Bitwa o spadek po Diego Maradonie

Walka o spadek po zmarłym 25 listopada ubiegłego roku Diego Maradonie nie słabnie. W miniony piątek miała miejsce kolejne odsłona tych zmagań, tym razem z udziałem byłych partnerek legendarnego piłkarza.

Po śmierci Maradony na światło dzienne co rusz wychodzą nowe informacje o skandalicznych zachowaniach osób z jego najbliższego otoczenia. Wedle nich legendarny piłkarz w ostatnim okresie życia był okradany lub finansowo wykorzystywany przez członków rodziny oraz swoich współpracowników. W mediach roi się od sensacyjnych wieści o gigantycznym majątku, jaki pozostawił rzekomo Maradona, wedle niektórych źródeł szacowanego na co najmniej 80 milionów dolarów amerykańskich, ale są też spekulacje, że piłkarz mógł zgromadzić nawet ćwierć miliarda dolarów. Tak czy owak jego krewni mają się o co bić, co też czynią w mniej lub bardziej dyskretny sposób.
Ostatnio jednak jedna z jego byłych żon, Veronika Ojeda, postanowiła oskarżyć publicznie drugą, konkretnie Rocio Olivię, o używanie karty kredytowej Maradony, gdy ten już nie żył. O sprawie jako pierwszy napisał angielski tabloid „The Sun”., Posądzona o niegodziwe zachowanie Rocio Oliva w wypowiedzi zamieszczonej na łamach tej gazety stanowczo zaprzeczyła tym oskarżeniom. „To kłamstwo, że użyłam kart Diego po jego śmierci. Dziwię się, że takie oszczerstwa rozpowiada akurat osoba, która kilka lat temu sama korzystała z konta bankowego Maradony bez jego wiedzy” – stwierdziła Rocio Oliva, ostatnia życiowa partnerka legendy argentyńskiego futbolu, z którą mistrz świata z 1986 roku spotykał się przez sześć lat.
Obie kobiety nie zamierzają łatwo zrezygnować i twardo walczą o jak największy udział przy dzieleniu majątku zmarłego piłkarza. W kolejce do pozostawionej przez Maradonę fortuny stoi też ośmioro jego dzieci oraz członkowie jego rodziny. Jak policzyły argentyńskie media, prawo do udziału w spadku po legendzie futbolu może partycypować nawet 18 osób, a ponieważ „Boski Diego” nie zostawił testamentu, spór prawny o jego majątek zapowiada się na bardzo długi i bezkompromisowy.

Messi podpadł FIFA, ale oddał hołd Maradonie

Wielu wybitnych piłkarzy na różne sposoby żegnało zmarłego 25 listopada Diego Maradonę. Ale kibice czekali na osobisty hołd ze strony wielkiego sukcesora „Boskiego Diego”, równie genialnego Leo Messiego. Gwiazdor FC Barcelona nie kazał im długo czekać, zrobił to w niedzielę w ligowym meczu z Osasuną.

Zespół „Dumy Katalonii” w tym sezonie świetnie spisuje się w Lidze Mistrzów, ale w krajowych rozgrywkach na razie nie błyszczy i na razie zajmuje miejsce dalekie od ligowej czołówki. Na mecz 11. kolejki Primera Division z Osasuną Pampeluna gracze „Blaugrany” mocno się jednak zmobilizowali, bo poprosił ich o to Leo Messi, kapitan drużyny, jej lider i największa gwiazda. Powód prośby nie był dla nikogo tajemnicą, wszyscy domyślali się, że Argentyńczyk będzie chciał w tym spotkaniu oddać honory zmarłemu Maradonie. Zmotywowani gracze katalońskiej drużyny wygrali mecz bez problemu 4:0, a wynik spotkania w 73. minucie ustalił właśnie Messi. Zaraz potem zdjął koszulkę Barcelony, pod którą miał nałożony trykot zespołu Newell’s Old Boys Rosario z numerem 10, a obie ręce uniósł w górę.
Gest Messiego szybko został odczytany – Maradona był zawodnikiem klubu z Rosario tylko przez jeden sezon 1993/1994, ale jego debiut w barwach Newell’s Old Boys z trybun oglądał sześcioletni wówczas Leo Messi. I zapamiętał taki właśnie gest „Boskiego Diego”, który w niedzielny wieczór odtworzył celebrując bramkę wbitą ekipie Osasuny. Za zdjęcie koszulki meczowej w sędziujący mecz Mateu Lahoz ukarał argentyńskiego gwiazdora żółtą kartką. Arbiter nie miał innego wyjścia, bo przepisy FIFA nie dopuszczają wyjątków w przypadku zdjęcia koszulki, nawet w tak szczytnym celu, jak upamiętnienie śmierci takiej piłkarskiej legendy, jak Maradona. Ale po meczu sędzia też dołożył swoją własną cegiełkę do tego niezwykłego hołdu. Jak informuje hiszpański dziennik „Marca”, w protokole pomeczowym Lahoz napisał: „W 73. minucie grający z numerem 10 zawodnik Leo Messi został ostrzeżony z następującego powodu: za zdjęcie koszulki po strzeleniu gola i pokazanie innej koszulki, drużyny Newells’ Old Boys z sezonu 93/94 z numerem 10 na odwrocie”. Arbiter nie musiał podawać w swoim raporcie aż tylu szczegółów. Wykazał się nadgorliwością właśnie dlatego, że chciał w takiej biurokratycznej formie upamiętnić ten historyczny moment, gdy Messi oddał hołd zmarłemu Maradonie.
Następnego dnia rozpętała się jednak z tego powodu kosmiczna awantura, gdy wyszło na jaw, że Messi będzie musiał za złamanie przepisów FIFA zapłacić trzy tysiące euro kary. Nie jest to może kwota dotkliwa dla piłkarz, który rocznie zarabia ponad 80 mln euro, ale chodzi o zasadę. FIFA surowo zakazuje prezentowania podczas meczów reklam, sloganów, haseł, rysunków, herbów lub innych elementów innych niż te, które na podstawie umów znajdują się na koszulkach meczowych rywalizujących drużyn. Nie tylko kibice Barcelony są jednak oburzeni bezdusznością przepisów i w mediach społecznościowych domagają się od władz światowej federacji anulowania nawet tak stosunkowo mało dotkliwej sankcji.
To jest jednak najmniejsza z burz jaka wybuchła po śmierci Diego Maradony. W Argentynie tamtejsza prokuratura wszczęła właśnie dochodzenie, które ma wyjaśnić, czy w ostatnich dniach życia piłkarski gwiazdor miał właściwą opiekę medyczną. Rodzina Maradony twierdzi bowiem, że ze strony jego osobistego lekarza, Leopoldo Luque oraz psychiatry Agustina Cosachova „doszło do błędów w sztuce lekarskiej bądź zaniedbań, które mogły doprowadzić do pośredniego spowodowania śmierci pacjenta”. Jak informuje argentyńska agencja Telam, z pierwszych ustaleń śledczych wynika, że Maradona po wyjściu na własne życzenie ze szpitala o operacji usunięcia guza mózgu, podczas pobytu w domu nie miał wystarczająco starannej opieki ze strony wymienionych wcześniej lekarzy. Podczas sekcji zwłok stwierdzono, że u Maradony doszło do „ostrej niewydolności serca z kardiomiopatią rozstrzeniową i zastoinową niewydolnością serca, która spowodowała ostry obrzęk płuc”.
„Boski Diego” został pochowany już w czwartek, czyli dzień po śmierci. Na kilka godzin przed pogrzebem trumna z jego zwłokami została wystawiona w pałacu prezydenckim, do której ustawiały się tysiące fanów chcących pożegnać swojego idola, ale w ceremonii pogrzebowej wzięli udział tylko jego najbliżsi.

Trudno w to uwierzyć, ale Boski Diego umarł

Nagła śmierć Diego Maradony, chociaż wywołała poruszenie na całym świecie, raczej dla nikogo zaskoczeniem nie była. Legendarny piłkarz przez co najmniej połowę życia niemiłosiernie katował swój organizm narkotykami i alkoholem. Kilka razy lekarze ratowali mu życie niemal w ostatniej chwili, ale Maradona nie był przykładnym pacjentem i szybko wracał do wyniszczającego trybu życia. W końcu jego serce tego nie wytrzymało.

Maradona zmarł w środę nad ranem w wyniku zawału, co po sekcji zwłok oficjalnie ogłosiła argentyńska prokuratura. Dzisiaj mówi o nim cały świat. Jego piłkarskiego geniuszu nikt nigdy nie kwestionował, a teraz zwłaszcza tego nie robi, nawet pamiętający mu gola strzelonego ręką w MŚ’86 Anglicy, co potwierdza choćby festiwal bałwochwalczych wręcz wpisów na portalach społecznościowych. Najwybitniejsi i najważniejsi ludzie w światowym futbolu uznali za swój obowiązek oddać hołd „Boskiemu Diego”, zaś większość z nich podkreślała, że był on jeśli nie najwybitniejszym, to na pewno jednym z najwybitniejszych piłkarzy w historii futbolu. W plebiscycie przeprowadzonym w 2004 roku przez FIFA z okazji stulecia powstania organizacji, Maradona został przez 53 procent głosujących uznany za najlepszego piłkarza XX wieku, ale ostatecznie tym tytułem musiał podzielić się z brazylijskim „królem futbolu”, bo działaczom światowej federacji piłkarskiej nie mieściło się w głowie, żeby na szczycie zabrakło Pelego.
Diego Maradona niebywały talent do gry w futbol zdradzał od najmłodszych lat. Gdy jego ojciec, Diego „Chitoro” Maradona, zapisał go do klubu Cebolitas, młodzieżowej filii Argentinos Juniors, trenerzy po obejrzeniu tego, co potrafił zrobić z piłką, nie mieli wątpliwości, że trafił do nich przyszły gwiazdor. Diego szybko stał się dumą i wielką nadzieją Argentinos Juniors. W przerwach meczów zabawiał kibiców swoimi popisami żonglerki piłką, z których niektóre zapisane na filmowej taśmie zachowały się do dzisiaj. W 1971 roku doczekał się pierwszej wzmianki w prasie, w dzienniku „Clarin”, tego samego, który 49 lat później jako pierwszy podał informację o jego śmierci. „I zdarzył się ten dzień. Dzień, gdy się stało nieuchronne. To cios w emocje całego narodu. Odbije się echem pod każdą szerokością geograficzną. To jest zdanie, które zostało napisane już kilka razy, ale zawsze okazało się okiwane. A teraz jest już częścią smutnej rzeczywistości: zmarł Diego Armando Maradona”. Ale w połowie lat 70. nic jeszcze tego nie zapowiadało, bo „Boski Diego” dopiero wkraczał na futbolowe salony. W 1976 roku podpisał pierwszy profesjonalny kontrakt, oczywiście z Argentinos Juniors. W barwach tego zespołu występował do 1981 roku, rozegrał przez te lata 167 meczów i strzelił 116 goli. Ale dotknięty gwizdami fanów tej drużyny nakazał swojemu agentowi, żeby „za karę” przetransferował go do konkurencyjnego Boca Juniors. Dla tego klubu grał jednak krótko, bo w 1982 roku, mimo nieudanego występu z reprezentacją Argentyny na mundialu w Hiszpanii, przeszedł do FC Barcelona za 7,5 mln dolarów, co w owym czasie było transferowym rekordem świata.
W „Dumie Katalonii” spędził jednak tylko dwa sezony, zagrał w 36 spotkaniach i zdobył 22 bramki. Jak na piłkarskiego geniusza nie był to imponujący dorobek, lecz trzeba pamiętać, że w 1983 roku po faulu obrońcy Athletic Bilbao Andoniego Goikotxei doznał poważnej kontuzji i wypadł z gry na ponad kwartał. Przestało też podobać mu się w Hiszpanii, co wykorzystali ludzie z jego otoczenia i rok później doprowadzili do kolejnego rekordowego transferu Maradony, który za 11 mln dolarów przeszedł do SSC Napoli. Ta transakcja wzbudziła na świecie mnóstwo komentarzy, bo „Boski Diego” jeszcze wtedy nie miał piłkarskiego świata u stóp, zastanawiano się też skąd klub z należącego do włoskiego „biednego Południa” Neapolu miał taka furę pieniędzy na wykup argentyńskiego gwiazdora. W medialnych spekulacjach pojawiały się sugestie, że za transakcją stali wpływowi mafiosi. Jeśli to prawda, to mieli oni nosa do piłkarskich transferów, bowiem w Neapolu talent Maradony eksplodował z siłą atomowej bomby. Skorzystała też na tym reprezentacja Argentyny, bo w 1986 roku w Meksyku „Boski Diego” był w szczytowej formie i to głównie dzięki niemu ekipa „Albicelestes” wywalczyła mistrzostwo świata.
I za to Maradona jest w swoim ojczystym kraju uwielbiany, chociaż było to przecież w ostępie ośmiu lat drugi mistrzowski tytuł dla Argentyny. Ale tego zdobytego u siebie w 1978 roku Argentyńczycy nie szanowali, bo był sukcesem znienawidzonej przez nich wojskowej junty, która wtedy rządziła krajem. Triumf na meksykańskich stadionach do dzisiaj jest dla nich ważniejszy także dlatego, że w drodze do finału ich piłkarze pokonali reprezentację Anglii, co powszechnie uznano w Argentynie za wielki rewanż po porażce w wojnie z Wielką Brytanią o Falklandy, które dla Argentyńczyków były, są i na zawsze będą Malediwami. A jak pewnie wszyscy gani futbolu pamiętają lub wiedzą, w meczu z Anglikami to właśnie Maradona skradł show i strzelił dwa gole, które przeszły do historii światowego futbolu. Pierwszego wbił ręką, a drugiego po rajdzie przez pół boiska i ograniu połowy ekipy rywali. Tego wyczynu jego rodacy nigdy mu nie zapomnieli i za to do dzisiaj obdarzają go uwielbieniem, mimo iż wielokrotnie zawstydzał swoim zachowaniem, czasem nawet wystawiał się na pośmiewisko, Argentyńczycy mimo to niezmiennie go kochali. Nawet najważniejsi obywatele tego kraju. „Papież Franciszek powiadomiony o śmierci Diego Maradony myśli serdecznie o spotkaniach w tych latach i wspomina go w modlitwie, tak ja to robił w dniach, gdy dowiedział się o jego stanie zdrowia” – przekazał mediom rzecznik Watykanu Matteo Bruni. Papież Franciszek, przecież Argentyńczyk z krwi i kości, jest wielkim fanem futbolu, kibicem i honorowym członkiem klubu San Lorenzo z Buenos Aires. Po tym jak rozpoczął pontyfikat w 2013 roku przyjął Maradonę na kilku prywatnych audiencjach. Jeszcze dalej w żalu posunął się prezydent Argentyny, który po śmierci piłkarza ogłosił trzydniową żałobę narodową.
31 października Maradona skromnie obchodził 60 urodziny. Trzy dni później wylądował w szpitalu w La Plata, 60 kilometrów od Buenos Aires. Tym razem powodem był guz mózgu. Operacja jego usunięcia przebiegła bez komplikacji, ale „Boski Diego” po wybudzeniu nie okazał lekarzom wdzięczności. Żądał wypuszczenia do domu, ale rodzina uznała, że skoro po tygodniach namawiania wreszcie udało się go zagonić do szpitalnego łóżka, to trzeba go przytrzymać jak najdłużej. Z dala od alkoholu, którego w ostatnich latach ponoć nadużywał bardziej niż kokainy. Nie dało się zbyt długo.
Ledwie pojawił się w domu, a nad posesją zaczęły latać drony obładowane kamerami, podglądającymi przez okna w jakim był stanie, co robił, kto go odwiedzał. I chociaż „Boski Diego” już nie żyje, drony znad jego domu nie zniknęły. Bo cała Argentyna jest teraz w żałobie i płacze po swoim bohaterze, więc musi wiedzieć co u niego nawet po śmierci. Reszta świata jest już tego mniej ciekawa, a jak minie żałoba pewnie zweryfikuje trochę legendę.

48 godzin sport

Tysięczna wygrana Nadala
Słynny hiszpański tenisista Rafael Nadal odniósł tysięczne zwycięstwo w zawodowej karierze. W drugiej rundzie turnieju ATP Masters 1000 w Paryżu (pula nagród 3,73 mln euro) pokonał swojego rodaka Feliciano Lopeza 4:6, 7:6(5), 6:4. 34-letni Hiszpan jest czwartym zawodnikiem, który osiągnął tę granicę w Erze Open, czyli od 1968 roku. Więcej wygranych na koncie mają tylko Amerykanin Jimmy Connors (1274), Szwajcar Roger Federer (1242) oraz Czech Ivan Lendl (1068).

Kara dla piłkarza Legii
Zawodnik Legii Warszawa William Remy został ukarany przez Komisję Ligi karą finansową w wysokości 30 tysięcy złotych. Kara dla piłkarza Legii jest efektem niezastosowania się przez niego do zaleceń Komisji Medycznej PZPN dotyczących przestrzegania środków prewencyjnych w dobie pandemii Covid-19.

Awans piłkarek z Łęcznej
Piłkarki nożne Górnika Łęczna pokonały u siebie chorwacki ZNK Split 4:1 w pierwszej rundzie kwalifikacji piłkarskiej Ligi Mistrzów kobiet i awansowały do kolejnej fazy. W zespole mistrzyń Polski nie mogły zagrać cztery zawodniczki, których wyniki poniedziałkowych testów na obecności koronawirusa były pozytywne. Losowanie par kolejnej rundy odbędzie się w piątek. Górnik w minionym sezonie, zakończonym z powodu pandemii po 12 kolejkach, został mistrzem Polski. W pierwszej rundzie kwalifikacji gra 40 zespołów. Zwycięzcy meczów awansują do drugiej fazy, wyłaniającej (też w pojedynczych spotkaniach) 10 drużyn, które dołączą do 22 rozstawionych ekip. Od 1/16 finału rozgrywane będą już dwumecze. Finał LM odbędzie się 16 maja 2021 roku w Goeteborgu. Tytułu broni francuski Olympique Lyon.

Znów szykują się do igrzysk
Wolontariusze, którzy będą pracować podczas igrzysk w Tokio 2021, wznowili zajęcia szkoleniowe po ośmiu miesiącach przerwy spowodowanej pandemią, która zmusiła organizatorów do przełożenia imprezy o rok. Obecnie programy szkoleniowe prowadzone są głównie on-line, w przeciwieństwie do zajęć z ubiegłego roku, gdy obywały się w Tokio w grupach liczących nawet kilkaset osób. Zajęcia mają potrwać do końca grudnia. Uczestniczy w nich ponad 80 tysięcy osób. Na razie nie podjęto jeszcze decyzji, czy podtrzymane do tej grupy dołączą też wolontariuszy spoza Japonii, których miało być 12 procent.

Maradona wraca do zdrowia
Lekarz Diego Maradony Leopoldo Luque poinformował, że po wtorkowej operacji mózgu u legendarnego piłkarza nie występują żadne powikłania neurologiczne. Legendarny argentyński piłkarz w miniony piątek obchodził 60. urodziny, a w poniedziałek trafił do szpitala w La Plata z podejrzeniem głębokiej depresji. Dokładne badania wykazały jednak, że ma krwiaka podtwardówkowego wymagającego natychmiastowego usunięcia. Operacja odbyła się we wtorek wieczorem. Wiadomość o jej udanym przebiegu zgromadzeni pod kliniką fani Maradony przyjęli głośnymi owacjami.

Maradona w depresji

W piątek 30 października legendarny argentyński piłkarz Diego Maradona skończył 60 lat. Tego dnia zespół, którego jest aktualnie trenerem, Gimnasia La Plata, grał pierwszy mecz ligowym po przerwie spowodowanej pandemią.

Piłkarze Gimnasia La Plata zrobili swojemu trenerowi urodzinowy prezent wygrywając z drużyną Patronat 3:0. Nie mieli jednak okazji złożyć mu życzeń, bo Maradona nie pojawił się w szatni ani też nie usiadł na trenerskiej ławce, chociaż był obecny na stadionie. Wpadł jednak dosłownie na chwilę, po to tylko, aby odebrać urodzinowe życzenia m.in. od prezesa argentyńskiej federacji Claudio Tapii i szefa argentyńskiej ligi Marcelo Tinelliego. Widać oni nie obawiali się zakażenia, chociaż Argentyna należy do krajów najmocniej dotkniętych pandemią.
Maradona nie zlekceważył jednak swoich podopiecznych. Unikając kontaktu z nim kierował się wyłącznie troską o ich zdrowie, albowiem wcześniej miał kontakt z osobą zakażoną Covid-19 i nie chciał nikogo narażać. Tak przynajmniej tę sytuację tłumaczyły służby prasowe klubu Gimnasia La Plata. Ale w poniedziałek mistrz świata z 1986 roku trafił do szpitala z objawami depresji.

Rąsia boga

Wybory prezydenckie roku 2020 były nieuczciwe, ale są ważne.

Ostatnie polskie wybory prezydenckie można porównać do meczu piłki kopanej Argentyna – Anglia w czasie mistrzostw świata w Meksyku.
Wówczas bramkę decydującą o wejściu Argentyny do finału rozgrywek i zwycięstwie Argentyny w turnieju zdobył Diego Maradona.
Dodatkowo tamte zwycięstwo Argentyny miało też smak politycznej, nacjonalistycznej zemsty. Turniej odbywał się cztery lata po przegranej przez Argentynę wojny z Wielką Brytanią o archipelag Falklandy- Malwiny.
Decydującą bramkę zdobył Maradona nieuczciwie. Wykorzystał do tego swą rękę, co w piłce nożnej jest zabronione. Sędzia, w przeciwieństwie do telewizyjnych widzów i komentatorów, przewinienia zawodnika nie zobaczył i gola uznał.
Już po turnieju Maradona przyznał się do gry ręką. Ale uznał ją za „La mano de dios”, czyli „Rękę boga”. Uważał, że to nieuczciwe zwycięstwo zwyczajnie się Argentynie należało.
Pan prezydent Duda został wybrany przy pomocy rąsi innego boga. Przede wszystkim TVPiS, która jest przedłużeniem ramienia jaśniepana prezesa Kaczyńskiego. Traktowanego przez wyznawców PiS jak boga.
Pomimo tej, i licznych innych nieuczciwości, wybory prezydenckie roku 2020 są ważne. A pan prezydent Andrzej Duda legalnym prezydentem RP. Co uznali najbardziej rzetelni na świecie sędziowie- obserwatorzy OBWE.
Skoro pan prezydent Andrzej Duda jest legalnym prezydentem RP to w jego zaprzysiężeniu powinni brać udział parlamentarzyści klubu Lewicy.
Bo parlamentaryzm to gra zespołowa. Nie jest dla herbertowskich politycznych estetów. Bo są oni częścią konstytucyjnego Zgromadzenia Narodowego przed którym nowo wybrany prezydent musi złożyć przysięgę.
Poza tym powinni to zrobić by okazać szacunek dla 10 milionów wyborców pana prezydenta Dudy.
W tej, zaplanowanej na 6 sierpnia, uroczystości nie musza za to brać udziału lewicowi posłowie do Parlamentu Europejskiego. Nie stanowią Zgromadzenia Narodowego. Nie będą oni, w przeciwieństwie do parlamentarzystów krajowych, musieli współpracować z panem prezydentem Dudą przez najbliższe lata.
Mogą zatem demonstracyjnie zbojkotować to pandemiczne zaprzysiężenie. Przypominać wszystkim i wszędzie swe moralne obrzydzenie do prezydenta nieuczciwie wybranego.
Zresztą panu prezydentowi Dudzie też 6 sierpnia lekko nie będzie. Jako człek deklarujący swą wiarę w boga, już podczas swego zaprzysiężenia, poczuje złowrogi, ostry cień mgły boskiego fatum.
Kłamstwo pandemiczne uprawiane w czasie prezydenckiej kampanii wyborczej przez elity PiS sprawiło, że mamy nawrót zarazy. Zachorowania nawet wśród krajowych elit politycznych.
Mamy nowe ognisko zarazy w Senacie RP. Być może mamy je też w mieszczącym się w tym samym gmachu Sejmie RP. Tylko nie mamy informacji o nim, bo kłamstwa są fundamentem polityki elit PiS.
To wszystko sprawia, że jeszcze we wtorek nie znane były szczegóły czwartkowego zaprzysiężenia. Nie było publicznie wiadome przed jak licznym Zgromadzeniem Narodowym pan prezydent będzie swą przysięgę składał. Aby legalnie rozpocząć swą nową kadencję.
Wiemy za to już, że grupa polskich konstytucjonalistów już kwestionuje ważność złożenia prezydenckiej przysięgi przed tylko częściowo obecnym na Sali Plenarnej Zgromadzeniem Narodowym.
To może być powodem, że pan prezydent Duda będzie miał skazę nieuczciwego wyboru i niekonstytucyjnie złożonej przysięgi. Co może być powodem do przyszłego bojkotowania go przez liczne instytucje i obywateli RP.
Diego Maradona przyznał po turnieju, po zdobyciu Pucharu, że zagrał nieuczciwie. Kibice wybaczyli mu, bo był on także jednym z najlepszych piłkarzy w historii światowego futbolu.
Pan prezydent Duda jako urzędujący prezydent nigdy poziomu Maradony nie osiągnął.
Przeciwnie ma szansę być najgorszym z dotychczasowych wybranych prezydentów RP. I dodatkowo jeszcze ze skazą nieuczciwego wyboru i nie konstytucyjnego zaprzysiężenia.

Śmierć legendy futbolu

W miniony piątek w wieku 74 lat zmarł w szpitalu w Rosario Tomas Felipe „El Trinche” Carlovich, jeden z legendarnych argentyńskich piłkarzy. Dwa dni wcześniej został pobity podczas napadu.

Carlovich został napadnięty przed swoim domem. Pewnie nie wiedział, na kogo napada, bo w Argentynie prawie każdy szanujący się kibic piłkarski zna „El Trinche” Carlovicha, chociaż całą karierę spędził w klubie Central Cordoba i nigdy nie zagrał w reprezentacji Argentyny. Mimo to przeszedł do legendy. Swój boiskowy przydomek, „El Trinche”, zawdzięczał efektownej sztuczce, którą często popisywał się na boisku – zakładaniu podwójnej „siatki” przeciwnikom.
W argentyńskiej drużynie narodowej nigdy nie wystąpił, ale w jej historii zapisał się w 1974 roku, gdy zagrał przeciwko niej w zespole regionu Rosario, w ostatnim meczu ekipy „Albicelestes” przed wyjazdem do RFN na mistrzostwa świata. Ówczesny trener argentyńskiej kadry, Vladislao Cap, przy wyniku 0:3 zażądał od ekipy Rosario zdjęcie Carlovicha z boiska. Diego Maradona w 1993 roku ofiarował mu koszulkę z napisem: „Trinche, byłeś lepszy ode mnie”.

Harry Kane faworytem do korony króla strzelców mundialu

Po meczach 1/8 finału liderem klasyfikacji strzelców mundialu w Rosji jest Harry Kane. Angielski napastnik ma na koncie sześć goli.

 

Mówi się, że w futbolu nie da się wygrać meczu w pojedynkę. Tezie tej potrafili jednak zaprzeczyć wybitni gracze, jak Pele, Johan Cruyff, Diego Maradona, Ronaldo, Zinedine Zidane, Cristiano Ronaldo i Leo Messi, a podczas mundialu w Rosji robi to także Harry Kane. Napastnik reprezentacji Anglii w spotkaniu 1/8 finału z Kolumbia wywalczył rzut karny, który następnie z zimną krwią wykorzystał. Nie zawiódł też w konkursie „jedenastek”.

Kane z sześcioma bramkami na koncie jest jak na razie najskuteczniejszym piłkarzem mundialu w Rosji i najpoważniejszym kandydatem do zdobycia korony króla strzelców. Kapitan ekipy „Lwów Albionu” w spotkaniu z Kolumbijczykami zdobył bramkę dla reprezentacji Anglii w szóstym meczu z rzędu. Ostatnim Anglikiem, któremu udała się taka sztuka, był jeszcze w latach 30. ubiegłego wieku Tommy Lawton.

Wkład Kane’a w awans angielskiej drużyny do ćwierćfinału jest trudny do przecenienia, bo napastnik Tottenhamu nie tylko zdobył większość bramek (sześć z dziewięciu), ale w odróżnieniu od snajperów innych zespołów, choćby Cristiano Ronaldo, Leo Messiego czy Roberta Lewandowskiego, ma znakomite statystyki w odbiorze piłki i jej rozegraniu. Innymi słowy Kane na boisku walczy jak lew i jest bezdyskusyjnym liderem reprezentacji Anglii. Na rosyjskich stadionach Anglik potwierdza, że w tej chwili jest najlepszym środkowym napastnikiem na świecie.

Po udanym występie w mistrzostwach świata transferowa wartość Kane’a zapewne znacznie wzrośnie. Szefowie Tottenhamu będą mieli problem żeby go zatrzymać. Real Madryt już pół roku temu złożył im ofertę opiewającą na kwotę 140 mln euro. Teraz będą musieli zaoferować za wykupienie Kane’a grubo ponad 200 milionów.

 

Najskuteczniejsi:

6 goli – Harry Kane (Anglia),
4 gole – Romelu Lukaku (Belgia), Cristiano Ronaldo (Portugalia),
3 gole – Edinson Cavani (Urugwaj), Denis Czeryszew (Rosja), Artem Dziuba (Rosja), Kylian Mbappe (Francja), Yerry Mina (Kolumbia),
2 gole – Sergio Aguero (Argentyna), Diego Costa (Hiszpania), Philippe Coutinho (Brazylia), Andreas Granqvist (Szwecja), Antoine Griezmann (Francja), Eden Hazard (Belgia), Takashi Inui (Japonia), Mile Jedinak (Australia), Wahbi Khazri (Tunezja), Luka Modrić (Chorwacja), Ahmed Musa (Nigeria), Neymar (Brazylia), Heung-Min Sonn (Korea Południowa), John Stones (Anglia), Luis Suarez (Urugwaj).

Maradona w szpitalu

Diego Maradona trafił do szpitala w kolumbijskim Cali. Jak podają tamtejsze media, legendarny argentyński piłkarz od czterech miesięcy borykał się z uporczywymi bólami w lewym kolanie.

 

Zdrowotne kłopoty Maradony mogą pokrzyżować jego zawodowe plany związane z udziałem w mistrzostwach świata w Rosji. Słynny Argentyńczyk podpisał dwa kontrakty ze stacjami telewizyjnymi – dla jednego z włoskich kanałów podjął się roli eksperta analizującego grę poszczególnych zespołów, natomiast w wenezuelskiej stacji miał mieć autorski program podsumowujący każdego dnia mundialowe wydarzenia. Co prawda lekarze w kolumbijskiej klinice zapewniają, że być może uda się uniknąć operacji kolana, ale decyzję maja podjąć dopiero po przeprowadzeniu szczegółowych badań, w tym rezonansem magnetycznym. Jeśli wszystko potoczy się zgodnie z planem, Maradona powinien opuścić szpital za sześć dni, a zatem jeszcze przed rozpoczęciem mundialu.

Dziwny wynik plebiscytu FIFA

Nie Pele czy Maradona, lecz urugwajski bohater finału MŚ 1950 Alcides Ghigghia wygrał internetowy plebiscyt FIFA na najlepszego piłkarza w historii mistrzostw świata. W głosowaniu wzięło udział 578 024 fanów futbolu.

 

Wynik opublikowanego przez FIFA na Twitterze plebiscytu jest, delikatnie mówiąc, zaskakujący. Alcides Ghigghia w barwach reprezentacji Urugwaju strzelił w sumie cztery gole. Do historii przeszło jego trafienie w finale pierwszych po II Wojnie Światowej mistrzostw świata, rozgrywanych w Brazylii w 1950 roku. W decydującym meczu z gospodarzami mundialu Ghigghia zdobył zwycięska bramkę na 2:1, doprowadzając do rozpaczy 200 tysięcy obecnych na stadionie Maracana brazylijskich kibiców. Ale w kategorii „najlepszy piłkarz mistrzostw świata” wyczyn Urugwajczyka blednie przy dokonaniach takich sław, jak Pele czy Maradona. Ghigghia zmarł 16 lipca 2015 roku, dokładnie w 65. rocznicę pamiętnego triumfu Urugwaju nad Brazylią.