym politycznym wirusem, wiceministrów sprawiedliwości, prawicowych radnych Warszawy i Gdańska a także niektórych europosłów i europosłanek – na czele z moją ulubioną, o której już pisałem. Niedawno na posiedzeniu poświęconym praworządności wygłosiła zadziwiające oświadczenie, w którym – oczywiście – też wskazała z psychiczne „skomunizowanie” naszej opozycji.

Nie mogę się powstrzymać, od kilku nieśmiałych uwag.

Teorie komunizmu nigdy i nigdzie nie były zmaterializowane w postaci ustroju. Niektórzy filozofowie uważali zresztą, że „Komunizm to chrześcijaństwo w najczystszej formie, w czasie, kiedy nie wypaczył go katolicyzm” (Etien Cabet 1842). Zły stosunek do samej idei wolności, równości, wspólnoty, braterstwa itd. powstał nie dlatego, że „masy” nie zgadzały się z tą ideą, tylko dlatego, że w poważnej skali próbowano ją wprowadzać w czasie rewolucji rosyjskiej, używając siły i mordując przeciwników. Szczyt krwawych prób wdrażania komunizmu osiągnięto jednak nie w ZSRR, a w Kambodży, w której Czerwoni Khmerzy pod dowództwem Pol Pota w latach 1975 – 80 wymordowali lub w inny sposób doprowadzili do śmierci ponad 20% populacji kraju, czyli 1,5 miliona osób. Bezmyślność tej „rewolucji” zmierzającej do stworzenia państwa rolniczego bez szkół i inteligencji, też zostawiła ślad na opinii o teorii komunizmu, mimo, że nie miała z nią nic wspólnego.

W Polsce tylko przez dziesięć lat po wojnie panowało coś, co miało być ”ustrojem sprawiedliwości społecznej”, ale wzorem wielkiego sąsiada i międzynarodowo uznanego opiekuna wschodnioeuropejskiej strefy wpływów, było jednocześnie okresem bezwzględnej, i czasem też krwawej, walki politycznej. Ale nawet wtedy nie wprowadzono kolektywizacji rolnictwa, nie zlikwidowano rzemiosła i innych form, drobnej, prywatnej przedsiębiorczości, rozwijano szkolnictwo średnie i wyższe. Upaństwowiono tylko średnie, duże i bardzo duże przedsiębiorstwa przemysłowe.

Teraz mamy inny klimat

Od 1956 roku, czyli „epoki” gomułkowskiej, naród żył względnie spokojnie, uczył się i ciężko pracował nad odbudową kraju. Można mi zarzucić, że jako sklerotyk, widzę ten okres w zbyt różowych barwach, Ale prawicowy malkontent powinien posłuchać piosenki „Gdzie się podziały tamte prywatki, gdzie te dziewczyny z tamtych lat?” – zwłaszcza w pierwszym wykonaniu W. Gąssowskiego wspieranej fotografiami, – aby zrozumieć, że nie było tak źle, jak to przedstawia w swoich wystąpieniach.. Owszem – ograniczano wolność słowa (choć kabarety polityczne były lepsze niż dzisiaj). Ograniczano wyjazdy zagraniczne. Hamowano import i – poza rolnictwem – rozwój prywatnej przedsiębiorczości. Ale właśnie w tym okresie wiele znanych osób, łącznie z braćmi Kaczyńskimi, kończyło studia. A Lech zrobił nawet habilitację. Co nie oznacza, że nie byli jednocześnie opozycjonistami.

Ci młodzi politycy, którzy opowiadają namiętnie o tym wczesnym, najgorszym okresie, zapominają o tym, że niekochający władzy naród był jednocześnie zjednoczony w dążeniu do odbudowy kraju i przywrócenia nadszarpniętych wojną jego wartości kulturowych. Student, czujący się opozycjonistą, nie rezygnował ze swoich poglądów, ale bez wstrętu jechał w niedzielę „pomagać wsi”, albo grzebać w ziemi doły, pod fundamenty nowych osiedli.

Dzisiaj, Szanowne Panie i równie Szanowni Panowie z rządzącej prawicy, z perspektywy tych wielu lat widzę, że zaczyna być gorzej. Udało się Wam zrobić niespotykany w Europie i w naszej historii, bałagan w wymiarze sprawiedliwości. Skład, sposób działania i decyzje takich „organów” jak Trybunał Konstytucyjny, Sąd Najwyższy, Krajowa Rada Sądownictwa budzą wątpliwości w kraju i w UE. Próby „stłamszenia” niezależnych mediów niszczą pozory demokracji. Posłowie prawicy w swoich wypowiedziach nie tylko usprawiedliwiają, ale wręcz chwalą decyzję pewnej posłanki, o przejściu z całkiem lewej strony, na całkiem prawą. Nagła zmiana poglądów tej pani nie tylko zerwała niepisaną umowę z jej wyborcami, ale świadczyła też o narastającym lekceważeniu zasad przyzwoitego parlamentaryzmu.
Teraz „taki mamy klimat”. I nie stworzyło go ani polityczne centrum, ani lewica. Przy skłonności do pisania agresywnych bajek, trudno go będzie ocieplić.

Warszawa – Marki. 26.03.2021

W obronie pomnika

Mieszkańcy Czechowic-Dziedzic, wspierani przez posła Lewicy Przemysława Koperskiego, nie chcą, by IPN wymusił usunięcie z miasta pomnika Braterstwa Broni. Chcą, by pozostał jako świadectwo historii.

Pomnik znajduje się przy Rondzie Solidarności, niedaleko dworca kolejowego i historycznej ulicy. To dwie figury żołnierzy – Ludowego Wojska Polskiego i Armii Czerwonej. W obecnym stanie przedstawia sobą widok raczej rozpaczliwy – wandale zostawili na nim plamy czerwonej farby i hasła „Precz z komuną” oraz „Katyń”. Pierwotny napis dawno przepadł. Gdyby doszło do zapowiadanego demontażu, którego IPN domaga się od dwóch lat (a miejscowa prawica jeszcze dłużej), pomnik prawdopodobnie poszedłby w rozsypkę.

Jeszcze podczas marcowej sesji rady miejskiej burmistrz Czechowic-Dziedzic, bezpartyjny samorządowiec Marian Błachut zapowiadał, że pomnik zostanie zdemontowany przed Wielkanocą. Był wyłoniony wykonawca, który miał podjąć się odcięcia figur od podstawy, a następnie przewiezienia pomnika na teren Przedsiębiorstwa Inżynierii Miejskiej. Usunięcia obiektu domagał się wojewoda śląski, uzbrojony w decyzję IPN.

Pomnik nie oburza

W obronie pomnika wystąpiła jednak część mieszkańców miasta, których dwie figury żołnierzy w centrum miasta nie oburzają ani nie gorszą. W opublikowanej w internecie petycji sugerują, by oficjalnie zmienić nazwę monumentu na Pomnik Poległym na Frontach II Wojny Światowej, co sprawi, że zostałby on wykluczony spod dekomunizacyjnych przepisów.
– Pomnik upamiętnia dwóch anonimowych żołnierzy w mundurach polskim i rosyjskim, a więc dwóch armii, które w 1945 r. wyzwalały teren naszego miasta spod hitlerowskiego terroru, a których żołnierze licznie spoczywają w bezimiennych, często zapomnianych mogiłach – czytamy dalej w petycji. Podniesiono w niej również, że pomnik jest dziełem Stanisława Marcinówa, ucznia Xawerego Dunikowskiego, i posiada znaczną wartość artystyczną, a pozostając w przestrzeni miejskiej przez 67 lat stał się nie tyle symbolem ideologii komunistycznej, co świadkiem odbudowy i rozwoju Czechowic-Dziedzic po wojnie.

Prawicowa mania

W obronę pomnika zaangażował się poseł Lewicy z Bielska-Białej, Przemysław Koperski. – Co za manię z tym burzeniem pomników ma prawa strona sceny politycznej. Może zamiast niszczyć, stawiajcie swoje? – zapytał polityk na Facebooku, informując o apelu do wojewody, jaki wystosował w odpowiedzi na prośby mieszkańców, zwracających się do niego z prośbą o podjęcie próby ratowania obiektu. Poprzez zmianę nazwy, korektę symboliki i objęcie pomnika, jako wyjątkowej w mieście monumentalistycznej rzeźby, ochroną konserwatorską.

29 marca poinformowano, że przeniesienie pomnika zostało na razie wstrzymane, by radni mieli w ogóle szansę ustosunkować się do petycji mieszkańców, a konserwator zabytków – ocenić zasadność wniosku o ochronę. Samorządowcy z Czechowic-Dziedzic są jednak sceptyczni. Decyzja wojewody śląskiego o usunięciu pomnika nie została wszak odwołana…

Patriotycznie już jest

Czy Czechowicom-Dziedzicom brakuje patriotycznych miejsc pamięci czy pomników prawicowych bohaterów? Wręcz przeciwnie. Kilka lat temu w mieście odbudowano pomnik wolności – obelisk z figurami legionisty i powstańca śląskiego, przypominający o udziale miejscowych w powstaniach śląskich. Stoi, pięknie utrzymany, przed nowym gmachem komendy policji. Z kolei rynek przed siedzibą władz miasta nazwano Placem Jana Pawła II (rzecz jasna jest tutaj też pomnik papieża). A może prawica tak walczy z Braterstwem Broni, bo nie uhonorowano żołnierzy wyklętych? Ależ skąd. Rondo nazwane ich imieniem jest kilkaset metrów dalej.

Zniknie pomnik spadochroniarzy?

Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Marija Zacharowa wystąpiła w obronie pomnika spadochroniarzy w gm. Lubasz w regionie Szamotuł, w woj. wielkopolskim.

Jej zdaniem obiektowi, upamiętniającemu zwiadowców wykonującym zadania na tyłach wojsk niemieckich, grozi zniszczenie.

Pomnik w Puszczy Noteckiej upamiętnia żołnierzy z Samodzielnego Batalionu Specjalnego 1. Armii Wojska Polskiego, 11 skoczków (9 Polaków i 2 Rosjan), którzy od września 1944 r. przez dwa tygodnie zbierali informacje o wojskach niemieckich. Monument powstał w 1974 r. w miejscu zrzutu. Akcja spadochroniarzy zakończyła się sukcesem. Pomnik przypomina również o tragicznym losie małżeństwa Furmanów, którzy pomagali skoczkom. Zostali aresztowani i zginęli w obozach.

Rosyjski MSZ twierdzi, że jeśli zapadnie decyzja o usunięciu pomnika, to dojdzie do złamania polsko-rosyjskiej umowy z 1994 r. o ochronie miejsc pamięci. Lokalne władze, by uczynić zadość wymogom ustawy dekomunizacyjnej, usunęły z postumentu pomnika imiona i nazwiska żołnierzy, dla IPN problemem była bowiem osoba rosyjskiego dowódcy grupy. Po zmianie miałby on ogólnie upamiętniać tragedię miejscowych mieszkańców pod nazistowską okupacją i ich udział w walce o wolność.

Słownik wyrazów niejasnych Zjednoczonej prawicy

Prominentni przedstawiciele Polskiej Zjednoczonej Prawicy mówią często językiem niezrozumiałym dla przeciętnych obywateli i wymyślają nowe słowa, których nie można znaleźć w dostępnych słownikach, lub których znaczenie jest w nich wyjaśniane niezgodnie z intencjami mówców.

Kilkanaście osób zwróciło się do mnie z prośbą, abym wykorzystując wieloletnie doświadczenie spróbował określić pożądane znaczenie tych słów. Poczułem się zaszczycony tą propozycją, choć jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie jestem dostatecznie kompetentny. Spróbowałem jednak przetłumaczyć kilka takich słów i pojęć na zrozumiały język, nie wykluczając, że – jeśli spotka się to z uznaniem – będę tą listę uzupełniał.
Zachowanie powagi przy czytaniu tego słownika nie jest konieczne.

Gender

Wymyślona przez cudzoziemców płeć kulturowa, społeczna lub psychiczna inna, od ich płci naturalnej, czyli fizjologicznej. Bardzo niebezpieczny trend, leżący u podstawy ideologii LGBT (patrz stosowne hasło). Zagraża szczególnie dzieciom prawicy, które pod wpływem takich poglądów mogą uwierzyć, że dziewczynki nadają się do rządzenia państwem, lub prowadzenia wojskowych samolotów, a nie do kuchni, sprzątania i wypełniania małżeńskich obowiązków. A chłopcy nie muszą grać w piłkę nożną i bić się z kibicami innych klubów. Chłopcy też – o tempora, o mores – mogą kochać innych chłopców a dziewczynki interesować się innymi dziewczynkami, nie tylko przy odrabianiu lekcji.

Zagrożenie ze strony gender nieustannie wzrasta. Ostatnio wysoki urzędnik państwowy powołany dla ochrony dzieci odkrył, że w tajnych polskich laboratoriach wynaleziono lek, który podawany dzieciom w szkole, w postaci tabletek, zmienia ich płeć. Zapewne będzie można wysłać rano do szkoły chłopca, a odebrać popołudniu dziewczynkę cudownej urody. Na najwyższym szczeblu Zjednoczonej Prawicy ustalana jest cena tego leku, który chcą w pierwszej kolejności kupić kraje arabskie.

Ciepły człowiek

Zagraniczny mąż stanu, który do przedstawiciela polskiej prawicy potrafi się czule uśmiechać, prowadzić z nim interesującą rozmowę przy kawie, winie i koniaku. Nie jest ważne, jakimi działa metodami i jaką ma opinię wśród swoich rodaków. Nie jest też istotne, w jaki sposób utrzymuje się u władzy. Trzeba jednak uważać, bo zmiana politycznych okoliczności może spowodować, że przyjaźń z tym ciepłym człowiekiem staje się niewygodna.

Dekomunizacja

Likwidowanie wszystkiego, co może przypominać okres tzw. Polski Ludowej a także zamykanie dróg awansu społecznego ludziom, którzy pełnili wtedy nawet najniższe funkcje kierownicze i – tym bardziej – służyli w jakichkolwiek służbach mundurowych lub cywilnym aparacie ucisku. Usuwanie wszelkich pomników i nazw pochodzących z tego okresu – także tych, które dotyczą obywateli państwa o nazwie ZSRR, czyli obecnie Rosji. Wewnętrzne przekonanie prawdziwych patriotów (patrz odpowiednie hasło), że właściwie każdy obywatel, który miał wówczas więcej niż 15 lat i nie siedział w więzieniu – jest podejrzany i może być obecnie postkomunistą (patrz odpowiednie hasło).

Ideologia LGBT

Skrót niewymagający uciążliwego rozwijania, kierowany głównie do mniej wykształconej, ale licznej, grupy stałych wyborców Zjednoczonej Prawicy. Wygoda jego stosowania polega na tym, że nie atakuje bezpośrednio ludzi mających nienormatywne zainteresowania seksualne, lub lubiących nietypowe stroje i zachowania, tylko sugeruje, że są oni ofiarami niedopuszczalnej i wrogiej ideologii. Ideologia ta ma swoje źródła w pierwotnym komunizmie, nakłania do braku szacunku dla władzy i jej moralnych autorytetów, zmierza do seksualizacji młodzieży. A przecież wiadomo, że seks I kwestionowanie osiągnięć władzy lub – co gorsza – ich „wyśmiewanie”, są źródłem deprawacji i mogą także zmniejszać pobożność narodu.

Kryształowy człowiek

Każdy członek partii stanowiącej część Zjednoczonej Prawicy, który nie popełnił przestępstwa ściganego przez prokuraturę i nie ma aktualnego wyroku sądowego. Plotki i oskarżenia opozycji, a także „ulicy i zagranicy” nie mają w tym zakresie żadnego znaczenia. Inteligentny człowiek – a z takich przede wszystkim składają się te partie – może przecież legalnie dorobić się nawet wielkiego majątku, wykorzystując określone sytuacje w rozwoju gospodarki, zmiany przepisów i pożyteczne znajomości cywilne i kościelne.

Komuniści i złodzieje

Potoczna, salonowa nazwa politycznych konkurentów, których życiorysy sięgają okresów rządów zależnych lub lewicowych. Otwarty zarzut złodziejstwa trzeba obecnie używać ostrożnie, ponieważ traci na aktualności, wobec większych osiągnięć w tym zakresie działaczy późniejszych rządów, o – statutowo i propagandowo – całkowicie nielewicowym profilu.

LGBT

Skrót trudnej do zapamiętania nazwy grup ludzi, którzy ukrywają się w formalnie istniejących stowarzyszeniach, ale jednocześnie tworzą ogromną podziemną organizację, wrogo nastawiona wobec Zjednoczonej Prawicy. Ludzie ci często mają nienormatywne, (czyli nienormalne) upodobania seksualne, lubią się bawić i kolorowo ubierać, zamiast w skromnym odzieniu oddawać się bez reszty pracy nad wzrostem dobrobytu. pobożności i patriotyzmu ludności kraju. Ich sztandarami są nieestetyczne płachty w kolorach tęczy (patrz stosowne hasło).

Neomarksizm

Nowoczesny marksizm, czyli odczytywanie dzieł Karola Marksa w sposób dostosowany do współczesnych warunków pracy i tworzenia kapitału. Trzeba z góry założyć, że jest to niesłuszne i szkodliwe tak samo, jak wymaganie od studentów ekonomii w niektórych krajach zachodniej Europy, aby czytali te dzieła i zdawali egzaminy z ich znajomości. Znacznie bezpieczniejsze dla młodzieży jest poznawanie historii rozwoju koncepcji ekonomicznych, prezentowanej w zróżnicowanych programach kształcenia i dyskusjach, prowadzonych w państwowej, polskiej telewizji.

Neokomunizm

Teoretycznie – ideologia komunistyczna dostosowania do zmienionej w XX i XXI wieku sytuacji w relacjach pracobiorców i pracodawców, w funkcjonowaniu rynku i tworzeniu kapitału. Zaleca się jednak aktywistom prawicy tłumaczenie mniej wykształconej części społeczeństwa, że są to niebezpieczne próby powrotu do komunizmu, który należy identyfikować z okresem istnienia PRL. Będą małe zarobki i tylko ocet na rynku. Bardziej wykształconym można jednak tłumaczyć, że trzeba unikać tego określenia przy omawianiu dążeń obecnych, prawicowych rządów, do koncentracji władzy, rezygnacji z jej częściowego wykonywania przez parlament i sądownictwo, kontroli mediów, stosowania ukrytych form cenzury i organizowania medialnych ataków na politycznych przeciwników.

Prawdziwy patriota

To obywatel Rzeczpospolitej, który zawsze podziela poglądy rządzącej prawicy i daje do zrozumienia, że nienawidzi lewicy. Powinien też mieć dziadka, pradziadka lub chociaż prawuja, który był żołnierzem wyklętym, albo przynajmniej kilka dni siedział w więzieniu komuny. Dowodem prawdziwości patriotyzmu jest także to, że stale walczy się z jakimś wrogiem. Kto jest aktualnie tym wrogiem, określa partia rządząca albo jej, zawsze nieomylny, prezes.

Patriota nieprawdziwy

Obywatel Rzeczpospolitej, który wprawdzie twierdzi, że jest patriotą, ale nie ma zalet wymienionych w haśle „Prawdziwy patriota”. Można go zidentyfikować także po nawet pobieżnym zapoznaniu się z jego życiorysem. Jest nieprawdziwy, jeśli był oficerem polskiego wojska w latach 1945 – 1990. Jest skrajnie nieprawdziwy, jeśli szlify oficerskie nosił w tzw. milicji obywatelskiej. Jest także nieprawdziwy, jeśli w tych latach był urzędnikiem centralnej administracji, członkiem jakiejkolwiek patii lub organizacji. Można mieć wątpliwości, co do szczerości jego patriotyzmu, jeśli chodził na pochody pierwszomajowe, śpiewał piosenki w rodzaju „Małe mieszkanko na Mariensztacie….” albo „Czerwony autobus przez ulice mego miasta mknie…”, wyjeżdżał na urlopy do krajów kontrolowanych przez ówczesny ZSRR.

Praca dla idei

Praca, którą powinni wykonywać inni za darmo albo za płacę minimalną. Hasło wyborcze niektórych prominentnych działaczy prawicy. Nie dotyczy twórców hasła i innych członków tej grupy. Ich praca dla idei powinna obejmować możliwie maksymalną ilość jednocześnie pełnionych i wysokopłatnych funkcji i stanowisk. Ich zadaniem ideowym na tych stanowiskach jest nieustanne powtarzanie haseł prawicy i tłumaczenie pracownikom, jakie szczęście ich spotkało, że mogą żyć pod jej rządami.

Tęcza

Denerwujące zjawisko atmosferyczne w postaci widocznej na horyzoncie półkolistej taśmy (łuku) w kilku kolorach – czerwonym, pomarańczowym, żółtym, zielonym, niebieskim, indygo i fioletowym. Takie same kolory zastosowano na sztandarach i propagandowych plakatach ludzi wyznających ideologię LGBT (patrz stosowne hasło). Prokuratura b będzie zapewne badać słuszność podejrzenia, że w niebiańskim sztabie Świętego Piotra ukrywają się duchy zwolenników tej bezbożnej ideologii, które nie dopuszczają do zmiany kolorów tęczy atmosferycznej tylko na biały i czerwony.

Zdradziecka morda

Pieszczotliwa forma określenia przyjaciela(ciółki) zbliżona do określeń w rodzaju „mordeczka kochana, „morduchna” albo „moja ty mordo”. Powinna być używana ostrożnie, bo można ją mylić także z nieprzyjaznymi określeniami w rodzaju „ach ty w mordę j….”

Przymiotnikowe podkreślenie, że w tym przypadku chodzi też o zdradę, nasuwa przypuszczenie, że może to być zdrada jakiejś tajemnicy albo zdrada o charakterze uczuciowo – seksualnym. Publiczne użycie takiego określenia może świadczyć o zakorzenionym uczuciu zazdrości o dobra materialne, jak np. o lepszy samochód, bardziej wiernego psa czy ładniejszego kota.

Związek partnerski

Bliskie relacje łączące dwoje ludzi o odmiennej płci, którzy nie dojrzeli do zawarcia świętego związku małżeńskiego. Zwalczane przez prawicę i niedopuszczalne moralnie jest rozszerzanie takich związków na relacje dwóch osób o takiej samej płci. Takie postępowanie sprzyja rozwojowi tajnych struktur LGBT (patrz stosowne hasło), jest niebezpieczne dla stabilności państwa i grozi dalszym spadkiem przyrostu naturalnego. Należy jednak starannie oddzielać takie związki, od trwałych, męskich przyjaźni widocznych zwłaszcza w organizowaniu wspólnych wyjazdów urlopowych. Zwłaszcza takich, w których wysoki i silny mężczyzna chroni mniejszego i słabszego.

Zanika w powszechnym zapomnieniu

podobnie jak tamten czas, w niejako grobowej ciszy jak odchodzące kolejne pokolenia, nikt już nie chce o tej dacie wspominać, nawet o nią się swarzyć, wśród rezygnacji i zobojętnienia odchodzi w niepamięć.

Rozważania na temat podziałów-wrogości w polskim społeczeństwie, wywołanych wojną PO kontra PiS, wg innych na odwrót, z jej rozlicznymi, potężnymi demokratycznymi i autorytarnymi odpryskami, toczą się ze szczególnym natężeniem w okresie przed i powyborczym. Uczestniczą w nich poważnie zaniepokojeni profesorzy, tzw. autorytety i utytułowane na różny sposób postacie, nie wspominając już o politykach. Źródeł konfliktu szuka się w wydarzeniach z ostatnich piętnastu lat, są jednak widzący je w dużo wcześniejszym historycznym podziale na panów i chłopów, wreszcie kolejni, wybitni także, w różnych narodowych cechach, także w rozdartej polskiej duszy. Natomiast przedziwnym zbiegiem okoliczności dosłownie nikt, zapewne z obawy o naruszenie obowiązkowej historyczno-socjologiczno-politologicznej poprawności, nie odważył się stwierdzić, że w ostatnich dziesiątkach XX wieku spory płomień podziału i nienawiści rozpaliła Solidarność i dobrze nim hajcowały jej kolejne rządy także przez całe dziesięciolecia.

Żaden medialny pies z kulawą nogą,

poza „Przeglądem” i „Dziennikiem-Trybuną”, gazety, stacje radiowe i telewizyjni nadawcy jednym nawet słowem bądź obrazem nie wspomnieli o minionym dniu 22 lipca, który uznawany jest za początek Polski Ludowej.
Na szczyt absurdu zdobył się historyczny dodatek „Gazety Wyborczej” (20.07.2020) zamieszczając, jak na urągowisko, w kalendarium pod tą datą informację o pierwszym na świecie rajdzie automobili w 1894 roku. Zapewne swoim zwyczajem nie chcieli przywoływać pamięci o Manifeście PKWN, ani tym bardziej o uchwalonej 22 lipca 1952 roku Konstytucji PRL, obśmiewanej jako “stalinowska” m.in. dlatego, że Stalin dokonał w jej projekcie poprawek. Mogliby jednak przynajmniej obwieścić – przypomina jeden z internautów – o wysoko cenionej przez historyków Konstytucji Księstwa Warszawskiego, napisanej pod dyktando cesarza Napoleona przez jego ministra Hugues-Bernard Mareta i wręczonej do realizacji reprezentantom Księstwa Warszawskiego w Dreźnie, gdzie Napoleon akurat przebywał, w dniu 22 lipca 1807 r.

Dla „Gazety Wyborczej” w takim dniu dużo ważniejszym była prawdopodobna, śladem wilków, niedźwiedzia wędrówka na zachód Polski, niż jej szczególny i wyjątkowy okres czterdziestu pięciu lat, a Onet wypróbowanym od lat sposobem nawiązał do tej daty zdjęciem pustych półek w mięsnym sklepie i powtórką tekstu Pawła Strawińskiego z wydania Forbes 11/2018 roku. Natomiast w TVN-owskim mądrym i czasem odważnym „Szkle kontaktowym” wyjątkowo nie mądrze komentowano błąd w tekście Manifestu, tak jakby to on decydował o skutkach polityczno-społecznych tego dokumentu. I to by było na tyle.

Takiej nienawiści i podziałów

jak dziś, w okresie PRL, poza czasem stalinizmu i zhańbionym 1968 rokiem, nigdy nie było. Nową narrację zapowiadał slogan „A na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści” i radomskie „boj to będzie ich ostatni” z 3 grudnia 1981 roku. Po ukonstytuowaniu się rządu Tadeusza Mazowieckiego i jego słynnym expose zdawać się mogło, że minął czas przesilenia i w nowej demokratycznej rzeczywistości, według jej praw i zasad, rozstrzygane będą wszelkie publiczne spory. Złudzeniem okazała się ta nadzieja bowiem nowi władcy Polski potrzebowali, w niełatwym okresie transformacji z jej wieloma negatywnymi skutkami, społecznej akceptacji, którą zawsze najlepiej się osiąga poprzez wychwalanie własnych osiągnięć i totalną krytykę poprzedniego ustroju bądź minionych rządów.

Tak rozpoczęła się trwająca po dziś dzień – w największym skrócie – negacja okresu Polski Ludowej i ciężkiego trudu wielu pokoleń Polaków. Pozbawiona poważnej refleksji nad uwarunkowaniami istnienia tamtego państwa, kontynuowanej przez niego lewicowej tradycji, spełnienia wielu społecznych oczekiwań oraz wielkich dokonań. Pisał o tym, jak wcześniej inni podejmujący ten temat, Bohdan Piętka: „Co zawdzięczamy PRL. Polska po roku 1989 jest budowana na negacji Polski Ludowej” („P”,20-26.07.2020), a Zdzisław Rozbicki w obszernym szkicu przypomniał: „Moje pokolenie osiemdziesięciolatków i więcej, ma swój znaczący udział w tym, co powstawało i tworzyło się już w drugiej połowie roku 1944…To właśnie już wówczas rozpoczął się proces jakże radykalnych zmian… bardziej przyjaznych dla milionów Polaków z nizin społecznych żyjących dotychczas w ubóstwie i nędzy. Był to początek reform we wszystkich niemal wymiarach naszego życia i rozwoju, a szczególnie wśród tych zatroskanych, czym nakarmić gromadkę dzieci łaknących chleba. A były ich miliony.” („D-T”, 24-26.07.2020).

Nie chcą bądź nie mogą zrozumieć tego wszystkiego, z niewiedzy, braku głębszego przemyślenia czy też z przyczyny przeżartych antykomunistyczną indoktrynacją umysłów, nawet ludzie bardzo dobrze wykształceni, opowiadający się i walczący dziś o demokrację, poszanowanie prawa i swobody obywatelskie. Rafał Trzaskowski podczas powyborczego wiecu w Gdyni powiedział o należnym szacunku dla tych, którzy budowali przez trzydzieści lat wolną Rzeczpospolitą. A tej reszcie Polaków, która często w dużo trudniejszych, z różnych względów, czasach stworzyła m. in. podwaliny dla ukochanej III szacunek się nie należy ? Już tylko do piachu ?

A propos, przypominam sobie, jak po zniesieniu w Rosji ważnego święta Rewolucji Październikowej spiker radia Moskwa rozpoczął tymi mniej więcej słowami program: „Dziś mamy 7 listopada, dla jednych słuchaczy to święto rocznicy rewolucji, dla innych normalny dzień. Wszystkim życzę dobrego dnia.” Można?

Amerykańsko-polskie pomniki,

te pierwsze właśnie spadające z cokołów, te drugie już od dawna zwalone, dopiero dziś wywołują poważny namysł i opamiętanie. Anna Machcewicz w „GW – Alehistoria” (20.07.2020) pisze: „Akcje obalania pomników [w USA – Z.T.] są spektakularne, filmują je telewizje, ale ważne jest też to, co się dzieje obok…toczy się gorący spór pomiędzy zwolennikami i obrońcami postaci uwiecznionych w publicznych miejscach, w ogólnokrajowej i lokalnej prasie trwa wymiana argumentów, formułowane są listy oraz petycje do władz… cała ta dyskusja ma charakter obywatelski i nie ma nic wspólnego z odgórnie prowadzoną „polityką historyczną”. To pojęcie byłoby zresztą zupełnie niezrozumiałe dla ogromnej większości Amerykanów, którzy od rządzących nie oczekują, by dyktowali im, jak mają przeżywać historię swojego kraju.”

A w Polsce, poza wyjątkami mającymi społeczną akceptację likwidacji pomników Dzierżyńskiego w Warszawie i Lenina w Nowej Hucie, wszystkie analogiczne działania były nie tylko inspirowane, ale i realizowane przez rożne organy władzy przy głośnym szczuciu i zachwycie tzw. wolnych mediów. I nic nie miały wspólnego ani z obywatelską dyskusją, ani też wolnościowym przeżywaniem historii naszego kraju.

I jeszcze Maciej Janowski w tym samym magazynie tydzień wcześniej: „powraca pytanie, co robić z pomnikami…Mam tu dość zdecydowany pogląd: zostawić w spokoju…. Nie chciałbym żyć w świecie, w którym każde pokolenie obala pomniki poprzedniego, zmienia nazwy ulic, przekształca język według swoich pojęć o słuszności i sprawiedliwości – tylko po to, aby wkrótce paść ofiarą nowych zmian dokonywanych z równie świętym oburzeniem przez kolejne pokolenia. Tak dojdziemy do świata Orwellowskiego, w którym przeszłość będzie w każdej chwili zmieniana na użytek współczesności.”

Potrzeba było aż epidemii COVID-19 w Stanach Zjednoczonych aby na łamach „Gazety Wyborczej” wreszcie przeczytać jasną, acz w jej zwyczaju zakamuflowaną, opinię nie tylko w sprawie monumentów czy tablic na terenie naszego kraju, ale w konsekwencji o minionych czasach Polski Ludowej.

Pomniki dokonań Polski Ludowej

oglądam każdego dnia po wyjściu z domu. Po lewej nowoczesna szkoła, jedna z tych ponad tysiąca, po prawej jedenastopiętrowe wieżowce, jedne z tych wielu z milionami nowych mieszkań. Tego nie da się zburzyć, ale i nie zakłóci mi ten symboliczny widok prawdy o niegodziwościach i licznej głupocie z tamtych czasów. Podobnie zresztą jak nie zakłóca apologetom obecnej Polski dokonana z woli PKWN reforma rolna, bo pomniki można obalać ale nadanej ziemi nikt nie odda. Podobnie jest z prawdą, bo można ją tylko przytłumić, ale do czasu.

Marek Migalski

ostatnio napisał: „ >>Słychać wycie? Znakomicie!<<. Ale zaraz po tym pogrążają się w smutku – bo przecież wciąż Targowica na wolności, a nie w kazamatach, >>komuniści i złodzieje<< chodzą po ulicach, >>gorszy sort<<. Zaraził nas nim ten stary i zgorzkniały człowiek. To wirus nienawiści, zawiści, pogardy. Nieszczęśliwy starzec uczynił nas wszystkich nieszczęśliwymi.” Nie do końca ma się tak rzecz panie Profesorze, wszystko zaczęło się dużo wcześniej, ale wcześniej czy później musi się zakończyć.

„Nic Mu nie zostało oszczędzone… Jest różnica pomiędzy oceną a sądem”.

„Nie tyle dokuczają mi moje grzechy, choć popełniłem ich wiele, w różnym wymiarze, co brak stanowczości w ich naprawie. Krytyką powojennej przeszłości choć wielu oczekiwało – nie chciałem dać asumptu do rozdrapywania już zabliźnionych ran.

gen. Wojciech Jaruzelski

Mija 6 rocznica odejścia gen. Wojciecha Jaruzelskiego na wieczną wartę, w Szpitalu Wojskowym- ul Szaserów 128 w Warszawie (serdeczny szacunek, wdzięczność lekarzom i personelowi za wiele lat troski o stan zdrowia i ulgę w cierpieniu). 25 maja 2014 r. (niedziela) o godz. 15.24, zamknęła się wielka księga osobistych dokonań i upokorzeń Generała, ale i wiekopomnych sukcesów Polski i Polaków, z Jego inicjatywy i sprawstwa.
Za 41 dni skończyłby kalendarzowe 91 lat pracowitego, żołnierskiego życia; za 57 dni – 58 lat służby w stopniu Generała; za 54 dni minęłoby 25 lat od wyboru na urząd Prezydenta Polski. Jaki był Generał, co osiągnął, komu dobrze zapadł w pamięci a komu wyrządził jakąkolwiek krzywdę, co zostawił – odpowiedź zna każdy i wedle własnych kryteriów ocenia tego Męża Stanu.

Służył Polsce jako żołnierz na wielu stanowiskach wojskowych, ponad 15 lat jako Minister Obrony Narodowej. Ponad 10 lat w „cywilnej służbie państwowej”- Prezes Rady Ministrów, Przewodniczący Rady Państwa i Prezydent Polski, jednocześnie Zwierzchnik Sił Zbrojnych i Naczelny Dowódca na czas wojny. Że praca na tych stanowiskach była dla Niego żołnierską służbą- pamiętał zawsze. Żegnając się 11 grudnia 1990 r. z Rodakami mówił- „Jako żołnierz wiem, że dowódca, a więc każdy przełożony odpowiada i za wszystkich, i za wszystko. Słowo przepraszam może zabrzmieć zdawkowo. Innego jednak nie znajduję. Chcę więc prosić o jedno: jeśli czas nie ugasił w kimś gniewu lub niechęci – niechaj będą one skierowane przede wszystkim do mnie. Niech nie dotkną tych, którzy – w ówczesnych konkretnych warunkach, uczciwie i w najlepszej wierze – nie szczędzili przez lata całe swego trudu dla odbudowy i budowy naszej Ojczyzny”.

Żołnierz pamiętający o …

Niezwykle wysoko cenił sobie frontowych żołnierzy. Sam był zwiadowcą od Bugu do Łaby. Można powiedzieć, iż walczył „przed pierwszą linią”. Jest grupa żołnierzy frontowych, którzy z autopsji pamiętają, iż w latach powojennych ze sprawiedliwą oceną przelanej krwi żołnierskiej, bywało różnie. Wiedział o tym aż nadto dobrze. Dał temu wyraz na posiedzeniu Rady Naczelnej Związku Bojowników o Wolność i Demokrację, 30 sierpnia 1983 r., m.in. mówiąc – „Naród nasz z jednakową wdzięcznością ocenił przelaną krew i żołnierski wysiłek bez względu na to, jakimi drogami prowadził do kraju – tą najkrótszą, której początkiem było Lenino, tą odleglejszą, przez Afrykę i zachodnią Europę, czy tą w kraju – w oddziałach partyzanckich i ruchu oporu. Jest prawem żołnierza, a później kombatanta wierzyć, iż kierunek z którego jemu przypadło iść, był dla Ojczyzny cenny i owocny”.

Pamiętał o „tych z Zachodu”, awansując na stopień generała, np. pilota walczącego nad Anglią w 1940, Stanisława Skalskiego, tworząc ad personam taki etat w Dowództwie Wojsk Lotniczych, czy Henryka Jabłońskiego, walczącego o Narwik, czy „Radosława”, Jana Mazurkiewicza, dowódcę zgrupowania w Powstaniu Warszawskim, a później z inicjatywy Generała przewodniczącego Komisji Budowy Pomnika Powstańców Warszawy. Odsłonił go w 1989 r. Wtedy m.in. mówił-„Trzeba nam spełnić testament poległych, podać sobie rękę ponad tym, co w przeszłości dzieliło. Niechaj ten pomnik – dowód wiecznej pamięci i hołdu dla bohaterów Powstania Warszawskiego – służy sprawie narodowego pojednania… Salutuję poległym. Wyrażam szacunek tym, którzy ocaleli. Zwracam się do urodzonych już po tamtej hekatombie, aby nie zapomnieli nigdy skąd ich ród”.

Awansował na stopień generała Roberta Satanowskiego, który dowodził niebyt mile widzianym na Wschodzie Zgrupowaniem „Jeszcze Polska nie zginęła” W lutym 1972 r. na osobistą rozmowę przyjął wdowę gen. Augusta Fieldorfa. Nie mogąc zadość uczynić prośbie- na koszt Wojska polecił wykonać symboliczny grób „Nila” na Cmentarzu Powązkowskim (aleja A, kwat. 14. Spoczywają żona i córka). Poparł wystąpienia środowisk i naukowców w sprawie rewizji sądowych wyroków z okresu stalinowskiego.
Skutecznie upomniał się o tych „co na Wschodzie” pozostali na zawsze. Gdy tylko nadarzyła się szansa – Michaiłowi Gorbaczowowi tłumaczył, że „zatajona przeszłość, ciąży na teraźniejszości, podczas gdy ujawniona ma wpływ już tylko na historię”. Wspólna, polsko-radziecka Komisja Historyków, wskazała autorów zbrodni w Katyniu. Jako Prezydent Polski, pierwszy oddał hołd pomordowanym w obecności członków rodzin i Wojska w 1990 r.

Gdy Michaił Gorbaczow poznał syberyjskie losy Polaków, polecił postawić pomnik z inskrypcją, „Polakom zmarłym na Syberii w 1939-1945 roku”(później uzupełnioną), obok grobu Ojca Generała w Bijsku (Ałtajski Kraj).

9 maja 2005 r. Generał z Prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim wziął udział w obchodach 60 rocznicy Dnia Zwycięstwa w Moskwie, w czasie których został odznaczony przez prezydenta Władimira Putina „Orderem 60-lecia Zwycięstwa”. Gazecie Rzeczpospolita (z 13 maja 2005 r.) oświadczył m.in. „Choć przez kilka tygodni w Polsce trwała kampania, krytykująca mój wyjazd, uważałem, że powinienem jechać. Zwłaszcza, że otrzymałem zgodę na wyjazd do Kraju Ałtajskiego, żeby być przy grobie swojego Ojca, co ma też swoją wymowę. I dziś jestem przekonany, że zrobiłem słusznie. Wystąpiłem jako najstarszy kombatant Wojska Polskiego i gdyby mnie nie było w Pałacu Kremlowskim, gdzie zostałem odznaczony, wśród kombatantów – byłych głów państw z Cypru, Chorwacji, Albanii i byłego króla Rumunii zabrakłoby Polaka. Uważam, że Wojsko Polskie zasłużyło na to, by jego wkład został w ten sposób podkreślony.”

Generał 10-12 maja 2005 r. przebywał na Syberii. Odwiedził grób swojego Ojca w Bijsku oraz stojący obok pomnik upamiętniający represjonowanych Polaków. Oddał hołd ofiarom represji razem z władzami Kraju Ałtajskiego. Zwiedził m.in. fabrykę „Prodmaszu”, w której pracował do 1942 roku i  spotkał się z członkami polskiej wspólnoty „Orzeł Biały”, której przewodniczył ks. Andrzej Obuchowski.  Odwiedził dom przy ul. Gorkiego 34, gdzie mieszkała rodzina Jaruzelskich podczas zesłania w  Bijsku.  Miejscowej prasie oświadczył m.in. „Bardzo się cieszę, że jestem w Rosji w te święte dla niej dni. Gdy zaczynała się wojna miałem 18 lat. Był to straszny okres ale pamiętam ciepło syberyjskich serc, ciepło z którym przyjmowała nas ta ziemia”.

Pamiętał o swoich kolegach z lat szkolnych w gimnazjum Księży Marianów na Bielanach (1933-1939), choć różne powody nie sprzyjały częstym spotkaniom. 6 października 1990 r. w ich gronie był w sanktuarium w Licheniu. Kustosz, ks. Eugeniusz Machulski- powitał Generała niezwykle serdecznymi słowami – „Przez wieki wspominamy zwycięstwa: pod Grunwaldem, pod Wiedniem, pod Warszawą. Ale te zwycięstwa i chwała okupione były tysiącami poległych rycerzy, żołnierzy, wojowników. W dziejach świata nikomu nie udało się odnieść pełnego zwycięstwa, armię całą zachować i życie swoich żołnierzy ocalić. Śmiem twierdzić, że takie zwycięstwo odniósł w naszej historii tylko jeden generał, tylko jeden wódz, przed którym dziś chylimy swoje czoła. Do takiego zwycięstwa i do pełnej wolności doprowadziłeś nasz naród Ty, Panie Prezydencie…” Otrzymany wcześniej obraz matki Boskiej Licheńskiej znalazł godne miejsce w Belwederze.

Wybrane dokonania…

Godzi się przypomnieć, iż z inicjatywy WRON, której Generał był przewodniczącym, zbudowano w Łodzi Szpital Pomnik Centrum Zdrowia Matki Polki. Mówił- „dawno już powinien stanąć na naszej ziemi, aby świadczyć o patriotycznej ofiarności polskich matek. O ich niezapomnianym wkładzie w przetrwanie naszego Narodu, w jego uporczywą, bohaterską walkę o wolność i zwykłą, człowieczą sprawiedliwość… Że dają z siebie przez całe lata poświęceń i trudu, tę codzienną matczyną krzątaninę, której historyk nie wymierzy, lecz bez której żaden polski dom nie byłby domem… Aby z szacunkiem pochylić się nad tymi, które obdarzone są szczególnie szczytnym tytułem. Myślę o Matkach. Dały Ojczyźnie swe macierzyństwo… Wniosły do życia narodu wartości bezcenne”.

Mocą podpisów Generała pod odnośnymi ustawami, została zmieniona oficjalna nazwa naszej Ojczyzny, z PRL na RP. Orzeł- godło, otrzymał koronę. Od 15 lutego 1989 r. – Dzień 11 listopada jest uroczystym Narodowym Świętem Niepodległości”. Od kwietnia 1990 – Dzień 3 Maja stał się Świętem Konstytucji. Nabożeństwo upamiętniające historyczny fakt, w Katedrze św. Jana celebrował Prymas Polski kard. Józef Glemp, w którym Generał wziął udział, podobnie jak wcześniej, podczas uroczystości na Placu Zwycięstwa, upamiętniającej 1 Września jako święto pokoju na świecie.

To staraniem Generała, jako Prezydenta i członków rządu Tadeusza Mazowieckiego, przedstawiciele dawnej Wielkiej Trójki i Francji, ostatecznie zamknęli-trwający od Poczdamu – problem granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej, mocą podpisów złożonych pod traktatem w Moskwie 12 września 1990 r. Zakończył on II wojnę światową w Europie. Otworzył drogę do zjednoczenia Niemiec. Jest „Pieczęcią Historii” na okresie dziejów, które zdały „pokojowy egzamin”.

… i „nagrody”

przynamniej trzy, które w kolejną rocznicę śmierci należy przypomnieć. „Sprawiedliwa zemsta i nienawiść”, jaką okazała władza Solidarności. W 2008 r. Generał z grupą członków WRON i Rady Państwa, stanął przed Sądem, oskarżony, m.in. o kierowanie „związkiem przestępczym o charakterze zbrojnym”. Rok później, Sejm na wniosek rządu uchwalił ustawę obniżającą emerytury członkom WRON za stan wojenny. Karę- dotychczas nie spotykaną w polskim i europejskim sądownictwie, Trybunał Konstytucyjny uznał zgodną z Konstytucją.

„Zapał” władzy w polityczno-historycznym rozliczaniu okresu PRL, zrodził ustawę degradacyjną. Córka Generała, Pani Monika Jaruzelska, wystąpiła z publicznym apelem, od słów – „Szanowny Panie Prezydencie, zwracam się do Pana nie tylko jako córka żołnierza, ale przede wszystkim jako obywatelka…. Proszę o coś, co jest ważne dla Pańskiego środowiska politycznego. Proszę zdegradować mojego Ojca, ale nie upokarzać Jego byłych podwładnych i ich rodzin, a także tych żołnierzy, którzy podjęli służbę po 1989 r.”… Prezydent RP ustawę zawetował. Redaktor Naczelny Jerzy Domański zauważył, iż „zawetowanie tego bubla pokazuje, że politykom PiS przypomniał się kalendarz wyborczy”, a Pani Monika „wyróżniła się godnością i odwagą osobistą” („P” nr 15 z 2018). Miliony Polaków odczucia i postawę wyrazili odpowiedziami na internetowe pytania – 55,8% osób jest przeciwko degradacji gen. Jaruzelskiego i Kiszczaka; za – 29 %; Za degradacją są wyborcy PiS- 64%; PO-22%; Razem- aż 17%. Przeciwko są wyborcy Lewicy, określający się jako „wierzący i nie praktykujący” oraz nie wierzący i nie praktykujący.

Refleksje pod rozwagę…

Jan Paweł II. (z „Biografii”)- pomiędzy Papieżem a Generałem „niezwykle szybko nawiązała się nić sympatii i zaufania. Papież wyczuł, że Generał jest Człowiekiem bardzo uczuciowym, reprezentującym wysoki poziom moralny. Gdy podczas spotkania z polskimi biskupami w Watykanie pod koniec lat osiemdziesiątych jeden z gości uczynił krytyczną uwagę pod adresem Jaruzelskiego, Papież natychmiast mu przerwał: (…)proszę nie mówić w mojej obecności niczego złego o generale. Dźwiga na swych barkach ogromny wór kamieni(…). Czy w tym „worze kamieni” Papież widział tylko grzechy własne Generała, czy coś więcej?

Michaił Gorbaczow w jednym z wywiadów wspomniał- „Jan Paweł II powiedział mi, że Generał to bardzo poważny i solidny człowiek. Na ostrym zakręcie, na którym znalazła się Polska, bardzo wiele dla Polski zrobił”. Na obchodach 60. rocznicy powstania Izraela rozmawiał z prezydentem Lechem Kaczyńskim, któremu powiedział- „Czy rzeczywiście nie możecie rozwiązać problemu, już nie młodego, chorego człowieka- Generała, który wiele zrobił dla Polski. Poprosiłem o otoczenie chorego Jaruzelskiego opieką. Komu to wszystko jest potrzebne?”

Profesor Jan Widacki-„Dla gen. Jaruzelskiego nadeszła godzina próby. Ten realista i pragmatyk uznał, że czas wykorzystać okazję. Stąd decyzja o Okrągłym Stole, a później włączenie się w budowę polskiej suwerenności. Twórca stanu wojennego został pierwszym prezydentem suwerennej Polski … Byłem wtedy w samym centrum polskiej polityki. Jestem świadkiem tamtych dni. Prezydent Jaruzelski lojalnie współpracował z niekomunistycznym rządem, wspierał go, a na koniec sam, bo wcale przecież nie musiał, skrócił swoją kadencję prezydencką, ustępując miejsca Lechowi Wałęsie” (Przegląd nr 27 z 2013).

Profesor Bronisław Łagowski – „Jaruzelski jest spośród żyjących, człowiekiem najbardziej zasłużonym dla Polski. Przyjdzie czas, gdy stanie się to oczywistością i nastąpi symboliczne wynagrodzenie małodusznych, mściwych szykan, jakie Go spotykają. Proszę, żeby to zostało wpisane do protokołu” (Przegląd nr 27 z 2013).

Ludwik Stomma, na pytanie dziennikarza-„Jaki polski skandal minionych lat uznałby Pan za największy, za „koronę skandali”?- powiedział:„Byłoby nim ciąganie po sądach gen. Jaruzelskiego, człowieka, który doprowadził do przełomu Okrągłego Stołu, do pokojowej transformacji, który uczynił to pod prąd dużej części własnego środowiska społecznego” („T” z 9-10.08.08).

Ciekawe, co powiedziałby dziś, w 2020 roku;

Jerzy Domański, „Dlaczego miliony dorosłych Polaków dają sobie pluć na własne, uczciwie i dobrze przepracowane życie. Dlaczego nie stają w obronie faktów? W obronie tego, co sami stworzyli? Gdzie są miliony beneficjentów Polski Ludowej? Nikt im niczego nie podarował! Szkoły wypuszczają w świat tak proste umysły, że łykają coraz większe brednie” (Obrona Dobrej Pamięci, „P” nr 24 z 2016)

Profesor Jerzy Wiatr, przewodniczył Sejmowej Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej. W „Sprawozdaniu”, stwierdzała, iż „nie ulega wątpliwości, że dopuszczenie do obcej interwencji zbrojnej lub do wybuchu starć wewnętrznych pociągnęłoby za sobą większe represje i cierpienia obywateli, niż to miało miejsce wskutek wprowadzenia stanu wojennego. Potwierdzają to również i współczesne doświadczenia różnych regionów świata, objętych wewnętrznymi walkami lub obcą interwencją. Ale dobrem ratowanym była również wartość najwyższa, jaką jest wolność narodu i państwa. Nawet, jeżeli ta wolność i suwerenność były ograniczone…Wartość dobra ratowanego, nieporównywalnie była większa od wartości dobra ratowanego”.

Profesor Adam Schaff, pod koniec lat. 90. kilka razy próbował przekonać Generała do zgody na wystąpienie z wnioskiem o przyznanie Pokojowej Nagrody Nobla w dziedzinie polityki. Generał wdzięczny za inicjatywę. nie dał się przekonać żadnymi argumentami. Prosił, wręcz zabronił o tym mówić i pisać za Jego życia.

Czesław Miłosz.
Któż miecz Chrobrego wydobywał z pleśni?
Któż wbijał myślą słupy w dno Odry?
I któż namiętność uznał narodową
Za cement wielkich budowli przyszłości?
………
Nastał odpowiedni czas, i ni z tego ni z owego
Przyszła wolność za Jaruzelskiego

Żałobne refleksje…

Biskup Polowy WP, podczas mszy żałobnej, nauczał – „pogrzeb gen. Wojciecha Jaruzelskiego jest czasem próby dla wierzących. Jak z tej próby wyjdziemy? Czy zdamy egzamin z naszego człowieczeństwa i chrześcijaństwa?” Mija już 6 lat od śmierci Generała. Odpowiedzcie sobie Państwo na te pytania. Spróbujcie wskazać w czym tkwi istota, sens naszego, polskiego „człowieczeństwa i chrześcijaństwa”, nie tylko wtedy, podczas pogrzebu, ale ta na co dzień, pomyślcie! Dalej, że „Historia jeszcze długo będzie oceniać jego słowa, podejmowane decyzje i czyny. Będą to czynić następne pokolenia. Jest jednak różnica pomiędzy oceną a sądem. Można ulec pokusie zakłamania i ukrywania prawdy. Można też oskarżać w imię prawdy”.

Prezydent RP, Bronisław Komorowski, w Katedrze Polowej -„Jako człowiek pokolenia Solidarności, żegnam jednego z ostatnich – symbolizujących trudny, a często tragiczny los pokolenia czasów powojennych, pokolenia głębokich, bolesnych podziałów – polityka, żołnierza, człowieka dźwigającego ciężar odpowiedzialności za najtrudniejsze i za najbardziej chyba dramatyczne decyzje w powojennej historii Polski. Jestem jednak pewien, że żegnam także Rodaka, który nie tylko potrafił docenić, ale i głęboko pozytywnie przeżył wielkość dobrej zmiany, w której aktywnie uczestniczył, a która przecież zaowocowała polską wolnością i niepodległością”.

Aleksander Kwaśniewski, b. Prezydent RP, na Cmentarzu Powązkowskim mówił- „Żegnamy Wojciecha Jaruzelskiego, jednego z najwybitniejszych polityków Polski drugiej połowy XX wieku, człowieka skromnego i oddanego sprawom Polski, patrioty najwyższej próby. Nic Mu nie zostało oszczędzone. Stracony dom rodzinny, Syberia i katorżnicza praca, front, krew i łzy, polityczna odpowiedzialność i ryzyko porażki, niewdzięczność, ataki, procesy, choroby i cierpienia, i nawet dziś te krzyki wydobywające się z serc, które nie mają w nich miłosierdzia, a często tylko Boga na ustach. Niech, drogi Wojciechu, zadośćuczynieniem za to wszystko będzie świadomość, że Polska jest niepodległa, bezpieczna, że dobrze się rozwija, że byłeś współarchitektem tego dzieła, które dziś czcimy na XXV-lecie polskiej transformacji, że miliony ludzi wyrażają wobec Ciebie szacunek i wdzięczność, że nie da się wykreślić Twojego nazwiska z polskiej historii”.

Pamiętam …

Miałem zaszczyt wiele razy rozmawiać z Generałem na różne tematy. Mam wrażenie, że z naszych dyskusji pojawiła się taka konstatacja-„Nie tyle dokuczają mi moje grzechy, choć popełniłem ich wiele, w różnym wymiarze, co brak stanowczości w ich naprawie. Krytyką powojennej przeszłości choć wielu oczekiwało – nie chciałem dać asumptu do rozdrapywania już zabliźnionych ran”. Słyszałem ją kilka razy przy różnych okazjach, podczas środowiskowych spotkań Generała z kombatantami.
Znane okoliczności wykluczają możliwość spotkania się przyjaciół i podwładnych Generała, przy mogile na Powązkach. Uczcijmy więc chwilą zadumy- w dowolnym miejscu – pamięć „Człowieka skromnego i oddanego sprawom Polski, patrioty najwyższej próby. Nic Mu nie zostało oszczędzone”. Proszę.

Dno wklęsłe

Za zamierzchłych czasów na jednym z seminariów magisterskich miałem studentkę, która była niezwykle krytycznie nastawiona do wycinkowych tekstów prezentowanych przez kolegów. Chętnie używała określenia, że to „dno intelektualne”. Wreszcie przy omawianiu jakiegoś rzeczywiście nędznego tekstu powiedziała: „No dzisiaj to już mamy „dno wklęsłe”. Podobało nam się to określenie, jako synonim czegoś, co jest tak złe, tak nieudolne, że lokuje się nawet poniżej dna.

Zgadnij – Szanowny Czytelniku, – dlaczego mi się to przypomniało. Dlatego, że spotkaliśmy się niedawno z dnem organizacyjno – intelektualnym przy organizowaniu wyborów prezydenckich. To jasne, że starym zwyczajem rządząca ekipa i jej rząd szukali potem winnych. I nie miałem wątpliwości, że winna będzie epidemia koronawirusa i opozycja, a zwłaszcza stosujący „obstrukcję” senat. My – oczywiście – chcieliśmy dobrze, Chcieliśmy, aby wybory odbyły się jak najszybciej, w terminie korzystnym dla naszego najlepszego prezydenta, który mógłby spokojnie rozpocząć drugą kadencję. Żeby oszukać wirusa chcieliśmy zrobić wybory korespondencyjne angażując w to naszych niezawodnych pocztowców. Zostawiono nam jednak za mało czasu i dlatego wybory się nie odbyły w ustalonym terminie.

Chaotyczna zabawa wokół tych wyborów była kroplą, która przepełniła mój kielich goryczy związany z rządami partii o dumnej nazwie Prawo i Sprawiedliwość. Mea culpa – przyznaję ze skruchą, że początkowo lekceważyłem ostrzeżenia dotyczące możliwych następstw przejęcia władzy przez tzw. zjednoczoną prawicę. Mówiłem przyjaciołom, że dawno nie rządzili, będą się starali i nadrabiali pracowitością braki kompetencji. Jeśli uda im się zrealizować obietnice rozdawania pieniędzy, to utrzymają poparcie najliczniejszych i ubogich rodzin – a to będzie oznaczało względnie spokojne rządzenie nawet przez dwie kadencje.

Kręte ścieżki

W miarę upływu czasu zmieniałem zdanie. Rząd PISu wprawdzie utrzymywał względnie poprawną równowagę finansową państwa, głównie dzięki dobrej koniunkturze gospodarki światowej i Unii Europejskiej oraz poprawie dyscypliny podatkowej. Jednocześnie jednak popełniał coraz więcej błędów w polityce społecznej i w realizowaniu własnej, nie do końca zrozumiałej koncepcji „naprawy państwa”. Nie wiodło mu się także w polityce zagranicznej. Oparł ją niemal wyłącznie na podporządkowaniu interesom Stanów Zjednoczonych, psując relacje z większością państw Unii Europejskiej i doprowadzając do kompletnej ruiny stosunki z Rosją.
Przeciętny obywatel – wyborca był zaskakiwany posunięciami i oficjalnymi poglądami, których nie rozumiał, albo uważał je za błędne lub szkodliwe. Partia rządząca zrażała sobie znaczną część elektoratu, dążąc krętymi ścieżkami do zmiany oceny licznych faktów historycznych w XX i XXI wieku, zniszczenia wielu autorytetów i promocji nowych, reprezentujących poglądy zgodne z jej oceną historyczną i aktualnymi upodobaniami przywódców.

Każdy obywatel może mieć nieco inne spojrzenie na powstałą w wyniku tych rządów rzeczywistość. Co innego może pochwalać i co innego go denerwuje. Zagorzałym członkom i zwolennikom PISu wszystko się podoba tym bardziej, że często czerpią wiedzę wyłącznie z telewizji publicznej, bijącej rekordy selekcji informacji, fryzowania faktów i oskarżania przeciwników. Po przeciwnej stronie barykady, wśród tych zaliczonych do „drugiej kategorii, panuje natomiast często atmosfera totalnej negacji.

Dziesięć grzechów głównych

Starając się o zachowanie obiektywizmu uznaję, że w sferze gospodarczej rządy PISu działały względnie poprawnie, wykorzystując warunki światowej i europejskiej koniunktury. Nie podoba mi się natomiast niemal wszystko, co PIS dotychczas robił poza sferą ekonomiczną. Upraszczając i syntetyzując ująłem to w dziesięciu „grzechach głównych”:
Świadome dążenie do podziału społeczeństwa na „naszych” i „ich” – tych drugiej kategorii, mniej inteligentnych, mniej pobożnych i mniej patriotycznych.

Traktowanie tych obywateli, którzy studiowali i pracowali w czasie odbudowy kraju po wojnie, – jako współpracujących z wrogiem „postkomunistów”. Na tym tle – kwestionowanie całego dorobku PRLu.
Gloryfikowanie najbardziej prawicowych grup oporu w czasie okupacji i lekceważenie innych – zwłaszcza lewicowych. W związku z tym – podkreślanie udziału polskich oddziałów zbrojnych wyłącznie na froncie zachodnim i pomijanie działań i ofiar żołnierzy I i II Armii WP na froncie wschodnim, a zwłaszcza ich udziału w bitwie o Berlin. Tworzenie atmosfery uwielbienia wszystkich, powojennych, antykomunistycznych „żołnierzy wyklętych” bez względu na to, co w rzeczywistości robili i jaka była ich motywacja.

Masowe zmiany personalne w kierownictwach spółek skarbu państwa a także instytucji kultury (muzea, teatry, TV, radio) na członków lub zwolenników PISu, w znacznej części niemających odpowiednich kwalifikacji.

Stopniowe wprowadzanie w ugrupowaniu partyjno – rządowym wewnętrznej autokracji, której objawem jest powtarzanie wyłącznie decyzji lub opinii przywódcy i zanik prezentowania własnych poglądów, niechętnie widzianych przez „górę”. Ubocznym, ale bardzo szkodliwym następstwem, jest atmosfera strachu przed „podpadnięciem”, utratą poparcia, stanowiska, dochodów i przywilejów.

Niespotykane w europejskiej i amerykańskiej kulturze niszczenie autorytetu środowiska prawniczego – zwłaszcza sędziów – pod hasłem „uzdrawiania” wymiaru sprawiedliwości. Doprowadzenie do kompletnego chaosu w tej dziedzinie, którego apogeum widoczne było przy wyborach prezydenta.

Polityczne podporządkowanie Trybunału Konstytucyjnego i kontynuowane próby podporządkowania Sądu Najwyższego, a także sądów rejonowych i okręgowych.

Nieustanne próby lekceważenia Unii Europejskiej traktowanej jako „wyimaginowana wspólnota”. Zaostrzanie konfliktów z jej organami. I z innymi organizacjami międzynarodowymi.

Wielokrotne „omijanie” przepisów konstytucji umożliwiające przejmowanie kontroli politycznej lub wprowadzanie bezpośredniej „zależności służbowej” nad różnymi dziedzinami życia społecznego.
Przekształcenie telewizji państwowej i niektórych tygodników i gazet, w narzędzia propagandy fałszującej historię i reklamującej prawdziwe i rzekome osiągnięcia aktualnej władzy, przy jednoczesnej totalnej krytyce wszystkich – w kraju i zagranicą, – którzy mają inne poglądy.

Perspektywa zmiany

Można oczywiście wskazać wiele innych działań tej partii budzących zastrzeżenia. Mnie wystarcza ta „lista grzechów”, abym ostatecznie zmienił poglądy na umiejętność rządzenia krajem przez tą partię. Zaczynam wierzyć, – choć to wydaje się nieprawdopodobne – że zgromadziła ona ludzi instynktownie wierzących w skuteczność rządów autokratycznych, podobnych do tego, co mieliśmy w okresie PRLu. Uznali swego głównego przywódcę za nieomylnego stratega, który wie jak i potrafi wprowadzić Polskę na drogę wiecznej szczęśliwości. Jego wypowiedzi stają się dla nich niepodważalnym źródłem prawa, ważniejszym niż parlament.

Nie znam Jarosława Kaczyńskiego, nigdy nie miałem zaszczytu być w jego pobliżu, a tym bardziej o zasłużyć na tytuł „odkrycia towarzyskiego”. Zresztą w przeciwieństwie do osoby obdarowanej tym tytułem, nie kuszę moich znajomych umiejętnościami kulinarnymi. Umiem „robić” tylko herbatę, kawę i jajecznicę, a to trochę za mało, aby ożywić życie towarzyskie. Nie znając tego „szeregowego”, ale niezwykle ważnego posła, nie mogę więc potwierdzić jego nadzwyczajnych umiejętności. Nie mogę też zaprzeczyć, że natura go nimi obdarzyła. W moje coraz gorzej widzące oczy rzuca się tylko jedno – ma On charyzmatyczną zdolność psychicznego podporządkowywania ludzi. To cenna umiejętność, ale w historii niemal zawsze prowadziła do złych rezultatów. I nie mam na myśli tylko Czyngis Chana!

Ośmielam się twierdzić, że częściowo z przyczyn obiektywnych związanych z pandemią koronawirusa, nasze dno może się robić coraz bardziej wklęsłe. Będzie się uginać pod ciężarem problemów, jakie ogarną różne gałęzie przemysłu, który dotychczas bohatersko się bronił. Będzie źródłem wielu autentycznych nieszczęść związanych z nieuchronnym wzrostem bezrobocia. Może pękać z braku funduszy niewystarczających na spełnianie wszystkich obietnic podtrzymujących gospodarkę i sympatię elektoratu.

Pękanie dna będzie oznaczało zmianę władzy. Nastąpi to najpóźniej po kolejnych wyborach parlamentarnych, ale może też nastąpić wcześniej, bo pęknięcia mogą dotyczyć także nie całkiem zjednoczonej prawicy.

Sądzę, że ci, którzy obejmą stery państwa po prawicy, będą rządzili spokojniej i nie popełniając tych grzechów głównych, które wymieniłem. Ale nie będzie im lekko. Świat będzie przeżywał zapewne długi kryzys. A rządzenie w kryzysowym otoczeniu jest trudne i na ogół nie daje efektownych rezultatów.

Warszawa – Marki, 18.05.2020r.

W obronie pomnika Bohaterom czerwonych sztandarów. Dąbrowiakom. Twórcom dziejów

Szanowny Panie Prezydencie!

Zarząd Główny Stowarzyszenia Spadkobierców Polskich Kombatantów II Wojny Światowej zwraca się do Pana Prezydenta w sprawie antynarodowego i nieprzejednanego stanowiska państwowej instytucji, jaką jest Instytut Pamięci Narodowej, w sprawie likwidacji pomnika „Bohaterom czerwonych sztandarów. Dąbrowiakom. Twórcom dziejów walk o narodowe i społeczne wyzwolenie” w Dąbrowie Górniczej.
Sprawa jest już szeroko znana i wywołuje coraz bardziej negatywne opinie szerokich kręgów społeczeństwa polskiego. Stanowisko IPN przeczy faktom historycznym i jest wręcz prowokacyjne. Negowanie opinii mieszkańców Miasta Dąbrowy Górniczej i regionu Zagłębia Dąbrowskiego jest działaniem antynarodowym. Odrzucanie decyzji władz Miasta na czele z decyzją Prezydenta Miasta Dąbrowy Górniczej jest gwałceniem praw Władzy Samorządowej Rzeczypospolitej Polskiej. Lekceważenie decyzji Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gliwicach urąga demokratycznym zasadom niezależności Władzy Sądowniczej Rzeczypospolitej Polskiej.

Stwarzanie takiej sytuacji pogłębia atmosferę wrogości wobec centralnych organów Państwa Polskiego, a czyni się tak w szczególnie trudnym okresie walki z pandemią i w okresie nadchodzących wyborów Prezydenckich w Państwie.

Stowarzyszenie Spadkobierców Polskich Kombatantów II Wojny Światowej wyraża zdecydowany protest przeciw takim działaniom.

Wzywamy Pana Prezydenta Rzeczypospolitej do wyrażenia jednoznacznego stanowiska w przedstawionej sprawie i podjęcia zdecydowanych działań zmierzających do przecięcia poczynań IPN i uszanowania decyzji Władz Miasta Dąbrowy Górniczej i Władzy Sądowniczej RP.

Przypominamy, że kolejny już raz na przestrzeni dotychczasowego piastowania przez Pana najwyższego w Państwie urzędu Prezydenta RP, zwracamy się do Prezydenta RP z podobnymi, bolesnymi problemami, jakich doświadczają Polacy. Jednakże dotychczas ani razu Pan lub Pański urząd nie zareagował.

Niechaj więc zastanowi się Pan, czy także obecnie nie podejmując działań ukrócających samowolę IPN, świadomie warto Panu zrezygnować z kilku choćby głosów poparcia w nadchodzących wyborach prezydenckich?…

W słowie końcowym Stowarzyszenie Spadkobierców Polskich Kombatantów II Wojny Światowej wyraża głęboki szacunek i jednoznaczne poparcie – dla Władz Miasta Dąbrowy Górniczej na czele z Prezydentem Panem Marcinem Bazylakiem, dla Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego oraz wszystkich Rodaków z Miasta, z całego Regionu Zagłębia Dąbrowskiego i z Województwa Śląskiego – za postawę godną Naszej Ojczyzny.

Prezes Zarządu Głównego – Roland Dubowski
Prezes Honorowy ZG – Małgorzata Kitlińska-Kowalczyk
Członek Prezydium ZG – Wojciech Samborski
Do wiadomości:
Prezydent Miasta Dąbrowy Górniczej Pan Marcin Bazylak
Prezes Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego
Media

Pomnik Bohaterom Czerwonych Sztandarów, zaprojektowany przez Augusta Dyrdę, został odsłonięty na Placu Wolności w Dąbrowie Górniczej 8 listopada 1970 r. Właśnie ta data jest najważniejszym „argumentem” IPN na rzecz wyburzenia monumentu – rzekomo nie ma dla niego miejsca w Polsce, bo figurę odsłonięto dla w ramach rocznicy Rewolucji Październikowej.

Władze Dąbrowy Górniczej przekonują, że przesłanie monumentu jest związane z niepodległościowymi dążeniami ruchu socjalistycznego w Dąbrowie Górniczej z roku 1905 oraz lat 1916 – 1918. Bohaterowie czerwonych sztandarów to bojowcy i aktywiści Polskiej Partii Socjalistycznej, robotnicy zrzeszeni w organizacji walczącej o niepodległą Polskę, która byłaby zarazem państwem realizującym zasady sprawiedliwości społecznej.

Mieszkańcy miasta już kilkakrotnie stawali w obronie pomnika. Uniemożliwili jego zniszczenie w 1990 r. Gdy IPN w 2018 r. wydał swoją opinię domagającą się „dekomunizacji” monumentu, ponownie gromadzili się przed nim, żądając zostawienia go w spokoju.

Pomnik Berlinga dobity

Tuż przed świętami zdemontowany został cokół zniszczonego latem 2019 w Warszawie pomnika generała Zygmunta Berlinga. Demontażu dokonały władze dzielnicy Praga-Południe, powołując się na ustawę dekomunizacyjną i decyzję wojewody mazowieckiego.

Resztki pomnika i cokołu zostały umieszczone w magazynie dzielnicy. Nie ma żadnego pomysłu na jego dalsze przeznaczenie. Tymczasem, jak wynika z naszych ustaleń, Prokuratura Rejonowa Warszawa – Praga Południe postanowieniem z dnia 2 grudnia 2019r. sygn. PR 6 Ds.1442.2019 umorzyła dochodzenie „w sprawie dokonania w dniu 04.08.2019 r. w Warszawie na terenie skweru Ryskiego przy zbiegu ul. Wał Miedzeszyński i Al. Stanów Zjednoczonych uszkodzenia pomnika gen. Zygmunta Berlinga o wartości strat 20 000 zł na szkodę Urzędu Dzielnicy Praga Południe Miasta Stołecznego Warszawy tj. o czyn z art. 288 par.1k.k.”.

W uzasadnieniu postanowienia padają nazwiska różnych osób (Adama Słomki, Leszka Staniszewskiego, Wojciecha Osińskiego, Barbary Butler-Błasińskiej), które mogą mieć wiedzę o okolicznościach związanych ze zniszczeniem pomnika, jednakże jak wynika z lektury uzasadnienia „podjęte w dochodzeniu czynności nie dały wyników pozytywnych”(jak rozumiemy nie pozwoliły na ustalenie sprawców przestępstwa), ale „… mimo umorzenia dochodzenia sprawa nadal pozostanie w zakresie zainteresowania organów ścigania i w wypadku ujawnienia nowych istotnych okoliczności zostanie ono podjęte i będzie kontynuowane”.
Niestety, takie sformułowania nie dają nawet cienia nadziei na ustalenie sprawców przestępstwa oraz ich doprowadzenie przed oblicze sądu.
Budzi to nasze zaniepokojenie, tym bardziej że jak ćwierkają wróble na mieście, w przestrzeni internetowej pojawiły się zdjęcia przedstawiające zniszczenie pomnika generała Berlinga. Czyżby policja, która wielokroć już korzystała ze wsparcia choćby YT, przy rozwiązywaniu bardziej skomplikowanych przestępstw, w tym przypadku do takiego materiału nie dotarła?

Będziemy konsekwentnie pytać policję o postępy w dochodzeniu, wszak sprawa nadal pozostanie w zakresie zainteresowania organów ścigania i informować naszych Czytelników o poczynionych ustaleniach.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że pytania redakcji „Dziennika Trybuna” kierowane do Urzędu Dzielnicy Praga Południe w sprawie okoliczności związanych ze zniszczeniem pomnika, a następnie demontażem cokołu zostało przekazano do Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Warszawskiego Ratusza. Zatem czekamy na odpowiedź…

Sprawa zniszczenia pomnika Zygmunta Berlinga

Minęło już blisko półtora miesiąca minęło od zniszczenia – przez nieznanych dotąd opinii publicznej sprawców – pomnika generała Zygmunta Berlina przy Przyczółku Czerniakowskim. Tymczasem do mediów nie docierają żadne informacje o jakimkolwiek postępowaniu w tej sprawie. Jedynym nazwiskiem, które padło w przestrzeni publicznej w związku z tym wydarzeniem jest nazwisko Adama Słomki, który na tweetterze wyraził radość z powodu tego aktu wandalizmu i niedwuznacznie zasugerował, że ma jakąś wiedzę o sprawcach tego barbarzyńskiego aktu. Poza tym w ostatniej sobotniej edycji programu TVP Info „Studio Polska”, nieprzedstawiony z imienia i nazwiska uczestnik, chwaląc zburzenie pomnika, wręczył posłowi Andrzejowi Szejnie jego niewielki odłamek. W zeszłym tygodniu wybrałem się w to miejsce. Jak na ironię i zapewne ku niezadowoleniu sprawców, choć obalono samą figurę i wyrwano wmurowanego w cokół orła, nie udało się obalić samego cokołu opatrzonego imieniem, nazwiskiem i datami życia generała Berlinga. Milczenie jakie zapadło wokół tej sprawy skłoniło mnie do zwrócenia się do stołecznej policji z pytaniami, na jakim etapie są jej działania w tej sprawie.

Krzysztof Lubczyński
„Dziennik Trybuna”
ul. Rydygiera 8
01-793 Warszawa

Warszawa, dn. 12.09. 2019
Komendant Stołeczny Policji
Warszawa

W oparciu o ustawę o prawie prasowym, w nawiązaniu do aktu zniszczenia pomnika generała Zygmunta Berlinga przy Trasie Łazienkowskiej w Warszawie, dokonanego w dniu 4.08. 2019 roku, zwracam się o odpowiedź na następujące pytania:
1. Czy Policja prowadzi w tej sprawie dochodzenie?
2. Czy przesłuchano w tej sprawie świadków, poza jednym, przesłuchanym w dniu dokonania zniszczenia?
3. Czy komuś zostały postawione zarzuty?
4. Czy wśród przesłuchanych jest ob. Adam Słomka, autor wpisu na twitterze następującej treści: „Totalitarny monument zdrajcy Zygmunta Berlinga zniesiony społecznie przez antykomunistów”. Treść wpisu sugeruje, że ob. Adam Słomka dysponuje wiedzą odnośnie sprawców zniszczenia.

Z poważaniem
Krzysztof Lubczyński