„Nic Mu nie zostało oszczędzone… Jest różnica pomiędzy oceną a sądem”.

„Nie tyle dokuczają mi moje grzechy, choć popełniłem ich wiele, w różnym wymiarze, co brak stanowczości w ich naprawie. Krytyką powojennej przeszłości choć wielu oczekiwało – nie chciałem dać asumptu do rozdrapywania już zabliźnionych ran.

gen. Wojciech Jaruzelski

Mija 6 rocznica odejścia gen. Wojciecha Jaruzelskiego na wieczną wartę, w Szpitalu Wojskowym- ul Szaserów 128 w Warszawie (serdeczny szacunek, wdzięczność lekarzom i personelowi za wiele lat troski o stan zdrowia i ulgę w cierpieniu). 25 maja 2014 r. (niedziela) o godz. 15.24, zamknęła się wielka księga osobistych dokonań i upokorzeń Generała, ale i wiekopomnych sukcesów Polski i Polaków, z Jego inicjatywy i sprawstwa.
Za 41 dni skończyłby kalendarzowe 91 lat pracowitego, żołnierskiego życia; za 57 dni – 58 lat służby w stopniu Generała; za 54 dni minęłoby 25 lat od wyboru na urząd Prezydenta Polski. Jaki był Generał, co osiągnął, komu dobrze zapadł w pamięci a komu wyrządził jakąkolwiek krzywdę, co zostawił – odpowiedź zna każdy i wedle własnych kryteriów ocenia tego Męża Stanu.

Służył Polsce jako żołnierz na wielu stanowiskach wojskowych, ponad 15 lat jako Minister Obrony Narodowej. Ponad 10 lat w „cywilnej służbie państwowej”- Prezes Rady Ministrów, Przewodniczący Rady Państwa i Prezydent Polski, jednocześnie Zwierzchnik Sił Zbrojnych i Naczelny Dowódca na czas wojny. Że praca na tych stanowiskach była dla Niego żołnierską służbą- pamiętał zawsze. Żegnając się 11 grudnia 1990 r. z Rodakami mówił- „Jako żołnierz wiem, że dowódca, a więc każdy przełożony odpowiada i za wszystkich, i za wszystko. Słowo przepraszam może zabrzmieć zdawkowo. Innego jednak nie znajduję. Chcę więc prosić o jedno: jeśli czas nie ugasił w kimś gniewu lub niechęci – niechaj będą one skierowane przede wszystkim do mnie. Niech nie dotkną tych, którzy – w ówczesnych konkretnych warunkach, uczciwie i w najlepszej wierze – nie szczędzili przez lata całe swego trudu dla odbudowy i budowy naszej Ojczyzny”.

Żołnierz pamiętający o …

Niezwykle wysoko cenił sobie frontowych żołnierzy. Sam był zwiadowcą od Bugu do Łaby. Można powiedzieć, iż walczył „przed pierwszą linią”. Jest grupa żołnierzy frontowych, którzy z autopsji pamiętają, iż w latach powojennych ze sprawiedliwą oceną przelanej krwi żołnierskiej, bywało różnie. Wiedział o tym aż nadto dobrze. Dał temu wyraz na posiedzeniu Rady Naczelnej Związku Bojowników o Wolność i Demokrację, 30 sierpnia 1983 r., m.in. mówiąc – „Naród nasz z jednakową wdzięcznością ocenił przelaną krew i żołnierski wysiłek bez względu na to, jakimi drogami prowadził do kraju – tą najkrótszą, której początkiem było Lenino, tą odleglejszą, przez Afrykę i zachodnią Europę, czy tą w kraju – w oddziałach partyzanckich i ruchu oporu. Jest prawem żołnierza, a później kombatanta wierzyć, iż kierunek z którego jemu przypadło iść, był dla Ojczyzny cenny i owocny”.

Pamiętał o „tych z Zachodu”, awansując na stopień generała, np. pilota walczącego nad Anglią w 1940, Stanisława Skalskiego, tworząc ad personam taki etat w Dowództwie Wojsk Lotniczych, czy Henryka Jabłońskiego, walczącego o Narwik, czy „Radosława”, Jana Mazurkiewicza, dowódcę zgrupowania w Powstaniu Warszawskim, a później z inicjatywy Generała przewodniczącego Komisji Budowy Pomnika Powstańców Warszawy. Odsłonił go w 1989 r. Wtedy m.in. mówił-„Trzeba nam spełnić testament poległych, podać sobie rękę ponad tym, co w przeszłości dzieliło. Niechaj ten pomnik – dowód wiecznej pamięci i hołdu dla bohaterów Powstania Warszawskiego – służy sprawie narodowego pojednania… Salutuję poległym. Wyrażam szacunek tym, którzy ocaleli. Zwracam się do urodzonych już po tamtej hekatombie, aby nie zapomnieli nigdy skąd ich ród”.

Awansował na stopień generała Roberta Satanowskiego, który dowodził niebyt mile widzianym na Wschodzie Zgrupowaniem „Jeszcze Polska nie zginęła” W lutym 1972 r. na osobistą rozmowę przyjął wdowę gen. Augusta Fieldorfa. Nie mogąc zadość uczynić prośbie- na koszt Wojska polecił wykonać symboliczny grób „Nila” na Cmentarzu Powązkowskim (aleja A, kwat. 14. Spoczywają żona i córka). Poparł wystąpienia środowisk i naukowców w sprawie rewizji sądowych wyroków z okresu stalinowskiego.
Skutecznie upomniał się o tych „co na Wschodzie” pozostali na zawsze. Gdy tylko nadarzyła się szansa – Michaiłowi Gorbaczowowi tłumaczył, że „zatajona przeszłość, ciąży na teraźniejszości, podczas gdy ujawniona ma wpływ już tylko na historię”. Wspólna, polsko-radziecka Komisja Historyków, wskazała autorów zbrodni w Katyniu. Jako Prezydent Polski, pierwszy oddał hołd pomordowanym w obecności członków rodzin i Wojska w 1990 r.

Gdy Michaił Gorbaczow poznał syberyjskie losy Polaków, polecił postawić pomnik z inskrypcją, „Polakom zmarłym na Syberii w 1939-1945 roku”(później uzupełnioną), obok grobu Ojca Generała w Bijsku (Ałtajski Kraj).

9 maja 2005 r. Generał z Prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim wziął udział w obchodach 60 rocznicy Dnia Zwycięstwa w Moskwie, w czasie których został odznaczony przez prezydenta Władimira Putina „Orderem 60-lecia Zwycięstwa”. Gazecie Rzeczpospolita (z 13 maja 2005 r.) oświadczył m.in. „Choć przez kilka tygodni w Polsce trwała kampania, krytykująca mój wyjazd, uważałem, że powinienem jechać. Zwłaszcza, że otrzymałem zgodę na wyjazd do Kraju Ałtajskiego, żeby być przy grobie swojego Ojca, co ma też swoją wymowę. I dziś jestem przekonany, że zrobiłem słusznie. Wystąpiłem jako najstarszy kombatant Wojska Polskiego i gdyby mnie nie było w Pałacu Kremlowskim, gdzie zostałem odznaczony, wśród kombatantów – byłych głów państw z Cypru, Chorwacji, Albanii i byłego króla Rumunii zabrakłoby Polaka. Uważam, że Wojsko Polskie zasłużyło na to, by jego wkład został w ten sposób podkreślony.”

Generał 10-12 maja 2005 r. przebywał na Syberii. Odwiedził grób swojego Ojca w Bijsku oraz stojący obok pomnik upamiętniający represjonowanych Polaków. Oddał hołd ofiarom represji razem z władzami Kraju Ałtajskiego. Zwiedził m.in. fabrykę „Prodmaszu”, w której pracował do 1942 roku i  spotkał się z członkami polskiej wspólnoty „Orzeł Biały”, której przewodniczył ks. Andrzej Obuchowski.  Odwiedził dom przy ul. Gorkiego 34, gdzie mieszkała rodzina Jaruzelskich podczas zesłania w  Bijsku.  Miejscowej prasie oświadczył m.in. „Bardzo się cieszę, że jestem w Rosji w te święte dla niej dni. Gdy zaczynała się wojna miałem 18 lat. Był to straszny okres ale pamiętam ciepło syberyjskich serc, ciepło z którym przyjmowała nas ta ziemia”.

Pamiętał o swoich kolegach z lat szkolnych w gimnazjum Księży Marianów na Bielanach (1933-1939), choć różne powody nie sprzyjały częstym spotkaniom. 6 października 1990 r. w ich gronie był w sanktuarium w Licheniu. Kustosz, ks. Eugeniusz Machulski- powitał Generała niezwykle serdecznymi słowami – „Przez wieki wspominamy zwycięstwa: pod Grunwaldem, pod Wiedniem, pod Warszawą. Ale te zwycięstwa i chwała okupione były tysiącami poległych rycerzy, żołnierzy, wojowników. W dziejach świata nikomu nie udało się odnieść pełnego zwycięstwa, armię całą zachować i życie swoich żołnierzy ocalić. Śmiem twierdzić, że takie zwycięstwo odniósł w naszej historii tylko jeden generał, tylko jeden wódz, przed którym dziś chylimy swoje czoła. Do takiego zwycięstwa i do pełnej wolności doprowadziłeś nasz naród Ty, Panie Prezydencie…” Otrzymany wcześniej obraz matki Boskiej Licheńskiej znalazł godne miejsce w Belwederze.

Wybrane dokonania…

Godzi się przypomnieć, iż z inicjatywy WRON, której Generał był przewodniczącym, zbudowano w Łodzi Szpital Pomnik Centrum Zdrowia Matki Polki. Mówił- „dawno już powinien stanąć na naszej ziemi, aby świadczyć o patriotycznej ofiarności polskich matek. O ich niezapomnianym wkładzie w przetrwanie naszego Narodu, w jego uporczywą, bohaterską walkę o wolność i zwykłą, człowieczą sprawiedliwość… Że dają z siebie przez całe lata poświęceń i trudu, tę codzienną matczyną krzątaninę, której historyk nie wymierzy, lecz bez której żaden polski dom nie byłby domem… Aby z szacunkiem pochylić się nad tymi, które obdarzone są szczególnie szczytnym tytułem. Myślę o Matkach. Dały Ojczyźnie swe macierzyństwo… Wniosły do życia narodu wartości bezcenne”.

Mocą podpisów Generała pod odnośnymi ustawami, została zmieniona oficjalna nazwa naszej Ojczyzny, z PRL na RP. Orzeł- godło, otrzymał koronę. Od 15 lutego 1989 r. – Dzień 11 listopada jest uroczystym Narodowym Świętem Niepodległości”. Od kwietnia 1990 – Dzień 3 Maja stał się Świętem Konstytucji. Nabożeństwo upamiętniające historyczny fakt, w Katedrze św. Jana celebrował Prymas Polski kard. Józef Glemp, w którym Generał wziął udział, podobnie jak wcześniej, podczas uroczystości na Placu Zwycięstwa, upamiętniającej 1 Września jako święto pokoju na świecie.

To staraniem Generała, jako Prezydenta i członków rządu Tadeusza Mazowieckiego, przedstawiciele dawnej Wielkiej Trójki i Francji, ostatecznie zamknęli-trwający od Poczdamu – problem granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej, mocą podpisów złożonych pod traktatem w Moskwie 12 września 1990 r. Zakończył on II wojnę światową w Europie. Otworzył drogę do zjednoczenia Niemiec. Jest „Pieczęcią Historii” na okresie dziejów, które zdały „pokojowy egzamin”.

… i „nagrody”

przynamniej trzy, które w kolejną rocznicę śmierci należy przypomnieć. „Sprawiedliwa zemsta i nienawiść”, jaką okazała władza Solidarności. W 2008 r. Generał z grupą członków WRON i Rady Państwa, stanął przed Sądem, oskarżony, m.in. o kierowanie „związkiem przestępczym o charakterze zbrojnym”. Rok później, Sejm na wniosek rządu uchwalił ustawę obniżającą emerytury członkom WRON za stan wojenny. Karę- dotychczas nie spotykaną w polskim i europejskim sądownictwie, Trybunał Konstytucyjny uznał zgodną z Konstytucją.

„Zapał” władzy w polityczno-historycznym rozliczaniu okresu PRL, zrodził ustawę degradacyjną. Córka Generała, Pani Monika Jaruzelska, wystąpiła z publicznym apelem, od słów – „Szanowny Panie Prezydencie, zwracam się do Pana nie tylko jako córka żołnierza, ale przede wszystkim jako obywatelka…. Proszę o coś, co jest ważne dla Pańskiego środowiska politycznego. Proszę zdegradować mojego Ojca, ale nie upokarzać Jego byłych podwładnych i ich rodzin, a także tych żołnierzy, którzy podjęli służbę po 1989 r.”… Prezydent RP ustawę zawetował. Redaktor Naczelny Jerzy Domański zauważył, iż „zawetowanie tego bubla pokazuje, że politykom PiS przypomniał się kalendarz wyborczy”, a Pani Monika „wyróżniła się godnością i odwagą osobistą” („P” nr 15 z 2018). Miliony Polaków odczucia i postawę wyrazili odpowiedziami na internetowe pytania – 55,8% osób jest przeciwko degradacji gen. Jaruzelskiego i Kiszczaka; za – 29 %; Za degradacją są wyborcy PiS- 64%; PO-22%; Razem- aż 17%. Przeciwko są wyborcy Lewicy, określający się jako „wierzący i nie praktykujący” oraz nie wierzący i nie praktykujący.

Refleksje pod rozwagę…

Jan Paweł II. (z „Biografii”)- pomiędzy Papieżem a Generałem „niezwykle szybko nawiązała się nić sympatii i zaufania. Papież wyczuł, że Generał jest Człowiekiem bardzo uczuciowym, reprezentującym wysoki poziom moralny. Gdy podczas spotkania z polskimi biskupami w Watykanie pod koniec lat osiemdziesiątych jeden z gości uczynił krytyczną uwagę pod adresem Jaruzelskiego, Papież natychmiast mu przerwał: (…)proszę nie mówić w mojej obecności niczego złego o generale. Dźwiga na swych barkach ogromny wór kamieni(…). Czy w tym „worze kamieni” Papież widział tylko grzechy własne Generała, czy coś więcej?

Michaił Gorbaczow w jednym z wywiadów wspomniał- „Jan Paweł II powiedział mi, że Generał to bardzo poważny i solidny człowiek. Na ostrym zakręcie, na którym znalazła się Polska, bardzo wiele dla Polski zrobił”. Na obchodach 60. rocznicy powstania Izraela rozmawiał z prezydentem Lechem Kaczyńskim, któremu powiedział- „Czy rzeczywiście nie możecie rozwiązać problemu, już nie młodego, chorego człowieka- Generała, który wiele zrobił dla Polski. Poprosiłem o otoczenie chorego Jaruzelskiego opieką. Komu to wszystko jest potrzebne?”

Profesor Jan Widacki-„Dla gen. Jaruzelskiego nadeszła godzina próby. Ten realista i pragmatyk uznał, że czas wykorzystać okazję. Stąd decyzja o Okrągłym Stole, a później włączenie się w budowę polskiej suwerenności. Twórca stanu wojennego został pierwszym prezydentem suwerennej Polski … Byłem wtedy w samym centrum polskiej polityki. Jestem świadkiem tamtych dni. Prezydent Jaruzelski lojalnie współpracował z niekomunistycznym rządem, wspierał go, a na koniec sam, bo wcale przecież nie musiał, skrócił swoją kadencję prezydencką, ustępując miejsca Lechowi Wałęsie” (Przegląd nr 27 z 2013).

Profesor Bronisław Łagowski – „Jaruzelski jest spośród żyjących, człowiekiem najbardziej zasłużonym dla Polski. Przyjdzie czas, gdy stanie się to oczywistością i nastąpi symboliczne wynagrodzenie małodusznych, mściwych szykan, jakie Go spotykają. Proszę, żeby to zostało wpisane do protokołu” (Przegląd nr 27 z 2013).

Ludwik Stomma, na pytanie dziennikarza-„Jaki polski skandal minionych lat uznałby Pan za największy, za „koronę skandali”?- powiedział:„Byłoby nim ciąganie po sądach gen. Jaruzelskiego, człowieka, który doprowadził do przełomu Okrągłego Stołu, do pokojowej transformacji, który uczynił to pod prąd dużej części własnego środowiska społecznego” („T” z 9-10.08.08).

Ciekawe, co powiedziałby dziś, w 2020 roku;

Jerzy Domański, „Dlaczego miliony dorosłych Polaków dają sobie pluć na własne, uczciwie i dobrze przepracowane życie. Dlaczego nie stają w obronie faktów? W obronie tego, co sami stworzyli? Gdzie są miliony beneficjentów Polski Ludowej? Nikt im niczego nie podarował! Szkoły wypuszczają w świat tak proste umysły, że łykają coraz większe brednie” (Obrona Dobrej Pamięci, „P” nr 24 z 2016)

Profesor Jerzy Wiatr, przewodniczył Sejmowej Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej. W „Sprawozdaniu”, stwierdzała, iż „nie ulega wątpliwości, że dopuszczenie do obcej interwencji zbrojnej lub do wybuchu starć wewnętrznych pociągnęłoby za sobą większe represje i cierpienia obywateli, niż to miało miejsce wskutek wprowadzenia stanu wojennego. Potwierdzają to również i współczesne doświadczenia różnych regionów świata, objętych wewnętrznymi walkami lub obcą interwencją. Ale dobrem ratowanym była również wartość najwyższa, jaką jest wolność narodu i państwa. Nawet, jeżeli ta wolność i suwerenność były ograniczone…Wartość dobra ratowanego, nieporównywalnie była większa od wartości dobra ratowanego”.

Profesor Adam Schaff, pod koniec lat. 90. kilka razy próbował przekonać Generała do zgody na wystąpienie z wnioskiem o przyznanie Pokojowej Nagrody Nobla w dziedzinie polityki. Generał wdzięczny za inicjatywę. nie dał się przekonać żadnymi argumentami. Prosił, wręcz zabronił o tym mówić i pisać za Jego życia.

Czesław Miłosz.
Któż miecz Chrobrego wydobywał z pleśni?
Któż wbijał myślą słupy w dno Odry?
I któż namiętność uznał narodową
Za cement wielkich budowli przyszłości?
………
Nastał odpowiedni czas, i ni z tego ni z owego
Przyszła wolność za Jaruzelskiego

Żałobne refleksje…

Biskup Polowy WP, podczas mszy żałobnej, nauczał – „pogrzeb gen. Wojciecha Jaruzelskiego jest czasem próby dla wierzących. Jak z tej próby wyjdziemy? Czy zdamy egzamin z naszego człowieczeństwa i chrześcijaństwa?” Mija już 6 lat od śmierci Generała. Odpowiedzcie sobie Państwo na te pytania. Spróbujcie wskazać w czym tkwi istota, sens naszego, polskiego „człowieczeństwa i chrześcijaństwa”, nie tylko wtedy, podczas pogrzebu, ale ta na co dzień, pomyślcie! Dalej, że „Historia jeszcze długo będzie oceniać jego słowa, podejmowane decyzje i czyny. Będą to czynić następne pokolenia. Jest jednak różnica pomiędzy oceną a sądem. Można ulec pokusie zakłamania i ukrywania prawdy. Można też oskarżać w imię prawdy”.

Prezydent RP, Bronisław Komorowski, w Katedrze Polowej -„Jako człowiek pokolenia Solidarności, żegnam jednego z ostatnich – symbolizujących trudny, a często tragiczny los pokolenia czasów powojennych, pokolenia głębokich, bolesnych podziałów – polityka, żołnierza, człowieka dźwigającego ciężar odpowiedzialności za najtrudniejsze i za najbardziej chyba dramatyczne decyzje w powojennej historii Polski. Jestem jednak pewien, że żegnam także Rodaka, który nie tylko potrafił docenić, ale i głęboko pozytywnie przeżył wielkość dobrej zmiany, w której aktywnie uczestniczył, a która przecież zaowocowała polską wolnością i niepodległością”.

Aleksander Kwaśniewski, b. Prezydent RP, na Cmentarzu Powązkowskim mówił- „Żegnamy Wojciecha Jaruzelskiego, jednego z najwybitniejszych polityków Polski drugiej połowy XX wieku, człowieka skromnego i oddanego sprawom Polski, patrioty najwyższej próby. Nic Mu nie zostało oszczędzone. Stracony dom rodzinny, Syberia i katorżnicza praca, front, krew i łzy, polityczna odpowiedzialność i ryzyko porażki, niewdzięczność, ataki, procesy, choroby i cierpienia, i nawet dziś te krzyki wydobywające się z serc, które nie mają w nich miłosierdzia, a często tylko Boga na ustach. Niech, drogi Wojciechu, zadośćuczynieniem za to wszystko będzie świadomość, że Polska jest niepodległa, bezpieczna, że dobrze się rozwija, że byłeś współarchitektem tego dzieła, które dziś czcimy na XXV-lecie polskiej transformacji, że miliony ludzi wyrażają wobec Ciebie szacunek i wdzięczność, że nie da się wykreślić Twojego nazwiska z polskiej historii”.

Pamiętam …

Miałem zaszczyt wiele razy rozmawiać z Generałem na różne tematy. Mam wrażenie, że z naszych dyskusji pojawiła się taka konstatacja-„Nie tyle dokuczają mi moje grzechy, choć popełniłem ich wiele, w różnym wymiarze, co brak stanowczości w ich naprawie. Krytyką powojennej przeszłości choć wielu oczekiwało – nie chciałem dać asumptu do rozdrapywania już zabliźnionych ran”. Słyszałem ją kilka razy przy różnych okazjach, podczas środowiskowych spotkań Generała z kombatantami.
Znane okoliczności wykluczają możliwość spotkania się przyjaciół i podwładnych Generała, przy mogile na Powązkach. Uczcijmy więc chwilą zadumy- w dowolnym miejscu – pamięć „Człowieka skromnego i oddanego sprawom Polski, patrioty najwyższej próby. Nic Mu nie zostało oszczędzone”. Proszę.

Dno wklęsłe

Za zamierzchłych czasów na jednym z seminariów magisterskich miałem studentkę, która była niezwykle krytycznie nastawiona do wycinkowych tekstów prezentowanych przez kolegów. Chętnie używała określenia, że to „dno intelektualne”. Wreszcie przy omawianiu jakiegoś rzeczywiście nędznego tekstu powiedziała: „No dzisiaj to już mamy „dno wklęsłe”. Podobało nam się to określenie, jako synonim czegoś, co jest tak złe, tak nieudolne, że lokuje się nawet poniżej dna.

Zgadnij – Szanowny Czytelniku, – dlaczego mi się to przypomniało. Dlatego, że spotkaliśmy się niedawno z dnem organizacyjno – intelektualnym przy organizowaniu wyborów prezydenckich. To jasne, że starym zwyczajem rządząca ekipa i jej rząd szukali potem winnych. I nie miałem wątpliwości, że winna będzie epidemia koronawirusa i opozycja, a zwłaszcza stosujący „obstrukcję” senat. My – oczywiście – chcieliśmy dobrze, Chcieliśmy, aby wybory odbyły się jak najszybciej, w terminie korzystnym dla naszego najlepszego prezydenta, który mógłby spokojnie rozpocząć drugą kadencję. Żeby oszukać wirusa chcieliśmy zrobić wybory korespondencyjne angażując w to naszych niezawodnych pocztowców. Zostawiono nam jednak za mało czasu i dlatego wybory się nie odbyły w ustalonym terminie.

Chaotyczna zabawa wokół tych wyborów była kroplą, która przepełniła mój kielich goryczy związany z rządami partii o dumnej nazwie Prawo i Sprawiedliwość. Mea culpa – przyznaję ze skruchą, że początkowo lekceważyłem ostrzeżenia dotyczące możliwych następstw przejęcia władzy przez tzw. zjednoczoną prawicę. Mówiłem przyjaciołom, że dawno nie rządzili, będą się starali i nadrabiali pracowitością braki kompetencji. Jeśli uda im się zrealizować obietnice rozdawania pieniędzy, to utrzymają poparcie najliczniejszych i ubogich rodzin – a to będzie oznaczało względnie spokojne rządzenie nawet przez dwie kadencje.

Kręte ścieżki

W miarę upływu czasu zmieniałem zdanie. Rząd PISu wprawdzie utrzymywał względnie poprawną równowagę finansową państwa, głównie dzięki dobrej koniunkturze gospodarki światowej i Unii Europejskiej oraz poprawie dyscypliny podatkowej. Jednocześnie jednak popełniał coraz więcej błędów w polityce społecznej i w realizowaniu własnej, nie do końca zrozumiałej koncepcji „naprawy państwa”. Nie wiodło mu się także w polityce zagranicznej. Oparł ją niemal wyłącznie na podporządkowaniu interesom Stanów Zjednoczonych, psując relacje z większością państw Unii Europejskiej i doprowadzając do kompletnej ruiny stosunki z Rosją.
Przeciętny obywatel – wyborca był zaskakiwany posunięciami i oficjalnymi poglądami, których nie rozumiał, albo uważał je za błędne lub szkodliwe. Partia rządząca zrażała sobie znaczną część elektoratu, dążąc krętymi ścieżkami do zmiany oceny licznych faktów historycznych w XX i XXI wieku, zniszczenia wielu autorytetów i promocji nowych, reprezentujących poglądy zgodne z jej oceną historyczną i aktualnymi upodobaniami przywódców.

Każdy obywatel może mieć nieco inne spojrzenie na powstałą w wyniku tych rządów rzeczywistość. Co innego może pochwalać i co innego go denerwuje. Zagorzałym członkom i zwolennikom PISu wszystko się podoba tym bardziej, że często czerpią wiedzę wyłącznie z telewizji publicznej, bijącej rekordy selekcji informacji, fryzowania faktów i oskarżania przeciwników. Po przeciwnej stronie barykady, wśród tych zaliczonych do „drugiej kategorii, panuje natomiast często atmosfera totalnej negacji.

Dziesięć grzechów głównych

Starając się o zachowanie obiektywizmu uznaję, że w sferze gospodarczej rządy PISu działały względnie poprawnie, wykorzystując warunki światowej i europejskiej koniunktury. Nie podoba mi się natomiast niemal wszystko, co PIS dotychczas robił poza sferą ekonomiczną. Upraszczając i syntetyzując ująłem to w dziesięciu „grzechach głównych”:
Świadome dążenie do podziału społeczeństwa na „naszych” i „ich” – tych drugiej kategorii, mniej inteligentnych, mniej pobożnych i mniej patriotycznych.

Traktowanie tych obywateli, którzy studiowali i pracowali w czasie odbudowy kraju po wojnie, – jako współpracujących z wrogiem „postkomunistów”. Na tym tle – kwestionowanie całego dorobku PRLu.
Gloryfikowanie najbardziej prawicowych grup oporu w czasie okupacji i lekceważenie innych – zwłaszcza lewicowych. W związku z tym – podkreślanie udziału polskich oddziałów zbrojnych wyłącznie na froncie zachodnim i pomijanie działań i ofiar żołnierzy I i II Armii WP na froncie wschodnim, a zwłaszcza ich udziału w bitwie o Berlin. Tworzenie atmosfery uwielbienia wszystkich, powojennych, antykomunistycznych „żołnierzy wyklętych” bez względu na to, co w rzeczywistości robili i jaka była ich motywacja.

Masowe zmiany personalne w kierownictwach spółek skarbu państwa a także instytucji kultury (muzea, teatry, TV, radio) na członków lub zwolenników PISu, w znacznej części niemających odpowiednich kwalifikacji.

Stopniowe wprowadzanie w ugrupowaniu partyjno – rządowym wewnętrznej autokracji, której objawem jest powtarzanie wyłącznie decyzji lub opinii przywódcy i zanik prezentowania własnych poglądów, niechętnie widzianych przez „górę”. Ubocznym, ale bardzo szkodliwym następstwem, jest atmosfera strachu przed „podpadnięciem”, utratą poparcia, stanowiska, dochodów i przywilejów.

Niespotykane w europejskiej i amerykańskiej kulturze niszczenie autorytetu środowiska prawniczego – zwłaszcza sędziów – pod hasłem „uzdrawiania” wymiaru sprawiedliwości. Doprowadzenie do kompletnego chaosu w tej dziedzinie, którego apogeum widoczne było przy wyborach prezydenta.

Polityczne podporządkowanie Trybunału Konstytucyjnego i kontynuowane próby podporządkowania Sądu Najwyższego, a także sądów rejonowych i okręgowych.

Nieustanne próby lekceważenia Unii Europejskiej traktowanej jako „wyimaginowana wspólnota”. Zaostrzanie konfliktów z jej organami. I z innymi organizacjami międzynarodowymi.

Wielokrotne „omijanie” przepisów konstytucji umożliwiające przejmowanie kontroli politycznej lub wprowadzanie bezpośredniej „zależności służbowej” nad różnymi dziedzinami życia społecznego.
Przekształcenie telewizji państwowej i niektórych tygodników i gazet, w narzędzia propagandy fałszującej historię i reklamującej prawdziwe i rzekome osiągnięcia aktualnej władzy, przy jednoczesnej totalnej krytyce wszystkich – w kraju i zagranicą, – którzy mają inne poglądy.

Perspektywa zmiany

Można oczywiście wskazać wiele innych działań tej partii budzących zastrzeżenia. Mnie wystarcza ta „lista grzechów”, abym ostatecznie zmienił poglądy na umiejętność rządzenia krajem przez tą partię. Zaczynam wierzyć, – choć to wydaje się nieprawdopodobne – że zgromadziła ona ludzi instynktownie wierzących w skuteczność rządów autokratycznych, podobnych do tego, co mieliśmy w okresie PRLu. Uznali swego głównego przywódcę za nieomylnego stratega, który wie jak i potrafi wprowadzić Polskę na drogę wiecznej szczęśliwości. Jego wypowiedzi stają się dla nich niepodważalnym źródłem prawa, ważniejszym niż parlament.

Nie znam Jarosława Kaczyńskiego, nigdy nie miałem zaszczytu być w jego pobliżu, a tym bardziej o zasłużyć na tytuł „odkrycia towarzyskiego”. Zresztą w przeciwieństwie do osoby obdarowanej tym tytułem, nie kuszę moich znajomych umiejętnościami kulinarnymi. Umiem „robić” tylko herbatę, kawę i jajecznicę, a to trochę za mało, aby ożywić życie towarzyskie. Nie znając tego „szeregowego”, ale niezwykle ważnego posła, nie mogę więc potwierdzić jego nadzwyczajnych umiejętności. Nie mogę też zaprzeczyć, że natura go nimi obdarzyła. W moje coraz gorzej widzące oczy rzuca się tylko jedno – ma On charyzmatyczną zdolność psychicznego podporządkowywania ludzi. To cenna umiejętność, ale w historii niemal zawsze prowadziła do złych rezultatów. I nie mam na myśli tylko Czyngis Chana!

Ośmielam się twierdzić, że częściowo z przyczyn obiektywnych związanych z pandemią koronawirusa, nasze dno może się robić coraz bardziej wklęsłe. Będzie się uginać pod ciężarem problemów, jakie ogarną różne gałęzie przemysłu, który dotychczas bohatersko się bronił. Będzie źródłem wielu autentycznych nieszczęść związanych z nieuchronnym wzrostem bezrobocia. Może pękać z braku funduszy niewystarczających na spełnianie wszystkich obietnic podtrzymujących gospodarkę i sympatię elektoratu.

Pękanie dna będzie oznaczało zmianę władzy. Nastąpi to najpóźniej po kolejnych wyborach parlamentarnych, ale może też nastąpić wcześniej, bo pęknięcia mogą dotyczyć także nie całkiem zjednoczonej prawicy.

Sądzę, że ci, którzy obejmą stery państwa po prawicy, będą rządzili spokojniej i nie popełniając tych grzechów głównych, które wymieniłem. Ale nie będzie im lekko. Świat będzie przeżywał zapewne długi kryzys. A rządzenie w kryzysowym otoczeniu jest trudne i na ogół nie daje efektownych rezultatów.

Warszawa – Marki, 18.05.2020r.

W obronie pomnika Bohaterom czerwonych sztandarów. Dąbrowiakom. Twórcom dziejów

Szanowny Panie Prezydencie!

Zarząd Główny Stowarzyszenia Spadkobierców Polskich Kombatantów II Wojny Światowej zwraca się do Pana Prezydenta w sprawie antynarodowego i nieprzejednanego stanowiska państwowej instytucji, jaką jest Instytut Pamięci Narodowej, w sprawie likwidacji pomnika „Bohaterom czerwonych sztandarów. Dąbrowiakom. Twórcom dziejów walk o narodowe i społeczne wyzwolenie” w Dąbrowie Górniczej.
Sprawa jest już szeroko znana i wywołuje coraz bardziej negatywne opinie szerokich kręgów społeczeństwa polskiego. Stanowisko IPN przeczy faktom historycznym i jest wręcz prowokacyjne. Negowanie opinii mieszkańców Miasta Dąbrowy Górniczej i regionu Zagłębia Dąbrowskiego jest działaniem antynarodowym. Odrzucanie decyzji władz Miasta na czele z decyzją Prezydenta Miasta Dąbrowy Górniczej jest gwałceniem praw Władzy Samorządowej Rzeczypospolitej Polskiej. Lekceważenie decyzji Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gliwicach urąga demokratycznym zasadom niezależności Władzy Sądowniczej Rzeczypospolitej Polskiej.

Stwarzanie takiej sytuacji pogłębia atmosferę wrogości wobec centralnych organów Państwa Polskiego, a czyni się tak w szczególnie trudnym okresie walki z pandemią i w okresie nadchodzących wyborów Prezydenckich w Państwie.

Stowarzyszenie Spadkobierców Polskich Kombatantów II Wojny Światowej wyraża zdecydowany protest przeciw takim działaniom.

Wzywamy Pana Prezydenta Rzeczypospolitej do wyrażenia jednoznacznego stanowiska w przedstawionej sprawie i podjęcia zdecydowanych działań zmierzających do przecięcia poczynań IPN i uszanowania decyzji Władz Miasta Dąbrowy Górniczej i Władzy Sądowniczej RP.

Przypominamy, że kolejny już raz na przestrzeni dotychczasowego piastowania przez Pana najwyższego w Państwie urzędu Prezydenta RP, zwracamy się do Prezydenta RP z podobnymi, bolesnymi problemami, jakich doświadczają Polacy. Jednakże dotychczas ani razu Pan lub Pański urząd nie zareagował.

Niechaj więc zastanowi się Pan, czy także obecnie nie podejmując działań ukrócających samowolę IPN, świadomie warto Panu zrezygnować z kilku choćby głosów poparcia w nadchodzących wyborach prezydenckich?…

W słowie końcowym Stowarzyszenie Spadkobierców Polskich Kombatantów II Wojny Światowej wyraża głęboki szacunek i jednoznaczne poparcie – dla Władz Miasta Dąbrowy Górniczej na czele z Prezydentem Panem Marcinem Bazylakiem, dla Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego oraz wszystkich Rodaków z Miasta, z całego Regionu Zagłębia Dąbrowskiego i z Województwa Śląskiego – za postawę godną Naszej Ojczyzny.

Prezes Zarządu Głównego – Roland Dubowski
Prezes Honorowy ZG – Małgorzata Kitlińska-Kowalczyk
Członek Prezydium ZG – Wojciech Samborski
Do wiadomości:
Prezydent Miasta Dąbrowy Górniczej Pan Marcin Bazylak
Prezes Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego
Media

Pomnik Bohaterom Czerwonych Sztandarów, zaprojektowany przez Augusta Dyrdę, został odsłonięty na Placu Wolności w Dąbrowie Górniczej 8 listopada 1970 r. Właśnie ta data jest najważniejszym „argumentem” IPN na rzecz wyburzenia monumentu – rzekomo nie ma dla niego miejsca w Polsce, bo figurę odsłonięto dla w ramach rocznicy Rewolucji Październikowej.

Władze Dąbrowy Górniczej przekonują, że przesłanie monumentu jest związane z niepodległościowymi dążeniami ruchu socjalistycznego w Dąbrowie Górniczej z roku 1905 oraz lat 1916 – 1918. Bohaterowie czerwonych sztandarów to bojowcy i aktywiści Polskiej Partii Socjalistycznej, robotnicy zrzeszeni w organizacji walczącej o niepodległą Polskę, która byłaby zarazem państwem realizującym zasady sprawiedliwości społecznej.

Mieszkańcy miasta już kilkakrotnie stawali w obronie pomnika. Uniemożliwili jego zniszczenie w 1990 r. Gdy IPN w 2018 r. wydał swoją opinię domagającą się „dekomunizacji” monumentu, ponownie gromadzili się przed nim, żądając zostawienia go w spokoju.

Pomnik Berlinga dobity

Tuż przed świętami zdemontowany został cokół zniszczonego latem 2019 w Warszawie pomnika generała Zygmunta Berlinga. Demontażu dokonały władze dzielnicy Praga-Południe, powołując się na ustawę dekomunizacyjną i decyzję wojewody mazowieckiego.

Resztki pomnika i cokołu zostały umieszczone w magazynie dzielnicy. Nie ma żadnego pomysłu na jego dalsze przeznaczenie. Tymczasem, jak wynika z naszych ustaleń, Prokuratura Rejonowa Warszawa – Praga Południe postanowieniem z dnia 2 grudnia 2019r. sygn. PR 6 Ds.1442.2019 umorzyła dochodzenie „w sprawie dokonania w dniu 04.08.2019 r. w Warszawie na terenie skweru Ryskiego przy zbiegu ul. Wał Miedzeszyński i Al. Stanów Zjednoczonych uszkodzenia pomnika gen. Zygmunta Berlinga o wartości strat 20 000 zł na szkodę Urzędu Dzielnicy Praga Południe Miasta Stołecznego Warszawy tj. o czyn z art. 288 par.1k.k.”.

W uzasadnieniu postanowienia padają nazwiska różnych osób (Adama Słomki, Leszka Staniszewskiego, Wojciecha Osińskiego, Barbary Butler-Błasińskiej), które mogą mieć wiedzę o okolicznościach związanych ze zniszczeniem pomnika, jednakże jak wynika z lektury uzasadnienia „podjęte w dochodzeniu czynności nie dały wyników pozytywnych”(jak rozumiemy nie pozwoliły na ustalenie sprawców przestępstwa), ale „… mimo umorzenia dochodzenia sprawa nadal pozostanie w zakresie zainteresowania organów ścigania i w wypadku ujawnienia nowych istotnych okoliczności zostanie ono podjęte i będzie kontynuowane”.
Niestety, takie sformułowania nie dają nawet cienia nadziei na ustalenie sprawców przestępstwa oraz ich doprowadzenie przed oblicze sądu.
Budzi to nasze zaniepokojenie, tym bardziej że jak ćwierkają wróble na mieście, w przestrzeni internetowej pojawiły się zdjęcia przedstawiające zniszczenie pomnika generała Berlinga. Czyżby policja, która wielokroć już korzystała ze wsparcia choćby YT, przy rozwiązywaniu bardziej skomplikowanych przestępstw, w tym przypadku do takiego materiału nie dotarła?

Będziemy konsekwentnie pytać policję o postępy w dochodzeniu, wszak sprawa nadal pozostanie w zakresie zainteresowania organów ścigania i informować naszych Czytelników o poczynionych ustaleniach.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że pytania redakcji „Dziennika Trybuna” kierowane do Urzędu Dzielnicy Praga Południe w sprawie okoliczności związanych ze zniszczeniem pomnika, a następnie demontażem cokołu zostało przekazano do Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Warszawskiego Ratusza. Zatem czekamy na odpowiedź…

Sprawa zniszczenia pomnika Zygmunta Berlinga

Minęło już blisko półtora miesiąca minęło od zniszczenia – przez nieznanych dotąd opinii publicznej sprawców – pomnika generała Zygmunta Berlina przy Przyczółku Czerniakowskim. Tymczasem do mediów nie docierają żadne informacje o jakimkolwiek postępowaniu w tej sprawie. Jedynym nazwiskiem, które padło w przestrzeni publicznej w związku z tym wydarzeniem jest nazwisko Adama Słomki, który na tweetterze wyraził radość z powodu tego aktu wandalizmu i niedwuznacznie zasugerował, że ma jakąś wiedzę o sprawcach tego barbarzyńskiego aktu. Poza tym w ostatniej sobotniej edycji programu TVP Info „Studio Polska”, nieprzedstawiony z imienia i nazwiska uczestnik, chwaląc zburzenie pomnika, wręczył posłowi Andrzejowi Szejnie jego niewielki odłamek. W zeszłym tygodniu wybrałem się w to miejsce. Jak na ironię i zapewne ku niezadowoleniu sprawców, choć obalono samą figurę i wyrwano wmurowanego w cokół orła, nie udało się obalić samego cokołu opatrzonego imieniem, nazwiskiem i datami życia generała Berlinga. Milczenie jakie zapadło wokół tej sprawy skłoniło mnie do zwrócenia się do stołecznej policji z pytaniami, na jakim etapie są jej działania w tej sprawie.

Krzysztof Lubczyński
„Dziennik Trybuna”
ul. Rydygiera 8
01-793 Warszawa

Warszawa, dn. 12.09. 2019
Komendant Stołeczny Policji
Warszawa

W oparciu o ustawę o prawie prasowym, w nawiązaniu do aktu zniszczenia pomnika generała Zygmunta Berlinga przy Trasie Łazienkowskiej w Warszawie, dokonanego w dniu 4.08. 2019 roku, zwracam się o odpowiedź na następujące pytania:
1. Czy Policja prowadzi w tej sprawie dochodzenie?
2. Czy przesłuchano w tej sprawie świadków, poza jednym, przesłuchanym w dniu dokonania zniszczenia?
3. Czy komuś zostały postawione zarzuty?
4. Czy wśród przesłuchanych jest ob. Adam Słomka, autor wpisu na twitterze następującej treści: „Totalitarny monument zdrajcy Zygmunta Berlinga zniesiony społecznie przez antykomunistów”. Treść wpisu sugeruje, że ob. Adam Słomka dysponuje wiedzą odnośnie sprawców zniszczenia.

Z poważaniem
Krzysztof Lubczyński

Pamięci Mariana Buczka

10 września 1939 r. w walce z niemieckim najeźdźcą zginął Marian Buczek, wybitny działacz komunistyczny i patriota. W okresie Polski Ludowej przedstawiany był jako osobowy wzór narodowej tradycji. Wiele zakładów pracy, ulic i szkół nosiło jego imię.

Po roku 1989, wraz z transformacją ustrojową, Mariana Buczka zaczęto usuwać z panteonu osób zasłużonych dla Polski. W proteście przeciwko temu, 10 września br. w osiemdziesiątą rocznicę jego śmierci – zostanie zorganizowany wiec w parku Różanym w Koszalinie. Park ten, poprzednio noszący imię Róży Luksemburg, usytuowany jest przy zbiegu ulic Józefa Piłsudskiego (poprzednio: Armii Czerwonej) i Sportowej (poprzednio: Mariana Buczka).
Wiec rozpocznie się o godzinie 17:00. Po słownej prezentacji dokonań Mariana Buczka – nie dłuższej niż 15 minut – uczestnicy wiecu zostaną zaproszeni do pobliskiego lokalu na dyskusję inspirowaną między innymi próbą rozpatrzenia tezy wysuniętej przez profesora Pawła Wieczorkiewicza, jakoby M. Buczek był agentem (oficerem polskich służb specjalnych) działającym przeciw komunistom. Niektórzy z internautów doszli do wniosku, że należałoby przywrócić go do panteonu bohaterów narodowych. Ani ten wniosek, ani też teza profesora Wieczorkiewicza nie trafiają do mojego przekonania. Mimo to mam nadzieję, że zainspirowana bogatym życiorysem Mariana Buczka dyskusja stanie się asumptem pogłębiającym refleksję na temat falowania świadomości historycznej.

Co połączy lewicę?

Rozmowy na temat koalicji lewicowej – czy to zaledwie potencjalnej, czy to, obecnie, już w miarę ustalonej – opierały się dotąd na bezmyślnym wymienianiu szyldów. Ledwie pomyślano o kryteriach selekcji takiej koalicji, chociaż, zdawałoby się jasne, że polityczna współpraca powinna być podporządkowana pewnym wspólnym wartościom. Sojusz Razem – SLD – Wiosna, a do tego inne organizacje, jak PPS (od dawna sojusznik SLD), cztery lata temu byłby nie do pomyślenia. Co miałoby połączyć te podmioty dziś?

SLD przez lata niszczyło autentyczną lewicowość, wiążąc się z neoliberalizmem i wyjątkowo agresywnym neokonserwatywnym atlantyzmem. Tymczasem jedno i drugie powinno być dla współczesnej lewicy przedmiotem najsurowszej krytyki. SLD byłoby ciągle potężną siłą, gdyby nie antyspołeczne reformy, które wprowadzano za jego rządów. Mimo wszystko zachowało mocną strukturę, a ludzie o lewicowych poglądach z jakichś powodów – choćby z przyzwyczajenia – na nich głosują.
Pogrzebanie SLD zdawało się sprawą priorytetową dla Razem i Adriana Zandberga, pamiętającego grzechy Sojuszu. Udało się osiągnąć tyle, że Sojusz nie wszedł do parlamentu, co miało wpływ na nastanie dominacji PiS. Co do przejęcia elektoratu SLD – tu Razem nie miało już pomysłu. „Antykomunistyczna” retoryka Razem zraziła do fioletowych barw wielu potencjalnych wyborców, nie tylko zresztą z puli zwolenników SLD. „Polityka historyczna” Razem jest mdła, groteskowa i nieuczciwa. Fakt, program społeczny tej partii był dużo lepiej przemyślany i atrakcyjny, choć momentami stanowczo zbyt zachowawczy. Neoliberalizm negowano w nim tak, by nie przestraszyć elektoratu Nowoczesnej. Ludowi przepojonemu drobnomieszczańską mentalnością aktywiści Razem nie potrafili wytłumaczyć zasad funkcjonowania 75 proc. progresywnego podatku dochodowego.
Razem i SLD z pewnością łączy przekonanie, że miejsce Polski jest we wschodniej flance NATO. Tu zresztą podobnego zdania są także PiS i PO, inną opinię ośmiela się ze startujących ugrupowań wyrazić jedynie Zgoda. Fakt, Razem czasem potępiało radykalny neokonserwatyzm. Miała znaleźć się cela dla Leszka Millera za tajne więzienia CIA, krytykowano zbytnią służalczość PiS wobec USA. Teraz cela już się raczej nie znajdzie, a samego atlantyzmu ani baz NATO w Polsce nigdy nie zakwestionowano. Na postulaty zmiany polityki zagranicznej raczej nie ma się więc co spodziewać po tej koalicji. Nie wierzę w cudowne nawrócenie.
Trudno mi też uwierzyć w wysunięcie stanowczych postulatów natury socjalnej. Tu decydujące będzie, komu ta koalicja bardziej będzie chciała odbierać głosy. Elektorat PiS jest zdecydowanie bardziej antyneoliberalny, a jednocześnie ślepy na elementy neoliberalizmu w polityce rządu, który miesza porządki: globalno-wolnorynkowy ze świadczeniami socjalnymi znanymi z faszystowskich Włoszech czy III Rzeszy. Program Razem jest nieporównywalnie bardziej prospołeczny i konsekwentny, ale już wśród działaczy Wiosny i SLD krytyka np. 500+ ma zdecydowanie liberalny charakter. Obawiam się, że może to w centrolewicowej koalicji przeważyć. Radykalne postulaty społeczne z pozycji lewicowych i patriotycznych mogłoby odsunąć od partii rządzącej część wyborców. W tym układzie raczej marne na to szanse.
Najmocniejszą szansę na odnalezienie przez koalicjantów wspólnych celów i wartości daje „pierwszorzędny drugorzędny” temat „dekomunizacji”. Postulat likwidacji IPN wysuwało SLD, choć nie zrobiło tego, będąc u władzy. Spaskudziło się nawet poparciem dla ustanowienia Dnia Żołnierzy Wyklętych czy „rehabilitacją” Ryszarda Kuklińskiego, chyba nie zdając sobie sprawy z konsekwencji takiego postępowania. Tak daleko posunięta „dekomunizacja” i tzw. „dezubekizacja” jest nie na rękę nie tylko wyborcom SLD, ale i całemu społeczeństwu polskiemu. Postulat likwidacji IPN wysuwał też Robert Biedroń, zanim założył Wiosnę.
Razem częstokroć podkreślało swoje przywiązanie dla tradycji PPS i Daszyńskiego. Towarzyszyło temu podkreślanie „demokratyczności” postulowanych przez nich wartości do granic takiego absurdu, że nawet Bernstein by się przeżegnał. Razem niepotrzebnie nadbudowało swoje socjaldemokratyczne stanowisko powielaniem antykomunistycznych kalek prawicy. Mogłoby być partią socjaldemokratyczną, która uczciwie ustosunkuje się do dorobku Rewolucji Październikowej czy Polski Ludowej. Broni na razie z pozycji rewizjonistycznych Marksa (przecież nie odpowiedzialnego za utworzenie ZSRR…) i dąbrowszczaków (wszak walczących o demokrację). Liczę, że włączy się bardziej aktywnie przeciw dekomunizacji, która uderza również w ich patronów.
Mateusz Morawiecki niedawno mówił o „obecności myśli socjalistycznej w programie PiS-u”. To duże nieporozumienie, jednak mogą znaleźć się osoby, które potraktują poważnie taką deklarację, za co częściowo winę ponoszą środowiska związane z Nowym Obywatelem i Lewicowo.pl, styropianowa lewica i socjalna prawica. Tymczasem PiS to neosanacja, neopiłsudczykowska prawica, zafascynowana przedwojennym neokolonialnym, półfeudalnym polskim kapitalizmem i do pewnego stopnia etatyzmem. Tamten monopolistyczny kapitalizm nie sprzyjał chłopom, robotnikom ani klasie średniej. PiS jak żadna inna partia zwalcza wszelkie przejawy lewicowości – może pójść w ślady swoich historycznych idoli i zacząć lewicowych aktywistów zwyczajnie prześladować.
Postulat likwidacji IPN mógłby być jedynym powodem do zagłosowania na „centrolewicową koalicję”. Być może to – w tak zarysowanej perspektywie, gdy Ziobro zapowiada ściganie za cytowanie Marksa – i tak powód całkiem niezły. Chciałbym mieć tych powodów więcej, nie jestem jednak człowiekiem aż tak wielkiej wiary. Liczę więc na to, że SLD, Razem, Wiosna, PPS i pozostałe podmioty lewicowej koalicji przeciwstawią się tej „totalnej dekomunizacji” godzącej w prawa człowieka w ramach liberalnej demokracji. Taki fundament porozumienia i współpracy jest w ich zasięgu.

Akt wandalizmu

– Z jednej strony, jestem oburzona tym, co się stało. Ale też, niestety, ze smutkiem mogę przyznać, że i tak ten pomnik generała Zygmunta Berlinga poprzez władze miasta miał być usunięty z przestrzeni miejskiej Warszawy do końca 2019 roku. W ramach dekomunizacji miał zniknąć. W związku z tym i tak miał być w ramach dekomunizacji z tego miejsca w Warszawie wyrzucony.
Moim zdaniem to jest akt wandalizmu – powiedziała mediom Monika Jaruzelska.

4 sierpnia po raz kolejny uaktywniła się skrajna prawica, owoc pisowskiej polityki nienawiści. Grupa antykomunistycznych bandytów pod wodzą Adama Słomki obaliła pomnik generała Zygmunta Berlinga, znajdujący się w Warszawie. Pomnik stał w miejscu, z którego oddziały Wojska Polskiego przeprawiały się w 1944 roku z pomocą walczącej Warszawie. Gen. Berling zgodził się na desant, wobec oburzenia żołnierzy, którzy nie chcieli się przyglądać bezczynnie jak ginie Warszawa. Podczas tego desantu oraz starć na Powiślu zginęło ponad 2,5 tys. żołnierzy Wojska Polskiego.
Były poseł Słomka chce zniszczyć pamięć o tych, którzy oddali życie w walce z faszyzmem. Nie po raz pierwszy promuje bandyckie metody fałszowania historii. Wcześniej brał udział w zniszczeniu lub uszkodzeniu wielu miejsc pamięci, nawołuje do nienawiści, lży sądy zachowując przy tym bezkarność. Mamy nadzieję, że ta bezkarność wkrótce się skończy.
Niszczenie pomników, zarówno dokonywane przez prawicowe bojówki, jak i mające miejsce w ramach ustawy dekomunizacyjnej, to element historycznego rewizjonizmu i barbarzyństwa, niegodnego cywilizowanego kraju. Niszczy się pamięć o walczących o wolność z faszyzmem, a wybiela i usprawiedliwia nazistowskich kolaborantów.
KPP konsekwentnie sprzeciwia się fałszowaniu historii oraz wszelkiemu niszczeniu pomników i innych świadectw historii.

Berling won

Pomnik generała Zygmunta Berlinga na Saskiej Kępie znalazł się nieprzypadkowo: stanął przy rozjazdach koło Trasy Łazienkowskiej, ponieważ dokładnie stamtąd wysłał podczas powstania warszawskiego desant na słabnący Czerniaków. Aby ratować powstańców, życie oddało w całej stolicy w sumie około 3,5 tysiąca berlingowców.
Generał stanął na Pradze Południe w 1985 roku – czyli w roku mojego urodzenia, a także w dzielnicy, w której przyszłam na świat.
Teraz okazuje się, że musi zniknąć ze swojego miejsca, skąd patrzył na Wisłę .
Rzecznik dzielnicy Praga Południe twierdzi, że generał nie opuści jednak stolicy – przeprowadzi się jednak przymusowo na Żoliborz, do Muzeum Historii Polski, które obiecało go przygarnąć – tak jak wcześniej Feliksa Dzierżyńskiego oraz „czterech śpiących” z Dworca Wileńskiego.
W ciągu ostatnich lat biedny Berling wciąż padał ofiarą wandali – kilkukrotnie został oblany czerwoną farbą i okrzyknięty zdrajcą.
Generał należał do PZPR, współpracował z radzieckimi służbami specjalnymi.
Jego przenosiny do muzeum będą kosztowały miasto około 50 tysięcy złotych. To kosmiczna suma, dlatego dekomunizację odłożono do końca roku, ponieważ, jak łatwo się domyślić, miasto ma inne, priorytetowe wydatki w okolicy.
Rzecznik urzędu dzielnicy zapowiada, że w miejscu „po Berlingu” powstanie skwer. Zbiera już od mieszkańców pomysły na jego zagospodarowanie. Nie ukrywa, że zgłosiło się do urzędu kilku mieszkańców, stanowczo domagających się, aby Berling mógł pozostać w swojej dotychczasowej lokalizacji. Ale na dekomunizację nie ma rady.

Dąbrowszczacy się bronią!

W wyniku decyzji Naczelnego Sądu Administracyjnego, na mapę Warszawy powracają ulice Dąbrowszczaków oraz gen. Sylwestra Kaliskiego. NSA odrzucił skargę wojewody mazowieckiego na wcześniejszy wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego anulujący zarządzenie zmieniające nazwy ulic. Wyrok jest prawomocny i oznacza zwycięskie zakończenie walki z dekomunizacją w Warszawie. NSA uchylił decyzje dekomunizacyjne w sprawie wszystkich 50 nazw ulic, których zmiany chciał narzucić wojewoda. Decyzja w sprawie przywrócenia nazw 44 ulic zapadła w grudniu ubiegłego roku, trzech kolejnych – Stanisława Tołwińskiego, Krystyny Matysiakówny oraz Józefa Szymańskiego – w marcu. W przypadku jednej nazwy wojewoda nie odwołał się od wyroku WSA.
Wojewoda mazowiecki został obciążony kosztami postępowania sądowego. W uzasadnieniu decyzji NSA stwierdził, że zaprezentowane w związku z dekomunizacją opinie IPN nie mają wiążącego charakteru, a wojewoda sam nie umiał wystarczająco uzasadnić proponowanych zmian.
Na tym samym posiedzeniu zapadła również decyzja przywracająca w Makowie Mazowieckim nazwę ulicy Janka Krasickiego.
Zablokowanie dekomunizacji było możliwe między innymi dzięki społecznemu oporowi, który skłonił samorządy do wystąpienia na drogę sądową. W przypadku ul. Dąbrowszczaków mieszkańcy ulicy masowo podpisywali się pod petycją w jej obronie. Społeczności lokalne mają szansę na zwycięstwo nad dekomunizatorami dzięki wywieraniu presji społecznej i zorganizowaniu się.